Najlepszy album Depeche Mode dekady 1990-1999

Dyskusje na temat wydawnictw Depeche Mode
Odpowiedz

Najlepszy wg Ciebie album Depeche Mode z lat 1990-1999 to:

Violator [1990]
9
31%
Songs of Faith and Devotion [1993]
9
31%
Ultra [1997]
11
38%
 
Liczba głosów 29
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 9581
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Lokalizacja: Sam's Town

Re: Najlepszy album Depeche Mode dekady 1990-1999

Post 01 maja 2011 19:57

Odszedł bo odszedł miał powody. Ale ten co zalewał, najpierw napisał te wszystkie piosenki.
Po demkach z boksa Sounds, wiem, że siłą był Gore a nie Wilder.
Nie umniejszam Wildera wkładu, ale on robił lukier. Fantastyczny lukier.
A to czy się lukruje gówno czy ciasto to inna sprawa. Jednak polukrowane gówno nadal by było gównem.
Awatar użytkownika
Fen.
Posty: 1691
Rejestracja: 27 sty 2010 08:30
Lokalizacja: Wrocław

Post 01 maja 2011 21:00

A mi się wydaje, że jak fani DM nie mają o czym gadać, to dywagują w nieskończoność nad znaczeniem poszczególnych osób, odejściem Wildera, powrotem Wildera, starym DM vsh nowym DM, kultem nie kultem i o tym czy Fletch coś robił, robi itd itp. :D

To wszystko przez to, że nie ma nic nowego :grins:
Here's where the fun begins.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 2779
Rejestracja: 09 wrz 2006 16:01
Ulubiony utwór: Stripped
Lokalizacja: Bełchatów

Post 01 maja 2011 21:19

Z tego co słyszałem w wywiadach chyba z filmiku do remastera Ultry to Wilder chciał aby następny album był zrobiony jeszcze bardziej pod jego kopyto i wiedział że są pewne granice i nie uda mu się przepchnąć całkowicie swoich koncepcji, czuł się też ograniczony przez popowy format grupy, chciał zrobić coś całkiem po swojemu bez konieczności kompromisów które w Depeche Mode napotykał na każdym kroku. Może nawet nie tyle kompromisów ile też kłótni, tam chyba wspomniane było że często w tamtym okresie już kłócili się Martin z Alanem. No i niesprawiedliwy podział pracy, o tym też chyba była mowa w tym filmiku, że Andy grał jednym palcem i zgarniał tą samą kasę co Alan spędzający pół życia w studiu dopieszczając detale. Praca mu nie przeszkadzała bo on to lubi, perfekcjonista w każdym calu, ale nie otrzymywał tyle może uwagi lub szacunku co w tym czasie Dave ćpający i szlająjący się godzinami nie wiadomo gdzie czy Andy który z muzyką niewiele miał wspólnego.

P.S. A tak było przecież od początku - z filmiku do remastera Some Great Reward dowiedziałem się jak to on siedział w studiu gdy reszta zespołu poleciała sobie na urlop :|
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 9581
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 maja 2011 21:26

Jeżeli Wilder chciał wyjść poza format popowy to miał do tego Recoil.
DM to DM, zespół grający muzykę popularną. Na tym polu też można sporo zdziałać.
Awatar użytkownika
Miri
Posty: 974
Rejestracja: 10 maja 2010 20:00
Ulubiony utwór: Everything Counts

Post 01 maja 2011 21:57

stripped pisze: P.S. A tak było przecież od początku - z filmiku do remastera Some Great Reward dowiedziałem się jak to on siedział w studiu gdy reszta zespołu poleciała sobie na urlop :|
Bo dla niego to był sposób na samorealizację i frajda, a oni to wykorzystywali, aż nie zaczęło mu to brzydnąć i nie poczuł, że coś jest nie halo. No i pozostawała ta kwestia kłótni z Martinem - każdy miał inny pogląd na muzykę i dalsze kierunki rozwoju DM, a podział na grupy Alan/Dave i Martin/Fletch wcale niczego nie załatwiał. W zespole powinno się trzymać sztamę ze wszystkimi albo z nikim i właśnie to wybrał Alan.
Właśnie jeśli chodzi o Recoil i ambicje Alana, to nie wiem, czy już się z wami tym dzieliłam, ale zawsze słuchając Hydrology i 1+2 mam przed oczami kłótnię w zespole i zdenerwowanego Wildera, który siada przy sprzęcie i zaczyna coś majstrować. Całkiem słuszny scenariusz... (sorry, jeśli się powtarzam, ale gadałam już na podobne tematy z tyloma osobami, że czasem zapominam, z kim co przerabiałam :lol:)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 9581
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 maja 2011 22:12

Dosyć rycerski obraz postawy Wildera, ale kto znał historię np.: Pink Floyd, wie, że taki scenariusz nie zawsze oznacza, że ktoś robił więcej od reszty. Ja się nie wypowiadam bo mnie tam nie było. Prawda jest jednak taka, że liczy się efekt końcowy. A w wypadku DM, efekt jest taki, że nieobecność Alana nie związała rąk pozostałym członkom zespołu. Wątpię też, że nagle zaczęli więcej czasu spędzać w studiu.
Awatar użytkownika
Miri
Posty: 974
Rejestracja: 10 maja 2010 20:00
Ulubiony utwór: Everything Counts

Post 01 maja 2011 22:19

Fakt, po jego odejściu jakoś sobie radzą, ale ostatnio trochę mniej i musisz przyznać, że co było, już nie wróci. Teraz jest już tylko takie gdybanie... Chyba już nic więcej na ten temat nie można powiedzieć.
A jeśli przedstawiam postawę Wildera jako jakąś strasznie rycerską albo coś - sorry, ale dla mnie ten facet zawsze był kimś bardzo ważnym dla muzyki której słucham i w pewnym sensie zawsze będę go bronić jako mojego ulubieńca :).
Awatar użytkownika
Fen.
Posty: 1691
Rejestracja: 27 sty 2010 08:30
Lokalizacja: Wrocław

Post 01 maja 2011 22:22

Wiem, ze OT, ale moim zdaniem Pink Floydom zmiany i odejścia wyraźnie zaszkodziły.
Here's where the fun begins.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 9581
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 maja 2011 22:25

Eee. Te dwie płyty post-Watersowe był bardzo dobre. Inne, ale równie dobre muzycznie.
Chyba, że chodzi Ci o odejście Syda :D
Awatar użytkownika
Fen.
Posty: 1691
Rejestracja: 27 sty 2010 08:30
Lokalizacja: Wrocław

Post 01 maja 2011 22:32

Raczej nie :P

Nie były złe, w końcu to Pink Floyd. Tylko hmm ... wokal Watersa, w pojedynkę to już nie to. :nie:
Here's where the fun begins.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 1810
Rejestracja: 18 maja 2010 19:22

Post 01 maja 2011 22:35

Hien pisze:
Eee. Te dwie płyty post-Watersowe był bardzo dobre. Inne, ale równie dobre muzycznie.
Chyba, że chodzi Ci o odejście Syda :D
Aż o tak radykalnych fanach wczesnych Floydów nie słyszałem, ale mój (były) anglista twierdzi, że po Dark Side of Moon nie nagrali nic godnego uwagi. :o
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 9581
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 maja 2011 22:52

Dark Side jest piękny ale przereklamowany jeśli stawia się twierdzenia, że Animals i Wish You Were Here to płyty nie godne uwagi.
To płyty więcej niż godne uwagi. Z resztą to samo tyczy się Ściany i Cięcia, to samo Dzwonka i Momentu, to samo psychodelicznego duetu.
To zespół idealny. EOT (przynajmniej z mojej strony)
Awatar użytkownika
agent orange
Posty: 104
Rejestracja: 24 maja 2006 11:46
Ulubiony utwór: Personal Jesus
Lokalizacja: Gdańsk

Post 01 maja 2011 23:10

Fen. pisze:Wiem, ze OT, ale moim zdaniem Pink Floydom zmiany i odejścia wyraźnie zaszkodziły.
Kwestia dyskusyjna. Najlepsze płyty powstały, kiedy role były rozłożone. PF moim zdaniem poszybowało w dół, kiedy Waters zaczął w nim dominować. Animals to już prawie solowe dzieło Watersa.TFC (słaby album z resztą...) nagrany własciwie jako solowe dzieło Watersa pod szyldem PF (Ricka Wrighta już nie było, "pozostała
dwójka nie robiła kompletnie nic" wg. Watersa).

A tak wracając do tematu, nie lubię muzyki, w której jest za dużo dźwięków (przeładowanie). Wolę jeden dźwięk czy akord, ale za to zagrany z pełną świadomością i oryginalnie brzmiący. Ilość sampli, chociażby nie wiem jak dobrych nie świadczy o wartości kompozycji.
Awatar użytkownika
Stalker
Posty: 342
Rejestracja: 30 cze 2009 15:44
Ulubiony utwór: In Your Room
Kontakt
Strona WWW

Post 02 maja 2011 10:58

Dogs można uznać, że w większości jest Gilmoura, a to pół płyty. Po odejśćiu Watersa Floyd odżyło, mniej wojennych tematów, smętnych miałkich piosenek których było za dużo. Kolejna płyta pewnie by była taka sama, a PF tylko narzędziem w ręku Watersa. Gilmour na ile umiał na tyle postawił ten biznes na nogi, chwała Mu za to.

A nowej płyty dm to się najzwyczajniej boję...
I've been watching You...
FREE STATE

Post 02 maja 2011 14:54

Hien pisze:w wypadku DM, efekt jest taki, że nieobecność Alana nie związała rąk pozostałym członkom zespołu. Wątpię też, że nagle zaczęli więcej czasu spędzać w studiu.
Po Alanie nagrali rewelacyjną płytę (Ultra), następnie dobrą (Exciter), bardzo dobrą (PTA) i kolejną dobrą (SOTU). How simple is that... :)

Co do pracy w studio - czas dla mnie się nie liczy. Ważne jest, co tworzą i żeby się to nam spodobało. Aby ta konkretna płyta była na, cytując Fletcha: "najwyższym poziomie, jaki fani zawsze od nas oczekują". Na razie mnie nie zawiedli...

Ale gdyby przyłożyli się do następnego krążka równie mocno jak do Ultry (mam na myśli wolę zrobienia czegoś), byłoby fajnie.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 2779
Rejestracja: 09 wrz 2006 16:01
Ulubiony utwór: Stripped
Lokalizacja: Bełchatów

Post 02 maja 2011 15:14

Być może Ultra jest tak dobra dzięki liczbie osób które się tam udzieliły, to zdaje się najbardziej zróżnicowany album i wynika z długiej listy gości.

* Victor Indrizzo (misspelled in the credits as "Endrizzio"), percussion: "Barrel of a Gun" & "It's No Good".
* Jaki Liebezeit, percussion: "The Bottom Line".
* BJ Cole, pedal steel guitar: "The Bottom Line".
* Gota Yashiki, drums: "Useless".
* Keith LeBlanc, drums: "Useless".
* Danny Cummings, percussion: "Useless" & "Freestate".
* Doug Wimbish, bass: "Useless".
* Daniel Miller, System700: "Uselink".
FREE STATE

Post 02 maja 2011 15:20

No to mamy sposób, poprosić tych samych ludzi. :D
Na czele z Timem Simenonem. Albo Markiem Bellem. :)
Awatar użytkownika
Miri
Posty: 974
Rejestracja: 10 maja 2010 20:00
Ulubiony utwór: Everything Counts

Post 02 maja 2011 15:56

Znów to kujące mnie w oczy stwierdzenie "rewelacyjna Ultra"... Oksymoron? :> Dalej nie czuję tej płyty, już mówiłam dlaczego. Ale z opiniami na temat PTA i Excitera się zgodzę. A co do SOTU to wolę się nie wypowiadać...
FREE STATE

Post 02 maja 2011 15:59

Jak już tam chcesz, Miri. Szanuję Twoje zdanie co do Ultry. Jak chcesz, próbuj się do niej przekonać - choć trochę. :) Ale nic na siłę...
Awatar użytkownika
Fen.
Posty: 1691
Rejestracja: 27 sty 2010 08:30
Lokalizacja: Wrocław

Post 02 maja 2011 17:10

agent orange pisze: Najlepsze płyty powstały, kiedy role były rozłożone. PF moim zdaniem poszybowało w dół, kiedy Waters zaczął w nim dominować.
O to właśnie mi chodziło. Tylko ten "dół" i tak był wysoki.

Rączki mi precz od Ultry. Ultra się DM niesamowicie udała.
stripped pisze:Być może Ultra jest tak dobra dzięki liczbie osób które się tam udzieliły, to zdaje się najbardziej zróżnicowany album i wynika z długiej listy gości.
całkiem możliwe.
Here's where the fun begins.
Odpowiedz