Ultra

Wasz najlepszy kawałek

Barrel Of A Gun
15
15%
The Love Thieves
3
3%
Home
11
11%
It's No Good
17
18%
Uselink
1
1%
Useless
19
20%
Sister Of Night
10
10%
Jazz Thieves
1
1%
Freestate
5
5%
The Botton Line
6
6%
Insight
9
9%
Junior Painkiller
0
Brak głosów
 
Liczba głosów 97
Awatar użytkownika
Miri
Posty: 971
Rejestracja: 10 maja 2010 20:00
Ulubiony utwór: Everything Counts

Re: Ultra

Post 29 sie 2011 19:49

No ale to nie powód, żeby walić tyle materiału na raz. Sprawdziłam teraz na wikipedii, że na cedeku można zmieścić około 80 minut dźwięku - to powód, żeby tyle trwały nowe płyty? Czasem nadmiar jest gorszy niż niedosyt. Spróbuj zjeść na raz cały tort ;).
Tak, tak, wiem, znów przesadzam... *zieew*
Awatar użytkownika
Rajca
Posty: 6065
Rejestracja: 02 wrz 2006 14:35
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt
Strona WWW

Post 29 sie 2011 19:51

Tyle mieli materiału tyle wydali. Nie mają raczej w zwyczaju wydawać EPek ;(
Awatar użytkownika
dejmien
Posty: 2024
Rejestracja: 20 paź 2006 14:50

Post 29 sie 2011 19:52

Jak ktoś lubi żreć to zje naraz cały tort i popije wiadrem coli. Jak ktoś kocha muzykę to ma gdzieś ile trwa płyta. Chociaż nie. Błąd. Jeśli płyta mu się podoba a jest za krótka to taki słuchacz może poczuć niedosyt.
Awatar użytkownika
Miri
Posty: 971
Rejestracja: 10 maja 2010 20:00
Ulubiony utwór: Everything Counts

Post 29 sie 2011 20:07

Mi się Ultra właśnie nie podoba i w tym jest problem :/. Na razie mam tylko szesnaście lat i dużo życia (mam nadzieję) przede mną, więc może się jeszcze kiedyś przekonam. Na razie wystarcza mi czternaście innych albumów, koncerty, płyty solo Gore'a i Gahana i jeszcze kilka innych płyt innych zespołów. Jeśli zabraknie mi muzyki, to może sięgnę po Ultrę i ja polubię.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 1807
Rejestracja: 18 maja 2010 19:22

Post 29 sie 2011 20:10

Miri pisze: Na razie wystarcza mi czternaście innych albumów
Z wszystkich dwunastu? :lol:
Awatar użytkownika
Miri
Posty: 971
Rejestracja: 10 maja 2010 20:00
Ulubiony utwór: Everything Counts

Post 29 sie 2011 20:14

S&S, ABF, CTA, PaP, SGR, BC, MFTM, 101, Violator, SOFAD, SOFAD Live, Exciter, PTA, SOTU... Napisałam coś dwa razy? Ja to tak liczę.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 1807
Rejestracja: 18 maja 2010 19:22

Post 29 sie 2011 20:18

PaP to składanka, na której utwory wybrano według jakiegoś dziwnego klucza, którego nie rozumiem (bo są tam i single, i kawałki z płyt, i B-side'y), a 101 i SOFAD Live to koncertówki. :P
Awatar użytkownika
Miri
Posty: 971
Rejestracja: 10 maja 2010 20:00
Ulubiony utwór: Everything Counts

Post 29 sie 2011 20:20

Ale funkcja się zgadza? Tzn można ich słuchać? Bo tak to wybierałam :P.
Na PaP serio jest wszystko porąbane, ale jak mnie czasem najdzie, to posłucham - głównie ze względu na 'Now, This is Fun'.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 1807
Rejestracja: 18 maja 2010 19:22

Post 29 sie 2011 20:31

No jasne, że można ich słuchać, ale jakby na to nie patrzeć koncertówki i składanki to nieco inna półka niż albumy studyjne (ot, chociażby przez taką oczywistość jak brak nowego materiału - w przypadku tego zespołu, rzecz jasna), nawet Wikipedia w dyskografii oddzielnie podaje albumy studyjne, a oddzielnie koncertowe.
Ale wrócmy do tematu Ultry, bo zrobiliśmy offtopic w stylu FREE STATE'a...
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 9703
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 29 sie 2011 22:03

dejmien pisze:Jak ktoś lubi żreć to zje naraz cały tort i popije wiadrem coli. Jak ktoś kocha muzykę to ma gdzieś ile trwa płyta. Chociaż nie. Błąd. Jeśli płyta mu się podoba a jest za krótka to taki słuchacz może poczuć niedosyt.
Jak się zazwyczaj zgadzamy tak tym razem muszę się z Tobą niezgodzić Dejmien :) Czas trwania płyty to bardzo istotna rzecz i sprawdzone jest to, że jeżeli płyta jest za długa to męczy i nie ma na to wpływu jakość muzyki, wartość sentymentalna, zaangażowanie słuchacza, itd.
Płyta powinna mieć max 40 minut, to jest idealna długość.
Za czasów winyli to była normalka bo więcej się nie mieściło. Kiedy pojawiły się D, pojawiły się też zdecydowanie za długie płyty.
Do Ultry jestem przyzywczajony i jestem w stanie słuchać tej płyty w całości chociaż nie ukrywam, że jeśliby usunąć Sister of night i Insight to płyta byłaby znacznie lepsza, zarówno artystycznie jak i doznaniowo.
Ale akurat Ultry jestem w stanie słuchać na raty, większość utworów z tego albumu to małe działa sztuki i mogłyby stanowić całą płytę.
Tęsknię czasami za takim DM, żywa perkusja, wybitnie dobre zagrywki na gitarze, flirt z jazzem i surową elektroniką. To jest na prawdę lepsze (IMO) niż plastikowe brzmienie Violator czy popierdywanie Playing The Angel.
Awatar użytkownika
dejmien
Posty: 2024
Rejestracja: 20 paź 2006 14:50

Post 29 sie 2011 22:22

Opieram się na własnych doświadczeniach. Ja nigdy nie zawracałem sobie głowy czasem trwania płyty. W ogóle ja rzadko kiedy słucham jakiejś płyty od początku do końca. U mnie schemat jest taki, że pierwsze przesłuchanie jest od pierwszej do ostatniej nuty a kolejne już na raty, tzn. coś ominę, coś puszczę jeszcze raz. Mogę np. jednego kawałka słuchać w kółko cały dzień. Dlatego czy płyta trwa pół godziny, czy godzinę z hakiem nie spędza mi snu z powiek. :)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 9703
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 29 sie 2011 22:32

Ale to też zależy jaka płyta. Ja wychowałem się słuchając prog-rocka a tam co druga płyta jest koncept-albumem. Nie idzie słuchac na wyrywki takich rzeczy jak "The Wall" czy "Baranka", przynajmniej nie na dłuższa metę. Tak też mam do dzisiaj, że zawsze patrzę na albumy całościowo. Istotne jest dla mnie co zaczyna, a co płytę kończy, nawet co jest przedostatnie a co jest w środku. Piekielnie iważne jest to w jakiej kolejności poukładane są utwory i (TADAM!) ile płyta trwa ;) Jeżeli album jest zbiorem piosenek poukładanych jak na "greatest hits" (chociaż i takim wydawnictwom nadawało się koncepcję na przestrzeni dziejów i płynących nut) to rzeczywiście nie ma problemu, można skakać, skipować czy nawet włączać "szufelkę". "Ultra" koncept-albumem raczej nie jest, ale i tak słucha się tego przyjemie w całości. Utwory są sensownie poukładane, atmosfera wyważona.
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 2012
Rejestracja: 24 cze 2011 21:37
Ulubiony utwór: When The Body Speaks
Lokalizacja: Zielona wyspa
Kontakt
Strona WWW

Post 30 sie 2011 09:06

Dla mnie długość płyty ma duże znaczenie - te wszystkie The Best Of... itp. są na dłuższą metę męczące, właśnie ze względu na długość i niezależnie od zawartości... wiele piosenek potrafi w ten sposób kompletnie umknąć... Ale akurat Ultra ma dobrą długość, mnie osobiście cieszy ta płyta, nastraja bardzo pozytywnie (The Love Thieves, Home, It's No Good, Freestate, Insight). Jedyne, co zwykle przeskakuję, to Jazz Thieves - koszmarny utwór, bez melodii, z napięciem potęgującym się i znikającym, tylko gdzie...? Ultra jest świetną płytą na smutki, kiedy nie idzie, kiedy trzeba się dowartościować (Freestate) albo dać upust złym emocjom, które ulatują z wiatrem (Barrel Of A Gun, Useless).

@Hien - niewątpliwie masz rację, jeśli chodzi o układ piosenek na albumie... Gdyby Ultrę otwierał The Bottom Line, w środku był Barrel a zamykało ją Uselink, to cała płyta traciłaby koncept, gubiłby się jej sens...

@Dejmien - to zależy, czego słuchasz... takich TBO można słuchać na wyrywki, ale nie umiałbym słuchać w ten sposób np. SOFAD-a - to zbyt dobrze poukładany album, nie trzeba tam nic dodawać ani ujmować... Generalnie ten typ słuchania dotyczy - moim zdaniem - konceptów i albumów wciągających słuchacza do swej jaskini samotności [only you exist here]...
Awatar użytkownika
marecki129
Posty: 673
Rejestracja: 29 sie 2011 07:30
Lokalizacja: Wrocław, Goch

Post 30 sie 2011 09:23

Hien pisze:(...)"Ultra" koncept-albumem raczej nie jest, ale i tak słucha się tego przyjemie w całości. Utwory są sensownie poukładane, atmosfera wyważona.
Hien, jesteś pewien? Właśnie chyba "Ultra" jako jedyna spełnia wymagania koncept albumu. Może to nie jest "Cluthing At Straws" Marillion czy "The Wall" Pink Floydów, ale jest wspólny łącznik na tym krążku.
Dla mnie z tej płyty wyziera ból i zrezygnowanie kogoś sflekowanego przez życie; pragnącego tylko ukojenia i pocieszenia, które w końcu dostaje (Painkiller :idea: ). Gdzieś już kiedyś napisałem (może egoistycznie :wstyd: ) że jeśli takie płyty, są okupione bólem tworzenia, to ja chcę aby zespół cierpiał go zawsze :/ .
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 2012
Rejestracja: 24 cze 2011 21:37
Ulubiony utwór: When The Body Speaks
Lokalizacja: Zielona wyspa
Kontakt
Strona WWW

Post 30 sie 2011 09:33

A SOFAD? Nie jest konceptem?

Ból, cierpienie są konieczne w procesie tworzenia... O czym by pisano, śpiewano, co by malowano itd., gdyby artyści byli szczęśliwi? Co by im zostało?

Widzę, ile osób wokół mnie tworzy i widzę, że wszystko to podszyte jest w dużej mierze negatywnymi doświadczeniami, ale z drugiej strony, to one skłaniały ich do oddania się tej pasji... Wywleczenia swoich złych emocji na zewnątrz (nie chcę tu kwestionować treści o pozytywnym przekazie).
Awatar użytkownika
dejmien
Posty: 2024
Rejestracja: 20 paź 2006 14:50

Post 30 sie 2011 09:42

Malkolit pisze:Ból, cierpienie są konieczne w procesie tworzenia... O czym by pisano, śpiewano, co by malowano itd., gdyby artyści byli szczęśliwi? Co by im zostało?
Świat sztuki nie składa się wyłącznie z artystów cierpiętników. ;) Sztuka to nie tylko nośnik pesymistycznych treści i użalania się.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 9703
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 30 sie 2011 09:47

To trochę za mało żeby nazwać płytę świadomym koncept-albumem. Bo ani Ultra ani Sofad to nie są konsekwentnie prowadzone historie, to po prostu utwory o podobnej tematyce, ale ich wspólny mianownik jest raczej mglisty. Wszystkie opisy powstawania Ultry z ksiażek o DM, praktycznie wykluczają wersje koncept-albumu. To jest płyta poukładana z fragmentów roznych układanek, które im wyszły dobrze. To cud, że te fragmenty do siebie pasują, ale raczej o koncept albumie nie może być mowy. To, że płyta jest o bólu, cierpieniu, itd, to trochę za mało ;) zwłaszcza, że 3/4 dyskografi Depeche Mode zahacza o taką tematykę.
Oczywiście zalezy też jak ktoś odbiera hasło "koncept-album", ale podręcznikowe przykłady tego typu płyt mają zazwyczaj konkretnego bohatera, na którym centruje się cała historia.
Martin Gore raczej nie pisze wiekszych całości, płodzi po jednym kawałku i przechodzi w inny świat, inne realia i okoliczności.
Awatar użytkownika
marecki129
Posty: 673
Rejestracja: 29 sie 2011 07:30
Lokalizacja: Wrocław, Goch

Post 30 sie 2011 09:57

@Dejmien, no tak, ale ... w moim odczuciu: gdy w DM po tych wszystkich przejściach lat dziewięćdziesiątych zagościł ład i porządek, to z płyty na płytę jest coraz słabiej (nawet Exciter, który z czasem polubiłem, to nie jest jednak ta liga co np. SOFAD, że o "mojej" Ultrze nie wspomnę). Wyrażanie bólu jest jednak bardziej dojmujące i szczere, niż np. radości z czegoś tam, więc może przez to Ultra tak do mnie przemawia?
@Hien, nie będę polemizował, bo obaj znamy historie powstawania Ultry - tu nie było np. takiego Fisha, który przychodził z gotowa koncepcją albumu. Ale wyszła w moim odczuciu płyta która ma wyraźny wspólny epicki mianownik i jest to jakiś łącznik tej płyty pomimo różnorodności muzycznej (bo przecież zgodzisz się Barrel to trochę odmienne tempo i instrumentarium niż na np: The Bottom Line), jeśli wyszło przypadkowo; cóż ... to lubię takie niezamierzone efekty.
Awatar użytkownika
dejmien
Posty: 2024
Rejestracja: 20 paź 2006 14:50

Post 30 sie 2011 10:04

W przypadku twórczości DM zgodzę się, że kiedy w zespole źle się działo nagrywali świetne płyty. Ale Exciter został spłodzony w czasie kiedy w zespole panowała świetna atmosfera a przecież jest to bardzo dobra płyta. Playing The Angel w treści nie należy do wesołych płyt i wielu uważa, że to taka sobie płyta. Więc jeśli istnieje jakaś korelacja między cierpieniem a wartością sztuki (choć wartość sztuki to rzecz szalenie subiektywna) to wydaje mi się, że jest to kwestia o wiele bardziej skomplikowana niż prosta arytmetyka "obnażanie cierpienia=sztuka".
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 9703
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 30 sie 2011 10:18

Zabawne jak wielu fanów DM ceni sobie tematykę cierpienia, bólu, itd ;)
Ja wole tą jasniejszą stronę ich twórczości (a jak na lekarstwo jej), myslę, że Gore wyrobił już stachanową normę użalania się nad sobą, płaczu i lamentu nad wszystkim.
Dlatego tak bardzo lubię "Sounds of the universe", jest więcej cynizmu, czasami nawet optymizmu, mniej ryczenia w kącie.
Myśle, że nie nalezy podchodzić do tego w ten sposób, że każda płyta powstająca w cierpieniu jest z założenia bogatsza artystynie. To jest loteria, milion czynników.