Akustyki na koncertach

Dyskusje na temat wydawnictw Depeche Mode
Hien
Posty: 9514
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Ulubiony utwór: twoja stara
Lokalizacja: Łódź
Kontakt
Strona WWW

Akustyki na koncertach

Post 02 gru 2017 15:46

Akustyki, termin używany, ale niespecjalnie trafny, bo prawdziwe instrumenty akustyczne pojawiały się na koncertach DM rzadko.
Wiadomo jednak o co chodzi. Słynne akustyki duetu Gore/Gordeno, których 70% fanów DM nienawidzi.
Sam należałem do tej grupy, ale tak w okolicach Tour Of The Universe zacząłem zmieniać zdanie. Wiadomo, że takie granie nie jest bliskie większości słuchaczy Depeche Mode, bo nie za takie brzmienie pokochali ten zespół, ale jako, że moja muzyczna dieta przez lata ewoluowała, to i na te akustyki zacząłem patrzeć inaczej. Nie będę się kłócił, że wszystkie brzmią dobrze, bo to nie prawda, ale założyłem ten temat żeby wskazać te wersje, które moim zdaniem wyszły zajebiście i nie zasługują tę gnojówę, którą urządzają im fani DM. Najpierw trochę historii żeby ustalić kiedy to się zaczęło? Uznajmy, że Somebody się nie liczy, chociaż w 84/85 grali to jeszcze z podkładem. Za pierwszy "akustyk" powinno się uznać "It Doesn't Matter" zagrane z podkładem do "Somebody" w Japonii w 1985.

https://media.depechemode-live.com/stre ... CD1/10.m4a

Potem w tym temacie nastąpiła cisza na 5 lat, w międzyczasie zakustykowano tylko spontaniczne "Somebody" na końcu BC Tour, ale mieliśmy o nim nie mówić ;)

Na World Violation pojawił się jedyny prawdziwy segment akustyczny w historii tego zespołu, bo Martin faktycznie grał na akustyku.
To był nie tylko pierwszy raz kiedy na koncercie Depeche Mode utwory były wykonywane w taki minimalistyczny sposób , ale też pierwszy raz kiedy Martin wykonywał utwory w oryginale śpiewane przez Dave'a (Here Is The House, Little 15).

Here Is The House

https://media.depechemode-live.com/stre ... 644/09.m4a

Sweetest Perfection

https://media.depechemode-live.com/stre ... 644/10.m4a

I Want You Now

https://media.depechemode-live.com/stre ... 644/09.m4a

World Full Of Nothing

https://media.depechemode-live.com/stre ... 644/10.m4a

Dobór utworów był dobry i brzmiały on dobrze. Wprawdzie Martinowi zdarzało się rzępolić, ale było to coś nowego.

Potem nastąpiła kolejna przerwa, na Devotional Tour akustyki się nie zdarzyły, z wyjątkiem Death's Door, którego nie będę tu wklejal bo znacie te wersję na pamięć.

Na Singles Tour zespół miał teraz w składzie Petera Gordeno, wyszkolonego pianistę. Zaczęło się od Condemnation, jeszcze z Gahanem na wokalu

https://media.depechemode-live.com/stre ... 396/11.mp3

Więcej nie szaleli, przynajmniej do czasu słynnego koncertu dla KROQ, gdzie zespół zgodnie z tematyką występu zaaranżował kilka utworów na "mniej elektronicznie".
Pojawiły się w takich wersjach między innymi

Enjoy The Silence

https://media.depechemode-live.com/stre ... 644/08.m4a

A Question of Lust

https://media.depechemode-live.com/stre ... 644/07.m4a

ale przede wszystkim Sister of Night, które jako jedyny pozostało w secie na późniejsze koncerty Singles Tour i niejako dało początek serii, z którą Martin występuje do dziś

https://media.depechemode-live.com/stre ... 644/06.m4a

Od Exciter Tour akustyki Gore/Gordeno, to już norma. Formuła ta pozwoliła nie tylko na częste zmiany numerów (jak sam Gore mówił, czasami Gordeno uczy się kawałka w samolocie, bo Martinowi coś wpadnie do głowy), ale w miarę oryginalne podejście do tematu.

Nie będę tu wklejał wszystkiego co przez lata zagrali, ale rzucę kilka najciekawszych tego typu wykonań, które IMO bronią się i absolutnie nie zasługują, na wywalanie stosu gówno przez fanów. Oczywiście, żaden nie jest lepszy od oryginalu, ale to jeszcze nie jest zbrodnia.

.....................................................................................

Po pierwsze, Surrender

https://media.depechemode-live.com/stre ... CD1/10.m4a

Na papierze, to wygląda średnio, ale po przesłuchaniu nigdy nie miałem wątpliwości, że ten kawałek pasował do takiej pianinowo-bluesowej aranżacji, i że Martin sobie tez z nim poradził nieźle. Kiedy dwa lata później grał elektroniczną wersję na swojej solowej trasie, to wypadło to znacznie gorzej.

Po drugie, Sister Of Night

https://media.depechemode-live.com/stre ... 644/09.m4a

w jedynie słusznej wersji z Exciter Tour. Tutaj nie ma co się rozpisywać, tak jak napisał kiedyś Shodan, każda inna wersja leży w porównaniu z tym. Specjalnie dałem wersję z Warszawy, bo tam byłem i słuchałem tamtego wykonania ze szczęką na ziemi.
W ogóle posłuchajcie reakcji publiczności. Kto tak jeszcze reaguje na koncertach DM? I to na akustyka?

Po trzecie, The Bottom Line

https://media.depechemode-live.com/stre ... CD1/09.m4a

jeden z kilku utworów, o których tu wspomnę, który ma zajebisty potencjał jako prosta ballada country, ale który to potencjał został na albumach ukryty przez gęstą produkcję. Gitara , pianino i kowbojski kapelusz (którego nie było) Tyle wystarczy. Piękno tych wykonań z Exciter Tour jest bezdyskusyjne, wersja albumowa leży. Wspaniała piosenka, ale jeśli ktoś nie lubi country, to może nie podchwycić zajawki.

Po czwarte, Blue Dress

wykonania z 1990 r. są znane i piękne, ale moim zdaniem dopiero kiedy ten utwór powrócił po 16 latach zrobiło się naprawdę interesująco najpierw wykonanie z 2006

https://www.youtube.com/watch?v=0WJcTgo6d1M

sam Martin z gitarą, ale tym razem elektryczną. Jest coś w tym wykonaniu niezwykłego. Tylko dwa razy to zagrał na tamtej trasie.
Potem trzeba było czekać kolejne 8 lat, ale opłacało się.

https://www.youtube.com/watch?v=6sAGw_pyTZ8

Tym razem już tylko pianino, ale to chyba najbardziej kompletna wersja Blue Dress. I te wokalizy Gore/Gordeno na końcu mnie kupiły od razu.

Po piąte, Freelove

https://www.youtube.com/watch?v=-hQD8LiFfs4

Ponownie Martina na gitarze oraz Peter na pianinie gdzieś w tle. Zadziwiająco dobra wersja, Gore gra na gitarze co trzeba, a Gordeno nie przesadza. Daleko jej do wersji z Paryża 2001, ale nie wiem jak ktokolwiek mógłby narzekać po takim wykonaniu jak Martin to zrobił (raptem 2 razy) w 2010 r.

Po szóste, Clean

https://www.youtube.com/watch?v=Y94Z8GffCSw

Kolejny po "The Bottom Line" kawałek, który ma w sobie ukrytą kowbojską balladę, która na albumie miała kompletnie inny charakter.
Tutaj cała ta kowbojskość wyłazi i mnie to kręci. Nawet słynne "saloonowe" granie Gordeno tutaj pasuje i to przerażająco bardzo pasuje. Podobnie jak w demie, tutaj też Gore daje radę.

Po siódme, Little Soul

https://www.youtube.com/watch?v=HPHA0Snc_ZI

https://media.depechemode-live.com/stre ... m4a/08.m4a

Trudno mi było wybrać wersję więc dałem obie, tę z 2009 za gitarę Martina, a wersje 2017 za tego pseudo rhodesa i emocjonalne wykonanie Martina (gdyby mu się dziecko nie urodziło, to pewnie by już do tego kawałka nigdy nie wrócił). Nietypowy wybór, bo utwór nie ma wielu fanów, ale ja jak wiecie uwielbiam SOTU, a ten utwór i te wykonania to prawdziwy pokaz tego jaki jest zajebisty.

Po ósme, When The Body Speaks

https://www.youtube.com/watch?v=f8kg0SmKIpo

Ballady z Excitera mają to do siebie, że po prostu pasują do minimalistycznych wykonań vide wersja z samą orkiestrą i gitarą, która wylądowała na jednym z singli. Tymi wykonaniami WTBS w 2013 r. Martin mnie kompletnie zniszczył. Moim zdaniem to jest poziom oryginalnych wykonań z 2001 r. a pianino i chórki Gordeno wpływają bardzo pozytywnie. Do tego Christian za klawiszami. Żeby trzeba było perkusistę wołać za klawisz, bo Fletcher nie umie zagrać tych paru sampli ze skrzypcami... ehh. Nie ważne, nie psujmy chwili ;) Ktokolwiek po wysłuchaniu tej wersji powie, że akustyki to gówno, to ma nierówno pod sufitem, albo za dużo wosku w uszach.

Po dziewiąte, Slow

https://www.youtube.com/watch?v=_3xNUXB5PMI

Mówcie sobie co chcecie, ale imo ten kawałek idealnie pasuje do takie aranżacji. Tutaj już mamy saloon do kwadratu, ale jak to pasuje! Chyba pianino Gordeno jeszcze nigdy nie było tak zgodne w brzmieniu z oryginalną wymową studyjnej wersji.
Gore tez bardzo daje radę. Fantastyczna wersja. Nawet Sinatra by się nie powstydził.

Po dziesiąte, Leave in Silence

https://www.youtube.com/watch?v=j8birw0Uock

Jeden z tych wczesnych utworów Depeche Mode, które kapitalnie da się przełożyć na taką akustyczną, mroczną balladę.
I Leave In Silence jest jedną z najlepszych takich piosenek. Myślę, że Love In Itself też by się nadało, ewentualnie Pipeline (na gitarę), czy Stories of Old, itd. Dałem wersję z 2013 r., bo wydaje mi sie trochę ciekawsza od wykonań z 2006 r. No i bawi mnie jak ktoś w pewnym momencie krzyczy "Martin, you're sex god" :D

Po jedenaste, Judas

https://media.depechemode-live.com/stre ... 644/07.m4a

trochę dodatkowo, bo miało być 10, ale nie mogłem przejść obojętnie wobec ostatnich wykonań tego utworu, które są krótko mówiąc czarujące.

Po raz kolejny to powiem, ale nie wiem w czym ludzie widza problem z tymi akustykami. Też kiedyś tak miałem i moim głównym problemem był fakt, że to nie były pełne wersje i nie były elektroniczne. Ale byłem gówniarzem i się nie znałem ;)
Moje horyzonty się poszerzyły i zacząłem naprawdę doceniać to co Gore i Gordeno robią z tym segmentem akustycznym, nie tylko z powodów praktycznych (częstsze zmiany utworów), ale też dlatego, że wiele utworów można odkryć na nowo, a sam fakt, że nie są grane w pełnych wersjach nie sprawia automatycznie, że brzmią gówniano.

Może uda się tutaj rozwinąć jakąś dyskusję :D
gwiazdy...
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 718
Rejestracja: 18 lip 2013 11:07
Ulubiony utwór: Kaczuchy
Lokalizacja: Niederschlesien

Post 02 gru 2017 20:42

Na pewno dla akustyków dobrą robotę robi upływający czas - z trasy na trasę brzmi to coraz ciekawiej, choć akurat niestety obecna trasa jest wyjątkiem, bo dotychczas grane utwory w ten sposób (np. Sister Of Night czy Judas) brzmią nie najlepiej, ba, nawet Gordeno gra coraz oszczędniej. W gruncie rzeczy jednak to całkiem efektowny sposób na granie utworków. Można z nich wydobyć coś więcej.

No a teraz coś o przykładach... na pewno ciekawie brzmią propozycje Martina z 2003 roku. Oszczędne In Your Room czy Walking In My Shoes to naprawdę świetna odskocznia od pełnych wersji, które czasami po prostu przytłaczają. No i jego solowy Enjoy The Silence z tej samej trasy... bardzo ciekawe doświadczenie.

https://media.depechemode-live.com/stre ... CD2/03.m4a

Do tego ścisłego topu akustyków zaliczyłbym na pewno Dressed In Black, Surrender i The Bottom Line (które właśnie eksponują te wpływy najróżniejszych gatunków muzycznych). Na pewno na uwagę zasługuje też to premierowe Strangelove z tego roku i Slow sprzed trzech lat, które doskonale odnalazłyby się na jakiejś niszowej scenie w jakimś barze.

Z wymienionych na pewno spoko też jest When The Body Speaks, ale to żaden akustyk - to praktycznie pełna wersja bez drumsów i orkiestry. Równie dobrze pasowałoby tutaj koncertowe wykonanie The Child Inside. ;)

Niektóre na pewno tracą na mocy z trasy na trasę - koronnym przykładem jest tercet AQOL/Judas/Blue Dress. Ten pierwszy jeszcze czasami jest grany w pełnej wersji, ale ten ostatni np. nigdy nie był próbowany na żywo w pełnym aranżu, a szkoda. Judas z kolei powinien być ostatni raz zagrany w 1994 roku - IMO w tej oszczędnym aranżu jest kompletnym zapychaczem, czego dowodem jest choćby reakcja Martina na "reakcje" fanów na Judasza właśnie w Łodzi w 2010 roku. Blue Dress to już w ogóle tragedia, choć ta gitarowa wersja z 2006 ma w sobie urok. No nie można tego powiedzieć o wersji z poprzedniej trasy, szczególnie boleśnie brzmi to na nagraniach z Łodzi, na którym BD ciągnie się niemiłosiernie - 5 minut mało przyjemnego zawodzenia.

Z Leave In Silence jest podobnie - ta wersja z Londynu 2013 to smutny obraz, gdzie Martin już nawet nie odpowiada za te "oooooo", tylko robi to za niego Gordeno, co brzmi dość śmiesznie. W tamtym okresie tak samo było z Shake The Disease chociażby.

Sister Of Night brzmiało świetnie w wersji z 1998 i 2009 roku - pierwsza za sprawą prostego patentu z grą Eignera, a druga dzięki temu, że była grana w pełnym aranżu. :P

Te pianinkowo-gitarowe Freelove i Clean to też świetne wyjątki - szkoda, że szczególnie tego drugiego nie ma gdzieś dostępnego w lepszej jakości, bo tutaj już dopiero słychać możliwości, jakie siedzą w tym kawałku.
Awatar użytkownika
slick
Posty: 6265
Rejestracja: 15 lis 2004 17:36
Ulubiony utwór: Everything Counts
Lokalizacja: Brisbane
Kontakt
Strona WWW Twitter YouTube

Post 03 gru 2017 02:33

Plus Hien za wrzucanie linków z depechemode-live.com! :beer:
Hien
Posty: 9514
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Ulubiony utwór: twoja stara
Lokalizacja: Łódź
Kontakt
Strona WWW

Post 03 gru 2017 12:32

Dragon pisze:No a teraz coś o przykładach... na pewno ciekawie brzmią propozycje Martina z 2003 roku. Oszczędne In Your Room czy Walking In My Shoes to naprawdę świetna odskocznia od pełnych wersji, które czasami po prostu przytłaczają. No i jego solowy Enjoy The Silence z tej samej trasy... bardzo ciekawe doświadczenie.
Te wersje są spoko, ale chciałem się ograniczyć tylko do Depeche Mode. Gahan też grał interesujące, prawie akustyczne wersje kawałków na swojej solo trasie, np. Dream On i Policy of Truth.
Dragon pisze: Z wymienionych na pewno spoko też jest When The Body Speaks, ale to żaden akustyk - to praktycznie pełna wersja bez drumsów i orkiestry. Równie dobrze pasowałoby tutaj koncertowe wykonanie The Child Inside. ;)
No ok, niech będzie, chociaż The Child Inside jest żywcem przekopiowane z płyty, a jednak When The Body nie do końca ;)
Dragon pisze: Judas z kolei powinien być ostatni raz zagrany w 1994 roku - IMO w tej oszczędnym aranżu jest kompletnym zapychaczem, czego dowodem jest choćby reakcja Martina na "reakcje" fanów na Judasza właśnie w Łodzi w 2010 roku.
Bo fani w Łodzi dali dupy i nie jest to wina zespołu. Odpal sobie to wykonanie, które wrzuciłem, posłuchaj jak publika ładnie ciągnie na końcu i wydłuża numer. U nas tego nie było, bo <patrz początek>.
Dragon pisze: Sister Of Night brzmiało świetnie w wersji z 1998 i 2009 roku - pierwsza za sprawą prostego patentu z grą Eignera, a druga dzięki temu, że była grana w pełnym aranżu. :P
Zagranie kawałka w pełnej wersji wiosny nie czyni. Pomijając to, że studyjna wersja zawsze zdawała mi się trochę chybiona (zbyt natarczywa elektronika, końcówka utworu dopiero wyrównuje proporcje), to te wykonania z 2009 r. szału nie robiły. Przesłuchałem sobie dwa dni temu tę wersję i brzmiało to z dupy, zwłaszcza z wokalem Martina. Wersja z 98 r. jest fajna, zgadzam się.
Dragon pisze: szkoda, że szczególnie tego drugiego nie ma gdzieś dostępnego w lepszej jakości, bo tutaj już dopiero słychać możliwości, jakie siedzą w tym kawałku.
Mam gdzieś nagranie z bootlegu, ale głowy nie dam, że brzmi lepiej. Muszę poszukać.
slick pisze:Plus Hien za wrzucanie linków z depechemode-live.com! :beer:
Serio, czy to jakiś sarkazm? ;)
dm-live, to zajebista strona, w końcu można mieć dostęp do wszystkiego od ręki, bez konieczności przeszukiwania stron, torrentów, slsk i trzymania terabajtów bootlegów na dysku (z czego 3/4 brzmi jak nagrywane sandałem). Żeby jeszcze gość zdobył to nagranie z "biblioteki", to by było zajebiście.
gwiazdy...
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 4851
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 gru 2017 16:09

Jeszcze kilka lat temu nie zainteresowałbym się tym tematem, bo po prostu nie lubiłem akustyków. Ale potem podobnie jak w przypadku Hiena sporo się pozmieniało w tym względzie. Nie wszystkie utwory w wersjach akustycznych mi się podobają, nie wszystkie do takich wersji pasują, ale niektóre i owszem. Szczególnie w latach 80' Gore skomponował sporo pięknych melodii wprost stworzonych do grania akustycznie.
Oto lista moich ulubionych:

1. It Doesn't Matter Two z Exciter Tour - mój nr 1 wśród wersji plumkachych live. Po prostu coś pięknego.

2. Enjoy The Silence - zawsze twierdziłem, że to wyjątkowy utwór, co wersja akustyczna ukazuje z pełną nocą.

3. I Want You Now - niezwykle piękna, smutna i poruszająca melodia. A ja uwielbiam smutne melodie.

4. Little 15 - dokładnie to samo, co wyżej.

5. Here Is The House - przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie słyszałem akustycznej wersji tego utworu. Ale z miejsca się w niej zakochałem.

6. Sister of Night - doprawdy nie wiem, jak mogłem kiedyś tak nienawidzić tego numeru. Wersja albumowa jest świetna, a wersja akustyczna wcale nie gorsza.

7. Surrender - w pełnej wersji to mój ulubiony utwór DM. Ale wersja pianinkowa też zdecydowanie daje radę.

8. But Not Tonight - kolejna piękna i poruszająca melodia.

9. Waiting For The Night z TOTU - ten utwór wykonywany na dwa głosy jest po prostu bajkowy.

Dobrych wersji akustycznych było oczywiście więcej, a wymieniłem tylko te wg mnie najlepsze.
Myślę, że świetnie nadawałby się tu także Love in Itself w pianinkowo-saloonowej wersji ala Love in Itself 4, Sea of Sin czy OWILM w stylu jak w poniższym linku.
https://www.youtube.com/watch?v=MEEcaCtJzok
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 718
Rejestracja: 18 lip 2013 11:07
Ulubiony utwór: Kaczuchy
Lokalizacja: Niederschlesien

Post 04 gru 2017 22:49

Hien pisze:No ok, niech będzie, chociaż The Child Inside jest żywcem przekopiowane z płyty, a jednak When The Body nie do końca ;)
A no nie do końca - bo chociaż na początku trasy w miarę wiernie odgrywali ten kawałek, tak na ostatnich koncertach, gdzie TCI było grane, na aranż właściwie składa się już tylko ten pseudorhodes Gordeno. ;)
Bo fani w Łodzi dali dupy i nie jest to wina zespołu. Odpal sobie to wykonanie, które wrzuciłem, posłuchaj jak publika ładnie ciągnie na końcu i wydłuża numer. U nas tego nie było, bo <patrz początek>.
No niby tak, ale to i tak straszne wykastrowanie tego utworu ze zdecydowanie bardziej efektownej pełnej aranżacji. Dlatego za taki gest polskich fanów mini plusik. :8
Mam gdzieś nagranie z bootlegu, ale głowy nie dam, że brzmi lepiej. Muszę poszukać.
Kiedyś natrafiłem na Clean z Bremy 2009 ponoć z bootlegu i właściwie nie byłoby różnicy w porównaniu do filmiku z YT. Już łatwiej znaleźć lepsze Freelove z TOTU - choćby z Londynu 2010.
Hien
Posty: 9514
Rejestracja: 14 maja 2006 21:37
Ulubiony utwór: twoja stara
Lokalizacja: Łódź
Kontakt
Strona WWW

Post 05 gru 2017 09:28

Mam to

https://www.dropbox.com/s/hh0zj3pf39o8i ... 9.mp3?dl=0

ale szału nie ma. Dobre i takie nagranie. Najciekawsze rzeczy w secie zaczęli czynić kiedy umowa z LHN już wygasła.
Dobrze, że chociaż Somebody z Alanem i Come Back ze skrzypcami się załapało.

ps. Freelove z Londynu rzeczywiście świetne.
gwiazdy...