Best of Forum II

Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 2570
Rejestracja: 18 maja 2010
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kontakt
Strona WWW

Post 05 sie 2022 19:23

Ja tylko w kwestii tych nieszczęsnych Kiepskich dodam, że akurat imo prime time tego serialu to byly gdzies odcinki w okolicach 200-300, bo może i pierwsze odcinki bywały czasem zabawne, ale jednak dominował tam dość prosty i rubaszny humor, a gdzieś w tamtym okresie poziom znacząco wzrósł - żarty stały się bardziej błyskotliwe, relacje między bohaterami bardziej żywe i naturalne, momentami nawet pojawiło się coś pokroju satyry społecznej. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że to dość specyficzny serial i nie każdemu musi siadać - ja mogę być trochę nieobiektywny, bo towarzyszy mi on praktycznie całe świadome życie i nawet w okresie największego snobizmu nigdy nie byłem w stanie stwierdzić, że to ramota dla prostaków.

Dobra, przechodzę do sedna xD

Roy Ayers - Everybody Loves the Sunshine

Klasyczny murzyn wrzucający kolejny raz soundtrack do GTA. xD Byłem pewien, że to skądś kojarzę i to, że akurat z tej gierki zaskoczyło mnie tak samo mocno jak zima kierowców. Ja tylko nadmienię, że Vice City Stories to dość niedoceniana odsłona w tej serii - a bo to niby spin-off, nie mówiąc o tym, że gdy wychodziła rynek konsolowy w Polsce był w powijakach i chyba mało kto w ten tytuł grał. Generalnie to dziwne, że nie nawiązywałem nigdzie do tej konkrentej odsłony, bo pamiętam, że grając w nią zasłuchiwałem się mocno w tej stacji nową falą, dzięki której pierwszy raz usłyszałem The Cure czy New Order, generalnie była miodna fest. A sam kawałek? Przyjemny, murzyński letniaczek. Miło sobie przelatuje, fajnie się tego słucha i po prostu to ma taki przyjemny vibe FEELIN' GOOD i przyjemnie się tego słucha. W ogóle propsuję notkę murzyna za przypomnienie o tym, że kiedyś ludzie komunikowali się przez GG i generalnie lubię takie pozytywne historie. Daję okejke.

Marvin Gaye - Sexual Healing

XD - to moje pierwsze skojarzenie z tym kawałkiem. Nie potrafię tej piosenki traktować śmiertelnie poważnie, bo kojarzy mi się z jedną z moich ulubionych epek z polskiego hh i jednym z nielicznych przypadków, gdzie podoba mi się intencjonalnie prześmiewcza muzyka. Konkretniej to z tym: https://youtu.be/UZw6VdQhMws utworem z epki Jurgena Kaczówki - Nawąchafszy, którą może was kiedyś będę katował. xD Szczerze powiedziawszy, dopiero teraz dowiedziałem się, że to Marvin Gaye i czuję się z tym dziwnie, że tego nie wiedziałem. Czuje się jakbym odkrył istnienie Ameryki dziś rano, po prostu faktycznie świetna rzecz. Nic odkrywczego tu nie napiszę, będę pewnie często katował. Okejka z plusem.

Fiction Factory - Time is Right

Praktycznie wszyscy w tej kolejce, poza Munlupem, wrzucają rzeczy ze swojej bańki i dev znowu wrzucił jakiś obskur z forum80s, pewnie podesłany przez LuckaDM. Generalnie lubię to forum, szanuję za to, że też ci ludzie nie ulegli presji i nadal siedzą na forum php by przemo i generalnie lubiłem tam swego czasu czytać wspominki januszy jak to się żyło za komuny. Mam nawet kolegę z rocznika 95, który jest maniakiem piłki nożnej z PRLu i wykłóca się z nimi o to, czy Górski powinien ustawiać Kasperczaka czy tam innego Musiała (heh) w środku obrony xD
A piosenka? Piosenka to sztandarowy devowy ejtis, ale generalnie ten z gatunku bdb. Świetna piosenka, fajnie poznać jakiś deep cut tego zespołu, który znam tylko z jednej piosenki, co do ktorej myślałem kiedyś, że wykonuje ją The Cure. W sumie też pasowałoby mi to do Vice City czy czegoś w ten deseń, przyjemny hiciorek, w którym wszystko gra i buczy jak trzeba, a jak się do tego składa to, że mi wchodzi to już w ogóle jest bajobongo. Okejka z dużym plusem, swietna kolejka do tej pory generalnie.

Ariana Grande - Leave Me Lonely

Mam dwa skojarzenia z pania Grande: jedno to to jak sobie siedzę w grudniu 2014 i słucham na tablecie jakichś losowych pierdół i trafiam tam na kawałek Problem, który (wtedy) nawet mi się podoba. Nie wiem, mam doskonałą pamięć do rzeczy maksymalnie nieistotnych, może to zapamiętałem z tego powodu, że to był okres, w którym wychodziłem z potężnego syfu i czułem się po prostu dobrze. Ale jakoś tak nie sięgałem po jej płyty, bo panie kto to widział, by stary chłop jakiejś gówniary słuchał, zwłaszcza, że późniejsze rzeczy słyszane w radio po prostu mi się nie podobało. W sumie byłem ciekaw tej wrzuty, niby wokal tej małolaty mnie drażni, ale chciałem dać szansę. Well - nadal mnie drażni. xD Doceniam produkcję, rozumiem doskonale, że komuś się to może podobać, ale ja tu poczułem tylko ramion wzrusz i niewiele więcej.

2 8 1 4 - 真実の恋

Szok, dragon wrzuca memecore'a, którego znam. :O Poznałem ten utwór u schyłku swojego niezalkowania, wiosną 2016 jakoś, albo nawet i wczesnym latem (potem znalazłem dziewczynę i w dupie miałem RYMa haha), bo był hajpowany tu i ówdzie - bodajże typ od Rumuńskiego Spektralizmu (wtf czemu on usunął te stronę) napisał gdzieś, że to słuchalny vaporowy album i był szoku. Wtedy kojarzył mi się z jakimś ciepłym, deszczowym, lipcowym popołudniem ale nie pamiętam dlaczego, pewnie w którymś utworze były sample kropiącego deszczu. xD A teraz? Teraz to bardziej wielkomiejsko, może nawet futurystycznie, by nie zaryzykować cyberpunkowo, jest w tym jakaś taka błogość, taka sielanka, taka atmosfera piątkowego popołudnia spędzonego w mikroapartamencie w Tokio oraz oglądania miasta zza szyby. Przyjemne i dobre, chyba wygrany kolejki, fajnie, że smoku mi to przypomniał

Jeanette - Porque te vas

Coś jest specyficznego we wrzutach Czeza, niby takie oczywiste, ale nieoczywiste. Coś jakby wygrzebywał rzeczy, które ~35 lat temu były cool, ale o których zapomniał świat, a jak się je odkurzy, to się okaże, że nie są złe. W sumie to kolejny przypadek w tej kolejce, kiedy odkrywam Amerykę tj. kto wykonuje jakiś powszechnie znany i szanowany utwór. xD Przyjemnie sobie posłuchać from time zu time czegoś tak lekkiego i bezpretensjonalne. Chyle copecke.

No i ten no, fajna kolejka. Zapowiadała się mocno murzyńsko, ale potem każdy wjechał ze swoimi sztandarami i każdy utrzymał bardzo dobry poziom. Minimalnie wyrózniam smoka i minimalnie na minusie jest u mnie shodan, ale generalnie jest dobrze.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 4847
Rejestracja: 18 lip 2013
Ulubiony utwór: Motyle
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 sie 2022 19:49

mintaj pisze:
05 sie 2022 19:23
typ od Rumuńskiego Spektralizmu (wtf czemu on usunął te stronę)
WTF. A to był jeden z moich ulubionych pejów muzycznych na fejsbuku... dawno nie widziałem, ale takiej informacji bym się nie spodziewał. Oddałbym trzy (albo trzydzieści trzy) postironiczne gówna za jeden RS
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 2570
Rejestracja: 18 maja 2010
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kontakt
Strona WWW

Post 05 sie 2022 19:54

No, też mnie to zdziwiło. Typ podrzucał dużo złota, chociaż nie ukrywam, że często tych jego wypierdów czytać się nie dawało, bo to brzmiało tak jakby koleś po 30 odkrył baitowanie w internecie i był dumny z tego, że wkurzył kogoś napisaniem czegoś skrajnie głupiego xd
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 4847
Rejestracja: 18 lip 2013
Ulubiony utwór: Motyle
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 sie 2022 19:57

Było to dziwne, a jednocześnie baardzo na siłę, ale taki był urok tych wrzutek. Z jednej strony te teksty, a z drugiej... mało gdzie tak dużo komentowałem. Pamiętam i VdGG i coś o Klausie, coś o GASie/Ripattim. Ostatnie co mi przychodzi do głowy to krótkie wpisy o najnowszych płytach Autechre. Masa złota
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 16583
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 sie 2022 20:24

Koniec kolejki, wreszcie. Od razu startujemy z następną, podsumowania możecie wrzucać w jednym poście, przed nowym numerem.

W ogóle beka ze wszystkich, którym przeszkadza ten piskliwy syntezator w numerze Murzyna. Przecież to jest najlepszy motyw w kawałku xD Co za piiipyyy
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 7958
Rejestracja: 09 wrz 2006
Ulubiony utwór: Thousand Finger Man

Post 05 sie 2022 21:04

Ja na wstępie chciałbym nadmienić że fajnie że Hienałkowi podeszło i cieszy mnie pozytywny odbiór u mentosa który nawet jako jedyny notkę polubił, spoko bo się napociłem jak mysz nad nią, a co.

Ale wystarczy tego wakacyjnego wajbowania na chwilę, zdaje się że póki co moje wrzutki odbierane są jako wyrównane i dość bezpieczne, może pora na jakąś konkretną zaskoczkę i będzie to wrzutka którą zaskoczę nawet samego siebie, ha!

Bajm - Dwa serca, dwa smutki
(wersja z roku 1997)

Przystępując do naszych bestek miałem na wejściu w planach jeden numer Bajmu, w sumie dość nostalgiczny i wakacyjny nawet i ogólnie chyba WIADOMO KTÓRY. Ale... plany zmieniły się niespodziewanie i to w trakcie trwania naszej pierwszej bestki na początku tego roku. Możliwe że kompletując utwory do niej obskakiwałem różne klasyki i w efekcie algorytm YouTube podrzucił mi w propozycjach utwór "Dwa serca, dwa smutki" (konkretnie rzecz biorąc jego nowszą wersję z roku 1997). Bajm znam raczej słabo a druga połowa lat 90. mnie w sumie szeroko ominęła jeśli chodzi o mainstream (jedyna muza jaką wtedy znałem to rzeczy słuchane przez braci raczej) i ten tytuł nic mi nie mówił, ale zachęciła mnie już na wstępie okładka kompilacji pt. "Ballady" wydanej w latach 90. zawierająca spokojne utwory i kilka starych przebojów grupy Bajm w balladowych aranżacjach, w tym właśnie "Dwa serca, dwa smutki" który oryginalnie pochodzi z roku 1986. Tak więc zaintrygowany okładką "Ballad" która na wstępie już krzyczała do mnie latami 90. odpaliłem ten numer i zdębiałem bo wjechała przyjemna ballada na pianinku która mnie oczarowała... aż potem ustąpiła pop rockowemu przebojowi z pazurem i dopiero w tym momencie rozpoznałem ten kawałek. Trochę mam nawet zagwozdkę z tym i może mi pomożecie bo o ile szukałem tak wychodzi mi że o ile numer ten był singlem w latach 80. tak nowa wersja niby nie a jednak znam ją doskonale i słuszałem wielokrotnie (wydaje mi się że w radio), więc przy okazji dowiem się może jak u Was ze znajomością tego kawałka, wydaje mi się że w tej wersji to Bajmowy klasyk (wiem że chyba grywają tą wersję na koncertach, znalazłem wideo z Sopotu 2003 z nią, może to z takich występów ją kojarzę, nie wiem...).
Wracając jednak do numeru to najbardziej spodobał mi się wstęp z tym cukierkowym wypolerowanym 90sowym pianinkiem, nawet chwilowo byłem roczarowany że numer potem przechodzi w taką rockową pompę, ale uleżało mi się w uchu. Jest tu taka rasowa rockowa przesada z lat 90., jest zadziorna Beata wydzierająca się co sił momentami, ale to wszystko dla mnie składa się na fajną duchologiczną wycieczkę w przeszłość do czasów w których co prawda żyłem ale które z pewnych względów w dużej mierze mnie ominęły (pod kątem znajomości popkultury chociażby, poza muzyką mam też spore zaległości w filmach z tamtej epoki). No i przede wszystkim dochodzi jeszcze aspekt najważniejszy, no bo jak to się stało że numer tak mi znany dopiero teraz mnie chwycił a dawniej wzdrygał bym się na myśl o Bajmie spoza lat 80? Przez tekst tego utworu, bo jest to piosenka którą Beata Kozidrak napisała dla swojej córki, opowiada o urokach i mrokach rodzicielstwa, o radości i niepewności jaką ona daje młodym rodzicom i teraz będąc dadem utożsamiam się z tym numerem zajebiście i na swój sposób tak oto Bajm nagle staje się moim osobistym dad rockiem xD zaś co do tego lukrowego pianinka we wstępie to trochę kojarzy mi się nawet z miłosnym tematem ze Zmienników (który to serial choć ejtisowy dla mnie zawsze kojarzyć będzie się z latami 90. kiedy go oglądaliśmy w domu).
Co tu dużo mówić... stary się robię i sentymentalny po prostu i zaczynam się rozczulać nad prostymi rzeczami czasem, miękka struna się obudziła we mnie :) łapcie stary klasyk a ja wracam odpalać go po raz setny i cofam się w czasie ;)

https://youtu.be/HPJ5AOL0eCs
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 2570
Rejestracja: 18 maja 2010
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kontakt
Strona WWW

Post 05 sie 2022 21:19

To może wrzucę już od razu, bo wybywam na offa jutro (postaram się zdać relację!) i pewnie w weekend się nie wyrobię.
Fajnie, że wam siadło Spiritualized, generalnie to jest ten typ piosenki, której nie sposób nie lubić w moim odczuciu, więc zdziwiło mnie trochę to, że prawie wszyscy polubili. Nie zaskoczyło mnie nawet to, że nie siadło Murzynowi, bo tbh jakbym miał obstawiać jakąś osobę, która mogłaby być nastawiona krytycznie, to bym pewnie wybrał jego, bo nigdy nie jestem w stanie przewidzieć, co ode mnie kupi, a czego nie. xD

Let's Eat Grandma - I Really Want to Stay at Your Home

Z reguły w swoich muzycznych wspominkach i podsumowaniach wybywam hien daleko w przeszłość, więc tym razem podrzucę wam rzecz odkrytą relatywnie niedawno, bo na początku 2021 roku. Aczkolwiek w tym okresie zmieniło się u mnie tyle, że czuję się jakbym miał wspominać jakąś zamierzchłą epokę - o tyle spoko, że raczej na lepsze. Jakoś tak w tamtym czasie wychodził ten słynny CYBERPUNK 2077 - gra która wywołała niemożebny ból dupska w branży. Chyba każdy z was slyszał o tej grze i o tym co się dookoła niej działa w tamtym czasie. W sumie obiektywnie rzecz biorąc ten hejt był zasłużony, bo faktycznie w dniu premiery ta gra musiała być niegrywalna, bo prawdę powiedziawszy to gdy grałem w nią po patchach to momentami kręciłem oczami, a większości z obiecanych rzeczy po prostu nie dostaliśmy (i pewnie nie dostaniemy). Wiele rzeczy tam leży i kwiczy, jako sandbox ta gra totalnie sie do niczego nie nadaję, ale mimo to... wciągnęła mnie. Jak się przymknie oko na te bugi i na to, że jako sandbox ta gra leży i kwiczy, że jest skrajnie niezoptymalizowana, że wybory są często pozorne, to dostaje się w sumie całkiem sympatycznego actionRPGa ze świetnie zaprojektowanym, dystopijnym miastem, ciekawą wizją przyszłości, wciągającą fabułą oraz naprawdę dobrze napisanymi postaciami. Nie wiem, niby zawsze byłem z tej szkoły, co twierdziła, że w gierkach to nie fabuła się liczy, ale pewnie nie chciałoby mi się w tego średniego fpsa bawić, gdyby nie to, że jednak chciałem wydobyć tego Kijanu Żebrowskiego ze swojej głowy oraz rozpierdolić z nim międzynarodową korporację przy okazji. xD
Tradycyjnie już rozpisałem się nie na temat, zamiast po prostu napisać, ze poznałem tę piosenkę, naturalnie, przez tę grę. Być może to przez to, że została specjalnie napisana na potrzeby tej gry i w niej umieszczona, ale mogę sie mylić. Mniemam, że to właśnie przez ten kontekst mi tak siada, bo pewnie jakbym tak puścił to sam z siebie to bym mógł stwierdzić, że to jakiś generyczny dream pop z tumblra, ew. zrzyzna z CHRVCHES czy jak to się tam pisze. xD Nie wykluczam tego, ba, uważam to za całkiem prawdopodobne. Ale w tym coś jest, ten smutek związany z odrzuceniem, zakończeniem jakiejś relacji i zakochaniem bez wzajemności - chyba to mocniej siada w kontekście tej dystopijnej wizji przyszłości z gierki, a poza tym kto tego nie przeżył, niech pierwszy rzuci kamykiem. No i to dobra piosenka, tak po prostu.Bierzcie i wyrażajcie swe opinie.

https://youtu.be/rZiy96EMmXI
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 16583
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 sie 2022 21:24

Podsumowanko krótkie - chyba wszystkim Marvin podszedł, nawet Czezowi, a to już konkretne osiągnięcie. Wprawdzie zaskoczyło mnie, że Czezzy nigdy nie słyszał tego nazwiska (to trochę jak nigdy nie słyszeć o Geroge'u Michaelu, albo Louisie Armstrongu), ale co, lepiej późno niż w ogóle. Ja kontynuuję motyw wakacyjny (i będę przez jeszcze dwie, lub trzy kolejne wrzutki), ale to nie znaczy, że będziemy poruszać się w tych samych rejonach muzycznych.

Nine Horses – The Librarian

Rok 2010, wracam z wakacji. Byłem pasażerem w aucie, więc odpaliłem sobie muzykę. Miałem na kupce wstydu album „Snow Borne Sorrow” zespołu Nine Horses, w którego skład wchodzą David Sylvian, jego brat Steve Jansen (obaj grali w Japan) oraz Burnt Friedman, niemiecki muzyk elektroniczny, znany głównie z albumów nagranych ze ś.p. Jakim Liebezeitem, perkusistą Can.
Sylviana poznałem raptem pół roku wcześniej, ale tę historię zachowam na moment, w którym będę wrzucał jego solowe rzeczy. W każdym razie, byłem pod dużym wpływem jego albumów, a na temat „Snow Borne Sorrow” naczytałem się samych dobrych opinii. Odpaliłem go, kiedy zaszło słońce. Mini spoiler, będę ten album kiedyś prezentował w pełnej krasie, w temacie Murzyna, a to dlatego, że od samego początku poziom tych utworów mną wstrząsnął. Każdy kolejny był lepszy od poprzedniego, a kulminacją tego wszystkiego było „The Librarian”. Po tym jak się utwór skończył, leciał zapętlony aż dojechaliśmy do celu, nie wiem ile razy, ale z kilkanaście. Byłem pod tak wielkim wrażeniem, że trudno mi było dojść do siebie przez długi czas. Miałem też długo zasadę, żeby słuchać tej płyty tylko po zmroku, żeby nie rujnować tego wrażenia. To wszystko złączyło się w czasie z typowym, powakacyjnym dołem, kiedy w człowieku buzują jeszcze pozytywne uczucia z tym związane, ale wiadomo, że to już koniec zarówno tego, jak i samego lata. To taki specyficzny rodzaj nostalgii i przyjemnego smutku (w sumie to chyba jedno i to samo), o którym np. no-man, nagrywali całe albumy. „The Librarian” to nie tylko moja topka utworów w ogóle, ale ścisła topka utworów, w których ten klimat zostaje oddany na stopro. Dodam, że ten kawałek był na mojej liście pierwszej 25-tki, ale zrobiłem Deva i pojebałem, w efekcie jakoś dwa, trzy miesiące temu zorientowałem się, że moje 25, ma 26 utworów…

„The Librarian” to gęsty aranżacyjnie utwór. Czego tu nie ma. Duża ilość różnego rodzaju gitar, kontrabas, klarnet, wibrafon, melodica, steel pan, trochę elektroniki. Na tle tej plejady, unosi się delikatny, niski głos Davida Sylviana, który zawsze stanowił dla mnie absolutne uosobienie nostalgii i tęsknoty. Takie ilości wszystkiego, często zwiastują, że piosenka będąca szkieletem całości, jest licha. Nie w tym wypadku. O ile sama kompozycja jest prosta (nie ma tu refrenów, czy mostków, utwór po prostu płynie zwrotkami), to wciąga. Instrumentarium sugeruje boomerskie podejście do tematu, ale ilość ciekawych rozwiązań, różnych efektów, itd., powoduje, że wcale nie czułem i nadal nie czuję jakby to grały stare dziady. Nie chce mi się za bardzo opisywać tego kawałka w ten sposób, bo imo najbardziej liczy się tutaj atmosfera, a ta jest po prostu obezwładniająca. Sorry, że znowu popadam w egzaltację, ale mimo, że minęło 12 lat, nadal pamiętam to wrażenie i ciary jakie towarzyszyły pierwszemu odsłuchowi. Klimat tego kawałka jest bardzo wieczorny, o ile nie nocny. Towarzyszyły mi obrazy ostatniego wieczoru właśnie, spędzonego w małym miasteczku, żegnając się z morzem (które, jak nie dało się nie zauważyć, jest dla mnie wyjątkowo ważne). Trudno opisuje się takie rzeczy, kiedy vibe i doświadczenia są tak subiektywne. Wiem, że to wszystko może brzmieć śmiesznie, i o ile nie do końca zgadzam się w kontekście muzyki z tym tekstem o „tańczeniu o architekturze”, tak tutaj faktycznie muszę przyznać, że tak to bywa.

W każdym razie, „The Librarian” powinien był się znaleźć w pierwszej 25-tce i gdybym wcześniej się zorientował, że pokpiłem listę, to inna piosenka ustąpiłaby mu miejsca, ale na tamtym etapie, musiałem losować i padło na 9H. Wracam tym utworem do czegoś, co można zapewne określić jako hien-core, czyli melancholijna, wieczorna atmosfera, powolne rytmy, tęskny, męski wokal, itd. Niemniej, jest to nadal muzyka baaardzo silnie związana z czymś co dla mnie jest kwintesencją wakacyjnego wajbu. Po prostu tutaj jest to ujęcie z trochę innej strony, mniej doświadczania wakacji, ale tęsknota za nimi po powrocie do rzeczywistości. To jest 9 minut muzyki, która zleci Wam tak jakby to było 4. Polecam odbiór tylko w słuchawkach i najlepiej w jak największym skupieniu. Walnijcie się wieczorem wygodnie na łóżko, wyłączcie światło i odpalcie ten kawałek. Słuchanie tego na szybko, gdzieś w robocie, na gówno-głośnikach, między jedną rzeczą, a drugą, zrujnuje Wam ten pierwszy raz i to mocno. Trust me on this.

https://www.youtube.com/watch?v=hoQYpimVUFQ
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 2570
Rejestracja: 18 maja 2010
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kontakt
Strona WWW

Post 05 sie 2022 21:49

który nawet jako jedyny notkę polubił, spoko bo się napociłem jak mysz nad nią, a co.
No zawsze je czytam, jednak zawsze to jakiś dodatkowy kontekst, gdy się słucha czegoś ze świadomością, że komuś tam w internecie się kojarzy z jakimś ważnym momentem w życiu czy chociaż takim wartym wzmianki. Nie jesteśmy na rymie, żeby wszystko sprowadzać do gwiazdek i cyferek i dzięki bogu
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 4847
Rejestracja: 18 lip 2013
Ulubiony utwór: Motyle
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 sie 2022 22:22

Nie no, ja zawsze czytam wasze wpisy i one często sprawiają, że potrafię zmienić zdanie na temat muzyki, którą wrzucacie. Zdarza się, że to mój ulubiony element kolejki ;)

Miło jestem zaskoczony, że wrzucone trochę na pałę 2814... zaskoczyło. Prędzej czy później poddacie się mocy ambientu, to pewne

George Michael - Fastlove


Kisiłem ten numer w pierwszej dwudziestce piątce, ale wcześniej zdarzyło się sporo sytuacji, kiedy konieczna była reakcja tu i teraz. Parę rzeczy naprawdę klasycznych i ważnych musiało poczekać. Zresztą... jakbym jeszcze trochę zwlekał, to historia wokół Fastlove nie miałaby już żadnego znaczenia i pojawiłby się tutaj Killer / Papa Was a Rolling Stone. Lepiej ten wątek zamknąć, póki jeszcze mam na to chęci.

Sięgam naprawdę głęboko. Drugi tak długo kojarzony przeze mnie numer to był Mercedes Benz, więc jest powaga. Początek długiej i ciekawej relacji z muzyką Żorża to okres późnej podstawówki, może trochę wcześniej nawet. Siłą rzeczy znało się Careless Whisper i Last Christmas, ale to trochę jak z mentosowym Blurem... sam z siebie wtedy bym tego nie włączył, konteksty przygniatały muzykę bez reszty. Mam w głowie obraz dnia jak co dzień, w którym siedzimy sami w domu z bratem i leci jakaś telewizja muzyczna w tle. A może nie? Bardziej poszukiwanie rzeczy z ejtisów i najtisów na własną rękę? Nie pamiętam. Mniejsza o to. Natrafiam na Fastlove i ten charakterystyczny teledysk. Coś zaskoczyło w głowie. Co tam mógł z tekstu wyłapać taki szczyl? Fastlove podpasowało mi tajemniczą, zmysłową (wtedy bym tego tak nie nazwał), prywatną atmosferą. Jakieś typy i typki w pląsach, GM jak właściciel, główny odpowiedzialny za ten osobliwy harem i miejsce do poszukiwań. Do tego ta nieprawdopodobnie niepowtarzalna i osadzona w swoim czasie stylówka - ciuchy, scenografia, kolorystyka... Małe, ale bardzo reprezentatywne dziełko sztuki obok samej muzyki. Po latach jak się wreszcie wczytałem to wszystko stało się jasne. Opowieść o przelotnej miłości, szukaniu szczęścia w szybkich randkach, pojedynczych wyjściach, spotkaniach na seks w wyższej potrzebie zaspokojenia popędów. Po latach od tego pierwszego kontaktu z Fastlove bywały momenty, gdzie przeżywałem podobne historie... w osobistych kontaktach bywało bardzo burzliwie. Jednocześnie z Majkelem wiąże się przecież queerowy wątek i ja sam zacząłem mieć kosmate myśli na temat swojego charakteru, stylu bycia... pewne zachowania z czasem zacząłem traktować jako naturalne, których nie muszę się wstydzić. Przez lata czułem dziwny wstyd w związku z tym numerem xD

Muzycznie to dość eklektyczna rzecz. Ma coś w sobie z soulu, funku (basik), a jednocześnie jest dość klubowo. Całość ozdobiona uroczo kwasową elektroniką. Mimo tego ma w sobie też wiele elementów charakterystycznych dla majkelowych hitów. Wokalne popisy i chwytliwa melodia, dość dużo chórków, jest saksofon, ale bardziej w tle. Przez lata niespecjalnie chciałem słuchać czegoś więcej od niego i to był błąd. Już sama Older, z którego Fastlove pochodzi, to naprawdę solidna płyta, po której jeśli ktoś miał/ma wątpliwości co do dżordżowych możliwości to musi się ich szybko pozbyć. A i tak najlepsza jest składanka Ladies & Gentlemen, same klasyczne bangery i zestaw sielankowych balladek, brakuje tylko paru rzeczy z Patience i White Light. Słuchajcie GM, bo warto. Szkoda tylko, że już nie będzie okazji pójść na jego koncert. RIP

Rzadko kiedy wrzucam coś z klipem, więc nie marudzić prosz

https://www.youtube.com/watch?v=SHAQlFq6TFg
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 7468
Rejestracja: 22 lut 2009
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 05 sie 2022 22:50

Polka Dziadek

Skoro juz jestesmy w klimacie letnio urlopowym, to nie ma lepszej okazji, zeby wrzucic utwor, ktory kazdemu kojarzy sie z latem. Chyba wiecie, ze folklor jest bliski mojemu sercu i na dobra sprawe moglbym wrzucic 25 utworow folklorystycznych ( polskich, albo i nie polskich ) Tanczylem na estradzie wszystkie polskie tance narodowe i mnostwo roznych regionalnych, jak np. Kurpie, czy tance gorali zywieckich. W wielu tancach polskich elementem tanecznym jest polka. Polka jako taniec. A sa rozne jej wersje. A do tej polki tanczylem na imprezie kilka dni temu. Ach ten klarnecik... A zatem:

https://youtu.be/k4FITH0BtYA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 5460
Rejestracja: 26 lut 2005
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 sie 2022 21:05

Kochani, jestem znów.

4. Cocteau Twins - Heaven or Las Vegas (rok wydania 1991, rok pierwszego odsłuchu 2010)

https://youtu.be/JlwcQR5HHck

Jest sobie lipiec 2010, a więc niemal dokładnie 12 lat temu. Jestę studentę, siedzę w Zgierzu, po raz pierwszy od dłuższego czasu odkrywam trochę nowej muzyki, jednym palcem u jednej stopy już będąc u bram hipsterskiego świata (samo określenie poznałem w kwietniu tego samego roku, jeszcze przed Trupolewem) poprzez Miike Snow, ale wciąż grzebię w starociach. Pamiętam, że intensywnie wtedy mesydżowałem z Hienem przez "peemy" na tym forum, może to nawet jego sugestia była, bym odpalił sobie CT? O zespole słyszałem już wcześniej (trudno było nie słyszeć zresztą), ale też nie tyle przez ich twórczość, co przez... Simple Minds. Jak to możliwe? Ano tak, że CT wzięli nazwę z tytułu piosenki SM xD Simple Minds na swoim samym początku byli zespołem punkowym (choć uderzali w art rock w swoich aranżacjach, bo wzorowali się mocno na Bowiem i Roxy Music) i nagrali sporo dość kakofonicznej muzyki (ciekawe, czy stąd pomysł na tytuł ich drugiego albumu). Część z tych numerów wylądowało na ich debiucie z 1979 a część poszła w zapomnienie (poza jednym - Act of Love, którą to piosenkę postanowili właśnie zrevivalować, nagrać ponownie i wydać jako singiel oraz zaczynać od niej koncerty z obecnej trasy), tak jak Cocteau Twins właśnie. Sama piosenka (tytuł no i tekst) inspirowana były twórczością Jeana Cocteau, aż tu nagle wzięła i zainspirowała owo trio, które przyszło na koncert SM (jeden z ostatnich zresztą, na których grali ten numer) no i wiemy, co dalej.

Cocteau Twins MOGŁEM więc poznać bliżej dzięki rekomendacjom Kuby, ale głowy sobie uciąć nie dam, bo zasadzałem się na nich od dłuższego czasu. Okazja wyprodukowała się właśnie wtedy, w dzień gorącego lata 2010 (które pamiętam jako tyleż gorące, co deszczowe), gdy zassałem na raz ich 3 ostatnie albumy (trójkę od drugiej strony zamykał LP Heaven or Las Vegas w rzeczy samej). Muszę przyznać, że za pierwszym podejściem do Four Calendar Cafe (a od tego zacząłem) miałem nieco mieszane uczucia (wmawiałem sobie, że są trochę nazbyt popowi), ale jak odpaliłem HoLV to mnie ścięło. Zwłaszcza numer tytułowy srogo utknął mi w głowie, i podczas gdy do pojedynczych tracków z 2 pozostałych albumów wówczas pozyskanych wracałem rzadko, ten kawałek katowałem w nieskończoność. Udało mi się nawet zarazić nim ówczesną partnerkę, która sama prosiła bym odpalał go w aucie (RIP Xsara). W ogóle tamto lato było dla mnie takim częściowym 80s revivalem, ale w bardzo konkretnych kierunkach - pomijając już fakt, że głównie tłukłem cały miesiąc 5 numerów 5 różnych wykonawców z tamtego okresu, to jednak zaciągnąłem całe ich płyty, z których te numery pochodziły (były to odpowiednio w/w, Blue Jean Bowiego, Bette David Eyes Kim Carnes, We Didn't Start the Fire Billy'ego Joela i... coś jeszcze, co teraz wypadło mi kompletnie z głowy xD) - z tym, że w przypadku Cocteau Twins wyszło to poza dekadę ejtisów i to dosłownie. Dlaczego? Bo znów poza pojedynczymi utworami nie przesłuchałem w całości żadnej ich płyty z lat osiemdziesiątych. Długo w ogóle miałem gdzieś to, co wtedy nagrali (chociaż wówczas powstały ich najbardziej ikoniczne dzieła). No ale, Musiał, więcej wiedzieć właściwie Wam nie trzeba. Co parę lat minęło, to minęło.

Kawałek uwielbiam, ubóstwiam, kocham. Doskonałe, monumentalne wręcz gitary Guthriego (dodam, że do CT mogło mnie też pchnąć wspólne dzieło Guthriego i Foxxa o tytule Mirrorball - polecam z całego serca, bierze co najlepsze z obu gości), wyśmienicie wybrzmiewające basy, tekstury klawiszy pochłaniające mnie w całości no i - creme de la creme - pozbawiony sensu w warstwie lirycznej wokal Fraser. Całość pcha mnie w jakiś mocno oniryczny klimat, który jednocześnie działa tylko latem (mam w ogóle interesującą tradycję słuchania konkretnych rzeczy o konkretnych porach roku - głównie tych, które korespondują z poznaniem przeze mnie konkretnego wydawnictwa lub artysty; Hien wie, że 2 lata temu pchnęło mnie to na krawędź szaleństwa, z którego zrezygnowałem dopiero jesienią). Ale za to jak działa! Się poskładało w życiu, że nie wyjechałem nigdzie w te wakacje (jedyne zresztą, na co miałem szansę to... OFF, na który ciągnął mnie mój dobry ziom ze studiów, trochę płaczę za DIIV i możliwością zbicia piony z Mentosem na Ziggym Popie, no ale siusiak), ale jak tylko odpalę ten kawałek natychmiast jestem gdzie indziej. Wtedy, w lipcu 2010 sporo jeździłem na trasie Łódź - Zalew Jeziorsko, gdzie moja ówczesna miała rodzinę i zawsze, kiedy słyszę HoLV (albo inne z wymienionych wcześniej numerów poznanych przeze mnie w tamtym okresie), widzę późne popołudnie na wiejsko-leśnym zadupiu, czyste powietrze i byle jak połataną szosę, cisza, spokój, krzywe znaki kierujące do już nieistniejących PGRów, stare i lekko spróchniałe słupy niskiego napięcia, jakiś taki klimat letnich miesięcy, którego nie jestem w stanie już odzyskać. Kto wie, być może pociągnąłbym CT dalej wtedy, bo wszystkie te 3 albumy wchodziły jak złoto wówczas (dla mnie stanowią wręcz apoteozę lata), gdyby nie to, że już na początku sierpnia - i teraz srogo pod namową Hiena - zassałem The Back Room Editorsów, i zaczęła się zupełnie nowa przygoda...
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 12117
Rejestracja: 04 lis 2007
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 sie 2022 22:12

PSY - Right Now

Jakiej muzyki zazwyczaj słucham doskonale wiecie. Mam swoich bitych faworytów z DM na czele, do których wracam regularnie od lat. Sporą część z tej puli stanowi muzyka melancholijna, szczególnie wykonywana przez panie. Ale są takie chwile, że nachodzi mnie po prostu ochota na posłuchanie czegoś zupełnie innego, czegoś czego nie słucham za często. Czegoś dynamicznego i rozrywkowego, przy czym można się pobujać i potupać nóżką. I jednym z takich wykonawców jest południowo koreański piosenkarz PSY. Myślę, że nie ma tu nikogo, kto by o nim nie słyszał. Swego czasu jego Gangnam Style robił niemałą furorę na świecie. Ale dobrych utworów gość ma więcej - w końcu ma już na koncie aż 9 albumów. Żadnego jeszcze nie słyszałem, ale pojedyncze ulubione utwory czasem na YT zapuszczam. Najbardziej lubię dwa: Gentelman i prezentowany Right Now właśnie. Oba zresztą mają niesamowicie efektowne i jajcarskie teledyski, które uwielbiam.
O samym utworze Right Now nie mam za wiele do napisania. Nie ma z nim związanej żadnej historii. Po prostu mi się bardzo podoba i często do niego wracam. Bardzo dynamiczny utwór o efektownym brzmieniu i ciekawej melodii. Podoba mi się też głos Park Jae-sanga, który chętnie rapuje po koreańsku w swoich utworach. Wymyśla też zajebi.ste i oryginalne układy taneczne na potrzeby clipów i występów na żywo, gdzie potrafi robić niezłe show.
Największą zaletą tego utworu i paru innych jest to, że mi się od lat ani trochę nie nudzą.

https://www.youtube.com/watch?v=cseje03ZrR4
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 7958
Rejestracja: 09 wrz 2006
Ulubiony utwór: Thousand Finger Man

Post 08 sie 2022 06:14

Przed Państwem utwory kolejki 4. (29.):

https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 16583
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 sie 2022 10:52

Bajm - Dwa serca, dwa smutki

Gdyby Peter Gabriel mieszkał w Polsce i był kobietą, to tak by brzmiało „Here Comes The Flood”. Poza tym bekowym porównaniem, nie za bardzo wiem co napisać xD Murzyn mówi, że tu jakiś pazur rockowy jest, ale imo to najwyżej tips zrobiony przez Ukrainkę na wysepce w Galerii Łódzkiej. W tle się jakieś bieda „Jump” przewija, ale to takie „Jump” w domu. Niemniej, w tej całej taniości, nie jest to złe. W odpowiednim momencie, u każdego to może zaklikać w odpowiedni sposób. Beata Kozidrak ma głos nieprzeciętny, ale też zdążył mi trochę zbrzydnąć przez ostatnie lata, głównie przez reklamy i znajomego DJa, który na swoich wszystkich imprezach grał „JESTEŚ ZEREM BIAŁYM ŻOŁNIERZEM” (nie mówcie, że Wy też tego tak nie słyszeliście). Nie wiem, nie jestem w nastroju na takie hardrockowe, polskie granie. Na urlopie, przez pierwsze dwa tygodnie, mieszkałem niedaleko knajpy gdzie regularnie grały cover-bandy, np. ONA, Deep Purple, AC/DC, a na koniec wystąpił jakiś skład TSA. Musiałem tego słuchać, czy chciałem, czy nie. Na emocjonalnym poziomie, jest to fajny kawałek, musiałbym być głuchy żeby tego nie słyszeć. A to, że teraz go nie czuję, to nie znaczy, że to się nie zmieni. A czy się zmieni, NIE WIEM XD

Let's Eat Grandma - I Really Want to Stay at Your Home


Mentos pisze o grach, ale nie w temacie, w którym powinien nadrobić zaległości trololo. Poczytałem trochę o tym duecie, żeby ogarnąć bardziej kontekst, bo Mentosowy nigdy takiego nie daje. Słucham, słucham. Takie pitu, pitu. MEH. W ogóle wiecie, że siedzę już w pracy? xD Może w tym problem, gdybym to odpalił parę dni temu nad morzem, to może by weszło lepiej, nawet na pewno by weszło lepiej. Jeezzuuuuuu, jakie to jest pojebane z tą muzyką, Panowie. Uzbroiłem się w odpowiedni mindset i zrobiłem podejście no 2. I 3. I 4. No i tbh nadal raczej w stronę MEH. Piszczą te laski, elektronika bzyczy, ale szału nie ma. Jak wchodzą te vocodery, to zaczynam automatycznie przewracać oczami. Elektronika w tle brzmi jak z jakiegoś Dance eJaya z 2002 roku. Sorry Mentos, trochę niewypał. Może się przegryzie, ale trudno mi to sobie wyobrazić. Musiałbym mieć jakiś lepszy moment. A czy będę miał, NIE WIEM XD

George Michael – Fastlove

Lubię i szanuję Dżordża oraz jego muzykę. Pamiętam ten świąteczny poranek kiedy znalazłem newsa o jego śmierci i szczerze się zasmuciłem. W sumie szkoda, że Dragon nie zapodał tego dwa tygodnie temu, ale lepiej późno niż w ogóle. OP dokonuje tutaj jakieś analizy, ale mnie to nie jest potrzebne żeby docenić (tzn lektura ciekawa, ale wciągam to bez kontekstu). Doskonałej jakości kompozycja, doskonała produkcja, po prostu doskonały i klimatyczny pop. Czuć od razu w jakiej dekadzie to powstawało, ale IMO jest tu wszystko to, co w popie z lat 90 było najlepsze, zresztą czasami odnoszę wrażenie, że Dżordż mógłby śpiewać do byle czego w tle i to by i tak wyszło zajebiście. Mimo, że siedzę w pracy, ten numer mnie przenosi znowu na wieczorne spacery na urlopie. Excellent wrzuta.

PS. W ogóle to brzmi trochę jak „Men in black” Smitha xD Czy to był plagiat, NIE WIEM XD

Polka Dziadek

Sorry Czez, ale nie. Wrzucanie jingla do topki życia, to jest nawet dla mnie za grubo xD
Bardzo doceniam kontekst życiowy, Twojej kariery tancerza ludowego, to jest wszystko bardzo fajne i ciekawe, zwłaszcza na tle nas wszystkich, którzy są nudni i bez wyrazu. Natomiast, jak ta Polka Dziadek gdzieś leci, to wyłączam od razu. Wiem, że to nie jest muzycznie złe, ale nie mnusi być żebym nie miał ochoty tego słuchać. Żeby nie było, lubię Polkę. Wiecie. Yamahoozi Polka, Polka Polka Polka, Twin Lakes Polka, itd. A czy to jest prawilna Polka, NIE WIEM XD

Cocteau Twins - Heaven or Las Vegas

Musiał poświęca pół tekstu na pisanie o tym, jak to ja mu podrzuciłem Kokto, ale tbh ja nie jestem jakimś fanem Kokto xD Mogę uwierzyć, że w 2010 r., kiedy dowiedziałem się, że Dev nigdy ich nie słuchał, rzuciłem jakieś „O Stary, ale Kokto to wypada jednak sprawdzić”, czy coś. Teraz już bym totalnie nie dawał jebania o to, czy on ich słuchał, czy nie, nie wiem, może wtedy chciałem zabłysnąć, to było 12 lat temu, nie pamiętam. W każdym razie Stary, nie dawaj tej głowy, pls xD
Słucham tego numeru i myślę sobie, no tak, typowy CT, typowe 4AD, rzygam już tym od dawna.
Ja wiem, że to jest dobra muzyka, ja wiem, że to jest muzyka ważna, wpływowa, itd., isrk. Był czas kiedy się tym jarałem (jakoś w liceum), ale minęło, nie wraca i raczej nie wróci. Nie lubię takich momentów, kiedy ktoś wrzuca obiektywnie dobrą muzykę i ja na nią muszę mehnąć, ale powiem szczerze, że nic mi nie robi ten utwór. Te wszystkie typowo 4AD z lat 80-tych zabiegi mnie cringują, uważam, że to się słabo zestarzało i słuchanie tego dzisiaj stanowi dla mnie bolączkę. CT to jest klasyka muzyki nie bez powodu, ale nie chce mi się tego słuchać. Czy do tego wrócę, NIE WIEM XD (wątpię).

PSY - Right Now

Kiedy rano się obudziłem i zobaczyłem co wrzucił Shodan, to się głupio zaśmiałem. Pomyślałem – prostytutka to nie może być to xD Ale to jest ten PSY. Ja poza „Gangam Style” nie znam nic innego, więc do tej wrzutki podszedłem ze śmiechem, ale tez jakąś ciekawością. No i w sumie dostałem to czego się spodziewałem, muzycznego mema. Tylko, że takie memy często mają odwagę być czymś więcej niż muszą i ja to tutaj słyszę. Zabawa muzyką jest tutaj dosyć kpiarska, na zasadzie „whatever, to i tak jest PSY, jedziemy” xD I dla mnie to działa. Nawet jakość ala mp3 128 kbps, wpisuje się w ten klimat. Będę miał wego czasu dobrą kontrwrzutkę do tego. Nie wiem, śmieję się, bo na kartach bingo nie miałem dzisiaj zjeżdżania Cocteau Twins zaraz przed chwaleniem PSY, ale here we are. Moze po prostu mam już dosyć wszechobecnego nadęcia (a piszę to będąc autorem najbardziej nadętej wrzutki kolejki). NIE WIEM NIE WIEM NIE WIEM XD

No nic, Panowie, średnia ta kolejka, nie wiem czy nie najgorsza jak dotąd. Nie mogłem atmosferą gorzej wcelować z moim numerem.
Wygrywa Dragon z Dżordżem, na drugim Shodan z PSY (naprawdę nie wierzę, że to piszę xD), potem daleko za nimi, gdzieś w czyśćcu - Murzyn, a potem długo nic i gdzieś w piekle smaży się reszta.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 2570
Rejestracja: 18 maja 2010
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kontakt
Strona WWW

Post 08 sie 2022 11:00

No ja też NIE WIEM

Już po tytułach widzę, że to generalnie gruba kolejka będzie i muszę przyznać, że koncept wrzucenia jingla to jednak hardkorowa akcja xD
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 7958
Rejestracja: 09 wrz 2006
Ulubiony utwór: Thousand Finger Man

Post 08 sie 2022 11:05

O kurła, grubo xD Hien ma trochę moment Murzyna widzę, wrócił z urlopu, siedzi zgorzknialy w robocie i meha na wszystko z grubsza, tak to widzę ale czy faktycznie tak jest - NIE WIEM XD

Let's Eat Grandma - I Really Want To Stay At Your House

Fajnie że ktoś poza mną zarzucił czymś z growego radyjka spoza serii GTA. Dużo fajnej muzy jest w grach poutykanej a ta zdaje się powstała albo na potrzeby gry albo tam najpierw trafiła ale brzmi świetnie jak dla mnie. Bardzo mi się podoba ten numer pomimo tych przegiętych efektów na wokalu, ma taką pozytywną euforyczną energię w sobie jak z napisów końcowych filmu kończącego się happy endem. Mało takich brzmień tu na razie słuchaliśmy, brzmi oryginalnie, wyróżnia się na tle tego co tu dotychczas padło. Myślę że zasługuje na miano pierwszego prawdziwego odkrycia tej drugiej bestki u mnie.

Nine Horses - The Librarian

Hien zasugerował na wstępie odpowiednie warunki do odsłuchu tego numeru i tak się złożyło że akurat leżałem w łóżku po ciemku jak go odpalałem już, ale nie do końca poszło to tak jak powinno... zwyczajnie w połowie numeru przysnąłem 😅 potem ocknąłem się i byłem zaskoczony że numer jeszcze leci. Za drugim razem słuchałem go w pracy gapiąc się na deszcz padający za oknem i o ile klimat pasował tak już ok. 6 minuty zacząłem przebierać nogami i patrzeć na czas więc nie, dla mnie to nie jest 9 minutowy numer który przelatuje niczym 4 minutowy niestety. W ogóle zachęciła mnie notka o tym że tu jest David Sylvian którego znam słabo ale nawet jaram się jednym jego numerem i jeszcze innym podobnym numerem z Japan. Że tak powiem muzycznie tu się nie ma co przyczepić bo brzmi to wszystko dobrze tylko vibe mi się nie udziela na ten moment, to oznacza że może będzie to grower za jakiś czas, na tą chwilę odbiór jest kiepski, sorry. Numer odbieram jako zbyt długi i nie potrafiący utrzymać mojej uwagi na te 9 min.

George Michael - Fastlove

Dragon odrobił pracę domową jaką mu zadałem i wyciągnął asa z rękawa w postaci popowego przeboju. Dżordża znam niewiele więc numeru nie znam ale tym brzmieniem r&b trafił w moje gusta. Ogólnie chciałem rzec że w tej kolejce obaj z Dragonem wyszliśmy ze swoich podwórek na chwilę by spotkać się w latach 90. (choć nie spodziewam się że będzie prejzował moją Beatę akurat). Niemniej numer brzmi dobrze, kliszowo ale rzetelnie, George na wokalu to miód dla uszu wiadomo, fajne odkrycie, być może jakimś jego numerem rzucę ale dużo później.

Polka Dziadek

Tu jestem troszeczkę rozdarty, z jednej strony prejzuję mocno, to są już tego typu wrzutki do których Czez nas powoli przyzwyczaił a nawet się trochę ich oczekuje po nim. Polki dziadek słuchałem całkiem niedawno nawet szukając Czezowskiemu innego numeru, zawsze lubiłem tą melodię i jak pewnie wiele osób z nostalgią wspominam, pozytywnie się kojarzy i przenosi w czasy dzieciństwa. Minusem jest fakt że to "tylko" radiowy dżingiel który na dodatek nagle się urywa i trochę trudno mi go traktować przez to jak pełnoorawnego utworu (oceniam konkretną wersję wrzuconą w linku). Melodię lubię ale wracać mogę okazjonalnie, bardziej nadaje się na budzik w telefonie. Czez gra dość bezpiecznie w tej bestce póki co hehe.

Cocteau Twins - Heaven or Las Vegas

Dev to taki typ już co nawet jak nie wrzuca ejtisów to i tak je wrzuca xD bo choć numer zdaje się rok 1991 to klimatem nie różni się raczej od ejtisowych CT mi się zdaje. Najbardziej martwiące jest dla mnie to że moje odczucia zbytnio nie różnią się od tych z minionej kolejki, kawałek ejtisowo wajbuje ale poza tym w sumie nie zachwyca ani też nawet nie chwyca jakoś specjalnie, znów jestem gdzieś pośrodku ale nie zhejtuję bo to przecież KOKTO. Mam cichą nadzieję na jakąś zmianę klimatu wkrótce :P

PSY - Right Now

Gangnam Style każdy chyba zna i kojarzy. O ile jakoś viralowość tego numeru jestem w stanie skumać tak widać że to był one hit wonder w skali globalnej, zaś ten hicik tutaj chyba już ginie w zalewie k-popowego szaleństwa. Nie, nie, dzięki ale nie, nie wiem czy cokolwiek z tego nurtu byłbym w stanie wyłowić dla siebie. Shodan w tej bestce mocno wychodzi poza śpiewające panie i za każdym razem skucha jak dla mnie. A gdyby tak było coś pomiędzy tymi dwoma skrajnymi światami? 🤔

Ocena kolejki: Równie zajebista co ch*jowa ;(

Faworyt kolejki: Cyberpunk

Nie, nie, nie: Gangnam Style? To nawet nie jest on
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 16583
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 sie 2022 11:10

Ale wiesz Murzyn, że jak rzucisz alkohol, to przestaniesz zasypiać na piosenkach? xD
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 7958
Rejestracja: 09 wrz 2006
Ulubiony utwór: Thousand Finger Man

Post 08 sie 2022 11:14

Trolololo, człowieniu ja już tego smaku nie pamiętam. Sprzedam Ci trzylatka na parę dni to z szybkim zasypianiem problemów mieć nie będziesz xd
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 16583
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 sie 2022 11:16

No to pisz otwarcie, że muzyka u Ciebie jest ofiarą PATAJA xD

BTW, może przez to, że poprzednia kolejka była taka magiczna, to teraz mam "moment Murzyna". Oby to nie była jakaś dłuższa choroba.