Przy czym lata minęły, zastanawiam się czy Banks i Rutherford są w stanie nagrać coś na miarę Calling.
I jednak powrót z Wilsonem po latach byłby, mimo wszystko, narażony na ataki fanów, którzy podjarali się możliwością nagrania płyty z Collinsem. Takich sobie fanów Genesis wychowało takimi płytami jak "We Can't Dance". Dlatego też trzeba było odwołać trasę po US, bo nagle Genesis okazało się trudne z takimi kawałkami jak "Dividing Line", "Alien Afternoon" (jedne z najlepszych w historii Genesis) czy nawet tytułowym.
A co do Petera to jestem bezkrytyczny, łykam WSZYSTKO co zrobił.
Mam wrażenie, że mógłby nawet zaśpiewać "Jesteś Szalona" i magia głosu by zadziałała.
A nawet gdy nie śpiewa to nagrywa rewelacyjne soundtracki. Nie potrafię być krytyczny wobec tego człowieka, resztki wymuszonego obiektywizmu każą mi go tylko zganić za lenistwo
