Music For The Masses Live - najlepsze wersje utworów

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 12451
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 sty 2020 22:39

Ok, oddaje moje głosy na popularniejszą wersję, więc

The Things You Said

8 MFTMT

4 GST

a teraz Strangelove

Music For The Masses Tour 1987/1988


Wersja plus/minus oparta na albumowej, która była oparta na remiksie Millera. Ten głuchy telefon wersji zaowocował tym co znamy dobrze ze 101.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1988 ... CD1/03.m4a


World Violation Tour 1990

Jakieś tam drobne zmiany w intrze, a dalej mniej więcej to samo co na poprzedniej trasie.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1990 ... 644/15.m4a


Tour Of The Universe 2009/2010

DM planowali kilka wyjątkowych powrotów na tę trasę i jednym z nich był Strangelove.
Ten utwór zaliczył jedną z najdłuższych przerw w karierze zespołu będąc na wygnaniu przez 19 lat.
Nowa wersja została okraszona perkusją Christiana oraz nowymi, bardziej analogowo-brzmiącymi syntezatorami. Mimo obniżenia tonacji, Gahan nadal ma olbrzymie problemy z wyższymi partiami które mu się wymykają przy każdej okazji.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm2009 ... 644/20.m4a


Global Spirit Tour 2017/2018


Nikt się tego nie spodziewał, Strangelove wróciło jako TAG z Martinem na wokalu. Brzmi to fajnie, ale nadal dziwny wybór.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm2017 ... 448/20.m4a


Moje typy:

4 Tour Of The Universe
3 Global Spirit Tour
2 World Violation Tour
1 Music For The Masses Tour

Uwielbiam singlową wersję Strangelove, to jeden z najlepszych popowych utworów Depeche Mode. Wszystkie wersje, remiksy, koncertówki, jakie powstały później są dla mnie jednym wielkim rozczarowaniem. Nie jestem wielkim fanem Strangelove w wersjach live, ale potrafię je chociaż uszeregować na potrzeby naszego plebiscytu.
Wersja z 2009 r. wygrywa bo ma żywą perkusję dając Strangelove jakiekolwiek podbicie. Ta wersja jest zabawna i trochę nie dziwi, że dali sobie z nią spokój po 2009 r., ale nadal najlepsza z tego co mamy do wyboru. Na drugim GST za ciekawe i dosyć odważne podejście do tematu. Martin wokalnie tak sobie, aranżacja Gordeno brzmi ładnie, ale coś tam jednak umyka, co było w oryginale urokliwe. Na końcu dwie wersje z przełomu dekad, płaskie jak stół, perkusja pełna brzmień ala opadająca deska sedesowa, wszystko niepotrzebnie wydłużone i aż boli od tego głowa.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 7427
Rejestracja: 04 lis 2007
Ulubiony utwór: Halo

Post 23 sty 2020 02:14

4 Music For The Masses Tour
3 World Violation Tour
2 Tour Of The Universe
1 Global Spirit Tour

Tu stawiam akurat zdecydowanie na najstarsze klasyczne wersje. Akustyk z 2017 to nie to samo, a ta wersja z TOTU jakoś mi dziwnie brzmi. W ogóle mi nie pasuje ta gitara Gora (kijowa zresztą) z całą resztą. Albo mam coś z uszami.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 2237
Rejestracja: 18 lip 2013
Ulubiony utwór: Islands
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 23 sty 2020 18:34

Strangelove
4 Tour of the Universe
3 Music for the Masses Tour
2 World Violation Tour
1 Global Spirit Tour

Przemawia przeze mnie sentyment do zarzynania bisów z pierwszej części TOTU, wczorajszy odsłuch jak i efekt porównania do reszty. Wersja 2009 nie jest najgorsza pod względem wokalu, najbliżej jej do singlowej edycji, była też wzbogacona o... ciekawy teledysk w tle. Jest w niej jakoś najwięcej życia i faktycznie wzbudza wręcz nawet pewien uśmiech. Klasycznie wersje są trochę przeciągnięte na siłę, ale (szczególnie ta z MFTMT) tam jeszcze są wszystkie zaśpiewy, jest dobra energia.

Natomiast wersja z GST to straszne rozczarowanie - coraz bardziej przekonuję się do tego, że po prostu zespół z biegiem czasu zatracił w miarę poważne podejście do koncertowania, do własnego repertuaru w dużej mierze... utwór-symbol, jeden z tych kawałków, który z pewnością sprawił, że wiele osób stało się fanami dziś jest kolejnym numerem granym na odpieprz i to jeszcze tak nieregularnie.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 12451
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 sty 2020 18:42

Ja to widzę inaczej: to są numery Martina i czasami ma on ochotę je grać/śpiewać. Gahan więcej już Strangelove nie zaśpiewa. Gore mógłby zaśpiewać do pełnej wersji, ale to by absolutnie nie zdało egzaminu. Poważne/niepoważne podejście nie ma tu nic do rzeczy, to po prostu luz, z którym Martin traktuje swoje własne piosenki, z których jest dumny i chce je wykonywać. Krzywdy tym nikomu nie robi, a jeśli on pewnych utworów nie zagra, to w ogóle się nie pojawią. Zresztą tyłu co przeciwników, to znajdzie się i fanów tych akustyków. Żeby każdy zespół robił tak na "odpieprz" jak Depeche Mode, serio. O ile można narzekać na stagnację setu, różnych wersji, czy betoniarstwo Gahana, to jeb.anie zespołu za próbowanie nowych rzeczy (na ile pozwala im sytuacja), to jednak lekka hipokryzja. Jestem ostatnią osobą, którą aktualnie można posądzic o fanatyzm dm, ale lubię kiedy wysiłek/brak wysiłku zespołu traktowany jest uczciwie. Zostało mi po setkach linijek batalii z hejterami radiohead. Trololo.

PS. Dodaje " :) " bo zaraz znowu będzie, że kręcę afery.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 2237
Rejestracja: 18 lip 2013
Ulubiony utwór: Islands
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 23 sty 2020 19:05

No wiesz, Hien, każdy ma swój punkt widzenia... ja tam w tym nie widzę niczego nowego. Od 2001 roku pula fortepianowa w repertuarze Martina tylko się powiększa i za tym nie idzie specjalnie nic więcej, zmieniają się tylko numery (choć też i tu problem... na tej trasie tylko Strangelove "premierowo" właśnie) i brzmienie klawisza, fakt, na GST ten parapet Petera brzmi już prawie jak żywy fortepian. ;) Co gorsza jak już lądują w tym secie to już raczej pewne jest, że do pełni mocy nie wrócą - stąd takie zdanie.

Podejście myślę, że jednak ma znaczenie - wczoraj odsłuchiwałem sobie bootlegi TTA z naciskiem na Leave In Silence... i chyba tylko raz wyszedł im w miarę zgrabnie. Tu raz tempo się nie zgadza, tu się tekstu zapomni, tu sprzęt zawiedzie... To jak dla mnie taki fundamentalny dowód na to, że jednak podejście się zmieniło i sam powiedziałbym odwrotnie - że duma z numerów, które swoją popularność i uznanie zdobyły, nie ma nic do rzeczy.

Ostatecznie to wciąż jednak decyzja Martina, ale jak dla mnie specjalnej dumy czy chluby to nie przynosi, a raczej - tak jak mówię - świadczy o tym, że pewien klimat i czar się już wypalił.
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 3374
Rejestracja: 24 cze 2011
Ulubiony utwór: Halo
Lokalizacja: Zielona wyspa
Kontakt
Strona WWW

Post 23 sty 2020 19:13

Chciałem powiedzieć, że Strangelove to jeden z moich ulubionych utworów Depeche Mode, właściwie od lat utrzymuje się gdzieś w szerokiej czołówce, ale... ale tyczy się to tylko wersji singlowej, która jest mocarna, dynamiczna i rewelacyjna. O innych wersjach szkoda gadać, dużo złego zrobiło temu utworowi zremiksowanie go na potrzeby MFTM. W sumie uważam podobnie do Hiena, większość wersji tego kawałka jest po prostu zła, nigdy nie udało się panom odtworzyć jego mocy na koncercie. Ale głosujemy na to, co jest, a nie na to, co mogłoby być, więc:

4 Tour of the Universe - najbardziej żywe Strangelove i dlatego wygrywa, to podbicie też na plus (to, co zabija ten utwór na żywo, to płaski bit i rozwleczony główny motyw - na singlu to płynie i płynie, a gdzie indziej wciąż ładuje się w jakieś przybrzeżne zarośla :/)
3 Global Spirit Tour - nawet podoba mi się wersja Martina, oszczędził kombinowania przy prostym kawałku, już za to mu chwała
2 Music For The Masses Tour - płaskie jak stół, zawsze uważałem, że ta przedłużana końcówka jest niepotrzebna
1 World Violation Tour - nieco to podrasowali, czym uwypuklili jeszcze bardziej rozlazłość tego utworu

Nie tak to miało wyglądać, nie tak.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 12451
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 sty 2020 20:31

Dragon pisze:
23 sty 2020 19:05
No wiesz, Hien, każdy ma swój punkt widzenia... ja tam w tym nie widzę niczego nowego.
Mnie chodziło jedynie o to, że utwór pojawił się w nowej, niepróbowanej dotąd aranżacji i jak by nie patrzeć, ryzykownej.
Dragon pisze:
23 sty 2020 19:05
Co gorsza jak już lądują w tym secie to już raczej pewne jest, że do pełni mocy nie wrócą - stąd takie zdanie.
Ale tę "pełną moc", to Ci się zdarza Dragon często trochę gloryfikować, a takie przykłady jak Master Servant 09, czy Barrel 2013 pokazują, że czasami po prostu nie warto i marnowanie czasu na reanimację tego czego nie da się reanimować na poziomie nie jest mniej "na odpieprz" niż akustyki Martina. Wręcz przeciwnie.
Dragon pisze:
23 sty 2020 19:05
Podejście myślę, że jednak ma znaczenie - wczoraj odsłuchiwałem sobie bootlegi TTA z naciskiem na Leave In Silence... i chyba tylko raz wyszedł im w miarę zgrabnie. Tu raz tempo się nie zgadza, tu się tekstu zapomni, tu sprzęt zawiedzie... To jak dla mnie taki fundamentalny dowód na to, że jednak podejście się zmieniło i sam powiedziałbym odwrotnie - że duma z numerów, które swoją popularność i uznanie zdobyły, nie ma nic do rzeczy.


Tutaj rzeczywiści to kwestia perspektywy. Mnie się bardzo podobają te drobne rozjazdy, wpadki, zapominanie tekstu. Nie odbieram tego w ten sposób, że Martin traktuje swoje obowiązki jako performera/muzyka/wokalisty niepoważnie. Podoba mi się, że ten facet potrafi w samolocie powiedzieć "Ej Peter, a może byśmy zagrali numer X, nie śpiewałem tego od 20 lat, Ty nigdy nie grałeś, ale na pewno ogarniesz, mamy jeszcze 2 godziny lotu i próbę". I potem tego samego wieczora grają ten kawałek, na pełnym spontanie.
Zawsze będę to cenił bardziej niż wystudiowane, mechaniczne odtwarzanie jednego koncertu na World Violation Tour czy Black Celebration Tour. Odegranie koncertu perfekcyjnie od A do Z może być objawem profesjonalizmu, ale także odbębniania roboty mechanicznie, a wręcz wyrachowania (żeby statystyczny Dragon dał potem pozytywną recenzję ;)). Ja wolę jednak spontan i to, że chorobliwy perfekcjonizm nie zaślepia Depeche Mode, nie pozwalając im na tego typu "eksperymenty". Jeżeli to świadczy o tym, że traktują swoją robotę niepoważnie, to oby tak dalej.

Ale to faktycznie kwestia preferencji. Na mnie przesadnie bogate aranżacje, wirtuozeria, zespół wytresowany jak zwierzęta w cyrku nigdy robiły wrażenia. Jak w Konkursie Chopinowskim uczestnik się jebnie, bo go porwały emocje, to wtedy zaczyna się muzyka, a kończą zawody sportowe. Jezu, kończę tę dyskusję bo zaczynam brzmieć pretensjonalnie w siusiak :D
Dragon pisze:
23 sty 2020 19:05
świadczy o tym, że pewien klimat i czar się już wypalił.
Ale jaki klimat i czar? Czego? Grania połowy z taśmy tego samego setu co wieczór?


Ok, Strangelove podliczone:

14 Tour Of The Universe
10 Music For The Masses Tour
8 Global Spirit Tour
8 World Violation Tour

Jedziemy z Behind The Wheel


Music For The Masses Tour 1987/1988


DM przywalili grubo, bo na trasę koncertową, zamiast wersji albumowej lub singlowej, wzięli demo. Martin używa gitary akustycznej. Nie ma intra z kołpakiem. Wszyscy to znają na pamięć ze 101. Fun fact: to na tej trasie, 22 października 1987 r., na dzień dobry, DM wbili siusiaka w dupę wszystkim purystom elektroniki wystawiając Martina z gitarą.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1988 ... CD1/02.m4a

https://media.dmlive.wiki/stream/demos2018/29.m4a


World Violation Tour 1990

Wersja trochę bardziej przypominająca albumową. Na końcu wjeżdża wstawka z Beatmasters Mix, która przechodzi potem w remiks Route 66 śpiewany na żywo przez Gahana. To chyba jedna z najbardziej innowacyjnych rzeczy jakie DM zrobili na koncertach do tamtej pory. Na tej i kolejnych trasach jest już intro!

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1990 ... 644/19.m4a


Devotional Tour 1993/1994

Alan trochę pogrzebał w podkładzie żeby kawałek nie był tak drętwy i podmienił bas na ten z Beatmasters Mix. Martin dorzucił sobie konkretny przester na gitarę. Na końcu Alan wchodzi ze wstawką z Beatmasters na klawiszu (ale podkład bez zmian). O dziwo utwór nie jest jakoś mocno masakrowany przez Gahana, bo on zawsze śpiewał tu dosyć nisko.

Mimo, że Alan nie gra na perkusji w tych wykonaniach, to i tak dołożył do podkładu trochę talerzy, o których brak tak zacięcie walczyli przy wersji albumowej.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1994 ... 648/03.m4a


Singles Tour 1998


Behind The Wheel nie było grane na Singles Tour, ale w ostatniej chwili, w ostatnim miesiącu trasy, zespół wrzucił ten kawałek do setlisty na 11 wykonań jako zamiennik dla Stripped. Wersja jest pod wieloma względami podobna do Devotionalowej, ale Christian gra na prawdziwej perkusji, Martin trochę przystopował z przesterem, a wstawka z Beatmasters grana jest bardziej jak w 1990 r. Niski głos Gahana służy mu w tym utworze.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1998 ... 644/10.m4a


Touring The Angel 2005/2006


BTW wróciło jako regular dopiero w 2005 r. na TTA. Wersja jest podobna do tej z Singles Tour, ale kompletnie wywalono wstawkę z Beatmasters oraz zmieniono kilka sampli, co swego czasu podkurwiło wielu fanów.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm2005 ... 644/10.m4a

https://media.dmlive.wiki/stream/dm2006 ... 256/12.m4a


Tour of the Universe 2009/2010

Nie wydaje mi się, żeby ta wersja różniła się czymkolwiek od poprzedniej.

https://www.youtube.com/watch?v=MgrWZC0cD1I


Delta Machine Tour 2013/2014

Niby znowu to samo, ale różnica tkwi w Christianie.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm2013 ... 256/05.m4a


Moje typy:

7 Singles Tour
6 Devotional Tour
5 Delta Machine Tour
4 World Violation Tour
3 Tour Of The Universe
2 Touring The Angel
1 Music For The Masses Tour


Singles Tour to chyba najlepsza wypadkowa wszystkiego co najbardziej podoba mi się w koncertowych wersjach Behind The Wheel. Zwłaszcza porządną perkusję. Devotional Tour to wyjątek, bo mimo braku żywej perkusji, brzmi doskonale, a gitara Martina włada.
Delta zdecydowanie najlepsze z ostatnich 20 lat. World Violation bardzo suche, ale z pomysłem.
TOTI i TTA to bliżniaki i niestety oba słabsze od Delty. Music For The Masses Tour nie jest złe, ale suche.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 7427
Rejestracja: 04 lis 2007
Ulubiony utwór: Halo

Post 23 sty 2020 20:52

Co do powyższej jeszcze dyskusji to bardziej przychylam się jednak do podejścia Hiena. Ja też bym wolał wszystkie utwory w pełnej mocarnej wersji, ale jak wiadomo, że się już nie da, bo Gahan nie pociągnie czy coś, to niech lepiej Gore coś tam czasami wyplumka, niż nie mają zmieniać nic. Raz wyjdzie lepiej, raz gorzej, czasami rewelacyjnie - jak choćby I Want You Now na Global Spirit Tour czy It Doesnt Matter Two na Exciter Tour. I tak jak pisał Hien - to są kompozycje Gora i nie można mieć mu za złe, że ma ochotę je śpiewać.
To Strangelove z GST wcale nie jest złe, ale ja jako miłośnik wersji albumowej zawszę jednak w tym przypadku postawię na albumowego pełniaka.
I sami widzicie - jest nas czterech - to co jeden umieści na pierwszym miejscu, to kto inny da na szarym końcu. Jeden akceptuje Strangelove tylko w wersji singlowej, kto inny jak ja uważa wersję albumową za jedyną słuszną. Tak więc ilu ludzi, tyle opinii i dobrze, że nie jesteśmy jak te zaprogramowane maszyny, które zgodnie lubią to samo. Bo co by zespół nie zagrał i jak nie zagrał to zawsze znajdzie zwolenników tegoż.
Amen.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 2237
Rejestracja: 18 lip 2013
Ulubiony utwór: Islands
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 23 sty 2020 21:26

Hien pisze:
23 sty 2020 20:31
Mnie chodziło jedynie o to, że utwór pojawił się w nowej, niepróbowanej dotąd aranżacji i jak by nie patrzeć, ryzykownej.
Pod tym względem racja - ale i tak większość publiki już po latach jest gotowa na to, że zespół regularnie podejmuje "ryzyko".
Ale tę "pełną moc", to Ci się zdarza Dragon często trochę gloryfikować, a takie przykłady jak Master Servant 09, czy Barrel 2013 pokazują, że czasami po prostu nie warto i marnowanie czasu na reanimację tego czego nie da się reanimować na poziomie nie jest mniej "na odpieprz" niż akustyki Martina. Wręcz przeciwnie.
Oj trochę niedokładnie napisałem, za co przepraszam. Chodziło mi o ten fortepianowy set Martinowy... jedynie przychodzi mi do głowy powrót Sister of Night do "życia", ale to raczej było tylko na pokaz, żeby coś więcej ciekawego było na DVD po trasie, bo już do koncertów w Ameryce Południowej wycięli z setu miażdżącą większość najlepszych rzeczy - z których w Barcelonie został Fly, Jezebel czy Sister właśnie. I Waiting For The Night, ale różnica między wykonem w Luksemburgu a w Barcelonie gigantyczna.

A co Mastera z 2009 to się nie zgadzam - to była udana wersja. Ale wtedy wewnątrz zespołu się mocno gotowało pod względem tego, co powinno być grane a co ostatecznie było grane...
Tutaj rzeczywiści to kwestia perspektywy. Mnie się bardzo podobają te drobne rozjazdy, wpadki, zapominanie tekstu. Nie odbieram tego w ten sposób, że Martin traktuje swoje obowiązki jako performera/muzyka/wokalisty niepoważnie. Podoba mi się, że ten facet potrafi w samolocie powiedzieć "Ej Peter, a może byśmy zagrali numer X, nie śpiewałem tego od 20 lat, Ty nigdy nie grałeś, ale na pewno ogarniesz, mamy jeszcze 2 godziny lotu i próbę". I potem tego samego wieczora grają ten kawałek, na pełnym spontanie.
Zawsze będę to cenił bardziej niż wystudiowane, mechaniczne odtwarzanie jednego koncertu na World Violation Tour czy Black Celebration Tour. Odegranie koncertu perfekcyjnie od A do Z może być objawem profesjonalizmu, ale także odbębniania roboty mechanicznie, a wręcz wyrachowania (żeby statystyczny Dragon dał potem pozytywną recenzję ;)). Ja wolę jednak spontan i to, że chorobliwy perfekcjonizm nie zaślepia Depeche Mode, nie pozwalając im na tego typu "eksperymenty". Jeżeli to świadczy o tym, że traktują swoją robotę niepoważnie, to oby tak dalej.
Oj Hien, trochę chyba jednak przesadzasz. :P

To nie musi być mechaniczne granie, doceniam i lubię, gdy zespół z pewną lekkością gra swoje numery. Ale wszystko musi mieć swoje granice... to momentami wręcz wygląda na robienie sobie po prostu drwiny z publiki. Przykładów mogę odnaleźć dziesiątki, ale może po prostu nie znam się na takim poczuciu humoru.

Chorobliwy perfekcjonizm skończył się 8 lipca 1994 roku... szkoda, że jednak po latach nie została z niego choć drobna namiastka.
Ale jaki klimat i czar? Czego? Grania połowy z taśmy tego samego setu co wieczór?
Eee, strasznie zerojedynkowe podejście, zero kompromisu... ;)

Generalnie zostałem fanem tego zespołu ze względu na elektronikę i dobre numery, a nie za fortepianowe recitale wątpliwej jakości momentami. Do dziś zdarza im się tłuc te same sety co wieczór, tyle że nie w 100% z taśmy.

Już wielokrotnie pisałem, że granie na żywo nie jest niczym złym. Szkoda tylko, że w większości sprowadza się do spłycenia klimatu i aranżu danej kompozycji. Wychodzi taki koncentrat, którego czasem nie kupuję po prostu. Szkoda tez, że numery, które często na płycie robią takie wrażenie czy wywołują masę emocji, potem na koncercie brzmią tak zwyczajnie i nijako. Na Openerze to już w ogóle był taki mocno zbutwiały the best of - nawet tu już Martin się zreflektował, że nie wszyscy kupują fortepianowe wariacje innych ich numerów i grał na festiwalach Somebody, które generalnie na fortepianie się opiera od urodzenia. ;)

Do Behind The Wheel jeszcze dzisiaj wrócę... ale chyba "it's not a fucking movie, man" wygrywa u mnie bezapelacyjnie.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 12451
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 sty 2020 21:43

Może przesadzam, ale jednak zauważyłem, że te akustyki Martina nie pojawiają się kosztem utworów w pełnej aranżacji. Jest sobie set Martina, który ma 1-3 utwory rozrzucone na set główny i bisy i tylko w ramach tego Marcin dokonuje swoich eksperymentów. I to nie tyle on coś robi na odpieprz, co po prostu Ty nie jesteś fanem ballad granych na Eltona Johna. Ja hejtowałem je całymi latami, ale w końcu coś się przełamało. Ale niezależnie od preferencji, doceniam te jego wrzutki. On mógłby już na wszystkich trasach grać tylko Shake Shake The Disease i Somebody, ale jednak mu się chce. Niestety, to nie jest zespół typu U2, że coś sobie w połowie koncertu na ucho powiedzą i grają pełną wersję czegoś czego nie tykali od nastu lat. Tutaj trzeba zrobić podkład, sparować go z odsłuchami, Christian musi opracować do tego swoje partie (bo przecież na albumie nie gra), trzeba nauczyć Fletchera (który i tak gra na żywo więcej niż połowa współczesnych zespołów electro, co uświadomił mi wrzucony przez Ciebie bootleg z 2005 r.), itd. Oni i tak robią dużo więcej niż muszą.

Jeśli chodzi o BTW, to tez był zagłosował na San Francisco, gdyby nie Christian.

Ps. a perfekcjonizm Alana miał swoje plusy, ale też minusy, np. wywalenie One Caress z kwartetem, bo gdzieś tam, coś tam czasami nie stroiło i nie było jak na płycie. Niestety wyobraźnia i fantazja Wildera zostawała w studiu.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 7427
Rejestracja: 04 lis 2007
Ulubiony utwór: Halo

Post 23 sty 2020 23:03

7 Devotional Tour
6 Music For The Masses Tour
5 World Violation Tour
4 Singles Tour
3 Tour Of The Universe
2 Touring The Angel
1 Delta Machine Tour

Devotional brzmi najlepiej. TST to już mimo perki dla mnie nie to samo. MFTM i WVT może i bardziej płasko niż na najnowszych trasach, ale i tak ogólnie lepiej. Trzy ostatnie pozycje bardzo podobne i jednak w szczegółach gorsze od pierwszej czwórki.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 2237
Rejestracja: 18 lip 2013
Ulubiony utwór: Islands
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 23 sty 2020 23:32

Na pewno wielkim fanem nie będę, ale wiele potrafię docenić... po prostu w pewnych przypadkach nie będę w stanie kupić wybranych numerów, jak na razie to nie do przejścia dla mnie. Wykony na odpieprz jednak się zdarzały - sama stolcówa jest już pewnie dla Gore'a też utrapieniem, ale poza tym po prostu wiele razy nie wychodziło. Tylko tyle i aż tyle.

Oczywiście po latach wszyscy tutaj na pewno jesteśmy świadomi tego, jak DM przygotowuje te numery do koncertów. Przestałem specjalnie wymagać - ot łudzę się jeszcze, że może choć pod koniec trochę inaczej rozłożą akcenty i jednak parę numerów jeszcze przybędzie w pełnych wersjach, albo po prostu te grane znowu zyskają trochę więcej wyrazu. Od akustyków nie uciekniemy, bo to nigdy nie było tylko zastępstwo za pełnoprawne numery - tutaj po prostu też liczę na pewne ogarnięcie jednak, które już na GST było momentami widoczne, tyle że to jak dla mnie wciąż za mało. No i niech się tak nie wstydzi nowych numerów, skoro parę miesięcy wcześniej potrafi je wydać na płycie. :D

Behind The Wheel
7 Devotional Tour - oczywiście San Francisco wspomniane już wcześniej,
6 World Violation Tour - manewr z duetem BTW/Route 66 na koniec koncertu świetny, bonusowe punkty za dodatkowy klawisz, wywoływanie Alana i przejście do R66 właśnie
5 Music For The Masses Tour
4 Delta Machine Tour
3 Singles Tour
2 Tour of the Universe
1 Touring The Angel

Trochę niewdzięczna historia tego numeru na ostatnich trasach, szczególnie wejście za Strangelove na TOTU... ale wersje z żywymi garami niespecjalnie gorsze od tych z Alanem, choć na TTA te paskudne sample dodane się aż za bardzo wybijają i wychodzi lekka tandeta. Poza tą wersją po prostu jakoś bliżej mi do tych bardziej drewnianych wykonów, bo i miejsce w setach świetne i solidnie wokalnie...
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 3374
Rejestracja: 24 cze 2011
Ulubiony utwór: Halo
Lokalizacja: Zielona wyspa
Kontakt
Strona WWW

Post 24 sty 2020 16:50

Odezwę się w niedzielę wieczorem :)
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 7427
Rejestracja: 04 lis 2007
Ulubiony utwór: Halo

Post 27 sty 2020 00:15

No i niedzielny wieczór niechybnie minął. :8
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 12451
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 sty 2020 01:04

Na Melkiego zawsze trzeba czekać i do tego oszukuje ;)
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 3374
Rejestracja: 24 cze 2011
Ulubiony utwór: Halo
Lokalizacja: Zielona wyspa
Kontakt
Strona WWW

Post 27 sty 2020 18:45

Ech, jak zwykle, kiedy powiedziałem, że pojawię się w konkretnym momencie, coś nie wyszło ;(
Ledwie wróciłem do domu, a już spałem.

Dobrze, ale przejdźmy do meritum:

7 Devotional Tour - najbardziej energiczne wykonanie
6 Singles Tour
5 World Violation Tour - zgrabne przejście z BTW w R66 to jedna z perełek tej trasy
4 Delta Machine Tour - minimalnie przed:
3 Tour of the Universe i
2 Touring The Angel - te sample rzeczywiście budzą zdziwienie - jakby połączono dwa różne gatunki muzyczne
1 Music for the Masses Tour - płaskie to, nudne i jeszcze otwiera koncert :/

Zdziwiło mnie z początku, że tych Behindów tak mało, ale potem zauważyłem, że nikt nie grał tego utworu solo. Może i dobrze, patrząc na to, jak został zmasakrowany tym jednostajnym bitem.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 12451
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 sty 2020 19:10

Behind The Wheel

27 Devotional Tour

20 Singles Tour
20 World Violation Tour
14 Delta Machine Tour
13 Music For The Masses Tour
11 Tour Of The Universe
7 Touring The Angel

A teraz I Want You Now

Music For The Masses Tour 1987/1988


Daję to jako ciekawostkę, bo de facto nie grali tego na trasie, ale próbowali i nagranie istnieje. Na w/w nagraniu możecie usłyszeć trochę więcej niż nic, ale łatwo sobie wyobrazić jak to brzmiało znając Pipeline z tej trasy (podkład z motorkiem ze Stripped) i akustyczne wykonanie z 1990 r. (ale grane w stylu w jakim Martin grał w 1987/88 np. właśnie Pipeline). Jest to kompletnie inna wersja niż wszystkie pozostałe live i albumowa, była próbowana, mamy nagranie – wliczam ją zatem do konkursu, ale tak jak napisałem, jakość pozwala na usłyszenie 30%, a pozostałe 70 to praca wyobraźni. Istnieje lepsze nagranie z innej próby, ale nie mam go. Próbowałem znaleźć na potrzeby naszej zabawy, ale to wykracza nawet ponad moje możliwości przeszukiwania internetu. Szkoda, a z drugiej strony, to i tak nie zmieniłoby znacznie wyników. Co najwyżej zaspokoiło naszą ciekawość. Może innym razem.

https://www.dropbox.com/s/cwyb2vga64nn6 ... 9.mp3?dl=0


World Violation Tou 1990

Martin zwlekał z premierą aż do koncertów 1990 r. kiedy wcielił kilka obskjurów do swojego akustycznego setu. Wokalnie był wtedy na wyżynach.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1990 ... 644/09.m4a


Devotional Tour 1993/1994


Alan przerobił I Want You Now na rasowy trip-hopowy kawałek. Może fragmenty trochę się zestarzały (momentami ma się wrażenie, że wjedzie „Sweet Harmony”), ale wtedy to była prawdziwa petarda. Wyjątkowo daję Honolulu, bo Martin śpiewa na fajnym wkurwie.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1994 ... 644/09.m4a


Global Spirit Tour 2017/2018

Powrót po 24 latach. TAG. Martin (co widać na wideo) ma straszny fun z wykonywania tego kawałka i o dziwo, nie ma też wielkich problemów z zaśpiewaniem tego jak trzeba. Stolec się przebija, ale i tak w minimalnych ilościach, zresztą to jest coś na co Martin już niestety nic nie poradzi.

https://www.youtube.com/watch?v=5xS5L2ifWU0


Moje typy:

4 World Violation Tour
3 Devotional Tour
2 Global Spirit Tour
1 Music For The Masses Tour

I tak wygra wersja z Devotionala, więc wykorzystuję szansę żeby docenić akustyka z 1990 r. który wyszedł wtedy jako jeden z najlepszych. Trip-hop Alana na równi. Wersja GST bardzo dobra i prawdę mówiąc, najchętniej dałbym wszystkim tym wersjom po 4. MFTM na ostatnim z oczywistych powodów, gdyby tylko istniała lepszej jakości wersja to można by było bardziej docenić ciekawe zabiegi jakie tam zastosowano.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 2237
Rejestracja: 18 lip 2013
Ulubiony utwór: Islands
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 27 sty 2020 20:45

I Want You Now
4 (3) Devotional Tour
3 (2) Global Spirit Tour
2 (1) World Violation Tour
1 (-) MFTM Tour

Dobrze, że jednak takie I Want You Now nie wyszło im jeszcze na premierowej trasie - już to Pipeline sprawia wrażenie złożonego z zupełnie niepasujących do siebie klocków. Perełkom z tamtej trasy (It Doesn't Matter, Never Turn...) służy dość wiernie trzymanie się oryginalnego podkładu. Na to pierwsze IWYN nawet nie dawałbym żadnego głosu, bo po prostu trudno się odnieść w obliczu takiego nagrania... w swojej opinii też sporo domniemam.

Moje zdanie apropos akustyków na WVT znacie, nie jestem entuzjastą mechanicznego odgrywania takich numerów w tak ascetycznych wersjach - mimo fantastycznej kondycji wokalnej. Potencjał wypłynął dopiero później w znacznie lepszej formie, parę lat temu byłem wręcz fanatykiem tej wersji z Exotic Tour... dzisiaj bardziej działa na mnie sentyment, ale trip-hopowa bujanka działa aż miło.

Świetny powrót na GST! Wraz z TTYS i Home stanowił bardzo mocny punkt koncertów zimą i późną wiosną na amerykańskiej trasie. Stolcówa tu tak bardzo nie daje o sobie znać, a sam numer w takiej wersji nabiera takiego przyjemnego dramatyzmu.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 12451
Rejestracja: 14 maja 2006
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 sty 2020 21:37

Czy ja wiem, czy It Doesn't Matter to taka perełka? O ile NTYB był rzeczywiście wyjątkowy, to IDM był grany dokładnie jak na albumie, nie ma w tym nic ciekawego. I sam utwór, umówmy się, szału nie robi. To już wersja z SGRT była ciekawsza.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 7427
Rejestracja: 04 lis 2007
Ulubiony utwór: Halo

Post 27 sty 2020 22:56

4 World Violation Tour
3 Devotional Tour
2 Global Spirit Tour
1 Music For The Masses Tour

Tutaj poprę Hiena, bo wersja z WVT jest po prostu przepiękna i rozwala mnie na łopatki. IWYN to utwór, któremu wersje ascetyczne nie przeszkadzają. A wręcz bardzo służą. Zastanawiałem się nawet, czy Global nie dać na drugim miejscu, ale jednak koniec końców postanowiłem docenić pomysłową wersję z Devotional.
Strasznie chciałem to usłyszeć na żywo w Gdańsku i udało się. :)