Gdzie podróżują Devotees?
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Re: Gdzie podróżują Devotees?
A gdzie dokładnie?
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Okolice Giżycka. Szykuje się spore wesele.
-
stripped
- Posty: 13787
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No ale gdzie?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Melki jedziesz na Mazury na wesele?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
slick
- Posty: 7021
- Rejestracja: 15 lis 2004 17:36
- Ulubiony utwór: Everything Counts
- Lokalizacja: Warszawa
A w które konkretnie miejsce? Mazury są dość „zamaszyste”. 
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Wilkasy pod Giżyckiem, tam się impreza odbędzie. Dużo ludzi się zapowiedziało, sam się nie spodziewałem. Niektórzy pierwszy raz od wielu lat.
Będzie się działo
Musiałem z tej okazji kupić nowy garnitur, bo stary (zwłaszcza spodnie) nie nadawał się już do noszenia.
Będzie się działo
Musiałem z tej okazji kupić nowy garnitur, bo stary (zwłaszcza spodnie) nie nadawał się już do noszenia.
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A co, żenisz się?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Ja nie, ślub jest w trochę dalszej mojej rodzinie. 
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
I co Melki, będziesz wywijał na parkiecie?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Zapewne tak, towarzystwo będzie zróżnicowane i liczę, szczerze mówiąc, na różnych bliższych i dalszych znajomych (bo wiadomo, że nie każdy wujek czy kuzyn będzie szalał na parkiecie; w niektórych przypadkach sukcesem jest już to, że przyjadą). Ja się lubię bawić na takich imprezach, one niesamowicie szybko wtedy zlatują. To chyba szósty ślub, na którym będę, każdy czymś się zapisał.
Ślub będzie (bo nie może być inaczej) kościelny - osobiście nie przepadam za tą ceremonią, naoglądałem się już żenujących sytuacji w kościele (np. kazanie o cywilizacji śmierci z okazji ślubu już było
), oby tym razem nie trafiło się coś podobnego.
Ślub będzie (bo nie może być inaczej) kościelny - osobiście nie przepadam za tą ceremonią, naoglądałem się już żenujących sytuacji w kościele (np. kazanie o cywilizacji śmierci z okazji ślubu już było
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja kiedyś wesel nie lubiłem, bo to były typowe, tanie, przaśne wesela. Ale czasy się zmieniły i na szczęście okolicznościowe imprezy też. Po przerwie od 2014, byłem w zeszłym roku na zajebistym weselu, dobrze się bawiłem, fajne towarzystwo, smaczne i różnorodne jedzenie, itd. Najbliższe mam w październiku i już się cieszę.
Ło Panie. Ja to bym zrobił inbe gdyby ksiądz wjechał z takim kazaniem bez konsultacji ze mną. Dramat.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Ano właśnie. Nie mam pojęcia, czy ktoś to planował (wtedy musiałbym w tego kogoś zwątpić), ale wyszło okropnie. To była megażenada, tym bardziej, że prowadzić ceremonię miał ktoś znany rodzinom, właśnie po to, żeby wykluczyć takie zachowania... Na szczęście potem była bardzo udana zabawa i zapomnieliśmy o tym wszyscy. Tym niemniej najgłupsze rzeczy na ślubach, na których byłem, działy się za sprawą a) księdza udzielającego ślubu, b) nadmiaru wódy.
Nigdy jednak nie byłem na weselu ze stereotypowymi żenującymi zabawami, to jednak robili ludzie na poziomie (i wodzireje też z reguły byli na poziomie - raz tylko pan robił sobie długie przerwy, podczas których niewiele się działo, w związku z czym na drugi dzień pan młody przyniósł kompa z dobrze znanymi wszystkim przebojami - i laptop spisał się tak, że o tym gościu nikt już nie pamiętał).
Nigdy jednak nie byłem na weselu ze stereotypowymi żenującymi zabawami, to jednak robili ludzie na poziomie (i wodzireje też z reguły byli na poziomie - raz tylko pan robił sobie długie przerwy, podczas których niewiele się działo, w związku z czym na drugi dzień pan młody przyniósł kompa z dobrze znanymi wszystkim przebojami - i laptop spisał się tak, że o tym gościu nikt już nie pamiętał).
-
dejmien
- Posty: 2927
- Rejestracja: 20 paź 2006 15:50
Najgorzej jak na weselu gra disco polo. Nie umiem się przy tym bawić. Nawet alkohol nie jest w stanie splukac ze mnie poczucia cringu.
-
stripped
- Posty: 13787
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Toż to nasza baza urlopowa (właściwie narzeczonej ale teraz też i moja hehe), mały ten świat
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Kręcicie się tak blisko wujka shodana i nawet nie dacie znać?
-
slick
- Posty: 7021
- Rejestracja: 15 lis 2004 17:36
- Ulubiony utwór: Everything Counts
- Lokalizacja: Warszawa
Wejdź w temat „Forumowe spotkanie”, to przestanie Cię to dziwić. 
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Tak, świat jest mały
Shodan, liczę na to, że ponownie wybiorę się na Mazury latem, wtedy program będzie dużo mniej napięty... i zobaczymy!
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Teraz nic nie mówiłem, bo wiadomo, że jak wesele to i pewnie czasu nie będziesz miał. Ale latem zapraszam oczywiście. 
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Melki, opowiadaj jak było xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
A bardzo udanie.
Podróż minęła bez większych przygód, trochę padało. Jedna rada: jak ktoś nie musi, to niech się nie wybiera w podróż trasą Częstochowa-Piotrków Trybunalski - momentami jeden pas, dziura na dziurze, przy jakimś wypadku (co widzieliśmy w drodze powrotnej, na szczęście po przeciwnej stronie) tworzą się ogromne korki.
W sumie to w drugą stronę też niewiele się działo, poza tym, że im bliżej domu, tym mocniej lało. Fajnie było przejechać się bocznymi drogami między Ostrowią Mazowiecką a Mazurami.
Dobra, ale miało być o imprezie, a nie o warunkach drogowych. Dużo ludzi się zjechało, także zza granicy. Ślub kościelny w lokalnym, kameralnym kościółku i wesele w sali hotelowej (sześć stołów, mnóstwo gości). Sprawnie udało się przetransportować z miejsca na miejsce. Imprezę prowadził wodzirej-gaduła (na początku trochę za dużo gadał, potem się uspokoił, zabawy, które proponował były akceptowalne, sympatyczne i ludzie się dobrze bawili). Jedzenie dobre (różne ryby, słodkie ciasta, bardzo dobry tort). Deszcz na zewnątrz siąpił.
Moim zdaniem kelnerzy byli lekko chaotyczni, ale da się to przeboleć. Mnóstwo zdjęć, w tym rodzinnych, nawet nie wszystkie jeszcze przeleciałem (bo nie każdy uporządkował, ciekawe, kiedy będzie oficjalka i oby nie było kolumn na pierwszym planie - już coś takiego kiedyś widziałem).
Mało dzieci (duże dzieci dorosły i na ogół nie dorobiły się dotąd własnych), zresztą dość szybko się zawinęły - za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Ganiały głównie za sobą, miały niezły ubaw (szczególnie, gdy jedno zaczęło przemówienie na środku sali).
Muzyka spoko - dużo starych hitów (i to tanecznych przebojów, nie hitów pop), sporo disco polo i techno, generalnie dla każdego coś miłego.
Wuj prezentował swoje długo oczekiwane wspomnienia z Afryki, prawie każdy chciał go posłuchać, bo miejsce niecodzienne, a i sytuacja (ludobójcza wojna) też raczej jedyna w swoim rodzaju, nie polecam nikomu.
Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby postawić gorzałę z boku, ale pomysł był wyśmienity, nie było chyba nikogo pijanego, a kto chciał, ten mógł zakosztować napitków.
Wychodziłem koło 3:20-3:30, wtedy już impreza dogasała (co nie jest dziwne zważywszy choćby na liczbę ludzi w wieku naszych rodziców - +/- 50-65 lat). Ale jeszcze koło 1:30-2 sporo się działo, jak bawiliśmy się kolorową płachtą (zawijaliśmy się w nią nawzajem i odkręcali, biegaliśmy pod nią na wywołanie koloru, który ktoś trzymał itd.)
No, ciekawe, kto następny?
Podróż minęła bez większych przygód, trochę padało. Jedna rada: jak ktoś nie musi, to niech się nie wybiera w podróż trasą Częstochowa-Piotrków Trybunalski - momentami jeden pas, dziura na dziurze, przy jakimś wypadku (co widzieliśmy w drodze powrotnej, na szczęście po przeciwnej stronie) tworzą się ogromne korki.
W sumie to w drugą stronę też niewiele się działo, poza tym, że im bliżej domu, tym mocniej lało. Fajnie było przejechać się bocznymi drogami między Ostrowią Mazowiecką a Mazurami.
Dobra, ale miało być o imprezie, a nie o warunkach drogowych. Dużo ludzi się zjechało, także zza granicy. Ślub kościelny w lokalnym, kameralnym kościółku i wesele w sali hotelowej (sześć stołów, mnóstwo gości). Sprawnie udało się przetransportować z miejsca na miejsce. Imprezę prowadził wodzirej-gaduła (na początku trochę za dużo gadał, potem się uspokoił, zabawy, które proponował były akceptowalne, sympatyczne i ludzie się dobrze bawili). Jedzenie dobre (różne ryby, słodkie ciasta, bardzo dobry tort). Deszcz na zewnątrz siąpił.
Moim zdaniem kelnerzy byli lekko chaotyczni, ale da się to przeboleć. Mnóstwo zdjęć, w tym rodzinnych, nawet nie wszystkie jeszcze przeleciałem (bo nie każdy uporządkował, ciekawe, kiedy będzie oficjalka i oby nie było kolumn na pierwszym planie - już coś takiego kiedyś widziałem).
Mało dzieci (duże dzieci dorosły i na ogół nie dorobiły się dotąd własnych), zresztą dość szybko się zawinęły - za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Ganiały głównie za sobą, miały niezły ubaw (szczególnie, gdy jedno zaczęło przemówienie na środku sali).
Muzyka spoko - dużo starych hitów (i to tanecznych przebojów, nie hitów pop), sporo disco polo i techno, generalnie dla każdego coś miłego.
Wuj prezentował swoje długo oczekiwane wspomnienia z Afryki, prawie każdy chciał go posłuchać, bo miejsce niecodzienne, a i sytuacja (ludobójcza wojna) też raczej jedyna w swoim rodzaju, nie polecam nikomu.
Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby postawić gorzałę z boku, ale pomysł był wyśmienity, nie było chyba nikogo pijanego, a kto chciał, ten mógł zakosztować napitków.
Wychodziłem koło 3:20-3:30, wtedy już impreza dogasała (co nie jest dziwne zważywszy choćby na liczbę ludzi w wieku naszych rodziców - +/- 50-65 lat). Ale jeszcze koło 1:30-2 sporo się działo, jak bawiliśmy się kolorową płachtą (zawijaliśmy się w nią nawzajem i odkręcali, biegaliśmy pod nią na wywołanie koloru, który ktoś trzymał itd.)
No, ciekawe, kto następny?