Post
23 maja 2021 10:03
Sorry, że post po poscie, ale wypłodziłem propozycję tego jak pociągnąć temat, bo widzę, że sporo ludzi odpuszcza na starcie (Shodan, Melki) zamiast trochę się wysilić i pogłówkować. A temat jest dobry i moim zdaniem może wyniknąć z tego ciekawa dyskusja. Ja osobiście mam już dosyć klepania głosowań, mam ochotę trochę pogadać o Depeche Mode. Napisze kilka zdań na temat tego, jak ja te kwestię widzę.
Ok, wejdźmy więc w temat odrobinę głębiej. Kiedy myślę o producentach muzycznych, to od razu przychodzi mi na myśl Martin Hannett. Jego współpraca z Joy Division była słynna nie tylko ze względu na efekty, ale tez proces. Hannett przyznał, że to był dla niego zespół idealny, bo bo gówno wiedzieli na temat pracy w studiu i mógł nimi manipulować jak chciał, żeby uzyskać brzmienie, które on uważał za właściwe. Joy Division chcieli na płycie brzmieć jak na koncertach, czyli jak kolejny, hałaśliwy punkowy zespół (i tak brzmią na nagraniach sprzed Unknown Pleasures), ale Hannett jako wizjoner, miał zupełnie inną koncepcję, która jego zdaniem była dla tej muzyki właściwa. Nie nagrywał zespołu razem, ale każdy instrument osobno (czasami nawet każdy element perkusji osobno). Dzięki temu powstało mega sterylne, chłodne brzmienie, z którego Joy Division (oraz wiele innych post-punkowych zespołów) jest dziś znane. Zespół był załamany po usłyszeniu ostatecznego miksu, podobnie przy drugiej płycie Closer, ale po latach stwierdzili, że Hannett miał słuszność i bez niego nigdy nie osiągnęliby tak wielkiego sukcesu, bo zwyczajnie nie wyróżniliby się wystarczająco z tłumu. To były w równym stopniu płyty zespołu, jak i producenta. Jest to dobry przykład tego, jak istotną role może mieć lub nie mieć producent w zależności od tego z kim pracuję, w jakich okolicznościach i warunkach pracuje oraz nad czym pracuje.
Z Depeche Mode było trochę inaczej, bo to zespół, który w miarę szybko osiągnął dosyć sporą świadomość w studiu, a przede wszystkim mieli Alana. Alan określił się jako control freak, a to typowa cecha producenta. Czym jest w takim razie ten producent?
Z mojego punktu widzenia, jest to ktoś kto trzyma cały projekt w kupie. Taki wychowawca z gromadą dzieciaków, które muszą coś razem skończyć na lekcji, ale nie potrafią. Zwłaszcza ma to znaczenie przy większych zespołach, w których często dochodzi do kreatywnych sporów. Martin chciał z Enjoya balladę, Alan miał inny pomysł i był go tak pewien, że trwał przy nim do samego końca. W takich sytuacjach wkracza producent, słucha jednej strony, drugiej strony, po czym siada i na podstawie własnych doświadczeń i umiejętności, analizuje czy zaproponowane rozwiązania można połączyć, jeśli nie to które wydaje się mieć więcej sensu i jak można by je zrealizować, żeby ostatecznie wszyscy byli zadowoleni, ale przede wszystkim, żeby uzyskać najlepszy możliwy efekt.
Bywa też, że zespół jest w takiej rozsypce, że trzeba wziąć na siebie jeszcze większy ciężar i w takiej sytuacji został postawiony Tim Simenon. Bywali też tacy producenci, którzy nie odcisnęli żadnego piętna na produkowanej przez siebie płycie i takim przykładem (wg zespołu, bo to akurat pamiętam z Malinsa) jest David Bascombe, który robił Music For The Masses. To, że płyta jest brzmieniowo tak bardzo rozjechana, to właśnie zasługa nijakości samego Bascomba, który generalnie robił wszystko to co mu podsuwał zespół, a zespół podsuwał wszystko i nic. Ostatecznie, na albumie wylądowały rzeczy będące często w 80% demami Martina, bez żadnego wspólnego mianownika. Bascombe był świetnym inżynierem i realizatorem, przez co każdy utwór brzmi dobrze, ale album kompletnie nie trzyma się kupy.
DM pracowali w karierze z bardzo różnymi producentami i myślę, że warto pochylić się nad każdym albumem z osobna (tutaj też się przydadzą te odseparowane kanały z 5.1). Wiem, że Mudzyn zacznie przewracać oczami, że nie chce mu się dyskutować o Speak & Spell, ale nie musimy jechać w kolejności chronologicznej, możemy zacząć od innej płyty, choćby od tej Ultry. Myślę, że przechodząc z płyty na płytę, będzie można zaobserwować ciekawe rzeczy. Będzie to fajna odmiana dla klepania ciągle bracketów i lig.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn