Best of Forum (Edycja albumowa)
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Właśnie, dodam też, że jak na zespół z raptem 4-ma płytami to historię składów ma niczym Boney M xD idzie się pogubić. Ale może zaraz sobie poszukam, czemu nie.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Ja pierdziele, wstawilem recke i gdzie ona jest???
Enjoy The Silence
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
W czarnej d... Niestety forum czasem wywala, ja recki piszę w wolnych chwilach wyłącznie w notatniku mojego smartfona a później kopiuję bo szkoda nerwów na to.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Juz sie znalazla. Wstawilem wczoraj w nocy i jest jeszcze przed Twoim episem stripped z linkiem do albumu.
Enjoy The Silence
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
No właśnie, recka cały czas jest na miejscu xDCzez pisze:18 lut 2022 02:11No to naprzod. Moge zaczac:
Papa Dance - Ponizej Krytyki
Papa Dance - od czego by tu zaczac... moze od Kamikadze? To pierwszs piosenka tego zespolu jaka uslyszslem mniej wiecej w 85 roku, w radio, wtedy kiedy to nagrali. Alez to byl przeboj. Mialem wtedy 10 lat. Zatem Papa Dance znam o wiele dluzej od Depeche Mode i bardzo mi sie podobalo. A Kamikadze to byl dopiero poczatek. Potem pojawily sie kolejne przeboje.
No i jak teraz odpalilem Ponizej Krytyki, to sluchajac spiewalem razem z nimi. Okazuje sie, ze wiekszosc tekstow piosenek doskonale pamietam, choc dawno ich nie slyszalem. Sluchajac tej plyty odbylem zajebiaszcza podroz do lat mojego dziecinstwa i lat mlodzienczych. Z kolegami spiewalismy wszystkie ich piosenki, sluchajac kasety. Powiem wiecej, mialem w zeszycie zapisane teksty ich piosenek. Jak ja ich kochalem. A jak to sie stalo, ze z tego wyrosl ze mnie depesz? W kazdym razie teraz w tej muzyce slysze i new wave i Bee Gees i disco polo i wedlug mnie, niczym ta muzyka nie ustepuje calej zachodniej muzyce lat 80.
Dzis poczytalem troche o Papa Dance, bo wiadomo, ze ich dzieje sa pogmatwane, a ja takimi rzeczami malo sie interesuje. I znalazlem taka ciekawostke: na ich koncercie w Moskwie bylo 120 tysiecy ludzi.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Spanikowalem przez chwile 


Enjoy The Silence
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mamy komplecik zatem Mentos jeśli coś ma do dorzucenia to zapraszam przy okazji (nie blokujmy kolejki może, możesz skrobnąć posłowie i poniżej reckę kolejną) a zapraszam do recenzji albumu duetu Pezet/Noon i przypominam kolejkę:
Pezet/Noon - Muzyka Poważna
https://youtube.com/playlist?list=PL6RB ... Mzis_Cg6Nn
Kraftwerk - Computer World
https://youtube.com/playlist?list=PLrpy ... ULrLUBmY8b
John Carpenter/Alan Howarth - Escape From New York
https://www.youtube.com/watch?v=YHRKAjb ... qZZLet5dSZ
Tangerine Dream - Rubycon
https://www.youtube.com/watch?v=jd6XL_IOS3I
no-man - Schoolyard Ghosts
https://www.youtube.com/watch?v=wXdtfXc ... WMH-1VhDKw
Stan Ridgway - Black Diamond
https://youtube.com/playlist?list=OLAK5 ... GgtOyKnh78
Pezet/Noon - Muzyka Poważna
https://youtube.com/playlist?list=PL6RB ... Mzis_Cg6Nn
Kraftwerk - Computer World
https://youtube.com/playlist?list=PLrpy ... ULrLUBmY8b
John Carpenter/Alan Howarth - Escape From New York
https://www.youtube.com/watch?v=YHRKAjb ... qZZLet5dSZ
Tangerine Dream - Rubycon
https://www.youtube.com/watch?v=jd6XL_IOS3I
no-man - Schoolyard Ghosts
https://www.youtube.com/watch?v=wXdtfXc ... WMH-1VhDKw
Stan Ridgway - Black Diamond
https://youtube.com/playlist?list=OLAK5 ... GgtOyKnh78
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Pezets/Noons - Muzyka poważna
Goddamit. Dostałem trochę feelsów (który to już raz). Gdzieś indziej pisałem, że kiedyś bardzo chciałem być into rap, ale jakoś mi nie wychodziło, albo nie wiedziałem czego słuchać, albo nie rozumiałem, czego słucham etc. Muzyka poważna była albumem bardzo popularnym u mnie w szkole (podstawówka/gimnazjum), przez co nie sposób było o nim nie słyszeć (bardziej niż go). Dopiero kilka miesięcy po premierze moja kuzynka sprezentowała mi kopię i wtedy przesłuchałem go po raz pierwszy (pewnie było więcej razy, niż tylko jeden, no ale teraz tego nie powiem). Wróciłem po latach na zasadzie trochę nie tyle guilty pleasure, co guilty experience. Byłem ciekaw, jak podejdę do tej muzyki po latach. I nawet, jeśli wtedy mi się podobała, to zhejtowałem, bo byłem into 80s a rap to crap etc. Głupie podejście, ale też byłem niedojrzałym dzieciakiem, I cut myself some slack. Duuużo później, bo w jakimś 2015, kiedy znajomi (równolatkowie, nie zoomerzy, wtedy jeszcze zoomerskich znajomych nie miałem) polecili mi pierwsze dzieła Taco Hemingwaya (osobiście uważam - mała dygresja, choć w klimacie - że Umowa o dzieło jest naprawdę spoko) a dobra znajoma pewien konkretny numer Łony, postanowiłem wrócić do rapu - na moment, ale zmienił mi perspektywę. Ot, rap NIE JEST zły. Ba! Dobry rap potrafi być naprawdę zaje*isty. Odświeżyłem sobie wówczas Ostrego, starsze rzeczy Łony, WWO no i właśnie Pezeta.
Ten album to już klasyk, jak na tamte czasy Kapliński ma naprawdę spoko, niekrindżujące teksty, dobrą nawijkę (słychać w tym warsztat), a Noon(s) zrobił naprawdę wchodzące bity (sample nie z byle czego). Płyta rzecz jasna wprowadza w tę cholerną melancholię całym swoim brzmieniem, ale też stanowi dobry komentarz do tamtych czasów - słuchając takiej muzyki cieszę się, że nie miałem 20 lat w okolicach 2002 roku (nie umiem tego dobrze uargumentować, po prostu się cieszę i już). Z tekstów bije beznadziejność egzystencji w byciu młodym dorosłym na inteligenckim Ursynowie z początku wieku, gdzie nawet realizacja planów poprzez zostanie muzykiem nie daje takiego poziomu satysfakcji, jakiego by się oczekiwało. Gdyby nie dość jawny przerywnik w postaci A mieliśmy być poważni, ta płyta w odpowiednim entourage'u mogłaby mieć na mnie podobny efekt, co swojego casu Faith Kjurów xD to była bardzo fajna wycieczka w przeszłość i aż nabrałem ochoty powtórzyć seans z Muzyką klasyczną. Wiem, że Pezet parę lat temu wydał nowy album, ale mimo tego, że trafiły tam kolabo z, można powiedzieć, nowymi wykonawcami w nurcie (Hemingway, Syny), nie słuchałem go dotąd. Nie było okazji, a może nie chciałem rujnować tego nostalgia-image, który siedział mi w głowie do tej pory. Myślę, że ta wiosna będzie wiosną odkryć.
Goddamit. Dostałem trochę feelsów (który to już raz). Gdzieś indziej pisałem, że kiedyś bardzo chciałem być into rap, ale jakoś mi nie wychodziło, albo nie wiedziałem czego słuchać, albo nie rozumiałem, czego słucham etc. Muzyka poważna była albumem bardzo popularnym u mnie w szkole (podstawówka/gimnazjum), przez co nie sposób było o nim nie słyszeć (bardziej niż go). Dopiero kilka miesięcy po premierze moja kuzynka sprezentowała mi kopię i wtedy przesłuchałem go po raz pierwszy (pewnie było więcej razy, niż tylko jeden, no ale teraz tego nie powiem). Wróciłem po latach na zasadzie trochę nie tyle guilty pleasure, co guilty experience. Byłem ciekaw, jak podejdę do tej muzyki po latach. I nawet, jeśli wtedy mi się podobała, to zhejtowałem, bo byłem into 80s a rap to crap etc. Głupie podejście, ale też byłem niedojrzałym dzieciakiem, I cut myself some slack. Duuużo później, bo w jakimś 2015, kiedy znajomi (równolatkowie, nie zoomerzy, wtedy jeszcze zoomerskich znajomych nie miałem) polecili mi pierwsze dzieła Taco Hemingwaya (osobiście uważam - mała dygresja, choć w klimacie - że Umowa o dzieło jest naprawdę spoko) a dobra znajoma pewien konkretny numer Łony, postanowiłem wrócić do rapu - na moment, ale zmienił mi perspektywę. Ot, rap NIE JEST zły. Ba! Dobry rap potrafi być naprawdę zaje*isty. Odświeżyłem sobie wówczas Ostrego, starsze rzeczy Łony, WWO no i właśnie Pezeta.
Ten album to już klasyk, jak na tamte czasy Kapliński ma naprawdę spoko, niekrindżujące teksty, dobrą nawijkę (słychać w tym warsztat), a Noon(s) zrobił naprawdę wchodzące bity (sample nie z byle czego). Płyta rzecz jasna wprowadza w tę cholerną melancholię całym swoim brzmieniem, ale też stanowi dobry komentarz do tamtych czasów - słuchając takiej muzyki cieszę się, że nie miałem 20 lat w okolicach 2002 roku (nie umiem tego dobrze uargumentować, po prostu się cieszę i już). Z tekstów bije beznadziejność egzystencji w byciu młodym dorosłym na inteligenckim Ursynowie z początku wieku, gdzie nawet realizacja planów poprzez zostanie muzykiem nie daje takiego poziomu satysfakcji, jakiego by się oczekiwało. Gdyby nie dość jawny przerywnik w postaci A mieliśmy być poważni, ta płyta w odpowiednim entourage'u mogłaby mieć na mnie podobny efekt, co swojego casu Faith Kjurów xD to była bardzo fajna wycieczka w przeszłość i aż nabrałem ochoty powtórzyć seans z Muzyką klasyczną. Wiem, że Pezet parę lat temu wydał nowy album, ale mimo tego, że trafiły tam kolabo z, można powiedzieć, nowymi wykonawcami w nurcie (Hemingway, Syny), nie słuchałem go dotąd. Nie było okazji, a może nie chciałem rujnować tego nostalgia-image, który siedział mi w głowie do tej pory. Myślę, że ta wiosna będzie wiosną odkryć.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Pezet/Noon - Muzyka POważna
Profesor Noon nadaje. Pamiętam jeszcze dobrze czasy zgrywania płyt, pirackich wersji, nośników, które wizualnie wyróżniał co najwyżej inny tekst zapisany na nich markerem. Sam miałem tak zgrane Oxy7-13 przez brata, pewnie gdzieś w czeluściach domu leży i kwitnie w szafce. Ale żeby intro trwało prawie pięć minut, gdy całość lekko ponad czterdzieści... ale po odsłuchu całości taka pierdoła nie ma żadnego znaczenia.
To-Samo ma rewelacyjną dynamikę, bit nie jest za szybki, Pezet nie wypada, wszystko w porządku. Nie jestem dawno to lodowaty majstersztyk zmieszany z treściami od innego towarzystwa z branży. Hiciory na tej płycie lokuję gdzie indziej, ale tu jest to pierwsze "wow". Ten Łona ^^ W ogóle tak śledząc poczynania Noona to on jest totalnie niehiphopowy, a jednak na swoich produkcjach jest dokładny, precyzyjny, on nie korzysta z brzmień ot tak, może je przetwarzać, ale przede wszystkim ma moc nadawania temu wszystkiemu odpowiedniego charakteru. Wie, po co sięgnąć, żeby doprawić. Wibracja 04! Jak idealny dzwonek, impresja - moment radości z padającego śniegu wieczorem w mieście, kiedy prywatnie jakby bardziej chujowo. Szósty zmysł to już więcej wrażliwości, tu jak ktoś mniej zwracał uwagę na teksty, to powinien zacząć się orientować, że jest w błędzie. Gdyby nie te momenty ze skreczami, bardziej typowymi brzmieniami z którymi hip-hop się kojarzy, to można się zapomnieć, że to rap gra, tylko osobliwy projekt elektroniczny. Pozdrawiam jakiegoś ciecia z Porcysa, który czepia się, że Noon lubi Depeche Mode xD
Tylko ten dysonans z A mieliśmy być poważni, to chyba tak dla zasady, że jak to tak introwertycznie, tak emocjonalnie, nie z tym się chłop kojarzy, więc musi być impreza, zachlanie pały, kobiety w tle. Bit ok, ale to nie to co wcześniej i później. Koncept z taką przerwą bardziej pasuje w teorii niż w praktyce. Wystarczyłby sam sampling z końcówki jako rozbieg dla W branży, ale nie cały numer. Pezet nagrał Senoritę i już nie chce, dlatego pojawia się to, taak...
Pierwszy kontakt z muzyką Pezeta? Tak, tak, oczywiście GTA San Andreas. Mój o parę lat starszy brat korzystał często i gęsto z opcji kompilowania swojego radia, na playliście niejednokrotnie trafiałem na kawałek z późniejszej płyty niż MP, czyli Niegrzeczną. W porównaniu do tego, co dzieje się tutaj, tam rozgrywa się najbanalniejsza, hedonistyczna historia o szybkim seksie wbrew zobowiązaniom. Do klimatu gry pasowało jak ulał. Generalnie jego nawijka jest ok, choć po produkcjach z Noonem dalej już nie szukałem, szczególnie że Muzyka rozrywkowa to już dwa poziomy niżej - niby było jeszcze Gdyby miało nie być jutra... ale na tym moje zainteresowanie się skończyło. Potem tylko Na pewno słyszane na MTV i występ ostatnio na płycie Taco Hemingwaya. Dalej niespecjalnie, żeby słuchać coś więcej.
MP w takich okolicznościach słuchania w stylu radyjko w grze tylko by traciło. Przypominam sobie parę momentów sprzed 2-3 lat, samotne wycieczki albo po prostu powroty skądinąd i ten monstrualny tercet. Od Gubisz ostrość wchodzi to, czego nie szukałem, a samo się znalazło. Dłuższy moment zwierzeń okraszony najbardziej klimatycznymi bitami, a do tego trzecie Retro, najciekawsze tekstowo ze wszystkich. Posiadówki na dworze, lekko deszczowo wokół, ale dostatecznie ciepło i te numery... one mnie stawiały na nogi czasami. Od rapu czegoś takiego nigdy nie oczekiwałem, a tu wyszło. Bez darcia mordy a la performans w galerii sztuki, bez wykręconych podkładów z pogranicza industrialu czy ściany hałasu, tylko ten wielkomiejski dołek i moment ogarnięcia się. Muzyczne katharsis. Wejście do Dziś to jeden z TYCH momentów w polskim rapie, praktycznie nieosiągalny dla nikogo.
Lirycznie nie ma szału, to prosty przekaz, ale bardzo wiarygodny, szczery, a Noon jak zmyślny reżyser spina to w spójną opowieść poruszającą coś więcej w człowieku. Zazwyczaj na trzecim Retro kończyłem, ale remiks Nie jestem dawno też się broni. Trochę z innej rodzinki, ale też klimatycznie w tym guście. Pewnie gdybyśmy dotarli do top 100 w zabawie z utworami, to coś z Muzyki poważnej tam by się pojawiło. Dobry powrót. Będzie dobrze, będzie dobrze, dzieciak.
Profesor Noon nadaje. Pamiętam jeszcze dobrze czasy zgrywania płyt, pirackich wersji, nośników, które wizualnie wyróżniał co najwyżej inny tekst zapisany na nich markerem. Sam miałem tak zgrane Oxy7-13 przez brata, pewnie gdzieś w czeluściach domu leży i kwitnie w szafce. Ale żeby intro trwało prawie pięć minut, gdy całość lekko ponad czterdzieści... ale po odsłuchu całości taka pierdoła nie ma żadnego znaczenia.
To-Samo ma rewelacyjną dynamikę, bit nie jest za szybki, Pezet nie wypada, wszystko w porządku. Nie jestem dawno to lodowaty majstersztyk zmieszany z treściami od innego towarzystwa z branży. Hiciory na tej płycie lokuję gdzie indziej, ale tu jest to pierwsze "wow". Ten Łona ^^ W ogóle tak śledząc poczynania Noona to on jest totalnie niehiphopowy, a jednak na swoich produkcjach jest dokładny, precyzyjny, on nie korzysta z brzmień ot tak, może je przetwarzać, ale przede wszystkim ma moc nadawania temu wszystkiemu odpowiedniego charakteru. Wie, po co sięgnąć, żeby doprawić. Wibracja 04! Jak idealny dzwonek, impresja - moment radości z padającego śniegu wieczorem w mieście, kiedy prywatnie jakby bardziej chujowo. Szósty zmysł to już więcej wrażliwości, tu jak ktoś mniej zwracał uwagę na teksty, to powinien zacząć się orientować, że jest w błędzie. Gdyby nie te momenty ze skreczami, bardziej typowymi brzmieniami z którymi hip-hop się kojarzy, to można się zapomnieć, że to rap gra, tylko osobliwy projekt elektroniczny. Pozdrawiam jakiegoś ciecia z Porcysa, który czepia się, że Noon lubi Depeche Mode xD
Tylko ten dysonans z A mieliśmy być poważni, to chyba tak dla zasady, że jak to tak introwertycznie, tak emocjonalnie, nie z tym się chłop kojarzy, więc musi być impreza, zachlanie pały, kobiety w tle. Bit ok, ale to nie to co wcześniej i później. Koncept z taką przerwą bardziej pasuje w teorii niż w praktyce. Wystarczyłby sam sampling z końcówki jako rozbieg dla W branży, ale nie cały numer. Pezet nagrał Senoritę i już nie chce, dlatego pojawia się to, taak...
Pierwszy kontakt z muzyką Pezeta? Tak, tak, oczywiście GTA San Andreas. Mój o parę lat starszy brat korzystał często i gęsto z opcji kompilowania swojego radia, na playliście niejednokrotnie trafiałem na kawałek z późniejszej płyty niż MP, czyli Niegrzeczną. W porównaniu do tego, co dzieje się tutaj, tam rozgrywa się najbanalniejsza, hedonistyczna historia o szybkim seksie wbrew zobowiązaniom. Do klimatu gry pasowało jak ulał. Generalnie jego nawijka jest ok, choć po produkcjach z Noonem dalej już nie szukałem, szczególnie że Muzyka rozrywkowa to już dwa poziomy niżej - niby było jeszcze Gdyby miało nie być jutra... ale na tym moje zainteresowanie się skończyło. Potem tylko Na pewno słyszane na MTV i występ ostatnio na płycie Taco Hemingwaya. Dalej niespecjalnie, żeby słuchać coś więcej.
MP w takich okolicznościach słuchania w stylu radyjko w grze tylko by traciło. Przypominam sobie parę momentów sprzed 2-3 lat, samotne wycieczki albo po prostu powroty skądinąd i ten monstrualny tercet. Od Gubisz ostrość wchodzi to, czego nie szukałem, a samo się znalazło. Dłuższy moment zwierzeń okraszony najbardziej klimatycznymi bitami, a do tego trzecie Retro, najciekawsze tekstowo ze wszystkich. Posiadówki na dworze, lekko deszczowo wokół, ale dostatecznie ciepło i te numery... one mnie stawiały na nogi czasami. Od rapu czegoś takiego nigdy nie oczekiwałem, a tu wyszło. Bez darcia mordy a la performans w galerii sztuki, bez wykręconych podkładów z pogranicza industrialu czy ściany hałasu, tylko ten wielkomiejski dołek i moment ogarnięcia się. Muzyczne katharsis. Wejście do Dziś to jeden z TYCH momentów w polskim rapie, praktycznie nieosiągalny dla nikogo.
Lirycznie nie ma szału, to prosty przekaz, ale bardzo wiarygodny, szczery, a Noon jak zmyślny reżyser spina to w spójną opowieść poruszającą coś więcej w człowieku. Zazwyczaj na trzecim Retro kończyłem, ale remiks Nie jestem dawno też się broni. Trochę z innej rodzinki, ale też klimatycznie w tym guście. Pewnie gdybyśmy dotarli do top 100 w zabawie z utworami, to coś z Muzyki poważnej tam by się pojawiło. Dobry powrót. Będzie dobrze, będzie dobrze, dzieciak.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Pezets-Noons - MP
Tylko raz możesz tej płyty słuchać pierwszy raz
Potem będzie tylko drugi i trzeci
Pierwszy raz jest tylko raz w życiu
Ten wstęp zawsze robi na mnie wrażenie i podejrzewam nie tylko na mnie. To zaskakuje kiedy faktycznie włącza się Poważną „pierwszy raz” i ta myśl nie opuszcza przez cały album, bo człowiek faktycznie czuje się jakby uczestniczył w wyjątkowym wydarzeniu. Prosty zabieg, ale wszystko zmienia.
Ok, może nie będę oryginalny, ale uważam, że duet Muzyka Klasyczna/Poważna, to najlepsze co się wydarzyło w polskim hip-hopie. Słuchałem tego z przyjemnością nawet w czasach mojej największej niechęci do hh i jarałem się jak kretyn bitami Noona. Do Pezeta zawsze miałem raczej ambiwalentny stosunek, ale na tle innych polskich raperów i tak mi się podobał. Jeśli chodzi o teksty, to tbh ja nie potrafię się do końca wkręcić w tę stylistykę. Rozkminy Pezeta często nie robią na mnie wrażenia bo brzmią banalnie, a te jego rozterki wydają się błahe. Fajnie, że na imprezach było ostre chlanie i dymanie, spoko. Nie utożsamiam się z tym, nie grzałem chodników pod blokami. Doceniam otwartość, doceniam ciekawsze, bardziej introspektywne fragmenty „Retro”, ale nie jestem w stanie potraktować tego do końca poważnie, nie w takiej formie. Czasami wręcz mnie to bawi, a to zły znak. Ale to są i tak złote wersy, jeśli porównać to do tego, co Pezet robił później.
Dla mnie ten album stoi przede wszystkim muzycznie. Noon ujął mnie tym, że jego bity brzmiały kompletnie inaczej niż wszystko z polskiego hh, co mnie otaczało. Numerów które samplował nie dało się poznać po sekundzie, wszystko było tak pięknie poskładane i miało tyle sensu, że można było niemal dojść do wniosku, że dopiero w takiej formie te fragmenty zyskują na wartości. A to jest naprawdę coś. Gęstość, bogactwo, a jednocześnie surowość podkładów Noona, to jest coś czego nie byłem w stanie już w polskim hh znaleźć, nie na taką skalę.
Odwieczne pytanie, czy klasyczna jest lepsza od poważnej? Chyba jednak tak, ale niewiele.
Parę lat temu wyszła „Muzyka współczesna” Pezeta, która uzmysłowiła mi, że jestem stary. Pierwszy numer dał mi nadzieję, pomyślałem sobie, że ooo, to jest niezłe, przecież to brzmi jak wyjęte z archiwum Noona. Okazało się, że to był kawałek-żart, żeby zrobić w wuja starszych fanów, jak ja. Reszta płyty jest rzeczywiście bardzo „współczesna”, z wypolerowanymi, lśniącymi ‘bitami’, żenującymi tekstami (ok, to może nie jest dolina na poziomie nowszego OSTRego, ale jednak) i featami raperów, których nie lubię lub nie znam. Szanuję, że nie próbował sprzedawać retro i chciał zrobić coś bardziej aktualnego, ale wyszło nieszczerze i gówniano.
Noon, mimo że robi dobre rzeczy, to tez poszedł w trochę innym kierunku, tym samym stare albumy duetu to coś, co se ne vrati. Ale dobrze. Nie wszystko może i nie wszystko powinno. O ile to se ne vrati, to sam zawsze będę wracał do tamtych płyt z radością i będę słuchał ich z olbrzymim uznaniem, bo to przecież były dzieciaki, które na starych pecetach tworzył historię polskiego hip-hopu.
Tylko raz możesz tej płyty słuchać pierwszy raz
Potem będzie tylko drugi i trzeci
Pierwszy raz jest tylko raz w życiu
Ten wstęp zawsze robi na mnie wrażenie i podejrzewam nie tylko na mnie. To zaskakuje kiedy faktycznie włącza się Poważną „pierwszy raz” i ta myśl nie opuszcza przez cały album, bo człowiek faktycznie czuje się jakby uczestniczył w wyjątkowym wydarzeniu. Prosty zabieg, ale wszystko zmienia.
Ok, może nie będę oryginalny, ale uważam, że duet Muzyka Klasyczna/Poważna, to najlepsze co się wydarzyło w polskim hip-hopie. Słuchałem tego z przyjemnością nawet w czasach mojej największej niechęci do hh i jarałem się jak kretyn bitami Noona. Do Pezeta zawsze miałem raczej ambiwalentny stosunek, ale na tle innych polskich raperów i tak mi się podobał. Jeśli chodzi o teksty, to tbh ja nie potrafię się do końca wkręcić w tę stylistykę. Rozkminy Pezeta często nie robią na mnie wrażenia bo brzmią banalnie, a te jego rozterki wydają się błahe. Fajnie, że na imprezach było ostre chlanie i dymanie, spoko. Nie utożsamiam się z tym, nie grzałem chodników pod blokami. Doceniam otwartość, doceniam ciekawsze, bardziej introspektywne fragmenty „Retro”, ale nie jestem w stanie potraktować tego do końca poważnie, nie w takiej formie. Czasami wręcz mnie to bawi, a to zły znak. Ale to są i tak złote wersy, jeśli porównać to do tego, co Pezet robił później.
Dla mnie ten album stoi przede wszystkim muzycznie. Noon ujął mnie tym, że jego bity brzmiały kompletnie inaczej niż wszystko z polskiego hh, co mnie otaczało. Numerów które samplował nie dało się poznać po sekundzie, wszystko było tak pięknie poskładane i miało tyle sensu, że można było niemal dojść do wniosku, że dopiero w takiej formie te fragmenty zyskują na wartości. A to jest naprawdę coś. Gęstość, bogactwo, a jednocześnie surowość podkładów Noona, to jest coś czego nie byłem w stanie już w polskim hh znaleźć, nie na taką skalę.
Odwieczne pytanie, czy klasyczna jest lepsza od poważnej? Chyba jednak tak, ale niewiele.
Parę lat temu wyszła „Muzyka współczesna” Pezeta, która uzmysłowiła mi, że jestem stary. Pierwszy numer dał mi nadzieję, pomyślałem sobie, że ooo, to jest niezłe, przecież to brzmi jak wyjęte z archiwum Noona. Okazało się, że to był kawałek-żart, żeby zrobić w wuja starszych fanów, jak ja. Reszta płyty jest rzeczywiście bardzo „współczesna”, z wypolerowanymi, lśniącymi ‘bitami’, żenującymi tekstami (ok, to może nie jest dolina na poziomie nowszego OSTRego, ale jednak) i featami raperów, których nie lubię lub nie znam. Szanuję, że nie próbował sprzedawać retro i chciał zrobić coś bardziej aktualnego, ale wyszło nieszczerze i gówniano.
Noon, mimo że robi dobre rzeczy, to tez poszedł w trochę innym kierunku, tym samym stare albumy duetu to coś, co se ne vrati. Ale dobrze. Nie wszystko może i nie wszystko powinno. O ile to se ne vrati, to sam zawsze będę wracał do tamtych płyt z radością i będę słuchał ich z olbrzymim uznaniem, bo to przecież były dzieciaki, które na starych pecetach tworzył historię polskiego hip-hopu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Pezet/Noon - Muzyka poważna
No więc, przesłuchałem album 2 razy i... przeżyłem.
Jedno jest pewne - nie zostanę fanem polskiego rapu. Rozumiem ludzi, którzy tego słuchają i lubią. Odpowiada im ten styl muzyki i nic mi do tego. Dla mnie to typ muzyki strasznie nudny niestety. Bo to zazwyczaj jakaś zapętlona zagrywka będąca podkładem dla nawijania na jednej nucie. Czasami te motywy są całkiem niezłe, jak np. w Retro, W branży czy To-samo. Dobrze to brzmi, naprawdę zaskakująco dobrze, ale tylko do momentu wejścia do akcji gadacza. Tak ich nazywam, bo nie wiem jak inaczej. Wokaliści to przecież nie są. W każdym innym gatunku muzycznym wokalista śpiewa jakąś melodię, która jest nie mniej ważna o ile nie ważniejsza od brzmienia w tle. W rapie nie ma melodii tylko monolog na jednej nucie. Zazwyczaj w jednostajnym tempie. Nie piszę tego po to, żeby tu udowadniać, że to muzyka gorsza od innych gatunków. Chcę przedstawić tylko swój punkt widzenia, swoje odczucia względem rapu. Nie potrafię odczuwać tu żadnego nastroju czy klimatu.
Dużo lepiej jednak odebrałem album Nasa. Już wcześniej pisałem, że polscy raperzy wg mnie nie są w stanie dorównać amerykańcom. Ich też nie toleruję w zbyt dużych ilościach, ale w rozsądnych dawkach od czasu do czasu to czemu nie.
Reasumując - nie było tak źle jak sądziłem, może rzeczywiście Pezet/Noon to jakieś tuzy polskiego rapu. Parę razy zaskoczyli mnie dobrym brzmieniem (utwory wymienione wyżej), ale póki co rapu mam już dość. To nie moja bajka kompletnie.
Mam nadzieję, że stripped udowodni, iż słucha też czasem albumów z innych gatunków muzycznych, bo inaczej będzie musiał być zbanowany.
No więc, przesłuchałem album 2 razy i... przeżyłem.
Dużo lepiej jednak odebrałem album Nasa. Już wcześniej pisałem, że polscy raperzy wg mnie nie są w stanie dorównać amerykańcom. Ich też nie toleruję w zbyt dużych ilościach, ale w rozsądnych dawkach od czasu do czasu to czemu nie.
Reasumując - nie było tak źle jak sądziłem, może rzeczywiście Pezet/Noon to jakieś tuzy polskiego rapu. Parę razy zaskoczyli mnie dobrym brzmieniem (utwory wymienione wyżej), ale póki co rapu mam już dość. To nie moja bajka kompletnie.
Mam nadzieję, że stripped udowodni, iż słucha też czasem albumów z innych gatunków muzycznych, bo inaczej będzie musiał być zbanowany.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Raper?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nie każdy kto gada jest od razu raperem.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Shodan, gadasz jak jakiś znawca rapu, którym nie jesteś
Pezet to jest raper, na 100%
Swoją drogą, tylko mnie się wydaje, że Shodanowi to trzeba Mate wrzucić?
Swoją drogą, tylko mnie się wydaje, że Shodanowi to trzeba Mate wrzucić?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Tylko nie tego lalusia. Błagam. 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dzięki za przypomnienie, się zrobiHien pisze:18 lut 2022 19:58Swoją drogą, tylko mnie się wydaje, że Shodanowi to trzeba Mate wrzucić?![]()
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No jak to. Przecież Mata ma melodie i w ogóle to jest prawdziwy raper
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
To ma być Twój albumowy top, a nie robienie mi na złość.