Best of Forum (edycja growa)
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tylko pamiętaj, jedziemy kolejkami. Po jednej grze na raz.
Ja mniej więcej orientuję się co (między innymi) będą chcieli wrzucać Shodan, Góral i Dev, więc postaram się nie podbierać im typów. Starczy mi innych gier xD
Ja mniej więcej orientuję się co (między innymi) będą chcieli wrzucać Shodan, Góral i Dev, więc postaram się nie podbierać im typów. Starczy mi innych gier xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Nie no, ja jestem za, chętnie coś podrzucę, aczkolwiek raczej nic nieznanego.
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A to akurat nieważne, że nieznanego. I tak mało kto tu będzie miał czas ogarniać te gry i grać w nie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
dejmien
- Posty: 2927
- Rejestracja: 20 paź 2006 15:50
https://youtu.be/gY__YTNnvoI
Tę serię zna chyba każdy. A na pewno każdy skądś tam kojarzy te dwa słowa razem "Mortal Kombat". Pierwsza styczność z grą miała miejsce jakoś w roku 1993 na fliperach w salonie gier, który już od dawna nie istnieje. Zresztą jak chyba wszystkie w Polsce. Gra od razu wyróżniała się konceptem graficznym, brutalnością i projektem postaci. Lubiłem patrzeć jak starsi i bardziej ogarnieci gracze pokonują całą drabinkę i stosują fatalisty.Przyznaje, że w pierwszą i drugą część grałem mało. Ale trójka, zwłaszcza wersja "ultimate" była ogrywana jak tylko pozwalał na to czas i fundusze. Więc kiedy pierwszy raz mogłem w to zagrać u siebie w domu, a graficznie gra prezentowała się tak, że nie musiałem oszukiwać sam siebie... cóż podjarka była kosmiczna. Trudno sobie wyobrazić kanon gier video w ogóle bez tej marki.
Tę serię zna chyba każdy. A na pewno każdy skądś tam kojarzy te dwa słowa razem "Mortal Kombat". Pierwsza styczność z grą miała miejsce jakoś w roku 1993 na fliperach w salonie gier, który już od dawna nie istnieje. Zresztą jak chyba wszystkie w Polsce. Gra od razu wyróżniała się konceptem graficznym, brutalnością i projektem postaci. Lubiłem patrzeć jak starsi i bardziej ogarnieci gracze pokonują całą drabinkę i stosują fatalisty.Przyznaje, że w pierwszą i drugą część grałem mało. Ale trójka, zwłaszcza wersja "ultimate" była ogrywana jak tylko pozwalał na to czas i fundusze. Więc kiedy pierwszy raz mogłem w to zagrać u siebie w domu, a graficznie gra prezentowała się tak, że nie musiałem oszukiwać sam siebie... cóż podjarka była kosmiczna. Trudno sobie wyobrazić kanon gier video w ogóle bez tej marki.
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
O Panie, żeby mi ulubioną ever serię sprzątnąć. Będę chyba musiał zrobić wyjątek i się powtórzyć.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
dejmien
- Posty: 2927
- Rejestracja: 20 paź 2006 15:50
Tak czułem Hien, że być może Cie ubiegam, ale MK to był fenomen chyba dla każdego, a na pewno większości graczy z naszego pokolenia. Pięknie przy okazji tej naszej zabawy było wrócić do lat 90tych i powspominać czas spędzony przy automacie do gry.
-
stripped
- Posty: 13787
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dejmien ale z łaski swojej zaczynaj może posta od tytułu gry i jak da radę roku premiery
P.S.
I może platformy na jakiej grałeś w to
P.S.
I może platformy na jakiej grałeś w to
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
dejmien
- Posty: 2927
- Rejestracja: 20 paź 2006 15:50
Stripped z Ciebie to byłby idealny urzędnik. 
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
stripped ma rację, porządek musi być.
Jestem za tym, żeby można się było powtórzyć w takim przypadku. Ten temat w odróżnieniu od muzycznych ma charakter raczej tylko informacyjny. I każdy będzie opisywał swoje gry inaczej, na swój sposób.Hien pisze:20 mar 2022 07:37O Panie, żeby mi ulubioną ever serię sprzątnąć. Będę chyba musiał zrobić wyjątek i się powtórzyć.
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Myślę, że nie będzie wyboru, przecież nie będziemy Shodan losować, kto będzie pisał o grach z Obcym
Co najwyżej, warto będzie się jakoś dopasować żeby wrzucić te gry w ramach tej samej kolejki, żeby potem nie dyskutować na temat tych samych gier/serii po kilka razy, w różnych kolejkach.
Tym samym:
Mortal Kombat (seria)
Platformy: PC, Playstation 2, Playstation 3, Playstation 4, Sega Saturn, Nintendo 64, Game Boy Color, Game Boy Advance, Pegasus, PSP, PS Vita, 3DS, Inne
Miałem wrzucić na początek coś innego, ale Góral zapodał MK, więc się niejako pod to podłączę. Mógłbym to zrobić jako komentarz do wpisu Dejmiena, ale muszę zrobić wyjątek, bo Mortal Kombat to moja ulubiona gra i seria ever. Byłoby śmieszne gdybym o tym nie napisał.
Był rok (chyba) 1993, najpóźniej 1994. Często zdarzało mi się wpadać do dwa lata starszego kolegi z bloku, który miał Amigę. Ja w tamtym czasie nie miałem nic. Kolega, Arek, mieszkał na ostatnim piętrze, na łączniku między klatkami. Ich mieszkanie było specyficzne, bo było podzielone na dwie części - jedno główne mieszkanie (praktycznie wielkości kawalerki - jeden duży pokój, mikroskopijna kuchnia i łazienka) oraz dodatkowy pokój, który mieścił się pod drugiej stronie korytarza xD Oznaczało to, że pokój Arka był niemal jak mieszkanie, wchodziło się do niego osobnym wejściem, na klucz, itd. Jedyny minus, o którym wtedy nie myślałem, to problem kiedy budził się w nocy i musiał iść do kibla, do rodziców. W każdym razie, dla mnie pokój Arka to było coś nie z tej ziemi, a stojąca dumnie na biurku Amiga CD TV (Amiga z napędem CD, można było słuchać muzyki z płyt!!!) była idealnym tego dopełnieniem.
Graliśmy głównie w trzy gry - Lotus 2, Street Fighter 2 oraz pierwsze dwa Mortale (liczę już jako jedno). To było pierwsze zetknięcie się z Mortal Kombat.
Amiga miała słabszą grafikę i przed/po każdej walce trzeba było wymieniać dyskietkę (i czekać parę minut), ale to nie było ważne. To był dla mnie przełomowy moment, zresztą MK to był mega podatny grunt. To była pierwsza połowa lat 90-tych w Polsce, trwała jeszcze era VHS, a jej najmodniejszym, najatrakcyjniejszym odłamem były filmy kina kopanego. "Amerykański Ninja" z Dudikoffem, "Kickboxer" i "Krwawy Sport" z Van Dammem, setki filmów z Norrisem, Chanem, Donem "The Dragon" Wilsonem, Lundgrenem, Seagallem, Arniem, Brandonem Lee i klasyki z jego ojcem. Tym żyły dzieciaki i ich ojcowie w tamtym czasie. Kasety z wypożyczalni były zajechane. Piszę o tym, żeby uwypuklić jak popularne było wtedy kopane kino. Mordobicia w grach, to było spełnienie marzeń. Ale Mortal Kombat to było coś więcej.
Lubiłem Street Fightera, zwłaszcza dwójkę i Alpha. Potem lubiłem Virtua Fightera, Tekkena, itd. Ale żadna z tych serii nie miała tej tajemniczej atmosfery, co Mortal. Nie miała też tej fabuły. Wkkrwia mnie kiedy ludzie piszą, że jedyne co się w MK liczy to brutalność i fatality, a fabuła przecież nie jest istotna.
Tak może napisać tylko ktoś, kto mało wie o tej serii. Przez lata, lore rozbudował się tak bardzo, że kolejne części kupuje się wręcz przede wszystkim dla fabuły. Story Mode, który wprowadzono w części 8 (w 2008 r.) to była wisienka na torcie.
W latach 90, MK to była najpopularniejsza w Polsce seria gier. Kiedy w 1996 r., w lutym, na polskie ekrany wszedł film, to ludzie już kompletnie powariowali na jej punkcie. Nie będę się rozpisywał na temat gameplay'u, to jest mordobicie. Wyróżniało się mega krwawymi wykończeniami i zeskanowanymi żywymi aktorami, ale to właśnie rewelacyjnie zaprojektowane postacie i historia sprawiły, że Mortala dało się z sukcesem adaptować na filmy, seriale i animacje.
Dla mnie w latach 90-tych, MK to było życie. Kiedy bywałem nad morzem, raju dla graczy ze względu na liczne salony gier, ciągle grałem w MK.
Kiedy odkryłem w Łodzi mały salon (w budynku YMCA, gdzie chodziłem na basen), w którym mieli Ultimate Mortal Kombat 3, to kasa zaczęła iść w koszmarnym tempie xD Wymusiłem na ojcu kupno Segi Saturn, tylko dlatego żebym się w końcu odkleił od tego automatu. UMK3, to był exclusive na Saturna. Nie wiedziałem w co jeszcze mógłbym na tym grać (potem okazało się, że w dużo), ale to nie było ważne, bo wystarczyło to UMK3.
W sumie wiele konsol kupiłem ze względu na MK. PS2 - żeby grać w trylogię Deadly Alliance, Deception i Armageddon oraz Shaolin Monks (rewelacyjnego RPG), PS3 - żeby grać w MKvsDC i MK9, PS Vite - żeby grać MK9 wszędzie. Dwa lata temu kupiłem sobie nawet małą replikę automatu z (chyba) amigową wersją gry, musiałem to sprowadzać ze Stanów.
Sporo gier z tej serii wyszło przez lata i mogę z radością stwierdzić, że większość była bardzo dobra. Gram w Mortal Kombat nieprzerwanie do dziś, kupuję kolejne części oraz różne porty starych części. Na PPE napisałem już kilkanaście blogów na temat MK. Obok Aliensów, jest to moja najdłuższa i najbardziej niesłabnąca pasja. To znacznie więcej niż gra i miała wpływ na wiele dziedzin mojego życia.
Jeśli miałbym wybrać tę jedyną, najbardziej ulubioną część, to zawsze będzie oryginał z 1992 r.
https://www.youtube.com/watch?v=YWJM5q6OK8Y
Tym samym:
Mortal Kombat (seria)
Platformy: PC, Playstation 2, Playstation 3, Playstation 4, Sega Saturn, Nintendo 64, Game Boy Color, Game Boy Advance, Pegasus, PSP, PS Vita, 3DS, Inne
Miałem wrzucić na początek coś innego, ale Góral zapodał MK, więc się niejako pod to podłączę. Mógłbym to zrobić jako komentarz do wpisu Dejmiena, ale muszę zrobić wyjątek, bo Mortal Kombat to moja ulubiona gra i seria ever. Byłoby śmieszne gdybym o tym nie napisał.
Był rok (chyba) 1993, najpóźniej 1994. Często zdarzało mi się wpadać do dwa lata starszego kolegi z bloku, który miał Amigę. Ja w tamtym czasie nie miałem nic. Kolega, Arek, mieszkał na ostatnim piętrze, na łączniku między klatkami. Ich mieszkanie było specyficzne, bo było podzielone na dwie części - jedno główne mieszkanie (praktycznie wielkości kawalerki - jeden duży pokój, mikroskopijna kuchnia i łazienka) oraz dodatkowy pokój, który mieścił się pod drugiej stronie korytarza xD Oznaczało to, że pokój Arka był niemal jak mieszkanie, wchodziło się do niego osobnym wejściem, na klucz, itd. Jedyny minus, o którym wtedy nie myślałem, to problem kiedy budził się w nocy i musiał iść do kibla, do rodziców. W każdym razie, dla mnie pokój Arka to było coś nie z tej ziemi, a stojąca dumnie na biurku Amiga CD TV (Amiga z napędem CD, można było słuchać muzyki z płyt!!!) była idealnym tego dopełnieniem.
Graliśmy głównie w trzy gry - Lotus 2, Street Fighter 2 oraz pierwsze dwa Mortale (liczę już jako jedno). To było pierwsze zetknięcie się z Mortal Kombat.
Amiga miała słabszą grafikę i przed/po każdej walce trzeba było wymieniać dyskietkę (i czekać parę minut), ale to nie było ważne. To był dla mnie przełomowy moment, zresztą MK to był mega podatny grunt. To była pierwsza połowa lat 90-tych w Polsce, trwała jeszcze era VHS, a jej najmodniejszym, najatrakcyjniejszym odłamem były filmy kina kopanego. "Amerykański Ninja" z Dudikoffem, "Kickboxer" i "Krwawy Sport" z Van Dammem, setki filmów z Norrisem, Chanem, Donem "The Dragon" Wilsonem, Lundgrenem, Seagallem, Arniem, Brandonem Lee i klasyki z jego ojcem. Tym żyły dzieciaki i ich ojcowie w tamtym czasie. Kasety z wypożyczalni były zajechane. Piszę o tym, żeby uwypuklić jak popularne było wtedy kopane kino. Mordobicia w grach, to było spełnienie marzeń. Ale Mortal Kombat to było coś więcej.
Lubiłem Street Fightera, zwłaszcza dwójkę i Alpha. Potem lubiłem Virtua Fightera, Tekkena, itd. Ale żadna z tych serii nie miała tej tajemniczej atmosfery, co Mortal. Nie miała też tej fabuły. Wkkrwia mnie kiedy ludzie piszą, że jedyne co się w MK liczy to brutalność i fatality, a fabuła przecież nie jest istotna.
Tak może napisać tylko ktoś, kto mało wie o tej serii. Przez lata, lore rozbudował się tak bardzo, że kolejne części kupuje się wręcz przede wszystkim dla fabuły. Story Mode, który wprowadzono w części 8 (w 2008 r.) to była wisienka na torcie.
W latach 90, MK to była najpopularniejsza w Polsce seria gier. Kiedy w 1996 r., w lutym, na polskie ekrany wszedł film, to ludzie już kompletnie powariowali na jej punkcie. Nie będę się rozpisywał na temat gameplay'u, to jest mordobicie. Wyróżniało się mega krwawymi wykończeniami i zeskanowanymi żywymi aktorami, ale to właśnie rewelacyjnie zaprojektowane postacie i historia sprawiły, że Mortala dało się z sukcesem adaptować na filmy, seriale i animacje.
Dla mnie w latach 90-tych, MK to było życie. Kiedy bywałem nad morzem, raju dla graczy ze względu na liczne salony gier, ciągle grałem w MK.
Kiedy odkryłem w Łodzi mały salon (w budynku YMCA, gdzie chodziłem na basen), w którym mieli Ultimate Mortal Kombat 3, to kasa zaczęła iść w koszmarnym tempie xD Wymusiłem na ojcu kupno Segi Saturn, tylko dlatego żebym się w końcu odkleił od tego automatu. UMK3, to był exclusive na Saturna. Nie wiedziałem w co jeszcze mógłbym na tym grać (potem okazało się, że w dużo), ale to nie było ważne, bo wystarczyło to UMK3.
W sumie wiele konsol kupiłem ze względu na MK. PS2 - żeby grać w trylogię Deadly Alliance, Deception i Armageddon oraz Shaolin Monks (rewelacyjnego RPG), PS3 - żeby grać w MKvsDC i MK9, PS Vite - żeby grać MK9 wszędzie. Dwa lata temu kupiłem sobie nawet małą replikę automatu z (chyba) amigową wersją gry, musiałem to sprowadzać ze Stanów.
Sporo gier z tej serii wyszło przez lata i mogę z radością stwierdzić, że większość była bardzo dobra. Gram w Mortal Kombat nieprzerwanie do dziś, kupuję kolejne części oraz różne porty starych części. Na PPE napisałem już kilkanaście blogów na temat MK. Obok Aliensów, jest to moja najdłuższa i najbardziej niesłabnąca pasja. To znacznie więcej niż gra i miała wpływ na wiele dziedzin mojego życia.
Jeśli miałbym wybrać tę jedyną, najbardziej ulubioną część, to zawsze będzie oryginał z 1992 r.
https://www.youtube.com/watch?v=YWJM5q6OK8Y
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
System Shock 2 - rok wydania 1999.
Pamiętam jak mój szwagier wieki temu opowiadał mi z wypiekami na twarzy o starej grze, która wywarła na nim przeogromne wrażenie.
A mianowicie o System Shock. Pierwszej i jedynej jeszcze wtedy części wydanej w 1994r. Mówił, że gra była tak intensywna i stresująca, że jedynie krótkie
momenty przebywania w windzie dawały chwilę jako takiego wytchnienia.
W 1999r. ukazał się sequel, czyli System Shock 2 stworzony przez Looking Glass Studios i Irrational Games. We wrześniu 2000r. dorwałem demo tej gry. Akurat był u mnie wtedy przez tydzień mój kuzyn z Chojnic.
Codziennie wieczorem graliśmy w to demo srając po gaciach ze strachu. Graliśmy w to demo przez tydzień czasu! Po prostu strach było zrobić dwa kroki do przodu albo wychylić się zza węgła. Coś jak pierwszy raz granie w Alien Isolation, czyli głównie siedzenie w szafkach lub pod stołami. Mimo, że dodawaliśmy sobie odwagi różnymi płynami rozładowującymi stres.
Teraz oczywiście dwie dekady później, znając tę grę na pamięć, jestem w stanie w to grać bez większych problemów. Chociaż przeciwnicy cały czas poruszają się po pewnym obszarze i nigdy nie ma pewności, gdzie akurat są w danym momencie. Dodatkowo potrafią się respawnować na terenach już wcześniej sprawdzonych, co uważam za duży plus.
Ale 20 lat temu SS2 to było nie lada przeżycie. W czasach, kiedy domowy pecet był dopiero czymś nowym, a gry robiły kolosalne wrażenie. Kiedy człowiek nie był rozpieszczony jeszcze przez te wszystkie cuda na kiju, które od lat zalewają rynek robiąc coraz to mniejsze wrażenie. O ile w ogóle. Nie znaliśmy gry kompletnie i nie mieliśmy pojęcia, co czai się za najbliższym rogiem.
Gra stanowi połączenie strzelanki pierwszoosobowej z elementami gry RPG i survival horroru. Tyle, że to nie jest taka typowa strzelanka, gdzie walimy tonami żelastwa z niezliczonej ilości broni. To gra, gdzie każdy nabój jest na wagę złota. Gdzie mamy różne rodzaje amunicji, której skuteczność zależy od rodzaju przeciwnika, z jakim mamy do czynienia.
Akcja rozgrywa się w 2114 roku, na pokładzie eksperymentalnego statku kosmicznego Von Braun, należącego do korporacji TriOptimum. Gracz wciela się w bezimiennego żołnierza, który budzi się z kriogenicznego snu. Wkrótce napotyka zakrwawione zwłoki byłych członków załogi. Szybko dochodzi do pierwszego kontaktu z wrogami. Historię statku i jego załogi poznaje się z zapisów, pozostawionych przez członków załogi. Gra nawiązuje do fabuły pierwszej części gry.
Głównym bohaterem gry oprócz postaci którą kierujemy jest SHODAN (Sentient Hyper-Optimized Data Access Network). Arogancka, cyniczna i manipulatorska sztuczna inteligencja. SHODAN skupia się na technologii pomagającej bohaterowi w jego walce o przeżycie, podkreślając swą wyższość za pomocą stwierdzenia "Twoje ciało jest obrazą wobec doskonałości maszyny". Traktuje wszystkich jak narzędzia i troszczy się o nich tak długo jak są jej potrzebni do osiągnięcia jej celów.
Teraz już wiecie skąd pochodzi moja ksywka.
Na początku gry przechodzimy trzy etapowy proces szkolenia. To ważny moment, bo wybieramy, w jaki sposób chcemy przebrnąć przez grę: jako nieustraszony siejący postrach swoimi spluwami marines (choć wciąż z bardzo ograniczoną ilością amunicji), który wszystkie problemy rozwiązuje siłowo. Jako technik potrafiący przenikać przez sporą część gry sposobem wykorzystując włamy do systemów komputerowych, systemów bezpieczeństwa statków Von Braun i Rickenbacker, unieszkodliwiając wszędobylskie kamery uruchamiające alarmy, przeprogramowując wrogie wieżyczki strzelnicze na swoją korzyść, włamując się do różnych tajnych i niedostępnych pomieszczeń i skrytek. Czy też w końcu jako gość posiadający umiejętności psioniczne. Ja grałem w SS2 wielokrotnie i zazwyczaj wybierałem technika.
Umiejętności nabyte w czasie początkowego szkolenia można potem rozwijać za pomocą zdobytych modułów cybernetycznych.
Postać gracza mierzyć się musi m.in. z uzbrojonymi w strzelby, granaty, bądź stalowe rurki hybrydami, jadowitymi pająkami, larwami, ciskającymi pociskami psionicznymi małpkami doświadczalnymi, robotami, cyborgami i automatycznymi działkami obronnymi. Przeciwnika najczęściej można najpierw usłyszeć, co daje nam zazwyczaj chwilkę na zmianę amunicji na najbardziej skuteczną na danego oponenta, o ile ją oczywiście posiadamy.
Gra ma cyberpunkowy klimat. Grafika jak na tamte czasy była bardzo zaawansowana i szczegółowa. A i po latach wcale nie odrzuca. Ma swój urok i niepowtarzalny klimat.
Wędrówka po nieskończonych pokładach Von Brauna to klaustrofobiczne, przerażające doświadczenie, potęgowane tylko przez znajdowane przez nas na każdym kroku ślady, notatki i nagrania pozostałych członków załogi, po których – w najlepszym wypadku – zostały już tylko wspomnienia.
To gra, która nie straszy prostackimi metodami chwilowego szokowania, lecz nastawia się na bardziej długofalowe działanie. Dzięki temu gracz z czasem sam zacznie się czuć autentycznie osaczony i bez szans w starciu z bezlitosną, sztuczną inteligencją, która gardzi reprezentowanym przez niego gatunkiem ludzkim.
Mocną stroną gry jest też ścieżka dźwiękowa, która potęguje klimat grozy. Niepozbawiona futurystycznej, cyberpunkowej aury, momentami techno, częściej dark ambient. Zawsze bardzo, ale to bardzo niepokojąca.
System Shock 2 to gra bardzo niedoceniona niestety. Czytałem, że pierwsza część gry miała bardzo skomplikowany interfejs, co skutecznie odstraszało graczy preferujących proste zasady sterowania. W System Shock 2 interfejs zdecydowanie uproszczono, ale wspomnienia graczy z cz. 1 skutecznie położyły się cieniem na cz.2. Ludzie lubią jednak rzeczy mało skomplikowane.
Jednakże opinie ludzi, którzy w SS2 grali są w przytłaczającej ilości bardzo pozytywne. Nierzadko można się natknąć na sformułowania typu: gra genialna, kultowa, epicka rozgrywka, najlepsza gra w historii.
I ja się z tym zgadzam. System Shock 2 to mój nr 1 w grach. Stawiam go ciut wyżej nawet od serii Aliens. Seria Obcy to moje królestwo nie tylko w grach, ale SS2 od strony technicznej zostało zrobione jeszcze lepiej. Szczególną zaletą są elementy RPG i rozwój postaci.
Oddałbym naprawdę wiele, aby znowu móc jej nie znać i zagrać po raz pierwszy z duszą na ramieniu.
Poniżej link do SHODANPEDII, czyli angielsko języcznej bazy danych gry.
https://shodan.fandom.com/wiki/System_Shock_2
Gameplay:
https://www.youtube.com/watch?v=QAXafHISULA
Pamiętam jak mój szwagier wieki temu opowiadał mi z wypiekami na twarzy o starej grze, która wywarła na nim przeogromne wrażenie.
A mianowicie o System Shock. Pierwszej i jedynej jeszcze wtedy części wydanej w 1994r. Mówił, że gra była tak intensywna i stresująca, że jedynie krótkie
momenty przebywania w windzie dawały chwilę jako takiego wytchnienia.
W 1999r. ukazał się sequel, czyli System Shock 2 stworzony przez Looking Glass Studios i Irrational Games. We wrześniu 2000r. dorwałem demo tej gry. Akurat był u mnie wtedy przez tydzień mój kuzyn z Chojnic.
Codziennie wieczorem graliśmy w to demo srając po gaciach ze strachu. Graliśmy w to demo przez tydzień czasu! Po prostu strach było zrobić dwa kroki do przodu albo wychylić się zza węgła. Coś jak pierwszy raz granie w Alien Isolation, czyli głównie siedzenie w szafkach lub pod stołami. Mimo, że dodawaliśmy sobie odwagi różnymi płynami rozładowującymi stres.
Teraz oczywiście dwie dekady później, znając tę grę na pamięć, jestem w stanie w to grać bez większych problemów. Chociaż przeciwnicy cały czas poruszają się po pewnym obszarze i nigdy nie ma pewności, gdzie akurat są w danym momencie. Dodatkowo potrafią się respawnować na terenach już wcześniej sprawdzonych, co uważam za duży plus.
Ale 20 lat temu SS2 to było nie lada przeżycie. W czasach, kiedy domowy pecet był dopiero czymś nowym, a gry robiły kolosalne wrażenie. Kiedy człowiek nie był rozpieszczony jeszcze przez te wszystkie cuda na kiju, które od lat zalewają rynek robiąc coraz to mniejsze wrażenie. O ile w ogóle. Nie znaliśmy gry kompletnie i nie mieliśmy pojęcia, co czai się za najbliższym rogiem.
Gra stanowi połączenie strzelanki pierwszoosobowej z elementami gry RPG i survival horroru. Tyle, że to nie jest taka typowa strzelanka, gdzie walimy tonami żelastwa z niezliczonej ilości broni. To gra, gdzie każdy nabój jest na wagę złota. Gdzie mamy różne rodzaje amunicji, której skuteczność zależy od rodzaju przeciwnika, z jakim mamy do czynienia.
Akcja rozgrywa się w 2114 roku, na pokładzie eksperymentalnego statku kosmicznego Von Braun, należącego do korporacji TriOptimum. Gracz wciela się w bezimiennego żołnierza, który budzi się z kriogenicznego snu. Wkrótce napotyka zakrwawione zwłoki byłych członków załogi. Szybko dochodzi do pierwszego kontaktu z wrogami. Historię statku i jego załogi poznaje się z zapisów, pozostawionych przez członków załogi. Gra nawiązuje do fabuły pierwszej części gry.
Głównym bohaterem gry oprócz postaci którą kierujemy jest SHODAN (Sentient Hyper-Optimized Data Access Network). Arogancka, cyniczna i manipulatorska sztuczna inteligencja. SHODAN skupia się na technologii pomagającej bohaterowi w jego walce o przeżycie, podkreślając swą wyższość za pomocą stwierdzenia "Twoje ciało jest obrazą wobec doskonałości maszyny". Traktuje wszystkich jak narzędzia i troszczy się o nich tak długo jak są jej potrzebni do osiągnięcia jej celów.
Teraz już wiecie skąd pochodzi moja ksywka.
Na początku gry przechodzimy trzy etapowy proces szkolenia. To ważny moment, bo wybieramy, w jaki sposób chcemy przebrnąć przez grę: jako nieustraszony siejący postrach swoimi spluwami marines (choć wciąż z bardzo ograniczoną ilością amunicji), który wszystkie problemy rozwiązuje siłowo. Jako technik potrafiący przenikać przez sporą część gry sposobem wykorzystując włamy do systemów komputerowych, systemów bezpieczeństwa statków Von Braun i Rickenbacker, unieszkodliwiając wszędobylskie kamery uruchamiające alarmy, przeprogramowując wrogie wieżyczki strzelnicze na swoją korzyść, włamując się do różnych tajnych i niedostępnych pomieszczeń i skrytek. Czy też w końcu jako gość posiadający umiejętności psioniczne. Ja grałem w SS2 wielokrotnie i zazwyczaj wybierałem technika.
Umiejętności nabyte w czasie początkowego szkolenia można potem rozwijać za pomocą zdobytych modułów cybernetycznych.
Postać gracza mierzyć się musi m.in. z uzbrojonymi w strzelby, granaty, bądź stalowe rurki hybrydami, jadowitymi pająkami, larwami, ciskającymi pociskami psionicznymi małpkami doświadczalnymi, robotami, cyborgami i automatycznymi działkami obronnymi. Przeciwnika najczęściej można najpierw usłyszeć, co daje nam zazwyczaj chwilkę na zmianę amunicji na najbardziej skuteczną na danego oponenta, o ile ją oczywiście posiadamy.
Gra ma cyberpunkowy klimat. Grafika jak na tamte czasy była bardzo zaawansowana i szczegółowa. A i po latach wcale nie odrzuca. Ma swój urok i niepowtarzalny klimat.
Wędrówka po nieskończonych pokładach Von Brauna to klaustrofobiczne, przerażające doświadczenie, potęgowane tylko przez znajdowane przez nas na każdym kroku ślady, notatki i nagrania pozostałych członków załogi, po których – w najlepszym wypadku – zostały już tylko wspomnienia.
To gra, która nie straszy prostackimi metodami chwilowego szokowania, lecz nastawia się na bardziej długofalowe działanie. Dzięki temu gracz z czasem sam zacznie się czuć autentycznie osaczony i bez szans w starciu z bezlitosną, sztuczną inteligencją, która gardzi reprezentowanym przez niego gatunkiem ludzkim.
Mocną stroną gry jest też ścieżka dźwiękowa, która potęguje klimat grozy. Niepozbawiona futurystycznej, cyberpunkowej aury, momentami techno, częściej dark ambient. Zawsze bardzo, ale to bardzo niepokojąca.
System Shock 2 to gra bardzo niedoceniona niestety. Czytałem, że pierwsza część gry miała bardzo skomplikowany interfejs, co skutecznie odstraszało graczy preferujących proste zasady sterowania. W System Shock 2 interfejs zdecydowanie uproszczono, ale wspomnienia graczy z cz. 1 skutecznie położyły się cieniem na cz.2. Ludzie lubią jednak rzeczy mało skomplikowane.
Jednakże opinie ludzi, którzy w SS2 grali są w przytłaczającej ilości bardzo pozytywne. Nierzadko można się natknąć na sformułowania typu: gra genialna, kultowa, epicka rozgrywka, najlepsza gra w historii.
I ja się z tym zgadzam. System Shock 2 to mój nr 1 w grach. Stawiam go ciut wyżej nawet od serii Aliens. Seria Obcy to moje królestwo nie tylko w grach, ale SS2 od strony technicznej zostało zrobione jeszcze lepiej. Szczególną zaletą są elementy RPG i rozwój postaci.
Oddałbym naprawdę wiele, aby znowu móc jej nie znać i zagrać po raz pierwszy z duszą na ramieniu.
Poniżej link do SHODANPEDII, czyli angielsko języcznej bazy danych gry.
https://shodan.fandom.com/wiki/System_Shock_2
Gameplay:
https://www.youtube.com/watch?v=QAXafHISULA
-
mintaj
- Posty: 6856
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Zrobię to, bo ktoś to kurde musiał zrobić
Seria GTA
Platformy na których miałem okazję ogrywać (wszystkich na których wydano jakieś odsłony było za wiele i pewnie bym coś pominął xd): PC, PS2, PS3, PSP, PSV, NDS, Android
O samych grach nie wiem czy jest w ogóle sens pisać - napisano już wszystko i wiele razy, nie ma szans na to, by ktoś kto miał komputer w latach zerowych nie miał styczności z tą serią, generalnie to chyba trzeba żyć pod kamieniem i/lub totalnie w dupie mieć gry video, by nie zetknąć się z tą serią, zapewne każdy z was wie jak wygląda fabuła poszczególnych odsłon, gameplay itp.
Moja przygoda z tą serią zaczęła się jesienią 2003, bodaj w październiku. Było dość zimne, październikowe popołudnie, a ja odwiedziłem swojego kolegę Mariusza, do którego często chadzałem wtedy NA KOMPUTER i z którym spędzaliśmy całe dnie na obczajaniu gierek wszelkiej maści. Spektrum gatunkowe było różne, zazwyczaj były to TPSy, czasem jakieś symulatory sportowe i wyścigowe, sporadycznie RPGi (tu już od razu mogę powiedzieć, że ten kolega pojawi się jeszcze przy opisie innego, równie kultowego w Polsce RPGa). Gdy jako jedenastoletni berbeć ujrzałem grę, w której sterowało się typemw hawajskiej koszuli i w której dało się STRZELAĆ i JEŹDZIĆ oczy mi prawie wylazły z orbit z niedowierzania (znakomita większość gier z tamtego czasu nie pozwalała na tak "zróżnicowane" możliwości). To była moja pierwsza styczność z tą serią, to wtedy wszystko się zaczęło.
Jakiś czas później dostałem już własny komputer, a niedługo potem - własny (ofc piracki, bo jakżeby inaczej) egzemplarz tej giery. Spędziłem w niej w pizdę czasu, ukończyłem nawet ze 3 razy (z czego raz na jakieś ~90% bo mi sie nie chcialo tych akrobacji robić xd) i słowo daję, na swoim pierwszym komputerze to ja tę grę do jakiegoś 2007 roku trzymałem, ale pod koniec to już tylko po to, by brat mógł się pobawić w instalowanie samochodów z modów.
Fun fact: mój przegrany egzemplarz miał na płytce napisane NO AUDIO, byłem przez to pewien, ze ta kopia po prostu nie zawierała plików dzwiekowych z jakichs tam przyczyn, zwlaszcza ze podczas instalacji nie było możliwości wyboru wersji audio. Po latach się okazało, że pliki audio są, tylko trzeba poczekać podczas instalacji aż się załadują....
W międzyczasie było lato 2005. Ja wtedy skończyłem podstawówkę i w wakacje pojechałem do mojego wuja, który był wtedy pecetowcem nerdem i zawsze nam pokazywał growe nowosci. I u niego właśnie ujrzałęm pierwszy raz SA NANDREAS. O tej grze także napisano epopeje. Pamiętam że akurat moje pierwsze wrażenie było raczej... takie se. Jakiś czarnuch z osiedla zamiast fajnego gościa? Taka paskudna grafika? (moze bylem wyposzczony, ale juz w 2005 imo ta gra wygladała mocno przeciętnie). Ale baardzo szybko zmieniłem zdanie, jeszcze podczas pobytu u wujka grałem w te gierkę tyle, że potrafiła mi się mieszać z rzeczywistością, a potem grywałem w nią u siebie.
Cudowny tytuł, chocaiż paradoksalnie bardzo długo nie mogłem go, z różnorakich przyczyn, ukończyć. A to wywalało mi grę w jednym quescie, a to się gdzieś zacinałem (ale nigdy na tym quescie z pociągiem, on wcale nie był taki trudny, imo o wiele gorsza i podlejsza była szkoła latania), a to cholera wie co. Ukończyłem całość dopiero w 2013 roku, już wtedy gdy ta gra była klasykiem, ale zanim została przeforsowana przez memy (czyli w odpowiednim momencie). W sumie to do dziś jest bardzo grywalny tytuł, jeśli sie przymknie oko na szatę graficzną - nawet gameplay nie jest jakiś szczególnie archaiczny, a zróżnicowanie mapy i ogrom możliwości do dziś robią wrażenie.
Gdzieś tutaj tylko wspomnę że w okolicach 2009 roku widziałem pierwszy raz GTA 4 i zagrałem w GTA 3 - nie polubiłem się jakoś z tą odsłoną, ale poznawana w tej kolejności chyba nie miała prawa mnie porwać). Ogrywałem też Liberty City Stories, ale pamiętam te grę tylko z powodu tego, że była nieźle ZRYTA.
W każdym razie zbliżamy się do roku 2010, więc tego, w którym założyłem konto na tym forum. Latem mój brat kupił PS2 i pamiętam, że wtedy ogrywałem na tej konsoli Vice City Stories. Świetny, niedoceniony tytuł, z wybitną ścieżką dźwiękową: The Cure, Depeche Mode, New Order, ciekawym głównym bohaterem i paroma fajnymi motywami. No i wtedy też dostałem swój egzemplarz czwórki. To do dziś moja ulubiona odsłona, z mrocznym, gęstym klimatem, świetnym miastem, wybitnie napisanym głównym bohaterem. Po "kreskówkowym" i przerysowanym wręcz San Andreas to był wręcz inny kosmos widzieć realistyczny model fizyki oraz zniszczeń, tbh to takie rzeczy jak policja aresztująca npców do dziś robi wielkie wrażenie. Ceną za ten rozmach były kosmiczne wymagania sprzętowe, dzięki którym ta gra do zdiś sprawia problemy relatywnie mocnym sprzętom, ale i tak wracam do niej co jakiś czas z niekłamaną przyjemnością.
W przeciwieństwie do piątki, którą ogrywałem w 2015 roku. Wtedy robiła na mnie duże wrażenie: trójka protagonistów, w tym hehe zabawny Trevor, nawiązania do popkultury (które już kumałem) ciekawe, zróżnicowane questy (mimo mego uwielbienia do czwórki przyznaję, że jednak większość questów była dość schematyczna, bo po prostu polegała na podjechaniu do danego punktu i wybiciu wszystkich w pień), humor i dystans, oraz naprawdę ładna grafika. Po latach niestety ta grafika nie jest aż tak ładna, humor zestarzał się jak mleko, tak samo jak sama (notabene wybitnie prosta) gra.
No i polityka Rockstara w związku z tą grą (remastery na kolejne konsole, rozbudowywanie trybu Online, olanie obiecywanego DLC) jest, co tu dużo kryć, CHUJOWA, nawet nie czekam na szóstkę.
Pisząc o tej serii warto wspomnieć o rozbudowanym lore: od czwórki w każdej odsłonie istnieje rozbudowany, wewnętrzny system medialny z serwisami informacyjnymi, stacjami tv oraz radiostacjami, polecam sobie przejrzeć GTA Wikię (ale te po angielsku) gdzie można nawet przejrzeć zmiany w redakcjach fikcyjnych portali informacyjnych na przestrzeni odsłon oraz artykuły o fikcyjnych odpowiednikach realnych produktów. xd
Nie wiem jak spuentować ten wywód o moim dorastaniu z GTA w tle, więc tylko dodam, że o ile samo GTA 2 raczej jako giera mnie nie porwało, bo było po prostu zbyt trudne, tak absolutnie kocham ten unikalny, cyberpunkowy klimat tego tytułu <3
Seria GTA
Platformy na których miałem okazję ogrywać (wszystkich na których wydano jakieś odsłony było za wiele i pewnie bym coś pominął xd): PC, PS2, PS3, PSP, PSV, NDS, Android
O samych grach nie wiem czy jest w ogóle sens pisać - napisano już wszystko i wiele razy, nie ma szans na to, by ktoś kto miał komputer w latach zerowych nie miał styczności z tą serią, generalnie to chyba trzeba żyć pod kamieniem i/lub totalnie w dupie mieć gry video, by nie zetknąć się z tą serią, zapewne każdy z was wie jak wygląda fabuła poszczególnych odsłon, gameplay itp.
Moja przygoda z tą serią zaczęła się jesienią 2003, bodaj w październiku. Było dość zimne, październikowe popołudnie, a ja odwiedziłem swojego kolegę Mariusza, do którego często chadzałem wtedy NA KOMPUTER i z którym spędzaliśmy całe dnie na obczajaniu gierek wszelkiej maści. Spektrum gatunkowe było różne, zazwyczaj były to TPSy, czasem jakieś symulatory sportowe i wyścigowe, sporadycznie RPGi (tu już od razu mogę powiedzieć, że ten kolega pojawi się jeszcze przy opisie innego, równie kultowego w Polsce RPGa). Gdy jako jedenastoletni berbeć ujrzałem grę, w której sterowało się typemw hawajskiej koszuli i w której dało się STRZELAĆ i JEŹDZIĆ oczy mi prawie wylazły z orbit z niedowierzania (znakomita większość gier z tamtego czasu nie pozwalała na tak "zróżnicowane" możliwości). To była moja pierwsza styczność z tą serią, to wtedy wszystko się zaczęło.
Jakiś czas później dostałem już własny komputer, a niedługo potem - własny (ofc piracki, bo jakżeby inaczej) egzemplarz tej giery. Spędziłem w niej w pizdę czasu, ukończyłem nawet ze 3 razy (z czego raz na jakieś ~90% bo mi sie nie chcialo tych akrobacji robić xd) i słowo daję, na swoim pierwszym komputerze to ja tę grę do jakiegoś 2007 roku trzymałem, ale pod koniec to już tylko po to, by brat mógł się pobawić w instalowanie samochodów z modów.
Fun fact: mój przegrany egzemplarz miał na płytce napisane NO AUDIO, byłem przez to pewien, ze ta kopia po prostu nie zawierała plików dzwiekowych z jakichs tam przyczyn, zwlaszcza ze podczas instalacji nie było możliwości wyboru wersji audio. Po latach się okazało, że pliki audio są, tylko trzeba poczekać podczas instalacji aż się załadują....
W międzyczasie było lato 2005. Ja wtedy skończyłem podstawówkę i w wakacje pojechałem do mojego wuja, który był wtedy pecetowcem nerdem i zawsze nam pokazywał growe nowosci. I u niego właśnie ujrzałęm pierwszy raz SA NANDREAS. O tej grze także napisano epopeje. Pamiętam że akurat moje pierwsze wrażenie było raczej... takie se. Jakiś czarnuch z osiedla zamiast fajnego gościa? Taka paskudna grafika? (moze bylem wyposzczony, ale juz w 2005 imo ta gra wygladała mocno przeciętnie). Ale baardzo szybko zmieniłem zdanie, jeszcze podczas pobytu u wujka grałem w te gierkę tyle, że potrafiła mi się mieszać z rzeczywistością, a potem grywałem w nią u siebie.
Cudowny tytuł, chocaiż paradoksalnie bardzo długo nie mogłem go, z różnorakich przyczyn, ukończyć. A to wywalało mi grę w jednym quescie, a to się gdzieś zacinałem (ale nigdy na tym quescie z pociągiem, on wcale nie był taki trudny, imo o wiele gorsza i podlejsza była szkoła latania), a to cholera wie co. Ukończyłem całość dopiero w 2013 roku, już wtedy gdy ta gra była klasykiem, ale zanim została przeforsowana przez memy (czyli w odpowiednim momencie). W sumie to do dziś jest bardzo grywalny tytuł, jeśli sie przymknie oko na szatę graficzną - nawet gameplay nie jest jakiś szczególnie archaiczny, a zróżnicowanie mapy i ogrom możliwości do dziś robią wrażenie.
Gdzieś tutaj tylko wspomnę że w okolicach 2009 roku widziałem pierwszy raz GTA 4 i zagrałem w GTA 3 - nie polubiłem się jakoś z tą odsłoną, ale poznawana w tej kolejności chyba nie miała prawa mnie porwać). Ogrywałem też Liberty City Stories, ale pamiętam te grę tylko z powodu tego, że była nieźle ZRYTA.
W każdym razie zbliżamy się do roku 2010, więc tego, w którym założyłem konto na tym forum. Latem mój brat kupił PS2 i pamiętam, że wtedy ogrywałem na tej konsoli Vice City Stories. Świetny, niedoceniony tytuł, z wybitną ścieżką dźwiękową: The Cure, Depeche Mode, New Order, ciekawym głównym bohaterem i paroma fajnymi motywami. No i wtedy też dostałem swój egzemplarz czwórki. To do dziś moja ulubiona odsłona, z mrocznym, gęstym klimatem, świetnym miastem, wybitnie napisanym głównym bohaterem. Po "kreskówkowym" i przerysowanym wręcz San Andreas to był wręcz inny kosmos widzieć realistyczny model fizyki oraz zniszczeń, tbh to takie rzeczy jak policja aresztująca npców do dziś robi wielkie wrażenie. Ceną za ten rozmach były kosmiczne wymagania sprzętowe, dzięki którym ta gra do zdiś sprawia problemy relatywnie mocnym sprzętom, ale i tak wracam do niej co jakiś czas z niekłamaną przyjemnością.
W przeciwieństwie do piątki, którą ogrywałem w 2015 roku. Wtedy robiła na mnie duże wrażenie: trójka protagonistów, w tym hehe zabawny Trevor, nawiązania do popkultury (które już kumałem) ciekawe, zróżnicowane questy (mimo mego uwielbienia do czwórki przyznaję, że jednak większość questów była dość schematyczna, bo po prostu polegała na podjechaniu do danego punktu i wybiciu wszystkich w pień), humor i dystans, oraz naprawdę ładna grafika. Po latach niestety ta grafika nie jest aż tak ładna, humor zestarzał się jak mleko, tak samo jak sama (notabene wybitnie prosta) gra.
No i polityka Rockstara w związku z tą grą (remastery na kolejne konsole, rozbudowywanie trybu Online, olanie obiecywanego DLC) jest, co tu dużo kryć, CHUJOWA, nawet nie czekam na szóstkę.
Pisząc o tej serii warto wspomnieć o rozbudowanym lore: od czwórki w każdej odsłonie istnieje rozbudowany, wewnętrzny system medialny z serwisami informacyjnymi, stacjami tv oraz radiostacjami, polecam sobie przejrzeć GTA Wikię (ale te po angielsku) gdzie można nawet przejrzeć zmiany w redakcjach fikcyjnych portali informacyjnych na przestrzeni odsłon oraz artykuły o fikcyjnych odpowiednikach realnych produktów. xd
Nie wiem jak spuentować ten wywód o moim dorastaniu z GTA w tle, więc tylko dodam, że o ile samo GTA 2 raczej jako giera mnie nie porwało, bo było po prostu zbyt trudne, tak absolutnie kocham ten unikalny, cyberpunkowy klimat tego tytułu <3
DEPESZWIZJA 118: edycja instrumentalna (bez ambientu)
DO WTORKU POŁUDNIA
DO WTORKU POŁUDNIA
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Około 2002 roku, grałem dużo z kumplem w GTA 2. Jego piracka wersja miała jakieś ruskie wstawki audio, co nas mocno wkurzało. Znaleźliśmy folder z tymi plikami i zaczęliśmy nagrywać własne wersje żeby je potem podmienić. Szybko nam się odechciało, ale trochę audio udało się wymienić, przez co przy każdym zebraniu broni, komputer wył moim głosem "PIZDOLECIK", itd. Co za czasy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10306
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja mam taką skalę wyboru, że chętnie dostosuję się do tego, co ktoś podrzuca. Tym razem wyręcza mnie Mentos 
Seria GTA, a właściwie to GTA2, GTA3, Vice City i San Andreas
Platformy: PS1, PC
GTA2. W sumie to już nawet nie pamiętam jak to się stało, że pewnego dnia w domu znalazła się "trylogia" GTA na PS1. Albo to zasługa starszego brata albo dalszej rodzinki, która przywoziła różne fanty do domu. Trylogia, bo było tam pierwsze GTA, dodatki londyńskie i GTA2. Swoją drogą to jedyna część gry, którą przechodziłem na plajtajszyn, reszta już na komputerach/laptopach. Te pierwsze nigdy mnie nie zainteresowały, do tego ten specyficzny niezmienialny widok typu widać z góry. GTA2 miała jednak bardziej rozwiniętą fabułę, ciekawsze misje poboczne, dało się wciągnąć. Miałem jednak te 11-12 lat, kiedy najwięcej czasu poświęciłem tej odsłonie serii, do końca jej nie przeszedłem, ale te setki godzin pamiętam do dzisiaj dość wyraźnie. Jakbym dobrze poszukał, to pewnie bym znalazł i dzisiaj w domu, choć za dobry stan nie ręczę.
GTA3. Najświeższy temat, bo w 2020 roku przechodziłem po raz drugi, a parę dni temu sentymentalnie wszedłem zobaczyć i chwilę się powozić po dość oszczędnej, ale różnorodnej mapie. Nie znam wszystkich gier z serii, moja historia z GTA zaczyna się dość wcześnie na San Andreas, potem było Vice City, wspominana już dwójka, a dopiero potem trójka. Na nowsze odsłony nie byłem nigdy dostatecznie kasiasty. Czwórka pojawiła się wtedy, kiedy jeszcze sam bym sobie nie mógł jej kupić, choć siedziałem jeszcze dość mocno w grach. Piątka to już czas, w którym od gier odciąłem się definitywnie, a zdobywane pieniądze wydawałem na zupełnie inne rzeczy, gry do dziś nie są w kręgu moich zainteresowań poza pewnymi wyjątkami, o których z pewnością jeszcze tu wspomnę. Wracając... to chyba najbardziej satysfakcjonująca mnie część, bo jako jedyną przeszedłem w całości. Uwieczniony moment dziejowy, przyzwoity soundtrack, bardzo dobrze wykonana grafika jak na czas wydania, interesująca akcja - to wszystko zadziałało. Wracam z sentymentem, choć pewne aspekty są dość złośliwe, np. trudności w swobodnym poruszaniu się po mapie. W pewnym momencie gangsterka reaguje na tyle złośliwie, że wystarczy kilka chwil kręcenia się po wybranych dzielnicach by wylecieć w powietrze. To jednak tylko drobny mankament. Specyficzna mglistość, przytłumienie GTA3 robi robotę.
Vice City. Kolejny powrót myślami do podstawówki. Wtedy to były tylko krótkie momenty związane z pobytem u starszego brata, który ogrywał pod koniec pierwszej dekady XXI wieku zarówno SA jak i VC. W okresie gimnazjum miałem już okazję przechodzić samemu w domu, ale tylko do pewnego momentu, bo zakupiona płyta musiała być w pewnym stopniu uszkodzona i na pewnym etapie dalsze przechodzenie misji było niemożliwe. Najlepiej pamiętam wyścigi, oczywiście znowu bogaty soundtrack osadzony w perłach lat 80' i starszych ciekawostkach i miejsca charakterystyczne, takie jak dzielnice latynoskie czy opuszczona wyspa ze studiem filmowym czy willami w ruinie.
San Andreas. Od tego wszystko się zaczęło i nie może skończyć. Poznane bogate światy muzyczne, fascynująco zbudowany mikroświat, szerokie spektrum misji pobocznych - dawniej ostatnią rzeczą, która mnie interesowała, było przechodzenie właściwej gry xD Dla mnie San Andreas to kanoniczne dzieło popkultury XXI wieku, które mimo technologicznego zestarzenia się w innych aspektach jest już wieczne. Czekam na moment, w którym znowu natchnie mnie do zakupienia tego tytułu jeszcze raz i pełnoprawnego przejścia po bożemu od początku do końca. Te 10-11 lat temu cieszyłem się jeszcze całą otoczką, oglądałem filmiki z ciekawostkami, parodie z IVONĄ, taak, to było przejmujące. Ostatnio na przełomie gimnazjum/liceum bawiłem się z różnymi modami, przede wszystkim wgrywane były inne modele pojazdów czy ciekawe dodatki typu paliwo czy jazda pociągiem po innym torze...
Z GTA wiąże się historia na całe lata grania, wgłębiania się w światy poszczególnych części, najróżniejsze doświadczenia wokół samych gier. To pewnie jeden z tych czynników, o którym za często nie myślę w ten sposób, ale który w pewnym sensie dość istotnie na mnie wpłynął. A do tego dawał dużo frajdy.
Seria GTA, a właściwie to GTA2, GTA3, Vice City i San Andreas
Platformy: PS1, PC
GTA2. W sumie to już nawet nie pamiętam jak to się stało, że pewnego dnia w domu znalazła się "trylogia" GTA na PS1. Albo to zasługa starszego brata albo dalszej rodzinki, która przywoziła różne fanty do domu. Trylogia, bo było tam pierwsze GTA, dodatki londyńskie i GTA2. Swoją drogą to jedyna część gry, którą przechodziłem na plajtajszyn, reszta już na komputerach/laptopach. Te pierwsze nigdy mnie nie zainteresowały, do tego ten specyficzny niezmienialny widok typu widać z góry. GTA2 miała jednak bardziej rozwiniętą fabułę, ciekawsze misje poboczne, dało się wciągnąć. Miałem jednak te 11-12 lat, kiedy najwięcej czasu poświęciłem tej odsłonie serii, do końca jej nie przeszedłem, ale te setki godzin pamiętam do dzisiaj dość wyraźnie. Jakbym dobrze poszukał, to pewnie bym znalazł i dzisiaj w domu, choć za dobry stan nie ręczę.
GTA3. Najświeższy temat, bo w 2020 roku przechodziłem po raz drugi, a parę dni temu sentymentalnie wszedłem zobaczyć i chwilę się powozić po dość oszczędnej, ale różnorodnej mapie. Nie znam wszystkich gier z serii, moja historia z GTA zaczyna się dość wcześnie na San Andreas, potem było Vice City, wspominana już dwójka, a dopiero potem trójka. Na nowsze odsłony nie byłem nigdy dostatecznie kasiasty. Czwórka pojawiła się wtedy, kiedy jeszcze sam bym sobie nie mógł jej kupić, choć siedziałem jeszcze dość mocno w grach. Piątka to już czas, w którym od gier odciąłem się definitywnie, a zdobywane pieniądze wydawałem na zupełnie inne rzeczy, gry do dziś nie są w kręgu moich zainteresowań poza pewnymi wyjątkami, o których z pewnością jeszcze tu wspomnę. Wracając... to chyba najbardziej satysfakcjonująca mnie część, bo jako jedyną przeszedłem w całości. Uwieczniony moment dziejowy, przyzwoity soundtrack, bardzo dobrze wykonana grafika jak na czas wydania, interesująca akcja - to wszystko zadziałało. Wracam z sentymentem, choć pewne aspekty są dość złośliwe, np. trudności w swobodnym poruszaniu się po mapie. W pewnym momencie gangsterka reaguje na tyle złośliwie, że wystarczy kilka chwil kręcenia się po wybranych dzielnicach by wylecieć w powietrze. To jednak tylko drobny mankament. Specyficzna mglistość, przytłumienie GTA3 robi robotę.
Vice City. Kolejny powrót myślami do podstawówki. Wtedy to były tylko krótkie momenty związane z pobytem u starszego brata, który ogrywał pod koniec pierwszej dekady XXI wieku zarówno SA jak i VC. W okresie gimnazjum miałem już okazję przechodzić samemu w domu, ale tylko do pewnego momentu, bo zakupiona płyta musiała być w pewnym stopniu uszkodzona i na pewnym etapie dalsze przechodzenie misji było niemożliwe. Najlepiej pamiętam wyścigi, oczywiście znowu bogaty soundtrack osadzony w perłach lat 80' i starszych ciekawostkach i miejsca charakterystyczne, takie jak dzielnice latynoskie czy opuszczona wyspa ze studiem filmowym czy willami w ruinie.
San Andreas. Od tego wszystko się zaczęło i nie może skończyć. Poznane bogate światy muzyczne, fascynująco zbudowany mikroświat, szerokie spektrum misji pobocznych - dawniej ostatnią rzeczą, która mnie interesowała, było przechodzenie właściwej gry xD Dla mnie San Andreas to kanoniczne dzieło popkultury XXI wieku, które mimo technologicznego zestarzenia się w innych aspektach jest już wieczne. Czekam na moment, w którym znowu natchnie mnie do zakupienia tego tytułu jeszcze raz i pełnoprawnego przejścia po bożemu od początku do końca. Te 10-11 lat temu cieszyłem się jeszcze całą otoczką, oglądałem filmiki z ciekawostkami, parodie z IVONĄ, taak, to było przejmujące. Ostatnio na przełomie gimnazjum/liceum bawiłem się z różnymi modami, przede wszystkim wgrywane były inne modele pojazdów czy ciekawe dodatki typu paliwo czy jazda pociągiem po innym torze...
Z GTA wiąże się historia na całe lata grania, wgłębiania się w światy poszczególnych części, najróżniejsze doświadczenia wokół samych gier. To pewnie jeden z tych czynników, o którym za często nie myślę w ten sposób, ale który w pewnym sensie dość istotnie na mnie wpłynął. A do tego dawał dużo frajdy.
-
devotional
- Posty: 7378
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Biorę udział, wrzucę opis po południu!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13787
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Grand Theft Auto
(grałem w:
GTA 1 na PC
GTA Londyn 1969 i 1961 na PC
GTA 2 na PC
GTA 3 na PC i Android
GTA Vice City na PS2, PC i Android
GTA San Andreas na PC i Android
GTA Liberty City Stories na Android
GTA Vice City Stories (emulator PSP na Android)
GTA 4 + DLC na PC
GTA 5 na PC)
Z serią GTA mam relację długą i piękną, zaczęła się od GTA 2 u kolegi do którego przychodziłem NA KOMPUTER, potem rok 2003 i wspomniane przeze mnie PS2 oraz GTA Vice City. Potem nadrobiłem GTA 3 w 2004 i rok później ciorałem już w San Andreas. I tak dalej aż pobrałem piątkę z Epic Games Store za darmoche hehe. Jednak od czasu premiery 4 części i wejścia w epokę gier HD ciśnienie na granie mi spadło, Rockstar znacząco zmienił podejście do produkcji tych gier. Najmilej wspominam jednak serię 3D czyli 3, VC i SA, każda z nich jest unikatowa i ma swój niepowtarzalny klimat. VC w pewnym sensie najbardziej wyważone mi się wydaje, w odróżnieniu od trójki mamy głównego bohatera o konkretnym imieniu i nazwisku, który ma głos podkładany przez aktora z prawdziwego zdarzenia (Ray Liotta), świetną obsadę również w pozostałych rolach, fantastyczny scenariusz czerpiący mocno z ejtisowego kina, wiele nawiązań do popkultury i odrobinę indywidualności nadaną temu bohaterowi naszemu. Mam tu na myśli fakt że pojawiają się pierwsze safehouse'y które możemy dowolnie kupować, biznesy które możemy przejmować i kilka różnych przebrań ale nie ma też przesady w tym i wszystko jest dość unikatowe. Domki na sprzedaż są w miarę wyróżniające się, biznesy zróżnicowane i nieraz będące przykrywką dla ciemnych interesów jedynie a przebrań jest kilka i nie są przekombinowane - osobiście wolę to niż spędzanie czasu na robieniu zakupów i dobieraniu dodatków do nowego stroju. San Andreas miało już mniej ciekawe biznesy, za dużo ciuchów i pierdółek w stylu fryzjer, siłka czy żarcie bez którego z czasem bohater głodniał i tracił siły witalne. Czasem po prostu mniej znaczy więcej i pod pewnymi względami nawet chętniej mogę sięgnąć po VC czy GTA 3 niż San Andreas. Również scenariusz gry był bardziej naciągany wg mnie od VC a główny bohater bardziej memiczny co po latach wyszło na jaw w necie, nie był to taki typowy twardziel pokroju Pana Vercetti z Vice City, był nieco bardziej komediowy jak i kilku innych bohaterów. Jeśli chodzi o plusy San Andreas z kolei to na pewno fajnym dodatkiem był fakt że bohater w końcu umiał pływać oraz wspinać się na dachy czy przeskakiwać przez płoty, to o wiele bardziej umożliwiało zwiedzanie różnych zakamarków, chwilami nawet sam parkour przez getto był fajną zabawą. Druga rzecz to wojny gangów które sprawiły że jeśli tylko nie przejąłeś kontroli nad całym miastem to ciągle było coś do roboty i ludki do wystrzelenia, zaś sama walka chwilami wymagała odrobiny taktyki i przemyślenia, znalezienia osłony itd. GTA 4 ponownie wróciło do oferowania mniej ale w zamian dawało konkretny klimat miasta zaś GTA 5 wydaje mi się oferuje po prostu o wiele za dużo i nie wiadomo na czym się skupić podczas rozgrywki. Do tego dochodzi 3 protagonistów co jeszcze bardziej rozwadnia klimat i nie idzie się jakoś chyba utożsamiać z żadnym z nich. Również soundtrackowo czuć zmianę od czasu wejścia w epokę HD, jednak radia z trójwymiarowej trylogii były bardziej spójne i miały swój wyrazisty charakter.
Trudno mi wybrać jedną ulubioną część z serii, wybór myślę na pewno padłby między Vice City a San Andreas, idealnym byłoby połączenie najlepszych rzeczy z obu gier co paradoksalnie pomimo że niejako zostało zrealizowane w formie Vice City Stories wcale mnie jakoś nie porwało (może na odbiór ma też tu wpływ doboru głównego bohatera którego - jeśli ktoś grał w Vice City - los w sumie jest znany od początku).
(grałem w:
GTA 1 na PC
GTA Londyn 1969 i 1961 na PC
GTA 2 na PC
GTA 3 na PC i Android
GTA Vice City na PS2, PC i Android
GTA San Andreas na PC i Android
GTA Liberty City Stories na Android
GTA Vice City Stories (emulator PSP na Android)
GTA 4 + DLC na PC
GTA 5 na PC)
Z serią GTA mam relację długą i piękną, zaczęła się od GTA 2 u kolegi do którego przychodziłem NA KOMPUTER, potem rok 2003 i wspomniane przeze mnie PS2 oraz GTA Vice City. Potem nadrobiłem GTA 3 w 2004 i rok później ciorałem już w San Andreas. I tak dalej aż pobrałem piątkę z Epic Games Store za darmoche hehe. Jednak od czasu premiery 4 części i wejścia w epokę gier HD ciśnienie na granie mi spadło, Rockstar znacząco zmienił podejście do produkcji tych gier. Najmilej wspominam jednak serię 3D czyli 3, VC i SA, każda z nich jest unikatowa i ma swój niepowtarzalny klimat. VC w pewnym sensie najbardziej wyważone mi się wydaje, w odróżnieniu od trójki mamy głównego bohatera o konkretnym imieniu i nazwisku, który ma głos podkładany przez aktora z prawdziwego zdarzenia (Ray Liotta), świetną obsadę również w pozostałych rolach, fantastyczny scenariusz czerpiący mocno z ejtisowego kina, wiele nawiązań do popkultury i odrobinę indywidualności nadaną temu bohaterowi naszemu. Mam tu na myśli fakt że pojawiają się pierwsze safehouse'y które możemy dowolnie kupować, biznesy które możemy przejmować i kilka różnych przebrań ale nie ma też przesady w tym i wszystko jest dość unikatowe. Domki na sprzedaż są w miarę wyróżniające się, biznesy zróżnicowane i nieraz będące przykrywką dla ciemnych interesów jedynie a przebrań jest kilka i nie są przekombinowane - osobiście wolę to niż spędzanie czasu na robieniu zakupów i dobieraniu dodatków do nowego stroju. San Andreas miało już mniej ciekawe biznesy, za dużo ciuchów i pierdółek w stylu fryzjer, siłka czy żarcie bez którego z czasem bohater głodniał i tracił siły witalne. Czasem po prostu mniej znaczy więcej i pod pewnymi względami nawet chętniej mogę sięgnąć po VC czy GTA 3 niż San Andreas. Również scenariusz gry był bardziej naciągany wg mnie od VC a główny bohater bardziej memiczny co po latach wyszło na jaw w necie, nie był to taki typowy twardziel pokroju Pana Vercetti z Vice City, był nieco bardziej komediowy jak i kilku innych bohaterów. Jeśli chodzi o plusy San Andreas z kolei to na pewno fajnym dodatkiem był fakt że bohater w końcu umiał pływać oraz wspinać się na dachy czy przeskakiwać przez płoty, to o wiele bardziej umożliwiało zwiedzanie różnych zakamarków, chwilami nawet sam parkour przez getto był fajną zabawą. Druga rzecz to wojny gangów które sprawiły że jeśli tylko nie przejąłeś kontroli nad całym miastem to ciągle było coś do roboty i ludki do wystrzelenia, zaś sama walka chwilami wymagała odrobiny taktyki i przemyślenia, znalezienia osłony itd. GTA 4 ponownie wróciło do oferowania mniej ale w zamian dawało konkretny klimat miasta zaś GTA 5 wydaje mi się oferuje po prostu o wiele za dużo i nie wiadomo na czym się skupić podczas rozgrywki. Do tego dochodzi 3 protagonistów co jeszcze bardziej rozwadnia klimat i nie idzie się jakoś chyba utożsamiać z żadnym z nich. Również soundtrackowo czuć zmianę od czasu wejścia w epokę HD, jednak radia z trójwymiarowej trylogii były bardziej spójne i miały swój wyrazisty charakter.
Trudno mi wybrać jedną ulubioną część z serii, wybór myślę na pewno padłby między Vice City a San Andreas, idealnym byłoby połączenie najlepszych rzeczy z obu gier co paradoksalnie pomimo że niejako zostało zrealizowane w formie Vice City Stories wcale mnie jakoś nie porwało (może na odbiór ma też tu wpływ doboru głównego bohatera którego - jeśli ktoś grał w Vice City - los w sumie jest znany od początku).
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jak Dev też wrzuci GTA, to skisnę xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13787
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Miałem co innego ale skoro już Mentos poleciał to ja też
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13787
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jarały mnie te miejscówki mocno. Na Prawn Island spędziłem w ch*j czasu skacząc na motocyklu z fontanny w centrum wyspy, epickie stunty szłyDragon pisze:20 mar 2022 15:50miejsca charakterystyczne, takie jak dzielnice latynoskie czy opuszczona wyspa ze studiem filmowym czy willami w ruinie.
Little Havana i Little Haiti boskie, brakowało mi jedynie jakiegoś safehouse'u w formie domku w tych rejonach, uwielbiałem tam latać po dzielni przebrany za członka kubańskiego gangu.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup