Best of Forum
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Pewnie honor
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Bayer Full 
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dev i Melki bardzo próbują w revival płaczącej emotki.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Nie będę wskazywał palcem kto używał tylko tej jeszcze 11 lat temu xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja nie będę wypominał tego kto nie wyszedł ze mną polować na dinozaury
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
JESZCZE 11 LAT TEMU XD Stary, a jeszcze 35 lat temu połknąłem plastikową kaczkę i mit głosi, że ją wysrałem do pieluchy. Musze to powtórzyć.
Ja już mam recenzje napisane wszystkie, nawet Mentosa numeru. Mam nadzieję, że Melkiego kontrowersyjny numer zmiecie nas z powierzchni.
Ja już mam recenzje napisane wszystkie, nawet Mentosa numeru. Mam nadzieję, że Melkiego kontrowersyjny numer zmiecie nas z powierzchni.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Urodzony białym to jest nóż prosto w serce kontrkultury
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Postanowiłem zamieścić tu staruteńką piosenkę, która - wraz z wieloma podobnymi - miała duży wpływ na to, jaka estetyka mi się podoba; w sumie rzadko już wracam do tych nagrań, na co jakiś wpływ ma to, że się płyty pogubiły (pewnie, można łatwo znaleźć je w necie, ale ich zaginięcie jakoś zbiegło się w czasie z moimi poszukiwaniami w innym kierunku muzycznym i potem wszystkie panie tego pokroju zeszły na dalszy plan).
Generalnie: dużo jest podobnych nagrań, ale do tego mam szczególny sentyment: (tak, tu musiał być wielki przebój, bez sensu wrzucać coś mniej znanego w tej akurat stylistyce, skoro sam zaczynałem od tych najważniejszych:
Helena Majdaniec - Rudy rydz
https://www.youtube.com/watch?v=th1Sgf_nkoY
Widać od razu po roczniku, że to są piosenki z pokolenia moich rodziców i właśnie dzięki mamie poznałem sporo starych klasyków polskiej piosenki (tu mogę dodać jeszcze piosenki Czerwonych Gitar, Kasi Sobczyk, Karin Stanek itd.) Miała w domu całą masę kaset z tego rodzaju przebojami.
Słychać, że jest to muzyka rozrywkowa, ładnie zaaranżowana, ładnie zaśpiewana, nierzadko taneczna i w dalszym ciągu pełna uroku. Czasem aż żałuję, że już się tego typu piosenek szerzej nie rozpowszechnia, a jeszcze bardziej, że się w podobny sposób nie śpiewa. Spędziłem na słuchaniu różnych podobnych piosenek (Parasolki przyszły mi do głowy jeszcze, to jest wspaniałe!) długie lata dzieciństwa; dziś już mniej do tej estetyki wracam, ale radość bijąca z utworów dodaje energii jak mało co! Mało może piszę o samej piosence, ale w jej przypadku bardziej liczy się kontekst: konkretne upodobania estetyczne mojej mamy, dzięki którym bardzo lubię wesołe, skoczne, pozytywnie nastrajające do świata piosenki. Niedziwne, że od tego świata dużo bliżej mi do muzyki pop niż muzyki alternatywnej (wobec popu, bo tak generalnie chyba należy rozumieć to określenie, aczkolwiek nadal wymaga dopracowania).
Generalnie: dużo jest podobnych nagrań, ale do tego mam szczególny sentyment: (tak, tu musiał być wielki przebój, bez sensu wrzucać coś mniej znanego w tej akurat stylistyce, skoro sam zaczynałem od tych najważniejszych:
Helena Majdaniec - Rudy rydz
https://www.youtube.com/watch?v=th1Sgf_nkoY
Widać od razu po roczniku, że to są piosenki z pokolenia moich rodziców i właśnie dzięki mamie poznałem sporo starych klasyków polskiej piosenki (tu mogę dodać jeszcze piosenki Czerwonych Gitar, Kasi Sobczyk, Karin Stanek itd.) Miała w domu całą masę kaset z tego rodzaju przebojami.
Słychać, że jest to muzyka rozrywkowa, ładnie zaaranżowana, ładnie zaśpiewana, nierzadko taneczna i w dalszym ciągu pełna uroku. Czasem aż żałuję, że już się tego typu piosenek szerzej nie rozpowszechnia, a jeszcze bardziej, że się w podobny sposób nie śpiewa. Spędziłem na słuchaniu różnych podobnych piosenek (Parasolki przyszły mi do głowy jeszcze, to jest wspaniałe!) długie lata dzieciństwa; dziś już mniej do tej estetyki wracam, ale radość bijąca z utworów dodaje energii jak mało co! Mało może piszę o samej piosence, ale w jej przypadku bardziej liczy się kontekst: konkretne upodobania estetyczne mojej mamy, dzięki którym bardzo lubię wesołe, skoczne, pozytywnie nastrajające do świata piosenki. Niedziwne, że od tego świata dużo bliżej mi do muzyki pop niż muzyki alternatywnej (wobec popu, bo tak generalnie chyba należy rozumieć to określenie, aczkolwiek nadal wymaga dopracowania).
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Halou - Political
Przesłuchałem ten kawałek kilkakrotnie i kompletnie nie wiem co o nim myśleć. Nic mi w głowie po nim nie zostaje, jedynie pamiętam że było fajne brzmienie wibrafonu, Hien coś chyba wspominał o innym ich numerze że trip-hop, Political zaś brzmi jak trip-hop bez bitu więc no takie ch*j wie co. Przyznam że już mnie to wkurw*a że Hien raz po raz wrzuca numery które po mnie spływają jak woda po kaczce ale mimo wysiłków nie umiem się w to wgryźć. Werdykt: neutralny.
Nick Cave & The Bad Seeds - Brother, My Cup Is Empty
Nicka kojarzyłem zawsze tylko z tego numeru z Kylie i uważałem za gościa który głębokim głosem śpiewa ponure ballady o umieraniu. No w tym numerze wcale tak nie jest, niemniej nie przekonuje mnie to do niego w dalszym ciągu. Czegoś tu Kejwowi brak jak dla mnie, ale czego... odpowiem na ten numer w następnej kolejce (brace for impact!). Co do numeru samego w sobie - może bym go polubił jakby nagrał to Stan Ridgway po swojemu. Tym razem wtopa kolejki u mnie.
Diagnose: lebensgefahr - The Last Breath of Tellus
Początkowo jak to przesłuchiwałem pomyślałem sobie BOŻE CO TO ZA GUNWO i miałem horrorowe skojarzenia z jakimś Egzorcystą albo Ludzką Stonogą, z czymś totalnie chorym co wywołuje nieprzyjemne uczucia. Po trzecim odsłuchu jest lepiej a to co pierwotnie mnie odrzucało czyli druga połowa utworu zyskało miano zalety. Tym razem skojarzenia miałem z industrialem i heavy metalem co w sumie daje mi skojarzenia z Ministry, a słuchając tego numeru i gapiąc się przez okno na padający śnieg stwierdziłem że numer kapitalnie wpasowałby się do gry Max Payne. "It's a grower", daję neutralną okejkę.
Alicia Keys - Is It Insane
Przesłuchiwałem KEYS po premierze, chyba też na ten numer bardziej zwracałem uwagę ale ostatecznie zapomniałem o nim. Wiadomix że r&b czy jazz to ja lubię i Alicię lubię więc od razu pomyślałem że shodan ma bezpiecznego faworyta kolejki u mnie i pozamiatane no ale jednak nie - byłeś o włos od wygranej, ale doceniam. Swoją drogą nie wiem czy wiesz shodan ale paradoksalnie wrzucając nowszą Alicię tak naprawdę wrzuciłeś starą Alicię bo jak wyczytałem na szybko jest to niewydany utwór z jej drugiego albumu z 2003 roku, dostępny był na YouTube już dawno (jak poszukasz to możesz znaleźć starsze linki z tym numerem). Fajny gęsty nocny jazzowy vibe, odpowiem na ten numer w swoim czasie a odpowiedzi mam na niego aż 3, bo dwa takie nocne jazzowe numery i jeden po prostu... Alicii Keys, bo dla niej też w bestce mam miejsce
A co do remiksu Mike'a to w przypadku tego numeru to taka zbędna wersja, nie narobił sie przy tym. Szanuję go za inne produkcje.
Lady Pank - Zasypiam nad ranem
Mentos kolejny raz wyciąga jakąś perłę z lamusa i fajnie bo byłem ciekaw późniejszego LP, lepiej znam tą wczesną odsłonę. Poczatkowo tak sobie mi podchodziło ale z czasem jak to się mówi SIADŁO. Też mam czasem ochotę na takie duchologiczne g*wno i w tym kontekście ja bardzo chętnie na plejkę to sobie dorzucę. Fajny lekki numer z typową ch*jową produkcją z tamtych czasów, podziękować, przy okazji przypomniałeś mi o pewnym numerze więc i na to odpowiedź znajdę kiedy przyjdzie pora
Helena Majdaniec - Rudy rydz
Melki poleciał mocno klasycznie i ja to szanuję. Przez długie lata miałem bardzo olewczy stosunek do polskiej muzyki a jak już się za nią zabrałem (w sensie ściągania i obadania największych hiciorów) to wsiąkłem kompletnie i zobaczyłem jaki głupi byłem. W ogóle to nie wiem czy miewacie podobnie ale polską muzę zwykle słucham w oderwaniu od zagranicznej, tzn. najchętniej w formie właśnie takich seansów z jakimiś przebojami i wtedy gatunki nie mają znaczenia dla mnie, nawet zagranicznej muzy tak nie słucham, po prostu polski język i klimat naszej muzyki jest wystarczającym spoiwem takiej playlisty. W domu mam w ogóle parę starych winyli w takim stylu, Irena Santor, Halina Kunicka, Sława Przybylska, ale nigdy jakoś nie mam weny by do tego przysiąść faktycznie i przesłuchać, może Melki mnie zachęci w ten sposób. O rydzu niewiele mogę napisać, to klasyk, to po prostu warto znać moim zdaniem, jest to piękna muzyka w gruncie rzeczy i słuchając tego mam ochotę powiedzieć "kiedyś to była muzyka, teraz nie ma muzyki". Bo jednak ogólnie muzyka sprzed ery syntezatora i automatów perkusyjnych wymagała trochę umiejętności, dziś można nagrywać na zapętlonych fragmentach kawałki po 10 minut a Pitchfork i tak da 9/10. Ja tam wolę zatańczyć twista do rydza jeśli już mam wybierać
jest spoko. Ale nadal Melki czekam na to coś czego kontrkultury nienawidzą, a może to miało być to?
Przesłuchałem ten kawałek kilkakrotnie i kompletnie nie wiem co o nim myśleć. Nic mi w głowie po nim nie zostaje, jedynie pamiętam że było fajne brzmienie wibrafonu, Hien coś chyba wspominał o innym ich numerze że trip-hop, Political zaś brzmi jak trip-hop bez bitu więc no takie ch*j wie co. Przyznam że już mnie to wkurw*a że Hien raz po raz wrzuca numery które po mnie spływają jak woda po kaczce ale mimo wysiłków nie umiem się w to wgryźć. Werdykt: neutralny.
Nick Cave & The Bad Seeds - Brother, My Cup Is Empty
Nicka kojarzyłem zawsze tylko z tego numeru z Kylie i uważałem za gościa który głębokim głosem śpiewa ponure ballady o umieraniu. No w tym numerze wcale tak nie jest, niemniej nie przekonuje mnie to do niego w dalszym ciągu. Czegoś tu Kejwowi brak jak dla mnie, ale czego... odpowiem na ten numer w następnej kolejce (brace for impact!). Co do numeru samego w sobie - może bym go polubił jakby nagrał to Stan Ridgway po swojemu. Tym razem wtopa kolejki u mnie.
Diagnose: lebensgefahr - The Last Breath of Tellus
Początkowo jak to przesłuchiwałem pomyślałem sobie BOŻE CO TO ZA GUNWO i miałem horrorowe skojarzenia z jakimś Egzorcystą albo Ludzką Stonogą, z czymś totalnie chorym co wywołuje nieprzyjemne uczucia. Po trzecim odsłuchu jest lepiej a to co pierwotnie mnie odrzucało czyli druga połowa utworu zyskało miano zalety. Tym razem skojarzenia miałem z industrialem i heavy metalem co w sumie daje mi skojarzenia z Ministry, a słuchając tego numeru i gapiąc się przez okno na padający śnieg stwierdziłem że numer kapitalnie wpasowałby się do gry Max Payne. "It's a grower", daję neutralną okejkę.
Alicia Keys - Is It Insane
Przesłuchiwałem KEYS po premierze, chyba też na ten numer bardziej zwracałem uwagę ale ostatecznie zapomniałem o nim. Wiadomix że r&b czy jazz to ja lubię i Alicię lubię więc od razu pomyślałem że shodan ma bezpiecznego faworyta kolejki u mnie i pozamiatane no ale jednak nie - byłeś o włos od wygranej, ale doceniam. Swoją drogą nie wiem czy wiesz shodan ale paradoksalnie wrzucając nowszą Alicię tak naprawdę wrzuciłeś starą Alicię bo jak wyczytałem na szybko jest to niewydany utwór z jej drugiego albumu z 2003 roku, dostępny był na YouTube już dawno (jak poszukasz to możesz znaleźć starsze linki z tym numerem). Fajny gęsty nocny jazzowy vibe, odpowiem na ten numer w swoim czasie a odpowiedzi mam na niego aż 3, bo dwa takie nocne jazzowe numery i jeden po prostu... Alicii Keys, bo dla niej też w bestce mam miejsce
A co do remiksu Mike'a to w przypadku tego numeru to taka zbędna wersja, nie narobił sie przy tym. Szanuję go za inne produkcje.
Lady Pank - Zasypiam nad ranem
Mentos kolejny raz wyciąga jakąś perłę z lamusa i fajnie bo byłem ciekaw późniejszego LP, lepiej znam tą wczesną odsłonę. Poczatkowo tak sobie mi podchodziło ale z czasem jak to się mówi SIADŁO. Też mam czasem ochotę na takie duchologiczne g*wno i w tym kontekście ja bardzo chętnie na plejkę to sobie dorzucę. Fajny lekki numer z typową ch*jową produkcją z tamtych czasów, podziękować, przy okazji przypomniałeś mi o pewnym numerze więc i na to odpowiedź znajdę kiedy przyjdzie pora
Helena Majdaniec - Rudy rydz
Melki poleciał mocno klasycznie i ja to szanuję. Przez długie lata miałem bardzo olewczy stosunek do polskiej muzyki a jak już się za nią zabrałem (w sensie ściągania i obadania największych hiciorów) to wsiąkłem kompletnie i zobaczyłem jaki głupi byłem. W ogóle to nie wiem czy miewacie podobnie ale polską muzę zwykle słucham w oderwaniu od zagranicznej, tzn. najchętniej w formie właśnie takich seansów z jakimiś przebojami i wtedy gatunki nie mają znaczenia dla mnie, nawet zagranicznej muzy tak nie słucham, po prostu polski język i klimat naszej muzyki jest wystarczającym spoiwem takiej playlisty. W domu mam w ogóle parę starych winyli w takim stylu, Irena Santor, Halina Kunicka, Sława Przybylska, ale nigdy jakoś nie mam weny by do tego przysiąść faktycznie i przesłuchać, może Melki mnie zachęci w ten sposób. O rydzu niewiele mogę napisać, to klasyk, to po prostu warto znać moim zdaniem, jest to piękna muzyka w gruncie rzeczy i słuchając tego mam ochotę powiedzieć "kiedyś to była muzyka, teraz nie ma muzyki". Bo jednak ogólnie muzyka sprzed ery syntezatora i automatów perkusyjnych wymagała trochę umiejętności, dziś można nagrywać na zapętlonych fragmentach kawałki po 10 minut a Pitchfork i tak da 9/10. Ja tam wolę zatańczyć twista do rydza jeśli już mam wybierać
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Aaliyah - One in A Million
Muszę uważać co tu będę pisał, bo sam mam kawałek Aaliyah do wrzucenia, ale dopiero w kolejnej transzy. Poznałem ją kiedy jeszcze żyła, w sumie w momencie jej największej popularności, kiedy miała dopiero 17 lat. Wtedy sam byłem dzieckiem, zresztą to były lata 90te, więc nie za bardzo miałem jak zgłębić „dyskografię”, ani nawet dowiedzieć się więcej o tej kobiecie. Kiedy w końcu się za to zabrałem, Aaliyah już nie żyła.
W każdym razie, czasy wydania „płyty One in a Million” były ekscytujące dla tych, którzy siedzieli wtedy w rnb. Timbaland, który jest tutaj producentem, dopiero się rozkręcał, to było wiele lat przed tym kiedy stał się gwiazdą, a nie tylko cenionym producentem w rejonach czarnej muzyki. „One in a Million” napisał razem z już dziś trochę zapomnianą Missy Elliot, ale wtedy to był dream team.
Ten kawałek ma wszystko co lubię w rnb, do tego trochę ówczesnych świeżych brzmień, co nakreśla go dosyć dobrze w tajmlajnie (może się trochę zestarzał od tamtej pory, ale to nie ważne).
Aaliyah była objawieniem na scenie i słuchając wykonywanych przez nią piosenek, można wyraźnie usłyszeć czemu tak było. Absolutnie piękny głos i sposób w jaki potrafiła nim oczarować.
Doskonała wrzutka.
Nick Cave & the Bad Seeds - Brother, My Cup Is Empty
Nicka Cave’a odkrywałem długo, mniej więc od 2003 r. kiedy wydali „Nocturnals” i w radiu usłyszałem „Babe I’m on Fire”, 15 minut pretensjonalnego dzikiego grania, którym oczywiście w wielu 17 lat się zachwyciłem xD Nie będę ściemniał, że „Henry’s Dream” to mój ulubiony album Kejwa, ani że wszystko co zrobił uważam za dobre. Znowu jestem postawiony w niezręcznej pozycji, kiedy wykonawcę, którego uwielbiam i którego bardzo cenię, muszę przyjąć na chłodno. Na typowo kejowe standardy, to jest bardzo dobra muzyka, ale dla mnie też ta z tych irytujących, którymi ani nie można się jakoś bardzo zachwycić, ani też do czegokolwiek przyczepić. Nie jest to na pewno moje best of Kejw, ale kolejne „bardzo spoko, szanuję” z mały plusem. W sumie im więcej słucham, tym lepiej wchodzi, typowy Cave.
Diagnose: Lebensgefahr - The Last Breath of Tellus
Będę szczery, spodziewałem się gówna, ale go nie zastałem. Pierwsza połowa jest bardzo dobra, nie będę się bawił w porównania, mimo że podobne zabiegi słyszałem już wcześniej (np. w Bass Communion), po prostu dzieje się fajnie. Druga połowa już słabiej, bardzo generyczny industrial. Jeżeli tak facet chce przedstawić klimaty szpitala psychiatrycznego, to ja nie mogę się z tym zgodzić xD W każdym razie, kawałek jest taki 50/50. Dobra, obiecująca pierwsza połowa i druga brzmiąca jak jakieś demo nastolatka, który zafascynował się na chwilę remiksami numerów z „Broken” NIN, ale próbował do tego dołożyć trochę niemieckiej klasyki i poległ. BTW, czytając Dragona opisy, odnoszę czasami wrażenie, że w związku z jego ulubionymi utworami nie ma absolutnie żadnego czynnika osobistego, emocjonalnego, itd., żadnego życiowego kontekstu, żadnych historii. Trochę jakby największym przeżyciem Dragona do tej pory było siedzenia na blogu z muzyką xD I zastanawiam się, na ile te wybory są wykalkulowane wg jakieś oceny, a na ile to są faktycznie jakieś milestone’y życia.
Alicia Keys - Is It Insane
Zadymiony lokal dla smutnych ludzi, przygaszone światła, piękna kobieta na scenie, ubrana w wieczorową suknię, w tle skromny zespół. Bardzo, bardzo tradycyjny knajpiany jazz w wykonaniu Keys. No, ale jak ma się taki głos, to wstyd nie spróbować. Absolutnie piękny utwór, mimo że trudno by go było odróżnić od wielu, wieeelu podobnych. To jest wręcz jak granie typowo bluesowej skali, nie grasz/nie słuchasz tego dla oryginalności, tylko dla atmosfery. Jest tu wszystko to, co lubię w takim graniu, przytłumione pianino, kontrabas, miotełki, a Aicia Keys odnajduje się w tym wszystkim nie gorzej niż Nina Simone. Obie wersje mi się podobają. Oryginalna bardziej, ale unlocked paradoksalnie ma trochę więcej, lol, oryginalności. Kolejna doskonała wrzutka.
Lady Pank - Zasypiam nad ranem
Pierwsza myśl, czy Lady Pank użyli na oficjalnym kanale ripów swoich płyt w mp3 128 kbps?
To w 2000 r. miałem lepiej brzmiącą muzykę na dysku zapisaną w wma czy ra. Poszperałem, znalazłem coś podpisane jako Remaster 2021 (też niby oficjalnie wrzucone). I tbh szybko wróciłem do wersji Mentosa, o ja pierniczę jaki ten remaster jest chujowy xD Widać to było od zawsze gówniano nagrane, a jakiekolwiek kombinowanie przy tym tylko pogarsza sprawę. No, to pierwsza myśl.
Druga – jestem uprzedzony do Lady Pank. wkurza mnie Panasewicz (pod każdym względem), odrzucało mnie brzmienie piosenek. Był krótki czas kiedy z sympatią podchodziłem do LP, to było kiedy byłem mały dzieckiem i oglądałem klip do Marchewkowego Pola. Jednocześnie, nie znam się na Lady Pank, więc muszę uważać z krytyką, bo de facto nie wiem co krytykuję. Włączyłem numer Mentosa z najbardziej pustą głową jaką się dało.
Po przesłuchaniu, muszę zgodzić się z tym, że wywołuje tę niesprecyzowaną tęsknotę. W moim przypadku, jakąś dziwną nostalgię za polską lat 80-tych, której nie do końca mam prawo kojarzyć jako rocznik 86 (tylko dzięki temu, że mam w głowie scenki z dziadkiem, który zmarł w 89 r., mam pewność, że w ogóle mam jakieś konkretniejsze wspomnienia sprzed 90sów). W sumie jak się zastanowię to nie tylko chodzi o lata 80, ale też wczesne 90, podobną reakcję wywołuje u mnie częściowo Republika i De Mono. Przypominają mi się głównie wyjazdy nad morze, albo wycieczki na Piotrkowską kiedy była ona jeszcze kompletnie innym miejscem, a Łódź innym miastem. Napisałem już ścianę tekstu o wszystkim tylko nie o samym utworze xD
Może właśnie to dobrze, że o tym tyle nie myślę? Bo gdybym zaczął się wsłuchiwać, to dotrze do mnie ten wkurwiający Panasewicz, te dziaderskie solo, te podjebane od Papa Dance klawisze, że nawet nie będę mógł docenić fajnej, przepuszczonej przez efekty perkusji (czy to może jakaś early elektroniczna?). A ja się tutaj skupiam na feelsach i uczucia czegoś co było, nie wróci i wrócić nie powinno, bo by straciło całą magię. Trochę jak Lady Pank xD
Helena Majdaniec - Rudy rydz
Lubię piosenki polskie z tamtych lat, ale akurat Rudego Rydza jakoś nigdy zbytnio nie kochałem. Szanuję, ale jeśli miałbym wybrać to nie ten kawałek, ani nawet nie Majdaniec. Będzie u mnie taki moment w 25, ale to w zupełnie innym stylu i z zupełnie innym głosem. Ale, żeby nie wyszło tak negatywnie, jest sporo czaru w tych starszych piosenkach, nie ważne których, one wszystkie wytwarzały taką ciepłą, szczerą aurę. I to jest zawsze na propsie, bo i poziom tych piosenek, mimo że bardzo prostych, był ekstremalnie wysoki. Brakuje takiej wrażliwości w muzyce. Se ne vrati level very hard.
Muszę uważać co tu będę pisał, bo sam mam kawałek Aaliyah do wrzucenia, ale dopiero w kolejnej transzy. Poznałem ją kiedy jeszcze żyła, w sumie w momencie jej największej popularności, kiedy miała dopiero 17 lat. Wtedy sam byłem dzieckiem, zresztą to były lata 90te, więc nie za bardzo miałem jak zgłębić „dyskografię”, ani nawet dowiedzieć się więcej o tej kobiecie. Kiedy w końcu się za to zabrałem, Aaliyah już nie żyła.
W każdym razie, czasy wydania „płyty One in a Million” były ekscytujące dla tych, którzy siedzieli wtedy w rnb. Timbaland, który jest tutaj producentem, dopiero się rozkręcał, to było wiele lat przed tym kiedy stał się gwiazdą, a nie tylko cenionym producentem w rejonach czarnej muzyki. „One in a Million” napisał razem z już dziś trochę zapomnianą Missy Elliot, ale wtedy to był dream team.
Ten kawałek ma wszystko co lubię w rnb, do tego trochę ówczesnych świeżych brzmień, co nakreśla go dosyć dobrze w tajmlajnie (może się trochę zestarzał od tamtej pory, ale to nie ważne).
Aaliyah była objawieniem na scenie i słuchając wykonywanych przez nią piosenek, można wyraźnie usłyszeć czemu tak było. Absolutnie piękny głos i sposób w jaki potrafiła nim oczarować.
Doskonała wrzutka.
Nick Cave & the Bad Seeds - Brother, My Cup Is Empty
Nicka Cave’a odkrywałem długo, mniej więc od 2003 r. kiedy wydali „Nocturnals” i w radiu usłyszałem „Babe I’m on Fire”, 15 minut pretensjonalnego dzikiego grania, którym oczywiście w wielu 17 lat się zachwyciłem xD Nie będę ściemniał, że „Henry’s Dream” to mój ulubiony album Kejwa, ani że wszystko co zrobił uważam za dobre. Znowu jestem postawiony w niezręcznej pozycji, kiedy wykonawcę, którego uwielbiam i którego bardzo cenię, muszę przyjąć na chłodno. Na typowo kejowe standardy, to jest bardzo dobra muzyka, ale dla mnie też ta z tych irytujących, którymi ani nie można się jakoś bardzo zachwycić, ani też do czegokolwiek przyczepić. Nie jest to na pewno moje best of Kejw, ale kolejne „bardzo spoko, szanuję” z mały plusem. W sumie im więcej słucham, tym lepiej wchodzi, typowy Cave.
Diagnose: Lebensgefahr - The Last Breath of Tellus
Będę szczery, spodziewałem się gówna, ale go nie zastałem. Pierwsza połowa jest bardzo dobra, nie będę się bawił w porównania, mimo że podobne zabiegi słyszałem już wcześniej (np. w Bass Communion), po prostu dzieje się fajnie. Druga połowa już słabiej, bardzo generyczny industrial. Jeżeli tak facet chce przedstawić klimaty szpitala psychiatrycznego, to ja nie mogę się z tym zgodzić xD W każdym razie, kawałek jest taki 50/50. Dobra, obiecująca pierwsza połowa i druga brzmiąca jak jakieś demo nastolatka, który zafascynował się na chwilę remiksami numerów z „Broken” NIN, ale próbował do tego dołożyć trochę niemieckiej klasyki i poległ. BTW, czytając Dragona opisy, odnoszę czasami wrażenie, że w związku z jego ulubionymi utworami nie ma absolutnie żadnego czynnika osobistego, emocjonalnego, itd., żadnego życiowego kontekstu, żadnych historii. Trochę jakby największym przeżyciem Dragona do tej pory było siedzenia na blogu z muzyką xD I zastanawiam się, na ile te wybory są wykalkulowane wg jakieś oceny, a na ile to są faktycznie jakieś milestone’y życia.
Alicia Keys - Is It Insane
Zadymiony lokal dla smutnych ludzi, przygaszone światła, piękna kobieta na scenie, ubrana w wieczorową suknię, w tle skromny zespół. Bardzo, bardzo tradycyjny knajpiany jazz w wykonaniu Keys. No, ale jak ma się taki głos, to wstyd nie spróbować. Absolutnie piękny utwór, mimo że trudno by go było odróżnić od wielu, wieeelu podobnych. To jest wręcz jak granie typowo bluesowej skali, nie grasz/nie słuchasz tego dla oryginalności, tylko dla atmosfery. Jest tu wszystko to, co lubię w takim graniu, przytłumione pianino, kontrabas, miotełki, a Aicia Keys odnajduje się w tym wszystkim nie gorzej niż Nina Simone. Obie wersje mi się podobają. Oryginalna bardziej, ale unlocked paradoksalnie ma trochę więcej, lol, oryginalności. Kolejna doskonała wrzutka.
Lady Pank - Zasypiam nad ranem
Pierwsza myśl, czy Lady Pank użyli na oficjalnym kanale ripów swoich płyt w mp3 128 kbps?
To w 2000 r. miałem lepiej brzmiącą muzykę na dysku zapisaną w wma czy ra. Poszperałem, znalazłem coś podpisane jako Remaster 2021 (też niby oficjalnie wrzucone). I tbh szybko wróciłem do wersji Mentosa, o ja pierniczę jaki ten remaster jest chujowy xD Widać to było od zawsze gówniano nagrane, a jakiekolwiek kombinowanie przy tym tylko pogarsza sprawę. No, to pierwsza myśl.
Druga – jestem uprzedzony do Lady Pank. wkurza mnie Panasewicz (pod każdym względem), odrzucało mnie brzmienie piosenek. Był krótki czas kiedy z sympatią podchodziłem do LP, to było kiedy byłem mały dzieckiem i oglądałem klip do Marchewkowego Pola. Jednocześnie, nie znam się na Lady Pank, więc muszę uważać z krytyką, bo de facto nie wiem co krytykuję. Włączyłem numer Mentosa z najbardziej pustą głową jaką się dało.
Po przesłuchaniu, muszę zgodzić się z tym, że wywołuje tę niesprecyzowaną tęsknotę. W moim przypadku, jakąś dziwną nostalgię za polską lat 80-tych, której nie do końca mam prawo kojarzyć jako rocznik 86 (tylko dzięki temu, że mam w głowie scenki z dziadkiem, który zmarł w 89 r., mam pewność, że w ogóle mam jakieś konkretniejsze wspomnienia sprzed 90sów). W sumie jak się zastanowię to nie tylko chodzi o lata 80, ale też wczesne 90, podobną reakcję wywołuje u mnie częściowo Republika i De Mono. Przypominają mi się głównie wyjazdy nad morze, albo wycieczki na Piotrkowską kiedy była ona jeszcze kompletnie innym miejscem, a Łódź innym miastem. Napisałem już ścianę tekstu o wszystkim tylko nie o samym utworze xD
Może właśnie to dobrze, że o tym tyle nie myślę? Bo gdybym zaczął się wsłuchiwać, to dotrze do mnie ten wkurwiający Panasewicz, te dziaderskie solo, te podjebane od Papa Dance klawisze, że nawet nie będę mógł docenić fajnej, przepuszczonej przez efekty perkusji (czy to może jakaś early elektroniczna?). A ja się tutaj skupiam na feelsach i uczucia czegoś co było, nie wróci i wrócić nie powinno, bo by straciło całą magię. Trochę jak Lady Pank xD
Helena Majdaniec - Rudy rydz
Lubię piosenki polskie z tamtych lat, ale akurat Rudego Rydza jakoś nigdy zbytnio nie kochałem. Szanuję, ale jeśli miałbym wybrać to nie ten kawałek, ani nawet nie Majdaniec. Będzie u mnie taki moment w 25, ale to w zupełnie innym stylu i z zupełnie innym głosem. Ale, żeby nie wyszło tak negatywnie, jest sporo czaru w tych starszych piosenkach, nie ważne których, one wszystkie wytwarzały taką ciepłą, szczerą aurę. I to jest zawsze na propsie, bo i poziom tych piosenek, mimo że bardzo prostych, był ekstremalnie wysoki. Brakuje takiej wrażliwości w muzyce. Se ne vrati level very hard.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Zapomniałem dorzucić od razu podsumowania kolejki z mojego punktu widzenia. Początkowo myślałem że będę srogo zawiedziony i tylko shodan dostanie propsy ale i Mentos i Melki dali radę i uratowali ją w moich oczach. Największym plusem jest chyba jednak to że przypomniałem sobie o 3 dobrych numerach do bestki za sprawą wrzutek shodana, Mentosa i deva - pomimo że jego numer totalnie mi nie podszedł. Także no kocham Was chłopaki i uwielbiam tą grę (albo odwrotnie to leciało), fajne rzeczy mi z pamięci odblokowujecie.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Go baby, go!
Halou - Political
Dla Hiena utwór ważny, dla mnie woda po Massive Attack, wolniejszych momentach na płytach Tricky, całej tej trip-hopowej muzycznej zawiesinie. Gdybym był fanem tego projektu, to pewnie bym bardziej docenił, a tak to odbieram Political jak taką fillerową, spokojną balladę na przeczekanie pod bardziej wyrazisty moment. Akustyczne instrumentarium użyje tutaj spokojnie pozwalałoby wrzucić ten numer na składanki RAMu, jakiegoś jazzującego chilloutu, muzyki pod jesienną kawkę w restauracji. Bez większych szans na powrót.
Aaliyah - One in A Million
Murzyn wie za które sznurki pociągnąć, żeby chwyciło. Z Timbo był już wtedy na tyle charakterystyczny, wyrazisty kreator bitów, że nie da się tego pomylić z nikim innym. Im młodsze produkcje, tym Timbaland bawił się w coraz gęstsze, opakowane podkłady, w porównaniu do numerów z Timberlakiem, Nelly Furtado, itp. tutaj jest wręcz ascetą. Pomimo tego to i tak drugorzędna rola, bo Aaliyah jest tutaj panią na włościach. Wokalnie i harmonijnie to jest spokojnie poziom Janet Jackson, Eryki Badu. Jej ostatnia płyta była dla mnia za długa, ale tam też były złote strzały. One in a Million bardzo zachęca do podarowania tej wokalistce kolejnej szansy na dłuższym dystansie. Dziecinne łatwe zwycięstwo w tej kolejce, choć...
Nick Cave & the Bad Seeds - Brother, My Cup is Empty
Nicka Jaskiniowego znam za sprawą Ghosteen. To był jeszcze ten czas aktywnego siedzenia na grupkach, odkrycie jego muzyki było dla mnie kolejnym wyjściem ze strefy lubienia tego, co już słyszałem. Gdyby nie to doświadczenie, to zraziłbym się przepotężnie za sprawą podesłanego przez Deva numeru. Przeciętne rockowe mielenie ze sznytem znanym u Ridgwaya, czyli mocny odcisk amerykański, tylko nie wiadomo, czy to jeszcze zgrywa z takiego stereotypowego muzycznego ujęcia czy wyważanie otwartych drzwi. Nie znam płyty, z której pochodzi ten numer, więc te domysły mogą być strzałem na wylot, ale takie mam skojarzenia. Rozczarowanko numer jeden. Jak w przypadku Black Diamond - taki aranż zabije nawet największą tekstową perłę.
Alicia Keys - Is It Insane
Shodan się zastanawiał, czy nie zepsuje kolejki... ciekawa opinia! Na szczęście po szybkiej obserwacji wiem, że ten numer nie jest wyrwany ze środowiska dziesięciu równie płynnych i podobnych jazzowych pościelówek. Ważny jest kontekst całej płyty, bo Is It Insane nie jest specjalnie wyróżniającym się utworem. To samo podejście mam w przypadku Bring Me The Disco King od Bowiego, tyle że znam całe Reality i bliżej mi do bycia jego fanem niż Alicji Kluczyńskiej. Jest jednak mały haczyk. Wersja Unlocked jest dwa razy lepsza od zwykłej xD Tutaj jest odpowiedni groove, wokal jakby bardziej angażujący, w tle jeszcze idzie przyjemnie uzupełniający całość pociachany sampel wokalu... a do tego jest krócej! No dobrze, dobrze, to Murzyn tak łatwo nie wygrał, tutaj też chętnie wrócę. Shodan prawem serii przy głębszym odsłuchu znowu dobrze trafia! A następny Come For Me w wersji Unlocked jak ładnie idzie...
Lady Pank - Zasypiam nad ranem
KTO TO W OGÓLE ŚPIEWA xD Mentos pijany albo niespełna rozumu, bo to wykonuje sam Jan Borysewicz, ale ma taką manierę jak Kukiz w czasach Aya RL, dlatego jak się zorientowałem wpadając na klip z JB za majkiem, to nie byłem zdziwiony, ale do teraz zaskakuje mnie barwa, jaką Jan tutaj stosuje. Nikt mnie nie przekona, że to Panas, nie ma szans. Synthpopem bym tego nie nazwał, bo zaraz i Rezerwat i Roxa grałyby bardziej elektronicznie. Midi rock jak zwykle sprawdza się doskonale. Numer raczej średni, delikatnie powyżej przeciętnej, ale bez szału. Coś tam się dzieje ciekawego na klawiszach, ale poza tym to dalej dorabianie jajec za sprawą tej gitary, nie może być w polskiej muzyce tamtego czasu dostatecznie dobrze bez mniejszego lub większego momentu pier.dol.nię.cia. Z drugiej strony Borysewicz znacznie lepiej wypada w Małej Lady Pank, o Wciąż Bardziej Obcym nawet nie wspomnę, bo to już jest czyste piękno, szczególnie w pakiecie z teledyskiem. Tutaj jest uwieczniony fragment z ciekawego etapu pracy nad Tacy sami, ale dla mnie już wtedy LP nie jest dostatecznie ciekawe, by słuchać całych płyt. Choć Mała wojna jest git na ten przyklad.
Halina Majdaniec - Rudy rydz
Kolejkę kończy jakaś muzyczna aberracja. Procesy starzenia są nie do zatrzymania, a sztukę dotyka to chyba najszybciej i najboleśniej. Melodia jest ok, sam refren kojarzę z jakichś przedszkolnych śpiewanek, ale ta wersja to już wonieje sandałem nieznośnie. Niewiele muzyki polskiej z tamtego czasu zdaje u mnie test na przeterminowanie, tutaj świeższa wersja byłaby super. To nie jest ani Tercet Egzotyczny (Pamelo, żegnaj ^^), ani Ewa Bem, ani Breakout. To jest właśnie dzisiaj modelowy materiał dla hipsterów. Ostatnio podobnie naciąłem się na jeden z numerów Czerwonych Gitar, który we wspomnieniu brzmiał znacznie lepiej niż w oryginale.
Znacznie słabsza kolejka niż poprzednia, ale na szczęście dobroci nie zabrakło. Były jednak solidne pomyłki.
Halou - Political
Dla Hiena utwór ważny, dla mnie woda po Massive Attack, wolniejszych momentach na płytach Tricky, całej tej trip-hopowej muzycznej zawiesinie. Gdybym był fanem tego projektu, to pewnie bym bardziej docenił, a tak to odbieram Political jak taką fillerową, spokojną balladę na przeczekanie pod bardziej wyrazisty moment. Akustyczne instrumentarium użyje tutaj spokojnie pozwalałoby wrzucić ten numer na składanki RAMu, jakiegoś jazzującego chilloutu, muzyki pod jesienną kawkę w restauracji. Bez większych szans na powrót.
Aaliyah - One in A Million
Murzyn wie za które sznurki pociągnąć, żeby chwyciło. Z Timbo był już wtedy na tyle charakterystyczny, wyrazisty kreator bitów, że nie da się tego pomylić z nikim innym. Im młodsze produkcje, tym Timbaland bawił się w coraz gęstsze, opakowane podkłady, w porównaniu do numerów z Timberlakiem, Nelly Furtado, itp. tutaj jest wręcz ascetą. Pomimo tego to i tak drugorzędna rola, bo Aaliyah jest tutaj panią na włościach. Wokalnie i harmonijnie to jest spokojnie poziom Janet Jackson, Eryki Badu. Jej ostatnia płyta była dla mnia za długa, ale tam też były złote strzały. One in a Million bardzo zachęca do podarowania tej wokalistce kolejnej szansy na dłuższym dystansie. Dziecinne łatwe zwycięstwo w tej kolejce, choć...
Nick Cave & the Bad Seeds - Brother, My Cup is Empty
Nicka Jaskiniowego znam za sprawą Ghosteen. To był jeszcze ten czas aktywnego siedzenia na grupkach, odkrycie jego muzyki było dla mnie kolejnym wyjściem ze strefy lubienia tego, co już słyszałem. Gdyby nie to doświadczenie, to zraziłbym się przepotężnie za sprawą podesłanego przez Deva numeru. Przeciętne rockowe mielenie ze sznytem znanym u Ridgwaya, czyli mocny odcisk amerykański, tylko nie wiadomo, czy to jeszcze zgrywa z takiego stereotypowego muzycznego ujęcia czy wyważanie otwartych drzwi. Nie znam płyty, z której pochodzi ten numer, więc te domysły mogą być strzałem na wylot, ale takie mam skojarzenia. Rozczarowanko numer jeden. Jak w przypadku Black Diamond - taki aranż zabije nawet największą tekstową perłę.
Alicia Keys - Is It Insane
Shodan się zastanawiał, czy nie zepsuje kolejki... ciekawa opinia! Na szczęście po szybkiej obserwacji wiem, że ten numer nie jest wyrwany ze środowiska dziesięciu równie płynnych i podobnych jazzowych pościelówek. Ważny jest kontekst całej płyty, bo Is It Insane nie jest specjalnie wyróżniającym się utworem. To samo podejście mam w przypadku Bring Me The Disco King od Bowiego, tyle że znam całe Reality i bliżej mi do bycia jego fanem niż Alicji Kluczyńskiej. Jest jednak mały haczyk. Wersja Unlocked jest dwa razy lepsza od zwykłej xD Tutaj jest odpowiedni groove, wokal jakby bardziej angażujący, w tle jeszcze idzie przyjemnie uzupełniający całość pociachany sampel wokalu... a do tego jest krócej! No dobrze, dobrze, to Murzyn tak łatwo nie wygrał, tutaj też chętnie wrócę. Shodan prawem serii przy głębszym odsłuchu znowu dobrze trafia! A następny Come For Me w wersji Unlocked jak ładnie idzie...
Lady Pank - Zasypiam nad ranem
KTO TO W OGÓLE ŚPIEWA xD Mentos pijany albo niespełna rozumu, bo to wykonuje sam Jan Borysewicz, ale ma taką manierę jak Kukiz w czasach Aya RL, dlatego jak się zorientowałem wpadając na klip z JB za majkiem, to nie byłem zdziwiony, ale do teraz zaskakuje mnie barwa, jaką Jan tutaj stosuje. Nikt mnie nie przekona, że to Panas, nie ma szans. Synthpopem bym tego nie nazwał, bo zaraz i Rezerwat i Roxa grałyby bardziej elektronicznie. Midi rock jak zwykle sprawdza się doskonale. Numer raczej średni, delikatnie powyżej przeciętnej, ale bez szału. Coś tam się dzieje ciekawego na klawiszach, ale poza tym to dalej dorabianie jajec za sprawą tej gitary, nie może być w polskiej muzyce tamtego czasu dostatecznie dobrze bez mniejszego lub większego momentu pier.dol.nię.cia. Z drugiej strony Borysewicz znacznie lepiej wypada w Małej Lady Pank, o Wciąż Bardziej Obcym nawet nie wspomnę, bo to już jest czyste piękno, szczególnie w pakiecie z teledyskiem. Tutaj jest uwieczniony fragment z ciekawego etapu pracy nad Tacy sami, ale dla mnie już wtedy LP nie jest dostatecznie ciekawe, by słuchać całych płyt. Choć Mała wojna jest git na ten przyklad.
Halina Majdaniec - Rudy rydz
Kolejkę kończy jakaś muzyczna aberracja. Procesy starzenia są nie do zatrzymania, a sztukę dotyka to chyba najszybciej i najboleśniej. Melodia jest ok, sam refren kojarzę z jakichś przedszkolnych śpiewanek, ale ta wersja to już wonieje sandałem nieznośnie. Niewiele muzyki polskiej z tamtego czasu zdaje u mnie test na przeterminowanie, tutaj świeższa wersja byłaby super. To nie jest ani Tercet Egzotyczny (Pamelo, żegnaj ^^), ani Ewa Bem, ani Breakout. To jest właśnie dzisiaj modelowy materiał dla hipsterów. Ostatnio podobnie naciąłem się na jeden z numerów Czerwonych Gitar, który we wspomnieniu brzmiał znacznie lepiej niż w oryginale.
Znacznie słabsza kolejka niż poprzednia, ale na szczęście dobroci nie zabrakło. Były jednak solidne pomyłki.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Halou – Political
Jestem na Ciebie Hien naprawdę wkurzony. Że znamy się od tylu długich lat, a Ty takie cudo kisiłeś tylko dla siebie i się nie podzieliłeś.
Kur*a to jest przegenialne. I nie słuchaj tam Mudżyna czy Dragona, oni się w ogóle nie znajo. Dawno nie słyszałem czegoś tak urzekającego. Już przy pierwszym odsłuchu miałem ciary. Tak jak pisałeś utwór jest niezwykle delikatny, wręcz kruchy. Ale jednocześnie potężny. Bo potrafi rzucić wrażliwego słuchacza o glebę. Słucham tego jak pojeb.any. Last pokazuje, że od wczoraj przesłuchałem 28 razy. Do tego odsłuchy z YT i przenośnego playera.
Hien zamieścił utwór jako pierwszy, więc siłą rzeczy przesłuchałem jego propozycję też jako pierwszą. I od razu wiedziałem, że choćby wszyscy stawali na głowie, to Hiena nie przebiją. A niektórzy naprawdę na głowie stawali.
Aaliyah - One in A Million
Stripped ma ostatnio świetną passę. Trzeci raz z rzędu mnie zachwycił. No ale z tą Aaliyah to pewnie wiedział, że w moim przypadku tak właśnie będzie.
Aaliyah to była piękna i bardzo utalentowana artystka i bardzo było mi jej żal, gdy zginęła. Nawet nie zdawałem sobie spray z tego, że to już tyle lat minęło. Wtedy jeszcze ani długo potem nie słuchałem tego typu muzyki. Ale mimo tego bardzo lubiłem More Than a Woman, który zresztą wciąż biorę pod uwagę w tej zabawie oraz Try Again.
One in A Million nie znałem, ale oczywiście utwór z marszu mnie zachwycił. Naprawdę piękny głos miała Aaliyah. Utwór ma idealne tempo i świetnie brzmi. Nie wyobrażam sobie, że można by tego nie lubić. Genialna rzecz. Ale stripped ma jednak niestety tego pecha, że w tej zabawie bierze udział Hien.
Koniecznie muszę zgłębić dyskografię Aaliyah.
Nick Cave & the Bad Seeds - Brother, My Cup Is Empty
Ja też Nicka Cave kojarzę chyba tylko z tego utworu z Kylie Minogue. Tak że Brother, My Cup Is Empty słuchałem tu po raz pierwszy. Czy mi się spodobał? Sam nie wiem. Nie jest to złe. Taki elwisowy klimat rzekł bym. Nick Cave ma naprawdę ciekawy głos. Ale nie wciągnęło mnie to dostatecznie. O spróbowaniu czegoś więcej od Nicka myślałem już od jakiegoś czasu, ale zawsze brakowało jakiegoś impulsu. Ten utwór nie do końca też mnie do tego przekonuje. Już bardziej są w stanie skłonić mnie do tego te ponure ballady o umieraniu.
Diagnose: Lebensgefahr - The Last Breath of Tellus
Ło panie, nie wiem co Dragon bierze, że słucha takich rzeczy. Toż to niesamowita psychodelia. A problem cały polega na tym, że ja taką psychodelię uwielbiam. Już sama okładka mnie zaaferowała. Jest po prostu niesamowita. Opis Dragona tylko podgrzał atmosferę. A jak włączyłem utwór, to zostałem kupiony w całości od pierwszej sekundy. Pierwsze 2,5 minuty wprowadzają słuchacza powoli w ten niesamowity klimat. Coś brzmiącego dosłownie jak chórek z bajek Disneya w połączeniu z psychodelicznym głosem robi piorunujące wrażenie. Potem klimat narasta za sprawą rewelacyjnie brzmiących syntezatorów. A brzmią one naprawdę złowieszczo. Jak facet zaczyna się coraz bardziej histerycznie wydzierać, to już jest pełen odjazd. Klimat naprawdę jak z jakiegoś psychiatryka. Klimat genialny, obłędny.
Już ściągnąłem sobie cały Transformalin i zaraz będę słuchał.
Dragon full szacun za ten numer.
Lady Pank - Zasypiam nad ranem
Kiedyś nawet Lady Pank słuchałem trochę. Nawet byłem na ich koncercie i było super. Ale to bardzo dawne i pijackie czasy. I właściwie nie zostało już z tego nic. Można rzec, że zupełnie wyrosłem z takiej muzyki i poszedłem w zupełnie inne klimaty. Uważam zresztą, że muzyka takich zespołów jak Lady Pank dosyć paskudnie się starzeje. Utworu Zasypiam nad ranem nigdy nie słyszałem i mimo, że może sam utwór nie jest zły, to jego brzmienie i głos wokalisty leżą kompletnie poza moją sferą zainteresowania. A ta niby perkusja, która brzmi jakby ktoś napieprzał klapkiem o stół robi naprawdę złe wrażenie. Podobnie jak gitarowe solo.
Helena Majdaniec - Rudy rydz
No to Melki dojeb.ał do pieca. Po nim można się naprawdę spodziewać wszystkiego.
No i co ja mam bidny napisać. Jest to coś kompletnie nie z mojej galaktyki. To muzyka odległa wręcz o miliony lat świetlnych od moich upodobań. Nie krytykuję tej piosenki. Jest urocza. I pochodzi z czasów, gdy się takiej muzyki w Polsce słuchało. No ale nie ma takiej siły na świecie, która skłoniłaby mnie jednak do słuchania tego dobrowolnie.
Kolejka ogólnie bardzo dobra, bo chociaż zdarzyły się utwory słabsze lub poza moją sferą zainteresowania, to propozycje Hiena, strippeda i Dragona rozbiły bank. Trzy genialne utwory, każdy w innej stylistyce. Ale wygrywa Hien za te ciary.
Jestem na Ciebie Hien naprawdę wkurzony. Że znamy się od tylu długich lat, a Ty takie cudo kisiłeś tylko dla siebie i się nie podzieliłeś.
Kur*a to jest przegenialne. I nie słuchaj tam Mudżyna czy Dragona, oni się w ogóle nie znajo. Dawno nie słyszałem czegoś tak urzekającego. Już przy pierwszym odsłuchu miałem ciary. Tak jak pisałeś utwór jest niezwykle delikatny, wręcz kruchy. Ale jednocześnie potężny. Bo potrafi rzucić wrażliwego słuchacza o glebę. Słucham tego jak pojeb.any. Last pokazuje, że od wczoraj przesłuchałem 28 razy. Do tego odsłuchy z YT i przenośnego playera.
Hien zamieścił utwór jako pierwszy, więc siłą rzeczy przesłuchałem jego propozycję też jako pierwszą. I od razu wiedziałem, że choćby wszyscy stawali na głowie, to Hiena nie przebiją. A niektórzy naprawdę na głowie stawali.
Aaliyah - One in A Million
Stripped ma ostatnio świetną passę. Trzeci raz z rzędu mnie zachwycił. No ale z tą Aaliyah to pewnie wiedział, że w moim przypadku tak właśnie będzie.
Aaliyah to była piękna i bardzo utalentowana artystka i bardzo było mi jej żal, gdy zginęła. Nawet nie zdawałem sobie spray z tego, że to już tyle lat minęło. Wtedy jeszcze ani długo potem nie słuchałem tego typu muzyki. Ale mimo tego bardzo lubiłem More Than a Woman, który zresztą wciąż biorę pod uwagę w tej zabawie oraz Try Again.
One in A Million nie znałem, ale oczywiście utwór z marszu mnie zachwycił. Naprawdę piękny głos miała Aaliyah. Utwór ma idealne tempo i świetnie brzmi. Nie wyobrażam sobie, że można by tego nie lubić. Genialna rzecz. Ale stripped ma jednak niestety tego pecha, że w tej zabawie bierze udział Hien.
Koniecznie muszę zgłębić dyskografię Aaliyah.
Nick Cave & the Bad Seeds - Brother, My Cup Is Empty
Ja też Nicka Cave kojarzę chyba tylko z tego utworu z Kylie Minogue. Tak że Brother, My Cup Is Empty słuchałem tu po raz pierwszy. Czy mi się spodobał? Sam nie wiem. Nie jest to złe. Taki elwisowy klimat rzekł bym. Nick Cave ma naprawdę ciekawy głos. Ale nie wciągnęło mnie to dostatecznie. O spróbowaniu czegoś więcej od Nicka myślałem już od jakiegoś czasu, ale zawsze brakowało jakiegoś impulsu. Ten utwór nie do końca też mnie do tego przekonuje. Już bardziej są w stanie skłonić mnie do tego te ponure ballady o umieraniu.
Diagnose: Lebensgefahr - The Last Breath of Tellus
Ło panie, nie wiem co Dragon bierze, że słucha takich rzeczy. Toż to niesamowita psychodelia. A problem cały polega na tym, że ja taką psychodelię uwielbiam. Już sama okładka mnie zaaferowała. Jest po prostu niesamowita. Opis Dragona tylko podgrzał atmosferę. A jak włączyłem utwór, to zostałem kupiony w całości od pierwszej sekundy. Pierwsze 2,5 minuty wprowadzają słuchacza powoli w ten niesamowity klimat. Coś brzmiącego dosłownie jak chórek z bajek Disneya w połączeniu z psychodelicznym głosem robi piorunujące wrażenie. Potem klimat narasta za sprawą rewelacyjnie brzmiących syntezatorów. A brzmią one naprawdę złowieszczo. Jak facet zaczyna się coraz bardziej histerycznie wydzierać, to już jest pełen odjazd. Klimat naprawdę jak z jakiegoś psychiatryka. Klimat genialny, obłędny.
Już ściągnąłem sobie cały Transformalin i zaraz będę słuchał.
Dragon full szacun za ten numer.
Lady Pank - Zasypiam nad ranem
Kiedyś nawet Lady Pank słuchałem trochę. Nawet byłem na ich koncercie i było super. Ale to bardzo dawne i pijackie czasy. I właściwie nie zostało już z tego nic. Można rzec, że zupełnie wyrosłem z takiej muzyki i poszedłem w zupełnie inne klimaty. Uważam zresztą, że muzyka takich zespołów jak Lady Pank dosyć paskudnie się starzeje. Utworu Zasypiam nad ranem nigdy nie słyszałem i mimo, że może sam utwór nie jest zły, to jego brzmienie i głos wokalisty leżą kompletnie poza moją sferą zainteresowania. A ta niby perkusja, która brzmi jakby ktoś napieprzał klapkiem o stół robi naprawdę złe wrażenie. Podobnie jak gitarowe solo.
Helena Majdaniec - Rudy rydz
No to Melki dojeb.ał do pieca. Po nim można się naprawdę spodziewać wszystkiego.
No i co ja mam bidny napisać. Jest to coś kompletnie nie z mojej galaktyki. To muzyka odległa wręcz o miliony lat świetlnych od moich upodobań. Nie krytykuję tej piosenki. Jest urocza. I pochodzi z czasów, gdy się takiej muzyki w Polsce słuchało. No ale nie ma takiej siły na świecie, która skłoniłaby mnie jednak do słuchania tego dobrowolnie.
Kolejka ogólnie bardzo dobra, bo chociaż zdarzyły się utwory słabsze lub poza moją sferą zainteresowania, to propozycje Hiena, strippeda i Dragona rozbiły bank. Trzy genialne utwory, każdy w innej stylistyce. Ale wygrywa Hien za te ciary.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No dawać ściemniacze ino wartko.
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Dobra, jedziemy. Chociaż muszę napisać, że długo musiałem przysłuchiwać się kilku waszym propozycjom, bo nijak nie są w mojej estetyce (Cave, Diagnose i Lady Pank). Jest... ciekawie.
Halou - Political
Pani ma ładny głos. W tle słyszymy dość minimalistyczną elektronikę, dzieje się relatywnie niewiele, właściwie to jest bardzo delikatna piosenka, trzeba się w to mocno zanurzyć, żeby dać się jej pochłonąć, ale wtedy to jest całkowicie satysfakcjonujące. Tekst piosenki, jak zauważyłem, jest dosyć ulotny, trudno go odnieść do czegoś konkretnego, dodaje tylko eteryczności utworowi. Bardzo ujmująca piosenka, rzeczywiście, jest w tym coś takiego, co kojarzy się z no-man, jest w tym jakiś taki pierwiastek (ale, gdyby Hien o tym nie napisał, to pewnie bym nie myślał o Political w tym kontekście). Wiem, że moc tego typu utworu musi narastać z kolejnymi odsłuchami, on rzadko pokazuje pełnię swojego piękna przy pierwszym czy nawet piątym odsłuchu. Ale jest w tym coś pięknego, coś zupełnie fantastycznego. Żeby tego słuchać, potrzeba ciszy, najlepiej zacisza domowego, to raczej nie muzyka na słuchawki i ruchliwe miasto, tam to nawet właśnie no-man i taka Wild Opera przydaje się dużo bardziej. Jest super!
Aaliyah - One In A Million
No ja niestety zacząłem się bardziej interesować muzyką popularną, kiedy pani już nie żyła i za jej życia nie znałem jej przebojów ani nawet jej estetyki. Ale skojarzenie z Timbalandem rzeczywiście przywołuje już dosyć znajome obrazki, tego gościa było swego czasu w przestrzeni publicznej sporo. Teoretycznie nie powinno mi się to podobać: bo barwa głosu (jakoś nie przepadam za podobnymi wokalistkami), brak melodii, a oparcie się na mało chwytliwym, a wrzynającym się w głowę, skłaniającym do stukania nogą bicie, brak jakichś bardziej charakterystycznych elementów... A jednak jestem przekonany, że za parę dni będzie mi to bez przerwy chodziło po głowie, bo to pierwszorzędny przebój z ładnym chórkiem, w sumie ładnym głosem pani Aaliyah, bit jest dobry, tempo, mimo początkowych obiekcji trudno mi znaleźć coś, czego mógłbym się naprawdę przyczepić. Dobrze jest! Może jeszcze przyjdzie pora na jej dyskografię? W ogóle widzę, że bardzo dużo mam na YT takich propozycji, które ewidentnie pochodzą z naszej zabawy, bo sam podobnych utworów nie szukałem. To dobrze rokuje na przyszłość.
Nick Cave & The Bad Seeds - Brother, My Cup Is Empty
I tu się zaczyna zabawa. Cytując klasyka: mmmm... bigos! To jest muzyka nie za bardzo z mojej bajki. Nigdy specjalnie nie słuchałem tego rodzaju pieśniarzy, w dodatku to ma bardzo gitarowe, bardzo niecharakterystyczne brzmienie, jakiego jest dużo, a w jakim ja raczej nie odróżniam poszczególnych utworów, bo na mój mózg lepiej oddziałuje elektronika i łatwiej buduje emocjonalne skojarzenie. Kiedyś trochę słuchałem Cave'a, ale nie zaczepił o moje playlisty na dłużej. Ponury, ciężki, zbolały głos Cave'a buduje klimat tej piosenki. Sam początek mało zachęcający, ale jak już się całość rozkręci, to jest nawet dość porywające i sam nie wiem, czy mi się wkrótce nie ułoży. Mimo wszystko brzmi to dość lekko, poza tą gitarą nie ma tu mocnych dźwięków, nie ma mocnego, natarczywego bitu, a jednocześnie kawałek się mocno narzuca, staje się porywający, energiczny, rozpędza się i porywa ze sobą. Przypomina to jakiegoś śpiewaka w barze w oparach dymu i alkoholu, w dość kameralnym miejscu i przy niedużej, za to skłonnej do awantur, liczbie widzów. W sumie na początku chciałem to mocno zjechać, ale widzę, że w sumie nie jest źle, a nawet widać już światełko w tunelu i trzeba by to tylko połączyć z odpowiednią sytuacją w życiu i słuchałoby się piosenkarza dużo łatwiej. Mnie jednak potrzebna jest jakaś emocjonalna więź z muzyką, nie potrafię, ot, tak, przywiązać się tylko ze względu na technikę czy coś takiego.
Diagnose: lebensgefahr: The Last Breath of Tellus
Pierwsze odsłuchy przeleciały mi właściwie bezwiednie, zacząłem się obawiać, że w ogóle nic z tego nie pamiętam ani nie rozumiem. Potem zacząłem się uważniej wsłuchiwać i zaczęło mi się najpierw kojarzyć z czymś w stylu Voyage 34, ale potem pomyślałem, że to dużo cięższe jednak, bardzo mocne, zakręcone i bardzo ciężkie zarazem, na pewno nie na każdą okazję i pewnie nie do słuchania publicznie, bo bardzo psychodeliczne, a wokal bardzo natarczywy i jeszcze jakby z oddali, wrzeszczy gość, rzuca się, bit atakuje słuchacza, chore to jest i zupełnie nagle się urywa. Rzecz do przemyślenia, ale jedno jest pewne, przyciąga uwagę tym bardziej, im bardziej się człowiek w tym zatapia. Znowu mamy do czynienia z bardzo introwertyczną muzyką. W sumie sam wrzuciłem najbardziej ekstrawertyczny utwór kolejki, jak widzę
Alicia Keys - Is It Insane
Panią Keys słyszałem wielokrotnie w radiu w jej przebojach, słyszałem też przy okazji różnych imprez, które uświetniała swoimi występami. W sumie ten kawałek to trochę taka typowa Alicja: pianinowy akompaniament i potężny, emocjonalny śpiew Alicji, im bardziej, tym oczywiście lepiej. Dobrze się tego słucha, dobre w roli muzyki grającej w tle, takie coś może sobie grać naprawdę długo. przyjemne, ładne, w sam raz do jakiegoś kameralnego klubu (czy jakiegoś Palm Jazz Festival). Nie wiem, co tu napisać, tego się po prostu dobrze słucha, to jest taki poziom, na którym wszystko jest dobre. Plus dla Shodana.
Lady Pank - Zasypiam nad ranem
Nie lubię brzmień typowych dla Lady Pank, to jest ten typ przebojów, którego unikam, którego nie lubię, bo mnie zawsze wyrywa z tego dobrego nastroju, w który wprawiają mnie moje ulubione kawałki. Przeszkadza mi to nasze starorockowe brzmienie, nie przepadam za tym wokalem, dodatkowo to ma często durną warstwę tekstową. To ma zawsze jakąś taką aurę, która kojarzy mi się z ponurymi blokowiskami albo zrujnowanymi kamienicami, kiepskimi perspektywami na życie, pijaństwem, czymś jak gliwickie Baildona czy jakieś Świętochłowice z tymi starymi budynkami wysmarowanymi graffiti z każdej strony typu "XY 997". Dla mnie minus kolejki, niestety, jakoś nawet wolniejszy kawałek nie bardzo mnie przekonuje, a i bit jest dość toporny. Chociaż nie wiem, może i na Borysewicza i Panasewicza spojrzę później przychylniej, Cave'a też chciałem z początku przeklinać. Generalnie jednak to nie moja bajka, to jest wszystko zbyt ponure i zupełnie nie z mojego świata.
Halou - Political
Pani ma ładny głos. W tle słyszymy dość minimalistyczną elektronikę, dzieje się relatywnie niewiele, właściwie to jest bardzo delikatna piosenka, trzeba się w to mocno zanurzyć, żeby dać się jej pochłonąć, ale wtedy to jest całkowicie satysfakcjonujące. Tekst piosenki, jak zauważyłem, jest dosyć ulotny, trudno go odnieść do czegoś konkretnego, dodaje tylko eteryczności utworowi. Bardzo ujmująca piosenka, rzeczywiście, jest w tym coś takiego, co kojarzy się z no-man, jest w tym jakiś taki pierwiastek (ale, gdyby Hien o tym nie napisał, to pewnie bym nie myślał o Political w tym kontekście). Wiem, że moc tego typu utworu musi narastać z kolejnymi odsłuchami, on rzadko pokazuje pełnię swojego piękna przy pierwszym czy nawet piątym odsłuchu. Ale jest w tym coś pięknego, coś zupełnie fantastycznego. Żeby tego słuchać, potrzeba ciszy, najlepiej zacisza domowego, to raczej nie muzyka na słuchawki i ruchliwe miasto, tam to nawet właśnie no-man i taka Wild Opera przydaje się dużo bardziej. Jest super!
Aaliyah - One In A Million
No ja niestety zacząłem się bardziej interesować muzyką popularną, kiedy pani już nie żyła i za jej życia nie znałem jej przebojów ani nawet jej estetyki. Ale skojarzenie z Timbalandem rzeczywiście przywołuje już dosyć znajome obrazki, tego gościa było swego czasu w przestrzeni publicznej sporo. Teoretycznie nie powinno mi się to podobać: bo barwa głosu (jakoś nie przepadam za podobnymi wokalistkami), brak melodii, a oparcie się na mało chwytliwym, a wrzynającym się w głowę, skłaniającym do stukania nogą bicie, brak jakichś bardziej charakterystycznych elementów... A jednak jestem przekonany, że za parę dni będzie mi to bez przerwy chodziło po głowie, bo to pierwszorzędny przebój z ładnym chórkiem, w sumie ładnym głosem pani Aaliyah, bit jest dobry, tempo, mimo początkowych obiekcji trudno mi znaleźć coś, czego mógłbym się naprawdę przyczepić. Dobrze jest! Może jeszcze przyjdzie pora na jej dyskografię? W ogóle widzę, że bardzo dużo mam na YT takich propozycji, które ewidentnie pochodzą z naszej zabawy, bo sam podobnych utworów nie szukałem. To dobrze rokuje na przyszłość.
Nick Cave & The Bad Seeds - Brother, My Cup Is Empty
I tu się zaczyna zabawa. Cytując klasyka: mmmm... bigos! To jest muzyka nie za bardzo z mojej bajki. Nigdy specjalnie nie słuchałem tego rodzaju pieśniarzy, w dodatku to ma bardzo gitarowe, bardzo niecharakterystyczne brzmienie, jakiego jest dużo, a w jakim ja raczej nie odróżniam poszczególnych utworów, bo na mój mózg lepiej oddziałuje elektronika i łatwiej buduje emocjonalne skojarzenie. Kiedyś trochę słuchałem Cave'a, ale nie zaczepił o moje playlisty na dłużej. Ponury, ciężki, zbolały głos Cave'a buduje klimat tej piosenki. Sam początek mało zachęcający, ale jak już się całość rozkręci, to jest nawet dość porywające i sam nie wiem, czy mi się wkrótce nie ułoży. Mimo wszystko brzmi to dość lekko, poza tą gitarą nie ma tu mocnych dźwięków, nie ma mocnego, natarczywego bitu, a jednocześnie kawałek się mocno narzuca, staje się porywający, energiczny, rozpędza się i porywa ze sobą. Przypomina to jakiegoś śpiewaka w barze w oparach dymu i alkoholu, w dość kameralnym miejscu i przy niedużej, za to skłonnej do awantur, liczbie widzów. W sumie na początku chciałem to mocno zjechać, ale widzę, że w sumie nie jest źle, a nawet widać już światełko w tunelu i trzeba by to tylko połączyć z odpowiednią sytuacją w życiu i słuchałoby się piosenkarza dużo łatwiej. Mnie jednak potrzebna jest jakaś emocjonalna więź z muzyką, nie potrafię, ot, tak, przywiązać się tylko ze względu na technikę czy coś takiego.
Diagnose: lebensgefahr: The Last Breath of Tellus
Pierwsze odsłuchy przeleciały mi właściwie bezwiednie, zacząłem się obawiać, że w ogóle nic z tego nie pamiętam ani nie rozumiem. Potem zacząłem się uważniej wsłuchiwać i zaczęło mi się najpierw kojarzyć z czymś w stylu Voyage 34, ale potem pomyślałem, że to dużo cięższe jednak, bardzo mocne, zakręcone i bardzo ciężkie zarazem, na pewno nie na każdą okazję i pewnie nie do słuchania publicznie, bo bardzo psychodeliczne, a wokal bardzo natarczywy i jeszcze jakby z oddali, wrzeszczy gość, rzuca się, bit atakuje słuchacza, chore to jest i zupełnie nagle się urywa. Rzecz do przemyślenia, ale jedno jest pewne, przyciąga uwagę tym bardziej, im bardziej się człowiek w tym zatapia. Znowu mamy do czynienia z bardzo introwertyczną muzyką. W sumie sam wrzuciłem najbardziej ekstrawertyczny utwór kolejki, jak widzę
Alicia Keys - Is It Insane
Panią Keys słyszałem wielokrotnie w radiu w jej przebojach, słyszałem też przy okazji różnych imprez, które uświetniała swoimi występami. W sumie ten kawałek to trochę taka typowa Alicja: pianinowy akompaniament i potężny, emocjonalny śpiew Alicji, im bardziej, tym oczywiście lepiej. Dobrze się tego słucha, dobre w roli muzyki grającej w tle, takie coś może sobie grać naprawdę długo. przyjemne, ładne, w sam raz do jakiegoś kameralnego klubu (czy jakiegoś Palm Jazz Festival). Nie wiem, co tu napisać, tego się po prostu dobrze słucha, to jest taki poziom, na którym wszystko jest dobre. Plus dla Shodana.
Lady Pank - Zasypiam nad ranem
Nie lubię brzmień typowych dla Lady Pank, to jest ten typ przebojów, którego unikam, którego nie lubię, bo mnie zawsze wyrywa z tego dobrego nastroju, w który wprawiają mnie moje ulubione kawałki. Przeszkadza mi to nasze starorockowe brzmienie, nie przepadam za tym wokalem, dodatkowo to ma często durną warstwę tekstową. To ma zawsze jakąś taką aurę, która kojarzy mi się z ponurymi blokowiskami albo zrujnowanymi kamienicami, kiepskimi perspektywami na życie, pijaństwem, czymś jak gliwickie Baildona czy jakieś Świętochłowice z tymi starymi budynkami wysmarowanymi graffiti z każdej strony typu "XY 997". Dla mnie minus kolejki, niestety, jakoś nawet wolniejszy kawałek nie bardzo mnie przekonuje, a i bit jest dość toporny. Chociaż nie wiem, może i na Borysewicza i Panasewicza spojrzę później przychylniej, Cave'a też chciałem z początku przeklinać. Generalnie jednak to nie moja bajka, to jest wszystko zbyt ponure i zupełnie nie z mojego świata.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Halou - Political
A mnie się podobało. Gdzieś natknąłem się na stwierdzenie, że trip-hop to najbardziej SEXY gatunek muzyczny - ten kawałek je potwierdza. Zmysłowy wokal, subtelny bicik, ta charakterystyczna, trzeszcząca faktura - odnajduję w tym coś zmysłowego, subtelnego, erotycznego. Jest w tym wszystkim jakaś specyficzna moc. Mnie się to bardzo podoba.
Nie wiem gdzie tu taki dragon słyszy "popłuczyny" po Massive Attack, jak już bawić się w takie analogie (tylko po co? Nie jesteśmy na rymie xD) to już bardziej bym się dopatrywał inspiracji Portishead.
Aaliyah - One in a million
Z klasycznym R&B to raczej nigdy nie było jakoś szczególnie po drodze - ja generalnie odnoszę wrażenie, że gdy zaczynałem się interesować muzą w 2009 roku to dyskurs okołomuzyczny w znakomitej większości stanowili wówczas faceci słuchający dadrocka/proga, dla których Timbaland był muzycznym szarlatanem, a komercyjna, popowa muzyka - zbrodnią wojenną. Do dziś pamiętam jaki był ból dupy, gdy Cornell postanowił wynająć ww. Timbę do produkcji swojego albumu Scream, a zmianę wizerunku Chylińskiej uznano za jakąś targowicę xD Zresztą chyba nawet na tym forum w okolicach SotU parę razy natknąłem się na zgryźliwe komentarze HEHEHE NO NASTĘPNY ALBUM TO IM TIMBALAND POWINIEN PRODUKOWAĆ ;]]]]] Anyway, nigdy w ten gatunek nie wsiąkłem, trochę się przekonałem w 2016 roku, bo znałem wówczas kogoś, kto mi intensywnie forsował różne przedstawicielki gatunku, ale raczej w moim topie o takie granie może być ciężko.
Tak, ten wywód miał przykryć to, że dla mnie to po prostu niezła piosenka, z faktycznie fajnie wyprodukowanym bicikiem. Ten niqqa miał swój sound, który bardziej cenię, niż którego słucham, ale ciężko mi tu coś konkretnego zarzucić. Szanuję.
Nick Cave and the Bad Seeds - Brother, My Cup is Empty
W opisach Bowiego Hien i bodaj Musiał pisali o tym, że nie do końca kumają jego legendę i te jego najpopularniejsze albumy. Mam podobny problem z Cave'm. Większość twórczości po mnie spływa, tak samo jak eseje i elaboraty robiące z niego chada, nadczłowieka i nadmuzyka.
Nie do końca kupuję te jego pijacko-depresyjno-maniakalną estetykę. Tak po prostu, wychodząc z założenia, że po prostu to nie jest mój vibe i mój klimat, oraz że nie wszystko jest dla kazdego. Jest parę rzeczy, które mi wchodzą (Loverman, Mercy Seat), ale to raczej pojedyncze kawałki niż całe albumy. Może to ten kult jednostki mnie odpycha, może coś innego? Anyway, w większości przypadków mam takie uczucie, że to co słucham to jest no no no fajne i jestem w stanie kręcić głową z uznaniem, ale jednocześnie wiem, że za cholerę nie puśćiłbym tego sam sobie w domu xd Nie inaczej jest z tym kawałkiem.
Diagnose: lebensgefahr - The Last Breath of Tellus
Teraz dragon bawi się w odgrywanie mnie i wyciąga jakieś popierdolone niezalowe industrale nagrywane przez dwóch Jurgenów w piwnicy. ;] Czasem żałuję, że stałem się już tak leniwy, że nie chce mi się grzebać po blogach, soulseekach i innych odludziach, by wynajdywać podobne rzeczy.
Generalnie - jaram się. Może nie tą otoczką, bo tbh to zalatuje mi to jakimś kitem wymyślonym po to, by wypromować się w środowiskach blackmetalowych, ale muzycznie - bomba. Gęste, mroczne, jak już wjeżdza ten EBMowy bit to w ogóle zaczyna się ostra, mocna jazda bez trzymanki.
A co mi tam - utwór kolejki.
Alicia Keys - Is It Insane
Eklektyzm tej kolejki rozpierdala mi nery. Co będzie dalej? Rudy Rydz? Oh….
W każdym po odjazdach rodem z przychiatryka oraz zwichrowanym Mikołaju Jaskinii shodan postanowił wrzucić dla odmiany coś radykalnie normalnego. Ale oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Co prawda też nigdy nie zajarałem i już raczej nie zajaram się vocal jazzem, ale to jest po prostu dobra muzyka, świetny wokal, świetna produkcja. Z chęciam bym sobie przy niej posiedział w jakiejś zadymionej knajpie.
Acz ta wersja unlocked totalnie mi nie podchodzi, nie dość, że niepotrzebnie skrócona, to niektóre efekty pasują jak pięśc do nosa, wolę te pierwotną, dłuższą, lepiej wprowadza w klimat.
Helena Majdaniec - Rudy Rydz
Twórca przysłowia o tym, że w życiu są pewne tylko śmierć i podatki na pewno nie brał udziału w tej zabawie i nie miał styczności z propozycjami Melkiego ;] Jedno jest pewne - to faktycznie była hardkorowa propozycja, chociaż nie wiem czy akurat to było to, co miałoby do siebie zrazić kontrkultury. W sumie to nawet nie jestem pewien, czy w ogóle słyszałem ten oryginał, bo wydaje mi się, że to co słyszałem lata temu w tv/radio to były jakieś uwspółcześnione aranże, ale nie za bardzo mam jak to sprawdzić, a nawet jakbym miał to by mi się nie chciało. W każym razie nie rozbolały mnie zęby, to całkiem ładna piosenka jest. Może ten refren jest z gatunku irytująco chwytliwych, ale jest tu klimat potańcówki w czasach Gomułki. W sumie - czemu nie?
Cóż, kolejka może nie taka równa jak poprzednia, ale bardzo eklektyczna, chyba jeszcze nie było takiej, w której dosłownie każdy utwór był z innej, muzycznej bajki. Na plus na pewno wrzuty dragona i hiena, te projekty pewnie w lepszych czasach będę eksplorował, acz reszta też dała radę, bo znowu nie usłyszałem niczego, co bym chciał "dyskryminować" kolorkiem czerwonym.
W następnej kolejce was nie zaskoczę.
A mnie się podobało. Gdzieś natknąłem się na stwierdzenie, że trip-hop to najbardziej SEXY gatunek muzyczny - ten kawałek je potwierdza. Zmysłowy wokal, subtelny bicik, ta charakterystyczna, trzeszcząca faktura - odnajduję w tym coś zmysłowego, subtelnego, erotycznego. Jest w tym wszystkim jakaś specyficzna moc. Mnie się to bardzo podoba.
Nie wiem gdzie tu taki dragon słyszy "popłuczyny" po Massive Attack, jak już bawić się w takie analogie (tylko po co? Nie jesteśmy na rymie xD) to już bardziej bym się dopatrywał inspiracji Portishead.
Aaliyah - One in a million
Z klasycznym R&B to raczej nigdy nie było jakoś szczególnie po drodze - ja generalnie odnoszę wrażenie, że gdy zaczynałem się interesować muzą w 2009 roku to dyskurs okołomuzyczny w znakomitej większości stanowili wówczas faceci słuchający dadrocka/proga, dla których Timbaland był muzycznym szarlatanem, a komercyjna, popowa muzyka - zbrodnią wojenną. Do dziś pamiętam jaki był ból dupy, gdy Cornell postanowił wynająć ww. Timbę do produkcji swojego albumu Scream, a zmianę wizerunku Chylińskiej uznano za jakąś targowicę xD Zresztą chyba nawet na tym forum w okolicach SotU parę razy natknąłem się na zgryźliwe komentarze HEHEHE NO NASTĘPNY ALBUM TO IM TIMBALAND POWINIEN PRODUKOWAĆ ;]]]]] Anyway, nigdy w ten gatunek nie wsiąkłem, trochę się przekonałem w 2016 roku, bo znałem wówczas kogoś, kto mi intensywnie forsował różne przedstawicielki gatunku, ale raczej w moim topie o takie granie może być ciężko.
Tak, ten wywód miał przykryć to, że dla mnie to po prostu niezła piosenka, z faktycznie fajnie wyprodukowanym bicikiem. Ten niqqa miał swój sound, który bardziej cenię, niż którego słucham, ale ciężko mi tu coś konkretnego zarzucić. Szanuję.
Nick Cave and the Bad Seeds - Brother, My Cup is Empty
W opisach Bowiego Hien i bodaj Musiał pisali o tym, że nie do końca kumają jego legendę i te jego najpopularniejsze albumy. Mam podobny problem z Cave'm. Większość twórczości po mnie spływa, tak samo jak eseje i elaboraty robiące z niego chada, nadczłowieka i nadmuzyka.
Nie do końca kupuję te jego pijacko-depresyjno-maniakalną estetykę. Tak po prostu, wychodząc z założenia, że po prostu to nie jest mój vibe i mój klimat, oraz że nie wszystko jest dla kazdego. Jest parę rzeczy, które mi wchodzą (Loverman, Mercy Seat), ale to raczej pojedyncze kawałki niż całe albumy. Może to ten kult jednostki mnie odpycha, może coś innego? Anyway, w większości przypadków mam takie uczucie, że to co słucham to jest no no no fajne i jestem w stanie kręcić głową z uznaniem, ale jednocześnie wiem, że za cholerę nie puśćiłbym tego sam sobie w domu xd Nie inaczej jest z tym kawałkiem.
Diagnose: lebensgefahr - The Last Breath of Tellus
Teraz dragon bawi się w odgrywanie mnie i wyciąga jakieś popierdolone niezalowe industrale nagrywane przez dwóch Jurgenów w piwnicy. ;] Czasem żałuję, że stałem się już tak leniwy, że nie chce mi się grzebać po blogach, soulseekach i innych odludziach, by wynajdywać podobne rzeczy.
Generalnie - jaram się. Może nie tą otoczką, bo tbh to zalatuje mi to jakimś kitem wymyślonym po to, by wypromować się w środowiskach blackmetalowych, ale muzycznie - bomba. Gęste, mroczne, jak już wjeżdza ten EBMowy bit to w ogóle zaczyna się ostra, mocna jazda bez trzymanki.
A co mi tam - utwór kolejki.
Alicia Keys - Is It Insane
Eklektyzm tej kolejki rozpierdala mi nery. Co będzie dalej? Rudy Rydz? Oh….
W każdym po odjazdach rodem z przychiatryka oraz zwichrowanym Mikołaju Jaskinii shodan postanowił wrzucić dla odmiany coś radykalnie normalnego. Ale oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Co prawda też nigdy nie zajarałem i już raczej nie zajaram się vocal jazzem, ale to jest po prostu dobra muzyka, świetny wokal, świetna produkcja. Z chęciam bym sobie przy niej posiedział w jakiejś zadymionej knajpie.
Acz ta wersja unlocked totalnie mi nie podchodzi, nie dość, że niepotrzebnie skrócona, to niektóre efekty pasują jak pięśc do nosa, wolę te pierwotną, dłuższą, lepiej wprowadza w klimat.
Helena Majdaniec - Rudy Rydz
Twórca przysłowia o tym, że w życiu są pewne tylko śmierć i podatki na pewno nie brał udziału w tej zabawie i nie miał styczności z propozycjami Melkiego ;] Jedno jest pewne - to faktycznie była hardkorowa propozycja, chociaż nie wiem czy akurat to było to, co miałoby do siebie zrazić kontrkultury. W sumie to nawet nie jestem pewien, czy w ogóle słyszałem ten oryginał, bo wydaje mi się, że to co słyszałem lata temu w tv/radio to były jakieś uwspółcześnione aranże, ale nie za bardzo mam jak to sprawdzić, a nawet jakbym miał to by mi się nie chciało. W każym razie nie rozbolały mnie zęby, to całkiem ładna piosenka jest. Może ten refren jest z gatunku irytująco chwytliwych, ale jest tu klimat potańcówki w czasach Gomułki. W sumie - czemu nie?
Cóż, kolejka może nie taka równa jak poprzednia, ale bardzo eklektyczna, chyba jeszcze nie było takiej, w której dosłownie każdy utwór był z innej, muzycznej bajki. Na plus na pewno wrzuty dragona i hiena, te projekty pewnie w lepszych czasach będę eksplorował, acz reszta też dała radę, bo znowu nie usłyszałem niczego, co bym chciał "dyskryminować" kolorkiem czerwonym.
W następnej kolejce was nie zaskoczę.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ej, ale Part of Me to jest zajebisty kawałek, w ogóle imo ta współpraca się bardzo udała. Inby wychodzą jak sobie artysta wychowa publiczność zbyt długo gnuśniejąc w jednej stylistyce. Z drugiej strony, Linkin Park po drugim albumie nie nagrali takiej samej płyty, a i tak do końca było jojczenie o nu metal. U can't win.mintaj pisze:03 kwie 2022 11:00Do dziś pamiętam jaki był ból dupy, gdy Cornell postanowił wynająć ww. Timbę do produkcji swojego albumu Scream,
Ja tak nie pisałem, a przynajmniej nie tak to miało zabrzmieć. Ja kumam w pełni legendę Bowiego, zresztą tu nie ma wiele do kumania, facet jest takim molochem jeśli chodzi o rolę w kształtowaniu popkultury, że waga jego dokonań nie podlega żadnej dyskusji. Do tego facet był tak charyzmatyczny i tak pojbany, a w tym pojebaństwie nadal przystępny i czarujący, że naprawdę nie jest łatwo się tym człowiekiem nie zafascynować. I ja kumam w pełni czemu jego najpopularniejsze albumy są popularne. Ja po prostu rzadziej do nich wracam, bo późniejszy Bowie zwyczajnie bardziej mnie kręci. Tutaj bardziej mam do czynienia z jakimś guilty unpleasure, bo czuję się niekomfortowo z tym, że ja nie słucham "Heroes" regularnie, a tytułuję się wielkim fanem Bołasa. No, ale takie jest życie.mintaj pisze:03 kwie 2022 11:00W opisach Bowiego Hien i bodaj Musiał pisali o tym, że nie do końca kumają jego legendę i te jego najpopularniejsze albumy.
W kwestii Kejwa, to jest różnie. Lubię jego głos, lubię stylówę Bad Seeds (jako wizytówkę traktuję takie Red Right Hand), a Push the Sky Away to w ogóle jest jeden z najlepszych albumów jakie słyszałem. Ale np bardzo dużo problemów sprawia mi Skeleton Tree i w jakimś stopniu Ghosteen. Ja wiem, że to są doskonałe dzieła powstałe w obliczu potwornej tragedii, ale o ile szanuję bardzo te albumy, to jakoś nie jestem w stanie do nich wracać i to nawet nie chodzi o to, że subject matter jest dla mnie za ciężki. Ja nawet mam Skeleton Tree kupione na cd. Kolejne guilty unpleasure...
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Wytrzeźwiałem, wracam
Halou - Political
No k*rwa, to jest aż niemożliwe, że Hien nie pokazywał mi tego numeru wcześniej xD szukam w pamięci, nie znajduję, ale też mózg mam ostatnio dziurawy bardziej niż wątroba Zdzisława Kręciny, wszystko jest możliwe. Ten numer jest świetny, i właściwie na tym mógłbym poprzestać. W przeciwieństwie do Murzyna w ogóle, ani trochę nie przeszkadza mi brak bitu. Utwór sunie przez powietrze niczym (wspomniane w tekście) rozmyte światła i dym w zamkniętej przestrzeni. A jednocześnie nie jest duszno. Niewiele jest damskich wokali, które naprawdę send a shiver down my spine, pani Coseboom się to udało. Jej głos doskonale współgra z klawiszami w tle, całość jest tak idealnie eteryczna, że aż głowa mała. Dobrze ujął to Mentos - jest zmysłowo. Pierwszy numer, jaki przesłuchałem w ten weekend, przypadkiem stanowi wyjątkowo celne podsumowanie mojej soboty. Ale no-man aż tak bardzo nie słyszę
Anyway, dla mnie zwycięzca. Hien dostarcza contentu kiedy ja nie potrafię dostarczyć niczego.
Aaliyah - One in a Million
Podobnie jak u Mintaja, z R&B po drodze mi nie było nigdy, głównie przez kiepskie skojarzenia (ludzie, których znałem, którzy tego słuchali nie należeli do grupy najbardziej interesujących dla mnie, że tak to eufemistycznie ujmę). Jednocześnie miałem wrażenie, że w pewnym momencie tylko to słyszałem na Esce, co tylko zwielokratniało moje niechęci. Potem był czas, kiedy próbowano mi wcisnąć Kanyego Westa jako R&B, wówczas stwierdziłem, że to trochę za dużo. Minęło wiele lat, trochę mi przeszło. Nie powiem, by mnie ten typ muzyki bardzo porywał, ale można jej słuchać i nawet wpaść w przyjemny stan. Ten utwór spowodował dokładnie coś takiego u mnie - jest po prostu... przyjemnie xD to mogłoby z powodzeniem znaleźć się na jakiejś czilowej kompilacji, zresztą kto wie - może już się znalazło? Znów, świetny głos, bardzo dobra muzyka, wraz z numerem wyżej wrzucam do swojej playlisty.
Diagnose: Lebensgefahr - The Last Breath of Tellus
Good shit. Mogę być nieco zbiasowany, bo i lubię EBM i industrial (choć bardziej ten "radykalny", jak w przypadku Einsturzende Neubauten), a ten numer wszystko ładnie połączył. Może jest momentami nieco zbyt przerysowany, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Zdarzało mi się tańczyć do takiej muzyki i nie miałbym absolutnie nic przeciwko temu, gdyby ten kawałek poleciał w secie na odpowiednio themed imprezie. Jest gęsto i nawala jak prętem po metalowym ogrodzeniu. Zwłaszcza druga część ma vibe EN i przypomina (aż niebezpiecznie blisko) utwór Headcleaner tychże. Ale to i tak dobre skojarzenie, bo sam numer (a raczej jedna z jego części) jest zajebi*ty, nic tylko słuchać. Moje drugie miejsce tego rozdania.
Alicia Keys - Is It Insane
Mamy zdecydowanie przewagę rzeczy czilowo-uspokajających tej rundy. Mogłem odpalić to wszystko 2 dni temu, słuchałem wczoraj późnym wieczorem xD Alicję znam i lubię, choć i w jednym i drugim przypadku wyłącznie pojedyncze utwory (mam podobnie z np. Norah Jones, której w całości znam tylko jedną płytę, ale do różnych numerów lubię wracać). Muzyka, do której trzeba mieć nastrój. Albo przynajmniej dobrą wyobraźnię, np. taką, w której siedzisz w przydymionym lokalu wyłożonym ciemną boazerią, ćmisz podłe cygaro do szklanki równie podłej whisky i gapisz się w przestrzeń rozmyślając zupełnie o niczym. A potem wychodzisz, ale muzyka - ta muzyka - Twojej głowy nie opuszcza. Nic złego, choć na dłuższą metę... mogłoby zmęczyć. Daję mocne 7/10.
Lady Pank - Zasypiam Nad Ranem
Kiedyś słyszałem, że Lady Pank zacznie grać dobrą muzykę, jak Borysewicz wytrzeźwieje. No więc dla mnie to cud, że jeszcze nie wylądował na Cmentarzu Północnym. LP to jeden z tych polskich zespołów, których nie trawię całym sercem, po prostu nie. Nie trawię i nie będę (choć, jak to w życiu bywa, reguła ma swoje wyjątki - Kryzysowa Narzeczona jest bardzo spoko pod każdym względem, Zostawcie Titanica ma świetną muzykę; ale to jeszcze lata 80, jak słyszę Stację Warszawa to mam ochotę podciąć sobie żyły). W tej chwili to jest dla mnie boomersko-dziaderska muzyka, do której wzdychają głównie trójkowicze od zawsze albo moi starzy. Ciężko mi się przez to przechodziło. To już pewien forumowicz pisał lepsze teksty
Helena Majdaniec - Rudy Rudy Rydz
Kawałek, który zawsze będzie mi się kojarzył z jednym z tomów serii Pan Samochodzik (nucony przez jedną z bohaterek w kompletnie nieistotnej chwili). Przed oczami - słuchając takiej muzyki - mam albo radio u babki w kuchni (względnie Radio Pogoda), albo dzieła typu Podróż za jeden uśmiech. Wyrzucam tekst i koncentruję się na muzyce. Ta jest super, późne 50/wczesne 60 pełną gębą, noga rwie się na parkiet. Na jakąś potańcówkę w tym klimacie mógłbym iść i nawet bym wskoczył w klimat tego numeru. Ale nie tym razem, nie w poniedziałek rano, gdzie za oknem wali śnieg. Prędzej puszczę Meluę.
Podsumowawszy, jest fajnie, naprawdę. Wyjątkowo ciekawa kolejka, Hien rozbił bank ale pozostali nie pozostawali (huehue) w tyle. Było czego słuchać, mam coraz więcej rzeczy od Was na swoich playlistach, także keep up the good work
Halou - Political
No k*rwa, to jest aż niemożliwe, że Hien nie pokazywał mi tego numeru wcześniej xD szukam w pamięci, nie znajduję, ale też mózg mam ostatnio dziurawy bardziej niż wątroba Zdzisława Kręciny, wszystko jest możliwe. Ten numer jest świetny, i właściwie na tym mógłbym poprzestać. W przeciwieństwie do Murzyna w ogóle, ani trochę nie przeszkadza mi brak bitu. Utwór sunie przez powietrze niczym (wspomniane w tekście) rozmyte światła i dym w zamkniętej przestrzeni. A jednocześnie nie jest duszno. Niewiele jest damskich wokali, które naprawdę send a shiver down my spine, pani Coseboom się to udało. Jej głos doskonale współgra z klawiszami w tle, całość jest tak idealnie eteryczna, że aż głowa mała. Dobrze ujął to Mentos - jest zmysłowo. Pierwszy numer, jaki przesłuchałem w ten weekend, przypadkiem stanowi wyjątkowo celne podsumowanie mojej soboty. Ale no-man aż tak bardzo nie słyszę
Aaliyah - One in a Million
Podobnie jak u Mintaja, z R&B po drodze mi nie było nigdy, głównie przez kiepskie skojarzenia (ludzie, których znałem, którzy tego słuchali nie należeli do grupy najbardziej interesujących dla mnie, że tak to eufemistycznie ujmę). Jednocześnie miałem wrażenie, że w pewnym momencie tylko to słyszałem na Esce, co tylko zwielokratniało moje niechęci. Potem był czas, kiedy próbowano mi wcisnąć Kanyego Westa jako R&B, wówczas stwierdziłem, że to trochę za dużo. Minęło wiele lat, trochę mi przeszło. Nie powiem, by mnie ten typ muzyki bardzo porywał, ale można jej słuchać i nawet wpaść w przyjemny stan. Ten utwór spowodował dokładnie coś takiego u mnie - jest po prostu... przyjemnie xD to mogłoby z powodzeniem znaleźć się na jakiejś czilowej kompilacji, zresztą kto wie - może już się znalazło? Znów, świetny głos, bardzo dobra muzyka, wraz z numerem wyżej wrzucam do swojej playlisty.
Diagnose: Lebensgefahr - The Last Breath of Tellus
Good shit. Mogę być nieco zbiasowany, bo i lubię EBM i industrial (choć bardziej ten "radykalny", jak w przypadku Einsturzende Neubauten), a ten numer wszystko ładnie połączył. Może jest momentami nieco zbyt przerysowany, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Zdarzało mi się tańczyć do takiej muzyki i nie miałbym absolutnie nic przeciwko temu, gdyby ten kawałek poleciał w secie na odpowiednio themed imprezie. Jest gęsto i nawala jak prętem po metalowym ogrodzeniu. Zwłaszcza druga część ma vibe EN i przypomina (aż niebezpiecznie blisko) utwór Headcleaner tychże. Ale to i tak dobre skojarzenie, bo sam numer (a raczej jedna z jego części) jest zajebi*ty, nic tylko słuchać. Moje drugie miejsce tego rozdania.
Alicia Keys - Is It Insane
Mamy zdecydowanie przewagę rzeczy czilowo-uspokajających tej rundy. Mogłem odpalić to wszystko 2 dni temu, słuchałem wczoraj późnym wieczorem xD Alicję znam i lubię, choć i w jednym i drugim przypadku wyłącznie pojedyncze utwory (mam podobnie z np. Norah Jones, której w całości znam tylko jedną płytę, ale do różnych numerów lubię wracać). Muzyka, do której trzeba mieć nastrój. Albo przynajmniej dobrą wyobraźnię, np. taką, w której siedzisz w przydymionym lokalu wyłożonym ciemną boazerią, ćmisz podłe cygaro do szklanki równie podłej whisky i gapisz się w przestrzeń rozmyślając zupełnie o niczym. A potem wychodzisz, ale muzyka - ta muzyka - Twojej głowy nie opuszcza. Nic złego, choć na dłuższą metę... mogłoby zmęczyć. Daję mocne 7/10.
Lady Pank - Zasypiam Nad Ranem
Kiedyś słyszałem, że Lady Pank zacznie grać dobrą muzykę, jak Borysewicz wytrzeźwieje. No więc dla mnie to cud, że jeszcze nie wylądował na Cmentarzu Północnym. LP to jeden z tych polskich zespołów, których nie trawię całym sercem, po prostu nie. Nie trawię i nie będę (choć, jak to w życiu bywa, reguła ma swoje wyjątki - Kryzysowa Narzeczona jest bardzo spoko pod każdym względem, Zostawcie Titanica ma świetną muzykę; ale to jeszcze lata 80, jak słyszę Stację Warszawa to mam ochotę podciąć sobie żyły). W tej chwili to jest dla mnie boomersko-dziaderska muzyka, do której wzdychają głównie trójkowicze od zawsze albo moi starzy. Ciężko mi się przez to przechodziło. To już pewien forumowicz pisał lepsze teksty
Helena Majdaniec - Rudy Rudy Rydz
Kawałek, który zawsze będzie mi się kojarzył z jednym z tomów serii Pan Samochodzik (nucony przez jedną z bohaterek w kompletnie nieistotnej chwili). Przed oczami - słuchając takiej muzyki - mam albo radio u babki w kuchni (względnie Radio Pogoda), albo dzieła typu Podróż za jeden uśmiech. Wyrzucam tekst i koncentruję się na muzyce. Ta jest super, późne 50/wczesne 60 pełną gębą, noga rwie się na parkiet. Na jakąś potańcówkę w tym klimacie mógłbym iść i nawet bym wskoczył w klimat tego numeru. Ale nie tym razem, nie w poniedziałek rano, gdzie za oknem wali śnieg. Prędzej puszczę Meluę.
Podsumowawszy, jest fajnie, naprawdę. Wyjątkowo ciekawa kolejka, Hien rozbił bank ale pozostali nie pozostawali (huehue) w tyle. Było czego słuchać, mam coraz więcej rzeczy od Was na swoich playlistach, także keep up the good work
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl