Best of Forum (Edycja albumowa)

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 12 maja 2022 17:45

Porcupine Tree – The Sky Moves Sideways

To była przez lata moja ulubiona płyta PT i nadal znajduje się w moim top3. Album powstał w czasach kiedy ludzie nie tylko mieli prog w dupie, ale wręcz nim gardzili. Nagrywanie w 1994 r. płyty, która czerpała z progresywnych tradycji, to był podręcznikowy przykład jazdy pod górkę.
Na szczęście, było mimo to dla kogo grać. TSMS, Stefan nagrywał jeszcze praktycznie sam, muzycy którzy potem byli członkami zespołu (Chris, Colin i Richard) grali już wtedy w koncertowym składzie, ale na tym etapie SW miał już prawie gotowy album. Z tego względu, jest to taki album przejściowy. Chris (perkusista) dogrywa w niektórych momentach tytułowego Phase 1 i 2 oraz w Moonloopie (który był nagrywany razem na sali, tylko bez Richarda), ale już Dislocated Day i The Moon Touches Your Shoulder mają automat perkusyjny, którego nie zdążono wymienić. Zrobiono to dopiero w 2003 roku przy remasterowaniu, ale zagrał wtedy Gavin Harrison, aktualny perkusista PT. My słuchamy jednak oryginału i tego trzeba się trzymać.
Dla mnie jest to wspaniała płyta, nie dziaduje w żadnym momencie jak to bywa w progu z jakiejkolwiek dekady i mocno czerpie ze współczesnych brzmień (np. elektronika w tytułowym). Może wynika to z tego, że Wilson zaczynał na scenie jako wykonawca art-popowy i trip-hopowy (z no-man). Porcupine Tree to był wentyl bezpieczeństwa na bardziej dziaderskie rzeczy, ale to nigdy u niego nie zalatywało prawdziwą stęchlizną (przynajmniej w PT). Tytułowy kawałek jest bajczny.
Chill w pierwszym fragmencie, potem część piosenkowa, z powodu której jestem w ogóle fanem PT, a następnie instrumentalna trzecia część, która kojarzy mi się mocno z tym co robili Ozric Tentacles (tego typu space rock), na koniec wyciszenie i motyw, z którego potem Stefan zrobił całą piosenkę no-man pt. Something Falls. Niby prog, ale w takim wydaniu, że naprawę nie można tu mówić o jakimś usilnym łączeniu ze sobą niepasujących elementów, czy wydłużaniu kawałka na siłę. Dislocated Day to kawałek, który urósł do rangi legendy podczas koncertów, gdzie Chris Maitland robił na perkusji niesamowite rzeczy, a Colin Edwin miał swoje popisowe segmenty na basie. Albumowa wersja nadal się jednak broni, nawet z automatem. The Moon Touches You Shoulder to jedna z najlepszych piosenek Wilsona. Niby słychać skąd inspiracje, ale mimo wszystko wychodzi to tutaj bardzo świeżo. Bardzo mi się ten kawałek kojarzy z Wielkanocą, jest w tym jakiś taki nieopisany chill. Tutaj wyjątkowo na niekorzyść bardzo toporny automat perkusyjny, który wchodzi w połowie. Re-recording bębnów z 2003 r. brzmi o wiele lepiej, jednocześnie będąc wiernym oryginałowi. Prepare Youself, to kawałek którego od 13 lat używam jako intra mojej audycji w Żaku, do tego stopnia, że mam już zakodowane w głowie, że po nim trzeba się przedstawić xD Świetna miniaturka, niby nic, ale po prostu fajna. Moonloop to jest album sam w sobie, zresztą jeśli komuś część improwizowana się spodoba, to jest to urywek z godzinnej całości, która została osobno wydana (i jest zajebista). Te kilkanaście minut mija bardzo szybko. Całość wieńczy koda, która była de facto nagrana osobno i doklejona. Kiedy poznawałem ten album, bardzo kojarzyła mi się z King Crimson, a zwłaszcza z fragmentami płyty Lizard. Uwielbiam ten numer. Na zakończenie Phase 2 tytułowego kawałka, tutaj gościnnie żona Ryska na bezsłownym wokalu. Sporo się tutaj fajnego dzieje. Ok, klapa od kibla wali ostro w okolicach 6 minuty, ale można to wybaczyć. Wszystkie te kawałki są tak fajnie zaaranżowane, rozwinięte, ozdobione, że po prostu wspaniale się tego słucha. Ten album (jak teraz patrzę) ma 65 minut, ale w ogóle tego nie czuć. Nie potrafię być obiektywny względem tej płyty. Przesłuchałem ją sobie teraz w całości po raz pierwszy od kilku lat i wszystkie wspomnienia z nią związane ożyły. Ile ja czasu przy tym spędziłem, ile ja się nazachwycałem. Moja opinia przez lata się w sumie nie zmieniła, a teraz kiedy odświeżam sobie te kawałki, to mogę powiedzieć, że moje uznanie tylko urosło, bo bardzo niewiele się tutaj zestarzało, a nawet jeśli, to bardzo dobrze się zestarzało. Będę powoli kończył, żeby nie ośmieszyć się w egzaltacji, ale jest to fantastyczna płyta i na pewno najlepsza wrzutka Melkiego jak dotąd.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 12 maja 2022 22:57

Porcupine Tree - The Sky Moves Sideways

The Sky Moves Sideways to kiedyś też była moja ulubiona płyta PT. Posłuchałem jej po dosyć długiej przerwie i mogę powiedzieć, że teraz wydaje mi się jeszcze lepsza. Kupiłem sobie nawet kiedyś takie ładne dwupłytowe wydanie z fajną książeczką w środku. Już sama okładka płyty jest bardzo klimatyczna.
Płyta zaczyna się od trzęsienia ziemi, bo inaczej nie sposób nazwać utworu The Sky Moves Sideways (Phase One). Warto posłuchać albumu choćby dla niego samego. Absolutne złoto. I to 1000 karatowe. Pierwsza dwuzwrotkowa część to jest jakiś kosmos. Coś niebywale cudnego. Klimat totalnie powala na kolana. Druga część, jak to nazwał Hien piosenkowa, jest wg mnie akurat częścią najsłabszą, co nie znaczy, że złą. Jest całkiem spoko, ale jednak najsłabszą. No i potem piękna i klimatyczna końcówka. Utwór cudo. Jaram się wciąż niesamowicie perkusją w tym numerze. Bezwzględnie.
Potem Dislocated Day. Utwór, który pokochałem od pierwszego przesłuchu. Gitary robią niesamowitą robotę. Ależ gitarzyści mieli tu pole do popisu! Do tego super perka, nawet jeżeli to automat. Muszę kiedyś popróbować jednak wersji live, skoro Hien tak zachwala.
The Moon Touches Your Shoulder to utwór, który kiedyś wydawał mi się słabym i nudnym. Ale kiedyś nie potrafiłem słuchać takiej muzyki. Teraz doceniam w pełni to super połączenia gitary elektrycznej z akustyczną i nastrojową kompozycję.
Prepare Yourself to tak jak pisze Hien – małe a cieszy. Niby nic, a cieszy.
Moonloop to akurat najmniej lubiany przeze mnie fragment albumu. Tzn. jest to też całkiem dobry instrumental, ale jednak powoduje najmniej wypieków na mojej twarzy.
No i na koniec The Sky Moves Sideways (Phase Two). Znów piękna rzecz. Nie aż tak piękna jak faza 1, ale jednak piękna. Szczególnie fragment w okolicy 5.45 z tym damskim niby wokalem jest niesamowity. Coś pięknego. Wręcz bajkowego.
Poza konkursem powiem, że The Sky Moves Sideways (Alternate Version ) też jest godne uwagi. No i wspaniałe Stars Die.
Tak sobie myślę, że po subHuman i (nielegalnym) Violaror to najlepszy album w naszej zabawie.
Jeżeli naprawdę Wilson sam nagrał tę płytę, to po prostu czapki z głów! Mega utalentowany artysta.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 12 maja 2022 23:17

Tutaj też zapowiadam się na piątek/sobotę.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 maja 2022 00:54

Porcupine Tree The Sky Moves Sideways

Mój stosunek do tego projektu jest znany, także do brzegu. Dzisiaj tak brzmiący rock już by nie powstał, to bardzo ekletyczna muzyka pomimo tego, że miejscami inspiracja jakimś zbutwiałym kaloszem jest zbyt oczywista. Zwracam uwagę na elementy, które do dziś są w pewnym sensie odświeżające. Na pewno za takie trzeba uznać fragmenty wyraźnie atmosferyczne, to nie są post-rockowe klisze, w tym przypadku jest bardziej kosmicznie, przestrzennie, takie dźwięki nadają wręcz duchowego, niebiańskiego charakteru. W połączeniu z rockową estetyką i drumsami z puszki wychodzi coś rzadko spotykanego, szczególnie wtedy i w takiej formie.

Największy problem mam z mamroczeniem Wilsona. U Foxxa było za dużo kombinowania, tutaj nie ma z czego podnosić. W pierwszym utworze przyjemny, spójny klimat oddaje miejsce jakiemuś szeptaniu jak w gimnazjalnym projekcie muzycznym wrażliwej młodzieży. Od piątej minuty idzie najgorszy moment. Na szczęście zbędne pitu pitu znika i po trzech minutach wchodzi bardzo elegancka, lekko psychodeliczna część. Gdyby tak darować sobie konieczne ciągoty w stronę rockerskiej stylistyki to ja bym słyszał tego typu muzykę na płytach ambient techno czy oględnie mówiąc downtempo. Właściwie mogę tę sekwencję powtarzać przy okazji wspominania każdego utworu, w którym SW pracuje otworem gębowym i strunami głosowymi. Być może te fragmenty są najbardziej adekwatnymi wątkami, które pozwalają przejść dalej. Nie znam relacji z procesu powstawania, nie wiem, czy istnieją w pełni instrumentalne warianty tych utworów, ale wolałbym zdecydowanie bardziej w pełni instrumentalny krążek.

Planet Mellotron o tym nie wspomina, ale jak dla mnie w wielu miejscach na płycie pracują melotronowe dźwięki. Końcówka pierwszej części utworu tytułowego... Razem z tymi kosmicznymi dźwiękami wpływają na mój pozytywny odbiór całości. Użyte inteligentnie, często w ukryciu, a kiedy trzeba wychodzą na wierzch i błyszczą. Ta płyta takimi brzmieniami i dźwiękowymi pejzażami stoi.

Dislocated Day. Znowu nudne smęty wilsonowe nie pomagają zaistnieć dobremu wrażeniami, ale dobre gitarowe łojenie i elektronika wynagradzają mierniznę głosową. Jeszcze bardziej rozbujana perkusja zabijałaby swoim rozkołysaniem. Jeśli miałbym się czepiać etykietek to na pewno progiem bym tego nie nazwał. Z podobnych względów nie zasługuje na to Blackstar Bowiego.

Najmniej rozsierdzający SW jest na The Moon Touches Your Shoulder, ale tutaj siłą rzeczy wokal jest z przodu, bo aranż jest bardziej kameralny, minimalistyczny. Znowu ładne gitarki i melotronowe (niech ktoś mnie przekona, że nie) posępne akordy w tle. W trzeciej minucie wchodzi dodatkowo brzmienie przypominające harfę, jest dudnienie, z tak zwyczajnej balladki rozwija się coś treściwego i bardzo przyjemnego. Tylko po co pod koniec ta pompa i zbędna perkusyjna nawalanka? Ja nie wiem, Drodzy Państwo.

Prepare Yourself jak typowy przerywnik - to tylko moment oczekiwania na kolejne większe popisy. Moonloop to atmosferyczny rock pełną gębą. Te improwizacje nie są techniczną doskonałością ani agresywnym rzężeniem, one pracują pod medytacyjne wręcz sposoby odczuwania. Znowu fragmentami jest bardziej elektronicznie, to na kolejny plus.

Śmieszą mnie przemycane przez wielu ludzi uważających się za recenzentów nawiązania do Wish You Were Here. Nie ten klimat, nie te melodie wokali, nie ten rejon do końca, a sama struktura płyty to wcale nie jest najlepsza sugestia... tematyka tekstów najprędzej pasuje jako punkt styczny, ale to takie pretensjonalne jest strasznie.

Ostatnie dwie minuty Moonloop to rockerska przesada, tu chyba najbliżej do wonienia sandałem, ładny, trochę filmowy, dystopijny motyw psuje tak nudny progresyfny onanizm. Końcowe gitarki mocno kojarzą się z King Crimson. Z korzyścią dla całości byłoby wycięcie ostatnich pięciu minut dla lepszego wprowadzenia do ostatniego utworu. Znowu uderzamy w elektroniczne patenty i kosmiczne skojarzenia. Kojarzy mi się to z muzyką Richarda Pinhasa. Ten powtarzający się motyw to najlepsza rzecz na płycie. Tak jak w przypadku Moonloop można byłoby spokojnie skończyć parę minut szybciej.

Gdyby to był krążek pozbawiony wokali to pewnie oceniałbym znacznie lepiej, a tak jest t y l k o dobrze. Wobec takiego oblicza PT jestem na tak.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 15 maja 2022 02:12

Po pierwsze zauważyłem, że Dragon ze wszystkiego chciałby zrobić techno. xd
Po drugie udaje, że mu przeszkadzają długie utwory. xd xd
A po trzecie wszystko Dragonowi zajeżdża zbutwiałym butem oprócz... jego własnych propozycji sprzed 180 lat. :P
Mnie na początku też nie podobał się za bardzo wokal Wilsona. Ale z czasem się przekonałem. Jego mamrotanie pasuje do The Sky Moves Sideways idealnie.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 maja 2022 10:21

Tutaj nie trzeba robić techno/downtempo, ono tam jest ;) u Shpongle, The Orb czy podobnych zmieściłoby się to bez problemu, zresztą tacy wykonawcy jeszcze się pojawią.

Gdyby Wilson był bardziej wyrazisty to ok, a tak to brzmi strasznie pretensjonalnie i nijako, czasami to wręcz szkodzi reszcie utworu.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 maja 2022 10:48

Wilson w tamtym czasie taki był, uważał ze nie umie śpiewać, nie lubił swojego głosu i stąd to mamrotanie i w połowie instrumentalne albumy. Ja, podobnie jak Shodan, uważam że taka stylowa do tego albumu pasuje. W świeższych wykonaniach live, SW jest bardziej "wyrazisty", ale wcale nie wpływa to pozytywnie na te kawałki.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 15 maja 2022 11:37

Powiedzmy sobie szczerze - Wilson nie jest jakimś charyzmatycznym wokalistą. Nie ma nie wiadomo jakiego mocnego i dźwięcznego głosu. Może dlatego często śpiewa beznamiętnie jakby nie miał życia w sobie. A może ma po prostu taki styl i tak miało być. Sami kiedyś pisaliście, że facet spod budki z piwem czasami robi lepsze wrażenie od gościa z 5 oktawami, bo tu nie tylko skala głosu się liczy. Połowa sukcesu wokalisty to jest nie drażnić, nie przeszkadzać. Bo są głosy, które zwyczajnie doprowadzają mnie do szału.
Jednemu wokal Wilsona pasuje, drugiemu nie pasuje, a trzeciemu będzie on po prostu obojętny. Ja z obojętności doszedłem do etapu - pasuje. Bo niechęci do niego nigdy nie odczuwałem.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 maja 2022 18:48

Przypomniało mi się, z jakim kawalkiem King Crimson kojarzył mi się Moonloop. To był utwór "Lizard", a dokładnie część "The Battle of Glass Tears" i jej sekcja "Last Skirmish". To dla ludzi nie obytych z progiem musi wyglądać komicznie, zresztą dla mnie też to tak wygląda. Prawie jak szukanie przepisu w Kodeksie postępowania cywilnego.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 maja 2022 21:39

Porcupine Tree - The Sky Moves Sideways

Do muzyki Porcupine Tree cały czas podchodzę jak (trochę nomen omen) do jeża. Uprzedzony jestem dość mocno jak już chyba wspominałem, im większy zachwyt na ich temat wyczytywałem latami na forum tym mniej byłem ich ciekaw. Póki co w bestce utworowej wynik jest 1:1 bo na wrzutkę shodana mehnąłem a wrzutka Mentosa z miejsca mi przypadła do gustu co daje nadal cień szansy tej kapeli u mnie.

Na początek przyznam że już czytając o prog rocku z lat 90 (i późniejszych ogolnie też) trochę unoszę brwi bo faktycznie pomysł nagrywania takiej muzy po latach świetności gatunku jest cokolwiek... specyficzny. Pierwszy utwór na albumie tylko zdaje się potwierdzać te obawy. O ile wstęp mi się podoba, potem gdy wchodzi część wokalna już jest słabiej (wokalu Stefana nie lubię), potem nieco Gilmourowskiej gitary spoko i wchodzi transowy bit. I tak se myślę no po ch*j to. Nie czuję tego niestety, brzmi to jakoś tanio dla mnie po prostu. Tak samo odbieram wszystkie momenty albumu kiedy wchodzą ostre brzmienia gitar (nieraz uzupełniane chłodnymi synthami), cringe'owo to dla mnie brzmi i niepotrzebne jest. Z tego względu meham całkowicie na Dislocated Day, pomimo obiecującego groove'u już od początku. Słuchając The Moon Touches Your Shoulder miałem trochę wrażenie jakby nagrał to Azbest, potem stwierdziłem że może to kwestia połączenia tych gitarowych brzmień ze sztuczną perką. Nie ujmuje to w żaden sposób Azbestowi na pewno ale jakby to odebrał Wilson to nie wiem xd Kawałek w sumie jest ok i rozpoczyna lepszy fragment płyty dla mnie. Kolejny jest Prepare Yourself do którego już ładny opis rzucił Hien, ten niespełna dwuminutowy przerywnik idealnie kupuję w formie takiego radiowego jingla i oczyma wyobraźni już słuchałem radia i byłem ciekaw co DJ puści po tym... No i wchodzi Moonloop. I już wiem że słucham ś.p. Trójki późną nocą i leci Potrójne Pasmo Przenoszenia i jest zajebiście. Moonloop kojarzy mi się mocno z klimatami nocnymi jak The Sheltering Sky od King Crimson i ogólnie z łatką a raczej radiowym formatem quiet storm popularnym swego czasu w Ameryce. To muzyka nie ograniczona gatunkowo ale brzmieniowo z jednej strony dość spokojna a przy tym intensywna, czuć energię która może w każdej chwili wybuchnąć ale tego nie robi, taki przyczajony tygrys, pomruczy, ryknie może raz ale nie rzuca się na człowieka. Ja takie rzeczy uwielbiam ale całość Moonloopa psuje jednak coda, kolejny raz te ostre gitary, nie lubię takiego brzmienia, to mi przypomina jakiś tani metal, coś jak kiedy kumpel chciał mnie wkręcić w folk metal chociażby, tam też taki rozwodniony metal był w tym, meh. Na szczęście jednak Wilson naprawił ten błąd więc sięgam do remastera i Moonloop (Improvisation) zapisuję do mojej biblioteki (coś w tym klimacie będę miał w bestce moich utworów ale nie wiem na jakim etapie).
Na koniec albumu zostaje Phase 2 czyli zamknięcie tematu przewodniego płyty. Początkowo brzmi fajnie klasycznie floydowsko mi to ale oczywiście wchodzą ostrzejsze gitary, chłodne synthy, klimat robi się poważnie gotycki jakby i brzmi to komicznie, dla mnie to są te mega cringe'owe momenty tej płyty, taki właśnie gotyk czy siusiak wie co i to bardzo tanio brzmiące.

Podsumowując ten album wypada on trochę lepiej od najniżej ocenianych przeze mnie w tej grze no-man, GAS czy Wyatt, ale jak coś to nawet wolałbym bardziej posłuchać tego Foxxa bo PT to chyba nie moje klimaty. Ogólnie to zabrzmi śmiesznie rasistowsko ale to mega biała muzyka jak dla mnie z oczywistym wyjątkiem Moonloopa, mi ogólnie bardziej współczesne brzmienia gitarowe są przeważnie obce, PT oczywiście nawiązuje do klasyki proga i kiedy to robi to ja te momenty lubię ale czuć że tu jakby inne instrumentarium i inny duch już w tym siedzi. A może to nie ten czas, może muszę kiedyś mieć dzień i sam po nich sięgnąć nie zachęcany czy przymuszany przez to forum xD Zważywszy na fakt że są wyjątki w ich muzyce które mi podchodzą zawsze zostaje jakiś punkt zaczepienia, czas pokaże.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 15 maja 2022 21:50

W rap nie ma ostrych gitar, więc Mudżyn ich nie lubi. ;(
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 maja 2022 21:51

Porównanie PT do Azbestu to kandydat na złote usta 2022 xddddd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 maja 2022 21:52

To nie chodzi o OSTRE gitary po prostu ale brzmienia tu użyte, ja ostre gitarowe łojenie lubię nieraz ale nie takieeee
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 maja 2022 23:43

A ja to porównanie uważam za całkiem dobre!

Rap i ostre gitary? Death Grips to taka poczciwa muzyczka...
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 16 maja 2022 14:43

Tylko nie Death Grips, błagam...

Porcupine Tree - The Sky Moves Sideways

Niektórzy może pamiętają, niektórzy może nie, ale swego czasu to w sumie lubiłem PT i twórczość Wilsona, zresztą ciężko tutaj przebywać i się z nią w żadnym stopniu nie zapoznać. Byłem ciekaw tego jak będzie wyglądał mój powrót do jego muzyki, bo nie ukrywam że rozminąłem się z jego muzyką gdzieś mniej więcej w tym samym momencie, w którym przestałem regularnie udzielać się na forum (w sumie ciekawa koincydencja). W przypadku tego konkretnego albumu nawet byłem bardziej ciekaw, bo - prawdę powiedziawszy - pamiętam go bardzo słabo, przez co brak czynnika nostalgicznego nie powinien mi w żadnym stopniu zaburzać oceny.
Powrót wypadł bezboleśnie, ale zaraz o tem. Swego czasu pewni moi znajomi, którzy za muzą Stefka średnio przepadali, stwierdzili, że mimo bycia neoprogresywnym szkodnikiem (lol, z kim ja się zadawałem) typ jednak ma jakiś swój pomysł na muzykę. I w sumie to coś w tym może jest, bo o tych wszystkich koszmarnych Pendragonach grających cyrkowe melodyjki pamiętają tylko najbardziej zramolałe dziady, a Wilson nadal tworzy, nagrywa, remasteruje klasyki i narzeka na współczesną młodzież w Teraz Rocku. I o ile inspiracje klasycznymi progrockersami, głównie spod znaku King Crimson i Pink Floyd, są słyszalne i widoczne (chociażby na trackliście lol), to jednak ciężko tu mówić o ordynarnym zrzynaniu.
Chyba najlepiej to słychać w The Sky Moves Sideways pt. 1. Bardzo fajna suita - to jest ten typ formy, który łatwo spierdolić, ale tutaj wszystko zagrało.
Nawet przyznam, że wjazd części tej trzeciej części (tej takiej trance'owej, wiecie o co cho, mowię o momecie z okolic 8:30) trochę mi zrył czosnek i nie zgodzę się z murzynem, że brzmi tanio. Znaczy może nawet i niech brzmi, ale ja to kupuję. xD Zgodzę się z nim za to w sprawie Moonloop - tego się przyjemnie słucha i przyjemnie płynie. Słyszę tu wyraźnie inspiracje KC z lat 70 i pewnie parę lat temu bym napisał coś, ze to drugoligowa zrzyna blablabla, a teraz po prostu sobie tego słucham i mi się to podoba. Może i to faktycznie nie jest ten poziom, by stawiać to w jednym rzędzie z tymi wszystkimi Echami czy Starlessami i ta rockowa końcówka jest taka se o, ale w ogólnym rozrachunku to klimatyczna, dobra muzyka.
Nie zachwyciła mnie za to druga część tytułowej suity. Zastanawiam się czy to może kwestia tracklisty i tego, że po takim kolosie jak Moonloop wrzucenie drugiego, praktycznie równie długiego, kawałka to po prostu za dużo. Ale może jeszcze mi się zmieni, zobaczymy.
Słówko jeszcze o piosenkach: Dislocated Day prawdę powiedziawszy wleciało mi jednym uchem, a wyleciało drugim, The Moon... to bardzo sympatyczna balladka, trochę taka Gilmourowska. Prepare Yourself kojarzyłem przed odsłuchem i nawet chwilę zastanawiałem się skąd, olśniło mnie po przeczytaniu recenzji Hieniałkowskiego. No fajny skit no. xd Może nazywanie ich zapychaczami to trochę za dużo, ale raczej nie trafią do mojego topu utworów.
Ogółem fajna płyta. Może daleko mi do zachwytu każdym jej dźwiękiem, pewnie bym ją skrócił (ew. jakoś zmienił tracklistę), ale moje wrażenia są pozytywne. Wilson umiał jednak nagrać coś spoko, gdy mu się chciało. Aczkolwiek do swojego topu bym jej nie wrzucił.
BTW Zdaje sobie sprawę z tego, że trochę mi tu wyszedł roast późnego rocka progresywnego i w sumie fakt, że na tle tego nurtu ta płyta wydaje się być wręcz arcydziełem to w sumie dobry argument za tym dlaczego tego typu muzyki nie słucham xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
3/5
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 16 maja 2022 14:58

Myślę, że taniego transu to jeszcze nie znacie, coś mi podpowiada, że zdecydowanie nie. Mogę pomóc!
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 16 maja 2022 15:03

Chcesz wrzucać tani trans?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 16 maja 2022 15:05

Już i tak wystarczająco nas edukujesz z kiepskiej muzyki xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 16 maja 2022 15:10

Spróbuję znaleźć jakiś minimum czterogodzinny set z jakichś manieczek.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 16 maja 2022 15:20

Dragon to król "ale to ty dzwonisz" tego forum.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn