Best of Forum (Edycja albumowa)

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum (Edycja albumowa)

Post 06 lip 2022 13:18

A wcale nic nie chciałem napisać. :P Nawet nie wiedziałem, że ta gwiazdka dotyczy mnie konkretnie.
No ale jak już wywołałeś mnie do tablicy... Znasz Kate Bush jak i tę płytę od jakichś 100 lat, ja od może 2-3 tygodni. Więc co tu porównywać poziom jarania się. Każdy też pewnie potrzebuje innej ilości czasu, żeby dojść do pewnych wniosków. Ale płyta z każdym odsłuchem u mnie też zyskuje. Myślę, że jakbym pisał reckę powiedzmy za miesiąc, to i pochwał byłoby dużo więcej. Tak że więc tego, wszystko jeszcze przede mną. :)
W sumie to nie wiem, czemuś się akurat mnie czepił. Jakbym był jakimś największym opornikiem w tej zabawie. :/
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 lip 2022 13:33

Opornikiem nie jesteś, ale najbardziej się oburzasz kiedy ktoś (nawet żartem) Ci to wytknie ;)
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 06 lip 2022 13:34

nie jesteś opornikiem tylko najłatwiej Cię striggerować mówiąc byś się nie triggerował xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 lip 2022 13:40

Obstawiam, że właśnie triggerujemy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 06 lip 2022 14:10

Hien pisze:
06 lip 2022 13:33
Opornikiem nie jesteś, ale najbardziej się oburzasz kiedy ktoś (nawet żartem) Ci to wytknie ;)
Jeżeli nie jestem opornikiem, a ktoś wmawia, że jestem, to jak mam się nie oburzać? :P
Tak w ogóle to sorry Hien, że na tę chwilę się nie jarałem tą płytą (nie Twoją zresztą) w takim stopniu jak Ty :wstyd: , ale na koniec dziesiątki zamierzam odnieść się ponownie do niektórych albumów, które zachowuję na dysku i do których wracam. Sam jestem ciekaw, na ile zmieni się moje zdanie na ich temat pod wpływem czasu (o ile się zmieni na plus lub minus).
Hien pisze:
06 lip 2022 12:20
Ja, podobnie jak OP
A co to jest OP?
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 lip 2022 14:58

Original poster, w tym wypadku Mentos.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 06 lip 2022 19:44

Nim co poniektórzy obudzą się letargu i dokończą Bushową dwa słowa podsumowania kolejki ode mnie - jako tako.

A tak na serio to w poprzedniej kolejce były dwa hity, w obecnej chyba żadnego, Kate Bush już znam, DHOH to niestety nie jest rap dla mnie, Susanne Sundfør może dojrzeje jeszcze. Najmniej mi Musiałowi poeci podeszli, nie będę wracał do nich raczej, Esprit i Sandra dość obojętnie. Nadal mam rozterkę co rzucić w następnej kolejce, niby już przygotowałem sobie lekki nieco wakacyjny album ale ze mną to do końca nigdy nie wiadomo z czym wyskoczę 🤷
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 lip 2022 19:53

Murzyn potężnie zaskoczył tym, że na wszystko meha.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 06 lip 2022 20:00

Okej, może i z munlupem się czasem nie zgadzam, ale tym razem wyjaśnił wasze marudzenie i zgasił was jak pety. ;]

Generalnie to była fajna kolejka, nie wiem, muszę sobie w końcu to wszystko pouporządkować gdzieś, ale prawe wszystko mi się podobało i nie marudziłem, chociaż w sumie też odnoszę wrażenie, że myśmy ją rozgrywali 10 lat. xD
Gdybym miał to jakoś uszeregować to by to wyglądało tak chyba:

1. DHOH - rap skrojony pode mnie praktycznie, słucham regularnie i jaram się tym jak dobre są te bity i jak błyskotliwym typem jest Franti
2. Gang Starr - to akurat muszę jeszcze dosłuchać, by w pełni skumać, ale słyszę w tym potencjał na klasyka i świetną robotę.
3. Sandra - po prostu RZETELNY pop album z epoki, którą lubię.
4. Espirit - raczej ciekawostka taka, nie planuje do niej wracać, ale zębami nie zgrzytałem. Może być.
5. Sundfor - może może coś z tego kiedyś będzie i kiedyś sobie puszczę do kawusi czy czegoś tam nieangażującego. A może po prostu wtedy mi jakoś nie siadło? xd
6. Poets of fall - niby ostatnie, ale i tak lepsze niż zakładałem xd

Ja was nie zaskoczę w kolejnej kolejce chyba
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 lip 2022 20:54

To u mnie tak:

Gang Starr - bardzo spoko rap z czasów kiedy takie rzeczy jeszcze brzmiały, a bity robiono z fantazją. Będzie mi trudno wracać do całej płyty, ale na raty chętnie
Esprit - za jakiś czas do tego wrócę żeby zweryfikować moje poglądy, ale ja generalnie vaporu za bardzo nie słucham więc nie wiem, czy to kliknie.
Poets of the Fall - Dev otarł się o mistrzostwo tym albumem, dobry melodyjny rock. Będę wracał regularnie (już wracam)
Sundfor - szok i niedowierzanie, bo płyta jest w stylu jaki lubię. Na pewno wrócę.
Sandra - fajna płyta, podobała mi się, ale wolałbym posłuchać czegoś nowszego Sandry, zamiast do tego wracać.
Kate Bush - kto się na tej płycie nie poznał, temu słoń nasrał do uszu xD Zwycięzca kolejki.

Naprawdę, mam nadzieję, że następna pójdzie trochę szybciej. Proponuję jednak niepisaną zasadę, żeby jeden album zajmował max tydzień.
Moja następna propozycja zaskoczy zero osób.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 06 lip 2022 22:15

stripped pisze:
06 lip 2022 19:44
DHOH to niestety nie jest rap dla mnie
Za mało rapu w rapie. :D

Dobra kolejka z małymi jednak wpadkami. Albo może powiem lepiej - albumami nie dla mnie.

DHOH - rewelacja, do której zamierzam wracać regularnie. Pewnie nawet częściej niż Hien znając życie. :D
Gang Starr - monstrualna dawka rapu zza oceanu. Ale rapu bardzo dobrej jakości. Nawet dzisiaj sobie słuchałem. Coraz to więcej utworów do mnie przemawia. Może w całości nie da się tego zbyt często słuchać, ale na raty na pewno.
Espirit - no tutaj rzecz kompletnie nie z mojej bajki. Dragon tyle fajnej instrumentalnej muzyki słucha, a tu takie rozczarowanie. Nie czuję tego kompletnie.
Poets of the Fall - tutaj też nie mój styl. Coraz mniej jest gatunków, których nie lubię, ale tego akurat nie lubię. I nie zapowiada się, żeby to się szybko zmieniło.
Sandra - bardzo dobra płyta przywołująca moc wspomnień. Fajnie było wreszcie usłyszeć cały album artystki, którą się znało od zawsze, ale tylko z singli.
Kate Bush - też pozytywne zaskoczenie, bo obawiałem się, że to będzie coś nie z mojej bajki. Tymczasem bajkowy klimat tej płyty mnie zaskoczył i rokuje, że po kolejnych odsłuchach może być tylko lepiej.

Z odbioru płyty Sundfor jestem bardzo zadowolony, choć wrzucanie tego było sporym ryzykiem. Nawet spodziewałem się od pewnych osób paru kijów po plecach, za co słusznie dostała mi się bura.
Ale tak w ogóle - kolega Dejw już całkiem sobie odpuścił, czy zamierza wszystko nadrobić przy 97 kolejce? :/
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 lip 2022 22:25

Doszły mnie słuchy, że kolega Dejw planuje zmasowany atak recenzjowy w czasie najbliższym, ale nie ręczę za to. Dejw ma dużo na głowie teraz, stąd jego brak motywacji do czegokolwiek. My z drugiej strony, mie możemy czekać wiecznie na jego recenzje, bo ten temat w końcu umrze. Optuję, żeby następną kolejkę otworzyć jak najszybciej, żeby chociaż można było wrzucać propozycje. Jeżeli w tym czasie Dev nadrobi, to będzie super. Trudno mi sobie wyobrazić oba tematy bez jego wrzutek i recenzji, ale nadrobienie tylu albumów na raz, to jest dosyć hardcorowe przedsięwzięcie xD Trzymam kciuki za Deva, ale rzygam już ta kolejką (mimo, że bardzo dobrą) i chcę żebyśmy lecieli dalej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 06 lip 2022 22:34

Jakby Melki się otrząsnął do jutra z szachowo-ogródkowego letargu, to może przed wyjazdem zdążyłbym nawet zassać pierwsze albumy.
Może akurat któryś by się nadał do posłuchania nad oceanem. :mrgreen:
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 lip 2022 22:39

A coś tam gdzieś pisał, że wrzuci, ale jak sam zauważyłeś, Melki lubi rzucać takie obietnice i ich nie spełniać.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 07 lip 2022 02:09

Kate Bush - Never For Ever

Miałem pewne obawy przed słuchaniem Bush - związane głównie z tym, że to jest ulubiona piosenkarka lat 80. dla tych środowisk, których ja nie znoszę i które również takich jak ja nie znoszą. Obawiałem się czegoś, co będzie zarówno ciężkie, jak i mało strawne. Pamiętam, że w czasie, kiedy to nazwisko pojawiło się wśród różnych propozycji różnych ludzi, ja zaczynałem mieć artystowskich pretensji dosyć, wydawały mi się bardzo wyzywające i miałem poczucie, że to jest wychylenie wahadła w przeciwną do piosenkarzy disco stronę. I w sumie to nadal tak myślę.

A potem sobie posłuchałem... I co z tego wyszło? Po pierwsze, wydaje mi się, że Bush ma bardzo miękki głos, bardziej niż większość tych piosenkarek z lat 80. (chyba tylko Patsy Kensit postawiłbym za nią). Całość jest otulona taką baśniową aurą, taką bardzo ciepłą, pogodną, w gruncie rzeczy to Bush jako księżniczka na zamku wydała mi się bardzo podobna do wielu podobnych, tam i ówdzie wymienianych. Wszystkie te piosenki są bardzo eteryczne, spokojne i w gruncie rzeczy fajnie, że to weszło po Paintings In Yellow, bo w wielu momentach panie nie są tak odległe od siebie, sporo w tym ulotności, czaru dnia, czegoś nieuchwytnego. Bush prezentuje się imponująco, ten bajkowy świat jest bardzo przekonujący i w gruncie rzeczy jest próbą powiedzenia czegoś, a nie wykrzyczenia i to się fajnie pani Kate udaje.

Zaczyna się od Babooshki. W pierwszej chwili ten refren wydawał mi się niesamowicie pretensjonalny, w kolejnych doszedłem do wniosku, że mi się przegryzł (szkoda, że nie widzicie mojej playlisty, kiedy to piszę ;() i ta "babooshka" jest takim rozładowaniem napięcia: jakby subtelność ustępowała miejsca bezpośredniemu kontaktowi. W sumie to jest żywiołowa piosenka - kojarzy mi się trochę aranżem z symfonikami, jakoś nie dziwi mnie, że to progfanom przypadło do gustu. Kolejne piosenki też zawierają wiele delikatnych momentów, fajne jest to klawiszowe tło, właściwie to nie ma momentów ostrzejszych, nie ma też momentów bardzo żywiołowych, cała płyta jest ewidentnie mocno trzymana w ryzach. Tempa raczej wolniejsze, fajny to ma podkład rytmiczny (mówię w tym momencie o The Wedding List, ale całość jest w dechę pod tym względem).

Właściwie to trudno mi wyróżnić mocniejsze momenty, Violin z instrumentalną gitarową partią i dość krzykliwym wokalem Kate Bush mógłbym zaliczyć do tego grona. Night Scented Stock to taki krótki, chóralny, bardzo przyjemny przerywnik. Podniosłe Breathing jest ciekawym zakończeniem, wszystko to takie dość lekkie, energia tkwi raczej w wokalu niż partiach instrumentalnych. "Out, in, out, in, out!" Takie to nieoczywiste. Partie wokalne na całym albumie są niebanalne i bardzo przekonujące. Również te męskie przypadły mi do gustu. Ogólnie jestem mile zaskoczony, bo spodziewałem się czegoś wybitnie bucowatego, a mamy do czynienia z przyjemnym, delikatnym, ubranym w baśniowe szaty albumem. Duży plus, Mentos, duży plus.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 lip 2022 08:14

Ehhh melczet i te jego wojny środowiskowe xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lip 2022 08:19

No, przyznam, że jak zacząłem czytać te recenzje to było "ah shit here we go again", ale na szczęście Melki nie odpłynął za daleko w ten świat wojenek tylko dla niego zrozumiałych.
Strach pomyśleć co by było gdyby te środowiska przyznały się do gry w szachy lub spędzania czasu w ogródku xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 lip 2022 12:56

Dobra Panowie, jak ktoś chce jeszcze coś dorzucić od siebie to niech napisze a kto gotowy niech wrzuca albumy na następną kolejkę. Dev póki co niech nadrabia recenzje, a następnie jak skończy będzie mógł dorzucić swój album. Póki co wrzucać propozycje by wiadomo było już czego słuchać.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 lip 2022 13:16

"sun will come, dry your eyes..."

Honeyroot - The Sun Will Come
(2007)

W tym miejscu będzie lekkie oszustwo z mojej strony, ale też nie do końca. Ten album na tym etapie może bardziej być w stylu rekomendacji niż bestki życia, a jednak z drugiej strony myślę że w drugiej dyszce już spokojnie by się znalazł (pomimo faktu że wracając do niego teraz nie pamiętałem wszystkich utworów z niego 😅 ). Jednak z dwóch powodów myślę że to będzie najlepszy moment na tą wrzutkę - po pierwsze dlatego że pora roku i pogoda się zgadza a po drugie zainspirował mnie Hien swoją wrzutką Matthew Feasleya (w tamtym numerze pojawia się solo które brzmi jak wyjęte z jednego numeru Honeyroot tutaj).

Czym w ogóle jest Honeyroot i skąd ja to wziąłem? Jest to duet składający się z Glenna Gregory'ego (współzałożyciel i wokalista grupy Heaven 17) oraz Keitha Lowndesa (o którym nie wiem nic), Panowie Ci poznali się i nawiązali współpracę po raz pierwszy w roku 1997 pomagając Martinowi Fry przy pisaniu i produkcji albumu Skyscraping grupy ABC (Fry był wówczas jedynym członkiem grupy po odejściu gitarzysty i klawiszowca Marka White'a). Honeyroot wydało swój debiutancki album Sound Echo Location w 2003 roku i znalazł się na nim wówczas ambientowy cover utworu Love Will Tear Us Apart grupy Joy Division. To właśnie poprzez ten utwór natrafiłem - a właściwie mój starszy brat trafił na Honeyroot. Gdy byłem latem 2007 roku na wakacjach w UK mój brat miał wtedy fazę na ten numer JD i ściągając go z eMule przy okazji ściągnął również jego różne covery, tak wówczas odkryliśmy grupy Honeyroot oraz Nouvelle Vague. Coveru tamtego całkiem nie pamiętam już nawet ale wiem że następnie z ciekawości szukał więcej muzyki Honeyroot i ściągnął ich nowy wówczas album The Sun Will Come (debiutu w sumie też nie znam do dziś). Album ten był bardzo fajnym odkryciem i taką ciekawostką, którą i ja bardzo chciałem się z Wami podzielić.

The Sun Will Come to album ciepły, lekki, na pewno będzie to najlżejsza moja albumowa wrzutka do tej pory. Stylistycznie - choć Honeyroot opisywany jest jako duet ambient dance - na płycie przewija się różnorodna muzyka. Ogólnie jest to to co określiłbym ówczesnym (2000s) marketingowym terminem "electronica", czyli muzyki elektronicznej która czerpała z doświadczeń lat 80. i 90. i przetwarzała ją na bardziej współczesną modłę. Są tu utwory często zahaczające o klimaty chilloutowe, są numery czerpiące z brzmień znanych z lat 80. jak acidowe Heavy Drops czy synthpopowe People Say (mocno brzmi tu jak Goldfrapp). Jest numer który bezapelacyjnie miał pojawić się w pierwszej 25 utworów (lecz ostatecznie stwierdziłem że album będzie lepszy jako całość) czyli Nobody Loves You (The Way I Do). To ten kawałek z brzmieniem respiratora który miał być moją "odpowiedzią" na Bark Psychosis. To taki ówczesny trip hop z pięknym damskim wokalem i prostym emocjonalnym tekstem. Tu muszę nadmienić że choć Glenn Gregory był wokalistą w Heaven 17 to na tym albumie prawie całkiem oddaje pola kobietom. Wspomniany wyżej utwór śpiewa niejaka Briony Greenhill, jej cudny wokal pojawia się też w coverze soulowego klasyka A Change Is Gonna Come (oryg. Sam Cooke), i jest to dla mnie cover z kategorii tych które są nawet lepsze od oryginału, tak bardzo jej wokal mi się podoba (ciekawe co shodan powie). W singlowym Where I Belong śpiewa Kim Richey i mamy tu leciutki popik na akustyczną gitarę i plumkaną elektronikę (w połączeniu z częściowo animowanym wideoklipem ten numer był miejsca pewniakiem do puszczenia synowi i rzecz jasna młody go uwielbia). Ten numer był swego czasu niepisanym hymnem moich powrotów z UK do domu (byłem tam później jeszcze dwukrotnie na wakacje). Drifter to esencja leniwego ciepłego wakacyjnego brzmienia, słuchać tu nawet trzask ogniska a cytowany przeze mnie na wstępie tekst "sun will come, dry your eyes" podkreśla pozytywny vibe wokół letniej pory. Na wokalu tym razem kolejna nieznana wokalistka - Elsie Wooley (nie wiem skąd te panie się wzięły, wszystkie na discogs nie mają na koncie żadnych innych występów poza tym albumem). Every Single Day z kolei totalnie kojarzy mi się z jakimś lekkim popowo brzmiącym alt rockiem połowy lat 90. typu Smashing Pumpkins a może Mansun (które w sumie znam tylko z przeboju Wide Open Space). Najsłabiej wypada końcówka albumu w sumie która nie zapada mi w pamięć, ale pomimo to jest tu dość dobroci bym uznał że jest to album godny polecenia i przedyskutowania.

Tak więc zapraszam do odsłuchu, jestem bardzo ciekaw Waszego zdania na temat tej płyty, w moich oczach ta muzyka jawi się jak te niepozorne, wygrzebane nie wiadomo skąd wrzutki od Hiena a z drugiej jest tu kilka fajnie śpiewających pań które może polubi shodan. No i ten vibe, słoneczny i pozytywny, liczę że pogoda spotęguje doznania podczas odsłuchu i ładnie Wam to podejdzie. W sumie dzięki tej zabawie wracam do tego albumu i doceniam ponownie po długiej przerwie (dawniej słuchając go bardziej na wyrywki).

https://youtube.com/playlist?list=PLjIu ... Y1Mmhbc-vM
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lip 2022 13:19

Fishmans - Uchū Nippon Setagaya

Nadejszła wiekopomna chwila. Sądząc po ostatniej kolejce, powinienem wycelować mnie więcej tak, że będziecie tego słuchać i recenzować w pierwszą rocznicę mojej wielkiej, znanej na forum, fazy na Fishmans xD Konsensus wśród fanów jest taki, że „Uchū Nippon Setagaya” to najlepszy album zespołu, przy czym generalnie wielkie poważanie ma cała trylogia „Setegaya”, czyli albumy „Kuchu Camp”, „Long Season” i wspomniane „Uchu” (wydane w 96 i 97 roku). Fishmans podpisali po albumie „Orange” gruba umowę z Polydor. Była to wygrana na loterii muzycznego życia, ale warunki cyrografu były spore ponieważ zakładały nagranie i wydanie 3 albumów w dwa lata. Zespół nie tylko dokonał tego szaleńczego czynu, ale nagrał najbardziej szanowane albumy w dyskografii. Wybrałem „Uchu” z kilku powodów, ale przede wszystkim dlatego, że jako album, jest to najfajniejsza propozycja trylogii. „Kuchu Camp” (to na nim jest „Night Cruising”) uwielbiam równie mocno i w zasadzie oba te albumy chciałbym tu wrzucić, ale nie mogę, zatem przyznam bez bicia, że wybieram ten bardziej, hmm, medialny? „Long Season” w wersji studyjnej jest ok, ale dopiero koncertowa powala na ziemię niczym spirytus.

No, ale zamiast pisać czemu pewnych albumów nie wybrałem, to rozwinę wątek „Uchū Nippon Setagaya”. To jest ostatni album Fishmans nagrany przed śmiercią lidera, Shinji’ego Sato. Po nim, zaczęli demować kolejne piosenki (niektóre w wersjach demo potem wyszły) i wydali jeden singiel, wrzucony już przeze mnie “ゆらめきin the Air”. „Uchu” to był album dziwny. Pierwsze kilka utworów, to niemal solo Shinjiego, chłop przynosił już prawie gotowe rzeczy do studia. Zespół miał wiarę w dzieła tego zdolnego Japończyka. Tempo nagrywania tych ostatnich płyt było mordercze i nie za bardzo było inne wyjście. „Pokka Pokka” to bardzo chillowy kawałek, który przypomina mi klimaty, które zrobiły się dosyć modne jakoś na początku 00sów. Napisałbym, że Fishmans próbują tu nowych dla siebie rzeczy, ale tak można pisać o każdym kawałku na płycie. „Weather Report” to jest dosyć fazowa rzecz, nie wiem nawet co moge o niej napisać, tego trzeba posłuchać. "うしろ姿" to jeden z moich ulubionych kawałków na płycie. Co tu się nie dzieje. Utwór przechodzi w utwór i przechodzi w utwór. Bardzo pomysłowo zaaranżowane, zagrane, ale przede wszystkim hipnotycznie zaśpiewane przez Sato. „In the Flight” to jeden z tych kawałków, których używa się w jakichś tributach dla Saton i generalnie jest to bardzo refleksyjny utwór. Nie piszę smutny, bo on w zasadzie nie jest smutny tylko taki, nie wiem, rozdzierający, ale z czymś pozytywnym unoszącym się w powietrzu.
„Magic Love” (tudzież jak śpiewa Shinji – MADŻIKURA) to był pierwszy singiel. Z początku nie ogarnąłem tego numeru, to było za bardzo psycho, ale potem zaczął wchodzić jak złoto. W sumie wszystko tu jest dobre, począwszy od perkusyjnego intra, elektroniki, melodii. Jest tu coś takiego wakacyjnego w tym. "バックビートにのっかって" to jest długi i pokrętny, ale dosyć wciągający kawałek. Każda wersja live brzmiała trochę inaczej. Nocne klimaty, czyli to co lubię. Najlepsze jednak nadchodzi wraz z następnym kawałkiem. „Walking in the Rhythm” to kolos, który z początku wydawał mi się za długi, zbyt monotonny, za bardzo reggae… wiecie, wszystkie takie pierdy, które niektórym Wam pojawią się w głowach, ostrzegam więc, bo to się zmienia z czasem.
Któregoś razu, wracając pociągiem do domu, wkręciłem się w „Walking in the Rhythm” jak wiertarka. W mieszkaniu słuchałem tego dalej i chodziłem w kółko powtarzając razem z zespołem „łokin ze ryzem, łokin ze ryzem, łokin ze ryzem”. Jeżeli miałbym z tego kawałka zostawić jeden instrument, to byłby to bas. Yuzuru Kashiwabara to był niesamowicie utalentowany basista, facet każdy utwór zamieniał w złoto, ale tu już dochodzi do poziomu kosmicznego. Dragon kiedyś napisał, że wersja live z 1998 r. jest lepsza, ale nie mogę się z tym zgodzić. Tamta jest bardziej zwarta i ma jakieś naleciałości z remiksu, ale brakuje w niej tej motoryczności i tego co w studyjnej jest takie wyjątkowe. Niemniej, wszystkie wersje mi się w jakimś stopniu podobają.
Album kończy „Daydream”, który jest dosyć niezłą siekierą kiedy słucha się tej płyty znając historię zespołu. Shinji Sato zmarł na początku 1999 r., do końca nie wiadomo na co, podobno był na coś chory. Wiele osób podejrzewało samobójstwo, ze względu na mocno depresyjne teksty, które Shinji pisał w ostatnim roku swojego życia. „Daydream” ma taki lekko depresyjny wydźwięk. Wszystko tu robi na mnie wrażenie, gitara, arpeggio z syntezatora i ta figura gitarowa, która zapętla się pod koniec. Numer wzniosły, ale moim zdaniem nie pretensjonalny, bo Fishmans nie potrafią być pretensjonalni, nawet jeżeli robią wszystko żeby tak brzmieć. To jest trzech uśmiechniętych Japończyków i to się zawsze przebija w ich muzyce, choćby grali poważne, kilkunastominutowe kompozycje. Może dlatego tak bardzo do mnie trafia ich twórczość, bo tu jest absolutne zero pozerstwa. Można sobie tylko wyobrażać, co oni mogli osiągnąć gdyby Sato nie zmarł. Zwrot „japońskie Radiohead” jest słuszny, może nie ze względu na brzmienie, ale to w jaki bezkompromisowy sposób ten zespół zaczął się rozwijać i jak olbrzymi talent mieli jego członkowie.

Fishmans przebyli długą drogę od prostego bandu ska i reggae do jednego z najbardziej odważnych japońskich zespołów, który przy śmiesznym deadlinie, nagrał swoje najlepsze albumy. Te ostatnie płyty, zespół nagrał jako trio: Shinji Sato (gitara, wokal), Yuzuru Kashiwabara (bas) i Kin-ichi Motegi (perkusja) z pomocą koncertowego składu: Honzi (skrzypce, klawisze) i Dartsa (gitary). Piękny album wspaniałego zespołu, który nigdy by się nie przebił na Zachodzie gdyby, heh, RYM.

https://www.youtube.com/watch?v=SxsvkiCzFjg

Słuchajcie, powyższy link to jedyny w miarę przyzwoity jakie jest na YT. Nie ma żadnej oficjalnej playlisty, jest tylko składak wrzutek ludzi, różnej jakośći. Polecam żebyście w ogóle nie słuchali tego z YT, tylko weszli na Spotify lub ściągnęli z neta (jest tylko jedna wersja albumu).
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn