Radiohead znam bardzo słabo. Właściwie prawie w ogóle. Znam oczywiście Creep i naprawdę ten numer uwielbiam. No był jeszcze utwór The National Anthem zapodany przez Mentosa w pierwszej turze, który mi jednak średnio podszedł.
Co do Reckoner – Hien ani trochę nie przesadził w swoich pochwałach. Ten utwór jest genialny pod każdym względem. Takie brzmienie to ja kupuję zawsze i wszędzie. Proste melodie, ale niesamowicie efektowne i cudnie opakowane. Aranż robi na mnie kolosalne wrażenie. Te cykające talerze i delikatna gitara są niesamowite. Schowana w tle perkusja też robi fantastyczną robotę. Na początku trochę się zająknąłem nad wokalem, że niby nazbyt miauczący. Ale to był krótki moment przy pierwszym odsłuchu z laptopowych głośniczków. Jak przy drugim odsłuchu zarzuciłem utwór na słuchawki, to wszystko wskoczyło na właściwe miejsce. Tutaj inny wokal by nawet chyba nie pasował.
Mostek to najlepszy fragment utworu. Jest po prostu piękny. I te smyki na koniec. W tym delikatnym brzmieniu jest naprawdę monstrualna moc. Jak ja uwielbiam taką muzykę. To jest wręcz szokująco dobre.
Nie byłbym sobą, gdybym poprzestał na tym utworze i nie spróbował całej płyty.
Podsumowując jestem po raz kolejny mocno poruszony propozycją Hiena. Złoto bez żadnego ale.
The Cure - In Between Days
Ten utwór akurat kojarzę. Na pewno go słyszałem w przeszłości. I tak jak wtedy mnie nie kupiłł, tak samo jest i teraz. Czez ma z nim fajne wspomnienia z przeszłości, co jest nie do przecenienia. I chociaż utwór wcale nie jest zły, to po prostu jakoś przechodzi obok mnie. The Cure z płyty proponowanej kiedyś przez strippeda było dla mnie jednak dużo ciekawsze.
Tu jest tak jakoś zwyczajnie. Typowe The Cure, które pamiętam z lat szkolnych, a które nie potrafiło mnie choćby odrobinę zainteresować. Bo chociaż jest nieźle, to dla mnie jednak za mało, żebym chciał wracać.
a-ha - Summer Moved On
a-ha to zespół, którego raczej nikomu przedstawiać nie trzeba. I choć nie znam ich całej dyskografii, choć nie znam właściwie większości ich dyskografii, to jest parę rzeczy, za które lubię ten zespół. Zespół, który ma na pewno dar do robienia znakomitych popowych hitów. I to nie takich na chwilę, ale naprawdę niezapomnianych. I to jest na pewno jeden z tych hitów. Melodia niezwykle zapadająca w pamięć, świetnie zaaranżowana. Niezwykle charakterystyczny głos Harketa zachwyca jak zawsze. Nie będę tu bardziej wgłębiał się w brzmienie, bo dev wszystko doskonale już opisał. Po prostu piękna piosenka, do której będę od teraz wracał na 100%.
Przyznaję całkowicie zasłużone srebro.
Red Hot Chili Peppers - I Could Have Lied
Jak na początku zobaczyłem co wrzucił stripped, to morda mi się uśmiechnęła szyderczo na myśl, jak sobie wreszcie na Murzynie poużywam.
No i nie można nie wziąć pod uwagę osobistej historii strippeda związanej z utworem. Ja w kontekście moich młodzieńczych historii miłosnych nie mam jakoś żadnych wspomnień związanych z muzyką niestety.
No sam nie wierzę, że to piszę, ale jest naprawdę dobrze i jest brąz. Wyżej nie da rady, bo jednaj konkurencja nie byle jaka.
Bella Ćwir - Paryż płonie
No powiem tak, nic mi do tego, czego lubi słuchać Dragon. Jak mu się to podoba, to ok. Ale dla mnie to jest jakiś koszmar. Czegoś tak chujo.wego w tej bestce jeszcze nie było. Nie znam Belli Ćwir i mam niewielkie pojęcie o środowiskach queerowych. Nawet nie wiem, czy to tylko jakiś artystyczny wizerunek, styl bycia, czy coś więcej. Jestem nieco skołowany widząc imię Bella i słysząc męski głos. Ale nie mam ochoty zgłębiać szczegółów, wszak my tu właściwie oceniamy samą muzykę. A ta jest z mojego punktu widzenia fatalna. Ktoś pomyślał, że jak zapieprzy basem powodującym drżenie szyb w oknach, to załatwi sprawę. Otóż nie. Brzmienie jest beznadziejne, pseudo rap fatalny i w ogóle nie jestem w stanie tego słuchać, bo mam wrażenie jakbym zstępował w jakieś otchłanie piekieł.
Dobrze, że Dragon z góry liczył się z takimi opiniami, to chociaż pisząc to mam mniejsze wyrzuty.
Roxy Music - Avalon
Zespół Roxu Music kojarzę. Bo pamiętam, że w latach młodości strasznie mnie irytował. A w szczególności Brian Ferry. Teraz słucham sobie Avalon i nie wiem, o ch*j mi chodziło. Brian ma naprawdę bardzo dobry głos, utwór jest całkiem przyjemny, brzmienie bardzo przyjemne. No wszystko jest jak najbardziej ok. Nie jest to co prawda tak elektryzujące i niesamowite jak wrzutka Hiena. To raczej zupełnie inny rodzaj doznań. Miłe, przyjemne, relaksujące, poprawiające humor. Właściwie myślę, że ta wrzuta jest bardziej w stylu Murzyna, niż Mentosa.
Myślę, że Mentos i stripped mogą się tym brązowym medalem właściwie podzielić, bo oba utwory są równie fajne.
Podsumowując kolejka bardzo dobra. Kolejka z jednym potężnym wstrząsem w postaci Reckoner, jednym odświeżonym po latach świetnym hitem od a-ha, dwoma bardzo dobrymi numerami od wykonawców, których niby zawsze bardzo nie lubiłem. Gdzieś trochę za peletonem jeszcze czezowe The Cure i daleko z tyłu, zdublowany ze 3k razy Dragon.