Best of Forum II

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 paź 2022 08:05

Poczekamy na Czeza do wieczora, chociaż zadałem pytanie i zero odzewu, jak u Melkiego.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 paź 2022 20:24

Dobra, dosyć już rzucania pytań o ścianę, tak się nie robi.

Zaczynamy następną kolejkę, zapraszam do wrzucania.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 paź 2022 21:11

Czez ambasadorem akcji "ciupciam nie słucham"

Popol Vuh - Morgengruß

Zabrałem się za Popol Vuh w bardzo specyficznym czasie i ten projekt już zawsze będzie mi się kojarzył z tym okresem. Przełom 2019/2020. Regularne przejazdy między Wrocławiem i Wałbrzychem zimą. Pierwszy semestr studiów. Bardzo specyficzne stosunki między mną a ludźmi z uczelni, jeszcze się docierałem z wieloma osobami. Poza tym intensywnie było w sferze uczuciowej, że tak to bardzo subtelnie nazwę... Gdzieś między wszystkimi queerami, nudnymi zajęcami o humorze, mniejszymi lub większymi popijawami po raz pierwszy od dawna chciałem wrócić do niemieckich zainteresowań muzycznych. Wiecie, elektronika obcykana dobrze, a te krauty liźnięte bardzo wybiórczo i niedokładnie.

Tangerine Dream to całkiem sensowny pretekst do odbicia w stronę PV. Fricke dołożył bardzo istotną cegiełkę pod sukces Zeit, jego Moog zdziałał tam cuda. Potem z jego sprzętu maksa wyciskał Schulze. Skoro gość potrafił wyczarować swoimi rękami tak potężne dźwięki, to pewnie w projektach, za które bezpośrednio odpowiada jest podobnie? Było tak do pewnego czasu. Od zawsze w muzyce PV był obecny aspekt jakiejś wyższej duchowości, mistycyzmu, religijnego uniesienia. Z początku było mroczniej, ale po znakomitej In den Garten Pharaos zebrało się wystarczająco dużo energii do wywołania katharsis i od tamtej pory nie było już zbyt wiele mroku. Tak rodził się New Age. Muzyka radosna, pozytywna, miejscami ekstatyczna, flirtująca ze Wschodem. Daleko jeszcze do kiczowatego grania na syntezatorach, cyfrowych chórów, fletni Pana, itp.. Tutaj krauty krzyżują się z folkowymi inspiracjami. Można ulec wrażeniu, że w tamtym czasie Fricke i świta osiadają gdzieś w Alpach, raczą się różnymi specyfikami i natchnionymi tekstami. Tak spędzają dni, tygodnie, miesiące, a potem powstaje muzyka.

Na przykład Einsjager & Siebenjager, jest rok 1974. Płyta zbudowana na kilku impresjach i dłuższej, bardziej rozbudowanej kompozycji. Perkusja nie zawsze nadaje wyraźny rytm, to raczej instrument budujący ten wzniosły klimat. Masa gitarowych impresji i Fricke przy pianinie. Nie szukałem w muzyce czegoś takiego, uderzyło samo z siebie. Wiedziałem na co się piszę, ale że tak zaskoczy? Do tamtego momentu najintensywniejsze wrażenie robił na mnie Vuh z 1971 roku. Któregoś dnia, kiedy wracałem z Wrocławia włączyłem wspominane In den Garten Pharaos. Byłem zmęczony, był wieczór, siłą rzeczy lekko przysnąłem. Rozbudziłem się 10 minut przed wysiadką. W tle zawieszone, groźnie posępne dźwięki i perkusyjna furia. Misterium pełną gębą. Niepokojąco wciągające, hipnotyczne. W takich okolicznościach zupełnie straciłem poczucie miejsca i czasu. Co ja robię? Gdzie ja jestem? Kilkanaście sekund zawieszenia w próżni mija, ale to pierwsze oszołomienie po otwarciu oczu... bezcenne. Z drugiej strony Morgengruß poznane dwa, trzy miesiące później. Tłumaczę sobie tytuł jako poranną pocztówkę, pozdrowienia z poranka. Wokół wszystko budzi się do życia, rozkwita. Wielkie gitarowe trzy minuty. Wystarczają w zupełności. Nie zapomnę tego pozytywnego zaskoczenia i bardzo dużego wrażenia, jakie na mnie ten numer wywołał. Takie rzeczy naprawdę trudno sensownie opisać. Test na miękkość serca. Przy okazji powrotów ta energia wraca, choć pewnie nie z taką siłą jak wtedy.

W ten sposób otwieram mały dyptyk dedykowany Melkiemu. Mam nadzieję, że u niego wszystko w porządku.

https://youtu.be/XMMKho04zw4
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 paź 2022 21:26

Kurde chciałem otworzyć kolejkę ale Smoku też spoko intro zrobił.

Richenel - Autumn
(1982)

Mamy październik zatem najwyższa pora zamieścić wreszcie moją jesieniarską wrzutę opóźnioną o dwie kolejki i tak już.
Przy okazji wracamy w historii moich muzycznych eksploracji do jesieni roku 2016 i zapoznawania się z katalogiem wytwórni Music From Memory zapoczątkowaną odkryciem Suso Saiza. W listopadzie tamtego roku, kiedy już zdaje się śledziłem kanał tej wytwórni na YouTube wjechał singiel promujący reedycję albumu La Diferencia. La Diferencia to debiutancki album holenderskiego wokalisty o pseudonimie Richenel (właśc. Hubertus Richenel Baars, 1957-2020) z roku 1982. Album ten pierwotnie wydany na kasecie został zremasterowany i wydany ponownie w krótszej formie jako winylowe EP w 2017 roku.

Zamieszczony przeze mnie utwór Autumn to jeden z najlepszych "złotych strzałów" w historii moich poszukiwań. Piosenka utrzymana jest w ejtisowym klimacie funk/boogie, aranżacja opiera się głównie na dość szkieletowo brzmiącym automacie perkusyjnym, fantastycznej linie basu (do dziś chyba jedna z moich ulubionych zagrywek) i uzupełniających syntezatorach oraz gitarze. Tekst mówi po prostu o tej sytuacji kiedy nadchodzi jesień a człowiekowi tak się w życiu ułożyło że zostaje właśnie sam, rozstaje się z kimś. Nie jest to jednakże jeden z tych numerów w których podmiot liryczny użala się nad sobą, wręcz przeciwnie, Richenel śpiewa o tym że koniec tej relacji to dla niego nowy początek. Kobieta (a może facet? Patrząc na fotki Richenel z kolczykami itp. nie wykluczam wątków queerowych) łamała mu serce zatem on odchodzi bo wie że to właściwy moment nim ten związek go zniszczy ("If I leave now, I keep my energy burning").
Wygląda za okno, pada deszcz, liście lecą z drzew, może trochę smutno ale patrzy przed siebie z nadzieją.
Całości tego ciepłego jesieniarskiego klimatu zawartego w muzyce mi dopełnia fotka która wyświetla się na YT przy tym numerze. Stare zdjęcie z lat 80., Richenel siedzący w studiu nagraniowym, przeważają tu ogólnie ciepłe barwy bliskie sepii (żółte ściany, brąz skóry Richenel), do tego pieszczocha z ćwiekami na ręce którą trzyma papierosa, no i rozbraja mnie ta jego czarna czupryna i wąs z którym bez kitu - wygląda jak mój najstarszy brat circa 1995 xD rzadko kiedy nawet która okładka tak mi dopełnia piękna utworu jak ta fota, lubię się na nią gapić.

Liczę jedynie na pozytywny odbiór bo to pozytywny numer. Mało funku było ostatnio więc tym numerem ciut nadrobię. To stała pozycja, wręcz otwieracz każdej mojej jesieniarskiej plejlisty, otulam się nim jak pledem, chwytam za herbatę z cytryną i jakoś lżej na duszy zawsze, wiem że będzie dobrze i jeszcze przyjdzie wiosna.

https://youtu.be/8Avjl-FDg9k
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 paź 2022 21:37

The Smile – Open The Floodgates

Zaraz ktoś zapyta, jak to jest, że Munlup dwa razy wrzuca Radiohead i uchodzi mu to płazem?
Mogę podziękować Thomowi Yorkowi, że w zeszłym roku zmontował z kolegą z Radiohead, Johnym Greenwoodem oraz perkusistą Sons of Kemet - Tomem Skinnerem, zespół The Smile, który jest w praktyce odrobinę mniej przekombinowanym i bardziej post-punkowym Radiohead. Ogólnie, ponieważ utwór który wrzucam, to jest 100% typowe Radiohead. Równie radioheadowa jest jego historia. Tak się składa, że RH wielokrotnie kisili kawałki latami, jednocześnie nie odmawiając sobie grania ich na koncertach. Ekstremalnym przykładem niech będzie „True Love Waits”, pierwszy raz zagrany w 1995 roku, a wydany ostatecznie w 2016 r., w kompletnie innej aranżacji. To nie jest odosobniony przypadek, takich kawałków było więcej, np. „Nude” grany od 97 r., wydany 10 lat później, czy wiele utworów, które póki co nie doczekały się wersji studyjnych.
Takie kawałki są zbierane przez fanów z bootlegów, a potem czci się je, czekając cierpliwie aż zespół w końcu je wyda w taki lub inny sposób (niektóre nie wyszły na płytach, ale np. jako bonusy w rocznicowych boksach). Robię Wam ten podkład historyczny nie bez powodu.

Jakoś pod koniec 2009 r., Thom Yorke zaczął grać pierwsze solowe koncerty, a raczej wtedy były tak reklamowane. Potem okazało się, że de facto występował jego nowy zespół Atoms for Peace, ale na tamtym etapie to był po prostu zespół towarzyszący Yorkowi i grali głównie rzeczy z jego debiutu solo. W każdym razie, podczas segmentu solowego, z samym Jorkiem na pianinie, Thom wykonał kilka premierowych kompozycji: jedna z nich stała się kilka lat później utworem Radiohead („Lotus Flower”), druga była potem utworem Radiohead na kilka koncertów, ale ostatecznie wyszła na płycie The Smile („Skirting on the Surface”), a trzecia - „Open The Floodgates” - była utworem, który Radiohead grali tylko na próbach w 2006 r. (o czym wtedy nie wiedziałem).

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem tamtą wersję, zostałem z miejsca rzucony na kolana. Absolutnie przepiękny, najlepszy na świecie, motyw na pianinie i rewelacyjna melodia wokalu, wszystko to razem mnie kompletnie oczarowało. Z Thomem Yorkiem jest tak, że on nawet na tym etapie kariery potrafi wyskoczyć z czymś, co fani jednogłośnie uznają za prawdziwy klejnot w jego twórczości. Niestety jest z nim też tak, że jak gra coś nowego na żywo, to nie znaczy, że ten utwór usłyszymy na jakiejkolwiek płycie w najbliższym czasie. Lub w ogóle. Utwór pojawił się jeszcze na koncercie tego samego składu w 2010 r. i znikł.

Przez kolejne lata wyczekiwałem pojawienia się tego kawałka na jakimkolwiek albumie związanym z Yorkiem, ale nic się nie działo w tym temacie. Cicho i mało śmiało liczyłem na „A Moon Shaped Pool” Radiohead w 2016 r., nawet na dzień przed wyjściem płyty (nie zdradzili tracklisty do premiery) pisałem im na fejsie „just open the floodgates”. I nic. Uważałem to za straconą szansę, bo ten numer idealnie by pasował na tym albumie, podobnie jak „Spectre”, które ostatecznie wylądowało jako bonus. Kolejne lata płynęły, trzecie solo Yorka przeleciało, na koncertach nic. Zacząłem powoli dawać za wygraną. Pamiętam, że ktoś gdzieś napisał, chyba na Reddicie, że to nie wyjdzie jako RH, bo jest lirycznie zbyt błahe (to jest, w skrócie, piosenka o pisaniu piosenek). Pomyślałem, że to faktycznie nie pasuje do ich płyt, a jako, że średnio mi się widziała 100% elektroniczna aranżacja ala solówki Thoma, to stwierdziłem, że trudno, ważne, że chociaż wersje live istnieją.

I nagle przyszedł Covid, który sprawił, że Yorke, chcąc współpracować z kolegą z RH, Johnnym Greenwoodem, zmontowali sobie zespół. Za perkusją zasiadł Tom Skinner. Zespół objawił się światu w 2021 r., niespodziankowym koncertem ze studia, jaki został wrzucony na YT w ramach festiwalu Glastonbury. Prezentowany z początku materiał, sugerował bardziej powrót do korzeni Radiohead i realizację bardziej post-punkowych zapędów. Ostatecznie jednak okazało się, że repertuar jest bardziej eklektyczny. Na początku 2022 r., zespół zagrał w ciągu 24 h trzy koncerty transmitowane online (tak aby każdy na świecie mógł zobaczyć o dogodnej porze, kupowało się bilety). No i strzelił u mnie korek od szampana, bo zagrali „Open The Floodgates”. Wersja jaką zaprezentowali live była trochę inna, ale i tak powaliła mnie kompletnie na ziemię swoim pięknem. Pozostało już tylko mieć nadzieję, że pojawi się tez na płycie i tak się stało. W czerwcu The Smile wydali album „A Light for Attracting Attention” i znalazło się na nim „Open The Floodgates”. Kilkanaście lat czekałem na ten moment. To są doznania, których nie każdy wykonawca może dostarczyć, ale ja mocno cenię za to Thoma Yorka, chociaż co się naczekałem, to moje.
Ostateczna wersja studyjna jest wszystkim, co sobie po niej obiecywałem. Wróciło oryginalne pianino, które w wersji live The Smile zostało zastąpione czymś w rodzaju rhodesa, do tego pojawił się subtelny, elektroniczny arp, który wyjątkowo pasuje i genialne gitary Johnnego (może trochę ładniejsze w wersji koncertowej, ale nie będę marudził). Wszystko to w trochę bardziej abstrakcyjnej formie niż dotychczas, ale nadal doskonałej. Ok, może utwór stracił trochę tę intymną atmosferę pierwszych wykonań, ale tez coś zyskał. Nadal trudno mi uwierzyć, że się doczekałem, i że studyjna wersja jest tak satysfakcjonująca.

Na ten moment, jest to najnowszy utwór jaki prezentuję w bestce życia (wydany w tym roku), ale jednocześnie jeden z najstarszych. Tak to się czasami w życiu dzieje.

https://www.youtube.com/watch?v=yyq-YwrUJhw
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 paź 2022 21:38

Jak nigdy zrobiłem opis dzień przed, opłaciło się
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 06 paź 2022 13:00

Bleachers – Chinatown

Bleachers to zespół amerykańskiego muzyka, multiinstrumentalisty i producenta Jacka Antonoffa. Znam go ze współpracy z Taylor Swift. Od lat pomaga jej tworzyć piosenki i jest współproducentem jej niektórych albumów, jak np. folklore. Współpracuje też z wieloma innymi znanymi wykonawcami.
Bleachers ma w dorobku trzy albumy. Nie słyszałem żadnego w całości tylko parę utworów na YT. I właśnie Chinatown od pierwszego przesłuchu mnie po prostu zauroczył. Utwór pochodzi z ostatniego albumu Bleachers z 2021r. To wg mnie naprawdę świetna kompozycja. Tak mocno amerykańska jak tylko się da. Fajny bujający aranż, dobra linia basowa, rytmiczna perkusja i świetne zagrywki klawiszowe. No i Bruce Springsteen na wokalu obok Antonoffa robi niesamowitą robotę.
Ten utwór ma tak fantastyczny dla mnie klimat, że mógłbym go słuchać w nieskończoność.
Krótki opis, bo nie wiąże się z tym utworem żadna osobista historia. Po prostu go lubię i tyle. Są takie utwory, które się człowiekowi nie nudzą, które bez względu na upływający czas są wciąż tak samo smakowite. I z Chinatown właśnie tak u mnie jest.

https://www.youtube.com/watch?v=YQpNc-2drRE
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 paź 2022 22:56

The Knife - Without You My Life Would Be Boring

Czy jest tu ktoś, komu trzeba przedstawiać The Knife? Być może. Czy zamierzam to zrobić? Nie.
Nie pamiętam już kiedy i w jakich okolicznościach poznałem The Knife, pewnie niczym kolega Dragon ściągałem z blogów muzycznych jakieś płyty czy coś, albo polecili mi je jacyś hipsterzy z lasta tudzież innych miejsc dla zepsutej i zdegenerowanej młodzieży z klasy średniej. Ale do chrzanu z tym w sumie. xD Był taki specyficzny okres dziewięć lat temu, że serio byłem na bieżąco z muzyczką, poznawałem muzyczne nowości i generalnie chciało mi się być na czasie. Czasem za tym tęsknie, trochę mniej za paroma innymi rzeczami, ale pal to sześć. Jakoś też w tamtym czasie wyszła ostatnia do tej pory płyta The Knife i z tym wiążą się trzy średnio interesujące fakty.
Po pierwsze - to, że poznałem ją w średnio interesujący sposób, tj. hype nakręcony przez ww. młodzież, z którą przebywałem na TAJNEJ i ELITARNEJ grupce na last.fm, gdzie w sumie to nie działo się nic poza shitpostingiem i wzajemnym brandzlowaniem. Po drugie - mimo tego podobała mi się i podoba do dziś. Po trzecie - dzięki temu, że przez ten relatywnie krótki okres swojego życia bylem fanem The Knife w 2013 roku po raz pierwszy odwiedziłem Warszawę. Zagrali tam jakiś koncert w ramach festiwalu, którego nazwy nie pamiętam, ale w sumie to nawet nie ma to żadnego znaczenia, bo zdaje się, że ten festiwal nigdy się już później nie odbył. xD Koncert miał miejsce bodaj na Torwarze, oprócz NOŻA zobaczyłem jeszcze Jamesa Blake'a (lubiłem go wtedy i nadal lubię i było spoko i tbh nie kumam tej łatki muzyki dla nastolatek) oraz Archive, które nawet mnie nie znużyło, ale z którego koncertu pamiętam jedynie to, że zagrali Again w skróconej wersji i w jego trakcie podglądałem jak ktoś przede mną na smartfonie ogląał mecz Polska - Anglia (przegrany 0:2). Bawiłem się nieźle, minąłem się też z Tymonem Tymańskim, który prawie niechcący wyjebałby mi z bara i nawet wspominałbym obecność w Warszawce miło, gdyby nie to, że przez ówczesną fobię społeczną nie spotkałem się z jednym znajomym z internetu oraz prawie bym nie wrócił do domu następnego dnia.
Ale pal to sześć, bo performens zespołu, o którym piszę i który wykonywał album, z którego pochodzi wrzucany przeze mnie kawałek był w PYTĘ, no i ten album też jest w PYTĘ generalnie. Po porstu tego posłuchajcie, a nie. xD

https://youtu.be/kSIzOTWcSlM
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 paź 2022 09:47

Uwaga na boku, ostatni raz pozwalam na dorzucanie zaległych recenzji po zakończeniu kolejki. Koniec robienia śmietnika, olewania pytań w temacie i całego tematu. Jak ktoś nie zdąży, to może sobie darować.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 08 paź 2022 15:07

Donna Regina - A Quiet Week in the House

https://www.youtube.com/watch?v=KVYC7f7 ... gina-Topic

Tak na dobrą sprawę, to gdybym chciał być mocno pretensjonalny, powinienem w ogóle nie wrzucić opisu, gdyż tytuł i nastrój mojej wrzutki powinny mówić trochę same przez się. No ale bez jaj. Będzie więc po prostu krótko. Jest to jeden z całych 5 numerów tria Donna Regina (to aż 3 osoby, choć nazwa de facto wzięta z imienia wokalistki, trochę podobny casus co Goldfapp) jakie znam. Usłyszałem go po raz pierwszy jakoś w styczniu 2013 roku. Pokazała mi go pewna ważna dla mnie wówczas osoba, a utwór ten mocno się z nią kojarzy ze względu na pewne hmm wydarzenia, stanowiące pewnego rodzaju podsumowanie tej znajomości. Nota bene, kawałek ten wylądował na jednopłytowej kompilacji RAM 6 p.m., będącej one-off załącznikiem do składanek RAM cafe - ale tę kompilację poznałem parę miesięcy później, także tym razem nie jest to utwór, z którym jestem zaznajomiony przez wydawnictwa tego wspaniałego wrocławskiego radia xD ciekawym jest, że oczywiście zassałem płytę, z której pochodzi ten kawałek, ale do dziś nie przesłuchałem jej w całości. Utwór jest dość rozwleczony, mocno ambientowy, trochę synthpopowy (ale naprawdę delikatnie), trochę... trudno nawet powiedzieć jaki dokładnie. Siedzi w nim jazz, ale bardzo głęboko i nie widać go na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim, siedzą w nim spokój i niepokój jednocześnie. Łączą się przecudownie w gęsty amalgamat, który wypełnia mi głowę przez uszy do samego końca i sprawia, że mam ochotę zintegrować się ze swoim łóżkiem i w ten oto sposób zniknąć. Ostatnio trochę znikam, więc utwór świetnie wpasował się w kolejkę. W ogóle, przeglądam Wasze dotychczasowe wrzutki w tej kolejce i, muszę przyznać, żadnego utworu zaprezentowanego tutaj nie znam xD jest mało prawdopodobne, byście znali małżeństwo Gunthera i Reginy, więc dokładam cegiełkę. Proponuję zaciągnąć kotary lub rolety w domu i dopiero sobie ten numer zapuścić. A, i upewnijcie się, że jesteście zupełnie sami! Będzie wchodzić jak złoto. Przed głośnik dziś zapraszam Was ^^
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 paź 2022 16:33

To co Panowie? Lecimy? Czy Murzyn daje okejke plejlistą?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 08 paź 2022 17:01

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 08 paź 2022 23:04

Miejmy już to z głowy

Richenel - Autumn

Wiem, czym na to dobrze odpowiedzieć! Trochę czasu do tego momentu minie, ale... rozmarzony wracam myślami parę lat wstecz, kiedy dzień w dzień grzebałem w kasetowej elektronice ejtisowej. Nawet dotarłem do jakiegoś obskjurowego popu, ale takie elektro funky rzeczy były poza moim zasięgiem. Do dzisiaj. Za pierwszym razem myślę sobie - rzecz idealna do GTA. Ja bym zmieścił to w jakiejś radiostacji na pograniczu funku, house'u, R&B. Na zdrowie całości wyszłoby skrócenie. Sześć minut to trochę za dużo, a sam pomysł nie rzuca tak bardzo na kolana. Przyjemny basik i minimalistyczny bit grane tak długo zaczynają niestety w pewnym momencie nudzić. Poza tą linijką z "energy burning" melodia wokalu też taka niezbyt wyszukana. Przyjemna ciekawostka, całość odstawiam na półkę-poczekalnię, bo czuję tutaj potencjał na zaskoczenie, ale po czasie. Szybciej szansę dostanie Suso, obiecuję xD Podoba mi się wizerunek wokół Richenel, w holenderskim jestem tak samo biegły jak w uzbeckim, ale sprawdziłem sobie i te wątki androgeniczne, transgresyjne można znaleźć.

The Smile - Open the Floodgates

Materiał dla oddanych fanów Thomasa Yorkasa i Radioheads. Tak przynajmniej odbieram The Smile po odsłuchach hienowej wrzuty. W tej aranżacji brzmi jak odrzut z Hail to the Thief, tylko w tle pracują jeszcze dodatkowe syntezatory. Teraz jestem ich muzyką przesycony, w tygodniu trochę było Yorka solo na słuchawkach i nie tylko (teatry też czują co dobrego jest grane i wydawane). Gdzieś w powietrzu wisiała myśl, żeby za The Smile się zabrać, ale po tym kawałku robię krok w tył. Chyba, że cała płyta raczej odbiega od takiego klimatu, no to niezła zapowiedź wyszła xD Przyjemne, po raz kolejny powielające pewne sprawdzone patenty. Może perspektywa aktywnego słuchacza Radiohead mogłaby pomóc, choć też nie jestem pewien. Bezpieczna okejka, lecz bez rewelacji. Powyżej przeciętnej.

Bleachers - Chinatown

Numer ma energię tworu skomponowanego przez zespół grający pop rocka już jakieś 40 lat. Trochę miks kuleje, tanie są te syntezatory/klawisze. Miesza się tak dużo klimatów i brzmień, że wychodzi z tego horrendalna kaka. Przesterowane gitary wrzucone w kąt, dziwnie zastosowane smyki, Springsteen brzmi tutaj jakby wpadł przez pomyłkę. Nie każdy jest w stanie zrobić Radiohead we własnym studiu. Nie jestem w stanie powiedzieć, w jakiej sytuacji ten numer mógłby zaskoczyć. Shodan mówi o basie, a ja do teraz nic nie wyłapuję. Perkusja w takim aranżacyjnym grochu z kapustą, tak jak każdy pozostały element, gra coś swojego, coś przeciwko reszcie. Bardzo dziwny wybór.

The Knife - Without You My Life Would Be Boring

Na The Knife już raz się natkn... nabrałem. W zeszłym roku oglądałem coś ciekawego i w tle leciało Heartbeats. Przyjemny electropop, myślę sobie: warto sprawdzić! A tu klops, cała Deep Cuts wydała mi się niemożliwe przedłużona, wymęczona, po prostu nudna. Boje się już Fever Ray na pełnym dystansie. Tutaj jest bardziej artystowsko. Krzyżują się orientalne i plemienne skojarzenia. Kolejny numer w tej kolejce, który ma dobijające całość drumsy. Wszystko to składa się na elegancki bohomaz z płyty, która trwa prawie sto minut. Wszystko mi mówi, że nie da się tego polubić. Najwięcej ciepła kieruję w stronę tego basowego dźwięku. Najbardziej irytujące? Tak jest, wokale. Mogą być o sprawach mi najbliższych albo o czymś, czego nienawidzę. Bez różnicy, giną w tym aranżu i nie mają dla mnie żadnego znaczenia, sieją dodatkowe spustoszenie. Niech tylko ten projekt wyląduje w albumówce... a w ogóle to wypożyczyłem sobie najnowszą książkę Tymona Tymańskiego.

Donna Regina - A Quiet Week in tha House

Dev wprost wykłada o rozwlekłej strukturze kawałka i w ten sposób doskonale uzupełnia kolejkę. Zgadzam się, że numer jest podszyty jazzową atmosferą, jakby znów zadymiony klub muzyczny, ale trochę inaczej to wygląda niż zwykle, gdzieś w tej przestrzeni rozgrywa się jakaś akcja sercowa. Rozjaśniają ją z rzadka plamy wybrzmiewające spod smyczków. Głębokie basiwo, klawisz, pracująca w tle elektronika - podkład pod dub techno w sam raz. W pewnym momencie numer staje i klimat się robi się gęstszy. Niepozornie i bezszelestnie przechodzi przez uszy, ale po wybrzmieniu całości jednak zostaje w głowie, co zaskakuje. Shazama bym nie włączył podczas słuchania Radia RAM, ale też nie pędziłbym pod odbiornik, żeby zmienić stację. Jest kultura.

Za pierwszym razem byłem totalnie zdezorientowany, okropna energia tej kolejki xD Do tego nic nie przykuło specjalnie mojej uwagi. Po kolejnych odsłuchach Mudżyn i Dev na czele.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 paź 2022 15:43

Sprawdzanie samemu naprawdę nie boli Dragon xd Jeżeli Cię jakiś jeden losowy utwór odstrasza od poświęcenia niecałej godziny jakiemuś albumowi, który planowałeś sprawdzać, to może lepiej sobie darować całkowicie ¯\_(ツ)_/¯
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 09 paź 2022 16:14

Nie zastanawiam się nad tym dłużej, jak przyjdzie kiedyś większa faza na tę muzykę to może wtedy sprawdzę. To nigdy nie jest ostatecznie i nieodwołalnie, po tylu kolejkach to wiadoma sprawa
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 paź 2022 16:24

Nie, że się dowalam, ale ja w sumie lubię to ryzyko przy słuchaniu xd Od lat nie czytam już recenzji, nie kieruję się jakimiś rekomendacjami, jak mnie jakiś album intryguje, to lecę z koksem i nawet jakieś zastanawiające fragmenty muzyki na to nie wpływają. I w sumie, to już trochę abstrahując, wkurza mnie ten współczesny model wypluwania 5 singli przed premierą albumu. Żałuję też, że słuchałem tego krótkiego montażu nowego DM, nie wiem czemu ja to sobie robię...
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 09 paź 2022 16:30

Najbardziej rozwala mnie fakt, że taki Ikeda zrobił dosłownie to, o czym wspominasz. Nowa płyta w grudniu, a on niedawno wypuścił pięciominutowego "singla", co w przypadku jego muzyki jest jakimś absurdem xd
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 paź 2022 18:10

Powiem Ci tak Dragon, ostatnio czytałem rant pewnego artysty, który wkurwiaı się, że wydawca ciśnie jego zespół do wydawania kretyńskiej ilości singli (czy w ogóle wydawania singli) ze względu na wymogi serwisów streamingowych.

Na temat Spotify, itd, nadal wyrabiam sobie opinię, tzn, mam opinię, ale jest ona bardzo szara i ciągle ewoluuje. W kwestii modelu wydawniczego, zastanawia mnie to mocno odkąd Bowie skrócił Blackstar (utwór), bo single na Spotify nie mogą przekraczać 10 minut. Z jednej strony rewolucja cyfrowa daje wolność, dowolność, a z drugiej streamingi narzucają ogranczenia, które cofają nas na start walki z korporacyjnym podejściem do wydawania i promowania muzyki. To nie jest temat do rozwijania w bestce, a ja nie chce być w tej kwestii kompletnym boomerem, ale zastanawia mnie dokąd to wszystko zmierza.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 09 paź 2022 20:14

Popol Vuh - Morgengruß

Tytuł coś mi mówi więc podejrzewam że numer ten był również obecny na jednej z tych krautrockowych składanek o których pisał niedawno Dragon w innym temacie. Przyjemny, delikatny charakter ma ten utwór, dźwięczna gitara akustyczna tworzy obraz słonecznego jesiennego poranka, gitara elektryczna zgrabnie uzupełnia i nim się człowiek zorientuje numer się kończy. Fajny wstępniak kolejki i zdaje się też albumu z którego utwór pochodzi, rasowe intro, nie wiem czy wycinanie go z albumu pomaga w odbiorze.

The Smile - Open The Floodgates

No i tym razem dopiero Hien wrzucił prawdziwe Radiohead :D tamten kawałek z gitarą ala Frusciante był przyjemnie z duupy, ten brzmi bardziej po ichniemu. Ciepłe brzmienie fortepianu i dodatkowego syntha sprawiają że chętnie słuchałbym tego do pary z hienowym Vangelisem. Yorke po swojemu smuta, melancholijni panowie w pełnej krasie. Nie wiem no, ładne to ale nie powaliło mnie, były już fajniejsze wrzutki w tym hien-core nurcie, może będzie dojrzewać bo to growerowy nurt ogólnie xd

Bleachers - Chinatown

shodan też jesieniuje trochę w tej kolejeczce, tak często odbieram gitary akustyczne już. Ale jak usłyszałem te dzwoneczki i to uuu-uuu-uuu to pomyślałem że tylko shodan mógłby taki numer wrzucić, to jest taka popowa lekkość niebezpiecznie kojarząca mi się z Sią i takimi trochę happy radiowymj tematami. Wokal Springsteena wcale mi jakoś nie pomaga, robi mi z tego jakiś dziwny dad pop. Nie wiem co napisać zbytnio i nie lubię takich sytuacji, kawałek jest ckliwy i tani wg mnie i nie podoba mi się zwyczajnie.

The Knife - Without You My Life Would Be Boring

Jak zobaczyłem że wleci The Knife to się ucieszyłem bo ja sam się nie wgłębiałem w ich muzę a liczyłem dodatkowo na fajne wprowadzenie przed moją płytą Fever Ray. W pierwszej chwili był zachwyt, perkusyjny groove trzyma ten kawałek jako szkielet, wokale Karin Dreijer lubię więc przeleciało spoko i na pierwszy odruch dałem temu złoto. Ale odsłuchów było dużo i w końcu czar prysł bo za którymś razem stwierdziłem że te fleciki mnie drażnią a wręcz wkurzają. Robią kakę w tym kawałku jakiej Fever Ray nie prezentuje solo, psują mi odbiór więc numer już oceniam najwyżej na srebro. W ogóle po czasie chętniej teraz wracam np. do The Smile, wcale nie jakoś gorzej odbieram Popol Vuh więc tak naprawdę za liderem jest trochę tłok tym razem. Kawałek brzmi jak klasyczny wycinek z płyty co to ją mentos i tak później w końcu wrzuci.

Donna Regina - A Quiet Week In The House

Ten numer pięknie mi wjechał po The Knife bo jak dla mnie też mógłby być autorstwa Karin Dreijer choć bardziej solo właśnie. Prosty ale dobrze brzmiący loop robi robotę, pierwsze skojarzenia miałem z wrzucanym przez Dragona Jelinkiem. Wokalnie też w stylu Fever Ray prawie że. Spokojny, wyciszony numer, pora roku idealna do pełnej immersji, puszczony po zmroku przy ciepłym żółtym świetle lampy w domu, stygnący zgiełk miasta za oknem wieczorem, perfekcyjnie skrojona wrzutka, złoto, choć w pierwszych odsłuchach startował z drugiej pozycji.


Jesieniarska kolejka mocno, z jednym istotnym odkryciem jak dla mnie, reszta mniej lub bardziej wyrównana z jednym tylko machnieciem ręką na kawałek shodana.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 09 paź 2022 21:39

stripped pisze:
09 paź 2022 20:14
nie wiem czy wycinanie go z albumu pomaga w odbiorze
Jak dla mnie totalnie tak, w swoim pierwotnym towarzystwie może się rozmyć.

@Hien, jak dla mnie nie ma w tym żadnego boomerstwa, gdzieś musi być granica takiego przedmiotowego podejścia do muzyki.