Best of Forum II
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Wchodzę!
Jan Hammer - Crockett's Theme
W życiu nie widziałem ani jednego odcinka Miami Vice. Ale numer oczywiście znam, dzięki - a jakże - GTA Vice City. Jest lato 2003, od roku w domu nowy komputer kupiony za komunijne brata, obaj tniemy na zmianę w absolutnego klasyka open worldów na tamten czas. Trwa moje przekształcanie się z wannabe-skejta, co to hip-hopu próbował słuchać w Człowieka Ejtisów. Powiedzieć, że ta gra gra (lol) w tym pierwsze skrzypce, to nie powiedzieć wiele. Numerów, które wciągają mnie w ów świat w grze jest aż nadto. Hammer staje się jednym z nich, wiadomo, a kawałek ten sprawia, że autentycznie przepadam. Jeden z all-time favourites, który zresztą był jednym z pierwszych kawałków, jakie 2 lata później zassałem z BearShare. To jest klasa sama w sobie, Crockett's Theme stanowi esencję tamtych czasów, choć żyć w nich nie żyłem. Wielokrotnie słuchałem tego numeru będąc nad polskim morzem albo w Chorwacji czy Włoszech (gdzie wchodził jeszcze lepiej, ze względu na panujący tam południowy klimat). Jaram się, zachwycam, sto procent lat 80. w latach 80. Cudne brzmienia klawiszy wiodących, pady, gitara, bit, który zajeżdża Moroderem, to jest, Pleno Titulo Forumowicze, złoto. Hien wyłapuje złoto deklasując całą resztę, nie widzę inaczej. Nagle poczułem, że mam ochotę na LANCE VANCE DANCE. Gdybym jeszcze tylko w coś grał xD
AL-90 - Mеланхолия Cтарой Порнозвезды
Dragon wystrzeliwuje się w kosmos, tyle, że jest to tak naprawdę program Interkosmos (przepraszam, Интеркосмос), i ląduje gdzieś w Poradziecji, opisywanej w ten specyficzny sposób przez Ziemowita Szczerka. To dzieło brzmi trochę jak Parov Stelar z przedmieść Moskwy, ma w sobie coś hipnotyzującego, coś wkręcającego się niemożebnie, co to właściwie jest? Może jakiś nie do końca opisany duch Słowiańszczyzny? Zagrywki pojawiające się pod koniec przypominają mocno muzykę eskową wczesnych lat dwutysięcznych, "przyspieszone Your Woman", jak to kol. Hien nazwał nadaje całości trochę wymuszonej melancholii (jak w tytule lol), ale i sam tytuł - który przecież jest pretensjonalny af - traci na pretensjonalności wraz z brzmieniem, kiedy się pomyśli o settingu. Takie wyważenie między ruską popsą, ruską muzyką klubową (wyobrażam sobie te stare remizy kołchozowe umieszczone gdzieś na skraju tajgi, pod którymi stoją nowe i stare Łady, jakieś Mazy, jakieś używane Toyoty i tym podobne, od ścian odchodzi farba, na podłodze łuszczy się gumolit, wszędzie zapach taniej wódki i Biełomorkanałów - choć bogatsza młodzież pewnie kopci Sobranie - no i TO leci z głośników) a właśnie takim homerecordingowym czymś, co ma ambicje stać się muzyką niemal poważną. Coś w sam raz dla hipsterów ze Wschodu, którzy nie usunęli nigdy (i nie zrobią tego) swoich sowieckich korzeni. Właściwie po co? Daję brąz i laur konsumenta, bo kupuję ten klimat totalnie, a wycieczka do Rosji to moje - chyba już nigdy nierealizowalne - marzenie od bardzo wielu lat. Jeszcze zima za oknem, prawie jak w Murmańsku.
Sensorama - Zone 30
Murzynowa wrzutka nie poleciała trzydzieści sekund, a już wiedziałem, że będzie z tego srebro. Potwornie uwielbiam tego typu muzykę, która jest właśnie chyba bardziej muzakiem niż muzyką (niedawno się okazało, że całkiem błędnie używałem tego sformułowania jako nędznego skrótu myślowego). Mam przed oczami wejście do jakiejś płytowej encyklopedii z serii Eyewitness, albo raczej podkład w menu głównym po jakże charakterystycznym openingu. Albo jest to background do tablicy pokazującej ramówkę jakiegoś obskjurowego kanału z grupy RTL o 5 rano, ramówka na zapętleniu, to na zapętleniu, no fantastycznie to wchodzi. Tylko telewizora brakuje. Inne skojarzenie mam po prostu z osiedlową kablówką, jakiś Rad-Sat 2, gdzie w latach 90. na jednym z ustawień leciały plansze reklamowe sponsorów i tych, co po prostu wykupili miejsce, a ja uwielbiałem to oglądać. W tle leciały podobne rzeczy. Jest czilowo, może to centrum handlowe, może prezentacja garnków, może hotelowe lobby? Konferencja naukowa? Takie The Advisory Circle na sterydach i bardziej przyjazne słuchaczowi. Totalnie mogłaby maczać w tym palce Cate Brooks. Świetne, więcej takich proszę, zrobiło mi dzień i zapoznam się bardziej (ostatnio nadrabiam i ściągam sobie płyty z bestki, do któych chciałem wrócić, tutaj... też mogą być całe płyty, co mi tam). Golas trafił w dziesiątkę i ląduje na podium!
Dr. Alban - Let the Beat Go On
Nie przypomnę sobie, czy kiedyś słyszałem ten numer, jest to bardzo prawdopodobne, ale też w moim odbiorze nie jest to jednym z największych - w moim odbiorze - kawałków Doktora Popka. Słucha się... fajnie xD Teraz dla odmiany jestem zabierany wprost w lata 90., jakieś obrazki się przebijają, może to Radio Parada słuchane z boomboxa, który stał u nas w jadalni, może to "dyskoteka" w podbazie? Wszystkie zabiegi w tym dziele doskonale oddają ducha epoki, no ale czego innego się spodziewać, jeśli stanowi to tejże epoki totalne uosobienie xD Standardowy refren śpiewany przez chór bliżej niezidentyfikowanych pań, Król Alban jęczący bardziej w tle nawet, brzmienia, eurodance wjeżdża na pełnej. A ja oczywiście TEŻ lubiłem eurodance, gdyż był i muzyką z klawiszy (powiedzmy lol), i muzyką popową (prawie synthpopową), a że do obydwu od zawsze mam sentyment, no tutaj po prostu nie ma się co nie podobać. Jest super, jest retro, do dziś bawiłbym się przy takiej muzyce z przyjemnością, może powinienem pójść w przyszłym roku na jakieś 90s-themed party? Kto to może wiedzieć. Właściwie to nawet nie wiem, co więcej mogę napisać. To jest po prostu dobre xD Z każdym kolejnym odsłuchem wkręcało się coraz bardziej, aż sam nabrałem ochoty na La Bouche, AB Logic, 2Unlimited, czy inne takie, będę skakał po mieszkaniu i wydzierał się WHAT IS LOOOOVE, zostałem przeniesiony w fajne czasy, kiedy nawet nie wiedziałem, jak wiele rzeczy mogę mieć w dupie. Miałem przez chwilę pewne opory, ale walić to, kawałek wspina się na podium i - wbrew wszelkim zasadom - rozpycha na miejscu drugim, usadawiając się tuż obok Golasa. Howgh!
Magma - Call from the Dark
Ten z kolei numer jest tak kosmiczny, że gdyby Buran kiedykolwiek poleciał, poleciałby z Murmańska na tę całą Kobaię, a w tle przygrywałby właśnie ten kawałek xD Na początku byłem nastawiony lekko hejtersko, potem się przekonywałem, choć bardzo powoli, doszedłem do poziomu, w którym mógłbym powiedzieć, że było to RZETELNE, co jest jak najbardziej zgodne z prawdą, a potem... potem sam zacząłem skakać głosem a la Kate La Bouche (tak najlepiej byłoby określić żeński wokal w tym konkretnym tworze) i po chwili... leciałem w kosmos lol. Dobra wrzutka, długa, ale się nie dłuży, wchodzi pięknie, jest tyle synthów w synthach, ile powinno być, zabiegi wokalne są wprost świetne, dołożone do tego pasaże i przejścia, wraz z tą "sekcją dętą" faktycznie dają poczucie proga (na tyle, na ile się na tym znam), to jest taka muzyka, co to może być zarówno poważna, jak i może stanowić soundtrack do ukrytego poziomu w którejś z odsłon Gexa. Screw it, jest super. Tempo numeru wkręca mnie niesamowicie, podbijając tempo mojego zaangażowania słuchacza. Niestety, trzech pozycji na srebro nie dam, więc aby Mentos nie dostał wzwodu kropla dziegciu w łyżce miodu, stricte uznaniowo, brąz ex aequo z wrzutą Dragona, bo jedno i drugie w jakiś sposób kosmiczne. Tylko, że tutaj mamy bardziej amerykański program niż radziecką melancholię spod znaku Trawy Przed Domem. Cheers!
Jan Hammer - Crockett's Theme
W życiu nie widziałem ani jednego odcinka Miami Vice. Ale numer oczywiście znam, dzięki - a jakże - GTA Vice City. Jest lato 2003, od roku w domu nowy komputer kupiony za komunijne brata, obaj tniemy na zmianę w absolutnego klasyka open worldów na tamten czas. Trwa moje przekształcanie się z wannabe-skejta, co to hip-hopu próbował słuchać w Człowieka Ejtisów. Powiedzieć, że ta gra gra (lol) w tym pierwsze skrzypce, to nie powiedzieć wiele. Numerów, które wciągają mnie w ów świat w grze jest aż nadto. Hammer staje się jednym z nich, wiadomo, a kawałek ten sprawia, że autentycznie przepadam. Jeden z all-time favourites, który zresztą był jednym z pierwszych kawałków, jakie 2 lata później zassałem z BearShare. To jest klasa sama w sobie, Crockett's Theme stanowi esencję tamtych czasów, choć żyć w nich nie żyłem. Wielokrotnie słuchałem tego numeru będąc nad polskim morzem albo w Chorwacji czy Włoszech (gdzie wchodził jeszcze lepiej, ze względu na panujący tam południowy klimat). Jaram się, zachwycam, sto procent lat 80. w latach 80. Cudne brzmienia klawiszy wiodących, pady, gitara, bit, który zajeżdża Moroderem, to jest, Pleno Titulo Forumowicze, złoto. Hien wyłapuje złoto deklasując całą resztę, nie widzę inaczej. Nagle poczułem, że mam ochotę na LANCE VANCE DANCE. Gdybym jeszcze tylko w coś grał xD
AL-90 - Mеланхолия Cтарой Порнозвезды
Dragon wystrzeliwuje się w kosmos, tyle, że jest to tak naprawdę program Interkosmos (przepraszam, Интеркосмос), i ląduje gdzieś w Poradziecji, opisywanej w ten specyficzny sposób przez Ziemowita Szczerka. To dzieło brzmi trochę jak Parov Stelar z przedmieść Moskwy, ma w sobie coś hipnotyzującego, coś wkręcającego się niemożebnie, co to właściwie jest? Może jakiś nie do końca opisany duch Słowiańszczyzny? Zagrywki pojawiające się pod koniec przypominają mocno muzykę eskową wczesnych lat dwutysięcznych, "przyspieszone Your Woman", jak to kol. Hien nazwał nadaje całości trochę wymuszonej melancholii (jak w tytule lol), ale i sam tytuł - który przecież jest pretensjonalny af - traci na pretensjonalności wraz z brzmieniem, kiedy się pomyśli o settingu. Takie wyważenie między ruską popsą, ruską muzyką klubową (wyobrażam sobie te stare remizy kołchozowe umieszczone gdzieś na skraju tajgi, pod którymi stoją nowe i stare Łady, jakieś Mazy, jakieś używane Toyoty i tym podobne, od ścian odchodzi farba, na podłodze łuszczy się gumolit, wszędzie zapach taniej wódki i Biełomorkanałów - choć bogatsza młodzież pewnie kopci Sobranie - no i TO leci z głośników) a właśnie takim homerecordingowym czymś, co ma ambicje stać się muzyką niemal poważną. Coś w sam raz dla hipsterów ze Wschodu, którzy nie usunęli nigdy (i nie zrobią tego) swoich sowieckich korzeni. Właściwie po co? Daję brąz i laur konsumenta, bo kupuję ten klimat totalnie, a wycieczka do Rosji to moje - chyba już nigdy nierealizowalne - marzenie od bardzo wielu lat. Jeszcze zima za oknem, prawie jak w Murmańsku.
Sensorama - Zone 30
Murzynowa wrzutka nie poleciała trzydzieści sekund, a już wiedziałem, że będzie z tego srebro. Potwornie uwielbiam tego typu muzykę, która jest właśnie chyba bardziej muzakiem niż muzyką (niedawno się okazało, że całkiem błędnie używałem tego sformułowania jako nędznego skrótu myślowego). Mam przed oczami wejście do jakiejś płytowej encyklopedii z serii Eyewitness, albo raczej podkład w menu głównym po jakże charakterystycznym openingu. Albo jest to background do tablicy pokazującej ramówkę jakiegoś obskjurowego kanału z grupy RTL o 5 rano, ramówka na zapętleniu, to na zapętleniu, no fantastycznie to wchodzi. Tylko telewizora brakuje. Inne skojarzenie mam po prostu z osiedlową kablówką, jakiś Rad-Sat 2, gdzie w latach 90. na jednym z ustawień leciały plansze reklamowe sponsorów i tych, co po prostu wykupili miejsce, a ja uwielbiałem to oglądać. W tle leciały podobne rzeczy. Jest czilowo, może to centrum handlowe, może prezentacja garnków, może hotelowe lobby? Konferencja naukowa? Takie The Advisory Circle na sterydach i bardziej przyjazne słuchaczowi. Totalnie mogłaby maczać w tym palce Cate Brooks. Świetne, więcej takich proszę, zrobiło mi dzień i zapoznam się bardziej (ostatnio nadrabiam i ściągam sobie płyty z bestki, do któych chciałem wrócić, tutaj... też mogą być całe płyty, co mi tam). Golas trafił w dziesiątkę i ląduje na podium!
Dr. Alban - Let the Beat Go On
Nie przypomnę sobie, czy kiedyś słyszałem ten numer, jest to bardzo prawdopodobne, ale też w moim odbiorze nie jest to jednym z największych - w moim odbiorze - kawałków Doktora Popka. Słucha się... fajnie xD Teraz dla odmiany jestem zabierany wprost w lata 90., jakieś obrazki się przebijają, może to Radio Parada słuchane z boomboxa, który stał u nas w jadalni, może to "dyskoteka" w podbazie? Wszystkie zabiegi w tym dziele doskonale oddają ducha epoki, no ale czego innego się spodziewać, jeśli stanowi to tejże epoki totalne uosobienie xD Standardowy refren śpiewany przez chór bliżej niezidentyfikowanych pań, Król Alban jęczący bardziej w tle nawet, brzmienia, eurodance wjeżdża na pełnej. A ja oczywiście TEŻ lubiłem eurodance, gdyż był i muzyką z klawiszy (powiedzmy lol), i muzyką popową (prawie synthpopową), a że do obydwu od zawsze mam sentyment, no tutaj po prostu nie ma się co nie podobać. Jest super, jest retro, do dziś bawiłbym się przy takiej muzyce z przyjemnością, może powinienem pójść w przyszłym roku na jakieś 90s-themed party? Kto to może wiedzieć. Właściwie to nawet nie wiem, co więcej mogę napisać. To jest po prostu dobre xD Z każdym kolejnym odsłuchem wkręcało się coraz bardziej, aż sam nabrałem ochoty na La Bouche, AB Logic, 2Unlimited, czy inne takie, będę skakał po mieszkaniu i wydzierał się WHAT IS LOOOOVE, zostałem przeniesiony w fajne czasy, kiedy nawet nie wiedziałem, jak wiele rzeczy mogę mieć w dupie. Miałem przez chwilę pewne opory, ale walić to, kawałek wspina się na podium i - wbrew wszelkim zasadom - rozpycha na miejscu drugim, usadawiając się tuż obok Golasa. Howgh!
Magma - Call from the Dark
Ten z kolei numer jest tak kosmiczny, że gdyby Buran kiedykolwiek poleciał, poleciałby z Murmańska na tę całą Kobaię, a w tle przygrywałby właśnie ten kawałek xD Na początku byłem nastawiony lekko hejtersko, potem się przekonywałem, choć bardzo powoli, doszedłem do poziomu, w którym mógłbym powiedzieć, że było to RZETELNE, co jest jak najbardziej zgodne z prawdą, a potem... potem sam zacząłem skakać głosem a la Kate La Bouche (tak najlepiej byłoby określić żeński wokal w tym konkretnym tworze) i po chwili... leciałem w kosmos lol. Dobra wrzutka, długa, ale się nie dłuży, wchodzi pięknie, jest tyle synthów w synthach, ile powinno być, zabiegi wokalne są wprost świetne, dołożone do tego pasaże i przejścia, wraz z tą "sekcją dętą" faktycznie dają poczucie proga (na tyle, na ile się na tym znam), to jest taka muzyka, co to może być zarówno poważna, jak i może stanowić soundtrack do ukrytego poziomu w którejś z odsłon Gexa. Screw it, jest super. Tempo numeru wkręca mnie niesamowicie, podbijając tempo mojego zaangażowania słuchacza. Niestety, trzech pozycji na srebro nie dam, więc aby Mentos nie dostał wzwodu kropla dziegciu w łyżce miodu, stricte uznaniowo, brąz ex aequo z wrzutą Dragona, bo jedno i drugie w jakiś sposób kosmiczne. Tylko, że tutaj mamy bardziej amerykański program niż radziecką melancholię spod znaku Trawy Przed Domem. Cheers!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Jan Hammer - Krokiet's Theme
Widzę, że kolega munlup zarąbał hitem z gatunku tych WIELKICH, pisanych przez wielkie B oraz w ogóle klasykiem klasyków. Ciężko mi się pisze o takich rzeczach, ale generalnie to bardzo lubię i cenię, nawet nie tak dość rzadko wracam. To naprawdę jest bardzo fajny instrumental, który jednocześnie zadziałał jako wielki hit na listach przebojów, a ja tam uważam, że połączenie tego z tym to jest naprawdę rzadkie osiągniecie, bo to trochę tak jak zrobić urządzenie, które działa jako mikser kuchenny, jak i odśnieżacz (welp, może stąd ten sukces Thermomixa). Do mojej topki się raczej nie załapie, bo znowu nie mam jakiegoś sentymentu, z żadnym ważnym dla mnie wydarzeniem mi się nie kojarzy, no i AŻ TAK to tego nie lubię. No i swoją drogą - pierwszsy od dawna reprezentant soundtracku do GTA w tej zabawie, coś dawno nie było. Za sam fakt tego faktu - nie mogę dać oceny innej niż pozytywna.
BTW muszę kiedyś obejrzeć to słynne Miami Vice, nie wiem na ile to się dobrze zestarzało, ale rozwala mnie to, że gościnnie wystąpiło tam wielu zacnych muzyków: Davis, Zappa, Collins, Cohen - chyba nie ma lepszego serialu pod tym aspektem.
AL-90 - Melancholia Staroy Pornozvezdy
MARTYNA, TO TY? Dragon znowu wyjeżdza z mojaexcore, albo raczej czymś, co mogłaby mi moja ex podrzucić i w sumie to nawet możliwe, że to zrobiła, ale ni cholery tego nie pamiętam. Fajne, to mógłby być ten słynny house ze skrzypcami w tle z tego mema sprzed 15 lat. Ugułem typ muzyki, której nie słucham za często, ale doceniam, szanuję i wyrażam się oraz myślę o niej bardzo ciepło. Też se myślę, że paradoksalnie mimo faktu, że to tzw. MUZYKA KLUBOWA chyba preferuję doświadczenie słuchania tego w domowym zaciszu, ale nie wiem, nie sprawdzałem tego ani nie sprawdzę w najbliższym czasie. Dobra rzecz.
Thieves Like Ass - Bleed Bleed Bleed
2012 to rocznik wspominany przeze mnie ze sporym sentymentem, chociaż widzę, że mamy zupełnie inne skojarzenia z owym rocznikiem - ja byłem jeszcze długo przed swoją hipster era (wolałem wtedy proga i nieśmiało wstępowałem na post-punkowe przestworza), Warszawa mi się kojarzyła z tym, że jest daleko i generalnie pieprzyć ją, skoro jest Kraków, ale generalnie było w miarę spoko, człowiek już robił pierwsze kroki w kierunku wyjścia z jaskinii platońskiej. Paradoksalnie mam bardzo podobne wspomnienia z rokiem następnym, nawet wtedy też zdarzało mi się miasto stołeczne odwiedzać, ale to może temat na jakąś inną wrzutę czy coś.
BYĆ MOŻE gdybym był o tę dekadę młodszym fanem Austry czy tam innych egoztycznych wynalazków, to bym się bardziej jarał tym kawałkiem, ale nie w.... ydaje mi się. On jest po prostu do bólu poprawny, ale w taki sposób, że po prostu ani mnie on grzeje, ani ziębi. Po prostu sobie leci i jest, nie powiem, że mi przeszkadza, bo mi nie przeszkadza, nie powiem, że mi się nie podoba, bo mi się podoba, ale wiem, że raczej prędko nie wrócę i pewnie jutro rano o nim zapomnę. Chyba, że będzie mi chodzić po głowie jako ten kawałek, o którym napisałem, jakby był przeciętny do bólu, ale tak naprawdę nie uważam go za takowy. xD Daję znak Pogłosu czy gdzie tam się teraz chodzi w Warszawie celem klabingu - nie mam pojęcia, ja prosty prowincjusz jestem.
Sensorama - Zone 30
Murzyn przywołał (niezbyt) piękne czasy końca lat zerowych, w których jeszcze Spotify czy tam inne Netflixy były u nas zjawiskami, o których wiedziała może jakaś garstka nerdów i generalnie to trzeba było się posilać warezami czy innymi stronkami typu ulub celem konsumpcji kultury. Już niby trochę wody w Wiśle upłynęło od czasów, gdy te serwisy wszystko powywracały do góry nogami, ale czasem to mi się nie chce wierzyć, że w parę lat wszystko się obróciło o 360 stopni i w ogóle. Sensoramy (i albumu welcome incel hehe) przed tą bestką nie znałem zupełnie. Fajna elektronika, trochę mi się kojarzy z Autechre, z jakimś Aphexem, no trochę tego i trochę tamtego. Klimatyczne, zwiewne, sympatyczne, czilałtowe. Jakiś złośliwy głos z tyłu głowy każe mi napomnknąć, że to niby muzyczka z soundtracku do jakiejś gierki, ale właściwie nawet jeśli.. to co z tego? Dobrze się mi tego słucha i fajne to jest, chociaż chyba lepiej by mi to siadło jako element większej całości.
Dr Alban – Let the beat go on
No cóż, to faktycznie bardzo elektroniczno-eklektyczna kolejka, skoro pod koniec dostaliśmy centralnie na twarz eurodance'm. Ja to generalnie zaryzykuję tezę, że ta muzyka wcale się tak źle nie zestarzała - jest w tym wszystkim jakiś duch epoki, którą słabo pamiętam i o której h00ya wiem, ale którą lubię romantyzować tak jak polscy filmowcy PRL ostatnimi latami. W każdym razie jest wiele rzeczy, które zestarzało się gorzej z tamtych lat. ;]
Dr Alban jest spoko, z chęcią bym poszedł na dyskotekę w Pile albo innym małym mieście w latach 90, na której by leciał ten kawałek, nawet ryzykując potencjalne spotkanie z jakimiś depeszowcami (może mniej z jakimiś łysymi przychlastami). Banger typu bardzo spoko i w sumie to tyle, koń jaki jest każdy widzi, eurodance - słyszy. Kto nie docenia, niech sobie lepiej idzie słuchać... a nie wiem czego. Plus z uśmiechem, bo z tego co słyszałem to dr Alban faktycznie jest stomatologiem z wykształcenia.
No faktycznie tak mocno elektrycznie wyszła ta kolejka, przy czym jednocześnie eklektycznie. Munlup dopierniczył arcyhitem, shodan nieco mniejszym, a dragon - zacną elektroniką. Pozostałe wrzuty też spoko. Git gut.
Widzę, że kolega munlup zarąbał hitem z gatunku tych WIELKICH, pisanych przez wielkie B oraz w ogóle klasykiem klasyków. Ciężko mi się pisze o takich rzeczach, ale generalnie to bardzo lubię i cenię, nawet nie tak dość rzadko wracam. To naprawdę jest bardzo fajny instrumental, który jednocześnie zadziałał jako wielki hit na listach przebojów, a ja tam uważam, że połączenie tego z tym to jest naprawdę rzadkie osiągniecie, bo to trochę tak jak zrobić urządzenie, które działa jako mikser kuchenny, jak i odśnieżacz (welp, może stąd ten sukces Thermomixa). Do mojej topki się raczej nie załapie, bo znowu nie mam jakiegoś sentymentu, z żadnym ważnym dla mnie wydarzeniem mi się nie kojarzy, no i AŻ TAK to tego nie lubię. No i swoją drogą - pierwszsy od dawna reprezentant soundtracku do GTA w tej zabawie, coś dawno nie było. Za sam fakt tego faktu - nie mogę dać oceny innej niż pozytywna.
BTW muszę kiedyś obejrzeć to słynne Miami Vice, nie wiem na ile to się dobrze zestarzało, ale rozwala mnie to, że gościnnie wystąpiło tam wielu zacnych muzyków: Davis, Zappa, Collins, Cohen - chyba nie ma lepszego serialu pod tym aspektem.
AL-90 - Melancholia Staroy Pornozvezdy
MARTYNA, TO TY? Dragon znowu wyjeżdza z mojaexcore, albo raczej czymś, co mogłaby mi moja ex podrzucić i w sumie to nawet możliwe, że to zrobiła, ale ni cholery tego nie pamiętam. Fajne, to mógłby być ten słynny house ze skrzypcami w tle z tego mema sprzed 15 lat. Ugułem typ muzyki, której nie słucham za często, ale doceniam, szanuję i wyrażam się oraz myślę o niej bardzo ciepło. Też se myślę, że paradoksalnie mimo faktu, że to tzw. MUZYKA KLUBOWA chyba preferuję doświadczenie słuchania tego w domowym zaciszu, ale nie wiem, nie sprawdzałem tego ani nie sprawdzę w najbliższym czasie. Dobra rzecz.
Thieves Like Ass - Bleed Bleed Bleed
2012 to rocznik wspominany przeze mnie ze sporym sentymentem, chociaż widzę, że mamy zupełnie inne skojarzenia z owym rocznikiem - ja byłem jeszcze długo przed swoją hipster era (wolałem wtedy proga i nieśmiało wstępowałem na post-punkowe przestworza), Warszawa mi się kojarzyła z tym, że jest daleko i generalnie pieprzyć ją, skoro jest Kraków, ale generalnie było w miarę spoko, człowiek już robił pierwsze kroki w kierunku wyjścia z jaskinii platońskiej. Paradoksalnie mam bardzo podobne wspomnienia z rokiem następnym, nawet wtedy też zdarzało mi się miasto stołeczne odwiedzać, ale to może temat na jakąś inną wrzutę czy coś.
BYĆ MOŻE gdybym był o tę dekadę młodszym fanem Austry czy tam innych egoztycznych wynalazków, to bym się bardziej jarał tym kawałkiem, ale nie w.... ydaje mi się. On jest po prostu do bólu poprawny, ale w taki sposób, że po prostu ani mnie on grzeje, ani ziębi. Po prostu sobie leci i jest, nie powiem, że mi przeszkadza, bo mi nie przeszkadza, nie powiem, że mi się nie podoba, bo mi się podoba, ale wiem, że raczej prędko nie wrócę i pewnie jutro rano o nim zapomnę. Chyba, że będzie mi chodzić po głowie jako ten kawałek, o którym napisałem, jakby był przeciętny do bólu, ale tak naprawdę nie uważam go za takowy. xD Daję znak Pogłosu czy gdzie tam się teraz chodzi w Warszawie celem klabingu - nie mam pojęcia, ja prosty prowincjusz jestem.
Sensorama - Zone 30
Murzyn przywołał (niezbyt) piękne czasy końca lat zerowych, w których jeszcze Spotify czy tam inne Netflixy były u nas zjawiskami, o których wiedziała może jakaś garstka nerdów i generalnie to trzeba było się posilać warezami czy innymi stronkami typu ulub celem konsumpcji kultury. Już niby trochę wody w Wiśle upłynęło od czasów, gdy te serwisy wszystko powywracały do góry nogami, ale czasem to mi się nie chce wierzyć, że w parę lat wszystko się obróciło o 360 stopni i w ogóle. Sensoramy (i albumu welcome incel hehe) przed tą bestką nie znałem zupełnie. Fajna elektronika, trochę mi się kojarzy z Autechre, z jakimś Aphexem, no trochę tego i trochę tamtego. Klimatyczne, zwiewne, sympatyczne, czilałtowe. Jakiś złośliwy głos z tyłu głowy każe mi napomnknąć, że to niby muzyczka z soundtracku do jakiejś gierki, ale właściwie nawet jeśli.. to co z tego? Dobrze się mi tego słucha i fajne to jest, chociaż chyba lepiej by mi to siadło jako element większej całości.
Dr Alban – Let the beat go on
No cóż, to faktycznie bardzo elektroniczno-eklektyczna kolejka, skoro pod koniec dostaliśmy centralnie na twarz eurodance'm. Ja to generalnie zaryzykuję tezę, że ta muzyka wcale się tak źle nie zestarzała - jest w tym wszystkim jakiś duch epoki, którą słabo pamiętam i o której h00ya wiem, ale którą lubię romantyzować tak jak polscy filmowcy PRL ostatnimi latami. W każdym razie jest wiele rzeczy, które zestarzało się gorzej z tamtych lat. ;]
Dr Alban jest spoko, z chęcią bym poszedł na dyskotekę w Pile albo innym małym mieście w latach 90, na której by leciał ten kawałek, nawet ryzykując potencjalne spotkanie z jakimiś depeszowcami (może mniej z jakimiś łysymi przychlastami). Banger typu bardzo spoko i w sumie to tyle, koń jaki jest każdy widzi, eurodance - słyszy. Kto nie docenia, niech sobie lepiej idzie słuchać... a nie wiem czego. Plus z uśmiechem, bo z tego co słyszałem to dr Alban faktycznie jest stomatologiem z wykształcenia.
No faktycznie tak mocno elektrycznie wyszła ta kolejka, przy czym jednocześnie eklektycznie. Munlup dopierniczył arcyhitem, shodan nieco mniejszym, a dragon - zacną elektroniką. Pozostałe wrzuty też spoko. Git gut.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Chcecie od soboty świąteczną kolejkę, czy czekamy grzecznie do poniedziałku?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Im szybciej, tym lepiej. Będzie dwa dni więcej na słuchanie
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Wolałbym wcześniej, w niedzielę miałbym przy czym choinkę ubierać 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ok, po północy lecimy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja dzisiaj ubierałem przy hip-hopie i r&b
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
OTWIERAM ŚWIĄTECZNĄ! ZAPRASZAM
WHAM! - Last Christmas
Czy kiedykolwiek słuchaliście „Last Christmas”? Ale tak słuchaliście słuchaliście, a nie słyszeliście w tle? Tak żeby się skupić na tym co tam się w ogóle dzieje z muzyką, z wokalem, z tekstem itd.?
Ja przez lata odbierałem ten utwór jako muzak, bo tak się generalnie utarło, tak matki dzieciom tajemną wiedzę przekazują, jak im wcześniej babki przekazały, że „Last Christmas” to taki mem, że na bank będzie go pełno i trzeba się z tego śmiać i złorzeczyć, że lodówka się nie domyka, bo tam George Michael śpiewa. Jakoś koło 2007 r., zaczęliśmy z dobrym ziomem (tym od grania 1 listopada, w tym roku mnie wystawił) nagrywać jakieś wersje tego kawałka z tekstami krążącymi w orbicie znajomych nam ludzi, itd. Chcąc nie chcąc, słuchało się tego częściej, czasami uważniej żeby się nauczyć grać (to jest prosty kawałek, ale jednak). Było kilka takich momentów w moim życiu, które sprawiły, że zacząłem słuchać, a nie tylko słyszeć „Last Christmas”. Poza tym ogrywaniem z kumplem, najbardziej zapadającą mi w pamięć historią było kiedy w 2019 r., odprowadzałem dziewczynę na pociąg w Wigilię (lub dzień wcześniej), bo jechała do rodziców. Wiecie, lub nie, jak to jest, człowiek się żegna i żegna i nagle pociąg rusza, a ja bez biletu i w ogóle. Obsrałem się, ale na szczęście, to był jakiś kibel i się zatrzymywał na każdej zapomnianej stacji, więc udało mi się wysiąść na obrzeżach miasta po jakichś 10 minutach. Okazało się, że mam autobus prawie pod dom, ale akurat mi uciekł, a następny był za pół godziny. Stanąłem sobie i odpaliłem „Last Christmas”, bo w końcu Wigilia, itd. Miało raz polecieć, a potem coś innego. Ale skończyło się, a ja chciałem to znowu usłyszeć. To poleciało znowu, ale ja chciałem znowu znowu. I tak przez te pół godziny oraz następne pół godziny jazdy i dojścia do domu (co daje nam razem godzinę) słuchałem „Last Christmas” na repeacie. I nie miałem dosyć. Jak to jest. Przecież to jest „Last Christmas”, kawałek którym się rzyga, unika jak ognia, overrated, itd. Ale właśnie, czy my czasami nie podchodzimy automatycznie do tego? Nie wiem, mam w dupie co sądzą inni, ja wtedy, po raz kolejny zdałem sobie sprawę, że to jest cudowna piosenka, cudownie napisana, cudownie zaaranżowana i cudownie wykonana.
O tym, że Geroge Michael to wokalisty wybitny, wszyscy tutaj na forum wiedzą. Ja mógłbym go słuchać całymi dniami i tutaj również tak jest. Piosenka jaka kryje się u podstaw, to jest geniusz. Będę rzucał wyolbrzymionymi opiniami, ale dla mnie to nadal wyjątkowe odkrycie. Dlaczego ten utwór przetrwał tyle dekad i nadal jest na topie? Bo jest po prostu uniwersalnie dobry. Tu nie ma żadnej tandety, mimo że całe miliony ludzi, próbują przepchnąć opinię, że tu jest sama tandeta.
Świetna piosenka, świetny „relowy” tekst, aranżacja w klimacie uber-świątecznym, ale bez nadmiaru klisz, ze smakiem i chwytliwa, a wokal George’a? Tutaj nawet słów nie ma żeby oddać jego zajebistość. To jest absolutnie zasłużony klasyk i jeden z moich najukochańszych christmasowych utworów. Odpalcie to i POSŁUCHAJCIE.
https://www.youtube.com/watch?v=T0T9GyM28tg
WHAM! - Last Christmas
Czy kiedykolwiek słuchaliście „Last Christmas”? Ale tak słuchaliście słuchaliście, a nie słyszeliście w tle? Tak żeby się skupić na tym co tam się w ogóle dzieje z muzyką, z wokalem, z tekstem itd.?
Ja przez lata odbierałem ten utwór jako muzak, bo tak się generalnie utarło, tak matki dzieciom tajemną wiedzę przekazują, jak im wcześniej babki przekazały, że „Last Christmas” to taki mem, że na bank będzie go pełno i trzeba się z tego śmiać i złorzeczyć, że lodówka się nie domyka, bo tam George Michael śpiewa. Jakoś koło 2007 r., zaczęliśmy z dobrym ziomem (tym od grania 1 listopada, w tym roku mnie wystawił) nagrywać jakieś wersje tego kawałka z tekstami krążącymi w orbicie znajomych nam ludzi, itd. Chcąc nie chcąc, słuchało się tego częściej, czasami uważniej żeby się nauczyć grać (to jest prosty kawałek, ale jednak). Było kilka takich momentów w moim życiu, które sprawiły, że zacząłem słuchać, a nie tylko słyszeć „Last Christmas”. Poza tym ogrywaniem z kumplem, najbardziej zapadającą mi w pamięć historią było kiedy w 2019 r., odprowadzałem dziewczynę na pociąg w Wigilię (lub dzień wcześniej), bo jechała do rodziców. Wiecie, lub nie, jak to jest, człowiek się żegna i żegna i nagle pociąg rusza, a ja bez biletu i w ogóle. Obsrałem się, ale na szczęście, to był jakiś kibel i się zatrzymywał na każdej zapomnianej stacji, więc udało mi się wysiąść na obrzeżach miasta po jakichś 10 minutach. Okazało się, że mam autobus prawie pod dom, ale akurat mi uciekł, a następny był za pół godziny. Stanąłem sobie i odpaliłem „Last Christmas”, bo w końcu Wigilia, itd. Miało raz polecieć, a potem coś innego. Ale skończyło się, a ja chciałem to znowu usłyszeć. To poleciało znowu, ale ja chciałem znowu znowu. I tak przez te pół godziny oraz następne pół godziny jazdy i dojścia do domu (co daje nam razem godzinę) słuchałem „Last Christmas” na repeacie. I nie miałem dosyć. Jak to jest. Przecież to jest „Last Christmas”, kawałek którym się rzyga, unika jak ognia, overrated, itd. Ale właśnie, czy my czasami nie podchodzimy automatycznie do tego? Nie wiem, mam w dupie co sądzą inni, ja wtedy, po raz kolejny zdałem sobie sprawę, że to jest cudowna piosenka, cudownie napisana, cudownie zaaranżowana i cudownie wykonana.
O tym, że Geroge Michael to wokalisty wybitny, wszyscy tutaj na forum wiedzą. Ja mógłbym go słuchać całymi dniami i tutaj również tak jest. Piosenka jaka kryje się u podstaw, to jest geniusz. Będę rzucał wyolbrzymionymi opiniami, ale dla mnie to nadal wyjątkowe odkrycie. Dlaczego ten utwór przetrwał tyle dekad i nadal jest na topie? Bo jest po prostu uniwersalnie dobry. Tu nie ma żadnej tandety, mimo że całe miliony ludzi, próbują przepchnąć opinię, że tu jest sama tandeta.
Świetna piosenka, świetny „relowy” tekst, aranżacja w klimacie uber-świątecznym, ale bez nadmiaru klisz, ze smakiem i chwytliwa, a wokal George’a? Tutaj nawet słów nie ma żeby oddać jego zajebistość. To jest absolutnie zasłużony klasyk i jeden z moich najukochańszych christmasowych utworów. Odpalcie to i POSŁUCHAJCIE.
https://www.youtube.com/watch?v=T0T9GyM28tg
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Paul McCartney - Wonderful Christmastime
Panowie, umówmy się, że istnieje tylko jedna naprawdę udana piosenka świąteczna. Tak, opiera się na dzwonkach i minimalistycznym syntezatorowym podkładzie. Jako naczelny elektrofonik tego zgromadzenia nie mam prawa rzucić czegoś innego. Szczególnie, gdy mam utrzymać odpowiedni nastrój, a nie uciekać w kierunki kampowe i balansujące na granicy smaku i przyzwoitości (czymkolwiek są ofc). Mówiąc serio, ciekawe, czy te słowa zweryfikuje następująca kolejka. Znam wiele utworów świątecznych, szanuję kilka kolęd, mam swoich faworytów, ale tylko McCartney budzi we mnie świąteczny klimat bez lekkiego grymasu lub poczucia zmęczenia danym nastrojem. Może dlatego, że wszystko tu działa na wyrazistym kontraście, a jednocześnie tak doskonale się uzupełnia. Świdrujące akordy analogowej maszyny obok sprawnej melodii wokalnej. Ciepłe brzmienie padów i beztroski przekaz w tekście bez poszukiwania górnolotnych metafor. Sprawność techniczna i zwarty pomysł przy uniwersalnej, czystej zabawie związanej z tym konkretnym momentem w roku. Nie jestem wielbicielem nakręcania się na święta w aspekcie szałów zakupowych czy przeestetyzowanej otoczki. Daleko mi do wzoru religijności. Cenię sobie ten okres za kontakt z rodziną, moment wytchnienia wobec gonitwy codzienności związanej z pracą, szkołą, szarymi obowiązkami. Za to, że choć na chwilę gorączka zbędnych napięć wokół słabnie. Nawet jeśli nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, to McCartney pozwala mi podtrzymać tę energię. Możliwe, że już w głębokim dzieciństwie to słyszałem, ale dość mocno wyparowało z mózgu. Albo gdzieś w internecie była dyskusja o Paulu albo trafiłem na jakąś osobliwą playlistę. Nie wiem. Od końcówki liceum/początku studiów wsiąknąłem i jestem w stanie nieironicznie bronić tego sympatycznego maluszka. Był taki grudzień, w którym konsekwentnie przynajmniej raz dziennie odpalałem sobie proponowany wam kawałek. W tym roku znowu trochę zapomniałem, ale o świętach prędzej czy później zaraz znowu jest głośno. Wracają klawiszowe pasaże, po prostu ładna melodia, przyjemna gitara w mostku i końcowy zaśpiew w wykonaniu Paula. I jest mi świątecznie tak, jak chcę.
https://www.youtube.com/watch?v=94Ye-3C1FC8
Panowie, umówmy się, że istnieje tylko jedna naprawdę udana piosenka świąteczna. Tak, opiera się na dzwonkach i minimalistycznym syntezatorowym podkładzie. Jako naczelny elektrofonik tego zgromadzenia nie mam prawa rzucić czegoś innego. Szczególnie, gdy mam utrzymać odpowiedni nastrój, a nie uciekać w kierunki kampowe i balansujące na granicy smaku i przyzwoitości (czymkolwiek są ofc). Mówiąc serio, ciekawe, czy te słowa zweryfikuje następująca kolejka. Znam wiele utworów świątecznych, szanuję kilka kolęd, mam swoich faworytów, ale tylko McCartney budzi we mnie świąteczny klimat bez lekkiego grymasu lub poczucia zmęczenia danym nastrojem. Może dlatego, że wszystko tu działa na wyrazistym kontraście, a jednocześnie tak doskonale się uzupełnia. Świdrujące akordy analogowej maszyny obok sprawnej melodii wokalnej. Ciepłe brzmienie padów i beztroski przekaz w tekście bez poszukiwania górnolotnych metafor. Sprawność techniczna i zwarty pomysł przy uniwersalnej, czystej zabawie związanej z tym konkretnym momentem w roku. Nie jestem wielbicielem nakręcania się na święta w aspekcie szałów zakupowych czy przeestetyzowanej otoczki. Daleko mi do wzoru religijności. Cenię sobie ten okres za kontakt z rodziną, moment wytchnienia wobec gonitwy codzienności związanej z pracą, szkołą, szarymi obowiązkami. Za to, że choć na chwilę gorączka zbędnych napięć wokół słabnie. Nawet jeśli nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, to McCartney pozwala mi podtrzymać tę energię. Możliwe, że już w głębokim dzieciństwie to słyszałem, ale dość mocno wyparowało z mózgu. Albo gdzieś w internecie była dyskusja o Paulu albo trafiłem na jakąś osobliwą playlistę. Nie wiem. Od końcówki liceum/początku studiów wsiąknąłem i jestem w stanie nieironicznie bronić tego sympatycznego maluszka. Był taki grudzień, w którym konsekwentnie przynajmniej raz dziennie odpalałem sobie proponowany wam kawałek. W tym roku znowu trochę zapomniałem, ale o świętach prędzej czy później zaraz znowu jest głośno. Wracają klawiszowe pasaże, po prostu ładna melodia, przyjemna gitara w mostku i końcowy zaśpiew w wykonaniu Paula. I jest mi świątecznie tak, jak chcę.
https://www.youtube.com/watch?v=94Ye-3C1FC8
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
smutam, Dragon ukradł mi wrzutę
nic, rzucę czym innym
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ada Kaźmierczak - Tak jak śnieg
(2013)
Skoro McCartney ukradziony to mogę bez oporów rzucić drugim ulubionym świątecznym numerem pod pewnymi względami dużo bliższym. Utwór "Tak jak śnieg" nagrali w 2003 roku Kasia Stankiewicz, Kuba Badach i Mietek Szcześniak na potrzeby świątecznej kompilacji "Święta, święta" wydanej przez Polskie Radio. I to w sumie tyle co wiem o nim z Discogs, słuchałem oryginału raz kiedyś i nie wróciłem chyba nawet, nie dlatego żeby był to numer zły, jest po prostu mocno ckliwy i rzadko mam ochotę na taki klimat. Ale kawałek ten w 2013 roku odświeżyła Ada Kaźmierczak, którą znam z jej współpracy z Lilu czy Reno, który swoją drogą zrobił tu bit to tego coveru. I taki vibe jak ten to ja lubię bo jest to totalnie funkowy bujający numer, okraszony do tego fajnym murzyńskim vintage'owym klipem. Spontaniczna świąteczna nagrywka która wyszła znakomicie i z miejsca stała się moim ulubionym numerem na święta, bo świątecznych numerów w takim klimacie nie znam raczej. Istnieje też dłuższa, pianinkowa wersja tego coveru (wisi na youtube) też niezła i mimo wszystko wolę od oryginału.
Co do samej Ady to planowałem w sumie wrzucić coś innego z jej repertuaru bo ma na koncie jeszcze kilka singli i jedną EPkę, nagrywała numery w różnych klimatach R&B, zainteresowanych odsyłam choćby do jej bandcampa gdzie można ściągnąć wspomnianą EPkę nawet za darmo (dostępna w opcji płać ile chcesz):
https://adakazmierczak.bandcamp.com/album/co-wi-cej
Tak jak śnieg:
https://youtu.be/9wf1LYP1ek0
(2013)
Skoro McCartney ukradziony to mogę bez oporów rzucić drugim ulubionym świątecznym numerem pod pewnymi względami dużo bliższym. Utwór "Tak jak śnieg" nagrali w 2003 roku Kasia Stankiewicz, Kuba Badach i Mietek Szcześniak na potrzeby świątecznej kompilacji "Święta, święta" wydanej przez Polskie Radio. I to w sumie tyle co wiem o nim z Discogs, słuchałem oryginału raz kiedyś i nie wróciłem chyba nawet, nie dlatego żeby był to numer zły, jest po prostu mocno ckliwy i rzadko mam ochotę na taki klimat. Ale kawałek ten w 2013 roku odświeżyła Ada Kaźmierczak, którą znam z jej współpracy z Lilu czy Reno, który swoją drogą zrobił tu bit to tego coveru. I taki vibe jak ten to ja lubię bo jest to totalnie funkowy bujający numer, okraszony do tego fajnym murzyńskim vintage'owym klipem. Spontaniczna świąteczna nagrywka która wyszła znakomicie i z miejsca stała się moim ulubionym numerem na święta, bo świątecznych numerów w takim klimacie nie znam raczej. Istnieje też dłuższa, pianinkowa wersja tego coveru (wisi na youtube) też niezła i mimo wszystko wolę od oryginału.
Co do samej Ady to planowałem w sumie wrzucić coś innego z jej repertuaru bo ma na koncie jeszcze kilka singli i jedną EPkę, nagrywała numery w różnych klimatach R&B, zainteresowanych odsyłam choćby do jej bandcampa gdzie można ściągnąć wspomnianą EPkę nawet za darmo (dostępna w opcji płać ile chcesz):
https://adakazmierczak.bandcamp.com/album/co-wi-cej
Tak jak śnieg:
https://youtu.be/9wf1LYP1ek0
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nawiązanie do Paul is dead nie wystarczyło xd
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Camouflage - How Do You Feel
Patrząc na Wasze wrzutki tak sobie myślałem, co tu wrzucić, żeby było tematycznie. Mam parę fajnych utworów okołoświątecznych lub ściśle związanych z zimą, ale wykonawców, których już wcześniej wrzucałem (następnym razem chyba trzeba będzie dać na to jakąś dyspensę). Mógłbym wrzucić coś oklepanego ze słowem christmas w tytule lub choćby winter, ale jaki to byłby best of biorąc pod uwagę, że to dla mnie jednak żaden best nie jest, skoro z własnej woli na co dzień właściwie nie słucham?
Jedyne co mi przyszło do głowy to How Do You Feel grupy Camouflage. Wiem, że to nie jest żadna kolęda. Nawet tekst nie świadczy o tym, że to zimowy numer. Ale ten disneyowski chórek i klimat jednoznacznie mi się kojarzy z zimą i okresem świątecznym. Bardzo się dziwiłem, jak zobaczyłem, że ten album wyszedł w sierpniu. Jak album z takim utworem mógł ukazać się w środku lata???
How Do You Fee to dla mnie totalnie zimowy numer. Tak bardzo zimowy, jak to tylko możliwe. Nie będę tu nawet nic pisał o jakichś technikaliach czy brzmieniu. Tu liczy się klimat. Słuchając utworu widzę oczami wyobraźni zaśnieżone pola i lasy, a na nich sarenki, renifery, zajączki. Wszystko oczywiście w stylu animowanych bajek Disneya. Klimat, który od zawsze mnie rozczula, rozbraja. Z powyższych przyczyn ten utwór od zawsze mi się bardzo podoba. Od zawsze jest bliski memu sercu.
Okładka albumu w ogóle nie pasuje do tego utworu. Gdzie zima, renifery, sarenki, zajączki, bałwanki, królewna Śnieżka?
Zaraz się okaże, że jestem znowu jedynym mającym takie wyobrażenia. Podobnie jak było z DJ Spooky i ufoludkami.
https://www.youtube.com/watch?v=1QhCJdbW6Gs
Patrząc na Wasze wrzutki tak sobie myślałem, co tu wrzucić, żeby było tematycznie. Mam parę fajnych utworów okołoświątecznych lub ściśle związanych z zimą, ale wykonawców, których już wcześniej wrzucałem (następnym razem chyba trzeba będzie dać na to jakąś dyspensę). Mógłbym wrzucić coś oklepanego ze słowem christmas w tytule lub choćby winter, ale jaki to byłby best of biorąc pod uwagę, że to dla mnie jednak żaden best nie jest, skoro z własnej woli na co dzień właściwie nie słucham?
Jedyne co mi przyszło do głowy to How Do You Feel grupy Camouflage. Wiem, że to nie jest żadna kolęda. Nawet tekst nie świadczy o tym, że to zimowy numer. Ale ten disneyowski chórek i klimat jednoznacznie mi się kojarzy z zimą i okresem świątecznym. Bardzo się dziwiłem, jak zobaczyłem, że ten album wyszedł w sierpniu. Jak album z takim utworem mógł ukazać się w środku lata???
Okładka albumu w ogóle nie pasuje do tego utworu. Gdzie zima, renifery, sarenki, zajączki, bałwanki, królewna Śnieżka?
Zaraz się okaże, że jestem znowu jedynym mającym takie wyobrażenia. Podobnie jak było z DJ Spooky i ufoludkami.
https://www.youtube.com/watch?v=1QhCJdbW6Gs
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Myślę, że to będzie dobry pomysł, o ile każdy wrzuci coś świątecznego, a nie po prostu wykorzysta okazję żeby rzucić wykonawcą dwukrotnie.
Nie będę uprzedzał, bo jeszcze nie opisujemy wrażeń, ale ja "Relocated" kupiłem na premierę, w wakacje 2006 r. i takie też mam skojarzenia z tym albumem, mimo że pewne utwory są wręcz jesienne ("Bitter Taste"). Z samym "How Do You Feel?" mam dodatkowe, bardziej bieżące wspomnienia, ale też zahaczają o lato xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
szkoda że wujek nie jest w stanie wydusić z siebie świątecznego kawałka i uchodzi mu to na sucho bo eeee myślałem że o to chodzi w tej kolejce a mam kawałki które też kojarzą mi się świątecznie choć o tym nie są NO ALE wydawało mi się że o inne wrzutki tu chodziło.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No, to prawda, że Wuja się kompletnie nie wysilił. Na Sylwestra pewnie jakaś balladka z babeczką.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja tam nie mam problemu, wrzucanie świątecznej dla świątecznego towarzystwa wbrew sobie byłoby bez sensu
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
równie bez sensu, co wrzucanie latem świątecznej Meluy. khm khm
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Melua była wczesną wiosną gwoli ścisłości.

Dragon słusznie zauważył, że wrzucanie na siłę kolędy nie będącej w bestce życia mijałoby się z celem. A fajnych świątecznych utworów parę znam, ale ci wykonawcy już niestety byli. Może za rok, jak zrewidujemy przepisy.stripped pisze:17 gru 2022 20:54szkoda że wujek nie jest w stanie wydusić z siebie świątecznego kawałka i uchodzi mu to na sucho bo eeee myślałem że o to chodzi w tej kolejce
Nie będzie ani ballady, ani babeczki.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Wystarczyło dać właśnie jeden numer z In Winter i byłoby w sam raz heh, chyba że Melua pojawi się z czymś innym to pardon.
Zły jestem na siebie może trochę bo po prawdzie nie bardzo chciałem robić te kolejki świąteczne/sylwestrowe ale uległem w końcu w dyskusjach z Hienem, no ale nic, może to co mogłoby wlecieć wrzucę na grupę kiedy.
Zły jestem na siebie może trochę bo po prawdzie nie bardzo chciałem robić te kolejki świąteczne/sylwestrowe ale uległem w końcu w dyskusjach z Hienem, no ale nic, może to co mogłoby wlecieć wrzucę na grupę kiedy.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup