Best of Forum III

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Best of Forum III

Post 01 sty 2023 13:00

Zapraszam do Bestki nr 3. Tym razem nie robimy sobie przerwy, jak będzie trzeba to sobie przed wakacjami zrobimy, ale z doświadczenia wiem, że lepiej mieć zapas, a nie potem Was siekać batem. Ponownie, nie pytam kto bierze udział, bo zakładam, że ekipa, która kończyła Best II. Gdyby ktoś chciał dołączyć (Czez? xD) to zapraszam, ale tylko z grona tych, którzy zadeklarowali udział przed pierwszą Bestką. Z góry życzę wszystkim udanej zabawy, wielu odkryć i miłego czasu spędzonego z muzyką.

Oficjalnie startujemy od jutra, ale jak ktoś ma ochotę wrzucać już numer, to super.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 01 sty 2023 16:55

Skoro Pan tak zaprasza do zabawy...

Ta druga bestka poszła mi trochę losowo, niby miałem całą jesień aż do zimy zaplanowaną ale plany poszły w kosz, kolejny raz wiele planowanych rzeczy odłożyłem na rzecz różnych spontanicznych wrzutek podyktowanych aktualnym nastrojem. Koniec końców wiele dobrych rzeczy odłożyłem w czasie, a mam nadal zaległości jeszcze z czasów pierwszej bestki (!). Tak być nie może, jak tak dalej pójdzie ta zabawa się skończy zanim wrzucę wiele ulubionych numerów. Czas zrobić rachunek sumienia, dać sobie spokój z robieniem wrzutek stricte pod pogodę albo szukaniem wrzutek które mogłyby zaskakiwać i szczerze sumiennie zaprezentować Wam best of Murzyn. Cofam się zatem do czasów planów z pierwszej 25. i serwuję coś co powinno było wlecieć już dawno. Tak sobie myślę że teraz albo nigdy.

Eis - Teraz albo nigdy
(2003)

Nie mogłoby być mojej topki bez ulubionego polskiego kawałka rapowego, co nie? No jednak jak widać mogło bo ostatecznie nie zmieściłem się z tym numerem w pierwszej ani drugiej 25. xD Prawdę mówiąc nawet się dziwię że dotrwałem z nim tutaj bo Mentos był niebezpiecznie blisko ukradzenia mi numeru ale wybrał Najlepsze dni, a Dragon z kolei z tego co widziałem swego czasu chyba już bardziej jara się Astrą wydaną po latach albo jakimś cudem (w co trudno mi wierzyć) nie wyłapał że wrzucany przeze mnie teraz numer Eis nawija na podkładzie od profesora NOONa. Jeśli jest coś lepszego od duetu Pezet-Noon w historii polskiego rapu to dla mnie może to być jedynie Eis na bicie Noona właśnie i ja ten numer kocham. "Teraz albo nigdy" ma piękny podkład, dla mnie chyba najlepszy bicik Noona właśnie i do tego mamy tu fajny skreczowany i samplowany refren, czyli to z czego właśnie słynie prezentowany już przeze mnie DJ Premier z duetu Gang Starr (tak jak wspominałem byli dużą inspiracją dla Pezet/Noon). Lirycznie ten kawałek to w sumie polski odpowiednik Dead Presidents (zabawne że moje ulubione numery są tak podobne w tym sensie), mowa o pogoni za kasą, temat który był mi bliski kiedy pokończyłem szkoły, siedziałem bez roboty i byłem smutną pipą z dwuzłotówką na piątkowy wieczór, trudno mówić wtedy o grubym melanżu, o imponowaniu jakiejkolwiek lasce nawet nie wspominając xD

Także taka to historyjka, nie jestem może zbyt oryginalny ale olać to, jakie życie taki rap jak to mówią xD

https://youtu.be/YK7_p9MdPX0
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 sty 2023 19:27

Polaris - 光と影

Kiedy na początku 2022 r., odczułem lekkie zmęczenie Fishmans, zacząłem czytać o projektach przyległych, w tym o Polaris, który rzucił mi się w oko jako zespół, w którym grał później Yuzuru Kashiwabara (ten zajebisty basista) razem z wokalistą Yusuke Oya. Co może niektórych zaskoczyć, w ogarnięciu Polaris pomógł mi RYM, na którym ktoś stworzył bardzo fajne zestawienie wszystkich okołofishmansowych rzeczy, z opisami od czego warto zacząć i dlaczego. Ta lista pokierowała mnie do debiutu, a że istnieje rozsyłany na Reddicie link do konta mega, na którym znajduje się dosłownie wszystko związane z Fishmans (łącznie z dyskografiami pobocznych projektów), to nie miałem problemu żeby się zaopatrzyć. Last podpowiada mi, że album „Home” odpaliłem pierwszy raz w nocy z 22-go, na 23-ci stycznia 2022 r., pamiętam że już leżałem w łóżku, dziewczyna zasnęła, choinka delikatnie się paliła i wjechało tych dwóch Japończyków. I powiem Wam, że wrażenie było niemal tak mocne, jak kiedy pierwszy raz usłyszałem Fishmans.

Yuzuru Kashiwabara odszedł z Fishmans zaraz po ostatnim koncercie w 1998 r. (który okazał się ostatnim w ogóle) ze względu na zmęczenie ciągłymi walkami zespołu z wydawcą. Basista stracił serce do muzyki i miał już dosyć, w tamtym czasie mówił o kompletnym porzuceniu życia muzyka.
Historia Fishmans potoczyła się, jak potoczyła, do dziś zespół gra jedynie pojedyncze koncerty w hołdzie dla Shinjiego. Kreatywnie jednak, Yuzuru odrodził się z czasem i wraz z przyjacielem założyli Polaris. Powiem szczerze, że spodziewałem się jakiegoś reggae, ale nic z tych rzeczy. Okazało się, że zespół ma znacznie więcej wspólnego z późniejszym Fishmans i to tą lżejszą, bardziej melancholijną stroną. Przez „Home” dosłownie się płynie, a kulminacją tego sentymentalnego uczucia jakie wywołują na tej płycie Yuzuru i Yasuke, jest „光と影”.

Trudno mi oddać słowami co tu się dzieje, ale chyba po to istnieje muzyka, żeby nie trzeba było. To jest hien-core na pełnej i dobrze oddaje uczucie, które mnie ogarnia na początku każdego roku. Podsumowanie poprzedniego przelatuje przez głowę i miesza się ze wszystkimi nadziejami i lękami względem kolejnego. Człowiek czuje się dosyć bezbronny i chowa się w skorupie. Wszystko to odbija się echem w tym kawałku Polaris.

Muzycznie jest tu dosyć standardowo, gitary, bas, perkusja, pianino, jakaś samotna harmonijka, zestaw podstawowy by się rzekło. Ale jednocześnie ma to dla mnie jakiś niespotykany dotąd, wyjątkowy posmak. Japończycy mają w sobie to coś i potrafią to wyrazić jak nikt inny. Wrzuta na zwolnionych obrotach, tak jak ja zaczynam każdy rok.

Wahałem się czy wrzucać pełną wersję albumową, bo jest wyjątkowo rozciągnięta, ale nie znalazłem wersji singlowej bez klipu, więc ostatecznie stwierdziłem, że chrzanić to, daję pełną.

https://www.youtube.com/watch?v=Yfsk9ra5rLI
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 02 sty 2023 03:04

Ashra - Sunrain (1977)

Dotrzymuję danego w grudniu słowa. Jak tak się zastanowić to naprawdę przykro patrzeć, gdy nasza zabawa przypomina momentami symbolicznie kondukt pogrzebowy. Nie jestem z gatunku tych, którzy toną we łzawych tekstach, rozpamiętują dane postaci tygodniami i nie mogą wręcz spać bez odniesienia się do pewnych wydarzeń. Znaczy tak jest w większości przypadków. Kiedy jednak widzę, że jednego roku odchodzą Vangelis, Klaus Schulze i Manuel Gottsching to nie umiem przejść wobec tego obojętnie. To jak z członkami rodziny, których darzy się ogromnym szacunkiem i uznaniem. Przegadało się z nimi setki godzin. Uzyskało specyficzne wsparcie i odnalazło spokój. To ludzie, którzy muzycznie prowadzili mnie za ręce w okresie dojrzewania i konsekwencje tego wyboru będą się za mną ciągnąć już do końca życia. Swoją twórczością kolorowali świat, odrywali od codzienności, poruszali wrażliwe struny. Naprawdę niewielu jest wykonawców, którzy robią na mnie takie wrażenie. Wrażenie udzielające się często w bardzo prozaicznych sytuacjach. Przypominam sobie zeszłoroczny TNMK. Przyjechali przedstawiciele różnych sklepów muzycznych, wytwórni, dystrybutorów. Przeglądam przy jednym punkcie płyty i zaskakuje mnie to, co widzę. Przez ręce przechodzą mi płyty, które tyle lat uważałem za absolutnie niemożliwe do zdobycia. Już trochę słyszałem w swoim życiu, ale widzieć przed sobą krążki Gottschinga i Ashry na wyciągnięcie ręki (i dość sporej ilości gotówki, niestety) to było coś. Obracałem winyle Boards of Canada i już wtedy wróciło pewne podekscytowanie jak za szczeniackich lat, ale widząc E2-E4, Inventions for Electric Guitar, było też zapewne New Age of Earth... Żaden ze mnie Rockefeller i musiałem obejść się smakiem. Lubię jednak takie momenty stykowe, nawet jeśli trwają tyle co nic. Miałem tak z Klausem w Media Markcie, kiedy któregoś dnia wszedłem do sklepu w Galerii Dominikańskiej i zauważyłem masę okładek płyt, w których zasłuchiwałem się tygodniami. Nie umiem jeszcze tego sensownie opisać.

Od Sunrain wszystko się zaczęło. Jest środek gimnazjum, może nawet trochę wcześniej. Coś tam mandarykowego i klausowego liznąłem, byłem po pierwszych kontaktach z klasyką Żara, chciałem więcej. Nie byłem zachwycony na spotkanie z wirtuozem gitary, ale po pierwszych taktach wchodzi zaskoczenie i z miejsca poruszenie. Po prostu kosmita. Specyficzny groove, w tym przypadku gitara nie jest aż tak z przodu. Przez te siedem i pół minuty MG popisuje się klawiszowymi zagrywkami. Pod względem klimatu trudno to jednoznacznie zaklasyfikować. Jak dla mnie bezsprzecznie wyrasta z krautrocka, kosmische bardziej odjechanego, ale z grubsza podobnie atmosferycznego, obrazowego. Musiał słyszeć popisy dobrych znajomych po fachu i wykorzystał pewne rozwiązania w niepowtarzalny sposób. Bezkompromisowy radosny błysk. Zapowiedź odrodzenia. Hipnotyczny, transowy kawałek, a jednocześnie bardzo optymistyczny, pogodny. Na New Age of Earth Gottsching jeszcze działa sam, dopiero później Ashra rozrośnie się do pełnoprawnego zespołu. Jak dla mnie do samego końca nie zabraknie w ich muzyce pierwiastka narkotycznego, psychodelicznego. O solowej twórczości Manuela czy o totalnej masakrze z Klausem na perkusji, czyli Ash Ra Tempel, tutaj się nie rozwodzę, ale też zasługują na uwagę i swoje pięć minut. Może będzie ku temu jeszcze tutaj okazja... W wymiarze społecznym to co najwyżej mogłem o tym pogadać z losowymi ludźmi w różnych dziwnych miejscach w sieci, ale w tamtym okresie byłem zbyt zamknięty w sobie, żeby nawet pod pewnym przykryciem się tym dzielić. Wystarczało, że to ja się czuję dobrze i jest to odejście, i nie ma potrzeby dzielenia się tym z kimkolwiek, bo trudno byłoby jakoś sensownie zacząć. Dzisiaj to takie proste, a wtedy to jak przebicie naprawdę grubego muru, pokonanie słabości, jakiejś coraz mniej zrozumiałej obecnie zgryzoty i kwasu. Wtedy byłem z tym sam i myślałem, że to poważnie zapomniana muzyka. Miło było wyjść z tej bańki.

Trzecią dwudziestkę piątkę zaczynam sentymentalnie, ale jednocześnie bardzo pewnie. Bez tego bestka od utworów nie może się obyć i spróbuję trzymać się takich pewniaków w tej serii, choć kto to wie, co to będzie za 2-3 miesiące... zobaczymy.

https://www.youtube.com/watch?v=qD77JgCFETM
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 02 sty 2023 10:58

No to jedziemy, bardzo tematycznie.

Alphaville - First Monday in the Year 3000 (2003)

Alphaville to band, którego przedstawiać raczej nie trzeba, ale znany jest głównie ze swojego - fenomenalnego skądinąd - debiutu. Potem jeszcze parę osób wymieni drugi album, choć przede wszystkim ze względu na wiodący z niego singiel, Dance With Me. Mało kto pamięta o jazzującym The Breathtaking Blue, jeszcze mniej osób kojarzy, że po drodze były dodatkowe 4 krążki, w tym ostatni wydany w kwietniu 2017. Oprócz tego pojawiły się 2 wielkie boksy z toną odrzutów, dem i ścieżek, które mogłyby spokojnie robić za kolejne płyty, ale z jakiegoś powodu się tak nie stało. Pierwszym, ośmiopłytowym był Dreamscapes, wydany w 1998 roku. Drugim, tym razem na czterech sidikach był Crazyshow z 2003. Na Crazyshow nie ma raczej dem, jest za to sporo muzyki, jaka powstawała między 2000 a 2003 właśnie, a muzyka ta jest... no cóż, typowy, aż do porzygu słodki pop, który stracił w mojej opinii cały polot, jaki muzyka Golda i Lloyda miała. Odzyskali go częściowo właśnie na dwóch późniejszych albumach wydanych odpowiednio w 2010 i 2017 (na tym ostatnim zwłaszcza), niemniej jednak poziomu Forever Young nie dadzą już rady osiągnąć. Chrzanić to.

Crazyshow, jak już wspomniałem, to spokojnie mogłyby być 3 kolejne albumy, ale chyba nawet Gold nie traktował tego wszystkiego dostatecznie poważnie. Mimo to znajdzie się tam kilka naprawdę fajnych numerów, do których lubię wracać i które lubię sobie czasem wkręcać na zapętleniu, bo właściwie dlaczego nie? Zapodaję jeden z nich, który ładnie tytułem wpasowuje się w start tej kolejki (na co zresztą bardzo liczyłem). Fanowskie "video" to tutaj coś, na co radzę uwagi nie zwracać, ale też innej wersji nie znalazłem. Utwór ma solidnie nostalgiczny vibe, tekst sugeruje typowy break-up song, albo raczej post break-up, ale nie narzuca się to moim zdaniem jakoś bardzo. Muzycznie nie jest też specjalnie odkrywczy, ale jego nostalgiczny charakter jest przez połączenie giatara akustyczna-pady doskonale podbijany. Pierwszy raz usłyszałem go w 2006 roku, kiedy miałem drugą srogą fazę na Alphaville i odnajdywanie powiązanych z nimi obskjurów (wliczając w to kompletnie zapomniane, a jednak całkiem spoko solowe płyty Golda). To jest dla mnie taka piosenka przełomu, jakkolwiek to nie brzmi, a akurat mamy start nowego roku, start nowej bestki, skończył się wyjątkowo paskudny dla mnie 2022, a nowy? Cóż, dopiero pierwszy poniedziałek.

https://www.youtube.com/watch?v=5Zjv30cg8BM
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 sty 2023 00:05

John Secada - Just Another Day

Nowy rok i nową kolejkę wypada jakoś dobrze zacząć. I myślę, że John Secada doskonale się do tego nadaje. Tym bardziej, że sylwestrowy nastrój mnie jeszcze nie opuścił na dobre. A Just Another Day to mega rytmiczny i taneczny utwór. Nie ma lepszej muzyki do tańczenia z kobietą od czegoś takiego.
Jonh Secada to amerykański wokalista pochodzący z Kuby wykonujący muzykę pop i latino-pop. Ma sporo płyt w dorobku. Ja ich nie znam, bo nigdy się nie wgłębiałem. Od wielu lat za to niemiłosiernie jaram się jednym singlem z jego debiutanckiego albumu z 1992r. Just Another Day przyniósł mu zresztą niemałą popularność w latach 90'. Ja już nie pamiętam, czy znałem to od chwili wydania, ale na pewno zasłuchiwałem się już będąc w Orzyszu, czyli po 1995r. Latało to jeszcze dosyć często po stacjach muzycznych. Jak to zazwyczaj bywa popularność Kubańczyka z czasem przygasła, a ja o utworze zapomniałem. Aż jakiś czas temu trafiłem na to na YT ponownie i fascynacja odżyła z pełną mocą.
Just Another Day to przede wszystkim przepiękna kompozycja z rodzaju tych, co to czasami udaje się stworzyć raz w karierze. Szczególnie imponuje refren. Wyraźny bit, piękne zagrywki na pianinie, klawisze w tle, ciekawy wokal Johna i fantastyczne wprost chórki nie pozwalają temu utworowi się znudzić. A chórki są po prostu wszechobecne i robią genialną robotę.
Mam nadzieję, że poczujecie ten niepowtarzalny klimat.

https://www.youtube.com/watch?v=tKdSj4hMfNg
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 sty 2023 00:28

Pink Floyd - Pigs (Three Different Ones)

Dobra, czas w końcu wjechać w trzecią kolejkę na ostro. Pink Floyd wrzuciłem wam już w edycji albumowej, musi przyjść czas na ich obecność w utworowej. Powtórzę się, jak to często miewam w zwyczaju, ale to cholernie ważny dla mnie zespół: w zasadzie towarzyszy mi całe świadome słuchanie muzyki, znam ich od liceum, Ciemną Stronę zakatowałem i to klasyczne blablabla. Zdecydowanie poznałem ich w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, mam dużo wspomnień związanych ze słuchaniem tej muzyki i myślę, że nawet pomógł mi, bo gdybym nie siedział w tym dziaderskim rocku, to nie poznałbym wielu wspaniałych ludzi, a tak się w sumie śmiesznie złożyło, że zazwyczaj dawało się zauważyć specyficzną korelację polegającą z grubsza na tym, że ludzie słuchający tego zespołu byli spoko mordkami.
Ponieważ na moim starym lascie PF na luzie przekroczyło barierę 2 tysięcy odsłuchów, a sumując to byłoby tego więcej, nie było dylematu czy się pojawią. Były za to dylematy związane z tym kiedy - ten, jak pewnie się domyślacie, rozwiązałem oraz CO się pojawi. No i właśnie tu był największy zgrzyt, pies pogrzebany, et cetera. Nic z Ciemnej Strony się nie nadaje już, wykorzystałem ten album w albumowej, staram się z reguły nie powielać w obu tematach (zrobiłem wyjątek dla Heroes, bo to zbyt ważna płyta dla mnie). WYWH wrzucił już murzyn, poza tym chyba już trochę mi ten album się przejadł. Meddle? One of these days to dobra muzyka na wkurw, a Echoes nie wynosiłem nigdy AŻ TAK na piedestały, by to był mój życiowy top.
Od Ściany to się raczej odbiłem, bo już było widać, kto przejmuje w tym zespole pałeczkę, a jednak jeśli już mam wrzucać coś z PF to MUSI być to coś ze szczytów szczytów, topu topów i w ogóle - a szczerze mówiąc to moze ze 2 razy ją w całości przesłuchałem. Tym samym odrzucam też kolejne trzy płyty, bo uważam, że siłą PF była synergia i mimo wszystko CHEMIA między tym kwartetem/kwintentem, a później albo dostaliśmy solowy album Watersa oraz 2 Gilmoura - pierwszy jest zbyt przegadany, drugi zbyt AORowy, chociaż The Division Bell bardzo lubię i w ogóle.
Wykluczyłem też PF z Barrettem, bo - chociaż rzekomo typ jest podobny do mnie z ryja - to jakoś nie do końca moja bajka, znaczy... bardzo dobre są te rzeczy, ale jednak to nie jest to "moje" Pink Floyd, a ja jestem dziadersem i konserwatystą i najbardziej lubię to z lat 70. xD
Ok, wyszła mi dość specyficzna wyliczanka, wynika z niej w sumie, że do prawie wszystkich ich płyt mam jakieś wąty, ale to też nie jest tak, po prostu szukam tego szalonego, błyszczącego diamentu i w ogóle. Wymieniając te rzeczy uświadomiłem sobie, że przeoczyłem coś, czego nie powinienem omijać i aż mi się zrobiło głupio: ANIMALS!!!! Może po prostu nie chciałem ŚWIŃTUSZYĆ tą okładką hihihi. W każdym razie głupio mi, aż bo to płyta, której pomijać nie wypada - ostatnia z tych WIELKICH płyt, początek końca najlepszego okresu tego zespołu, bo to był ten okres, gdy wszystko tam zaczęło się psuć i gnić.
Był październik, tudzież listopad roku 2011 - ja wracałem ze śmiesznych zajęć ze smiesznych studiów, na których wówczas byłem, by mieć co robić i w ogóle. Nie wiem w jakim byłem wówczas stanie, wiem, że byłem wówczas zmęczony. Był wczesnyh wieczór, odpalam notebooka i włączam sobie muzykę, bo do starych przyszedł sąsiad i mocno wypity darł japę, bo coś go wkurzyło, a jakoś tak się złożyło jednocześnie, że ni cholery tego darcia ryja nie chciało mi się słuchać. Z jakichś przyczyn postanowiłem przesłuchać tę płytę i.. zaskoczyła. Pykła. Ot tak, całe zmęczenie przeszło, sąsiąd darł ryja na innej planecie, a ja się wkręciłem i słuchałem tego pół wieczoru. Piękne intro, piękne solo, spoko tekst (jak na Watersa), dużo wielkich kwantyfikatorów. Kto nie zna, ten tromba. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=gZM1WQKwpl0
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 sty 2023 00:39

O, Mentos podjebal mi wrzutę. That's new.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 sty 2023 05:48

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 sty 2023 17:25

Eis - Teraz albo nigdy

Polski hip-hop jest nieprzewidywalny, ale zdecydowanie bardziej jeśli bierzemy pod uwagę nowe rzeczy. Stare zazwyczaj się bronią, ale wrzutka Murzyna nie tylko się broni. To jest chyba faktycznie jeden z najlepszych bitów Noona jakie słyszałem. W ogóle tęsknie za tym Noonem bitmejkerem, a nie tym nowszym co trochę pozuje na normalnego muzyka, itd. Ja to miałem raczej mało blokerskie życie, polski h-h to był merytorycznie dla mnie trochę obcy świat, jak oglądanie czegoś w TV. Pamiętam jak to było być bezrobotnym, to i w jakimś stopniu szanuję sentyment, chociaż sam tekst do mnie jakoś szczególnie nie przemawia. No, ale „nie wiem jak ty, ale ja tu gram o wszystko” robi wrażenie. I ten skreczowany refren dobrze robi. Vibe jest wyśmienity, no ale to jest Noon za złotych czasów. Otoczka Eisowa, też robi klimat, bo jednak wydać taki album i się rozpłynąć. No, ale życie napisało samo zakończenie, bo na kasę raczej gość już nie narzeka xD

Ashra – Sunrain


Nie chcę żeby to zabrzmiało jakbym się naśmiewał, ale mam jedno silne (bardzo miłe) skojarzenie w związku z w/w utworem – kawałek z Mario, kiedy zbierasz gwiazdkę (https://www.youtube.com/watch?v=MFtr4rw-dwI)
Dobra, to się wydaje z dupy, ale chyba każdy rozumie o co chodzi?
No, ale to jest pierwsze co przychodzi do głowy, a potem głowa się czyści i już odkrywa się więcej. Ciekawe, że dla Dragona Ash Ra Tempel, to taki w sumie mniej znaczący prequel, bo ja głównie o tym zespole przez lata słyszałem, a o Ashra w ogóle, chyba że gdzieś tam kiedyś Dragon wrzucał do Listy przebojów. Z poznawaniem klasycznej elektroniki jest tak, że trzeba odpowiednio do niej podejść, bo wiadomo, że pod wieloma względami może wydawać się przestarzała, czy wręcz banalna, ale może mam już na tyle osłuchane ucho (maślanym masłem), że nie odniosłem takiego wrażenia słuchając „Sunrain”. Podoba mi się ten ledwo słyszalny automat perkusyjny, który równie dobrze mógłby być jakimś odbiciem niższych rejestrów arpa, ale chyba nie jest. Coś jest w tym, że twórcy elektroniki z tamtych czasów mieli jakieś nie wiem skąd się biorące ciągoty w stronę calypso. To jest Dragon-core w wydaniu profesorskim. Ja nie będę ukrywał, że na samotne poszukiwania w morzu starszej elektroniki trochę nie mam już zapału, siły, czasu, i tym samym bardzo sobie takie smokowe korki cenię. Niby po prostu 7 minut fleksowania się na syntezatorze, ale jak się ma do tego talent, to coś ciekawego się z tym niesie. Bardzo nieprzypadkowa jazda. To skojarzenie z Mario, może nie było tak z dupy, bo momentami (np. koło 6 minuty) słyszę w tym utworze rzeczy, które mi się mocno kojarzą z tym co robił do gier Koji Kondo.

Alphaville - First Monday in the Year 3000

Marian Gold kojarzy mi się z kilkoma rzeczami. Poza tym, że na koncertach śpiewa, aż prawie pada nieprzytomny i robi sobie świąteczne foty z kupą wymiętych reklamówek w tle, ma też głos zdecydowanie lepszy niż na to, co ma z nim do zrobienia w Alphaville. Ale czy na pewno. Bo co ja w sumie wiem o Alphaville? Mam z tym zespołem mieszany relationship, nie nazwę go love/hate, bo ani nigdy nie było to love, anie nie było hate. W 2007 r. byłem na słynnym koncercie jaki Alphaville zagrali na rynku Manufaktury, na którym to koncercie zresztą był też Dev, ale jeszcze się nie znaliśmy. Występ był super, bardzo energetyczny, bardzo, nie wiem jak to nazwać, na czasie? Chodzi mi o to, że brzmieli wtedy świeżo i nie odnosiło się wrażenia, że jest się na koncercie zespołu retro. Ja nigdy nie szalałem za „Forever Young”, doceniam, ale chyba nigdy nie puściłem tego sam z własnej woli. Bardzo lubię natomiast "Big in Japan", jeszcze bardziej „Monkey in the Moon”, które nie było chyba jakimś olbrzymim hitem, ale mogę się mylić. Nigdy się nie wkręciłem w Alphaville, bo po prostu jakoś nie czułem potrzeby, ten band nie był dla mnie żadnym magnesem. Musiał co jakiś czas próbuje mnie przekonać do nich i puszcza mi coś losowego. I to są naprawdę fajne rzeczy, podobają mi się, ale niczego nie zmieniają. Trochę się odwraca rola moja i Deva, bo zazwyczaj on pisze coś ala „Munlup mi to latami sprzedawał, a ja miałem to w dupie”. To może czas na jakiś album Alpha w bestce albumowej? No, ale ja tu gadu gadu, a tu First Monday. Vibe jakiegoś zapomnianego hitu Bryana Adamsa. Ta gitara w tle brzmi niemal jak układana na klawiszu. Pisałem na początku, że Gold jest doskonałym wokalistą i tutaj mamy dobry showcase. Tego wrażenia nie psuje nawet mocno cheesy aranżacja, czy w ogóle serowość całej piosenki. Jest to fajne, przyjemne, i w ogóle kompletnie się nie spodziewałem takiego utworu. Ja jestem w duchu cheesy gościem, o czym wiecie, więc mnie ujmuje ta piosenka, z całym inwentarzem. A że słucham tego w pierwszy poniedziałek roku (może nie 3000, ale jednak), to już w ogóle super sprawa.

John Secada - Just Another Day

Rzadko się zdarza żeby Wuja wrzucił wykonawcę, którego kompletnie nie znam (chyba, że to jakieś kobiece wynalazki z ostatnich lat), a tu jakiś gość z hitem z lat 90, a ja nie wiem ocb. Dopiero refren trochę mi rozjaśnił, chociaż przyznam, że bardziej budzi z kojarzenia z kompletnie innym numerem, kogoś innego xD No, ale nie ważne, ja nadal mam wrażenie, że nazwisko Secada widzę pierwszy raz. Utwór jest takim mariażem lat 80 i 90, wokale, perkusja i bas mocno sugerują już 90sy, ale ozdobniki, jakieś dzwoneczki, klawisze, są mocno 80sowe. Klimat jest 90sowy, jakby to był jakiś cover Lighthouse Family. Bardzo uduchowiony, podniosły, pozytywny kawałek. Nie wiem, czy potrafię na gorąco napisać o nim więcej niż to, że jest dobry i mi się podoba. Shodan przejął trochę po Czezie dostarczanie nieoczywistych hitów.

Pink Floyd - Pigs (Three Different Ones)

Praktycznie od początku tej zabawy, miałem w głowie dwa utwory Pink Floyd i nie mogłem się zdecydować na jeden, do tego stopnia, że nie zrobiłem tego do teraz. Fajnie się więc złożyło, mimo wszystko, że Mentos wrzuca akurat 3 Świnki, bo jednocześnie mogę sobie popisać nt. tego utworu, a samemu wrzucić, już bez rozterek, inny numer, którego na bank mi nikt nie zakosi, bo to obskjur. Może trochę szkoda, że Seba wybrał to drogą eliminacji, a nie dlatego, że czai się za tym jakas grubsza historia, ale u mnie tez by nie było żadnej grubszej historii, więc no walić to tam.

Ja już nie pamiętam kiedy ja się w końcu dopchałem do „Animals”, ja i tak miałem trochę poznawanie tych płyt zepsute, bo chamsko zaczynałem poznawać ten zespół od składanki „Echoes – The Best of Pink Floyd”, która wyszła jakoś ćwierć wieku temu, i którą mój ojciec miał w aucie. Znałem więc „Sheep” i znałem „Dogs”. Kiedy lata później sięgnąłem po „Animals”, „Pigs (3DO)” było dla mnie zaskoczeniem, rewelacją, momentem w jakiś sposób zwrotnym. To jest ten Waters, o którym można mówić w samych superlatywach, w przeciwieństwie do obecnego Watersa, z którego można się najwyżej śmiać, bo to ekwiwalent podpitego, wiecznie wkurwionego, proruskiego wujka, który stęka jak to szkoda, że stan wojenny inaczej się nie skończył i w ogóle wszyscy jesteście gównem, zwłaszcza Radiohead. W latach 70-tych było inaczej. Wiele osób mówi, że „Animals” to jest odpowiedź na punk, i o ile dla mnie to jest jednak trochę śmieszna teoria, to można się zgodzić, że to jest album surowszy niż poprzednie. Nadal bogaty brzmieniowo, acz bardziej kanciasty, gniewny i na wyjebce. „Pigs (3DO)” ma świetna muzykę, dobry tekst, energię w tym kpiącym, szyderczym Watersie na wokalu, doskonałe zagrywki na gitarach, zresztą na każdym instrumencie, bo już samo intro na organach jeży włos na czym tam się akurat Wam zjeży. A nawet nie wspomniałem o fragmencie z talkboxem. Do tego, to jest naprawdę melodyjny numer, który wkręca się w ucho. To jest ten ostatni moment, ostatni album, kiedy Pink Floyd jako zespół dało się uratować. I tu ciekawa sprawa, bo kiedy jeszcze rozważałem wrzucenie „Pigs”, dowaliłem sobie dodatkową rozterkę, bo brałem pod uwagę wrzucenie wersji live. TEJ wersji live z Montrealu, z wykonania w trakcie którego Waters napluł na namolnego fana i w ten sposób przyszedł mu do głowy koncept „The Wall”. Tamta wersja jest tak nasycona emocjami, tak porywająca, że do dziś uważam ją za top najważniejszych momentów Pink Floyd na żywo. Jest tam taki moment bliżej końca, kiedy cały zespół wybucha, Mason zaczyna wściekle walić w perkusję, Waters kwiczy jak świnia, i długo nie mogłem znaleźć czegoś co by mnie bardziej ekscytowało w muzyce niż to. No, ale ostatecznie bym pewnie tej wersji nie wrzucił, bo nikt by tego nie zrozumiał, a do tego istnieje tylko bootleg, nie ma oficjalnego nagrania (tzn. oficjalnie nie ma xD). Ale posłuchajcie tego, mimo wszystko:

https://www.youtube.com/watch?v=7CwMH8OKFYo

No i tyle w sumie, chyba nie muszę dodawać, że podoba mi się ten kawałek xD Tych największych momentów w karierze Pink Floyd to było naprawdę sporo, ale jakoś dramatyzmu dodaje fakt, że „Pigs (3DO)” był w zasadzie soundtrackiem do kompletnej eksplozji jaka zmiotła ten zespół z powierzchni z Ziemi. Bo potem, jak już Mentos zauważył, była seria solówek Watersa (The Wall, The Final Cut) i Gilmoura (MLoR, no The Division Bell jeszcze był najbliżej bycia zespołowym albumem), i mimo że to są wszystko naprawdę dobre płyty i ja je bardzo lubię i szanuję, to brakuje na nich jak nie jednego, to drugiego. A że teraz to stare, skłócone stare dziady, to cóż, wszyscy tak kiedyś skończymy.

Fajna kolejka startowa Panowie, fajne rzeczy wrzuciliście. Mentos z oczywistych względów tutaj góruje, ale to Pink Floyd.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 04 sty 2023 20:58

Eis - Teraz Albo Nigdy

Zapewne będę się powtarzał, ale hip hop jednak w większej, zdecydowanej mierze do mnie nie trafia. Odpalałem to ze 3 razy, jednym uchem wpadało, drugim wypadało, nic wielkiego, nic zaskakującego, nic łamiącego grunt. Bit faktycznie super, wkręcił mi się najbardziej, widać (a raczej słychać), że Noon ma parę rzeczy do powiedzenia (czy też miał, nie śledziłem jego kariery poza współpracą z Pezetem, która była fajna i mnie kupowała). Eis ma flow, tekst nie jest jakiś zły, ale mam podobnie jak Hien. To nie jest mój klimat, zwłaszcza, gdy tekst w jakiś taki bezpośredni sposób dotyka problematyki, która nigdy mnie nie dotyczyła. Nie jestem gościem z bloków (choć ostatnie 10 lat mieszkam w blokach lol), nie byłem nigdy częścią tej kultury (choć kiedyś bardzo chciałem), już nie będę. Żyję z tym tak samo, jak i z tym, że taka muzyka mnie nie ziębi ni grzeje. Choć w ramach ciekawostki miło posłuchać, nie powiem, że nie.

Polaris - 光と影 (Hikatokage)

Kurde, i to jest coś, czym Hien nie tylko powinien był zacząć to rozdanie, ale też doskonale się stało, że właśnie tym je zaczął. Genialny jest ten kawałek od początku do końca. Snuje się po rejonach chilloutu, jednocześnie nie tracąc nic z charakteru muzyki, well, okołofishmansowej (nie, żebym znał cokolwiek innego poza samym Fishmans, które jednak mi doskonale siadło), a właśnie jeszcze wyciąga to, co w niej dla mnie było najlepsze, a więc tę wspomnianą przez Kubę melancholię. Nie znam się na japońskiej muzyce za bardzo (ta garstka wykonawców, których znam, robi rzeczy bardzo okcydentalne, że tak to ujmę), ale jeśli ma brzmieć tak, to jestem jak najbardziej za. 10 minut, a dla mnie wręcz za krótko, wracałem i wracałem. Głos Yusukego płynie przez numer w sposób delikatnie usypiający, ale nie w "nudny" sposób. Utwór pozostawia mi lekko gorzkie wrażenie, i musiałem sobie zrobić mały research, zaciekawiony nieodcyfrowalnymi dla mnie znakami kanji. Otóż Hikatokage, jak powinno się to czytać, oznacza światło i cień - myślę, że pomijając lekko cheesy charakter tego zabiegu (na który mam wywalone, bo też bywam cheesy, nawet bardziej bywam nie-cheesy, bo to mój default setting), tytuł pasuje idealnie. Kapitalne to jest, poszperałem w internetach i okazuje się, że Polaris są całkiem płodni, ostatni album w 2018 roku. Zainteresuję się bliżej, tego vibe'u mi trochę u Rybaków brakowało, mogę mieć dobry wstęp. Zwycięzca kolejki, bezapelacyjnie.

Ashra - Sunrain

Dziwne to jest mocno, ale Dragon-core do bólu xD Nie, nie mówię, że złe, po prostu... czuję, jakbym już to kiedyś gdzieś słyszał, to raz. Dwa, nie jest to nic wybijającego się na tle ton podobnej muzyki, a parę kilogramów z tych ton zdążyłem w życiu przesłuchać. Przyjmuje się, nie powiem, że nie, acz wielkich emocji to we mnie nie wywołało. Trochę zgodzę się z przedmówcą, że charakter tej muzyki przypomina mocno soundtrack do jakiejś gry, ale tło... tło mi się jeszcze z czymś kojarzy, i mam wrażenie, że to było coś z tej naszej zabawy. Ni cholery sobie teraz nie przypomnę, ale zaparkuję gdzieś. Zabawne, że utwór jest z roku 1979, a ja mam z jakiegoś powodu odczucia najntisów w nim, jakiś wczesny, eksperymentujący Banco de Gaia, może dema Roberta Milesa, trudno mi nawet powiedzieć w tej chwili. Takie trochę przewidywanie przyszłości w muzyce new age'owej (jeszcze z tym tytułem płyty), i pod tym względem wyszło fajnie, niemniej jednak odczucia mam trochę takie, jak z Eisem, więc raczej letnie. Okładka mi się bardzo podoba za to xD Trochę za mało na podium mimo wszystko.

Jon Secada - Just Another Day

Shodan dowalił... kradnąc ode mnie xD No, tak pół na pół, gdyż zastanawiałem się, czy wrzucić to do jednej z kolejek, czy jeszcze coś innego i ostatecznie wybrałem to coś innego (będzie w tej rundzie, ale pewnie za jakiś miesiąc z okładem). Znam ten numer bardzo dobrze i bardzo go lubię. Znam go od dawna, też z jakichś lat 90. z radio, na pewno widywałem wideo na różnych kanałach muzycznych, gdyż dobrze je pamiętam (jest takie słodko-nostalgiczne), a potem bardzo długo... szukałem tego kawałka xD Bowiem ni cholery nie pamiętałem, kto go wykonywał. Jakoś w okolicach 2007 roku zapisałem sobie nazwisko i tytuł w starym telefonie, który potem oddałem swojej siostrze ciotecznej. Nie usunąłem notatki, odczytała, znalazła w internetach i sobie puściła, i do dziś jest to jeden z jej ulubionych kawałków. Także taka to historia. A jeśli chodzi o mnie, no, wszystko tu przyjmuję. Secada ma bardzo fajny wokal, chórki w tle doskonale z nim współgrają, ten motyw na pianinie jest czymś, co jak raz mi do głowy wejdzie to szybko jej nie opuści (podobnie miałem z You od Ten Sharp, też Wuja przecież zapodawał), refren jest smuteczkowy oczywiście, ale cały klimat tego numeru zmierza w tę stronę. Potwornie mi się ten numer z wakacjami kojarzy, ale jakąś końcówką urlopu, obowiązkowo nad morzem. Sentymentalny jestem, a Secada ze swoim wielkim hitem wyciąga ze mnie srogie pokłady tychże sentymentów, aż się łezka w oku kręci. Ponieważ znałem i byłby handicap, to daję srebro, ale takie z plusem. Doskonałość PT Forumowicze (osoby forumowe?).

Pink Floyd - Pigs

O Floydach co już mogłem napisać ze swojej strony to napisałem, więc powtarzać się nie będę xD Utwór znam o tyle, że słyszałem go z raz, może dwa bardzo wiele lat temu. Wtedy pewnie zrobiło to na mnie większe wrażenie niż teraz, kiedy nie jaram się jakoś cholera wie jak progiem (choć wciąż są rzeczy, które mogą mnie porządnie zaskoczyć). Nie będę mówił, że to jest słabe, bo bym skłamał. Powiem odwrotnie wręcz - jest bardzo dobre i broni się po wielu latach, acz dla mnie zaczyna się mniej więcej od piątej minuty xD Gitary są absolutnie świetne, lekko skrzeczący Waters, organy w tle, więcej życia i wspomnianej przez Hiena wręcz agresji w ich muzyce. Całość ma dla mnie charakter może nie ciekawostki jednak, ale też kiedy puszczam sobie tego typu muzę, czy po prostu Floydów właśnie, to widzę dziewiętnastoletniego siebie odpalającego czarne płyty na gramofonie, wówczas bardziej bym to wszystko kupił. Czy czas na prog dla mnie minął? Myślę tak, aż w 9:37 zaczyna się muzyczny roz*urw i wracam do niego prawie czterokrotnie. To, jak brzmi tutaj elektryk, jak doskonale pracuje bas (zwłaszcza od 10:10), nie chce się przerywać. E tam, młody Musiał wciąż tu jest i się zachwyca. Daję brąz domykając podium. Co za outro!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 sty 2023 21:47

devotional pisze:
04 sty 2023 20:58
Secada ma bardzo fajny wokal, chórki w tle doskonale z nim współgrają, ten motyw na pianinie jest czymś, co jak raz mi do głowy wejdzie to szybko jej nie opuści (podobnie miałem z You od Ten Sharp, też Wuja przecież zapodawał),
;(

Musiał już nie pamięta że sam Wujowi wrzutę zakosił, cały on
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 04 sty 2023 21:53

Kurde, faktycznie ;( ;( ;( nie wiem, jak to możliwe, że doskonale pamiętam, co robiłem te, nie wiem, 15 lat temu, jakiego dnia i jakiej muzy wtedy słuchałem, a pieprzy mi się gra trwająca rok ;(
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 sty 2023 21:54

Może Twój umysł wypiera niewygodne fakty, tak tylko głośno myślę xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 04 sty 2023 22:11

devotional pisze:
04 sty 2023 20:58
Zabawne, że utwór jest z roku 1979,
Jeszcze zabawniejsze, że wcale nie ;(

Miles to zupełnie inna zabawa, ale z drugiej strony właśnie tego typu transu w tonach nie słuchałem... Za ChRL się nie kojarzy, klasyczny dewocjonał moment
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 04 sty 2023 22:15

Dzisiaj nie jest mój najlepszy wieczór ;(
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 sty 2023 18:22

Polaris - 光と影

Ciepła, melancholijna japońska muzyka, kontynuacja klimatu znanego z Fishmans. Słuchając tego przypomniała mi się aż Długość Dźwięku Samotności, coś w tym brzmieniu gitar czy jak, nie wiem. Numer leniwie płynie, daje przyjemny vibe i mógłby się w sumie nie kończyć. Do pełni szczęścia brak mi tylko jednej rzeczy - wokalu Shinjiego Sato. To jednak jest ten pierwiastek który Fishmans wyróżniał i czynił wyjątkowymi, choć kilka miesięcy temu nie pomyślałbym że mogę narzekać na brak tego miauczenia. Niemniej fajny to kawałek.

Ashra - Sunrain

Chyba takiej muzyki oczekiwałem po wrzutkach... Tangerine Dream. New age, kosmische musik, transowe sekwensery, delikatnie pykający automat perkusyjny (który dopiero gdzieś z czasem w ogole odnotowałem, dzięki Hien). Z różnych rzeczy okołoambientowych od Dragona ta leży mi najbardziej. Doceniam takie transowe elektroniczne klimaty, minimalistyczne, mające odpowiednią długość, podoba mi się to brzmienie. Tym razem siadło, a że wracałem dzisiaj trochę do naszej pierwszej bestki i dużo rzeczy ładnie siedziało podejrzewam że do wrzutki Klausa Schulze też wrócę dzisiaj, może i te inne długaśne wrzuty obadam na nowo? Podróżuję w myślach przy tym numerze i tym razem nie mam poczucia żebym marnował paliwo.

Alphaville - First Monday in the Y3K


Odpaliłem ten numer, usłyszałem wokal i ZNOWU miałem to uczucie jakbym słuchał deva który to śpiewa, totalnie nie wiem z czego to wynika. Być może to kwestia śpiewania takich ckliwych numerów z taką nieironiczną powagą. Instrumental dopełnia rzewności tego numeru, muszę się z devem zgodzić że mamy inną wrażliwość. Jego romantyczni bohaterowie (tak to wizualizuję) noszą kucyki na głowie i siedzą z gitarą na plaży w Miami w latach 80., moi noszą kaptury i szerokie spodnie przemierzając czy to nowojorskie getta czy szare polskie blokowiska w latach 90. Można by powiedzieć że się mijamy, a ja powiem że się po prostu uzupełniamy i dodajemy własnego kolorytu tym kolejkom. Niemniej nie jest ten numer Alphaville wcale zły, jest dobry w tym co robi i osiąga rezultaty choć ja na codzień takiej muzyki leżącej na pograniczu kiczu nie słucham, w sumie kicz to złe słowo może - wspomogę się tym co napisał Hien - numer jest cheesy po prostu. W określonych okolicznościach może jeszcze kiedyś ugryzie mocniej, kto wie.

Jon Secada - Just Another Day

O, akurat ten kawałek znam z przesiadywania przed tv i oglądania VH1. Co zabawne zdaje się że ja też jak dev spisałem sobie wykonawcę i tytuł tego numeru w jednym z moich starych telefonów. W moim odbiorze i pewnie wielu innych ludzi koleś był one hit wonderem dzięki temu kawałkowi, a to smutne bo czytam na Wiki że miał bogatą karierę (dwie nagrody Grammy, tournee z Pavarottim, duet z Sinatrą!?). Niemniej co do samego numeru to interesowałem się nim przez moją słabość do właśnie takich zapomnianych przebojów lat 80. i 90. Z tym bitem trochę się wyróżniał bo ni to dance ni to trip na spidzie hehe, w każdym razie fajne połączenie. Po wokalu mam wrażenie czuć że latynos, trochę przez barwę wokalu a trochę ekspresję, kojarzy mi się nieco z Enrique Iglesiasem. Dawno nie słuchałem, fajnie jak od czasu do czasu shodan odkurza takie rzeczy właśnie. Kiedy niektórzy z Was w temacie albumowym piszą reagując na płyty mentosa w stylu "fajnie wrócić tam gdzie byłem", to ja mam tak ze starymi przebojami wuja.

Pink Floyd - Pigs

O, a tu mentos i znowu fajnie wrócić... wróć! Fajnie zajrzeć tam gdzie mnie nie było jeszcze a planowałem pójść heh. Ciekaw jestem Animals i mam nadzieję że to będzie następnym punktem na drodze poznawania dyskografii PF, póki co mentos klasycznie robi fajny teaser, choć na pewno nie sobie już bo innym albumem rzucił. Po pierwszych odsłuchach Pigs w głowie miałem... Have A Cigar, gdzieś po prostu dlatego że to najbardziej mi się kojarzyło jako takie PF z takim groovem. Numer może i długi ale nijak to nie przeszkadza i nigdy nie napisałbym jak dev że kawałek się zaczyna od 5 minuty. To jest dość dobre by doceniać to od pierwszej do ostatniej sekundy. Fajne to chrumkanie i to solo z talkboxem. Dobry numer, zachęca do sięgnięcia po więcej.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 05 sty 2023 18:50

What? Niby Murzyn, a jak nie Murzyn. Ani jednego uczciwego mehnięcia! :o
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 sty 2023 19:01

Nowy rok, nowy ja - tak to leciało? :D
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 sty 2023 19:01

Nowy rok, nowy Murzyn
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn