Best of Forum (edycja filmowa)

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18316
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum (edycja filmowa)

Post 26 lut 2023 23:59

Obejrzane.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7379
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 27 lut 2023 16:56

Kiedy można wjeżdżać z recenzjami?
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13788
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 lut 2023 17:07

Hien pisał że od razu jak obejrzycie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 lut 2023 17:35

Nie wiem ile razy muszę to pisać, żeby dotarło
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 mar 2023 11:03

Trochę beka, że temat padł mimo, że WSZYSCY obejrzeli xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10306
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 mar 2023 11:10

Idąc tym tropem 99,997% tematów już gnije, a ja z chęcią jeszcze coś napiszę na temat, bo warto!
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18316
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 mar 2023 11:56

Ja wczoraj reckę napisałem, jeszcze tylko jakieś słowo podsumowania i wkleję. Tylko dzisiaj byłem trochę zarobiony. Szukałem od rana dowodu urządzenia filtra wody, bo potrzebny na gwałt. Przekopałem po sto razy swoją kancelarię i wszystkie magazynki. Nawet sprawdzałem za szafami i regałami. Wreszcie usiadłem na fotelu zrezygnowany i pogodzony z losem i ze stratą. Spojrzałem przypadkowo na regał biblioteczny i... rzucił mi się w oczy elegancki kartonik biurowy z opisem wielkimi literami "Filtr przenośny wody". Sam go ostatnio złożyłem, opisałem i schowałem w nim dokumenty od filtra, żeby nie walały się luzem. Co lepsze, przeszukałem wszystkie inne kartoniki i segregatory stojące na tymże regale oprócz tego właściwego. ;(
Wniosek stąd taki - nigdy nie rób porządków, bo potem niczego nie znajdziesz.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18316
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 mar 2023 15:31

Suspiria

Powiem szczerze, że długo układałem w myślach tę recenzję, bo film można naprawdę odbierać na wiele sposobów i można o nim długo dyskutować. W ogóle to trudno go nawet jednoznacznie ocenić. Przede wszystkim na początku chyba źle do niego w ogóle podszedłem. A nawet nie chyba, a na pewno. Hien pisał, że to czysty horror i czegoś takiego właśnie oczekiwałem. Lubię horrory, ale jednocześnie mam świadomość, że dobrych horrorów jest jak na lekarstwo. Jestem pod tym względem bardzo wybredny i częściej horrory wyłączam w połowie, niż oglądam do końca. Tutaj zacząłem przewracać oczami w scenie, w której baletnica usunięta ze szkoły tańca widzi za oknem jakieś świecące, zielone i cholernie sztuczne oczy, a chwilę potem jakaś owłosiona łapa przebija się przez szybę i ją zabija. „Co to ma w ogóle być?” pomyślałem sobie. Nawet w horrorach klasy B takie scenki są poważniej nagrane. W ogóle przez większość filmu miałem kwaśną minę powtarzając w myślach „czemu Hien nam to robi”. Film wydawał mi się kompletnie bez sensu. Bez żadnej logicznej fabuły. Te akcje z robakami, zagryzieniem ślepego pianisty przez jego psa, dziwnymi śpiącymi postaciami za zasłonami w scenie, w której po ataku robaków tancerki spały razem na dużej sali, liczenie kroków w celu dowiedzenia się, gdzie w nocy chodzą włodarze szkoły. To wszystko wydawało mi się jakieś niedorzeczne. Doceniałem jednocześnie niektóre elementy filmu, ale wiedziałem, że gdyby to nie była bestka, to wyłączył bym film po pół godzinie. Ale w końcowej fazie zapaliła mi się wreszcie jakaś lampka w głowie. Powiedziałem sobie „Jazon, ty chyba próbujesz ten film odbierać zbyt serio, zbyt poważnie. A to najwidoczniej nie o to chodzi.” Nazajutrz jeszcze raz uważnie przeczytałem opis Hiena i pewne klocki w mojej głowie wskoczyły na swoje miejsce. No cóż, Hien jest absolwentem szkoły filmowej, ja tylko prostym odbiorcą, więc nie od razu załapałem prawdziwą wartość tego obrazu i prawdziwych intencji twórców.
Jak już pisałem od początku pewne elementy mi się podobały. Np. sam początek, gdy główna bohaterka przyjeżdża do Niemiec w środku wielkiej burzy z ulewą i próbuje złapać taksówkę. Niby zwyczajna scena, ale bardzo klimatycznie nagrana. Ujęcia wielu scen mistrzowskie. W starym stylu, ale przecież to jest stary film. Kolorystyka w filmie też oryginalna. Ten czerwony budynek szkoły muzycznej. Te niektóre wnętrza. Umiejętne użycie światła. Hien to ładnie określił jako „piękna tandeta”. W 100% się z tym zgadzam. Tandety tu nie brakuje, ale załapałem, że to taka celowa tandeta. Zarazem bardzo urocza. Sceny przemocy czy śmierci rzeczywiście budzą uśmiech. A do pewnego momentu budziły u mnie wręcz politowanie. Wspomniana scena na początku. Albo atak psa na ślepego właściciela. Atak ptaka w jednej ze scen był wręcz tak absurdalny, że zacząłem się śmiać i chyba właśnie wtedy zrozumiałem o co chodzi w tym filmie i że trzeba zmienić nastawienie do niego. Kolor krwi też zwrócił moją uwagę. Nigdy nie widziałem takiej jasnej krwi. Cała afera z atakiem robaków też wydała mi się od czapy (akurat coś jadłem, jak to poleciało i oczywiście od razu straciłem apetyt). Potem zbiorowy nocleg w dużej sali otoczonej z niewiadomych przyczyn prześcieradłami, za którymi paliły się światła i widać było jakieś dziwne chrapiące postacie. Koleżanka Amerykanki opowiadała jednocześnie tak niewiarygodne bzdury, że byłem wtedy w szoku. Albo śmierć tejże koleżanki zaplątanej bezsensownie w jakimś zwoju drutu. Wydawać by się mogło, że to jakaś parodia westernu. Potem te sceny może nie tyle zrozumiałem, ile po prostu doceniłem. Ten film tak wyglądał nie dlatego, że twórcy byli amatorami, tylko tak właśnie miał wyglądać. Jak pisałem – potrzebne jest odpowiednie nastawienie. Ja go przez większość filmu nie miałem niestety i siedziałem zniesmaczony. Jestem pewien, że gdybym go oglądał po raz drugi, to byłyby to już zupełnie inne doznania. Oczekiwałem poważnego i strasznego horroru. A to nie ten adres był. Nie było tam ani odrobiny strachu. Bo to rzeczywiście film artystyczny. W pewnym momencie przypomniałem sobie o innym obrazie autorstwa Petera Jacksona pt. Martwica mózgu. Niby też horror z ząbiakami, ale tak absurdalnie nagrany, że aż mnie brzuch bolał ze śmiechu. W Suspiri może tyle komedii nie było, ale też nie raz można się było uśmiechnąć.
Gra aktorska bardzo dobra. Szczególnie jak wziąć pod uwagę konwencje filmu. Główna aktorka przeurocza. Postacie fajnie ukazane jak np. diaboliczne i groźne gosposie, lokaj wyglądający jak Frankenstain czy dziwaczny chłopiec. Nawet taksówkarz na początku był świetny.
Muzyka w sumie całkiem dobra i pasująca do klimatu filmu, ale rzeczywiście główne motywy lecące w kółko totalnie zarżnięte.
Podsumowując – poprzez moje błędne oczekiwania większość filmu właściwie głupio straciłem. Ale w końcu dotarło do mnie to co powinno i od razu wszystko odmieniło się o 180 stopni. Po seansie często wracałem myślami do tego filmu i zauważyłem ku swojemu zaskoczeniu, że go szczerze podziwiam. Na pewno za jakiś czas go znowu obejrzę, ale w odpowiedni sposób. Jestem pewien, że mając tą wiedzę, którą teraz posiadam, będę mógł cieszyć się każdą sceną.
Każdemu ten film polecam. Potrzeba tylko odpowiedniego podejścia i odrobiny dystansu.
Może ten mój opis jest trochę chaotyczny, ale o tym filmie tak wiele chciałoby się powiedzieć, że dziesiątki rzeczy kłębi się jednocześnie w głowie. Pierwsza część mojej wypowiedzi mogłaby świadczyć, że seans mi się nie podobał. I tak na początku było. Suma summarum mogę napisać, że jestem teraz jednak pod jego wrażeniem. Pierwszy raz w życiu chyba mi się zdarzyła sytuacja, że oglądając film przeszedłem tak dziwną drogę od kompletnego zniechęcenia i frustracji do właściwie ekscytacji. W muzyce często się to zdarza, ale w filmie pierwszy raz. I te sceny, które mi się wtedy wydawały głupie i bezsensowne, teraz podziwiam odtwarzając je w myślach. Co znaczy nieodpowiednie nastawienie i niezrozumienie intencji reżysera!
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 mar 2023 16:07

W sumie powinieneś teraz usiąść i obejrzeć jeszcze raz (jak Musiał), ale już nie będę wymagał szaleństw, to że ktoś tu tak szybko obejrzał film raz, to już i tak dużo. I ja uprzedzałem dosyć mocno jaki to jest film, bo de facto to jest pod wieloma względami kino klasy B, a przynajmniej jego klasa A nie tkwi w wybitności scenariusza, efektów, czy logiki. Dario Argento, kiedy brał się za horrory z elementami nadnaturalnymi, zamieniał się trochę we włoskiego Eda Wooda, który słynął właśnie z tanich, nielogicznych, ale bardzo klimatycznych filmów, które dziś są uznawane za kultowe. "Suspiria" przypomina mi pod pewnymi względami "8 i pół" Felliniego, które oczywiście jest bardziej szanowanym filmem, ale jednocześnie trąci niesamowitym surrealizmem i oderwaniem od rzeczywistości (masło maślane, wiem). Z początku można się śmiać, że laska po prawie 10 minutach sprawnego uciekania przed mordercą, ginie ostatecznie w jakimś zwoju drutu, ale warto sobie zadać pytanie, czy jakaś bardziej konwencjonalna śmierć wpłynęłaby pozytywnie na klimat? Mnie się wydaje, że nie. Urok "Suspirii" tkwi właśnie w takich WTF momentach, których w żadnym innym filmie nie uświadczymy. Poza tym, polecam remake z 2018 r. Tam niejako wszystko się odwraca, mamy znacznie bardziej wysmakowaną fabułę, ale wizualnie film nie robi już takiego wrażenia (mimo, że jest bardzo piękny) i nie stwarza tego wyjątkowego klimatu. W każdym razie, cieszę się Wuja, że coś tam z tego seansu wyniosłeś, i że ogarnąłeś zalety filmu, pomimo początkowych schodów.
shodan pisze:
07 mar 2023 15:31
Hien jest absolwentem szkoły filmowej
Nie jest xD
shodan pisze:
07 mar 2023 15:31
Te akcje z robakami, zagryzieniem ślepego pianisty przez jego psa, dziwnymi śpiącymi postaciami za zasłonami w scenie, w której po ataku robaków tancerki spały razem na dużej sali, liczenie kroków w celu dowiedzenia się, gdzie w nocy chodzą włodarze szkoły. To wszystko wydawało mi się jakieś niedorzeczne.
To brzmi naprawdę zajebiście xD Powiem szczerze, że nawet taki opis by mnie bardzo zachęcił do seansu xD No, ale to mówi raczej więcej o mnie, niż o filmie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10306
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 11 mar 2023 00:49

...bo z filmami to jest jak ze spektaklami. Jeśli ktoś naprawdę uważnie obejrzy, to może dyskutować o wybranym dziele w dowolnym momencie. Im szybciej, tym więcej emocji. Im później, tym więcej chłodnych obserwacji. To może miejscami nawet przypominać analizę. Znowu odzwyczaiłem się od oglądania filmów, a co dopiero ich sensownego ogarniania słownie. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Nie miałem specjalnych oczekiwań względem Suspirii. Liczyłem na gęsty klimat z artystycznym sznytem i to mniej więcej dostałem. Dario Argento poznałem za sprawą Vortexa od Gaspara Noe, bo on tam gra jedną z głównych ról właśnie. Ten pocieszny dziadek objawiający oznaki demencji "w prawdziwym życiu" kilkadziesiąt lat wcześniej nakręcił interesujący film. Podwójne przełamanie oporów, bo nie dość że horror, to jeszcze wcześniej chciałem się zabrać za sam soundtrack od Goblinów, ale nie wyszło. Trochę żałuję, że nie oglądałem w bardziej wypasionej wersji pod względem jakości. Z drugiej strony charakterystyczny soundtrack stał się jeszcze bardziej drapieżny, jazgotliwy, a to mu służy. Faktycznie niektóre motywy są wykorzystane za często, ale idzie na to przymknąć oczy... tak jak na wiele innych elementów. Fabuła prosta, ale przyjemnie spójna. Okraszona błyskotkami pokroju efektownych śmierci na początku czy klamrowego wręcz rozwiązania zagadki związanej z treścią przekazu wypowiedzianego przez wybiegającą na początku filmu ze szkoły dziewczynę.

Ten film się przede wszystkim ogląda. To kretyńskie zdanie jest bardzo istotne, bo myślenie i podążanie za decyzjami czy konkretnymi bohaterami nie jest najlepszym pomysłem. Szalenie estetyczne miejsce akcji, szkoła skąpana w różu, czerwieni, gra kontrastów kolorystycznych, wygląda to znakomicie i nie starzeje się. Jaki przyjemny dla oka jest też m.in. pokój Olgi, co tam się odwala! Futurystycznie w opór. Tylko sceny na lotnisku i spotkaniu z naukowcami sprawiają, że nie odczuwam tego jako filmu w całości powstałego w zamkniętym studio. To specyficzne wrażenie liminalności, ograniczonej przestrzeni ciągnęło się za mną przez cały seans. Budzi to niepokój, coś w rodzaju klaustrofobicznych odczuć. Wzmaga przekonanie, że tej nieszczęsnej przyjezdnej już nic nie pomoże. Szanuję specyficzne podejście do fabuły i akcji właściwej. Zawiązanie akcji nadchodzi w sumie w połowie filmu, kiedy koleżanka-szajbuska przedstawia swoje mistyczne dochodzenie w sprawie kroków. To tylko pretekst do zrealizowania wielu pięknych scen. Pierwsza, która wraca do głowy, to ta z Danielem i psem na ogromnym, pustym placu defilad czy czymś takim. Przestrzeń zorganizowana w czysto teatralny sposób, ujęcia z lotu ptaka... był rozmach! Poza tym nie chcą wyjść z głowy kadry ze scen z pokoju głównej bohaterki, z sali ćwiczeń, w holu. Jak na horror przystało (i moją wrażliwość) nie obeszło się bez scen odstręczających. Najpierw to robactwo, które z lubością zostało potraktowane zbliżeniami. Na strychu. Na twarzach. Na produktach spożywczych. Potem lekko wystraszyłem się tej "zmartwychwstałej" postaci koleżanki. Na szczęście zaraz potem były urywki sylwetki tej niedobitej do końca wiedźmy z przeszłości i wjeżdżał humorek, ale do tej pory nie było tak wesoło. Satysfakcjonujące zakończenie z uśmiechem na twarzy Susy.

Aktorsko jest naprawdę okej jak na konwencję filmu. Nie kopię się z koniem i nie oczekuję po tak hermetycznym, artystycznym filmie jakiegoś naturalistycznego grania. Nie uważam tego też za jakiś model właściwej gry aktorskiej, nie ma czegoś takiego. Tu ma być lekkie przegięcie i karykatura. Zresztą fakt, że początkowo to wszystko miało być przeznaczone dla aktorów-nastolatków (albo i młodszych) mówi wszystko. Bije charyzma od Joan Bennett. Panna Tanner ma coś faszystowskiego w sobie, a jednocześnie ten tępy uśmiech, którzy próbuje utrzymać przez większość czasu sprawia, że od samego początku czujemy smród. Jessica Harper robi to, co należy.

Jak najbardziej jestem otwarty na dyskusję, bo więcej rzeczy dorzucę po dorzuceniu przez was kolejnych tropów xD
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7379
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 11 mar 2023 15:02

Cię w mordę, Suspiria, co to było w ogóle, dlaczego to było tak dziwaczne, dlaczego to było tak fajne xDDD I mean, seriously, Hien sprzedawał mi ten film sto lat (przynajmniej, odkąd ukazał się mniej lub bardziej nawiązujący do oryginału Argento remake z 2018 roku), a ja oczywiście miałem to w dupie (znak rozpoznawczy Musiała<TM>). Bestka mnie przycisnęła, i to solidnie, gdyż faktycznie obejrzałem film dwa razy (najpierw z kiepskim lektorem z CDA, a potem się jorgnąłem, że obie wersje są na Amazonie, do którego mam dostęp) i za każdym razem widziałem go trochę inaczej. Przede wszystkim zacznę od tego, że ja z takimi staroświeckimi (że tak to ujmę) horrorami to mam niewiele wspólnego. Nigdy się tym albo nie jarałem, albo mnie to zwyczajnie nie obchodziło. Oglądałem kiedyś może ze 2 rzeczy od Romero i właściwie na tym się skończyło. A tutaj dostaję produkcją wyciągniętą właściwie z głębokich lat 70. i aż nie wiem z początku, jak się niej odnosić. Prezentyzm i historyzm to wyjątkowe skurczybyki, w dodatku ma się tendencje do ich uprawiania nawet, jeśli się wie, że to złe. Dlatego potrzebowałem rewatchu, ale też Hien pomógł odpowiednim urabianiem mojego nastawienia. I się opłaciło, albowiem film ten uważam za absolutnie wyśmienity. Czy jest on tandetny, a raczej - czy przez niektóre zastosowane zabiegi mógł być uważany za tandetny już w momencie premiery? Zapewne tak, ale mam to gdzieś (kolejny mój trademark), bo seans - obydwa właściwie - były super. A nawet trzy, gdyż chwilę później poleciałem z owym "remakiem", który wgniótł mnie w fotel już z zupełnie innych powodów. No ale do tego jeszcze wrócę.

Co więc z Suspirią właściwą? Przede wszystkim tak, jak pisał sam Hien, kolory. Ten film jest fantastycznie wprost "pomalowany", gry barw i świateł wybornie podkreślają creepy charakter całości (te czerwienie i róże, RÓŻE aż bolą kurde). Wykończenia są tak okrutnie pastelowe, że można odnieść wrażenie, iż człowiek znalazł się na łódzkiej Retkini albo przynajmniej w Skierniewicach w sąsiedztwie wieżowców pomalowanych na modłę tzw. dazzle ships (kto nie widział to polecam). Ekstremalnie jasna krew jest dla mnie zresztą przejawem tej cudacznej estetyki, która w połączeniu z niektórymi scenami (robale z sufitu np.) tworzy wrażenie jakiegoś naprawdę koszmarnego miejsca (odcinając demoniczną kadrę nauczycielską). Aż mi się przypomniał pewien odcinek 07 Zgłoś Się, gdzie wizytowano pewną babę w jej mieszkaniu. Mieszkanie było całe pomalowane na różowy kolor, właścicielka odnalazłaby się bez problemu na planie filmu Argento, zaś na pytanie Cieślaka/Borewicza, dlaczego jest tutaj tak różowo odpowiada, że pająki nie lubią różu. Robaczki ewidentnie już tak. Obok kolorystyki mamy udźwiękowienie, które jest mocno typowe na tamte czasy, więc daje mi dodatkowe wrażenie obcowania z czymś retro af. Ale człowiek się odzwyczaja, gdyż bardzo dawno nie widziałem żadnej produkcji tak "starej" powiedzmy, plus jeszcze to horror, który sam chyba udaje trochę bycie filmem klasy B, a na pewno się tą konwencją mocno bawi. Generalnie wypowiadam się tutaj tak, jakbym miał na ten temat jakiekolwiek pojęcie, a kurde, nie mam xD Żaden ze mnie filmowiec ani znawca, Hienałcze powie sto razy więcej rzeczy w mądrzejszy sposób, ale chrzanić to. Muzyka mi się też podobała, chociaż... no właśnie, katowany w kółko ten samym motyw w pewnym momencie zaczął trochę męczyć - pod koniec dopiero, co uznaję za nieco budujące, albowiem dopiero wtedy zrobiłem się rozdrażniony xD To też dobrze świadczy o tym dodatku, dużo tego samego cytując Czeza, ale pasuje, a to w sumie najważniejsze. Także dalej się już przypieprzał nie będę. To może...

Gra aktorska? Jessica Harper, pomimo posiadania właściwie tego samego wyrazu twarzy niemal cały film wypadła moim zdaniem bardzo przekonująco. Jest zagubiona, nie wie co jest grane, na początku nie dowierza, potem nie dowierza jeszcze bardziej (albo niedosypia, trochę zabawne były te sceny z desperacko próbującą ją obudzić Sarah), ale potem nagle odkrywa drastyczną prawdę i niemal jednym ruchem ręki rozpieprza tę szkołę w cholerę. W również czymś, co nazwałbym teatrem absurdu, aczkolwiek remake zaniósł to na taki poziom (wyżej, a jednocześnie wcale), jeszcze w towarzystwie Thoma Yorke'a, że przestałem to traktować jako coś niedorzecznego xD Całej reszty właściwie nie kojarzę, bo i skąd, acz jeśli chodzi o samą grę, to dyrektorka tej placówki zachowywała się tak dziwacznie cały czas, że nie sposób byłoby powiedzieć, że nie jest uwiązana w jakieś kosmiczne gówno. I mean, to był poziom złodupca a la Palpatine z Zemsty Shitów, a więc SINISTER OLD GUY TALKING JUST LIKE A SINISTER OLD GUY. Kompletnie bezsensowne było dla mnie zwolnienie tego biednego pianisty, jeszcze bardziej bezsensowna była jego śmierć. Jednocześnie estetyka tego pustego placu była wyśmienita. Do końca jednak miałem nadzieję, że łeb upier*oli mu kamienny gargulec, a zrobił to jego własny pies, który na pewnym etapie zamienił się w wielką futrzaną rękawiczkę. Dlaczego właściwie pianista zginął? Nie dotarłem do tego w swojej głowie. No właśnie, to może słowa o śmierciach? Film zaczyna się jak u Hitchcocka, śmierć Pat i jej kumpeli też były odjechane. Najpierw ta łapa, totalnie manus ex machina i to jeszcze z mocą teleportacji, jak oni się nagle znaleźli na dachu? Te dźgnięcia, które z jakiegoś powodu w ogóle nie kojarzyły mi się z mordowaniem (dlaczego ono trwało tak długo swoją drogą, trochę jak w tym filmiku z facetem z łyżeczką od herbaty), nagle zrzut przez świetlik, blok pełny głuchych ludzi (za to o jakiej odjazdowej estetyce), potem ten wielki kawał szkła w ciele koleżanki. Potem pianista właśnie, potem ucieczka przez szkołę, druty i nagle wszystko się pali. I właściwie streściłem film xD

Film który - nadmienię - podobał mi się nieironicznie. Odebrałem go jako dzieło nieco kampowe, nie do końca serio (sam już nie wiem, czy próbowało ono takim być, czy też to był taki żart z gatunku, a może niezamierzony?), odjechane jak diabli, ta powtarzalna muzyka, twarze szaleńców u chyba wszystkich, dziwna scena z kotarami, która ukradła mnie od razu, robale spadające z sufitu (to było tak odpychające, że aż zacząłem obserwować własny sufit), nie wytrzymałem, puściłem drugi raz, a potem stwierdziłem, że obejrzę remake. I wiecie co? Tu właściwie powinienem skończyć, gdyż nie chcę robić spoilerów, a jedynie zachęcić. Choćby dla samego OSTu Yorke'a, który jest wyborny, ale też goddamnit TILDA SWINTON, wyjątkowo nie drewniana Dakota Johnson (nie to, co 100 Twarzy Grzybiarzy), no i narastający klimat... Gore nie ma tam tyle, co u Argento, jest za to Harper w niezłym i też creepy cameo, jest więcej uwagi poświęconej psychiatrze (jego wątek staje się wręcz osią fabuły obok tancerki), są fenomenalne ujęcia Berlina. Scena z "tańcem" Olgi to mistrzostwo. Remake odbiegł od oryginału znacząco, ale też sprawił, że ten potrójny dla mnie de facto seans stał się wyjątkowym rozpierdalaczem głowy. Jeszcze oglądałem wszystko na przestrzeni trzech dość strasznych dni, także już w ogóle. Polecam i pozdrawiam, Adrian Musiał. A tak serio, daję wielką okejkę, Hien wrzucił świetną pozycję, zresztą to już druga w tej kolejce z Berlinem w tle xD Uważajcie, bo w kolejnej też zapodam Berlin.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 11 mar 2023 17:29

Ładnie Panowie przydzwoniliście recenzjami, bardzo mnie to cieszy <3
Odniosę się teraz do wszystkiego, czasami osobno, czasami zbiorczo.

Ciesze się, że Smoku, jako osoba na poważnie związana z teatrem, doszedł do takich wniosków, do jakich doszedł, w sensie, dla mnie jako prezentującego, są te wnioski bardzo satysfakcjonujące, bo po prostu czuje, że Robert (ułułułu) czai bazę i wie gdzie patrzeć, a gdzie oko przymykać (czy po prostu w jaki sposób priorytetyzuje charakterystyczne cechy Suspirii). W pełni zgodzę się z tym, że w filmie rządzą zamknięte przestrzenie i powiem szczerze, że gdyby to ode mnie zależało, to wszystko po lotnisku, i powiedzmy potem w taksówce (bo scena z uciekającą przez las Pat, jest rewelacyjna), mogłoby się w takiej zamkniętej przestrzeni odbywać. Ok, może by to już trąciło klasycznym Teatrem Telewizji (chociaż nie wszystkie odcinki tak wyglądały, o czym pisałem), ale całość byłaby bardziej intensywna. I nawet wpisuje się w to scena śmierci pianisty, mimo że trochę na odwrót. Przyznam się Wam, że jestem do pewnego stopnia agorafobem. Może nie do tego stopnia, żeby mi to utrudniało życie, ale są sytuacje, w których otwarte przestrzenie wpędzają mnie w naprawdę silny dyskomfort i przerażenie. Myślę, że takie miejsca jak pustkowia Arizony, czy wielkie pustynie, byłby dla mnie trudne do przegryzienia. Pisze o tym, bo scena śmierci pianisty, to musi być koszmar agorafobów. Ten otwarty, pusty plac, który przeraża gościa samą ciszą. Jest taki odcinek X-Files pt. „Shapes” (o wilkołakach, polecam) i jest tam pewna wypowiedź przedstawiciela indiańskiej społeczności, która zapadła mi w pamięć. Facet wspomniał, że czasami kiedy w nocy wychodził na dwór (mieszkali w środku lasu), miał wrażenie, że coś go obserwuje i że cały las milknął z przerażenia i ta cisza była jeszcze gorsza. Taki vibe odbieram w tej scenie z pianistą, a to że facet krzyczy i nic mu nie odpowiada, pogłębia to wrażenie. To jedna z dwóch scen, które mnie naprawdę zaniepokoiły (drugą była zombie-tancerka na końcu). Potem wiadomo, rękawiczka udająca psa. Kekeniecie, ale dokładnie ten sam zabieg zastosowano w filmie Argento pt. „Dark Glasses”, filmie z zeszłego roku xDDDD

Druga rzecz, która zwróciła moją uwagę w recenzji/opisie Smoka, to użycie słowa „pretekst”, bo uważam, że ono doskonale opisuje cały ten film, o ile nie wszystko, co Argento nakręcił od czasu „Profondo Rosso”. Jego filmy to same preteksty, żeby coś pokazać/przedstawić/czegoś użyć. Dobrym przykładem niech będzie koszmarnie długa scena kruków latających na widowni opery w filmie, hehe, „Opera”. Mogła być krótka, zwięzła, ale Argento chciał zaszaleć i zaszalał. Fabularnie, to te filmy są już mega-pretekstami. „Suspiria” ma dwa sequele, które tworzą trylogię Trzech Matek. Drugi film „Inferno”, również mocno operuje kolorami. Akcja dzieje się w Stanach, ale przez większość filmu za te Stany maskaradują Włochy. Jedna scena została faktycznie nakręcona w Nowym Yorku, w Central Parku, scena w której faceta zagryzają szczury, ale gość który niby biegnie mu na pomoc, ostatecznie go zabija xD Co jest fajne w tej scenie, to to, że typ biegnie przez staw jak Jezus, co uzyskano układając tam most z pleksiglasu. Kolejny pretekst, żeby zrobić coś dziwacznego, co nie ma tak naprawdę żadnego sensu. Ostatnia cześć, „Mother of Tears” to film bardzo dla chętnych, ale warto wspomnieć o jednej rzeczy, chyba najciekawszej w związku z nim. Film zaczyna się niebieski (wiadomo, że nie kompletnie, ale ewidentnie nałożony jest odpowiedni filtr ala James Cameron) i z biegiem wydarzeń, obraz robi się coraz bardziej czerwony. Niby bzdety, ale zawsze ceniłem Argento za takie pomysły. Wszystko w tych filmach może kuleć, ale trzy rzeczy zawsze dostarczają – otoczka wizualna, pomysły i muzyka (o ile jest autorstwa Goblin). Tym samym, Smoku bardzo ładnie określił twórczość Dario, przy czym niestety z biegiem czasu, te preteksty stały się coraz gorsze i niestety nie wszystkie filmy Argento z ostatnich 20 lat, da się docenić za cokolwiek. Głównie dlatego, że w pisaniu nie pomagała mu już była żona i aktorka – Daria Nocolodi. No, ale siusiak.

Ciekawe też, że Dragon użył słowa „futurystyczne”, bo to tez jest coś, co chodziło dziadowi po głowie. W innym jego filmie „Tenebrae”, przedstawia miasto przyszłości, które wyglądem nie różni się od Włoch lat 80-tych, ale jego futurystyczność polega na gwałtownym spadku populacji (puste ulice, itd.). Może przypadkowo, ale jest to kolejna trafna uwaga co do twórczości Włocha. Śmiesznie, bo nabijaliśmy się z oglądania filmów Gaspara Noe, a teraz będę chciał jego film obejrzeć, żeby zobaczyć Argento lol.

Musiał pyta czemu zginął pianista. Tego w sumie nikt w filmie otwarcie nie wyjaśnia, ale mówi się, że facet miał zbyt wyostrzone inne zmysły, co w jakiś sposób zagrażało wiedźmom. Kolejny pretekst, podobnie jak obecność bliźniaczych kucharek (czy coś), czego małego kmiotka, wielkoluda, itd. Byli, żeby mącić. W remake’u ta cała intryga jest zdecydowanie bardziej zagęszczona i ma więcej sensu. W sumie Dev bardziej zrecenzował ten film, niż oryginał i ja wszystkich zachęcam do obejrzenia tego dzieła, niech już nawet dla samego Yorka.

Teraz już rozumiecie, czemu robiłem inbe o oglądanie na telefonie wrzutek z cda. Tego filmu nie powinno się w takiej jakości oglądać, bo de facto odbiera mu to jakieś 70% tego czym się broni. Tu nie fabuła może komuś umknąć, ale wizualne piękno, i żadne skupienie tego nie uratuje. Dlatego dałem tez linka do mega, do ripa z blu reja, no ale siusiak, i tak się cieszę, że obejrzeliście i że ta kolejka wyjątkowo sprawnie idzie. Jak będziecie mieli ochotę, to po prostu sobie zrobicie kolejny seans.

Zachęcam do dalszej dyskusji, w oczekiwaniu na recenzję CZEZA, a jak domkniemy temat, to lecimy z COSIEM.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9729
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 11 mar 2023 18:36

Daj mi ciutke czasu
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 11 mar 2023 18:39

Spoko, tylko żeby to nie był miesiąc ;)
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13788
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 mar 2023 19:21

Zerknąłem, obejrzałem, co prawda NA TELEFONIE ale kurde fajnie było.

Ja z horrorami jestem nieco na bakier, z czasem dopiero klasyka bardziej mnie do gatunku przekonała niż te wszystkie Piły itp. Widziałem 3 części Halloween, widziałem Lśnienie choć to trochę szerszy tekat niż horror myślę, z klasyką mi po drodze nawet.

Suspiria wpisuje się w ten trend, poczytałem najpierw opis, czytałem Wasze recenzje, obejrzałem z cda i choć soundtrack traci w tej wersji myślę (rzucę uchem jeszcze jak on brzmi solo) tak nie odczuwam bym sobie resztę popsuł jakoś. Fantastyczna kolorystyka jak już wspominaliście, dużo oczojebnego szkarłatu i wyrazistość kolorów ogólnie jaką lubię. Podobały mi się niektóre ujęcia/obrazy szczególnie jak ta taksówka jadąca lasem widziana zza drzew, jak te ujęcia pustego placu, ogólnie pewna STERYLNOŚĆ przestrzeni powodująca że serio trąci to odrobinę Teatrem Telewizji co też jest bardzo kurde fajne. Na temat gry aktorskiej uwag nie mam za bardzo, pewne przerysowania tu były narzucone przez reżysera jak rozumiem i były takimi zabiegami stylistycznymi jak ta esesmanka nauczycielka każąca jej tańczyć do upadłego czy zabawny lokaj-Rumun-Frankenstein niemalże. Zajebisty klimat ma ten film, podobało mi się fabularne rozwiązanie tej historii, podobały mi się nieco wyszukane metody uśmiercania bohaterów. Zaskoczony byłem że jednak ta eeee nie pamiętam wicedyrektorka czy kim ona była - brunetka - jednak brała udział w całym czynieniu zła, myślałem najpierw że to tylko dzieło tamtej esesmanki i cygańskiej bandy lokajów, bojów i kucharek (chociaż one chyba po rosyjsku mówiły coś w kuchni) xD recenzja Musiała zachęcająca i poszukam remake'u też sobie myślę. Nie zmarnowałem czasu, było i n t e r e s u j ą c o i kolejna klasyczna pozycja odhaczona, cieszę się. Soundtracku nie komentuję bo lepiej oceniać w lepszej jakości, ale podobał mi się tam pewien motyw z dzwonkami i chyba takim buczącym basem jak dobrze kojarzę.

Będę temat dalej obserwował ;)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 11 mar 2023 19:34

Murzyn nie bierze udziału w Bestce, ale i tak bierze. Czapki z głów.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9729
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 19 mar 2023 23:54

Spiria
Film zaczyna sie jakos normalnie. Wprowadzajaca przedmowa pozwala na rozpoczecie akcji bezposrednio w miejscu docelowym, bez zbednych scen poprzedzajacych. Dziwaczna, a jednoczesnie zlowroga muzyka od razu wprowadza w horrorystyczne klimaty. Jest to dodatkowo spotegowane wieczorowa burza z ulewnym deszczem. I juz na poczatku jakies zeschizowane ujecia, np zblizenie na zamek rozsuwajacych i zamykajacych sie drzwi, podmuch wiatru zarzucajacy szalik a do tego odglosy naturalne przeplatane z sama muzyka. I juz raczej wiadomo, ze to nie bedzie kino familijne. Wlasnie ten poczatek zwiastuje, ze to bedzie dobry film. Do tego podroz taksowka, dojazd przez las, jakis dziwny cien pojawiajacy sie na drzewie no i wreszcie krwisto czerwony budynek, z ktorego wybiega jakas przerazona niewiasta.
Niestety... potem juz bylo coraz gorzej. Jedno bylo w tym filmie na pewno przerazajace: film przerazal mnie swoja sztucznoscia, nienaturalnoscia i mnostwem roznych niedociagniec. Do tego jakies bzdurne sceny oderwane od calosci, jak np jakies robaki z czapy, albo nietoperz pelzajacy po podlodze, na ktorego laska zarzucila material i zatlukla taboretem. A do tego te strasznie prymitywne dialogi. Nie wiem czy to wina tlumaczenia, ale watpie. Okazalo sie, ze jeden moj dobry znajomy Anglik mieszkajacy tu w Glasgow tez zna ten film i tez potwierdzil, ze dialogi to kompletna porazka.
Ale jest cos, co mi sie w tym filmie podobalo. To zdjecia i uzycie muzyki. Scenografia tez ogolnie ciekawa,. Takze reasumujac film ma swoje zalety i wady, ktore sie pewnie jakos rownowaza. Ale nie dla mnie. Wplyw wad na odbior filmu powoduje, ze ten odbior jest ciezki. Moze to i ambitny film, moze i uznany w srodowisku, ale ja, jako zwykly odbiorca, a dla takich chyba robi sie filmy, nie tylko nie wpadlem w wielki zachwyt. Wrecz przeciwnie, flm wzbudzil raczej zupelnie odwrotne wrazenie. Pomimo obiecujacego poczatku i dobrych elementow, jako calosc wypada to bardzo miernie. Obejrzalem dwa razy i mi wystarczy.
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 mar 2023 00:44

Hehe, fajnie Czezu, że próbowałeś dwa razy, to się ceni i niech Ci bozia w gronistajach wynagrodzi. Jeśli ktoś chce jeszcze coś dodać, natchniony w/w recenzją, to zapraszam. Jak nie, to jutro z rana podsumuję i lecimy z filmem Shodana.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 mar 2023 10:59

Ok, szybkie podsumowanie z mojej strony. Fajnie, że film się większości podobał (Czezu i tak 90% wszystkiego zjeżdża), fajnie że nawet jakaś namiastka dyskusji się rozwinęła (a z tym wyjątkowo trudno w tym temacie, nie wiem czemu). Argento, to nie jest typowe kino pod żadnym względem, ale wzięliście je na klaty jak królowie, i to wyjątkowo prężnie, za co dziękuję każdemu. Mam nadzieję, że poszerzyliście swoje kinowe horyzonty dzięki temu filmowi i wyszliście ze swojej bańki. Jakby ktoś chciał, to są dwa sequele "Suspirii" (tudzież jak to Czesław mawia "SPIRII"). Lecimy dalej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 mar 2023 11:00

A ramach lecenia dalej, "Coś" od Wuja, ostatni film tej kolejki.
shodan pisze:
24 sie 2022 10:30
Coś (1982)

Na wstępie muszę powiedzieć, że jestem miłośnikiem kina s-f i horrorów. Choć oczywiście nie stronię też od innych gatunków. Niestety mimo, że powstało tysiące tego typu filmów, to tylko niewielka część z nich jest godna uwagi. Jest więc w mojej bibliotece garść takich produkcji, do których lubię wracać.
Na pewno horrorem s-f godnym uwagi jest Coś w reżyserii dobrze Wam znanego Johna Carpentera, z Kurtem Russelem w roli głównej. A co mnie w nim urzekło? Oczywiście gęsty i mrożący krew w żyłach klimat. Niewiele jest na ziemi miejsc równie idealnych do osadzenia w nich akcji horroru s-f jak odcięta od świata stacja badawcza na Antarktydzie. W stacji pojawia się obca forma życia zdolna do przenikania do ludzkich i zwierzęcych organizmów, tworząc ich imitacje. Rozpoczyna się walka o przetrwanie, w której nikt nikomu nie może ufać. Potem walka ta przeistacza się już nie tyle o życie członków stacji badawczej, ile o niedopuszczenie do wydostania się obcej formy życia na zamieszkane tereny.
Film spotkał się na początku z raczej chłodnym przyjęciem widowni. Sławę zyskał dopiero po wydaniu na kasetach VHS. Efekty specjalne były równocześnie chwalone i krytykowane jako doskonałe pod względem technicznym, ale jednocześnie wizualnie odpychające i przerażające.
Film polecam oczywiście oglądać, gdy za oknami jest już ciemno (najlepiej w nocy) i kiedy nic nas już nie rozprasza. Bo zanurzenie się w tym klimacie grozy jest tutaj kluczowe.
Nie wspomniałem jeszcze, że muzykę do filmu napisał wyjątkowo nie sam Carpenter, a Ennio Morricone. Już podkład w pierwszych scenach filmu jest wystarczająco niepokojący.
W 2011 powstał prequel tego filmu pod takim samym tytułem. Uważam, że jest również bardzo dobry, a efekty specjalne z racji postępu technologicznego jeszcze lepsze i jeszcze bardziej odrażające.

Edit by Munlup:

https://www.cda.pl/video/1268453410

(poniżej dla ciekawskich, kuriozalna wersja 60 fps, która była wrzucona pierwotnie)

https://www.cda.pl/video/10092735be
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn