Best of Forum III
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Albo taka Dance, Dance, np. Fallout Boy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Albo taka fallout, np. OST z Fallouta
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Danzig - How The Gods Kill
https://www.youtube.com/watch?v=Ca9OX9tFeEs
Słoneczne popołudnie, Studencka Baza Namiotowa na przełęczy Przysłop Potócki, lato, odpoczywam. Kolega z podstawówki, który akurat przebywa na tej samej bazie (i którego spotkałem właśnie tam po kilkunastu latach przerwy w kontaktach i którego od tamtego dnia będę częściej spotykał) daje mi do posłuchania pewnego muzyka z zespołem. Ponieważ na bazie panuje generalnie cisza, poza ludzkimi odgłosami (czasem jest to też dźwięk przejeżdżającego drogą dojazdową na Przegibek auta, dźwięk piły ścinającej drzewo lub walącego w pobliżu pioruna), jest to jeden z nielicznych w tamtym miejscu kontaktów z muzyką. Zakładam słuchawki i... intryguje mnie to. Słucham opowieści kolegi o Mrocznym Elvisie i... potem przez jakiś czas fascynuje mnie ten głos. Już po powrocie szukam kolejnych nagrań i w ucho wpada mi TO.
Zaczyna się delikatnym wstępem klawiszowym, po którym wchodzi lekko niedbały, mocny, głęboki, przeszywający głos Glenna i zaczyna swoją opowieść. Ciągnie ją do punktu kulminacyjnego, w którym kawałek wybucha. Druga część jest już dużo żywsza, Glenn drze się, gitary i perkusja hałasują, w końcu wracamy do pierwotnego motywu, wszystko cichnie. W sumie sam nawet nie wiem, w którym momencie przeżyło mi się to. Pewnie po dużym osłuchaniu (ja przecież nigdy nie byłem fanem łomoczącego rocka, punka i metalu - to w sumie wszystko z jednego pnia
), po przyzwyczajeniu się do głosu Księcia Ciemności, muzyki, która dalej kojarzy mi się z jakąś taką pozytywną złością, pozytywną bezczelnością. Od czasu do czasu jeszcze wracam do gościa, którego poznałem tych kilka lat temu.
Sam Danzig nosi pseudonim (po niemiecku Gdańsk, ale to nie od tego), żeby uniknąć niezdrowego zainteresowania własną osobą (i żeby jego rodzina uniknęła tego). Barwna, ciekawa postać. Jakoś nie ruszałem z poszukiwaniami muzycznymi w jego okolice stylistyczne i pozostał takim rodzynkiem. Ale głos gość ma wielki.
W ogóle pierwotnie miałem wrzucić coś innego, ale zapomniałem to zapisać na liście i nie pamiętam już, co to miało być, a było jeszcze bardziej nietypowe
https://www.youtube.com/watch?v=Ca9OX9tFeEs
Słoneczne popołudnie, Studencka Baza Namiotowa na przełęczy Przysłop Potócki, lato, odpoczywam. Kolega z podstawówki, który akurat przebywa na tej samej bazie (i którego spotkałem właśnie tam po kilkunastu latach przerwy w kontaktach i którego od tamtego dnia będę częściej spotykał) daje mi do posłuchania pewnego muzyka z zespołem. Ponieważ na bazie panuje generalnie cisza, poza ludzkimi odgłosami (czasem jest to też dźwięk przejeżdżającego drogą dojazdową na Przegibek auta, dźwięk piły ścinającej drzewo lub walącego w pobliżu pioruna), jest to jeden z nielicznych w tamtym miejscu kontaktów z muzyką. Zakładam słuchawki i... intryguje mnie to. Słucham opowieści kolegi o Mrocznym Elvisie i... potem przez jakiś czas fascynuje mnie ten głos. Już po powrocie szukam kolejnych nagrań i w ucho wpada mi TO.
Zaczyna się delikatnym wstępem klawiszowym, po którym wchodzi lekko niedbały, mocny, głęboki, przeszywający głos Glenna i zaczyna swoją opowieść. Ciągnie ją do punktu kulminacyjnego, w którym kawałek wybucha. Druga część jest już dużo żywsza, Glenn drze się, gitary i perkusja hałasują, w końcu wracamy do pierwotnego motywu, wszystko cichnie. W sumie sam nawet nie wiem, w którym momencie przeżyło mi się to. Pewnie po dużym osłuchaniu (ja przecież nigdy nie byłem fanem łomoczącego rocka, punka i metalu - to w sumie wszystko z jednego pnia
Sam Danzig nosi pseudonim (po niemiecku Gdańsk, ale to nie od tego), żeby uniknąć niezdrowego zainteresowania własną osobą (i żeby jego rodzina uniknęła tego). Barwna, ciekawa postać. Jakoś nie ruszałem z poszukiwaniami muzycznymi w jego okolice stylistyczne i pozostał takim rodzynkiem. Ale głos gość ma wielki.
W ogóle pierwotnie miałem wrzucić coś innego, ale zapomniałem to zapisać na liście i nie pamiętam już, co to miało być, a było jeszcze bardziej nietypowe
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A prosiłem bez klipów
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Podmieniam na plejce, przyznam że na YouTube miałem problem znaleźć bez klipów bo oni je jednak pchają ale wszedłem na YouTube Music i tam z miejsca dostaję audio.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
A, faktycznie, mea culpa 
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Grimes - REALiTi
O Pani Grimes aka Gremis aka Claire Boucher aka sraka praptaka pisałem już tutaj z okazji albumowej edycji zabawy. I podobnie jak kolega Jakub wrzucam dość ważnego dla mnie artystę dopiero w połowie trzeciej topki. Nie jest to jednak świadomie zaplanowana akcja - sam nie wiem czemu tak wyszło, ale tak po prostu wyszło.
Mój szczyt fazy na moozę Grimes przypadał na wiosnę-lato 2013, ale nie wiem czy jest sens się powtarzać i chcecie o tym czytać. To w sumie nudna historia o byciu pasożytem, który słuchał nalogowo muzyki i ściągając jakieś albumy z soulseeka przy okazji ukradł jeszcze jeden, który planowo miał zostać przesłuchany dwa razy by dowiedzieć się co to za ustrojstwo, ale wkręcił się tak, że trafił do bestki życia i generalnie sprawił, że stałem się fanbojem jego wykonawcy, a to jest generalnie sztuka. Ta moja "miłość" do pani Grimes trwała blisko dwa lata, jej rezultatem jest przeforsowanie płyty Visions pośród paru osób, parę znajomości, które nie przetrwały próby czasu oraz utrwalenie opinii freaka pośrod większości moich ziomów. Nie żałuję absolutnie niczego, tak samo jak nie żałuję, że w pewnym momencie od Grimes po prostu się odwróciłem - płyta z 2015 roku była dla mnie srogim rozczarowaniem, to było coś zupełnie innego niż oczekiwałem, sam chyba też już się zmieniłem i to co jeszcze niedawno wydawało się dla mnie być urocze, wywołało u mnie mehnięcie ramion. No i jakoś tak się składa, że od tego już czasu typiara jest dla mnie czymś pokroju dziwnego mema, ale ciężko traktować inaczej kogoś, kto był w związku z Muskiem, sprzedającego NFT oraz nazywającego swoje dziecko jakąś kombinacją dziwacznych znaków, i chyba tylko ten sentyment sprawia, że mam ciut więcej wyrozumiałości do tego typu akcji niż w przypadku kogokolwiek innego.
Wdzięcznym epilogiem byłoby napisanie, że ww. album z 2015 roku, który swojego czasu mi się nie spodobał, po powrocie po latach sprawił na mnie zaskakująco dobre wrażenie, ale (tutaj rym) nie wiem jakie to ma zasadniczo znaczenie. xD W każdym razie przed premierą tej płyty pojawiły się w sieci dwa single. Rzucę słówko o pierwszym, bo to w sumie dość zabawna i kuriozalna historia - kawałek Go! Grajmsz napisała dla Rihanny, która z jakichś przyczyn go odrzuciła, więc laska postanowiła go nagrać sama i wrzucić do sieci, co uczyniła, po czym wkrótce go usunęła, bo stwierdziła, że jednak zmienia i elo. Te wydarzenia miały miejsce jakoś latem 2014, REALiTi miało swoją premierę nieco później - konkretniej 9 marca 2015 (z jakichś przyczyn pamiętam tę datę). Okazję do celebrowania rocznicy niestety przegapiłem, ale z racji tego, że katowałem ten kawałek od premiery siłą rzeczy kojarzy mi się z wiosną. A wiosna 2015 to był generalnie dla mnie bardzo fajny czas, w którym uporałem się z wieloma demonami i naprawdę było mi w życiu dobrze - byłem jeszcze na etapie, w którym czułem się dobrze na studiach i byłem już na etapie, w którym było mi nawet okej ze sobą i akceptowałem swoje życie, znajomych i w ogóle, a że wiosna to generalnie taka pora, że wszystko się budzi do życia, jest git i w ogóle to można sobie dodać to do tego i tamtego i dojść do wniosku, że było mi SPOKO. Jeśli dobrze pamiętam, to ten 9 marca '15 wypadał w poniedziałek i tego dnia wracałem z uczelni, na której miewałem zajęcia z historii filmu oraz lingwistyki, które bardzo lubiłem, a potem wróciłem sobie do domu i grałem na playstation 2 w jakieś stare Pro Evo. Nie iwem jakie to ma znaczenie, ale mało co mi się kojarzy z sielanką i beztroską jak ten okres, a w dodatku nawet reprezentacja Polski coś tam grała no i było miło.
Podrzucam koniecznie tę wersję, bo albumowa średnio mi podchodzi i to już nie było to samo. Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=N9xOdZlgRAs
O Pani Grimes aka Gremis aka Claire Boucher aka sraka praptaka pisałem już tutaj z okazji albumowej edycji zabawy. I podobnie jak kolega Jakub wrzucam dość ważnego dla mnie artystę dopiero w połowie trzeciej topki. Nie jest to jednak świadomie zaplanowana akcja - sam nie wiem czemu tak wyszło, ale tak po prostu wyszło.
Mój szczyt fazy na moozę Grimes przypadał na wiosnę-lato 2013, ale nie wiem czy jest sens się powtarzać i chcecie o tym czytać. To w sumie nudna historia o byciu pasożytem, który słuchał nalogowo muzyki i ściągając jakieś albumy z soulseeka przy okazji ukradł jeszcze jeden, który planowo miał zostać przesłuchany dwa razy by dowiedzieć się co to za ustrojstwo, ale wkręcił się tak, że trafił do bestki życia i generalnie sprawił, że stałem się fanbojem jego wykonawcy, a to jest generalnie sztuka. Ta moja "miłość" do pani Grimes trwała blisko dwa lata, jej rezultatem jest przeforsowanie płyty Visions pośród paru osób, parę znajomości, które nie przetrwały próby czasu oraz utrwalenie opinii freaka pośrod większości moich ziomów. Nie żałuję absolutnie niczego, tak samo jak nie żałuję, że w pewnym momencie od Grimes po prostu się odwróciłem - płyta z 2015 roku była dla mnie srogim rozczarowaniem, to było coś zupełnie innego niż oczekiwałem, sam chyba też już się zmieniłem i to co jeszcze niedawno wydawało się dla mnie być urocze, wywołało u mnie mehnięcie ramion. No i jakoś tak się składa, że od tego już czasu typiara jest dla mnie czymś pokroju dziwnego mema, ale ciężko traktować inaczej kogoś, kto był w związku z Muskiem, sprzedającego NFT oraz nazywającego swoje dziecko jakąś kombinacją dziwacznych znaków, i chyba tylko ten sentyment sprawia, że mam ciut więcej wyrozumiałości do tego typu akcji niż w przypadku kogokolwiek innego.
Wdzięcznym epilogiem byłoby napisanie, że ww. album z 2015 roku, który swojego czasu mi się nie spodobał, po powrocie po latach sprawił na mnie zaskakująco dobre wrażenie, ale (tutaj rym) nie wiem jakie to ma zasadniczo znaczenie. xD W każdym razie przed premierą tej płyty pojawiły się w sieci dwa single. Rzucę słówko o pierwszym, bo to w sumie dość zabawna i kuriozalna historia - kawałek Go! Grajmsz napisała dla Rihanny, która z jakichś przyczyn go odrzuciła, więc laska postanowiła go nagrać sama i wrzucić do sieci, co uczyniła, po czym wkrótce go usunęła, bo stwierdziła, że jednak zmienia i elo. Te wydarzenia miały miejsce jakoś latem 2014, REALiTi miało swoją premierę nieco później - konkretniej 9 marca 2015 (z jakichś przyczyn pamiętam tę datę). Okazję do celebrowania rocznicy niestety przegapiłem, ale z racji tego, że katowałem ten kawałek od premiery siłą rzeczy kojarzy mi się z wiosną. A wiosna 2015 to był generalnie dla mnie bardzo fajny czas, w którym uporałem się z wieloma demonami i naprawdę było mi w życiu dobrze - byłem jeszcze na etapie, w którym czułem się dobrze na studiach i byłem już na etapie, w którym było mi nawet okej ze sobą i akceptowałem swoje życie, znajomych i w ogóle, a że wiosna to generalnie taka pora, że wszystko się budzi do życia, jest git i w ogóle to można sobie dodać to do tego i tamtego i dojść do wniosku, że było mi SPOKO. Jeśli dobrze pamiętam, to ten 9 marca '15 wypadał w poniedziałek i tego dnia wracałem z uczelni, na której miewałem zajęcia z historii filmu oraz lingwistyki, które bardzo lubiłem, a potem wróciłem sobie do domu i grałem na playstation 2 w jakieś stare Pro Evo. Nie iwem jakie to ma znaczenie, ale mało co mi się kojarzy z sielanką i beztroską jak ten okres, a w dodatku nawet reprezentacja Polski coś tam grała no i było miło.
Podrzucam koniecznie tę wersję, bo albumowa średnio mi podchodzi i to już nie było to samo. Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=N9xOdZlgRAs
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Kazik na żywo - Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego
Kazik ma bogatą dyskografię. Kazika zawsze lubiłem. A szczyt mojego zainteresowania muzyką Kazika i Kultu to połowa la 90’. W 1995r. po promocji trafiłem do Orzysza. Zbiegło się to z wydaniem przez Kazika albumu „Porozumienie ponad podziałami”. A że początek mojej przygody z Orzyszem to był jeden wielki ciąg niekończących się imprez, to i muzyka Kazika cieszyła się olbrzymim powodzeniem. Poznałem tu fajne miejscowe towarzystwo, z którymi spędzałem mnóstwo czasu. Robiliśmy często zakrapiane domówki i darliśmy mordy do piosenek Kazika i Kultu. Między innymi do utworów z albumu Porozumienie ponad podziałami, który był akurat świeżutką nowością. Te hulaszcze czasy dawno i bezpowrotnie minęły, ale ja wciąż od czasu do czasu lubię posłuchać tego albumu. A najbardziej zawsze lubiłem utwór otwierający płytę, czyli Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego. Mimo upływu prawie 3 dekad ja wciąż doskonale pamiętam tekst na pamięć. A tekst jest bardzo ciekawy. Ale ciekawa jest też warstwa dźwiękowa. Tempo utworu jest zmienne. Wolne zwrotki przeplatają się z szybkimi i agresywnymi refrenami. W zwrotkach bryluje bas, w refrenach ostre gitary. Nie wiem, może znowu mi się oberwie po uszach za ten utwór, ale co tam. Lubię Kazika i już.
https://www.youtube.com/watch?v=-91CRPzbn7s
Kazik ma bogatą dyskografię. Kazika zawsze lubiłem. A szczyt mojego zainteresowania muzyką Kazika i Kultu to połowa la 90’. W 1995r. po promocji trafiłem do Orzysza. Zbiegło się to z wydaniem przez Kazika albumu „Porozumienie ponad podziałami”. A że początek mojej przygody z Orzyszem to był jeden wielki ciąg niekończących się imprez, to i muzyka Kazika cieszyła się olbrzymim powodzeniem. Poznałem tu fajne miejscowe towarzystwo, z którymi spędzałem mnóstwo czasu. Robiliśmy często zakrapiane domówki i darliśmy mordy do piosenek Kazika i Kultu. Między innymi do utworów z albumu Porozumienie ponad podziałami, który był akurat świeżutką nowością. Te hulaszcze czasy dawno i bezpowrotnie minęły, ale ja wciąż od czasu do czasu lubię posłuchać tego albumu. A najbardziej zawsze lubiłem utwór otwierający płytę, czyli Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego. Mimo upływu prawie 3 dekad ja wciąż doskonale pamiętam tekst na pamięć. A tekst jest bardzo ciekawy. Ale ciekawa jest też warstwa dźwiękowa. Tempo utworu jest zmienne. Wolne zwrotki przeplatają się z szybkimi i agresywnymi refrenami. W zwrotkach bryluje bas, w refrenach ostre gitary. Nie wiem, może znowu mi się oberwie po uszach za ten utwór, ale co tam. Lubię Kazika i już.
https://www.youtube.com/watch?v=-91CRPzbn7s
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Szacun dla Wuja, że wrzutkę pisał w środku lasu bez internetu, ale dał radę <3
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jeszcze biedny editował w tych warunkach bo linku zapomniał xd
Hip hip hurra!
Kolejka 11. (61.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
Hip hip hurra!
Kolejka 11. (61.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nie zapomniał, tylko nie mogłem w ogóle YT odpalić. No ale dzisiaj i tak wyjątkowo coś tu zasięg łapie. Wczoraj była totalna pustynia.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
A se wjadę, a co.
no-man - All That You Are
Już swego czasu Hienałcze wspomniał o tym, kiedy i w jakich okolicznościach w końcu poznałem no-man. Warto dodać, że Kuba suflował mi ich od dłuższego czasu, a ja miałem to w dupie, czyli klasyczny Musiał. Akurat wtedy, kiedy zdecydowałem się ich z dupy wyjąć (lol), to ze sobą nie gadaliśmy. Był marzec 2013 a ja w końcu zassałem bestkę All the Blue Changes. Zajarałem się mocno, zwłaszcza wczesnymi ich dokonaniami, to był dla mnie taki trochę start w bardzo szeroko pojęty trip hop. Nie odrzuciłem jednakowoż bardziej art rockowych rzeczy, jakie nagrywali później. All That You Are oczywiście pamiętam z tamtych odsłuchów, choć nie był to mój ulubiony ich kawałek (i w sumie nadal nie jest). Oczywiście w przypadku no-man nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, bo chyba nie nagrali oni jednej złej piosenki lol, także to jest po prostu niższe posadowienie wciąż w sali tronowej. Słucham sobie teraz (ostatni raz słuchałem tego kawałka jakoś latem 2020 roku) i oczywiście wpadam w klasyczną no-manową melancholię, jaką serwuje Bowness swoimi tekstami i wokalem, a Wilson swoją aranżacją. Returning Jesus jako cały krążek odsłuchałem stosunkowo późno (w ogóle za ich całe płyty wziąłem się dopiero w 2015 roku na wiosnę) i o ile na początku bałem się, że się trochę odbiję, to stało się wprost przeciwnie. Only Rain, Close Your Eyes, genialne Carolina Skeletons czy tytułowy wzięły mnie bez ostrzeżenia. All That You Are... mam wrażenie, że teraz doceniam ten utwór bardziej, niż kiedy pierwszy raz go słyszałem. Zwłaszcza muzyka jest dla mnie wprost genialna. Typowe też dla nich niepokojące outro śle ciary w dół mojego kręgosłupa. Jest dobrze, no-man to istne złoto i ofc żałuję, że nie zainteresowałem się nimi wcześniej, naprawdę. Trochę szkoda, no ale ważne, że w ogóle ich poznałem. A i setting był wtedy dobry, miałem dość pokręcony związek, wiosna wchodziła na pełnej, na słuchawkach Road, czego chcieć więcej? Więcej no-man może.
JPEGMafia - Baby I'm Bleeding
Ostatnio na różnych muzykawkach i tym podobnych trwa pojara tym, że ów zespół/projekt/typ (nie wiem, kto to na dobrą sprawę) albo właśnie wydał, albo zaraz wyda nowy krążek, albo jakieś srogie kolabo, sam nie wiem tbh, ale nazwa mi się obiła przez to o uszy. I wszyscy się spuszczają nad tym, jakie to genialne. Kurde, miałoby nawet szansę, gdyby nie... wokal. W sensie, taka zdistortowana, zdetunowana muzyka mi się podoba w charakterze pewnej ciekawostki, ale żebym miał tak na co dzień... No dobra, przesłuchuję 3-4 razy i muzycznie - choć to jeden wielki streak przeszkadzajek - leży dobrze, układa się w uszach. Sam rap średnio do mnie trafia, raczej nie sięgnę po więcej. Nie myślałem nawet o tym właściwie, chociaż od jakiegoś czasu dojrzewa mi w głowie myśl, że trzeba może się trochę zainteresować czymś spoza swojej banieczki i to raczej czymś nowym. Obawiam się, że gangsterzy od obrazków w tanim formacie nie znajdą się na tej liście, cóż poradzić. Walić to, przynajmniej bit jest spoko xD Dragon donosi, że mamy tutaj bezkompromisowość i radykalność, ale ja jej jakoś nie widzę. Może to kwestia kompletnego braku odniesienia się do tekstu, który wydaje się być zlepkiem przypadkowych słów albo zdań bez większego ładu i składu. W takim wypadku bezkompromisowo i radykalnie powiem - to nie dla mnie.
Ananda Shankar - Jumpin' Murzyn Flash
No, i to jest dobra odtrutka na dragonowe dziwactwa z wrzutki powyżej. Murzyn w swojej starej formie chciałoby się powiedzieć, bardzo dobrej, bardzo fajnej, bardzo przystępnej. Średnio znam się na muzyce orientalnej, hinduski znam tylko dance, ale to jest w opór przyjemne, ciekawie skonstruowane, sitar robi fantastyczną robotę w połączeniu z pozostałym instrumentarium, zaśpiewy w tle, wybijający mi się jakoś na front basik, nieco krautowa perkusja, mam wrażenie, jakbym słuchał Seeland (tylko bez Seeland). Czasem się aż człowiek może zadziwić, jakie to obskjury serwują stacje muzyczne w GTA. Oczywiście we wspomnianą przez kol. Jacka część GTA nie grałem (nigdy jak żyję nie miałem konsoli i to się już raczej nie zmieni), a przez to nie miałem (albo nie dałem sobie) szans na zainteresowanie się soundtrackiem (bo ja z reguły najpierw muszę grę poznać). Nawet, jeśli popełniłem jakiś tam błąd, to tego teraz nie czuję, albowiem GOLAS DOSTARCZA. Ja powiem jedno - nie mam nic przeciwko zarzygiwaniu nas (mnie) muzą z Grand Theft Autobahn, tylko niech będzie tak dobra xD Tutaj pasuje mi absolutnie wszystko, nadmienię przy tym, że oryginału chyba nigdy nie słyszałem i nawet nie mam teraz ochoty xD Za dobry cover, Musiałowy znak jakości wjeżdża na pełnej i dołącza do moich prywatnych playlist. Czy to mogłoby być na RAM cafe?
Danzig-Verotik Entertainment - How the Gods Kill
Ehh, widzę, że lecimy w kratkę. Słucham sobie, słucham, myślę, może muszę posłuchać raz jeszcze, ale raczej nic z tego. Zabawne, bo jednocześnie najlepszą i najgorszą zarazem rzeczą w tym numerze są gitary xD Podoba mi się, jak współpracują (nawet, jeśli nieco tandetnie) wraz z pianinem w momentach "would youuu let it gooo", ale reszta jest generikowo-taka sobie. Jeszcze te jego nieporadne wrzaski, typ brzmi, jakby bardzo chciał wyrzucić z siebie angst, a wyszło tak pompatycznie, że autentycznie się śmiałem słysząc "IF YOU WANT THE TRUTH". Wrzask po tym, jak przypadkiem wbiłem gościowi widły w dupę, no nie słyszę tego inaczej xD Przepraszam. A, wróć, bębny są jeszcze spoko, w sensie no, podobają mi się, bo są dość powerful i takie głębokie, ale reszta mnie nieco odrzuca, z wokalem na czele. Do ciężkiej cholery, przecież te jego krzyki są niepoważne. Nawiązując do poprzedniej wrzuty shodana, to jest taki high school hard rock band tylko już na studiach. Z tym, że frontman jeszcze nie skończył pokwitania. Ja za to przekwitnę, jak będę musiał usłyszeć ten głos po raz kolejny, także zwalniam tempo i przeskakuję do kolejnego numeru, tutaj ktoś dybie na moje życie, a jeszcze nie chcę umierać ze śmiechu (AAAAAAAAAAAAARRR).
Grimes - REAL ITI (Home Video)
Patrzcie, Grimes ma coś autentycznie melodyjnego, albo już zapomniałem mocno płytę, którą swego czasu suflował nam imć Seba. I powiem szczerze, to je dobre. Tzn., naprawdę dobre, daje mi wiosenny vibe, wręcz wakacyjny, jest bujająco i elektronicznie, a to są te dwie rzeczy które właściwie wystarczą, żeby mnie kupić. Czuję się kupiony. Czytam sobie po raz kolejny treść mentosowej wrzuty i zupełnie rozumiem jego setting i feelsy, jakie ma z tym numerem związane. Skojarzenia z wiosną też u mnie nie z dupy, z czego się tym bardziej cieszę. Co tu jest takiego dobrego, przede wszystkim przekombinowany trochę bit, wypełniony moimi ulubionymi perkusyjnymi przeszkadzajkami, do tego klawisze w tle i wyjątkowo przyjemnie płynący wokal Grimes (wyjątkowo podchodzi mi refren, nie odkrywa tutaj Ameryki tym pasażem, ale no, jest taki uniwersalny i do tego... uroczy xD). Naprawdę, ma się ochotę zabrać ten numer na spacer, gdyby tylko nie to, że za oknem - choć słońce - zero stopni i w prognozie opady śniegu. Do wiosny trzeba jeszcze zaczekać (ja czekam podwójnie, ale o tym już moja wrzutka), także parkuję sobie ten utwór, który teraz najchętniej wypchnąłby mnie na parkiet. No, nie jest źle, ewidentnie nie wszystek umarłem i mogę jeszcze się łapać na "nową" muzykę, gdyby tylko nie fakt, że 2015 był prawie dekadę temu xD Dobrze mi będzie złapać ten sam feeling, co to go Seba ma, więc będę sobie tego słuchał. Szkoda jedynie, że tym samym opisem jestem nieco (choć tylko nieco) zniechęcony do albumu xD Ta wersja na pewno zasługuje na kilka spinów, także będą one miały miejsce. Jakie tu jest outro fajne, i w ogóle wszystko jest fajne, i dawać mi kwitnące kwiaty i zielone krzewy i przynajmniej 15 stopni na plusie ch*jeeeeee!!!
Kaenżet - Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego
Już się wypowiedziałem o swoim stosunku do Kaenżetu przy okazji recenzji płyty - Kaenżet polubiłem, w przeciwieństwie do Kultu (a przynajmniej polubiłem bardziej), bo trafiał do mnie do pewnego stopnia bekowy charakter tej muzy (gdzie w przypadku Kultu w ogóle tego nie czułem). Tutaj teksty mogą być dziwaczne, nieco pretensjonalne, ale to świetnie pasuje do tego typu muzy i samego Staszewskiego. Czemu w Kulcie nie? Nie wiem xD Po prostu. Mogę wręcz posadzić konstatację, że doszło w mojej głowie do pewnego odwrócenia zdania, rehabilitacji postaci Kazika, po prostu wystarczyło mi go zapodać w odpowiedniej formie. Podoba mi się ten numer - niepokojący ale też właściwie nie do końca wiadomo o czym tekst (na co zwraca na koniec numeru uwagę sam Kazik), równie niepokojąca muzyka, narastające gitary, znowu świetnie współpracujący z nimi bas, fantastycznie brzmiące bębny, kazikowy angst wychodzący z jego głosu tak, jak trzeba (a nie jak Danzig z cyrklem w łapie), potem moment uspokojenia i znów wszystko szaleje. Nabrałem teraz ochoty na odświeżenie sobie paru innych rzeczy Kaenżetu, gdzieś chyba wciąż mam ich kompilację Live od Bartiniego, może w końcu jej poszukam xD Shodan, Musiał daje znak jakości, takiego domknięcia kolejki potrzebowałem, choć jest to przecież skrajnie inne od wybitnie wiosennej Grimes. Nie do końca potrafię sobie wyobrazić wesołych imprez akurat do tego utworu, prędzej picie na wk*rwie i chęć wywalenia komuś bomby na ryj, kurde, nikogo wokół mnie, chyba przyp*erdolę sobie sam. KTO ZA TYM A KTO ZA TYM?!?!?!?!?!?!?!?!
no-man - All That You Are
Już swego czasu Hienałcze wspomniał o tym, kiedy i w jakich okolicznościach w końcu poznałem no-man. Warto dodać, że Kuba suflował mi ich od dłuższego czasu, a ja miałem to w dupie, czyli klasyczny Musiał. Akurat wtedy, kiedy zdecydowałem się ich z dupy wyjąć (lol), to ze sobą nie gadaliśmy. Był marzec 2013 a ja w końcu zassałem bestkę All the Blue Changes. Zajarałem się mocno, zwłaszcza wczesnymi ich dokonaniami, to był dla mnie taki trochę start w bardzo szeroko pojęty trip hop. Nie odrzuciłem jednakowoż bardziej art rockowych rzeczy, jakie nagrywali później. All That You Are oczywiście pamiętam z tamtych odsłuchów, choć nie był to mój ulubiony ich kawałek (i w sumie nadal nie jest). Oczywiście w przypadku no-man nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, bo chyba nie nagrali oni jednej złej piosenki lol, także to jest po prostu niższe posadowienie wciąż w sali tronowej. Słucham sobie teraz (ostatni raz słuchałem tego kawałka jakoś latem 2020 roku) i oczywiście wpadam w klasyczną no-manową melancholię, jaką serwuje Bowness swoimi tekstami i wokalem, a Wilson swoją aranżacją. Returning Jesus jako cały krążek odsłuchałem stosunkowo późno (w ogóle za ich całe płyty wziąłem się dopiero w 2015 roku na wiosnę) i o ile na początku bałem się, że się trochę odbiję, to stało się wprost przeciwnie. Only Rain, Close Your Eyes, genialne Carolina Skeletons czy tytułowy wzięły mnie bez ostrzeżenia. All That You Are... mam wrażenie, że teraz doceniam ten utwór bardziej, niż kiedy pierwszy raz go słyszałem. Zwłaszcza muzyka jest dla mnie wprost genialna. Typowe też dla nich niepokojące outro śle ciary w dół mojego kręgosłupa. Jest dobrze, no-man to istne złoto i ofc żałuję, że nie zainteresowałem się nimi wcześniej, naprawdę. Trochę szkoda, no ale ważne, że w ogóle ich poznałem. A i setting był wtedy dobry, miałem dość pokręcony związek, wiosna wchodziła na pełnej, na słuchawkach Road, czego chcieć więcej? Więcej no-man może.
JPEGMafia - Baby I'm Bleeding
Ostatnio na różnych muzykawkach i tym podobnych trwa pojara tym, że ów zespół/projekt/typ (nie wiem, kto to na dobrą sprawę) albo właśnie wydał, albo zaraz wyda nowy krążek, albo jakieś srogie kolabo, sam nie wiem tbh, ale nazwa mi się obiła przez to o uszy. I wszyscy się spuszczają nad tym, jakie to genialne. Kurde, miałoby nawet szansę, gdyby nie... wokal. W sensie, taka zdistortowana, zdetunowana muzyka mi się podoba w charakterze pewnej ciekawostki, ale żebym miał tak na co dzień... No dobra, przesłuchuję 3-4 razy i muzycznie - choć to jeden wielki streak przeszkadzajek - leży dobrze, układa się w uszach. Sam rap średnio do mnie trafia, raczej nie sięgnę po więcej. Nie myślałem nawet o tym właściwie, chociaż od jakiegoś czasu dojrzewa mi w głowie myśl, że trzeba może się trochę zainteresować czymś spoza swojej banieczki i to raczej czymś nowym. Obawiam się, że gangsterzy od obrazków w tanim formacie nie znajdą się na tej liście, cóż poradzić. Walić to, przynajmniej bit jest spoko xD Dragon donosi, że mamy tutaj bezkompromisowość i radykalność, ale ja jej jakoś nie widzę. Może to kwestia kompletnego braku odniesienia się do tekstu, który wydaje się być zlepkiem przypadkowych słów albo zdań bez większego ładu i składu. W takim wypadku bezkompromisowo i radykalnie powiem - to nie dla mnie.
Ananda Shankar - Jumpin' Murzyn Flash
No, i to jest dobra odtrutka na dragonowe dziwactwa z wrzutki powyżej. Murzyn w swojej starej formie chciałoby się powiedzieć, bardzo dobrej, bardzo fajnej, bardzo przystępnej. Średnio znam się na muzyce orientalnej, hinduski znam tylko dance, ale to jest w opór przyjemne, ciekawie skonstruowane, sitar robi fantastyczną robotę w połączeniu z pozostałym instrumentarium, zaśpiewy w tle, wybijający mi się jakoś na front basik, nieco krautowa perkusja, mam wrażenie, jakbym słuchał Seeland (tylko bez Seeland). Czasem się aż człowiek może zadziwić, jakie to obskjury serwują stacje muzyczne w GTA. Oczywiście we wspomnianą przez kol. Jacka część GTA nie grałem (nigdy jak żyję nie miałem konsoli i to się już raczej nie zmieni), a przez to nie miałem (albo nie dałem sobie) szans na zainteresowanie się soundtrackiem (bo ja z reguły najpierw muszę grę poznać). Nawet, jeśli popełniłem jakiś tam błąd, to tego teraz nie czuję, albowiem GOLAS DOSTARCZA. Ja powiem jedno - nie mam nic przeciwko zarzygiwaniu nas (mnie) muzą z Grand Theft Autobahn, tylko niech będzie tak dobra xD Tutaj pasuje mi absolutnie wszystko, nadmienię przy tym, że oryginału chyba nigdy nie słyszałem i nawet nie mam teraz ochoty xD Za dobry cover, Musiałowy znak jakości wjeżdża na pełnej i dołącza do moich prywatnych playlist. Czy to mogłoby być na RAM cafe?
Danzig-Verotik Entertainment - How the Gods Kill
Ehh, widzę, że lecimy w kratkę. Słucham sobie, słucham, myślę, może muszę posłuchać raz jeszcze, ale raczej nic z tego. Zabawne, bo jednocześnie najlepszą i najgorszą zarazem rzeczą w tym numerze są gitary xD Podoba mi się, jak współpracują (nawet, jeśli nieco tandetnie) wraz z pianinem w momentach "would youuu let it gooo", ale reszta jest generikowo-taka sobie. Jeszcze te jego nieporadne wrzaski, typ brzmi, jakby bardzo chciał wyrzucić z siebie angst, a wyszło tak pompatycznie, że autentycznie się śmiałem słysząc "IF YOU WANT THE TRUTH". Wrzask po tym, jak przypadkiem wbiłem gościowi widły w dupę, no nie słyszę tego inaczej xD Przepraszam. A, wróć, bębny są jeszcze spoko, w sensie no, podobają mi się, bo są dość powerful i takie głębokie, ale reszta mnie nieco odrzuca, z wokalem na czele. Do ciężkiej cholery, przecież te jego krzyki są niepoważne. Nawiązując do poprzedniej wrzuty shodana, to jest taki high school hard rock band tylko już na studiach. Z tym, że frontman jeszcze nie skończył pokwitania. Ja za to przekwitnę, jak będę musiał usłyszeć ten głos po raz kolejny, także zwalniam tempo i przeskakuję do kolejnego numeru, tutaj ktoś dybie na moje życie, a jeszcze nie chcę umierać ze śmiechu (AAAAAAAAAAAAARRR).
Grimes - REAL ITI (Home Video)
Patrzcie, Grimes ma coś autentycznie melodyjnego, albo już zapomniałem mocno płytę, którą swego czasu suflował nam imć Seba. I powiem szczerze, to je dobre. Tzn., naprawdę dobre, daje mi wiosenny vibe, wręcz wakacyjny, jest bujająco i elektronicznie, a to są te dwie rzeczy które właściwie wystarczą, żeby mnie kupić. Czuję się kupiony. Czytam sobie po raz kolejny treść mentosowej wrzuty i zupełnie rozumiem jego setting i feelsy, jakie ma z tym numerem związane. Skojarzenia z wiosną też u mnie nie z dupy, z czego się tym bardziej cieszę. Co tu jest takiego dobrego, przede wszystkim przekombinowany trochę bit, wypełniony moimi ulubionymi perkusyjnymi przeszkadzajkami, do tego klawisze w tle i wyjątkowo przyjemnie płynący wokal Grimes (wyjątkowo podchodzi mi refren, nie odkrywa tutaj Ameryki tym pasażem, ale no, jest taki uniwersalny i do tego... uroczy xD). Naprawdę, ma się ochotę zabrać ten numer na spacer, gdyby tylko nie to, że za oknem - choć słońce - zero stopni i w prognozie opady śniegu. Do wiosny trzeba jeszcze zaczekać (ja czekam podwójnie, ale o tym już moja wrzutka), także parkuję sobie ten utwór, który teraz najchętniej wypchnąłby mnie na parkiet. No, nie jest źle, ewidentnie nie wszystek umarłem i mogę jeszcze się łapać na "nową" muzykę, gdyby tylko nie fakt, że 2015 był prawie dekadę temu xD Dobrze mi będzie złapać ten sam feeling, co to go Seba ma, więc będę sobie tego słuchał. Szkoda jedynie, że tym samym opisem jestem nieco (choć tylko nieco) zniechęcony do albumu xD Ta wersja na pewno zasługuje na kilka spinów, także będą one miały miejsce. Jakie tu jest outro fajne, i w ogóle wszystko jest fajne, i dawać mi kwitnące kwiaty i zielone krzewy i przynajmniej 15 stopni na plusie ch*jeeeeee!!!
Kaenżet - Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego
Już się wypowiedziałem o swoim stosunku do Kaenżetu przy okazji recenzji płyty - Kaenżet polubiłem, w przeciwieństwie do Kultu (a przynajmniej polubiłem bardziej), bo trafiał do mnie do pewnego stopnia bekowy charakter tej muzy (gdzie w przypadku Kultu w ogóle tego nie czułem). Tutaj teksty mogą być dziwaczne, nieco pretensjonalne, ale to świetnie pasuje do tego typu muzy i samego Staszewskiego. Czemu w Kulcie nie? Nie wiem xD Po prostu. Mogę wręcz posadzić konstatację, że doszło w mojej głowie do pewnego odwrócenia zdania, rehabilitacji postaci Kazika, po prostu wystarczyło mi go zapodać w odpowiedniej formie. Podoba mi się ten numer - niepokojący ale też właściwie nie do końca wiadomo o czym tekst (na co zwraca na koniec numeru uwagę sam Kazik), równie niepokojąca muzyka, narastające gitary, znowu świetnie współpracujący z nimi bas, fantastycznie brzmiące bębny, kazikowy angst wychodzący z jego głosu tak, jak trzeba (a nie jak Danzig z cyrklem w łapie), potem moment uspokojenia i znów wszystko szaleje. Nabrałem teraz ochoty na odświeżenie sobie paru innych rzeczy Kaenżetu, gdzieś chyba wciąż mam ich kompilację Live od Bartiniego, może w końcu jej poszukam xD Shodan, Musiał daje znak jakości, takiego domknięcia kolejki potrzebowałem, choć jest to przecież skrajnie inne od wybitnie wiosennej Grimes. Nie do końca potrafię sobie wyobrazić wesołych imprez akurat do tego utworu, prędzej picie na wk*rwie i chęć wywalenia komuś bomby na ryj, kurde, nikogo wokół mnie, chyba przyp*erdolę sobie sam. KTO ZA TYM A KTO ZA TYM?!?!?!?!?!?!?!?!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ja długo długo też nie, jednakże te OSTy są na tyle dobre by działać osobno jako świetne tematyczne kompilacje a druga rzecz - GTA: Liberty City Stories ostatecznie nadrobiłem bo doczekało się wersji na Androida (niestety w przeciwieństwie do GTA: Vice City Stories które jak sprawdzałem jakiś czas temu nadal powstawało w formie fanowskiego projektu na peceta, tudzież grałem poprzez emulator PSP na telefonie ale sterowanie było jakieś kijowe i psuło zabawę). Tak czy siak są to dwa prequele które niosą ze sobą jakość mniej więcej jak typowe filmowe prequele, brak im iskry jaką miały GTA3 i Vice City.devotional pisze:29 mar 2023 12:10Oczywiście we wspomnianą przez kol. Jacka część GTA nie grałem (nigdy jak żyję nie miałem konsoli i to się już raczej nie zmieni)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Sam ostatnio pisałeś, że na nic nie jest w życiu za późno, a mogłeś odkryć no-man dopiero teraz i dopiero byś stękał.
BTW, All That You Are nie ma na tamtej kompie, więc albo miałeś jakąś chałupniczą zbitkę, albo ściemniasz xD
JPEGMAFIA - Baby I'm Bleeding
Eh, mogę prosić o nie wrzucanie klipów do tej bestki, ale i tak się kończy wielkim fakiem skierowanym w moją stronę. Miło. To ja się w takim zrewanżuje… nie no, tak się oczywiście nie będziemy bawić. Nie będę ściemniał, że numer jest chujowy, kiedy nie jest. Ja już jakiś czas temu pisałem, że jestem potwornie zmęczony współczesnym rapem, ulało mi się już w tym temacie, więc do tej wrzuty podchodzę na chłodno i w taki sposób ją oceniam raczej pozytywnie, pomimo że ja generalnie uznaję istnienie experimental hip-hopu za tak potrzebną i pożyteczną rzecz, jak dodatkowe schody dla ludzi na wózku. Rap ok, muzycznie spoko, na moje emocje nie działa to w żaden sposób, ale ma to wartość. Tradycyjnie, ostatnio, lepiej się czytało opis Dragona niż słuchało kawałka. Fajnie, że kolega Robert odkrywa kolejne życiowe karty. Może czasami mówię sobie ‘o, znowu szkoła’ ale też wtedy sobie przypominam, że chłop jest młody i największe przeżycia ma z czasów szkolnych trolololo.
Dire Straits - On Every Street
Po tym, jak przy okazji Springsteena skomentowałem stosunki Deva z dziaderstwem, to chyba poczuł potrzebę szybkiego wypstykania się z dziaderskich numerów xD Bo on generalnie z tej specyficznej, śmierdzącej stęchlizną szafy, rzadko wychodzi. Ja też w tej szafie często siedzę, ale jednak się nie spotykamy za bardzo. No nie ważne. Mój stosunek do Knopflera raczej wystarczająco zaakcentowałem umieszczając „Monteleone” w pierwszej 25-tce. O Dire Straits też zdarzało mi się pisać, że generalnie ich lubię, chociaż nie jestem też znawcą. Kawałek, który zapodał Dev jest bardzo fajny. W zasadzie to wcale nie jest takim książkowym dziaderstwem, gdyby to weszło z jakiegoś powodu do topu Trójki zamiast „Brothers in Arms” to bym to wręcz uznał za rewolucję. Kawałek zaczyna się jak coś Petera Gabriela z ostatnich lat, pianino, powolny wokal, coś tam w tle. W sumie tez mi się kojarzy z początkiem „Rivers of Mercy” Tears for Feras. Całość ma 5 minut, a zadziwiająco niespiesznie sobie płynie i jeszcze znajduje czas żeby wystrzelić bardzo klimatyczną sekwencją i trochę ją pociągnąć przez fenomenalnym fade-outem (a dobry fade-out to sztuka sama w sobie). Słyszę też tutaj wyraźnie w jaki sposób Dire Straits zainspirowali The Killers na „Sam’s Town”. To outro fullbandowe kojarzy mi się mocno z The Smiths i grą Marra. No i oczywiście słychać z czego czerpali współcześni dziadersi z wyboru, czyli The War on Drugs. No, ale starczy już tych porównań. Rewelacyjny kawałek, który mi mocno dziś szarpie emocje. Jest w nim takie uczucie ‘końca lata’, lub końca ‘czegoś’. Mega nostalgicznie.
Ananda Shankar - Jumpin' Jack Flash
Jak się słyszy Shankar, to od się od razu myśli o Ravim Shankarze, a tymczasem to już trzeci Shankar jakiego znam. Nie jestem wielkim fanem Stones’ów, więc nie znam za dobrze oryginału, ale może lepiej. Średnio mam pomysł na pisanie o tym kawałku, bo jest po prostu fajny i tyle xD
Mam słabość do sitaru, nawet nie wiem czemu, może dlatego, że ma tak wyjątkowe, unikatowe brzmienie i można go z powodzeniem wpleść w niemal każdą stylistykę i kawałki często na tym korzystają. Bardzo dziecisłońcowy vibe płynie z tego kawałka, takie do stania w kole, klaskania lub trzymania się za ręce, śpiewania lalala. No ok, to już trochę sektą zalatuje, ale nie ważne. Zabawnie brzmią te klawiszowe efekty, przez które wydaje się jakby ludzie śpiewali pod wodą. Fajny pomysł na aranżację, fajne wykonanie. Pisałem kiedyś, że nie wstydzę się nadużywania słowa fajnie. Swoją drogą, można się śmiać, że Murzyn tylko z GTA zna muzykę (i ja się śmieję), ale jak ja otworzę wór z napisem „THPS”, to się zaczną i ze mnie śmieszki. Jestem na to gotowy.
Danzig - How The Gods Kill
Trochę beka, że Melki kiedyś napisał, że on to rockowych rzeczy nie lubi i woli elektronikę, ale do bestki wrzuca niemal tylko rockowe rzeczy. Danzig to nazwa mi znana bardzo dobrze, ale nigdy nie zainteresowałem się muzyką. Bez konkretnego powodu, po prostu lista takich wykonawców „do sprawdzenia kiedyś” jest długa. Numer zaczyna się jak jakiś pastisz trochę, jak jakiś cięższy numer Bon Joviego, lub lżejszy numer Metalliki z początku lat 90-tych. Potem wchodzi ta ostra część, która jest niemal karykaturą typowej heavy-metalowej ballady. Był czas kiedy by mnie możne takie coś poruszyło bardziej, jakoś chyba w liceum, no ale ja się wtedy jarałem „Do kołyski” Dżemu, więc to naprawdę nie jest jakaś rekomendacja szczególna mojej osoby z tamtego okresu i generalnie powinienem KLAPE ZU (żeby było w konwencji). Mroczny Elvis mówisz… nie wiem gdzie Wy macie tego Elvisa, chyba takiego udawanego, udzielającego ślubów w kasynach Las Vegas xD
Ale żeby nie było, że ja się tutaj naśmiewam tylko, to w sumie nie jest zły numer. On jest jednocześnie potwornie kiczowaty i tandeciarski, a z drugiej strony jest spoko, ładnie zagrany, itd. IMO te dwa światy mogą istnieć jednocześnie. Utwór może być jednocześnie słaby i fajny. Dla mnie ta muzyka jest za bardzo stylizowana, wręcz jakby to robił Weird Al Yankovic. Jednocześnie ma to klimat, któremu nie można odmówić uroku. Muzyka, tak jak ludzie, to hipokrytka.
Grimes - REALiTi
Numer rusza, ktoś gra na śmietniku, coś tam pierdzi… ahh, to Grimes <3 Nie no, specjalnie sobie robię jaja, żeby mieć jaja na chwalenie tej laski. Bo nie zawsze jest łatwo, ale tutaj Mentos wychodzi trochę naprzeciw i ułatwia sprawę numerem. W ogóle Mentos sam w sobie to jest przedziwna postać, często dissuje jakieś kawałki z konkretnych powodów, a potem wrzuca niemal to samo i chwali pod niebiosa. No, ale temat hipokryzji w muzyce już był przerabiany, nie ważne.
Grimes tu brzmi jak mogłaby brzmieć współcześnie Madonna gdyby zamiast leżeć na stole operacyjnym na kolejnym liftingu, pogłówkowałaby kogo fajnego by tu posadzić przy stole mikserskim. Naprawdę, mam taką rzecz teraz w głowie, że w jakimś alternatywnym świecie, to jest numer Madonny z 2013 r., ja się nim jaram i teraz Wam go wrzucam do bestki. No, ale żyjemy w realiach, w których śpiewa to laska, która imię dziecka skopiowała z kodu kreskowego hurtowego opakowania mleka. Mam nadzieję, że za te naście lat, dzieciak zmieni sobie prawnie imię na „puknij się w łeb”. No, ale nie ważne, tak sobie śmieszkuję tutaj, Grimes leci w tle, uszami wyobraźni widzę (dobra, coś tu się poyebało, ale nie ważne) jak siedzę z tym na plaży i sobie słucham i jest fajnie. Albo popijam sobie zimne piwko i też jest fajnie. Albo lody mi się wypierdalają na bruk i jest mi głupio, ale w głowie gra mi Grimes, więc i tak jest super. WIECIE O CO CHODZI.
Kazik na żywo - Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego
Trochę beka, że Wuja kiedyś napisał, że on to polskich rzeczy nie lubi i woli zagraniczne, ale do bestki wrzuca chyba najwięcej polskiej muzyki ze wszystkich. Ja mam do Kazika ambiwalentny stosunek, o czym już pisałem nieraz. Z jednej strony, jego stylówa to coś kompletnie spoza mojej bańki (o ile ja w ogóle mam jakąś bańkę, może bardziej wrażliwość, czy zmysł estetyczny), a z drugiej strony często zdarza mi się jej ulegać, bo facet potrafi (potrafił) pisać dobre piosenki. Trochę podobna sytuacja jak u Melkiego, z jednej strony coś jest bardzo przeciętne, ale ma w sobie to coś, że i tak się tego słucha (dlatego chyba słucham And One). KNŻ to jest ten zespół Kazika, który znam średnio. Ten kawałek wrzucony przez Wuja ma dużo bardzo fajnych momentów instrumentalnych, które brzmią niemal jak Mars Volta (niemal jazzujący bas, jakieś dziwne dźwięki generowane przez gitary, czasami ala Robert Fripp, charakterystyczne tempo perkusji), a z drugiej strony jest ten tandetny refren i raczej takie sobie zwrotki gdzie Kazik parodiuje samego siebie. Takie numery to dobry trening dla mózgu, bo to jednak poważny mindfuck, kiedy się nie wie, czy kawałek jest w końcu dobry, czy chujowy xD W ogóle, po tym kawałku zaczął się inny, z fajnym basem i sobie myślę, że ja nawet mógłbym tego KNŻtu posłuchać więcej, ale to by musiało być w bardzo specyficznym dniu kiedy miałbym po prostu na to ochotę. Powiem szczerze, wbrew pozorom, to jest chyba najbardziej wymagająca wrzuta Shodana od początku tej bestki. Znacie to charakterystyczne uczucie kiedy coś Wam się nie podoba, ale nagle się orientujecie, że jednak coś w tym jest co się podoba, ale czujecie się z tym źle i w ogóle niechęć do siebie? XD To jest ten moment.
Tę kolejkę wygrywa u mnie Musiał, z palcem w dupie (najpierw Musial, długodługonic, tylko Musiał, dziś piszę dla Musiała). Nie z każdym Dire Straits i nie z każdym Knopflerem by to miał zagwarantowane, a jednak mu się udało. Następnie Grimes, bo zajebistość tego numeru nie podlega za bardzo dyskusji. Następnie para Danzig i Shankar, obie wrzuty mają w sobie to coś, ale nadal stoję, więc mnie nie powaliły. No i na końcu Wuja, którego Kazik jest spoko, ale ja jestem na niego za trzeźwy oraz JPEGMAFIA, które jest niby ok, ale pod niektórymi względami wolałem chyba poprzednie queery.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Niby jest ten Dżej Peg na JuDupie w wersji bez teledysku, ale z kolei tam jest jakaś dziwna okładka. Zgniły kompromis xd
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nie no jest z legitną okładką też i wstawiłem w playlistę, ale jak mówiłem rozumiem - miałem problem by znaleźć a na YT Music bez problemu
https://youtu.be/Mw5825Y1TRw
https://youtu.be/Mw5825Y1TRw
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja w sumie i tak nie zwracam uwagi na okładki w tych filmikach. No, ale ROZUMIEM ROZTERKĘ.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jeśli to jest dostępne jakoś łatwiej przez YT Music to rozumiem, choć no nie korzystam i raczej nigdy się nie skuszę. Na playlistach widzę ten numer tylko z teledyskiem.stripped pisze:29 mar 2023 13:18Nie no jest z legitną okładką też i wstawiłem w playlistę, ale jak mówiłem rozumiem - miałem problem by znaleźć a na YT Music bez problemu
https://youtu.be/Mw5825Y1TRw
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
YouTube ewidentnie forsuje treści wideo że tak powiem i utrudnia wyszukiwanie wersji audio - tip na potem którego nauczył mnie Hien - wpisz sobie autora i tytuł w google a potem wybierz zakładkę wideo i też jest łatwo dostępne, voila!
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup