Best of Forum (Albumy) vol. 2

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum (Albumy) vol. 2

Post 03 kwie 2023 21:45

Auscultation - L'étreinte imaginaire

No posłuchałem albumu sporo, bo prawie zawsze tak robię, jak coś mnie jakoś potężnie na wstępie nie odrzuci. Po dwóch odsłuchach miałem właściwie ochotę przekopiować recenzję Murzyna, bo moje odczucia były bardzo podobne. Z jedną małą zmianą – w top 3 ulubionych utworów Vanda zamieniłbym na Drop Off. Bo właśnie trzy pierwsze utwory dosyć dobrze mi weszły właściwie z marszu. Potem wraz z rosnącą liczbą odsłuchów oczywiście coraz więcej wyłapywałem. I właściwie nadal chyba właśnie trzy pierwsze utwory uważam za najciekawsze. Otwierający Promise You'll Haunt Me od razu skojarzył mi się z kilkoma innymi wrzutkami Dragona z bestek utworowych, jak np. 2814. Tak jakoś znowu Japońskie klimaty przyszły mi na myśl. Drugi utwór właściwie też. Podoba mi się budowa otwieracza. Utwór w miarę czasu rośnie, nabywa coraz to kolejnych warstw dźwiękowych. Te dwa pierwsze utwory jak na mój gust mogłyby też z powodzeniem robić za soundtracki do jakichś gier komputerowych.
Black Window ma już nieco inny charakter. Ma fajny bit, wyrazisty bas w późniejszej fazie, a ta główna melodyjka bardzo mocno i miło kojarzy mi się z pewnym utworem Ariany Grande, który bardzo lubię. Możliwe, że Black Window to mój ulubieniec na tej płycie.
Początkowo te utwory wydawały mi się za długie. Wydawało mi się, że zapętlony przez 8-10 minut jeden temat przewodni przybrany w trochę innych dźwięków to stanowczo za mało. Zbyt nudno i monotonnie. No ale po lepszym zapoznaniu się z materiałem, kiedy potrafię wyłapywać dużo więcej niż na początku, już mi to nie przeszkadza. Przynajmniej w trzech pierwszych utworach.
Pozostałe 4 utwory do pewnego momentu strasznie mnie już nużyły. Wydawało mi się, że to już dla mnie za dużo. Że wszystko jest do siebie tak podobne i monotonne. I w sumie częściowo tak jest. Choć w miarę kolejnych odsłuchów i te utwory jednak nieco urosły. Moi przedmówcy zgodnie uważają Vandę za punkt kulminacyjny albumu. Słucham i słucham i akurat nie umiem tego dostrzec. Utwór jest oczywiście niezły, fajne brzmienie mają te klawisze, ale w tym przypadku chyba rzeczywiście jest nieco za długo. Może w jakichś lepszych okolicznościach przyrody mi ten utwór kiedyś bardziej zatrybi. W przypadku Stranded Love mam wrażenie, że już to słyszałem. To już takie powielanie tego samego schematu. Czasami mi się wydaje, że jakby zabrać np. perkusję czy bit, to by to wyszło utworowi na lepsze. Klimat byłby fajniejszy. A tak jest nazbyt tanecznie.
Ostatni utwór na początku zmienia aurę. Dzieje się znacznie mniej niż chwilę temu, ale mnie to odpowiada. Potem znowu się na pewien czas niepotrzebnie rozkręca. Ale i jest tak spoko. Szczególnie jak w niedzielny wieczór wyszedłem sobie na taras z tym numerem w słuchawkach, to było fajnie. Słońce już właściwie zaszło za horyzont, zapadał zmierzch, łysy świecił , a na generalnie czystym niebie akurat za moim domem przesuwała się wielka ciemna chmura w towarzystwie fantazyjnie zabarwionych mniejszych obłoczków. I patrzyłem sobie w to niebo i tak dobrze ten utwór wybrzmiewał. Idealne warunki.
Podsumowując jest to całkiem dobry album. Na pewno o niebo lepszy od Esprit. Co prawda DJ Spookyemu nie jest w stanie podskoczyć w żaden sposób, ale jest nieźle. Upór w słuchaniu popłaca, bo gdybym pisał po dajmy na to 3 odsłuchach, to bym marudził jak stara baba raczej. Bardzo lubię trzy pierwsze utwory. Potem pewne powtarzane schematy troche zaczynają nużyć. To jednak prawie godzina grania w podobny deseń. Mało jest tutaj jakiejś odmiany. Może dlatego wydaje się, że te dalsze utwory są gorsze. A może po prostu są gorsze, a do tego dochodzi wspomniane znużenie nutą. Ale generalnie jest ok, są fajne momenty. Jeszcze pewnie czasem tu powrócę. Przynajmniej do ulubionych fragmentów.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 kwie 2023 20:58

Auscultation - L'étreinte imaginaire

Dopóki nie wziąłem udziału w tej zabawie, dopóty nie miałem pojęcia jak boleśnie prawdziwe jest powiedzenie o tym, że pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze. Zawsze wydawało mi się jakimś frazesem, bon motem, w sumie to nawet nie wiem kto to powiedział, bo słyszałem już kilka hipotez, a jakbym pewnie poszperał, to by się okazało, że to naprawdę powiedział PeterDM czy jakiś inny gównobot, które przewijały się tutaj przez lata w związku z niepotrzebnymi wojenkami wewnętrznymi for o Dipesz Mołd. Dzielę się tą rozkminą nie bez powodu i myślę, że nie jest to największe wyzwanie w dziejach wyzwań, by odgadnąć dlaczego.
Ofc żadnego odsłuchu nie żałuję (a nie będę ukrywał, że były w tej zabawie płyty, do których wracania się wręcz przymuszałem - w sumie tak było z poprzednią lol) i chyba też umiecie odgadnąć dlaczego. Tak, to bardzo dobry krążek. I w sumie to prawdę powiedziawszy wiele byście nie stracili, gdybym na tym zakończył tę recenzję, ew. dopisał resztę za pomocą generatora AI. Ale czasem tak bywa - to jest przedstawiciel gatunku tych po prostu fajnych płyt, do których się cziluje i wajbuje, a nie wymyśla jakieś niestworzone frazesy i szuka jakichś porównań. Znaczy można to robić, ale pytanie też po co? Można zrobić w międzyczasie coś produktywnego, np. sadzić marchew albo jeść brukselkę.
Jestem w stanie zrozumieć dlaczego OP uraczył nas akurat tą płytką miast AL-90, bo co prawda znam tylko ten kawałek z bestki utworowej i niby był spoko, ale mam dziwne przeczucie graniczące z tym, że bredzę, że to niekoniecznie musi być muzyka, która dobrze się starzeje i zyskuje z kolejnymi odsłuchami w przeciwieństwie do opisywanego przeze mnie albumu. W każdym razie cieszy mnie brak rosyjskiego kontekstu, bo generalnie to cieszy mnie brak rosyjskiego kontekstu w jakimkolwiek aspekcie czegokolwiek - jest za to dużo COMFY atmosfery, takiego klimatu siedzenia w przytulnej, ciepłej piwnicy do absurdalnie późnych godzin nocnych łamanych na wczesne rannych, oświetlanej wyłącznie światłem monitora lub czymś w ten deseń. Albo podroży gdziekolwiek o jakiejś absuralnie wczesnej porze i przysypianiem w fotelu, bo to tak to już z pamięcią, że kojarzy to albo z dobrymi czasami, albo dobrymi chwilami. Słowem - czilera i utopia.
No i tyle, jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. O więcej nie prosiłem i polecam tego allegrowicza.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 kwie 2023 21:02

Został zatem jedynie dev, któremu daję dobę na dogonienie nas a potem lecimy dalej. Ozriki czekają
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 kwie 2023 22:33

Dragon jak chcesz to się odnieś coś powoli, dev wali w kulki, rano puszczam Ozriki
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 06 kwie 2023 08:20

Auscultation - L'étreinte imaginaire

Jestem jestem, tylko jak zawsze W DUPIE. Powoli z niej wychodzę tho, don't give up on me ;( Tak samo, jak ja nie give up on Dragon. Cóż to kol. Robert zaserwował! Mam tylko jedno słowo do powiedzenia, i ono właściwie może podsumować wszystko, co mam do powiedzenia na temat tej płyty - WIOSNA. Ale taka, kurde, prawdziwa, a nie ten przedłużający się w nieskończoność listopad, który mamy za oknem (w tej chwili w Warszawie są 3 stopnie na minusie, kill me). Próbuję zmusić się do czucia zapachu kwiatów i zieleni w powietrzu, czucia promieni słonecznych na ryju, nawet czucia kwietniowego deszczu, już zdecydowanie innego niż późnozimowe gunwo. O wiośnie się wie, że jest, kiedy przychodzi, to po prostu czuć. I ja słuchając tego krążka chciałem wiosny, chcę iść na spacer w lekkim płaszczu a nie ocieplanej kurtce i w tej chwili DOSŁOWNIE W TEJ CHWILI WIDZĘ NA PASKU STARTU INFO "WKRÓTCE ŚNIEG", NO CHYBA KOGOŚ. Ale tak serio - to jest muzyka tak obrzydliwie wprost chillowa, że nie wiem, czy da się bardziej. Dobry soundtrack do... w/w wiosennych spacerów :D Ale też siedzenia na wyjebce w piwnicy - vide Mentos - czy przytulania się z osobą partnerską na sofie przy otwartym balkonie (wiosną). Już od pierwszych dźwięków Promise You'll Haunt Me miałem takie wrażenie, piękne zresztą, bo kawałek wpadł niby złoto. Drop Off z początku zdaje się zabierać słuchacza w innym kierunku, ale potem wjeżdża ten klawiszowy pasażyk, który z miejsca kojarzy mi się z The Advisory Circle. Teraz mam ochotę na wiosnę w stylu Berlina 2005 (bowiem wiosną 2005 byłem w Berlinie), a więc ciepło, zielono i aromatycznie (nie chodzi o currywursty), jednakowoż lekko deszczowo i w ogóle wilgotno. Przemykam wzdłuż fasad późnodedeerowskich budynków z frontami w szkle i aluminium (wciąż takie istnieją, ale jednak RIP Palast der Republik), na słuchawkach zamiast Empires and Dance Simple Minds leci to. Za jakieś 2 miesiące najpewniej znów będę w Berlinie, muzyka jak znalazł, co za złoto. Najlepsze w tym numerze - ale nie tylko w nim - jest to, że on się zdaje nie kończyć, chociaż to przecież dużo tego samego. Ale to właśnie dobrze, Autres Directions Cate Brooks brzmi prawie tak samo (to dopiero na wiosnę polecam), a przestać słuchać nie idzie. Nadchodzi Black Window i nad Berlinem zapada zmrok, z pokomuszego centrum przenoszę się na jakieś nieco zapomniane (ale wciąż klimatyczne) blokowiska wielkopłytowe, zapewne podjadę tramwajem. Jak mam być szczery do bólu, to ten numer najbardziej zalatuje mi taką generikową elektroniką, co to można ją skleić w eJayu albo (może nawet bardziej) Magix Music Makerze, ale nie jest ani trochę mniej groovy (może ten talerz w tle trochę za głośny jest). Composure Fuzz brzmi trochę jak kontynuacja powyższego, ale w nieco innej formie. Teraz jest impreza na blokowisku, ale zza ściany. To pewnie ta, na której Mintaj jest didżejem i wk*rwia wszystkich puszczając SWANS jako co drugi numer, uprzednio zrobiwszy 10-minutowy wstęp, jaka to pokręcona muzyka i na pewno nie każdemu podejdzie (nie to co Neutral Milk Hotel), a w ogóle to chyli copkę. Wszyscy mają go gdzieś tho, bo są już konkretnie porobieni (na czele z Dragonem). Od stężenia dragów w powietrzu aż mnie się niedobrze robi, wzrok płata mi figle i nagle wszyscy mają twarz Giry, zwiewam. Jest wciąż ciemno, jeszcze wzdłuż ulic stoją lampy rtęciowe, sunę okrutnie wprost równym chodnikiem i leci Vanda. To jest takie kompletnie niezobowiązujące, lekkie techno (coś, co Brooks nagrywała jako Clesse np.) i też cudnie wchodzi przypominając, jaka teraz powinna być pora roku. 10 minut to doskonały czas na dojście do najbliższej stacji U-Bahnu. Stranded Love kontynuuje wcześniejszy bardzo ambientowy klimat (w tym sensie ambientowy, że ten numer mógłby lecieć totalnie w tle, albo jako wręcz muzyka z windy w eleganckim biurowcu), nic bardzo zapadającego w pamięć (czy tak dobrego, jak 2 pierwsze kawałki na płycie), niemniej jednak ściszyć maksymalnie i zaginać na Alexanderplatz i już jest fajnie. Lost You in the Fog to zdecydowanie powrót do moich klimatów, dreamowo, elektronicznie, lekko melancholijnie, poranna majowa mgła? A ja cisnę Unter den Linden, albo zaraz odbiję gdzieś w bok, żeby zaginąć w centrum, albo wsiądę w losowy pociąg i wywiozę się pod Olympiastadion, nie wiem jeszcze. Wracam na Hbf i stamtąd do Polski, bo ile można (albo mi się pieniądze skończyły, szybciej niż ten numer). Robert, CHYLĘ COPKĘ. Niesamowicie klimatyczny i "wajbujący" album, wczułem się mocno, zajarałem, wiosna bije po ryju (choć jej nie ma), więc pomyśl sobie, jak to będzie, gdy w końcu nadejdzie. Dobrze posłuchać fajnej muzyki, ta zdecydowanie taka dla mnie jest. Zabieram do Berlina!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 kwie 2023 08:24

Bogato, jak na jedno przesłuchanie.

Dragon, podsumowuj i jedźmy dalej, PLS.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 06 kwie 2023 12:40

Podsumowanie wleci po szesnastej, kiedy będę miał czas na pisanie, lecimy dalej!
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 06 kwie 2023 12:42

As you wish my lord, as you wish...

Ozric Tentacles - Erpland
Malkolit pisze:
07 lip 2022 13:23
Ozric Tentacles - Erpland

Scenka z życia: uczę się do egzaminów. To musi być styczeń 2014, sesja zimowa. Mam przy tym przez pół dnia założone słuchawki. Wtedy potrafiłem coś konstruktywnego robić przy muzyce, dziś wychodzi mi to znacznie gorzej. Leci głównie muzyka amerykańskiego zespołu psychodelicznego/rockowego/elektronicznego/transowego/co tam jeszcze wymyślicie, to na pewno elementy tego też będą - tylko nie ma wokali. Muzyka jest całkowicie instrumentalna. Odkryłem ten zespół z jakiegoś forum nieco wcześniej. Jestem absolutnie zafascynowany, fantastyczne brzmienie, ogromna energia wykonania i niesamowity potencjał pod słuchanie do pracy nad czymś. Leci jeden album za drugim, po zawsze nowoczesnym brzmieniu można mniej więcej poznać, że zmieniają się albumy, zmieniają się czasy, muzyka jest generalnie podobna: motoryczny rytm, masa elektroniki, wiele ozdobników w rodzaju śpiewu ptaków czy szumu płynącej wody, a utwory płynnie przechodzą jeden w drugi. Raczej nie są te płyty równe, są takie kawałki, które przelatują raczej bez większej uwagi. Generalnie prawie nigdy nie zapamiętuję tytułów utworów (może poza Mysticum Arabicola). Erplanda wrzucam, bo z nim się chyba najbardziej zżyłem. Wspomniany kawałek to chyba najlepszy fragment tego longpleja, początek i końcówka też są mocarne. Generalnie nastawcie się na muzykę skoncentrowaną wokół rytmu, wszystko inne jest obudową dookoła tego rytmu. To jest taka muzyka, że trudno ją opisać, ale jak już załapiecie, o co chodzi, to albo będzie się wam podobać, albo odrzucicie, duża szansa na to, że tu będzie jedna ze skrajności: tak/nie, nic pomiędzy. Mnie się bardzo podoba. Masę motywów muszą mieć i przetwarzać ciągle, bo to wszystko bardzo podobne, ale jednak nie takie samo. Co jeszcze zwraca uwagę to charakterystyczne, baśniowe okładki płyt. Częstujcie się!
Aha, tamta sesja bardzo dobrze mi poszła, a Ozric Tentacles od czasu do czasu bardzo chętnie, nierzadko z fascynacją (ale muzyką, a nie szalonym stylem życia muzyków) słucham.

https://www.youtube.com/playlist?list=O ... wbOUzcQoBI
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 06 kwie 2023 15:52

Niby NIE WIEM co tutaj napisać, ale tak naprawdę wszystko jest jasne. Muzyka czystego vibe'u raczej nie lubi analitycznego podejścia. Gdy czytałem kilka takich fragmentów u was, to z uśmiechem na twarzy, ciekawe podejście, trochę pod górkę xD Chyba siadło dobrze, nawet przy lekkich narzekaniach wyszło lepiej niż myślałem.

Płyty AL-90 nie może być, bo ona w połowie mocno się rozjeżdża, wjeżdża vapor zrobiony z Dżordża Majkela i słuchacz jest w kompletnej dupie razem z dotychczas kreowanym nastrojem. Tutaj nie ma głupawej i zbędnej ironii w tle, dlatego mam ją w serduszku. Auscultation to muza pod zupełnie inny klimat, jej służy zaduch, zachody słońca, dużo dymu lub przytłumionego światła bijącego z ogromnego monitora u jakiegoś milenialsa 10-15 lat temu. Te momenty w reckach siadały mi najlepiej - praca wyobraźni, ogólne pierdolety. Wbrew pozorom pasują rewelacyjnie. Całość zbyt ciężkostrawna na regularne powroty, ale trzymam kciuki za pojedyncze punktowe przypominajki.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 kwie 2023 23:49

Ozric Tentacles – Erpland

Generalnie, w dzisiejszych czasach, Munlup raczej hejtuje zespoły bazujące na instrumentalnej masturbacji z monotonną, bujającą muzyką jako tłem (czy ogólnie instrumentalną masturbację i wirtuozerię). Z pewnych względów robię jednak wyjątki i muzyka Ozric Tentacles stanowi takowy. Nie wiem czemu, może to sentymenty, może to jej urok, może maybelline. Tak około 15 lat temu, kiedy zacząłem odkrywać księstwa przyległe rocka progresywnego, znajomi z Żaka (po których audycji o prog-rocku, przejąłem sobotę wieczór i tez grałem prog-rocka) pokazali mi Ozric Tentacles, który to zespół przyczynił się bezpośrednio do mojego zafascynowania się space rockiem. Podobało mi się w tej muzyce, że była tak pełna przestrzeni (hehe), jechała na bardzo motorycznych szynach i ogólnie to była dosłownie jazda rozpędzonym pociągiem. „Erpland” stał się dla mnie synonimem wszystkiego, co w space rocku mi się podobało (mimo, że to nie jest wcale stricte space płyta, a sami OT nie są stricte space zespołem, nie w tym stopniu, co np. Hawkwind).
Fajna elektronika, psychodeliczne efekty z klawisza, bujająca perkusja, gitary. Pisałem już o tym kiedy Melki wrzucił „Mysticum Arabicola”, ale w tej muzie zawsze mogłem znaleźć fajne, niecodzienne pomysły wrzucone w ten kocioł, który przy pobieżnym poznaniu wydawał się po prostu randomowym zbitkiem stylistycznym i próbą upchnięcia całej „muzyki” jakotakiej w jedno. Słyszałem tę płytę wiele razy, mam ją nawet na cd w ładnym wydaniu, z „książkową”, grubą okładką. Co ciekawe, nigdy nie skupiałem się jakoś na tym albumie utworowo, lubiłem jak sobie leciał cały lub w części, ale traktowałem go bardziej jako godzinny ciąg muzyki. Tym samym, w tej recenzji też nie za bardzo mam ochotę pisać o każdym kawałku osobno. Co najwyżej mogę wyróżnić „Eternal Wheel” (bo to wtedy, naście lat temu, było jak uderzenie w ryj i spełnienie marzeń), „Crackerblocks” (te przestrzenne syntezatory), czy „Iscence” (reggae z wokalem Jumping Johna Egana, który był bardzo barwną postacią na koncertach OT w tamtym czasie)

Bazą tej płyty jest groove i sekcja rytmiczna, w zasadzie to jest szkielet, a tkanką dla niego jest cała reszta instrumentów, przede wszystkim kosmiczne brzmienia syntezatorów i gitara. Melki słusznie prawi, że to się doskonale spisuje jako muzyka tła, chociaż zdarzało mi się wiele razy słuchać Ozric Tentacles na słuchawkach, w skupieniu, i też zdawało egzamin, o ile miało się na taki seans ochotę.
Obecnie nie wracam już do tego albumu tak często jak kiedyś, powiem nawet, że słuchałem go teraz pierwszy raz od prawie 10 lat. To jest długa płyta, a taka dawka Ozriców naraz potrafi zmęczyć do tego stopnia, że czasami trudno jest docenić w pełni co się na tym albumie dzieje, bo po prostu się tym rzyga. Kawałki zlewają się w jedną masę, jakiekolwiek unikalne ozdobniki i pomysły, które się w nich pojawiają, przestają mieć znaczenie, bo ostatecznie całość to granie solówek do nieustannego galopu perkusyjno-basowego, z kosmicznymi efektami i syntezatorami. To jest w zasadzie dobre podsumowanie całej dyskografii OT.

Mimo to, nadal chwalę „Erpland” i uważam, że to jest dobra płyta. W dobry dzień, w dobrym momencie, potrafi wchodzić niesamowicie lekko i sprawnie oraz sprawiać prawdziwą radość. Widziałem Ozriców na żywo dwukrotnie, w 2010 r. i w 2013 r. Ten drugi koncert (który odbył się w Klubie Studio w Krakowie, w wersji sprzed remontu) jest oficjalnie najgłośniejszym koncertem na jakim byłem, jestem niemal przekonany, że dołożył się mocno do tego, że teraz jestem przygłuchy, ALE brzmiało to super. Sami OT to totalni hipisi. W zasadzie to jest niemal solo projekt jednego gościa Eda Wynne’a, który aktualnie gra w składzie z synem (klawisze), żoną (bas) która wygląda na 20 młodszą od niego i z perkusistą, który akurat jest wolny. To jest band typowo koncertowy i na żywo ta muzyka wypada naprawdę doskonale. Cały zespół wygląda na zjaranych (i pewnie jest, zwłaszcza Brandi), ale jest to powiedzmy w konwencji xD

No, w każdym razie, znam ten band od 15 lat i mam do nich dużo sentymentu. Może i grają od 40 lat to samo, ale jest to fajne to samo, lubię wracać do ich muzyki i generalnie miło było odświeżyć po latach „Erpland”, bo jest to spoko płyta. I tyle.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 08 kwie 2023 23:06

Ozric Tentacles - Erpland

No w końcu nadeszła chwila kiedy jednak przychodzi nam opisywać/recenzować/reagować na ten album a po tylu perypetiach Melkiego w naszych bestkach wydawało się że to może nigdy nie nastąpić. Dotychczas kolega Tomek uraczył nas albumami new wave, pop i prog rockiem, teraz znów wchodzimy w te ostatnie rejony ale jednak bardziej w ten wspominany tu space rock, ogólnie progowo ale instrumentalnie i dużo budowania klimatu jak rozumiem tego tytułowego Erpland, czymkolwiek ta magiczna kraina jest.

Pierwsze zetknięcia z Erpland zaliczyłem już kawałek czasu temu, bo na początku tej albumowej dychy gdy jednak tu Melki ponownie wjechał z tą płytą osłuchiwałem po trochu każdą wrzutkę. Wyczułem wtedy że to może być nawet kawałek fajnego energicznego instrumentalnego grania, nie byłem jednak pewien czy na dłuższą metę zda to u mnie egzamin. Kolejne odsłuchy w ostatnim czasie raczej potwierdzały moje początkowe obawy, niestety ale 70 minut takiego grania dla takiego laika jak ja to jest trochę ciężka cegła i chyba dopadła mnie trochę karma za moją wrzutkę Gang Starr (dziś drugi raz bym tego "błędu" nie popełnił, mam na myśli to że o ile mi ona wchodzi gładko tak dla laika może być zbyt monotonna). Nie znaczy to jednak że album oceniam źle pod kątem jakościowym, on ma swoje naprawdę niezłe momenty które jak z biegiem odsłuchów stwierdziłem upchnięte są w pierwszej części płyty. Ogólnie zerknąłem z ciekawości na podział winylowego wydania bo płyta w tej wersji jest na dwóch winylach i tym bardziej potwierdziły się moje przypuszczenia że na 6 utworze kończy się pierwsze LP a od 7 utworu zaczyna drugie. I ja w tym właśnie momencie wyczuwam już dość mocno tę różnicę bo wraz z The Throbbe na płycie zaczynają się mielizny i echa tego co już słyszałem dotąd ale w gorszym dla mnie wydaniu. Owo The Throbbe ze swą drewniana perkusją jest zbyt monotonne i nudzi, nudzą mnie też niemożebnie dwa długie nastrojowe utwory z tej części albumu - Vallet Of A Thousand Thoughts (choć fajnie tu pobrzmiewa coś a'la kalimba?) oraz zamykający album A Gift Of Wings. Erpland jest dla mnie jakby słabszą wersją otwierającego album Eternal Wheel, które jest akurat solidnym i fajnym prog rockowym wejściem w album. Snakepit to dla mnie numer w stylu Sunscape, ale ten drugi wolę jednak bardziej i kojarzy mi się z Jethro Tull (pisze to koleś który zna aż 1 ich utwór wrzucany przez Melkiego zresztą xD ). Próbujący być niejako jakimś urozmaiceniem Iscence to wokalne reggae, które dla mnie jest zwyczajnie słabe. No ale tyle o minusach, bo jednak pierwszy LP tego podwójnego albumu jest całościowo naprawdę spoko. Otwieracz już chwaliłem, po nim Totlec Spring które pomimo swoich 3 minut brzmi tu już jedynie jak fajny przerywnik. Sunscape jak mówiłem jest fajne ze swoimi gitarami, stanowi inny klimat zawsze i fajnie urozmaica, Mysticum Arabicola już trochę zmehałem w bestce utworowej ale ostatecznie to taki średniak, zawsze jednak ciekawszy od paru innych na płycie. Crackerblocks to nastrojowy numer fajnie budujący taką uśpioną energię, kojarzy mi się klimatem z Tangerine Dream. No i na koniec dla mnie wisienka na torcie tej recenzji czyli Tidal Convergence który od pierwszego od słuchu był moim ulubionym numerem z płyty i do którego chętnie wracałem. On jest doskonały pod każdym względem, dłuższa kompozycja ale nie nudzi, nastrojowe synthy, funky bass i gitara, ten klimat który mi się kojarzy z muzyką quiet storm, co przywoływałem już chyba przy okazji innych takich fajnych nastrojowych instrumentali prog rockowych czyli The Sheltering Sky (King Crimson) i Moonloop (Porcupine Tree), piękny utwór w każdym calu i basta!

Także no tego - ostatecznie nie było tak źle jak się spodziewałem ale dobrze i też do końca nie bo jak dla mnie to powinno być dwa razy krótsze i byłoby wowczas naprawdę spoko. Trudno mi stwierdzić jednoznacznie na ten moment czy powroty będą bo patrząc na całość to myślę że dzieci z tego nie będzie ALE chętnie wracać mogę do Eternal Wheel, Tidal Convergence i Crackerblocks myślę sobie a że ich rozmieszczenie na albumie gwarantuje już w sumie fajne pół albumu to ta połowa ma szanse na powroty, gorzej z tym co dalej, no ale nigdy nie mów nigdy, można to stosować na pewno jako muzykę tła przy jakichś okazjach i może jeszcze coś z czasem się wyłuska? Póki co ode mnie mały laur konsumenta bo Tidal Convergence i tak jest na tym etapie kolejki dla mnie najfajniejszym odkryciem z omawianych dotąd płyt :)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 11 kwie 2023 16:09

No powiedzmy, że do piątku wjadę z tym bobaskiem
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 13 kwie 2023 20:25

Panowie pobudka, ja liczyłem że do soboty będzie po sprawie a tu się wcale nie zanosi na taki stan rzeczy...
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 13 kwie 2023 20:39

2 tygodnie na album to już będzie norma?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 13 kwie 2023 20:55

Golas nie chciałbyś wisieć do soboty. :mrgreen:
A 2 tygodnie na album to nie jest wcale dużo. W końcu to album.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 13 kwie 2023 22:00

Dziwne są te spontaniczne uruchamiania się niektórych na temat częstotliwości słuchania. Słucham wtedy, kiedy mogę. Dzisiaj leci w całości bez przerw, jutro kolejny raz i opis powstanie. Ledwo zamykamy tydzień w tej chwili... a płyta 5 minut nie trwa, nie jest najlżejszym grankiem pod słońcem.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 13 kwie 2023 22:06

Pls. W porównaniu do L'étreinte imaginaire, Erpland to kaszka z mlekiem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 13 kwie 2023 22:12

Jak dla kogo ;) a nie chcę tego puszczać dla odhaczenia odsłuchów gdzieś tam. Nawet gdy coś zaskakuje od samego początku to nie tłukę zbyt często. Za wszystkich nie mogę mówić, ale dwóch tygodni praktycznie nigdy nie potrzebuję
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 13 kwie 2023 22:15

No, ja myślę, że jak wróci liga to tak tydzień na wybór będę potrzebował, w końcu to poważne decyzje (btw, tyłu mamy tu fanów TGO, a temat tbt umarł).
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 13 kwie 2023 22:19

Żeby nie było potem, sam zaczynasz xd