Best of Forum (edycja filmowa)
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Trwalo to troche, ale jak to mowia, lepiej pozno niz wcale
COS...
Film, ktory powstal ponad 40 lat temu, a ja go widzialem po raz pierwszy ok 30 lat temu, a mozliwe, ze nawet ciut wiecej. I do dzis pamietam jakie zrobil na mnie wrazenie. Musze jednak Wam dzieciaki wytlumaczyc pewna sprawe. Mysle, ze Shodan pamieta, a reszta sie nasluchala, o tym jakie to byly czasy. Cos takiego jak internet, telewizja satelitarna czy kablowa albo telefony komorkowe jeszcze nie istnialo, a w telewizji byly az dwa kanaly. Zachodni film byl raz na tydzien. I nagle rok 1990 i wszystko zaczelo sie zmieniac. Co ja mowie zmieniac... to byla totalna rewolucja i bum na wszystko. A wsrod tego wszystkiego stopniowo zaczynaly powszechnie byc dostepne m.in magnetowidy. A jak magnetowidy, to i filmy na kasetach VHS. Ogladalo sie wtedy wszystko co wpadlo w rece, i wiele gwiazd zaczelo swiecic swoim blaskiem. Gwiazd takich jak Schwarzenegger, Stallone, Norris, czy Orlowska. Jednym z glownych tematow w szkole bylo kto jaki film ogladal. I wsrod tych wszystkich Predatorow, Rambow, Rockych, Akademii policyjnych i innych Terminatorow bylo... COS. To byl jeden z tych filmow, o ktorych sie opowiadalo. Ale konkurencja w gatunku byla mocna. Wspomne dwie pozycje:
Predator i Obcy. Czas pokazal, ze akurat te dwa filmy zrobily wieksza kariere. Ale Cos... to bylo cos. Tematyka: kosmici horror, klimaty biegunowe. .. i to juz robilo film.
Grupa naukowcow pozostawiona samym sobie gdzies na arktycznym odludziu staje twarza w twarz z zabojczym wrogiem z kosmosu, ktory chce zawladnac ludzkoscia. A przeciwnik jest nietuzinkowy. Niespotykany, przebiegly, podstepny i inteligentny. Ogladalismy, wiec wiemy jak to sie skonczylo.
A jedna z postaci w tym filmie byl kto? Windows. No i uzywamy windowsa na co dzien. Kilka ciekawych pomyslow, jak np badanie krwi przy pomocy goracego drutu. Dobra scena przy probie reanimacji i rece wpadaja do klatki piersiowej.
No i wreszcie zakonczenie, ktore daje do myslenia.
A teraz czesc druga recenzji., nazwijmy to uwspolczesniona:
Odkad film wszedl do gry, obejrzalem go 3 razy, a ostatnio w tym tygodniu. Ciagle uwazam, ze to dobry film, ale teraz odbieram go w zupelnie inny sposob. Obecnie film jest dla mnie bardziej komiczny nisz horrordm. Malo tego, jest bardzo prymitywny i prostacki. Ale nie zmienia to faktu, ze go lubie. Cos to po prostu klasyka, ktorej nie da sie nie lubic.
COS...
Film, ktory powstal ponad 40 lat temu, a ja go widzialem po raz pierwszy ok 30 lat temu, a mozliwe, ze nawet ciut wiecej. I do dzis pamietam jakie zrobil na mnie wrazenie. Musze jednak Wam dzieciaki wytlumaczyc pewna sprawe. Mysle, ze Shodan pamieta, a reszta sie nasluchala, o tym jakie to byly czasy. Cos takiego jak internet, telewizja satelitarna czy kablowa albo telefony komorkowe jeszcze nie istnialo, a w telewizji byly az dwa kanaly. Zachodni film byl raz na tydzien. I nagle rok 1990 i wszystko zaczelo sie zmieniac. Co ja mowie zmieniac... to byla totalna rewolucja i bum na wszystko. A wsrod tego wszystkiego stopniowo zaczynaly powszechnie byc dostepne m.in magnetowidy. A jak magnetowidy, to i filmy na kasetach VHS. Ogladalo sie wtedy wszystko co wpadlo w rece, i wiele gwiazd zaczelo swiecic swoim blaskiem. Gwiazd takich jak Schwarzenegger, Stallone, Norris, czy Orlowska. Jednym z glownych tematow w szkole bylo kto jaki film ogladal. I wsrod tych wszystkich Predatorow, Rambow, Rockych, Akademii policyjnych i innych Terminatorow bylo... COS. To byl jeden z tych filmow, o ktorych sie opowiadalo. Ale konkurencja w gatunku byla mocna. Wspomne dwie pozycje:
Predator i Obcy. Czas pokazal, ze akurat te dwa filmy zrobily wieksza kariere. Ale Cos... to bylo cos. Tematyka: kosmici horror, klimaty biegunowe. .. i to juz robilo film.
Grupa naukowcow pozostawiona samym sobie gdzies na arktycznym odludziu staje twarza w twarz z zabojczym wrogiem z kosmosu, ktory chce zawladnac ludzkoscia. A przeciwnik jest nietuzinkowy. Niespotykany, przebiegly, podstepny i inteligentny. Ogladalismy, wiec wiemy jak to sie skonczylo.
A jedna z postaci w tym filmie byl kto? Windows. No i uzywamy windowsa na co dzien. Kilka ciekawych pomyslow, jak np badanie krwi przy pomocy goracego drutu. Dobra scena przy probie reanimacji i rece wpadaja do klatki piersiowej.
No i wreszcie zakonczenie, ktore daje do myslenia.
A teraz czesc druga recenzji., nazwijmy to uwspolczesniona:
Odkad film wszedl do gry, obejrzalem go 3 razy, a ostatnio w tym tygodniu. Ciagle uwazam, ze to dobry film, ale teraz odbieram go w zupelnie inny sposob. Obecnie film jest dla mnie bardziej komiczny nisz horrordm. Malo tego, jest bardzo prymitywny i prostacki. Ale nie zmienia to faktu, ze go lubie. Cos to po prostu klasyka, ktorej nie da sie nie lubic.
Enjoy The Silence
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No proszę, nawet Czez się ocknął w temacie.
Cieszę się, że film się podobał. Czasy, kiedy co sobotę chodziło się na rynek, żeby powymieniać się kasetami HSV są po prostu niezapomniane. Czez wymienił wiele tutułów i wielu znakomitych aktorów. I myślę, że jeżeli ta bestka jeszcze trochę potrwa, to paru z tych aktorów sam z przyjemnością zaprezentuję.
Cieszę się, że film się podobał. Czasy, kiedy co sobotę chodziło się na rynek, żeby powymieniać się kasetami HSV są po prostu niezapomniane. Czez wymienił wiele tutułów i wielu znakomitych aktorów. I myślę, że jeżeli ta bestka jeszcze trochę potrwa, to paru z tych aktorów sam z przyjemnością zaprezentuję.
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Rozumiem, że Czez też bierze udział w następnej kolejce?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Pewnie, ze biore.
Enjoy The Silence
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dobra, jest nas 5 osób, więc wypas. Zakładam, że Dev też weźmie udział, więc to już 6. Myślę, że możemy zacząć wrzucać filmy, więc jak ktoś jest gotowy, to lecimy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
No to lecimy:
Pogorzelisko
Film, ktoey polecil mi moj brat krotko po tym, jak film ujrzal swiatlo dzienne. Niewyobrazalnie mocny film i ciezki do ogladania, ze wzgledu na duzo scen retrospekcyjnych. Wystarczy chwila nieuwagi zeby sie pogubic, a wtedy trudno cokolwiek zrozumiec. A kazda scena jest o tyle istotna, ze jest potrzebna do zrozumienia scen, ktore sa w dalszej czesci filmu. Np. zeby zrozumiec jedna z ostatnich scen na basenie, trzeba wiedziec co sie wydarzylo praktycznie na samym poczatku filnu. Potem sam niejednokrotnie polecalem ten film roznym znajomym i kazdemu mowiac kolokwialnie spodobal sie. Nie chce za duzo pisac o filmie, zeby nie zepsuc ogladania, ale fajny opis znalazlem w internecie, szukajac link do filmu. A propo, film jest dostepny na cda.
Podczas odczytywania testamentu zmarłej matki, bliźnięta Jeanne i Simon dowiadują się, iż mają rodzeństwo i ojca, który nadal żyje, choć za życia ich matka twierdziła coś innego. Ostatnią wolą zmarłej było, aby rodzeństwo wybrało się na Bliski Wschód, żeby odnaleźć rodzinę i dostarczyć im zapieczętowane listy.
Dodam jeszcze na koniec, ze mam przygotowanych ok 200 filmow i wszystkue sa najlepsze, ale to mial byc pierwszy w tej grze, tylko nie moglem znalezc go wtedy w necie.
https://m.cda.pl/video/1179968395
Pogorzelisko
Film, ktoey polecil mi moj brat krotko po tym, jak film ujrzal swiatlo dzienne. Niewyobrazalnie mocny film i ciezki do ogladania, ze wzgledu na duzo scen retrospekcyjnych. Wystarczy chwila nieuwagi zeby sie pogubic, a wtedy trudno cokolwiek zrozumiec. A kazda scena jest o tyle istotna, ze jest potrzebna do zrozumienia scen, ktore sa w dalszej czesci filmu. Np. zeby zrozumiec jedna z ostatnich scen na basenie, trzeba wiedziec co sie wydarzylo praktycznie na samym poczatku filnu. Potem sam niejednokrotnie polecalem ten film roznym znajomym i kazdemu mowiac kolokwialnie spodobal sie. Nie chce za duzo pisac o filmie, zeby nie zepsuc ogladania, ale fajny opis znalazlem w internecie, szukajac link do filmu. A propo, film jest dostepny na cda.
Podczas odczytywania testamentu zmarłej matki, bliźnięta Jeanne i Simon dowiadują się, iż mają rodzeństwo i ojca, który nadal żyje, choć za życia ich matka twierdziła coś innego. Ostatnią wolą zmarłej było, aby rodzeństwo wybrało się na Bliski Wschód, żeby odnaleźć rodzinę i dostarczyć im zapieczętowane listy.
Dodam jeszcze na koniec, ze mam przygotowanych ok 200 filmow i wszystkue sa najlepsze, ale to mial byc pierwszy w tej grze, tylko nie moglem znalezc go wtedy w necie.
https://m.cda.pl/video/1179968395
Enjoy The Silence
-
stripped
- Posty: 13787
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No dobra, zobligowałem się do zabawy więc zapodam też coś skoro bawimy się na poważnie. Z mojej strony może wlecieć trochę kina gangsterskiego i różne filmy z czarnymi w rolach głównych jak na Murzyna przystało. Pierwotnie chciałem wrzucać coś innego ale tamten film jest dostępny tylko w wersji premium na CDA więc muszę dać coś łatwiej dostępnego.
Ghost Dog: Droga samuraja
(reż. Jim Jarmusch, 1999 r.)
Na początek film który będzie chyba jak żaden inny łączył oba wymienione przeze mnie składniki powyżej, Ghost Dog opowiada historię kolesia o takiej właśnie ksywce który będąc młokosem jeszcze został ocalony przez jednego z lokalnych mafiozów o imieniu Louie. W wyniku tego zdarzenia chłopak ten zafascynowany kulturą Dalekiego Wschodu i kodeksem samuraja gdy dorasta postanawia spłacić dług u swojego wybawcy, mianuje się jego wasalem i pracuje dla niego jako płatny zabójca. Ghost Dog (w tej roli Forest Whitaker) spędza wolny czas na czytaniu książek, trenowaniu sztuk walki i hodowli gołębii pocztowych poprzez które komunikuje się ze swoim mocodawcą. Pewnego razu w wyniku niefortunnego splotu zdarzeń wykonując kolejne zlecenie przypadkowo staje się celem bossa mafii której członkiem jest Louie. W tej sytuacji relacja obu panów zostanie wystawiona na próbę, obaj będą walczyć o przetrwanie jednocześnie pozostając wiernym własnym kodeksom honorowym.
Ghost Dog: Droga samuraja nie jest typowym kinem gangsterskim a specyficzną mieszanką różnych inspiracji, film ma charakter nieco noirowy moim zdaniem, wydaje mi się że przez swoją dość senną narrację lepiej nadaje się do spokojnego seansu wieczorem niż w ciągu dnia. Z jednej strony ukazuje stereotypową włosko-amerykańską mafię, z drugiej dla kontrastu przemyca filozofie Dalekiego Wschodu, opowiada historię płatnego zabójcy (modny temat choćby u Bessona w tamtej dekadzie) i do tej mieszanki główny bohater jest czarnoskóry i ten miejski nowojorski klimat służy za tło całości. Za muzykę do filmu odpowiedzialny był RZA, producent i członek Wu-Tang Clan, poza kilkoma klimatycznymi instrumentalami wypełniającymi przejścia między różnymi scenami na ścieżce dźwiękowej jest głównie rap, w filmie wykorzystano też parę utworów które na soundtracku (który zakupiłem sobie po czasie) się nie ukazały. Film ma swój własny, specyficzny, niepodrabialny klimat za który go cenię i charyzmatycznego bohatera, Ghost Dog jest jedną z moich ulubionych postaci filmowych a grającego go Foresta Whitakera cenię sobie mocno po dziś dzień.
https://www.cda.pl/video/12186738ad
Ghost Dog: Droga samuraja
(reż. Jim Jarmusch, 1999 r.)
Na początek film który będzie chyba jak żaden inny łączył oba wymienione przeze mnie składniki powyżej, Ghost Dog opowiada historię kolesia o takiej właśnie ksywce który będąc młokosem jeszcze został ocalony przez jednego z lokalnych mafiozów o imieniu Louie. W wyniku tego zdarzenia chłopak ten zafascynowany kulturą Dalekiego Wschodu i kodeksem samuraja gdy dorasta postanawia spłacić dług u swojego wybawcy, mianuje się jego wasalem i pracuje dla niego jako płatny zabójca. Ghost Dog (w tej roli Forest Whitaker) spędza wolny czas na czytaniu książek, trenowaniu sztuk walki i hodowli gołębii pocztowych poprzez które komunikuje się ze swoim mocodawcą. Pewnego razu w wyniku niefortunnego splotu zdarzeń wykonując kolejne zlecenie przypadkowo staje się celem bossa mafii której członkiem jest Louie. W tej sytuacji relacja obu panów zostanie wystawiona na próbę, obaj będą walczyć o przetrwanie jednocześnie pozostając wiernym własnym kodeksom honorowym.
Ghost Dog: Droga samuraja nie jest typowym kinem gangsterskim a specyficzną mieszanką różnych inspiracji, film ma charakter nieco noirowy moim zdaniem, wydaje mi się że przez swoją dość senną narrację lepiej nadaje się do spokojnego seansu wieczorem niż w ciągu dnia. Z jednej strony ukazuje stereotypową włosko-amerykańską mafię, z drugiej dla kontrastu przemyca filozofie Dalekiego Wschodu, opowiada historię płatnego zabójcy (modny temat choćby u Bessona w tamtej dekadzie) i do tej mieszanki główny bohater jest czarnoskóry i ten miejski nowojorski klimat służy za tło całości. Za muzykę do filmu odpowiedzialny był RZA, producent i członek Wu-Tang Clan, poza kilkoma klimatycznymi instrumentalami wypełniającymi przejścia między różnymi scenami na ścieżce dźwiękowej jest głównie rap, w filmie wykorzystano też parę utworów które na soundtracku (który zakupiłem sobie po czasie) się nie ukazały. Film ma swój własny, specyficzny, niepodrabialny klimat za który go cenię i charyzmatycznego bohatera, Ghost Dog jest jedną z moich ulubionych postaci filmowych a grającego go Foresta Whitakera cenię sobie mocno po dziś dzień.
https://www.cda.pl/video/12186738ad
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
28 dni później
reż. Danny Boyle (2002)
Mam słabość do zombiaków. Lubię gry komputerowe w tej tematyce z legendarną serią Resident Evil na czele, lubię seriale z The Walking Dead. Lubię też filmy.
Filmy z zombie powstawały już od dziesięcioleci. Jedne były lepsze drugie gorsze. W starych filmach zombiaki były zawsze przedstawiane jako bezmózgie i koszmarnie powolne stworzenia. W filmie 28 dni później zostały ukazane w zupełnie inny sposób. Właściwie to nie są takie typowe zombie. To raczej ludzie zarażeni wirusem o nazwie Furia, która wywołuje u nich niekontrolowany wybuch agresji względem wszystkiego, co żyje. Mają tylko jedno pragnienie – zabić, choćby nawet tylko szczura. Są w odróżnieniu od zwykłych zombiaków szybkie i silne. Tutaj już nie ma przelewek. Nawet pojedynczy osobnik może być śmiertelnie groźny. A zarazić się można przez kontakt z choćby jedną kroplą skażonej krwi.
Bohaterowie filmu to zwyczajni, nie przerysowani ludzie. Główną rolę gra znany z wielu produkcji Cillian Murphy. Jako Jim budzi się w opustoszałym szpitalu i ze zdziwieniem odkrywa, że wokół nie ma żywego ducha, a szpital jest kompletnie zdewastowany. To samo z ulicami miasta. Brzmi znajomo? Pewnie, że tak, ale co z tego. Tym bardziej, że film został nakręcony, przynajmniej w tamtym czasie, w bardzo nowatorski sposób. Sceny ucieczek przed zarażonymi są niesamowite. Wystarczy tylko wspomnieć o scenach w kościele lub tunelu.
Już początkowe sceny wyludnionego i zdewastowanego Londynu przytłaczają klimatem. Jim włóczy się po ulicach szukając wyjaśnienia dla zaistniałej sytuacji. Podobają mi się scenki, których nie uświadczy się w standardowych produkcjach – Jim zbiera do reklamówki puszki z napojami zakładając, ze później będzie ich potrzebował. Zbiera nawet porzucone na ulicy pieniądze. To sytuacja raczej niespotykana w hollywoodzkich produkcjach, żeby ukazywać takie przyziemne szczegóły. A prawdopodobnie żaden z nas nie przeszedłby obojętnie obok leżących pieniędzy.
Jim szybko wpada na zarażonych i musi salwować się paniczną ucieczką, podczas której pomaga mu dwójka ocalałych ludzi. Więcej opisywał nie będę, żeby nie spoilerować tym, którzy filmu nie oglądali. W każdym razie ktoś tam w międzyczasie ginie, ktoś dochodzi do grupy. W końcu ocalałym udaje się dotrzeć do mocno ufortyfikowanej posiadłości, gdzie stacjonują dobrze uzbrojeni żołnierze. Wydawać by się mogło, że będą tam bezpieczni, gdy tymczasem stają w obliczu jeszcze większego niebezpieczeństwa. Reżyser udowadnia, że nawet w obliczu największej apokalipsy dla człowieka największym wrogiem jest… inny człowiek.
Z pozoru 28 dni później to kolejna pospolita i wtórna historyjka o zombie. Tymczasem to inteligentny horror, który całą swą grozę zawdzięcza klimatowi, nie zaś krwi wylewającej się z ekranu. W każdej scenie widać znakomitą rękę reżysera. A same zombiaki niekoniecznie są w centrum jego uwagi.
https://www.cda.pl/video/1170853482
reż. Danny Boyle (2002)
Mam słabość do zombiaków. Lubię gry komputerowe w tej tematyce z legendarną serią Resident Evil na czele, lubię seriale z The Walking Dead. Lubię też filmy.
Filmy z zombie powstawały już od dziesięcioleci. Jedne były lepsze drugie gorsze. W starych filmach zombiaki były zawsze przedstawiane jako bezmózgie i koszmarnie powolne stworzenia. W filmie 28 dni później zostały ukazane w zupełnie inny sposób. Właściwie to nie są takie typowe zombie. To raczej ludzie zarażeni wirusem o nazwie Furia, która wywołuje u nich niekontrolowany wybuch agresji względem wszystkiego, co żyje. Mają tylko jedno pragnienie – zabić, choćby nawet tylko szczura. Są w odróżnieniu od zwykłych zombiaków szybkie i silne. Tutaj już nie ma przelewek. Nawet pojedynczy osobnik może być śmiertelnie groźny. A zarazić się można przez kontakt z choćby jedną kroplą skażonej krwi.
Bohaterowie filmu to zwyczajni, nie przerysowani ludzie. Główną rolę gra znany z wielu produkcji Cillian Murphy. Jako Jim budzi się w opustoszałym szpitalu i ze zdziwieniem odkrywa, że wokół nie ma żywego ducha, a szpital jest kompletnie zdewastowany. To samo z ulicami miasta. Brzmi znajomo? Pewnie, że tak, ale co z tego. Tym bardziej, że film został nakręcony, przynajmniej w tamtym czasie, w bardzo nowatorski sposób. Sceny ucieczek przed zarażonymi są niesamowite. Wystarczy tylko wspomnieć o scenach w kościele lub tunelu.
Już początkowe sceny wyludnionego i zdewastowanego Londynu przytłaczają klimatem. Jim włóczy się po ulicach szukając wyjaśnienia dla zaistniałej sytuacji. Podobają mi się scenki, których nie uświadczy się w standardowych produkcjach – Jim zbiera do reklamówki puszki z napojami zakładając, ze później będzie ich potrzebował. Zbiera nawet porzucone na ulicy pieniądze. To sytuacja raczej niespotykana w hollywoodzkich produkcjach, żeby ukazywać takie przyziemne szczegóły. A prawdopodobnie żaden z nas nie przeszedłby obojętnie obok leżących pieniędzy.
Jim szybko wpada na zarażonych i musi salwować się paniczną ucieczką, podczas której pomaga mu dwójka ocalałych ludzi. Więcej opisywał nie będę, żeby nie spoilerować tym, którzy filmu nie oglądali. W każdym razie ktoś tam w międzyczasie ginie, ktoś dochodzi do grupy. W końcu ocalałym udaje się dotrzeć do mocno ufortyfikowanej posiadłości, gdzie stacjonują dobrze uzbrojeni żołnierze. Wydawać by się mogło, że będą tam bezpieczni, gdy tymczasem stają w obliczu jeszcze większego niebezpieczeństwa. Reżyser udowadnia, że nawet w obliczu największej apokalipsy dla człowieka największym wrogiem jest… inny człowiek.
Z pozoru 28 dni później to kolejna pospolita i wtórna historyjka o zombie. Tymczasem to inteligentny horror, który całą swą grozę zawdzięcza klimatowi, nie zaś krwi wylewającej się z ekranu. W każdej scenie widać znakomitą rękę reżysera. A same zombiaki niekoniecznie są w centrum jego uwagi.
https://www.cda.pl/video/1170853482
-
devotional
- Posty: 7378
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Hien zakłada, że dalej chcę brać udział w tej zabawie, a czy zakłada, że dzik sra w lesie?
Życie na podsłuchu (Das Leben der Anderen), 2006
reż. Florian Henckel von Donnersmarck
Dla wszystkich miłośników języka niemieckiego i czasów słusznie minionych, polecam film, który znajduje się w moim osobistym Top 10, i tbh nawet Top 3, zaraz za Zabij mnie, glino, które już znacie. Film ów jest - w mojej skromnej opinii - genialny. Krótka piłka, czegóż to on dotyczy? Ten film to... bajka. Tzn. jest to dramat, i to srogi, ale fabułę ma dosyć bajkową, zwłaszcza, jak zobaczycie jego zakończenie. Takie rzeczy się po prostu nie dzieją i nie działy, ale czyni go to moim zdaniem bardzo magicznym dziełem. Raz, że jest to twór świetnie zrealizowany a dwa, że pokazuje w cudowny sposób zimnowojenny Berlin (który tym razem jest grany przez Berlin, choć miasto ma zdecydowanie drugi plan). Film opowiada historię dramaturga Georga i jego partnerki, aktorki Christy-Marii, oboje są obywatelami NRD i mieszkają, rzecz jasna, po wschodniej stronie muru. Georg jest pupilkiem władzy, jego sztuki doskonale wprost wpisują się w funkcjonujące we wschodnioniemieckiej przestrzeni publicznej (przynajmniej tej) kanony kultury opartej o założenia marksizmu-leninizmu. Któregoś razu na premierę jego kolejnego przedstawienia, poza standardową wierchuszką partyjną, przychodzi jeden z ważniejszych oficerów Stasi wraz ze swoim totumfackim, kapitanem Gerdem. Ów totumfacki jest wprost bewzględnie oddany sprawie, wszędzie węszy spisek, w każdym widzi podejrzanego. Zaczyna więc podejrzewać Georga, że ten aż tak święty nie może być. Żadnym plot twistem nie będzie, jeśli powiem, że ma rację. Ordynuje akcję z jego udziałem, czyli po prostu stała inwigilacja. Decyduje się zająć tym właściwie sam, instaluje się na strychu kamienicy, w której mieszka ów dramaturg i rozpoczyna rejestrację każdego najdrobniejszego szczegółu jego życia. Jak jeszcze dołożymy do tego fakt, że partnerka Georga nie jest mu specjalnie wierna... Oś fabuły więc mamy zarysowaną, co w tym filmie takiego ciekawego? No, sami zobaczycie, po prostu.
Wizualnie film jest dla mnie absolutnie miodny, ujęcia Berlina są świetne, mieszkanie Georga i Christy-Marii wygląda fenomenalnie, planów nie ma nie wiadomo jak wiele, ale wszędzie postarano się o szczegóły (poza jedną rzeczą, ciekawe, czy ktoś się zorientuje, dodam tylko, że chodzi o ministra Bruno Hempfa). Można oczywiście popatrzeć na klasyki dedeerowskiej motoryzacji, są trabanty i warczyburgi, trafił się nawet polski akcent, albowiem ekipa agentów zakładająca aparaturę podsłuchową w mieszkaniu Georga przyjeżdża na miejsce najsłynniejszym towarem eksportowym naszego pięknego kraju, jakim w tamtym czasie był Żuk. Akcja toczy się jesienią, co bardzo fajnie podkreśla klimat panujący w filmie. Muzyka jest dość oszczędna, ale robi klimat. Ogólnie aura filmu jest dość ponura, no ale nie potrafię wyobrazić sobie innej. Bardzo podoba mi się to, jak oddali kwatery Stasi (warto dodać, że sprzęt, którego użyto w filmie to są autentyczne przyrządy inwigilacyjne wypożyczone z muzeów albo prywatnych kolekcji), albo wielkopłytowe osiedle, na którym mieszka kapitan Gerd, imho nie ma się do czego przypieprzyć. No i, kurde, obsada. Nie widziałem jakiejś zatrważającej liczby niemieckich filmów, ale parę nazwisk kojarzę, zaś Wy, PT Forumowicze, skojarzycie jedną mordę - głównego bohatera, a więc dramaturga Georga gra Sebastian Koch, czyli Wolfgang Vogel z Mostu szpiegów wrzucanego na samym początku pierwszej kolejki przez Czeza (jak dawno temu to było lol). Gość generalnie w czym się nie pojawi, to błyszczy. Jest on zresztą jednym z tych niemieckich aktorów, który często występuje w zachodnich (czyt. głównie amerykańskich) produkcjach (grał nawet w piątej części Szklanej pułapki, inne warte odnotowania pozycje to Dziewczyna z portretu czy serial Homeland). Jego partnerkę gra Martina Gedeck (znam ją wyłącznie ze świetnego skądinąd filmu Der Baader-Meinhof Komplex) i też daje radę, choć momentami gra chyba trochę za bardzo (co jest o tyle ciekawe, że gra aktorkę, która ciągle gra lol). Doskonały jest też kapitan Gerd grany przez Ulricha Muehe, niestety już nieżyjącego (zmarł dokładnie rok po premierze wrzucanego przeze mnie filmu). Facet ma aparycję typowego aparatczyka (lol), jego niezmienny właściwie, mocno odczłowieczony wyraz twarzy i generalnie cały entourage jemu towarzyszący, czynią z niego doskonałego wprost agenta wschodnioniemieckiej bezpieki. Aż trudno uwierzyć w to, że gość może mieć jakiekolwiek ludzkie uczucia, wydaje się być maszyną. Tym ciekawiej ogląda się film, zresztą, Muehe wiedział, jak grać taką a nie inną postać, albowiem przed upadkiem muru sam mieszkał w NRD i jako aktor był... inwigilowany. Muehe to tak samo świetny artysta, jak i Koch, choć widziałem go w tylko jednym jeszcze filmie - Funny games Michaela Hanekego. Wciąż, typ dostał za rolę Gerda Wieslera nagrodę główną Europejskiej Akademii Filmowej, całkowicie zasłużenie. Zaś jeśli chodzi o osobę reżysera... Słyszałem tylko o jednym jego dziele poza Życiem na podsłuchu, czyli filmie Turysta z Johnnym Deppem i Angeliną Jolie. Ale nie widziałem, więc się nie wypowiadam.
Także słowem podsumowania, film znów w klimacie zimnowojennym, ale teraz, zamiast wielopoziomowej intrygi międzynarodowej opartej na faktach, jak u Czeza, mamy całkiem lokalny problem, choć wymyślony (tzn. nie wiem nic na temat tego, jakoby ten film miał być oparty o jakąś prawdziwą historię). Wciąż jest Zimna Wojna, wciąż jest Berlin, jest w ogóle schyłek NRD, akcja toczy się w latach 80. tuż przed objęciem stanowiska sowieckiego genseka przez Michaiła Gorbaczowa (choć, o ile to pamiętacie z lekcji historii, to wiecie, że NRD dzięki Erichowi Honeckerowi pozostawało mocno twardogłowe w swoim rozumieniu komunizmu do samego końca). Jest świetna obsada, naprawdę dobra moim zdaniem fabuła, cudowne zdjęcia, plus uważam, że całość broni się przede wszystkim jako trzymający w napięciu thriller (i to napięcie nie słabnie), który sprawnie wykorzystuje istotny historyczny setting bez popadania w jakieś zadęcie (nawet, jeśli plot robi się nieco naiwny w pewnej chwili). Nadmienię, że miałem okazję zobaczyć ten film w kinie, dokąd wybraliśmy się całą szkołą w ogóle, i naprawdę bardzo mnie wciągnął. Podobnie jak wrzucane przeze mnie wcześniej dzieło Bromskiego, to jest coś, co muszę obejrzeć choć raz w roku. A mam tylko 3 takie filmy... I złą wiadomość xD Filmu tego NIE MA na CDA ani na żadnym znanym mi serwisie streamingowym. Można go... wypożyczyć na platformie Cineman za jakieś 10 ziko, ale jeśli komuś szkoda, to ja mam dobrej jakości wersję zassaną z neta, którą mogę wrzucić na nasze forumowe Mega (o ile Hien nie będzie miał nic przeciwko). Więc linku nie zapodam, zresztą, zanim do tej pozycji w ogóle dojdziemy...
Życie na podsłuchu (Das Leben der Anderen), 2006
reż. Florian Henckel von Donnersmarck
Dla wszystkich miłośników języka niemieckiego i czasów słusznie minionych, polecam film, który znajduje się w moim osobistym Top 10, i tbh nawet Top 3, zaraz za Zabij mnie, glino, które już znacie. Film ów jest - w mojej skromnej opinii - genialny. Krótka piłka, czegóż to on dotyczy? Ten film to... bajka. Tzn. jest to dramat, i to srogi, ale fabułę ma dosyć bajkową, zwłaszcza, jak zobaczycie jego zakończenie. Takie rzeczy się po prostu nie dzieją i nie działy, ale czyni go to moim zdaniem bardzo magicznym dziełem. Raz, że jest to twór świetnie zrealizowany a dwa, że pokazuje w cudowny sposób zimnowojenny Berlin (który tym razem jest grany przez Berlin, choć miasto ma zdecydowanie drugi plan). Film opowiada historię dramaturga Georga i jego partnerki, aktorki Christy-Marii, oboje są obywatelami NRD i mieszkają, rzecz jasna, po wschodniej stronie muru. Georg jest pupilkiem władzy, jego sztuki doskonale wprost wpisują się w funkcjonujące we wschodnioniemieckiej przestrzeni publicznej (przynajmniej tej) kanony kultury opartej o założenia marksizmu-leninizmu. Któregoś razu na premierę jego kolejnego przedstawienia, poza standardową wierchuszką partyjną, przychodzi jeden z ważniejszych oficerów Stasi wraz ze swoim totumfackim, kapitanem Gerdem. Ów totumfacki jest wprost bewzględnie oddany sprawie, wszędzie węszy spisek, w każdym widzi podejrzanego. Zaczyna więc podejrzewać Georga, że ten aż tak święty nie może być. Żadnym plot twistem nie będzie, jeśli powiem, że ma rację. Ordynuje akcję z jego udziałem, czyli po prostu stała inwigilacja. Decyduje się zająć tym właściwie sam, instaluje się na strychu kamienicy, w której mieszka ów dramaturg i rozpoczyna rejestrację każdego najdrobniejszego szczegółu jego życia. Jak jeszcze dołożymy do tego fakt, że partnerka Georga nie jest mu specjalnie wierna... Oś fabuły więc mamy zarysowaną, co w tym filmie takiego ciekawego? No, sami zobaczycie, po prostu.
Wizualnie film jest dla mnie absolutnie miodny, ujęcia Berlina są świetne, mieszkanie Georga i Christy-Marii wygląda fenomenalnie, planów nie ma nie wiadomo jak wiele, ale wszędzie postarano się o szczegóły (poza jedną rzeczą, ciekawe, czy ktoś się zorientuje, dodam tylko, że chodzi o ministra Bruno Hempfa). Można oczywiście popatrzeć na klasyki dedeerowskiej motoryzacji, są trabanty i warczyburgi, trafił się nawet polski akcent, albowiem ekipa agentów zakładająca aparaturę podsłuchową w mieszkaniu Georga przyjeżdża na miejsce najsłynniejszym towarem eksportowym naszego pięknego kraju, jakim w tamtym czasie był Żuk. Akcja toczy się jesienią, co bardzo fajnie podkreśla klimat panujący w filmie. Muzyka jest dość oszczędna, ale robi klimat. Ogólnie aura filmu jest dość ponura, no ale nie potrafię wyobrazić sobie innej. Bardzo podoba mi się to, jak oddali kwatery Stasi (warto dodać, że sprzęt, którego użyto w filmie to są autentyczne przyrządy inwigilacyjne wypożyczone z muzeów albo prywatnych kolekcji), albo wielkopłytowe osiedle, na którym mieszka kapitan Gerd, imho nie ma się do czego przypieprzyć. No i, kurde, obsada. Nie widziałem jakiejś zatrważającej liczby niemieckich filmów, ale parę nazwisk kojarzę, zaś Wy, PT Forumowicze, skojarzycie jedną mordę - głównego bohatera, a więc dramaturga Georga gra Sebastian Koch, czyli Wolfgang Vogel z Mostu szpiegów wrzucanego na samym początku pierwszej kolejki przez Czeza (jak dawno temu to było lol). Gość generalnie w czym się nie pojawi, to błyszczy. Jest on zresztą jednym z tych niemieckich aktorów, który często występuje w zachodnich (czyt. głównie amerykańskich) produkcjach (grał nawet w piątej części Szklanej pułapki, inne warte odnotowania pozycje to Dziewczyna z portretu czy serial Homeland). Jego partnerkę gra Martina Gedeck (znam ją wyłącznie ze świetnego skądinąd filmu Der Baader-Meinhof Komplex) i też daje radę, choć momentami gra chyba trochę za bardzo (co jest o tyle ciekawe, że gra aktorkę, która ciągle gra lol). Doskonały jest też kapitan Gerd grany przez Ulricha Muehe, niestety już nieżyjącego (zmarł dokładnie rok po premierze wrzucanego przeze mnie filmu). Facet ma aparycję typowego aparatczyka (lol), jego niezmienny właściwie, mocno odczłowieczony wyraz twarzy i generalnie cały entourage jemu towarzyszący, czynią z niego doskonałego wprost agenta wschodnioniemieckiej bezpieki. Aż trudno uwierzyć w to, że gość może mieć jakiekolwiek ludzkie uczucia, wydaje się być maszyną. Tym ciekawiej ogląda się film, zresztą, Muehe wiedział, jak grać taką a nie inną postać, albowiem przed upadkiem muru sam mieszkał w NRD i jako aktor był... inwigilowany. Muehe to tak samo świetny artysta, jak i Koch, choć widziałem go w tylko jednym jeszcze filmie - Funny games Michaela Hanekego. Wciąż, typ dostał za rolę Gerda Wieslera nagrodę główną Europejskiej Akademii Filmowej, całkowicie zasłużenie. Zaś jeśli chodzi o osobę reżysera... Słyszałem tylko o jednym jego dziele poza Życiem na podsłuchu, czyli filmie Turysta z Johnnym Deppem i Angeliną Jolie. Ale nie widziałem, więc się nie wypowiadam.
Także słowem podsumowania, film znów w klimacie zimnowojennym, ale teraz, zamiast wielopoziomowej intrygi międzynarodowej opartej na faktach, jak u Czeza, mamy całkiem lokalny problem, choć wymyślony (tzn. nie wiem nic na temat tego, jakoby ten film miał być oparty o jakąś prawdziwą historię). Wciąż jest Zimna Wojna, wciąż jest Berlin, jest w ogóle schyłek NRD, akcja toczy się w latach 80. tuż przed objęciem stanowiska sowieckiego genseka przez Michaiła Gorbaczowa (choć, o ile to pamiętacie z lekcji historii, to wiecie, że NRD dzięki Erichowi Honeckerowi pozostawało mocno twardogłowe w swoim rozumieniu komunizmu do samego końca). Jest świetna obsada, naprawdę dobra moim zdaniem fabuła, cudowne zdjęcia, plus uważam, że całość broni się przede wszystkim jako trzymający w napięciu thriller (i to napięcie nie słabnie), który sprawnie wykorzystuje istotny historyczny setting bez popadania w jakieś zadęcie (nawet, jeśli plot robi się nieco naiwny w pewnej chwili). Nadmienię, że miałem okazję zobaczyć ten film w kinie, dokąd wybraliśmy się całą szkołą w ogóle, i naprawdę bardzo mnie wciągnął. Podobnie jak wrzucane przeze mnie wcześniej dzieło Bromskiego, to jest coś, co muszę obejrzeć choć raz w roku. A mam tylko 3 takie filmy... I złą wiadomość xD Filmu tego NIE MA na CDA ani na żadnym znanym mi serwisie streamingowym. Można go... wypożyczyć na platformie Cineman za jakieś 10 ziko, ale jeśli komuś szkoda, to ja mam dobrej jakości wersję zassaną z neta, którą mogę wrzucić na nasze forumowe Mega (o ile Hien nie będzie miał nic przeciwko). Więc linku nie zapodam, zresztą, zanim do tej pozycji w ogóle dojdziemy...
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nie ma czegoś takiego jak forumowe Mega, to nie jest jak drop, nie możecie tam wrzucać swoich rzeczy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Poza prawem (Down by Law, 1986, Jim Jarmusch)
Śmiesznie się złożyło, że jestem drugą osobą w tej kolejce, która wrzuca film Jima Jarmuscha, ale jest to też krzepiące. „Poza prawem” to był pierwszy film, o którym pomyślałem kiedy zakładałem ten temat, ale nie chciałem na początek rzucać coś tak krzyczącego studiami filmoznawczymi i kinem autorskim (a ostatecznie zapodałem Dario Argento, więc ta argumentacja nie ma sensu). W każdym razie, tenże film będący moim rówieśnikiem, zobaczyłem pierwszy raz na, heh, zajęciach z filmoznawstwa w 2008 r. xD Nie pamiętam jak się dokładnie nazywały te zajęcia, ale prowadziła je bardzo fajna babka, z którą potem piłem piwo i nawet na moment przeszliśmy na ty (ale daliśmy spokój, bo średnio się tak dało funkcjonować na terenie uczelni). Nie ważne.
Film ujął mnie kilkoma elementami, ale przede wszystkim z dwóch powodów. Po pierwsze niesamowita obsada: Roberto Benigni, to gość którego niektórzy mogą kojarzyć jak na ceremonii rozdania Oscarów łaził po krzesłach (oraz wygrał Oscara), tutaj w swojej pierwszej roli poza Włochami, Tom Waits, który jest nie tylko wyśmienitym piosenkarzem i piosenkopisarzem, ale też doskonałym aktorem oraz John Lurie, głównie znany jako muzyk, ale też autor wielu świetnych ról. Chemia jaka jest między tymi facetami spaja ten film w niespotykany sposób, do tego wrócę. Po drugie: stylówa Jima Jarmuscha, zarówno jako scenarzysty, jak i reżysera. Tutaj nie za bardzo da się, lub jest co wyjaśniać, jeżeli człowiek odczuwa wielką przyjemność z samego patrzenia na film, bo jest w taki, a nie inny sposób nakręcony, to znaczy, że po prostu trafił swój na swego, i tyle.
Jest to o tyle istotne, że film sam w sobie jest bardzo prosty. Nie chcę powiedzieć, że o niczym, bo to nie prawda, ale jest on, że się tak pokracznie wyrażę – bardzo mało o czymś. Przynajmniej przy pobieżnym rzucie oka. Trzech gości trafia do pierdla. Zack i Jack (Waits i Lurie) są ofiarami ustawek i nie popełnili zarzucanych im czynów. Bob (Benigni) siedzi za nieumyślne zabójstwo i ledwo mówi po angielsku. Bohaterowie przechodzą przez wszystkie możliwe fazy tej przypadkowej znajomości, aż w końcu udaje im się uciec (co wcale nie kończy filmu). Fabularna prostota zdaje się momentami wręcz pretekstem dla istnienia kolejnych jarmuschowych ujęć, ale jest tu tez więcej. Doskonała muzyka (autorstwa samego Luriego), błyskotliwe dialogi i naprawdę śmieszne sceny. Do tego, wspomniana wcześniej chemia między Waitsem, Luriem, a Benignim, która sprawia, że równie dobrze mogliby siedzieć przez cały film w jednym, pustym pokoju, a i tak każdy chłonąłby każdą scenę. Inna sprawa, że ostatecznie, ten film jest bardzo o czymś, pytanie, czy uda wam się to dostrzec.
Wtedy w 2008 r., kupiłem sobie „Poza prawem” na dvd (leżał gdzieś w koszu tanich filmów), i często go oglądałem na moim małym, kineskopowym telewizorku z podłączonym PlayStation 2. Kocham ten film i mam nadzieję, że wy też go pokochacie.
https://www.youtube.com/watch?v=jnBLG2yn_ac
uwaga, na razie daję linka do YT, do wersji po angielsku, bez napisów. Nie ma tego na cda, ani żadnym darmowym online playerze (przynajmniej po szybkim riserczu). Postaram się w miarę szybko dostarczyć wersję po polsku, żeby każdy mógł w spokoju obejrzeć.
Śmiesznie się złożyło, że jestem drugą osobą w tej kolejce, która wrzuca film Jima Jarmuscha, ale jest to też krzepiące. „Poza prawem” to był pierwszy film, o którym pomyślałem kiedy zakładałem ten temat, ale nie chciałem na początek rzucać coś tak krzyczącego studiami filmoznawczymi i kinem autorskim (a ostatecznie zapodałem Dario Argento, więc ta argumentacja nie ma sensu). W każdym razie, tenże film będący moim rówieśnikiem, zobaczyłem pierwszy raz na, heh, zajęciach z filmoznawstwa w 2008 r. xD Nie pamiętam jak się dokładnie nazywały te zajęcia, ale prowadziła je bardzo fajna babka, z którą potem piłem piwo i nawet na moment przeszliśmy na ty (ale daliśmy spokój, bo średnio się tak dało funkcjonować na terenie uczelni). Nie ważne.
Film ujął mnie kilkoma elementami, ale przede wszystkim z dwóch powodów. Po pierwsze niesamowita obsada: Roberto Benigni, to gość którego niektórzy mogą kojarzyć jak na ceremonii rozdania Oscarów łaził po krzesłach (oraz wygrał Oscara), tutaj w swojej pierwszej roli poza Włochami, Tom Waits, który jest nie tylko wyśmienitym piosenkarzem i piosenkopisarzem, ale też doskonałym aktorem oraz John Lurie, głównie znany jako muzyk, ale też autor wielu świetnych ról. Chemia jaka jest między tymi facetami spaja ten film w niespotykany sposób, do tego wrócę. Po drugie: stylówa Jima Jarmuscha, zarówno jako scenarzysty, jak i reżysera. Tutaj nie za bardzo da się, lub jest co wyjaśniać, jeżeli człowiek odczuwa wielką przyjemność z samego patrzenia na film, bo jest w taki, a nie inny sposób nakręcony, to znaczy, że po prostu trafił swój na swego, i tyle.
Jest to o tyle istotne, że film sam w sobie jest bardzo prosty. Nie chcę powiedzieć, że o niczym, bo to nie prawda, ale jest on, że się tak pokracznie wyrażę – bardzo mało o czymś. Przynajmniej przy pobieżnym rzucie oka. Trzech gości trafia do pierdla. Zack i Jack (Waits i Lurie) są ofiarami ustawek i nie popełnili zarzucanych im czynów. Bob (Benigni) siedzi za nieumyślne zabójstwo i ledwo mówi po angielsku. Bohaterowie przechodzą przez wszystkie możliwe fazy tej przypadkowej znajomości, aż w końcu udaje im się uciec (co wcale nie kończy filmu). Fabularna prostota zdaje się momentami wręcz pretekstem dla istnienia kolejnych jarmuschowych ujęć, ale jest tu tez więcej. Doskonała muzyka (autorstwa samego Luriego), błyskotliwe dialogi i naprawdę śmieszne sceny. Do tego, wspomniana wcześniej chemia między Waitsem, Luriem, a Benignim, która sprawia, że równie dobrze mogliby siedzieć przez cały film w jednym, pustym pokoju, a i tak każdy chłonąłby każdą scenę. Inna sprawa, że ostatecznie, ten film jest bardzo o czymś, pytanie, czy uda wam się to dostrzec.
Wtedy w 2008 r., kupiłem sobie „Poza prawem” na dvd (leżał gdzieś w koszu tanich filmów), i często go oglądałem na moim małym, kineskopowym telewizorku z podłączonym PlayStation 2. Kocham ten film i mam nadzieję, że wy też go pokochacie.
https://www.youtube.com/watch?v=jnBLG2yn_ac
uwaga, na razie daję linka do YT, do wersji po angielsku, bez napisów. Nie ma tego na cda, ani żadnym darmowym online playerze (przynajmniej po szybkim riserczu). Postaram się w miarę szybko dostarczyć wersję po polsku, żeby każdy mógł w spokoju obejrzeć.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No więc?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6856
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Jestem, żyję
Psy
reż. Władysław Pasikowski
Swój falstart w zabawie zaczynam od filmu, który ma status kultowego. W sensie dla mnie, aczkolwiek słyszałem opinie, że powszechnie także, więc skoro tak jest, to kim ja jestem, by z taką opinią polemizować? Żeby wam tylko nieco zobrazować status tego filmosa u mnie, pomknę jedynie, że nie jestem typem człowieka, który jakoś często wraca do obejrzanych dzieł, a wspominaną produkcję obejrzałem dobre kilkanaście razy, wracam do niej cyklicznie i jak tylko zobaczę jakąś powtórkę w TV, to nie odpuszczam.
Moja pierwsza styczność z tym filmem to okolice lata 2008 - prehistoria, jak sobie tak pomyślę, czasy w których słowo Netflix nikomu za bardzo w Polsce nic nie mówiło i gdyby kolega Robert partycypował w tej zabawie, to by poczuł się dziwnie, gdybym mu powiedział, że swego czasu filmy oglądało się na takich plastikowych krążkach, które nazywano DVD. Ja takowy krążek z opisywanym filmem pożyczyłem od kolegi, co pamiętam szczególnie dobrze, bo w sumie prawie nigdy od niego nie pożyczałem filmów, a wówczas pożyczyłem ze trzy, z czego dwa do dziś gdzieś się pewnie kurzą w odmętach mojego domu rodzinnego. Wspominam o tym nieprzypadkowo, bo mimo iż film mi się spodobał, to jednak umówmy się - będac tym nastoletnim szczylem GÓWNO z niego zrozumiałem, poza tym, że jest dużo przekleństw, efektownych scen i mocnych onelinerów.
I o ile to są rzeczy, za którę cenię sobie i szanuję ten film po dziś dzień, tak jednak po kilkunastu latach i kilkudziesięciu seansach dostrzegam tu trochę więcej. To po prostu świetny film o Polsce z okresu transformacji ustrojowej - tego specyficznego czasu, kiedy to się okazało, że po upadku jednego popierdolonego ustroju zapanował kolejny, wcale nie lepszy, no i niby faktycznie wszystko się pozmieniało, ale nikt za bardzo nie ma sensownego pomysł na to jak to ogarnąć, a to generuje nowe problemy oraz straszny chaos. I tak jak większości ówczesnej kinematografii polskiej nie da się oglądać, bo to zachłyśnięcie się Ameryką i kapitalizmem z obecnej perspektywy jest po prostu groteskowe, tak Psy pod tym aspektem zestarzały się jak dobre wino. Wajda kiedyś powiedział, że Pasikowski ma coś, czego on już wtedy nie miał - umiejętność "wyczucia" widza, ja zaryzykuję stwierdzenie, że to poprzez jego zmysł obserwacji, który pozwolił mu przekonująco przedstawić ówczesny syf: palenie teczek, rozwijającą się przestępczość zorganizowaną, nieporadność raczkującej policji, która składała się z wiecznie pijanych byłych ubeków oraz nieopierzonych nowicjuszy.
Ja to generalnie uważam, że takie przekonujące ukazywanie świata przedstawionego czy tam wycinka rzeczywistości, to jest coś, co oddziela dobre filmy od tych większych, bo jednak nawet najwybitniejsza narracja nie będzie błyszczeć bez odpowiedniego tła. Pewnie gdyby nie to, o czym piszę zasłaniałbym się po prostu sentymentem, chociaż prawdę powiedziawszy - cholera to wie. Historia o dobrym policjancie, a może nie tyle dobrym, co mniej złym i mającym jakiś podstawowy kodeks etyczny oraz o przyjaźni, miłości i zdradzie jest okej, ale to nie jest coś, co mnie w tym filmie najbardziej ujmuje. Prawdę powiedziawszy wątek miłosny to mnie nigdy do końca nie przekonywał, ale rozumiem, że był potrzebny, chociaż przyznaję, że jednak trochę kręcę oczami widząc Lindę świrującego z gówniarą. Na szczęście tych scen nie ma jakoś dużo, a poza nimi przewija się na planie masa charakterystycznych i swietnie zagranych postaci, jak chociażby "służbista" Nowy grany przez Pazurę (btw strasznie Pasikowski spieprzył te postać w dwójce) niepokojący i tajemniczy major Gross brawurowo zagrany przez Janusza Gajosa, drobny cwaniaczek Olo i w sumie to zaraz się okażę, że wymienię pół obsady, więc tylko dodam, że bardzo doceniam wręcz komediową groteskowość współpracowników Franza z komendy, na czele z postacią Młodego, którego zagrał, notabene, młody Lubaszenko.
O dialogach w tym filmie powiedziano pewnie WSZYSTKO, nie bez kozery przeszły do języka powszechniego i w sumie to sam regularnie cytuję ten film, a pewnie jakbym się uparł, to bym mógł z kimś przeprowadzić rozmowę wyłącznie cytatami z tego filmu. Zdjęcia, ujęcia, muzyka - wszystko tu jest TOP. Ja tylko dodam, że scena w motelu Max jest jedną z najlepiej nakręconych tego typu scen, jakie widziałem w polskim kinie, a może i w ogóle.
Dobra, ja czekam na wasze opinie, komentarze, recenzje, bluzgi. BIERZCIE I OGLĄDAJCIE TO
https://35mm.online/vod/fabula/psy
Psy
reż. Władysław Pasikowski
Swój falstart w zabawie zaczynam od filmu, który ma status kultowego. W sensie dla mnie, aczkolwiek słyszałem opinie, że powszechnie także, więc skoro tak jest, to kim ja jestem, by z taką opinią polemizować? Żeby wam tylko nieco zobrazować status tego filmosa u mnie, pomknę jedynie, że nie jestem typem człowieka, który jakoś często wraca do obejrzanych dzieł, a wspominaną produkcję obejrzałem dobre kilkanaście razy, wracam do niej cyklicznie i jak tylko zobaczę jakąś powtórkę w TV, to nie odpuszczam.
Moja pierwsza styczność z tym filmem to okolice lata 2008 - prehistoria, jak sobie tak pomyślę, czasy w których słowo Netflix nikomu za bardzo w Polsce nic nie mówiło i gdyby kolega Robert partycypował w tej zabawie, to by poczuł się dziwnie, gdybym mu powiedział, że swego czasu filmy oglądało się na takich plastikowych krążkach, które nazywano DVD. Ja takowy krążek z opisywanym filmem pożyczyłem od kolegi, co pamiętam szczególnie dobrze, bo w sumie prawie nigdy od niego nie pożyczałem filmów, a wówczas pożyczyłem ze trzy, z czego dwa do dziś gdzieś się pewnie kurzą w odmętach mojego domu rodzinnego. Wspominam o tym nieprzypadkowo, bo mimo iż film mi się spodobał, to jednak umówmy się - będac tym nastoletnim szczylem GÓWNO z niego zrozumiałem, poza tym, że jest dużo przekleństw, efektownych scen i mocnych onelinerów.
I o ile to są rzeczy, za którę cenię sobie i szanuję ten film po dziś dzień, tak jednak po kilkunastu latach i kilkudziesięciu seansach dostrzegam tu trochę więcej. To po prostu świetny film o Polsce z okresu transformacji ustrojowej - tego specyficznego czasu, kiedy to się okazało, że po upadku jednego popierdolonego ustroju zapanował kolejny, wcale nie lepszy, no i niby faktycznie wszystko się pozmieniało, ale nikt za bardzo nie ma sensownego pomysł na to jak to ogarnąć, a to generuje nowe problemy oraz straszny chaos. I tak jak większości ówczesnej kinematografii polskiej nie da się oglądać, bo to zachłyśnięcie się Ameryką i kapitalizmem z obecnej perspektywy jest po prostu groteskowe, tak Psy pod tym aspektem zestarzały się jak dobre wino. Wajda kiedyś powiedział, że Pasikowski ma coś, czego on już wtedy nie miał - umiejętność "wyczucia" widza, ja zaryzykuję stwierdzenie, że to poprzez jego zmysł obserwacji, który pozwolił mu przekonująco przedstawić ówczesny syf: palenie teczek, rozwijającą się przestępczość zorganizowaną, nieporadność raczkującej policji, która składała się z wiecznie pijanych byłych ubeków oraz nieopierzonych nowicjuszy.
Ja to generalnie uważam, że takie przekonujące ukazywanie świata przedstawionego czy tam wycinka rzeczywistości, to jest coś, co oddziela dobre filmy od tych większych, bo jednak nawet najwybitniejsza narracja nie będzie błyszczeć bez odpowiedniego tła. Pewnie gdyby nie to, o czym piszę zasłaniałbym się po prostu sentymentem, chociaż prawdę powiedziawszy - cholera to wie. Historia o dobrym policjancie, a może nie tyle dobrym, co mniej złym i mającym jakiś podstawowy kodeks etyczny oraz o przyjaźni, miłości i zdradzie jest okej, ale to nie jest coś, co mnie w tym filmie najbardziej ujmuje. Prawdę powiedziawszy wątek miłosny to mnie nigdy do końca nie przekonywał, ale rozumiem, że był potrzebny, chociaż przyznaję, że jednak trochę kręcę oczami widząc Lindę świrującego z gówniarą. Na szczęście tych scen nie ma jakoś dużo, a poza nimi przewija się na planie masa charakterystycznych i swietnie zagranych postaci, jak chociażby "służbista" Nowy grany przez Pazurę (btw strasznie Pasikowski spieprzył te postać w dwójce) niepokojący i tajemniczy major Gross brawurowo zagrany przez Janusza Gajosa, drobny cwaniaczek Olo i w sumie to zaraz się okażę, że wymienię pół obsady, więc tylko dodam, że bardzo doceniam wręcz komediową groteskowość współpracowników Franza z komendy, na czele z postacią Młodego, którego zagrał, notabene, młody Lubaszenko.
O dialogach w tym filmie powiedziano pewnie WSZYSTKO, nie bez kozery przeszły do języka powszechniego i w sumie to sam regularnie cytuję ten film, a pewnie jakbym się uparł, to bym mógł z kimś przeprowadzić rozmowę wyłącznie cytatami z tego filmu. Zdjęcia, ujęcia, muzyka - wszystko tu jest TOP. Ja tylko dodam, że scena w motelu Max jest jedną z najlepiej nakręconych tego typu scen, jakie widziałem w polskim kinie, a może i w ogóle.
Dobra, ja czekam na wasze opinie, komentarze, recenzje, bluzgi. BIERZCIE I OGLĄDAJCIE TO
https://35mm.online/vod/fabula/psy
DEPESZWIZJA 118: edycja instrumentalna (bez ambientu)
DO WTORKU POŁUDNIA
DO WTORKU POŁUDNIA
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No to startujemy z pogorzeliskiem Czeza
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13787
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
LOL nie zauważyłem że mentos w końcu wrzucił xDddd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Pierwszy raz w życiu obejrzę Psy. 
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Człowieku, co to za smutne miny. Ciesz się!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Piesely dobre sa 
Enjoy The Silence
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Pogorzelisko obejrzane.
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To śmiało pisz co sądzisz.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn