Best of Forum IV

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum IV

Post 31 lip 2023 09:00

Już miałem wklejać recki, a tu przecież nie było jeszcze nawet podsumowania kolejki. :roll:
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 31 lip 2023 09:08

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 31 lip 2023 09:39

shodan pisze:
31 lip 2023 09:00
Już miałem wklejać recki, a tu przecież nie było jeszcze nawet podsumowania kolejki. :roll:
Ale na podsumowanie 25tki (bo rozumiem, że pod tym rozumiesz kolejkę) jest akurat dużo czasu i niech sobie każdy to dłubie ile chce. Tutaj jest osobny byt.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 31 lip 2023 10:13

Tak wiem, chodziło mi o powyższą pleykę, żeby był porządek.

Rihanna – Disturbia


Nie kojarzę raczej tego utworu, bo ja Rihannę znam dosyć wybiórczo. Trochę się zdziwiłem, że na albumie Good Girl Gone Bad, który posiadam i poznałem po okładce, nie ma tego utworu. Dopiero potem doczytałem, że to jakiś dodatkowy utwór z reedycji.
No cóż, Rihannę lubię, choć nigdy się w jej muzykę jakoś głębiej nie wkręciłem. Bo to raczej taka muzyka nastawiona typowo na przebojowość. Jej single to zazwyczaj bardzo radiowe numery. Disturbia też należy do tej kategorii. Nie szarpie mi serca, nie wyciska łez wzruszenia ani nie powoduje dreszczy. To raczej ten rodzaj muzyki, który fajnie sobie posłuchać czasami, pobujać się, potupać nóżką. Disturbia to faktycznie taki idealny numer na lato do samochodu. Bardzo lubię i cenię sobie głos Rihanny. Choć jednocześnie ten głos nie czaruje mnie tak jak parę innych pań. Jest raczej dosyć jednostajny, bez spektakularnych figur.
No ale Disturbia to miał być letni przebój i jest. Refren się mocno wkręca, reszta też fajna i rytmiczna. A do słuchania w fotelu wieczorem znajdę sobie inną nutę.

Maya - Lait de Coco

No typowy letniaczek, w dodatku w stylu Murzyna. Generalnie był czas, kiedy bardzo lubiłem piosenkę francuską. Było to jakieś 20 lat temu. Właściwie nadal lubię, choć już rzadko coś posłucham. Po prostu faza minęła. Utwór Lait de Coco jako taki podkładzik lecący w tle jest całkiem spoko. W takim charakterze zapewne spełnia swoją rolę. Na pewno jednak nie należy do tej kategorii muzycznej, która na stałe zagości na moim dysku. Tym bardziej, że to jedyny utwór gościa jak twierdzi Jacek. Tak więc posłuchać można, ale bez szans na bliższe poznanie. Bo nie ma tu w zasadzie nic, co by mnie do tego mogło skłonić. Zwyczajny utwór jakich wiele. Ot taka ciekawostka i tyle.
A występu w tv z tymi dwoma półnagimi gorylkami wolałbym chyba jednak nie zobaczyć. :P

Kelis - Trick Me

Czytam opis deva myśląc nie wiem czemu o Dragonie. I w głowę zachodzę, jakim cudem Dragon w 2004 miał 15 lat? No zdarzają mi się takie rzeczy nie pierwszy raz.
Utwór doskonale znam. Zgadzam się, że to dobry przebój na lato. Często latał rzeczywiście po stacjach telewizyjnych i radiowych. To dosyć podobny rodzaj muzyki co Disturbia. Przebojowej, fajnej na tę porę roku. Lekko reggae’ujący rytm, spoko wokal, niezła melodia. Ten przebój mógłby z powodzeniem być sobie w samochodowej playliście obok Rihanny. Oczywiście podczas letnich przejażdżek. O innych porach roku nie planuję raczej powrotów. No chyba, że miałbym takie fajne z tą muzyką związane wspomnienia z pacholęcych lat co dev.

Peja/Slums Attack - Co Cię boli?

Bolą mnie nieco takie wrzutki he he.
No cóż, z poznańskich gadaczy to ja tylko 52 Dębiec mogę posłuchać z własnej woli.
Pamiętam czasy, kiedy Rychu potwornie mnie irytował. Prawie każdy polski raper mnie irytował, ale Peja w szczególności. Potem mi przeszło. Teraz w sumie do niego nic tam nie mam. Jego sposób rapowania i głos zawsze trochę mnie bawiły. Ale i tak wolę w tej chwili posłuchać Rycha, niż jakiegoś innego polskiego rapera. Co wcale nie znaczy, że mam ochotę go słuchać. Bo ta muzyka ziębi mnie totalnie. Przed chwilą mieliśmy do dyspozycji album Notoriusa i jak na dłoni widać gigantyczną różnicę między hip-hopem naszym a tym zza oceanu. Bit jak bit. Nic szczególnego, ale w sumie może być. Tekst za to raczej na nie. Nie wiem naprawdę czemu ci raperzy zawsze muszą sobie nawzajem dowalać do pieca i prowadzić ze sobą te muzyczne wojny. Tak ja wiem, że w USA jest to samo, a nawet bardziej, bo tam się nawet potrafią zabijać. Ale nie znając angielskiego chociaż tego nie rozumiem i mogę się skupić tylko na muzyce. Tutaj już się tak nie da, bo te śmieszne teksty przesiąknięte przekleństwami docierają do świadomości, choć wcale tego nie chcę.
Oczywiście powiecie, że jestem hipokrytą, bo sam wrzucałem 52 Dębiec. I to w sumie prawda. Każdy jest czasami hipokrytą. Nie wiem jak to działa, że 52 Dębiec jako jedyny mi nie przeszkadza, a nawet się w paru utworach podoba mimo, że pochodzi z tego samego znienawidzonego przeze mnie środowiska. Ale takie są fakty.
Podsumowując nie mam nic do Rycha generalnie jako do człowieka, choć ochoty na jego muzykę raczej też nie mam.

Oppenheimer Analysis - Martyr

No sporo w tym utworze… Depeche Mode. Bo nie dość, że tytuł utworu identyczny jak tytuł wspaniałego singla DM z 2006r., to jeszcze galopujący charakterystyczny rytm żywcem podpieprzony depechom z utworu Nodisco. Ten utwór mógłby z powodzeniem być jakimś b-sidem lub bonus trackiem ze S&S autorstwa niejakiego Vinca Clarka i wcale bym nie był zdziwiony. Oldschoolowa elektronika z lat 80’, całkiem fajny refren. No spoko muzyczka. W sam raz do posłuchania z dwa razy na rok jak S&S.

Sporo w tej kolejce było przebojowości, a mało wyrafinowania. Sam oczywiście też się wpisałem w ten trend. No i fajnie, choć mam nadzieję, że wkrótce powoli zacznie się to zmieniać.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 31 lip 2023 10:24

Wuja: wrzuca LSD feat Sia
również Wuja: czepia się Rihanny za prosty, letni numer, który nie powoduje łez i nie szarpie serca xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 31 lip 2023 10:44

Ale ja się nie czepiam, tylko stwierdzam pewne fakty. Źle mnie zrozumiałeś. LSD też nie ściska mi serca, a jednak jest w mojej bestce. Bo czasem człowiek ma ochotę na jakiś lekki niezobowiązujący przebój. Genius i Disturbia to ten sam sort muzyczny. I oba utwory lubię w bardzo podobny sposób.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 31 lip 2023 18:21

Mentos - Lait de Coco

Słucham numeru, widzę okładkę i już trochę mam gumisie, ale potem oglądam ten rewelacyjny (i rewelacyjnie cringowy) klip i wiem, że tego nie odzobaczę. Gdyby Biggie i Mentos mieli syna, to nazywałby się on Philippe Touboul i grał letniaczki pod pseudonimem Maya.
Jak to jest z tym Murzynem? Jeśli chodzi o tego typu muzykę, to niekwestionowanym zwycięzcą, panem i władcą w tej bestce, jest właśnie on. Chłop dostarcza z taką lekkością, że specjalnie na jego wrzuty powinna istnieć kompilacja zatytułowana „Effortless Summer”. Kawałek od początku uderza tym ejtisowo-egzotycznym klimatem oraz najpiękniejszą na świecie partią pianina. Ten numer jest jak lekki, idealnie chłodny powiew wiatru w upalny, słoneczny dzień. Kiedy tylko wchodzi Maya z „elle etait allongee sur la plage”, to wiadomo, że będzie grubo, a ja się dodatkowo zastanawiam, jak to jest, że on nic więcej nie nagrał. To nie jest tak, że każdy prezenter radiowy umie śpiewać, czego ja sam jestem najlepszym przykładem, a Philippe ma głos nieprzeciętny, tęskny i idealny do śpiewania tego tekstu. Wpisuje się to też jakby w narracje, którą stworzyłem przy mojej poprzedniej wrzucie, kiedy pisałem o „sennym” charakterze urlopu, czy pobytu na wakacjach, jakiegoś uczucia nierealności i tego, jak człowiek wraca potem do domu i ma wrażenie, że mu się to wszystko po prostu śniło.
„Lait de Coco” to rzeczywiście jest idealny sequel do zeszłorocznego Marengo, wytwarza podobną atmosferę, mimo że kawałek jest inny. Pojawiające się saxy z delayem podbijają ejtisowy feeling, który w polskiej muzyce ciągnął się jeszcze przez całe lata 90-te (i to z fajnymi rezultatami). Wysoko grany basik pachnie plażą, podobnie zagrywki gitarowe. Ale to nie jest tak, że wrócę do domu i nagle stwierdzę, że już „Lej du kuku” nie mogę słuchać, będę do tego wracał regularnie, tak jak wraca się do pięknych wspomnień.

Kelis - Trick Me

Bicik ala wrzucanie czegoś do kosza na śmieci, ta gitara, wracają zerosy do bestki. Ja pewnie też to wtedy gdzieś słyszałem, ale kompletnie tego nie pamiętam, bo miałem wtedy okres wypinania się dupą na wszystko co nie było DM. Bawi mnie jak Dev pisze, że no przecież nie było tylko DM, bo przecież było ALPHAVILLE, więc dużo muzy ogarniał xDDDD Nie wiem czy by mi przeszło przez klawiaturę „mija mi 20 lat DEPESZOWANIA”, i to przy okazji takiej wrzuty, która to jest wrzutą spoko. Jak zaznaczyłem wyżej, ja ani tego kawałka, ani Kelis nie znam, CHOCIAŻ to łoo-ooo-oo coś mi mówi i możliwe, że ten numer leży gdzieś głęboko w śmietniku mojej podświadomości. Nie wiem. Wiem natomiast, że jest to spoko, ma ten zerosowy swag, i kiedy tego słucham, to od razu widzę laski w biodrówkach i kolorowych bluzach, bo tak wyglądały dosłownie wszystkie nastolatki wtedy. Kiedyś to już o czymś pisałem (możliwe nawet, że w związku z czymś co wrzucał Dev), że ciekawe są momenty kiedy nostalgizuję do czegoś, czego nawet nie kojarzę, ale ma to tak silny pierwiastek jakiegoś konkretnego okresu w czasie, że i tak działa. To jest dobry przykład, a ponadto, tak jak Dev napisał, jest to kawał dobrej, letniaczkowej muzyki. I fajnie.

4 The Cause – Stand By Me

O, mam wrażenie, że jakiś czas temu wspominałem o tej wersji. Wuja pięknie się wstrzelił, w zasadzie jeszcze piękniej by się wstrzelił gdyby to zapodał w poprzedniej kolejce obok „I’ll Be Missing You” Melkiego, bo o ile Puff Daddy kojarzy mi się mocno z latem 1997 r., to „Stand By Me” stanowi muzyczny wpis z pamiętnika na wakacje 1998 r. Pamiętam klip, który leciał często, pamiętam jaka chillowa była ta wersja (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to cover) i jak bardzo pasowała do aury wakacji nad morzem. Leciało to dosłownie ciągle i wszędzie, podobnie jak „Mambo no 5”, czy „Riddle” w odpowiednich latach. Wprawdzie NIE SZARPIE Z SERCE, ANI NIE POWODUJE ŁEZ HEHE, ale przecież muzyka może mieć różne oblicza i działać na nas w mniej emocjonalny sposób. Mnie wystarczy wartość sentymentalna, ale na sucho też mogę docenić, bo jest co. Fajny bit, fajna aranżacja, fajny pomysł na unowocześnienie tego starego przeboju. Co ciekawe, to byli Amerykanie nagrywający w Niemczech. Niemcy naprawdę trzymali wtedy europejskie listy przebojów za jaja, aż musiałem sprawdzić, czy ich nie stworzył Frank Farian. Śmiesznie, że dla mnie to są wspomnienia z dzieciństwa (miałem 12 lat), a Wujowi się kojarzą ze ślubem. Ale Wuja, nie smutaj, że to było dawno, małżeństwo nadal żyje, więc masz powody do zadowolenia. Młodsi i tak nie będziemy.

Peja/Slums Attack - Co Cię boli?

Nie lubię Rycha, uważam, że raper z niego średni, a jako człowieka nie lubię go jeszcze bardziej. Tym samym negatywny bias na wstępnie jest mocny. W polskim hh nie siedziałem nigdy za mocno, nie plątałem się po blokowiskach bez celu słuchając muzy, więc ostatecznie niewiele z tego do mnie docierało, i jakieś tam beefy Peji, czy jakieś odrzucane murzyny kiedy on rapuje o tym jaki jest zajebisty, a reszta to zazdrośni pozerzy, no ja mam wyrąbane na to, nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Domyślam się, że kiedyś to mogło jeszcze brzmieć wiarygodnie, ale teraz chyba mało kto Rychowi by wierzył. Ok, jestem z Łodzi, mamy OSTRego, więc teoretycznie nie powinienem się naśmiewać, ale chyba nawet Ostrowskiego szanuje bardziej. Po tym, mówiąc delikatnie, wkurwionym wstępie, mogę dorzucić tyle, że kawałek jest spoko. Rap Peji, nic nowego, dla mnie to pijany dres robiący awanturę pod sklepem, ale wyjątkowo nie psuje to tutaj niczego, podkład jest całkiem ok, flow robi pozytywne wrażenie i ta arogancka, agresywna stylówa tutaj pasuje. Może nawet mógłbym zacząć się z Rychem przepraszać, sam wyciągnąć rękę na zgodę, ale nie chce mi się, jakoś sobie ułożę życie bez słuchania większej ilości jego płyt. Tym samym, „Co cię boli?” Peja mógłby śpiewać nawet do mnie, ale ktoś musi być tym złym gliną.

Oppenheimer Analysis - Martyr


Mam kilka skojarzeń w związku z tym kawałkiem. Po pierwsze, są to te wszystkie numery Red Flag, które krążyły niegdyś w internecie podpisane jako dema Alana. Po drugie, kiedy tego słucham, przypomina mi się mój bardzo krótki i pozbawiający złudzeń moment, który spędziłem na fejsowych muzbawkach. Co jakiś czas (czyt. parę razy dziennie), jakiś młodocian zarzucał czymś starym, zapomnianym i z dupy, próbując sprzedać to jako jakiś kompletnie nieznany klejnot Nilu, który w efekcie powinien spowodować snowball pojary, jakby to było co najmniej odkrycie Long Season na RYMie. Tymczasem większość tych numerów, to były słusznie zapomniane średniaki. I tak niestety odbieram tego lokalnego „Martyra” (ten tytuł jednak piętnuje). Jak się kawałek zaczął, to pomyślałem ‘co to za Everything Counts na kiju?”, ale z biegiem numeru zrozumiałem, że źle kombinuję. To nie jest EC na kiju, to jest cała elektronika na kiju. Wokalista jęczy niczym Bernard Sumner, ale nieumiejący śpiewać (co jest osiągnięciem, bo Bernard sam w sobie nie specjalnie umie śpiewać). Ten kawałek brzmi jak pierdyliard demówek zespołów, które nigdy się nie dopchały, a czemu się nie dopchały? Bo znaleźli się lepsi. Dla mnie to żadna perełka i kompletnie rozumiem czemu to nie było bardziej znane. Adrian Musiał robił lepsze rzeczy w tym stylu i to do szuflady.
Nie lubię mehać na wasze wrzuty, ale tutaj mamy niestety przykład generycznego, elektronicznego eksperymentu, który dziś istnieje tylko po to, aby jacyś zapaleńcy z RYM, itd., mogli go odkrywać i liczyć, że okryją się chwałą, powodując revival jakiegoś obskjurowego zespołu. Widzę, że dyskografia skromna i rozsiana grubo po dekadach. Z jakiegoś powodu, którego sam nie umiem wyjaśnić, mam ochotę sprawdzić te albumy, żeby dowiedzieć się, czy cokolwiek z tego wychodzi poza ten lekko tandeciarski szablon, czy może jednak faktycznie ich tylny katalog kryje rzeczy wybitne. Kto wie, może się skuszę. Nie uważam „Martyra” za gówno, ale nie pojaram się.

Kolejka ogólnie ok, Panowie Murzyn, Dev i Wuja (z naciskiem na Murzyn) dostarczyli fajne rzeczy, z Rychem się nie lubimy więc nie było mi łatwo, ale ostatecznie musze mu przyznać dobry numer, a Mentos... powiedzmy, że największym jego sukcesem w tej kolejce było zaśpiewanie "Lej du kuku".
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 31 lip 2023 19:51

shodan pisze:
31 lip 2023 10:13
Sporo w tej kolejce było przebojowości, a mało wyrafinowania.
que?

Nie ma szans żebym wrzucił Kelis, choć Midnight Snacks jest smakowite ;)
Hien pisze:
31 lip 2023 18:21
mamy OSTRego, więc teoretycznie nie powinienem się naśmiewać
Parę jego kawałków też znam, ale nigdy nie sprawdziłem czegoś więcej. Po latach trafiłem na monstrum z Organkiem, 1:1 podjebkę z Kendricka i raczej nie skuszę się na coś więcej xD
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 31 lip 2023 21:10

Słusznie, nie warto. Tzn warto sprawdzić cringowe skity z żoną, ale to już z innych powodów.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 31 lip 2023 21:18

Rihanna - Disturbia

Twórczość RiRi pobieżnie ale na przestrzeni lat w sumie jakoś tam śledziłem i Disturbię kojarzę ale jako jeden z mniej znanych hitów raczej. Wcale nie potrzebuję czuć jej kreolskich korzeni w muzyce by lubić jej kawałki, przez lata Rihanna znana była z tego że raczej dostarczała hity hurtem ale jest kilka innych jej tanecznych przebojów które lubię i mógłbym śmiało polecić, Disturbia niestety do nich nie należy. Już na wstępie te robotyczne zaśpiewy nie pozostawiają żadnych wątpliwości że mamy końcówkę "zerosów" i czuć echa Lady Gagi czy innej Ke$hy. Hien zachwala wokal, ok, Rihanna wokal ma spoko ale tu niestety często gęsto traktowany auto-tunem i to zawodzenie auto-tune'a mnie męczy (w tym konkretnym numerze, sam kiedyś jeszcze coś będę wrzucał z tym efektem pewnie). Ogółem no bam bam bim bam jestem na nie-eee ale czuję się z tym jak ostatni kawał *uja, nie poradzę że pozytywne reakcje nie mogą zawsze iść na zasadzie wzajemności ale nie będę udawał że Disturbia nie jest dla mnie radiowym koszmarkiem ale no cóż - jest po prostu produktem swej epoki.


Kelis - Trick Me

Ale ale, wujas może wrzucać sobie Disturbię i Trick Me do jednego wora, dla mnie - który chyba najbardziej żyłem akurat tamtą dekadą muzyki - między 2004 a 2008 była istna przepaść. Pierwsza połowa lat zerowych to straszny boom (a raczej jego kontynuacja) na rap i r&b w mainstreamie, po 2005 roku główny nurt skręcił bardziej w ejtisowe granie, electropop i tego typu rzeczy (co odbiło się też i na tym co grali czarni wykonawcy wtedy). Ja z biegiem dekady czułem coraz większe wyobcowanie i spadek zainteresowania szeroko pojętą muzyką pop. Trick Me to Kelis w szczytowej formie z doskonałym hitem na nieco reggae'ującym rytmie który świetnie dopełniał mocno kolorowy wideoklip i tancerze nadający mu nieco dancehallowy (bardzo modny wówczas) vibe. Trick Me to jeden z moich osobistych wyborów tej dekady zdecydowanie i mógłby wlecieć nawet ode mnie gdyby nie to że jeśli już to wlecę kiedyś ale z innym, równie lubianym przeze mnie numerem Kelis. Świetny bujający numer to jest, od zawsze uwielbiałem ten mostek w nim bo Kelis ma dość seksowny, niski i lekko chrypiący wokal. Wisienką na torcie było dla mnie to że w tamtym czasie na kanale Hyper o grach komputerowych (nadawał chyba po 20 i dzielił pasmo z iTV albo jakąś inną stacją) śmigał trailer do GTA San Andreas z podłożonym właśnie Trick Me zamiast tego co grało w nim oryginalnie xD

4 The Cause - Stand By Me

Wujas podrzuca kolejny po UB40 najntisowy cover utworu z lat 60. Kiedy myślałem że to ejtisowy sixties revival był cringe'owy okazuje się że trend utrzymał się w latach 90. i to z jeszcze gorszym skutkiem. Były lata dziewięćdziesiąte, moda na czarnych w mainstreamie więc ktoś tam gdzieś tam wymyślił sobie że teraz pora dać czarnym ponagrywać parę coverów i sprzedać Murzynków białym. Jeszcze jak weźmiemy pod uwagę że to band z Niemiec a drugim ich hitem był cover Ain't No Sunshine widać wyraźnie że nawet jeśli były to sympatyczne Murzynki to zrobiono z nich produkt radiowy i niestety taki o krótkiej dacie przydatności do spożycia. Wzięto na warsztat KLASYK, dorzucono ala hip hopowy bicik pod spodem i wyszło co wyszło, jak dla mnie trochę kaka. No niestety drugim Boney M. nie zostali, myślę że nawet Rob & Fab bardziej udowodnili swoją wartość od tej grupy tutaj.

Slums Attack - Co Cię boli!?

Celowo pozwolę pominąć sobie Peję w nagłówku bo z tego co mi wiadomo ten dopisek Peja/Slums Attack pojawił się po premierze filmu Blokersi i była to ze strony wydawcy trochę próba zbicia kapitału na nagłej popularności Rycha. Co Cię Boli?! doskonale pamiętam, no ok, może nie utwór sam w sobie ile to jak bardzo go nie trawiłem i tego klipu w tv. Nie lubiłem i w sumie nadal nie lubię tej Ryśkowej pozy, tej wiecznie skrzywionej gęby i tego jakim jest pieniaczem, zawsze miałem wrażenie że za chwilę żyłka mu pęknie przy nawijce. Miałem w klasie kumpla który nosił się z identyczną miną i był fanem Rycha, ale ja wtedy ledwie wgłębiałem się w polskie rapsy, jarałem się Pezetem i Tede i blokerski rap mnie śmieszył. No ale do rzeczy bo teraz za sprawą Dragona przychodzi mi ponownie posłuchać tego numeru i nagle odkrywam że ten bit jest bardzo spoko, fajny, truskulowy, i że bardzo mi siedzi ta prawilniacka nawijka Ryszarda. Ja w pewnym momencie życia się do niego przekonałem i może przez to że długo go unikałem potem chętnie go chłonąłem bo to było coś innego dla mnie, jakbym miał niedobór witaminy R jak Rysiek. Bo w gruncie rzeczy można go nie lubić za jego image ale to szczery facet i wcale nie uważam go za awanturnika spod budki z piwem jak niektórzy, to jest prosty (acz inteligentny) człowiek który wyszedł z biedy, zna ciężkie życie ale zna się na rapie (nawet jeśli flow ma nieraz drewniane), żyje tą muzyką i uczciwie zarabia na niej a w zamian nieraz właśnie mierzy się z krzywdzacymi opiniami. Interesujący powrót po wielu latach, klipu nie oglądałem by nie psuć sobie odbioru, Rap Kanciapę oglądałem przed laty, za to podziękuję ale numer sam w sobie - odkrycie kolejki, bezapelacyjnie.

Oppenheimer Analysis - Martyr

Początkowo troszkę mehałem na ten numer że nic specjalnego ale potem ten vibe bardziej siadł. W gruncie rzeczy typowy mentos, obskjurowe ejtisy, stylistyka zimnofalowa, jak najbardziej rozumiem że ta surowizna brzmieniowa i chłód mogą urzekać a przy odpowiednim backgroundzie takie numery jak ten mogą śmiało wbić do bestki życia. Nie jest to może numer wzniecający oczywiste ochy i achy ale dla wybranych i na wybrane okazje, kumaci się pokumają, ja sam będę miał pewien numer w ten deseń ze względu na pewne osobiste konotacje z wrzutą. Jest ok i może jeszcze ugryźć mocniej przy odpowiednich warunkach.


Kolejka otwierająca moim zdaniem całkiem wyrównana, dwa bardzo dobre numery, Kelis jak dawna znajoma zatem odkryciem kolejki poznawany nadal na nowo Rychu Peja polskiego rapu nadzieja, mentos w porządku i no niestety dwie wrzutki za które podziękuję.


Mimo wszystko największymi nieobecnymi i też zasługującymi na wyróżnienie zostaje rapowe duo Nice & Smooth które pomimo braku wrzuty pojawia się aż w dwóch wrzutkach tutaj, lol - w kawałku 4 The Cause pojawia się wokalny sampel Smooth B "fat track, or should I say dope beat?", zaś Peja wspomina w tekście

"Pe styl ma ten sam, niezmiennie jak Greg Nice! Nie wiesz, kto to taki? No to nie rób se jaj! Za brak podstawowej wiedzy weźmiesz szajs, a nie hajs!"

Także i n t e r e s u j ą c y zbieg okoliczności, ja mogę dodać że coś tam z tej "podstawowej wiedzy" o nich postaram się pewnie kiedyś przekazać, hy.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 31 lip 2023 21:45

stripped pisze:
31 lip 2023 21:18
Ale ale, wujas może wrzucać sobie Disturbię i Trick Me do jednego wora
No nie powinienem. Rihanna jednak lepsza.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 31 lip 2023 22:02

Hien pisze:
31 lip 2023 18:21
Wprawdzie NIE SZARPIE Z SERCE, ANI NIE POWODUJE ŁEZ HEHE, ale przecież muzyka może mieć różne oblicza i działać na nas w mniej emocjonalny sposób. Mnie wystarczy wartość sentymentalna
Jeszcze odniosę się do wypowiedzi Hiena. Mnie przy Disturbii nie wystarczy wartość sentymentalna, bo po prostu nie znałem tego utworu. I mimo, że nie szarpie mego niezwykle wrażliwego, gołębiego i szlachetnego serca, to mi się podoba. ;) Rihanna zawsze jest spoko.
Hien pisze:
31 lip 2023 18:21
a Wujowi się kojarzą ze ślubem. Ale Wuja, nie smutaj, że to było dawno, małżeństwo nadal żyje, więc masz powody do zadowolenia. Młodsi i tak nie będziemy.
Czas leci nieubłaganie, ale ja oczywiście nie smutam, bo jestem bardzo zadowolony ze swojego życia. Nie zmieniłbym niczego. I to jest chyba w życiu najważniejsze. Póki jest zdrowie, dobra muzyka i towarzysze do pogawędki jak Wy, to nie ma co narzekać. Grunt to czuć się młodziej, niż wskazuje na to wiek. :)
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 01 sie 2023 01:29

Panowie, nie tak szybko!

Rihanna Disturbia

Przez telewizor i radio poznałem wiele singli Rihanny. Nadążałem do chwili porzucenia nawyku ślęczenia przed ekranem i głośnikiem. Disturbia niespecjalnie rzucała na kolana. Znowu zacząłbym pisać o kwestiach najbardziej subiektywnych, nie do wymierzenia. Zatrzymam się na tym, że po prostu nigdy nie zachęciła mnie do słuchania poza medialnym kontekstem. W segmencie lalala bardziej pasowało mi to co Gaga robi w Bad Romance. Kiedy parę lat później byłem w związku, to RiRi często leciała w domu, ale ten numer akurat niespecjalnie. Poznałem parę kolejnych przyjemnostek, a tu cisza. Po paru odsłuchach myślę, że nie jest ostatecznie aż taki zły. Nie ma strasznie manierycznych zaśpiewów jak w Diamonds przynajmniej. Z drugiej strony nie jest tak przebojowym earwormem jak Rude Boy, Man Down czy przeklęta Umbrella. Produkcja w porządku, taka że nic się specjalnie nie wyróżnia. Refren przyjemnie przyspiesza, ale jest ciutkę przegadany. Do bam bam bi ram nie mam sentymentu, przynajmniej za kolejnym razem już w ogóle nie drażni. Całkiem sporo dzieje się z tyłu. Wali plastikiem, który mnie nie bierze. Cyfrowe smyki, dziwne dodatkowe klawisze jeden po drugim, brak czegoś wyrazistego. RiRi ma znacznie lepsze piosenki w repertuarze.

Maya Lait de Coco

Plażowy popik, który wypadł z kuferka wypełnionego po brzegi podobnymi ejtisowymi numerami. Wyróżnia się francuski wokal, niewielki odcisk disco, trochę inaczej niż zwykle brzmiące pianinko. Obowiązkowy saksofon nie szkodzi, nie ozdabia specjalnie urokliwie. Motywowany siłą skojarzeń i osłuchania w zbliżonych brzmieniach nieśmiało wyciągam kciuk do góry, ale nie będę specjalnie wracał na JuTuby z tego powodu. Lepiej wypada z wyraźniej podbitym basem, wersja Dub ociupinkę ciekawsza. Przygotowanie do występu w telewizją wymagało po prostu podjęcia decyzji: nagrywamy! Co przyjdzie do głowy, to przyjdzie, róbta towarzystwo co chceta. Ja tam się krindżu nie wstydzę, ale nie jestem ani zbulwersowany, ani nie zaśmiewam się jak nienormalny. Za dużo ujęć na tych ziutków w pół negliżu. Poza pląsami francuskiego Krawczyka i zielonym egzotycznym ozdobnikiem w tle nie dzieje się nic szczególnego.

Kelis Trick Me

Trochę do dupy zasłuchiwać się w letniaczkach, gdy od dłuższego czasu pogoda w moich okolicach w ogóle nie prowokuje do pochłaniania ciepłych brzmień i klimatów. Pojadę do Warszawy, to będę miał dookoła zupełnie inne dźwięki... a na podróż pociągiem zacieram ręce, bo parę ciekawostek czeka w kolejce. W moich czasach Disturbia robiła za musiałowe Trick Me, tzn. była puszczana w kółko, z tym że numer Kelis też dość często leciał dookoła. Może to prędzej zasługa radia i reklam? Coś mi podpowiada, że gdzieś tego użyto w pewnym momencie i nie było ucieczki. Chyba dlatego tak bardzo irytuje mnie gitarka w pakiecie z męskimi zawołaniami, te pamiętam najmocniej. Oryginału długo nie słuchałem od początku do końca i w pełnym skupieniu, bo zaskakująco przyjemnie pracuje tutaj bas. Syntetyczne, ale żywe brzmienie. Ciekawe ewoluuje w trakcie. Wokal niesie, choć chyba za sprawą tematu siłą rzeczy nie może być aż tak sugestywny, jest bardziej rozważnie i poważnie. Midnight Snacks nerdom z Pewnego Portalu się nie podoba, ale wolałbym usłyszeć coś od niej w podobnym wydaniu.

4 the Cause Stand by Me

Hmm, mój mózg mocno kojarzy ten numer w oryginale z Dirty Dancing, choć nie mogę się go doszukać w informacjach o filmie. Cry to Me jest tam na pewno, ale myślałem, że i Ben E. King leci tam w tle jednej ze scen tanecznych. Prawie jak mandela effect. Pierwszą wersję znam całkiem dobrze. Mam ją nieźle osłuchaną i to pomimo tego, że nigdy do niej sam z siebie nie wracałem. Zgadzam się z Mudżynem prawie w stu procentach, niestety. Cała lekkość i bardzo subtelna narracja zniknęły. Doszedł znośny taneczny bicior, ale za nim ława zbędnych dodatkowych chórków, zaśpiewów. Groove rozbity w pył. Każda dekada ma swoje grzeszki. W najtisach z klasyków robiono eurodance lub coś ala r&b czy hip-hop średniej jakości. Dzisiaj masa mniejszych lub większych anonimów tworzy nowe "hity" ze sznytem dansowym lub house'owym. Bywają bardziej bezczelni niż dawniej. Coraz mniej coverów, coraz więcej tworzenia nowinek przy jednoczesnym podyebywaniu całych harmonii z przebojów sprzed dwóch, trzed dekad. Kiedyś przy okazji niechcianego kontaktu ze wspominanym wielokrotnie Muzycznym Radiem wpadłem na jeden taki twór. Laska śpiewała pod charakterystyczną melodię Enjoy The Silence, ale potem szedł drop i bardziej taneczny fragment. Choć całość przypominała remiks, to za sprawą tekstu chyba imitowało brand new hit no scam. Parafrazując bohatera kolejki, wiecie co z tym robić. Tu mamy cover, ale dla mnie pozbawiony jakiegokolwiek uroku, dość mechaniczny, nieciekawy. Gdybym miał wyraźne wspomnienia z przeszłości, to pewnie byłoby więcej ciepła, a tak jest jak jest. Rob & Fab trzy półeczki wyżej, tam chociaż mamy twórczą robótkę.

Andie Oppenheimer Martyr

Oczywiście, że dobrze znam tę kasetę. Czy ktoś jest naprawdę zdziwiony? RYM podpowiada datę początku znajomości - to już trochę ponad dwa lata. Dzisiaj kompletnie nie pamiętam, jak na to wpadłem. Albo sugestywna rekomendacja dobrego popowego minimalu/synthpopu albo zasługa tych niesamowitych wokali. Do teraz nie mogę przetworzyć informacji, że odpowiada za nie facet i to jeszcze heteronormatywny? Jak? Dopóki nie zobaczę jakiegoś koncertowego wykonania (a to niemożliwe, biorąc pod uwagę to kim jest autor), to nie uwierzę za ChRL. Bardzo intrygujące. Sama kaseta bywa dość monotonna miejscami, ale potrafi przyłożyć z zaskoczenia prawdziwym hitem. Seba proponuje coś bardziej skomplikowanego, może nawet lekko przekombinowanego, ja bym rzucił czymś konkretnym. Subterranean Desire ma skromniejszy aranż, ale każdy element robi rewelacyjną robotę. Nic się ze sobą nie zlewa. Automat, basowy klawisz, do tego czasami wchodzi pad, jeszcze jeden ozdobnik i kandydat na odkopanego klasyka gotowy. The Devil's Dancers podobnie doskonały. Martyr trochę bardziej drewniany, dzieje się dość dużo klawiszologii, miejscami za dużo... choć nie mam z tym problemu słuchając na Spotify. U JuTubów brzmi znacznie gorzej albo mam już problemy ze słuchem. Wokale trochę bardziej zakopane, ale i tak wszystko brzmi fajnie. Biorę poprawkę na to, że kasetowej elektroniki przesłuchałem już dość sporo i w ogóle nie robi mi większej różnicy. Czasem bywało znacznie gorzej. Tutaj lekkie ziarno dodaje uroku. Naprawdę spoko wrócić do czegoś więcej niż wspomniana dwójka. Na polskim gruncie podobnym uczuciem traktuję Roxę.

Dużo marudzenia, a i tak bawiłem się nieźle, choć w sumie tylko wrzuta Seby mi się podoba tak serio serio. Poza Stand By Me reszta z uznaniem, ale bez serduszka.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 sie 2023 08:21

Pogoda w tym roku zdecydowanie nie sprzyja letniaczkom, niedługo wracam do domu, a od rana leje. Tu już nawet Lej de kuku nie jest w stanie zetrzeć grymasu bólu i niezadowolenia z twarzy.
Ze swojej strony, na sierpień mam przygotowane mniej oczywiste kawałki na te porę roku, a pewnie wtedy będzie lampa i 40 stopni w cieniu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 sie 2023 07:26

Ekhm, ja tylko może napomknę że Melkiego nie ma, wymówek nie ma, a te wrzuty cały czas leżą nietknięte...

WIECIE CO Z NIMI ZROBIĆ
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 sie 2023 15:56

Tak, wiem, jestem opóźniony, ale ja wciąż jestem opóźniony (myślę, że po prostu jestem opóźniony, tylko lekarze z grzeczności mi takiej diagnozy nie stawiają).

Rihanna - Disturbia

W tysiącu poprzednich wątków wspominałem, że lubię Rihannę, choć jest komercyjna, momentami denerwująca, niegdyś zasrana w radio i TV, ale ma parę naprawdę dobrych kawałków. Nie zainteresowałem się nigdy żadnym konkretnym albumem i nie wiem, czy kiedyś się na to zdobędę, niemniej jednak wystarczy mi obcowanie z hitowymi singlami - Disturbia bez wątpienia jest jednym z nich. Jeszcze miałem przyjemność słyszeć go na żywo - do dziś pamiętam, że był drugim albo trzecim numerem, jaki poleciał na koncercie Rihanny w łódzkiej Atlas Arenie w Mikołajki 2011 roku, uświetniłem ów występ swoją obecnością, i choć miał mi towarzyszyć ktoś inny, niż ostatecznie mi towarzyszył, to i tak mi się bardzo podobało, nie żałuję. Wszystko tu jest, czego potrzeba, co dobre i fajne. Jest odpowiedni, żywy bicik, jest dobre podejście do refrenu, sam refren, te wokalizy w tyle, melodie wbijające mi się w głowę, no raz jeszcze po prostu, lubię Rihannę i hui. Disturbia to fajna piosenka i cieszę się, że wleciało to akurat teraz, bo... dawno nie słuchałem xD Znak jakości.

Maya - Lait de Coco

Śmiesznie, bo ledwo ten numer poleciał (pozostałe - jak i ten poprzedni - pi razy oko znałem, więc mnie jakoś bardzo nie zaskoczyły), a ja już wiedziałem, że będę zachwycony właśnie nim przede wszystkim, i to będzie mój wielki zwycięzca tej kolejki. I znów, jak w kilku poprzednich, tego właśnie słuchałem najczęściej, chyba z 10 razy poleciał, jak nie lepiej. Zajebista jest to nuta, przypomina mi trochę jakiś zapomniany b-side do Kokomo The Beach Boys (muzycznie), a wokal Mayi (Mayiego?), taki rozleniwiony i rozlazły dowala uczuciem wielkiego czilu. Więc co, leżeć na wielkim łóżku w wielki pokoju hotelowym, przysypiać i słuchać tej piosenki na zapętleniu, to będzie mój urlopowy plan za rok i gwarantuję Wam, że go zrealizuję (NAWET ZAPALĘ, ale jeszcze nie wiem jak, bo w pokojach hotelowych z reguły nie wolno). Klimat lata, morza i upałów z rzadka jedynie przecinanych chłodniejszym powiewem od wody bije od tego kawałka niby desperacja od mojego ziomka, co właśnie oświadczył się pannie, którą zna od 4 miesięcy tylko dlatego, że chwilę wcześniej inna zostawiła go po 4 latach. To jest po prostu świetne. Doskonałe. Tak, numer ma nieco bekowego sznytu (dla mnie), lekko przybasowany głos Philippe'a, który jednocześnie kojarzy się z jakimiś przygłupowatymi side-kickami głównych superbohaterów kreskówek dla dzieci, idealnie pasuje do tej piosenki i generalnie języka francuskiego (jeśli o baby chodzi to miałem tak rok temu z France Gall i Blablacarem). Lait de Coco ma jeszcze idealne stężenie ejtisów w ejtisach, ta perkusja jest wybitna, to pianino, klawisz w tle, ten cholerny saksofon, to jest po prostu złoto. Jednocześnie trąci od tego utworu jakąś duchologią, może ten pokój hotelowy zamienię na pokój w starym pensjonacie, albo lepiej - budynku po ośrodku FWP. Od biedy sam się poleję mleczkiem kokosowym. Murzyn faktycznie dostarcza, lato w Bełchatowie musi być fantastyczne (tylko na kebsy się w hui długo czeka).

4 the Cause - Stand By Me

Nie wyłamuję się z chóru, znam i numer i tę wersję, która oczywiście pachnie latami 90. na kilometr. Nie skojarzę jej z żadnym ślubem (chyba, na pewno nie swoim), raczej też nie z wakacjami, ale z jakimś latem a i owszem, z jakimś radiem, ale też z jakąś bajką, może disneyowską? Ale jaką? Przez moment w mojej głowie były dwa absolutnie najlepsze, ale to najlepsze filmy animowane, jakie kiedykolwiek wyszły ze stajni studia tego starego antysemity, a więc Olivier i Spółka oraz Goofy Na Wakacjach, jednak - niestety - to żaden z nich. Fajne to jest, taki amalgamat popu z r'n'b, ale w znośnych i strawnych dawkach, nawet się jakoś bardzo nie czuje, że to dzieciaki śpiewają (mam generalnie alergię na zespoły dziecięco-młodzieżowe, które odnoszą jakikolwiek mainstreamowy sukces, przez co wszędzie ich pełno; nie wiem, skąd mi się to wzięło, choć podejrzewam, że chodzi po prostu o brzmienie ich wokali, moja tolerancja skończyła się na braciach Hansen z małym, ale to naprawdę małym wyrzutem w srogą przyszłość - względem Hansenów - w postaci Echosmith), NO, MOŻE poza refrenem, ale główny wokal jest "całkiem normalny". Wnerwia mnie jedynie to jednostajne powtarzanie fragmentów zwrotek "w tle" głosu wokalisty właściwego (jak ten śpiewa, well, zwrotki). Poza tym fajnie buja, budzi nostalgię, może nie mam 12 lat, bo 9, ale i tak jest fajnie, w ogóle 1998 rok nie był taki zły, jak teraz spojrzę z perspektywy, ta piosenka ładnie to podkreśla. I tyle. Nic, tylko radio włączyć!

RychuPejaSlumsAttack - Co Cię Boli?!

Co mnie boli? Że w głowach się pier*oli ludziom co mogą uczciwie zarobić, czy jakoś tak... Oczywiście Peję znam, co tu dużo mówić, Na legalu? dostałem w pirackiej wersji od ziomka z gimbazy, zasłuchiwałem się konkretnie, ale musiałem to OCZYWIŚCIE robić kompletnie na partyzanta, bo rodzice by mnie rozszarpali. Głucha Noc często latała na słuchawkach, jak nie z discmana to po prostu w radio, bo Eska też często to katowała. Nie wiedziałem o Andrzejewskim za dużo, poza tym, że faktycznie wywodził się z ciężkiego backgroundu i stanowił pewnego rodzaju przykład self-made-mana w polskim rapie. Jego aparycja i sposób rapowania trochę mnie od niego odstręczały, typ ma mocno patusiarski entourage, ja ani patusem nie jestem, ani "z bloczków", więc nigdy nie czaiłem do końca klimatu takiej muzyki, nie moje terytorium (dosłownie). Jednocześnie obiło mi się o uszy tu i ówdzie, że gość jest raczej inteligentny, faktycznie zaangażowany z muzę i showbusiness w którym soczyście zaznaczył jakiś czas temu swoją obecność, ot, ma szansę uczciwie zarobić (chyba wciąż), i niespecjalnie mnie to boli, wręcz przeciwnie, cieszę się, bo co mam się nie cieszyć? Co do samego kawałka, przenosi również w czasy dawne (choć nie aż tak, jak poprzednia wrzutka od shodana), czasy mojego nieodkrytego i niezidentyfikowanego jeszcze angstu, kiedy to naprawdę myślałem, że mogę być skejtem lub kimś podobnym. Dobrze, że nie poszedłem tamtą drogą, ale wciąż nostalgię miło obudzić. Głos Ryszard ma mocno agresywny, faktycznie przez większość numeru mam wrażenie, że za chwilę z membrany wyskoczy jego poznańska łapa i mi po prostu przypier*oli, bit gdzieś tam ginie i traci na znaczeniu, ale nie będę tego zupełnie wykreślał. Nie byłoby to uczciwie, on chce tylko uczciwie zarobić.

Oppenheimer Analysis - Martyr

Heh, kolejny random fact, o zespole słyszałem 100 lat temu, z jakiegoś powodu też kojarzę go z forum80s.pl i jakimś tam wątkiem, na który bym nigdy nie wszedł, gdyby ktoś mi nie polecił. I jestem tak na 75% pewien, że znam ten numer - pamiętam ten wokal, ten nieco zdetune'owany klawisz pod wokalem, i to pamiętam z czasów naprawdę dawnych (ale znów bliższych nawet niż powyższy Peja, o jeszcze powyższejszym Stand By Me nie wspominając), czyli z jakiegoś 2005 albo 2006 roku. Jeszcze weselsze jest to, że w swojej recce Martyr kol. Hien wspomina Red Flag i ich gargantuicznego pecha w erze internetu (choć przed nią mogło być podobnie, nie wiem, nie zagłębiałem się). Jakoś wiosną 2006 zassałem z Soulseeka potężną paczkę muzy opisanej jako DM Rarities czy coś w tym stylu. Na pierwszy rzut oka było widać, że to samoróbka (zresztą, podobnych samoróbek latało po necie setki, o ile nie tysiące), tam było z 500 kawałków, głównie remiksów, wybitnie obskjurowych (niektóre były bardzo fajnie jednocześnie), ale też parę tracków o wyjątkowo enigmatycznych tytułach, jak np. Violence, Transcanadian, I Feel No Guilt (do dziś nie wiem, kto jest wykonawcą, na pewno nie są to dema DM), jedna piosenka (w podłej jakości) pt. Miserable Life (okazała się być kradzieżą z jakiejś kasety) oraz piosenki zatytułowane po kolei Tell Me Why, Russian Radio, If I Ever Change. Ich jakość też była gówniana, stosunkowo łatwo wyłapałem, że choć wokalista ma do Gahan podobny głos to ni hui nie jest Gahan, ale też strasznie mi się spodobały. Jakieś 10 lat później, no, może trochę mniej ogarnąłem jak nazywa się grupa, która to wykonuje (i przy okazji, że prawdziwy tytuł Tell Me Why to Broken Heart), a więc właśnie Red Flag. Smutnym musi być, kiedy wszędzie tagują cię jako kogoś innego i nie możesz nic z tym zrobić. Nie wiem, czy tak kiedykolwiek tagowano OA, ale skoro OA miało swój wątek na forum80s.pl (a Red Flag chyba nie, przynajmniej ja nie pamiętam), to chyba o czymś świadczy. Niestety, częściowo zgadzam się z przynajmniej jednym przedmówcą, ale też - na szczęście - zgadzam się z innym. Brzmi to jednowymiarowo i mało ciekawie, ale z drugiej strony kojarzy mi się mocno z taką dziwną lo-fi elektroniką, co to jej od lat słucham (jak np. Listening Center, ale też dziwni wykonawcy z Wierd Records, jak choćby Frank Alpine), więc nie jest bardzo źle. Z innej jeszcze strony fakt, że to jest stare, nie usprawiedliwia zupełnie jakiejś takiej niechlujności brzmieniowej (miło mi słyszeć od kol. Hiena, że lepsze rzeczy do szuflady robiłem, nie obraziłbym się ileś tam lat temu, gdyby spod moich rąk wyszło takie Martyr), ale też ze znów innej strony przykłada duchologicznego feelingu etc. No mieszane uczucia mam, bo też nie jest to jedyna rzecz, jaką znam od OA. W 2005 wydali takie EP o tytule Der Wissenschaftler, czyli naukowiec, i tamtą pamiętną wiosną 2006 położyłem na niej ręce. Do dziś pamiętam dwa pierwsze kawałki (Fellow Traveler to w ogóle jest inny świat w stosunku do tej elektroniki z Martyr czy większości ich twórczości), podobały mi się. Na Discogs przypominam sobie, że wydali tylko dwa longplaye... Może się zapoznam?
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 sie 2023 18:49

devotional pisze:
03 sie 2023 15:56
(tylko na kebsy się w hui długo czeka).
Kto czekał, ten czekał xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 sie 2023 00:11

Jutro po 16 lecimy z następną kolejką, mam nadzieję, że Mentos tradycyjnie się zmieści w czasie.

Umówiłem się wstępnie z Shodanem, że zgra sobie wrzutki na telefon i będzie normalnie zapodawal kawałki oraz słuchał naszych, ale zrecenzuje wszystko jak wróci, więc będzie miał ze dwie kolejki do zrobienia za jednym zamachem. Zobaczymy jak to wyjdzie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 sie 2023 11:30

Rihanna - Disturbia

Kurczę, aż szkoda, że nie dostaliśmy w związku z tym kawałkiem kolejnego odcinka cyklu LATO 2008. Może nie byłem jakimś wielkim fanem, ale nie żywiłem do tego cyklu skrajnej nienawiści, a jeśli mam tak z czymkolwiek, to jest to dużo - przynajmniej w ostatnim czasie. W każdym widziałbym tam tę piosenkę, bo nawet mi się kojarzy z tym okresem, a tak się składa, że latem 2008 robiłem niewiele, a przez niewiele na pewno nie mam na myśli nałogowego słuchania muzyki. Szczerze mówiąc nie powiem wam czy słyszałem kiedykolwiek tę piosenkę w tzw. międzyczasie, a nawet jeśli to nie ma szans na to, bym napisał kiedy i w jakich okolicznościach, co każe mi trochę ubolewać nad tym, że jednak przez te lata usuwałem konta na last.fm. No i trochę żałuję, że tego nie robiłem, bo naprawdę fajny hicior mnie ominął i w ogóle bam bam bira bam bam birambam. Spoko jest mieć pretekst, by puścić tę piosenkę sam z siebie pierwszy raz w życiu, bo w innym przypadku pewnie bym ten kawałek po kres swoich dni zlewał, a w sumie to dość fajny letniaczek.

Maya - Lait de Coco

Okładka ma wszystko potrzebne do tego, by zapewnić sobie dożywotnią obecność na wszelkiej maści listach zawierających najgorsze okładki albumów muzycznych w historii i tbh jestem trochę zaskoczony tym, że ją pierwszy raz widzę na oczy. Jeszcze nie podsumowałem poprzedniej edycji, a ja już wiem, że nie ma bata, bym w podsumowaniu tej nie uwzględnił tego kawałka. Mam słabość do niszowego, ejtisowego synthpopu, a ta wrzutka jest tak niszowo ejtisowa, że pewnie mógłbym ją postawić jako wzorzec takowej gdzieś tam. Rozpływam się przy tym kawałku, jest uroczy, śliczny i bezpretensjonalny. Nawet ja nie mam aż tak wielkiego kija w dupie, by nie docenić tego kawałka. Laurerat tej kolejki.

Kelis - Trick Me

Notka Musiała uświadamia mi dużo niesamowicie nieoczywistych rzeczy, jak np. to, że czas płynie i rok 2004 był 19 lat temu, ergo ludzie z tego rocznika są już pełnoletni w świetle prawa i takie tam. Ja generalnie z tamtego lata nie pamiętam jakoś szczególnie dużo, bo wiecie - w moim domu był już od paru dobrych tygodni KOMPUTER, aczkolwiek mocno reglamentowany, bo moi starzy bali się, że brutalne gry komputerowe sprawią, że wyrosnę na psychopatę czy innego wyborcę Konfederacji. Jeśli z moich notek tutaj wnioskujecie, że poza internetem jestem kurewsko nudną osobą, to mylicie się - jestem nudniejszy. Anyway, niestety, albo i stety, nie miałem wówczas dostępu do satelity, a do VIVY najwyżej przez godzinne okienko w sobotnie poranki na bodaj TVNie, toteż nie pamiętam za wiele muzyki z tamtych czasów i praktycznie wszystkie rzeczy wymienione przez Musiała nadrabiałem później (jakiś tam take: lubię tę wersję ETS Shinody). Ten kawałek najprawdopodobniej też, bo niby wydaje mi się, że go słyszałem, ale nie wiem gdzie, jak i kiedy, więc równie dobrze mogłem go słyszeć w "swojej" epoce, albo poprzez moją ex, albo siusiak w sumie z tego xD - w każdym razie też to OOOOO brzmi mi podejrzanie znajomo. Generalnie to jest dobrze, kolejny kawałek na który chciałem mechnąć czy tam go sobie poroastować, ale w gruncie rzeczy coś tam w sobie ma.
A jak coś to Siemensy były całkiem solidnymi telefonami w swojej epoce, ja w 2005 roku miałem model C60, który miał już kolorowy wyświetlacz i dopinany aparat (niezłe kuriozum xD dodam, że to przeciętne zdjęcie w rozmiarze znaczka pocztowego) i byłem zadowolony, grywałem w jakieś proste platformówki oraz podróbkę cywilizacji, nie potrzebując o wiele więcej do szczęścia.

4 The Cause – Stand By Me

To jest jeden z tych przebojów, które podświadomie się zna i kojarzy, ale w sumie to człowiek nic o nich za bardzo nie wie, bo jakoś tak wyszło, że miał inne rzeczy do roboty, niż ogarnianie przebojów z lat 90 w wykonaniu zapomnianych kapel, ew. robił to, ale jakoś tak nie dotarł do tej pozycji. W sumie to nawet nie wiedziałem, że to cover i że to miało pierdyliard wersji, a w ogóle to mi się wydawało, że to w Space Jam leciało, ale z tego co widzę to jednak nie. Na pewno w kategorii "radiowe wersje r&b starych przebojów z lat 90" stawiam to wyżej niż wrzutę Melczeta z poprzedniej edycji, chociażby z racji tego, że ten cover faktycznie jest coverem, a nie ordynarnym plagiatem. Generalnie jestem na tak, jest tu coś takiego, co na mnie działa, co mnie wzrusza i wywołuje bardzo dziwne uczucie niesprecyzowanej nostalgii. A może to po prostu schizofrenia? Kij z tym. Podoba mi się.

Peja/Slums Attack - Co Cię boli ?!

Fajnie, że summa summarum nie tylko ja tu nie wrzuciłem WAKACYJNEGO BENGERA. Rycha Peję nawet lubię, ale trochę Z TAKĄ PEWNĄ NIEŚMIAŁOŚCIĄ, bo pamiętam ten jego odpał z Zielonej Góry czy gdzie to tam kazał pobić typa na swoim koncercie. Ale dobra no, to było dawno, ponoć przestał od tamtej pory pić i w ogóle nie ma co wypominać. Na pewno nie boli mnie fakt, że może uczciwie zarobić i na pewno stoję po jego stronie w beefie z Tede, ale to akurat nie sztuka, bo nie wiem jak trzeba byłoby być wkurwiającym, bym wolał Tedego od tego kogoś. W sumie typ często gada jak zaskakująco rozsądny i dojrzały człowiek, chociaż czasem wyłazi z niego kretyn ciupciany, jak np. wtedy gdy usprawiedliwiał Malika Montanę. Mimo to zawsze go bardziej traktowałem jako mema niż muzykę, bo jednak umówmy się, że takie 997 z samplem z lektorem z telewizji czy rzeczy typu RATATA GRUBA IMPRA Z RYCHEM DWA ciężko mi traktować inaczej. I tu też niektóre wersy brzmią mi jakoś znajomo, ale o jakości tego tekstu chyba najlepiej świadczy fakt, że wcale mi to nie przeszkadza i wcale nie brzmi to jakoś krindżowo. Fajny kawałek, z zaskakująco dobrze wyprodukowanym bitem i faktiko spoko soundtrack pod chwilę lekkiego wkurwu.

Jakie życie taka kolejka hyhyh.
Szczerze mówiąc - całkiem niezła, wiadomix, że tę grę rozwalił Murzyn, ale jestem zaskakująco ukonetnowany jej poziomie. Zapewne przez to, że widząc te nazwy i czytając opisy spodziewałem się jakiegoś gówna, a tu w sumie dostałem parę fajnych letniaczków, jedną ukrytą perłę oraz klasyka polskiego hh. Jest gicik.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 sie 2023 12:12

No fajno, fajno, kto miał się na mej wrzucie poznać ten się poznał, nie wiem czemu jakoś nawet spodziewałem się że trochę z dupy ją może zmeha dev ale kupił. Zatem co? Alleluja i do przodu, z życiem!


Black Uhuru - Mondays/Killer Tuesdays
(1982)

Tak sobie pomyślałem że skoro na pokładzie tej bestki leci z Wami Murzyn to głupio byłoby żeby muzyka reggae reprezentowana była tu jedynie przez takich wykonawców jak UB40, Laid Back czy ostatecznie polski DAAB. Dlatego korzystając z ciepła ostatniego wakacyjnego miesiąca rzutem na taśmę dorzucam swoją cegiełkę w tym temacie (choć w moim przypadku domyślną porą na słuchanie tej muzyki jest wiosna, to pierwsze uderzenie ciepła). Black Uhuru są jedną z bardziej uznanych kapel reggae, uhonorowani jako pierwsi w historii nagrodą Grammy a najlepszy album reggae (rok 1985 za album Anthem). Znając jakiś ich numer i conieco poczytawszy na ich temat sprawdzałem przed laty jakieś inne ich albumy pobieżnie i w ten sposób natrafiłem na utwór Mondays pochodzący z albumu Chill Out (1982).

Producentami albumu był duet Sly & Robbie czyli sekcja rytmiczna na którą składali się Sly Dunbar (perkusista) i Robbie Shakespeare (basista). Z ich produkcjami zetknąłem się też wcześniej poprzez muzykę Grace Jones dla której wyprodukowali 3 albumy będące mieszanką reggae i new wave. Prezentowany przeze mnie dziś utwór Mondays to w sumie chyba mój ulubiony kawałek reggae na dobrą sprawę, a ja serwuję Wam go w wydłużonej wersji znanej jako Mondays/Killer Tuesdays. Jest to tzw. wersja "discomix", określeniem tym nazywa się w muzyce reggae wydłużone wersje będące niejako połączeniem wersji wokalnej utworu i następującej po niej instrumentalnej wersji dub, takie extended mixy wydawano często na singlach o trochę nietypowym formacie 10-calowym.

Bardzo podoba mi się produkcja tego numeru i mógłbym słuchać tego dubowego outro w nieskończoność, lubię dudnienie tej perkusji i to jak dźwięki rozpływają się w pogłosie, lubię to ejtisowe reggae właśnie za to że te produkcje nieco bardziej basowe były wtedy. Utwór Mondays przypadł mi do gustu też za sprawą swojego tekstu mówiącego po prostu o tym że "nie lubię poniedziałku" bo trzeba wracać do pracy, do kieratu, zaczyna się znowu niewolnictwo i harujemy od dziewiątej do piątej popołudniu. Mi ten kawałek zawsze poprawia nastrój kiedy łapie mnie poweekendowa chandra, Może i Wam przypadnie do gustu bo przesłanie jednak jest dość uniwersalne :D

https://youtu.be/8zWCPlJdaRE
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup