Best of Forum IV
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Bardzo mnie cieszy praktycznie jednoznacznie pozytywny odbiór Djeneby i kij już z tym, że wrzucam letniaki jesienią. Swoją drogą, Murzyn mi uświadomił, że kawałek ten pochodzi z jednej kompilacji francuskich zapomnianych przebojów z tamtej epoki i w sumie to mi uświadamia, że spoko byłoby ją ogarnąć. xd No ale na to przyjdzie czas, na razie pora na...
Have a Nice Life - Bloodhail
Pora na kalafiora oraz kolejną rzecz, którą anglosasi nazywają OBSCURE (swoją drogą ciekawe czy dożyję czasów, w których kalka językowa "obskurny" zostanie oficjalnie zaakceptowana przez radę języka polskiego). Może nie aż tak nieznaną jak ostatnio, bo po prawdzie w pewnych kręgach jest to rzecz kultowa, ale no właśnie - sedno tkwi w słowie pewnych kręgach, a tak się składa, że tylko ja i Robert je tu reprezentujemy. Tak, rzecz jasna chodzi o RYM, muzbawki i wszelkiej maści zbiorowiska hołoty, którą kiedyś nazywało się hipsterską, ale nikt już tego słowa nie używa, a przynajmniej taką mam nadzieję.
Miej Spoko Życie to duet muzyków Dana Barretta oraz Tima Macugi z Connecticut, założony w 2000 roku. Generalnie to przez pierwszych kilka lat byli oni postaciami szerzej nieznanymi - ot, jacyś kolejni kolesie dłubiący sobie przy muzyce i od czasu do czasu wrzucający swoje nagrywki na MySpace (to taki wcześniejszy Facebook, ale chyba jeszcze bardziej multimedialny - w sumie to nie wiem, bo gdy tam dołączyłem, to świeciło tam pustkami; niemniej wylansował wielu znanych wykonawców jak Arctic Monkeys czy Taylor Swift), kropla w już wówczas arcyprzepastnym morzu muzyki i w ogóle. Wszystko zmieniło się w 2008 roku, gdy wspomniany duet wydał swoje opus magnum pt. Deathconsciousness.
Nie chcę, broń boże, pisać, że album stał się memem, bo prostytutka jak to brzmi i w ogóle, ale jakby nie patrzeć mechanizm był podobny - ten album wylansowały ówczesny internet, poprzez fora, czany i wszelkiej maści przesyłane tu i ówdzie rekomendacje, oraz intrygująca historia za nim stojąca. W sumie coś jak obecny nieżal, ale chyba jednak na większą skalę i w czasach kiedy tej muzyki nie było AŻ TYLE - to jest temat na inną dyskusję. Tak pokrótce, to chodziło o kilka rzeczy. Primo to o to, że o wykonawcach było wiadomo względnie niewiele, bo wiadomix, że mało co tak pobudza ciekawość, co TAJEMNICA. Generalnie to w dobie social mediów to żadną tajemnicą jest fakt, że Barrett jest właścicielem agencji marketingowej, a Macuga pracuje jako nauczyiel angielskiego i typy mają dość dobry kontakt z fanami, no ale te 15 lat temu internet wyglądał nieco inaczej. Dwa, że album ten nagrano praktycznie za jakąś śmieszną kwotę nieprzekraczająca 1000 dolarów, na laptopowym głośniczki i dosłownie w piwnicy, zaś to co słyszymy, to kopia, bo oryginały przepadły w wyniku awarii dysku twardego.
Trochę tu przymusiałowałem, ale uznałem, że jakoś w tym przypadku warto zapoznać się z historią zespołu, bo w sumie... czemu nie? Sam w sumie ją poznałem niedawno, tak samo jak dopiero niedawno zainteresowałem się tym, o czym jest ten tekst, bo nawet nie zdawałem sobie sprawy, że jest oparty na fikcyjnym eseju niejakiego Antiochusa, który był dołączony do bookletu. Ja naprawdę czasem serio żałuję, że bardzo długo w dupie miałem teksty i otoczkę wielu lubianych przeze mnie płyt, bo często omijało mnie mnóstwo spoko rzeczy w ten sposób - tak jak w tym przypadku.
Proponowana przeze mnie propozycja Bloodhail to chyba najbardziej zapadająca w pamięć (nie wiem czy słowo chwytliwa tutaj pasuje) rzecz na tej płycie - może przez te chórki, może przez skandowanie frazy ARROWHEADS, a może to Maybelline. Utwór poznałem z 10 lat temu, w dobie największego "hipsterzenia" i kojarzy mi się właśnie bardzo intensywnie z późną jesienią łamane na wczesną zimą 2013 roku. Zimny, specyficzny czas, w którym byłem studenciakiem socjologii i jakoś tak próbowałem oswajać swoją depresję - głównie poprzez muzykę tego typu. Ja generalnie nie chcę się powtarzać już na temat tego ile się u mnie zmieniło, jak ja się zmieniłem, ale w sumie i wtedy siedziałem w ciemnym pokoiku przed laptopem i słuchałem smutnej muzyki, i teraz to robię, więc chyba nie aż tak dużo.
Generalnie to ten - bierzcie i słuchajcie tego.
https://youtu.be/sXyRAsBp998?si=b30wVePrwvh8Qzui
Have a Nice Life - Bloodhail
Pora na kalafiora oraz kolejną rzecz, którą anglosasi nazywają OBSCURE (swoją drogą ciekawe czy dożyję czasów, w których kalka językowa "obskurny" zostanie oficjalnie zaakceptowana przez radę języka polskiego). Może nie aż tak nieznaną jak ostatnio, bo po prawdzie w pewnych kręgach jest to rzecz kultowa, ale no właśnie - sedno tkwi w słowie pewnych kręgach, a tak się składa, że tylko ja i Robert je tu reprezentujemy. Tak, rzecz jasna chodzi o RYM, muzbawki i wszelkiej maści zbiorowiska hołoty, którą kiedyś nazywało się hipsterską, ale nikt już tego słowa nie używa, a przynajmniej taką mam nadzieję.
Miej Spoko Życie to duet muzyków Dana Barretta oraz Tima Macugi z Connecticut, założony w 2000 roku. Generalnie to przez pierwszych kilka lat byli oni postaciami szerzej nieznanymi - ot, jacyś kolejni kolesie dłubiący sobie przy muzyce i od czasu do czasu wrzucający swoje nagrywki na MySpace (to taki wcześniejszy Facebook, ale chyba jeszcze bardziej multimedialny - w sumie to nie wiem, bo gdy tam dołączyłem, to świeciło tam pustkami; niemniej wylansował wielu znanych wykonawców jak Arctic Monkeys czy Taylor Swift), kropla w już wówczas arcyprzepastnym morzu muzyki i w ogóle. Wszystko zmieniło się w 2008 roku, gdy wspomniany duet wydał swoje opus magnum pt. Deathconsciousness.
Nie chcę, broń boże, pisać, że album stał się memem, bo prostytutka jak to brzmi i w ogóle, ale jakby nie patrzeć mechanizm był podobny - ten album wylansowały ówczesny internet, poprzez fora, czany i wszelkiej maści przesyłane tu i ówdzie rekomendacje, oraz intrygująca historia za nim stojąca. W sumie coś jak obecny nieżal, ale chyba jednak na większą skalę i w czasach kiedy tej muzyki nie było AŻ TYLE - to jest temat na inną dyskusję. Tak pokrótce, to chodziło o kilka rzeczy. Primo to o to, że o wykonawcach było wiadomo względnie niewiele, bo wiadomix, że mało co tak pobudza ciekawość, co TAJEMNICA. Generalnie to w dobie social mediów to żadną tajemnicą jest fakt, że Barrett jest właścicielem agencji marketingowej, a Macuga pracuje jako nauczyiel angielskiego i typy mają dość dobry kontakt z fanami, no ale te 15 lat temu internet wyglądał nieco inaczej. Dwa, że album ten nagrano praktycznie za jakąś śmieszną kwotę nieprzekraczająca 1000 dolarów, na laptopowym głośniczki i dosłownie w piwnicy, zaś to co słyszymy, to kopia, bo oryginały przepadły w wyniku awarii dysku twardego.
Trochę tu przymusiałowałem, ale uznałem, że jakoś w tym przypadku warto zapoznać się z historią zespołu, bo w sumie... czemu nie? Sam w sumie ją poznałem niedawno, tak samo jak dopiero niedawno zainteresowałem się tym, o czym jest ten tekst, bo nawet nie zdawałem sobie sprawy, że jest oparty na fikcyjnym eseju niejakiego Antiochusa, który był dołączony do bookletu. Ja naprawdę czasem serio żałuję, że bardzo długo w dupie miałem teksty i otoczkę wielu lubianych przeze mnie płyt, bo często omijało mnie mnóstwo spoko rzeczy w ten sposób - tak jak w tym przypadku.
Proponowana przeze mnie propozycja Bloodhail to chyba najbardziej zapadająca w pamięć (nie wiem czy słowo chwytliwa tutaj pasuje) rzecz na tej płycie - może przez te chórki, może przez skandowanie frazy ARROWHEADS, a może to Maybelline. Utwór poznałem z 10 lat temu, w dobie największego "hipsterzenia" i kojarzy mi się właśnie bardzo intensywnie z późną jesienią łamane na wczesną zimą 2013 roku. Zimny, specyficzny czas, w którym byłem studenciakiem socjologii i jakoś tak próbowałem oswajać swoją depresję - głównie poprzez muzykę tego typu. Ja generalnie nie chcę się powtarzać już na temat tego ile się u mnie zmieniło, jak ja się zmieniłem, ale w sumie i wtedy siedziałem w ciemnym pokoiku przed laptopem i słuchałem smutnej muzyki, i teraz to robię, więc chyba nie aż tak dużo.
Generalnie to ten - bierzcie i słuchajcie tego.
https://youtu.be/sXyRAsBp998?si=b30wVePrwvh8Qzui
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Portishead - Over
Z Portishead mam trochę tak, że o ile „Dummy” uważam za szczytowe osiągnięcie całego gatunku, tak album nr 2 cenię, ale nie kocham, a trójka jest ciekawą sprawą, która jednocześnie orbituje tak daleko od tego czym ten zespół był, że nie potrafię pozbyć się wrażenia słuchania innego projektu z Gibbons na wokalu. „Portishead” (album) brzmi dla mnie jakby trip-hop debiutu jeszcze bardziej uszczuplić z brzmień i wysłać na wycieczkę krajoznawczą w jakieś rejony gdzie nadal ujeżdża się byki i żuje trawę z kowbojskim kapeluszu na głowie. Ciężka płyta, której IMO brakuje tego złotego środka "Dummy", idealnego balansu między czarnym, a białym, ciężarem i lekkością. „Over” należy jednak do grona moich ulubionych kawałków z drugiego albumu. Numer, pierwszy raz usłyszałem na jakimś bootlegu live z 1995 r., bo to była pierwsza rzecz jaką nagrali zaraz po wydaniu „Dummy” i roadtestowali to na trasie promującej. Tamta wersja mi się bardziej podoba, bo bliższa jest w brzmieniu debiutowi, ale rozumiem też czemu dokonali tych zmian i generalnie czemu nie chcieli powtarzać tego samego. W każdym razie, dobry numer, któremu oczywiście daję okejkę, bo to Portishead, ale są rzeczy tego zespołu, którym bym dał większą, a nawet wersja „Over”, którą bym bardziej oklaskiwał xD Takie fanowskie pitolenie, musicie mi wybaczyć.
The National - Nobody Else Will Be There
To prawda, nie podejrzewałem Musiała o słuchanie The National, bo wiecie. The National to jest dobra muzyka, a Devowi to się tak od święta zdarza słuchać takowej. Ten numer to bardziej brzmi jakby to była moja wrzuta i tbh, to już chyba jest wystarczającą recenzją. No, ale nie będę chamem i nie zakończę na tym, po tym jak poświęciłem 3x więcej tekstu na to żeby napisać ten bełkot o „Over”. Ciekawie się ułożyła czasowo ta wrzuta, bo to brzmi jak nieco bardziej melancholijne Arcade Fire w rzeczach ala „My Body is a Cage” (chociaż wersja Gabriela jest lepsza). To takie wysuszone, smutne indie, wepchnięte głęboko do starego radyjka z głośnikiem, który jest protoplastą filtra ‘old time radio’, czy coś. To pianino przypomina mi też trochę „Ocean of Night” Editorsów, więc generalnie same zacne porównania, ale żeby nie było, że kawałek tylko fajnymi porównania istnieje, to jest ogólnie rzecz biorąc i po nationalsku bardzo dobre. Jak najbardziej smęcenie po mojemu. Przyjdzie czas kiedy i u mnie otworzy się z trzaskiem szuflada pt. „hipsterskie smęty dla samotnych ludzi z laptopami w kawiarniach z latte za 30 zł”.
Iglooghost - Super Ink Burst
Czasami w filmach są sceny gdzie starsi ludzie siedzą w fotelu, chcą włączyć Pink Floyd, czy tam inne Yes, czy Bacha, a tu nagle wbijają wnuki i jest taki przerysowany kontrast między jednymi, a drugimi bo u tych drugich leci coś maksymalnie przegiętego i w innym kierunku. Coś jak ta wrzuta Smoka. Generalnie to trochę brzmi jakbym zapomniał wyłączyć na YT prędkość 1.25, czy coś. Największy problem mam chyba z tym, że tak naprawdę nie ma tu niczego typowo muzycznego. Nie ma melodii, nie ma jakiegoś basu, to jest po prostu sieczka różnych high-pitch dźwieków i poszatkowanych bitów i brzmień, lub walenie w losowe pady. Ten filmik bonusowy dużo tłumaczy. Najlepszy fragment zaczyna się koło 2:30 i do końca jest w sumie dosyć ciekawie, ale tu zostaje minuta. To by przeszło jako jingiel w Eurosporcie i to nie jest obelga, bo często sobie tych jingli słucham. Ten byłby ze średniej półki i szczerze mówiąc, słuchając całego albumu w tym stylu, to bym dostał brata pierdolca. Jako taki solowy wycinek i w małych ilościach, jest to nawet nawet do przyjęcia, chociaż po wrzutach Murzyna i Deva, to zalatuje żartem. Daję pół-okejkę, bo to jednak jest bardziej losowa zabawa pokrętłami niż muzyka, ale czasami ma się ochotę na takie kuriozum.
Röyksopp feat. Susanne Sundfør - If You Want Me
Nie lubię Röyksopp, podejrzewam, że pisałem o tym nieraz na forum i Wujek o tym wie, no ale z kronikarskiego obowiązku zaznaczę – nie lubię Röyksopp. Numer Wuja też mnie raczej nie przekona do nich. Susanne na szczęście poznałem w solowych rzeczach od Shodana, na szczęście, bo po tym kawałku raczej bym nigdy po nią nie sięgnął. Laska brzmi tu trochę jakby to było „One & One” Roberta Milesa, ale na kiju. Mam wrażenie, że władowano jej tu tyle ulepszaczy i auto-tune’a, że nie dało się bardziej i przez to brzmi jak jakaś generowana przez AI Maggie Reilly. Muzycznie też niestety nie dzieje się wiele dobrego. Ok, słyszałem dużo gorsze rzeczy Röyksopp, powiem więcej, chyba nie słyszałem lepszych, ale to też o niczym nie świadczy i nie gwarantuje poklasku. Bardzo patetyczny kawałek, który przełamuje plastikowa elektronika brzmiąca jak sprzed 3 dekad, i tak naprawdę lepiej by było gdyby już kompletnie poszli w tę stronę, ale nie mają jaj i zamiast tego wjeżdżają chore ilości cyfrowych, gotyckich padów. Mam tu jeszcze jedno skojarzenie - „Frozen” Madonny, ale to leży tak daleko pod każdym względem, że aż mi generalnie głupio tym porównaniem rzucać (no, ale rzucam) Nie wiem lol, nie chcę się znęcać nad tym, bo już się przyznałem, że nie lubię Röyksopp i przykleiłem sobie łątkę auto-biasu. Niemniej, zaznaczę, że ja generalnie lubię takie konfrontacje z wykonawcami, za którymi nie przepadam, bo często udaje się z Waszą pomocą jakiegoś artystę/zespół odczarować i uratować (jeżeli ja Musiałowi odczarowałem „Mint Car”, to ja już we wszystko jestem w stanie uwierzyć). Tutaj niestety rewolucji nie będzie. Może gdzieś tam czeka na mnie numer Röyksopp, który będę mógł w pełni z okejkować, ale nie tym razem. Nawet biedna Sundfor traci mocno w porównaniu do tego co prezentowała solo.
Have a Nice Life - Bloodhail
Na wstępie muszę powiedzieć, że REL, bo w niemal dokładnie ten sam sposób straciliśmy z Musiałem mastery numerów NAOP nagrywanych przed 2017 rokiem, ba, nie tylko mastery, ale całe projekty z nagranymi live synthami i gitarami, co jest krótko mówiąc nie do odtworzenia z takim samym rezultatem. Tyle dobrego, że zostały nam instrumentale w wav’ach, ALE bity i tak były z mp3 xD Gorzej, niektóre z tych kawałków zawierały bity, które by groziły grzywną, więc musieliśmy użyć AI żeby wyodrębnić pewne nagrane przed crashem hard drive’a ścieżki (raz jeden możemy powiedzieć, że byliśmy jak The Beatles i to przed The Beatles). W każdym razie, rozumiem ból tych gości, bo to jest potwornie wkurzające. Jednocześnie, oni mieli pewnie tylko do dyspozycji jakieś tanie cd-ry, a my mieliśmy Dropboxa, z którego przełożyłem rzeczy na chwilę, akurat parę tygodni przed tym jak komputer się usmażył, ale zapomniałem. Nawet jak to teraz pisze, po 7 latach, to chowam twarz w dłoniach. Róbcie backupy ważnych rzeczy ludzie.
Po tym przydługim wstępie o niczym, acz adekwatnym, bo to Mentosa wrzuta, pora napisać coś o muzyce, a ta jest dobra. Nawet powiem, że bardzo dobra. Połączenie lekko post-rockowych/punkowych brzmień i lo-fi to jest zawsze rozwiązanie. Do tego jest to szczere, wymuszone bidąznędzą lo-fi, a nie jakieś udawane, wykreowane przez filtry i nagrywanie wavów 24-bit 48kHz na kasety. Nie, że bym się zorientował, no ale jednak poczytałem o tych typach. Zabiłbym w 2002, żeby nagrać taki album (w 2008 również). Śmiesznie, jak losowe rzeczy z majspejsa przebijały się dalej i od jak losowych rzeczy to zależało. Numer brzmi jak setki zespołów, których dema przewalały się przez Żakowe piosenki tygodnia i pod koniec roku połowa już nie istniała, albo grała w innych składach. Czasami mam ochotę poszperać w tych cd-rach i poodkrywać jakieś zajebiste rzeczy, o których istnieniu już nawet autorzy nie pamiętają, bo skończyły się studia, skończyła się ‘zabawa w muzykę’ i zaczęło poważne życie (ja cały czas czekam na ten moment, ale równie dobrze mógłbym iść znowu na studia lol). W tym roku już niestety ciu lejt, ale za rok wrzucę muzykę pewnych moich kumpli, których te konkretne numery istnieją już tylko na dyskach twórców, ich rodzin i niektórych fanów. Natomiast Have a Nice Life będę musiał sobie przesłuchać cały album, bo zaproszenie do tego brzmi świetnie. Mentos jednak zawsze dostarcza w kategorii brzmień tego typu.
No ok, kolejka generalnie w większości spoko i nawet ładnie się poukładały te kawałki atmosferą (oprócz Smoka i trochę też mnie). Początek (Murzyn) i koniec (Mentos) najlepsze, a nawet poszerzony początek, bo (Musiała) numer również zacny. (Dragona) kawałek taki se, ale odkładam na jakiś kwaśny moment i pewnie lepiej to wypadnie. (Wujek) odgrażał się nieraz, że wrzuci Rojksop, więc ciesze się, że mamy to za sobą.
Z Portishead mam trochę tak, że o ile „Dummy” uważam za szczytowe osiągnięcie całego gatunku, tak album nr 2 cenię, ale nie kocham, a trójka jest ciekawą sprawą, która jednocześnie orbituje tak daleko od tego czym ten zespół był, że nie potrafię pozbyć się wrażenia słuchania innego projektu z Gibbons na wokalu. „Portishead” (album) brzmi dla mnie jakby trip-hop debiutu jeszcze bardziej uszczuplić z brzmień i wysłać na wycieczkę krajoznawczą w jakieś rejony gdzie nadal ujeżdża się byki i żuje trawę z kowbojskim kapeluszu na głowie. Ciężka płyta, której IMO brakuje tego złotego środka "Dummy", idealnego balansu między czarnym, a białym, ciężarem i lekkością. „Over” należy jednak do grona moich ulubionych kawałków z drugiego albumu. Numer, pierwszy raz usłyszałem na jakimś bootlegu live z 1995 r., bo to była pierwsza rzecz jaką nagrali zaraz po wydaniu „Dummy” i roadtestowali to na trasie promującej. Tamta wersja mi się bardziej podoba, bo bliższa jest w brzmieniu debiutowi, ale rozumiem też czemu dokonali tych zmian i generalnie czemu nie chcieli powtarzać tego samego. W każdym razie, dobry numer, któremu oczywiście daję okejkę, bo to Portishead, ale są rzeczy tego zespołu, którym bym dał większą, a nawet wersja „Over”, którą bym bardziej oklaskiwał xD Takie fanowskie pitolenie, musicie mi wybaczyć.
The National - Nobody Else Will Be There
To prawda, nie podejrzewałem Musiała o słuchanie The National, bo wiecie. The National to jest dobra muzyka, a Devowi to się tak od święta zdarza słuchać takowej. Ten numer to bardziej brzmi jakby to była moja wrzuta i tbh, to już chyba jest wystarczającą recenzją. No, ale nie będę chamem i nie zakończę na tym, po tym jak poświęciłem 3x więcej tekstu na to żeby napisać ten bełkot o „Over”. Ciekawie się ułożyła czasowo ta wrzuta, bo to brzmi jak nieco bardziej melancholijne Arcade Fire w rzeczach ala „My Body is a Cage” (chociaż wersja Gabriela jest lepsza). To takie wysuszone, smutne indie, wepchnięte głęboko do starego radyjka z głośnikiem, który jest protoplastą filtra ‘old time radio’, czy coś. To pianino przypomina mi też trochę „Ocean of Night” Editorsów, więc generalnie same zacne porównania, ale żeby nie było, że kawałek tylko fajnymi porównania istnieje, to jest ogólnie rzecz biorąc i po nationalsku bardzo dobre. Jak najbardziej smęcenie po mojemu. Przyjdzie czas kiedy i u mnie otworzy się z trzaskiem szuflada pt. „hipsterskie smęty dla samotnych ludzi z laptopami w kawiarniach z latte za 30 zł”.
Iglooghost - Super Ink Burst
Czasami w filmach są sceny gdzie starsi ludzie siedzą w fotelu, chcą włączyć Pink Floyd, czy tam inne Yes, czy Bacha, a tu nagle wbijają wnuki i jest taki przerysowany kontrast między jednymi, a drugimi bo u tych drugich leci coś maksymalnie przegiętego i w innym kierunku. Coś jak ta wrzuta Smoka. Generalnie to trochę brzmi jakbym zapomniał wyłączyć na YT prędkość 1.25, czy coś. Największy problem mam chyba z tym, że tak naprawdę nie ma tu niczego typowo muzycznego. Nie ma melodii, nie ma jakiegoś basu, to jest po prostu sieczka różnych high-pitch dźwieków i poszatkowanych bitów i brzmień, lub walenie w losowe pady. Ten filmik bonusowy dużo tłumaczy. Najlepszy fragment zaczyna się koło 2:30 i do końca jest w sumie dosyć ciekawie, ale tu zostaje minuta. To by przeszło jako jingiel w Eurosporcie i to nie jest obelga, bo często sobie tych jingli słucham. Ten byłby ze średniej półki i szczerze mówiąc, słuchając całego albumu w tym stylu, to bym dostał brata pierdolca. Jako taki solowy wycinek i w małych ilościach, jest to nawet nawet do przyjęcia, chociaż po wrzutach Murzyna i Deva, to zalatuje żartem. Daję pół-okejkę, bo to jednak jest bardziej losowa zabawa pokrętłami niż muzyka, ale czasami ma się ochotę na takie kuriozum.
Röyksopp feat. Susanne Sundfør - If You Want Me
Nie lubię Röyksopp, podejrzewam, że pisałem o tym nieraz na forum i Wujek o tym wie, no ale z kronikarskiego obowiązku zaznaczę – nie lubię Röyksopp. Numer Wuja też mnie raczej nie przekona do nich. Susanne na szczęście poznałem w solowych rzeczach od Shodana, na szczęście, bo po tym kawałku raczej bym nigdy po nią nie sięgnął. Laska brzmi tu trochę jakby to było „One & One” Roberta Milesa, ale na kiju. Mam wrażenie, że władowano jej tu tyle ulepszaczy i auto-tune’a, że nie dało się bardziej i przez to brzmi jak jakaś generowana przez AI Maggie Reilly. Muzycznie też niestety nie dzieje się wiele dobrego. Ok, słyszałem dużo gorsze rzeczy Röyksopp, powiem więcej, chyba nie słyszałem lepszych, ale to też o niczym nie świadczy i nie gwarantuje poklasku. Bardzo patetyczny kawałek, który przełamuje plastikowa elektronika brzmiąca jak sprzed 3 dekad, i tak naprawdę lepiej by było gdyby już kompletnie poszli w tę stronę, ale nie mają jaj i zamiast tego wjeżdżają chore ilości cyfrowych, gotyckich padów. Mam tu jeszcze jedno skojarzenie - „Frozen” Madonny, ale to leży tak daleko pod każdym względem, że aż mi generalnie głupio tym porównaniem rzucać (no, ale rzucam) Nie wiem lol, nie chcę się znęcać nad tym, bo już się przyznałem, że nie lubię Röyksopp i przykleiłem sobie łątkę auto-biasu. Niemniej, zaznaczę, że ja generalnie lubię takie konfrontacje z wykonawcami, za którymi nie przepadam, bo często udaje się z Waszą pomocą jakiegoś artystę/zespół odczarować i uratować (jeżeli ja Musiałowi odczarowałem „Mint Car”, to ja już we wszystko jestem w stanie uwierzyć). Tutaj niestety rewolucji nie będzie. Może gdzieś tam czeka na mnie numer Röyksopp, który będę mógł w pełni z okejkować, ale nie tym razem. Nawet biedna Sundfor traci mocno w porównaniu do tego co prezentowała solo.
Have a Nice Life - Bloodhail
Na wstępie muszę powiedzieć, że REL, bo w niemal dokładnie ten sam sposób straciliśmy z Musiałem mastery numerów NAOP nagrywanych przed 2017 rokiem, ba, nie tylko mastery, ale całe projekty z nagranymi live synthami i gitarami, co jest krótko mówiąc nie do odtworzenia z takim samym rezultatem. Tyle dobrego, że zostały nam instrumentale w wav’ach, ALE bity i tak były z mp3 xD Gorzej, niektóre z tych kawałków zawierały bity, które by groziły grzywną, więc musieliśmy użyć AI żeby wyodrębnić pewne nagrane przed crashem hard drive’a ścieżki (raz jeden możemy powiedzieć, że byliśmy jak The Beatles i to przed The Beatles). W każdym razie, rozumiem ból tych gości, bo to jest potwornie wkurzające. Jednocześnie, oni mieli pewnie tylko do dyspozycji jakieś tanie cd-ry, a my mieliśmy Dropboxa, z którego przełożyłem rzeczy na chwilę, akurat parę tygodni przed tym jak komputer się usmażył, ale zapomniałem. Nawet jak to teraz pisze, po 7 latach, to chowam twarz w dłoniach. Róbcie backupy ważnych rzeczy ludzie.
Po tym przydługim wstępie o niczym, acz adekwatnym, bo to Mentosa wrzuta, pora napisać coś o muzyce, a ta jest dobra. Nawet powiem, że bardzo dobra. Połączenie lekko post-rockowych/punkowych brzmień i lo-fi to jest zawsze rozwiązanie. Do tego jest to szczere, wymuszone bidąznędzą lo-fi, a nie jakieś udawane, wykreowane przez filtry i nagrywanie wavów 24-bit 48kHz na kasety. Nie, że bym się zorientował, no ale jednak poczytałem o tych typach. Zabiłbym w 2002, żeby nagrać taki album (w 2008 również). Śmiesznie, jak losowe rzeczy z majspejsa przebijały się dalej i od jak losowych rzeczy to zależało. Numer brzmi jak setki zespołów, których dema przewalały się przez Żakowe piosenki tygodnia i pod koniec roku połowa już nie istniała, albo grała w innych składach. Czasami mam ochotę poszperać w tych cd-rach i poodkrywać jakieś zajebiste rzeczy, o których istnieniu już nawet autorzy nie pamiętają, bo skończyły się studia, skończyła się ‘zabawa w muzykę’ i zaczęło poważne życie (ja cały czas czekam na ten moment, ale równie dobrze mógłbym iść znowu na studia lol). W tym roku już niestety ciu lejt, ale za rok wrzucę muzykę pewnych moich kumpli, których te konkretne numery istnieją już tylko na dyskach twórców, ich rodzin i niektórych fanów. Natomiast Have a Nice Life będę musiał sobie przesłuchać cały album, bo zaproszenie do tego brzmi świetnie. Mentos jednak zawsze dostarcza w kategorii brzmień tego typu.
No ok, kolejka generalnie w większości spoko i nawet ładnie się poukładały te kawałki atmosferą (oprócz Smoka i trochę też mnie). Początek (Murzyn) i koniec (Mentos) najlepsze, a nawet poszerzony początek, bo (Musiała) numer również zacny. (Dragona) kawałek taki se, ale odkładam na jakiś kwaśny moment i pewnie lepiej to wypadnie. (Wujek) odgrażał się nieraz, że wrzuci Rojksop, więc ciesze się, że mamy to za sobą.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Chyba właśnie dlatego lubię tę płytę, jeśli nie bardziej to na równi z jedynkątrójka jest ciekawą sprawą, która jednocześnie orbituje tak daleko od tego czym ten zespół był, że nie potrafię pozbyć się wrażenia słuchania innego projektu z Gibbons na wokalu.
Czasami mam ochotę poszperać w tych cd-rach i poodkrywać jakieś zajebiste rzeczy, o których istnieniu już nawet autorzy nie pamiętają, bo skończyły się studia, skończyła się ‘zabawa w muzykę’ i zaczęło poważne życie (ja cały czas czekam na ten moment, ale równie dobrze mógłbym iść znowu na studia lol [/b]
Ja to chyba jednak czasami żałuję, że gdzieś w czasach studenckich lub nie wiem jakich nie wkręciłem się w jakiś zespół, już nawet nie dla kariery, ale by porzępolić na próbach czy coś. Próby tworzenia czegoś w pirackiej wersji Abletona to jednak nie było.
Z drugiej strony mam względnie dużo wolnego czasu mimo prowadzenia względnie 'poważnego życia' (tbh też planuję studia za rok) i kto wie...
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Iglooghost - Super Ink Burst
Kiedy odpaliłem sobie kolejkę na mojej prywatnej playliście i po wrzutce Musiała wjechał ten numer zapomniałem że słucham tego ze Spotify, byłem pewien że jestem na YouTube i odpaliła się jedna z tych natarczywych reklam które człowiek słyszy milion razy zaledwie podczas godziny surfowania po tej witrynie. Ewentualnie zabrzmiało to jak jeden z jingli reklamowych z VH1 przed laty i w sumie jako taki jingiel byłoby spoko, gorzej niestety że po 10-20 sekundach zabrakło pomysłu na coś więcej w tym numerze. Pamiętam Iglooghosta z moich podróży po YouTube, Brianfeeder dołączył do moich subskrypcji zapewne za sprawą Flying Lotusa, to było w czasach moich intensywnych poszukiwań świeżych brzmień i zapamiętałem Iglooghosta jako właśnie ten moment odbicia się, wtedy poczułem że mam do czynienia z kompletnym przerostem formy nad treścią, że poza brzmieniem które jest ciekawostką nie ma tu nic więcej. Powrót po latach jedynie utwierdza mnie w tym przekonaniu. Za muzykę z blendera podziękuję.
Röyksopp feat. Susanne Sundfør - If You Want Me
Utwór ten z kolei utwierdza mnie w przekonaniu że Pani Sundfør niestety gorzej wypada w numerach opartych o chłodną elektronikę. Pamiętam raczej chłodno utworowe Rome wrzucane przez Wujka a raczej cieplej bardziej organicznie brzmiący album, ta wrzutka tutaj to niestety potworne smęcenie na totalnie generikowym podkładzie brzmiącym jakby AI miało wygenerować "skandynawsko chłodno brzmiącą balladę". Żal mam jak słyszę w jakim kierunku poszła muzyka Röyksopp których ciepło wspominam z ich debiutu, Panowie rozpłynęli się w niebycie w niekształną syntezatorową masę i zdaje się dobierają sobie równie niewyraziste wokalistki do współpracy. Na tym etapie liczę że to ostatnie spotkanie z SS - nie licząc ewentualnych dubli.
Have A Nice Life - Bloodhail
Gdy wjechał tenże numer miałem naprawdę spore nadzieje wobec niego bo wstęp brzmiał bardzo obiecująco choć to zaledwie było granie jakby z podręcznika typu Gothic Rock 101. Niemniej ten basowy instrumentalny fragment brzmiał tłusto i całkiem nieźle, myślałem przez moment że obcować przyjdzie mi właśnie z jakimś gotyckim zapomnianym obskjurem z końca lat 80. ale gdy wjechała gitara i potem wokale jasne stało się dla mnie że jesteśmy w zupełnie innych czasach i będzie to zaledwie jakiś amerykański alt rock z obecnego tysiąclecia. Rozczarowanie me było wielkie, czar prysł i nie byłem w stanie nic z tym zrobić, czułem się nieco jakbym słuchał tej kapeli co to ją Musiał wrzucał do albumów jakoś w marcu (Blacklist?), nie przepadam za takimi klimatami, amerykańskie kapele z zerosów to nie moja bajka przeważnie. Szkoda, fajnie się zapowiadało.
The National - Nobody Else Will Be There
Najbardziej chyba bawi mnie fakt że Kuba napisał dokładnie to co sam chciałem rzec - że ten kawałek w sumie brzmi bardziej jak jego wrzuta gdyż na wrzutę Musiała jest... za dobry xD niby z jednej strony nie dziwi mnie że dev to wrzucił ale z drugiej taki poziom zaskakuje xD pierwsze co rzuca się w uszy to ten specyficzny bit, jest to jakoś tam unikatowe odrobinę, poza tym w sumie całkiem ładna melodia i spoko wokal. W sumie to do ostatniej chwili walczyłem czy nie napisać po prostu NIE WIEM ale powiedzmy że daję nieśmiałą okejkę temu kawałkowi z małym zastrzeżeniem że... albo w sumie bez, miałem coś pomarudzić że przydługi ten numer ale jest OKEJ.
Porcupine Tree - Stars Die
Ciężko zasiąść do recenzji kiedy ma się poczucie że może faktycznie mierzysz się właśnie z czyimś utworem życia, heh. Tym bardziej kiedy chodzi o wrzutkę szanownego kolegi Jakuba, którego przecież tak chwaliłem sobie za przeróżne melancholijne wrzutki zeszłej jesieni. No i przyszedł Wilson, najpierw solo a teraz Porki (wcześniej jeszcze no-man, prejzowany dość połowicznie u mnie). Wilsonowi solo dawałem neutralny kciuk w bok a tu okazało się że mam jeszcze większy problem. Stars Die pochodzi z czasów albumu wrzucanego przez Melkiego który raczej słabo mi siadł poza nomen omen munlupem-utworem hehe. Niby to wszystko tutaj jest może i ładne - ta delikatna perkusja, akustyk i basik itede ale jakoś mnie nie przekonują do siebie za cholerę. Melancholijny wokal Wilsona tym bardziej, wstawki z Białego Domu raczej wydają mi się pretensjonalnym zabiegiem. Z nieskrywaną przykrością ale odbiłem się od tego numeru jeszcze bardziej niż od Wilsona z minionej kolejki i nie będę dalej przedłużał chowając się z tą opinią jak dziecko które coś przeskrobało.
Ciężka to była kolejka, w mojej opinii chyba najsłabsza w tej 25.
Kiedy odpaliłem sobie kolejkę na mojej prywatnej playliście i po wrzutce Musiała wjechał ten numer zapomniałem że słucham tego ze Spotify, byłem pewien że jestem na YouTube i odpaliła się jedna z tych natarczywych reklam które człowiek słyszy milion razy zaledwie podczas godziny surfowania po tej witrynie. Ewentualnie zabrzmiało to jak jeden z jingli reklamowych z VH1 przed laty i w sumie jako taki jingiel byłoby spoko, gorzej niestety że po 10-20 sekundach zabrakło pomysłu na coś więcej w tym numerze. Pamiętam Iglooghosta z moich podróży po YouTube, Brianfeeder dołączył do moich subskrypcji zapewne za sprawą Flying Lotusa, to było w czasach moich intensywnych poszukiwań świeżych brzmień i zapamiętałem Iglooghosta jako właśnie ten moment odbicia się, wtedy poczułem że mam do czynienia z kompletnym przerostem formy nad treścią, że poza brzmieniem które jest ciekawostką nie ma tu nic więcej. Powrót po latach jedynie utwierdza mnie w tym przekonaniu. Za muzykę z blendera podziękuję.
Röyksopp feat. Susanne Sundfør - If You Want Me
Utwór ten z kolei utwierdza mnie w przekonaniu że Pani Sundfør niestety gorzej wypada w numerach opartych o chłodną elektronikę. Pamiętam raczej chłodno utworowe Rome wrzucane przez Wujka a raczej cieplej bardziej organicznie brzmiący album, ta wrzutka tutaj to niestety potworne smęcenie na totalnie generikowym podkładzie brzmiącym jakby AI miało wygenerować "skandynawsko chłodno brzmiącą balladę". Żal mam jak słyszę w jakim kierunku poszła muzyka Röyksopp których ciepło wspominam z ich debiutu, Panowie rozpłynęli się w niebycie w niekształną syntezatorową masę i zdaje się dobierają sobie równie niewyraziste wokalistki do współpracy. Na tym etapie liczę że to ostatnie spotkanie z SS - nie licząc ewentualnych dubli.
Have A Nice Life - Bloodhail
Gdy wjechał tenże numer miałem naprawdę spore nadzieje wobec niego bo wstęp brzmiał bardzo obiecująco choć to zaledwie było granie jakby z podręcznika typu Gothic Rock 101. Niemniej ten basowy instrumentalny fragment brzmiał tłusto i całkiem nieźle, myślałem przez moment że obcować przyjdzie mi właśnie z jakimś gotyckim zapomnianym obskjurem z końca lat 80. ale gdy wjechała gitara i potem wokale jasne stało się dla mnie że jesteśmy w zupełnie innych czasach i będzie to zaledwie jakiś amerykański alt rock z obecnego tysiąclecia. Rozczarowanie me było wielkie, czar prysł i nie byłem w stanie nic z tym zrobić, czułem się nieco jakbym słuchał tej kapeli co to ją Musiał wrzucał do albumów jakoś w marcu (Blacklist?), nie przepadam za takimi klimatami, amerykańskie kapele z zerosów to nie moja bajka przeważnie. Szkoda, fajnie się zapowiadało.
The National - Nobody Else Will Be There
Najbardziej chyba bawi mnie fakt że Kuba napisał dokładnie to co sam chciałem rzec - że ten kawałek w sumie brzmi bardziej jak jego wrzuta gdyż na wrzutę Musiała jest... za dobry xD niby z jednej strony nie dziwi mnie że dev to wrzucił ale z drugiej taki poziom zaskakuje xD pierwsze co rzuca się w uszy to ten specyficzny bit, jest to jakoś tam unikatowe odrobinę, poza tym w sumie całkiem ładna melodia i spoko wokal. W sumie to do ostatniej chwili walczyłem czy nie napisać po prostu NIE WIEM ale powiedzmy że daję nieśmiałą okejkę temu kawałkowi z małym zastrzeżeniem że... albo w sumie bez, miałem coś pomarudzić że przydługi ten numer ale jest OKEJ.
Porcupine Tree - Stars Die
Ciężko zasiąść do recenzji kiedy ma się poczucie że może faktycznie mierzysz się właśnie z czyimś utworem życia, heh. Tym bardziej kiedy chodzi o wrzutkę szanownego kolegi Jakuba, którego przecież tak chwaliłem sobie za przeróżne melancholijne wrzutki zeszłej jesieni. No i przyszedł Wilson, najpierw solo a teraz Porki (wcześniej jeszcze no-man, prejzowany dość połowicznie u mnie). Wilsonowi solo dawałem neutralny kciuk w bok a tu okazało się że mam jeszcze większy problem. Stars Die pochodzi z czasów albumu wrzucanego przez Melkiego który raczej słabo mi siadł poza nomen omen munlupem-utworem hehe. Niby to wszystko tutaj jest może i ładne - ta delikatna perkusja, akustyk i basik itede ale jakoś mnie nie przekonują do siebie za cholerę. Melancholijny wokal Wilsona tym bardziej, wstawki z Białego Domu raczej wydają mi się pretensjonalnym zabiegiem. Z nieskrywaną przykrością ale odbiłem się od tego numeru jeszcze bardziej niż od Wilsona z minionej kolejki i nie będę dalej przedłużał chowając się z tą opinią jak dziecko które coś przeskrobało.
Ciężka to była kolejka, w mojej opinii chyba najsłabsza w tej 25.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Panowie w przypadku mocno konfrontacyjnych (jak się okazuje) wrzutek dzielnie forsują ideę: pomysł, który nie siada = brak pomysłu
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Masz rację, jestem niesprawiedliwy.
Powiedzmy wprost że pomysł jest, po prostu ch*jowy.
Powiedzmy wprost że pomysł jest, po prostu ch*jowy.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jeżeli takie się odnosi wrażenie, to czemu o tym nie pisać? Ja nie jestem znawcą tego typu muzyki i nie będę udawał, że jestem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Od razu lepiej. Jak to mawia klasyk, rzucam to luźno po co się wkurviaćstripped pisze:30 lis 2023 04:24Masz rację, jestem niesprawiedliwy.
Powiedzmy wprost że pomysł jest, po prostu ch*jowy.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Porcupine Tree - Stars Die
Kurde, zobaczyłem PT (Forumowiczów hehe), i myślę sobie, jak nic numer na kwadrans długości. Ale oto nie, oto 5 minut i to, jak często w moich zderzeniach z Porcupine Tree bywa, bardzo przyjemne 5 minut. Jest jesienno-zimowo, melancholijnie, oczywiście tytuł i tekst nieco pretensjonalne, ale wybaczam, daruję. Dobra muzyka bardzo, nastrojowa, choć wpycha mnie w ramiona smutku, albo raczej dopycha, bo w tych jestem już od dawna. Naprawdę świetna nuta, wyjątkowo podobają mi się i gitary, i smyko-pady w tle, wokal Wilsona na lekkim przydechu też robi robotę. Numer jak znalazł na tę aurę, muszę w końcu usiąść bardziej do PT, a nie się wiecznie "zrażać" perspektywą bycia mordowanym solówkami trwającymi dłużej niż przeciętna masturbacja. Good job, Hien!
Portishead - Over
Ze mnie żaden wielki fan Portishead, choć pewnie powinienem nim być, ale na podstawie tego, co znam, mogę powiedzieć rzeczy podobne do uwag imć Hiena, pierwszy album to monument gatunku, trzeci to... co to właściwie jest. A drugi to jest takie, nie wiem, "stary świat już umarł, ale nowy się jeszcze nie narodził". Tutaj na szczęście dobry przedstawiciel najlepszego z "żanrów", jest wszystko, czego trzeba. Piękny, powolny, gęsty i duszny breakbeat (właściwie bez breaków) w tle, niepokojąca gitara, szeleszczące dźwięki a la stara taśma, skrecze, no i Boska Beth, która w swój pokręcony i momentami pięknie złowrogi sposób jęczy do mikrofonu. Potem wchodzi elektryk i robi się wręcz narkotyczno-erotycznie, a tak naprawdę do zwyczajnie świetne podsumowanie tej piosenki. Jaram się, muszę sobie ich odświeżyć, nie słuchałem sto lat.
Iglooghost - Super Ink Burst
Dragon zawsze czymś dowali, czasem dobrze, czasem... lekko od czapy, czasem... Robert, czy Ty połowę tej bestki jedziesz na molly? xD To jest generalnie coś takiego muzycznie, czego nie potrafię sobie za bardzo wyobrazić do słuchania na trzeźwo, i nie mam na myśli alkoholu. Dźwięki trochę nie z tego świata, faktycznie, ciekawie i melodyjnie robi się pod koniec, kiedy wszystko zaczyna zdychać. Do jakiegoś nie do końca ogarnialnego tańca jak znalazł, do słuchania na słuchawkach... cóż, żeby niepokoić tych, do których dociera to, czego z reguły słucham, z reguły wybieram Woodbines & Spiders, tutaj mam karuzelę, która z jakiegoś powodu pachnie mi zoomerstwem (no offence), ale takim bardzo... wyobrażonym, wymyślonym na potrzeby seriali typu np. Euforia, gdzie w oczach millenialsów odpowiedzialnych za scenariusz etc. zoomerzy tylko ćpają (trochę prawda) i się ruchają (nieprawda, wg wszelkich badań najmniej "rozseksualizowane" pokolenie od czasów NAWET lost generation, a to jest coś), ew. słuchają takich dziwactw. Cóż, jestem millenialsem i czasem takowych słucham, ale z młodych i nowych (powiedzmy) twórców, to wolę Troye Sivana. Ej, wideo do Rush jest super, muszę się przejść do La Pose na jakąś imprezę (jak już skompletuję garnki).
Purchawka i Zuzanna ze Stanford (czy jakoś tak) - If You Want Me
Kurde, ja do dziś przesłuchałem Profound Mysteries głównie w kawałkach i przyznam, że nie pamiętam tego numeru. Well, shodan nie zaskakuje o tyle, że jako miłośnik Rikzopu wrzuca też utwór, gdzie wokalnie udziela się Susanna, acz jestem nieco rozczarowany... Mają oni PRZYNAJMNIEJ JEDEN lepszy numer z nią na wokalu. Podzielam trochę zdanie Hiena, choć sam jestem fanem Norwegów, i za ich średnio udany album uważam jedynie (wynoszone pod niebiosa) The Understanding, nigdy nie jarało mnie What Else Is There tbh. Gdyby ktoś chciał mi sprzedać Purchawkę przy pomocy tego kawałka, to powiem tak, długo bym mehał i w końcu do niczego bym nie usiadł (może poza Melody A.M., bo nie znam osoby, której nie skusiłyby klipy do Eple czy Remind Me). To nie jest generalnie zły kawałek, tam się fajne rzeczy nawet dzieją pod koniec, ale pod koniec. Reszta... rozwleczone to bydle, Susanna nie może się rozkręcić, co jest bardzo smutne, bo mimo wszystko ma baba głos, a to takie na jedno kopyto trochę. Moim zdaniem troooszkę zmarnowany potencjał. Ale też nie narzekam skrajnie.
Have a Nice Life - Bloodhail
Kolejny utwór, który odkładałem do zamrażalnika na Święty Nigdy, a raczej nie utwór, a wykonawca. Albowiem słyszałem o nim sporo, i słyszałem sporo dobrego. Polecano mi, zachęcano, a ja zawsze I'LL DO IT TOMORROW, jak śpiewał Stan Ridgway w Wall of Voodoo. Na szczęście na pomoc przybiega bestka i często w niej zaskakujący Miętus. Boziu, jakie to jest dobre - jest lo-fi, jest mrocznie, są pogłosy, bębny jakieś anemiczne, za to bas thicc jak uda mojej byłej (były cudowne <3), powtarzane w kółko matro-frazy na koniec, melodyjny wokal, kurde, skąd takie cuda we Wrocławiu. Jeśli chodzi o historię, do której odniósł się już Hien, cóż mogę powiedzieć, GDYBY TO BYŁ MÓJ KOMPUTER JUŻ DAWNO POLECIAŁBYM DO JAKIEGOŚ SZPECA GDZIE JEST IGOR GDZIE JEST MÓJ DYSK ZEWNĘTRZNY HALOOO!!! Na szczęście sporo udało się odtworzyć, ale do stanu docelowego trochę stało. Nvm, muzyka jest w tym kawałku absolutnie przecudowna. Tylko jak słuchać takich rzeczy, żeby nikt nie wiedział, bo jeszcze będą mnie podejrzewać o siedzenie na muzbawce i wrzucanie w kółko tych samych albumów pod tagiem #twójgustmuzycznywcaleniejestwyjątkowy czy coś takiego. CHYLĘ COPKĘ i będę zasysał. W ogóle Seba potrafi mi takie złoto zaoferować, że głowa mała, od paru tygodni katuję Art of Noise jak nienormalny, to będzie następne, już to wiem.
Kurde, zobaczyłem PT (Forumowiczów hehe), i myślę sobie, jak nic numer na kwadrans długości. Ale oto nie, oto 5 minut i to, jak często w moich zderzeniach z Porcupine Tree bywa, bardzo przyjemne 5 minut. Jest jesienno-zimowo, melancholijnie, oczywiście tytuł i tekst nieco pretensjonalne, ale wybaczam, daruję. Dobra muzyka bardzo, nastrojowa, choć wpycha mnie w ramiona smutku, albo raczej dopycha, bo w tych jestem już od dawna. Naprawdę świetna nuta, wyjątkowo podobają mi się i gitary, i smyko-pady w tle, wokal Wilsona na lekkim przydechu też robi robotę. Numer jak znalazł na tę aurę, muszę w końcu usiąść bardziej do PT, a nie się wiecznie "zrażać" perspektywą bycia mordowanym solówkami trwającymi dłużej niż przeciętna masturbacja. Good job, Hien!
Portishead - Over
Ze mnie żaden wielki fan Portishead, choć pewnie powinienem nim być, ale na podstawie tego, co znam, mogę powiedzieć rzeczy podobne do uwag imć Hiena, pierwszy album to monument gatunku, trzeci to... co to właściwie jest. A drugi to jest takie, nie wiem, "stary świat już umarł, ale nowy się jeszcze nie narodził". Tutaj na szczęście dobry przedstawiciel najlepszego z "żanrów", jest wszystko, czego trzeba. Piękny, powolny, gęsty i duszny breakbeat (właściwie bez breaków) w tle, niepokojąca gitara, szeleszczące dźwięki a la stara taśma, skrecze, no i Boska Beth, która w swój pokręcony i momentami pięknie złowrogi sposób jęczy do mikrofonu. Potem wchodzi elektryk i robi się wręcz narkotyczno-erotycznie, a tak naprawdę do zwyczajnie świetne podsumowanie tej piosenki. Jaram się, muszę sobie ich odświeżyć, nie słuchałem sto lat.
Iglooghost - Super Ink Burst
Dragon zawsze czymś dowali, czasem dobrze, czasem... lekko od czapy, czasem... Robert, czy Ty połowę tej bestki jedziesz na molly? xD To jest generalnie coś takiego muzycznie, czego nie potrafię sobie za bardzo wyobrazić do słuchania na trzeźwo, i nie mam na myśli alkoholu. Dźwięki trochę nie z tego świata, faktycznie, ciekawie i melodyjnie robi się pod koniec, kiedy wszystko zaczyna zdychać. Do jakiegoś nie do końca ogarnialnego tańca jak znalazł, do słuchania na słuchawkach... cóż, żeby niepokoić tych, do których dociera to, czego z reguły słucham, z reguły wybieram Woodbines & Spiders, tutaj mam karuzelę, która z jakiegoś powodu pachnie mi zoomerstwem (no offence), ale takim bardzo... wyobrażonym, wymyślonym na potrzeby seriali typu np. Euforia, gdzie w oczach millenialsów odpowiedzialnych za scenariusz etc. zoomerzy tylko ćpają (trochę prawda) i się ruchają (nieprawda, wg wszelkich badań najmniej "rozseksualizowane" pokolenie od czasów NAWET lost generation, a to jest coś), ew. słuchają takich dziwactw. Cóż, jestem millenialsem i czasem takowych słucham, ale z młodych i nowych (powiedzmy) twórców, to wolę Troye Sivana. Ej, wideo do Rush jest super, muszę się przejść do La Pose na jakąś imprezę (jak już skompletuję garnki).
Purchawka i Zuzanna ze Stanford (czy jakoś tak) - If You Want Me
Kurde, ja do dziś przesłuchałem Profound Mysteries głównie w kawałkach i przyznam, że nie pamiętam tego numeru. Well, shodan nie zaskakuje o tyle, że jako miłośnik Rikzopu wrzuca też utwór, gdzie wokalnie udziela się Susanna, acz jestem nieco rozczarowany... Mają oni PRZYNAJMNIEJ JEDEN lepszy numer z nią na wokalu. Podzielam trochę zdanie Hiena, choć sam jestem fanem Norwegów, i za ich średnio udany album uważam jedynie (wynoszone pod niebiosa) The Understanding, nigdy nie jarało mnie What Else Is There tbh. Gdyby ktoś chciał mi sprzedać Purchawkę przy pomocy tego kawałka, to powiem tak, długo bym mehał i w końcu do niczego bym nie usiadł (może poza Melody A.M., bo nie znam osoby, której nie skusiłyby klipy do Eple czy Remind Me). To nie jest generalnie zły kawałek, tam się fajne rzeczy nawet dzieją pod koniec, ale pod koniec. Reszta... rozwleczone to bydle, Susanna nie może się rozkręcić, co jest bardzo smutne, bo mimo wszystko ma baba głos, a to takie na jedno kopyto trochę. Moim zdaniem troooszkę zmarnowany potencjał. Ale też nie narzekam skrajnie.
Have a Nice Life - Bloodhail
Kolejny utwór, który odkładałem do zamrażalnika na Święty Nigdy, a raczej nie utwór, a wykonawca. Albowiem słyszałem o nim sporo, i słyszałem sporo dobrego. Polecano mi, zachęcano, a ja zawsze I'LL DO IT TOMORROW, jak śpiewał Stan Ridgway w Wall of Voodoo. Na szczęście na pomoc przybiega bestka i często w niej zaskakujący Miętus. Boziu, jakie to jest dobre - jest lo-fi, jest mrocznie, są pogłosy, bębny jakieś anemiczne, za to bas thicc jak uda mojej byłej (były cudowne <3), powtarzane w kółko matro-frazy na koniec, melodyjny wokal, kurde, skąd takie cuda we Wrocławiu. Jeśli chodzi o historię, do której odniósł się już Hien, cóż mogę powiedzieć, GDYBY TO BYŁ MÓJ KOMPUTER JUŻ DAWNO POLECIAŁBYM DO JAKIEGOŚ SZPECA GDZIE JEST IGOR GDZIE JEST MÓJ DYSK ZEWNĘTRZNY HALOOO!!! Na szczęście sporo udało się odtworzyć, ale do stanu docelowego trochę stało. Nvm, muzyka jest w tym kawałku absolutnie przecudowna. Tylko jak słuchać takich rzeczy, żeby nikt nie wiedział, bo jeszcze będą mnie podejrzewać o siedzenie na muzbawce i wrzucanie w kółko tych samych albumów pod tagiem #twójgustmuzycznywcaleniejestwyjątkowy czy coś takiego. CHYLĘ COPKĘ i będę zasysał. W ogóle Seba potrafi mi takie złoto zaoferować, że głowa mała, od paru tygodni katuję Art of Noise jak nienormalny, to będzie następne, już to wiem.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Panowie, SPRAWA JEST
Jeśli udałoby się zamknąć tę kolejkę dziś lub nawet do końca weekendu, to mam propozycję. W ubiegłym roku urwało nam chyba jedną kolejkę, bo bez sensu rozciągnęliśmy inną żeby wycelować w święta. Wiem, że w tym roku niektórzy też mają wrzuty świąteczne ORAZ sylwestrowe, więc chcę już teraz jakoś zaplanować ten grudzień żeby było jak najwięcej muzyki, ale żeby nie było paniki, że nie wyrobimy się na jakąś okazję.
Pesymistycznie zakładam, że zaczniemy następną kolejkę najwcześniej 3 grudnia ZATEM, gdybyśmy mogli przyjąć taki plan czasowy
1 kolejka 3 grudnia - 9 grudnia
2 kolejka 10 grudnia - 15 grudnia
3 kolejka 16 grudnia - 21 grudnia
4 kolejka (świąteczna) 22 grudnia - 28 grudnia
5 kolejka (sylwestrowa) 29/30 grudnia (zależy ile kto się będzie ze Świąt gramolił)
oczywiście jeden elastyczny dzień w jedną i druga można by zostawić. Czy jest to dla Was spoko plan do zrealizowania? IMO byłoby fajnie, ale jak już wszyscy powiedzą ok, to się tego trzymajmy. Jak nie, to penis z tym.
Jeśli udałoby się zamknąć tę kolejkę dziś lub nawet do końca weekendu, to mam propozycję. W ubiegłym roku urwało nam chyba jedną kolejkę, bo bez sensu rozciągnęliśmy inną żeby wycelować w święta. Wiem, że w tym roku niektórzy też mają wrzuty świąteczne ORAZ sylwestrowe, więc chcę już teraz jakoś zaplanować ten grudzień żeby było jak najwięcej muzyki, ale żeby nie było paniki, że nie wyrobimy się na jakąś okazję.
Pesymistycznie zakładam, że zaczniemy następną kolejkę najwcześniej 3 grudnia ZATEM, gdybyśmy mogli przyjąć taki plan czasowy
1 kolejka 3 grudnia - 9 grudnia
2 kolejka 10 grudnia - 15 grudnia
3 kolejka 16 grudnia - 21 grudnia
4 kolejka (świąteczna) 22 grudnia - 28 grudnia
5 kolejka (sylwestrowa) 29/30 grudnia (zależy ile kto się będzie ze Świąt gramolił)
oczywiście jeden elastyczny dzień w jedną i druga można by zostawić. Czy jest to dla Was spoko plan do zrealizowania? IMO byłoby fajnie, ale jak już wszyscy powiedzą ok, to się tego trzymajmy. Jak nie, to penis z tym.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jest to do zrobienia - dla mnie - ale nie wiem jak pozostali. Dużo zależy też jakie te kolejki będą, ostatnio (jak na mnie) idą mi dłużej. Może też wyjść tak że nagle co kolejkę dojdzie jakiś numer półgodzinny i to też MOŻE rzutować xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja nie planuję rzucać niczego długiego, ani trudnego, no ale w sumie rzadko się zdarza żebym kiedykolwiek to robił. Jeśli zaczną wlatywać jakieś półgodzinne drony, to faktycznie będziemy w dupie. Swego czasu sam Seba, książę zdążę tego forum, napisał, że
więc nie wiem, mam nadzieję, że to aktualne xD Ale tegoż pytam, bo może w grudniu ludzie mają jakieś ciężkie wywożenie siana do stajni, czy karczowanie iglastych lasów.
mintaj pisze:19 wrz 2023 12:38tak se myślę, że jakbyśmy se dali nwm 5 dni na każdą kolejkę utworowej
więc nie wiem, mam nadzieję, że to aktualne xD Ale tegoż pytam, bo może w grudniu ludzie mają jakieś ciężkie wywożenie siana do stajni, czy karczowanie iglastych lasów.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Raczej nie powinno być problemu, ale na 100% nie jestem pewien
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Powiedzmy, że świąteczna kolejka musi wejść tego 22 grudnia, reszta wyjdzie jak wyjdzie, najwyżej będziemy cisnąć wcześniejszą na chama xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Ja jestem za.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No może byc
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jestem oczywiście gotów do współpracy, o ile nie wynikną niespodziewane problemy. I proponuję na kolejkę bożonarodzeniową dać jednak odpust z dublami, żeby kolejka była jednak tematyczna.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tzn ja na święta i tak nie planuje wrzucać czegoś typowo świątecznego, bardziej mojego osobistego świątecznego klasyka, ale mimo wszystko trochę nie wiem co mają duble do spójności kolejki xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Przecież w zeszłym roku rozmawialiśmy, że z okazji Bożego Narodzenia powinniśmy pozwolić na powtarzanie wcześniej wrzucanych wykonawców.
Jak nie, to nie, ale taka gadka była.
Jak nie, to nie, ale taka gadka była.