Best of Forum IV

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum IV

Post 21 gru 2023 21:34

No rzeczywiście. Pomyliłem fakty. Dwójka to dzieło Sonic Mayhem. Ale podobre tłuczenie.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 21 gru 2023 21:36

No właśnie nie do końca podobne, ale będziesz miał okazję się przekonać.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 21 gru 2023 22:44

Embryo

Kurde, Hien pisze coś o dziaderskim graniu, no bo wiecie, Floydzi etc., ale ja w tym dziaderstwa nie czuję. To jest taki super-poprawny, ale też naprawdę bardz-fajny prog, albo raczej coś o progowym zabarwieniu i dobrym brzmieniu, i właściwie tyle na ten temat. Brzmienie jest spokojne, przypomina mi trochę no-man a trochę King Crimson z albumu wrzucanego przez Smoka, instrumenty w tle to taki Vic Mars, generalnie jest super, jak na deep cut przystało (deep cuty zazwyczaj są super). Outro z tym kocim jęczeniem też brzmi bardzo dobrze, lekko niepokojąco (i przez to właśnie dobrze), oczywiście nie znałem tego numeru wcześniej (bo i skąd, żaden ze mnie ekstremalny fan Floydów). Czuję ten setting pod tę muzykę, niby zaraz święta, a jakoś tak jest... beznadziejnie xD Ale do meczu Polska-Francja w życiu bym tego nie odpalił. Wielkie OK.

Box of Secrets

Smoku wraca ze Smokiem, czyli klasyczny Robert w bardzo klasycznym wydaniu. Jest ambiencik, jest elektronika, jest nawiązanie do Mandarynkowego Snu, jest mrocznie ("mhrocznie") i nieco niepokojąco (powtarzam się, wiem), jest przede wszystkim ciekawie, właściwie to jak tak sobie analizowałem wrzuty Smoka, to ten musi się naprawdę postarać, żeby mnie zniechęcić (choć czasem chyba nie stara się w ogóle lol). Dobre to jest, ten zgliczowany bicik superancki, do tego kosmiczno-oniryczne pady... A potem wchodzą klawiszowe brzmienia, które przypominają mi jeden z poziomów w Raymanie 2. Tak jest, to kolejna elektrowrzutka, która mogłaby z powodzeniem robić za OST do jakiejś mroczniejszej platformówki, ale nie tylko - daje mi vibe pierwszego Half-Life'a, jakieś Xen czy coś w tym stylu. Box zdecydowanie to jest, Secrets jakieś mogę tam nawet znaleźć. Podoba mi się bardzo, naprawdę, wyczuwam, że poeksploruję tego wykonawcę, jeśli ma tego typu rzeczy w swoim katalogu.

Don't Mess With My Moog

Murzyn nawet, kiedy porzuca (w teorii) murzyńskie klimaty, to i tak się w nich obraca. To, co tutaj słyszę, to niby jest muzyka klubowa, taki trochę housik (o ile dobrze przypisuję), ale faktycznie kwaśny i groovy, taki mocno "wajbujący". To jest coś, co z powodzeniem mogłoby się znaleźć na jakiejś RAMce xD Skoro takie House Flavour (Flavor?) tam było, to to tym bardziej. Co mogę powiedzieć, jest moog, jest bicik a la wczesny Jori Hulkkonen, o taką elektronikę nic nie robiłem, z tym, że lepiej mi wchodziła już jakiś czas temu. To jest nuta do mocnego czilowania, a mocne czilowanie to jest coś, na co nie jestem w ogóle teraz gotowy (ciekawe, czy kiedykolwiek będę lol xD). Takie wiecie, niezobowiązujące snucie się po jakimś eleganckim klubie tanecznym, ładne wykończenia, fancy drinki, ludzie poubierani za chwilówki, tego typu sprawy. No i właśnie w tle ta muzyka, którą wepchnąłbym totalnie w lata 90. (a tu rok 2018, proszę proszę), ja na szczęście ani chwilówki ani zmartwień (no, to ostatnie to akurat mam i to mocno), także łagodnie uśmiechnięty (SANAH JEST GDZIEŚ BLISKO) i tak se łażę, a potem wpadam na Golasa i tak se słuchamy i łazimy razem. Kolejny jack-(HUEHUE)-pot, cóż za kolejka!

All For Us

Dżizus, za dobrze było. Śmiesznie, bo te pierwsze dźwięki, w sensie pierwsze pierwsze, nie zapowiadały katastrofy, potem wjechały całe te, nie wiem, piski? I przez chwilę miałem takie "ej, zaraz, numer Dragona już był". No tak, potwornie człowiek się może tą zabawą bestkową zbiasować, co mogę powiedzieć. O serialu Euphoria i wszystkim, co mu towarzyszy chyba już się wypowiedziałem, więc nie będę się powtarzał, zaś sam utwór jest, no, co tu dużo mówić, straszny. Te chipmunki w tle mnie tak masakrycznie wkur*iają, że łeb pęka, muzyka jest strasznie nijaka, Zendaya... no, wiem, że ktoś taki jest, nic mnie więcej nie interesuje. Koleś ma wyjątkowo bezpłciowy głos, tyle dobrego, że kawałek był stosunkowo krótki i podwójny jego odsłuch (nie dałem rady więcej) mnie aż tak nie zamęczył (ale było blisko, let's be honest). Trzeciego nie będzie, mowy nie ma. Potworność na potworności i potwornością pogania, zostawiam to gdzieś w tyle i nie wracam.

Master of Puppets

Well, spodziewać się można było, że ktoś tu w końcu wciśnie Metallikę (zresztą, chyba pisałem to już przy okazji jakiegoś innego zespołu, takiego wiecie, popularnego etc., ale już zapomniałem, o co mi chodziło). I znów nie czuję się zaskoczony tym, że pierwszy (albo jeden z pierwszych), by tego dokonać, to Mentos xD Co mogę powiedzieć, z Metalliką nigdy mi nie było po drodze, aczkolwiek trochę beka z nazywania tego metalem (tzn. ja rozumiem, że taki jest poprawny label gatunkowy, ALE - wyjaśniam poza nawiasem), albowiem na przestrzeni swojego życia poznałem trochę metali, dla których to to jest lekkie i spokojne i w ogóle wyważone (czy wręcz ocierające się o POP, lol) granie, prawdziwy metal to thrash, albo death, albo doom, niekończąca się kakofonia dźwięków wypluwanych przez tysiące przesterowanych wioseł i stopa 200 BPM, czyli teoria podkowy w praktyce (bo schodzą się miłośnicy takiego grania w odsłonie rockowej i techno-terrorcore), i - o ile wiem, że Metallica to przecież Klasycy przez duże K - nawet mnie rodzice puszczali podobne rzeczy w dzieciństwie nazywając to po prostu muzyką hard rockową. Średnio za Metalliką przepadam, tego kawałka nie słyszałem z miliard lat, ale nie jest bardzo zły, i w ogóle to lubię jego "drugą część", cała końcówka jest elo, kojarzy się z... soundtrackiem do Need For Speed 2 xD Tak, wiem, pisałem to o innych numerach też, ale nie poradzę, tak mi się kojarzy. Daję takie... trochę na tak, ale trochę nie wiem. Poprzestańmy na tym.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 21 gru 2023 23:02

Pink Floyd - Embryo

Pamiętam jak przez mgłę, że kolega Munlup straszył nas tym, że wrzuci tu kiedyś coś z The Endless River - nie jestem pewien, czy nie chodziło o albumową, ale cieszę się, że PÓKI CO nie wpadł na realizację tego pomysłu. BTW ja mecz Polska - Francja spędziłem w pracy (rok temu pracowałem w miejscu, w którym często moje godziny pracy przypadały na niedziele i święta - niby to nie bolało mnie jakoś bardzo, ale jednak wolę bardziej ludzkie godziny pracy), a tak poza tym to z obecnej perspektywy dostrzegam, że końcówka tamtego roku była dość cienka i chyba lepiej mi jest w życiu tak jak jest teraz, ale mniejsza z tym, bo jakby zebrałem się tutaj po to, by opisać kawałek. Tutaj od razu ciężkie wyznanie: nie kojarzę go. Tak, wiem, jestem pozerem, ale mimo mojego uwielbienia do tego zespołu jakoś nigdy nie wgłębiałem się bardzo intensywnie w te kompilacje i składanki niewydawanych na longplay'ach rzeczy - znam je, ale raczej dośc pobieżnie. Ja to generalnie żem na początku myślał, że to jakaś rzecz nagrana w czasach z Barrettem i chciałem tu pisać elaborat o tym, że się zastanawiam nad tym dlaczego do tego okresu wracam względnie rzadko, no ale okazało się że niezbyt i w sumie po paru odsłucach faktycznie bliżej temu brzmieniowo i klimatycznie do Krowy czy płyty z Uchem. W sumie to słyszałbym to na tej drugiej, jakoś mi to pasuje klimatem na ten album. Fajne brzmienie, spoko kwasujący klimat oraz Waters, którego da się słuchać, a to naprawdę niecodzienna sytuacją. Jak prawie zawsze - Pink Floyd Z BAZĄ. Świetny kawałek.

Ian Boddy - Box of Secrets

Ehhh, zawsze mam problem z tymi berlińczykami oraz wszelkiej maści elektroniką od Roberta. Słucha mi się tego prawie zawsze dobrze lub bardzo dobrze, bardzo mi się to wszystko podoba, ale cholera jasna - czasem to mi się wydaje, że łatwiej byłoby mi opisać kolor czerwony niewidomemu niż te muzykę w miarę sensownie. Zwłaszcza przy specyfice bestki utworowej, gdzie te rzeczy trochę wyrywamy z większej całości i staramy się być w miarę oryginalni i kreatywni. Welp, przynajmniej ja się staram. xD Podoba mi się ta metafora SZKATUŁKI, odkąd ją przeczytałem dostrzegam w tym kawałku właśnie dużo takich drobnych elementów, motywów i melodii, które gdzieś tam i jakoś tam się zazębiają w większą całość. Jakoś to działa i nie wiem jak to działa, bo ja już się powolę godzę z faktem, że nie zrozumiem nigdy do końca muzyki. BTW fajnie też usłyszeć coś, co brzmi jak BERLIŃCZYCY, ale nagrani tak w miarę współcześnie, ale też nie na tyle, by dotknął to nagranie wirus odtwórstwa i generyczności, o której pisał kolega Robert. Tak, wiem, że gadam jak boomer, ale w nosie to mam. Kolejna świetna rzecz i propozycja do obadania KIEDYŚ TAM. Kawałek BAZA.

Ladytron - Destroy Everything You Touch

O grudniu 2011 napiszę tylko, że był spoko w moim życiu, ale mniej spoko byłem jako człowiek, bo sami pewnie pamiętacie jak irytującym gówniarzem bywałem w owym czasie na forum. Walić to. Ladytron znam z nazwy, ale mylą mi się z Royskopp i w sumie to jak tego pierwszy raz słuchałem, to myślałem, że to oni - nie umiem tego racjonalnie wyjaśnić. Wydawało mi się, że kiedyś ich słuchałem i nawet widzę, że Velocifero dałem ze 100 lat temu 4/10 na RYMie, ale to było tak dawno temu, że zupełnie tej oceny nie traktuję miarodajnie, zwłaszcza, że nic z tego albumu nie pamiętam. Mitycznego KIEDYŚ postaram się zweryfikować ocenę nt. tego zespołu, bo to co zapodał Musiał jest spoko, to jest tym typ popu, co to jednocześnie brzmi HIPSTERSKO, ale mógłby polecieć w radio i nikt by się nie oburzał. Podoba mi się to brzmienie właśnie, odnoszę wrażenie, że dobrze się zestarzało i te naście lat temu pewnie siadłoby mi gorzej, ale piosenka też generalnie dobra. Tym razem Musiał z BAZĄ.

Felipe Gordon -Don't Mess with My Moog

Kurde, trochę podziwiam MURZYNA, że po 30 miał zapał na eksplorowanie gigaton nowej muzyki z cholera wie skąd. Mnie od paru dobrych lat średnio się chce, a gdyby nie ta bestka to byłoby z tym pewnikiem jeszcze gorzej. To chyba nawet nie jest kwestia tego, że ja się muzyką mniej interesuje niż kiedyś, tylko no.. czasu mało, a trzeba jednak rozwijać się w innych kierunkach, nie mówiąc o tym, że podcasty o polskiej lidze oraz starej tv same się nie przesłuchają.
Dawno nic nie wrzucałem na tę swoją półkę z napisem RZETELNE i właśnie niniejszym to czynię. Kawałek jest niezły w swojej kategorii, mogę tak stwierdzić na podstawie swojej znajomości muzyki klubowej, ale sęk w tym, że tejże muzyki prawie w ogóle nie słucham i chyba nawet domyślam się dlaczego. Nie odmawiam mu klimatu, jest faktycznie specyficzny, ale chyba za bardzo to jest monotonne, bym mógł się tym jarać przez dobrych kilka minut. Niby jest to COŚ, niby to słyszę i szanuję, ale też nie do końca trafia w moje struny i dlatego doceniam, ale nic więcej. Niby BAZA, ale nie do końca. Mimo wszystko apeluję do kolegi Jacka o więcej rzeczy z tego typu klimatów, bo nie wykluczam, że jak się jakoś z tą muzyką osłucham, to zacznę ją kumać (tak miałem z rapsami).
PS przez te sample z typami drącymi japę myślałem przez sekundę, że to Notorious BIG xdd

Labrinth - All for us (feat. Zendaya)

Zendaya to jest symbol tego pokolenia, o którym wiem, że istnieje, nie chce mu się pracować i jest uzależnione od TikToka. W sumie nie wyśmiewam go za bardzo, bo jak se tak myślę, to jest na pewno o wiele bardziej świadome i kumate niż moje. A w ogóle to ponoć Euphoria jest spoko, ale tak tylko powtarzam opinie znajomych, bo nie oglądałem (jezu, kiedy ja będę miał czas nadrabiać te wszystkie seriale). W ogóle śmieszna sprawa z tym kawałkiem, bo słyszę, że to niby jest coś nie dla mnie i jakby mi ktoś go opisał, to bym na podstawie samego opisu stwierdził, że to straszny syf i chcę się od tego trzymać daleko. Bo niby powinienem mieć uczulenie na współczesną produkcję, teen pop oraz te cholerne, przetworzone wokale brzmiące jak jakieś wiewiórki i niby wszystko tu mi się nie powinno podobać, a jednak... no podoba. Kilka lat temu pewnie by mnie to wkurzyło, ale tak se słucham tego i słucham i w sumie to ten - no podoba mi się, złego słowa nie powiem i fajne. WUJA Z BAZĄ.

Dość zbazowana kolejka, znowu prawie wszystko chwalę, a jak nie chwalę to doceniam. W sumie nie wiem co tu jeszcze dodać, więc życzę wesołych świąt i takich tam.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 21 gru 2023 23:07

o matko wyprzedzili mnię

Pink Floyd Embryo

Taki ze mnie słuchacz Floydów, że nigdy specjalnie nie sięgałem dalej poza studyjne płyty, po prostu. Na przestrzeni lat mój stosunek do różnych okresów ich twórczości zmieniał się dość znacząco. Hien wybiera coś, co kojarzy mi się z Saucerful of Secrets - poznaną dość późno, ale ze względu na podobieństwo wielu później powstających rzeczy na pograniczu rocka/elektroniki docenioną od razu. Słucham tak i słucham, a potem odkrywam masę dobrze znanych tropów rozwijanych później z lubością przez Niemców różnych. Spokojne tempo, ciekawy, gęsty, psychodeliczny klimat. Tangerine Dream z czasów Virgin spotyka się z klasycznym kosmische musik. Wright tutaj szefem totalnym. Jestem w muzycznym domu, więc to jedna z lepszych wrzutek Hiena od dłuższego czasu. Świetne instrumentarium, które wbrew obiegowej opinii uważam za znacznie mniej dziaderskie w porównaniu do większości muzyki Pink Floyd. Za najpoważniejszy objaw dziadostwa uważam ten starczy wokal. Gdyby nie realia epoki i świadomosość tego, z czym mam do czynienia, zakładałbym że to nie młodszy ode mnie Gilmour się produkuje, tylko losowy trzy razy starszy stetryczały pan. Na wokalach też prawie zawsze brzmią starczo, ale przy tak udanych melodiach i harmoniach trzeba wręcz przymknąć oko na didaskalia. Uwielbiam muzykę pokroju tła idącego tutaj, więc łatwy strzał prosto w serduszko. Chętnie bym usłyszał wersję z jakąś dłuższą improwizacją w zbliżonym klimacie pod koniec niż coś bardziej jazgotliwego.

Ladytron Destroy Everything You Touch

Kurczę, no nie wiem. Faktycznie modelowy przedstawiciel hipsterskiej stajni Musiała. Wyczuwam tu jakąś passive aggressive energię. Szczególnie ten pesymistyczny, zmęczony refren. Najdłużej zostaje w pamięci, ale jednocześnie jakoś nie zachęca za bardzo do powrotów. Różnie podchodzę do całej tej sceny electropop/electroclash z dekady lat zerowych. Junior Boys potrafili we mnie poruszyć coś więcej. W pozostałych przypadkach jeśli nie ma jakiegoś wyróżnika, którego chwytam się od razu, to robi się problem. Bujanka między chłodnym uznaniem i szybkim zapomnieniem. Brzmi w porządku, ale tylko tyle. Wią co robią, ma to ręce i nogi, może to coś w rodzaju wzorca dla następców realizujących się w podobnej estetyce, ale nie robi mi zbyt wiele. Generic perka, całiem płaskie brzmienie, ładny, choć imo niewyróżniający się wokal. Może setting pod totalną wyjebkę na rozpadającą się rzeczywistość mógłby pomóc, ale ostatnio nie bardzo się udziela. Nie pomaga też gównochlapa wałbrzyska i wrocławska. Pełny neutral.

Felipe Gordon Don't Mess With My Moog

Don't play with my world, don't mess with my... moog? No dobra, to też możemy sprawdzić. Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że gdy z Mudżynem mamy na myśli muzykę klubową, to jednak grają nam pod kopułami zupełnie różne klimaty i miejscówki. Z drugiej strony znajduję jakieś sensowne skojarzenia. Ten synthowy dżemik kojarzy mi się z luźnymi jazzowymi improwizacjami. Trochę nudzi, całość jest za długa, ale nie jest to najgorszy pomysł. Generalnie brzmi jak coś mocno zanurzonego w tradycji. Poza pstrokatymi dźwiękami quasi moog bicior jest całkiem klasyczny. Podoba mi się. Do tego ten sampling między wierszami i koniec końców trudno pomylić odpowiedzialnego za wrzutkę. Osadzony między Radiem RAM a rytmami na TNMK, choć może nie oznacza to od razu występu konkretnego DJa. W zeszłym roku podczas drugiego dnia mojego pobytu na Tauronie w środku nocy się rozpadało. Siedzieliśmy ze znajomym pod parasolami w okolicy baru sponsorowanego przez Jacka Danielsa. Czekaliśmy na koniec opadów i w trakcie tej nieplanowanej posiadówki ekipa baru puszczała z głośników podobne klubowe, dość spokojne wałki. Może tego numeru aż tak bym nie wyróżnił, ale wcale nie zakłóciłby przyjemnego nastroju chwili. Naprawdę rzetelne, taak.

Labrinth/Zendaya All for Us

Z wielu powodów to naprawdę zdumiewający wybór. Shodan na fali wznoszącej, ale trochę na nieświadomce. Hejter polskiej muzyki wrzucający jedną z popularniejszych postaci popu w naszym grajdole. Nie mówiąc już o tym, że to był kawałek wykorzystany w parszywym polskim romkomie. Wyważony (delikatnie mówiąc) uczestnik popkultury na odcinku treści progresywnych w następnej kolejce proponuje soul basowego bangera. Co więcej, wykorzystano go w Euphorii, ale coś mi podpowiada, że Wujas nie oglądał. To niesamowite, jak można czasem natknąć się na różne zjawiska kultury, unikając przy tym pełnego kontekstu. To nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy, po prostu zaskakuje. W kategorii klubowe strzały Wujas deklasuje Mudżyna i zjada go bez popity. To nie są aż tak dobre wokale bym się nimi tak bardzo zachwycał, ale duet brzmi naprawdę spoko. W tej konwencji specyficzny kontrast jest dobry. To jednak 1/4 efektu, bo resztę robi rewelacyjny bit. Nie tylko odpowiednio dużo basu. Wiewióry mogą być cliche dla niektórych, ale dla mnie świetne podbijają taki hedonistyczny, lekko kwaśny klimacik. W kontekście uniwersum produkcji HBO to idealny soundtrack pod świat imprez, ciemnych zakamarków świata młodości, używek, łamania tabu i tym podobnych spraw. Całej Euphorii nie widziałem, ale widziałem niektóre epizody. Soundtrack od Labrintha znam wybiórczo, choć naprawdę dobrze, m.in. potężne Still Don't Know My Name czy Formula. All for Us jest z tej samej rodzinki i po paru odsłuchach nie mam wątpliwości, że to równie dobry kawałek. Ja bym się do tego gibał razem z ziomami gejami w niejednej kolorowej budzie nawet w tym kraju. Potem zamówił wymyślnego drinka i tylko czekał na pójście krok dalej w klimaty Andy Stotta i całej tej basowej ferajny. Mniej świąt, więcej zabawy proszę!

Metallica Master of Puppets

Z dalekiej przeszłości przywołuję podobne myśli nt. podejścia do Metaliki, które przedstawia w opisie Seba. Z jednej strony uznawani za kanoniczny zespół metalowy, a z drugiej wcale nie kojarzą mi się z najbardziej żenującymi i utrwalonymi obrazkami fanów takiego grania. Szczególnie nie mogłem tego połączyć ze znajomością tylko takich rzeczy jak The Unforgiven czy Nothing Else Matters. Jest wiele zespołów, które bardziej pasują po hasło "modelowy przedstawiciel kucmuzy". Albo ja po prostu jestem już lata świetlne od tego środowiska, możliwe. Ichniejszej klasyki nie sprawdzałem, bo odbiłem się wcześniej od większości rzeczy z Czarnego Albumu. Kiedyś jednak na pewno musiałem coś przynajmniej raz usłyszeć. Miałem przyjemność poznać Fear of the Dark i inne Seasons in the Abyss, więc jest szansa, że i Master of Puppets słyszałem w gimbazjum. Wtedy pewnie raczej bym nie skumał. Po latach znacznie łatwiej o wyrozumiałość i wyczucie. To po prostu dobry numer jest, tyle. Ładnie panowie drwa rąbią aż wióry lecą. Ten przykład, gdzie ciekawsze melodie dobrze łączą się z technicznymi kombinacjami. Może to przejście do spokojniejszej części też wyrąbane siekierą, ale z perspektywy laika nie brzmi źle, w takim stylu sprawdza się okuratnie. Nie mam w sobie duszy kuca i na poziomie szybszych solówek łapię nudę, poza tym git wrzutka, hej.

Wreszcie bardzo dobra kolejeczka. Hien i Wujas zjedli ją dość wyraźnie, choć z różnych powodów. Mentos i Mudżyn dostarczyciele porządnych treści. Tylko ten Lejditrąd niezbyt ciekawy, ale i tak nowinka, więc jakieś tam kolejne doświadczenie za mną.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 22 gru 2023 07:35

No dobra, to chyba #ŚWIĄTECZNA?

Dowalę trochę do pieca.

Goran Bregović & Kayah - Nie Ma, Nie Ma Ciebie (1999)

Atakuję Was, PT Forumowicze, w ten prawie-świąteczny czas (jednak obrzydliwie jesienno-listopadowy) czymś, co jest świąteczne częściowo, ale przede wszystkim jest bałkańskie jak diabli. Duetu, który wstawiam, przedstawiać raczej nie trzeba, swego czasu trzeba było żyć pod kamieniem (albo, nie wiem, w Kamiennej Górze na kiju), żeby nie usłyszeć o Bregoviciu i Katarzynie Szczot. Zabawnym znajduję fakt, że potem byłem latami przekonany (tak gdzieś do premiery Testosteronu, w sensie numeru, a nie tego podłego filmu od Króla Polskich Komedii i Trafnych Komentarzy Politycznych<TM> Andrzeja Saramonowicza), że Kayah to jest folkowa piosenkarka xD Jakby, w ogóle nie rejestrowałem jej wcześniejszej twórczości (ale też jak właściwie miałbym to zrobić będąc 10-letnim gnojkiem). Moi rodzice kupili sobie ten album zaraz po premierze i katowali go niemal non-stop, przez co po kilku miesiącach znałem właściwie wszystkie teksty na pamięć. Coś było w tej muzyce poruszającego, chociaż nie byłem w stanie powiedzieć, czy to do końca mój klimat (jakoś w okolicach 2003 roku, kiedy poznałem Daddy'ego DJa i Erikę od I Don't Know rodzice przytulili - z tego samego źródła, co ja kompilację z w/w - składankę o tytule Gala Piosenki Biesiadnej, i wtedy już wiedziałem, że to zdecydowanie NIE JEST mój klimat). Dziś w sumie też tego nie wiem (zapomniałem o tej piosence biesiadnej), ale Bregović to, kurde, klasyk z miękkiego podbrzusza Europy, trochę jak Kusturica, którego też się w Polsce bardzo ceniło. W ogóle, wystarczy sobie Yugopolis przypomnieć, Polskę zawsze chyba jarał bałkański klimat biesiady i anarchii, z tym, że u nas aż tak często nie dochodziło do krwawych jatek między ludźmi, którzy na dobrą sprawę pochodzą z tego samego kręgu kulturowego i największym problemem są różnice w wyznaniu (a nie, czekaj, Wołyń się trochę łapie w sumie). Możliwe, że popularność Chorwacji jako kierunku wyjazdowo-urlopowego też była tą fascynacją podyktowana, poza tym, że było tam pięknie i tanio (pierwszy raz byłem ze starymi w lipcu 2005 i OIDP zapłaciliśmy za 2 tygodnie w apartamencie z klimą i własnym basenem MNIEJ niż byśmy zapłacili za gorszy standard w Juracie, i to właśnie w tym 2005 roku). Tzn. nadal jest pięknie, ale odkąd kraj Ante Gotoviny przyjął euro zrobiło się raczej drogawo. Wciąż tęsknię, kamieniste plaże Makarskiej na zawsze w mym serduszku (plus nagi biust pewnego 17-letniego dziewczęcia, cóż to za czasy były, te pierwsze rządy PiSu...). No, ale do rzeczy.

Nie będę się rozpisywał za bardzo o samym duecie, no, jakby, chyba wiecie, znacie, jak nie, zapraszam na Wikipedię. Ja tymczasem skoncentruję się na samym utworze. Otóż musiałbym się z męskim organem na łby pozamieniać, żeby wkleić tutaj np. Prawy Do Lewego (wciąż obowiązkowy element wielu wesel, na szczęście u mojego brata był OST ze Skyrima lol), bo są pewne granice, ale też od jakiegoś czasu nieśmiało przypominam sobie cały krążek (od jakiegoś czasu, czyli krok po kroczku od - lekką ręką - trzech lat). I najczęściej wracam właśnie do tego utworu. Dlaczego? Podoba mi się wieloznaczność, czy też raczej dwuznaczność, tekstu. Na pierwszy rzut ucha to jest po prostu piosenka, w której podmiot(ka?) lirycznx (tak będzie najlepiej lol) jęczy o utraconej miłości, ot, typ ją pewnie porzucił, poszedł cholera wie gdzie, znudziło mu się życie z tą konkretną babą pod jednym dachem, wiadomo, Bałkany to tacy zeslawizowani Włosi (albo Włosi to romanizowani Słowianie, nawet Ziemowit Szczerek nie jest tutaj pewny swojego zdania), więc w życiu musi się dziać i nigdzie nie można usiedzieć za długo, trzeba wygenerować jakiś dramat, najlepiej z dużą ilością pljeskavicy, rakiji i seksu w tle. Plus kałasznikowy i okazjonalne czystki etniczne. I w gruncie rzeczy właśnie o tym jest ta piosenka - pamiętam, jak przedstawiono mi tę interpretację, którą potem zweryfikowałem jakimś wywiadem z Bregoviciem (a może to była Kayah, no, na pewno nie Krzysztof Krawczyk), i w tym też wywiadzie owa interpretacja została potwierdzona właśnie. Otóż kobieta płacze za swoim mężczyzną, który poszedł w góry walczyć w trakcie A) jugosłowiańskiej wojny przeciw hitlerowcom (i innym Jugosłowianom, zależy, czy było się u czetników czy u czerwonych), lub B) (i to nawet bardziej prawdopodobne) jugosłowiańskiej wojny domowej przy okazji tejże Jugosławii rozpadu. Wziął chłop karabin, jeśli był Chorwatem, strzelał do Serbów i Boszniaków, jeśli był Boszniakiem, strzelał do Serbów i Chorwatów, jeśli Serbem, to do Chorwatów i Boszniaków (serio, tylko Słoweńcy wyszli z FSRJ niemal bez jednego wystrzału, ale oni też się niespecjalnie za Bałkany uważają), ale w końcu boszniacko-chorwacko-serbska kula go dosięgnęła i teraz nie żyje. Może i brzmi to zabawnie, jak o tym tak sobie poczytać, ale powiem Wam, że był moment, w którym miałem istnego pierdolca na punkcie historii Jugosławii w latach 90. Przeczytałem obie książki Roberta Kaplana traktujące o tym temacie tak wiele razy, że nawet teraz znam je niemal na pamięć. To, co się tam wówczas działo, to była rzeźnia niespotykana w Europie nawet teraz (w sensie, Izium i Bucza były straszne, ale na Bałkanach była tak ostra krwawa łaźnia, że to jest głowa mała). Bałkany mnie fascynują, chciałbym kiedyś zobaczyć Bośnię (bodaj najbardziej dysfunkcyjne państwo świata z 3-ma prezydentami rządzącymi naraz), samą Serbię, moooże kiedyś Macedonię (Północną, szybko dopisuję, nim mi jacyś Grecy nakopią). Tymczasem muzyka, piosenka, jakby nie patrzeć świąteczna, albowiem kobieta spędza święta sama. Mężczyzna jej przysypany w jakiejś bezimiennej i nieoznaczonej mogile. W czyim imieniu walczył? Bez znaczenia. Czy na piersi miał krzyż, czy też nosił muzułmańską bródkę, a może wyszyte na mundurze cyrylickie litery CCCC, śmierć jest tragedią bliskiej mu osoby, która ciągle ma nadzieję, że ten wróci. Ale nie wróci, tylko sponad gór kanonada dział, które walą w jakieś randomowe cele, niosąc to samo cierpienie innym.

Także tak, refleksyjnie trochę na sam koniec roku, zachęcam do słuchania i zachwycania się klimatem (albo roastowania, co kto i jak lubi). Ja dziś lubię. I chyba odpalę coś Kusturicy (jak już obejrzę film z bestki, ma się rozumieć).

https://www.youtube.com/watch?v=ip_MUPqOPug
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 22 gru 2023 10:39

Avril Lavigne - I'm With You
(2002)

Tak sobie pomyślałem że nadal niewiele w tej bestce poświęcam wspomnieniom z czasom młodości, tzn. tej takiej szkolnej młodości tudzież dzieciństwa, więc może znowu nieco nadrobię tą wrzutką. 2002, cóż to był za rok... burzliwe czasy gimnazjalne, 15 lat na karku i taki szczytowy okres fazy emocjonalnego nastolatka myślę. Człowiek był sam jak palec a tu rówieśnicy chodzący na szkolne potańcówki, mający pierwsze relacje z dziewczynami, pierwsze zauroczenia i odtrącenia. Były to też czasy które bardzo ciepło wspominam pod kątem muzyki, mnóstwo czasu spędzanego przed VIVA Polska która grała wtedy jeszcze muzykę i miała fajne programy, oczywiście dużo było wtedy hip hopu w mainstreamie ale były też i inne rzeczy które człowiek łykał poza tym. Dlatego mając tyle lat co miałem wtedy i tamte emocje w sobie trudno było przejść obojętnie choćby od tej rzewnej ballady Avril Lavigne.

Pamiętam ją gdy się ukazała najpierw singlem Complicated i od początku wydawała się być spoko. Później był Sk8er Boi które bardziej uderzało w pop punkowe nuty i było dla mnie nieco meh ale gdy jesienią 2002 roku ukazało się I'm With You byłem kupiony, przynajmniej tym numerem, bo w sumie nigdy nie słuchałem jej debiutu ani żadnego albumu xd Niemniej ta ballada mocno do mnie trafiła jak i pewnie do wielu innych samotnych nastolatków w tamtym czasie, pamiętam ówczesne dramy związane z dziewczynami, wspominam kumpla z którym się wtedy bujałem (a który okazał się ch*jem o czym już wspominałem przy okazji innej wrzutki), to był ekscytujący czas, można rzec kiedyś to były czasy a potem trochę już tych czasów nie było ale jak wiadomo przyszły potem kolejne znajomości i inne dramy więc znowu były czasy xd chyba będę kończył bo powoli bredzę od tej nostalgii, jest to zwyczajnie IMO bardzo dobry numer i wspomnień czar się z nim wiążę, nie jest to w sumie nic świątecznego ale może jednak nieco? Bo dla niektórych święta są czasem okresem smutnym i samotnym więc w tym kontekście to może pasować.



https://youtu.be/_qHWIvq_WR4?si=qO68KQDl1szwMsO8
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 gru 2023 15:22

Rusted Root – Send Me on My Way

„Send Me on My Way” przeżył w ostatnich latach mały revival, jako bardzo popularny podkład do rolek na Instagramie, i w taki sposób poznałem ten kawałek. Z początku zaintrygował mnie wokal, który (zwłaszcza na początku utworu) bardzo przypominał mi Bono z końca lat 80-tych. Gdybym nie znał dobrze całej dyskografii U2, to może nawet po tym fragmencie bym się dał nabrać, ale ostatecznie „Send Me on My Way” nie ma aż tyle wspólnego z U2. To z czym ma? Śmiesznie, ale odnoszę wrażenie, że pierwszy raz zbliżyłem się do czegoś brzmiącego, jak coś co by mógł wrzucić Melki xD Rusted Root to w zasadzie banda hipisów z mocnym muzycznym zacięciem. Płyta z której pochodzi ten kawałek jest bardzo interesująca muzycznie, słychać dużo talentu, ale też jest to muzyka specyficzna. Sam byłem z początku zaskoczony, jak bardzo mi się to spodobało. Ktoś pod teledyskiem napisał komentarz, że to wygląda jakby grupa nauczycieli sztuki pojechała razem na wakacje, i ja się z tym zgadzam i dodam, że to również słychać w muzyce. Jest w tym coś banalnie i naiwnie wesołego, bezpretensjonalnego, ale jednocześnie nie pozbawionego treści. Do tego chwytliwy riff, dobre melodie, nie dziwię się, że to był hit, chociaż raczej nie u nas w Polsce.

Kawałek ten baaardzo kojarzy mi się z okresem świątecznym i dlatego wrzucam go teraz. Jest w tym jakiś takki lekko dziaderski, folkowy sznyt, który pobrzmiewa mi stajenką, może to tylko moje skojarzenia, ale też przecież moja bestkowa kolekcja. Jeden z tych utworów, które w trudnych sytuacjach po prostu podnoszą.

https://youtu.be/ZS4m67ElJzU
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 22 gru 2023 20:17

Ciekawa refleksja mudżyńska. Może to kwestia potężnego osłuchania się z taką muzą, lubię czasem w ramach krótkiego kontaktu odpalić sobie jeden, dwa kawałki danego twórcy z takich nurtów. Nie mam przy tym wyraźnie singlowego podejścia. Gdy płyta nie zawiera mocno spiętych ze sobą rzeczy to pojedyncze momenty mogą się bronić bez zarzutu.

Czy to "złote strzały"... dla mnie czasem wybory wynikają z innych pobudek, ale w większości przypadków tak je traktuję ;) A gdy czysto poznawczo słucham całej kolejki w ramach jednego odsłuchu to staram się o małe przerwy i lekkie przygotowanie na to, z czym mogę mieć do czynienia. Staram się równie dobrze złapać odpowiednią wczutkę w każdą kolejną rzecz.

A Box of Secrets na pewno warto sprawdzić w całości, elo

Alpha Wave Movement - Liquid Cosmos (2002)

Nastrój na wrzucanie czegoś rozbijającego spójność i klimat ewidentnie prysnął. Idę na rękę chętnym zanurzenia w to, co zwyczajowo panuje o tej porze roku. Coraz częściej w trakcie świąt trudno o śnieg, więc zostają pośrednie sposoby na odtworzenie aury. Można sobie przynajmniej dośpiewać lub przygrywać pod tę nieśmiało wchodzącą do nas zimę. Ostatnio sam nie mam zbyt wielkiej ochoty do odkrywania nowych rzeczy. Łatwiej sięgnąć po osobistą klasykę, która jeszcze nie dostała tutaj szansy. Dalej orbitujemy w uniwersum ambientu. Na dystansie całej bestki staram się pokazać, że ta muzyka ma różne oblicza. AWM to niby kolejny projekt proponujący to samo, ale oczywiście na swój charakterystyczny sposób.

Alpha Wave Movement to jednoosobowy twór, za którym kryje się Gregory Kyryluk. Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Po latach namiętnego słuchania berlina, ambientów, dronów i innych takich nju ejdży wydaje mi się, że to USA stanowi największą kopalnię tego typu muzyki. Po pierwszych trudnych kontaktach z twórczością Tangerine Dream zacząłem szukać czegoś łatwiejszego. W ten sposób w połowie gimnazjum natrafiłem na rzeczy pokroju Redshift, Arcane czy właśnie AWM. Wiernych czytelników to zestawienie może zdziwić. Gdzie berliny, a gdzie jednak kosmiczny ambient czy wręcz downtempo? Przygodę z AWM zaczynałem od najbardziej sekwencyjnej płyty. Mało brakowało, bym w 2015 roku zamiast czegoś zbliżonego do TD nie kupił jednej pozycji od pana Grześka. Wtedy siadła na tyle, że dziś wracam do niej dość rzadko. Nie ma już szans odkryć tam cokolwiek nowego. Z drugiej strony wjeżdżają tam momentami dość kiczowate rozwiązania. W czasach pierwszej poważnej fascynacji tymi rytmami byłem w stanie wyróżniać po prostu SPACE jako podgatunek muzyki elektronicznej. Charakterystyczne pady, "niebiańskie" efekty okraszone często sugestywnymi samplami, dzwoneczkami, dostatecznie wyraźny bas - to byłaby podstawa. Mniejsza o faktyczną formę, czy krótsze bardziej melodyjne utwory czy stojące drony, za sprawą podstawowej bazy brzmieniowej łatwo było to wrzucić do jednego worka. Dzisiaj zabieram się za ten temat z innej strony. Faktycznie w wielu przypadkach nawiązania są oczywiste, a podobieństwo wyczuwalne nieznośnie łatwo, ale mimo tego słychać, że każdy stara się ugryźć ten temat choćby minimalnie w inny sposób.

Dla podtrzymania lekko refleksyjnego charakteru ciągu wrzucanych rzeczy nie sięgam po wyraźnie berliński kawałek. Kyryluk poza oklepanym ambientem i sekwencyjnymi eksperymentami ma rękę do czegoś bardziej kompromisowego. Liquid Cosmos to muzyka tła, która potrafi wytrącić z podejmowanego dotychczas działania i skupić uwagę na sobie. Pozornie nieinwazyjny, spokojny kawałek okazuje się kolejną całkiem zmyślnie rozbudowaną kompozycją. Dziś nie jestem zaskoczony, że nawet AWM znalazło się w soundtracku do GTA, choć kiedyś mnie to niesamowicie dziwiło. Może tylko w dodatkach do Czwórki, ale to na pewno o czymś świadczy. A Distant Signal ma całkiem mocną pierwszą połowę, jeśli ktoś miałby czas i ochotę, to zachęcam. Nie ukrywam jednak, że na liście rezerwowych do albumówki znajduje się inna płyta... ale do ewentualnego rzucenia jej tutaj mam sporo wątpliwości. Może tak uda się zorganizować dobre początki znajomości diwotiz z tym szyldem?

Jeszcze nie czas na życzenia, ale oby tych parę najbliższych dni minęło w spokoju i bez zdrowotnych ekscesów.

https://www.youtube.com/watch?v=jp8owJaM970
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 gru 2023 15:25

No i co Wujas, tak walczyłeś o możliwość dubla na święta, a ja tu nic nie widzę?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 23 gru 2023 19:21

Zuza Jabłońska – Mario, czy już wiesz?

Jednak nie będzie dubla. Snowmana dałem już w clipach, a inny utwór właściwie zostawię sobie na inną okazję. A przypomniałem sobie o ładnej kolędzie od Zuzy Jabłońskiej. Ta młoda wokalistka w 2017r. mając 14 lat wystąpiła w programie The Voice of Kids. Dotarła do finału, w którym przegrała tylko z Roksaną Węgiel. Od początku właśnie jej kibicowałem, bo podobał mi się jej niezwykle ładny i dojrzały wokal. W 2020r. wydała świąteczny utwór Mario, czy już wiesz? Myślę, że to idealna propozycja w przededniu Bożego Narodzenia, bo tekst piosenki mówi bezpośrednio o Jezusie i jego matce Marii. Ładna ballada w bardzo spokojnej aranżacji. Nie ma co tu się więcej rozwodzić. Po prostu posłuchajcie i niech się Wam udzieli świąteczny klimat. Wesołych Świąt.

https://www.youtube.com/watch?v=OSyB7rCkmeI
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 23 gru 2023 23:03

Metallica została przyjęta jak prawie każda z moich dziadersko-rockerskich wrzut. Jak mi kiedyś przyjdzie do głowy wrzucić coś podobnego, to szczerze się zdziwie, gdy się okaże, że Hien tego nie pochwali, Murzyn tego nie zjedzie, a reszta nie będzie obojętno-negatywna ze wskazaniem na meh. Nie wyczerpałem jeszcze wszystkich jopków z rękawa i coś tam pewnie wrzucę, ale KIEDYŚ, bo coś trochę dużo tego rzępolenia na gitarsonach ostatnimi czasy.

Cocteau Twins - Frou-Frou Foxes in Midsummer Fires

Okej, miało być świątecznie, to niech będzie... na tyle na ile się da. Sorry, typowo świątecznej muzyki nie lubię, zresztą praktycznie wszystkie tego typu znane mi rzeczy zostały już wykorzystane i ograne rok temu.
KOKTO TWINS to jeden z tych zespołów, których nie muszę przedstawiać. CHYBA. Niemniej, jeśli jakimś cudem ktokolwiek z was nie wie o co chodzi i z czym to się je, to rzucam parę fraz - Elizabeth Frasier, randomowe frazy zamiast wokali, eteryczny klimat, wytwórnia 4AD. One są z tym zespołem powiązanym, możecie je wklepać w wyszukiwarkę, sprawdzić w encyklopedii, spytać o nie sąsiada, lub zrobić z nimi cokolwiek innego. W każdym razie zespół w pewnych kręgach kultowy i zakładam, że tutaj też znany i szanowany. Ja akurat trafiłem nań w odpowiednim wieku i odpowiednim czasie, a już na pewno na tyle odpowiednim, że generalnie to w moim rankingu ulubionych zespołów byłby dość wysoko i sam się sobie dziwuję, że musiałem czekać do jakiejś 97 edycji, by go wrzucić. xd
Ma osobista historia z CT zaczęła się w roku 2012. Jakoś tak mi się wydaję, ze trochę ten rok pomijam w swoich wywodach i tak sobie teraz myślę, że to trochę słabe z mojej strony, bo może nie nakurwiałem w jego trakcie AŻ TYLE nowej muzyki co wcześniej, ale otwierałem się na naprawdę mnóstwo ciekawych rzeczy - głównie jakieś post-punki i nowe fale, ale słuchałem trip-hopu, polskich rapsów, elektroniki i w sumie co tylko się dało. W sumie to miałem dość spoko gust, szkoda, że później się nieco zbiasowałem w stronę ówczesnej hipsterki-nieżalu i wydawało mi się, że byłem tak otwarty, że aż się zabetonowałem.
Ale wracając, z racji tego, że to był jeszcze ten okres w dziejach, w którym nie byłem ramolcem i byłem otwarty na nowości, to musiałem gdzieś sięgnąć po KOKTOTWIN. Sięgnąłbym prędzej czy później, bo wiecie - wysoka średnia na RYM i te sprawy, ale pamiętam, że moim zapalnikiem było to słynne okołoprawicowe forum, na którym słuchano różnych ekstremistycznych i krawędziowych jak poglądy autorów (na szczęście o wiele ciekawszych) rzeczy. Tamże wzmiankowany zespół cieszył się powszechnym uznaniem, a album Treasure za jedno ze szczytowych osiągnięć muzyki rozrywkowej, ale najbardziej przyciągnęło moją uwagę to, że dużo ciepłych słów o nich napisał pewien typo, którego roboczo możemy nazwać Rafał (w sumie to dlatego, że tak miał na imię).
Rafał to był straszny buc i siusiak, typ typa przy którym nawet w internecie człowiek się czuł nieswojo oraz jeden z tych patriotów oraz narodowców, który tak kochał naszą ojczyznę oraz tak nienawidził lewicy, że aż wyjechał do Anglii i został tam drwalem. Z racji tego, że sam jestem freakiem i przyciągam freaków, można by rzec, że się ze mną "zakumplował", a to kumpelstwo polegało na wysyłaniu przezeń, czerstwych memów, jakichś gówien z portali typu kresy.pl oraz MUZYKI. No i tu zmierzam do sedna, bo generalnie to nasz kolega jakoś tak szybko znudził się rockowymi brzmieniami i doszedł do wniosku, że muzyka rozrywkowa to rzępolenie dla nastolatków, miast tego zachwycał się Snem Nocy Letniej tudzież kantatami Jana Sebastiana Bacha. No ale jako że każda reguła ma potwierdzające ją wyjątki, to i istniały rzeczy "plebejskie", które nasz największy z Polaków doceniał. Jednym z nich był O.S.T.R., który zdaniem typa był patriotą, ale zakładam, że sami domyślacie się jaki jeszcze zespół załapał się do tego elitarnego grona.
Co by jednak nie mówić o mnie sprzed 11 lat i ludziach z internetu, których poznawałem wtedy, tak płytę szybko doceniłem. I nawet przez jakiś czas była w moim topie, ale będąc z wami szczerym, to dawno jej nie słuchałem. Trochę mi tam brakuje przestrzeni, a trochę mi się za bardzo osłuchała. Zatem z tego powodu podrzucam wam kawałek zamykający drugi mój ulubiony album tego zespołu - Heaven or Las Vegas. Tak na marginesie, to jakoś pół roku przed pandemią trochę się pokłóciłem z jednym z kolegów-porcysiaków o wyższość Treasure nad tą płytą i o ile nadal oceniam tamten album lepiej, tak w sumie jednocześnie wolałbym słuchać tego.
Nie deklarowałem, że będzie świątecznie i w sumie to nie jest. No, może trochę jest, ale dla mnie ten kawałek ma bardziej aurę okresu między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem. To jest taki etap w roku, o którym mało się mówi, ale nadal go lubię, bo jest to niby okres, w którym niby wraca się do życia, ale to życie toczy się jakoś tak wolniej i spokojniej, bo większość ludzi albo jest na urlopach, a ci którzy nie są to też jakoś się nie angażują, bo wkrótce inba sylwestrowa i te sprawy. I jak tak myślę o tym utworze, to wracam mentalnie do czasów, gdy załatwiałem jakieś pierdolety w pobliskim MAŁYM MIEŚCIE tuż po świętach 2012 i słuchałem go, mijając kałuże i stopniały śnieg. Oraz zupełnie nie wiedząc o tym, co mnie czeka w następnych latach, które mocno mną zawirowały i siłą rzeczy sprawiły, że NIECO dojrzałem, ale to już temat na inną opowieść.
Spędźcie te kilka dni z rodziną, najedzcie się, obejrzcie Znachora i odpocznijcie, ale gdy to zrobicie - bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=qgffvFM1J-Q
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 24 gru 2023 12:39

Kolejka 22. (97.):

https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... Ysk6J4aWhc

Wesołych Świąt Panowie.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 gru 2023 09:00

Kayah & Bregović - Nie ma nie ma Ciebie

Znałem dotąd tylko dwa numery z tej płyty albo tyle pamiętam, możliwe że album kiedyś zasysałem. Ale Bregovicia się na święta nie spodziewałem, smutna opowieść wigilijna w bałkańskiej aranżacji, no dev zaskoczył xD ja tam lubię takie klimaty, choć chyba bardziej preferuję krewki Prawy Do Lewego od tej smutnej pieśni, chociaż opowieść utrzymana w czasie bożonarodzeniowym nie jest to chyba coś po co sięgnąłbym o tej porze z własnej woli, ale też nie skipuję, przesłuchałem i żyję dalej, album może jeszcze kiedyś obadam.

Rusted Root - Send Me On My Way

W komentarzach wyczytałem że numer wykorzystano w Epoce Lodowcowej, nie kojarzyłem tego ale nie dziwi mnie to, taki lekki pozytywny numer pasuje do takiej otoczki. Skojarzenia nasuwają mi się same, trochę przypomina mi się Lions Sleep Tonight z Króla Lwa (tu ON MY WAY, tam WIMOWEH), lekka, ciepła i mięciutka sekcja rytmiczna przypomina mi nieco moją wrzutkę z klipów, numer Paula Simona "You Can Call Me Al". Do tego trochę skojarzenie z wrzutką która kiedyś wleci dopiero bo TEŻ mam do wrzucenia numer który myślę można by przypisać jakoś Melczetowi, nie wiem, tak mi się z jego humorkiem kojarzy trochę. Abstrahując od oceny samego numeru była to bardzo interesująca wrzutka i dla takich nic nie robiłem.

Alpha Wave Movement - Liquid Cosmos

Mój kontakt z AWM to oczywiście wspomniany przez Dragona udział w soundtracku GTA4, bardzo miło wspominam różne ambientowe i elektroniczne numery z tej gry i dodatków do niej. Zawarty wtedy numer AWM mi się podobał, brzmiał współcześnie ale charakteryzowała go określona miękkość i ciepło, podobne jak w Liquid Cosmos. Kawałek dobrego współcześniejszego ambientu po prostu, nie wiedzialem że to dzieło jednej osoby, nazwa projektu mnie zmyliła. Numer spoko, acz podejrzewam że chyba nie wyróżnia się specjalnie z dyskografii tego Pana, niemniej odsłuch był przyjemny i śmiało można wykorzystać na dobry relaksik.

Zuza Jabłońska - Mario czy już wiesz?

Ojoj, trochę nie wiem co napisać aby nie być posądzonym o obrazę uczuć religijnych. Dla mnie to było straszne po prostu, patos w tym numerze sprawił że wywaliło korki w moim mierniku cringe'u. A ostatnie "zawycie" JAM JEEEEST było mi cierniem w uszach srogo. Nie mam nic do śpiewania o religii czy Bogu ale no... chyba wolę nieco inaczej. Dla mnie klapa.

Kokto Twinz - Fru Fru

Zaczynając te nasze bestki brałem pod uwagę wrzucenie jednego ich kawałka, znałem w sumie tylko ten jeden i wydawało mi się że to musi być jakiś ich ENDŻOJ heh, ale na razie się tu nie pojawił a na ten moment myślę że może wjedzie ode mnie ok 300 kolejki. Z tego co tu wlatywało dotychczas mam wrażenie że Heaven or Las Vegas to chyba nie jest płyta która by mnie zainteresowała, po numerze wrzucanym przez Musiała ten jest kolejnym mi dość obojętnym, wrzutka Melkiego z innej płyty mi lepiej siedziała. Na ten moment chyba nie mam ochoty poznawać więcej z ich strony, albo wolałbym coś z lat 80..
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 gru 2023 18:50

P.S.

Wiedziałem że o czymś zapomniałem pisząc o wrzutce Hiena. Jeszcze jedno skojarzenie - numer brzmi jak coś co mogliby nagrać Talking Heads. A tak poza tym ma duży earworm value, to ON MY WAY wkręca się w baniak, słyszałem to spacerując do domu czy na spacerze z psem.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 28 gru 2023 00:56

Kayah/Bregović Nie ma, nie ma Ciebie

Dev potrafi zaskoczyć, co po takim czasie trwania bestki uważam za wielki wyczyn. Kiedyś łatwiej było przetrawić fakt, że ta sama piosenkarka odpowiada zarówno za popowe klasyki, bardziej współczesne lekkie produkcje jak i utwory żywcem wyrwane z bałkańskiego piekiełka. Prawy do Lewego, Fleciki i Za późno? Kosmiczne zestawienie. Może przesadne odczucie, ale niedostatecznie doceniono Kaję. Na całą płytę z Goranem nie mam psychy. To zbyt mocne zderzenie biesiady, Bałkanów w jugosłowiańskim wydaniu i gorzkiej melancholii. Lubię Śpij kochanie śpij. Wspominany Prawy do Lewego do dziś gości na wielu imprezach zdominowanych przez starsze grono. Czasem na takich bywam, choć nie pamiętam czy na zeszłorocznym weselu leciało. Propozycja Musiała to trzeci poznany kawałek i chyba nawet podoba mi się bardziej niż utwór otwierający płytę. Kontekst g e o p o l i t y c z n y trochę grubymi nićmi szyty, co najwyżej góry i doliny mogą wskazywać na realia bitki w zasadzie partyzanckiej, nieposkromionej, brutalnej. W 1999 roku wciąż nie było tam spokojnie, ale czy tutaj tak bardzo chciano choć w minimalnym stopniu przeszczepić coś współczesnego? Szczerze mówiąc, nie kupuję tego. Co innego ta brudna, nihilistyczna wręcz melancholia osnuta religijnym nawiązaniem w refrenie. O ile za pierwszym razem było to dla mnie coś w rodzaju mocnego zderzenia, tak z każdym kolejnym bardziej trafia w serducho. Podoba mi się wokal, świetny jest ten basowy instrument. Sekcja dęta trochę z tyłu, ale też w porządku. Święta to nie tylko rodzina. Mamy też puste miejsce dla nieznajomego, w tym przypadku z jugosłowiańskim rodowodem. Faworyt kolejki.

Znacznie lepiej słuchać ze Spotify. Tutaj szczególnie mocno drażnią mnie komentarze z YT związane ze wspomnieniami zakrapianych chwil.

Avril Lavigne I'm With You

O swoich kontaktach z VIVĄ pisałem już wielokrotnie w różnych miejscach. Lavigne z pewnością też się przewijała. Modelowa przedstawicielka frakcji "dobrze znam, ale nic nigdy nie siadło". Mudżyn opisuje czasy gimnazjalne, w sumie sam doświadczałem podobnych rzeczy. Kto tego na własnej skórze nie przerobił, to byłoby ciekawe. Dużo mogłaby pomóc osobista nostalgia i garść wspomnień, ale nic mi nie przychodzi do głowy w związku z tym kawałkiem. Bije z niego młodzieńcza energia. Całkiem lekki kawałek, gdzie między wersami kryje się trochę rozczarowania, smutku. Taka sytuacja, coś szybko przychodzi, szybko odchodzi. Po latach nie za wiele pamiętasz, ale wtedy to było całym życiem. Nie jestem rzucony na kolana. Czuję po prostu ten opisywany nastrój i przynajmniej z tego względu kawałek odbieram dość pozytywnie. Ani wokal się nie wyróżnia, ani gitary. Cała kompozycja oddaje ducha czasu, albo to poczujesz albo wylatujesz. Niezbyt świątecznie, za to po prostu nieźle. Spokojnie mogłoby hulać do końca pierwszej dekady XXI wieku, nie czułbym że to wyraźnie starsza rzecz od innych rzeczy ogrywanych wtedy w VIVIE.

Rusted Root Send me on My Way

I choćby wpadło stu atletów i pożarło tysiąc kotletów, to nie ma bata. Musiałbym się napracować, by nie kojarzyć tego tylko z Epoką Lodowcową. Tak zderzyłem się z wrzutką Hiena jakieś kilkanaście lat temu. Nigdy nie słuchałem poza sytuacją oglądania filmu. Wokalista faktycznie ma coś z Bono w głosie, to jedyny pozytyw. Cała reszta drażni mnie w sposób, którego nie umiem racjonalnie wytłumaczyć. Wspominanej bajki nie lubię za bardzo. Wolałbym zostawić wspomnienia w tamtej dziecięcej epoce. Trochę hippie, sporo wesołości. Ja i tak widzę oczami wyobraźni mamuty, tygrysa i leniwca. Zaśpiew OMŁEJ irytuje najbardziej. Cały zestaw etniczno-folkowych instrumentów mocno przegięty. Nie wyobrażam sobie wracać do tego w jakiejkolwiek osobistej sytuacji. Pod względem klimatu bardziej pasuje pod letnią posiadówkę przy ognisku niż święta tbh. Nie wiem, strasznie męczące.

Zuza Jabłońska Mario, czy już wiesz?

Nie wiem jak ze świątecznym klimatem, raczej bliżej mi do podejścia w stylu Jacka. Młoda dziewczyna śpiewa o biblijnych zdarzeniach w estetyce radiowego kawałka lecącego między jednym a drugim tanecznym wałkiem. Bliżej dni świątecznych jeszcze można posłuchać, ale im później, tym gorzej. Moja mama lubi takie piosenki religijne nie-kolędy. Szczególnie Kolędę dla nieobecnych. Ja wręcz przeciwnie. Jeszcze ten musicalowy charakter, połączenie wszystkiego od czego uciekam. Przy finałowym JAM JEEST łapała mnie już lekka żenada. Vibe rodem z [autocenzura] Jestem jedną z ostatnich osób, która powinna tak pisać, ale to na swój sposób wręcz niestosowne xD Chyba tylko w ascetycznej aranżacji na fortepian byłoby do strawienia. Widzę po wynikach wyszukiwania, że utwór ma używanie na kolędowaniach. Dobrze dla wykonawców i uczestników takich koncertów. Ja już wolę starszy repertuar w bardziej klasycznej otoczce, gdy mam już pod groźbami wybierać między rzeczami tego typu.

Cocteau Twins Frou-Frou Foxes in Midsummer Fires

Miło wrócić do Koko Twinks, a co dopiero do Heaven or Las Vegas. Ulubieńców z tego krążka mam mocno otrzaskanych. Gorzej z rzadziej obecnymi wałkami pokroju wrzutki Seby, ale nawet jeśli nie słucham za często, to i tak charakterystyczne brzmienie tej płyty działa na mnie za każdym razem. Bardziej atmosferyczne intro faktycznie trochę zajeżdża świętami, ale tylko trochę. Pościelowa pierwsza część jak zasłona dymna dla całkiem typowej reszty dla tego zespołu, w większości przypadków bardzo dobrej zresztą. Surowy automat, szugejzowe rozmyte gitarki, jest dobrze. Jestem u siebie, znam dobrze te okolice. Ładne dramatyczne klawisze przełamane ostrzejszym rytmem w refrenie. Jest zmysłowo, znów refleksyjnie. Tak, to dobra nutka na wieczór po świętach, gdzie jeszcze głowie szumią echa minionej u r o c z y s t o ś c i. Zaraz zrobi się znów bardziej piwnicznie, typowo dla każdego z nas. Inne sprawunki znów przejmą schedę, a na razie można złapać wczutkę. I tak najbardziej lubię [autocenzura], może kiedyś wrzucę. Na razie Złoty Laur Konsumenta proponuję w nagrodę. Znaczek Teraz Polska Tyle Że Na Emigracji też może być. Znachora nie obejrzałem, sry...

K/B i CT wyraźnie nad resztą, Kayah symboliczna zwyciężczyni. Piękne wrzutki, tej
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 28 gru 2023 11:27

Goran Bregović & Kayah - Nie Ma, Nie Ma Ciebie

Powiem tak – nie lubię muzyki Kayah i nigdy nie lubiłem. Jeszcze bardziej nie lubiłem jej w duecie z Bregoviciem. Bałkański folk mnie wręcz odrzuca. Ja lubię generalnie folkowe klimaty, ale nie wszystkie oczywiście i na pewno nie z tego rejonu Europy. Byłem parę lat temu w Chorwacji i było fajnie. Piękny kraj. Byłem też na misji w Kosowie, gdzie okresowo stacjonowaliśmy tuż pod serbską granicą, gdzie mieszkali już tylko Serbowie. I chociaż oficjalnie są obywatelami Kosowa, to na każdym domu i słupie wiszą tylko serbskie flagi. A albańskich Kosowian kosowscy Serbowie szczerze nienawidzą. O wojnie w Jugosławii co nieco słyszałem. Zawsze mnie zatrważało, że ludzie z jednego kraju potrafili się potem tak mordować. Szczególnie paskudni byli Serbowie właśnie. Nie przepadam za tym krajem, bo to nieobliczalny naród.
No ale wróćmy do samej muzyki, bo już za bardzo zbaczam z tematu. Aranż typowo w bałkańskim stylu. Co mi oczywiście nie odpowiada. Instrumenty dęte w muzyce takiego Kultu są raczej zaletą. Tutaj już nie. Ja nie mam zastrzeżeń do samego brzmienia. Bo to brzmi nawet dobrze. Ja rozumiem, że jak ktoś lubi takie klimaty, to może mu się to podobać. Mnie właśnie ten bałkański klimat nie odpowiada. Zresztą w ogóle folk z krajów słowiańskich mnie odrzuca. I nasz kraj wcale nie jest tutaj wyjątkiem.
Sam utwór Nie Ma, Nie Ma Ciebie nie jest zły. Smutna piosenka o tęsknocie za kimś, kto już nie wróci o lekko świątecznym zabarwieniu. Głos Kayah co prawda mnie nie jara, ale też nie drażni zbytnio. Jak na taki duet, gdzie nie lubię samej Kayah i bałkańskiego folku, to i tak jest nieźle. Nie zamierzam więc ani hejtować, ani chwalić. Posłuchałem parę razy i wystarczy. Po prostu nie dla mnie.

Avril Lavigne - I'm With You

Następny wykonawca, którego raczej nie lubiłem. Przynajmniej te 20 lat temu tak było. W sumie to nie znam jej twórczości i od wieków nic od tej Kanadyjki nie słyszałem. Ale pamiętam, że od początku strasznie mnie wkurzała jej osoba i muzyka. W stacjach muzycznych latały jej single z debiutanckiej płyty, a mnie aż skręcało. Szczególnie utwór Complicated. Szczerze mówiąc teraz nie potrafię nawet powiedzieć dlaczego. Tak po prostu było. Puściłem sobie nawet ten utwór dzisiaj dla przypomnienia, tzn. Complicated i może mnie nadal nie rusza, ale też nie odrzuca. Zwyczajny popowy utwór młodej wokalistki i tyle. Myślę, że utwór I’m With You musiałem też kiedyś słyszeć, bo go kojarzę. Taka mało raczej świąteczna popowa balladka, ale złe to nie jest. Nawet lepsze niż to pamiętam z przeszłości. Przynajmniej nie wywołuje już negatywnych reakcji jak kiedyś. Możliwe, że mimo wszystko nie zostanę fanem Avril, ale hejtować jej też nie będę, bo nie ma powodu. Przyzwoity utwór, a jak ktoś ma jeszcze odpowiednie pokłady nostalgicznych wspomnień z nim związanych, to rozumiem sympatię.

Rusted Root – Send Me on My Way

Tego utworu też bym sam raczej do świątecznych nie zaliczył. Chociaż ma taki „stajenny” klimat rzeczywiście. Prawdą jest też, że na samym początku i pod koniec wokal zajeżdża trochę młodym Bono. Ale w dalszej części utworu już mi się nie podoba. Szczególnie w niektórych momentach.
Generalnie niespecjalnie mi się sam utwór podoba, poprzez ten wesolutki klimat właśnie i brzmienie. Początek jest przyzwoity, przywodzi na myśl jakieś plemienne rytmy. Ale jak uruchamiają się te piszczałki, to zamienia się to w wiejski niedzielny festyn i od razu odzywają się we mnie jakieś obronne mechanizmy. Nie lubię takich fujarek i od razu kojarzy mi się to z muzyką Arki Noego. A to już niezwykle nieznośne dla mnie klimaty od zawsze.

Alpha Wave Movement - Liquid Cosmos

Dragon ma rację – to jest rzeczywiście muzyka tła. Z tym, że raczej nie potrafi za bardzo zwrócić na siebie mojej uwagi. To znaczy jest przyzwoicie. To byłby dobry soundtrack do jakiejś hipotetycznej przejażdżki przez kawałek kosmosu. Bo na pewno brzmi to dosyć kosmicznie. Ale jednak póki co w obecnych warunkach nie potrafię w tym znaleźć czegoś więcej. To taki muzak, który nie wyróżnia się zbytnio. Dragon wyławiał już dużo ciekawsze pozycje ze swojego ambientowego jeziorka. Nie wiem, może jakbym słuchał tego spacerując po jakichś zaśnieżonych bezdrożach, to poczułbym klimat. Póki co za oknem prawie wyłącznie pada deszcz, co nie pomaga we wczuciu się w klimat.

Cocteau Twins - Frou-Frou Foxes in Midsummer Fires

Poprzednie przygody bestkowe z zespołem Cocteau Twins wspominam raczej niezbyt dobrze. Utwór od deva był mocno średni, wręcz nudny (choć to podobno jeden z większych hitów zespołu), zaś ten od Melkiego przytłaczał specyficznym i ciężkim brzmieniem. Ale tutaj jest na szczęście zdecydowanie lepiej. Przede wszystkim to bardzo udana kompozycja. Wreszcie coś zapamiętywalnego i ciekawego. Wokalistka bardzo ładnie się tutaj prezentuje w zwrotkach. Brzmienie też jest ładne. Dużo lżejsze i przystępniejsze niż w utworze Persephone. Szczególnie początek i pierwsza zwrotka. Ciekawe gitary i ładne pianino. Czyli jak się okazuje – do trzech razy sztuka.

Pozytywnie zaskoczył Cocteau Twins i Avril Lavigne, których się właśnie obawiałem. Ale kolejka raczej jedna ze słabszych w tym rozdaniu.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 gru 2023 14:33

Goran Bregović & Kayah - Nie Ma, Nie Ma Ciebie

Rok 1999, rok reformy emerytalnej i oświatowej, przyjęcia Polski do NATO, założenia SLD, itd. Boże Narodzenie tamtego roku również zawsze będzie żywe w mojej pamięci, bo wtedy w domu pojawił się pierwszy komputer, a wraz z nim Aliens vs Predator i Indiana Jones. Jak nie trudno sobie wyobrazić, większość tamtych świąt spędziłem grając na PC i słuchając płyty Commercial Union z kolędami, która była dołączona do grudniowego wydania Wprostu (RIP papierowe wydanie). Czego nie było, to Kaji i Bregowicza w tle. Ani ja, nie moi rodzice tego nie słuchaliśmy. Znałem dwa największe hity, czyli oczywiście „Prawy do lewego” (może ktoś kiedyś to wrzuci to wtedy napiszę o moich wspomnieniach w związku z nim) oraz „Śpij kochanie śpij”, który był w filmie „Operacja Samum”. Nigdy nie czułem sympatii do jugolskiej muzyki, dla mnie to było takie weselne pitolenie, którego da się słuchać wyłącznie po spożyciu alkoholu. Wyjaśniało to zresztą czemu ten album był tak popularny w Polsce. Na przełomie wieków Bregovic był niesamowicie popularną postacią u nas, w zasadzie każdy kto wszedł z nim we współpracę, mógł liczyć na hit (np. Krawczyk). Kiedy zobaczyłem, że Musiał wrzuca numer Kaji i Bregowicza, pomyślałem, że Musiał to w sumie taka osoba bez gustu, w sensie, że muzycznie może mu się spodobać dosłownie wszystko, grunt żeby było opatrzone jakąś nostalgiczną otoczką, wspomnieniami, itd. Ta wrzuta, to najlepszy tego przykład. Z początku byłem rozczarowany, bo spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Napisałem Musiałowi na fejsie wiązankę w stylu „złodzieje marzeń” oraz wyrzuciłem go ze znajomych (tak naprawdę go nie wyrzuciłem, ale legenda zawsze jest ciekawsza od prawdy).

Przesłuchałem raz, dostałem zasadniczo to czego się spodziewałem, tylko zamiast wesela, stypa. No, ale jedno i drugie najczęściej zakrapiane. Musiał jest teraz w takim nastroju, że próbuje wszystkim zaszczepić smutek, żeby nie był z tym sam. Ale jak dla mnie, to nie jest wcale tak smutny numer, a przynajmniej jeśli już to neutralnie smutny, czyli formalnie jest smutny, ale w moje struny smutku nie uderza. W każdym razie, muszę ostatecznie ten numer spropsować.
Święta Bożego Narodzenia w Polsce, zawsze były i będą w jakiś sposób związane z muzyką ludową. Folk pochodzący z terenów byłej Jugosławii nie leży aż tak daleko od brzmień ruralnych obszarów naszego kraju, więc człowiek czuje się jednak trochę u siebie z tym. Ja nie sięgam zbyt często po tego typu muzę, do tego potrzebny jest absolutnie żelazny setting, który występuje w naturze bardzo rzadko. Tak się złożyło, że okres bożonarodzeniowy, to okres żyzny i coś tam z tego wyrosło w moich uszach. Nie jest wykluczone, że okienko na przyswajanie takich rzeczy trwa u mnie dosłownie kilka dni, no ale Dev trafił. To nie jest jakiś wielki prejz i padanie na kolana, ale mimo wszystko wyjątkowo udana wrzuta. Czasami ryzyko się opłaca (najczęściej nie).

Avril Lavigne - I'm With You

Murzyn nieświadomie uderza w ultra-świąteczne brzmienie. Ten kawałek Avril to jest coś w stylu kawałka, który obowiązkowo pojawia się we wszystkich familijnych, lub romantycznych świątecznych, amerykańskich filmach, np. w scenie kiedy główna bohaterka widzi, że jej obiekt uczuć jest przytulany przez inna kobietę (ale tak naprawdę to jego siostra, czy np. była, którą on potem odpycha, czy coś) i ucieka przez zaśnieżone ulice i ten kawałek leci w tle. Potem oczywiście wszystko się dobrze kończy. Znam ten utwór z tak zwanej ‘epoki’, chociaż nie słyszałem go od wieków i ogólnie nigdy nie włączyłem sam z siebie. Nigdy nie hejtowałem Avril, chociaż tez nie traktowałem jej zbyt poważnie. Skejter Boi leciał w telewizji w czasach moich początków z deską, więc wiadomo, że się kojarzyło. Zresztą, czy jakikolwiek kawałek z tamtej płyty nie był hitem? Z perspektywy czasu, jest to dla mnie niesamowicie miły, nostalgiczny materiał, który brzmi 00sami, tak jak tylko można było brzmieć. Po raz kolejny to piszę, ale wtedy w ogóle nie wydawało się żeby ta dekada miała do zaoferowania coś unikalnego, tymczasem obecnie odnoszę wrażenie, że to była ostatnia taka dekada. Zawsze miło mi się wraca do takich kawałków. Może i nie mam w bestce życia numerów Avril, ale zawsze chętnie jej posłucham.

Alpha Wave Movement - Liquid Cosmos

Dragon zafiksował się na jednym kręgu muzycznym, ale dla mnie to nawet lepiej, bo tutaj najczęściej u mnie trafia i tym razem jest tak samo. Pisałem jakiś czas temu, że tego typu muza kojarzy mi się z kosmosem, no to teraz dosłownie dostaję kosmos (płynny). Faktycznie jest to muzyka tła, tzn. najczęściej tego typu rzeczy słyszę użyte w takim celu (nawet Google Santa Tracker ma coś podobnego jako podkład), ale ja nigdy nie miałem problemu ze słuchaniem takiej muzy w skupieniu, bez traktowania tego jako tła. Jeżeli macie problem z tym, żeby wyciągnąć takie kawałki na pierwszy plan, odpalcie to leżąc w łóżku po zgaszeniu światła, kiedy absolutnie nic innego nie będzie ściągało waszej uwagi. Wiadomo, połowa uśnie po 2 minutach, ale to tez jest bardzo fajne zasypianie. Kawałek jest bardzo dobry, kolejne elektroniczne odkrycie sponsorowane przez Smoka. Doskonały kolaż dźwiękowy, wyciszający i uspokajający. Z wiekiem, potrzebuję takich rzeczy coraz bardziej. Chyba jedna z najłatwiejszych okejek u Dragona.

Zuza Jabłońska – Mario, czy już wiesz?

Powiem szczerze, że poważny kawałek, ale jeśli tylko słowo „Mario” odbiera się w głowie jako Mario z Super Mario Bros., to wszystko nabiera tak niesamowicie komicznego charakteru, że trudno się nie popluć z durnego chichotu. Maaahaaario, Marioooooouououo. Mario, czy ty wiesz kim jest najmniejszy twój bohater (i tu wyskakuje Toad, albo Yoshi). Dobra, sorry, ale nie poradzę.
Strasznie tani w swojej patetyczności kawałek. Miałem nadzieję, że to będzie coś bardziej tradycyjnego, ale niestety nie. Sam podkład jest nawet interesujący, ale psuje go kiepski wokal. Wiem, że Wujek lubi mrok, ale wpychanie mroku za wszelka cenę najczęściej wypada po prostu sztucznie. Może jakieś bardziej tradycyjne instrumentarium by to odczarowało, ale wszystko tu jest zbyt wybłyszczone, wypolerowane, itd. Nie jest to złe, ale dobre też nie jest. I w ogóle nie brzmi jak Mario Bros. Sorry (Mario).

Cocteau Twins - Rififi

Znowu Kokto, znowu z tej samej płyty. Na szczęście jest to znacznie lepsze niż to co wrzucał swego czasu chyba Musiał? W zasadzie Kokto uderzają tu w podobne tony co Zuza Jabłońska, ale wychodzi to lepiej. W sumie kawałek jest naprawdę dobry, dopóki wchodzi nagle ten szugejzowy fragment, tutaj czar odrobinę pryska, ale tylko odrobinę. Ogólnie, Mentos ma talent do wrzucania mocno świątecznych rzeczy, kompletnie przez przypadek. Czasami tez potrafi odczarować to i tamto, bo ja generalnie nadal uważam Kokto za mocno przereklamowany zespół, ale kiedy słucham takich kawałków jak ten, to jednak potrafię przyznać, że zdarzały im się przebłyski geniuszu. Może coś więcej o nich napisze, jak Murzyn wrzuci w końcu tę "Pandorę".

Kolejka generalnie spoko, Mimo, że się nie zapowiadało, to nawet Bregowicz mi podszedł. Jedynie Wuja lekko odstaje, ale tez nie jest tak, że wrzucił jakieś gówno, nie ma mowy.

PRZYPOMINAM, ŻE JUTRO STARTUJE KOLEJKA SYLWESTROWA, WIĘC ZAPRASZAM KOLEGÓW M&M. Sorry, ale końca roku już nie przesunę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 28 gru 2023 19:45

Ar ju siur co do tego, że SLD powstało w 99? xd Najgorsza z tych reform, które wówczas weszły i tak była administracyjna.

Goran Bregović & Kayah - Nie ma, nie ma ciebie

Ja przede wszystkim bardzo dziękuję koledze Musiałowi za tę notkę, bo wojna na Bałkanach to jest temat, który jednocześnie mnie fascynuje i o którym nie mam praktycznie żadnego pojęcia i z pewnością wspominane przez kolegę książki umieszczam na swojej liście do zapoznania się kiedyś tam. Co do bałkańskiej muzyki to stosunek mam ambiwalentny, bo o ile w folku spod znaku Bregovica, Kusturicy i śliwowicy nie gustuję, tak lubię ichniejszy synthpop i nawet mam w planach was takowym uraczyć. Płytę Kayah (btw jak można było nie znać w 90sach Supermenki xddd) i Bregovicia znam, bom słuchał jej niedawno i pamiętam, że miałem dośc ambiwalentny doń stosunek - nie odmówię tej płycie tego, że ma w gruncie rzeczy to mityczne COŚ i klimatycznie, brzmieniowo etc. jest dobra, ale z drugiej strony to nie jest do końca coś, co trafia do mnie. No i ten kawałek to w sumie idealna reprezentacja tego albumu dla mnie. xd Są momenty, w których tę muzykę byłbym w stanie poczuć, są miejsca, w których pasowałaby mi jak nic innego, ale tak żeby puścić to sam z siebie to raczej od święta. Kciuk w bok, z minimalnym wskazaniem ku górze.

Avril Lavigne - I'm With You

W sumie to dopiero teraz dotarło do mnie, że w gruncie rzeczy nigdy przenigdy nie słuchałem Avril Lavinge świadomie. Za cholerę nie jestem w stanie wymienić jakiegokolwiek innego tytułu niż Sk8 boi, ani nigdy nie włączałem sam z siebie. Jeśli już miałbym się pokusić o JAKIEKOLWIEK okołomuzyczne skojarzenie z typiarą, to byłaby nim pewna bardzo wulgarna i niskich lotów przeróbka Boyfriend (musiałem sprawdzić tytuł, wiedziałem tylko, że to przeróbka jej - tak łatwo się nie dam złapać xd), która krążyła w postaci pliku mp3 po mojej licbazie. Gdyby ktoś chciał sprawdzić, to polecam wpisać w wyszukiwarkę Hyperios & DJ Sztorm, ale raczej nie polecam. Jak to ja, tradycyjnie mam wiele więcej do napisania o rzeczach luźno powiązanych z wrzutą, którą opisuje, bo prawdę powiedziawszy - Murzyn tym razem przestrzelił. Rozumiem sentyment, rozumiem klimat początków tego stulecia itepe itede, no ale ja nie znałem tego kawałka i na sentyment się nie złapię. Ot, taki tam radiowy pop z tamtego okresu, jakiego powstało wiele, nic tu szczególnie ciekawego nie widzę, banał goni banał, klisza goni kliszę, laska nie ratuje tego charyzmą i w ogóle czuję się jak Kuba Wójewódzki w Idolu pisząc te słowa, a to chyba dobry sygnał ku temu, by opisywanie tej wrzuty zakończyć. xd Sorry, ale tym razem JACA nie przechodzi...

Rusted Root – Send Me on My Way

Rolki na instagramie, tak samo jak TikTok i wszelkiej maści pokrewne, to zjawiska, których unikam serio jak diabeł wody święconej. Próbowałem tam zajrzeć kilka razy, za każdym razem czułem się jakbym oglądał telewizję, ale ktoś siedział na przycisku od zmiany kanałów i zmieniał mi go co sekunda. Hiperstymulacja, przebodźcowanie, dopamina, te sprawy - chyba, nie znam się na tym, w każdym razie dla mnie coś okropecznego. ALE ALE ALE wiem też, że dużo ludzi poznaje w ten sposób muzykę (pamiętam, że swego czasu na TikToku viralem był ten poboczny projekt ludzi od GYBE), nierzadko spoko, więc nie powiem, że te serwisy są pozbawione zalet.
Ja kurde ten kawałek musiałem gdzieś słyszeć, bo brzmi mi wyjątkowo znajomo, chociaż faktycznie nie z eteru. Chwila researchu i BŁALA - leciał w Epoce Lodowcowej. To by wyjaśniało "zimowe" skojarzenie Kuby, bo szczerze mówiąc totalnie go nie czuję i jak dla mnie ta piosenka to bardziej letniaczek, jeśli mielibyśmy jakoś lokować te muzykę sezonowo. Dzisiaj trochę kręcę nosem i znowu pokręcę, bo jednak za bardzo mi to trąci muzyką do jakiejś reklamy - te odgłosy takie, co się to przewijają na początku i końcu mocno mi trącą jakimś spotem reklamowym. No i reszta faktycznie jakaś taka mocno przystępna i niby spoko, ale jakoś tak no wiecie... bez szału. Raczej też bez potencjału na częste powroty, ale kto wie, może od czasu do czasu wrócę. Powiedzmy, że oceniam to tak samo jak wrzutę Musiała.

Alpha Wave Movement - Liquid Cosmos

Nie znam się na e-papierosach i nie miałem pojęcia, że istnieją liquidy o takim smaku... Kolega Robert jak zawsze zaskakuje, dzisiaj np. tym, że niczym szczególnym nie zaskoczył. Niemniej, moje podejście jest niemal identyczne jak podejście imć Hiena - cieszę się, że takie rzeczy się pojawiają. Gdybyśmy się bawili w tę zabawę 10 lat temu, to pewnikiem bym pędził na soulseek czy tym podobne miejsce i w tę pędy pobrał cały album i może stałbym się ekspertem ds. ambientu lub tym podobnych, a na ten moment zostawiam sobie znajomość pojedynczych wrzut i przyrzeczenie, że na starość to wszystko ponadrabiam. Przyjemna, kosmiczna elektronika, może nie wybija się szczególnie in plus, ale dobrze się tego słucha i tyle. No dobra, na tle reszty tej kolejki wybija się mocno, ale to nie zasługa Roberta ani Gregorego. xd
PS święta minęły spokojnie, ale po powrocie nieco się rozchorowałem :/

Zuza Jabłońska – Mario, czy już wiesz?

To jest chyba najmroczniejsza i najbardziej mistyczna wersja tego utworu. Podczas jej słuchania mam nawet nie ciarki, a po prostu mną trzęsie. Dziękuję za to wykonanie.

Kurczę, dziwne to. Po tym jak Murzyn napisał mi na priv co o tym kawałku myśli, bałem się czegoś skrajnie okropnego. I nie, tym razem nie było tak, że okazało się, że to jest dobre, tylko że... dziwne. Się znaczy, mam dysonans, bo po prostu mam cały czas wrażenie jakbym słuchał jakiegoś kawałka, który miał iść na nowym album Edyty Górniak czy tam innej divy typu sanah, ale ktoś w ostatniej chwili w jakiejś wytwórni muzycznej w Warszawie uznał, że siusiak, że są święta i to trza jakoś zdyskontować, więc w ostatniej chwili postanowiono, że zamiast jakiejś tam ballady o złamanym sercu będzie tekst o Jezusku. No i tak to właśnie mi to brzmi, ni w oko, ni w ząb, ucho igła sześć. O ile muzycznie to to nawet jest do przeżycia (heh, najwyraźniej stałem się ADWOKATEM DIABŁA - doceńcie ten wyrafinowany żart), to jednak ten dysonans za bardzo uderza mnie po czaszce, bym mógł to kupić.

W sumie to dość średnia ta kolejka, MAŁO POSTARANE, ale w sumie święta w tym roku też były jakieś takie dziwne (całe szczęście, że w ogólnym rozrachunku rok 2023 był raczej spoko, ale o tym skrobnę parę słów przy kolejnej wrzucie) i nawet za bardzo nie udzielił mi się klimat. No Dragon wrzucił fajne ambienciki, Kayah i Bregovic oraz muzyczka z reklamy przyjemne ciekawostki, reszta... no ciekawostki. Liczę, że w sylwestra będe słuchać fajniejszych rzeczy. xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 gru 2023 19:59

Nie wiem co ja ćpałem jak pisałem o tym SLD. Sam gdzieś mam kalendarz SLD, którą kolega w podstawówce roznosił po szkole w 1995 xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn