Best of Forum (Albumy) vol. 2

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 21198
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 12 lut 2024 15:33

Nie wiem, z takimi numerami, to raczej niczego by nie zmieniło.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 16208
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 12 lut 2024 16:10

Co jest mięczaki? Nikt nie lubi monotonnych i nudnych smutów? :--
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 11112
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 12 lut 2024 16:19

Dojadę z recką jak przebrnę
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 7681
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Motyle
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 12 lut 2024 16:20

Hien pisze:
12 lut 2024 15:33
Nie wiem, z takimi numerami, to raczej niczego by nie zmieniło.
No właśnie, przede wszystkim zerowe urozmaicenie dobija tę płytę

Lubię, shodan, ale to nie jest ambient albo klasyczna elektronika :co:
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 21198
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 12 lut 2024 16:35

Ale to nie są smuty, ja to emocjonalnie odbieram neutralnie. Raczej nudne nudy :/
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 7681
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Motyle
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 12 lut 2024 16:37

Może i nic się nie dzieje, za to teksty też są losowe i o niczym
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 16208
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 12 lut 2024 17:04

stripped pisze:
12 lut 2024 16:19
Dojadę z recką jak przebrnę
No właśnie widziałem, że dziubiesz po 2-3 utwory. :D
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 11112
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 14 lut 2024 08:50

Massive Attack - 100th Window

Kiedy Wujas zapodał ten album do bestki to nawet się ucieszyłem bo znam jedynie 3 pierwsze płyty MA i wiedziałem że poszerzę znajomość dyskografii grupy którą zawsze lubiłem i szanowałem. Zapomniałem już całkiem o tym że Butterfly Caught było w bestce utworowej i w sumie trochę mehałem na ten numer i pachniał mi odsłoną Recoil za jaką nie przepadam, ale starając się nie zrażać na wejściu siadłem już dawno do słuchania tej płyty. Wracam teraz z recenzją nabiwszy naprawdę sporą jak na mnie liczbę scrobbli, pytanie ile z tych odsłuchów wyniosłem tak naprawdę.

Otwierające album Future Proof ma klaustrofobiczny, paranoiczny klimat Recoil. Podkład jest subtelny ale delikatnie niepokojący mimo wszystko, jak w przypadku różnych recoil-podobnych numerów wyczuwam też tu vibe kina noir. Oczyma wyobraźni widzę miasto po zmroku, ciemne boczne uliczki wielkiej metropolii, obskurne knajpy i przeróżne miejsca w których żyje cały możliwy półswiatek. Całkiem solidne wejście w klimat płyty. Drugi na płycie What Your Soul Sings kontynuuje ten delikatnie mroczny klimacik, jest tu lżej za sprawą kobiecego wokalu tym razem. Sinead O'Connor, tak? Kolejne spotkanie z nią od czasu albumu BTB, tam było naprawdę nieźle. Podoba mi się to plumkanie harfy albo gitary brzmiącej jak harfa. Ten numer podobnie się toczy mozolnie jak otwieracz. Everywhen przynosi jakieś orzeźwienie za sprawą tego interesującego brzmienia klawiszy. Podoba mi się ale robi mi totalnie wiosenny vibe kiedy z jednej strony jest może mokro ale ogólny klimat w powietrzu jest pobudzający. Siadło mi to pewnego słonecznego popołudnia niedawno przed zachodem słońca, obecna teraz szaruga i deszcz mają niestety odmienny klimat dziś kiedy to piszę. Rozpoznaję wokal Horace'a Andy'ego. Chyba póki co minimalnie najbardziej mi pasuje klimat tego numeru, choć na dłuższą metę chyba tylko brzmienie tych klawiszy mnie jakkolwiek przyciąga. Znów długa, jednostajna i wlecząca się kompozycja, to sprawia że naprawdę ciężko się tego albumu słucha (nabiłem już nieco odsłuchów tej płyty a nadal nic z niej nie pamiętam praktycznie). Jedziemy dalej, wchodzi Special Cases z w miarę zapamiętywalnym brzmieniem basu. Klimat ani budowa kawałka nie różni się zbytnio od poprzedników, mam troche poczucie że to jest na jedno kopyto jakbym słuchał Liquid, tylko rzecz w tym że to Recoil powinno się wzorować na MA, jeśli stało się odwrotnie to bynajmniej nie jest dla mnie żaden dowód na to że Alan jakimś wezyrem jest... Numer serio przelatuje mi jakoś bezwiednie. Nadjeżdża Butterfly Caught znane już z utworowej bestki, tu przynajmniej mamy jakieś powiedzmy wyróżniki, jest żywszy rytm w stylu kina sensacyjnego no i prejzowane przez Wujasa smyczki. Numer który wcześniej wydawał się mało wyrazisty nabiera rumieńców w gronie albumowych zamulaczy. Znów ten senny wokal 3D, naprawdę szacunek dla każdego kto jest w stanie przesłuchać ten album na raz bez zasypiania, ja od samego początku walczę z nim na raty. Lecę dalej, A Prayer For England z Sinead O'Connor. Oh Jah, oh Jah, potwornie nudzi niestety w tym kawałku ta Pani, ehhh. Small Time Shot Away z miejsca się trochę wyróżnia tymi... trudno mi nawet powiedzieć czym, klawiszami jak mniemam. Gra talerzy chwilę jest spoko ale potem mamy standardowy sos wszechobecny na tym albumie czyli buczący (aby tylko buczeć) bas i równie nijaki bit, które starają się jak mogą by się niczym nie wyróżnić. Dokładamy nosowy wokal 3D i soundtrack na kolejną drzemkę gotowy. Name Taken nawet nie chce mi się już opisywać bo dla mnie to wszystko jest na jedno kopyto tylko znów maszyna losująca wyłoniła H. Andy'ego do śpiewu. Zamykające album Antistar ma choć odrobinę żwawszy klimat powiedzmy, ale bonus track to już dla mnie zbędna pomyłka.

No i tak ten album się właśnie prezentował dla mnie przez te kilka pierwszych odsłuchów, z tym że to były odsłuchy robione głównie w robocie, w fotelu i na słuchawkach, ta muzyka się trochę gryzła z tym otoczeniem. Potem był weekendowy wypad do Torunia chociażby gdzie przed snem w łóżku przesluchałem ciągiem pół albumu i tak na pół śpiąco nieco będąc zmęczonym ale był to odsłuch... dość przyjemny i płynny, nie dłużył mi się tylko ze zmęczenia musiałem go przerwać. Słuchałem też tej płyty na wieczornych spacerach z psem i krążąc po mieście też dobrze wypadał bo to jest właśnie taki nocny miejski soundtrack, rozumiem skojarzenia z albumem Karla Hyde'a jakie miał dev. Płyta jest bardzo spójna brzmieniowo i to może być dla kogoś zaletą a dla kogoś przekleństwem tej płyty, z jednej strony może najlepiej wypadać w całości jako muzyka tła trochę a z drugiej innych może szybko zniechęcić. Ja sam nie byłem w stanie przebrnąć przez nią całą na raz, robiłem podchody po kilka numerów, w porywie do połowy albumu. Wokale wypadają dość średnio w moim odbiorze, są podobnie niewyróżniające się do produkcji na tym albumie, ta przesadna nieinwazyjność sprawia że dla mnie to nie jest muzyka do takich uważnych odsłuchów w skupieniu ale lepiej funkcjonuje jako muzyka powiedzmy "relaksacyjna" czy właśnie tło do wieczornych spacerów. Dla mnie płyta bardziej na mokrą wiosnę niż to niezdecydowane przedwiośnie teraz, odpowiednia aura dużo pomaga tutaj.
Nie jestem w stanie stwierdzić czy będę wracał do tego albumu, muszą być spełnione odpowiednie warunki do odsłuchu, dobrze byłoby wrócić do niego za miesiąc lub dwa ale czy zbiorę się na odwagę trudno orzec, zauważyłem że do bestkowych płyt nie wracam zwykle wcześniej jak po roku.
Reasumując powiem tyle, rozumiem co Wujkowi podoba się w tym albumie i rozumiem też hejt na niego bo stoi w kontrze do tego co zwykło się oczekiwać od Massive Attack, to jest inna odsłona tego projektu, trochę może odczuwam zmęczenie kolejnym dziełem w stylu Recoil i to takim Recoil które średnio mi leży ale z drugiej strony nikt poza Wujem pewnie nie zapoznał by nas z tą płytą i poznałem coś nowego zawsze. Najbliżej serca Everywhen ale były przypadki też że jakieś numery chodziły mi po głowie (chyba What Your Soul Sings i Special Cases), na ten moment potrzebuję odpocząć od tej płyty, zapomnieć o niej i wrócić może kiedyś ze świeżym uchem.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 21198
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lut 2024 09:09

stripped pisze:
14 lut 2024 08:50
odsłuchy robione głównie w robocie, w fotelu i na słuchawkach
Spoko robo
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 11112
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 14 lut 2024 09:15

Głównie rano jest chwila na to
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 11112
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 16 lut 2024 08:14

Mentos dobijaj do brzegu
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 4046
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kontakt
Strona WWW

Post 16 lut 2024 13:26

Massive Attack - 100th Window

Massive Attack to jeden z tych zespołów, które znam od zawsze. W moim przypadku "od zawsze" de facto oznacza od 2010 roku, bo umówmy się, że do tamtej pory w kwestii muzyki nie byłem nawet ignorantem - nie wiedziałem de facto nic. Mimo mojego wieloletniego stażu mogę o swoim stosunku do tego zespołu napisać dwa słowa: NIE WIEM. Z jednej strony daleko im do bestki mojego życia, z drugiej strony - nie nazwę ich muzy złą, co najwyżej nieco przereklamowaną - ale też bez przesady, bo Mezzazine oraz Blue Lines mam nawet na cedekach i zakupu tychże płyt absolutnie nie żałuję.

Wuja nie sięgnął po (względnie) ograne klasyki - może słusznie, może nie. Ale w sumie pojawiła się dobra sposobność, by przypomnieć sobie coś mniej ogranego i zarazem odkurzyć kolejną płytę, którą kiedyś tam słyszałem, ale pobieżnie i prawdę powiedziawszy - zupełnie mi nie zaskoczyła. Może nie byłem gotów, może nie byłem dojrzały, nie wiem. W każdym razie mam pretekst, by zrewidować swoje poglądy.

To ja od razu powiem, że wyszło tak połowicznie. By nie było to odnalazłem tu więcej niż kilka godnych zapamiętania momentów, ale były też momenty nijakie i chyba też nie do końca czuję ten album.

Na pewno w kategorii "godne zapamiętania" mogę umieścić FUTURE PROOF. Może i trochę za bardzo trąci autoplagiatem z "Risington" z Mezzazine, ale generalnie jeśli coś miałoby uświadomić na czym polega fenomen tego zespołu, no to będzie to ten utwór. Na skojarzenie z Radiohead to bym w sumie sam nie wpadł i se myślę, że coś w tym może i jest.

Z drugiej jednak strony chwilę później wjeżdża WHAT YOUR SOUL SINGS i jestem rozdarty. No nie czuję tego, całość jest zbyt przeciągnięta, rozwleczona, nawet wokal Sinead O'Connor nie robi mi tego utworu, a nawet powiem więcej - on mi tu nie pasuje. Siódma woda po kisielu po Teardrop.

EVERYWHEN to już w ogóle siódma woda po tym zespole. Mam wrażenie, że słucham jakiegoś zespołu, który chce grać jak Massive Attack i próbuje naśladować ich brzmienie i nawet im to wychodzi, ale gorzej z tym, ze nie mają pomysłu na kompozycję. Czemu to jest tak przeciągniete? W moim piekle będa grać wyłącznie utwory, które powinny trwać 3-4 minuty, a trwają drugie tyle jak ten, aczkolwiek "dzięki" wokalowi mam wrażenie, że trwał on miesiąc.

Pojojczyłem, to tera pochwalę - SPECIAL CASES jest spoko. Trwa tyle, ile powinno trwać, ma spoko klimat, trochę bondowski bym nawet rzekł i dobrze się tego słucha. Tak o, tak po prostu. Z BUTTERFLY CAUGH mam bardzo chwiejną relację - dwa lata temu napisałem coś pokroju tego, że to niezły muzak, dwa dni temu robiąc notatki praktycznie chciałem ten kawałek zeżreć, sugerując, że jest rozwleczony, pretensjonalny i mdły, a tak teraz se go słucham i ten... w sumie coś w tym jest. Chyba serio jest to kawałek, na który trzeba mieć odpowiedni nastrój, bo bez niego można od tej transowości się najzwyczajniej w świecie odbić.

Od A PRAYER FOR ENGLAND już, niestety, wyłącznie się odbijam. Koszmaret - monotonny, repetytywny w zły sposób i jeszcze ten irytujący wokal wygadujący jakieś irytujące mnie rzeczy. Mdli mnie od tego kawałka i pomijam go za każdym razem. SMALL TIME SHOT AWAY muzycznie jest nieco lepsze, zaczyna się nawet obiecująco, ale potem znowu wjeżdza wokal 3D, do którego najwyraźniej jestem uprzedzony, bo prawie za każdym razem się od niego odbijam.

Jeśli pamiętacie co pisałem o BC w utworowej, to ja w sumie mogę tutaj to przepisać w kontekście NAMA TAKEN. Fajny kawałek wlatujący jednym i wlatujący drugim.

ANTYCHRYST jest już spoko, bo się opiera na spoko samplu gitarki, który mi się nawet podoba. Jak sobie tego słucham to nawet trochę mnie piecze, że całość nie jest na tym poziomie, bo jednak się okazuje, że jak się chce, to da się nagrać coś, co nie jest okropecznie zamulone! I nawet wokal tridi mnie az tak nie męczy. Bardzo fajny kawałek - chciałem napisać, że spoko zamykacz średniego krążka, ale na wersji którą słuchamy znajduje się ten dziwny ukryty track, który po prostu pominę milczeniem.

No okej, nie jest to płyta zła i ma te słynne momenty, ale też nie jest to, niestety, płyta dobra. W ogólnym rozrachunku jednak średniak, do którego jako całości raczej prędko nie wrócę - chociaż jako tzw. nieinwazyjna muzyka tła nawet ujdzie. Jest kilka kawałków do których MOŻE kiedyś sam z siebie wrócę. Ogólnie to półka z napisem POPRAWNIE - niżej niż RZETELNIE, bez tragedii, ale i bez zachwytów.
Przepraszam

DEPESZWIZJA 6
STATUS: ZBIERAM UTWORY - 2/?
TERMIN - 29 LUTY
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 11112
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 16 lut 2024 20:06

Dziękujemy. Wujek niech podsumuje i jutro lecimy z Blackiem, heh, połowa lutego nawet a ten o kwietniu marzył xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 21198
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 16 lut 2024 20:31

Beka z tym Blackiem w kwietniu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 16208
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 16 lut 2024 21:28

Odbiór albumu właściwie taki, jakiego się spodziewałem, czyli raczej negatywny. Słowa uznania dla Murzyna, że nie poddał się łatwo, tylko drążył uparcie w różnych miejscówkach i sytuacjach. Czyli zrobił trochę jak jak ja mam w zwyczaju robić. Może nie do końca w ten sposób odczarował płytę, ale przynajmniej częściowo się udało. Niektórzy porównywali 100th Window do Recoil, najpewniej do Liquid. I chociaż w obu przypadkach było podobnie negatywnie, to tutaj jednak nie czuć było u co niektórych tego nerwu i hejtu jak w przypadku Liquid. Nikt nie starał się raczej upokorzyć MA.
W sumie to jestem z odbioru bardziej zadowolony, niż to miało miejsce w przypadku London Grammar. Tamta płyta wydawała mi się taka lekka, melodyjna i przystępna, że naprawdę czułem zawód z odbioru. Tutaj spodziewałem się od początku, że niektórych MA zamęczy.
W sumie zdziwiło mnie, jak niektórzy narzekali na nudę i rzekomo wciąż to samo w 6-8 minutowych utworach. Bo jeżeli ktoś łyka albumy takiego Wiese, u krótego naprawdę przez godzinę jest wszystko grane na jednym dronowym dźwięku, to wydawać by się mogło, że taki MA wyda mu się wręcz dyskotekowym albumem. I ja tu absolutnie nie krytykuję muzyki pana Klausa Wiese, bo sam go słucham i bardzo lubię. No ale wiadomo, że ja to takie nudy lubię. Nawet godzinne. Szczególnie w odpowiednich sytuacjach.
Generalnie niby nie było za dobrze, ale jestem zadowolony. Każdy coś tam dla siebie w 100th Window znalazł. Choćby jeden utwór, ale zawsze.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 21198
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 16 lut 2024 21:32

shodan pisze:
16 lut 2024 21:28
W sumie zdziwiło mnie, jak niektórzy narzekali na nudę i rzekomo wciąż to samo w 6-8 minutowych utworach. Bo jeżeli ktoś łyka albumy takiego Wiese, u krótego naprawdę przez godzinę jest wszystko grane na jednym dronowym dźwięku, to wydawać by się mogło, że taki MA wyda mu się wręcz dyskotekowym albumem.
Dlatego napisałem u siebie, że gdyby to był minimal, to by mi weszło.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 16208
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 16 lut 2024 21:34

Ok rozumiem. Wiese jest dobry do czytania. :D
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 7681
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Motyle
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 16 lut 2024 21:35

Oj shodan, MA i Wiese to przecież zupełnie inne formaty, sposoby odsłuchu, przeznaczenia tej muzyki. U jednych jedno działa, u innych nie.

London Grammar podobało mi się bardziej ;)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 21198
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 16 lut 2024 22:26

shodan pisze:
16 lut 2024 21:34
Ok rozumiem. Wiese jest dobry do czytania. :D
O, na przykład. Ale nie tylko.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 11112
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 lut 2024 21:27

Sorka, zajęty byłem trochę dziś.

Lecimy z tym Blackiem i jego Blind Faith
devotional pisze:
03 sty 2024 21:50
Black - Blind Faith (2015)

Tak jest Proszę Państwa, nadszedł ten moment, że do albumowej trafia Black. Black a.k.a. Colin Vearncombe, trudno powiedzieć, czy Black to wciąż nazwa zespołu czy już bardziej pseudonim Colina, albowiem ten występował pod obydwoma, ale też Black był przez pewien czas do rzeczy bardziej... komercyjnych, że tak to ujmę, podczas gdy Colin "solo" był zdecydowanie bardziej osobisty, intymny. Kim był Colin już wiecie, więc rozpisywał się nie będę. To, że umarł tragicznie niecały rok po premierze tej płyty też wiecie, ale ważnym tutaj jest, że postanowił właśnie wówczas wypuścić ten krążek jako Black, z którym się zdążył trochę po latach "pogodzić". Wcześniejszy album Blacka był z roku 2009, jednakowoż w tym samym ukazał się również krążek... Colina Vearncombe (obydwa super, choć Colin "solo" wygrywa trochę imho). Jeszcze poprzedni Black był z roku 2005, płyta Between Two Churches i wrzucałem Wam zeń Charlemagne w ubiegłorocznej 25-tce. Na Blind Faith Colin wrócił trochę do swojego "standardowego" grania, tj. gitary akustyczne, owszem, ale też inne, rozbudowane instrumentarium, więc jest tu parę numerów, które spokojnie mogłyby być (i nawet zdążyły być) małymi hitami. Wiadomo, nie na modłę Wonderful Life, ale też Colin wielokrotnie mówił, że już mu na tym nie zależy (choć też wielokrotnie wspominał, że czuje lekki wewnętrzny ból dupy, że nigdy nie udało mu się tego sukcesu powtórzyć, a na przełomie lat 80. i 90. jeszcze próbował).

Płyta ta jest ważna z dwóch powodów - pierwszy, to jednak był comeback trochę zapomnianego artysty po latach, i to po latach od takich wydawnictw, które również wpadały w ręce właściwie wyłącznie hardkorowym fanom. Drugi był taki, że Black postanowił wyprodukować ten krążek opierając się wyłącznie o wpłaty darczyńców, tj. crowdfunding, i bał się do samego końca, że to nie wypali. Cóż, wypaliło z nawiązką, budżet zwrócił się wielokrotnie, Colin był ostro zaskoczony odzewem, a za grubsze wpłaty oferował fajne bonusy (za najwyższą możliwą, już nie pamiętam stawki, obiecał napisać piosenkę na wybrany przez osobę wpłacającą temat, i oczywiście ją nagrać). Krążek nie tylko się oczywiście ukazał, na samym początku kwietnia 2015 (podejrzewam, że dojdziemy do tej płyty akurat wtedy, byłoby super), ale też... zwrócił na Colina na nowo uwagę brytyjskich mediów, do tego stopnia, że po raz pierwszy od naprawdę dawna grało go BBC Radio 1, i to z nowym materiałem (na jeden z singli wybrano fenomenalne Ashes of Angels). Colin napisał wszystkie piosenki wraz ze swoim wieloletnim współpracownikiem muzycznym, Calumem MacCollem (gość grał m.in. z Ronanem Keatingiem), wspomagał ich Simon Edwards (basista, który grał np. z Red Box i był sesyjnym na Spirit of Eden Talk Talk), za aranżacje smyczków odpowiadał Callum Malcolm, gość, który realizował choćby album Live in the City of Light Simple Minds. Także, no, srogi zestaw ludzi. I zrobili srogi album, naprawdę. Sami zresztą zobaczycie.

Black był genialny, jak to Hien kiedyś już napisał, "gość miał głos jak stodoła", potrafił go użyć, miał niesamowity talent do pisania dobrych piosenek, ciekawych, wieloznacznych tekstów, nadawał melancholii kształt, który był bardzo daleki od pretensjonalności. Nawet jak o miłości pisał (no dobra, pisał głównie o miłości), to robił to w naprawdę dobry sposób (I mean, posłuchajcie sobie Sweetest Smile czy Cool, albo doje*anego Sunflower na mojej wrzutce). Smutnym jest to, co już pisałem, że zginął w idiotycznym wypadku samochodowym w dniu, w którym umarł David Bowie, jadąc na lotnisko, aby... wybrać się do Anglii pisać więcej piosenek, bo miał pomysły na kolejny album. Mógł dać światu naprawdę jeszcze mnóstwo dobrzej muzyki, a musiał się pożegnać z życiem. Nie będę walił tutaj tanich wyciskaczy łez, ale faktem jest, że dopiął swego i wypuścił niemal tuż przed odejściem album, który mogę nazywać spokojnie jego najlepszym. Nie jest on długi (choć ma 13 tracków), piosenki naprawdę wzruszają, chwytają za serce, są po prostu bardzo dobre. Pamiętam, jak z Hienem (któremu już dłuższy czas sprzedawałem Blacka) czekaliśmy, aż się Blind Faith ukaże. I słuchaliśmy chyba potem symultanicznie, na żywo komentując poszczególne numery. Co mogę więcej... Serio mam nadzieję, że dojedziemy z tym albumem do kwietnia, i wtedy go odpalicie. Wiosna od razu jest lepsza przy tych dźwiękach (a wtedy kwiecień faktycznie był kwietniem, było lekko zielono, ciepło, etc.). Oby Wasza też była.

https://youtube.com/playlist?list=PLT3P ... Rycmn5Wwsn
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup