Best of Forum V
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Björk & Rosalía - Oral (2023)
To do pewnego momentu mogła być historia jak wiele innych do tej pory. Całkiem wymagające przebijanki przez pojedyncze kawałki. Później odsłuchy całych płyt, odkrywanie krok po kroku. Chwilowy zachwyt, a potem odstawienie na półkę. Wyszło trochę inaczej. Świadomie po raz pierwszy z Bjork zetknąłem się dzięki licealnej polecajce oczywiście. Singlowe perełki z Homogenic ogrywałem tak długo, że dopiero pod koniec liceum postanowiłem pójść dalej. Równie udany krok do przodu, satysfakcjonujące dwa do tyłu. Weszła pandemia. Medulla jeszcze jakoś dawała nadzieje, może siłą rozpędu, ale Volta była sporym rozczarowaniem. W ten sposób zainteresowanie wyraźnie osłabło. W zeszłym roku nastąpił jednak całkiem nieoczekiwany nawrót pewnej fascynacji. Za którymś razem (i po wielu bólach... ale też z odpowiednim nastawieniem) single z Fossory zaskoczyły na tyle, że byłem w stanie dać ostatniej płycie porównywalnie dużo czasu ile klasykom cztery lata wcześniej. Do tego doszedł oglądany Von Trier na zajęciach. Po Tańcząc w ciemnościach i Bjork w rewelacyjnej formie trudno się nie zakochać na nowo. Do tej pory nie przeszedłem całej dyskografii. Mimo to obecnie szanse na to są znacznie większe niż przy pierwszym poważniejszym wsiąknięciu.
Oral to formalna i estetyczna klamra na zakończenie ery Fossora. Islandka trzyma rękę na pulsie, czuje trendy, potrafi odpowiednio (a do tego zaskakująco) dobierać współpracowników, a efekty są brawurowe. Może poza teledyskiem, deep fake nigdy nie będzie dobry. Co innego sięgnięcie po archiwa. Numer z czasów między Homogenic a Vespertine, ale za to aranż i gościnka świeżynki. Zamiast gabbera przyjemny reggeatonowy bit w połączeniu z partiami orkiestralnymi. Nieznana klasyka plus godna selekta ikon współczesności. Tak jakby sama obecność Rosalii warunkowała odcisk latino, ręki Sega Bodega aż tak nie czuć. Mniejsza o to, liczy się efekt końcowy. Przyjemny numer nt. nieznośnej lekkości wyobrażeń, poczucia satysfakcji bez przekraczania granic (fizycznych też?). Utwierdził mnie w przekonaniu, że trzeba wejść jeszcze raz na pełnej w świat Bjork.
Powinienem wspomnieć o kontekście ekologicznym, czyli finansowym wsparciu (z zysków z Oral) na rzecz powstrzymania dalszej degradacji środowiska naturalnego na Islandii, no to wspominam.
Korci mnie, by rzucić coś jeszcze o fanowskiej grupie na fejsbuku, która jest dość gejowa. Wystarczy, że napomknę o historii Oral sprzed oficjalnego wypuszczenia w zeszłym roku. Odchodziły tam publikacje dość mocnych interpretacji tego, co tam faktycznie może być. Między memami, queerami, ekscentryczną muzyką i innymi równie (miejscami) k a m p o w y m i treściami znalazłem swoje miejsce dla współodczuwającego obserwatora...
Przed emocjonalnymi odsłuchami rzeczy z Homogenic pamiętam Army of Me, nie wiem czy znałem coś więcej w taki sposób, by móc coś zaproponować z tytułem. Były jeszcze jej poszatkowane wokale na The Powers That B od Death Grips, ale to już w ogóle inna historia.
Tym razem na mięciutko, romantycznie... jeszcze bardziej niż poprzednio.
https://www.youtube.com/watch?v=4Trd5pnj3AQ
To do pewnego momentu mogła być historia jak wiele innych do tej pory. Całkiem wymagające przebijanki przez pojedyncze kawałki. Później odsłuchy całych płyt, odkrywanie krok po kroku. Chwilowy zachwyt, a potem odstawienie na półkę. Wyszło trochę inaczej. Świadomie po raz pierwszy z Bjork zetknąłem się dzięki licealnej polecajce oczywiście. Singlowe perełki z Homogenic ogrywałem tak długo, że dopiero pod koniec liceum postanowiłem pójść dalej. Równie udany krok do przodu, satysfakcjonujące dwa do tyłu. Weszła pandemia. Medulla jeszcze jakoś dawała nadzieje, może siłą rozpędu, ale Volta była sporym rozczarowaniem. W ten sposób zainteresowanie wyraźnie osłabło. W zeszłym roku nastąpił jednak całkiem nieoczekiwany nawrót pewnej fascynacji. Za którymś razem (i po wielu bólach... ale też z odpowiednim nastawieniem) single z Fossory zaskoczyły na tyle, że byłem w stanie dać ostatniej płycie porównywalnie dużo czasu ile klasykom cztery lata wcześniej. Do tego doszedł oglądany Von Trier na zajęciach. Po Tańcząc w ciemnościach i Bjork w rewelacyjnej formie trudno się nie zakochać na nowo. Do tej pory nie przeszedłem całej dyskografii. Mimo to obecnie szanse na to są znacznie większe niż przy pierwszym poważniejszym wsiąknięciu.
Oral to formalna i estetyczna klamra na zakończenie ery Fossora. Islandka trzyma rękę na pulsie, czuje trendy, potrafi odpowiednio (a do tego zaskakująco) dobierać współpracowników, a efekty są brawurowe. Może poza teledyskiem, deep fake nigdy nie będzie dobry. Co innego sięgnięcie po archiwa. Numer z czasów między Homogenic a Vespertine, ale za to aranż i gościnka świeżynki. Zamiast gabbera przyjemny reggeatonowy bit w połączeniu z partiami orkiestralnymi. Nieznana klasyka plus godna selekta ikon współczesności. Tak jakby sama obecność Rosalii warunkowała odcisk latino, ręki Sega Bodega aż tak nie czuć. Mniejsza o to, liczy się efekt końcowy. Przyjemny numer nt. nieznośnej lekkości wyobrażeń, poczucia satysfakcji bez przekraczania granic (fizycznych też?). Utwierdził mnie w przekonaniu, że trzeba wejść jeszcze raz na pełnej w świat Bjork.
Powinienem wspomnieć o kontekście ekologicznym, czyli finansowym wsparciu (z zysków z Oral) na rzecz powstrzymania dalszej degradacji środowiska naturalnego na Islandii, no to wspominam.
Korci mnie, by rzucić coś jeszcze o fanowskiej grupie na fejsbuku, która jest dość gejowa. Wystarczy, że napomknę o historii Oral sprzed oficjalnego wypuszczenia w zeszłym roku. Odchodziły tam publikacje dość mocnych interpretacji tego, co tam faktycznie może być. Między memami, queerami, ekscentryczną muzyką i innymi równie (miejscami) k a m p o w y m i treściami znalazłem swoje miejsce dla współodczuwającego obserwatora...
Przed emocjonalnymi odsłuchami rzeczy z Homogenic pamiętam Army of Me, nie wiem czy znałem coś więcej w taki sposób, by móc coś zaproponować z tytułem. Były jeszcze jej poszatkowane wokale na The Powers That B od Death Grips, ale to już w ogóle inna historia.
Tym razem na mięciutko, romantycznie... jeszcze bardziej niż poprzednio.
https://www.youtube.com/watch?v=4Trd5pnj3AQ
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dinal - Spirala zła
Murzyn wjechał w jakaś polską nitkę i nie może się z niej wyplątać. Mało tego, jest to nitka hip-hopowa. No i jest to o wiele lepsze niż jego poprzednia propozycja z Męskiego Grania. Fajny, bujający loop, przyjemne i przestrzenne tło. Rap, jak rap, brzmi współcześnie (czyt. post-2001), jest spoko. Czuję ten vibe 2006 r. chociaż w tamtym czasie byłbym gotowy nasrać sobie na twarz prędzej niż włączyć polski hip-hop. Dobrze, że nic w przyrodzie nie ginie i można odkrywać numery po latach, a ten jest już pełnoletni :0 Nie wiem, czy będę wracał, ale pochwalić na pewno mogę, bo jest za co. Dobra pętla broni się sama.
Outfield - Your Love
Musiał dostał kosza, zatem będziemy w tym uczestniczyć, czy chcemy czy nie, przez najbliższe pół roku. Niemniej, jeśli Dev ma się katharsisować tutaj tego typu piosenkami, to spoko. Można się śmiać, ale rock w latach 80 miał się całkiem dobrze. Może nie był na ekstremalnym topie, ale to co wychodziło, było w większości bardzo spoko. Połączenie gitar z dobrymi popowymi piosenkami, nawet z podszewką ejtisową, to generalnie dobra rzecz. Można to spierdolić, ale Outfield tego nie robi. Czuję lekki vibe Flock of Seagulls i popowych singli, hehe, Mike’a Outfielda. Jest super.
Mafia – Imię deszczu
Dobry, trip-hopowy loop (ten sam, którego no-man użyli w „Days in the Trees” i generalnie pierdyliard innych wykonawców) no i młody Piaseczny. Na papierze wygląda super, a brzmi jeszcze lepiej. Pamiętam ten utwór przez mgłę, ale pamiętam. Bardzo dawno go nie słyszałem, więc dzięki Wujas, bo to jest kawał doskonałej polskiej muzyki. Sam głos Piaska (i to pianino), tak bardzo przenosi w lata 90-te, że huhu. Dla starych kloców, takich jak ja, jest to wartość sama w sobie. Świetna piosenka, doskonała produkcja i TO polskie brzmienie. Wujas, jako nadworny hejter polskiej muzyki, stał się jej największym sprzedawcą na tym forum. Nie przestanie mnie to bawić.
Jacek Kaczmarski, Przemyslaw Gintrowski, Zbigniew Łapiński - Kantyczka z Lotu Ptaka
W sumie jestem wdzięczny Sebie za tę wrzutę, bo wszelkie wątpliwości jakie miałem względem wrzucenia tu kiedyś R. Kelly’ego, przepadły. Kaczmarski, nasz damski bokser, nigdy go nie lubiłem, a od jakiegoś czasu nim gardzę. Co natomiast jeśli oddzielimy jego twórczość od osoby? Gardzą nią chyba jeszcze bardziej. Sorry, bard srard, mury srury. Wszystko to jest pretensjonalne gówno i tych narodowych sloganów nigdy mi Jacuś nie dał rady sprzedać, bo nie mogłem patrzeć na jego mordę i słuchać jego głosu. Kawałek wrzucony przez Mentosa jest trochę inny, ale jednocześnie wypływa z tej samej rzeki, czy tam kanału. Jerzy Kryszak by mógł to śpiewać na jakimś kabaretonie, ale raczej by nie chciał. Nie chcę się przejeżdżać aż tak, ale żaden z wymienionych panów tutaj nie dowozi. Ja nie jestem targetem takiego pijackiego grania, wolę Sylviana sory.
Björk & Rosalía – Oral
Z biegiem lat, zdałem sobie sprawę, że o ile szanuję Bjork, to nigdy jej wokal mnie nie porywał. Wyjdę jednak poza tę względną niechęć, bo kawałek jest spoko. Nie spodziewałem się po Dragonie takiego grania teraz, ale z drugiej strony, czego się można spodziewać u kogokolwiek w bestce? Wszystkiego i niczego. Jest sentymentalnie, jest rzewnie, łzawie wręcz, ale to jest ok, jeśli wykonawcy potrafią dowieźć. No i jest dobrze. Tło bardzo przyjemne, Bjork zaskakująco podoba mi się najbardziej wokalnie, jest emocjonalnie w taki sposób, w jaki lubię. Nie będę zgłębiał analiz numeru, bo mi go to tylko zepsuje (im mniej tajemnicy, tym gorsze wrażenia), ale propsuję ekologiczne tło. Zaskakujący laur dla Bjorkowej.
W sumie wszyscy zapodaliście doskonałe rzeczy, wywalił się tylko Seba i to grubo, ale każdemu się zdarza. Możesz mi Mentos zhejtowac numer w zamian, żeby się wyrównało ;<
Murzyn wjechał w jakaś polską nitkę i nie może się z niej wyplątać. Mało tego, jest to nitka hip-hopowa. No i jest to o wiele lepsze niż jego poprzednia propozycja z Męskiego Grania. Fajny, bujający loop, przyjemne i przestrzenne tło. Rap, jak rap, brzmi współcześnie (czyt. post-2001), jest spoko. Czuję ten vibe 2006 r. chociaż w tamtym czasie byłbym gotowy nasrać sobie na twarz prędzej niż włączyć polski hip-hop. Dobrze, że nic w przyrodzie nie ginie i można odkrywać numery po latach, a ten jest już pełnoletni :0 Nie wiem, czy będę wracał, ale pochwalić na pewno mogę, bo jest za co. Dobra pętla broni się sama.
Outfield - Your Love
Musiał dostał kosza, zatem będziemy w tym uczestniczyć, czy chcemy czy nie, przez najbliższe pół roku. Niemniej, jeśli Dev ma się katharsisować tutaj tego typu piosenkami, to spoko. Można się śmiać, ale rock w latach 80 miał się całkiem dobrze. Może nie był na ekstremalnym topie, ale to co wychodziło, było w większości bardzo spoko. Połączenie gitar z dobrymi popowymi piosenkami, nawet z podszewką ejtisową, to generalnie dobra rzecz. Można to spierdolić, ale Outfield tego nie robi. Czuję lekki vibe Flock of Seagulls i popowych singli, hehe, Mike’a Outfielda. Jest super.
Mafia – Imię deszczu
Dobry, trip-hopowy loop (ten sam, którego no-man użyli w „Days in the Trees” i generalnie pierdyliard innych wykonawców) no i młody Piaseczny. Na papierze wygląda super, a brzmi jeszcze lepiej. Pamiętam ten utwór przez mgłę, ale pamiętam. Bardzo dawno go nie słyszałem, więc dzięki Wujas, bo to jest kawał doskonałej polskiej muzyki. Sam głos Piaska (i to pianino), tak bardzo przenosi w lata 90-te, że huhu. Dla starych kloców, takich jak ja, jest to wartość sama w sobie. Świetna piosenka, doskonała produkcja i TO polskie brzmienie. Wujas, jako nadworny hejter polskiej muzyki, stał się jej największym sprzedawcą na tym forum. Nie przestanie mnie to bawić.
Jacek Kaczmarski, Przemyslaw Gintrowski, Zbigniew Łapiński - Kantyczka z Lotu Ptaka
W sumie jestem wdzięczny Sebie za tę wrzutę, bo wszelkie wątpliwości jakie miałem względem wrzucenia tu kiedyś R. Kelly’ego, przepadły. Kaczmarski, nasz damski bokser, nigdy go nie lubiłem, a od jakiegoś czasu nim gardzę. Co natomiast jeśli oddzielimy jego twórczość od osoby? Gardzą nią chyba jeszcze bardziej. Sorry, bard srard, mury srury. Wszystko to jest pretensjonalne gówno i tych narodowych sloganów nigdy mi Jacuś nie dał rady sprzedać, bo nie mogłem patrzeć na jego mordę i słuchać jego głosu. Kawałek wrzucony przez Mentosa jest trochę inny, ale jednocześnie wypływa z tej samej rzeki, czy tam kanału. Jerzy Kryszak by mógł to śpiewać na jakimś kabaretonie, ale raczej by nie chciał. Nie chcę się przejeżdżać aż tak, ale żaden z wymienionych panów tutaj nie dowozi. Ja nie jestem targetem takiego pijackiego grania, wolę Sylviana sory.
Björk & Rosalía – Oral
Z biegiem lat, zdałem sobie sprawę, że o ile szanuję Bjork, to nigdy jej wokal mnie nie porywał. Wyjdę jednak poza tę względną niechęć, bo kawałek jest spoko. Nie spodziewałem się po Dragonie takiego grania teraz, ale z drugiej strony, czego się można spodziewać u kogokolwiek w bestce? Wszystkiego i niczego. Jest sentymentalnie, jest rzewnie, łzawie wręcz, ale to jest ok, jeśli wykonawcy potrafią dowieźć. No i jest dobrze. Tło bardzo przyjemne, Bjork zaskakująco podoba mi się najbardziej wokalnie, jest emocjonalnie w taki sposób, w jaki lubię. Nie będę zgłębiał analiz numeru, bo mi go to tylko zepsuje (im mniej tajemnicy, tym gorsze wrażenia), ale propsuję ekologiczne tło. Zaskakujący laur dla Bjorkowej.
W sumie wszyscy zapodaliście doskonałe rzeczy, wywalił się tylko Seba i to grubo, ale każdemu się zdarza. Możesz mi Mentos zhejtowac numer w zamian, żeby się wyrównało ;<
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Szczerze? Wrzuciłem to tylko po to by przeczytać coś takiegoJerzy Kryszak by mógł to śpiewać na jakimś kabaretonie, ale raczej by nie chciał
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale żeby było śmieszniej, Kryszak serio śpiewa podobne rzeczy w Płocku na jakiejś Nocy Kabaretowej. Różnica jest taka, że nie jest Kaczmarskim.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Nie neguję, Kryszak sprawia wrażenie kogoś w miarę sympatycznego
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kiedy byłem mały, Kryszak, Daniec i Smoleń mi się zawsze mieszali, nawet nie wiem czemu. I nie wiem czemu o tym piszę, ale mam do nich sentyment.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No wszyscy trzej mieli wąsik i mówili "śmieszne" rzeczy w telewizorni, ale to chyba tyle z punktów stycznych. Na Dańca to akurat mam awersję odkąd pamiętam, chłop jest dla mnie najmniej zabawnym komikiem świata i serio żenował mnie już gdy byłem w późnej podstawówce
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Dinal Spirala zła
Zapachniało początkami bestki, czyli pozytywne zaskoczenie od pierwszych sekund. Jak Smarki momentami mi nie siedział, tak tutaj wsiąkam bez większego marudzenia. Faktycznie dobra pętla to podstawa. Trochę dżezowo, po prostu całkiem klasycznie, ale bez żadnego drewna czy archaicznych rozwiązań. Świetna zwrotka Pana Wankza, refren leci równie pięknie. Pozostali panowie dzielnie dolatują poziomem. Niby bez potężnych rozkmin, ale poskładane bardzo sensownie - od filmowych nawiązań przez muzyczne do zmyślnych rymów. Ja tam lubię polskie braggadocio z epoki (bo to Gural, salut). Mimo to 'dobry rap' też spoko. Tutaj faktycznie mam pewne historie do nadrobienia. Posypuję głowę popiołem za kinowe luki, w tym tygodniu grzecznie wrócę do klasyki z udziałem śp. Pana Jerzego. Dinali mam już pobranych za pośrednictwem pewnego przyjacielskiego szczurka. Pan Jaca w formie, nihil novi na rapowej ścieżce.
Fuzzbubble Out There
No nie siedzą mi te wrzutki zbytnio. Próbuję je rozgryźć, a potem w momencie posiedzenia przed lapkiem wracam do punktu wyjścia. Energetyczne, skejterskie, proste lecz nie prostackie, ale nie z mojego świata. Niby wyrazista melodia - po czasie zlewają się w jedno razem z innymi kawałkami. Rodzynków produkcyjnych jak na lekarstwo, tylko te pojedyncze wystrzały elektroniczne. Wokal niespecjalnie, z jakąś dziwną chrypą i w tym numerze w drugiej połowie już raczej więcej wydzierania się. Zostaje tylko przybrać sylwetkę Katarzyny Szczot i zapytać pocopoco. Godzilli też nie lubię. Beach Boys szanuję za klasyczne płyty, ale nie mają dla mnie szczególnego repeat value. Dylemat za dylematem... poza tym jest po prostu okej, c'nie? Takiej muzyki mogę słuchać tylko w kontekście gier, serio, to jedyna płaszczyzna gdzie ona po czasie może się dobrze (albo jakkolwiek) kojarzyć.
Outfield Your Love
Znany, znany, Panie Adrianie! Flash FM kojarzę bardzo dobrze, choć Vice City miało parę słabszych radyjek. Your Love było w gronie naprawdę charakterystycznych, wyrózniających się ejtisowych singli i pewnie dlatego nie pamiętam aż tak dokładnie jak chociażby Dance Hall Days. Mimo to poziom godny. Akurat tego typu muzykę bardzo często odbieram na niższym poziomie wtajemniczenia bez wgryzania w teksty. Wystarczy mi rockowy sznyt, solidne brzmienie, konkretna realizacja, odpowiedni kontekst i już jestem zrobiony. Wystarczy, że wzbudza lekko nostalgiczny, melancholijny klimacik... nie mam pod ręką gry, więc nie mogę sobie zrobić symbolicznej przejażdżki. Zostaje ersatz w postaci wspominek wytworzonych pod kopułą, też jest git. Po latach ogrywania tego typu muzyki w domu, w drodze do szkoły czy właśnie w grach nie wracam nawet do największych bangerów, ale muszę dać symboliczną łapkę w górę. Kurczę, nawet pamiętam kasety Bryana Adamsa z czasów mieszkania u dziadków, mamma mia, kiedy to było...
Mafia Imię deszczu
Jestem ciekaw, jaką przyszłość kariery Piaska Wujas widziałby najchętniej. Wbrew pozorom i jego, hmm, publicznemu wizerunkowi to jedna z ciekawszych postaci w naszym grajdole. Tutaj zespół ROCKOWY (co by nie mówić), potem nieudany atak na scenę taneczną, a później bezpieczne i chyba satysfakcjonujące zapuszczenie korzeni w klimatach muzyki środka, radiowego popu bez przesadnego unowocześniania i archizacji jednocześnie. Płyta z Krajewskim. Poszanowanie u Klocucha. Same fajne rzeczy. Do tego coming out, mimo wszystko moim zdaniem wymuszony po latach 'plotek chodzących po mieście', choć długo zachowywał dla siebie informacje o partnerze i tak dalej. Mafia, to taki wdzięczny temat na dłuższe pogaduchy. Szanuję totalnie wypierydolenie słuchaczy w ten zespół podobnie jak w Pudelsów po ewakuacji Maleńczuka. Powinienem sprawdzić Gabinety, bo dzięki pewnemu kawałkowi mam trochę sympatii do takiego grania, ale dalej jest to jednak lekko przypałowe. W Imieniu deszczu (?) niebezpieczne blisko do przekroczenia granicy przesłodzenia i kiczu. Trochę przez tekst, trochę przez tanie pianinko i melodramatyczne tło. Ekipa wychodzi z tego starcia zwycięsko dzięki refrenowi, który niesie całą resztę dzielnie na barkach. Trip-hopowe pętle, hmm... Kozidrakowa na solowej płycie z podobnego czasu korzystała z nich znacznie lepiej xD Mimo to tutaj też jest całkiem w porządku. Wiadomo, wolę faktycznie to co dobre...
Kaczmarski / Gintrowski / Łapiński Kantyczka z lotu ptaka
Mam podobny stosunek do późnej muzyki pewnego polskiego wykonawcy, o czym pewnie będzie jeszcze w ramach bestki. Niby zupełnie inny świat ideowy/artystyczny/tralala, a jednak w określonym momencie pasował jak należy. Nie wiem skąd to się wzięło. W często przytaczanym okresie gimbolicealnym działo się tak dość regularnie. Teraz jakby w ogóle nie wracam. Szukam jakiegoś punktu zaczepienia. Teksty tego artysty są mniej bezpośrednie, ale też dotyczą spraw duchowych, trochę podobna sytuacja z figurą mędrca, samotnika, outsidera. Tu jest o tyle trudniej, że mamy kawa na ławę jakieś rozliczenia społeczne, wjazdy na konkretne narodowości (wtf, jak to o tych Żydach i Niemcach brzmi w ogóle). Do tego ten #boniemawódkiblues Kaczmarski, ale tu przynajmniej robi za tło. Jeśli ten patos jest na serio to pozdro600, bo starzeje się jak mleko. Jeśli mimo wszystko panowie bardowie chcieli wpleść odrobinę autorefleksji to super - nie podołałem, nie znalazłem. Nie mam w sobie gorliwego wierzącego, który pragnie oczyszczenia świata dookoła niezależnie z czego. Nie rozpędzam się i nie mówię z czym to się kojarzy innym rodakom, ale wystarczy kilka stron wyników Googla żeby wkoorwienie narosło. Na momenty gorsze czasem zaradzi najbardziej zaskakująca muzyka - tyle, że w tym przypadku chyba nie wiem co więcej powiedzieć. Pierwsze sekundy jak Total Eclipse of the Heart, potem nie jest tak dobrze... Żeby nie pisać już za dużo mocnych słów o bardach tutaj skończę.
Zapachniało początkami bestki, czyli pozytywne zaskoczenie od pierwszych sekund. Jak Smarki momentami mi nie siedział, tak tutaj wsiąkam bez większego marudzenia. Faktycznie dobra pętla to podstawa. Trochę dżezowo, po prostu całkiem klasycznie, ale bez żadnego drewna czy archaicznych rozwiązań. Świetna zwrotka Pana Wankza, refren leci równie pięknie. Pozostali panowie dzielnie dolatują poziomem. Niby bez potężnych rozkmin, ale poskładane bardzo sensownie - od filmowych nawiązań przez muzyczne do zmyślnych rymów. Ja tam lubię polskie braggadocio z epoki (bo to Gural, salut). Mimo to 'dobry rap' też spoko. Tutaj faktycznie mam pewne historie do nadrobienia. Posypuję głowę popiołem za kinowe luki, w tym tygodniu grzecznie wrócę do klasyki z udziałem śp. Pana Jerzego. Dinali mam już pobranych za pośrednictwem pewnego przyjacielskiego szczurka. Pan Jaca w formie, nihil novi na rapowej ścieżce.
Fuzzbubble Out There
No nie siedzą mi te wrzutki zbytnio. Próbuję je rozgryźć, a potem w momencie posiedzenia przed lapkiem wracam do punktu wyjścia. Energetyczne, skejterskie, proste lecz nie prostackie, ale nie z mojego świata. Niby wyrazista melodia - po czasie zlewają się w jedno razem z innymi kawałkami. Rodzynków produkcyjnych jak na lekarstwo, tylko te pojedyncze wystrzały elektroniczne. Wokal niespecjalnie, z jakąś dziwną chrypą i w tym numerze w drugiej połowie już raczej więcej wydzierania się. Zostaje tylko przybrać sylwetkę Katarzyny Szczot i zapytać pocopoco. Godzilli też nie lubię. Beach Boys szanuję za klasyczne płyty, ale nie mają dla mnie szczególnego repeat value. Dylemat za dylematem... poza tym jest po prostu okej, c'nie? Takiej muzyki mogę słuchać tylko w kontekście gier, serio, to jedyna płaszczyzna gdzie ona po czasie może się dobrze (albo jakkolwiek) kojarzyć.
Outfield Your Love
Znany, znany, Panie Adrianie! Flash FM kojarzę bardzo dobrze, choć Vice City miało parę słabszych radyjek. Your Love było w gronie naprawdę charakterystycznych, wyrózniających się ejtisowych singli i pewnie dlatego nie pamiętam aż tak dokładnie jak chociażby Dance Hall Days. Mimo to poziom godny. Akurat tego typu muzykę bardzo często odbieram na niższym poziomie wtajemniczenia bez wgryzania w teksty. Wystarczy mi rockowy sznyt, solidne brzmienie, konkretna realizacja, odpowiedni kontekst i już jestem zrobiony. Wystarczy, że wzbudza lekko nostalgiczny, melancholijny klimacik... nie mam pod ręką gry, więc nie mogę sobie zrobić symbolicznej przejażdżki. Zostaje ersatz w postaci wspominek wytworzonych pod kopułą, też jest git. Po latach ogrywania tego typu muzyki w domu, w drodze do szkoły czy właśnie w grach nie wracam nawet do największych bangerów, ale muszę dać symboliczną łapkę w górę. Kurczę, nawet pamiętam kasety Bryana Adamsa z czasów mieszkania u dziadków, mamma mia, kiedy to było...
Mafia Imię deszczu
Jestem ciekaw, jaką przyszłość kariery Piaska Wujas widziałby najchętniej. Wbrew pozorom i jego, hmm, publicznemu wizerunkowi to jedna z ciekawszych postaci w naszym grajdole. Tutaj zespół ROCKOWY (co by nie mówić), potem nieudany atak na scenę taneczną, a później bezpieczne i chyba satysfakcjonujące zapuszczenie korzeni w klimatach muzyki środka, radiowego popu bez przesadnego unowocześniania i archizacji jednocześnie. Płyta z Krajewskim. Poszanowanie u Klocucha. Same fajne rzeczy. Do tego coming out, mimo wszystko moim zdaniem wymuszony po latach 'plotek chodzących po mieście', choć długo zachowywał dla siebie informacje o partnerze i tak dalej. Mafia, to taki wdzięczny temat na dłuższe pogaduchy. Szanuję totalnie wypierydolenie słuchaczy w ten zespół podobnie jak w Pudelsów po ewakuacji Maleńczuka. Powinienem sprawdzić Gabinety, bo dzięki pewnemu kawałkowi mam trochę sympatii do takiego grania, ale dalej jest to jednak lekko przypałowe. W Imieniu deszczu (?) niebezpieczne blisko do przekroczenia granicy przesłodzenia i kiczu. Trochę przez tekst, trochę przez tanie pianinko i melodramatyczne tło. Ekipa wychodzi z tego starcia zwycięsko dzięki refrenowi, który niesie całą resztę dzielnie na barkach. Trip-hopowe pętle, hmm... Kozidrakowa na solowej płycie z podobnego czasu korzystała z nich znacznie lepiej xD Mimo to tutaj też jest całkiem w porządku. Wiadomo, wolę faktycznie to co dobre...
Kaczmarski / Gintrowski / Łapiński Kantyczka z lotu ptaka
Mam podobny stosunek do późnej muzyki pewnego polskiego wykonawcy, o czym pewnie będzie jeszcze w ramach bestki. Niby zupełnie inny świat ideowy/artystyczny/tralala, a jednak w określonym momencie pasował jak należy. Nie wiem skąd to się wzięło. W często przytaczanym okresie gimbolicealnym działo się tak dość regularnie. Teraz jakby w ogóle nie wracam. Szukam jakiegoś punktu zaczepienia. Teksty tego artysty są mniej bezpośrednie, ale też dotyczą spraw duchowych, trochę podobna sytuacja z figurą mędrca, samotnika, outsidera. Tu jest o tyle trudniej, że mamy kawa na ławę jakieś rozliczenia społeczne, wjazdy na konkretne narodowości (wtf, jak to o tych Żydach i Niemcach brzmi w ogóle). Do tego ten #boniemawódkiblues Kaczmarski, ale tu przynajmniej robi za tło. Jeśli ten patos jest na serio to pozdro600, bo starzeje się jak mleko. Jeśli mimo wszystko panowie bardowie chcieli wpleść odrobinę autorefleksji to super - nie podołałem, nie znalazłem. Nie mam w sobie gorliwego wierzącego, który pragnie oczyszczenia świata dookoła niezależnie z czego. Nie rozpędzam się i nie mówię z czym to się kojarzy innym rodakom, ale wystarczy kilka stron wyników Googla żeby wkoorwienie narosło. Na momenty gorsze czasem zaradzi najbardziej zaskakująca muzyka - tyle, że w tym przypadku chyba nie wiem co więcej powiedzieć. Pierwsze sekundy jak Total Eclipse of the Heart, potem nie jest tak dobrze... Żeby nie pisać już za dużo mocnych słów o bardach tutaj skończę.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Fuzzbubble - Out There
Kurczę muszę przyznać że power pop to dla mnie jedna z tych łatek których chyba nie ogarniam ale dajcie mi czas, bo ja dopiero zaczynam trybić ocb z post-rockiem. Jak tego słucham to myślę sobie że w sumie to dla mnie zasadniczo jest taki sam pop-punk jak Pixies (badums). Energicznie rżnięte na gitarkach i perkusji ale z popowym sznytem skejtów z włosami na żel, znów hamerykańsko i młodzieżowo do bólu, z jednej strony OK a z drugiej ciężko mi znaleźć w tym konkretnym numerze jakiś fajny wyróżnik na tle tych różnych wrzut imienia miesiąca punkowego by munlup. Tym razem od kawałka ciekawsza okazała się trivia bo nie miałem pojęcia że taka kapela działała pod szyldem Bad Boy Records a fajniejszym odkryciem dla mnie z nimi związanym było natrafienie na tenże remiks starego kawałka Puffa z The Lox:
https://youtu.be/PaEMpAlppNE?si=_NcLBBRaNxRG9bVu
Myślę że Puffy dobrze obserwował rynek, wyczuł koniunkturę dla tego typu muzy i próbował to doić i nawet spoko że wtedy nie tylko białasy z Limp Bizkit rapowały ale i czarni trochę próbowali odbijać rocka chwilami (pamiętajmy o Pharellowej kapeli N*E*R*D).
The Outfield - Your Love
Tu zapewne nie będzie zaskoczeniem dla nikogo że kawałek znam i znam go z tego samego źródła co kolega M., i numer lubię bo jest naprawdę tak zrobiony że trudno mu się oprzeć. Ja akurat w kwestii Flash FM pozwolę sobie zachować zdanie odrębne (dla mnie jednak minimalnie najnudniejsze z radyjek z VC), niemniej w kwestii naprawdę solidnego pop rocka to ta stacja faktycznie dostarczała bo był i Bryan Adams i było Yes i te żywsze numery zapadały w pamięć jako klimatyczne tło do gry akcji. Your Love lubiłem raczej od początku choć też nie był to dla mnie numer najistotniejszy jaki poznałem z owej giery, ale wciąż dostarcza fajne riffy na gitarze i piękne ejtisowe harmonie wokalne (ta coda jest naprawdę zajebista). Nie umiem nie nostalgizować, z miejsca przypominają się wakacje spędzone na opalaniu się przed TV i pożyczonej konsoli PS2 xD Łatwa okejka i nie narzekam, przyjemne powroty też są potrzebne.
Mafia - Imię deszczu
Nawet się odrobinę skrzywiłem chyba jak ujrzałem tę wrzutkę a jednak po paru odsłuchach posypuję głowę popiołem i cieszę się że to wpadło. Numer który gdzieś tam kojarzyłem przez mgłę dosłownie a jak się przysłuchać to kawał bardzo fajnego 90sowego popu Wujek dostarczył - ZNOWU mogę rzec. Zatem siedzę grzecznie, słucham i nadrabiam braki z tamtej ery. Jest fajny tripowy bicik, nieco ckliwe pianinko, spoko ostrzejszy gitarowy akcent ale przede wszystkim doskonały Piasek który wokalnie bardzo dużo tu daje, mam wrażenie że refren zajmuje wiekszość numeru ale nie szkodzi bo jest również doskonały po prostu. Świetnie się tego słuchało i nawet byłbym w stanie przypisać ten numer do jakichś wspomnień z życia i nostalgizować, niepowtarzalny vibe tej Polski zapatrzonej w Amerykę a jednak bez tego polskiego pierwiastka pewnie mógłbym zapomnieć łatwo o takim numerze.
Gintrowski, Kaczmarski, Łapiński - Kantyczka z lotu ptaka
Widząc ilość scrobbli tego numeru u Seby zastanawiałem się czy przyjdzie mi się mierzyć z nim czy może jednak z nutą ze Zmienników. No i co, jednak Kantyczka i czy ja dopiero nie pisałem przypadkiem że jak mentos czymś dowali to klękajcie narody?
Zacznę od tego że kurde no piosenka poetycka to akurat nie jest coś czego bym słuchał w środku gorącego lata (czy w sumie kiedykolwiek ale teraz to już w ogóle że hej), no ale jak trza to trza. Doczytuję i widzę że utwór pochodzi z programu z 1992 roku i w sumie mi to pasuje że to trąci taką post-komuną, z jednej strony niby odzyskana wolność a z drugiej tu już ludzie honor na talary wymieniają w nowej kapitalistycznej Polszcze. Brzmi to jak muza której mógłby słuchać mój ojciec w tamtych czasach, jak i pewnie wielu ojców mających na sercu los ojczyzny i patrzących z troską na ten nowy burdel który się w kraju wyczyniał. Ja jestem już następnym pokoleniem albo prawie dwa do przodu więc nie znam tego uczucia tak bardzo, w tamtym czasie to ja się cieszyłem z gumy Turbo i nie pamiętałem że kiedyś jej nie było. Tym samym nie potrafię relować z poezją Kaczmarskiego W TYM UTWORZE (wszak sam rzucałem przeróbką Pijaka), niewiele mogę powiedzieć o muzyce bo to po prostu standardowy aranż na gitarę i fortepian i nikt tu prochu nie próbował wymyślać wiadomo, pochwalić mogę Gintrowskiego dotychczas znanego mi jedynie ze Zmienników (nie pamiętam nijak z 13 Posterunku?), lubię ten jego taki przepity wokal który kojarzy mi się też z Januszem Rewińskim i który dobrze oddaje wg mnie takie ciężkie emocje właśnie jak tu. Bardziej właśnie wyczuwam tu pole do popisu do podśpiewania na bani gdy człowiekowi ciężko na duszy a że numer niejako osobisty to znęcać się nie będę, niech sobie istnieje, słuchać nie muszę.
Björk & Rosalia - Oral
Kojarzę ten kawałek, nie wiem czy sam Dragon go nie sprzedawał nam już na forum tudzież gdzieś na fejsie może. Było to o tyle głośne powiedzmy że to właśnie niewydany numer Björk, odświeżony o nowy aranż i gościnkę Rosalii. Ja z miejsca kupuję taką Björk bo czuć tu 90s mocno moim zdaniem w jej wokalach, nie wiem czy inną manierę wtedy miała czy jak, jest taka piękna delikatność w tym która działa jak balsam dla duszy. Odświeżony aranż i udział Rosalii to tutaj trochę dodatki, ozdobniki jednocześnie pozwalające może samej Björk dotrzeć do kolejnych pokoleń słuchaczy którzy jeszcze jej nie znali i jeśli dzięki temu poznają to spoko, każdy sposób dobry, acz jestem zdania że śmiało udźwignęłaby ten numer w pojedynkę, no bo sorry - to w końcu Björk.
Kurczę muszę przyznać że power pop to dla mnie jedna z tych łatek których chyba nie ogarniam ale dajcie mi czas, bo ja dopiero zaczynam trybić ocb z post-rockiem. Jak tego słucham to myślę sobie że w sumie to dla mnie zasadniczo jest taki sam pop-punk jak Pixies (badums). Energicznie rżnięte na gitarkach i perkusji ale z popowym sznytem skejtów z włosami na żel, znów hamerykańsko i młodzieżowo do bólu, z jednej strony OK a z drugiej ciężko mi znaleźć w tym konkretnym numerze jakiś fajny wyróżnik na tle tych różnych wrzut imienia miesiąca punkowego by munlup. Tym razem od kawałka ciekawsza okazała się trivia bo nie miałem pojęcia że taka kapela działała pod szyldem Bad Boy Records a fajniejszym odkryciem dla mnie z nimi związanym było natrafienie na tenże remiks starego kawałka Puffa z The Lox:
https://youtu.be/PaEMpAlppNE?si=_NcLBBRaNxRG9bVu
Myślę że Puffy dobrze obserwował rynek, wyczuł koniunkturę dla tego typu muzy i próbował to doić i nawet spoko że wtedy nie tylko białasy z Limp Bizkit rapowały ale i czarni trochę próbowali odbijać rocka chwilami (pamiętajmy o Pharellowej kapeli N*E*R*D).
The Outfield - Your Love
Tu zapewne nie będzie zaskoczeniem dla nikogo że kawałek znam i znam go z tego samego źródła co kolega M., i numer lubię bo jest naprawdę tak zrobiony że trudno mu się oprzeć. Ja akurat w kwestii Flash FM pozwolę sobie zachować zdanie odrębne (dla mnie jednak minimalnie najnudniejsze z radyjek z VC), niemniej w kwestii naprawdę solidnego pop rocka to ta stacja faktycznie dostarczała bo był i Bryan Adams i było Yes i te żywsze numery zapadały w pamięć jako klimatyczne tło do gry akcji. Your Love lubiłem raczej od początku choć też nie był to dla mnie numer najistotniejszy jaki poznałem z owej giery, ale wciąż dostarcza fajne riffy na gitarze i piękne ejtisowe harmonie wokalne (ta coda jest naprawdę zajebista). Nie umiem nie nostalgizować, z miejsca przypominają się wakacje spędzone na opalaniu się przed TV i pożyczonej konsoli PS2 xD Łatwa okejka i nie narzekam, przyjemne powroty też są potrzebne.
Mafia - Imię deszczu
Nawet się odrobinę skrzywiłem chyba jak ujrzałem tę wrzutkę a jednak po paru odsłuchach posypuję głowę popiołem i cieszę się że to wpadło. Numer który gdzieś tam kojarzyłem przez mgłę dosłownie a jak się przysłuchać to kawał bardzo fajnego 90sowego popu Wujek dostarczył - ZNOWU mogę rzec. Zatem siedzę grzecznie, słucham i nadrabiam braki z tamtej ery. Jest fajny tripowy bicik, nieco ckliwe pianinko, spoko ostrzejszy gitarowy akcent ale przede wszystkim doskonały Piasek który wokalnie bardzo dużo tu daje, mam wrażenie że refren zajmuje wiekszość numeru ale nie szkodzi bo jest również doskonały po prostu. Świetnie się tego słuchało i nawet byłbym w stanie przypisać ten numer do jakichś wspomnień z życia i nostalgizować, niepowtarzalny vibe tej Polski zapatrzonej w Amerykę a jednak bez tego polskiego pierwiastka pewnie mógłbym zapomnieć łatwo o takim numerze.
Gintrowski, Kaczmarski, Łapiński - Kantyczka z lotu ptaka
Widząc ilość scrobbli tego numeru u Seby zastanawiałem się czy przyjdzie mi się mierzyć z nim czy może jednak z nutą ze Zmienników. No i co, jednak Kantyczka i czy ja dopiero nie pisałem przypadkiem że jak mentos czymś dowali to klękajcie narody?
Björk & Rosalia - Oral
Kojarzę ten kawałek, nie wiem czy sam Dragon go nie sprzedawał nam już na forum tudzież gdzieś na fejsie może. Było to o tyle głośne powiedzmy że to właśnie niewydany numer Björk, odświeżony o nowy aranż i gościnkę Rosalii. Ja z miejsca kupuję taką Björk bo czuć tu 90s mocno moim zdaniem w jej wokalach, nie wiem czy inną manierę wtedy miała czy jak, jest taka piękna delikatność w tym która działa jak balsam dla duszy. Odświeżony aranż i udział Rosalii to tutaj trochę dodatki, ozdobniki jednocześnie pozwalające może samej Björk dotrzeć do kolejnych pokoleń słuchaczy którzy jeszcze jej nie znali i jeśli dzięki temu poznają to spoko, każdy sposób dobry, acz jestem zdania że śmiało udźwignęłaby ten numer w pojedynkę, no bo sorry - to w końcu Björk.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Fuzzbubble byli jedynym zespołem rockowym u Puffa i generalnie mieli być takim oczkiem w głowie. PD dużo im wtedy drzwi otworzył, grali między innymi z Jimmym Page'em, pojawili się na Godzilla soundtracku (jako jedyny band, który nie pochodził z Sony), mieli załatwiany każdy feat jaki chcieli (np. Run D.M.C, do numeru, który w końcu został im wybity z głowy przez menadżera, a chwilę potem RDMC nagrał coś z inną rockową kapelą i to był hit), ale nie grali tras, ani nie mogli się doprosić wydania albumu, bo ciągle coś stawało na drodze. Po śmierci Biggiego i zamachu na Puffa, ten stwierdził, że to jest poważna sprawa i nie może się teraz na nich skupić... a jednocześnie zaczął się pojawiać dosłownie wszędzie i zaczął rozwijać solo karierę. Ostatecznie Fuzzbubble wybłagali kontrakt wyjściowy, żeby ruszyć z kim innym, ale było już lekko po ptokach.
Jeśli chodzi o różnice między power popem, a pop punkiem, to jak czytam, granica jest mikroskopijna, bo jedni i drudzy mają podobne inspiracje (The Beatles, The Beach Boys, itd). Jest jednak coś w tym numerze, co nie pozwala mi go umieścić na półce pop punka. Może to coś w wokalu, może coś w tych chórkach, nie wiem, ale różni się to od czegokolwiek pop punkowego, czego słuchałem.
Jeśli chodzi o różnice między power popem, a pop punkiem, to jak czytam, granica jest mikroskopijna, bo jedni i drudzy mają podobne inspiracje (The Beatles, The Beach Boys, itd). Jest jednak coś w tym numerze, co nie pozwala mi go umieścić na półce pop punka. Może to coś w wokalu, może coś w tych chórkach, nie wiem, ale różni się to od czegokolwiek pop punkowego, czego słuchałem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Dinal - Spirala Zła
Murzyn wali Murzynami ale po polsku, typowo murzyńsko ale mało typowo letnio. Zgadzam się z Hienem, że lepsze od Jareckiego (choć mnie Jarecki się nawet podobał), może to kwestia głosu, kojarzy mi się jakoś z polskimi klasykami sprzed wielu dekad (aż trudno uwierzyć, że to tyle czasu mija od premier tychże klasyków). Wzmianka o Stuhrze faktycznie średnio teraz wchodzi, tak post-profetycznie (przez moją prokrastynację, ale jak widać nie pomogło lol), ale generalnie flow też jakiś fajny taki. Żywy i z pomysłem, i choć słyszę to pierwszy raz w ogóle, to muszę przyznać, że mi się podoba. Nie wiem, czy do końca czaję odniesienie tytułu do reszty, ale walić to. Jacenty się zna na rapie, nigdy nie zawodzi, a to bardziej niż cieszy.
Fuzzbubble - Out There
Power popem nie nazwę tego na pewno. To jest dla mnie modelowy przykład takiego amerykańskiego teenage grania ze stacji radiowych dla dzieciaków (ale takich starszych), do wrzucania na soundtracki filmów będących kolejnymi kopiami American Pie i takie tam. A wylądowało na Godzilli, proszę proszę... Beach Boysów też tu w ogóle nie czuję xD Nie twierdzę jednocześnie, że to słabe, złe, czy coś w tym stylu, absolutnie, dobry numer, też bardzo żywy i napier*alający, ściany gitar bardzo spoko, wokalista daje radę, zespołowe backstory też fajen. Na letniaczka średnio mi się to nadaje, ale może dlatego, że przywykłem do słuchania innych rzeczy latem, nie wiem. W sumie props za spoko numer, jednakowoż liczę na coś bardziej wstrzelającego się w tę porę roku następnym razem.
Mafia - Imię Deszczu
Lol, faktycznie pierwszy cios to wspomnienie Gays in the Trees od no-woman. Cała reszta... Wuja wspomina rok 1997 i muszę dodać, że faktycznie rok jest to godny wspominek. Może niekoniecznie dla mieszkańców Dolnego Śląska (chociaż per saldo wpakowanie po powodzi forsy z budżetu centralnego we Wroca wyszło miastu bardziej niż na dobre). W 1997 wyszła Ultra (to wszyscy wiemy, ale ja to wtedy miałem w dupie), wyszło Music for Pleasure od Monaco, do Simple Minds wrócił stary basista Derek Forbes, w Polsce pogrom lewicy w wyborach parlamentarnych, ja byłem u rodziny na wsi. Oczywiście znam ten numer i, kurde, jakoś boli teraz xD Z WIADOMYCH POWODÓW, jak to powiedział Hien, nie uwolnicie się. Ale dobry kawałek, raz, że Piasek to naprawdę utalentowany gość a dwa, że to po prostu dobra piosenka jest. Fajnie, że Wuja ma takie przyjemne wspomnienia z tamtym czasem, a i, kurdebele, 27 lat już od tamtej pory... Życzę kolejnych 27 przynajmniej w samej szczęśliwości. I takich nostalgicznych wrzutek do bestki.
Kaczmarski/Gintrowski/Łapiński - Kantyczka z Lotu Ptaka
Damn it... jeśli chodzi o Kaczmarskiego to mam ostro mieszane uczucia. Był czas w moim życiu, jakieś 15 lat temu, może 16, że przeżywałem coś w rodzaju patriotycznego wzmożenia, byłem kucem, narodowcem, głosowałem na Korwina (a przynajmniej go popierałem), low key zachwycałem się braćmi K. (jeszcze było ich dwóch lol), generalnie takie tam. No i, rzecz jasna, słuchałem masy Kaczmarskiego. Ale tak po prawdzie to słuchałem go głównie dlatego, że słuchał go mój brat (do dziś gościa lubi, choć poglądowo jest mu teraz jeszcze dalej od Barda Solidarności niż mnie). Wiem, że Wojna Postu z Karnawałem to już klasyczna płyta, ale też stopień, w jakim ludzie z Histawki się do niej brandzlują mnie po prostu boli. Dziś mnie to jakoś specjalnie nie rusza, jedyny kawałek Kaczmarskiego, jaki mi się autentycznie wciąż podoba, to ten o Katarzynie Wielkiej. Tutaj wylewa się srogi patriotyzm historyczny w dużych dawkach. Więc no, nie dla mnie to, ale też Gintrowski całość ratuje, tzn. jego większa tutaj obecność niż Kaczmara, i jestem też w stanie zrozumieć setting, albowiem takie rzeczy potrafią w odpowiednich momentach wejść. Śmiesznie w ogóle, że ja dostałem po tyłku od laski poznanej w Warszawie, a która większość życia związana była z Poznaniem xD Jeszcze śmieszniej, że jej gust muzyczny pokrywał się w 90% z gustem wszystkich uczestników tej bestkowej zabawy. Na szczęście Kaczmarskim gardziła. O Gintrowskiego nie pytałem. Ja zostaję dziś symetrystą.
Björk & Rosalía - Oral
Tak bardzo przywykłem do Mentosa będącego ostatnim, że już prawie wdusiłem "Wyślij" po napisaniu poprzedniej recki lol. Dragon serwuje Björk, do tego jest to dobra Björk, a tu mam o tyle problem, że dla mnie od dłuższego czasu (czyli od Volty z 2007) Islandka idzie w stronę takiego eksperymentatorstwa, które już trudno nazwać muzyką per se (tzn. jak najbardziej można, ale piosenek choćby minimalnie pasujących do tego, co robiła jeszcze w najntisach, to ja tam zawsze mało słyszę, prawie w ogóle). Ale, jak widać, sama tego zrobić nie mogła haha. Kawałek fajnego grania. Znów, nie nazwę tego letniakiem może, zbyt... obskjurowe w brzmieniu, ale nadal się dla mnie broni. Przyjemnie wyprodukowane, stylowo to ta Björk, którą zawsze sobie ceniłem, dobre aranżacje etc. etc. Dałem szansę i się nie zawiodłem, choć myślę, że mimo wszystko może być jeszcze lepiej.
Murzyn wali Murzynami ale po polsku, typowo murzyńsko ale mało typowo letnio. Zgadzam się z Hienem, że lepsze od Jareckiego (choć mnie Jarecki się nawet podobał), może to kwestia głosu, kojarzy mi się jakoś z polskimi klasykami sprzed wielu dekad (aż trudno uwierzyć, że to tyle czasu mija od premier tychże klasyków). Wzmianka o Stuhrze faktycznie średnio teraz wchodzi, tak post-profetycznie (przez moją prokrastynację, ale jak widać nie pomogło lol), ale generalnie flow też jakiś fajny taki. Żywy i z pomysłem, i choć słyszę to pierwszy raz w ogóle, to muszę przyznać, że mi się podoba. Nie wiem, czy do końca czaję odniesienie tytułu do reszty, ale walić to. Jacenty się zna na rapie, nigdy nie zawodzi, a to bardziej niż cieszy.
Fuzzbubble - Out There
Power popem nie nazwę tego na pewno. To jest dla mnie modelowy przykład takiego amerykańskiego teenage grania ze stacji radiowych dla dzieciaków (ale takich starszych), do wrzucania na soundtracki filmów będących kolejnymi kopiami American Pie i takie tam. A wylądowało na Godzilli, proszę proszę... Beach Boysów też tu w ogóle nie czuję xD Nie twierdzę jednocześnie, że to słabe, złe, czy coś w tym stylu, absolutnie, dobry numer, też bardzo żywy i napier*alający, ściany gitar bardzo spoko, wokalista daje radę, zespołowe backstory też fajen. Na letniaczka średnio mi się to nadaje, ale może dlatego, że przywykłem do słuchania innych rzeczy latem, nie wiem. W sumie props za spoko numer, jednakowoż liczę na coś bardziej wstrzelającego się w tę porę roku następnym razem.
Mafia - Imię Deszczu
Lol, faktycznie pierwszy cios to wspomnienie Gays in the Trees od no-woman. Cała reszta... Wuja wspomina rok 1997 i muszę dodać, że faktycznie rok jest to godny wspominek. Może niekoniecznie dla mieszkańców Dolnego Śląska (chociaż per saldo wpakowanie po powodzi forsy z budżetu centralnego we Wroca wyszło miastu bardziej niż na dobre). W 1997 wyszła Ultra (to wszyscy wiemy, ale ja to wtedy miałem w dupie), wyszło Music for Pleasure od Monaco, do Simple Minds wrócił stary basista Derek Forbes, w Polsce pogrom lewicy w wyborach parlamentarnych, ja byłem u rodziny na wsi. Oczywiście znam ten numer i, kurde, jakoś boli teraz xD Z WIADOMYCH POWODÓW, jak to powiedział Hien, nie uwolnicie się. Ale dobry kawałek, raz, że Piasek to naprawdę utalentowany gość a dwa, że to po prostu dobra piosenka jest. Fajnie, że Wuja ma takie przyjemne wspomnienia z tamtym czasem, a i, kurdebele, 27 lat już od tamtej pory... Życzę kolejnych 27 przynajmniej w samej szczęśliwości. I takich nostalgicznych wrzutek do bestki.
Kaczmarski/Gintrowski/Łapiński - Kantyczka z Lotu Ptaka
Damn it... jeśli chodzi o Kaczmarskiego to mam ostro mieszane uczucia. Był czas w moim życiu, jakieś 15 lat temu, może 16, że przeżywałem coś w rodzaju patriotycznego wzmożenia, byłem kucem, narodowcem, głosowałem na Korwina (a przynajmniej go popierałem), low key zachwycałem się braćmi K. (jeszcze było ich dwóch lol), generalnie takie tam. No i, rzecz jasna, słuchałem masy Kaczmarskiego. Ale tak po prawdzie to słuchałem go głównie dlatego, że słuchał go mój brat (do dziś gościa lubi, choć poglądowo jest mu teraz jeszcze dalej od Barda Solidarności niż mnie). Wiem, że Wojna Postu z Karnawałem to już klasyczna płyta, ale też stopień, w jakim ludzie z Histawki się do niej brandzlują mnie po prostu boli. Dziś mnie to jakoś specjalnie nie rusza, jedyny kawałek Kaczmarskiego, jaki mi się autentycznie wciąż podoba, to ten o Katarzynie Wielkiej. Tutaj wylewa się srogi patriotyzm historyczny w dużych dawkach. Więc no, nie dla mnie to, ale też Gintrowski całość ratuje, tzn. jego większa tutaj obecność niż Kaczmara, i jestem też w stanie zrozumieć setting, albowiem takie rzeczy potrafią w odpowiednich momentach wejść. Śmiesznie w ogóle, że ja dostałem po tyłku od laski poznanej w Warszawie, a która większość życia związana była z Poznaniem xD Jeszcze śmieszniej, że jej gust muzyczny pokrywał się w 90% z gustem wszystkich uczestników tej bestkowej zabawy. Na szczęście Kaczmarskim gardziła. O Gintrowskiego nie pytałem. Ja zostaję dziś symetrystą.
Björk & Rosalía - Oral
Tak bardzo przywykłem do Mentosa będącego ostatnim, że już prawie wdusiłem "Wyślij" po napisaniu poprzedniej recki lol. Dragon serwuje Björk, do tego jest to dobra Björk, a tu mam o tyle problem, że dla mnie od dłuższego czasu (czyli od Volty z 2007) Islandka idzie w stronę takiego eksperymentatorstwa, które już trudno nazwać muzyką per se (tzn. jak najbardziej można, ale piosenek choćby minimalnie pasujących do tego, co robiła jeszcze w najntisach, to ja tam zawsze mało słyszę, prawie w ogóle). Ale, jak widać, sama tego zrobić nie mogła haha. Kawałek fajnego grania. Znów, nie nazwę tego letniakiem może, zbyt... obskjurowe w brzmieniu, ale nadal się dla mnie broni. Przyjemnie wyprodukowane, stylowo to ta Björk, którą zawsze sobie ceniłem, dobre aranżacje etc. etc. Dałem szansę i się nie zawiodłem, choć myślę, że mimo wszystko może być jeszcze lepiej.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ty jesteś jakimś znawcą i koneserem power popu? xD Bo gdzie nie spojrzę, to wymieniani są jako modelowy przykład power popu i jako taki zespół podpisali umowę u Puffa xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
No mogą być, ale mnie to tak nie brzmi xD Nie muszę się znać na wszystkim (a prawie na niczym się nie znam).
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No nie wiem, zabrzmiało trochę jakbyś wiedział o czym mówisz, a jednak nie wiesz xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Przeciwieństwo mojego ostatniego situatioshipu lolŚmiesznie w ogóle, że ja dostałem po tyłku od laski poznanej w Warszawie, a która większość życia związana była z Poznaniem xD
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Do tego nazwiązywałem, sad five Seba

Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kopiujcie wszystkie liczne wzmianki o break-upie Musiała, może się złoży z tego cała historia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Wystarczy prześledzić moje posty od rejestracji na forum lol
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
To tylko sześć tysięcy wpisów, godzinka przy kawce wystarczy