Best of Forum (Albumy) vol. 2
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Każdy ma swoje skojarzenia 
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wiadomo, wina Smoka.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Wiosenny? 
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Są kwiotki na okładce? Są. Jest wiosna? Jest. Dziękuję. 
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Kwiotki, ptoszki, sakura
WIOSNO, NAPIER*ALAJ (i inne dziwne i krindżowe nazwy fejsbukowych fanpejów z roku 2010)
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Piękne teksty posłaliście, Panowie, jeszcze się do tego odniosę szerzej, ale... WIOSENNY?
w sensie dla mnie to tak senna muzyka w zestawieniu z wiosną i ówczesnym budzeniem się do życia, że na moją czaszkę to trudne duo do zestawienia, ale ok jak działa
w sensie dla mnie to tak senna muzyka w zestawieniu z wiosną i ówczesnym budzeniem się do życia, że na moją czaszkę to trudne duo do zestawienia, ale ok jak działa
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Smoku słusznie mówi
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
No nic nie poradzę, ja lubię wiosną takiej lekko usypiającej muzyki słuchać. Zresztą mówię, będę w Tokio wiosną to będę słuchał i wybadam wrażenia na ground zero. Jaca dostanie pocztówkę, a Wy drugą recenzję 
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Też chcę pocztówkę 
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Aha, to dla mnie nie będzie... 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
I po wuj się tym pochwalił xddddd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja nie chce pocztówki. Nie, że Jaca dostanie cokolwiek xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Mintaj, na poczcie mi powiedzieli, że do piwnicy nawet awiz się nie kieruje ;___;
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Wezwania do zapłaty jakoś docierają
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Kapitan Państwo zawsze dojedzie za hajs 
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja to się zastanawiam, jak Seba podpisuje polecone nie otwierając drzwi.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Susumu Yokota – Sakura
Kiedyś w ogóle nie znałem żadnych japońskich wykonawców. Tak naprawdę zacząłem ich chyba poznawać dopiero tutaj, w bestce. I w kilku przypadkach się dosyć mocno wciągnąłem. Moja japońska biblioteczka muzyczna jest wciąż dosyć skromna, ale jest. I jestem pewien, że będzie rosnąć w siłę. Choćby za sprawą pana Yakoty. Sporo sobie obiecywałem po tym albumie. Jeszcze zanim zacząłem słuchać Jacek mi zaspoilerował, że to bardzo dobra muzyka.
Różne opinie tutaj padały odnośnie tego, o jakiej porze roku najlepiej tego słuchać. Sam Dragon poleca to jesienią, Dev dałby się pociąć, że to wiosenny album. Są też zwolennicy teorii, że to album zimowy. I w sumie ja bym się właśnie z nimi najbardziej zgodził, chociaż są tutaj jednak też utwory zupełnie nie zimowe.
Robiłem odsłuchy w różnych warunkach. Pierwszy w pracy. Nie byłem niczym szczególnie zaangażowany, po prostu dłubałem w jakichś kwitach, a w głośnikach leciała Sakura. Typowo zapoznawczy odsłuch. Całkiem przyjemny, lekko intrygujący momentami, ale to na pewno nie było jeszcze to. Akurat tego typu muzyka wymaga większej uwagi myślę. Oczywiście może robić za muzyczne tło i też jest fajnie, ale dużo więcej korzyści się osiąga poświęcając jej pełną uwagę. Potem zabrałem album na spacer do lasu. Mogłem już wtedy w pełni oddać się tylko muzyce i rzeczywiście wyłapałem o wiele więcej interesujących rzeczy. Potem słuchałem w domu i w końcu w weekend zasypało świat śniegiem. I to był właśnie ten moment, z którego nie omieszkałem skorzystać. Znowu poszedłem do lasu, tym razem zasypanego śniegiem. Lubicie się czasami podśmiewywać z tych moich leśnych muzycznych seansów, ale nigdzie muzyka nie smakuje jak tam. Kiedy nic człowieka nie rozprasza, wokół nie ma żywej duszy. Jest tylko słuchacz, muzyka i przyroda. Oczywiście nie każda muzyka wymaga takich okoliczności. W przypadku np. hip-hopu jest mi naprawdę obojętne, gdzie tego słucham. Ale Sakura akurat w samotności i na odludziu smakuje lepiej niż gdziekolwiek. No i te zimowe warunki zrobiły swoje.
Przejdźmy teraz do poszczególnych utworów, z którymi dosyć dobrze się zdążyłem poznać.
Saku to utwór, który bezapelacyjnie ma zimowy klimat. Kiedy maszerowałem ścieżką i patrzyłem na biały krajobraz, to czułem to wyraźnie. To brzmienie niby gitary (a może to klawisz?), delikatne smyki, klawisze – wszystko pachnie zimą. Yokota maluje wręcz przy pomocy dźwięków zimowe pejzaże. I rzeczywiście w ogóle nie czuć tych prawie 6-ciu minut. Świetny początek.
Tobiume ma podobny senno-zimowy vibe. Lubię takie klimatyczne utwory. Ładne brzmienie klawiszy, fajny bas. Wszystko się zgadza.
W Uchu Tanjyo zimowy klimat gdzieś ulatuje ustępując miejsca raczej jakimś tropikom. Bardziej oczami wyobraźni widzę tutaj jakieś afrykańskie wioski ukryte głęboko w buszu niż japońską prowincję. W każdym razie ciekawa odmiana od dwóch pierwszych utworów, choć niekoniecznie lepsza.
Hagoromo to powrót w bardziej zimowe scenerie. Mniej się tam dzieje niż na początku albumu. Główny zapętlony arp plus parę przeszkadzajek w tle. Choć w drugiej połowie utworu pojawia się bardzo fajna i mocno azjatycko brzmiąca melodia. Jest miło.
Genshi zaskakuje. Też nie spodziewałbym się takiego bitu. Fajna odmiana. Stopa pięknie wybija raźny rytm. Klawisze brzmiące jak jakaś odmiana wibrafonu czy innych cymbał wygrywają cudną zagrywkę. Miałem tutaj autentycznie skojarzenia z Boards of Canada (po raz pierwszy) i to zanim w ogóle przeczytałem opis Dragona czy wasze recenzje. Piękny utwór.
Gekkoh to kolejna perła (Dragon nie kłamał). Zima powraca już na dobre. Gdyby ktoś mi powiedział, że to fragment soundtracka do gry The Long Dark, to bym to prawie łyknął. Prawie, bo jednak te klawisze brzmiące znowu jak wibrafon nie bardzo pasują. Ale reszta to jakby żywcem wyjęta z tej gry. Szczególnie te króciutkie smyczkowe wstawki. Kto wie – może Sasha Dikiciyan właśnie tym utworem się zainspirował tworząc muzykę do TLD? W każdym razie trudno mi wyobrazić sobie coś bardziej zimowego niż TLD.
Hisen to drugi moment na albumie, który kojarzy mi się z BoC. Te klawisze tak podobnie brzmiące. Smyki pewnie trochę mniej, ale są super. Kolejny świetny i klimatyczny utwór.
Azukiiro no Kaori wyróżnia się wokalnymi samplami i fajnym klawiszem. Całkiem miły przerywnik.
Kodomotachi ma znowu wokalne sample. W tle słychać różne fajne rzeczy. Potem po raz drugi na albumie wchodzi bit. Sample wracają. Może trochę już niepotrzebnie, ale za bardzo też wcale nie przeszkadzają.
Naminote zmienia klimat. Zapętlona zagrywka na pianinie tworzy szkielet utworu. Można docenić dobrą pracę perkusji. Do tego w tle inne zagrywki i melodie na klawiszach i powiedzmy wibrafonie. To jest naprawdę dobry utwór, choć jednocześnie pozbawiony tego pięknego klimatu z innych utworów. Bardziej taka techniczna robota.
W Shinsen za to klimat powraca z siłą tsunami. Ta harfa/gitara od razu powoduje miłe ciepło w okolicach serca. Robi się niezwykle baśniowo. Potem dołącza flet. Takie dźwięki zawsze kojarzą mi się z jakimiś klimatami typu King’s Quest. Te rwane klawisze mniej potrzebne, ale i tak klimat utworu miażdży.
No i na koniec Kirakiraboshi wieńczy dzieło. Znów przepiękny klimat. Znowu jest zimowo za sprawą dzwonkowatych dźwięków. Potem wchodzą klawisze brzmiące mocno azjatycko. Tutaj najbardziej słychać ten japoński rodowód albumu. Szkoda tylko, że tak krótko.
Podsumowując to jest naprawdę świetny album. Bardzo spójny poza może jednym wyjątkiem. Bardzo podoba mi się użyta paleta brzmień. Było kilka miłych skojarzeń. Były tony fajnego klimatu. A klimat jest najważniejszy. Czy był to najlepszy album Dragona? Aż takich stwierdzeń bym nie ryzykował. Bo przecież był Junior Boys, JMJ, BoC, Recoil, DJ Spooky. Ale myślę, że Yokotę śmiało mogę do tej grupy liderów zaliczyć.
Kiedyś w ogóle nie znałem żadnych japońskich wykonawców. Tak naprawdę zacząłem ich chyba poznawać dopiero tutaj, w bestce. I w kilku przypadkach się dosyć mocno wciągnąłem. Moja japońska biblioteczka muzyczna jest wciąż dosyć skromna, ale jest. I jestem pewien, że będzie rosnąć w siłę. Choćby za sprawą pana Yakoty. Sporo sobie obiecywałem po tym albumie. Jeszcze zanim zacząłem słuchać Jacek mi zaspoilerował, że to bardzo dobra muzyka.
Różne opinie tutaj padały odnośnie tego, o jakiej porze roku najlepiej tego słuchać. Sam Dragon poleca to jesienią, Dev dałby się pociąć, że to wiosenny album. Są też zwolennicy teorii, że to album zimowy. I w sumie ja bym się właśnie z nimi najbardziej zgodził, chociaż są tutaj jednak też utwory zupełnie nie zimowe.
Robiłem odsłuchy w różnych warunkach. Pierwszy w pracy. Nie byłem niczym szczególnie zaangażowany, po prostu dłubałem w jakichś kwitach, a w głośnikach leciała Sakura. Typowo zapoznawczy odsłuch. Całkiem przyjemny, lekko intrygujący momentami, ale to na pewno nie było jeszcze to. Akurat tego typu muzyka wymaga większej uwagi myślę. Oczywiście może robić za muzyczne tło i też jest fajnie, ale dużo więcej korzyści się osiąga poświęcając jej pełną uwagę. Potem zabrałem album na spacer do lasu. Mogłem już wtedy w pełni oddać się tylko muzyce i rzeczywiście wyłapałem o wiele więcej interesujących rzeczy. Potem słuchałem w domu i w końcu w weekend zasypało świat śniegiem. I to był właśnie ten moment, z którego nie omieszkałem skorzystać. Znowu poszedłem do lasu, tym razem zasypanego śniegiem. Lubicie się czasami podśmiewywać z tych moich leśnych muzycznych seansów, ale nigdzie muzyka nie smakuje jak tam. Kiedy nic człowieka nie rozprasza, wokół nie ma żywej duszy. Jest tylko słuchacz, muzyka i przyroda. Oczywiście nie każda muzyka wymaga takich okoliczności. W przypadku np. hip-hopu jest mi naprawdę obojętne, gdzie tego słucham. Ale Sakura akurat w samotności i na odludziu smakuje lepiej niż gdziekolwiek. No i te zimowe warunki zrobiły swoje.
Przejdźmy teraz do poszczególnych utworów, z którymi dosyć dobrze się zdążyłem poznać.
Saku to utwór, który bezapelacyjnie ma zimowy klimat. Kiedy maszerowałem ścieżką i patrzyłem na biały krajobraz, to czułem to wyraźnie. To brzmienie niby gitary (a może to klawisz?), delikatne smyki, klawisze – wszystko pachnie zimą. Yokota maluje wręcz przy pomocy dźwięków zimowe pejzaże. I rzeczywiście w ogóle nie czuć tych prawie 6-ciu minut. Świetny początek.
Tobiume ma podobny senno-zimowy vibe. Lubię takie klimatyczne utwory. Ładne brzmienie klawiszy, fajny bas. Wszystko się zgadza.
W Uchu Tanjyo zimowy klimat gdzieś ulatuje ustępując miejsca raczej jakimś tropikom. Bardziej oczami wyobraźni widzę tutaj jakieś afrykańskie wioski ukryte głęboko w buszu niż japońską prowincję. W każdym razie ciekawa odmiana od dwóch pierwszych utworów, choć niekoniecznie lepsza.
Hagoromo to powrót w bardziej zimowe scenerie. Mniej się tam dzieje niż na początku albumu. Główny zapętlony arp plus parę przeszkadzajek w tle. Choć w drugiej połowie utworu pojawia się bardzo fajna i mocno azjatycko brzmiąca melodia. Jest miło.
Genshi zaskakuje. Też nie spodziewałbym się takiego bitu. Fajna odmiana. Stopa pięknie wybija raźny rytm. Klawisze brzmiące jak jakaś odmiana wibrafonu czy innych cymbał wygrywają cudną zagrywkę. Miałem tutaj autentycznie skojarzenia z Boards of Canada (po raz pierwszy) i to zanim w ogóle przeczytałem opis Dragona czy wasze recenzje. Piękny utwór.
Gekkoh to kolejna perła (Dragon nie kłamał). Zima powraca już na dobre. Gdyby ktoś mi powiedział, że to fragment soundtracka do gry The Long Dark, to bym to prawie łyknął. Prawie, bo jednak te klawisze brzmiące znowu jak wibrafon nie bardzo pasują. Ale reszta to jakby żywcem wyjęta z tej gry. Szczególnie te króciutkie smyczkowe wstawki. Kto wie – może Sasha Dikiciyan właśnie tym utworem się zainspirował tworząc muzykę do TLD? W każdym razie trudno mi wyobrazić sobie coś bardziej zimowego niż TLD.
Hisen to drugi moment na albumie, który kojarzy mi się z BoC. Te klawisze tak podobnie brzmiące. Smyki pewnie trochę mniej, ale są super. Kolejny świetny i klimatyczny utwór.
Azukiiro no Kaori wyróżnia się wokalnymi samplami i fajnym klawiszem. Całkiem miły przerywnik.
Kodomotachi ma znowu wokalne sample. W tle słychać różne fajne rzeczy. Potem po raz drugi na albumie wchodzi bit. Sample wracają. Może trochę już niepotrzebnie, ale za bardzo też wcale nie przeszkadzają.
Naminote zmienia klimat. Zapętlona zagrywka na pianinie tworzy szkielet utworu. Można docenić dobrą pracę perkusji. Do tego w tle inne zagrywki i melodie na klawiszach i powiedzmy wibrafonie. To jest naprawdę dobry utwór, choć jednocześnie pozbawiony tego pięknego klimatu z innych utworów. Bardziej taka techniczna robota.
W Shinsen za to klimat powraca z siłą tsunami. Ta harfa/gitara od razu powoduje miłe ciepło w okolicach serca. Robi się niezwykle baśniowo. Potem dołącza flet. Takie dźwięki zawsze kojarzą mi się z jakimiś klimatami typu King’s Quest. Te rwane klawisze mniej potrzebne, ale i tak klimat utworu miażdży.
No i na koniec Kirakiraboshi wieńczy dzieło. Znów przepiękny klimat. Znowu jest zimowo za sprawą dzwonkowatych dźwięków. Potem wchodzą klawisze brzmiące mocno azjatycko. Tutaj najbardziej słychać ten japoński rodowód albumu. Szkoda tylko, że tak krótko.
Podsumowując to jest naprawdę świetny album. Bardzo spójny poza może jednym wyjątkiem. Bardzo podoba mi się użyta paleta brzmień. Było kilka miłych skojarzeń. Były tony fajnego klimatu. A klimat jest najważniejszy. Czy był to najlepszy album Dragona? Aż takich stwierdzeń bym nie ryzykował. Bo przecież był Junior Boys, JMJ, BoC, Recoil, DJ Spooky. Ale myślę, że Yokotę śmiało mogę do tej grupy liderów zaliczyć.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dziękuję uprzejmie za całkiem sprawne ogarnięcie albumu jak na wyjątkowy okres jaki mu przypadł w udziale. Smoku czyń swą powinność i zamykamy temat Sakury.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Smoku chyba zaliczył najlepsze przyjęcie w tej zabawie, no ale przecież bestka umiera 
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn