Best of Forum VII
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Zacznijmy od wrzucenia utworu, potem zobaczymy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Muszę być pewny, że jesteście gotowi i godni tej wrzutki.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
O, ja zdążyłem objechać pół Polski, a i tak nie byłem ostatni... tyle na temat potrzeby przerwy ode mnie heh
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Keane – Everybody’s Changing
Zacznijmy tę turę od bardzo fajnego przeboju z lat 00’. Nie jestem jakimś wielkim znawcą brytyjskiego zespołu Keane, ale uważam, że ich debiutancki album Hopes and Fears, któremu rok temu stuknęło 20 lat, jest całkiem spoko. Keane to rockowy zespół, który charakteryzuje się tym, iż brakuje im… klasycznego gitarzysty, którego zastąpiono pianistą. No i rzeczywiście słychać w ich muzyce sporo tego pianina, co mi oczywiście bardzo odpowiada.
Everybody’s Changing to dla mnie zawsze był taki wzorcowy przykład dobrego przeboju. Posiada wg mnie po prostu wszystko to, co powinien posiadać dobry singiel.
https://www.youtube.com/watch?v=0t-Hm5mlveY
Zacznijmy tę turę od bardzo fajnego przeboju z lat 00’. Nie jestem jakimś wielkim znawcą brytyjskiego zespołu Keane, ale uważam, że ich debiutancki album Hopes and Fears, któremu rok temu stuknęło 20 lat, jest całkiem spoko. Keane to rockowy zespół, który charakteryzuje się tym, iż brakuje im… klasycznego gitarzysty, którego zastąpiono pianistą. No i rzeczywiście słychać w ich muzyce sporo tego pianina, co mi oczywiście bardzo odpowiada.
Everybody’s Changing to dla mnie zawsze był taki wzorcowy przykład dobrego przeboju. Posiada wg mnie po prostu wszystko to, co powinien posiadać dobry singiel.
https://www.youtube.com/watch?v=0t-Hm5mlveY
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Kolejka 1. (151.)
1. Jean-Michel Jarre - Oxygene 14
by Hien
2. Mr. Mister - Broken Wings
by stripped
3. Talking Heads - Burning Down The House
by devotional
4. Kiesza - Hideaway
by mintaj
5. Triana - Luminosa mañana
by Dragon
6. Keane - Everybody’s Changing
by shodan
1. Jean-Michel Jarre - Oxygene 14
by Hien
2. Mr. Mister - Broken Wings
by stripped
3. Talking Heads - Burning Down The House
by devotional
4. Kiesza - Hideaway
by mintaj
5. Triana - Luminosa mañana
by Dragon
6. Keane - Everybody’s Changing
by shodan
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jean-Michel Jarre - Oxygene 14
Pozytywne zaskoczenie w sumie, ten numer dla mnie brzmi tak jak bym wyobrażał sobie kolejne wcielenia Oxy, ale z drugiej strony znam jedynie słynną czwórkę oraz drugą płytę zapodaną przez Smoka. Hien coś wspomina o tanich wtyczkach a mi tam brzmienie odpowiada i marudził nie będę, jest to takie zimne, czyste i cyfrowe jakby, kojarzy mi się nieco z tym coverem CABARE+ wrzucanym przeze mnie do depeszwizji ale mi się podoba i ciul, więc zasadniczo mam chyba podejście takie jak OP. Fajne piły (saw-y), reszta też dobry klimat robi, na koniec wchodzi taki synth który potem otwiera 15 część i brzmi mocno mandarynkowo (za pierwszym odsłuchem z rozpędu nie zauważyłem kiedy weszła 15 heh). Może nie poziom KLASYK jak wspomniana czwórka ale na wejściu zjada cały drugi album jak dla mnie. Pozostaje pytanie - czy Kuba będzie kiedyś celował w taki dubel albumowy czy trzeba będzie samemu sprawdzić całość.
Talking Heads - Burning Down The House
Jeden z pierwszych numerów TH jakie poznałem, chociaż nie wiem czy nie częściej wpadałem na VH1 na Once In A Lifetime. Byrne i spółka robili specyficzną wykręconą formę nowej fali. BTTH to jeden z takich bardziej funky ich numerów tak bym to ujął, te synthy są świetne i robią tu masę roboty dla mnie. W intro i potem w tym wyciszonym mostku pojawia się taki dźwięk, chyba z klawisza który kojarzy mi się z tropikami, mam wrażenie że słyszałem to w jakimś Miami Vice albo to było w Scarface w scenie finałowego ataku na posiadłość Montany. Dobry numer po prostu.
Kiesza - Hideaway
Myślałem że w takie klimaty bestkę będę wprowadzał ja albo nie wiem - dev czy Wuja, no ale w sumie hity najbardziej ostatnio lubi wrzucać mentos. Hideaway nasłuchałem się do porzygu w pamiętnym 2014 roku kiedy zaczynałem pracę a leciała w robocie Eska. Mimo to nie będę hejtował, to jest na tyle dobry numer że broni się mimo osłuchania. Te 11 lat temu cieszyłem się mocno z tego że house znów był na fali i wielu artystów robiło klubowe numery czerpiące z brzmień lat 80./90. Numer jest spoko chociaż trochę przenosi mnie w czasy których nie mam ochoty wspominać. Ooh aah i do przodu.
Triana - Luminosa mañana
Dragon wychodząc naprzeciw oczekiwaniom prowadzącego nie rzucił Enjoyem ale tym samym ten numer jest trochę od czapy w tym zestawie (jak ktoś słucha całości) xd dostajemy w papę progiem ale dzięki Smoku dla mnie przynajmniej ten prog brzmi inaczej niż to co słyszeliśmy do tej pory. Bałem się tych flamenco akcentów ale jest dobrze, te organy kojarzą mi się z Domem Wschodzącego Słońca bodajże. Fajne synthy nawet i te efekty wiatropodobne heh. Numer niezadługi, nie męczy, może fanem nie będę takiego grania ale na pierwszy kontakt jest w porządku.
Keane - Everybody's Changing
Ja mam problem z rozróżnianiem tych różnych "indie" kapel z lat zerowych, shodan napisał że Panowie miast gitarzysty mają pianistę i on tu prowadzi melodie i jak tego posłuchalem to stwierdziłem ze dla mnie to trochę brzmi jak Killersi gdyby im podmienić gitarę na pianinko ^_^ taki popowy nie do końca balladowy numer, wokal bezbarwny raczej, nie wiem, całość dla mnie tak mocno poprawna i zwyczajna, bez wyróżnika, bez jakiejś iskry czy nutki fałszywej która dała by znać że za tą muzyką stoją ludzie a nie korporacje czy coś. Najzabawniejszy fakt związany z tym numerem? Jak wyczytałem - w sierpniu 2006, piosenka znalazła się na 79. miejscu listy 100 najlepszych utworów wszechczasów gazety The Sun. Trochę iksde, no ale to w końcu The Sun. Ja się wynudziłem.
Pierwsze koty za płoty, otwierająca kolejka mocno średnia, nie jestem tu bez winy zapewne, odechce mi się rzucać przebojami może na całą 25. nawet...
Pozytywne zaskoczenie w sumie, ten numer dla mnie brzmi tak jak bym wyobrażał sobie kolejne wcielenia Oxy, ale z drugiej strony znam jedynie słynną czwórkę oraz drugą płytę zapodaną przez Smoka. Hien coś wspomina o tanich wtyczkach a mi tam brzmienie odpowiada i marudził nie będę, jest to takie zimne, czyste i cyfrowe jakby, kojarzy mi się nieco z tym coverem CABARE+ wrzucanym przeze mnie do depeszwizji ale mi się podoba i ciul, więc zasadniczo mam chyba podejście takie jak OP. Fajne piły (saw-y), reszta też dobry klimat robi, na koniec wchodzi taki synth który potem otwiera 15 część i brzmi mocno mandarynkowo (za pierwszym odsłuchem z rozpędu nie zauważyłem kiedy weszła 15 heh). Może nie poziom KLASYK jak wspomniana czwórka ale na wejściu zjada cały drugi album jak dla mnie. Pozostaje pytanie - czy Kuba będzie kiedyś celował w taki dubel albumowy czy trzeba będzie samemu sprawdzić całość.
Talking Heads - Burning Down The House
Jeden z pierwszych numerów TH jakie poznałem, chociaż nie wiem czy nie częściej wpadałem na VH1 na Once In A Lifetime. Byrne i spółka robili specyficzną wykręconą formę nowej fali. BTTH to jeden z takich bardziej funky ich numerów tak bym to ujął, te synthy są świetne i robią tu masę roboty dla mnie. W intro i potem w tym wyciszonym mostku pojawia się taki dźwięk, chyba z klawisza który kojarzy mi się z tropikami, mam wrażenie że słyszałem to w jakimś Miami Vice albo to było w Scarface w scenie finałowego ataku na posiadłość Montany. Dobry numer po prostu.
Kiesza - Hideaway
Myślałem że w takie klimaty bestkę będę wprowadzał ja albo nie wiem - dev czy Wuja, no ale w sumie hity najbardziej ostatnio lubi wrzucać mentos. Hideaway nasłuchałem się do porzygu w pamiętnym 2014 roku kiedy zaczynałem pracę a leciała w robocie Eska. Mimo to nie będę hejtował, to jest na tyle dobry numer że broni się mimo osłuchania. Te 11 lat temu cieszyłem się mocno z tego że house znów był na fali i wielu artystów robiło klubowe numery czerpiące z brzmień lat 80./90. Numer jest spoko chociaż trochę przenosi mnie w czasy których nie mam ochoty wspominać. Ooh aah i do przodu.
Triana - Luminosa mañana
Dragon wychodząc naprzeciw oczekiwaniom prowadzącego nie rzucił Enjoyem ale tym samym ten numer jest trochę od czapy w tym zestawie (jak ktoś słucha całości) xd dostajemy w papę progiem ale dzięki Smoku dla mnie przynajmniej ten prog brzmi inaczej niż to co słyszeliśmy do tej pory. Bałem się tych flamenco akcentów ale jest dobrze, te organy kojarzą mi się z Domem Wschodzącego Słońca bodajże. Fajne synthy nawet i te efekty wiatropodobne heh. Numer niezadługi, nie męczy, może fanem nie będę takiego grania ale na pierwszy kontakt jest w porządku.
Keane - Everybody's Changing
Ja mam problem z rozróżnianiem tych różnych "indie" kapel z lat zerowych, shodan napisał że Panowie miast gitarzysty mają pianistę i on tu prowadzi melodie i jak tego posłuchalem to stwierdziłem ze dla mnie to trochę brzmi jak Killersi gdyby im podmienić gitarę na pianinko ^_^ taki popowy nie do końca balladowy numer, wokal bezbarwny raczej, nie wiem, całość dla mnie tak mocno poprawna i zwyczajna, bez wyróżnika, bez jakiejś iskry czy nutki fałszywej która dała by znać że za tą muzyką stoją ludzie a nie korporacje czy coś. Najzabawniejszy fakt związany z tym numerem? Jak wyczytałem - w sierpniu 2006, piosenka znalazła się na 79. miejscu listy 100 najlepszych utworów wszechczasów gazety The Sun. Trochę iksde, no ale to w końcu The Sun. Ja się wynudziłem.
Pierwsze koty za płoty, otwierająca kolejka mocno średnia, nie jestem tu bez winy zapewne, odechce mi się rzucać przebojami może na całą 25. nawet...
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
JMJ Oxygene 14
Gdybym miał odtwarzać osobisty mindset z czasów premiery Oxygene 3... obie Elektroniki miały znaaacznie mocniejsze momenty. Siedemnastka zapowiadała przyjemny kompromis między konserwatywnym i bardziej odświeżonym brzmieniem, wykony koncertowe to była naprawdę przyjemna zapowiedź. Pod koniec 2016 roku wyszła całość i byłem rozczarowany. To nigdy nawet nie zbliża się klimatem do dwóch poprzednich Tlenów, brzmieniowo trochę je przypomina na odcinku 15-17. Poza tym nie jest zupełnie spójna, za to prędzej zaskakująco mętna. Do tego paskudne laptopowe brzmienie. W tamtym czasie smażyłem u siebie lepsze imitacje TD niż Jarre próbował przepisywać swój styl na nowo. Pewnie kilka godzin nad tym spędziłem i rzuciłem w kąt poza 16ką i 17ką. Po latach wracam do czternastki i cóż... na pewno jest lepsza niż dramat z autocytatami na końcu płyty. Poza tym wcale nie jest za dobrze. Tandentne klawisze, kafelkowe wchodzenie kolejnych ścieżek rodem z FLa, zero klimatu godnego wielkiego brandu. Ten pierwszy klawisz wchodzący na pierwszy plan naprawdę byłby godny żarowego kopisty, a nie Mistrza w kwiecie wieku, porażka. W środku jest chwila na charakterystyczny aranżacyjny rozmach, ale koniec końców wiemy, że razem z ostatnią sekwencją zapowiadającą kolejny kawałek dalej będzie wreszcie choć trochę lepiej. Do Elektronik mam więcej sentymentu, a na Boosted Equinoxe wydanym dwa lata później wrócił do formy. Tutaj jeszcze błądzi i nudzi. Gdyby to się chociaż nazywało jakoś inaczej, miałbym może więcej wyrozumiałości.
Mr. Mister Broken Wings
Ładne przejście kolejkowe z tym szumem na początku. Tym bardziej urocze, jeśli niezamierzone. Vice City próbowałem przechodzić tak dawno, że samego wprowadzenia nie pamiętam. Głowa podpowiada coś innego. Jeśli nie radiostacje z gry, to przynajmniej jakieś starotelewizyjne nagrania z JuTuba, bo to brzmi jak idealny podkład pod planszowe mozaiki analogowych sieci kablowych oglądane przez małolatów wieczorami, gdy rodzice już słodko śpią i można śmiało buszować po świecie dynamicznych obrazów. Ładne przyjemne snucie się. W lepszej formie doceniam pastelowe brzmienia klawiszowe, podwójny zestaw perkusyjny (trochę elektroniki, trochę akustyki). W gorszej całość lekko się dłuży. Ejtisów nie cenię przede wszystkim za basy, na moje te tutaj nie są zbytnio wyróżniające. Ten numer z irracjonalnych sentymentalnych pobudek brzmi jak ejtisowe wspomnienie z amerykańskiego wielkomiejskiego tworu nad oceanem. Jest lekko, klimatycznie. To wystarczy.
Talking Heads - Burning Down The House
Albo to permanentny brak nastroju na taką muzykę albo już nie mam potrzeby zderzeń z solidnie techniczną, wycyzelowaną, doskonale prze-myślaną muzyką. Remain in Light wysoko oceniłem na RYMie, a to że w ogóle nie wracam... no cóż, już setny raz muszę nawinąć o rozróżnieniu docenienia od czysto uczuciowego doświadczania, które pobudza coś więcej, choć wcale nie musi stać na najwyższym poziomie. Tu poziom jest wysoki, ale ani grama lekkości, wokal trochę irytuje, klapa od kibla w zestawieniu z ciągłem naparzaniem też wkurza. Wygibasy synthowe trochę zajeżdżają wręcz YMO, jest w nich coś orientalizującego. Funky gen też wyczuwalny, ale ja nie z tych tańczących w garniturach. Będę zaraz cały mokry i skupiony na sobie, impreza spalona. Szybciej niż dom.
Kesha Haddaway
Intro jak jakieś Soft Cell, a potem jest już tylko coraz gorzej. 2014 rok, tego chyba nie umiem romantyzować i dobrze wspominać. To już czasy popularnych kawałków z bezsensownymi dropami w środku. Nie kojarzę zbyt wiele udanej muzyki, a na pewno nie umiem jej przywołać z marszu. Zaskakujący wybór ze strony Seby, ale aspekt wspominkowy wiele wyjaśnia. Dla mnie muzyka pod reklamę nowej taryfy w Plusie i ciekawych ofert na abonament. Myślałem, że to uczucie we mnie wymarło, ale te dropy nawet na houseową modłę wciąż mnie lekko irytują, uważam je za głupkowate. Z tym wokalnym efektem to już w ogóle jak nieśmieszny mem. Budżetowa Kesha? Nie dzięki, nie tym razem. Z drugiej strony tutaj mamy zwycięzcę w kategorii "najfajniejszy bas".
Keane - Everybody’s Changing
Coś mogło się obić o uszy, ale nazwy zespołu kompletnie nie kojarzę. Przyjemne pop rockowe granie całkiem wysokiej próby. Całkiem konwencjonalne rzeczy, choć podane w przyjemnym opakowaniu. Generalnie lubię taki lekko melancholijno-refleksyjny klimat, więc nie ma problemu. Wokal też w porządku, klawisze z przodu ładnie współgrają z resztą. Bardziej jesieniarskie niż na mrozy.
szkoda, że nie ma playlisty kolejki na judupie
Gdybym miał odtwarzać osobisty mindset z czasów premiery Oxygene 3... obie Elektroniki miały znaaacznie mocniejsze momenty. Siedemnastka zapowiadała przyjemny kompromis między konserwatywnym i bardziej odświeżonym brzmieniem, wykony koncertowe to była naprawdę przyjemna zapowiedź. Pod koniec 2016 roku wyszła całość i byłem rozczarowany. To nigdy nawet nie zbliża się klimatem do dwóch poprzednich Tlenów, brzmieniowo trochę je przypomina na odcinku 15-17. Poza tym nie jest zupełnie spójna, za to prędzej zaskakująco mętna. Do tego paskudne laptopowe brzmienie. W tamtym czasie smażyłem u siebie lepsze imitacje TD niż Jarre próbował przepisywać swój styl na nowo. Pewnie kilka godzin nad tym spędziłem i rzuciłem w kąt poza 16ką i 17ką. Po latach wracam do czternastki i cóż... na pewno jest lepsza niż dramat z autocytatami na końcu płyty. Poza tym wcale nie jest za dobrze. Tandentne klawisze, kafelkowe wchodzenie kolejnych ścieżek rodem z FLa, zero klimatu godnego wielkiego brandu. Ten pierwszy klawisz wchodzący na pierwszy plan naprawdę byłby godny żarowego kopisty, a nie Mistrza w kwiecie wieku, porażka. W środku jest chwila na charakterystyczny aranżacyjny rozmach, ale koniec końców wiemy, że razem z ostatnią sekwencją zapowiadającą kolejny kawałek dalej będzie wreszcie choć trochę lepiej. Do Elektronik mam więcej sentymentu, a na Boosted Equinoxe wydanym dwa lata później wrócił do formy. Tutaj jeszcze błądzi i nudzi. Gdyby to się chociaż nazywało jakoś inaczej, miałbym może więcej wyrozumiałości.
Mr. Mister Broken Wings
Ładne przejście kolejkowe z tym szumem na początku. Tym bardziej urocze, jeśli niezamierzone. Vice City próbowałem przechodzić tak dawno, że samego wprowadzenia nie pamiętam. Głowa podpowiada coś innego. Jeśli nie radiostacje z gry, to przynajmniej jakieś starotelewizyjne nagrania z JuTuba, bo to brzmi jak idealny podkład pod planszowe mozaiki analogowych sieci kablowych oglądane przez małolatów wieczorami, gdy rodzice już słodko śpią i można śmiało buszować po świecie dynamicznych obrazów. Ładne przyjemne snucie się. W lepszej formie doceniam pastelowe brzmienia klawiszowe, podwójny zestaw perkusyjny (trochę elektroniki, trochę akustyki). W gorszej całość lekko się dłuży. Ejtisów nie cenię przede wszystkim za basy, na moje te tutaj nie są zbytnio wyróżniające. Ten numer z irracjonalnych sentymentalnych pobudek brzmi jak ejtisowe wspomnienie z amerykańskiego wielkomiejskiego tworu nad oceanem. Jest lekko, klimatycznie. To wystarczy.
Talking Heads - Burning Down The House
Albo to permanentny brak nastroju na taką muzykę albo już nie mam potrzeby zderzeń z solidnie techniczną, wycyzelowaną, doskonale prze-myślaną muzyką. Remain in Light wysoko oceniłem na RYMie, a to że w ogóle nie wracam... no cóż, już setny raz muszę nawinąć o rozróżnieniu docenienia od czysto uczuciowego doświadczania, które pobudza coś więcej, choć wcale nie musi stać na najwyższym poziomie. Tu poziom jest wysoki, ale ani grama lekkości, wokal trochę irytuje, klapa od kibla w zestawieniu z ciągłem naparzaniem też wkurza. Wygibasy synthowe trochę zajeżdżają wręcz YMO, jest w nich coś orientalizującego. Funky gen też wyczuwalny, ale ja nie z tych tańczących w garniturach. Będę zaraz cały mokry i skupiony na sobie, impreza spalona. Szybciej niż dom.
Kesha Haddaway
Intro jak jakieś Soft Cell, a potem jest już tylko coraz gorzej. 2014 rok, tego chyba nie umiem romantyzować i dobrze wspominać. To już czasy popularnych kawałków z bezsensownymi dropami w środku. Nie kojarzę zbyt wiele udanej muzyki, a na pewno nie umiem jej przywołać z marszu. Zaskakujący wybór ze strony Seby, ale aspekt wspominkowy wiele wyjaśnia. Dla mnie muzyka pod reklamę nowej taryfy w Plusie i ciekawych ofert na abonament. Myślałem, że to uczucie we mnie wymarło, ale te dropy nawet na houseową modłę wciąż mnie lekko irytują, uważam je za głupkowate. Z tym wokalnym efektem to już w ogóle jak nieśmieszny mem. Budżetowa Kesha? Nie dzięki, nie tym razem. Z drugiej strony tutaj mamy zwycięzcę w kategorii "najfajniejszy bas".
Keane - Everybody’s Changing
Coś mogło się obić o uszy, ale nazwy zespołu kompletnie nie kojarzę. Przyjemne pop rockowe granie całkiem wysokiej próby. Całkiem konwencjonalne rzeczy, choć podane w przyjemnym opakowaniu. Generalnie lubię taki lekko melancholijno-refleksyjny klimat, więc nie ma problemu. Wokal też w porządku, klawisze z przodu ładnie współgrają z resztą. Bardziej jesieniarskie niż na mrozy.
szkoda, że nie ma playlisty kolejki na judupie
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nie ma, nie chce mi się z judupem babrać i wrzucam sobie od razu na Spotify teraz, jak czegoś zabraknie to zassam i dorzucę sobie plik lokalny. Ale nie robie plejki kolejki sobie tylko będzie generalka, po prostu na własny użytek odpalana od startu obecnej kolejki
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Przy pierwszym momencie lenistwa przerzucę się na twoją heh
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Spoko. I tak na YT tego nie słucham.stripped pisze:19 lut 2025 20:31Nie ma, nie chce mi się z judupem babrać i wrzucam sobie od razu na Spotify teraz, jak czegoś zabraknie to zassam i dorzucę sobie plik lokalny. Ale nie robie plejki kolejki sobie tylko będzie generalka, po prostu na własny użytek odpalana od startu obecnej kolejki
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja słucham, ale dam se radę
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Może w końcu zaczniecie czytać wrzuty
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Tyle to nie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mr. Mister - Broken Wings
Nie mam nić do Mr Mister, to takie typowe ejtisy, które w swojej kategorii trzymały jakiś tam poziom, ale nigdy te hity nie skłoniły mnie do zanurkowania głębiej. Jedyne miejsce, gdzie takie rzeczy wchodziły naprawdę dobrze, to kontekst „Miami Vice”, bo ten serial jest wspaniały. „Vice City” pewnie też tworzy sprzyjające okoliczności, ale ja uparcie trzymałem się Fever fm, albo swoich mp3, więc moje skojarzenia z „Broken Wings” dotyczą przede wszystkim radia Złote Przeboje, czy coś. Nie jest to zła piosenka, ale nie będę udawał, że nie zbiera mi się na wymioty kiedy słyszę refren. Nie przeszkadzają mi te momenty kiedy bestka brzmi jakbym włączył Trójkę o godz. 12 (sam wrzucałem i będę wrzucał takie rzeczy), ale w tym wypadku mówię stop. Szanuję oczywiście kontekst damsko-męsko-koleżeńko-zdajesięfriendzone’owy wrzuty, Jaca zawsze dostarcza pod tym względem.
Talking Heads - Burning Down the House
Zawsze mnie zaskakuje kiedy Musiał pozuje na takiego fana jakiegoś zespołu, po czym do bestki życia wrzuca jakiś totalnie obsrany, największy hit. Bardzo lubię Talking Heads, ale nie będę ściemniał, akurat „Burning Down the House” uważam za jeden z ich słabszych numerów, zwłaszcza w gronie tych bardziej znanych. Mając do wyboru takie rzeczy jak „Psycho Killer”, czy „This Must Be the Place”, to bym nawet nie spojrzał w stronę tego numeru, no ale ja, to ja. Oczywiście kawałek na poziomie, bo to taki zespół, ale słuchając, miałem ochotę już wyłączyć. Póki co, przywalacie w tej kolejce numerami, o których, z uwagi na przesyt, nie mam nawet za dużo do napisania. Oczywiście kontekst musiałowy szanuję i propsuję.
Kiesza - Hideaway
Pierwszy raz to słyszę. Może moje lodówki są już zwyczajnie za stare, a zamrażalnik zajebany lodem, ale nie kojarzę tego w ogóle. Natomiast, mogę spokojnie powiedzieć, że to pierwszy w tej kolejce numer, który mnie naprawdę ucieszył. Premiera w 2014 r., a to brzmi jak coś sprzed 30 lat. Jedynie produkcja zdradza, że to coś nowszego. Ależ to się nada na wakacje. Jednocześnie przenosi w daleką przeszłość, ale też jest względnie nowe (dla mnie 2014 r., to jak by to było wczoraj). Świetnie się tego słucha. Mentos dostarczył.
Triana - Luminosa mañana
Numer zaczyna się jakby zaraz miał wjechać Niemen z „Dziwny jest ten świat” tylko w wersji espanola. Faktycznie, dużo tu elementów, których do tej pory nie słyszałem w takim zestawieniu. Tu hispanolska gitara, w tle bzyczy niepokojący syntezator, hammond nadgryza to wszystko dosyć energicznie, no i ten synth w prawym kanale. Rzewny wokal, nagle wchodzi pianinko. Łatwo się w takiej mieszaninie wypierdolić o własne syry, ale tutaj wyszło całkiem spoko. Piosenka sama w sobie mocno zapominalna, brzmi jak milion rzeczy, które wyszło z tego kraju i podobnych, ale aranżacja ratuje przed tym zapomnieniem. Fajne wykopalisko.
Keane – Everybody’s Changing
Opis Wuja od razu budzi u mnie skojarzenia z Ben Fold’s Five, bo tak również nie było gitarzysty, a instrumentem prowadzącym było pianino. Tutaj podobieństwa się kończą. „Everybody’s Changing” ma elektroniczne tło i dużo bardziej popowy charakter. Piękna piosenka im wyszła, do tego fajnie zagrana. Wokalista faktycznie zalatuje momentami lajtową wersją Brandona Flowersa, co oczywiście dla mnie jest plusem. Znałem Keane z kilku piosenek i z nazwy, ale dopiero teraz czuję się naprawdę zachęcony żeby sprawdzić więcej. Dzięki Wuja!
Po takim sobie początku (Murzyn i Musiał), kolejka nabrała rumieńców. Jest ok.
Nie mam nić do Mr Mister, to takie typowe ejtisy, które w swojej kategorii trzymały jakiś tam poziom, ale nigdy te hity nie skłoniły mnie do zanurkowania głębiej. Jedyne miejsce, gdzie takie rzeczy wchodziły naprawdę dobrze, to kontekst „Miami Vice”, bo ten serial jest wspaniały. „Vice City” pewnie też tworzy sprzyjające okoliczności, ale ja uparcie trzymałem się Fever fm, albo swoich mp3, więc moje skojarzenia z „Broken Wings” dotyczą przede wszystkim radia Złote Przeboje, czy coś. Nie jest to zła piosenka, ale nie będę udawał, że nie zbiera mi się na wymioty kiedy słyszę refren. Nie przeszkadzają mi te momenty kiedy bestka brzmi jakbym włączył Trójkę o godz. 12 (sam wrzucałem i będę wrzucał takie rzeczy), ale w tym wypadku mówię stop. Szanuję oczywiście kontekst damsko-męsko-koleżeńko-zdajesięfriendzone’owy wrzuty, Jaca zawsze dostarcza pod tym względem.
Talking Heads - Burning Down the House
Zawsze mnie zaskakuje kiedy Musiał pozuje na takiego fana jakiegoś zespołu, po czym do bestki życia wrzuca jakiś totalnie obsrany, największy hit. Bardzo lubię Talking Heads, ale nie będę ściemniał, akurat „Burning Down the House” uważam za jeden z ich słabszych numerów, zwłaszcza w gronie tych bardziej znanych. Mając do wyboru takie rzeczy jak „Psycho Killer”, czy „This Must Be the Place”, to bym nawet nie spojrzał w stronę tego numeru, no ale ja, to ja. Oczywiście kawałek na poziomie, bo to taki zespół, ale słuchając, miałem ochotę już wyłączyć. Póki co, przywalacie w tej kolejce numerami, o których, z uwagi na przesyt, nie mam nawet za dużo do napisania. Oczywiście kontekst musiałowy szanuję i propsuję.
Kiesza - Hideaway
Pierwszy raz to słyszę. Może moje lodówki są już zwyczajnie za stare, a zamrażalnik zajebany lodem, ale nie kojarzę tego w ogóle. Natomiast, mogę spokojnie powiedzieć, że to pierwszy w tej kolejce numer, który mnie naprawdę ucieszył. Premiera w 2014 r., a to brzmi jak coś sprzed 30 lat. Jedynie produkcja zdradza, że to coś nowszego. Ależ to się nada na wakacje. Jednocześnie przenosi w daleką przeszłość, ale też jest względnie nowe (dla mnie 2014 r., to jak by to było wczoraj). Świetnie się tego słucha. Mentos dostarczył.
Triana - Luminosa mañana
Numer zaczyna się jakby zaraz miał wjechać Niemen z „Dziwny jest ten świat” tylko w wersji espanola. Faktycznie, dużo tu elementów, których do tej pory nie słyszałem w takim zestawieniu. Tu hispanolska gitara, w tle bzyczy niepokojący syntezator, hammond nadgryza to wszystko dosyć energicznie, no i ten synth w prawym kanale. Rzewny wokal, nagle wchodzi pianinko. Łatwo się w takiej mieszaninie wypierdolić o własne syry, ale tutaj wyszło całkiem spoko. Piosenka sama w sobie mocno zapominalna, brzmi jak milion rzeczy, które wyszło z tego kraju i podobnych, ale aranżacja ratuje przed tym zapomnieniem. Fajne wykopalisko.
Keane – Everybody’s Changing
Opis Wuja od razu budzi u mnie skojarzenia z Ben Fold’s Five, bo tak również nie było gitarzysty, a instrumentem prowadzącym było pianino. Tutaj podobieństwa się kończą. „Everybody’s Changing” ma elektroniczne tło i dużo bardziej popowy charakter. Piękna piosenka im wyszła, do tego fajnie zagrana. Wokalista faktycznie zalatuje momentami lajtową wersją Brandona Flowersa, co oczywiście dla mnie jest plusem. Znałem Keane z kilku piosenek i z nazwy, ale dopiero teraz czuję się naprawdę zachęcony żeby sprawdzić więcej. Dzięki Wuja!
Po takim sobie początku (Murzyn i Musiał), kolejka nabrała rumieńców. Jest ok.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Mnie ta przebojowość i w ogóle utworu Keane kojarzy się jakoś niezmiennie z Berlin od Kent. Po prostu to dla mnie w jakimś sensie tacy muzyczni bracia bliźniacy.
Chociaż pamiętam też, że Kent nie zebrał należnych mu pochwał.
Chociaż pamiętam też, że Kent nie zebrał należnych mu pochwał.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kent nigdy nie przebili się do końca na zachodzie. Trochę dziwne porównanie, jeśli chodzi o muzę, ale rozumiem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Pan Pan - Połamane Skrzydła
Zacznę wywrotowo od drugiej propozycji w tym rozdaniu, albowiem Murzyn odpalił kapitał wspomnień. Nie no, brzmię tak, jakbym słyszał ten numer po raz pierwszy od lat, a prawdą jest, że regularnie go sobie odświeżam. Dość powiedzieć, że to jeden z moich ulubionych ejtisowych bangierów, ale też mam dość oczywistą relację z Broken Wings - GTA Vice City oczywiście.
Po pierwsze, uwielbiam tę grę. Często do niej wracałem jeszcze tak do jakiegoś 2011 roku, potem przestałem głównie dlatego, że nie miałem czasu. Później zaś, po ukończeniu przeze mnie czwórki wraz ze stand-alone dodatkami zwyczajnie zaczęła mi trącić myszką. Napaliłem się jak szczerbaty na suchary na edycję Definitive, ale to, co zaserwowano graczom było splunięciem w ryj (wystraszyłem się wówczas, jak będzie wyglądać remake Maxa Payne'a, ale na szczęście robi go Remedy, a nie banda średnio rozgarniętych Hindusów). Teraz oglądam na YT gameplaye z Nextgena i mam ochotę go sobie zainstalować lol. Vice City stało się dla mnie bramą do ejtisów, gdzie wcześniej jedynie wystawałem na podgrodziu tychże. Czemu o tym wspominam? Albowiem realizm muzyczny tej gry (że tak to ujmę) był dla 14-letniego Musiała niemałym zaskoczeniem. Co prawda w GTAIII też szło usłyszeć trochę klasyków, ale też np. znajomość numerów z Flashback FM wymagała przynajmniej wcześniejszego obcowania z Człowiekiem z Blizną, nie pomnię Morodera po prostu. A tutaj - SZOK. Leci początkowa cutscenka a w tle... kawałek, który znam. Potem przejmujemy kontrolę nad Vercettim, a w radio Jackson i Branigan :O Żyłem w bańce muzyki robionej pod grę, ewidentnie. Mra Mistera znałem z tego utworu, gdyż a to był na jakiejś Zetce, a to w MTV Classic. No i lubiłem, zresztą, lubię do dzisiaj. Pomijając nawet całe to "Tommy Vercetti? Huh, shit. DIDN'THINK'EYWOULDEVERLET'IMOUT", po prostu dobra piosenka i tyle. Dodam, iż jesienią 2005 byłem nią tak zajarany, że zassałem z forum80s.pl cały album. Kyrie to jedno, ale taki tytułowy albo Uniform of Youth, warto poznać. W ogóle oni wydali całe 3 albumy (Welcome to the Real World jest drugim) i każdy z nich jest fajny, acz Go On (trzeci), jest świetny. Po prostu.
Raz, że wspomnienia i nostalgia, a dwa, że Broken Wings jest zwyczajnie kapitalną piosenką. Pamiętam też czarno-białe wideo, robiło klimat. Solówka na koniec (mało odkrywcza, ale świetna), klawisze, bas z klawisza, wszystko jest git. Letnio się zrobiło, a to dopiero luty. Fajnie, że słońce wyszło. Ale mnie teraz na GTA ochota wzięła...
Żan-Miszel Żar - Tlen 14
Tu będzie krócej. Plastikowość tego kawałka powinna mnie odepchnąć na kilometry odeń, jest tylko jeden mały problem. Raz, lubię taką plastikowość. Dwa, gdybym mógł, uczyniłbym to jeszcze bardziej plastikowym. Nie jest to może aż tak dobre jak OXY od Azbestu (huehue), ale po prostu jest dobre i tyle. Niemniej jednak - gdyby to nie był Żar, to pewien poziom serowości mógłby mieć u mnie - i nie tylko! - małe problemy z akceptacją. Zwłaszcza, że ten eJayowy riff brzmi... fatalnie, przy założeniu, że nie wie się, kto to nagrał (magia Jarre'a<u> mimo wszystko działa). Cała reszta natomiast jest wyjątkowo sprawna, czuję się zachęcony do sięgnięcia po resztę płyty, z którą kiedyś chyba zacząłem, a potem ją walnąłem w kąt. Interesujące otwarcie kolejki pt. FINAL FANTASY, zapowiada się fantastycznie (bez ironizowania). Dobra wrzutka.
Kiesza - Hideaway
Śmiesznie, zostałem skonfrontowany z wykonawczynią co do której myślałem, że ona i Kesha to ta sama osoba, tylko z innym zapisem pseudonimu artystycznego. Odpaliłem numer i tak kminię, że chyba to znam ale nie pamiętam skąd. Czyli zapewne z jakiegoś radia albo klubu AD 2014. Zbyt dawno to było. Piosenka, well, dość zwyczajna jak na tamte czasy, z 2014 zapamiętałem bardziej choćby Clean Bandit (a nawet przepadam) z ich hiciorem, to jest takie... no, jest, i co więcej, UUUH, AAAH, AAAH, UUUH, skończyły mi się pomysły. To nie moje uniwersum, aczkolwiek ważniejsze są dobre wspomnienia, i jeśli tylko Seba takie ma... Ta laska ma za to dość denerwujący wokal, no ale mogło być sporo gorzej. Chyba bardziej wolę rzeczy z potencjalnego OFFa, albo Coil. Tak, Coil jest spoko.
Triana - Luminosa Mañana
Wow, hiszpański prog rock. Na początku byłem lekko przerażony, albowiem połączenie Smoka i prog rocka śni mi się po nocach, ale tylko w te nieprzyjemne sposoby. Spodziewałem się minimum 14 minut tak samo brzmiącej sieczki, na szczęście tutaj tylko 4... Dziwnie mi się z tym obcuje. To już Włosi czy Turcy byli nieco bardziej, hmmm, trueschoolowi. Ze względu na dość bezczelnie oczywiste konotacje pt. "muzyka latynoska = rytmy głównie taneczne", odczuwam coś w rodzaju dysonansu poznawczego. Troche tak, jakbym grał w Tropico, ale po przekształceniu wyspy w dystopijny obóz koncentracyjny od razu zmieniał się soundtrack. Nie jest to złe, ale musiałbym się zapoznać bliżej z czymś więcej, na ten moment nie wiem, czy jestem przekonany. Werdykt niejasny, faszolski but utknął w trumnie.
Keane - Everybody's Changing
Z tej piosenki pamiętam głównie... wideo, albowiem widziałem je przynajmniej o jeden raz za dużo. Kiedyś lubiłem ten kawałek, dziś patrzę na to jak na dziwny miks Coldplay z Nickelback, względnie "- Mamo mamo, możemy Coldplay? - Mamy Coldplay w domu. <<Tymczasem Coldplay w domu->>". Nie hejtuję, chyba wciąż łapie mnie riff gitarowo-pianinowy, refren też ma w sobie to COŚ, co sprawia, że np. wciąż wracam do niektórych rzeczy od Martina i jego ekipy nawet, jeśli już dawno zeżarli własny ogon. After all, kto zabroni mi się dobrze bawić słuchając niepoprawnych krytycznie staroci? Mam zbyt dużo lat, żeby moje pleasures wciąż były guilty. Pamiętam, że chciałem poznać coś więcej i szybko się zorientowałem, że każda ich piosenka brzmi tak samo. A niby "everybody's changing" (just not this song). 4- za nostalgię.
Zacznę wywrotowo od drugiej propozycji w tym rozdaniu, albowiem Murzyn odpalił kapitał wspomnień. Nie no, brzmię tak, jakbym słyszał ten numer po raz pierwszy od lat, a prawdą jest, że regularnie go sobie odświeżam. Dość powiedzieć, że to jeden z moich ulubionych ejtisowych bangierów, ale też mam dość oczywistą relację z Broken Wings - GTA Vice City oczywiście.
Po pierwsze, uwielbiam tę grę. Często do niej wracałem jeszcze tak do jakiegoś 2011 roku, potem przestałem głównie dlatego, że nie miałem czasu. Później zaś, po ukończeniu przeze mnie czwórki wraz ze stand-alone dodatkami zwyczajnie zaczęła mi trącić myszką. Napaliłem się jak szczerbaty na suchary na edycję Definitive, ale to, co zaserwowano graczom było splunięciem w ryj (wystraszyłem się wówczas, jak będzie wyglądać remake Maxa Payne'a, ale na szczęście robi go Remedy, a nie banda średnio rozgarniętych Hindusów). Teraz oglądam na YT gameplaye z Nextgena i mam ochotę go sobie zainstalować lol. Vice City stało się dla mnie bramą do ejtisów, gdzie wcześniej jedynie wystawałem na podgrodziu tychże. Czemu o tym wspominam? Albowiem realizm muzyczny tej gry (że tak to ujmę) był dla 14-letniego Musiała niemałym zaskoczeniem. Co prawda w GTAIII też szło usłyszeć trochę klasyków, ale też np. znajomość numerów z Flashback FM wymagała przynajmniej wcześniejszego obcowania z Człowiekiem z Blizną, nie pomnię Morodera po prostu. A tutaj - SZOK. Leci początkowa cutscenka a w tle... kawałek, który znam. Potem przejmujemy kontrolę nad Vercettim, a w radio Jackson i Branigan :O Żyłem w bańce muzyki robionej pod grę, ewidentnie. Mra Mistera znałem z tego utworu, gdyż a to był na jakiejś Zetce, a to w MTV Classic. No i lubiłem, zresztą, lubię do dzisiaj. Pomijając nawet całe to "Tommy Vercetti? Huh, shit. DIDN'THINK'EYWOULDEVERLET'IMOUT", po prostu dobra piosenka i tyle. Dodam, iż jesienią 2005 byłem nią tak zajarany, że zassałem z forum80s.pl cały album. Kyrie to jedno, ale taki tytułowy albo Uniform of Youth, warto poznać. W ogóle oni wydali całe 3 albumy (Welcome to the Real World jest drugim) i każdy z nich jest fajny, acz Go On (trzeci), jest świetny. Po prostu.
Raz, że wspomnienia i nostalgia, a dwa, że Broken Wings jest zwyczajnie kapitalną piosenką. Pamiętam też czarno-białe wideo, robiło klimat. Solówka na koniec (mało odkrywcza, ale świetna), klawisze, bas z klawisza, wszystko jest git. Letnio się zrobiło, a to dopiero luty. Fajnie, że słońce wyszło. Ale mnie teraz na GTA ochota wzięła...
Żan-Miszel Żar - Tlen 14
Tu będzie krócej. Plastikowość tego kawałka powinna mnie odepchnąć na kilometry odeń, jest tylko jeden mały problem. Raz, lubię taką plastikowość. Dwa, gdybym mógł, uczyniłbym to jeszcze bardziej plastikowym. Nie jest to może aż tak dobre jak OXY od Azbestu (huehue), ale po prostu jest dobre i tyle. Niemniej jednak - gdyby to nie był Żar, to pewien poziom serowości mógłby mieć u mnie - i nie tylko! - małe problemy z akceptacją. Zwłaszcza, że ten eJayowy riff brzmi... fatalnie, przy założeniu, że nie wie się, kto to nagrał (magia Jarre'a<u> mimo wszystko działa). Cała reszta natomiast jest wyjątkowo sprawna, czuję się zachęcony do sięgnięcia po resztę płyty, z którą kiedyś chyba zacząłem, a potem ją walnąłem w kąt. Interesujące otwarcie kolejki pt. FINAL FANTASY, zapowiada się fantastycznie (bez ironizowania). Dobra wrzutka.
Kiesza - Hideaway
Śmiesznie, zostałem skonfrontowany z wykonawczynią co do której myślałem, że ona i Kesha to ta sama osoba, tylko z innym zapisem pseudonimu artystycznego. Odpaliłem numer i tak kminię, że chyba to znam ale nie pamiętam skąd. Czyli zapewne z jakiegoś radia albo klubu AD 2014. Zbyt dawno to było. Piosenka, well, dość zwyczajna jak na tamte czasy, z 2014 zapamiętałem bardziej choćby Clean Bandit (a nawet przepadam) z ich hiciorem, to jest takie... no, jest, i co więcej, UUUH, AAAH, AAAH, UUUH, skończyły mi się pomysły. To nie moje uniwersum, aczkolwiek ważniejsze są dobre wspomnienia, i jeśli tylko Seba takie ma... Ta laska ma za to dość denerwujący wokal, no ale mogło być sporo gorzej. Chyba bardziej wolę rzeczy z potencjalnego OFFa, albo Coil. Tak, Coil jest spoko.
Triana - Luminosa Mañana
Wow, hiszpański prog rock. Na początku byłem lekko przerażony, albowiem połączenie Smoka i prog rocka śni mi się po nocach, ale tylko w te nieprzyjemne sposoby. Spodziewałem się minimum 14 minut tak samo brzmiącej sieczki, na szczęście tutaj tylko 4... Dziwnie mi się z tym obcuje. To już Włosi czy Turcy byli nieco bardziej, hmmm, trueschoolowi. Ze względu na dość bezczelnie oczywiste konotacje pt. "muzyka latynoska = rytmy głównie taneczne", odczuwam coś w rodzaju dysonansu poznawczego. Troche tak, jakbym grał w Tropico, ale po przekształceniu wyspy w dystopijny obóz koncentracyjny od razu zmieniał się soundtrack. Nie jest to złe, ale musiałbym się zapoznać bliżej z czymś więcej, na ten moment nie wiem, czy jestem przekonany. Werdykt niejasny, faszolski but utknął w trumnie.
Keane - Everybody's Changing
Z tej piosenki pamiętam głównie... wideo, albowiem widziałem je przynajmniej o jeden raz za dużo. Kiedyś lubiłem ten kawałek, dziś patrzę na to jak na dziwny miks Coldplay z Nickelback, względnie "- Mamo mamo, możemy Coldplay? - Mamy Coldplay w domu. <<Tymczasem Coldplay w domu->>". Nie hejtuję, chyba wciąż łapie mnie riff gitarowo-pianinowy, refren też ma w sobie to COŚ, co sprawia, że np. wciąż wracam do niektórych rzeczy od Martina i jego ekipy nawet, jeśli już dawno zeżarli własny ogon. After all, kto zabroni mi się dobrze bawić słuchając niepoprawnych krytycznie staroci? Mam zbyt dużo lat, żeby moje pleasures wciąż były guilty. Pamiętam, że chciałem poznać coś więcej i szybko się zorientowałem, że każda ich piosenka brzmi tak samo. A niby "everybody's changing" (just not this song). 4- za nostalgię.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
To jest takie moje subiektywne skojarzenie, którego nie da się przełożyć 1:1.Hien pisze:21 lut 2025 11:20Kent nigdy nie przebili się do końca na zachodzie. Trochę dziwne porównanie, jeśli chodzi o muzę, ale rozumiem.
A co do do tych pochwał odnośnie Kent to miałem na myśli nasze bestki oczywiście.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Jean-Michel Jarre – Oxygène (Part 14)
Zastanawiam się kiedy ja tu wrzucę Jana Miśka Żara, bo jakoś tak w sumie chyba tylko ja i Jaca żeśmy go wam nie sprzedawali [źródło: tak mi się wydaje]. Mój generalny problem polega na tym, że rzeczy które chciałbym wrzucić po prostu w tej zabawie się pojawiły vide Oxygene 4, które musiałem podmieniać po wrzucie czy Suwenir Chiński, który jest jednym z moich większych odkryć tutaj.
Rzecz jasna, mimo mojej sympatii do pana francuza, nie pamiętam w ogóle "wyższych" części Oxygenów i innych Equinoxów. Kiedyś mogły przelecieć podczas odsłuchów, ale to na zasadzie takiej wiecie, że przeplumkało se w tle i o. I jakoś mnie to nie dziwi, bo niby teraz próbuję na tym zawiesić ucho i momentami bywa przyjemnie, ale jednak trochę za często mam wrażenie, że słucham czegoś pokroju melodyjki co leciała w tle wiadomości tudzież podobnego plumkania. Rozumiem, że to się może podobać, ale równie dobrze rozumiem krytykę, bo to jednak z dobrą ligę niżej niż największe dzieła JMJa. Rzetelna półka.
Mr. Mister - Broken Wings
Jak zawsze big props za Vice City, choćby dlatego, że ostatnio sobie od czasu do czasu wracam, to do wersji Nextgen, to do wersji Steamowej, którą sobie trochę pomodowałem, z całkiem interesującym efektem. O tym jak ważna była dla mnie ta gierka w swoim czasie już popełniłem na tym forum parę laurek, chociaż paradoksalnie ścieżką dźwiękową podjarałem się już w latach późniejszych, bo moja "kopia" miała na płycie napis NO AUDIO i siłą rzeczy sporo czasu grałem w tę gierkę w taki sposób (co śmieszniejsze, po latach odkryłem, że te pliki są, tylko z jakichś przyczyn wczytywały się bardzo długo podczas instalacji). Broken Wings może nie grało w mojej pierwszej lidze, ale zawsze miałem sporą sympatię do tej piosenki. Mocne intro, fajny refren, klimat - może i frazesy, ale nic na to nie poradzę, to mi się tu najbardziej podoba. Kupuję to.
Talking Heads - Burning Down the House
Nie będę się wyzłośliwiać z tego, że Adrian znowu pisze nam o tym, że był w lutym 07 w Warszawie i pewnie dostaliśmy już w tych wrzutach 3/4 zawartości tego mitycznego playera Creative, bo nawet mi ciężko być ponurym i krawędziowym, gdy mowa o Talking Heads. Jeden z tych zespołów, które w swoim czasie były dla mnie ważne i do których nadal mam gargantuiczny szacunek, nawet jeśli nie słucham jakoś bardzo często. Nie do końca zgadzam się z wyważaniem proporcji między powagą a niepowagą, bo imo to nie do końca prawda. Byrne i przyjaciele byli właśnie niepoważni, ale w sposób który nazwałbym cool, czyli bez popadania śmieszność i zbyt grube przerysowanie, to jest ten specyficzny rodzaj niepowagi, który ma AURĘ, że to ujmę po młodzieżowemu. I w sumie ta wrzuta jest tego dobrym przykładem, bo brzmi jak pastisz protest-songu, który jednocześnie nie brzmi jak typowy muzyczny żart, czyli dobrze. Chylian Mcopke.
Triana - Luminosa manana
A to chyba jedyny wykonawca w tej kolejce, którego nazwa mi nic a nic nie mówiła. Hiszpańskiego proga, przyznam, nie eksplorowałem. Nie do końca mój temperament, a ja chyba mam zbyt duże ADHD, by mi się chciało przysiadać i przesłuchiwać ileś tam płyt z danego gatunku i kraju (przypomniała mi się zabawa w rocznikowe podsumowania na innym forumie xD). W gruncie rzeczy interesujący mariaż, taki przyjemny, ale w sumie nie wiem na jakiej podstawie miałbym założyć że flamenco gitarki i organy hammonda miałyby się ze sobą jakkolwiek gryźć. Nie mam pojęcia czy podczas słuchania całej płyty brzmiącej podobnie bym dostawał kurwicy czy może niekoniecznie, ale w takiej dawce - na pewno rzecz przyjemna i zjadliwa.
Keane - Everybody's Changing
Fajnie, że bryty*ski zespół postanowił urozmaicić swój reperetuar i wprowadzić pianistę zamiast gitarzysty. Pomysł świeży, zaryzykuje stwierdzeniem, że ciekawy. Jeszcze ciekawiej by było, gdy postanowił umieścic w nim ciekawe melodie heh. Tak, wyzłośliwiam się z powodu tego, że nie bardzo wiem co tu konkretnego napisać. Ot, piosenka, sama w sobie ujdzie, chociaż aranż koszmarny i imo mocno przeprodukowany. Przesłuchałem bez większego bólu, ale nie zakładam, że będę wracać bez konkretnej potrzeby.
Kolejka taka w miare o, acz najlepsze było to co znałem. Z rzeczy mi obcych tylko hiszpańscy progresi zachęcili mnie do sięgnięcia po więcej.
Zastanawiam się kiedy ja tu wrzucę Jana Miśka Żara, bo jakoś tak w sumie chyba tylko ja i Jaca żeśmy go wam nie sprzedawali [źródło: tak mi się wydaje]. Mój generalny problem polega na tym, że rzeczy które chciałbym wrzucić po prostu w tej zabawie się pojawiły vide Oxygene 4, które musiałem podmieniać po wrzucie czy Suwenir Chiński, który jest jednym z moich większych odkryć tutaj.
Rzecz jasna, mimo mojej sympatii do pana francuza, nie pamiętam w ogóle "wyższych" części Oxygenów i innych Equinoxów. Kiedyś mogły przelecieć podczas odsłuchów, ale to na zasadzie takiej wiecie, że przeplumkało se w tle i o. I jakoś mnie to nie dziwi, bo niby teraz próbuję na tym zawiesić ucho i momentami bywa przyjemnie, ale jednak trochę za często mam wrażenie, że słucham czegoś pokroju melodyjki co leciała w tle wiadomości tudzież podobnego plumkania. Rozumiem, że to się może podobać, ale równie dobrze rozumiem krytykę, bo to jednak z dobrą ligę niżej niż największe dzieła JMJa. Rzetelna półka.
Mr. Mister - Broken Wings
Jak zawsze big props za Vice City, choćby dlatego, że ostatnio sobie od czasu do czasu wracam, to do wersji Nextgen, to do wersji Steamowej, którą sobie trochę pomodowałem, z całkiem interesującym efektem. O tym jak ważna była dla mnie ta gierka w swoim czasie już popełniłem na tym forum parę laurek, chociaż paradoksalnie ścieżką dźwiękową podjarałem się już w latach późniejszych, bo moja "kopia" miała na płycie napis NO AUDIO i siłą rzeczy sporo czasu grałem w tę gierkę w taki sposób (co śmieszniejsze, po latach odkryłem, że te pliki są, tylko z jakichś przyczyn wczytywały się bardzo długo podczas instalacji). Broken Wings może nie grało w mojej pierwszej lidze, ale zawsze miałem sporą sympatię do tej piosenki. Mocne intro, fajny refren, klimat - może i frazesy, ale nic na to nie poradzę, to mi się tu najbardziej podoba. Kupuję to.
Talking Heads - Burning Down the House
Nie będę się wyzłośliwiać z tego, że Adrian znowu pisze nam o tym, że był w lutym 07 w Warszawie i pewnie dostaliśmy już w tych wrzutach 3/4 zawartości tego mitycznego playera Creative, bo nawet mi ciężko być ponurym i krawędziowym, gdy mowa o Talking Heads. Jeden z tych zespołów, które w swoim czasie były dla mnie ważne i do których nadal mam gargantuiczny szacunek, nawet jeśli nie słucham jakoś bardzo często. Nie do końca zgadzam się z wyważaniem proporcji między powagą a niepowagą, bo imo to nie do końca prawda. Byrne i przyjaciele byli właśnie niepoważni, ale w sposób który nazwałbym cool, czyli bez popadania śmieszność i zbyt grube przerysowanie, to jest ten specyficzny rodzaj niepowagi, który ma AURĘ, że to ujmę po młodzieżowemu. I w sumie ta wrzuta jest tego dobrym przykładem, bo brzmi jak pastisz protest-songu, który jednocześnie nie brzmi jak typowy muzyczny żart, czyli dobrze. Chylian Mcopke.
Triana - Luminosa manana
A to chyba jedyny wykonawca w tej kolejce, którego nazwa mi nic a nic nie mówiła. Hiszpańskiego proga, przyznam, nie eksplorowałem. Nie do końca mój temperament, a ja chyba mam zbyt duże ADHD, by mi się chciało przysiadać i przesłuchiwać ileś tam płyt z danego gatunku i kraju (przypomniała mi się zabawa w rocznikowe podsumowania na innym forumie xD). W gruncie rzeczy interesujący mariaż, taki przyjemny, ale w sumie nie wiem na jakiej podstawie miałbym założyć że flamenco gitarki i organy hammonda miałyby się ze sobą jakkolwiek gryźć. Nie mam pojęcia czy podczas słuchania całej płyty brzmiącej podobnie bym dostawał kurwicy czy może niekoniecznie, ale w takiej dawce - na pewno rzecz przyjemna i zjadliwa.
Keane - Everybody's Changing
Fajnie, że bryty*ski zespół postanowił urozmaicić swój reperetuar i wprowadzić pianistę zamiast gitarzysty. Pomysł świeży, zaryzykuje stwierdzeniem, że ciekawy. Jeszcze ciekawiej by było, gdy postanowił umieścic w nim ciekawe melodie heh. Tak, wyzłośliwiam się z powodu tego, że nie bardzo wiem co tu konkretnego napisać. Ot, piosenka, sama w sobie ujdzie, chociaż aranż koszmarny i imo mocno przeprodukowany. Przesłuchałem bez większego bólu, ale nie zakładam, że będę wracać bez konkretnej potrzeby.
Kolejka taka w miare o, acz najlepsze było to co znałem. Z rzeczy mi obcych tylko hiszpańscy progresi zachęcili mnie do sięgnięcia po więcej.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA