Best of Forum VII
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Joost - Europapa
Europapę znam i pamiętam doskonale, oglądałem tamten półfinał ojrowizji i ten numer robił show. Przyznaję pierwszy raz wtedy podjaralem się jakimś numerem z tego konkursu i podobnie jak Hien uważam że to był wzorcowy numer do wygrania tego konkursu łącząc przesłanie europejskiego braterstwa z ckliwą dedykacją dla zmarłego ojca. No i numer też był ogólnie spoko, pianinko robi robotę zwłaszcza. Outro o ile pamiętam w jakimś ułamku pojawiło się wtedy, skrócone ale coś było, ten smutny akcent na końcu kojarzę. Szkoda że wyszło jak wyszło i teraz Ojropapa będzie kojarzyć mi się zarówno z początkiem jak i końcem podjarki tym konkursem.
Monika Linkyte - Po Dangum
Będę szczery - numery z Eurowizji generalnie to nie jest materiał który by jakoś mną szczególnie potrafił poruszyć. O ile Europapa wyróżniał się tą stylistyką happy hardcore tu dostajemy kawałek miałkiego electropopu ale takiego bez ikry a bardziej usypiającego. Obcość języka nie pomaga kiedy muzyka ani wokal się dla mnie jakoś nie wyróżnia, jedyne co jest jako tako fajniejsze to ten jeden synth kojarzący mi się z People Are Good. Poza tym standardowa rzetelna półka konkursowa, tylko nie moje klimaty.
Jeff Mills - The Bells
Daaawno już chyba Smoku nie atakował nas taką techno energią, nie pamiętam czy po Phylyps Trak coś było w sumie ale tu dostajemy z grubsza jakby to samo. Ciężki klubowy klimat z ostrym bitem i oszczędnymi ozdobnikami. Nie jestem fanem takiego hardkorowego techno chyba, może w klubie po dropsach bym to poczuł, obejrzenie wideoklipu jakoś nie pomogło. Pozwolę sobie dyplomatycznie przejść obok tego numeru.
Phil Collins - I Don't Care Anymore
Mentos może odhaczać sobie easy prejz w tym wypadku bo to jest właśnie numer z trójcy takiego mojego TOP Phila Collinsa obok wiadomego In The Air Tonight oraz Mama (grupy Genesis), trzy zajebiste i bardzo nastrojowe numery z istotną wiodącą rolą perkusji, złoto tego kolesia. W przeciwieństwie do mentosa jednak zaskoczę Was bo numeru nie poznałem dzięki GTA a dużo wcześniej dzięki jednemu z odcinków Policjantów z Miami. Jest super produkcja, emocje na wokalu, klimat, jako muzyka to wiadomo numer kolejki.
Jamal - Peron
Nie wiem co bardziej mnie zaskoczyło tutaj - to że ktokolwiek tu wrzucił Jamala, w dodatku PRZEDE MNĄ czy może to że zrobił to właśnie Musiał xD
Byłem ciekaw tej wrzutki, zanim nie skapnąłem się że doskonale znam ten kawałek z radia. Wiadomo że polskie reggae to guano ale Jamal później właśnie polecieli w inne klimaty jak ten song tutaj i wcale mi to jakoś nie robiło, tym bardziej że te zwrotki tutaj to umówmy się jest faktycznie pretensjonalna grafomania i ciężko nie zgrzytać zębami, ale, ale... Potem wchodzi ten naprawdę prosty lecz zgrabny refren, no i jak do niego dorzucimy opis wrzuty Musiała to kurde - rozumiem to, czaję bazę. Czasem (a nawet często) bywa tak że te najbardziej osobiste kawałki to po prostu coś co wpadło na nas w ważnym momencie i nieważne jak czasem zła czy cringe'owa byłaby ta muza to już nierozerwalnie staje się soundtrackiem ważnych chwil i zyskuje z miejsca (wiem coś o tym joł, wrzucałem Marię Peszek i Pezeta). Dlatego nie będę się znęcał, nawet powiem że trochę mi kolega rzucił nowe światło na ten numer i pod kątem jakiegoś ciekawego experience to jest dla mnie wrzutka kolejki - może nie numer, ale wrzutka właśnie, i za takie wrzutki bestkę cenię.
Europapę znam i pamiętam doskonale, oglądałem tamten półfinał ojrowizji i ten numer robił show. Przyznaję pierwszy raz wtedy podjaralem się jakimś numerem z tego konkursu i podobnie jak Hien uważam że to był wzorcowy numer do wygrania tego konkursu łącząc przesłanie europejskiego braterstwa z ckliwą dedykacją dla zmarłego ojca. No i numer też był ogólnie spoko, pianinko robi robotę zwłaszcza. Outro o ile pamiętam w jakimś ułamku pojawiło się wtedy, skrócone ale coś było, ten smutny akcent na końcu kojarzę. Szkoda że wyszło jak wyszło i teraz Ojropapa będzie kojarzyć mi się zarówno z początkiem jak i końcem podjarki tym konkursem.
Monika Linkyte - Po Dangum
Będę szczery - numery z Eurowizji generalnie to nie jest materiał który by jakoś mną szczególnie potrafił poruszyć. O ile Europapa wyróżniał się tą stylistyką happy hardcore tu dostajemy kawałek miałkiego electropopu ale takiego bez ikry a bardziej usypiającego. Obcość języka nie pomaga kiedy muzyka ani wokal się dla mnie jakoś nie wyróżnia, jedyne co jest jako tako fajniejsze to ten jeden synth kojarzący mi się z People Are Good. Poza tym standardowa rzetelna półka konkursowa, tylko nie moje klimaty.
Jeff Mills - The Bells
Daaawno już chyba Smoku nie atakował nas taką techno energią, nie pamiętam czy po Phylyps Trak coś było w sumie ale tu dostajemy z grubsza jakby to samo. Ciężki klubowy klimat z ostrym bitem i oszczędnymi ozdobnikami. Nie jestem fanem takiego hardkorowego techno chyba, może w klubie po dropsach bym to poczuł, obejrzenie wideoklipu jakoś nie pomogło. Pozwolę sobie dyplomatycznie przejść obok tego numeru.
Phil Collins - I Don't Care Anymore
Mentos może odhaczać sobie easy prejz w tym wypadku bo to jest właśnie numer z trójcy takiego mojego TOP Phila Collinsa obok wiadomego In The Air Tonight oraz Mama (grupy Genesis), trzy zajebiste i bardzo nastrojowe numery z istotną wiodącą rolą perkusji, złoto tego kolesia. W przeciwieństwie do mentosa jednak zaskoczę Was bo numeru nie poznałem dzięki GTA a dużo wcześniej dzięki jednemu z odcinków Policjantów z Miami. Jest super produkcja, emocje na wokalu, klimat, jako muzyka to wiadomo numer kolejki.
Jamal - Peron
Nie wiem co bardziej mnie zaskoczyło tutaj - to że ktokolwiek tu wrzucił Jamala, w dodatku PRZEDE MNĄ czy może to że zrobił to właśnie Musiał xD
Byłem ciekaw tej wrzutki, zanim nie skapnąłem się że doskonale znam ten kawałek z radia. Wiadomo że polskie reggae to guano ale Jamal później właśnie polecieli w inne klimaty jak ten song tutaj i wcale mi to jakoś nie robiło, tym bardziej że te zwrotki tutaj to umówmy się jest faktycznie pretensjonalna grafomania i ciężko nie zgrzytać zębami, ale, ale... Potem wchodzi ten naprawdę prosty lecz zgrabny refren, no i jak do niego dorzucimy opis wrzuty Musiała to kurde - rozumiem to, czaję bazę. Czasem (a nawet często) bywa tak że te najbardziej osobiste kawałki to po prostu coś co wpadło na nas w ważnym momencie i nieważne jak czasem zła czy cringe'owa byłaby ta muza to już nierozerwalnie staje się soundtrackiem ważnych chwil i zyskuje z miejsca (wiem coś o tym joł, wrzucałem Marię Peszek i Pezeta). Dlatego nie będę się znęcał, nawet powiem że trochę mi kolega rzucił nowe światło na ten numer i pod kątem jakiegoś ciekawego experience to jest dla mnie wrzutka kolejki - może nie numer, ale wrzutka właśnie, i za takie wrzutki bestkę cenię.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Murzyn ale to wcale nie jest utwór konkursowy. 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Badums
Niby wiedziałem a zapomniałem
Niby wiedziałem a zapomniałem
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Cypress Hill - Illusions
Pomimo tego, że Jaca ostatnio dostarcza bardzo różnorodnie, to nadal widząc czarny hip-hop z epoki, pomyślałem sobie „o, znowu”. Niemniej, jestem ostatnią osobą, która podważy wartość korków u Murzyna i uważam, że zawsze jesteśmy zwycięzcami, jako odbiorcy jego wrzut w tym stylu. Nie inaczej jest tutaj. DJ Muggs w zasadzie na dzień dobry robi na mnie takie wrażenie, jakie zrobił swego czasu Premier. Bit i generalnie całe obudowanie i produkcja kawałka jest na tak wysokim poziomie, że wręcz zaryzykuję stwierdzenie, że z miejsca ten podkład trafia do mojego top10. Wspaniała mroczna atmosfera, stworzona przy wykorzystaniu starannie dobranych sampli, wszystko z niezwykłym wyczuciem. Rap jest specyficzny, ja CH za dobrze nie znam, poza nazwą, bo to jednak klasyka. W pierwszej chwili, kiedy weszła właściwa zwrotka, się skrzywiłem, ALE numer nawet nie zdążył osiągnąć połowy, kiedy już mi nic nie przeszkadzało. Long story short – Murzyn does Murzyn.
Monika Linkyte – Po Dangum
Wuja kiedyś stękał, że brakuje mu moich smęciarskich wrzut, tak ja teraz trochę pomarudzę, że brakuje mi takich wrzut u Wujasa. Zaczynają mi się trochę zlewać te radiówki, którymi Artur nasz raczy. NIEMNIEJ, poza tym, że jest to bardzo podobne brzmienie, tak kawałek mi się podoba. Fajny wokal, dobre melodie, syntezatory w refrenie są spoko. Litewski robi robotę. Nie brzmi to jakoś bardzo Eurowizyjnie, nie sądzę żeby ten kawałek się ostatecznie przebił, niestety, bo jest naprawdę spoko. Opcja na wakacje z pewnością.
Jeff Mills - The Bells
Techno. Dorastałem w takich klimatach, bo nawet jeśli się nie miało takiej muzyki w domu, to i tak docierała zewsząd. Już to kiedyś pisałem, ale wtedy taki kawałki brzmiały jak przyszłość, a teraz można wręcz ślepo strzelać, w którym, definitywnie zakończonym etapie przeszłości, powstały te numery. Na słuchanie techno, osobiście mam taką receptę, żeby jak najszybciej wczuć się w rytm, wyjść poza niego, i zacząć odkrywać to, co dzieje się w tle. Wtedy wyłazi cała kompleksowość kawałków, które często oskarżane są o prymitywizm i banalność. Rytm jest po to żeby go czuć, a nie się wsłuchiwać. I wtedy wychodzą wszelkie walory numerów takich jak „The Bells”. Dzieje się sporo, ktoś mocno kręci gałkami, ale nie tylko, warstwy różnego rodzaju efektów i brzmień się zmieniają, itd. Taka historia zamknięta w bicie, że tak zakrzyknę ze szczytu poetyzmu polskiego. Najs.
Jamal - Peron
Romantycznie sparowane utwory, często powinny zostać tam gdzie były, w ukryciu. Musiał około roku 2013 r., ło ludzie. Kudły na łbie, zarośnięty ryj, seledynowa marynarka, to są moje skojarzenia.
Poziom jarmarku, który dobrze współgra z tym Jamalem. Trochę to brzmi jak poczekalnia Męskiego Srania. Muzycznie jest ok, nawet ciekawe rzeczy się interesują. Wprawdzie brzmi to jak totalny plagiat setki innych kawałków, ale co w dzisiejszych czasach tak nie brzmi. Woka, no typowe MęskieGranie-core, dziś już tym człowiek rzyga, a 12 lat temu może nie, musiałbym do tego dotrzeć,a le na szczęście nie dotarłem, a Musiał mi wtedy oszczędził cringu. Oczywiście, nie takich rzeczy się słuchało w zauroczeniu, nie winię Deva, wspieram, że musi się męczyć z tym „Peronem” w życiorysie, ale takich rzeczy nie wybieramy. Ja na szczęście mogę xD
Phil Collins - I Don't Care Anymore
Największy plus tego, że Mentos nie wrzucił TEGO utworu jest taki, że ja tamten numer znam na pamięć, a „I Don’t Care Anymore” nie. Słuchałem tego albumu na pewno, na jakimś etapie, ale nie pamiętam wszystkiego, w tym tej propozycji. Klawisze pachną powietrzem tamtej nocy, ale reszta idzie w innym kierunku. Bębny collinsowskie, wokal jak to u Phila, kochasz albo nienawidzisz, ja zdecydowanie to pierwsze. Ciekawe wrażenie robi brak basu przez pierwszą połowę kawałka, trochę jakby te bębny przejęły rolę. Wszystko fajnie się rozkręca, Collins robi cuda na perkusji, muza nabiera mocy i takie budowanie napięcia, to ja cenię. Nigdy nie wkręciłem się w Phila tak, jak w sumie na jakimś etapie bym mógł, teraz to już chyba trochę na to za późno, ale nie przestałem go lubić i doceniać. Genesis, to był naprawdę sroga wylęgarnia niezwykłych talentów i to na jaką skalę Gabriel i Collins byli w stanie to przełożyć na solo (dorzucę jeszcze Mike’a i Mechaników), budzi popłoch. Świetny kawałek.
Z wielką radością mogę napisać, że każdy dostarczył.
Pomimo tego, że Jaca ostatnio dostarcza bardzo różnorodnie, to nadal widząc czarny hip-hop z epoki, pomyślałem sobie „o, znowu”. Niemniej, jestem ostatnią osobą, która podważy wartość korków u Murzyna i uważam, że zawsze jesteśmy zwycięzcami, jako odbiorcy jego wrzut w tym stylu. Nie inaczej jest tutaj. DJ Muggs w zasadzie na dzień dobry robi na mnie takie wrażenie, jakie zrobił swego czasu Premier. Bit i generalnie całe obudowanie i produkcja kawałka jest na tak wysokim poziomie, że wręcz zaryzykuję stwierdzenie, że z miejsca ten podkład trafia do mojego top10. Wspaniała mroczna atmosfera, stworzona przy wykorzystaniu starannie dobranych sampli, wszystko z niezwykłym wyczuciem. Rap jest specyficzny, ja CH za dobrze nie znam, poza nazwą, bo to jednak klasyka. W pierwszej chwili, kiedy weszła właściwa zwrotka, się skrzywiłem, ALE numer nawet nie zdążył osiągnąć połowy, kiedy już mi nic nie przeszkadzało. Long story short – Murzyn does Murzyn.
Monika Linkyte – Po Dangum
Wuja kiedyś stękał, że brakuje mu moich smęciarskich wrzut, tak ja teraz trochę pomarudzę, że brakuje mi takich wrzut u Wujasa. Zaczynają mi się trochę zlewać te radiówki, którymi Artur nasz raczy. NIEMNIEJ, poza tym, że jest to bardzo podobne brzmienie, tak kawałek mi się podoba. Fajny wokal, dobre melodie, syntezatory w refrenie są spoko. Litewski robi robotę. Nie brzmi to jakoś bardzo Eurowizyjnie, nie sądzę żeby ten kawałek się ostatecznie przebił, niestety, bo jest naprawdę spoko. Opcja na wakacje z pewnością.
Jeff Mills - The Bells
Techno. Dorastałem w takich klimatach, bo nawet jeśli się nie miało takiej muzyki w domu, to i tak docierała zewsząd. Już to kiedyś pisałem, ale wtedy taki kawałki brzmiały jak przyszłość, a teraz można wręcz ślepo strzelać, w którym, definitywnie zakończonym etapie przeszłości, powstały te numery. Na słuchanie techno, osobiście mam taką receptę, żeby jak najszybciej wczuć się w rytm, wyjść poza niego, i zacząć odkrywać to, co dzieje się w tle. Wtedy wyłazi cała kompleksowość kawałków, które często oskarżane są o prymitywizm i banalność. Rytm jest po to żeby go czuć, a nie się wsłuchiwać. I wtedy wychodzą wszelkie walory numerów takich jak „The Bells”. Dzieje się sporo, ktoś mocno kręci gałkami, ale nie tylko, warstwy różnego rodzaju efektów i brzmień się zmieniają, itd. Taka historia zamknięta w bicie, że tak zakrzyknę ze szczytu poetyzmu polskiego. Najs.
Jamal - Peron
Romantycznie sparowane utwory, często powinny zostać tam gdzie były, w ukryciu. Musiał około roku 2013 r., ło ludzie. Kudły na łbie, zarośnięty ryj, seledynowa marynarka, to są moje skojarzenia.
Poziom jarmarku, który dobrze współgra z tym Jamalem. Trochę to brzmi jak poczekalnia Męskiego Srania. Muzycznie jest ok, nawet ciekawe rzeczy się interesują. Wprawdzie brzmi to jak totalny plagiat setki innych kawałków, ale co w dzisiejszych czasach tak nie brzmi. Woka, no typowe MęskieGranie-core, dziś już tym człowiek rzyga, a 12 lat temu może nie, musiałbym do tego dotrzeć,a le na szczęście nie dotarłem, a Musiał mi wtedy oszczędził cringu. Oczywiście, nie takich rzeczy się słuchało w zauroczeniu, nie winię Deva, wspieram, że musi się męczyć z tym „Peronem” w życiorysie, ale takich rzeczy nie wybieramy. Ja na szczęście mogę xD
Phil Collins - I Don't Care Anymore
Największy plus tego, że Mentos nie wrzucił TEGO utworu jest taki, że ja tamten numer znam na pamięć, a „I Don’t Care Anymore” nie. Słuchałem tego albumu na pewno, na jakimś etapie, ale nie pamiętam wszystkiego, w tym tej propozycji. Klawisze pachną powietrzem tamtej nocy, ale reszta idzie w innym kierunku. Bębny collinsowskie, wokal jak to u Phila, kochasz albo nienawidzisz, ja zdecydowanie to pierwsze. Ciekawe wrażenie robi brak basu przez pierwszą połowę kawałka, trochę jakby te bębny przejęły rolę. Wszystko fajnie się rozkręca, Collins robi cuda na perkusji, muza nabiera mocy i takie budowanie napięcia, to ja cenię. Nigdy nie wkręciłem się w Phila tak, jak w sumie na jakimś etapie bym mógł, teraz to już chyba trochę na to za późno, ale nie przestałem go lubić i doceniać. Genesis, to był naprawdę sroga wylęgarnia niezwykłych talentów i to na jaką skalę Gabriel i Collins byli w stanie to przełożyć na solo (dorzucę jeszcze Mike’a i Mechaników), budzi popłoch. Świetny kawałek.
Z wielką radością mogę napisać, że każdy dostarczył.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Naiwnie myślałem że jutro z następną kolejką wjedziemy ale chyba się zdrowo przeliczyłem 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mówiłem, że dojedziemy do końca tygodnia. Proponuję zacząć następną kolejkę od poniedziałku, po staremu, i trzymać się tygodniowego okresu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Devotis i trzymanie się jakichkolwiek terminów
xddddd
xddddd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
10 dni temu zwinęliśmy poprzednią kolejkę, liczę na to, że zakończymy tę jutro? Jeżeli ktoś nie planuję, to proszę chociaż dać znać.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
JA NIE
Cypress Hill - Illusions
Cypress Hill to jest zdecydowanie jedna z tych nazw, o których wiem. Wiem, że są, wiem o kultowym statusie i wiem tyle, co wie każda osoba która nie żyła pod kamieniem, ale mniej niż każda inteligentna i rozgarnięta osoba. Ja już nawet się nie wstydzę, ja tak po prostu mam. Wstęp brzmi jak Tomorrow Never Knows i bardzo mi się podoba jak "płynnie" przechodzi do właściwego bitu. Który też jest niczego sobie, bo robi to co ma robić, czyli BUJA. No dobry jest ten basik, dobry jest ten motyw na wibrafonie i te dziwne, psychodeliczne cusie w tle, co brzmią jak skrecze albo wyjące foki. No fajne to.
Joost – Europapa
O, Ojrowizja czy jak tam nazywacie te podróbę naszej zabawy.. W sumie nie wiem, czy chce mi się w tym roku włączać telewizor, by to oglądać. Pewnie nie, bo wczorajszych Tetryków jeszcze nie nadrobiłem, a jutro nie będzie czasu, bo cały dzień będę oglądać zdjęcia Magdaleny Bie eee tj śledzić wieczory wyborcze. Niezależnie od decyzji jaką podejmę za kilka godzin, już teraz mam namiastkę tego konkursu i o ile faktycznie ubiegłoroczny konkurs faktycznie ssał, ale ten kawałek faktycznie daje radę. Trochę dziwnie się tego słucha, bo mam wrażenie, że słucham jakiegoś współczesnego eurodance'u i to jest taki klimat, jakbym nwm oglądał telewizję z lat 90. w jakości Full HD, jeśli wiecie co mam na myśli. Ale to mi aż tak nie przeszkadza, zwłaszcza, że klimat epoki oddano wiernie, a całość bywa miejscami GROTESKOWO chwytliwa, jak chociażby w refrenach. Fajne to, może nawet potraktuje jako coś więcej niż ciekawostkę.
Monika Linkyte – Po Dangum
Niby typowy wuja jest typowy i chce się napisać coś banalnego, ale… jednak jakiś czas kolegi Shodana w tej zabawie nie było, trochę mieliśmy przestój i może nie powiem, że jakoś wybitnie bardzo tęskniłem za tym radiowym popem, ale jednak jest to jakaś stała w moim życiu, a ja generalnie to lubię jak jest stabilnie. No i ten, pisałem już swego czasu, że na X kawałków statystycznie któryś musi siąść i chyba to jest ten casus. Nie wiem na ile to zasługa litewskiego, a na ile tego, że to fajna piosenka, ale podoba mi się to i już.
Jeff Mills - The Bells
Tu ten i tego, na dzień dzisiejszy nie nazwałbym się raczej jakimś koneserem TECHNO, ale generalnie mam szacun do tej muzyki i lubię kiedy Robert przyjeżdza oraz zapodaje nam jakimś bicikiem, aczkolwiek też mam wrażenie, że nie robił tego przez wieki. W związku z tym niby mógłbym napisać coś sztampowego o braniu kwasa o 3 nad ranem, ale czułbym sam do siebie niesmak po odjebaniu takiej maniany. Wiem, że chłop ma status klasyka, bo nawet ja kojarzę to nazwisko i cóż - wcale a wcale to mnie nie dziwi, bo nawet taki debil jak ja instynktownie czuje, że w swoim nurcie to jest jedna z tych rzeczy, o których pisze się WIELKIMI LITERAMI jak w przypadku jakiegoś Kind of Blue czy innego Dark Side'a. Mam jakieś dziwne wrażenie, że chłop to jest jeden z tych ludzi, którzy są w stanie nogą stworzyć takie rzeczy, jakie inni ludzie nie stworzyliby ręcoma. Klasyk przez wielkie C.
Jamal - Peron
I kończymy Musiałem. Ja wiem, że to zbieg okoliczności, ale chłop ma ostatnio u mnie taką serię, że gdybym jechał z nim samochodem za siusiak nie dałbym mu dostępu do AUXA. xD O wrzutach z innych tematów pisałem w stosownych, ale tu dostaje na koniec Jamalem i cóż… no nie kupię tego. Po prostu. W sumie nie wiem co napisać więcej, na pewno czynnik nostalgiczny nie wchodzi u mnie w grę, bo w 2013 to ja na takie rzeczy reagowałem o wiele gorzej niż teraz. Właściwie to ta kwestia roku jest ciekawa, bo jak puszczałem sobie to w ciemno to byłem wręcz przekonany, że ten kawałek to był grany wszędzie dobre parę lat wcześniej i byłem pewien, że musiałem go słyszeć w jakiejś gimbazie/licbazie. Nie chce mi się nawet tego kawałka jakoś ostro grzać, bo rozumiem kontekst i nie jest aż tak zły, by spuszczać się nad jego chujowością. No niech se będzie.
Kolejka znacznie lepsza niż mogłoby się wydawać i chyba też jedna z krótszych w dziejach tej zabawy?
Cypress Hill - Illusions
Cypress Hill to jest zdecydowanie jedna z tych nazw, o których wiem. Wiem, że są, wiem o kultowym statusie i wiem tyle, co wie każda osoba która nie żyła pod kamieniem, ale mniej niż każda inteligentna i rozgarnięta osoba. Ja już nawet się nie wstydzę, ja tak po prostu mam. Wstęp brzmi jak Tomorrow Never Knows i bardzo mi się podoba jak "płynnie" przechodzi do właściwego bitu. Który też jest niczego sobie, bo robi to co ma robić, czyli BUJA. No dobry jest ten basik, dobry jest ten motyw na wibrafonie i te dziwne, psychodeliczne cusie w tle, co brzmią jak skrecze albo wyjące foki. No fajne to.
Joost – Europapa
O, Ojrowizja czy jak tam nazywacie te podróbę naszej zabawy.. W sumie nie wiem, czy chce mi się w tym roku włączać telewizor, by to oglądać. Pewnie nie, bo wczorajszych Tetryków jeszcze nie nadrobiłem, a jutro nie będzie czasu, bo cały dzień będę oglądać zdjęcia Magdaleny Bie eee tj śledzić wieczory wyborcze. Niezależnie od decyzji jaką podejmę za kilka godzin, już teraz mam namiastkę tego konkursu i o ile faktycznie ubiegłoroczny konkurs faktycznie ssał, ale ten kawałek faktycznie daje radę. Trochę dziwnie się tego słucha, bo mam wrażenie, że słucham jakiegoś współczesnego eurodance'u i to jest taki klimat, jakbym nwm oglądał telewizję z lat 90. w jakości Full HD, jeśli wiecie co mam na myśli. Ale to mi aż tak nie przeszkadza, zwłaszcza, że klimat epoki oddano wiernie, a całość bywa miejscami GROTESKOWO chwytliwa, jak chociażby w refrenach. Fajne to, może nawet potraktuje jako coś więcej niż ciekawostkę.
Monika Linkyte – Po Dangum
Niby typowy wuja jest typowy i chce się napisać coś banalnego, ale… jednak jakiś czas kolegi Shodana w tej zabawie nie było, trochę mieliśmy przestój i może nie powiem, że jakoś wybitnie bardzo tęskniłem za tym radiowym popem, ale jednak jest to jakaś stała w moim życiu, a ja generalnie to lubię jak jest stabilnie. No i ten, pisałem już swego czasu, że na X kawałków statystycznie któryś musi siąść i chyba to jest ten casus. Nie wiem na ile to zasługa litewskiego, a na ile tego, że to fajna piosenka, ale podoba mi się to i już.
Jeff Mills - The Bells
Tu ten i tego, na dzień dzisiejszy nie nazwałbym się raczej jakimś koneserem TECHNO, ale generalnie mam szacun do tej muzyki i lubię kiedy Robert przyjeżdza oraz zapodaje nam jakimś bicikiem, aczkolwiek też mam wrażenie, że nie robił tego przez wieki. W związku z tym niby mógłbym napisać coś sztampowego o braniu kwasa o 3 nad ranem, ale czułbym sam do siebie niesmak po odjebaniu takiej maniany. Wiem, że chłop ma status klasyka, bo nawet ja kojarzę to nazwisko i cóż - wcale a wcale to mnie nie dziwi, bo nawet taki debil jak ja instynktownie czuje, że w swoim nurcie to jest jedna z tych rzeczy, o których pisze się WIELKIMI LITERAMI jak w przypadku jakiegoś Kind of Blue czy innego Dark Side'a. Mam jakieś dziwne wrażenie, że chłop to jest jeden z tych ludzi, którzy są w stanie nogą stworzyć takie rzeczy, jakie inni ludzie nie stworzyliby ręcoma. Klasyk przez wielkie C.
Jamal - Peron
I kończymy Musiałem. Ja wiem, że to zbieg okoliczności, ale chłop ma ostatnio u mnie taką serię, że gdybym jechał z nim samochodem za siusiak nie dałbym mu dostępu do AUXA. xD O wrzutach z innych tematów pisałem w stosownych, ale tu dostaje na koniec Jamalem i cóż… no nie kupię tego. Po prostu. W sumie nie wiem co napisać więcej, na pewno czynnik nostalgiczny nie wchodzi u mnie w grę, bo w 2013 to ja na takie rzeczy reagowałem o wiele gorzej niż teraz. Właściwie to ta kwestia roku jest ciekawa, bo jak puszczałem sobie to w ciemno to byłem wręcz przekonany, że ten kawałek to był grany wszędzie dobre parę lat wcześniej i byłem pewien, że musiałem go słyszeć w jakiejś gimbazie/licbazie. Nie chce mi się nawet tego kawałka jakoś ostro grzać, bo rozumiem kontekst i nie jest aż tak zły, by spuszczać się nad jego chujowością. No niech se będzie.
Kolejka znacznie lepsza niż mogłoby się wydawać i chyba też jedna z krótszych w dziejach tej zabawy?
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Cypress Hill Illusions
Odnoszę wrażenie obcowania z przedstawicielem kanonu gatunku. No serio, nie tylko wpływ GTA San Andreas, ale ślady obecności w miejscach, które pamiętam z głębokiej przeszłości. Jaca dostarcza hip-hopowej wiedzy, ten kierunek znacznie lepszy niż australijskie mielizny heh Solidny kawałek. Hinduskie intro trochę od czapy, ale może w szerszym kontekście działa lepiej. Jako naczelny ambientosmęciarz w takich mantrach czuję mistycyzm, a nie bombę po zażywaniu. Przejście mało zgrabne, ale właściwy kawałek już ma sens. Klimatyczne tło jak z filmu noir. Nie wzbudza super ekstrazy, ale elementarny mrok owszem. Charakterystyczne skrzeczenie i wiadomo od razu, kto co jak. Prostolinijny track, całkiem stylowy. Bezpieczny standard, czyli jak na Jacę w odsłonie ha i pe ha o pe kulturka.
Joost Europapa
Wyjątkowo prorocze refleksje Hiena nt. poprzedniej Eurowizji spełniają się i w tym roku. Naprawdę nie da się lubić zarówno rzymiańskiego nadawczy jak i całego zbrodniczego procederu wok- Na szczęście było kilka udanych utworów. W tym roku nie miałem już żadnego punktu zaczepienia. Oczywiście w kręgu bliskich znajomych relacje na bieżąco, mimo rozseksualizowania i queerowanie tym razem nie czułem potrzeby śledzenia czy elementarnego sprawdzenia. Joosta oczywiście kojarzę, choć z ostatniego zestawu nie cenię wyjątkowo mocno. Przede wszystkim szacun za wybór gatunku, przyjemny renesans hardego clubbingu (łączenie z Win95Man). W wersji bez outro zyskuje na spójności, ale nie jest aż tak... no właśnie osobiste, z pewnym wyraźniejszym zwrotem w stronę inspiracji rodzinnych. Mnie wystarczy klasyczny zestaw brzmień hardkorowych w całkiem przyjemnej otoczce, patenty jak z Running in the 90s i zapadający w pamięć tytuł. Wokal w porządku, specyfika języka dodaje uroku, powinien zostać w grze. Mnie nie interesuje bombardowanie szpitali czy śmiech z zabijania ludzi. Sztuka cię nie oszuka, autorytarne nacjonalistyczne pierdololo owszem. Props.
Linkyte Po Dangum
Ślady eurowizyjne w zderzeniu z brzmieniem charakterystycznym dla drugoligowych radio w Polsce - dla mnie to było skojarzenie psujące odbiór Eurowizji, spłycało wiele wartości artystycznej występujących wykonawców. Ja się nie wstydzę swojej hipokryzji, więc tutaj to zderzenie działa całkiem całkiem. Brzmieniowo Muzyczne Radio core sprzed dziesięciu lat, ale refren jest charakrerny. Budżetowy elektropop. Reszta dość kliszowa, tylko co z tego, gdy ja polskich wykonawców za pojedyncze kawałki, które lubię, nie ganię z tego powodu. Nie zapowiada się na miłość po grobową deskę, ale dramatu nie było. Ten refren jest fajny, budzi we mnie wręcz duchologiczny sentyment, tyle że w stosunku do czasów gimnazjum. Zaskakująco okej!
Jamal Peron
A po pani Monice kolejna wizyta w głębinach czasów gimnazjalnych. Może nawet wcześniejszych, może kiedyś przjdzie czas na wyjaśnienia. Pamiętałem o tym kawałku, ale kompletnie bym go nie połączył z Jamalem. Nie żebym był, znowu, hardym fanem, bo to brzmi jak VIVA już z Futuramą w ramówce. Po latach w zderzeniu niektórych spotkań studenckich zrozumiałem vibe, rozumiem wczuty ludzi rurznych. Kliszowy numer na gitarkę i pseudo śpiewanio-rapowanie, ale najważniejsze, czyli środeczek - przyjemna muzyka środka dla młodych ludzi. Jak dla mnie bez pretensji. Z nutką większych wątów i odrobiną lekkości. Ten środek jest po prostu całkiem zgrabnie napisany. Początek może wiać sandałem, tyle że to tylko rozbieg dla treści właściwej. Nigdy bym nie pomyślał, że taki numer może wzbudzić moje nawet skromne zadowolenie.
Phil Collins I Don't Care Anymore
Nie grałem nawet w GTA4 dłużej niż kilka godzin, ale sam widziałem trailery GTA6. Może na emeryturze wreszcie zagram w te najnowsze części, chyba że szybciej spłonie świat. No Collins to dla mnie ELEMENTARNY przykład artysty singlowego. Kiedyś chciałem na pewno zabrać się za Face Value... tylko po co, skoro In the Air Tonight jest tak dobre? Spokojnie wystarczy. Z innych etapów kariery kojarzę kilka piosenek z mniejszą lub większą irytacją, że je całkiem nieźle znam. Tym lepiej poznać mniej ograne utwory, bo zazwyczaj mają szansę wzbudzić we mnie coś więcej. Wokal Phila jaki był, taki był, ale w tym przypadku bardziej działa na mnie to perkusyjne fiku-miku. Na początku zwodzimy, a potem dogęszczamy brzmienie. OPTYMISTYCZNE syntezatory też coraz bardziej z przodu, stare dobre ejtisy. Bardzo okuratne dziadowanie ugułem. Jest w tym i szczerość i przerysowanie. Lekko irytujący akcent, ale bardzo satysfakcjonujący aranż bazujący na dwóch trikach. Biorę i słucham. Nawet się nie krzywiłem.
Odnoszę wrażenie obcowania z przedstawicielem kanonu gatunku. No serio, nie tylko wpływ GTA San Andreas, ale ślady obecności w miejscach, które pamiętam z głębokiej przeszłości. Jaca dostarcza hip-hopowej wiedzy, ten kierunek znacznie lepszy niż australijskie mielizny heh Solidny kawałek. Hinduskie intro trochę od czapy, ale może w szerszym kontekście działa lepiej. Jako naczelny ambientosmęciarz w takich mantrach czuję mistycyzm, a nie bombę po zażywaniu. Przejście mało zgrabne, ale właściwy kawałek już ma sens. Klimatyczne tło jak z filmu noir. Nie wzbudza super ekstrazy, ale elementarny mrok owszem. Charakterystyczne skrzeczenie i wiadomo od razu, kto co jak. Prostolinijny track, całkiem stylowy. Bezpieczny standard, czyli jak na Jacę w odsłonie ha i pe ha o pe kulturka.
Joost Europapa
Wyjątkowo prorocze refleksje Hiena nt. poprzedniej Eurowizji spełniają się i w tym roku. Naprawdę nie da się lubić zarówno rzymiańskiego nadawczy jak i całego zbrodniczego procederu wok- Na szczęście było kilka udanych utworów. W tym roku nie miałem już żadnego punktu zaczepienia. Oczywiście w kręgu bliskich znajomych relacje na bieżąco, mimo rozseksualizowania i queerowanie tym razem nie czułem potrzeby śledzenia czy elementarnego sprawdzenia. Joosta oczywiście kojarzę, choć z ostatniego zestawu nie cenię wyjątkowo mocno. Przede wszystkim szacun za wybór gatunku, przyjemny renesans hardego clubbingu (łączenie z Win95Man). W wersji bez outro zyskuje na spójności, ale nie jest aż tak... no właśnie osobiste, z pewnym wyraźniejszym zwrotem w stronę inspiracji rodzinnych. Mnie wystarczy klasyczny zestaw brzmień hardkorowych w całkiem przyjemnej otoczce, patenty jak z Running in the 90s i zapadający w pamięć tytuł. Wokal w porządku, specyfika języka dodaje uroku, powinien zostać w grze. Mnie nie interesuje bombardowanie szpitali czy śmiech z zabijania ludzi. Sztuka cię nie oszuka, autorytarne nacjonalistyczne pierdololo owszem. Props.
Linkyte Po Dangum
Ślady eurowizyjne w zderzeniu z brzmieniem charakterystycznym dla drugoligowych radio w Polsce - dla mnie to było skojarzenie psujące odbiór Eurowizji, spłycało wiele wartości artystycznej występujących wykonawców. Ja się nie wstydzę swojej hipokryzji, więc tutaj to zderzenie działa całkiem całkiem. Brzmieniowo Muzyczne Radio core sprzed dziesięciu lat, ale refren jest charakrerny. Budżetowy elektropop. Reszta dość kliszowa, tylko co z tego, gdy ja polskich wykonawców za pojedyncze kawałki, które lubię, nie ganię z tego powodu. Nie zapowiada się na miłość po grobową deskę, ale dramatu nie było. Ten refren jest fajny, budzi we mnie wręcz duchologiczny sentyment, tyle że w stosunku do czasów gimnazjum. Zaskakująco okej!
Jamal Peron
A po pani Monice kolejna wizyta w głębinach czasów gimnazjalnych. Może nawet wcześniejszych, może kiedyś przjdzie czas na wyjaśnienia. Pamiętałem o tym kawałku, ale kompletnie bym go nie połączył z Jamalem. Nie żebym był, znowu, hardym fanem, bo to brzmi jak VIVA już z Futuramą w ramówce. Po latach w zderzeniu niektórych spotkań studenckich zrozumiałem vibe, rozumiem wczuty ludzi rurznych. Kliszowy numer na gitarkę i pseudo śpiewanio-rapowanie, ale najważniejsze, czyli środeczek - przyjemna muzyka środka dla młodych ludzi. Jak dla mnie bez pretensji. Z nutką większych wątów i odrobiną lekkości. Ten środek jest po prostu całkiem zgrabnie napisany. Początek może wiać sandałem, tyle że to tylko rozbieg dla treści właściwej. Nigdy bym nie pomyślał, że taki numer może wzbudzić moje nawet skromne zadowolenie.
Phil Collins I Don't Care Anymore
Nie grałem nawet w GTA4 dłużej niż kilka godzin, ale sam widziałem trailery GTA6. Może na emeryturze wreszcie zagram w te najnowsze części, chyba że szybciej spłonie świat. No Collins to dla mnie ELEMENTARNY przykład artysty singlowego. Kiedyś chciałem na pewno zabrać się za Face Value... tylko po co, skoro In the Air Tonight jest tak dobre? Spokojnie wystarczy. Z innych etapów kariery kojarzę kilka piosenek z mniejszą lub większą irytacją, że je całkiem nieźle znam. Tym lepiej poznać mniej ograne utwory, bo zazwyczaj mają szansę wzbudzić we mnie coś więcej. Wokal Phila jaki był, taki był, ale w tym przypadku bardziej działa na mnie to perkusyjne fiku-miku. Na początku zwodzimy, a potem dogęszczamy brzmienie. OPTYMISTYCZNE syntezatory też coraz bardziej z przodu, stare dobre ejtisy. Bardzo okuratne dziadowanie ugułem. Jest w tym i szczerość i przerysowanie. Lekko irytujący akcent, ale bardzo satysfakcjonujący aranż bazujący na dwóch trikach. Biorę i słucham. Nawet się nie krzywiłem.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No i co Panowie? Wyiebane?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Cypress Hill - Illusions
Nazwę Cypress Hill oczywiście znałem, ale nie pamiętałem kompletnie co grają. Bardziej nawet stawiałem na jakiś rock z Seattle czy coś takiego. A tu proszę – stary poczciwy hip-hop z Ameryki. Fajny, choć mylący początek, potem całkiem udane i płynne przejście do właściwego już utworu. Wibrafon jak zawsze robi niesamowitą robotę. Dobry bit, fajna gitara. No i ciekawy skrzeczący wokal. Podoba mi się. Utwór ma bardzo fajny klimat. Trochę niepokojący, jednocześnie bujający. No i fajne te, jak to określił Mentos, wyjące foki. Doskonała rzecz.
Joost – Europapa
No ja się wyłamię z grupy entuzjastów utworem Joosta. Po prostu mi takie granie wyjątkowo nie leży. Eurodance naprawdę rzadko do mnie przemawia. Nie pamiętam co tam była za afera z tym Joostem, zresztą nawet tej Eurowizji nie oglądałem. Już pierwsze zaśpiewy niebezpiecznie mocno kojarzą mi się ze Scooterem. W latach 90’ nawet ten niemiecki zespół można powiedzieć lubiłem, ale to dawno i nieprawda. Nic z tej sympatii nie zostało już dzisiaj. Więc utwór Joosta też nie miał szans się u mnie przebić. Potwierdzam, że utwór ma eurowizyjny potencjał, ale ja jednak podziękuję. Coda na pewno jest najlepszym fragmentem numeru.
Jeff Mills - The Bells
Hasła „techno” czy „muzyka klubowa” wywołują zazwyczaj u mnie te same instynkty obronne co „eurodance”. Wiadomo, że zawsze są wyjątki, więc i dobre techno już w tej bestce słyszałem. Ale The Bells nic mi nie robi. To jest dobra nuta do jakiegoś skakania w nocnym klubie, najlepiej jeszcze po najaraniu się czymś nielegalnym. Ale do słuchania w domu się dla mnie kompletnie nie nadaje. Nie mówię, że to jest złe, są nawet w drugiej połowie niezłe momenty. Ale to i tak zdecydowanie za mało dla mnie.
Pamiętam, że Pet Shop Boys wydawali kiedyś albumy z takimi techno-klubowymi remiksami swoich utworów. I nawet oni nie potrafili mnie zbytnio tym zainteresować (z wyjątkiem małych fragmentów). Po prostu nie moja bajka.
Jamal – Peron
Kojarzyłem ten band zawsze chyba z reggae. Dlatego nie spodziewałem się niczego dobrego. Tutaj reggae nie ma, ale niczego dobrego też nie ma. Takie polskie pitu pitu do zapomnienia niestety. Deva to swego czasu wzięło i ugryzło. Rozumiem takie rzeczy, bo i mi się przytrafiały. Mnie na pewno to jednak nie ugryzie, bo nie lubię takiej muzyki. Nawet ten refren mi się nie podoba. Wokal mi się nie podoba. I tak to muszę niestety zostawić.
Phil Collins - I Don't Care Anymore
Z Collinsem miałem zawsze podobnie jak z Bowiem – niewiele jego muzyki znałem, nawet z własnej woli nigdy jej nie słuchałem (z wyjątkiem jednej płyty Genesis), ale jednak w jakiś niewytłumaczalny sposób zawsze odczuwałem do gościa sympatię. Utwór jakoś szczególnie mi się nawet nie podoba. Typowy Collins, którego po tej kolejce wcale nie zacznę słuchać. Ale krytykował też nie będę. Bo to przykład utworu, który jest ok. Nie zrobi ze mnie fana jego muzyki, ale złego słowa też o tym nie powiem. Jest po prostu… rzetelnie. Podoba mi się praca perkusji i lubię głos Phila. Byle nie w zbyt dużych dawkach.
Trochę się tym razem namarudziłem, no ale taka to była kolejka.
Nazwę Cypress Hill oczywiście znałem, ale nie pamiętałem kompletnie co grają. Bardziej nawet stawiałem na jakiś rock z Seattle czy coś takiego. A tu proszę – stary poczciwy hip-hop z Ameryki. Fajny, choć mylący początek, potem całkiem udane i płynne przejście do właściwego już utworu. Wibrafon jak zawsze robi niesamowitą robotę. Dobry bit, fajna gitara. No i ciekawy skrzeczący wokal. Podoba mi się. Utwór ma bardzo fajny klimat. Trochę niepokojący, jednocześnie bujający. No i fajne te, jak to określił Mentos, wyjące foki. Doskonała rzecz.
Joost – Europapa
No ja się wyłamię z grupy entuzjastów utworem Joosta. Po prostu mi takie granie wyjątkowo nie leży. Eurodance naprawdę rzadko do mnie przemawia. Nie pamiętam co tam była za afera z tym Joostem, zresztą nawet tej Eurowizji nie oglądałem. Już pierwsze zaśpiewy niebezpiecznie mocno kojarzą mi się ze Scooterem. W latach 90’ nawet ten niemiecki zespół można powiedzieć lubiłem, ale to dawno i nieprawda. Nic z tej sympatii nie zostało już dzisiaj. Więc utwór Joosta też nie miał szans się u mnie przebić. Potwierdzam, że utwór ma eurowizyjny potencjał, ale ja jednak podziękuję. Coda na pewno jest najlepszym fragmentem numeru.
Jeff Mills - The Bells
Hasła „techno” czy „muzyka klubowa” wywołują zazwyczaj u mnie te same instynkty obronne co „eurodance”. Wiadomo, że zawsze są wyjątki, więc i dobre techno już w tej bestce słyszałem. Ale The Bells nic mi nie robi. To jest dobra nuta do jakiegoś skakania w nocnym klubie, najlepiej jeszcze po najaraniu się czymś nielegalnym. Ale do słuchania w domu się dla mnie kompletnie nie nadaje. Nie mówię, że to jest złe, są nawet w drugiej połowie niezłe momenty. Ale to i tak zdecydowanie za mało dla mnie.
Pamiętam, że Pet Shop Boys wydawali kiedyś albumy z takimi techno-klubowymi remiksami swoich utworów. I nawet oni nie potrafili mnie zbytnio tym zainteresować (z wyjątkiem małych fragmentów). Po prostu nie moja bajka.
Jamal – Peron
Kojarzyłem ten band zawsze chyba z reggae. Dlatego nie spodziewałem się niczego dobrego. Tutaj reggae nie ma, ale niczego dobrego też nie ma. Takie polskie pitu pitu do zapomnienia niestety. Deva to swego czasu wzięło i ugryzło. Rozumiem takie rzeczy, bo i mi się przytrafiały. Mnie na pewno to jednak nie ugryzie, bo nie lubię takiej muzyki. Nawet ten refren mi się nie podoba. Wokal mi się nie podoba. I tak to muszę niestety zostawić.
Phil Collins - I Don't Care Anymore
Z Collinsem miałem zawsze podobnie jak z Bowiem – niewiele jego muzyki znałem, nawet z własnej woli nigdy jej nie słuchałem (z wyjątkiem jednej płyty Genesis), ale jednak w jakiś niewytłumaczalny sposób zawsze odczuwałem do gościa sympatię. Utwór jakoś szczególnie mi się nawet nie podoba. Typowy Collins, którego po tej kolejce wcale nie zacznę słuchać. Ale krytykował też nie będę. Bo to przykład utworu, który jest ok. Nie zrobi ze mnie fana jego muzyki, ale złego słowa też o tym nie powiem. Jest po prostu… rzetelnie. Podoba mi się praca perkusji i lubię głos Phila. Byle nie w zbyt dużych dawkach.
Trochę się tym razem namarudziłem, no ale taka to była kolejka.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Cypress Hill - Illusions
Siri, wygeneruj numer, z którym będę teraz bardzo wajbował. Bynajmniej nie ze względu na jaranie zielska (choć pewnie parę razy w życiu się zdarzyło), ale właśnie ten cudowny, niepokojący i lekko paranoiczny klimat numer. Warstwa tekstowa to jedno, ale refren i sposób jego wyśpiewywania jakoś do mnie wyjątkowo trafia. Iluzje, sztuczki, takie tam. Właściwie to jest wspaniała rzecz do osiągania kompletnego odpięcia od rzeczywistości, ale najlepiej chodząc wśród ludzi, tylko cisnąc ten numer na słuchawkach. Bardzo mi się podoba, i bit, i te sample z sitarem w tle, wszystko generalnie. Murzyn mnie czasami przynudza swoimi rapsowymi wrzutami, ale nie tym razem. Jestem bezwzględnie zachwycony, zaś Cypress Hill po raz kolejny atakuje mnie znienacka i zaprasza do zapoznania się z innymi rzeczami ze swego katalogu.
Joost - Europapa
Boże, nie. Jeszcze ten wstęp a la Scooter może nie jest taki straszny, ale reszta... Zacznę od odpowiedzi na ważne pytanie pt. "kto się zesrał". Oczywiście, ja. Nie oglądam Eurowizji, mam ją głęboko gdzieś, nie interesują mnie występujący tam artyści zaś jedyny polski występ widziałem tam w 2003, no bo Ich Troje, i jakoś tak się złożyło, że całą rodziną oglądaliśmy. Nie znam Joosta, numer ten słyszę pierwszy raz w życiu no i co... w jakimś 1996/1997 mógłby być radiowym hitem, który może wiele osobom by się podobał. Ew. końcówka z tym małym homage w stronę No Limits (pewnie niezamierzonym, ale kto to tam wie) jakoś mnie rozczula. Cała reszta... Takie sobie to, meham, macham ręką i idę dalej. W sobotę tak się złożyło, że widziałem kawałek głosowań, ale chwilę później miałem już lepsze i dużo fajniejsze rzeczy do roboty, tyle z moich doświadczeń eurowizyjnych. Wolę Depeszwizję. Swoją drogą, nie mogę czytać tytułu inaczej niż Euro Papa, przez co robi się jeszcze zabawniej.
Monika Linkytė - Po Dangum
No patrzcie Państwo, znów coś eurowizyjnego, ale to akurat fajne jest. Przypomina mi trochę różny okołohipsterski elektropop, którego słuchałem 13 lat temu (jakbym dalej tego nie robił...), wymieszany też z radiopopowymi rzeczami z tamtych czasów. Muzycznie jest git, wokalnie też, kobieta ma całkiem przyjemny głos, a i litewski robi robotę. W ogóle dwa ostatnie języki bałtyckie (nie licząc ew. jakichś dialektów) bardzo mi się podobają w swoim brzmieniu, łotewski chyba nawet bardziej. Ciekawostka, wg językoznawców to one są najbliżej brzmienia, leksyki i gramatyki protoindoeuropejskiego ze wszystkich języków kontynentu. Monika daje radę nawet, jeśli coś takiego nagrano już gorylion razy gorylion lat wcześniej. Dobra wrzutka, me like it. Idę se tego, zgodnie z tytułem, posłuchać pod niebem. Fajen, daję znaczek jakości. Nawet do pogody pasuje swoim ogólnym vibem.
Jeff Mills - The Bells
Nie mam pojęcia, kim jest ten człowiek, nie znam też, rzecz jasna, numeru. Jednocześnie mam nieodparte wrażenie, że gdzieś go już słyszałem, może nawet więcej niż raz. Czuć rok 1997 na kilometr, czy w ogóle techno tamtych czasów. Powolne, ale systematyczne dochodzenie kolejnych segmentów dźwiękowych, te same przeszkadzajki na każdym bicie, zbyt głośne haty i wnerwiająca stopa. ALE no co, lubię taką muzykę, jest to też cichy kształtowacz (???) mojego muzycznego gustu dzięki kuzynce i jej kasetom (i tamtym czasom). Jest tu klimat, jest duch epoki, jest surowość, taniość i taniość w surowości. A jednocześnie jak niewiele było wtedy trzeba, aby stworzyć bangierek, który po latach utrzymuje status kultowego (nie mówię konkretnie o tym numerze, ale przecież takich nie brakuje). Traktuję to trochę jak taką ciekawostkę w ramach "throwback Thursday", ale przyczepić się za bardzo do czego nie ma. Może tylko nastrój mam mało techniawkowy.
Phil Collins - I Don't Care Anymore
Tutaj jeszcze bardziej niż w przypadku otwieracza tej kolejki wajbuję, albo raczej bardzo bym chciał. Hmmm, znam ten utwór, możliwe, że też z GTA V, w które grałem dopiero 6 lat temu (za to nigdy nie skończyłem), ale aż tak dobrze moja pamięć chyba nie chce działać. Ain't this a good song. O twórczości solowej Collinsa wiem tyle, że sto lat temu przesłuchałem w całości ...But Seriously, z której to pochodzi mój ulubiony numer tego artysty (solowy ofc) i PODEJRZEWAM, że może to być ten sam, o którym wspomina Mentos (a może nie, nigdy nic nie wiadomo). Pewnie nie miałbym aż tak daleko idących rozkmin czy wrzucać czy nie, Endżoj czy nie Endżoj, no Endżoj też był dobrym numerem i wciąż jest. Ale do rzeczy - podoba mi się ascetyczność produkcyjna, są przede wszystkim powerful bębny, jakieś instrumenty w tle dające lekko ambientowy klimat, no i charakterystyczny wrzask Collinsa z obowiązkowymi efektami. Fantastycznie to wszystko razem brzmi, rage has been released, emocje zaraz się uspokoją, nastąpiła jakaś wielka zmiana, trzeba się cieszyć. Kapitalny utwór, kapitalna wrzutka, Mentos for the win. A jeśli chodzi o GTA VI, to i tak zagram dopiero, jak zrobią dziurawy port na PC i akurat będzie mnie stać na sprzęt, który to pociągnie.
Siri, wygeneruj numer, z którym będę teraz bardzo wajbował. Bynajmniej nie ze względu na jaranie zielska (choć pewnie parę razy w życiu się zdarzyło), ale właśnie ten cudowny, niepokojący i lekko paranoiczny klimat numer. Warstwa tekstowa to jedno, ale refren i sposób jego wyśpiewywania jakoś do mnie wyjątkowo trafia. Iluzje, sztuczki, takie tam. Właściwie to jest wspaniała rzecz do osiągania kompletnego odpięcia od rzeczywistości, ale najlepiej chodząc wśród ludzi, tylko cisnąc ten numer na słuchawkach. Bardzo mi się podoba, i bit, i te sample z sitarem w tle, wszystko generalnie. Murzyn mnie czasami przynudza swoimi rapsowymi wrzutami, ale nie tym razem. Jestem bezwzględnie zachwycony, zaś Cypress Hill po raz kolejny atakuje mnie znienacka i zaprasza do zapoznania się z innymi rzeczami ze swego katalogu.
Joost - Europapa
Boże, nie. Jeszcze ten wstęp a la Scooter może nie jest taki straszny, ale reszta... Zacznę od odpowiedzi na ważne pytanie pt. "kto się zesrał". Oczywiście, ja. Nie oglądam Eurowizji, mam ją głęboko gdzieś, nie interesują mnie występujący tam artyści zaś jedyny polski występ widziałem tam w 2003, no bo Ich Troje, i jakoś tak się złożyło, że całą rodziną oglądaliśmy. Nie znam Joosta, numer ten słyszę pierwszy raz w życiu no i co... w jakimś 1996/1997 mógłby być radiowym hitem, który może wiele osobom by się podobał. Ew. końcówka z tym małym homage w stronę No Limits (pewnie niezamierzonym, ale kto to tam wie) jakoś mnie rozczula. Cała reszta... Takie sobie to, meham, macham ręką i idę dalej. W sobotę tak się złożyło, że widziałem kawałek głosowań, ale chwilę później miałem już lepsze i dużo fajniejsze rzeczy do roboty, tyle z moich doświadczeń eurowizyjnych. Wolę Depeszwizję. Swoją drogą, nie mogę czytać tytułu inaczej niż Euro Papa, przez co robi się jeszcze zabawniej.
Monika Linkytė - Po Dangum
No patrzcie Państwo, znów coś eurowizyjnego, ale to akurat fajne jest. Przypomina mi trochę różny okołohipsterski elektropop, którego słuchałem 13 lat temu (jakbym dalej tego nie robił...), wymieszany też z radiopopowymi rzeczami z tamtych czasów. Muzycznie jest git, wokalnie też, kobieta ma całkiem przyjemny głos, a i litewski robi robotę. W ogóle dwa ostatnie języki bałtyckie (nie licząc ew. jakichś dialektów) bardzo mi się podobają w swoim brzmieniu, łotewski chyba nawet bardziej. Ciekawostka, wg językoznawców to one są najbliżej brzmienia, leksyki i gramatyki protoindoeuropejskiego ze wszystkich języków kontynentu. Monika daje radę nawet, jeśli coś takiego nagrano już gorylion razy gorylion lat wcześniej. Dobra wrzutka, me like it. Idę se tego, zgodnie z tytułem, posłuchać pod niebem. Fajen, daję znaczek jakości. Nawet do pogody pasuje swoim ogólnym vibem.
Jeff Mills - The Bells
Nie mam pojęcia, kim jest ten człowiek, nie znam też, rzecz jasna, numeru. Jednocześnie mam nieodparte wrażenie, że gdzieś go już słyszałem, może nawet więcej niż raz. Czuć rok 1997 na kilometr, czy w ogóle techno tamtych czasów. Powolne, ale systematyczne dochodzenie kolejnych segmentów dźwiękowych, te same przeszkadzajki na każdym bicie, zbyt głośne haty i wnerwiająca stopa. ALE no co, lubię taką muzykę, jest to też cichy kształtowacz (???) mojego muzycznego gustu dzięki kuzynce i jej kasetom (i tamtym czasom). Jest tu klimat, jest duch epoki, jest surowość, taniość i taniość w surowości. A jednocześnie jak niewiele było wtedy trzeba, aby stworzyć bangierek, który po latach utrzymuje status kultowego (nie mówię konkretnie o tym numerze, ale przecież takich nie brakuje). Traktuję to trochę jak taką ciekawostkę w ramach "throwback Thursday", ale przyczepić się za bardzo do czego nie ma. Może tylko nastrój mam mało techniawkowy.
Phil Collins - I Don't Care Anymore
Tutaj jeszcze bardziej niż w przypadku otwieracza tej kolejki wajbuję, albo raczej bardzo bym chciał. Hmmm, znam ten utwór, możliwe, że też z GTA V, w które grałem dopiero 6 lat temu (za to nigdy nie skończyłem), ale aż tak dobrze moja pamięć chyba nie chce działać. Ain't this a good song. O twórczości solowej Collinsa wiem tyle, że sto lat temu przesłuchałem w całości ...But Seriously, z której to pochodzi mój ulubiony numer tego artysty (solowy ofc) i PODEJRZEWAM, że może to być ten sam, o którym wspomina Mentos (a może nie, nigdy nic nie wiadomo). Pewnie nie miałbym aż tak daleko idących rozkmin czy wrzucać czy nie, Endżoj czy nie Endżoj, no Endżoj też był dobrym numerem i wciąż jest. Ale do rzeczy - podoba mi się ascetyczność produkcyjna, są przede wszystkim powerful bębny, jakieś instrumenty w tle dające lekko ambientowy klimat, no i charakterystyczny wrzask Collinsa z obowiązkowymi efektami. Fantastycznie to wszystko razem brzmi, rage has been released, emocje zaraz się uspokoją, nastąpiła jakaś wielka zmiana, trzeba się cieszyć. Kapitalny utwór, kapitalna wrzutka, Mentos for the win. A jeśli chodzi o GTA VI, to i tak zagram dopiero, jak zrobią dziurawy port na PC i akurat będzie mnie stać na sprzęt, który to pociągnie.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Myślałem, że każdy będzie wiedzieć o jakim utworze Collinsa myślałem.
Jak coś to nie, ten mój nie pochodził z płyty ...But Seriously, tylko z debiutu i chyba nawet go otwierał
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Myślałem, że to oczywiste?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Myślałem, że to jest tak bardzo oczywiste, że AŻ TAKI Endżoj nawet nie będzie rozpatrywany. No ale cóż, endżojers gonna endżoj
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Damn, a myślałem, że u każdego mam gębę endżojarza
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Route 94 feat. Jess Glynne - My Love
(2014)
Długo uciekałem przed tą wrzutką, długo biłem się z myślami czy w ogóle wrzucać ten kawałek bo wiąże się z nim mocno osobista historia, ale chyba lepiej już mieć to z głowy niż czuć jak to nade mną gdzieś tam ciągle wisi. Zwłaszcza że to moim zdaniem naprawdę dobry kawałek i trochę szkoda byłoby go skreślać jedynie ze względów osobistych, wszak przede wszystkim dzielić się tu mamy muzyką jako taką a czy wraz z nią wleci też jakiś background jest dla Was pewnie sprawą drugorzędną, bardziej niż na odbiór muzyki może to jedynie wpłynąć na sposób w jaki podejdziecie potem do recenzji.
Rok 2014 w radiowym graniu wspominam przede wszystkim jako moment wielkiego comebacku muzyki house do głównego nurtu i to takiego housiku czerpiącego z doświadczeń deep house czy garage house lat 80. i 90., mniej sieczkowe granie a z większym naciskiem na jakiś sophisticated vibe, dużo tego to był też taki trochę koktajlowy housik jak to nazywam - lekki, przyjemny, dość spokojny, coś co shodan zapewne kojarzyć będzie mocno z centrami handlowymi ale pewnie równie mocno mogło oblegać jakieś wakacyjne imprezki na barce gdzieś w Warszawce czy innym Krakau. Mentos już delikatnie też fajnie wprowadził Was w temat swoim numerem od Kieszy, ja idę jeszcze bardziej w piano deep house klimacik.
Jeśli miałbym kiedykolwiek postawiony pod ścianą wymienić z głowy jeden numer najbardziej kojarzący mi się z majem obowiązkowo musiałbym wskazać właśnie ten kawałek. Co prawda maj w tym roku zupełnie nie dostarcza bo liczyłem że od paru kolejek będę leciał jakimiś letniaczkami ale nie przeszkadza mi to też rzucić takimi wspominkami z czasów gdy kiedyś to było, był ciepły maj i były imprezy w domkach typu Brda, zwłaszcza ta jedna impreza roku Pańskiego 2014...
Uczestnicząc w bestce od lat paru doskonale już możecie kojarzyć pewną historię będąca tłem dla wielu tutejszych wrzutek, jedną z tych do których tak naprawdę wolałby człowiek nie wracać ale nierozerwalnie połączona jest już w moim świecie z paroma numerami, trochę ich było - Sampha, Maria Peszek, Pezet, Lykke Li, Gregory Porter, Flight Facilities, Flume, Chet Faker. To było krótkie i intensywne lovestory bez happy endu, praktycznie wakacyjna miłość można by rzec która niespełniona potem była mi raną na długi czas. Przyszedł moment tej jednej imprezy, ja byłem sam, ona z mężem z którym jej się nie układało a w domu czekające na nią małe dziecko, nie wiem co mi w ogóle strzeliło do głowy by poprosić ją do tańca, chyba nie mogłem znieść tego jak ją ignorował tamtego wieczoru. Mimo wszystko chyba żałuję że wtedy nie reagował, nie uciął od razu tego co wisiało w powietrzu. Ja byłem już nieco podpity, coraz śmielszy, czas upływał nam obojgu na parkiecie przyjemnie i kulminacją tamtego wieczoru był chyba ten kawałek właśnie będący wówczas na topie. Niby nic się wtedy nie stało a jednocześnie myślę że jakieś granice bliskości zostały przekroczone, ja w tym miejscu na pewno byłbym zazdrosny gdyby chodziło o moją żonę. Ale nie, nic wówczas nie nastąpiło a my... trudno orzec, w tamtej chwili chyba zakochaliśmy się w sobie a przynajmniej ziarno ku temu zostało zasiane. Potem już było z górki, od kroku do kroku, oboje chcieliśmy nawiązać kontakt, spotkać się raz jeden, drugi, to było gorące lato... Wiedziałem że igram z ogniem ale rozum już dawno przestał działać. Byłem stracony.
C.D.N.
https://youtu.be/tb9netvSOrc?si=McJZJZvecfVcezlA
(2014)
Długo uciekałem przed tą wrzutką, długo biłem się z myślami czy w ogóle wrzucać ten kawałek bo wiąże się z nim mocno osobista historia, ale chyba lepiej już mieć to z głowy niż czuć jak to nade mną gdzieś tam ciągle wisi. Zwłaszcza że to moim zdaniem naprawdę dobry kawałek i trochę szkoda byłoby go skreślać jedynie ze względów osobistych, wszak przede wszystkim dzielić się tu mamy muzyką jako taką a czy wraz z nią wleci też jakiś background jest dla Was pewnie sprawą drugorzędną, bardziej niż na odbiór muzyki może to jedynie wpłynąć na sposób w jaki podejdziecie potem do recenzji.
Rok 2014 w radiowym graniu wspominam przede wszystkim jako moment wielkiego comebacku muzyki house do głównego nurtu i to takiego housiku czerpiącego z doświadczeń deep house czy garage house lat 80. i 90., mniej sieczkowe granie a z większym naciskiem na jakiś sophisticated vibe, dużo tego to był też taki trochę koktajlowy housik jak to nazywam - lekki, przyjemny, dość spokojny, coś co shodan zapewne kojarzyć będzie mocno z centrami handlowymi ale pewnie równie mocno mogło oblegać jakieś wakacyjne imprezki na barce gdzieś w Warszawce czy innym Krakau. Mentos już delikatnie też fajnie wprowadził Was w temat swoim numerem od Kieszy, ja idę jeszcze bardziej w piano deep house klimacik.
Jeśli miałbym kiedykolwiek postawiony pod ścianą wymienić z głowy jeden numer najbardziej kojarzący mi się z majem obowiązkowo musiałbym wskazać właśnie ten kawałek. Co prawda maj w tym roku zupełnie nie dostarcza bo liczyłem że od paru kolejek będę leciał jakimiś letniaczkami ale nie przeszkadza mi to też rzucić takimi wspominkami z czasów gdy kiedyś to było, był ciepły maj i były imprezy w domkach typu Brda, zwłaszcza ta jedna impreza roku Pańskiego 2014...
Uczestnicząc w bestce od lat paru doskonale już możecie kojarzyć pewną historię będąca tłem dla wielu tutejszych wrzutek, jedną z tych do których tak naprawdę wolałby człowiek nie wracać ale nierozerwalnie połączona jest już w moim świecie z paroma numerami, trochę ich było - Sampha, Maria Peszek, Pezet, Lykke Li, Gregory Porter, Flight Facilities, Flume, Chet Faker. To było krótkie i intensywne lovestory bez happy endu, praktycznie wakacyjna miłość można by rzec która niespełniona potem była mi raną na długi czas. Przyszedł moment tej jednej imprezy, ja byłem sam, ona z mężem z którym jej się nie układało a w domu czekające na nią małe dziecko, nie wiem co mi w ogóle strzeliło do głowy by poprosić ją do tańca, chyba nie mogłem znieść tego jak ją ignorował tamtego wieczoru. Mimo wszystko chyba żałuję że wtedy nie reagował, nie uciął od razu tego co wisiało w powietrzu. Ja byłem już nieco podpity, coraz śmielszy, czas upływał nam obojgu na parkiecie przyjemnie i kulminacją tamtego wieczoru był chyba ten kawałek właśnie będący wówczas na topie. Niby nic się wtedy nie stało a jednocześnie myślę że jakieś granice bliskości zostały przekroczone, ja w tym miejscu na pewno byłbym zazdrosny gdyby chodziło o moją żonę. Ale nie, nic wówczas nie nastąpiło a my... trudno orzec, w tamtej chwili chyba zakochaliśmy się w sobie a przynajmniej ziarno ku temu zostało zasiane. Potem już było z górki, od kroku do kroku, oboje chcieliśmy nawiązać kontakt, spotkać się raz jeden, drugi, to było gorące lato... Wiedziałem że igram z ogniem ale rozum już dawno przestał działać. Byłem stracony.
C.D.N.
https://youtu.be/tb9netvSOrc?si=McJZJZvecfVcezlA
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Crystal Castles – Untrust Us
Była wiosna 2008 r., niedługo przed LATEM 2008™. Wracając z uczelni, a nawet chyba z zajęć na basenie, zabrałem się z ojcem autem. Leciała Trójka, audycja Szydłowskiej. No i ona puściła „Untrust Us”. To było moje pierwsze zetknięcie się z Crystal Castles. Śmiesznie się o tym pisze po 16 latach, wtedy to nadal było w miarę świeże i po prostu zwracało uwagę. Od razu zassałem płytę i nadal uważam, że debiut CC, to jest coś, co każdy powinien chociaż raz usłyszeć. Kolejne płyty były ok, ale IMO ta formuła się raczej szybko wyczerpała. W każdym razie, ten mariaż 8-bitowego grania oraz chamskiego cięcia i samplowania, mocno mi siadł. Dużo słuchałem wtedy tego albumu i nawet jeden flirt pamiętam w tle, ten sam, o którym pisałem przy okazji „Berlin” Kent. To był zresztą dokładnie ten sam okres. Z perspektywy czasu, mam wrażenie jakby to były wspomnienia z dzieciństwa, mimo że to już było na studiach, no ale wystarczająco jest już memów o tym, jak co 10 lat, śmiejemy się z siebie sprzed dekady. Niemniej, był to okres mocno ekscytujący, a w takich momentach, człowiek chłonie eter na maksa. Słuchałem wtedy dużo różnej, nowej muzyki, a Crystal Castles jest niejako złotym reprezentantem tamtego czasu. A zleciało to strasznie, zwłaszcza że połowę tego czasu Crystal Castles już nie istnieje. Nawet audycja Szydłowskiej przetrwała dłużej xD
https://youtu.be/xpcUvBDj1Ec
Była wiosna 2008 r., niedługo przed LATEM 2008™. Wracając z uczelni, a nawet chyba z zajęć na basenie, zabrałem się z ojcem autem. Leciała Trójka, audycja Szydłowskiej. No i ona puściła „Untrust Us”. To było moje pierwsze zetknięcie się z Crystal Castles. Śmiesznie się o tym pisze po 16 latach, wtedy to nadal było w miarę świeże i po prostu zwracało uwagę. Od razu zassałem płytę i nadal uważam, że debiut CC, to jest coś, co każdy powinien chociaż raz usłyszeć. Kolejne płyty były ok, ale IMO ta formuła się raczej szybko wyczerpała. W każdym razie, ten mariaż 8-bitowego grania oraz chamskiego cięcia i samplowania, mocno mi siadł. Dużo słuchałem wtedy tego albumu i nawet jeden flirt pamiętam w tle, ten sam, o którym pisałem przy okazji „Berlin” Kent. To był zresztą dokładnie ten sam okres. Z perspektywy czasu, mam wrażenie jakby to były wspomnienia z dzieciństwa, mimo że to już było na studiach, no ale wystarczająco jest już memów o tym, jak co 10 lat, śmiejemy się z siebie sprzed dekady. Niemniej, był to okres mocno ekscytujący, a w takich momentach, człowiek chłonie eter na maksa. Słuchałem wtedy dużo różnej, nowej muzyki, a Crystal Castles jest niejako złotym reprezentantem tamtego czasu. A zleciało to strasznie, zwłaszcza że połowę tego czasu Crystal Castles już nie istnieje. Nawet audycja Szydłowskiej przetrwała dłużej xD
https://youtu.be/xpcUvBDj1Ec
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn