Best of Forum VII
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Re: Best of Forum VII
Miłe uczucie, że ktoś za mną tęskni. 
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Enrico Mantini - Life Wine
Łocię, i to jest lato! Faktycznie, idzie doskonale wyczuć to, o czym pisze imć Jaca. Jest letnio, jest czilowo i fajnie, klimacik się trzyma, nic, tylko wskakiwać na rower i pruć promenadą nadmorską przed siebie. Albo spacerować tąże, albo nie wiem co jeszcze, ale na pewno trzeba robić coś letniego i czilowego. Strasznie mi się ten numer spodobał, brzmi trochę jak jakiś nietypowy remix LAIT DE COCO. Ahh, kiedyś to były wakacje, nie to, co teraz. Sporo jest takich numerów spod tego gatunku, co to siedzą niewydane jeszcze, bądź nagrane we wczesnych najntisach lądują na powierzchni dopiero... teraz. Ciekawiło mnie zawsze, od czego to zależało. Btw, szkoda, że ta nietypowa praca stopy się szybko kończy. Jedna ciekawostka związana z samym napojem - Jacy się pokiełbasiło Chai Mate z Chai Orange, Chai Orange było, jak nazwa wskazuje, pomarańczowe, Chai Mate smakowało bardziej colą (i nawet ma w nazwie dodatkowo Chai Cola o ile mnie pamięć nie myli), tak czy inaczej jedno i drugie dobre. Osobiście bardzo przepadam, może dlatego, że nie pijam kawy. Kiedyś, dawno temu, już nie pamiętam nawet przy jakiej okazji, kupiliśmy z Hienem chyba z 5 puszek tej pomarańczowej na głowę, zdaje się, że mieliśmy oglądać jakieś filmy albo bindżować jakiś serial. Reklamowałem mu ten napój strasznie, koniec końców niemal się porzygałem po spożyciu tegoż w nadmiernych ilościach. A stronki Murzyna... nie pamiętam niemal w ogóle
Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath
Ponoć płyta, z której pochodzi ten numer należy do absolutnego kanonu hard rocka/metalu (chociaż ja metalu tu nie słyszę, ale na tym brzmieniu się nie znam ani trochę), z tym, że... ja się nie znam. Nie znam się nie tylko na hard rocku/metalu, nie znam się też na klasykach i poza pojedynczymi numerami od gigantów to niewiele jestem w stanie wymienić. To nie wszystko - nie tylko bowiem nie jestem w stanie, zwyczajnie nie chcę, bo to nie moja bajka ani trochę. Próbowałem, naprawdę próbowałem kombinować, słuchać, zapoznawać się, odbijałem się głównie. Ew. poleciał album, nawet dwa lub trzy, a potem niczego nie pamiętałem. Miałem tak choćby z Beatlesami latem 2011, żaden to hard rock, no ale klasyk chyba... Podobnie było z Ozzym. Znam parę numerów i nawet mi się podobają, ale większość? Meh. Z prób zderzania się z nimi zapamiętałem głównie tyle, że Ronnie James Dio był lepszym frontmanem hehe. Ten numer, no jak to numer, nic szczególnego. Nie chcę brzmieć krawędziowo czy coś, raczej wychodzę na ignoranta i mówię - TRUDNO. Ja wiem, Ozzy nie żyje, jest to strata dla muzyki czy szerzej po prostu kultury, ale nie będę udawał kogoś, kim nie jestem. Czyli znawcy. Spoko numer, więcej nie jestem w stanie powiedzieć.
Black Sabbath - Electric Funeral
W dziwnej kolejności słucham tej bestki, ale ciupciać. Dragon wręcza nam Ozzy'ego w nieco innym wydaniu i to wydanie mi się nieco bardziej podoba w porównaniu z mentosem od Freshmakera. Może to kwestia bardziej kwaśnej atmosfery, jakiegoś takiego spowolnienia i tych mocno rozbujanych gitar... Jakby band był gęsto zjarany próbując to nagrywać, no, oczywiście do pewnego momentu, gdzie próbują wejść z typową (chyba lol) hard rockową napierdalanką. Która się próbuje rozkręcić, próbuje, a potem idzie w zupełnie inne strony. Ozzy wokalnie tak samo, co czyni ten numer po stokroć ciekawszym od poprzedniego. O! Takie epitafium bym chciał mieć będąc Ozzym, pomijając już fakt, że nie wiem, co musiałoby się stać, ażeby usłyszał o tym forum. Ten elektryczny pogrzeb miał cokolwiek ciekawą stypę, bo nawet taki ignorant jak ja może stwierdzić "hej! to jest CAŁKIEM NIEZŁE". Może nie będzie to mój pierwszy wybór do czegokolwiek, ale jest git. Choć i tak Paranoid najbardziej lubię w wykonaniu Andy'ego Prieboya.
Jamiroquai - Deeper Underground
Dwie sprawy, pierwsza - to był ponoć hit, a ja nigdy wcześniej go nie słyszałem. Pomijam już fakt, że na hit nie pasuje ani trochę głównie dlatego, że w moich uszach ma w sobie niemal okrągłe zero melodyjności. Nie znaczy to, że numer jest zły, po prostu pachnie mi bardziej jakimś, nie wiem, popowym Recoilem albo coś takiego. Druga - kojarzenie tego z wycieczką nad morze to coś, czego mój umysł nie może pojąć. Choć wiadomo, nostalgia nie wybiera etc., ale u mnie w kanonie chyba jest więcej bardziej... typowych brzmień? Typowych pod... pop chyba xD Nie chcę cisnąć po tej wrzutce, po prostu mi średnio leży w zapodanym kontekście. Ale też może na to wpływać coś innego, mianowicie Godzillę widziałem chyba tylko raz, nigdy nie byłem fanem tej franczyzy i szanse na to, że nim nagle zostanę, oceniam na bliskie zeru. Inna sprawa - trochę wstyd pewnie - iż ze stajni Jamiroquaia kojarzę jeszcze chyba tylko Virtual Insanity
Aaa, i niedoszły prezydent RP jest ich fanem, z czego polski trollnet toczył bekę parę lat temu.
Łocię, i to jest lato! Faktycznie, idzie doskonale wyczuć to, o czym pisze imć Jaca. Jest letnio, jest czilowo i fajnie, klimacik się trzyma, nic, tylko wskakiwać na rower i pruć promenadą nadmorską przed siebie. Albo spacerować tąże, albo nie wiem co jeszcze, ale na pewno trzeba robić coś letniego i czilowego. Strasznie mi się ten numer spodobał, brzmi trochę jak jakiś nietypowy remix LAIT DE COCO. Ahh, kiedyś to były wakacje, nie to, co teraz. Sporo jest takich numerów spod tego gatunku, co to siedzą niewydane jeszcze, bądź nagrane we wczesnych najntisach lądują na powierzchni dopiero... teraz. Ciekawiło mnie zawsze, od czego to zależało. Btw, szkoda, że ta nietypowa praca stopy się szybko kończy. Jedna ciekawostka związana z samym napojem - Jacy się pokiełbasiło Chai Mate z Chai Orange, Chai Orange było, jak nazwa wskazuje, pomarańczowe, Chai Mate smakowało bardziej colą (i nawet ma w nazwie dodatkowo Chai Cola o ile mnie pamięć nie myli), tak czy inaczej jedno i drugie dobre. Osobiście bardzo przepadam, może dlatego, że nie pijam kawy. Kiedyś, dawno temu, już nie pamiętam nawet przy jakiej okazji, kupiliśmy z Hienem chyba z 5 puszek tej pomarańczowej na głowę, zdaje się, że mieliśmy oglądać jakieś filmy albo bindżować jakiś serial. Reklamowałem mu ten napój strasznie, koniec końców niemal się porzygałem po spożyciu tegoż w nadmiernych ilościach. A stronki Murzyna... nie pamiętam niemal w ogóle
Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath
Ponoć płyta, z której pochodzi ten numer należy do absolutnego kanonu hard rocka/metalu (chociaż ja metalu tu nie słyszę, ale na tym brzmieniu się nie znam ani trochę), z tym, że... ja się nie znam. Nie znam się nie tylko na hard rocku/metalu, nie znam się też na klasykach i poza pojedynczymi numerami od gigantów to niewiele jestem w stanie wymienić. To nie wszystko - nie tylko bowiem nie jestem w stanie, zwyczajnie nie chcę, bo to nie moja bajka ani trochę. Próbowałem, naprawdę próbowałem kombinować, słuchać, zapoznawać się, odbijałem się głównie. Ew. poleciał album, nawet dwa lub trzy, a potem niczego nie pamiętałem. Miałem tak choćby z Beatlesami latem 2011, żaden to hard rock, no ale klasyk chyba... Podobnie było z Ozzym. Znam parę numerów i nawet mi się podobają, ale większość? Meh. Z prób zderzania się z nimi zapamiętałem głównie tyle, że Ronnie James Dio był lepszym frontmanem hehe. Ten numer, no jak to numer, nic szczególnego. Nie chcę brzmieć krawędziowo czy coś, raczej wychodzę na ignoranta i mówię - TRUDNO. Ja wiem, Ozzy nie żyje, jest to strata dla muzyki czy szerzej po prostu kultury, ale nie będę udawał kogoś, kim nie jestem. Czyli znawcy. Spoko numer, więcej nie jestem w stanie powiedzieć.
Black Sabbath - Electric Funeral
W dziwnej kolejności słucham tej bestki, ale ciupciać. Dragon wręcza nam Ozzy'ego w nieco innym wydaniu i to wydanie mi się nieco bardziej podoba w porównaniu z mentosem od Freshmakera. Może to kwestia bardziej kwaśnej atmosfery, jakiegoś takiego spowolnienia i tych mocno rozbujanych gitar... Jakby band był gęsto zjarany próbując to nagrywać, no, oczywiście do pewnego momentu, gdzie próbują wejść z typową (chyba lol) hard rockową napierdalanką. Która się próbuje rozkręcić, próbuje, a potem idzie w zupełnie inne strony. Ozzy wokalnie tak samo, co czyni ten numer po stokroć ciekawszym od poprzedniego. O! Takie epitafium bym chciał mieć będąc Ozzym, pomijając już fakt, że nie wiem, co musiałoby się stać, ażeby usłyszał o tym forum. Ten elektryczny pogrzeb miał cokolwiek ciekawą stypę, bo nawet taki ignorant jak ja może stwierdzić "hej! to jest CAŁKIEM NIEZŁE". Może nie będzie to mój pierwszy wybór do czegokolwiek, ale jest git. Choć i tak Paranoid najbardziej lubię w wykonaniu Andy'ego Prieboya.
Jamiroquai - Deeper Underground
Dwie sprawy, pierwsza - to był ponoć hit, a ja nigdy wcześniej go nie słyszałem. Pomijam już fakt, że na hit nie pasuje ani trochę głównie dlatego, że w moich uszach ma w sobie niemal okrągłe zero melodyjności. Nie znaczy to, że numer jest zły, po prostu pachnie mi bardziej jakimś, nie wiem, popowym Recoilem albo coś takiego. Druga - kojarzenie tego z wycieczką nad morze to coś, czego mój umysł nie może pojąć. Choć wiadomo, nostalgia nie wybiera etc., ale u mnie w kanonie chyba jest więcej bardziej... typowych brzmień? Typowych pod... pop chyba xD Nie chcę cisnąć po tej wrzutce, po prostu mi średnio leży w zapodanym kontekście. Ale też może na to wpływać coś innego, mianowicie Godzillę widziałem chyba tylko raz, nigdy nie byłem fanem tej franczyzy i szanse na to, że nim nagle zostanę, oceniam na bliskie zeru. Inna sprawa - trochę wstyd pewnie - iż ze stajni Jamiroquaia kojarzę jeszcze chyba tylko Virtual Insanity
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Enrico Mantini - Life Wine
Śmieszna historia z tym pejem Murzyna, bo w sumie miałem podobną, z tą różnicą, że moja strona powstała jakoś pod koniec 2013, śledziło ją moich ówczesnych pięciu znajomych i też prowadziłem ją bez większych ambicji ani też wiedzy na temat tego jak działają social media. Zabawne, że parę lat później założyłem fanpejdż, na który po prostu wrzucałem obrazki ze starej telewizji i bez jakichkolwiek działań z mojej strony osiągnął jakieś kosmiczne liczby. Nie mam pojęcia jak do tego doszło, więc nie udzielę Czarnemu bratu korków z bycia social media ninja.
A kawałek? Fajny jest, no. Ja mam wrażenie, że jutub jest wręcz zapchany po brzegi utworami tego typu, które brzmią bardzo podobnie, są wrzucane na jakieś niszowe kanały i mają wrzucone foto winyla jako okładkę. I sami wiecie - niby słucha się tego dobrze lub bardzo dobrze, czasem wręcz po prostu nie mam ochoty słuchać czegoś innego, ale nadal jestem na etapie, gdzie te utwory się mi trochę zlewają. Może to kwestia (braku) osłuchania, może potrzebuję czegoś takiego AAAHH, nie wiem. Ale to co wrzucił Murzyn jest po prostu dobre, jest w tym COŚ, jakaś duchologiczna magia i generalnie jest to rzecz z gatunku dobrych i po prostu daję okejkę.
Black Sabbath - Electric Funeral
Z tych klasycznych płyt BS, Paranoid lubię najmniej. Powodów jest kilka, najważniejszy to taki, że po prostu pozostałe lubię bardziej, ale ja też nie jestem fanem tych "hymnowych" kawałków typu Iron Man, które szybko wpadają w ucho i równie szybko zaczynają męczyć. Nie mam zamiaru się nad nimi pochylać, bo to też nie jest tak, że ten album to składanka takowych, o czym dobitnie świadczy wrzuta Roberta. Ja przez te wszystkie lata odkąd ostatni raz sam z siebie włączyłem Paranoid (nie pomnę kiedy to było - z 12 lat temu?) po prostu zapomniałem o tym, jak wybitny to jest kawałek. Gęsty, mroczny, mocny, trochę nawet psychodeliczny i z przekonująco wykreowanym klimatem post-apokalipsy. Wykorzystam to miejsce na jedno porównanie z tyłka i zaryzykuję tezą, że trochę mi on zalatuje Diuną. Pisanie o tym, że Ozzy tu rozpierdala nery to oczywistość, ale pro forma nadmieniam. Świetny utwór.
Jamiroquai - Deeper Underground
Lata 90 były jednak niesamowite, że ktoś sobie mógł tam wpaść wtedy na pomysł, że Jamiroquai będzie pasować do soundtracku filmu o Godzilli i nikt w Hollywood nie robił z tym problemów, tylko uznano, że to w sumie będzie git pomysł. I w sumie to faktycznie ten utwór brzmi, tj. tak jak mógłby brzmieć kawałek Jamiroquai do OST filmu Godzilla. Moż zasugerowałem się opisem, ale imo ten przesterowany bas i odgłosy w tle brzmiące jak jakieś kuźwa pterodaktyle jakoś tak pasują do mi do klimatu filmu o mieście rozpierdzielanym przez przerośnięte jaszczurki, przy czym to brzmi jak ten zespół. Czyli dobrze. Nie wiem czy tego słuchał Trzaskowski po wyborach 5 lat temu, ale jeśli tak - tym bardziej nie żałuję głosu na niego.
ATB - Here With Me
Zabawne, że Musiał wrzucił ATB, bo od paru dni losowo chodzi mi po głowie jego "Ecstasy" - w sumie nie pamiętam, czy ono tu się przewinęło, czy nie, ale coś mi świta, że wrzucał jakiś Melki czy inny Shodan. Też nie wiem jak można byłoby słuchać tego typa na co dzień, bo nerwica by mnie strzeliła po dniu, ale puszczony raz na ruski rok wchodzi jak masełko. I tak sobie myślę, że zabawnym można odnaleźć to, że z dokładnie tych samych powodów, o których napisał już Musiał - to amalgamat brzmienia tamtej epoki, nawet jeśli względnie prostacki. Ale czasem po prostu człowiekowi się nie chce słuchać tych wszystkich poważnych pierdów, tylko oddać nostalgii i wrócić do tego 2004, który też nie kojarzy mi się z biedą i bezrobociem, ale w sumie to bardziej z tym, że w moim domu pojawił się pecet. Przyjemna ciekawostka.
Śmieszna historia z tym pejem Murzyna, bo w sumie miałem podobną, z tą różnicą, że moja strona powstała jakoś pod koniec 2013, śledziło ją moich ówczesnych pięciu znajomych i też prowadziłem ją bez większych ambicji ani też wiedzy na temat tego jak działają social media. Zabawne, że parę lat później założyłem fanpejdż, na który po prostu wrzucałem obrazki ze starej telewizji i bez jakichkolwiek działań z mojej strony osiągnął jakieś kosmiczne liczby. Nie mam pojęcia jak do tego doszło, więc nie udzielę Czarnemu bratu korków z bycia social media ninja.
A kawałek? Fajny jest, no. Ja mam wrażenie, że jutub jest wręcz zapchany po brzegi utworami tego typu, które brzmią bardzo podobnie, są wrzucane na jakieś niszowe kanały i mają wrzucone foto winyla jako okładkę. I sami wiecie - niby słucha się tego dobrze lub bardzo dobrze, czasem wręcz po prostu nie mam ochoty słuchać czegoś innego, ale nadal jestem na etapie, gdzie te utwory się mi trochę zlewają. Może to kwestia (braku) osłuchania, może potrzebuję czegoś takiego AAAHH, nie wiem. Ale to co wrzucił Murzyn jest po prostu dobre, jest w tym COŚ, jakaś duchologiczna magia i generalnie jest to rzecz z gatunku dobrych i po prostu daję okejkę.
Black Sabbath - Electric Funeral
Z tych klasycznych płyt BS, Paranoid lubię najmniej. Powodów jest kilka, najważniejszy to taki, że po prostu pozostałe lubię bardziej, ale ja też nie jestem fanem tych "hymnowych" kawałków typu Iron Man, które szybko wpadają w ucho i równie szybko zaczynają męczyć. Nie mam zamiaru się nad nimi pochylać, bo to też nie jest tak, że ten album to składanka takowych, o czym dobitnie świadczy wrzuta Roberta. Ja przez te wszystkie lata odkąd ostatni raz sam z siebie włączyłem Paranoid (nie pomnę kiedy to było - z 12 lat temu?) po prostu zapomniałem o tym, jak wybitny to jest kawałek. Gęsty, mroczny, mocny, trochę nawet psychodeliczny i z przekonująco wykreowanym klimatem post-apokalipsy. Wykorzystam to miejsce na jedno porównanie z tyłka i zaryzykuję tezą, że trochę mi on zalatuje Diuną. Pisanie o tym, że Ozzy tu rozpierdala nery to oczywistość, ale pro forma nadmieniam. Świetny utwór.
Jamiroquai - Deeper Underground
Lata 90 były jednak niesamowite, że ktoś sobie mógł tam wpaść wtedy na pomysł, że Jamiroquai będzie pasować do soundtracku filmu o Godzilli i nikt w Hollywood nie robił z tym problemów, tylko uznano, że to w sumie będzie git pomysł. I w sumie to faktycznie ten utwór brzmi, tj. tak jak mógłby brzmieć kawałek Jamiroquai do OST filmu Godzilla. Moż zasugerowałem się opisem, ale imo ten przesterowany bas i odgłosy w tle brzmiące jak jakieś kuźwa pterodaktyle jakoś tak pasują do mi do klimatu filmu o mieście rozpierdzielanym przez przerośnięte jaszczurki, przy czym to brzmi jak ten zespół. Czyli dobrze. Nie wiem czy tego słuchał Trzaskowski po wyborach 5 lat temu, ale jeśli tak - tym bardziej nie żałuję głosu na niego.
ATB - Here With Me
Zabawne, że Musiał wrzucił ATB, bo od paru dni losowo chodzi mi po głowie jego "Ecstasy" - w sumie nie pamiętam, czy ono tu się przewinęło, czy nie, ale coś mi świta, że wrzucał jakiś Melki czy inny Shodan. Też nie wiem jak można byłoby słuchać tego typa na co dzień, bo nerwica by mnie strzeliła po dniu, ale puszczony raz na ruski rok wchodzi jak masełko. I tak sobie myślę, że zabawnym można odnaleźć to, że z dokładnie tych samych powodów, o których napisał już Musiał - to amalgamat brzmienia tamtej epoki, nawet jeśli względnie prostacki. Ale czasem po prostu człowiekowi się nie chce słuchać tych wszystkich poważnych pierdów, tylko oddać nostalgii i wrócić do tego 2004, który też nie kojarzy mi się z biedą i bezrobociem, ale w sumie to bardziej z tym, że w moim domu pojawił się pecet. Przyjemna ciekawostka.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jamiroquai chyba w miarę siadło, chociaż miałem nadzieję, że Seba więcej napisze o kawałku, niż o Godzilli, a tu średnio. I ja chyba przestanę pisać o tym, że numery są z ostow i do czego te osty są, bo niektórzy z drobiny backgroundu i mini trivii, robią główny temat swoich recenzji xd
Apoptgma Berzerk - Bitch
Nie wiem dlaczego, ale zawsze kiedy jestem na wakacjach, wraca do mnie ten kawałek. Lekko przerdzewiała elektronika z przerysowanym, gotyckim sznytem, tymczasem siedzę na plaży i wraca do mnie to arpeggio, a w głowie Stephan Groth śpiewa "bitch, you know I tried...". Nie będę próbował tego racjonalizować, tak po prostu jest, z całym zdupizmem wakacyjnosci "Bitch". Musiał się zesra, że nie mam prawa takich rzeczy wrzucać w wakacje, ale trudno, przeżyję. Apoptygme poznałem w 2004 r. kiedy pożyczono mi dvd koncertowe, do którego dołączone było EP z muzyką. Zaopatrzyłem się w dyskografie, dzięki świeżo zainstalowanemu stałemu łączu, i poszło. Rok później, zespół wrócił w swojej alt rockowej wersji, którą lubię chyba najbardziej, ale jeśli mam wybrać ten jeden, główny kawałek, to nie będę się oszukiwał. Już pierwsze dźwięki wprawiają mnie w ekscytację, po prostu jest coś w tym kawałku, co mnie fajnie nakręca. Halloweenowy klimat elektroniki dostarcza, momentami wręcz brzmi jak pastisz. 21 lat ich słucham i nawet wkradli się w wakacyjną playlistę, numerem który na papierze nie miał prawa się na niej znaleźć.
https://youtu.be/fB8Z9wKb778?si=vsBSMLsaNSydsGFj
Apoptgma Berzerk - Bitch
Nie wiem dlaczego, ale zawsze kiedy jestem na wakacjach, wraca do mnie ten kawałek. Lekko przerdzewiała elektronika z przerysowanym, gotyckim sznytem, tymczasem siedzę na plaży i wraca do mnie to arpeggio, a w głowie Stephan Groth śpiewa "bitch, you know I tried...". Nie będę próbował tego racjonalizować, tak po prostu jest, z całym zdupizmem wakacyjnosci "Bitch". Musiał się zesra, że nie mam prawa takich rzeczy wrzucać w wakacje, ale trudno, przeżyję. Apoptygme poznałem w 2004 r. kiedy pożyczono mi dvd koncertowe, do którego dołączone było EP z muzyką. Zaopatrzyłem się w dyskografie, dzięki świeżo zainstalowanemu stałemu łączu, i poszło. Rok później, zespół wrócił w swojej alt rockowej wersji, którą lubię chyba najbardziej, ale jeśli mam wybrać ten jeden, główny kawałek, to nie będę się oszukiwał. Już pierwsze dźwięki wprawiają mnie w ekscytację, po prostu jest coś w tym kawałku, co mnie fajnie nakręca. Halloweenowy klimat elektroniki dostarcza, momentami wręcz brzmi jak pastisz. 21 lat ich słucham i nawet wkradli się w wakacyjną playlistę, numerem który na papierze nie miał prawa się na niej znaleźć.
https://youtu.be/fB8Z9wKb778?si=vsBSMLsaNSydsGFj
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Sorry, not sorry, dla mnie fakt, że to utwór z soundtracku Godzilli jest ciekawszy niż fakt, że to utwór Jamiroquai brzmiący jak Jamiroquai
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
No w sumie tak, nic szczególnie zaskakującego i niespodziewanego nawet gdy ktoś kojarzy ich 3 kawałki xD A Godzilla to jest ciekawy punkt zaczepienia
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
W sumie nie wiem czy jest, zwłaszcza że dosłownie NIKT na tym forum, poza mną, nie lubi Godzilli i jej nie ogarnia. Wolałbym poczytać o muzyce, bo wbrew temu co piszecie, to w ogóle nie jest typowe Jamiroquai, zwłaszcza z tamtych czasów.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
nie wiem, nie słyszałem tak dużo 
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja Godzillę znam z jednego filmu, który widziałem za dzieciaka na jedynce i nie wiem czy nie lubię czy lubię, ale skoro to pamiętam, to chyba nie jest aż tak źle. Zakładam, że gdybyś nie napisał o tej Godzilli to moja recenzja nie wyglądałaby znacząco inaczej, bo pewnikiem był sprawdził o siusiak chodzi z tym pterodaktylami i jednocześnie nadal bym uważał, że poza nimi oraz ww. basem to nadal brzmi to jak znane mi rzeczy tego zespołu.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No dla mnie to na pewno nie jest typowe Jamiroquai, dlatego długo nie chwytało
Dobrze że byli na oście do Godzilli bo przynajmniej tu wlecieli i się przekonałem :p
Dobrze że byli na oście do Godzilli bo przynajmniej tu wlecieli i się przekonałem :p
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Pomyślałem sobie ostatnio że jak nie będę miał chwilowo pomysłu na wrzutę to może zerknę na to co wrzucacie i spróbuję się w jakiejś kolejce zainspirować i wrzucić coś podobnego do pary. No i tak wyszło że w sumie trochę nie wiem co wrzucić teraz i tak zerknąłem że wleciała Apoptygma i na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło że trochę za bardzo podkręconą piłkę mi Kuba wystawia no bo gdzie Murzyn i takie jakieś electro industriale...
ale...
w sumie...
W sumie to mam właśnie jeden numer w podobnych klimatach który kisiłem do bestki, więc czemu by nie dać go teraz?
Nitzer Ebb - Warsaw Ghetto (Dub Mix)
(1986)
Moje pierwsze zetknięcie z łatką EBM czyli electronic body music przyszło za sprawą - a jakżeby inaczej - SOUNDTRACKU DO GTA 4. Tam właśnie (m. in. obok wrzucanego tu już kawałka Killing Joke) pojawiło się Nitzer Ebb z utworem Let Your Body Learn. Podobał mi się klimat tamtego kawałka i zaintrygował mnie ten nurt w muzyce o którym nie słyszałem wcześniej a który łączył w sobie industrialne brzmienia z tanecznym acz dość topornym rytmem. Miało to też cechy wspólne z ejtisowymi dokonaniami DM więc tym łatwiej było to łyknąć. Później prawdopodobnie obczajałem sobie dyskografię Nitzer Ebb albo być może natknąłem się na wrzucany dziś przeze mnie remix na jakiejś składance bo już wtedy zacząłem interesować się szeroko pojętą muzyką klubową i jarały mnie różne taneczne wersje utworów z 12-calowych maxi singli. Jakimś cudem wpadłem na ten Dub Mix utworu Warsaw Ghetto i bardzo przypadł mi on do gustu bo ma fajną funky linię basu, lepiej uwydatniona niż w normalnej wersji tego kawałka. No i ogólnie lubię te ejtisowe zabawy studyjne, cięcie wokali, różne przeszkadzajki itp zabiegi typowe dla ówczesnych maxi singli.
Podoba mi się w tym numerze to połączenie agresywnego bitu, funky basu i tych takich "laserowych" syntezatorów, całość trąci nieco bardziej electro niż industrialem i mnie tam osobiście buja jak trzeba. W czasach gdy spędzałem godziny na kopaniu w necie w poszukiwaniu obskjurowych tanecznych diamentów to był właśnie dla mnie jeden z nich.
https://youtu.be/6n7fUgf68sk?si=9YWqaMvJ3U38Bs4Z
ale...
w sumie...
W sumie to mam właśnie jeden numer w podobnych klimatach który kisiłem do bestki, więc czemu by nie dać go teraz?
Nitzer Ebb - Warsaw Ghetto (Dub Mix)
(1986)
Moje pierwsze zetknięcie z łatką EBM czyli electronic body music przyszło za sprawą - a jakżeby inaczej - SOUNDTRACKU DO GTA 4. Tam właśnie (m. in. obok wrzucanego tu już kawałka Killing Joke) pojawiło się Nitzer Ebb z utworem Let Your Body Learn. Podobał mi się klimat tamtego kawałka i zaintrygował mnie ten nurt w muzyce o którym nie słyszałem wcześniej a który łączył w sobie industrialne brzmienia z tanecznym acz dość topornym rytmem. Miało to też cechy wspólne z ejtisowymi dokonaniami DM więc tym łatwiej było to łyknąć. Później prawdopodobnie obczajałem sobie dyskografię Nitzer Ebb albo być może natknąłem się na wrzucany dziś przeze mnie remix na jakiejś składance bo już wtedy zacząłem interesować się szeroko pojętą muzyką klubową i jarały mnie różne taneczne wersje utworów z 12-calowych maxi singli. Jakimś cudem wpadłem na ten Dub Mix utworu Warsaw Ghetto i bardzo przypadł mi on do gustu bo ma fajną funky linię basu, lepiej uwydatniona niż w normalnej wersji tego kawałka. No i ogólnie lubię te ejtisowe zabawy studyjne, cięcie wokali, różne przeszkadzajki itp zabiegi typowe dla ówczesnych maxi singli.
Podoba mi się w tym numerze to połączenie agresywnego bitu, funky basu i tych takich "laserowych" syntezatorów, całość trąci nieco bardziej electro niż industrialem i mnie tam osobiście buja jak trzeba. W czasach gdy spędzałem godziny na kopaniu w necie w poszukiwaniu obskjurowych tanecznych diamentów to był właśnie dla mnie jeden z nich.
https://youtu.be/6n7fUgf68sk?si=9YWqaMvJ3U38Bs4Z
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Wiedziałem, że niektórzy z was polubią BS. Tęsknie za Shodanem, który by pewnie zmehał jak Musiał i Murzyn, ale bez zabawy w ceregiele.
Luomo - Tessio
Taki ze mnie luzak za dychę i cwaniaczek, ale nie będę kłamać - faktycznie moje kruche ego poczuło się urażone sugestią, jakobym miał się wypalić forumowo z racji częstych powtórek artystów. Przynajmniej będę próbować i do końca tej edycji postaram się już nie powtarzać. Będzie się to u mnie wiązało z wyszukiwaniem wielu zapomnianych rzeczy, kto wie w jak odległe odmęty swojego lasta się zanurzę, ale jestem pewien, że uda mi się wyłowić niejedną i nawet nie trzy perły z lamusa
W każdym razie zacznę od projektu artysty znanego jako Vladislav Delay, chociaż Wiki podaje jeszcze jedno imię i nazwisko oraz przy tym multum różnych nazw projektów, których tu nie wymienię, bo nie mam pojęcia po co. Tutaj polecę trochę Musiałem i napiszę, że typ ma u mnie props za sam fakt bycia finem, bo to po prostu jedna z moich ulubionych nacji w Europie i tbh nawet rozważałbym tam w swoim czasie emigrację, gdyby nie fakt, że jednak w obecnej sytuacji przeprowadzenie się do kraju sąsiadującego z Rosją nie brzmi na najrozsądniejszy pomysł.
Nie pomnę kiedy pierwszy raz trafiłem na Luomo, bo to jest jeden z tych przypadków, gdzie pamięć płata mi figla i nie jestem w stanie wyjątkowo przypisać tego utworu do konkretnego etapu w moim życiu. Okresów w moim życiu w którym się przewijał było kilka, jeden na tyle specyficzny i z perspektywy czasu niejednoznaczny do oceny, że pozwolę sobie nie wdawać się w szczegóły. Ale w gruncie rzeczy kogo to obchodzi?
Powinna obchodzić was muzyka, a ta jest po prostu bardzo dobra. Przed wrzuceniem tu tej wrzuty postanowiłem sprawdzić, czy znowu niechcący jej nie podjebałem smoczemu w 2022 i zanim okazało się, że tak znalazłem tylko jakiś jego post z prehistorii (czyt. z 2021), gdzie napisał, że to w sumie dobra rzecz do inbowania w tle, jak i do czytania. W sumie to się z tym mocno nie zgodzę - na tańce i hulanki mi to zupełnie nie pasuje, bo za mało tu życia i NAPIERDALANKI, jednocześnie dzieje się tu za dużo, by można było to sobie puszczać jako ambient.
I chyba po prostu potraktuję ten kawałek tylko i aż jako bardzo spoko piosenkę. Ciężko mi określić jednoznacznie ten vibe - trochę jest w nim fajnego napięcia, ale jednocześnie pasuje mi jako utwór z kategorii "czilowanie na lekkiej fazie o 4 nad ranem" jak i "oglądanie zachodu słońca w niedzielę wiecżór", ale też czuję tu też duchologiczny pierwiastek, coś mniej więcej takiego, co wg Murzyna uchwycała jego poprzednia propozycja.
Dejcie znać z czym wam to się skojarzy, oraz bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=KDXcdFIdOZg
Luomo - Tessio
Taki ze mnie luzak za dychę i cwaniaczek, ale nie będę kłamać - faktycznie moje kruche ego poczuło się urażone sugestią, jakobym miał się wypalić forumowo z racji częstych powtórek artystów. Przynajmniej będę próbować i do końca tej edycji postaram się już nie powtarzać. Będzie się to u mnie wiązało z wyszukiwaniem wielu zapomnianych rzeczy, kto wie w jak odległe odmęty swojego lasta się zanurzę, ale jestem pewien, że uda mi się wyłowić niejedną i nawet nie trzy perły z lamusa
W każdym razie zacznę od projektu artysty znanego jako Vladislav Delay, chociaż Wiki podaje jeszcze jedno imię i nazwisko oraz przy tym multum różnych nazw projektów, których tu nie wymienię, bo nie mam pojęcia po co. Tutaj polecę trochę Musiałem i napiszę, że typ ma u mnie props za sam fakt bycia finem, bo to po prostu jedna z moich ulubionych nacji w Europie i tbh nawet rozważałbym tam w swoim czasie emigrację, gdyby nie fakt, że jednak w obecnej sytuacji przeprowadzenie się do kraju sąsiadującego z Rosją nie brzmi na najrozsądniejszy pomysł.
Nie pomnę kiedy pierwszy raz trafiłem na Luomo, bo to jest jeden z tych przypadków, gdzie pamięć płata mi figla i nie jestem w stanie wyjątkowo przypisać tego utworu do konkretnego etapu w moim życiu. Okresów w moim życiu w którym się przewijał było kilka, jeden na tyle specyficzny i z perspektywy czasu niejednoznaczny do oceny, że pozwolę sobie nie wdawać się w szczegóły. Ale w gruncie rzeczy kogo to obchodzi?
Powinna obchodzić was muzyka, a ta jest po prostu bardzo dobra. Przed wrzuceniem tu tej wrzuty postanowiłem sprawdzić, czy znowu niechcący jej nie podjebałem smoczemu w 2022 i zanim okazało się, że tak znalazłem tylko jakiś jego post z prehistorii (czyt. z 2021), gdzie napisał, że to w sumie dobra rzecz do inbowania w tle, jak i do czytania. W sumie to się z tym mocno nie zgodzę - na tańce i hulanki mi to zupełnie nie pasuje, bo za mało tu życia i NAPIERDALANKI, jednocześnie dzieje się tu za dużo, by można było to sobie puszczać jako ambient.
I chyba po prostu potraktuję ten kawałek tylko i aż jako bardzo spoko piosenkę. Ciężko mi określić jednoznacznie ten vibe - trochę jest w nim fajnego napięcia, ale jednocześnie pasuje mi jako utwór z kategorii "czilowanie na lekkiej fazie o 4 nad ranem" jak i "oglądanie zachodu słońca w niedzielę wiecżór", ale też czuję tu też duchologiczny pierwiastek, coś mniej więcej takiego, co wg Murzyna uchwycała jego poprzednia propozycja.
Dejcie znać z czym wam to się skojarzy, oraz bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=KDXcdFIdOZg
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Obiecałem Jackowi szybszą wrzutę, ehh
Mela Koteluk - Hen, hen (2018)
Mały ukłon w stronę znajomości zdobytych pod drugiej części przygody licealnej. Karta zaczęła się odwracać - mniej pasywnej agresji, więcej otwartej głowy. Pierwsze wyjścia do ludzi spoza dobrze obwąchanych kątów najbliższych ludzi z klasy czy dawnych kolegów z innych miejsc w Wałbrzychu. Przyjemnie naiwny, młodzieżowy teatr, ale przynajmniej nie było tak łopatologicznie i z patosem jak w innych miejscach. Co osoba, to zupełnie inna historia, korzenie, zainteresowania ponad silną potrzebę ekspresji w czymś więcej. Tym razem pozdrowienia dla przyjaciółki z Jawora, która obecnie we Warszawie uskutecznia najlepsze dni bez dwóch zdań. Owocne studia, stabilna praca w miejscu kultury, wszystko podlane nowymi zajawkami związanymi z tańcem, muzyką, operą - piękna sprawa, życzę jej jak najlepiej z całego serca. Pierwsze przetarcia przy okazji prób zbiegły się z czasem premiery próbki materiału, którą w tej kolejce podrzucam. Jaka muzyka mogła wtedy brzmieć w wolnych chwilach... Radiohead, LCD Soundsystem, niedługo później SIKSA, było tego więcej. Wśród tego zbiegowiska właśnie Mela Koteluk.
Pierwszy kontakt to jakaś akcja promocyjna VIVY (dłuższą chwilę po odświeżeniu logotypu) i Melodia Ulotna. Po latach się przeprosiłem. Inaczej nie zamówiłbym tego na karaoke we klubie we Warszawie, niestety tamtego dnia nie udał się występ w duecie. Wówczas pewnie drażnił mnie nieszczególnie wyrazisty charakter tej muzyki. Musiałem w sobie odblokować trochę więcej naiwności, lekkości, nie szukać we wszystkim czegoś więcej. Poza tym to jednak jest naprawdę dobrze wyprodukowana muzyka. Jak na standard popowy w Polsce dość wysoka półka. Szczególnie Migawka, którą katowałem długie miesiące po premierze. Dziś wracam do niej z ogromnym sentymentem, ale jakości i wartości też nie można odmówić. Swoje też zrobiła Katarakta przygotowana we współpracy z Danielem Bloomem. Do teraz jest wciąż jednym z ulubionych kawałków jej autorstwa... Trzecia solówka, odpowiednie towarzystwo sprzyjające lepszemu wchłonięciu, to musiało się dobrze skończyć. Pamiętam nawet skromne nagrywki telefonem podczas jego z jej koncertów, na którym B. była.
Wyróżniłbym połowę płyty bez wahania, ale pod dobry nastrój i ciekawe klamry spinające różne lata żywota musi paść Hen, hen. Warszawa, letni deszcz, 2018 i późniejsze... to wszystko stało się naszym wspólnym udziałem. Bardzo szanuję te przeżycia, wciąż jest zabawa. Lirycznie pewnie można się przyczepić, ale to cecha charakterystyczna jej twórczości - szczypta przesady w poetyckości i niezrozumieniu, tylko że koniec końców pasuje dobrze. Odwołuję jesieniarski alert tegorocznego sierpnia, dajcie trochę wincyj ciepła!
https://www.youtube.com/watch?v=znpd6w5pslA
Swoją drogą bliska mnie ekipa w szerszym gronie również w tym roku atakuje Offa. Jak ładnie się przecina światek depeszowoforumowy z moimi przyjaciółmi wałbrzyskimi heh
Mela Koteluk - Hen, hen (2018)
Mały ukłon w stronę znajomości zdobytych pod drugiej części przygody licealnej. Karta zaczęła się odwracać - mniej pasywnej agresji, więcej otwartej głowy. Pierwsze wyjścia do ludzi spoza dobrze obwąchanych kątów najbliższych ludzi z klasy czy dawnych kolegów z innych miejsc w Wałbrzychu. Przyjemnie naiwny, młodzieżowy teatr, ale przynajmniej nie było tak łopatologicznie i z patosem jak w innych miejscach. Co osoba, to zupełnie inna historia, korzenie, zainteresowania ponad silną potrzebę ekspresji w czymś więcej. Tym razem pozdrowienia dla przyjaciółki z Jawora, która obecnie we Warszawie uskutecznia najlepsze dni bez dwóch zdań. Owocne studia, stabilna praca w miejscu kultury, wszystko podlane nowymi zajawkami związanymi z tańcem, muzyką, operą - piękna sprawa, życzę jej jak najlepiej z całego serca. Pierwsze przetarcia przy okazji prób zbiegły się z czasem premiery próbki materiału, którą w tej kolejce podrzucam. Jaka muzyka mogła wtedy brzmieć w wolnych chwilach... Radiohead, LCD Soundsystem, niedługo później SIKSA, było tego więcej. Wśród tego zbiegowiska właśnie Mela Koteluk.
Pierwszy kontakt to jakaś akcja promocyjna VIVY (dłuższą chwilę po odświeżeniu logotypu) i Melodia Ulotna. Po latach się przeprosiłem. Inaczej nie zamówiłbym tego na karaoke we klubie we Warszawie, niestety tamtego dnia nie udał się występ w duecie. Wówczas pewnie drażnił mnie nieszczególnie wyrazisty charakter tej muzyki. Musiałem w sobie odblokować trochę więcej naiwności, lekkości, nie szukać we wszystkim czegoś więcej. Poza tym to jednak jest naprawdę dobrze wyprodukowana muzyka. Jak na standard popowy w Polsce dość wysoka półka. Szczególnie Migawka, którą katowałem długie miesiące po premierze. Dziś wracam do niej z ogromnym sentymentem, ale jakości i wartości też nie można odmówić. Swoje też zrobiła Katarakta przygotowana we współpracy z Danielem Bloomem. Do teraz jest wciąż jednym z ulubionych kawałków jej autorstwa... Trzecia solówka, odpowiednie towarzystwo sprzyjające lepszemu wchłonięciu, to musiało się dobrze skończyć. Pamiętam nawet skromne nagrywki telefonem podczas jego z jej koncertów, na którym B. była.
Wyróżniłbym połowę płyty bez wahania, ale pod dobry nastrój i ciekawe klamry spinające różne lata żywota musi paść Hen, hen. Warszawa, letni deszcz, 2018 i późniejsze... to wszystko stało się naszym wspólnym udziałem. Bardzo szanuję te przeżycia, wciąż jest zabawa. Lirycznie pewnie można się przyczepić, ale to cecha charakterystyczna jej twórczości - szczypta przesady w poetyckości i niezrozumieniu, tylko że koniec końców pasuje dobrze. Odwołuję jesieniarski alert tegorocznego sierpnia, dajcie trochę wincyj ciepła!
https://www.youtube.com/watch?v=znpd6w5pslA
Swoją drogą bliska mnie ekipa w szerszym gronie również w tym roku atakuje Offa. Jak ładnie się przecina światek depeszowoforumowy z moimi przyjaciółmi wałbrzyskimi heh
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Z racji tego, że kolega dev jest chwilowo niedostępny prosił żebyśmy lecieli tą kolejkę bez niego.
Zatem lecimy w minimalnym składzie.
Kolejka 22. (172.)
119. Apoptygma Berzerk - Bitch (Hien)
120. Nitzer Ebb - Warsaw Ghetto (Dub Mix) (stripped)
121. Luomo - Tessio (mintaj)
122. Mela Koteluk - Hen, hen (Dragon)
Zatem lecimy w minimalnym składzie.
Kolejka 22. (172.)
119. Apoptygma Berzerk - Bitch (Hien)
120. Nitzer Ebb - Warsaw Ghetto (Dub Mix) (stripped)
121. Luomo - Tessio (mintaj)
122. Mela Koteluk - Hen, hen (Dragon)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
O kurde aż takiej edycji to nie pamiętam xf
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Apoptygma Berzerk - Bitch
Hien wrzucił Apoptygmę na którą mehałem swego czasu gdy wrzucił ją dev. Ja zasadniczo - jak widać po mojej własnej wrzucie - nie jestem wcale uprzedzony do rzeczy z gatunku industrial electro czy inne EBM, uważam że w każdym gatunku muzycznym a nawet u tego samego artysty można znaleźć rzeczy dobre i jakieś złe. Muzycznie Bitch nie jest niczym szczególnym za to wyróżnia ten numer warstwa liryczna muszę przyznać bo jednak jest to numer o czymś a nie tylko do gibania się na electro gotyckich imprezach. Dzięki temu numer sporo zyskuje, podoba mi się jak zabawnie jest napisany ten tekst - "you can kiss my behind", kto tak w ogóle mówi xD dzięki temu przymrużeniu oka trudno się nie uśmiechnąć pod nosem, aż nieco żałuję że nie znałem takich numerów gdy przeżywałem różne zawody miłosne w życiu, na pewno byłoby mi wtedy lżej
Hien wcześniej odczarowywał mi And One a teraz udaje mu się to z Apoptygmą.
Luomo - Tessio
Widzę że jednak warto mentosowi czasem wjechać na ambicję bo przyparty do muru potrafi jeszcze jakieś złote dukaty z sakiewki wyłuskać. Microhouse z przyjemnym damskim wokalem, ogólnie jestem zdania że złamane serducho plus taneczne rytmy to przepis na sukces albo przynajmniej na prejzy ode mnie. Wcześniej podobnie mentos wstrzelił się w moje gusta kawałkiem Moby'ego a teraz Luomo. Długi minutowy rozbieg ale gdy już wchodzi wokal pozostałe 11 minut zlatuje dość lekko i przyjemnie. Numer trzyma słuchacza w transie jak trzeba i nic się potem nie dłuży. Podoba mi się cyfrowe, plastikowe brzmienie tej produkcji, może trochę nie kumam tego zabiegu z tym takim waleniem młotkiem w blachę miejscami nie do rytmu nie do taktu ale to szczegół. Kawałek kojarzy mi się trochę z późną twórczością Moloko.
Mela Koteluk - Hen, hen
Mój stosunek do Meli jest dość... ambiwalentny. Z jednej strony uważam że jest naprawdę spoko artystką jak na naszą rodzimą scenę, ma charakterystyczny wokal i specyficzną lirykę z drugiej strony zaś jej muzyka jest u mnie obarczona sporym ciężarem emocjonalnym. Jej debiutancki album Spadochron i wrzucany przez mnie swego czasu numer do depeszwizji łączą się ze wspomnieniami do których nie bardzo chcę wracać - ale to wciąż spoko muza (dlatego forma dewizji była najlepsza by ją tam wepchnąć jeszcze).
Wrzuta Dragona uświadamia mi jedynie że w późniejszych latach Mela wciąż była i jest bardzo spoko. To naprawdę ładny utwór z fajnym klimatem, czuć tu jakby odrobinę ekscytacji czy euforii wobec jakichś nadchodzących w życiu zmian zmian być może, a może chodzi tu o odnajdywanie siebie i podróż do wnętrza własnej strefy komfortu? Muzyka Meli sama w sobie już dobrze robi na umysł i ma taką podbitkę emocjonalną a jeśli do tego dojdą miłe wspomnienia takie numery zostają w głowie na lata, obecność w bestce jak najbardziej zrozumiała.
Kolejka może i krótka ale przy tym naprawdę satysfakcjonująca w całej rozciągłości
Hien wrzucił Apoptygmę na którą mehałem swego czasu gdy wrzucił ją dev. Ja zasadniczo - jak widać po mojej własnej wrzucie - nie jestem wcale uprzedzony do rzeczy z gatunku industrial electro czy inne EBM, uważam że w każdym gatunku muzycznym a nawet u tego samego artysty można znaleźć rzeczy dobre i jakieś złe. Muzycznie Bitch nie jest niczym szczególnym za to wyróżnia ten numer warstwa liryczna muszę przyznać bo jednak jest to numer o czymś a nie tylko do gibania się na electro gotyckich imprezach. Dzięki temu numer sporo zyskuje, podoba mi się jak zabawnie jest napisany ten tekst - "you can kiss my behind", kto tak w ogóle mówi xD dzięki temu przymrużeniu oka trudno się nie uśmiechnąć pod nosem, aż nieco żałuję że nie znałem takich numerów gdy przeżywałem różne zawody miłosne w życiu, na pewno byłoby mi wtedy lżej
Hien wcześniej odczarowywał mi And One a teraz udaje mu się to z Apoptygmą.
Luomo - Tessio
Widzę że jednak warto mentosowi czasem wjechać na ambicję bo przyparty do muru potrafi jeszcze jakieś złote dukaty z sakiewki wyłuskać. Microhouse z przyjemnym damskim wokalem, ogólnie jestem zdania że złamane serducho plus taneczne rytmy to przepis na sukces albo przynajmniej na prejzy ode mnie. Wcześniej podobnie mentos wstrzelił się w moje gusta kawałkiem Moby'ego a teraz Luomo. Długi minutowy rozbieg ale gdy już wchodzi wokal pozostałe 11 minut zlatuje dość lekko i przyjemnie. Numer trzyma słuchacza w transie jak trzeba i nic się potem nie dłuży. Podoba mi się cyfrowe, plastikowe brzmienie tej produkcji, może trochę nie kumam tego zabiegu z tym takim waleniem młotkiem w blachę miejscami nie do rytmu nie do taktu ale to szczegół. Kawałek kojarzy mi się trochę z późną twórczością Moloko.
Mela Koteluk - Hen, hen
Mój stosunek do Meli jest dość... ambiwalentny. Z jednej strony uważam że jest naprawdę spoko artystką jak na naszą rodzimą scenę, ma charakterystyczny wokal i specyficzną lirykę z drugiej strony zaś jej muzyka jest u mnie obarczona sporym ciężarem emocjonalnym. Jej debiutancki album Spadochron i wrzucany przez mnie swego czasu numer do depeszwizji łączą się ze wspomnieniami do których nie bardzo chcę wracać - ale to wciąż spoko muza (dlatego forma dewizji była najlepsza by ją tam wepchnąć jeszcze).
Wrzuta Dragona uświadamia mi jedynie że w późniejszych latach Mela wciąż była i jest bardzo spoko. To naprawdę ładny utwór z fajnym klimatem, czuć tu jakby odrobinę ekscytacji czy euforii wobec jakichś nadchodzących w życiu zmian zmian być może, a może chodzi tu o odnajdywanie siebie i podróż do wnętrza własnej strefy komfortu? Muzyka Meli sama w sobie już dobrze robi na umysł i ma taką podbitkę emocjonalną a jeśli do tego dojdą miłe wspomnienia takie numery zostają w głowie na lata, obecność w bestce jak najbardziej zrozumiała.
Kolejka może i krótka ale przy tym naprawdę satysfakcjonująca w całej rozciągłości
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nitzer Ebb - Warsaw Ghetto (Dub Mix)
Fajne są takie crossovery, że Murzyn wjeżdża z czymś dla siebie z dupy, ale wszystko ma sens, bo usłyszał numer w GTA. Ja się jeszcze w swoim czasie rozpiszę na temat Najcerów, na razie tylko krótko napiszę, że zespół poznałem w 2004 r. i miałem z nim tak zwany love-hate relationship. Doceniłem ich w pełni dopiero po koncercie jaki zagrali w 2010 r. przed Depeche Mode. Do dziś, jest to jeden z niewielu zespołów podciąganych pod EBM, jakich słucham. Jaca podchodzi od strony egzotycznej, bo wrzuca dub mix i fajnie, że tak zrobił. Zawsze uważałem, że muza Nitzer Ebb nadaje się na dyskoteki, ale tutaj już totalnie odnosi się takie wrażenie, widzę nawet ludzi bujających się do tego w 80sach. Co najbardziej cenię w EBM, to te charakterystyczne, podkreślone linie basu i „Warsaw Ghetto” dostarcza pod tym względem. RIP Doug McCarthy. Jest dobrze i zaskakująco wakacyjnie!
Luomo - Tessio
Też się w sumie zgodzę z tym, że to się kompletnie nie nadaje na potańcówkę, ale może po prostu jestem za stary, a Seba też już jest za stary i teraz się do takich rzeczy ludzie bawią. Może teraz już wszystko można upchnąć do klubu, nie wiem, nie bywam. Fajny numer, taki sennie melancholijny, kojarzy mi się ponownie z jakąś starą Polską, kurortami które IRL wyglądają jakby nagrano je na VHS, itd. Dobry bas, nienachalny bit, fajne wokale. Taki kawałek, który można sobie zapętlać na długo, z czego zresztą od razu zrobiono użytek. Fajnie, że Seba jednak chce nas jeszcze pokarmić czymś nieskalanym klątwą bestki, bo jednak chłop wyrobił sobie gębę brakiem gęby, i szkoda marnować tak nieprzewidywalny profil wrzucającego na same duble.
Mela Koteluk - Hen, hen
Lubię ten album Meli, dobrze że mi Smoku wrzuty nie podebrał, czy coś. Ten kawałek ma vibe numeru z jakiegoś filmu Disneya, czy tego kawałka Kozidrak z „W pustyni i w puszczy”, co ostatnio non stop lata w radiu. Jest tu sporo słońca i klimat spotkania ze znajomymi przy piwku. Śpiewanie o Warszawie oczywiście wywołuje u mnie mieszane uczucia, ale siłą rzeczy, mam też miłe wspomnienia z niektórymi moimi licznymi wizytami tam. W każdym razie, Mela dostarcza. Jeszcze nie ogarnąłem jej ostatniej płyty, ale „Migawka” zawsze będzie miała specjalne miejsce w mojej głowie, choćby z tego względu, że wyszła w czasie potwornego zawirowania życiowego.
Fajne są takie crossovery, że Murzyn wjeżdża z czymś dla siebie z dupy, ale wszystko ma sens, bo usłyszał numer w GTA. Ja się jeszcze w swoim czasie rozpiszę na temat Najcerów, na razie tylko krótko napiszę, że zespół poznałem w 2004 r. i miałem z nim tak zwany love-hate relationship. Doceniłem ich w pełni dopiero po koncercie jaki zagrali w 2010 r. przed Depeche Mode. Do dziś, jest to jeden z niewielu zespołów podciąganych pod EBM, jakich słucham. Jaca podchodzi od strony egzotycznej, bo wrzuca dub mix i fajnie, że tak zrobił. Zawsze uważałem, że muza Nitzer Ebb nadaje się na dyskoteki, ale tutaj już totalnie odnosi się takie wrażenie, widzę nawet ludzi bujających się do tego w 80sach. Co najbardziej cenię w EBM, to te charakterystyczne, podkreślone linie basu i „Warsaw Ghetto” dostarcza pod tym względem. RIP Doug McCarthy. Jest dobrze i zaskakująco wakacyjnie!
Luomo - Tessio
Też się w sumie zgodzę z tym, że to się kompletnie nie nadaje na potańcówkę, ale może po prostu jestem za stary, a Seba też już jest za stary i teraz się do takich rzeczy ludzie bawią. Może teraz już wszystko można upchnąć do klubu, nie wiem, nie bywam. Fajny numer, taki sennie melancholijny, kojarzy mi się ponownie z jakąś starą Polską, kurortami które IRL wyglądają jakby nagrano je na VHS, itd. Dobry bas, nienachalny bit, fajne wokale. Taki kawałek, który można sobie zapętlać na długo, z czego zresztą od razu zrobiono użytek. Fajnie, że Seba jednak chce nas jeszcze pokarmić czymś nieskalanym klątwą bestki, bo jednak chłop wyrobił sobie gębę brakiem gęby, i szkoda marnować tak nieprzewidywalny profil wrzucającego na same duble.
Mela Koteluk - Hen, hen
Lubię ten album Meli, dobrze że mi Smoku wrzuty nie podebrał, czy coś. Ten kawałek ma vibe numeru z jakiegoś filmu Disneya, czy tego kawałka Kozidrak z „W pustyni i w puszczy”, co ostatnio non stop lata w radiu. Jest tu sporo słońca i klimat spotkania ze znajomymi przy piwku. Śpiewanie o Warszawie oczywiście wywołuje u mnie mieszane uczucia, ale siłą rzeczy, mam też miłe wspomnienia z niektórymi moimi licznymi wizytami tam. W każdym razie, Mela dostarcza. Jeszcze nie ogarnąłem jej ostatniej płyty, ale „Migawka” zawsze będzie miała specjalne miejsce w mojej głowie, choćby z tego względu, że wyszła w czasie potwornego zawirowania życiowego.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Zamiast Hen, heh miało być Doskonale, ale to gdybym chciał coś poważniejszego heh
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Liczę, że uporamy się do jutra wieczorem z kolejką, w której są 3 kawałki do przesłuchania?
To też by nie było podjebane, ale już przestaję pisać, bo jeszcze ktoś zauważy i mi podjebie.Dragon pisze:05 sie 2025 14:08Zamiast Hen, heh miało być Doskonale, ale to gdybym chciał coś poważniejszego heh
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Apoptygma Berzerk - Bitch
Nie będę się czepiać rzekomego niedopasowania do tegorocznej aury, zwłaszcza, że lato w tym roku raczej średnio letnie - i może dlatego pierwszy raz od lat nie narzekam na fakt istnienia tej pory roku oraz nie czekam z wypiekami na jesień. Zresztą sam nie wiem czy ta muzyka aż tak nie pasuje. Moje skojarzenia z EBMem są raczej banalne i oczywiste, bo oscylują miedzy soundtrackami do starych FPSów a rave'm dla gothów. Na tej podstawie nawet szanuję i lubię, ale z pewnym dystansem, bo jednak nie do końca moja parafia. Ten kawałek w moim podejściu do tego zjawiska nic a nic nie zmienił.
Nitzer Ebb - Warsaw Ghetto (Dub Mix)
Już człowiek myślał, że odrobił lekcje napisawszy względnie zgrabnie o swoich skojarzeniach z EBMem, po czym przychodzi Jaca i jakby nigdy nic sprzedaje kolejny EBM. Dzięki Bogu, w dubowym łamane na tanecznym anturażu, co trochę mi ułatwia robotę, bo nie wiedziałbym co mógłbym napisać o tym kawałku w innym przypadku. Mam flashbacki z czasów, gdy słuchawszy wszystkiego co tylko udało mi się znaleźć w necie i miało coś wspólnego z Depeche Mode, trafiałem na składanki z remixami. Nie byłem na nie jeszcze gotowy i nie do końca je kumałem, ale już wtedy podobało mi się samo brzmienie i w ogóle koncept remixu. No i ten, tutaj brzmienie jest superklawe, koncept wyeksponowania basu i dodania tych "przeszkadzajek" też jest super (trochę mi to się kojarzy z Art. of Noise) i generalnie BUJA. Fajne znalezisko.
Mela Koteluk - Hen, hen
Nie pamiętam czy i kiedy tu pisałem o lecie 2018, ale jak coś to tylko przypomnę, że to był początek pewnego okresu w życiu, do którego nie lubię wracać. W każdym razie zakończyłem wówczas poważną relację, którą odchorowywałem z dobry rok i zacząłem trzyletni okres, który miewał przebłyski, ale generalnie był jaki był. Nie wiem co to ma do rzeczy, bo nawet nie chce mi się płynnie przechodzić z tego wstępu do stwierdzenia, że nie bardzo wówczas miałem czas i ochotę na słuchanie Meli Koteluk, bo wydaje mi się to jakby oczywiste. Nie wiem też jak odebrałbym ten kawałek w tamtym okresie, ale słuchając teraz - jest zaskakująco niezły. Na pewno działa tu trochę kontrast między nim a wrzutami panów z Łodzi, ale to po prostu dobry kawałek, którego vibe'u nie do końca umiem uchwycić słowami, ale jednocześnie patrzę sobię na okładkę płyty z której pochodzi i widzę, że ona oddaje go idealnie. Nawet typowa dla ówczesnego tzw. radiowego popu produkcja tutaj mi nie przeszkadza.
Fajna, zwięzła minikolejka.
Nie będę się czepiać rzekomego niedopasowania do tegorocznej aury, zwłaszcza, że lato w tym roku raczej średnio letnie - i może dlatego pierwszy raz od lat nie narzekam na fakt istnienia tej pory roku oraz nie czekam z wypiekami na jesień. Zresztą sam nie wiem czy ta muzyka aż tak nie pasuje. Moje skojarzenia z EBMem są raczej banalne i oczywiste, bo oscylują miedzy soundtrackami do starych FPSów a rave'm dla gothów. Na tej podstawie nawet szanuję i lubię, ale z pewnym dystansem, bo jednak nie do końca moja parafia. Ten kawałek w moim podejściu do tego zjawiska nic a nic nie zmienił.
Nitzer Ebb - Warsaw Ghetto (Dub Mix)
Już człowiek myślał, że odrobił lekcje napisawszy względnie zgrabnie o swoich skojarzeniach z EBMem, po czym przychodzi Jaca i jakby nigdy nic sprzedaje kolejny EBM. Dzięki Bogu, w dubowym łamane na tanecznym anturażu, co trochę mi ułatwia robotę, bo nie wiedziałbym co mógłbym napisać o tym kawałku w innym przypadku. Mam flashbacki z czasów, gdy słuchawszy wszystkiego co tylko udało mi się znaleźć w necie i miało coś wspólnego z Depeche Mode, trafiałem na składanki z remixami. Nie byłem na nie jeszcze gotowy i nie do końca je kumałem, ale już wtedy podobało mi się samo brzmienie i w ogóle koncept remixu. No i ten, tutaj brzmienie jest superklawe, koncept wyeksponowania basu i dodania tych "przeszkadzajek" też jest super (trochę mi to się kojarzy z Art. of Noise) i generalnie BUJA. Fajne znalezisko.
Mela Koteluk - Hen, hen
Nie pamiętam czy i kiedy tu pisałem o lecie 2018, ale jak coś to tylko przypomnę, że to był początek pewnego okresu w życiu, do którego nie lubię wracać. W każdym razie zakończyłem wówczas poważną relację, którą odchorowywałem z dobry rok i zacząłem trzyletni okres, który miewał przebłyski, ale generalnie był jaki był. Nie wiem co to ma do rzeczy, bo nawet nie chce mi się płynnie przechodzić z tego wstępu do stwierdzenia, że nie bardzo wówczas miałem czas i ochotę na słuchanie Meli Koteluk, bo wydaje mi się to jakby oczywiste. Nie wiem też jak odebrałbym ten kawałek w tamtym okresie, ale słuchając teraz - jest zaskakująco niezły. Na pewno działa tu trochę kontrast między nim a wrzutami panów z Łodzi, ale to po prostu dobry kawałek, którego vibe'u nie do końca umiem uchwycić słowami, ale jednocześnie patrzę sobię na okładkę płyty z której pochodzi i widzę, że ona oddaje go idealnie. Nawet typowa dla ówczesnego tzw. radiowego popu produkcja tutaj mi nie przeszkadza.
Fajna, zwięzła minikolejka.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA