Best of Forum VIII
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Best of Forum VIII
Myślę, że kto chce, to może już tutaj startować. To będzie 25tka bardzopóźnoletnio-jesienno-zimowo-,aizapewne-przedwiośniowa.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
I w sumie sam zacznę, bo czemu nie. Poprzednią 25-tkę podsumuję jeszcze w odpowiednim temacie, ale cieszę się niesamowicie tym ,że zaczynami VIII oraz zestawem jaki dla Was szykuję na najbliższe pół roku.
Gwenifer Raymond – The Three Deaths of Red Spectre
Powracam do uniwersum „Alien: Isolation”, ponieważ jest to kolejny wykonawca, którego poznałem przez tę grę, w której dostęp do nich mamy via stare radyjka porozrzucane po całej stacji kosmicznej. Poza piosenkami, często zdarzało się losowe granie na gitarze, lub czymś co brzmiało jak banjo (ale to nie było banjo). Ignorowałem to trochę, jako jakieś library music, ale w końcu, kiedy zacząłem szperać głębiej, okazało się, że to też jest konkretny wykonawca. Gwenifer Raymond. I ta muzyka nie trafiła do gry przez przypadek. Podobnie jak basista Dead Sea Navigators, Gwenifer była jakąś częścią drużyny developerskiej, która pracowała nad „Isolation”.
Ściągnąłem wtedy (w 2022 r.) jej debiutancki album, z którego zresztą pochodziła większość utworów grających z radyjek, przesłuchałem i wzruszyłem ramionami. Ta płyta, to kolekcja instrumentalnych utworów na jedną gitarę. Całość wydała mi się nudnawym pitoleniem, nie było o co się zaczepić. Wrócę do tego tematu w swoim czasie.
Minął rok, a tu się okazało, że minęły dwa, naprawdę byłem przekonany, że mniej. Znowu sierpień, znowu koniec wakacji, znowu gram sobie w Izolację, jak to ja, i słyszę w radyjku to pitolenie.
Przypomniała mi się Gwenifer Raymond. Złapał mnie jakiś dziwny dreszcz. Akurat spędzałem samotny wieczór w domu, robiło się późno. Przypomniałem sobie, że przecież ja mam płytę tej dziewczyny na dysku zewnętrznym, więc odpaliłem, nie wiem dlaczego myśląc, że powinienem.
Z jakiegoś powodu nagle padłem na kolana. Nie wiem jak to działa naprawdę. Ten sam Munlup, tymi samymi prostytutka uszami, ten sam album, przesłuchał wcześniej i kompletnie się na niego wysrał. Okoliczności były niemal identyczne, a jednak jedno przesłuchanie zakończyło się mehem, a drugie miłością, która trwa do dziś. Drugi album zniszczył mnie jeszcze bardziej niż pierwszy.
Zadziwiło mnie, jak bardzo potrafi mnie zaczarować młoda babka, grająca instrumentale na gitarze, bez żadnego zespołu, żadnych dodatkowych instrumentów, sama na krześle, z wiosłem. Ile można zagrać i oddać emocji, przy tak surowym podejściu, to coś, co nadal mnie rozkłada. Jest w tej muzyce specyficzny mrok, który uwielbiam od czasu kiedy usłyszałem „Three Hours” Nicka Drake’a. Jednym z utworów, z którymi zaprzyjaźniłem się najbardziej, jest ten niealbumowy kawałek pt. „The Three Deaths of Red Spectre”. Ma w sobie wszystko to, co lubię w muzyce tej laski. Nie będę opisywał, bo to nie jest coś, co można sensownie opisać, poza tym, że mimo braku wokalu, mam wrażenie, że Gwenifer zawiera niesamowite ilości treści i charakteru w swoich kawałkach. Śmiesznie się składa, bo właśnie się dowiedziałem, że 5 września wychodzi trzecia płyta. Timing nie mógłby być lepszy.
https://youtu.be/RwlgiPW1HXw?list=RDRwlgiPW1HXw
Gwenifer Raymond – The Three Deaths of Red Spectre
Powracam do uniwersum „Alien: Isolation”, ponieważ jest to kolejny wykonawca, którego poznałem przez tę grę, w której dostęp do nich mamy via stare radyjka porozrzucane po całej stacji kosmicznej. Poza piosenkami, często zdarzało się losowe granie na gitarze, lub czymś co brzmiało jak banjo (ale to nie było banjo). Ignorowałem to trochę, jako jakieś library music, ale w końcu, kiedy zacząłem szperać głębiej, okazało się, że to też jest konkretny wykonawca. Gwenifer Raymond. I ta muzyka nie trafiła do gry przez przypadek. Podobnie jak basista Dead Sea Navigators, Gwenifer była jakąś częścią drużyny developerskiej, która pracowała nad „Isolation”.
Ściągnąłem wtedy (w 2022 r.) jej debiutancki album, z którego zresztą pochodziła większość utworów grających z radyjek, przesłuchałem i wzruszyłem ramionami. Ta płyta, to kolekcja instrumentalnych utworów na jedną gitarę. Całość wydała mi się nudnawym pitoleniem, nie było o co się zaczepić. Wrócę do tego tematu w swoim czasie.
Minął rok, a tu się okazało, że minęły dwa, naprawdę byłem przekonany, że mniej. Znowu sierpień, znowu koniec wakacji, znowu gram sobie w Izolację, jak to ja, i słyszę w radyjku to pitolenie.
Przypomniała mi się Gwenifer Raymond. Złapał mnie jakiś dziwny dreszcz. Akurat spędzałem samotny wieczór w domu, robiło się późno. Przypomniałem sobie, że przecież ja mam płytę tej dziewczyny na dysku zewnętrznym, więc odpaliłem, nie wiem dlaczego myśląc, że powinienem.
Z jakiegoś powodu nagle padłem na kolana. Nie wiem jak to działa naprawdę. Ten sam Munlup, tymi samymi prostytutka uszami, ten sam album, przesłuchał wcześniej i kompletnie się na niego wysrał. Okoliczności były niemal identyczne, a jednak jedno przesłuchanie zakończyło się mehem, a drugie miłością, która trwa do dziś. Drugi album zniszczył mnie jeszcze bardziej niż pierwszy.
Zadziwiło mnie, jak bardzo potrafi mnie zaczarować młoda babka, grająca instrumentale na gitarze, bez żadnego zespołu, żadnych dodatkowych instrumentów, sama na krześle, z wiosłem. Ile można zagrać i oddać emocji, przy tak surowym podejściu, to coś, co nadal mnie rozkłada. Jest w tej muzyce specyficzny mrok, który uwielbiam od czasu kiedy usłyszałem „Three Hours” Nicka Drake’a. Jednym z utworów, z którymi zaprzyjaźniłem się najbardziej, jest ten niealbumowy kawałek pt. „The Three Deaths of Red Spectre”. Ma w sobie wszystko to, co lubię w muzyce tej laski. Nie będę opisywał, bo to nie jest coś, co można sensownie opisać, poza tym, że mimo braku wokalu, mam wrażenie, że Gwenifer zawiera niesamowite ilości treści i charakteru w swoich kawałkach. Śmiesznie się składa, bo właśnie się dowiedziałem, że 5 września wychodzi trzecia płyta. Timing nie mógłby być lepszy.
https://youtu.be/RwlgiPW1HXw?list=RDRwlgiPW1HXw
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
czekam na podsumowanie, bo szóstą podsumowały z trzy osoby, a albumowej nikt
Pozdrawiam jako członek podsumowania gangu
Pozdrawiam jako członek podsumowania gangu
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Właśnie pisze podsumowanie ziom
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
No to lecimy.
Dario G - Sunchyme (1997)
Robię tzw. sprzęg półsamoczynny, półklamrę kompozycyjną, take your pick. Dlaczego? Przy okazji swojej ostatniej wrzutki, tj. The Dream Academy wspomniałem, iż poznałem ten kawałek poprzez "cover". No i teraz właśnie, Drodzy Koledzy, prezentuję ten "cover". Czemu biorę to w cudzysłów? Bo nie jest to cover per se, a jedynie wysamplowanie tego paraafrykańskiego chantowania z refrenu do numeru o, well (studnia), iście afrykańskim wajbie. Zresztą, ciężko nie mieć poczucia takiego wajbu, gdy do tegoż utworu kręci się taki oto klip - https://www.youtube.com/watch?v=yFKhgF_ ... rt_radio=1
Wideo generalnie polecam z przynajmniej jednego powodu - jest dość pomysłowe w odniesieniu do muzyki jak na tamte czasy, wręcz do dziś się imho broni, albowiem zwyczajnie doskonale pasuje do kawałka. Niemniej jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, iż dziś nastąpiłoby przy okazji realizacji takiego dzieła masowe zesrańsko w internetach, że to jakaś wariacja nt. zjawiska blackface czy coś takiego, well (znów studnia), mam to w dupie, zbyt wiele miłych wspomnień z tym numerem i klipem doń. Klipem, którego szukałem dobre 13 lat, czyli odkąd mam internet (wcześniej nie bardzo było możliwości), a dlaczego tak długo?
ANO DLATEGO, ŻE NIE MIAŁEM POJĘCIA, JAK NAZYWA SIĘ ANI UTWÓR, ANI JEGO WYKONAWCA. Dosłownie jeszcze w 2016 roku konsultowałem się z imć Munlupem w tej sprawie i nic xD Nie wiem, jak mogło mi to iść na tyle źle, iż dopiero w 2017 na jakimś zapadłym forum nieaktualizowanym od lat znalazłem wzmiankę o tym, że faktycznie jest teledysk przedstawiający ludzi pomalowanych jak afrykańskie zwierzęta na sawannie, i nazywa się Sunchyme a autorem jest koleś o ksywie Dario G. Późniejszy risercz pokazał, że to żaden koleś tylko całe trio (coś jak Magdalena Bay lol), zaś Sunchyme było ich debiutem.
Sunchyme, które swój sukces zawdzięcza (poza wideo) samplem z Life in a Northern Town lol. Nie będzie tu niespodzianki choćby dlatego, że imć Robert sam wskazał na Dario G, a Mentos wspomniał, że coś mu dzwoni, ale nie wie gdzie dokładnie, a zapewne był zbyt leniwy by to dokładnie sprawdzić. No to wręczam na tacy. Sekcja nieco zapomnianych hitów sprzed niemal trzech dekad (w sumie ten utwór ma dokładnie tyle lat co moja dziewczyna lol), Musiał dostarcza jak zawsze. Szukałem tego zdecydowanie zbyt długo, ale za to teraz na pewno Sunchyme nie zapomnę, w mojej głowie już na zawsze jest spięte z końcem lata.
Dlaczego właściwie? I skąd to emocjonalne wzmożenie? Ano dlatego, że doskonale pamiętam to wideo (przede wszystkim wideo) z końca lata 1997 właśnie (możliwe, że także 1998, to nawet bardziej prawdopodobne, gdzieś obok są Rubberbandman od Yello i Frozen od Madonny), kiedy to siedziałem w małym pokoju mieszkania moich dziadków i gapiłem się w telewizor. A jeśli chodzi o ścisłość - na kanały muzyczne. I Sunchyme odpalano tam wyjątkowo często. Zaraz szkoła, a może już (w 1997 już, bo kawałek premierował dzień przed moimi urodzinami), ale wciąż słonecznie, wciąż ciepło... NOSTALGIA DO SIUSIAKA.
Nostalgia zawsze łapie pod koniec lata. Nic nie poradzę.
https://www.youtube.com/watch?v=1WqaREh ... rt_radio=1
I serio, obczajcie wideo.
Dario G - Sunchyme (1997)
Robię tzw. sprzęg półsamoczynny, półklamrę kompozycyjną, take your pick. Dlaczego? Przy okazji swojej ostatniej wrzutki, tj. The Dream Academy wspomniałem, iż poznałem ten kawałek poprzez "cover". No i teraz właśnie, Drodzy Koledzy, prezentuję ten "cover". Czemu biorę to w cudzysłów? Bo nie jest to cover per se, a jedynie wysamplowanie tego paraafrykańskiego chantowania z refrenu do numeru o, well (studnia), iście afrykańskim wajbie. Zresztą, ciężko nie mieć poczucia takiego wajbu, gdy do tegoż utworu kręci się taki oto klip - https://www.youtube.com/watch?v=yFKhgF_ ... rt_radio=1
Wideo generalnie polecam z przynajmniej jednego powodu - jest dość pomysłowe w odniesieniu do muzyki jak na tamte czasy, wręcz do dziś się imho broni, albowiem zwyczajnie doskonale pasuje do kawałka. Niemniej jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, iż dziś nastąpiłoby przy okazji realizacji takiego dzieła masowe zesrańsko w internetach, że to jakaś wariacja nt. zjawiska blackface czy coś takiego, well (znów studnia), mam to w dupie, zbyt wiele miłych wspomnień z tym numerem i klipem doń. Klipem, którego szukałem dobre 13 lat, czyli odkąd mam internet (wcześniej nie bardzo było możliwości), a dlaczego tak długo?
ANO DLATEGO, ŻE NIE MIAŁEM POJĘCIA, JAK NAZYWA SIĘ ANI UTWÓR, ANI JEGO WYKONAWCA. Dosłownie jeszcze w 2016 roku konsultowałem się z imć Munlupem w tej sprawie i nic xD Nie wiem, jak mogło mi to iść na tyle źle, iż dopiero w 2017 na jakimś zapadłym forum nieaktualizowanym od lat znalazłem wzmiankę o tym, że faktycznie jest teledysk przedstawiający ludzi pomalowanych jak afrykańskie zwierzęta na sawannie, i nazywa się Sunchyme a autorem jest koleś o ksywie Dario G. Późniejszy risercz pokazał, że to żaden koleś tylko całe trio (coś jak Magdalena Bay lol), zaś Sunchyme było ich debiutem.
Sunchyme, które swój sukces zawdzięcza (poza wideo) samplem z Life in a Northern Town lol. Nie będzie tu niespodzianki choćby dlatego, że imć Robert sam wskazał na Dario G, a Mentos wspomniał, że coś mu dzwoni, ale nie wie gdzie dokładnie, a zapewne był zbyt leniwy by to dokładnie sprawdzić. No to wręczam na tacy. Sekcja nieco zapomnianych hitów sprzed niemal trzech dekad (w sumie ten utwór ma dokładnie tyle lat co moja dziewczyna lol), Musiał dostarcza jak zawsze. Szukałem tego zdecydowanie zbyt długo, ale za to teraz na pewno Sunchyme nie zapomnę, w mojej głowie już na zawsze jest spięte z końcem lata.
Dlaczego właściwie? I skąd to emocjonalne wzmożenie? Ano dlatego, że doskonale pamiętam to wideo (przede wszystkim wideo) z końca lata 1997 właśnie (możliwe, że także 1998, to nawet bardziej prawdopodobne, gdzieś obok są Rubberbandman od Yello i Frozen od Madonny), kiedy to siedziałem w małym pokoju mieszkania moich dziadków i gapiłem się w telewizor. A jeśli chodzi o ścisłość - na kanały muzyczne. I Sunchyme odpalano tam wyjątkowo często. Zaraz szkoła, a może już (w 1997 już, bo kawałek premierował dzień przed moimi urodzinami), ale wciąż słonecznie, wciąż ciepło... NOSTALGIA DO SIUSIAKA.
Nostalgia zawsze łapie pod koniec lata. Nic nie poradzę.
https://www.youtube.com/watch?v=1WqaREh ... rt_radio=1
I serio, obczajcie wideo.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
I takie klamry lubię ^^
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Gorillaz ft. Adeleye Omotayo – Silent Running
Powoli zbliża się jesień - moja ulubiona pora roku do słuchania muzyki. Wpadam wtedy w taki charakterystyczny jesieniarski nastrój. Dominują wtedy u mnie utwory i albumy spokojne, nostalgiczne, smutaśne, nastrojowe. I taka też w założeniu powinna być moja obecna 25-ka bestki. Zrobiłem sobie dzisiaj wstępną selekcję utworów. Chyba po raz pierwszy postanowiłem nie lecieć na żywca, tylko coś w tym względzie zaplanować. Ale na poważniejsze smuteczkowanie przyjdzie jeszcze pora. Póki co lato znowu wróciło, więc do jesiennych klimatów przejdę nie z buta, ale raczej powoli i płynnie. Na początek więc fajny utwór od Gorillaz. Pierwszy singiel z ich ostatniej, jak dla mnie niezwykle udanej płyty z 2023r. pt. Cracker Island. Na wokalu niejaki Adeleye Omotayo - członek wokalnej grupy The Humanz Choir koncertującej od lat z Gorillaz. Gość ma naprawdę super głos i jeszcze się z nim na pewno spotkamy. A co do samego utworu - jest niezwykle radiowy. Ale myślę, że w dobrym tego słowa znaczeniu. Ja przepadłem odkąd pierwszy raz go usłyszałem. Refren tak wkręca mi się w mózg, a w szczególności ta gwizdana melodia, że potem zawsze chodzę i nucę go do końca dnia jak nawiedzony. Samo brzmienie oparte jest zaś na syntezatorach z lat 80’.
Myślę, że to dobry utwór na rozpoczęcie późnoletnio-jesiennej kolejki. Ja jestem od niego naprawdę uzależniony.
https://www.youtube.com/watch?v=RSyr6l ... rt_radio=1
Powoli zbliża się jesień - moja ulubiona pora roku do słuchania muzyki. Wpadam wtedy w taki charakterystyczny jesieniarski nastrój. Dominują wtedy u mnie utwory i albumy spokojne, nostalgiczne, smutaśne, nastrojowe. I taka też w założeniu powinna być moja obecna 25-ka bestki. Zrobiłem sobie dzisiaj wstępną selekcję utworów. Chyba po raz pierwszy postanowiłem nie lecieć na żywca, tylko coś w tym względzie zaplanować. Ale na poważniejsze smuteczkowanie przyjdzie jeszcze pora. Póki co lato znowu wróciło, więc do jesiennych klimatów przejdę nie z buta, ale raczej powoli i płynnie. Na początek więc fajny utwór od Gorillaz. Pierwszy singiel z ich ostatniej, jak dla mnie niezwykle udanej płyty z 2023r. pt. Cracker Island. Na wokalu niejaki Adeleye Omotayo - członek wokalnej grupy The Humanz Choir koncertującej od lat z Gorillaz. Gość ma naprawdę super głos i jeszcze się z nim na pewno spotkamy. A co do samego utworu - jest niezwykle radiowy. Ale myślę, że w dobrym tego słowa znaczeniu. Ja przepadłem odkąd pierwszy raz go usłyszałem. Refren tak wkręca mi się w mózg, a w szczególności ta gwizdana melodia, że potem zawsze chodzę i nucę go do końca dnia jak nawiedzony. Samo brzmienie oparte jest zaś na syntezatorach z lat 80’.
Myślę, że to dobry utwór na rozpoczęcie późnoletnio-jesiennej kolejki. Ja jestem od niego naprawdę uzależniony.
https://www.youtube.com/watch?v=RSyr6l ... rt_radio=1
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wujas jak na grubo wołami xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Cheryl Cole feat. will.i.am - 3 Words
(2009)
Cheryl Cole to piosenkarka o której istnieniu nie miałem chyba nawet pojęcia do czasu ukazania się mojej dzisiejszej wrzuty z 2009 roku z gościnnym udziałem will.i.ama z Black Eyed Peas który wyprodukował również ten kawałek. To jest taki prosty, nieco łupany pop czy też dance-pop z melancholijną melodią gitary i prostym refrenem w którym główną rolę odgrywają te 3 istotne tytułowe słowa - I LOVE YOU. Chyba trudno o bardziej kliszowy przepis na radiowy przebój.
Numer ten kojarzy mi się z tak naprawdę z wiosną 2010 albo 2011 roku bodajże, trudno dziś stwierdzić. W sumie mógłbym to ustalić ale musiałbym znaleźć kompa z napędem CD bo tak się składa że ten kawałek wraz z kilkunastoma innymi wypaliłem wówczas pewnej dziewczynie z którą się wtedy spotykałem, z którą to drogi moje krzyżowały się w życiu kilkakrotnie na przestrzeni lat aż dobrnęliśmy do punktu w którym została moją żoną, heh. Tak, biorąc pod uwagę chronologię zdarzeń to po roku 2008 kojarzącym się z wrzutką HST oraz roku 2009 kojarzącym mi się z moją wrzutką Blue Foundation z osta do Zmierzchu (wrzuta z 1. Bestki bodajże) to był chyba trzeci taki numer kojarzący mi się właśnie z nią. Jak już pisałem wspomniany składak mam do dziś dzięki temu że ona zachowała ten cedek przez te wszystkie lata. Dziś leży w naszym wspólnym domu opisany przed laty markerem przeze mnie słowami "Let me show you the world in my eyes...", gdyż heh składak ten otwierało World In My Eyes i były tam różne elektroniczne kawałki które próbowałem jej nieudolnie sprzedać (mamy nieco odmienne gusta w muzyce) a wśród nich moja dzisiejsza wrzutka która najmocniej kojarzy mi się z tamtym kolejnym naszym podejściem do budowania relacji. Kolejnym nieudanym rzecz jasna, dziś już nie pamiętam które z nas się wtedy wycofało, czy ja uznałem że to nie to czy też ona zaczęła spotykać się z kimś innym na poważniej kiedy ja nie potrafiłem się określić.
Pomimo tego faktu a może dzięki temu że ostatecznie wszystko ułożyło się dobrze sentyment do tego numeru pozostał i dziś trochę nawet bawi mnie jego tekst w którym will.i.am śpiewa coś w stylu "pewnego dnia będziesz moją żoną i matką moich dzieci", heh. Ten utwór to najtypowszy eska-core taki który brzmi jak coś co leci cicho wieczorem w aucie zaparkowanym nad wodą w którym siedzicie we dwoje. Wtedy była późna wiosna, dziś mamy końcówkę lata ale dla mnie obie te pory w roku mają jakąś romantyczną aurę w sobie więc kto może niech łapie i korzysta z takich numerów które może są cheesy ale w odpowiednich okolicznościach chwytają jak trzeba.
https://youtu.be/xwIKaKOe_40?si=DtNcLvL4TWvWkA1M
(2009)
Cheryl Cole to piosenkarka o której istnieniu nie miałem chyba nawet pojęcia do czasu ukazania się mojej dzisiejszej wrzuty z 2009 roku z gościnnym udziałem will.i.ama z Black Eyed Peas który wyprodukował również ten kawałek. To jest taki prosty, nieco łupany pop czy też dance-pop z melancholijną melodią gitary i prostym refrenem w którym główną rolę odgrywają te 3 istotne tytułowe słowa - I LOVE YOU. Chyba trudno o bardziej kliszowy przepis na radiowy przebój.
Numer ten kojarzy mi się z tak naprawdę z wiosną 2010 albo 2011 roku bodajże, trudno dziś stwierdzić. W sumie mógłbym to ustalić ale musiałbym znaleźć kompa z napędem CD bo tak się składa że ten kawałek wraz z kilkunastoma innymi wypaliłem wówczas pewnej dziewczynie z którą się wtedy spotykałem, z którą to drogi moje krzyżowały się w życiu kilkakrotnie na przestrzeni lat aż dobrnęliśmy do punktu w którym została moją żoną, heh. Tak, biorąc pod uwagę chronologię zdarzeń to po roku 2008 kojarzącym się z wrzutką HST oraz roku 2009 kojarzącym mi się z moją wrzutką Blue Foundation z osta do Zmierzchu (wrzuta z 1. Bestki bodajże) to był chyba trzeci taki numer kojarzący mi się właśnie z nią. Jak już pisałem wspomniany składak mam do dziś dzięki temu że ona zachowała ten cedek przez te wszystkie lata. Dziś leży w naszym wspólnym domu opisany przed laty markerem przeze mnie słowami "Let me show you the world in my eyes...", gdyż heh składak ten otwierało World In My Eyes i były tam różne elektroniczne kawałki które próbowałem jej nieudolnie sprzedać (mamy nieco odmienne gusta w muzyce) a wśród nich moja dzisiejsza wrzutka która najmocniej kojarzy mi się z tamtym kolejnym naszym podejściem do budowania relacji. Kolejnym nieudanym rzecz jasna, dziś już nie pamiętam które z nas się wtedy wycofało, czy ja uznałem że to nie to czy też ona zaczęła spotykać się z kimś innym na poważniej kiedy ja nie potrafiłem się określić.
Pomimo tego faktu a może dzięki temu że ostatecznie wszystko ułożyło się dobrze sentyment do tego numeru pozostał i dziś trochę nawet bawi mnie jego tekst w którym will.i.am śpiewa coś w stylu "pewnego dnia będziesz moją żoną i matką moich dzieci", heh. Ten utwór to najtypowszy eska-core taki który brzmi jak coś co leci cicho wieczorem w aucie zaparkowanym nad wodą w którym siedzicie we dwoje. Wtedy była późna wiosna, dziś mamy końcówkę lata ale dla mnie obie te pory w roku mają jakąś romantyczną aurę w sobie więc kto może niech łapie i korzysta z takich numerów które może są cheesy ale w odpowiednich okolicznościach chwytają jak trzeba.
https://youtu.be/xwIKaKOe_40?si=DtNcLvL4TWvWkA1M
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Tak skopiowałem z neta, bo mi się pisać tyle nie chciało.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Dawid Podsiadło - Let You Down (2022)
Czasami sobie dumam, że te linijki kierowane do drugiej osoby tak naprawdę trafiają głębiej wewnątrz. Sam do pewnego momentu w relacjach romantycznych ulegałem plątaninie toksycznych i często nieprawdziwych wizji. Myślałem, że dopóki nie wejdę w coś pewniej, głębiej, bardziej szczerze, to zawsze będę uwsteczniony, uległy wobec demonów w środku. Proste rzeczy, ale wcale nie takie oczywiste z różnych względów i osobistych przeżyć z głębszej przeszłości. Niecałe cztery lata temu pierwsza naprawdę poważniejsza relacja. Wrocław na dłużej, więcej możliwości. Zupełnie inne środowisko niż do tej pory w codziennym obejściu. Rok życia w pewnej iluzji rozbitej z zaskakujących powodów i bez przestrzeni na zawalczenie o siebie. Jak na wrażliwca przystało, po ciosie z niespodziewanej strony lizałem rany dość długo. Dziś już nie żywię wobec Ł. urazy, tyle że ten rozdział uważam za zamknięty. Szanuję w sobie konsekwencję i unikam grzebania w niedopowiedzianym w nieskończoność. Trochę jak ze zbędnymi puentami historii opowiedzianych w punkt. Przede mną szansa na ułożenie sobie tego jeszcze raz stabilnie, ale w inny sposób.
Jesień 2022 roku to oczywiście RAMka i mieszkanie nieopodal Dworca Głównego. Po Małomiasteczkowym mam pewien szacunek do Podsiadły, choć bez przesady. W Cyberpunka też nie grałem, w ogóle nie dotknąłem tego świata ponad informacje medialne czy widziane skrawki luźno w internecie. W ogóle nie w tym rzecz. Let You Down żyje dla mnie poza kontekstem, klipem, ot ballada puszczona w eter. Klimatycznie zaaranżowana, trochę nocna, dość melancholijna, pesymistyczna, ale z dobrą nutką goryczy, choć w niezbyt złożonej formie. Być może Dawid potrzebował czegoś lepszego do zaśpiewania po zagranicznemu. Na wspomnianej wcześniej płycie jest wiele dobrych piosenek. Lat dwudziestych nawet nie sprawdzałem, w ogóle nie jestem docelowym odbiorcą. Co innego w tym przypadku - to najpewniej najlepszy utwór w jego wykonaniu. W tamtym czasie działał sam klimat... a zimą i oczy się zaszkliły. Po kilku latach (!) czuję dodatkowo ciarki. Znaczy się zakodowałem tutaj po części aurę ówczesnego stylu życia, ludzi, z którymi miałem do czynienia, a przede wszystkim poczucie spokoju i zaufania, które ostatecznie okazało się wyjątkowo kruche, puste, fałszywe. Może od początku takie było? Nie wiem. Z tamtych rozmyślań ostatecznie zostało nie za dużo... a piosenka broni się sama, zyskując dodatkowo na szlachetności i kontekście. Wciąż czuję skromne wzruszenie za każdym razem. Coś w tym musiało być.
https://www.youtube.com/watch?v=yBuHEV44s3Y
Czasami sobie dumam, że te linijki kierowane do drugiej osoby tak naprawdę trafiają głębiej wewnątrz. Sam do pewnego momentu w relacjach romantycznych ulegałem plątaninie toksycznych i często nieprawdziwych wizji. Myślałem, że dopóki nie wejdę w coś pewniej, głębiej, bardziej szczerze, to zawsze będę uwsteczniony, uległy wobec demonów w środku. Proste rzeczy, ale wcale nie takie oczywiste z różnych względów i osobistych przeżyć z głębszej przeszłości. Niecałe cztery lata temu pierwsza naprawdę poważniejsza relacja. Wrocław na dłużej, więcej możliwości. Zupełnie inne środowisko niż do tej pory w codziennym obejściu. Rok życia w pewnej iluzji rozbitej z zaskakujących powodów i bez przestrzeni na zawalczenie o siebie. Jak na wrażliwca przystało, po ciosie z niespodziewanej strony lizałem rany dość długo. Dziś już nie żywię wobec Ł. urazy, tyle że ten rozdział uważam za zamknięty. Szanuję w sobie konsekwencję i unikam grzebania w niedopowiedzianym w nieskończoność. Trochę jak ze zbędnymi puentami historii opowiedzianych w punkt. Przede mną szansa na ułożenie sobie tego jeszcze raz stabilnie, ale w inny sposób.
Jesień 2022 roku to oczywiście RAMka i mieszkanie nieopodal Dworca Głównego. Po Małomiasteczkowym mam pewien szacunek do Podsiadły, choć bez przesady. W Cyberpunka też nie grałem, w ogóle nie dotknąłem tego świata ponad informacje medialne czy widziane skrawki luźno w internecie. W ogóle nie w tym rzecz. Let You Down żyje dla mnie poza kontekstem, klipem, ot ballada puszczona w eter. Klimatycznie zaaranżowana, trochę nocna, dość melancholijna, pesymistyczna, ale z dobrą nutką goryczy, choć w niezbyt złożonej formie. Być może Dawid potrzebował czegoś lepszego do zaśpiewania po zagranicznemu. Na wspomnianej wcześniej płycie jest wiele dobrych piosenek. Lat dwudziestych nawet nie sprawdzałem, w ogóle nie jestem docelowym odbiorcą. Co innego w tym przypadku - to najpewniej najlepszy utwór w jego wykonaniu. W tamtym czasie działał sam klimat... a zimą i oczy się zaszkliły. Po kilku latach (!) czuję dodatkowo ciarki. Znaczy się zakodowałem tutaj po części aurę ówczesnego stylu życia, ludzi, z którymi miałem do czynienia, a przede wszystkim poczucie spokoju i zaufania, które ostatecznie okazało się wyjątkowo kruche, puste, fałszywe. Może od początku takie było? Nie wiem. Z tamtych rozmyślań ostatecznie zostało nie za dużo... a piosenka broni się sama, zyskując dodatkowo na szlachetności i kontekście. Wciąż czuję skromne wzruszenie za każdym razem. Coś w tym musiało być.
https://www.youtube.com/watch?v=yBuHEV44s3Y
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Mam nadzieję, że kopiowanie opisów tudzież używanie AI nie będzie nowym trendem, bo jednak trochę mijałoby się z ideą tej zabawy. A i przepraszam za obsuwy, znowu jestem na tym etapie, że nie mam siły na klikanie w konkuter w domu
Tilt - Mówię Ci, Że
Sezon ósmy zaczynamy po polskiemu i postpunkowemu, bo w sumie czemu nie?
Będzie krótko, może nawet i telegraficznie krótko, bo szczerze mówiąc Tilt to jeden z tych nurtów polskiego rocka lat 80, który w sumie znam bardziej z nazwyoraz z dyskusji moich znajomych zajawionych polską muzyką rockową, niż osobiście. Wiem, że Lipiński miał pierdyliard projektow typu Brygada Kryzys czy Izrael, ale znam je albo wcale albo słabo. Z drugiej strony to co znam zawsze było dobre, więc pewnie powinienem sobie z tego powodu pluć w brodę.
Próbowałem wyżej przemycić żart że to byłby headliner Pinball festival wraz z Flipper oraz The Who, ale nie pykło.
Ale dziś nie zamierzam, bo dzisiaj zamierzam wstawić po prostu fajny, postpunkowy kawałek - taki jak lubię, czyli ze spoko klawiszem, fajnym saksofonem oraz chórkami młodej Kayah (wtedy znanej jako eee yyy nie pamiętam). I osobiście dla mnie bardzo ważny, bo poznałem go we wczesnym 2015 - w okresie gdy byłem jeszcze bardziej naiwny oraz znacznie głupszy, ale powoli, pomalutku zaczynałem uświadomiać sobie, że świat w którym żyjemy jest większym i gorszym syfem, niż wydawało mi się, że jest. I jak z wieloma utworami w bestce - pozwolił ten fakt mi jakoś oswoić.
I nie będe tego rozwijać, bo boje się zmierzania w tematy okołopolityczne tudzież prawienia kazań, wszak to jeden z tych WOKE kawałków, więc po prostu zostawię was z tą piosenką. Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=4cgSqCyoj1A
Tilt - Mówię Ci, Że
Sezon ósmy zaczynamy po polskiemu i postpunkowemu, bo w sumie czemu nie?
Będzie krótko, może nawet i telegraficznie krótko, bo szczerze mówiąc Tilt to jeden z tych nurtów polskiego rocka lat 80, który w sumie znam bardziej z nazwyoraz z dyskusji moich znajomych zajawionych polską muzyką rockową, niż osobiście. Wiem, że Lipiński miał pierdyliard projektow typu Brygada Kryzys czy Izrael, ale znam je albo wcale albo słabo. Z drugiej strony to co znam zawsze było dobre, więc pewnie powinienem sobie z tego powodu pluć w brodę.
Próbowałem wyżej przemycić żart że to byłby headliner Pinball festival wraz z Flipper oraz The Who, ale nie pykło.
Ale dziś nie zamierzam, bo dzisiaj zamierzam wstawić po prostu fajny, postpunkowy kawałek - taki jak lubię, czyli ze spoko klawiszem, fajnym saksofonem oraz chórkami młodej Kayah (wtedy znanej jako eee yyy nie pamiętam). I osobiście dla mnie bardzo ważny, bo poznałem go we wczesnym 2015 - w okresie gdy byłem jeszcze bardziej naiwny oraz znacznie głupszy, ale powoli, pomalutku zaczynałem uświadomiać sobie, że świat w którym żyjemy jest większym i gorszym syfem, niż wydawało mi się, że jest. I jak z wieloma utworami w bestce - pozwolił ten fakt mi jakoś oswoić.
I nie będe tego rozwijać, bo boje się zmierzania w tematy okołopolityczne tudzież prawienia kazań, wszak to jeden z tych WOKE kawałków, więc po prostu zostawię was z tą piosenką. Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=4cgSqCyoj1A
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Kolejka 1. (176.)
1. Gwenifer Raymond – The Three Deaths of Red Spectre (Hien)
2. Dario G - Sunchyme (devotional)
3. Gorillaz feat. Adeleye Omotayo – Silent Running (shodan)
4. Cheryl Cole feat. will.i.am - 3 Words (stripped)
5. Dawid Podsiadło - Let You Down (Dragon)
6. Tilt - Mówię Ci, że (mintaj)
1. Gwenifer Raymond – The Three Deaths of Red Spectre (Hien)
2. Dario G - Sunchyme (devotional)
3. Gorillaz feat. Adeleye Omotayo – Silent Running (shodan)
4. Cheryl Cole feat. will.i.am - 3 Words (stripped)
5. Dawid Podsiadło - Let You Down (Dragon)
6. Tilt - Mówię Ci, że (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Gwenifer Raymond – The Three Deaths of Red Spectre
Pierwszy numer kolejki, od razu z grubej rury chropowatym brzmieniem, technicznymi piruetami po uszach. Jeśli na płytach dałaby radę ujarzmić ciągoty do niekończących się progresywnych zagrywek to spoczko, tutaj te spokojne momenty i tak brzmią ciężko. Czuć mroczny klimacik, ale tonie w tym brzmieniu strasznie. Gdzieś tam czai się ciekawszy pomysł, choć tylko momentami. Drake przy niej to radykalny asceta, co na plus. Dla niego. Zbyt nerwowe do spokojnego odsłuchu, zbyt rozbiegane i ulotne na głębsze kminki. Początek najbardziej tajemniczy, potem gitarowe wodolejstwo. Szczególnie, że to nie moje klimaty... wymyka się stereotypowym skojarzeniom, ale kosztem nudzenia. Nie wiem, o co tutaj w sumie chodziło.
Dario G - Sunchyme
...a może to był jakiś starotelewizyjny program muzyczny na YT? Parkietowy podkład sprzyja wykorzystaniu pod zapowiedzi koncertów, nowości wydawniczych, jakichś dłuższych plansz bez komentarza. Sampel wykorzystany do granic możliwości, ale cała bitowa otoczka równie ciekawa. Przede wszystkim początkowa melodia klawiszowa, najtisowy zachód słońca późnym latem tak właśnie brzmi. Nie wieje przesadnie kiczem, clapy użyte tylko w mostkach (tam ich miejsce), wersja radiowa wyczerpuje temat w stu procentach. O pozostałym materiale Dario G niech świadczy fakt zapomnienia dawnych odsłuchów płyty, na której jest Sunchyme. Ehh, co by człowiek czasem zrobił, gdyby nie RYM. Tam nie mogło być zbyt dobrze xD Musiał domyka skromny cykl, przypominając jednocześnie o nadchodzącym zmierzchu lata. Przyjemna muzyczna pocztówka.
Gorillaz feat. Adeleye Omotayo – Silent Running
Z każdym rokiem coraz mniej wierzę w zapewnienia forumu o szczególnej miłości wobec jesieni. Nie, nie, nie, panowie, 3/4 roku chodzą u was jesienne rytmy i to po prostu fakt heh Bez żadnej urazy czy czepialstwa... chyba, że zarzucicie określonych rytmów za dużo, wtedy wróci okres brumby i wyjątkowo średniego marudzenia, wiadomo. Późne Gorillaz to (dla mnie) jeden udany kawałek z The Now Now oraz szybkie wyczyszczenie reszty płyty z pamięci. Nudy na pudy bez chęci powrotów. Podrzucany singiel skręca raczej w tę drugą stronę. Rzetelnie zrobiony pop z dość tetryckim wokalem (chwilami idzie nawet autotune?), szczególnie w pierwszej zwrotce. Trochę nie wyczułem, jakie wrażenie chce we mnie wywołać. Dużo przegadanych (prześpiewanych? można tak powiedzieć) momentów, mało konkretów, spokojne tempo, synthowe brzmienia dla samej obecności na przykład. Całość wręcz lekko usypiająca. Muzyka dla bardziej wczutych fanów Gorillaz. Po Demon Days nic nie potrafi nawet częściowo zainteresować do dalszych poszukiwań. Osobisty sentyment raczej nie ma z tym nic wspólnego, tamtych nagrań słucham wciąż z dużą przyjemnością.
Cheryl Cole feat. will.i.am - 3 Words
Szeryl Kol kojarzę dzięki innej piosence z tamtego czasu, nie byłem świadomy współpracy z Will.i.amem. Z jednej strony podoba mi się ten chamsko ciosany klubowy bicior. Z drugiej jest opakowany gitarką, tanim pianinkiem, niezgrabnym tekstem, trochę się to wszystko wlecze. Nie wiadomo, czy ma być radiowo, klubowo czy pościelowo. Tło w refrenie mi się podoba, generalnie to jedno, dwa brzmienia z nałożonym efektem... w tym kierunku trzeba było pójść. Myślę, że w określonych etapach życia istnieje jakaś policzalna grupa utworów na ten temat, które trafiają bezpośrednio, cała reszta przy dobrych wiatrach może dostać bezpieczny props. Dziwna niezgrabność tej piosenki sprawia, że jednocześnie drażni, ale i zostaje w głowie. Słychać, że czegoś tutaj szukano. Szkoda, że zostawiono to w połowie drogi do celu. Ostrzejsze momenty na plus, reszta w niepamięć.
Tilt - Mówię Ci, że
Post-punk po polskiemu, czyli z należycie przyciężkawą warstwą liryczną i dogęszczanymi aranżami. Saksofon, Kayah, charakterystyczne brzmienie klawiszy, czyli trochę jak Kult, a trochę Obywatel G.C., hue hue. Z kolei to brzmienie automatu wykorzystywali wówczas prawie wszyscy. Sorry Seba, ale tutaj tekst i kontekst aktywności publicznych dominuje wyraźnie. Jak jeszcze 'Nie wierzę politykom' żyje własnym życiem, potrafiłem znaleźć w zupełnie nieoczywistych filmach na YT, tak ten numer czy zarżnięte bez oporu i cienia żenady 'Jeszcze będzie przepięknie' to jest to, co cofa mnie od kontynuowania poszukiwań w tym kierunku. Z kolei smarowanie PO to już jest techniczny nokaut. W alternatywnej rzeczywistości niektórzy muzycy czy po prostu ludzie kultury nie ośmieszają swojej twórczości, topiąc ją w bagnie codziennej politycznej naparzanki. O niektórych nie umiem myśleć bez tej etykietki w głowie, niestety. Tilt stawiam równie wysoko jak Sztywny Pal Azji, czyli totalnie rozmemłany post-punk potraktowany zbyt dużą ilością patosu, który zostawiłem na próbach w szkolnej auli w 2018 roku. Nie słyszałem ich piosenek w wykonaniu znajomego licealnego zespołu, ale aż za dobrze wiem, że na pewno do wielu występów pasowałoby idealnie. PRZEPRASZAM. Chyba, że wjechałoby coś właśnie z repertuaru pierdyliarda innych projektów. Wtedy kulturka, nie ulałoby się. Mówię ci, że ten numer to prowokuje...
Pierwszy numer kolejki, od razu z grubej rury chropowatym brzmieniem, technicznymi piruetami po uszach. Jeśli na płytach dałaby radę ujarzmić ciągoty do niekończących się progresywnych zagrywek to spoczko, tutaj te spokojne momenty i tak brzmią ciężko. Czuć mroczny klimacik, ale tonie w tym brzmieniu strasznie. Gdzieś tam czai się ciekawszy pomysł, choć tylko momentami. Drake przy niej to radykalny asceta, co na plus. Dla niego. Zbyt nerwowe do spokojnego odsłuchu, zbyt rozbiegane i ulotne na głębsze kminki. Początek najbardziej tajemniczy, potem gitarowe wodolejstwo. Szczególnie, że to nie moje klimaty... wymyka się stereotypowym skojarzeniom, ale kosztem nudzenia. Nie wiem, o co tutaj w sumie chodziło.
Dario G - Sunchyme
...a może to był jakiś starotelewizyjny program muzyczny na YT? Parkietowy podkład sprzyja wykorzystaniu pod zapowiedzi koncertów, nowości wydawniczych, jakichś dłuższych plansz bez komentarza. Sampel wykorzystany do granic możliwości, ale cała bitowa otoczka równie ciekawa. Przede wszystkim początkowa melodia klawiszowa, najtisowy zachód słońca późnym latem tak właśnie brzmi. Nie wieje przesadnie kiczem, clapy użyte tylko w mostkach (tam ich miejsce), wersja radiowa wyczerpuje temat w stu procentach. O pozostałym materiale Dario G niech świadczy fakt zapomnienia dawnych odsłuchów płyty, na której jest Sunchyme. Ehh, co by człowiek czasem zrobił, gdyby nie RYM. Tam nie mogło być zbyt dobrze xD Musiał domyka skromny cykl, przypominając jednocześnie o nadchodzącym zmierzchu lata. Przyjemna muzyczna pocztówka.
Gorillaz feat. Adeleye Omotayo – Silent Running
Z każdym rokiem coraz mniej wierzę w zapewnienia forumu o szczególnej miłości wobec jesieni. Nie, nie, nie, panowie, 3/4 roku chodzą u was jesienne rytmy i to po prostu fakt heh Bez żadnej urazy czy czepialstwa... chyba, że zarzucicie określonych rytmów za dużo, wtedy wróci okres brumby i wyjątkowo średniego marudzenia, wiadomo. Późne Gorillaz to (dla mnie) jeden udany kawałek z The Now Now oraz szybkie wyczyszczenie reszty płyty z pamięci. Nudy na pudy bez chęci powrotów. Podrzucany singiel skręca raczej w tę drugą stronę. Rzetelnie zrobiony pop z dość tetryckim wokalem (chwilami idzie nawet autotune?), szczególnie w pierwszej zwrotce. Trochę nie wyczułem, jakie wrażenie chce we mnie wywołać. Dużo przegadanych (prześpiewanych? można tak powiedzieć) momentów, mało konkretów, spokojne tempo, synthowe brzmienia dla samej obecności na przykład. Całość wręcz lekko usypiająca. Muzyka dla bardziej wczutych fanów Gorillaz. Po Demon Days nic nie potrafi nawet częściowo zainteresować do dalszych poszukiwań. Osobisty sentyment raczej nie ma z tym nic wspólnego, tamtych nagrań słucham wciąż z dużą przyjemnością.
Cheryl Cole feat. will.i.am - 3 Words
Szeryl Kol kojarzę dzięki innej piosence z tamtego czasu, nie byłem świadomy współpracy z Will.i.amem. Z jednej strony podoba mi się ten chamsko ciosany klubowy bicior. Z drugiej jest opakowany gitarką, tanim pianinkiem, niezgrabnym tekstem, trochę się to wszystko wlecze. Nie wiadomo, czy ma być radiowo, klubowo czy pościelowo. Tło w refrenie mi się podoba, generalnie to jedno, dwa brzmienia z nałożonym efektem... w tym kierunku trzeba było pójść. Myślę, że w określonych etapach życia istnieje jakaś policzalna grupa utworów na ten temat, które trafiają bezpośrednio, cała reszta przy dobrych wiatrach może dostać bezpieczny props. Dziwna niezgrabność tej piosenki sprawia, że jednocześnie drażni, ale i zostaje w głowie. Słychać, że czegoś tutaj szukano. Szkoda, że zostawiono to w połowie drogi do celu. Ostrzejsze momenty na plus, reszta w niepamięć.
Tilt - Mówię Ci, że
Post-punk po polskiemu, czyli z należycie przyciężkawą warstwą liryczną i dogęszczanymi aranżami. Saksofon, Kayah, charakterystyczne brzmienie klawiszy, czyli trochę jak Kult, a trochę Obywatel G.C., hue hue. Z kolei to brzmienie automatu wykorzystywali wówczas prawie wszyscy. Sorry Seba, ale tutaj tekst i kontekst aktywności publicznych dominuje wyraźnie. Jak jeszcze 'Nie wierzę politykom' żyje własnym życiem, potrafiłem znaleźć w zupełnie nieoczywistych filmach na YT, tak ten numer czy zarżnięte bez oporu i cienia żenady 'Jeszcze będzie przepięknie' to jest to, co cofa mnie od kontynuowania poszukiwań w tym kierunku. Z kolei smarowanie PO to już jest techniczny nokaut. W alternatywnej rzeczywistości niektórzy muzycy czy po prostu ludzie kultury nie ośmieszają swojej twórczości, topiąc ją w bagnie codziennej politycznej naparzanki. O niektórych nie umiem myśleć bez tej etykietki w głowie, niestety. Tilt stawiam równie wysoko jak Sztywny Pal Azji, czyli totalnie rozmemłany post-punk potraktowany zbyt dużą ilością patosu, który zostawiłem na próbach w szkolnej auli w 2018 roku. Nie słyszałem ich piosenek w wykonaniu znajomego licealnego zespołu, ale aż za dobrze wiem, że na pewno do wielu występów pasowałoby idealnie. PRZEPRASZAM. Chyba, że wjechałoby coś właśnie z repertuaru pierdyliarda innych projektów. Wtedy kulturka, nie ulałoby się. Mówię ci, że ten numer to prowokuje...
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dario G - Sunchyme
Ciekawe, że ludzie poznają ten kawałek, ja go słyszę pierwszy raz, a przynajmniej świadomie, a jeżeli słyszałem wcześniej, to wyleciał drugim uchem. W sumie nie wiem czemu, w 1997 r. to powinno mi się podobać, ale po prostu nie pamiętam tego z eteru, a ni ze składanek kasetowych, które posiadałem. Mniejsza z tym, kolejny kolega, który wjeżdża z letnimi numerami lekko za późno, ale spoko. W końcu we wrześniu, studenci jeżdżą jeszcze na wakacje, a przecież Musiał, pod jakimś tam względem, JEST JESZCZE STUDENTEM. Kawałek jest spoko, może go wezmę na wakacje za rok, o ile nie zapomnę o jego istnieniu, a to niestety zdarza się często (wrzucaj te mp3 człowieku!).
Gorillaz – Silent Running
Fajnie, że Wuja zarzucił późniejszymi Gorillaz, bo tej ostatniej płyty jeszcze nie przesłuchałem, a generalnie cenię sobie te bardziej współczesne albumy. Brzmi to trochę jak coś, co by Albarn mógł wydać solo, przy czym on na solówkach brzmi kompletnie inaczej. Inna sprawa, że Gorillaz to i tak jest Albarn lol. W każdym razie, nie pamiętam kiedy ostatnio Wuja zapodał tak doskonały kawałek. Świetna piosenka, fajne brzmienie, które idealnie pasuje na ten przejściowy moment między latem, a jesienią. Jest vibe lata, ale czuć w tym jakiś przemykający smutek. Damon na wokalu włada. Bardzo melodyjnie, bardzo chwytliwie, ale tez na bardzo konkretnym poziomie. Fantastyczna wrzutka.
Cheryl Cole feat. will.i.am - 3 Words
Dopiero ostatnio zdałem sobie sprawę, że will.i.am, to William, w sensie jak się na to patrzy, to widać od razu, ale jak się słyszy ŁILAJEM, to to dociera z dużym oporem. Mam sentyment do tego gościa przez wzgląd na 00sy, jak słyszę ten charakterystyczny głos, z obowiązkową porcją auto-tune’a, to jakieś receptory nostalgii zaczynają produkować swoje. Ciekawy kawałek, to nie jest typowy will.i.am, albo ja siusiaka o nim wiem, w ogóle to skupiam się na nim, a to nawet nie jego numer, on tylko featuje. To chyba najlepiej pokazuje, jaką pozycję sobie facet zbudował przez lata. Gitary w tle pobrzmiewają jak rasowy zespół indie (np. Message to Bears), ale potem wchodzi ten taneczny bit i elektronika. Kurde no, nie spodziewałbym się takiego czegoś. Nie moge się zgodzić, że to typowe eska-core, zbyt mroczne. Zajebista rzecz.
Dawid Podsiadło - Let You Down
Pamiętam jak zachwyciłem się debiutem Dawida, koło 2013 r. To była naprawdę doskonała płyta, a potem wyszła druga i również była doskonała. Byłem też wtedy na koncercie (nie na stadionie, tylko jeszcze w klubie) i ten też był doskonały. Pamiętam, jak Podsiadło, który jeszcze wtedy sam obsługiwał własnego peja, pisał że planuje wydać muzykę zagranicą i będzie używał pseudonimu David Ross, w ukłonie dla postaci z „Przyjaciół”. Nigdy nic pod tym nazwiskiem nie wydał. Nagle Dawid zorientował się, że więcej zarabia się: 1) śpiewając po Polsku, 2) wiążąc się z Męskim graniem i 3) wpuszczając producenta Sanah do studia. To by nawet wszystko nie miało znaczenia, gdyby nie to, że mocno zmieniło sposób pisania Podiadły i generalnie 80% tego co wydał po drugim albumie, to gówno. W pewnym momencie odpuściłem już sprawdzanie nowości, bo to nie miało sensu. Zachowam sobie wspomnienia z czasów 10 lat temu, kiedy Dawid był Dawidem, a mniej przypominał wytwór wydawcy. Znajomy był na jednym z tych stadionowych koncertów, parę lat temu i rzucił anegdotą, jak to Dawid usiadł do pianina, zaczął jakiś skromny utwór z pierwszej płyty, ale dzieciarnia tak bardzo go zagadała i zakrzyczała, że po minucie, ze smutnym uśmiechem, porzucił granie i przeszedł do jakiegoś aktualnego hitu. To chyba najlepiej pokazuje, w jakim momencie kariery jest. No, ale nie ważne, bo walę tu ścianę o tym i tamtym, a tu Dragon wrzuca kawałek, który jest bardzo dobry. Widać, że to jakiś one-off, bo ma zupełnie inny vibe niż to, co Podsiadło aktualnie wysrywa. Ciekawa muzyka, bardzo dobry wokal Dawida, klimat niemal jak Radiohead (których DS jest fanem). Dobry podkład do osobistych wynurzeń, rozumiem feelsy. Jest jeszcze nadzieja, że ten chłopak nagra dobrą muzykę, pytanie czy będzie jeszcze mi się chciało to sprawdzać.
Tilt - Mówię Ci, Że
Te stare polskie post punki, new i cold wave’y, itd., no nie mogę się oprzeć nigdy temu specyficznemu klimatowi. Pisałem o tym milion razy, że po prostu te nasze rzeczy brzmiały unikatowo. Ja Tilt znam z nazwy, przez lata nie miałem żadnego nawyku sprawdzania polskich zespołów tego typu, więc nadrabiam nadal i będę nadrabiał długo. Dobra produkcja, fajne gitary, sax solo klasa. Nie wiem, czy bym tego słuchał często, ale na pewno mam ochotę posłuchać jakiejś płyty, poszerzyć te horyzonty, ponieważ tak należy robić, jeśli dobrze się czegoś słucha.
Ciekawe, że ludzie poznają ten kawałek, ja go słyszę pierwszy raz, a przynajmniej świadomie, a jeżeli słyszałem wcześniej, to wyleciał drugim uchem. W sumie nie wiem czemu, w 1997 r. to powinno mi się podobać, ale po prostu nie pamiętam tego z eteru, a ni ze składanek kasetowych, które posiadałem. Mniejsza z tym, kolejny kolega, który wjeżdża z letnimi numerami lekko za późno, ale spoko. W końcu we wrześniu, studenci jeżdżą jeszcze na wakacje, a przecież Musiał, pod jakimś tam względem, JEST JESZCZE STUDENTEM. Kawałek jest spoko, może go wezmę na wakacje za rok, o ile nie zapomnę o jego istnieniu, a to niestety zdarza się często (wrzucaj te mp3 człowieku!).
Gorillaz – Silent Running
Fajnie, że Wuja zarzucił późniejszymi Gorillaz, bo tej ostatniej płyty jeszcze nie przesłuchałem, a generalnie cenię sobie te bardziej współczesne albumy. Brzmi to trochę jak coś, co by Albarn mógł wydać solo, przy czym on na solówkach brzmi kompletnie inaczej. Inna sprawa, że Gorillaz to i tak jest Albarn lol. W każdym razie, nie pamiętam kiedy ostatnio Wuja zapodał tak doskonały kawałek. Świetna piosenka, fajne brzmienie, które idealnie pasuje na ten przejściowy moment między latem, a jesienią. Jest vibe lata, ale czuć w tym jakiś przemykający smutek. Damon na wokalu włada. Bardzo melodyjnie, bardzo chwytliwie, ale tez na bardzo konkretnym poziomie. Fantastyczna wrzutka.
Cheryl Cole feat. will.i.am - 3 Words
Dopiero ostatnio zdałem sobie sprawę, że will.i.am, to William, w sensie jak się na to patrzy, to widać od razu, ale jak się słyszy ŁILAJEM, to to dociera z dużym oporem. Mam sentyment do tego gościa przez wzgląd na 00sy, jak słyszę ten charakterystyczny głos, z obowiązkową porcją auto-tune’a, to jakieś receptory nostalgii zaczynają produkować swoje. Ciekawy kawałek, to nie jest typowy will.i.am, albo ja siusiaka o nim wiem, w ogóle to skupiam się na nim, a to nawet nie jego numer, on tylko featuje. To chyba najlepiej pokazuje, jaką pozycję sobie facet zbudował przez lata. Gitary w tle pobrzmiewają jak rasowy zespół indie (np. Message to Bears), ale potem wchodzi ten taneczny bit i elektronika. Kurde no, nie spodziewałbym się takiego czegoś. Nie moge się zgodzić, że to typowe eska-core, zbyt mroczne. Zajebista rzecz.
Dawid Podsiadło - Let You Down
Pamiętam jak zachwyciłem się debiutem Dawida, koło 2013 r. To była naprawdę doskonała płyta, a potem wyszła druga i również była doskonała. Byłem też wtedy na koncercie (nie na stadionie, tylko jeszcze w klubie) i ten też był doskonały. Pamiętam, jak Podsiadło, który jeszcze wtedy sam obsługiwał własnego peja, pisał że planuje wydać muzykę zagranicą i będzie używał pseudonimu David Ross, w ukłonie dla postaci z „Przyjaciół”. Nigdy nic pod tym nazwiskiem nie wydał. Nagle Dawid zorientował się, że więcej zarabia się: 1) śpiewając po Polsku, 2) wiążąc się z Męskim graniem i 3) wpuszczając producenta Sanah do studia. To by nawet wszystko nie miało znaczenia, gdyby nie to, że mocno zmieniło sposób pisania Podiadły i generalnie 80% tego co wydał po drugim albumie, to gówno. W pewnym momencie odpuściłem już sprawdzanie nowości, bo to nie miało sensu. Zachowam sobie wspomnienia z czasów 10 lat temu, kiedy Dawid był Dawidem, a mniej przypominał wytwór wydawcy. Znajomy był na jednym z tych stadionowych koncertów, parę lat temu i rzucił anegdotą, jak to Dawid usiadł do pianina, zaczął jakiś skromny utwór z pierwszej płyty, ale dzieciarnia tak bardzo go zagadała i zakrzyczała, że po minucie, ze smutnym uśmiechem, porzucił granie i przeszedł do jakiegoś aktualnego hitu. To chyba najlepiej pokazuje, w jakim momencie kariery jest. No, ale nie ważne, bo walę tu ścianę o tym i tamtym, a tu Dragon wrzuca kawałek, który jest bardzo dobry. Widać, że to jakiś one-off, bo ma zupełnie inny vibe niż to, co Podsiadło aktualnie wysrywa. Ciekawa muzyka, bardzo dobry wokal Dawida, klimat niemal jak Radiohead (których DS jest fanem). Dobry podkład do osobistych wynurzeń, rozumiem feelsy. Jest jeszcze nadzieja, że ten chłopak nagra dobrą muzykę, pytanie czy będzie jeszcze mi się chciało to sprawdzać.
Tilt - Mówię Ci, Że
Te stare polskie post punki, new i cold wave’y, itd., no nie mogę się oprzeć nigdy temu specyficznemu klimatowi. Pisałem o tym milion razy, że po prostu te nasze rzeczy brzmiały unikatowo. Ja Tilt znam z nazwy, przez lata nie miałem żadnego nawyku sprawdzania polskich zespołów tego typu, więc nadrabiam nadal i będę nadrabiał długo. Dobra produkcja, fajne gitary, sax solo klasa. Nie wiem, czy bym tego słuchał często, ale na pewno mam ochotę posłuchać jakiejś płyty, poszerzyć te horyzonty, ponieważ tak należy robić, jeśli dobrze się czegoś słucha.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Gwenifer Raymond – The Three Deaths of Red Spectre
Naprawdę zadziwia mnie fakt, że Hien grając w Obcy Izolacja ma głowę do takich rzeczy jak słuchanie muzyki w radio. Grałem w tę grę wielokrotnie i nigdy nawet nie przyszło mi do głowy owego radia włączyć. Za bardzo byłem pochłonięty klimatem gry. Za bardzo byłem obesrany ze strachu, że ktoś lub coś tę muzykę usłyszy. W ogóle nie przyszło mi do głowy nawet zawracać sobie głowę jakimś radyjkiem. No ale jak już pomyślę o jakiejś muzyce w takiej grze, to raczej wyobraziłbym ją sobie inaczej. W innym klimacie, dużo bardziej złowrogim. Z drugiej strony gdyby taki świat rzeczywiście istniał, to nie widzę powodu, dlaczego w radio gdzieś na stacji kosmicznej typu Sevastopol miałaby lecieć złowroga muzyka.
To co Hien pisze w kontekście tej piosenki doskonale rozumiem. Ja mam tak bardzo często. Nawet w bestce się zdarza nagminnie, że po pierwszym przesłuchaniu mam ochotę wszystkie utwory wyrzucić do kosza, a dzień później przy kolejnym odsłuchu się połową kolejki nagle jaram. To normalne. A co do samego utworu – instrumentarium bardzo ascetyczne. Tylko gitara i nic więcej. Chociaż w sumie słyszę tam chyba dwie gitary. Czy mi się to podoba? Sam nie wiem. Ma to jakiś swój klimat. Myślę, że w jakichś ściśle określonych okolicznościach mogłoby zaskoczyć. Jeszcze dzisiaj to nie nastąpiło. Ale nigdy nic nie wiadomo co nastąpi kiedyś tam. Może na próbę posłucham paru utworów z albumu pani Gwenifer? A już na pewno obiecuję sobie, że przy kolejnej rozgrywce w Izolację posłucham sobie jakiegoś radyjka.
Dario G – Sunchyme
No teraz to jestem w domu i wiem, skąd kojarzyłem w ogóle refren z wrzutki Deva ze 175 kolejki. I wiem też, dlaczego to kojarzyło mi się tak mocno z jakąś niby bajką/kreskówką . Oczywiście przez teledysk. Muzyka muzyką, ale w clipie mamy te wszystkie afrykańskie klimaty właśnie. Przypomniałem sobie, że kiedyś to rzeczywiście latało po stacjach telewizyjnych. W każdym razie ten niby „cover” podoba mi się dużo bardziej, niż oryginał. Szybsze tempo dobrze mu robi. Dobrze to brzmi. W takim wydaniu ten refren nabiera dopiero rumieńców. I utwór całkiem fajnie pasuje do końca lata. Tym bardziej, że póki co pogoda wciąż dopisuje
Cheryl Cole feat. will.i.am – 3 Words
Coś mi mówi nazwisko Cheryl Cole, ale tylko tyle w sumie. Za to na pewno mówi mi sporo ksywa will.i.am. Utwór mi się podoba dzięki tym zmianom dynamiki. To bit się pojawia, to znowu zanika. Raz jest spokojnie kiedy dwójka wokalistów śpiewa przy akompaniamencie gitary i pianina (zwrotki), za chwilę bit tłucze ochoczo (refreny). Do tego niezgorsza melodia i całkiem ładne wokale. Murzyn niepotrzebnie się tłumaczy na zapas z radiowego stylu numeru, kliszowości itp. bo to nie ma żadnego znaczenia. Muzyka albo się podoba, albo nie. Reszta nie ma znaczenia.
Dawid Podsiadło – Let You Down
Ja nie jestem znawcą Podsiadły. Słyszałem parę utworów i nie wiem nawet który z jakiej płyty pochodzi. Zauważyłem jednak, że to jest wykonawca, który potrafi mnie zarówno zainteresować, jak i kompletnie odrzucić. Ostatnio w eterze lata taki utwór, który koszmarnie mnie irytuje. Na początku nawet nie wiedziałem, że to Podsiadło. Dopiero po jakimś czasie mi ten wokal wydał się jednak znajomy. Pomyślałem sobie – „mam nadzieję, że to nie jest Podsiadło”. Niestety to był jego utwór jak się okazało.
Let You Down na szczęście należy do grupy tych dobrych utworów. Bo jest klimat, jest ładna melodia, jest nastrój. Lubię takie dobrze zaaranżowane ballady. I tak ładnie zaśpiewane. Nie to co te jego ostatnie wokalne „popisy” w fatalnym „Pięknie płyniesz” (sprawdziłem, to ten irytujący numer).
Tilt – Mówię Ci, że
Coraz bardziej się przekonuje, że nie lubię post-panku. Szczególnie w polskim wydaniu. Nie lubię w ogóle tych starych polskich, rockowych zespołów. Nie lubię Kayah ani młodej, ani starszej. Tilt kojarzę jedynie z nazwy, kiedyś tam pewnie coś słyszałem przypadkiem. Ale raczej będę się ich wystrzegał. Nawet nie chodzi o to, że mnie drażnią, odrzucają czy coś w tym stylu. Po prostu są dla mnie w tym utworze tak nudni i nijacy, że wolę jednak w to miejsce napawać się ciszą niż słuchać ich muzyki. No niestety Seba, ale raczej po mnie się tego spodziewałeś. W końcu trochę mnie już znasz.
Naprawdę zadziwia mnie fakt, że Hien grając w Obcy Izolacja ma głowę do takich rzeczy jak słuchanie muzyki w radio. Grałem w tę grę wielokrotnie i nigdy nawet nie przyszło mi do głowy owego radia włączyć. Za bardzo byłem pochłonięty klimatem gry. Za bardzo byłem obesrany ze strachu, że ktoś lub coś tę muzykę usłyszy. W ogóle nie przyszło mi do głowy nawet zawracać sobie głowę jakimś radyjkiem. No ale jak już pomyślę o jakiejś muzyce w takiej grze, to raczej wyobraziłbym ją sobie inaczej. W innym klimacie, dużo bardziej złowrogim. Z drugiej strony gdyby taki świat rzeczywiście istniał, to nie widzę powodu, dlaczego w radio gdzieś na stacji kosmicznej typu Sevastopol miałaby lecieć złowroga muzyka.
To co Hien pisze w kontekście tej piosenki doskonale rozumiem. Ja mam tak bardzo często. Nawet w bestce się zdarza nagminnie, że po pierwszym przesłuchaniu mam ochotę wszystkie utwory wyrzucić do kosza, a dzień później przy kolejnym odsłuchu się połową kolejki nagle jaram. To normalne. A co do samego utworu – instrumentarium bardzo ascetyczne. Tylko gitara i nic więcej. Chociaż w sumie słyszę tam chyba dwie gitary. Czy mi się to podoba? Sam nie wiem. Ma to jakiś swój klimat. Myślę, że w jakichś ściśle określonych okolicznościach mogłoby zaskoczyć. Jeszcze dzisiaj to nie nastąpiło. Ale nigdy nic nie wiadomo co nastąpi kiedyś tam. Może na próbę posłucham paru utworów z albumu pani Gwenifer? A już na pewno obiecuję sobie, że przy kolejnej rozgrywce w Izolację posłucham sobie jakiegoś radyjka.
Dario G – Sunchyme
No teraz to jestem w domu i wiem, skąd kojarzyłem w ogóle refren z wrzutki Deva ze 175 kolejki. I wiem też, dlaczego to kojarzyło mi się tak mocno z jakąś niby bajką/kreskówką . Oczywiście przez teledysk. Muzyka muzyką, ale w clipie mamy te wszystkie afrykańskie klimaty właśnie. Przypomniałem sobie, że kiedyś to rzeczywiście latało po stacjach telewizyjnych. W każdym razie ten niby „cover” podoba mi się dużo bardziej, niż oryginał. Szybsze tempo dobrze mu robi. Dobrze to brzmi. W takim wydaniu ten refren nabiera dopiero rumieńców. I utwór całkiem fajnie pasuje do końca lata. Tym bardziej, że póki co pogoda wciąż dopisuje
Cheryl Cole feat. will.i.am – 3 Words
Coś mi mówi nazwisko Cheryl Cole, ale tylko tyle w sumie. Za to na pewno mówi mi sporo ksywa will.i.am. Utwór mi się podoba dzięki tym zmianom dynamiki. To bit się pojawia, to znowu zanika. Raz jest spokojnie kiedy dwójka wokalistów śpiewa przy akompaniamencie gitary i pianina (zwrotki), za chwilę bit tłucze ochoczo (refreny). Do tego niezgorsza melodia i całkiem ładne wokale. Murzyn niepotrzebnie się tłumaczy na zapas z radiowego stylu numeru, kliszowości itp. bo to nie ma żadnego znaczenia. Muzyka albo się podoba, albo nie. Reszta nie ma znaczenia.
Dawid Podsiadło – Let You Down
Ja nie jestem znawcą Podsiadły. Słyszałem parę utworów i nie wiem nawet który z jakiej płyty pochodzi. Zauważyłem jednak, że to jest wykonawca, który potrafi mnie zarówno zainteresować, jak i kompletnie odrzucić. Ostatnio w eterze lata taki utwór, który koszmarnie mnie irytuje. Na początku nawet nie wiedziałem, że to Podsiadło. Dopiero po jakimś czasie mi ten wokal wydał się jednak znajomy. Pomyślałem sobie – „mam nadzieję, że to nie jest Podsiadło”. Niestety to był jego utwór jak się okazało.
Let You Down na szczęście należy do grupy tych dobrych utworów. Bo jest klimat, jest ładna melodia, jest nastrój. Lubię takie dobrze zaaranżowane ballady. I tak ładnie zaśpiewane. Nie to co te jego ostatnie wokalne „popisy” w fatalnym „Pięknie płyniesz” (sprawdziłem, to ten irytujący numer).
Tilt – Mówię Ci, że
Coraz bardziej się przekonuje, że nie lubię post-panku. Szczególnie w polskim wydaniu. Nie lubię w ogóle tych starych polskich, rockowych zespołów. Nie lubię Kayah ani młodej, ani starszej. Tilt kojarzę jedynie z nazwy, kiedyś tam pewnie coś słyszałem przypadkiem. Ale raczej będę się ich wystrzegał. Nawet nie chodzi o to, że mnie drażnią, odrzucają czy coś w tym stylu. Po prostu są dla mnie w tym utworze tak nudni i nijacy, że wolę jednak w to miejsce napawać się ciszą niż słuchać ich muzyki. No niestety Seba, ale raczej po mnie się tego spodziewałeś. W końcu trochę mnie już znasz.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Gwenifer Raymond - The Three Deaths of Red Spectre
STARY WRÓCIŁ Z MLEKIEM
Co by dobrego nie mówić o niektórych elektronicznych wrzutach munlupa tak jak wbija na forum z gitarą we wrzucie to od razu jest inna liga jakby. Tu nawet mamy już maximum minimum munlupowego bo gitarę solo przez prawie 7 minut ale ta dziewucha sporo z niej wyciska na tym dystansie. Chwilami pobrzmiewa to klimatami cyganerii, oni miewają ciągoty do gitarowej wirtuozerii też, odrobinę jest też tu mroku powiedzmy, całość klimatu surowa i gęsta mimo wszystko. Nie wiem czy numer sam w sobie zapadnie w pamięć tak jak ten klimat tu wytworzony właśnie ale robi dobre wrażenie na pewno i sprawia że jako fan munlupowego jesieniarstwa już czuję się jak w domu. Solidne otwarcie.
Dario G - Sunchyme
Dev w kontraście do kolegi - o ile Kuba już mości się pod kocem z herbatą tak ten resztkami sił łapie się umykającego przez palce lata. Numer to pianinkowy dance który potem przechodzi w bardziej tropikalny klimat za sprawą tego klawisza co brzmi jak steel pan, samplowany refrenik najmocniejszą jego stroną ale całość bez podjazdu do źródłowego utworu. Klip faktycznie fajny, możliwe że rzucił mi się gdzieś kiedyś w oczy. Samo Sunchyme trochę mimowolnie przeleciało przez głowę jak właśnie to lato którego prawie nie było.
Gorillaz feat. Adeleye Omotayo - Silent Running
Wujas atakuje dublem ale przynajmniej pokazuje Goryli od nieco bardziej własnej strony z płyty której nie słuchałem. Jest to taki standardowy słodko-gorzki numer w ich wykonaniu, aranżacja jest raczej lekka i pozytywna w kontraście do standardowo smutającego Damona Albarna na wokalu. Reklamowany przez Wujasa Pan Adaleye robi tu raptem za chórki, ale na tyle ile słyszałem brzmi niezbyt wyróżniająco się, może inna wrzuta z nim sprawi że pomyślę inaczej. Mocno kojarzy mi się z kimś jego wokal ale nie mogę sobie przypomnieć teraz. Podejrzewam że też mógłby to być mój ulubiony numer z Cracker Island jakbym już przesłuchał bo ma w sobie właśnie tą mieszankę którą sobie w muzyce Gorillaz od zawsze ceniłem.
Dawid Podsiadło - Let You Down
Nie spodziewałem się tego Pana u Dragona we wrzutkach ale jednak z językiem angielskim to faktycznie nieco inna bajka. I o ile często czepiam się polskich wykonawców za śpiewanie w tym języku tak tu wyjątkowo wyszło to naprawdę dobrze. Polski pop jednak cierpi mocno na różne cringe'owe zbitki językowe które pojawiają się w tekstach naszych rodzimych wykonawców co sprawia że częściej człowiek się od nich odbija i przewraca oczami, śpiewanie (i pisanie) po angielsku to często pójście na łatwiznę w ich przypadku. Tu jest po prostu dobrze i rozumiem jak podbite osobistym tłem to mogło zażreć.
Tilt - Mówię Ci, że
Mentos w krainie Enjoyów cz. 474746. Pozytyw - znów czuję się wyręczony z wrzucania numeru który w mej opinii i tak musiałby znaleźć się w tej bestce choć z powodów czysto muzycznych a nie osobistego tła. Poznałem ten numer na fali odkrywania różnych polskich singli epoki PRL chyba poprzez jakieś składanki z chomika, może listę przebojów Trójki czy coś. Dużo dobrej muzy wtedy nagrywaliśmy aczkolwiek najbardziej chyba lubię słuchać tego typu kawałki w zestawieniu z innymi z epoki właśnie jak złapie mnie nostalgia niż tak na codzień, to ma po prostu swój własny niepodrabialny mikroklimat. Zatem mentos całkiem dobrze acz bez zaskoczeń.
STARY WRÓCIŁ Z MLEKIEM
Co by dobrego nie mówić o niektórych elektronicznych wrzutach munlupa tak jak wbija na forum z gitarą we wrzucie to od razu jest inna liga jakby. Tu nawet mamy już maximum minimum munlupowego bo gitarę solo przez prawie 7 minut ale ta dziewucha sporo z niej wyciska na tym dystansie. Chwilami pobrzmiewa to klimatami cyganerii, oni miewają ciągoty do gitarowej wirtuozerii też, odrobinę jest też tu mroku powiedzmy, całość klimatu surowa i gęsta mimo wszystko. Nie wiem czy numer sam w sobie zapadnie w pamięć tak jak ten klimat tu wytworzony właśnie ale robi dobre wrażenie na pewno i sprawia że jako fan munlupowego jesieniarstwa już czuję się jak w domu. Solidne otwarcie.
Dario G - Sunchyme
Dev w kontraście do kolegi - o ile Kuba już mości się pod kocem z herbatą tak ten resztkami sił łapie się umykającego przez palce lata. Numer to pianinkowy dance który potem przechodzi w bardziej tropikalny klimat za sprawą tego klawisza co brzmi jak steel pan, samplowany refrenik najmocniejszą jego stroną ale całość bez podjazdu do źródłowego utworu. Klip faktycznie fajny, możliwe że rzucił mi się gdzieś kiedyś w oczy. Samo Sunchyme trochę mimowolnie przeleciało przez głowę jak właśnie to lato którego prawie nie było.
Gorillaz feat. Adeleye Omotayo - Silent Running
Wujas atakuje dublem ale przynajmniej pokazuje Goryli od nieco bardziej własnej strony z płyty której nie słuchałem. Jest to taki standardowy słodko-gorzki numer w ich wykonaniu, aranżacja jest raczej lekka i pozytywna w kontraście do standardowo smutającego Damona Albarna na wokalu. Reklamowany przez Wujasa Pan Adaleye robi tu raptem za chórki, ale na tyle ile słyszałem brzmi niezbyt wyróżniająco się, może inna wrzuta z nim sprawi że pomyślę inaczej. Mocno kojarzy mi się z kimś jego wokal ale nie mogę sobie przypomnieć teraz. Podejrzewam że też mógłby to być mój ulubiony numer z Cracker Island jakbym już przesłuchał bo ma w sobie właśnie tą mieszankę którą sobie w muzyce Gorillaz od zawsze ceniłem.
Dawid Podsiadło - Let You Down
Nie spodziewałem się tego Pana u Dragona we wrzutkach ale jednak z językiem angielskim to faktycznie nieco inna bajka. I o ile często czepiam się polskich wykonawców za śpiewanie w tym języku tak tu wyjątkowo wyszło to naprawdę dobrze. Polski pop jednak cierpi mocno na różne cringe'owe zbitki językowe które pojawiają się w tekstach naszych rodzimych wykonawców co sprawia że częściej człowiek się od nich odbija i przewraca oczami, śpiewanie (i pisanie) po angielsku to często pójście na łatwiznę w ich przypadku. Tu jest po prostu dobrze i rozumiem jak podbite osobistym tłem to mogło zażreć.
Tilt - Mówię Ci, że
Mentos w krainie Enjoyów cz. 474746. Pozytyw - znów czuję się wyręczony z wrzucania numeru który w mej opinii i tak musiałby znaleźć się w tej bestce choć z powodów czysto muzycznych a nie osobistego tła. Poznałem ten numer na fali odkrywania różnych polskich singli epoki PRL chyba poprzez jakieś składanki z chomika, może listę przebojów Trójki czy coś. Dużo dobrej muzy wtedy nagrywaliśmy aczkolwiek najbardziej chyba lubię słuchać tego typu kawałki w zestawieniu z innymi z epoki właśnie jak złapie mnie nostalgia niż tak na codzień, to ma po prostu swój własny niepodrabialny mikroklimat. Zatem mentos całkiem dobrze acz bez zaskoczeń.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Gwenifer Raymond – The Three Deaths of Red Spectre
Nie znam się na Alienie ani trochę, film (ten pierwszy, oryginalny) widziałem tylko raz w życiu, miałem po tym seansie koszmary i jakoś nie wracam (to było z 7-8 lat temu lol), o grach wiem tylko tyle, że istnieją. Kiedyś ktoś u mnie w szkole, chyba gimnazjum, zachwycał się bodaj odsłoną Alien v Predator, pograłem trochę i rzuciłem w kąt. Skupmy się na muzyce. Nie chcę Munlupa besztać, wręcz przeciwnie, doskonale go rozumiem. Wielokroć miałem sytuację, w której dana muza nie siadła od razu, wręcz została przeze mnie kopnięta w zad, a po latach okazało się, że to złoto absolutne, zaś ja byłem i ślepy i głuchy. Takie to przypadki chodzą po ludziach. Całkowicie zgadzam się ze stwierdzeniem, iż da się oddać mnóstwo emocji przy tak surowym podejściu. To jest dosłownie laska z gitarą, nic więcej, a chwyta solidnie. Ciekawe, czy chwyciłoby tak samo, gdyby nie dość sugestywny opis Hiena, bo po takim opisie nie da się obok obojętnie przejść się zasłuchawszy. Ja się zasłuchawszy i podzielam pojarę. Muza bardzo soundtrackowa, czy to pod grę czy film, pasuje. Do czego mógłbym ja tego słuchać? Pewnie do książki, ale jakiej? Na razie po klasycznym, reckowym odpaleniu poszło chwilę później Marseilles Bunkhouse i już czuję, że będę chciał się z tą artystką zaprzyjaźnić. Prejz!
Gorillaz – Silent Running [feat. Adeleye Omotayo]
Goryle już raz to były (a może nawet dwa, tylko pamięć mi figle płata), a tam opisywałem swój stosunek do zespołu, więc teraz to oleję (i tak nikogo on nie obchodzi lol). Muza! Chyba powinienem czuć się źle w związku z tym, że wiele lat pewnych twórców olewałem na ciepło, a ten twór Albarna się do nich zalicza. Ten hype z roku 2004 czy tam 2005 mogę olać, bo wtedy ja byłem gdzie indziej a Gorillaz zachwycali się wszyscy ci, których nie lubiłem. Ale skoro jesteśmy przy świeższych rzeczach... czym się to różni od wielu tzw. hipstersko-niezalowych rzeczy, których słucham od lat? No, niczym. Tylko, że to jest Albarn przez duże A i to jest naprawdę fajne, więc TYM BARDZIEJ powinno mi się też spodobać. No i się, niespodzianka, podoba. Ten ejtisowy riff na klawiszu jest świetny, bębny i cała perkusja też, faktycznie mamy taki posmak popu z czasów bardzo dawnych, a ja takie rzeczy lubię. Nie, żeby nikt 100 razy wcześniej tego nie zrobił, Twin Shadow, swego czasu nawet chłopaki z PB&J, ale mnie się to brzmienie nigdy nie znudzi. Całkowicie rozumiem shodana i bezwzględnie mogę się podpisać pod jego słowami zachwytu. Poza tym... "Powoli zbliża się jesień - moja ulubiona pora roku do słuchania muzyki. Wpadam wtedy w taki charakterystyczny jesieniarski nastrój. Dominują wtedy u mnie utwory i albumy spokojne, nostalgiczne, smutaśne, nastrojowe", damn, przecież to o mnie lol. W dodatku zaczęło się XX-lecie mojego wielkiego otwarcia na muzę, więc zajebiście, iż mogę się pozachwycać czymś nowym w duchu tego starego. Również prejz!
Cheryl Cole & will.I.am – 3 Words
Dziwna sprawa, z jednej strony patrząc po samym tytule byłem pewien, że skądś znam ten kawałek, a po jego odpaleniu... nie mam już tej pewności. Jeśli był to hit, to musiał mnie ominąć. W 2010 słuchałem różnych co prawda rzeczy, ale moja ówczesna partnerka z dwóch "Esek" wolała tę z "rock" w nazwie. A tam takich rzeczy człowiek nie uświadczył. Mogłem to kiedyś słyszeć, ale nawet jeśli, to nie pamiętam. Co do utworu... nie jest, kurde, zły. Faktycznie trąci specyficznym miksem popu, elektroniki i wręcz r'n'b, który to miks królował wtedy wszędzie (zaraz obok taniego house'u spod znaku Guetty czy Swedish House Mafia), ale biorąc pod uwagę epokę i jej kontekst to się nawet broni lol. Nazwisko tej laski nic mi nie mówi, być może była jedynie mikrogwiazdeczką, może nie, ale wokal ma nawet nawet, will.I.am dokłada od siebie tyle, ile trzeba, refren się nawet wkręca. Skojarzenia mam z jakąś dyskoteką obozową latem, ale obowiązkowo w deszczowy albo chociaż podeszczowy wieczór, względnie późny maj, wiosna w pełni ale też deszczowo. Nie umiem wytłumaczyć tych skojarzeń. Może to kwestia faktu, iż kawałek ten nie jest jakoś "oczywiście" happy-up? Tak czy inaczej, will.I.am po raz n-ty dla mnie pokazuje (albo raczej pokazywał biorąc pod uwagę czasy), iż najciekawsze rzeczy robił poza BEP (pominąwszy ich pierwszy krążek, który był całkiem spoko). Pół-prejz, ale ciągle git ^^
Dawid Podsiadło – Let You Down
No to po kolei, jeśli chodzi o Pana Podsiadło (Podsiadłę? Nazwiska w j.p. podlegają odmianie, ale jest też zwyczajowa wymowa i przestaję ogarniać), to mam odczucia podobne do imć Munlupa. A to głównie... dzięki niemu samemu, gdyż pamiętam dobrze, jak sprzedawał mi jego debiut, pokazywał klip do jego chyba pierwszego kawałka po angielsku, gdzie występowała laska bliźniaczo podobna do mojej ówczesnej dziewuchy, poza tym generalnie nie dało się od gościa uciec. Trójkąty i Kwadraty latały w każdym radio niemal tak często jak Enej i ten cholerny Robin Thicke i jego Rozmazane Linie. Ten paskudny rok 2013... Pamiętam też, że faktycznie miał być David Ross i nic z tego nie wyszło. Jakiś czas później, gdy gość puścił Małomiasteczkowego to kompletnie straciłem nim zainteresowanie, możliwe, że nawet wcześniej. Z Męskim Sraniem nigdy nie było mi po drodze (znam jednak zaskakująco dużo osób z których zdaniem w kwestiach muzycznych się liczę, a którzy numery MG uważają w większości za arcydzieła...), z twórczością ludzi takich jak Vito Bambino (kto to w ogóle, prostytutka, jest?) też nie, a tu nagle duet za duetem... Podsiadło odżył w mej świadomości ponad rok temu, gdy spotykałem się z dziewczyną ostro zabujaną w tym gościu. Pamiętam, jak równo godzinę pokazywała mi filmiki z jego koncertu na który poszła z kuzynem w Poznaniu, obrotowa scena, trochę tandetne dekoracje, takie tam. Faktycznie sama niemal nie znała jego pierwszej płyty, choć rocznik 1996... Sam miałem okazję "być" na jego koncercie, ale to był rok 2015 i koncert miał charakter mocno prywatny, albowiem Podsiadło był po prostu gwiazdą eventu firmowego w moim pierwszym korpo. Pograł 50 minut i skasował za to 30 kawałków (koszta były ujawnione). Sam numer mnie ni ziębi ni grzeje, w Cyberpunka pograłem trochę u mojej byłej (tej "z klipu" wspomnianego wyżej) i mnie nie porwał. Za to feelsy rozumiem doskonale, szanuję Dragona za tę konsekwencję i umiejętność pozostawienia zamkniętych drzwi zamkniętymi. Nie zawsze byłem tak mądry. W sumie w tym kontekście muza zyskuje... wokal nawet też, ale przyznam, że nie rozpoznałbym DP od razu, gdybym nie widział wykonawcy. Także znów pół-prejz.
Tilt – Mówię Ci Że
Znam, znam, kto by tego nie znał lol. Ciekawa sprawa, jak człowiek sobie to odpali poza standardowym słuchowiskiem radiowo-telewizyjnym, ale faktycznie poświęci nieco czasu na wsłuchanie się i odkrycie tych wszystkich muzycznych niuansów etc., to jest całkiem niezły kawałek. Zapamiętałem go chyba jako większą rąbankę dźwiękową, bardziej w stylu Oddziału Zamkniętego, więc czuję się mile zaskoczony. Muzycznie wręcz to się broni na całkiem "jukejowym" poziomie, produkcja jaka wycyzelowana i w ogóle. I ten klawisz i sax, wszystko ładnie się składa ze sobą i ładnie się dodaje. Tak, to udany numer jest, choć musiał być mocno zarzygany w mojej głowie z czasów dawnych, bo tekst, jak się okazuje, znałem na pamięć. Gdzie nie słyszałem tego numeru świadomie ze sto lat, więc jest to jakiś wyczyn. Chórki Sz.P. KATARZYNY SZCZOT (jak ma w zwyczaju pisać o niej JKM, tzn. nie wiem dlaczego w ogóle o niej kiedyś pisał, ale pisał właśnie tak) również dają radę. W ogóle dobra piosenka, co ja się będę rozpisywał. I nie mam poczucia, by była jakoś bardzo polityczna czy woke czy coś, jest mniej więcej tak samo polityczna, jak i cały punk był polityczny, czyli wszystko w jakichś ramach i "bezpiecznym zdrowym rozsądku" (co brzmi absurdalnie w kontekście punka, ale siusiak z tym), ot, peerelowski protest song. Rage Against the Machine byli bardziej zaangażowani hehe. Ale tak serio, prejzik prejzik, udana wrzutka i w ogóle bardzo udana kolejka, właściwie bez słabej wrzutki.
Nie znam się na Alienie ani trochę, film (ten pierwszy, oryginalny) widziałem tylko raz w życiu, miałem po tym seansie koszmary i jakoś nie wracam (to było z 7-8 lat temu lol), o grach wiem tylko tyle, że istnieją. Kiedyś ktoś u mnie w szkole, chyba gimnazjum, zachwycał się bodaj odsłoną Alien v Predator, pograłem trochę i rzuciłem w kąt. Skupmy się na muzyce. Nie chcę Munlupa besztać, wręcz przeciwnie, doskonale go rozumiem. Wielokroć miałem sytuację, w której dana muza nie siadła od razu, wręcz została przeze mnie kopnięta w zad, a po latach okazało się, że to złoto absolutne, zaś ja byłem i ślepy i głuchy. Takie to przypadki chodzą po ludziach. Całkowicie zgadzam się ze stwierdzeniem, iż da się oddać mnóstwo emocji przy tak surowym podejściu. To jest dosłownie laska z gitarą, nic więcej, a chwyta solidnie. Ciekawe, czy chwyciłoby tak samo, gdyby nie dość sugestywny opis Hiena, bo po takim opisie nie da się obok obojętnie przejść się zasłuchawszy. Ja się zasłuchawszy i podzielam pojarę. Muza bardzo soundtrackowa, czy to pod grę czy film, pasuje. Do czego mógłbym ja tego słuchać? Pewnie do książki, ale jakiej? Na razie po klasycznym, reckowym odpaleniu poszło chwilę później Marseilles Bunkhouse i już czuję, że będę chciał się z tą artystką zaprzyjaźnić. Prejz!
Gorillaz – Silent Running [feat. Adeleye Omotayo]
Goryle już raz to były (a może nawet dwa, tylko pamięć mi figle płata), a tam opisywałem swój stosunek do zespołu, więc teraz to oleję (i tak nikogo on nie obchodzi lol). Muza! Chyba powinienem czuć się źle w związku z tym, że wiele lat pewnych twórców olewałem na ciepło, a ten twór Albarna się do nich zalicza. Ten hype z roku 2004 czy tam 2005 mogę olać, bo wtedy ja byłem gdzie indziej a Gorillaz zachwycali się wszyscy ci, których nie lubiłem. Ale skoro jesteśmy przy świeższych rzeczach... czym się to różni od wielu tzw. hipstersko-niezalowych rzeczy, których słucham od lat? No, niczym. Tylko, że to jest Albarn przez duże A i to jest naprawdę fajne, więc TYM BARDZIEJ powinno mi się też spodobać. No i się, niespodzianka, podoba. Ten ejtisowy riff na klawiszu jest świetny, bębny i cała perkusja też, faktycznie mamy taki posmak popu z czasów bardzo dawnych, a ja takie rzeczy lubię. Nie, żeby nikt 100 razy wcześniej tego nie zrobił, Twin Shadow, swego czasu nawet chłopaki z PB&J, ale mnie się to brzmienie nigdy nie znudzi. Całkowicie rozumiem shodana i bezwzględnie mogę się podpisać pod jego słowami zachwytu. Poza tym... "Powoli zbliża się jesień - moja ulubiona pora roku do słuchania muzyki. Wpadam wtedy w taki charakterystyczny jesieniarski nastrój. Dominują wtedy u mnie utwory i albumy spokojne, nostalgiczne, smutaśne, nastrojowe", damn, przecież to o mnie lol. W dodatku zaczęło się XX-lecie mojego wielkiego otwarcia na muzę, więc zajebiście, iż mogę się pozachwycać czymś nowym w duchu tego starego. Również prejz!
Cheryl Cole & will.I.am – 3 Words
Dziwna sprawa, z jednej strony patrząc po samym tytule byłem pewien, że skądś znam ten kawałek, a po jego odpaleniu... nie mam już tej pewności. Jeśli był to hit, to musiał mnie ominąć. W 2010 słuchałem różnych co prawda rzeczy, ale moja ówczesna partnerka z dwóch "Esek" wolała tę z "rock" w nazwie. A tam takich rzeczy człowiek nie uświadczył. Mogłem to kiedyś słyszeć, ale nawet jeśli, to nie pamiętam. Co do utworu... nie jest, kurde, zły. Faktycznie trąci specyficznym miksem popu, elektroniki i wręcz r'n'b, który to miks królował wtedy wszędzie (zaraz obok taniego house'u spod znaku Guetty czy Swedish House Mafia), ale biorąc pod uwagę epokę i jej kontekst to się nawet broni lol. Nazwisko tej laski nic mi nie mówi, być może była jedynie mikrogwiazdeczką, może nie, ale wokal ma nawet nawet, will.I.am dokłada od siebie tyle, ile trzeba, refren się nawet wkręca. Skojarzenia mam z jakąś dyskoteką obozową latem, ale obowiązkowo w deszczowy albo chociaż podeszczowy wieczór, względnie późny maj, wiosna w pełni ale też deszczowo. Nie umiem wytłumaczyć tych skojarzeń. Może to kwestia faktu, iż kawałek ten nie jest jakoś "oczywiście" happy-up? Tak czy inaczej, will.I.am po raz n-ty dla mnie pokazuje (albo raczej pokazywał biorąc pod uwagę czasy), iż najciekawsze rzeczy robił poza BEP (pominąwszy ich pierwszy krążek, który był całkiem spoko). Pół-prejz, ale ciągle git ^^
Dawid Podsiadło – Let You Down
No to po kolei, jeśli chodzi o Pana Podsiadło (Podsiadłę? Nazwiska w j.p. podlegają odmianie, ale jest też zwyczajowa wymowa i przestaję ogarniać), to mam odczucia podobne do imć Munlupa. A to głównie... dzięki niemu samemu, gdyż pamiętam dobrze, jak sprzedawał mi jego debiut, pokazywał klip do jego chyba pierwszego kawałka po angielsku, gdzie występowała laska bliźniaczo podobna do mojej ówczesnej dziewuchy, poza tym generalnie nie dało się od gościa uciec. Trójkąty i Kwadraty latały w każdym radio niemal tak często jak Enej i ten cholerny Robin Thicke i jego Rozmazane Linie. Ten paskudny rok 2013... Pamiętam też, że faktycznie miał być David Ross i nic z tego nie wyszło. Jakiś czas później, gdy gość puścił Małomiasteczkowego to kompletnie straciłem nim zainteresowanie, możliwe, że nawet wcześniej. Z Męskim Sraniem nigdy nie było mi po drodze (znam jednak zaskakująco dużo osób z których zdaniem w kwestiach muzycznych się liczę, a którzy numery MG uważają w większości za arcydzieła...), z twórczością ludzi takich jak Vito Bambino (kto to w ogóle, prostytutka, jest?) też nie, a tu nagle duet za duetem... Podsiadło odżył w mej świadomości ponad rok temu, gdy spotykałem się z dziewczyną ostro zabujaną w tym gościu. Pamiętam, jak równo godzinę pokazywała mi filmiki z jego koncertu na który poszła z kuzynem w Poznaniu, obrotowa scena, trochę tandetne dekoracje, takie tam. Faktycznie sama niemal nie znała jego pierwszej płyty, choć rocznik 1996... Sam miałem okazję "być" na jego koncercie, ale to był rok 2015 i koncert miał charakter mocno prywatny, albowiem Podsiadło był po prostu gwiazdą eventu firmowego w moim pierwszym korpo. Pograł 50 minut i skasował za to 30 kawałków (koszta były ujawnione). Sam numer mnie ni ziębi ni grzeje, w Cyberpunka pograłem trochę u mojej byłej (tej "z klipu" wspomnianego wyżej) i mnie nie porwał. Za to feelsy rozumiem doskonale, szanuję Dragona za tę konsekwencję i umiejętność pozostawienia zamkniętych drzwi zamkniętymi. Nie zawsze byłem tak mądry. W sumie w tym kontekście muza zyskuje... wokal nawet też, ale przyznam, że nie rozpoznałbym DP od razu, gdybym nie widział wykonawcy. Także znów pół-prejz.
Tilt – Mówię Ci Że
Znam, znam, kto by tego nie znał lol. Ciekawa sprawa, jak człowiek sobie to odpali poza standardowym słuchowiskiem radiowo-telewizyjnym, ale faktycznie poświęci nieco czasu na wsłuchanie się i odkrycie tych wszystkich muzycznych niuansów etc., to jest całkiem niezły kawałek. Zapamiętałem go chyba jako większą rąbankę dźwiękową, bardziej w stylu Oddziału Zamkniętego, więc czuję się mile zaskoczony. Muzycznie wręcz to się broni na całkiem "jukejowym" poziomie, produkcja jaka wycyzelowana i w ogóle. I ten klawisz i sax, wszystko ładnie się składa ze sobą i ładnie się dodaje. Tak, to udany numer jest, choć musiał być mocno zarzygany w mojej głowie z czasów dawnych, bo tekst, jak się okazuje, znałem na pamięć. Gdzie nie słyszałem tego numeru świadomie ze sto lat, więc jest to jakiś wyczyn. Chórki Sz.P. KATARZYNY SZCZOT (jak ma w zwyczaju pisać o niej JKM, tzn. nie wiem dlaczego w ogóle o niej kiedyś pisał, ale pisał właśnie tak) również dają radę. W ogóle dobra piosenka, co ja się będę rozpisywał. I nie mam poczucia, by była jakoś bardzo polityczna czy woke czy coś, jest mniej więcej tak samo polityczna, jak i cały punk był polityczny, czyli wszystko w jakichś ramach i "bezpiecznym zdrowym rozsądku" (co brzmi absurdalnie w kontekście punka, ale siusiak z tym), ot, peerelowski protest song. Rage Against the Machine byli bardziej zaangażowani hehe. Ale tak serio, prejzik prejzik, udana wrzutka i w ogóle bardzo udana kolejka, właściwie bez słabej wrzutki.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Piszesz to za każdym razem xD Ja naprawdę pamiętam xDdevotional pisze:03 wrz 2025 12:14Nie znam się na Alienie ani trochę, film (ten pierwszy, oryginalny) widziałem tylko raz w życiu, miałem po tym seansie koszmary i jakoś nie wracam (to było z 7-8 lat temu lol), o grach wiem tylko tyle, że istnieją.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Gwenifer Raymond – The Three Deaths of Red Spectre
To ten. O moim podejściu do gier z uniwersum Alien mówi najlepiej fakt, że uśmierciłem bestkę grową, bo nie byłem w stanie nic konkretnego napisać o gierkach z uniwersum, które się wówczas tam pojawiły. Jedna z tych rzeczy, które mam odłożone do zapoznania się na świętego kiedyś tam. Doskonale rozumiem temat słyszałenia tego samego i czegoś innego, bo w sumie sam w ścisłym topie na laście mam artystów, których kiedyś słuchałem i nic w nich nie słyszałem, choćby takiego Gabriela. Cóż, nie ukrywam, że na tym etapie jestem jak Munlup 3 lata temu i po prostu (jeszcze?) nic szczególnego tu nie słyszę. Zabrzmi to okrutnie, ale jakbym miał w ciemno typować, to bym założył że jednorazowo wrócił tu Melczet i wrzucił jakieś baby na harfach czy coś w jego stylu. Xd Daję kciuk w bok z lekkim uchyleniem w górę, bo bardzo mi się podoba okładka.
Dario G - Sunchyme
Ostatnio mi chyba serio coś w deklu pizgło, bo wrzuty Musiała zaczynają mi się podobać, a jeszcze z parę miesięcy temu stawiałem tezę, że chłop jest na drugim biegunie jeśli chodzi o gust muzyczny. Nie wiem skąd kojarzę tę konkretną, bo na pewno nie puszczał mi jej dziadek Musiała, ani nie oglądałem za bardzo wówczas stacji muzycznych, więc zakładam, że pewnie gdzieś tam krążyła po eterze. Lubię takie mniej oczywiste wspomnienia z przeszłości, nawet jeśli w tym konkretnym przypadku nie otwierają szufladek, nie mam z nimi żadnych szczególnych wspomnień ani nawet nic ciekawego na ich temat do napisania. Ot, fajny przebłysk z czasów, kiedy wszystko wydawało się być faktycznie prostsze.
Gorillaz ft. Adeleye Omotayo – Silent Running
O, Gorillaz. Mam dziwne przeczucie, że pisałem już o tym, że nie jestem z tym zespołem na bieżąco od parunastu lat z wyjątkiem momentu w którym dowiedziałem się o ich collabie z Atomówkami. A jak nie, no to teraz to piszę. Przyznam jednak, że ciężko mi napisać coś więcej, bo ten kawałek to klasyczny przykład solidniaków łamane na rzetelniaków, czyli niby fajna piosenka, niby mi się nawet podoba, ale też słuchając jej nie mam wrażenia, bym cokolwiek szczególnego w życiu tracił nie nadrabiając późnych Gorillaz. Brzmi dokładnie tak jak ten zespól, czyli nieźle, ale to też nie jest coś, czego chce mi się słuchać jakoś szczególnie często. No solidniak taki o.
Cheryl Cole feat. will.i.am - 3 Words
Rok 2009 to był taki śmieszny rok, w którym przez połowę był całkowicie offline, bo ze względu na problemy z dostawcą internetu nie mieliśmy po naszej stronie do niego dostępu, a drugą połowę - chronicznie online, bo generalnie to jak wrócił to nie za bardzo miał konkurencję w postaci jakichkolwiek innych rozrywek. No i tak nie wiem czy to taka moja zaburzona perspektywa ze względu na odcięcie od świata, czy to ja, ale mam wrażenie, że will.i.am (mega ksywa) oraz Black Eyed PiS byli wówczas jacyś hiperpopularni i wyskakiwali z każdej lodówki. Cheryl Cole chyba też, skoro o jej istnieniu pamiętam heh. Czytając o Esce nastawiałem się na jakąś łupaninę, dostałem całkiem solidny kawał radiowego popu - może i nieszczególnie ambitny, ale poprawnie zrealizowany. Wiadomo, sam z siebie za często wracać nie będę, ale daje radę bez osobistego kontekstu.
Dawid Podsiadło - Let You Down
YHYM YHYM AKCZULI... Robert pisze o graniu w Cyberpunka, a ten kawałek nie pochodzi z gry, tylko z anime umieszczonego w tym samym uniwersum. Pozwolę sobie napomnknąć chociażby o tym, bo jednak trochę odnajduję zabawnym fakt, że nikt ani słowem o tym nie napisał. No i to anime jest po prostu całkiem niezłe, a piszę to z perspektywy osoby, której dalej niż bliżej do podjarki japońską kulturą. W każdym razie tutejszym miłośnikom sci-fi mogę z czystym sumieniem zarekomendować zarówno je, jak i gierkę z 2021, która jest naprawdę bardzo solidnym tytułem (a DLC z 2023 to już w ogóle jest mega i polecam je np. Tutejszym fanom Ucieczki z Nowego Jorku A DOBRZE WIEM ŻE TU SĄ TACY).
A muzyka spoko. Do Podsiadły mam stosunek ambiwalentny, bo odnoszę wrażenie, że ta jego luzacka otoczka to wydmuszka i poza, a jego twórczości nie chciało mi się szczególnie eksplorować, bo mam za duże braki, by poznawać jeszcze muzyków Męskiego Grania. Tak, moja strata, jakoś ją zdzierżę. Nie jest to jednak ważne. Ważniejsze jest to, że to całkiem niezły kawałek. Nie kojarzę go, będąc szczerym, z animca (możliwe, że leciał podczas napisów końcowych), nie czuję przy nim tego co Smoku, ale nie powiem, żeby był zły.
Kolejka spod znako średnio-niezłej. Nawet jeśli w paru miejscach nie odbiłem się tak jak spodziewałem, to liczę na coś więcej.
To ten. O moim podejściu do gier z uniwersum Alien mówi najlepiej fakt, że uśmierciłem bestkę grową, bo nie byłem w stanie nic konkretnego napisać o gierkach z uniwersum, które się wówczas tam pojawiły. Jedna z tych rzeczy, które mam odłożone do zapoznania się na świętego kiedyś tam. Doskonale rozumiem temat słyszałenia tego samego i czegoś innego, bo w sumie sam w ścisłym topie na laście mam artystów, których kiedyś słuchałem i nic w nich nie słyszałem, choćby takiego Gabriela. Cóż, nie ukrywam, że na tym etapie jestem jak Munlup 3 lata temu i po prostu (jeszcze?) nic szczególnego tu nie słyszę. Zabrzmi to okrutnie, ale jakbym miał w ciemno typować, to bym założył że jednorazowo wrócił tu Melczet i wrzucił jakieś baby na harfach czy coś w jego stylu. Xd Daję kciuk w bok z lekkim uchyleniem w górę, bo bardzo mi się podoba okładka.
Dario G - Sunchyme
Ostatnio mi chyba serio coś w deklu pizgło, bo wrzuty Musiała zaczynają mi się podobać, a jeszcze z parę miesięcy temu stawiałem tezę, że chłop jest na drugim biegunie jeśli chodzi o gust muzyczny. Nie wiem skąd kojarzę tę konkretną, bo na pewno nie puszczał mi jej dziadek Musiała, ani nie oglądałem za bardzo wówczas stacji muzycznych, więc zakładam, że pewnie gdzieś tam krążyła po eterze. Lubię takie mniej oczywiste wspomnienia z przeszłości, nawet jeśli w tym konkretnym przypadku nie otwierają szufladek, nie mam z nimi żadnych szczególnych wspomnień ani nawet nic ciekawego na ich temat do napisania. Ot, fajny przebłysk z czasów, kiedy wszystko wydawało się być faktycznie prostsze.
Gorillaz ft. Adeleye Omotayo – Silent Running
O, Gorillaz. Mam dziwne przeczucie, że pisałem już o tym, że nie jestem z tym zespołem na bieżąco od parunastu lat z wyjątkiem momentu w którym dowiedziałem się o ich collabie z Atomówkami. A jak nie, no to teraz to piszę. Przyznam jednak, że ciężko mi napisać coś więcej, bo ten kawałek to klasyczny przykład solidniaków łamane na rzetelniaków, czyli niby fajna piosenka, niby mi się nawet podoba, ale też słuchając jej nie mam wrażenia, bym cokolwiek szczególnego w życiu tracił nie nadrabiając późnych Gorillaz. Brzmi dokładnie tak jak ten zespól, czyli nieźle, ale to też nie jest coś, czego chce mi się słuchać jakoś szczególnie często. No solidniak taki o.
Cheryl Cole feat. will.i.am - 3 Words
Rok 2009 to był taki śmieszny rok, w którym przez połowę był całkowicie offline, bo ze względu na problemy z dostawcą internetu nie mieliśmy po naszej stronie do niego dostępu, a drugą połowę - chronicznie online, bo generalnie to jak wrócił to nie za bardzo miał konkurencję w postaci jakichkolwiek innych rozrywek. No i tak nie wiem czy to taka moja zaburzona perspektywa ze względu na odcięcie od świata, czy to ja, ale mam wrażenie, że will.i.am (mega ksywa) oraz Black Eyed PiS byli wówczas jacyś hiperpopularni i wyskakiwali z każdej lodówki. Cheryl Cole chyba też, skoro o jej istnieniu pamiętam heh. Czytając o Esce nastawiałem się na jakąś łupaninę, dostałem całkiem solidny kawał radiowego popu - może i nieszczególnie ambitny, ale poprawnie zrealizowany. Wiadomo, sam z siebie za często wracać nie będę, ale daje radę bez osobistego kontekstu.
Dawid Podsiadło - Let You Down
YHYM YHYM AKCZULI... Robert pisze o graniu w Cyberpunka, a ten kawałek nie pochodzi z gry, tylko z anime umieszczonego w tym samym uniwersum. Pozwolę sobie napomnknąć chociażby o tym, bo jednak trochę odnajduję zabawnym fakt, że nikt ani słowem o tym nie napisał. No i to anime jest po prostu całkiem niezłe, a piszę to z perspektywy osoby, której dalej niż bliżej do podjarki japońską kulturą. W każdym razie tutejszym miłośnikom sci-fi mogę z czystym sumieniem zarekomendować zarówno je, jak i gierkę z 2021, która jest naprawdę bardzo solidnym tytułem (a DLC z 2023 to już w ogóle jest mega i polecam je np. Tutejszym fanom Ucieczki z Nowego Jorku A DOBRZE WIEM ŻE TU SĄ TACY).
A muzyka spoko. Do Podsiadły mam stosunek ambiwalentny, bo odnoszę wrażenie, że ta jego luzacka otoczka to wydmuszka i poza, a jego twórczości nie chciało mi się szczególnie eksplorować, bo mam za duże braki, by poznawać jeszcze muzyków Męskiego Grania. Tak, moja strata, jakoś ją zdzierżę. Nie jest to jednak ważne. Ważniejsze jest to, że to całkiem niezły kawałek. Nie kojarzę go, będąc szczerym, z animca (możliwe, że leciał podczas napisów końcowych), nie czuję przy nim tego co Smoku, ale nie powiem, żeby był zły.
Kolejka spod znako średnio-niezłej. Nawet jeśli w paru miejscach nie odbiłem się tak jak spodziewałem, to liczę na coś więcej.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA