Best of Forum VIII

Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 wrz 2025 15:15

No to jedziemy z kolejnym rozdaniem, czas na prawie-jesień!

Aliotta Haynes Jeremiah - Lake Shore Drive (1971)

Dla jednych klasyka, dla innych obskjur. Numer ten znajdował się na jednej z dziwnego pochodzenia składanek z muzyką rockową, czy nawet bardziej rock'n'rollową będacych w posiadaniu Mojej Mamy. Ciągle gdzieś ma te wszystkie płyty w domu, ale gdzie dokładnie to bogowie raczą wiedzieć (albo i nie). Z czasów dzieciaka zapamiętałem przede wszystkim to charakterystyczne pianino cisnące co jakiś czas przez utwór. Zresztą, zapamiętałem to mało powiedziane, albowiem byłem pod jego wielkim wrażeniem, to jeden z tych kawałków, przez który pokochałem ten instrument pacholęciem będąc. No bo, jakby, prostytutka.

Nazwa bandu, którą kiedyś błędnie przyjąłem za dwa imiona i jedno nazwisko jakiegoś człowieka, w istocie pochodzi od trzech nazwisk aż trzech typów. Choć, ciekawostka, na samym początku było to dwóch braci Aliotta (Mitch i Ted) i jeden koleś, Skip Haynes. Krótko po wydaniu debiutu Ted odszedł i został zastąpiony przez - surprise, surprise - gościa o nazwisku Jeremiah i imieniu John. Grupa ta nie święciła jakichś kosmicznych triumfów w swoich natywnych Stanach Zjednoczonych, kojarzeni są chyba wyłącznie z Lake Shore Drive, który to numer jest piosenką o autostradzie biegnącej brzegiem jeziora Michigan.

Tak, dosłownie jest to piosenka o autostradzie mimo tysiąca sugestii tysięcy krytyków/fanów/whoever, że "NO PRZECIEŻ LSD TO WIADOMO O CO CHODZI CO NIE HE HE <WINK WINK>". Akurat nie tym razem. Goście byli z Chicago i nagrali piosenkę o autostradzie biegnącej przez Chicago. Moja ziomalka z pracy mieszkała tam przez parę lat i faktycznie, trasa ta ponoć robi duże wrażenie z wielkim miastem po jednej stronie i jeziorem rozmiarów morza po drugiej. Może kiedyś sam zobaczę. A tymczasem... jest garstka takich, powiedzmy, klasycznych wykonawców, których numery lubię i AHJ się do nich zaliczają, ale...

...tylko z tym jednym numerem, bo więcej nie znam. Podobnie mam zresztą z Paulem Anką, Neilem Sedaką (OH CAROL!) czy Del(em?) Shannonem, zapamiętane hiciory sprzed stu lat i styknie, wyzwalają nostalgię wiekiem porównywalną z Discovery od ELO. Z tym, że o LSD zapomniałem NA PONAD DWIE DEKADY. W sukurs przyszła... druga część Strażników Galaktyki z uniwersum Marvela. Film słabiutki w porównaniu z jedynką, ale tej dorównał soundtrackiem. Z przyjemnością odświeżałem sobie ów kawałek we wrześniu 2018 jeżdżąc z ówczesną panną po północnym Mazowszu. Jaki kraj, takie LSD.

Ale wchodzi równie dobrze. Zapraszam!

https://www.youtube.com/watch?v=7Zb35-Z ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 wrz 2025 18:13

Fontaines D.C. – Favourite

Fontannę DC, sprzedał mi mój bardzo dobry ziomek z Krakowa, który zajarał się nimi dosyć szybko. To było jakoś w 2020 r., o czym świadczy pierwszy, zascrobblowany odsłuch płyty „A Hero’s Death”. Z początku miałem do tej muzyki podejście ala „fajne, szanuję, ale to tyle”. W 2022 r., również za namową kolegi, przesłuchałem „Skinty Fia” i też niewiele się zmieniło. W 2023 r. usłyszałem solo Griana Chattena i się nim zachwyciłem, ale dopiero w 2024 r. wszystko mi kliknęło z FDC. Czasami potrzeba konkretnego utworu, żeby odblokował całą dyskografię. Tym utworem był „Favourite”, który usłyszałem w radiu w 2024 r. Z początku nie poznałem, że to Fontanna, a jak Shazzam wypluł wynik, to byłem mocno zdziwiony.

Od tamtej pory, zaprzyjaźniłem się z tym zespołem, i to zaprzyjaźniłem bardzo fajnie i szczerze, łącznie z wcześniejszymi płytami. Może było tak, że w 2024 r. ich ilość w eterze wybijała poza skalę, ale tbh jakie to ma znaczenie. Jesień 2024 r. była mieszaniną miłego ze smutnym, w większej ilości niestety tym drugim. I tu „Favourite” zadziałał najlepiej, bo to jest taki kawałek, trochę jak u Polaris, który jednocześnie rozsadza melancholijną atmosferą i błyszczy jakaś nieokreśloną nadzieją. Do mnie takie „smutne/wesołe jednocześnie” utwory trafiają, a do tego nie potrafiłem nie ulec temu riffowi. Takie kawałki pomagają przetrwać niejedno i jestem dozgonnym dłużnikiem tego numeru i zespołu Fontaines DC. Kończymy ciepło, kończymy słońce, wielu rzeczom i nierzeczom czasami trzeba powiedzieć żegnaj.

https://youtu.be/dXIpQdF7kqw
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 wrz 2025 18:58

Jak napiszę w recenzji to nikt nie zareaguje więc od razu napiszę że ich koncert był okej ale nic ponad to
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 wrz 2025 21:18

Outkast - Liberation
(1998)

Pogoda wciąż dopisuje i więcej dostarcza lata niż jesieni więc kocykowe nuty na razie muszą poczekać. Póki co wracam pamięcią do sierpnia 2011 roku o ile dobrze kojarzę fakty. Zbliżenie do mojej obecnie żony rok wcześniej nie pykło ponieważ wówczas to ja miałem sponiewierane serducho przez inną niewiastę i pakując się w relację tak naprawdę szukałem klina (więc suma summarum chcąc nie chcąc wyrównaliśmy rachunki można rzec). W 2011 wciąż jeszcze leczyłem się z tamtej dziewuchy i wtedy to oprócz wspomnianego w innym temacie Come Back towarzył mi również wrzucany dziś numer duetu Outkast.

Utwór pochodzi z mojego ulubionego ich albumu Aquemini (i tak naprawdę chyba jedynego który z czystym sercem mógłbym Wam polecić w całości) w którym się wówczas zasłuchiwałem. Liberation wyróżnia się dość znacznie na albumie a może i w całej dyskografii Outkastu bo ma żywy aranż na piano i perkusję a poza tym jak na rapowe standardy jest długaskiem bo numer trwa prawie 9 minut heh. Wokalnie rapowe zwrotki Big Boia i Andre 3000 uzupełniają tu Cee-Lo Green (dziś bardziej znany z duetu Gnarls Barkley, a wtedy będący bardziej kojarzony z zaprzyjaźnionej z Outkast rapowej grupy Goodie Mob) oraz Erykah Badu. W mojej głowie wówczas Liberation i Come Back były nierozerwalnie związane ze sobą bo w obu tych kawałkach pojawia się ten sam motyw kroczenia po cienkiej linii między miłością a nienawiścią, w Liberation dodatkowo uzupełniony o pragnienie uwolnienia się - w moim przypadku chodziło o uwolnienie się od uczuć związanych z tamtą laską które dręczyły mnie jeszcze długo po zerwaniu znajomości.

Liberation myślę nie jest jakoś mocno reprezentatywne dla twórczości Outkast ale oddaje dość ciepły i laid backowy charakter tamtego albumu, albo przynajmniej ja z takimi brzmieniami go kojarzę po latach. Być może kogoś znającego ich tylko z Hey Ya! ten numer miło zaskoczy i zachęci do sięgnięcia po więcej, ja na pewno wrócę tu z jakimś dublem jeszcze ale to może na następne lato. A póki co jeśli kogoś gniecie coś na serduchu to odpalcie sobie ten kawałek i shake that load off, shake that load off, shake that load off...

https://youtu.be/iIreOrdYvLM?si=cJwo79wT14qLRsiy
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 wrz 2025 21:41

Miło, że doceniliście Podsiadłę. Po Małomiasteczkowym nie chcę niczego sprawdzać, tak jak mówiłem, Męskie Sranie core i przepalanie energii na covery w stylu boomer indie rock to trochę za dużo. Gdzieś do gościnki u Taco jeszcze ogarniałem mniej więcej jego sytuację. Teraz podzielam zdanie Hiena: trochę mi go szkoda. Z drugiej strony swoje z branży wyciągnie... może za 10-15 lat przyjdzie czas na coś bardziej kameralnego i artystycznego.

tak

Chris Cornell - Seasons (1992)

...a gdy już sobie gniję i zaczynam zapadać, to mniej więcej coś takiego odczuwam właśnie, tak. Z czasem ten utwór zyskuje na uniwersalności, choć raczej wiąże go z autorem i swoimi osobistymi odczuciami bez związku z konkretną postacią. Miewam różne nastroje, mam w sobie określoną wrażliwość, umiem ją zauważyć. Szczególnie wtedy, gdy rozpraszają mnie drobiazgi lub zirytuje pozorne nic. Taki ze mnie człowiek, co z jednej strony coraz bardziej potrafi działać, wejść w coś, uczestniczyć w życiu społecznym na właściwym, wysokim poziomie. a z drugiej przy dłuższym postoju i samotnie spędzanym czasie zaczynam wątpić, dystansuje się. Szukam prostych, może skutecznych, ale często fałszywych wytłumaczeń, dlaczego akurat danego dnia nie wyjdę z kimś, nie pogadam, i tak dalej. Znaczy się było tak częściej w czasach gimnazjalno-licealnych. Dziś dłuższe pobyty w rodzinnych stronach generują więcej myśli do środka, bo w końcu większość towarzystwa w Wałbrzychu nie przesiaduje 24/7/365. Ja zresztą też, ale w końcu chodzi o wybranych kilka dni czy tygodni. Nawet jeśli to (potencjalnie) często zjawisko, to mam to w dupie. Warto dbać o swoje emocje, przestać generalizować czy rozmywać.

Demony samotności, tak, prześladują mnie coraz rzadziej, ale gdy już zaczynam myśleć o kwestiach największych ostatecznych... to jej boje się najbardziej. Cały czas tak samo mocno. Dlatego gdy po rozstaniach, burzliwych rozmowach, sytuacjach bez odwrotu najpierw sobie popłaczę, powkurzam, zdystansuję, to potem szukam porządku w sobie na nowo. Generalnie większości rzeczy nie muszę zmieniać, ale jest ten czas totalnego zwątpienia, podważenia różnych najważniejszych kwestii. Zarzucam sobie wiele, ale tak jak tutaj, w Seasons właśnie, zaczyna się wewnętrzna bitka dwóch różnych perspektyw. Idealizm i wielbiciel ścisłego porządku w kontrze do tego, który przelotny, wygodny albo kompromisowy, spotykany w życiu codziennym. Niepoprawny marzyciel łapiący się na nerwach z przyczyn prozaicznych i otwarty gość, który potrafi do czegoś przekonać, przymknie oko na pewne cechy, które koniec końców nie są najistotniejsze w relacji. Nie powinny ich psuć, a czasem wytrącają z równowagi. Mogę tak bez końca, ale w końcu bestka osobista, czasem tak trzeba dla zdrowia. Wszystkie różnice w odbiorze, interpretacji tych słów oddaje muzyka, a ona jest tu co najmniej równie ważna.

Seasons poznałem jeszcze przed śmiercią Chrisa, ale do dziś nie przesłuchałem jego debiutanckiej solowej EPki. Zwracam honor i obiecuję szybko popędzić do znajomych hodowców chomików. Pochodzi również z soundtracku filmu Singles, tego też jeszcze nie widziałem... Uporam się z obecnymi wyzwaniami i wracam do filmowej zajawki.

Dawniej w ogóle bym nie wszedł w ich świat, a oni mimochodem mimowolnie wkradali się bocznymi wejściami. Tu coś w GTA, tam czysta ciekawość młodziana chcącego poznać coś więcej spoza bezpiecznej banieczki. Zupełnie nie jestem grandżowy, choć mam swoje uznanie dla pozostałej trójki zespołów. Soundgarden i Chrisa stawiam zdecydowanie wyżej. Nie bez powodu te piosenki są w moich życiowych zbiorach, a Superunknown leży na półce razem z Tangerine Dream czy Depeche Mode. Jeśli nie najlepszy utwór, to na pewno ważący najwięcej. Czuć bluesowy korzeń; energię, z którą po prostu idzie się utożsamić, która jest mi bliska. Wyciosać taką perłę samodzielnie to wyjątkowa umiejętność, dowód talentu. Historia powstania dość ciekawa, ale to polecam samodzielnie sprawdzić. Ja dokładam obowiązkowo kontekst biograficzny. Na koncertach grywał ten kawałek do ostatnich miesięcy swojego życia. W tych ostatnich wykonach to już w ogóle czuć dojrzałość, głębię. Pięknie napisane dzieło, które skrywa znacznie więcej niż się pozornie wydaje. Bestka w takich dystansie czasowym wymusza raczej szybkość reakcji, ale jeśli ktoś to poczuje... super.

Nie jestem fanem na zabój, ale ten ostatni koncert, In My Time Of Dying, z tymi informacjami byłem w miarę na świeżo. Potem sprawdzam reakcje i masz, pojawia się RHCP, a tam...

https://www.youtube.com/watch?v=1DnSiznUrVI

Materiał rozszerzony:
Live, jeden z wielu bardzo udanych: https://www.youtube.com/watch?v=0uWxjukpUd8
Klinghoffer i Seasons jako tribute: https://www.youtube.com/watch?v=A8Wnqql2Z0k
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 wrz 2025 09:04

Ładnie idzie, jest szansa, że Wuja i Seba dziś wjadą?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 wrz 2025 12:24

Memories of Machines – Before We Fall

Kiedy szukałem utworów odpowiednich do obecnej pory roku i aury ten projekt nasunął mi się na myśl właściwie w pierwszej kolejności. Czyż może być coś bardziej odpowiedniego na zakończenie lata i łagodnego wejścia w nastrój jesienny niż muzyka dobrze wszystkim znanego duetu Tim Bowness i Giancarlo Erra? Ci panowie nagrali razem album Warm Winter. Album, który zachwyci każdego fana zespołu no-man. Album bez niespodzianek, bo zawierający wszystko to, co znamy z no-man właśnie, czyli klimat, melancholia, nostalgia. Before We Fall jest tego najlepszym przykładem. Warm Winter powstawał właściwie równolegle z albumem Schoolyard Ghosts, co słychać na kilometr. No-man poznałem oczywiście dzięki Hienowi. Nie chce mi się wierzyć, że od tamtego czasu minęło już 14 lat! Memories of Machines poznałem, również dzięki Kubie znacznie później, bo zaledwie 3 lata temu. No i oczywiście momentalnie zostałem kupiony. Bo to jest po prostu więcej czegoś, co już znałem od lat, co wyjątkowo ukochałem. Ta muzyka jest po prostu odbiciem mojej melancholijnej duszy. Bowness mógłby nagrać sto takich bliźniaczych albumów i wszystkie bym gloryfikował. Bo taką muzyką jestem wciąż nienasycony. Szczególnie jesienią. I tej jesieni też będę zasłuchiwał się w projekty pana Bownessa. Wystarczy tylko odpowiednio zwolnić, wręcz wyhamować. Zamknąć oczy i poddać się temu wyjątkowemu nastrojowi. To naprawdę działa.

https://www.youtube.com/watch?v=WI5siIC ... rt_radio=1
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 wrz 2025 13:49

Tilt się przyjął jako spoko łamana na rzetelna wrzuta - bez uniesień ale też i bez większej krytyki. Ja wiem, wuja, że ty wolisz śpiewające panie i tym podobne, ale zdarzało mi się przemycić ci jakieś spoko post-punki w toku tych zabaw, więc no bez przesady - zwłaszcza, że nie ma raczej bata i coś tam jeszcze kiedyś wrzucę. Ale na razie

Jennifer Paige - Crush

To jest jedna z tych wrzut, które może niekoniecznie musiały, ale jednak powinny się pojawić. I to nawet jeśli ta wrzuta nie spełnia tych wszystkich kryteriów, które sprawiają, że wrzucam tu rzeczy które wrzucam. tj. nie uważam jej za wybitne arcydzieło, nie kojarzy mi się z niczym konkretnym, nie mam krasza na Jennifer Paige ani nie słuchałem jej pacholęciem będąc na TVP Muzyka.

Ta piosenka w moim życiu po prostu jest. Nie mam bladego pojęcia kiedy ją pierwszy raz usłyszałem - mogło to być w 2003 roku, gdy wracałem autobusem szkolnym do domu, mogło to być na wyborach Chłopa Roku we wsi obok w 2004, na których słynny aktor Andrzej Grabowski miał własny stand-up, mogło to lecieć w kuchni przy śniadaniu w 2008 roku. A mogło też nie. Nawet nie pamiętam już kiedy ponownie odkryłem ten utwór jako dorosły i świadomy słuchacz - coś mi świta, że mogło to być w jakimś 2016 roku, ale mogło i kilka lat wcześniej, mogło i kilka lat później.

W zasadzie to nie ma większego znaczenia. Wiem, że ten utwór po prostu JEST i że żyje w mojej głowie bez czynszu. Raz trafiłem na niego oglądając jakiś archiwalny odcinek 30 ton, raz mi go wysłała koleżanka, raz słyszałem go w radio w kuchni w moim domu rodzinnym (lowkey podziwiam moich starych za umiejętność zasypiania przy napierdalającym na pół domostwa radiu oraz jednocześnie włączonym telewizorze). To wszystko to są niestotne mgnienia i wspomnienia, które znikną jak łzy w deszczu, ale po prostu SĄ i ta piosenka jest ich częścią.

Jak znam życie to kiedyś potrąci mnie samochód gdy będę słuchać tego utworu gdzieś idąc czy coś w ten deseń. Ale mniejsza z tym. Bierzcie i słuchajcie tego

https://www.youtube.com/watch?v=hYGJel4SsAs
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 wrz 2025 14:08

Kolejka 2. (177.)

7. Aliotta Haynes Jeremiah - Lake Shore Drive (devotional)
8. Fontaines D.C. – Favourite (Hien)
9. Outkast - Liberation (stripped)
10. Chris Cornell - Seasons (Dragon)
11. Memories of Machines - Before We Fall (shodan)
12. Jennifer Paige - Crush (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 wrz 2025 08:39

Jennifer Paige - Crush

Ok. Czegoś nie chwytam. Pierwsza kolejka, całkiem spoko kolejka, mentos wrzuca ten jeden numer Tiltu jaki można kojarzyć a potem kręci nosem na kolejkę. Hm, ok. Ale potem kurła to? Serio?

Infantylny lekki 90sowy popowy one hit wonder zarżnięty przez radio, który jak sam mentos mówi nie jest ani arcydziełem ani nie kryje się za nim żadna historia tylko po prostu sobie jest w jego życiu? Naprawdę nie sądziłem że dotarliśmy już do tego momentu w bestce. Sorry kolego, wyczuwam tu totalny bezwen łamane przez lenistwo i tak, będę się czepiał ale tylko dlatego że wiem że jak Cię pocisnąć to potem wyskakujesz dopiero z prawdziwych łakoci.

Nie mam nic do Jennifer Paige, nawet myślałem do tej pory że to taki numer na kciuk w bok łamane przez rzetelne ale w sumie spoko ale teraz się aż kurde zbiesiłem xD prawdę powiedziawszy tego typu numery zajechane przez radio opisywać jest mi zdecydowanie najtrudniej bo to taki numer gdzie wszystko jest wyłożone na wierzchu, chwytliwa zagrywka na gitarze, lekki bicik perkusyjny i śpiewająca Pani coś tam coś tam o tym że to tylko KRASZ a nie miłość jak coś i w ogóle to siala la la. Serio nic odkrywczego nie umiem napisać chyba w kontekście tego utworu, może jakimś plusem będzie fakt że mentos przypomniał mi o nieco podobnym zapomnianym one hit wonderze z 90sów który muszę kiedyś wrzucić. A tak poza tym to mam z tą wrzutą podobnie jak Mentos trochę bo choć to nie jest zły numer i przecież bywały o wiele trudniejsze do przełknięcia numery od mentosa to pomimo nie spełniania powyższych wymogów tak ten kawałek na ten moment uznaję za najgorszą wrzutę mentosa od początku tej zabawy ;/ rozczarowanie wzięło górę, podsumowując 7. bestkę pisałem że liczę na poprawę bo dużo mentosowych wrzut już znałem a póki co we Wrocławiu bez zmian.

Aliotta Haynes Jeremiah - Lake Shore Drive

Skoro już nakarmiłem trola przejdźmy do reszty kolejeczki a tam kurde... nie uprzedzajmy faktów.

Tu się spodziewałem chociażby mehów moich bo taki lekki vintage pop rock to chyba nie są moje klimaty ale ostatecznie po kilku odsłuchach ULEGŁEM. Ten sielski klimat się udziela czy człowiek tego chce czy nie, ale to raptem połowa zalet tego kawałka bo oprócz tego dostajemy naprawdę fajne czarowanie na pianinku oraz smyczki, początkowo gdzieś tam w tle a potem przejmujące ster w końcówce numeru i wtedy już całkiem człowiek odlatuje przy tym klimacie czarno-białego amerykańskiego kina, oczyma wyobraźni widzę wspomnianą trasę a w tle wielkie miasto z jego świecącymi neonami. Miodzio, o takie wrzuty nic nie robiłem, fajna perła z lamusa od bynajmniej nie żadnego lamusa.

Fontaines D.C. - Favourite

Tym razem numer który znam ale dzięki temu że zachwyciwszy się swego czasu wrzuconym do wideoklipowej Here's The Thing sięgnąłem po cały album owej kapeli. I prawdę mówiąc nie zawiodłem się bo nawet jeśli nie jestem koneserem takiej muzy to chłopaki fajnie grają i fajnie wiedzieć że rock nie wszystek umarł. Ja sam mam paru innych faworytów na tym albumie, wiedziałem że Kuba lubi Favourite (nie pamiętam czy wspominał czy po laście może wychwyciłem) a mi prawdę mówiąc ten numer jakoś nie leżał... aż do teraz? Dobrze jednak czasem zostać zderzonym z własnymi uprzedzeniami po czasie i trochę jak w przypadku wrzuty Jamiroquai odkryć kawałek na nowo. Nie wiedzieć czemu jednak o wiele bardziej kojarzyłem ten numer chyba z tą jangly gitarką na wierzchu a faktycznie ten riff na elektryku jest naprawdę SPOKO i brzmi jak esencja gitarowego munlupizmu, gdzieś od razu z tyłu głowy człowiek ma Pavement ale i jakieś Inspiral Carpets czy może i Mansuny. I jestem kurde w domu, jakbym wbił na chatę do miejsca dawno nie odwiedzanego a w którym sie jednak dobrze czuje człowiek.

Chris Cornell - Seasons

Kolejny fajny wygrzebany numer. Filmu nie widziałem ale ta okładka OSTa coś mi mówi, musiałem o nim gdzieś już słyszeć najwyraźniej. Dawno już Dragon nie uderzał w takie klimaty A SZKODA, okazuje się że ma tu coś fajnego do zaprezentowania nadal. Z Wielkiej Czwórki nie trawię od zawsze tylko Eddiego Veddera, Cornell i pozostali dwaj Panowie zawsze w serduchu. Fajne jest to że możemy na forum gryźć tą scenę z różnych stron bo każdy ma swojego faworyta. Wkurza mnie tylko to że bestka nie jest z gumy a Dragon mi teraz miesza bo już mam wyrzuty że nie planowałem nic w tym klimacie na jesień i pewnie zaraz będę kminił jak to naprawić.

Sorry za dygresję, numer jest po prostu naprawdę zajebisty, gitarowa zagrywka jest hipnotyzująca, Chris na wokalu to wiadomo miód dla duszy, akustyczne granko od września do stycznia-lutego to ja bardzo chętnie myślę przytulę. Nie będę się rozwodził, dla podkreślenia napiszę że to jedna z najlepszych wrzut Dragona chyba w zabawie, chylę czoła.

Memories of Machines - Before We Fall

O i tu to już w ogóle mówię BĘDĘ MEHAŁ że ho hoooo, tak to sobie pięknie zaplanowałem i plany te... wzięły w łeb. Tak jak się szybko skrzywiłem na myśl o słuchaniu Bownessa tak jakoś po paru odsłuchach szybko ten bias ze mnie odparował. Z nimi (czyt. Bowness czy Wilson) u mnie zawsze hit & miss na zmianę bywa, najlepsze że tu wiem że przecież nie ma Wilsona ale muza w tym numerze jak dla mnie pachnie na kilometr właśnie Wilsonem solo albo Porcupine Tree. I to takim dobrym, ŁADNYM, bo oni potrafią wyczarować fajny klimacik a czasem nawet trafić nim w me gusta, tak jak w tym przypadku. Jesieniarstwo na pełnej jak na moje receptory ale absolutnie mi to nie wadzi, bo tak jak pozostałe 4/6 (wiadomo że nie Smoku) bestkowiczy jednak też jestem jesieniarem chociaż cały rok czekam żeby móc wrzucać letniaczki xD poddałem się temu jak Wujas prosił i utonąłem w morzu jesiennych liści. Fajno, trzymaj formę.


Naprawdę zacna kolejeczka tylko no mentos, mentos... na Ciebie patrzę bo Ty trochę jak ten zdolny uczeń co to ma wywalone i jedzie na dwójach byle zdać do następnej klasy, nie odbieraj nam wiary w Ciebie.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 wrz 2025 10:41

Aliotta Haynes Jeremiah - Lake Shore Drive

Czyli o płynności stylistycznej u Deva można zapomnieć xD Kolejne złote wynalezisko, z czasów kiedy mały Musiał siedział w pokoju i nasłuchiwał muzyki dochodzącej z pokoju rodziców. Gdyby nie to, zapewne by hejtował tę wrzutę u innych. Ja mam bardzo softowy spot dla takich piosenek, bardzo ładne, bardzo melodyjne i bardzo eleganckie, co w obecnych czasach raczej nie istnieje.
Solo na skrzypcach dodaje tego fajnego, folkowego klimatu, nie mam pytań więcej, bo o co pytać? Jestem w stanie sobie wyobrazić jazdę amerykańską autostradą. Zgadzam się też, że Strażnicy 2 nie mają podjazdu do jedynki.

Outkast - Liberation

Ta wrzuta, to by był srogi szok, gdybym nie nadrobił Aquemini jakiś czas temu, za namową zioma (tego od Fontanny DC zresztą), który stwierdził, że jeśli kojarzę Outkast tylko z HEYA, to muszę posłuchać tego albumu. No i faktycznie, zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. Jedyne co sugeruje, ze to ten sam zespół, to charakterystyczne wokale. Podkład pobrzmiewa niemal jak Radiohead (Daydream np.), dużo bardzo ciekawych zabiegów muzycznych, jak na to, co ci goście mogli chcieć tui zrobić. Jesień idzie, jesień czuć w powietrzu, a Jaca otwiera ją w sposób doskonały. Pięknie zagospodarowane 8+ minut, dużo czarowania, naprawdę dobrych wokali (zarówno śpiewanych, jak i spoken). Bardzo ładny mini rozkurw pod koniec, kiedy Outkast podają emocje już w formie czysto muzycznej intensywności. NAJS.

Chris Cornell - Seasons

Nie wiem co takiego jest w grunge’u i okołograndżowych rzeczach i wykonawcach (pamiętacie grandżowe Miles Away?), ale po prostu mam do nich słabość i tyle. Wiele razy zastanawiałem się, co takiego jest w tej muzyce, co sprawia, że ona tak bardzo się wyróżnia. Trudno to opisać, trudno to zrozumieć. Te charakterystyczne riffowanie, te charakterystyczne wokale z tym charakterystycznym akcentem. Czy naprawdę da się to aż tak bardzo „zlokalizować”, czy to Seattle było naprawdę tak unikatowe? Moja znajoma przetłumaczyła na polski jedną książkę na ten temat, a ja jej jeszcze nie przeczytałem, zatem mam punkt zaczepiania w kwestii rozterek Roberta, bo on też wisi z pewnymi rzeczami. Z kwestii osobistych, trudno nie relować, wiadomo, każdy robi po swojemu, ale ostatecznie jesteśmy konfrontowani z podobnymi problemami i sytuacjami, dzień w dzień. Ciekawa sprawa, bo od razu ten numer skojarzył mi się z The Tea Party i jedna zagrywka jest niczym żywcem wyjęta z ich najbardziej znanego numeru, wyczuwam mocne cytowanie (żeby powiedzieć delikatnie), ale jeśli kraść to od najlepszych. Momentami odbija się też tutaj Dave Matthews, co niektórym może wydawać się porównaniem dziwnym, ale nie jest dziwne. W końcu to USA, korzenie są te same, tylko kwiat kiełkuje w inny sposób. Bardzo, bardzo dobre.

Memories of Machines – Before We Fall

Wujas ma okres pośredniczenia w bestce, najpierw Polaris, a teraz Memories of Machines. Czy ja ten duet kiedyś wrzucę, nie wiem, wrogość z jaką tutaj niektórzy odnoszą się do Tima, trochę jednak mnie blokuje, ale za dużo dobrego facet nagrał, żebym miał kompletnie zrezygnować. Pamiętam, jak ten album wyszedł, jezu wydaje się jakby to było wczoraj, mieszkałem jeszcze u rodziców. To była taka płyta na przeczekanie, czekając na no-man (jeszcze długo trzeba było czekać). Nie do końca zgodzę się z Wujem, że to taka kopia SG, ok, są te same kawałki, które wylądowały na obu płytach, ale poza tym, dzieje się tu sporo innego, czego „Before We Fall” jest chyba najlepszym przykładem. Same te damskie chórki, które przywodzą na myśl Pink Floyd, to coś, co na albumie no-man nigdy by się nie pojawiło. Nie mówię, że to źle o nich świadczy, bo są świetne. Gitara Giancarlo, też odbija się trochę czym innym. Przypomnę (innym), że Erra to założyciel nosound, którego „Sol29” wrzucałem jakoś na początku roku. Fajna piosenka. Tęsknię trochę za takim Timem, a z drugiej strony, jego zeszłoroczny album z miniaturkami, dał mi tyle radości, że nie ma co marudzić, facet nadal dostarcza. Wuja umie w jesień (oby tak dalej).

Jennifer Paige - Crush

I po serii naprawdę doskonałej kolejki, kończymy tym… Mam wrażenie, jakby to był jakiś żart. Seba jako ktoś kto się reklamuje jako taka jesieniara, dostarcza, mam wrażenie, rzecz kompletnie losową, wybraną dosłownie na ostatnią chwilę, bo YouTube zasugerował na stronie głównej. Po takich wrzutach, jak te Jacy i Smoka, ten kawałek jest jak kubeł zimnej wody. Żeby było śmieszniej, ja nie mam nic do „Crush”, to jest fajna piosenka, o której trochę zapomniałem i przypomniałem sobie, kiedy została wykorzystana w ostatnim filmie „Resident Evil” w dosyć kuriozalnej scenie. Ale kurde, czy u Seby naprawdę jest już tak sucho? Takie wrzuty fajnie działają kiedy jest jakieś backstory, ale tu nie ma nic. Nie ma powodu, nie ma historii, numer wjeżdża ostatni w kolejce, a i tak wydaje się, że był wybierany w 5 sekund. Tym bardziej szanuję Wujasa, że zdecydował się jednak przy okazji jesiennej 25, trochę zastanowić, poplanować, pomyśleć. No, póki to się zwraca, i jemu i nam, a Seba chyba powinien jednak wrócić do dubli.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 05 wrz 2025 16:43

Jak coś to nie zadziałało i wlasciwie to poczułem się dotknięty. Reszta nie musi oceniać tego kawałka, na moje recenzje też nie czekajcie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 05 wrz 2025 19:01

Kurde, co to za zesrańsko, Russian Groove równo zhejtowali wszyscy. Uprasza się o wyluzowanie a nie ;_;

Fontaines D.C. – Favourite

Kurde, doskonale rozumiem ten wajb utworów wesoło-smutnych i w ogóle całego tego feelingu, a powiedzieć mogę jedynie, że takie zestawienie gitar, jakie możemy usłyszeć w tychże Fontanach bardzo ten feeling potęguje. Mam parę takich numerów, czy to U2, czy Little Nemo, czy zapomniane przez chyba wszystkich (niesłusznie) Kitchens of Distinction... To jest muzyka, która po prostu pachnie jesienią, aż zaczynam się solidnie denerwować, że za oknem ciągle lato jak sam skurwesyn, temperatura dobija do 30 stopni a jedyny chłód, jaki mam, to albo podczas porannych wycieczek na basen albo godzinę temu, jak oberwanie chmury zamieniło mnie w jadące rowerem jezioro w niecałe 5 minut. Jednocześnie do lata też to pasuje... słucham piąty raz i, not gonna lie, dopiero za jakimś trzecim kliknęło tak w pełni. Wcześniej nieco mehłem, ale z drugiej strony tak samo obeszło to Munlupa z początku, więc, no, niektóre kawałki muszą się przegryźć. W ogóle zabawne, że band powstał 11 lat temu, a wrzuta Kuby jest sprzed roku. Byłem przekonany, że Fontaines to dużo starszy band. Średnio do niego podchodziłem wcześniej, ale trochę bardziej mi siadł przy okazji oglądania serialu Mobland (polecam btw), gdzie Starbuster z tej samej płyty co Favourite robi za otwieracz. Może być nowe jesieniarskie otwarcie, kto to wie. Czuje dobrze człowiek.

Outkast – Liberation

Muszę przyznać, że sam opis Jacy mi nie do końca wystarczył o tyle, że ciągle bałem się... właśnie, czego ja się właściwie bałem? Niestety należę do tych osób, które Outkast kojarzą głównie z tego cholernego Hey Ya! z tego równie paskudnego roku 2003 (te trójki coś w sobie mają, 2003 był do dupy, 2013 też, 2023 w większości również). Numer zarzygany na tysiąc sposobów, dopiero odkrycie przez MTV (sorry) Miss Jackson (I am four eels) trochę poprawiło sytuację. Na własne nieszczęście nie mogę się do końca pozbyć widoku Big Boia i Andre3k z tamtych dwóch klipów z głowy, ale numer faktycznie idzie w kierunki, których bym się nie spodziewał. Pianino brzmi świetnie, trochę jakby improwizowane (widzę Munlupa, jak gra te melodie hehe), bębny też soczyście dają radę i to do samego końca. Więcej tutaj chyba jazzu niż rapu, ale możne z klubu jazzowego dla czarnych (czyli typowego klubu jazzowego z początków jazzu w sumie, coś bredzę), wokal Eryki urzekający. Feelsy? Zaliczone. Jesień? Jest. Bardzo fajny kawałek, tylko znów jest troszkę zbyt letnio nań teraz. Chyba nic się nie da z tym zrobić ;_;

Chris Cornell – Seasons

Coś tam coś tam o grandżu, jak i o wielu innych gatunkach muzycznych, się już tutaj wypowiadałem (tzn. o tych, na których się niespecjalnie znam a które mi niespecjalnie leżą), więc powtarzał się nie będę. Jednakowoż są wykonawcy, do których miałem jako-taką słabość. Jednym z tychże było Soundgarden. Tak na dobrą sprawę, to przecież imć Robert otwierał zabawę bestkową Soundgardenem i ten Soundgarden po konkretniejszym przypomnieniu sobie siadł dobrze (czytam starą reckę i widzę, że trochę to wtedy zmehałem lol). Cornell solo... niemal nie znam poza może dwoma lub trzema kawałkami, których lepiej tutaj nie wstawiać hehe. Co do tego utworu... jest lepiej, niż myślałem że będzie. Trzyma dobry poziom muzycznie, ten specyficzny sposób śpiewania, jakiś taki country-bluesowy feeling, no Ameryka innymi słowy, ale że to nie jest wzięte z Midwestu tylko z deszczowego i "skandynawskiego" Seattle... W Stanach jest niewiele miejsc, które chciałbym zobaczyć, ale Waszyngton jest jednym z nich. Za długo grałem w Alana Wake'a hehe. Słyszę ten numer i widzę napisy końcowe jakiegoś filmu, którego głównym bohaterem jest Dragon. Najpierw odchodzi w dal mokrą od niedawnego deszczu ulicą pośród wrocławskich kamienic, gdzieś w oddali zachodzi słońce. Rozliczył się z całą swoją przeszłością, pokonał wszystkie demony. Wygrał w nim idealizm. Albo kompromisowość, nie wiem, nie jestem Dragonem. A może miał miejsce bezczelny remis? Tak czy inaczej - numer pasuje w każdym scenariuszu. Bardzo dobra piosenka, jestem pod bezwzględnym wrażeniem.

Memories of Machines – Before We Fall

Po pierwsze, znowu wrzucający trochę hit and miss, względnie zaklina rzeczywistość, gdyż numer ten - choć piękny - bardziej na koniec września lub początek października hehe. A po drugie, zastanawiam się teraz czy imć Hien nie próbował mi tego kawałka kiedyś sprzedawać, a przynajmniej Memories of Machines jako bandu, gdyż skutecznie udało mu się z samym Nosound w marcu 2020. Na zawsze zapamiętam słuchanie Sol29 w zamkniętym na cztery spusty mieszkaniu pośród pandemicznego świata. Mocniejszego poczucia izolacji chyba nie miałem nigdy wcześniej. Co mogę powiedzieć... Wuja wrzuca złoto. Bowness to Bowness, dostarcza zawsze, choćby śpiewał do melodyjek wygrywanych przez poręczne "konsole" do gier sprzedawane masowo w najntisach (wiecie, te wszystkie bricksowe 999+1 games, ciągle da się to kupić lol). Za to Giancarlo... Najbardziej kisnę z tego, że gość dosłownie zrobił mastering jednego numeru Azbestu, w którym "śpiewa" Bartini. Jakby, crossover episode, który nie miałby prawa się wydarzyć w prawdziwym świecie, a jednak się wydarzył. Wspaniałe tu jest wszystko, te chórki, klawisze, gitary i bębny, nie sposób się nie zakochać. Zasysam całą płytę, nie ma Wuja (tzn. jest i to ze świetną muzyką, więc weselmy się i radujmy się dziś). Tbh nie mogę się doczekać mazurskiego uderzenia melancholią tej jesieni. Superpropsy!!!

Jeniffer Paige – Crush

A ja wyjątkowo nie mehnę jakoś solidnie, może jedynie na jedną rzecz (chyba zbyt podobnie te słowa brzmią, nieważne zresztą), mianowicie mały kontekst, by nie powiedzieć, że wręcz jego brak. Nie mam nic przeciwko wrzucaniu tzw. endżojów, wszak to wszystko są bardzo subiektywne zestawienia numerów, którymi chcemy się dzielić. Sam też niejednokrotnie zostałem zrąbany za fatalny kawałek, weźmy to niesławne Russian Groove xD Więc, kurde, apeluję o RiGCz. Utwór... nie jest taki straszny jak na radiowy pop z czasów, które wciąż dobrze pamiętam, choć są tak bardzo odległe, gdy człowiek powoli dobiega czterdziestki (fun fact, już dłużej jestem na tym forum niż miałem lat, gdy się tu rejestrowałem). Jest tutaj pewne nostalgia value, jest jakieś ogólne value, choć też nie powiedziałbym, żeby Crush się czymś mocno wyróżniało spośród tony innych podobnych temu rzeczy. Był czas, iż myślałem, że ten numer to Shania Twain nagrała, nie potrafię tego wyjaśnić. Ciekawe, co się z nią teraz dzieje? Mam nadzieję, że nie będziemy musieli zadawać tego pytania o Mentosa i że nie rezygnuje z bestki!!!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 wrz 2025 19:27

Tbh ja na samo Crush nawet nie mehnalem, napisałem że fajna piosenka. Russian Groove też było spoko.

Totalnie zapomniałem, że Giancarlo nam robił tego mastera. Zresztą, to nie jest jedyny związek Erry z Łodzią, ale to temat na inny temat.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 wrz 2025 21:53

Uprasza się państwa starszych ode mnie o uspokojenie i powrót do narożników. Nie mniej sam byłbym wkurzony o interpretowanie wrzutki jako WYSRANEJ na kolanie, bo akurat ktoś wrzuca ostatni i że nie pasuje do klimatu reszty (?)
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 wrz 2025 21:58

Czytaj ze zrozumieniem proszę...
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 wrz 2025 22:02

Nawet ze zrozumieniem (i innym słownictwem) poczułbym się dotknięty i potraktował jako coś nieprzyjemnego... wiem co mówię, poprzednia bestka kilka takich momentów przyniosła i to z mniej ofensywnych uwag
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 wrz 2025 22:06

Takie wrzuty fajnie działają kiedy jest jakieś backstory, ale tu nie ma nic. Nie ma powodu, nie ma historii, numer wjeżdża ostatni w kolejce, a i tak wydaje się, że był wybierany w 5 sekund.
Tl;dr

Numer jest mid/każdy i tak zna/Seba ogarnij się i wyskakuj z łakoci nicponie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 wrz 2025 22:09

No, tak trochę o to chodziło xD i nie ma co się srać, gorsze rzeczy były pisane w tej zabawie i jakoś nikt nie umarł. Może też po tym, jak się wszyscy fajnie postarali w ostatniej kolejce, a Seba to zmehal, też się niektórzy poczuli "dotknięci", ale nie wiem, nikt się nie skarżył przeciez.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 wrz 2025 22:12

Przekonaliście mnie