Best of Forum VIII

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 27 paź 2025 19:33

White Lies Give It Up

Kurczę, ten Spirit of Talk Talk... na co się nie natknę, tam jakieś przeciągnięte smęcenie i generalne męczenie materiału źródłowego. Alanowe wyroby wcale nie są znacznie lepsze. Tutaj sam numer nie jest najłatwiejszym wyborem, raczej słabsza pozycja z repertuaru Talk Talk. Tak jak Adrian pisze, zrobiona na hipsterską modłę (w końcu 29, a jednocześnie z zachowaniem pewnego wrażenia ulotności oryginału. Ani szczególnie elektroniczne, ani wyjątkowo wyrózniające. Fajny lżejsze groove niż na Colour of Spring, ale za to wokal zbyt przeszarżowany i przerysowany. Trochę w porządku, a trochę nudów, nie czuję tego do końca. Nie mówiąc już o tym, że z każdym rokiem moja tolerancja na covery jest coraz mniejsza. Anemiczny miks, taki bez wyrazu, trochę położone brzmienia. Dev trochę ślizga się w opisie, ostatecznie jak gdyby sam nie był przekonany, a opis lokalizacyjny dopisany dla stosowności... a numer trochę jak zespoł, taki sobie heh Czekam na jakąś depeszwizyjną wrzutkę, która delikatnie zamknie mi kłapy. Tutaj bez szału.

Barry Adamson The Beaten Side of Town

Faktycznie, daje rewią dość mocno. Jak na moją zerową tolerancję na muzyczno-taneczne wygibasy, to ten numer wybiega chwilami dalej niż klisza, szczególnie dzięki docenionej przez Jakuba końcówce. Poza tym solidny reprezentant muzyki, której nie słucham. Widzę scenę w filmie gangsterskim, gdy podczas rautu zespół jazzowy przygrywa podobne rzeczy na chwilę przed odkryciem jakiejś szeroko zakrojonej draki. Oczywiście całe towarzystwo na miejscu w czarnych garniakach, białych koszulach i czarnych muszkach. Złowrogo śmiejący się bandzior, którego zaraz złapie jakiś miejscowy Bond. Oddaje pole wyobraźni, bo numer sam doskonale się tłumaczy i prezentuje. Wokal średni, najlepiej pasuje, gdy chłop brzmi jak Sylvian. Doły przy takiej aranżacji to już klisza przebrzydła. Rodzynki idą po właściwym utworze, takiego grania posłuchałbym więcej. Jestem gotowy na sezon z muzyką okołobohrenową, no dobrze, tych kilkadziesiąt minut tygodniowo może być heh Nic ponad nie.

Ortega Cartel Niby się żyje

Brzmieniowo mocno osadzone w swojej epoce. Specyficzne klawisze, outsiderski padoklawisz, za to perka godna poznańskiego Gurala, jakbym słyszał El Polako. Do Noona nie porównałbym nigdy w życiu, tu bardziej takie letnie kminki mimo wszystko niż solidna chłodnia wykręcana na syntezatorach na Poważnej. Z pewnością sam znalazłbym podobnej długości klasyki, które chwytają mnie za serducho bardziej niż będzie to w stanie zauważyć słuchacz po kilku odsłuchach na świeżo. Główny bohater rapuje podobnie np. do Dinali. Generalnie fajnie, że Jacek konsekwentnie podrzuca nam tę ferajnę dla mnie np. kompletnie nieznaną i nieobecną nawet w telefonach chłopaków z podwórka. Nie mówię nie, ale na takim krótkim dystansie tego nie poczułem. Tekst całkiem spoko, ale dla mnie nie do wczucia przy nawijaniu w ten sposób. Z drugiej strony chyba tylko Sen Sokoła usłyszany po latach uderzył z podwójną mocą, więc po prostu walka w trudnej kategorii. Nie mogłem też zrozumieć kim był wołany gość na koniec, a to właśnie ten Finker... Pozytywna klamra ze spotkaniem rapera po latach, znaczy się wszystko spełniło swoją rolę jak trzeba heh Moi ulubieńcy są raczej średnimi ludźmi, więc nie byłoby u mnie happy endu.

The Buggles Elstree

Chyba jeszcze o nich nic nie napisałem, ale no Video Killed The Radio Star to jest certified hood classic. GTA tylko pozwoliło podbić status nieśmiertelności. Sięgnięcie po prawdopodobnie drugi najmocniejszy kawałek na płycie to jest bardzo dobry zabieg. Dzięki, Seba. Już ejtisowo w opór. Ni to new wave, ni progresywne popy, ale jeszcze bez przesadnej wsi z nadużywaniem brzmień syntezatorów w niepożądany sposób. Analogowy plastik fantastik. Egzaltowany wokal mógłby drażnić, gdyby nie przyjemny refren, zapadające w pamięć linijki, ciekawy klimacik. Aż tak głęboko nie wchodzę w kminki liryczne, ale czuć tę ulotność, magię i tajemnicę. A wódki nie pijam, chyba że daliby mi miętową. Dobra wrzutka!

Camouflage Mother

Niezła próba podtrzymania tematu Kamuflażu i mojego większego zainteresowania ich muzyką, ale tutaj już wyjątkowo blisko im do Depeche Mode. Przynajmniej ładnie kserują! W pewnym momencie nawet myślałem, że to będzie taki instrumental w klimacie czegoś pomiędzy MFTM a Violatorem. Idzie znośnie nawet z tymi molami z szafy w postaci klawiszowych chórów i pierdzących syntezatorów. Przeciągnięta miniaturka w dobrze znanych rytmach, całkiem zużytych w innych projektach. Na koniec jestem dość zadowolony, ale w tym kierunku bym nie szedł.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 paź 2025 21:54

No, to lecimy z halloweenową. Oczywiście, kto chce lecieć w ten klimat, ten leci, bez przymusu. Ja oczywiście lecę.

Current 93 – All the Stars Are Dead Now

Current 93, po dekadach znania tej nazwy ze słyszenia/widzenia, zacząłem się interesować po tym, jak Seba wrzucił do Depeszwizji „Hitler as Kalki”, któremu to utworowi bezceremonialnie wcisnąłem zero punktów. Mentos może pamiętać, że zanim jeszcze dobrnęliśmy do finału, to żałowałem tej decyzji, bo o ile pierwsze wrażenie, w tamtym zestawie, było dosyć rażące, tak szybko zamieniło się w czyste zaintrygowanie i sięgnięcie po cały album, z którego pochodzą zarówno tamta propozycja Seby, jak i kawałek, który ja prezentuję tu teraz.

Myślę, że nie będzie lepszego momentu na to niż kolejka halloweenowa, bo „All The Stars Are Dead Now”, to konkretnie niepokojący utwór. Sam chórek powtarzający przez cały utwór „Jesus kills Hitler” tworzy dziwną, hipnotyczną atmosferę (zwłaszcza z tymi chorusowymi efektami później), która doskonale łączy się z ciemnymi akordami gitary i ekspresyjnym wokalem Davida Tibeta (podobno tekst napisał po tym, jak przyśnił mu się William Blake).

Są takie kawałki, które wydają się być cała podróżą, którą się odbywa wraz z wykonawcami, i to jest taki utwór. Odnoszę wrażenie, jakbym toczył się jakimś powozem w nocy, a trupa aktorów pokazuje mi całą tę historię.

https://youtu.be/IENDCZFxL6E?list=RDIENDCZFxL6E
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 28 paź 2025 06:13

Skatt Bros. - Walk The Night (12" Version)
(1979)

Na tegoroczne Halloween dla odmiany postanowiłem wyjść poza rapsy i zabrać Was w kolejną podróż do uniwersum Grand Theft Auto. Tym razem ponownie odwiedzimy ost do 4 części gry z 2008 roku osadzonej w ponurym Liberty City wzorowanym na Nowym Jorku. Swoją drogą już Was tam kiedyś zabierałem choćby za sprawą wrzutki Killing Joke. Teraz jednak zwiedzimy stację K109 - The Studio nadającą muzykę... disco, której hostem był słynny projektant i ikona świata mody Karl Lagerfeld.

Możecie w tym momencie zadawać sobie pytanie co muzyka disco może mieć wspólnego z Halloween ale wszak historia muzyki tanecznej zna takie połączenia (choćby słynny Thriller od MJ), zresztą wrzucane przeze mnie Walk The Night to kolejny już wrzucany przeze mnie tzw. rodzynek w trackliście danej stacji radiowej. Tak już miałem w zwyczaju że przeważnie jako pierwsze zwracały moją uwagę zawsze kawałki które trochę odstawały od standardowego brzmienia danej stacji i tu było nie inaczej. Walk The Night moją uwagę zwróciło specyficznym wokalem oraz tekstem opowiadającym o tajemniczym "creeperze", nieokreślonym prześladowcy - na moje ucho zdaje się jakimś okropnym, umięśnionym zboku który czai się żeby tylko dopaść ofiarę i zgwałcić xD Zresztą jeśli wczytacie się w tekst kawałka - zwłaszcza drugiej zwrotki - sami powinniście dojść do podobnych wniosków. Całość ubarwiona jeszcze momentami demonicznym śmiechem i krzykami tworzy naprawdę mroczny spooktoberowy klimat. Gdy tylko usłyszałem ten złowieszczy śmiech wokalisty czułem że tu się coś specyficznego dzieje w tym kawałku (podobnie jak lata wcześniej zwróciłem uwagę na Can You Feel It? z jego gadanym monologiem).

Co do Skatt Bros. to kolesie mieli trochę wygląd niczym YMCA ale byli jakby bardziej odjechaną wersją. Poza tym że sama ich nazwa nawiązywała do specyficznego seksualnego fetyszu mieli jak najbardziej pierwiastek homoseksualny w sobie - kapela składała się w połowie z heteryków a w połowie z gejów, w tym założyciela i klawiszowca Seana Delaneya - wcześniej znanego ze współpracy z KISS. Delaney odpowiedzialny był też za wokale ale we wrzucanym przeze mnie utworze akurat za mikrofonem słyszymy gitarzystę Davida Andeza. Jako ciekawostkę dorzucę fakt że Rockstar Games uznało Walk The Night na tyle istotne dla ścieżki dźwiękowej do IV że nawet wynajęło prywatnego detektywa do namierzenia żyjących krewnych zmarłego w 2003 roku Delaneya aby zabezpieczyć prawa do wykorzystania tego utworu w grze. Podrzucam wersję dwunastocalową bo po pierwsze - taka właśnie była wykorzystana w grze a po drugie uważam że ma lepiej podbity groove niż zwyczajna wersja albumowa, chociaż nie zdziwię się jeśli ktoś będzie się krzywić na trochę śmieszny wokalny mostek w końcówce.

https://youtu.be/FVZVDGXDBdo?si=-PGzKQXdHziujSIX
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 paź 2025 10:19

Proszę towarzystwo o nie zamulanie jeszcze bardziej i śmiałe dorzucanie do pieca
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 28 paź 2025 11:49

Erik Satie - Gnossienne No. 3 (1890)

W tej chwili wystrzeliwuję bodaj jednym z najstarszych numerów w tej zabawie, który siłą rzeczy nie jest numerem per se, ale kompozycją, którą oczywiście wykonywać może ktokolwiek, blablabla. Satie to takie nazwisko, że z jednej strony gościa nie sposób nie kojarzyć przynajmniej, z drugiej jednak typ jest zdecydowanie daleko od tzw. klasycznych kompozytorów, nawet sobie współczesnych. Lekko stuknięty Francuz, który - jak to ładnie określa angielska Wikipedia - ogarnął twórczość będącą do pewnego stopnia prekursorem ambientu.

Nie będę się bawił tutaj w rozbudowane noty biograficzne, kto będzie chciał to sobie poczyta. Ja generalnie gościa uważam za geniusza. Napotykałem się na jego kompozycje parokrotnie w różnych dziełach kultury, którymi rzecz jasna były głównie filmy czy seriale, ale nie miałem za bardzo pojęcia, co to za muzyczka tam w tle, choć przecież brzmi tak fajnie. Aż nadszedł bodaj najbardziej normicki start zapoznania się z całkowicie nienormickim kompozytorem, a mianowicie kanał TVN i jej absolutnie fatalny tasiemiec pt. Kryminalni.

Kolejna rzecz, której nie będę za bardzo roztrząsał, bo nazwę tę chyba słyszał (przynajmniej słyszał) każdy. Moja Mama bardzo lubiła ten serial, toteż często oglądaliśmy go razem. Powiedzieć mogę o jego wartości tyle, że kiedy w środku pandemii ze swoją ówczesną partnerką - również za dzieciaka fanką Kryminalnych - zrobiliśmy sobie rewatch, dotarło do nas jak potwornym cringefestem przygody Komisarza Zawady<TM> i jego totumfackich (najważniejszą personą oczywiście nie kto inny jak Maciej Zakościelny) był to produkcyjniak.

Zdarzało mu się jednak mieć niezłe pomysły, mimo późniejszej ich fatalnej realizacji. Jednym z nich było odgrzebanie tematu tzw. Wampira z Zagłębia i nadanie mu nowej warstwy, gdzie prawdziwym mordercą był kto inny (no, tyle to i my dziś wiemy), ale że też syn tegoż właściwego mordercy jest nowym mordercą. Ów nowy morderca ma własny motyw w trzyodcinkowej formule wokół tylko tej osi fabularnej, i jest nim właśnie Gnosienne No. 3. Jeśli dołożymy do tego serialowe plenery w postaci zimowych Katowic i przyległości...

Nie sposób było się mnie nie zafascynować. Choć, jak już powiedziałem, całość wyszła dość przeciętnie w ogólnym rozrachunku (jak komuś się nudzi niech do tego wróci, można legalnie w necie obejrzeć), tak parę rzeczy się ładnie w tamtych odcinkach spięła i na pewno pomagał w tym Satie, którego główny złodupiec był wielkim fanem. Jakoś ogarnąłem, o jaką kompozycję dokładnie chodziło i od czasu do czasu do niej wracałem. Do czytania jakichś mroczniejszych rzeczy albo spacerów po zamglonym, późnojesiennym lesie jak znalazł.

Potem o gościu zapomniałem, ale przypomniał mi... Stan Ridgway ze 3 lata później. Otóż Ridgway miał taki zwyczaj, jeszcze z czasów WoV, że robił na swoich koncertach długie pauzy między numerami i zabawiał publikę delikatnym standupem. I do niektórych jego monologów tłem był ten oto numer: https://www.youtube.com/watch?v=2WfaotS ... rt_radio=1. Tym razem nie seria Gnosienne, z której pochodzi moja wrzutka, ale Gymnopédie, dokładnie numerek pierwszy. To chyba najbardziej znany motywik.

No i zacząłem sobie przypominać to jedną serię, to drugą, i tak randomowo sobie jesieniami wracam, raz był to 2010, raz 2013, raz 2015, potem dopiero 2017, a potem 2020, a teraz... teraz. W sumie trochę smutno, że nie mam żadnej kompilacji z jego kompozycjami, które uważam za genialne w swej prostocie. Primo - pianino, ono jest zawsze doskonałe. Secundo - gość zbudował nimi klimat gęsty jak smoła. Nawet te rzeczy, które są niby neutralne ciągną za sobą niepokój, jakby coś wisiało w powietrzu.

Nie czujecie mgły i jesieni tylko słoneczne popołudnie w parku? W takim razie jestem pewien, że jak podejdziecie bliżej do bawiących się nad stawem dzieci zorientujecie się, że te dzieci nie mają twarzy. Albo że para siedząca na ławce w kółko powtarza te same zdania. To taka muza liminalna z końca XIX stulecia, który to koniec (i początek XX) nazywany był la belle époque, a chwilę później przyszło piekło I wojny światowej. Nie chcę niczego sugerować, powiedzmy tylko, iż Jonathan Bree musiał sporo słuchać Satiego nagrywając swój drugi album.

A więc no... parę tygodni temu siedziałem u mojej dobrej ziomalki i graliśmy se w brydża. Pochmurne i lekko mgliste październikowe już popołudnie, dziwna cisza za oknem (a mieszka tuż obok stołecznego Teatru Powszechnego, także było to zaskakujące), jej partner, będący artystą dragowym przechadzał co rusz korytarzem w innej kreacji i całkowitym milczeniu, a niewidomy pies siedział na kanapie "wpatrując" się w nas z dziwnym spokojem. Z głośniczka leciało Gnosienne Numer Trzy. Gotowi na trochę derealizacji?

https://www.youtube.com/watch?v=llk423P ... rt_radio=1

PS. Z wielu możliwych wykonów wrzuciłem ten, który najbardziej odpowiada mi tempem, niektóre są zbyt szybkie, inne z kolei zbyt wolne. Ta konkretna wersja jest idealna. Spacer po bełchatowskim ryneczku? Po cmentarzu? Morderca czający się za drzewami? Chyba wpasowuję się w klimat Diabelskiego Święta Heloim.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 28 paź 2025 21:03

Gołębie - Wszystkie nastroje pogody (2018)

...bo ja to się boję najbardziej samotności, co nie? Ostatnie dni wyjątkowo mocno mi to uzmysłowiły. Heloim jak Heloim, mnie niepokoją najbardziej ludzkie sytuacje i zachowania. Do takich zaliczam uczucie coraz większej izolacji. Ten moment, gdy jeszcze coraz bardziej wszędzie, a tak naprawdę nigdzie. Wiele kojarzysz, a w gruncie rzeczy w żadnym miejscu bez historii poprowadzonych do finału, bo w końcu chyba o to chodzi w życiu? Zaklinanie się na wszystko, zamykanie w sferze domniemywań bez odbicia wobec drugiego może i jest w jakimś stopniu produktywne, ale na zewnątrz nie znaczy za dużo. Można przegrać mnóstwo, pozornie nie robiąc nic. Tego typu myśli towarzyszył mi w czasach, gdy mniej więcej o takiej porze roku jeździłem do szkoły na 7:30. Chłód, niebieski matowy kolor, zamglenia, uczucie niedospania i bez sensu większości doświadczanych interakcji z ludźmi. Zaraz potem może błysk zachwytu, gdy akurat natknę się na obiekty westchnień lub po prostu spoko ludzi? Potem znów przyjdzie chwila sam na sam i wrażenie zmęczenia. Wuj wie czym tak naprawdę, ale przez wiele lat w dłuższych momentach przebywania samemu ze sobą nachodziły mnie różne toksyczne refleksje. Mieszały się nastoje pogody, choć w gruncie rzeczy zawsze była tak samo szara i ponura. To raczej ludzie kolorują to w najbardziej wymyślny sposób i tak jest dobrze. Historie domowe czy pierwsze zauroczenia budziły demony, kolejne otwarcia się na innych czy lepsze rozumienie rzeczy zrodziło wiele pozytywnych odczuć we mnie. Liceum wspominam dobrze z wielu powodów, o których już pisałem. Pamiętam też jednak ten poranny senny półmrok na wysokich korytarzach poczciwej Zielonej Budy. Sam w sobie działał na wyobraźnię, a gdy jeszcze dołożyło się właściwą muzykę...

Gołębie to zespół ze świata Trzech Szóstek. W 2018 roku byłem w to środowisko wczuty tak bardzo, jak tylko wtedy chciałem. Dalej bez ślęczenia na zbiorowych konwersacjach (nie lubię ich do dziś, discord to mój wróg, nawet męczy pamięć mojego laptopa). Z pewnego społecznego dystansu łapałem nowinki. Chciałem po prostu słuchać nowych rzeczy, oględnie się orientować. Podrzucany numer był jednym z pierwszych, które poznałem. Całą płytę osłuchałem oczywiście kilka tygodni później. W gruncie rzeczy już tak często nie wracam, bo opisywany wcześniej obraz mocno został mi w głowie, gdy siadam do tej piosenki. Poza tym jeszcze z dwie, może trzy? W przywoływanym okresie słuchałem dość nałogowo. Wówczas chyba nie mogło być inaczej. Lekka dawka pretensjonalności, ale nie wszystko powinno być od linijki słodko pierdzące. Szugejzowicze powinni być udobruchani. Pozostałych śmiałków również zapraszam. Woo.

https://www.youtube.com/watch?v=Ir3mMiOKyXQ
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 28 paź 2025 22:21

PJ Harvey – All Souls

A teraz będzie z mojej strony ewenement, bo wrzucę utwór, który znam bardzo krótko. Zaledwie od 3 tygodni. Nigdy nie robiłem takich rzeczy, ale tutaj, z uwagi na okoliczności, zrobię wyjątek.
Będąc w lesie na grzybach postanowiłem po prostu posłuchać PJ Harvey. Byłem akurat co po wrzuceniu utworu Nicka Cave’a i PJ, pewnie dlatego o niej pomyślałem. No i wchodzę na Spotify i widzę, że ona wydała w 2023r. album, którego jeszcze nie słuchałem. No i w tym lesie go włączyłem. Zaintrygował mnie swoim niezwykłym klimatem od pierwszego utworu. Łaziłem i słuchałem go na okrągło. Album jest dosyć nietypowy jak na PJ, bo zamiast rocka (głównie z tej strony ją kojarzę) mamy naprawdę kawał dobrego i niepokojącego klimatu. A w szczególności utwór All Souls taki jest. Zakochałem się w nim natychmiastowo i bezwarunkowo. Ten ponuro kroczący rytm, ta niepokojąca wyliczanka PJ przy akompaniamencie iście pogrzebowego pianina! Jakieś przesterowane dźwięki syntezatora przywodzące na myśl SOFAD. I jeszcze całkiem ponury tekst. Klimat tak gęsty, że można by go kroić nożem. A ja jestem na takie rzeczy niezwykle podatny. Jeszcze te warunki, w których tego słuchałem. Ciemny las, ponure zachmurzone niebo i siąpiący deszcz. I taka nuta w słuchawkach. Niezwykłe przeżycie.
Jako, że mamy kolejkę halloweenową, to uznałem, iż ta kompozycja będzie idealna i nie będę jej kisił do następnego roku. Mimo wyjątkowo krótkiej znajomości. Tym bardziej, że na przyszłoroczny halloween mam już utwór, który znam... jeszcze krócej.
Na koniec dodam, że producentem albumu I Inside the Old Year Dying, z którego pochodzi All Souls jest nasz dobry znajomy – Mark "Flood" Ellis.

https://www.youtube.com/watch?v=Shot56A ... rt_radio=1
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 28 paź 2025 22:48

coś za dobrze przyjmujecie moje wrzuty

Rockwell - Somebody's Watching Me

Czas to zmienić. To jest ta wrzuta, którą pewnie zjedziecie za wrzucenie na odpiernicz, ale przyznaję, że mam lekką blokadę i nie jestem w stanie wygrzebać wrzuty, którą mógłbym z czystym sumieniem polecić i cokolwiek sensownego o niej napisać. Rozważałem kolejkę przerwy, ale będę szczery: jestem ciekaw coście tam wrzucili, ale znam też sam siebie na tyle dobrze, że wiem, że bez motywacji nie chciałoby się tego odpalać.

W związku z czym dam z siebie te 15% i wrzucę CHOCIAŻ coś w temacie. Co jest trudne, bo generalnie takiej okołohalloweenowej muzyki... w sumie nie znam. Jest od cholery piosenek związanych z Bożym Narodzeniem, Wielkanocą, ale co do cholery mogłoby się kojarzyć jednoznacznie z Halloween? Zombie? Thriller? Bądźmy poważni.

No dobra, przyznam, że przez chwilę nawet rozważałem najpopularniejsze niedorosłe dziecko w historii muzyki. Postanowiłem jednak pójść po linii średniego oporu i wybrać coś NIE AŻ TAK oczywistego - czyli kawałek niejakiego Rockwella, w którym to król popu (zrąbane określenie btw) dograł się w refrenie i o czym każdy zapewne wiedział od samego początku, ale oficjalnie tenże to potwierdził po latach. Jestem średnim fanem tej osoby jako osoby, ale przyznam, że na swój sposób szanuję go za te uncredited camea (cameosy?) - gdybym był hiperpopularny to też bym się pojawiał się gościnnie na płytach jakichś randomów choćby tylko po to by ludzie spekulowali czy to faktycznie ja.

No ale jestem average man with average life, nawiązując do swojej wrzuty. Bierzcie i słuchajcie tego UUUUUUU

https://www.youtube.com/watch?v=yRRqxnjslb0
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 29 paź 2025 23:27

Panie Jacku!
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 30 paź 2025 01:17

No dawaj te recki

Kolejka 9. (184.)

49. Current 93 – All the Stars Are Dead Now (Hien)
50. Skatt Bros. - Walk The Night (12" Version) (stripped)
51. Erik Satie - Gnossienne No. 3 (devotional)
52. Gołębie - Wszystkie nastroje pogody (Dragon)
53. PJ Harvey – All Souls (shodan)
54. Rockwell - Somebody's Watching Me (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 31 paź 2025 10:41

Current 93 - All The Stars Are Dead Now

Bardzo fajny jest ten wstęp do numeru jak z przedwojennego szlagieru, szkoda tylko że tak bardzo mylący. Ten chórek w tle śpiewa tak że gdyby Hien nie napisał to bym mógł nie odgadnąć że tam faktycznie leci Jesus kills Hitler. Ogółem wkurza mnie ten efekt, ten taki rozmyty pogłos na wokalu czy jak, sam wokal zresztą jest jakiś kompletnie nieangażujący dla mnie, w efekcie czego pomimo kilku odsłuchów nie wiem nawet o czym był ten utwór, a to chyba nie tak miało być. Za to fajna gitarowa zagrywka i ten flecik też na plus, instrumentalnie numer jeszcze ujdzie. Całość ma trochę klimat strasznej historyjki opowiadanej przy ognisku w jesienny spooktoberowy wieczór.

Eric Satie - Gnossiennes: no. 3, Lent

Jakoś nie za bardzo chyba czuję taką muzykę, naprawdę niewiele takich rzeczy w życiu słuchałem (w sensie klasycznych kompozycji na fortepian) a najbliższe temu chyba były Alanowe fortepianowe popisy przy coverze Sonaty Księżycowej, i utrzymane w podobnym stylu nieco Stjarna i Sibeling. Rozumiem że w określonej przez wrzucającego sytuacji to mogło stanowić bardzo fajne tło do nieco surrealistycznej sceny z życia ale poza tym chyba w kategorii tła bardziej postrzegam takie numery. Taki powiedzmy jesieniarski muzak trochę.

Gołębie - Wszystkie nastroje pogody

Jesienne zamulanko na pełnej. Im dalej idziemy w tej kolejce tym bardziej obce są mi te melodie i klimaty. Jakoś po prostu mam zupełnie inny vibe w głowie na ten moment i tego typu muzyka mnie raczej odrzuca. Polskie niezalowe szugejzowe granie, ogólnie słuchając tego czuję że tam może być dobry kawałek ale miks w tej piosence starannie zdaje się to ukrywać. Całość ma tak MUDDY brzmienie że ani połowy tekstu nie rozumiem po tych odsłuchach ani dobrze nie mogę się nacieszyć instrumentarium, domyślam się że mógł być to zabieg celowy ale jak dla mnie niekoniecznie udany.

PJ Harvey - All Souls

Tu już mamy klimat wręcz usypiający bym powiedział. Na wstępie cichy, pulsujący syntezator, o takim jakby przymulonym brzmieniu, jakby pod wodą. Potem wchodzi delikatny wokal samej PJ Harvey. Podoba mi się ten bujający rytm perkusji w tym numerze, dobrą pracę bębnów zawsze docenię, ale całość utworu powiedzmy średnio mi leży. Może nie mój klimat, może nie ten czas, może to Maybelline.

Rockwell - Somebody's Watching Me

Przez lata traktowałem ten numer nieco jako taką tanią kopię Thrillera, pojście na łatwiznę by zrobić kolejny hicik. Dobrze wrócić po latach i w pełni docenić to co tu się muzycznie wyrabia. Bardzo zgrabna praca klawiszy od basu przez creepy halloweenowe organy po funkowy wysoki lead synth. Nieśmiertelny hook w wykonaniu samego Majkela, jakoś nie chce mi się wierzyć że tu był jakikolwiek zamiar ukrywania się, zwłaszcza słysząc pod koniec mega charakterystyczne EEEHEEE, ikoniczne dla jego postaci. Mentos się całkiem udanie wstrzelił podwójnie zaskakując - raz że wyjątkowo wrzucił coś w halloweenowym klimacie a dwa że rzucając Enjoyem się wybronił bo dał coś z mojego podwórka, jednak czarnoskórych wykonawców w bestce jak na lekarstwo. No i to jednak jest już zdecydowanie Halloween po mojemu - kolorowo, festynowo, z groteską i przerysowanymi duchami i upiorami, bardziej zabawa niż faktyczne straszenie. Swoją drogą pasuje mi ten numer do mentosa mocno - wyobrażam sobie w głowie nawet alternatywny teledysk do niego w którym to biedny Seba siedzi zamknięty w czterech ścianach i chce mieć święty spokój ale czuje za sobą wiecznie oddech forumowych potworów - munlupa i Murzyna czających się z odwiecznymi hasłami:

"Gdzie wrzuta?"
"Kiedy recki?"
"Kto znowu zamula? Paczken machen!"

:mrgreen:
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 31 paź 2025 14:59

Skatt Bros. - Walk The Night

Myślę, że po „Thrillerze” Jacksona, nikt nigdy nie będzie miał problemu ze związkiem disco-halloween. Krótka ta dwunastocalówka, ale może nawet lepiej, bo takie wersje potrafią się wlec, a ta się nie wlecze. Ja zawsze lubiłem to połączenie disco z klimatami horroru, a Jacek podrzuca doskonały dodatek do kolekcji. Fajny bit, bardzo klimatyczna muzyka, fajne zakrzyki i wokale. Pasuje? Pasuje doskonale.

Erik Satie - Gnossienne No. 3


Jaki spoiler do Kryminalnych xDDDD Gdybym nawet miał ochotę obejrzeć ten fragment, to już nie mam po co, bo wiem kto zabił, thnx Musiał. Dobra, skupmy się na muzyce. Dopiero co skończył się Konkurs Chopinowski, który śledziłem chyba najbardziej w historii, bo zwyczajnie mogłem sobie odpalać stream w pracy. Nasłuchałem się, pod koniec już wręcz rzygałem Szopenem, ale też mam teraz ucho wytrenowane na pianino i po prostu bez problemu mi weszła ta propozycja Musiała, któraż to jest jedną z najciekawszych propozycji od początku tej zabawy (i to nie tylko od Musiała). Ja jestem wielkim fanem takich rzeczy, może to póki co nie wypływa jakoś z moich bestek, ale też z taką muzyką trzeba wlatywać ostrożnie i Dev znalazł doskonały moment. Poczytałem, że serię „Gnossienne”, Satie komponował przez 8 lat (i w ogóle zaczął od piątej części, prawie jak George L.) i w ogóle chyba sobie posłucham całości. Zajebista rzecz MUSIALE.

Gołębie - Wszystkie nastroje pogody

W 2018 r. miałem jeszcze trzy szóstki polubione, nawet dało się z tego wykrzesać jakaś ciekawą muzykę. Gołębi nie znam i pewnie jakoś bym przeżył życie spokojnie bez nich, ale mimo wszystko cieszy mnie ta wrzuta. Przypomina mi moje lata w Żaku, zwłaszcza w okolicach 2008-2011 r., kiedy prowadziłem pasmówki i regularnie stykałem się z utworami i płytami tygodnia. Żak, jako radio alternatywne, był gąbką na tego typu muzykę i zawsze cieszyłem się z tych małych odkryć, małych polskich zespołów, które być może więcej już nic nie nagrają, bo skończą studia, wyrosną, stracą motywację, czy zwyczajnie się rozjadą po Polsce, itd. Nie wiem, jak jest z Gołębiami, nie będę psuł aury tejemniczości. W okolicach Święta Zmarłych, zapalmy znicz za te wszystkie zespoły, które chciały, a przepadły i może nikt ich nigdy już nie usłyszy.

PJ Harvey – All Souls

Wujas zazwyczaj wyciągał na tę okazję jakieś kosmiczne wynalazki z gier komputerowych, ale tym razem dostajemy PJ Harvey. Nie czuję jakoś bardzo rozczarowany, tylko odrobinę. W tym roku, Artur sprzedaje marsz pogrzebowy. No i jest to bardzo ładny marsz pogrzebowy. Nie będę mówił, że rzetelny, tzn jak najbardziej jest to rzetelne, ale to słowo w tej zabawie, stało się synonimem jakiejś nagrody pocieszenia, czy sposobu na zjechanie czegoś, bez zjechania tego. A tu mi się w zasadzie wszystko podoba, może i włosy na głowie się nie zjeżyły, a serce mocniej nie zabiło, ale doceniam, podoba mi się, klimat na dziś doskonały.

Rockwell - Somebody's Watching Me


O, ciekawy hit. Dopiero parę lat temu dowiedziałem się, kto to wykonuje, wcześniej myślałem, że to Jacksona numer, czy w ogóle coś nowszego, od kogoś kto brzmi jak Jackson. W każdym razie, kolejny przykład na to, że disco i horror ładnie się ze sobą kleją. Generalnie, zgadzam się z opiniami, że Jackson i ten jego (uncredited) refren, robią ten numer, ale poza tym, reszta też trzyma bardzo spoko poziom. Do dziś słyszę to często w radiu, więc próbę czasu przetrzymało, a nawet trafiła tutaj do bestki, więc fame rośnie i rośnie. BOOOO!!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 31 paź 2025 16:31

Po Argento dobrze wiem, że najlepsze do horrorów są rytmy około carpenterowskie albo kiczowaty metal.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 31 paź 2025 21:37

Current 93 – All the Stars Are Dead Now

O ile dobrze pamiętam, to też wcisnąłem Kalkiemu jajco, i co to w ogóle za obsesja z Hitlerem na tej płycie? Tibet planował crossover ze Szczerskim czy co... No mniejsza, tu trzeba Heloim łykać. W sumie też sobie teraz pomyślałem, że zawężam se trochę horyzonty biorąc pod uwagę fakt, iż nazwę Current 93 słyszałem dziesiątki razy w przeszłości, ale nigdy po nic nie sięgnąłem i też mi ten HaK nie podszedł wtedy, a może niewłaściwie... Tak czy inaczej propozycja Munlupa jest nie tylko dużo lepsza, jest po prostu świetna i się w ten heloimowy klimat wpasowuje srogo. Ów efekt rozmytego pogłosu, jak to Murzyński określił, bardzo mi pasuje i w ogóle pasuje do tego kawałka. Tylko ten creepy głos wokalisty, w tle ten pokręcony chórek, do tego gitara i naręcze efektów, wyszło imho bardzo spooky i bardzo fajnie jednocześnie. Jestem bardzo zadowolony i w ogóle. Ten flecik czy tam whatever co w pewnym momencie wchodzi tylko dokłada klimatu. Trochę, jakby The Legendary Pink Dots produkował Jim Jupp z Belbury Poly. Wchodzimy w listopad, ale najpierw Fright Night. Laur konsumenta <3

Skatt Bros. – Walk the Night (12" Version)

Kurde, mówiłem już wielokrotnie, że czwóreczka to obok Vice City moja ulubiona odsłona seria o Zuchwałej Kradzieży Samochodów, pamiętam, iż fabularnie mnie dosyć wgniatała w tamtym czasie, w dodatku jest mniej więcej tak mroczna i smutna, jak swego czasu Mafia (ta oryginalna). Niemniej jednak słuchałem głównie Liberty Rock Radio, więc tego utworu w ogóle nie pamiętam lol. Jednocześnie chyba sporo straciłem, gdyż jest bardzo fajny. Zwłaszcza dzięki temu chórkowi w tle, który wraz z motorycznym bitem tworzą specyficzny marszowy groove. Nie sposób nie wyobrazić sobie mas zombiaków idących miarowo w jedną stronę w klimacie kampowo-seventisowo-ejtisowym. Szczególnie, gdy wchodzi to bezbłędne solo na gitarze. Czuję się porwany do tańca a przynajmniej wyjścia na miasto, ale - jestem w Zgierzu, ciężko nazwać go miastem, no i Zgierz jest straszny na co dzień, nie ma za bardzo czym się przerażać. W przyszłym roku idę na jakąś imprezę heloimową i dodam to do playlisty, zasłużone miejsce. Murzyn dostarczył, I'm happy <3 Btw, lead vocal w tym numerze brzmi trochę jak coś pomiędzy Frankiem "PRZED WYRUSZENIEM W DROGĘ (PO CUKIERKI) TRZEBA ZEBRAĆ DRUŻYNĘ" Kimono, a Dieterem Meyerem z Yello i dzięki temu jest jeszcze fajniej.

Gołębie – Wszystkie Nastroje Pogody

Kurde, coś mi ta nazwa mówiła, nie pamiętałem teraz co, za to widziałem, że na Jutubie mam... w większości odsłuchany ich cały album, jakby, what the hell? I potem nagle coś kliknęło, ten band został mi zareklamowany przez zioma mojego zioma jakiś rok temu i ja dostałem ten link i zacząłem sobie słuchać. Nie potrafię w tej chwili powiedzieć, dlaczego wtedy się odsunąłem, ale też zeszłoroczna jesień była... bogata we wrażenia, i to raczej takie z gatunku tych niefajnych. Przynajmniej częściowo reluję z imć Smokowskim, łapię ten wajb i też przypominam sobie czasy dobijania dwoma (a czasem trzema) autobusami do swojego liceum, choć skończyłem je 17 lat temu (przerażające to jest). Myślę, że na jesieni 2007 taka muzyka siadłaby mi bardzo. Dziś też siada, jest szugejzowo, jest indie, ale jest też tak, nie wiem, niepokojąco w ów przyjemny, melancholijny sposób. To jest właśnie typ mojej muzyki na październik czy listopad (zaraz obok The Soft Moon czy Keitha Seatmana). Bardzo, bardzo udany numer, który ciągnie jesienną słotą i surowością pogody nawet, jeśli teraz akurat świeci słońce. Btw, sprawdziłem sobie ten album na Discogs i przy okazji się zorientowałem, że okładkę zaprojektował im kuzyn mojego dobrego zioma, którego to kuzyna miałem latem 2014 okazję poznać na żywo w pewnej podkarpackiej dziurze. Świat jest mały. Kolejny props!

PJ Harvey – All Souls

Niedawno przeglądając stare bestki natknąłem się na jakąś swoją reckę czegoś, gdzie wspomniałem, iż z przyjemnością oddaję się słuchaniu nowego (wówczas) albumu Polly Jean, jakim było wtedy I Inside the Old Year Dying. I było to przyjemne słuchanie. Mój jeden ziomek o inicjałach MG swego czasu mocno sprzedawał mi White Chalk, uległem wówczas, gdy dołożył do tego cegiełkę również mój brat, który jest w PJ niemalże zakochany. Tutaj siadło dobrze te dwa lata temu i wciąż siedzi. Znów maszerujemy w głąb jesieni, nic już nas nie zatrzyma, robi się gęsto w powietrzu, mgła, dym, wilgoć i przymrozki, a także tekst, którego ni siusiaka nie rozumiem, ale po prawdzie to nawet nie będę próbował. Doskonale rozumiem, co napisał o tym numerze Hien - to taki trochę marsz pogrzebowy, gdzie biorąc pod uwagę setting był on (jest) strzałem w dziesiątkę. Nie ma wielkiej parady zombiaków ani innych dziwadeł, są widziadła za - jeszcze - dnia i na ich czele lezie Polly Jean, ja obserwuję to wszystko w zadumie. Siądzie ładnie w głowie na jutrzejszy grobbing w moich ulubionych okolicach (gdzie bym nie mieszkał i gdzie bym nie skończył, życzę sobie być pochowanym na Zimnej Wodzie i siusiak). Znów bardzo dobra wrzutka, nie ma się do czego przyczepić <3

Rockwell – Somebody's Watching Me

Beka, gdyż ja ten numer pierwszy raz w sposób świadomy usłyszałem w formie jakiegoś współczesnego remiksu i całe lata byłem przekonany, iż refren śpiewa kobieta. Dopiero wuj wyprowadził mnie z błędu, a było to dawno temu. Odświeżyłem sobie ten kawałek... na jesieni 2018, mniej więcej właśnie w czasie przełomu październikowo-listopadowego, kiedy to byłem wielce zafascynowany ejtisami po raz kolejny w życiu i sięgnąłem po rzeczy, które latami miałem w dupie (typu Falco albo Japan). Powiem tak, może z pewnej perspektywy produkcja tego numeru jest tak subtelna, jak pisowska polityka zagraniczna, te organowe klawisze, pady niby jęki dusz potępionych, cały ten ghostbusterowy klimat, no ale ja to kupuję. To jest ten ejtisowy kamp, który potem zmaterializował się np. w Stranger Things (na które już w ogóle nie czekam, ale swego czasu był to zastrzyk nostalgii). Jak się jeszcze dołoży całkiem odjechany i też obrzydliwie wprost oczywisty wideoklip to, no, bardziej wprost się nie da. Rockwell ftw, lubię ten kawałek, lubię jego nastrój i tekst ("I wonder who's watching me now, the IRS?"), w ogóle izi prejz, to trochę jak Znachor w TV na pierwszego listopada, albo mandarynki w Wigilię. Wiadomo, że będą, są obvious niby kosz pod zlewem, a wciąż wszyscy z przyjemnością wracają.

Kurdebele, to była świetna i bardzo udana kolejka heloimowa, jestem pod wrażeniem i wszystkim serdecznie dziękuję za udział i ich wrzutki, nic się nie zmarnowało, wszystko wypadło fantastycznie. Takie świętowanie to ja rozumiem, choć jestem dziś najdalej od tego nastroju jak się najpewniej da. Może se chociaż nałożę trochę ciasta? Nie wiem, skąd mam, ale mam.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 02 lis 2025 16:32

Uprzejmie proszę o udział w zabawie
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 02 lis 2025 21:47

Jak dzisiaj nie zdążę, to jutro wieczorem wjazd
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 02 lis 2025 21:51

No, jak połowa obsady leci w siusiaka, to nawet nie mam argumentów przeciw.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 02 lis 2025 23:10

trzeba dawać przykład

C93 All The Stars Are Dead Now


Muszę trochę poudawać Hiena z pierwszych kontaktów z C93. Na pojedyncze odsłuchy nie byłem w stanie w to wejść aż tak, jak w takie Throbbing Gristle czy Coil, a to całkiem oczywiste punkty odniesienia. Z tym powtarzanym Jesus kills Hitler są zbyt edgy jak dla mnie w tej chwili, czasem lepiej nie słyszeć wszystkiego we właściwy sposób heh trochę popsuta zabawa. Bardziej usypiające i irytujące niż mantryczne, transowe, hipnotyzujące. Wokal też mnie nie poruszył. Klimatycznie całkiem odpowiednia wrzutka na heloimy, ale dobrze już znacie mój stosunek do wierności kalendarzowi. Kupuję to, czym ma być, ale kompletnie nie zaciekawiło bardziej. Mam w serduszku ich jeden utwór, jest jeszcze troszkę dłuższy, bardziej by pasował do kolejki wszystkich świętych czy zaduszek... Folkowe granko nie trafia. Za mało wywrotowe. Prędzej sprzyja odklejeniu w wyobrażone niż niepokoi.

Skatt Bros Walk The Night

O, tu prędzej czuję filmową otoczkę. Bardziej budżetowe kino. Horror z elementami kampu, mogą być wampiry, może być jakaś seksualizacja, ale w otoczce nocy, delikatnej grozy i sporej dawki udawania powagi. Numer trochę spooky, choć ze sporą lekkością dookoła. Śmieszne doły ziutka w zwrotkach, ładnie przerysowana gitarka. Całość delikatnie się ciągnie, ale to już uroda dwunastek. Noo w okolicznościach czegoś więcej dla podbicia wrażenia samej muzyki kojarzyłoby się tylko lepiej. Nie czuję tego w uniwersum GTA, ale w sumie nie ograłem większej połowy tytułów, więc to już moja strata. Jacek wraca na pozycje muzycznego edukatora i jest w porządku.

Satie Gnossienne No. 3

Chyba najlepsza opcja w klimacie sugerowanym. Jeszcze coraz bardziej Dwójkowy, a w związku z tym coraz pewniej poruszam się w świecie muzyki klasycznej. Satie już dawniej mnie interesował, no bo skoro ambient, to ciekawe są jego źródła, czyż nie? Format klimatycznych, dość minimalistycznych miniatur poznany dawniej u Eno, niemieckich klawiszowców czy nawet Depeche Mode tutaj ma swoje oczywiste źródło. Wiele więcej nie trzeba dodawać. Czuć atmosferę czasów, które dopiero nadchodziły, choć w gruncie rzeczy rownie dobrze można do tej muzyki pić kawę w poczuciu kompletnej niepozorności rzeczy i zjawisk dziejących się dookoła. Tak, znowu nieznośna lekkość bytu. Rownie dobrze zaraz może być wypadek, zdarzenie losowe, rodzinna tragedia, inne społeczne wynaturzenie. W trzy minuty można powiedzieć tak wiele... Eno, Jan AP Kaczmarek, HansJoachim Roedelius, byłem tam, słyszałem to. Może całej godziny z Satie bym nie potrzebował, ale czasem tych kilka minut może trafić w sedno. Bardzo dobra wrzutka Adriana. Kontekst mocny xD Za to sam kanał na JuTube niepokoi IDENTYCZNOŚCIĄ wizualną wszystkich tych wykonów. Mam nadzieję, że to jednak żaden sztucznointeligencki wykwit kogoś sprytnego z Azji...

PJ Harvey All Souls

Kompletnie nie siedzę w jej świecie, dlatego jestem dość zaskoczony. Nie spodziewałbym się nigdy materiału godnego jakiegoś IDMowego projektu, w sensie czegoś w stylu mrocznej, atmosferycznej przerwy między rytmicznymi kawałkami. Spokojne intro, tak jakby glicze, zapowiada się świetnie. Silne odczucia shodana nie dziwią, bo numer w klimacie leśnym musi robić wrażenie, szczególnie w jakimś półmroku jesienną porą. Wokal bierze mnie najmniej, najciekawsze dzieje się pod koniec. O ile wcześniej wręcz się dłuży, tak w finale zapowiada coś ciekawszego, choć tego już nie dostajemy. Może Flood opatentował te gitarowe drony, nie jestem pewien, ale kupuję skojarzenie z SOFADem. Dajcie więcej, tutaj może być szansa na pozytywną odkrywkę.

Rockwell Somebody's Watching Me

Podoba mi się, że to zawsze jest przedstawiane jako numer jakiegoś tam ROCKWELL, a jakieś 997% efektu robi TEN refren. W osobistej skali niedocenienia i przebojowości stawiam ociupinkę niżej niż najmocniejszy singiel Jermaine'a Jacksona, ale i tak jest wysoko. Tak jak w jego przypadku na Spotifie nie da się znaleźć dokładnie tej wersji, którą zapodaje Seba. Doceniam samoświadomość i komiczność, numer zaczyna się całkiem zwyczajnie o byciu zwyczajnym, żeby zaraz wjechał MAJKEL. Są porcelanowane synthy, choć w mojej głowie zawsze brzmiały trochę bardziej brudno (to samo w When The Rain Begins To Fall właśnie...). Singlówka delikatnie za długa, ale to nie ma ostatecznie żadnego znaczenia, bo po dwóch minutach już jesteś kompletnie osaczony wizją obserwowania cieee i tyle. Podstawowym zadaniem było nie zrobić aż tak niekorzystnego połączenia zwrotek z refrenem, wyszło naprawdę dobrze. Nie wyobrażam sobie już naszej bestki bez elementów endżojowych co jakiś czas, bo to zawsze są perły z lamusa, do których warto wrócić.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 lis 2025 16:44

Czy Wuja i Seba domkną dziś mijającą kolejkę...?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 lis 2025 16:52

Seba mi napisał, że dziś będzie, Wuja klasycznie udaje, że nie ma problemu. Tak czy inaczej, dziś pod wieczór lecimy dalej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn