Best of Forum VIII

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 gru 2025 22:08

Na tym forum grinchow, daj spokój
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 gru 2025 23:16

pozdrawiam z miodowym lagerem

Dave Gahan 21 Days

Kiedyś miałem więcej wyrozumiałości dla solowych aktywności Gahanozy, ale i teraz nie jest z tym tak źle. Pod warunkiem, że mówimy o Hourglass czy Angels & Ghosts. Jego teksty jednak za bardzo trącą banałem, a ja jako wciąż wierny depeszowy fan nie kupuję aż tak ogólnego pierniczenia. Szczególnie, gdy podlewa je wyjątkowo przerysowanymi rockowymi czy bluesującymi rytmami. Bardziej przebłyski większych uczuć niż stałe serduszko dla całych płyt. Nawet tutaj są 2-3 średniawe kawałki. W 21 Days najprzyjemniejszy jest początek, potem idzie ni to rock, ni to pop z laptopowej puszki. Mam w te głowie te klipy z sesji do Hourglass. Wygodne studio, kameralna atmosfera, ale zazwyczaj nic wielkiego na kamerach nie uwieczniono. Bardzo wygodnicko. Nie żeby tylko głodny artysta był płodny, ale ten numer nie jest aż tak dobry jak Kingdom czy Down. Troszkę się ciągnie, trochę brakuje ikry, wokalnie w porządku poza zbędnymi chórkami na początku. Raz na jakiś czas klisze wjeżdżają niemiłosiernie. Nie kumam, nie widzę sensu słuchania, trochę nie wiem po co. Fajnie, że wyszedł na swoje, lecz szkoda, że czasem kompletnie nie ma nic do powiedzenia. Numer w stylu do ogrywania w czasie hardego fanatykowania i otrzaskiwania materiałów dodatkowych w świecie DM. Po latach nic poza tym nie odnajduję tutaj.

Intervox Christmas Time With You

Za pierwszym razem oczywiście niedokładnie przeczytałem i już miałem pisać o AI, a to po prostu korporacyjny produkt użytkowy. Na szczęście, choć to też nie jest motywacja, którą pochwalam czy kupuję. Mimo to chyba jeszcze więcej w tym człowieka niż algorytmu, choć klisza na kliszy... nie w tym rzecz w tym przypadku. Wiadomo, co innego rozumienie procesów rurznych, nawet tych stricte rynkowych, a co innego akceptacja czy osobista zgoda na obcowanie. Kumam proces, ale słuchanie czegoś takiego poza kontekstem to masochizm i strata czasu. Sporo wodolejstwa powstaje w imieniu tworzenia tzw. Czegoś Więcej, a potem tylko to zalega w Empikach różnych, bo nawet tych dziesięciu złotych szkoda na kolejną porcję plastiku czy kartonu w domu. Boję się, a pewnie do pewnego stopnia to nieuniknione, że i takie nagrania staną się obiektem wspomnień, niezdrowej fascynacji i motywatorem do poszukiwań za jakiś czas. Library music, dżingle reklamowe z Japonii sprzed trzydziestu lat, podkłady do czołówek teleturniejów ściągniętych z Trumplandu, kategorii bez liku. Użytkowa współczesna ilustracja muzyczna też będzie odpowiednio świadczyć o kondycji ludzi, potrzebach oraz sposobie organizacji życia codziennego. Powiem wam, że na 2025 rok sprawa ma się następująco - trochę mam to w dupie. Zbywam ten obrazowy i dźwiękowy natłok, bo i tak najbardziej irytuje zakupowe ogłupienie ludzi. Jest wystarczająco dużo bodźców audiowizualnych, którymi okładam sobie głowę. Nawet nie chce mi się rytualnie częściej słuchać McCartneya. Święta się odbędą, może nawet będzie sympatycznie, ale potem już ich nie będzie. W świecie reklam CocaColi z AI, miliardów wariacji świątecznego pitolenia i równie tyle zniżek na nadprodukowane bibeloty kosztem innych ludzi wolę się nie wychylać. Czekam grzecznie na trochę muzyki.

Anushka Overwhelmed

Zaczyna się niepozornie, a potem są momenty. Radio RAM na resorach, obecność takich rytmów na ich składankach to byłby symbol solidnej jakości. Całkiem konwencjonalny podkład baardzo przyjemnie doprawia jazzowa sekcja w środku. Trochę elektroniki, trochę soulu, trochę organicznych brzmień. Jest naprawdę solidnie. Aranż ładnie odpowiada tytułowi. Na moje osobiste przytłoczenie bodźcami kawałek delikatnie się ciągnie, brakuje mocniejszego akcentu wokalnego (niewyszukana melodia za bardzo, poza pojedynczymi migawkami szybko znika z głowy...), ale w lepszej kondycji może się przypomnieć. Jestem do tego przyzwyczajony. Tak, fragment z jazzową kolędą zdecydowanie najlepszy.

O Spotify Wrapped mogę powiedzieć, że jest mocno zdominowane przez forumy oraz rapowe poszukiwania... widzę też, że już dawno nie było tak mało odkrywek w zestawie heh overwhelmed, overwhelmed...

YMO Ballet

Na Spotify już przynajmniej kilka razy zmieniali angielskie nazwy na japońskie, potem na odwrót i tak co najmniej jeszcze raz w obu kierunkach. Mój umysłowy punkt wyjścia dla YMO: japoński Kraftwerk. Po jakichś dwóch kawałkach d z i w n y m trafem okazało się, że jest tu znacznie więcej czegoś innego i inaczej. Siłą rzeczy najbardziej ich lubię za warstwę instrumentalną. W japońskim popie postawiłem kilka kroków, nie znam się, a tak słuchać dla samego wrażenia czegoś egzotycznego... też nie za bardzo. YMO są jednym z wyjątków, ale po sporej fazie na nich powrotów nie ma za dużo. Z drugiej strony ile takich muzycznych przygód już mam za sobą? Nie ma na wszystko czasu. Najmocniejsza pozycja jako całość to oczywiście Solid State Survivor, same parkietowe bangery z wyczuwalną nutką dystansu. Coś jak Kraftwek, huehue. Kolejne płyty zdradzają znacznie więcej. Robi się bardziej ambitnie, tajemniczo, wkracza inna tematyka. Ballet to solidny otwieracz. Stylowe brzmienie, lekko niepokojący klimacik (ale bez przeszywającej ciało grozy), adekwatny wokal. W trójce najmocniejszy z BGM bym nie umieścił, ale jest klasa. Jak wiadomo mamy z Sebą wiele muzycznych punktów wspólnych, także cieszę się, że ktoś kultywuje poważniejszą wczutę na tych szacownych dżentelmenów. Zdecydowanie na to zasługują.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 gru 2025 10:53

Dave Gahan - 21 Days

Prawdę mówiąc, w tamtym czasie były gorsze określenia niż „piwniczak”, więc nie za bardzo jest z czego się cieszyć. No, ale Gahan. Od początku mi się ten album podobał i kiedy sobie zrobiłem powtórkę jakiś czas temu, to okazało się, że nie zmieniło się wiele. „21 Days”, gdyby nie jeden inny kawałek, to pewnie też bym tutaj mógł wrzucić, bo to było od początku moje top „Hourglass”. Fajnie zrobione, fajnie nagrane, fajnie zaaranżowane, z odpowiednią dozą murzyńskości i z całkiem fajnym Gahanem. Pamiętam jak siedziałem przed kompem, jednego, specyficznie słonecznego dnia, i ten kawałek bardzo ładnie się w to tło wpasowywał, tak więc naturalnie leciał w kółko. Jezu, jakie to były turbulentne czasy, dobrze że byłem młody i psychicznie odporniejszy, bo teraz by tego nie wytrzymał. No, ale jak słyszę „21 Days” to się nadal raczej w duchu uśmiecham, bo to dobry Gahan, z lepszymi kawałkami niż ostatnio w DM.


Polpo Motel - Brainmelt

Tak z 20 lat temu, to po pierwszych dźwiękach bym to wyłączył, nienawidziłem takiego analogowego (nawet jeśli nie jest analogowe) pierdzenia, przez co też miałem niesamowicie trudną przeprawę z „Playing the Angel”. Teraz nie mam już z tym problemu. No, jest teatralnie. Jest taka artystka, która odrobinę mi się z tym kojarzy, nie powiem jaka, bo to w swoim czasie się okaże. Trochę nie wiem, co mam o tym napisać. Elektronika nachalna, nic czego miałbym chęć słuchać z własnej woli. Wokal fajny, ale to tyle. Nie czuję tego, ale też jesteśmy z innych światów, nie mam też podłoża ala widziałem live, obcowałem z fanami, itd. No, ale ostatecznie jest to przygoda ciekawa, grunt że jednorazowa.

Anushka - Overwhelmed

Robienie podsumowań na początku grudnia ma tyle sensu, co otwieranie świątecznych prezentów 24 listopada, no ale tej fali się nie powstrzyma. Tylko last.year.

Kiedyś chyba już to pisałem, ale pomimo podśmiechujek, cieszę się, że Murzyn wrzuca tyle rzeczy z GTA, bo dzięki temu mogę posłuchać fajniejszych odkryć z tych gier, jednocześnie nie musząc się męczyć grając w cokolwiek po Vice City. Typowa murzynada, jednocześnie kojarzy mi się też z konkretnym numerem Finka. Miłe dźwięki, miła atmosfera, muzyka po prostu. Słychać brytolskość, którą lubię. Tej elektroniki to jak kot napłakał, ale dla mnie to nawet lepiej. W każdym razie, bardzo spoko wrzuta.

Yellow Magic Orchestra - Ballet

Biorę i słucham tego. YMO lubię, może nie rzucałem się nigdy na nich jak Murzyn na kebaba, ale lubię, szanuję i takie tam. Sympatyczna elektronika, robiona przez fajnych ludzi, w czasach kiedy albo robiło się chujową albo dobrą elektronikę (czyli niby tak jak do dziś, ale wtedy było więcej tej drugiej). Brzmi to jak coś, co by się mogło Sebie bardzo spodobać, więc wszystko na miejscu. Nie mam teraz zajawki na taką muzę, więc skończę na wyciągnięciu kciuka, bo nic innego nie przychodzi mi do głowy. Ave YMO.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 15 gru 2025 12:59

Dave Gahan - 21 Days

Jeśli chodzi o zimy, to ja może pamiętam to inaczej z racji pomieszkiwania na południu Polski, ale pamiętam, że jeszcze tak na przełomie 2009/10 zimy były intensywne przez całą długość ich trwania, bo później to bywało z tym różnie. To uwaga z dupy, bo nie chciałem zacząć od stwierdzenia, że praktycznie nie znam solowego Gahana. Przesłuchałem oba jego albumy w okresie hiperzajawki na DM, stwierdziłem że są takie o i w sumie nie wracałem do nich od tych piętnastu lat. Generalnie to śmiem się nie zgodzić z tezą, że brzmi to zupełnie inaczej niż DM na wszystkich poziomach, bo jak se tak tego słucham to mam wrażenie, że na luzie moglibyście mi sprzedać, że to jakiś niepublikowany kawałek z ery PTA/SOTU i ja bym nawet nie pomyślał, że coś jest nie tak. Na pewno nic nie jest nie tak pod kątem muzycznym, bo w sumie to całkiem spox utwór. Fajne gitarki, przyjemny vibe, wokal Gahanozy jak zawsze z klasą i jakieś takie PRZYJEMNE to - po prostu. Bez żadnych uniesień, ale dostałem naprawdę spoko piosenkę, a to już więcej niż zakładałem.

Polpo Motel - Brainmelt

Z tym Rychem to dajcie spokój. Od dłuższego czasu mnie drażnił, ale z otwartym poparciem dla wiadomo kogo przelał czarę goryczy i niech spierdala, a poza tym to w ogóle to Tede miał rację (i dał fajny koncert na Pasibus festiwalu rok temu). A z branżą od środka nie musicie dawać spokoju, bo w sumie to są fajni ludzie, nawet jeśli czasem jebnięci. Aż by się chciało napisać, że coś jak koncept wykonywania czegokolwiek z artystą operowym - i tu proszę państwa o wybaczenie, bo po prostu jestem uprzedzony do mariaży muzyki rozrywkowej z tzw. Kulturą wysoką. Niestety, tym razem okazało się, że zasadnie - nie czuję się kupiony. Te kwadratowe synthy są dla mnie strasznie irytujące, to jest ten typ kanciastego brzmienia który dla mnie jest tylko i wyłącznie irytujący. Wokal też nie pomaga - miałki, nijaki, jakiś taki bez polotu. I jest mi smutno, gdyż miejscami słyszę, że to mógłby być naprawdę dobry utwór. Jeśli chodzi o samą kompozycję to naprawdę jest okej, taka końcówka jest na tyle dobra, że nawet to brzmienie AŻ TAK nie męczy, ale generalnie dla mnie to zmarnowana szansa - mam wrażenie, że dosłownie chłop mógłby se tam kliknąć dwa razy w tym swoim fruity loopsie, by zmienić brzmienie instrumentów, a bym pewnie obsypywał złotem. Szkoda.

Tendai Sitima, Glen Brown, Sebastian Skelly, Masimba Sitima - Christmas Time With You

Pozwolę sobie pójść śladami Murzyna i też wymienić autorów tej kompozycji, bo to chyba faktycznie jest o wiele bardziej fair niż podawanie nazwy diabolicznej korporacji sprzedającej muzykę do wind i reklam. Nie chcę wyjść na Grincha, chociaż będę z wami szczery - w tym roku ni cholery nie czuję świątecznej atmosfery. To nawet nie jest kwestia tego, że mam jakąś deprechę, bo w sumie to nie mam, ba, nawet uda uniknąć mi się pracy w te dni (co nie miało miejsca rok temu) - nie wiem, po prostu jakoś tak zaszyłem się w swoim wewnętrznym świecie, że nawet na to nie zwracam szczególnej uwagi. Komerchę też mam w dupie, bo świąt bez niej nie mam prawa pamiętać z racji wieku i po prostu zaakceptowałem to jako naturalny stan rzeczy. Nie wiem jak bym zareagował, gdybym nagle obudził się w świecie, w którym w święta w tv nie leci reklama z ciężarówką Coca-Coli, sklepy nie są pełne produktów z Santą na opakowaniu i zewsząd nie leci muzyka brzmiąca dokładnie jak ta wrzuta. Pewnie bym w pierwszej chwili miał mindfucka, a w drugiej stwierdził, że wyrąbane, byleby barszczyk był i znachor leciał w TV.
Ocenianie w kategoriach czysto muzycznych imo nie ma większego sensu, bo dla mnie to jest trochę jak element pejzażu i to trochę tak jakby ktoś dał mi zdjęcie ulicy i kazał ocenić walory estetyczne znaku drogowego xd. Ale powiedzmy, że pociągnę te analogię i stwierdzę, że nawet jeśli jakiś znak drogowy może mieć jakieś tam walory wizualne, to raczej nie chciałbym go trzymać w domu.

Anushka - Overwhelmed

Też mam problem z Wrapped, bo jako jeden z kilku użytkowników tej platformy w Polsce też dostaliśmy coś pokroju Wrapped i tam też forumowe zabawy miały wpływ na obecność niektórych artystów i płyt w czołówce. Ale chrzanić to i chwalić Murzyna, bo uratował świę tzn. Tę kolejkę. Zamiast wrzucać cholera wie co wrzucił naprawdę, fajny, ciepły i przyjemny utwór. Tylko tyle i aż tyle. Nie jestem w stanie napisać zbyt wiele oryginalnego na jego temat, ale odnoszę wrażenie, że nie muszę. Robert napisał coś o podrasowanym Radiu RAM i mogę nawet z tym zgodzić i w tym przypadku to znowu będzie komplement, bo to po prostu jest dobra, klimatyczna piosenka i zima zimą, ale trochę ciepełka jest od czasu do czasu potrzebne jak dżdż dla kanii.

Kolejka 50/50 :/
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 gru 2025 14:38

Zero fruity loopsa, oni tak brzmią też na żywo z klawiszy hehe
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 15 gru 2025 14:45

Polpo Motel - Brainmelt

Dziwne. By nie powiedzieć BIZARNE. Trochę jak jakieś demo Hulkkonena, do którego dorwała się wokalistka M People. Z tym, że Movin' On Up było bardzo dobrym kawałkiem, to jest... No nie jest w moim stylu, albo nie na teraz (bo są momenty, w których się "odnajduję). Niestety, jeśli chodzi o rodzimych wykonawców to taka prezentacja muzyczna połączona z wzmianką o teatrze kojarzy mi się jedynie z potworną bucowatością tego duetu założoną a priori, plus pretensjonalnością, której wrażenia nie jestem w stanie się w tej chwili pozbyć. Może to efekt moich osobistych doświadczeń, gdzie zdecydowana większość tego typu osób jakie poznałem wpasowywała się w te schematy, może to po prostu polskie środowiska artystyczne... Tak czy inaczej broni się końcówka. Wokal laski spoko, reszta nieco wypierdziana (przez syntezatory, ale może nie tylko...). Wrażenia ostateczne pół na pół i tyle. Nic więcej nie napiszę. A jednak napiszę - okładka akurat super ^^

Tendai Sitima, Glen Brown, Sebastian Skelly, Masimba Sitima - Christmas Time With You

Również podałem komplet wykonawców/kompozytorów, ale to dlatego, iż po prostu skopiowałem to z posta Mentosa. Zacznę od w sumie tego samego, co Mentos - ni cholery w tym roku świąt nie czuję. Jest to o tyle absurdalne, że nawet czułem je rok temu, kiedy moje ogólne położenie życiowe było nieco słabsze niż teraz. W tym roku dla odmiany nie klepię biedy, właściwie uporałem się z mgr (została obrona), zdrowie nawet dopisuje, zaliczyłem mały win (nie tylko ja hehe) w ubiegłym tygodniu i na czas ogarnąłem prezenty. Ale też... nie chce mi się wracać do świątecznej muzy, nie myślę o świątecznych filmach, generalnie Cringe Stole Christmas (KMWTW). Pogoda w stylu wczesnego kwietnia za oknem też nie pomagała ostatnie parę dni (w sobotę było 13 stopni goddamit). W dodatku ciąży nade mną ponure widmo odliczania świąt z moimi dziadkami przy życiu, co niespecjalnie poprawia mi humor. Muzyka z kolei, jaka jest to każdy słyszy, spokojnie możnaby z tego wykręcić pełnoskalowy numer w stylu Nory Jones i byłby całkiem fajny. Lubię taką sezonową muzę, ale generalnie lubię tego typu granie (było nie było, lubię Norę Jones). Że z reklamy... wszystko jest dziś komercją, przejmowanie świąt zaczęło się od Mikołaja i potem było tylko gorzej. Z drugiej strony VIZIR ŻYCZY WESOŁYCH ŚWIĄT. NIECHAJ BĘDĄ BIAŁE zostanie mi w głowie na zawsze, i inne reklamy z przełomu wieków nagrane na taśmie VHS wraz z obydwoma Kevinami z jakiegoś powodu czytanymi przez Janusza Szydłowskiego (na wersji z nieistniejącej już radogoskiej wypożyczalni kaset wideo był to nieodżałowany i świętej już pamięci Knapik), poza tym lubiłem za dzieciaka łazić po centrach handlowych w okolicach świąt i chyba dalej to lubię. Ale faktycznie, im starszy jestem tym chętniej spędzam czas z rodziną i cieszę się, że wciąż w komplecie. Śniegu szkoda, prezenty już nie jarają, czasy się zmieniają. Byle był Kevin i będzie git. A muzyka... Muzyka też spoko.

Anushka - Overwhelmed

Trochę śmiesznie, iż Murzyński kiśnie z Full Circle jako swojego "albumu roku", gdzie jednocześnie mnie się TROCHĘ promyczki Haelosu przebijają w tym kawałku. Poza tym jest tu też Caravan Palace a nawet trochę wczesnego Parova Stelara. Sporo ram-core'u, a to jest zawsze na propsie, niemniej jednak to głównie dzięki dęciakom po wokalu, gdyż sam wokal mnie jakoś nie powala na ziemię. Nie powiem, że źle czy coś, ale nie czuję się AŻ TAK porwany. Jest git, ale bez szału. Chociaż akurat powinienem mieć wajb na taką muzę w tej chwili, może po prostu wyczerpałem baterię, dunno. Ale czuję, że to będzie grower, choć w nieco innych okolicznościach. Innym minusem jest fakt, że laska śpiewa jakoś tak bez polotu i ten wokal to ja słyszałem już milion razy wcześniej. Jest zestaw takich wokalistek, co to wszędzie brzmią dla mnie bardzo podobnie, tu będzie podobny bucket. No, trudno. A jeśli chodzi o GTA, to ja się akurat dobrze bawiłem grając we wszystko, co wyszło po VC i wiem, że po VI też sięgnę i będę się zapewne dalej dobrze bawił.

Yellow Magic Ballet - Orchestra

Wiem, że zdecydowanie zbyt mało czasu poświęciłem zapoznawaniu się z twórczością YMO i do dziś tego żałuję. Jednocześnie choć wiem, że naprawa tego błędu nie byłaby bardzo kosztowna nawet czasowo, to jakoś nie siadam i dalej mi z tym źle (nawet jeszcze bardziej). Ot, typowy Musiał. Kawałek jest... piorunująco perfekcyjny. Ma w sobie wszystko ejtisowo-elektronicznego, czego taki typ jak ja chce szukać w takiej muzyce. Wręcz czuję się niby w 2018 roku, jak myślałem, że z ejtisów poznałem już wszystko, a tu nagle atakuje mnie Falco i okazuje się, że jest jeszcze tyle do odkrycia. Fatalnie, że tak późno. Ale każde brzmienie tu do mnie trafia i z jakiegoś powodu przywodzi na myśl moje lata dziewięćdziesiąte, jak podobnych rzeczy jeszcze sporo można było usłyszeć w radio, albo z winyli czy szpul Mojego Taty. Bardzo ładnie siadło, dobra wrzutka, bardzo dobra, wyśmienita wręcz. Także na koniec zgadzam się z Sebą - kolejka pół na pół i już.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 15 gru 2025 15:24

Jazda!

Cold Showers - BC (2012)

Niewiele jestem w stanie powiedzieć o tym bandzie, jak już pisałem w styczniu 2023 (Jezu Miłosierny, PRAWIE TRZY LATA) "jeden z tych "hipsterskich" bandów, jakie poznałem jesienią 2012 i najbardziej kojarzą mi się z zimą tamtego roku. Było trzech kolesi i laska na perkusji, teraz jest bodaj pięciu kolesi, mają na koncie 3 płyty". BC jest numerem (ba, nawet czymś, w rodzaju singla, na pewno było w radio w Stanach i jest do tego pretensjonalny klip) pochodzącym z tej pierwszej, czyli Love and Regret, która ukazała się w październiku 2012. A ja poznałem ich bodaj w listopadzie, ale nie pamiętam jak. W każdym razie to podobne uniwersum, co Blouse i Wild Nothing (tylko wytwórnia inna, bo Dais Records). Ale dość Wikipedii.

Późna jesień 2012 była dla mnie gęsta jak przymarznięta smoła albo źle przygotowany kajmak. Jestem w Warszawie od dosłownie chwili, hajsu mało, znam na miejscu całe trzy osoby, z czego jedną poznałem tak naprawdę dopiero co... I, choć jestem niczego nieświadomy, ta trzecia zaraz będzie moją dziewczyną lol. Ale póki co jest grudzień, zaskakująco na ulicach Stolicy śnieg, zimno, ja robię w gastro za najniższą stawkę godzinową bardzo daleko od wynajmowanego pokoju w wynajmowanym mieszkaniu, mam jeszcze siły i zdrowie więc niemal codziennie po robo jadę się spotkać z dwiema z tamtych trzech osób na jakieś browary, przemysłowe jaranie szlugów i gadanie o bzdurach (które wówczas urastały do rangi tematów życia).

Moja ówczesna ziomala mieszkała wtedy na osiedlu Praga II przy ulicy Ratuszowej. PRL pełną gębą, tylko taki gomułkowski. Wystawało się z butelką Trybunalskiego na galerii, z której ludzie rozchodzili się do swoich mieszkań i jarało (jak się nie chciało siedzieć w kuchni), gadało, piło gadało i jarało. Jak stamtąd wychodziłem, to bardzo często puszczałem sobie swoje najświeższe wówczas pozyskane nagranie, a więc Love and Regret. Było tam parę numerów, które szybko złapały moją uwagę. BC jest zdecydowanie jednym z nich. I najbardziej kojarzy mi się z J., której już poświęciłem tu przynajmniej jeden numer, jakim było After the Moment od Craft Spells. BC pasowało do niej chyba jeszcze bardziej, tak myślę do dziś. Miło mi się słuchało tego kawałka po tych spotkaniach.

Nie minął miesiąc, a J. była moją dziewczyną. Nie minęło półtora roku, a już nie była, za to tak się życie potoczyło, że po dziś dzień się przyjaźnimy i wczoraj akurat byłem u niej i jej faceta w odwiedzinach na herbatce (jej facet, na marginesie, kręcił wtedy w 2012 z tą dziewuchą, co mieszkała na Pradze II u której się często spotykaliśmy). Choć czasy się mocno zmieniły, wszyscy żeśmy się zestarzeli i dziś naszą ulubioną rozrywką jest wspólne jeżdżenie na grzyby z termosem pełnym gorącej herbaty, J. ciągle ma jednak tamten spark w oczach, który był dla mnie jakąś, nie wiem, ludzką emanacją Warszawy. A lata 12-13-14 były dla mnie ostro pokręcone (później też, ale inaczej). Również dzięki J. Dedykuję jej ten kawałek, minęło już... 13 lat. Ciężko w to uwierzyć, wszystko jakby było wczoraj.

I tak, to hipsterskie granie, które próbuje brzmieć jak Joy Division, ale mam to gdzieś. Wciąż świetna piosenka.

https://www.youtube.com/watch?v=JHE9TKT ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 gru 2025 16:59

Red Hot Chili Peppers - Sick Love
(2016)

Wspomnień z roku 2016 ciąg dalszy. Tamtejszy grudzień kojarzy mi się między innymi z tym singielkiem Papryczek który śmigał gęsto w radio, prawdopodobnie słuchaliśmy Trójki w pracy wtedy. Jako że ja sam w tamtym momencie odnajdywałem swoje nowe miejsce na ziemi u boku mojej przyszłej żony odnalazłem w tym numerze kilka wersów z którymi relowałem ("this location is my home" m. in., jak i refren też po części). Chyba dużą zasługę też że ten numer utknął w głowie miał fakt że w radyjku gdy wchodzi bardzo dobre gitarowe solo Josha Klinghoffera wchodził fade out więc pozostawałem zawsze w dużym niedosycie tego grania. Ogólnie wyjątkowo melodyjny i przyjemny to numer i też kawałek ciepłego przytulnego brzmienia jak na moje gusta. Czego nie wiedziałem wówczas a dowiedzialem się po latach - na fortepianie w refrenie pogrywa sam... Elton John a Sick Love zapożycza częściowo melodię wokalu z jego utworu Bennie And The Jets, który podrzucam ciekawskim do porównania.
Krótki dziś opis ale całkiem dobry numer więc liczę że tyle opisu Wam wystarczy, w końcu na ile sposobów mogę pisać o tym jak to się szczęśliwie udało zejść po latach z tą jedyną? Grunt że jest dobrze i można po latach mile wspominać takie numery jak ten.

Sick Love:

https://youtu.be/AxTmGEyy3qY?si=Mxk3Y3UFsikW1Lf-

Bennie And The Jets:

https://youtu.be/LO6vBPe8Zig?si=R5V2cB3vmiV1-b8G
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 gru 2025 23:26

Paul Buchanan – Mid Air

Im bliżej świąt, tym bardziej zaczynam się zastanawiać, co to będzie. Ile czasu mi zostało z rodzicami, gdzie sam będę za parę lat, ile tych świąt w takiej postaci w jakiej je pamiętam jeszcze z dzieciństwa, jeszcze przede mną. W zasadzie, zacząłem o tym myśleć przez cały rok, co też, mam wrażenie, wpłynęło na mnie w sposób, tak mi się wydaje, pozytywny. Jestem spokojniejszy, nie odpalam się, nawet jeśli spina wisi w powietrzu, mam niesamowite, w porównaniu do tego co było jeszcze 10 lat temu, pokłady cierpliwości dla najbliższej rodziny, przełykam wszystkie głupoty, wypowiedziane durnoty, bo po prostu nie mogę marnować tego czasu na kłótnie. Jedyne czego żałuję, to to, że nie wpadłem na to wcześniej. Ludzie różnie dorastają, mam wrażenie, że dopiero grubo po trzydziestce, mógłbym sam do lustra powiedzieć, że aspiruję do bycia mitycznym dorosłym, ale nie wiem, czy bym to kupił nawet teraz.

W każdym razie, ucieleśnieniem takiego stanu jest „Mid Air” Paula Buchanana, którego większość z was może kojarzyć jako członka The Blue Nile, który to zespół, nie tak dawno temu, został w piękny sposób zaprezentowany tu przez Musiała. Po tym jak zespół się rozszedł, Buchanan wydał tylko jeden solowy album. „Mid Air” to płyta z miniaturkami, takimi jak utwór tytułowy. Minimalistyczna aranżacja, krótkie piosenki i ta atmosfera ściskania za serce, to główne cechy tego albumu, który moim zdaniem ładnie koresponduje z The Blue Nile, na podobnej zasadzie jak jedyne solo Marka Hollisa, koresponduje z Talk Talk. Niby coś innego, ale jednak to coś.

Kruchy głos Paula, dobrze oddaje lekką bezsilność, którą się czuje w szczęśliwszych momentach życia, bo tak nie będzie na zawsze, i tyle.

https://youtu.be/-Ha6EjRcdJ0?list=RD-Ha6EjRcdJ0
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 16 gru 2025 03:59

A jeśli chodzi o GTA, to ja się akurat dobrze bawiłem grając we wszystko, co wyszło po VC i
Ty kuśfa bo ja widziałem gdzieś jak po piątce cisnąłeś
Zero fruity loopsa, oni tak brzmią też na żywo z klawiszy hehe
To niech se zmieni preset w syntezatorze czy coś, rozumiecie o co cho

YMO przyjęto umiarkowanie ciepło i chyba spoko, bo w sumie jak wyskakuję z czymś tego typu to jestem przyjmowany albo chłodno, albo negatywnie. Nie ma co narzekać, trza lecieć dalej.

Stara Rzeka - Nachtlich Spaziergang Durch Klinger

Wrzuta z gatunku spontanicznie zaimprowizowanych. Być może kolejna próba sprzedaży Ziołka i tego konkretnego projektu tuż po tym jak poprzednia próba zakończyła się klapą to średni pomysł, ale po pierwsze - miewałem w życiu gorsze, a po drugie to jak nie drzwiami to oknem.

Ja nie pamiętam już czy zdążyłem wam nakreślić tło postaci znanej Kuba Ziołek gdy w swoim czasie wrzucałem Alamedę, ale mniemam, że nikogo ta wrzuta nie zachęciła do sprawdzenia kto zacz, więc tak na szybko: bydgoski multiinstrumentalista, pracoholik i członek jakichś 242949 grup oraz projektów z tzw. Sceny niezależnej. Jak zazwyczaj, sam poznałem tylko ułamek tego uniwersum, nie wszystkim się jaram, ale większość tego co słyszałem to były rzeczy naprawdę dobre a nawet i lepsze.

Spośród tych szabanastu pierdyliardów wspomnianych projektów Stara Rzeka była z tym, które odbiły się najszerszym echem. Zakładam, że tą wiosną 2013 to raczej do nikogo z was fama o nim nie dotarła, ale musicie mi uwierzyć (lub nie), ze w mojej bańce było o nim całkiem głośno.

I tak sobie siedzę, jak za tych starych, obiektywnie niezłych, prywatnie średnich czasów o jakiejś chorej godzinie i słucham tego Cienia chmury nad ukrytym polem - jak to się zdarzało mi czynić w tych starych, średnich czasach. Z jednej strony zawsze tę płytę lubiłem, ale z drugiej jakoś tak nie mogła do mnie nigdy w pełni trafić. W przenośni i dosłownie, bo pamiętam, że nawet kiedyś kupiłem sobie tę płytę na CD, ale dostałem przez pomyłkę płytę wrzucanej przeze mnie Alamedy, której wcale nie wymieniłem tylko i wyłącznie z powodów mojego lenistwa. Ba, nawet Stara Rzeka mogła być moim pierwszym poważnym koncertem, ale też jakoś tak wyszło, że nie zdążyłem na nich pójść na swoim pierwszym OFFie...

Wiem, że to tylko zbiegi okoliczności i w ogóle i wiem, że nic z nich nie wynika. Wiem też, że ten utwór ma niesamowity klimat, trochę kojarzący się mi z Currentem 93 przez tego akustyka na tle buczącej sekcji rytmicznej, która troche brzmi jak jakieś drone'y czy ki chujstwo i może ja się na tym nie znam, ale efekt końcowy mnie po prostu bierze.

Z racji tego, że wybyłem na wysokie, nawet na moje standardy, poziomy grafomanii, nie pozostało mi nic innego jak tylko napisać tu sztandarowe abyście to brali i słuchali tego.

https://www.youtube.com/watch?v=G10TEy6NG-4
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 17 gru 2025 11:40

nie chce poganiać ALE
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 gru 2025 12:02

Polecam słuchać już pozostałych propozycji, zanim nasz kolega się obudzi
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 17 gru 2025 12:08

o waszym refleksie powinni już dawno napisać licencjat - albo scenariusz wydarzenia typu roast

Oneohtrix Point Never - D.I.S. (2025)

Próbowałem bardzo długo. Nie lubię tego pseudo akademickiego pierniczenia na tematy duchologiczne. Muzyka Daniela Lopatina niestety przyciąga masę tego typu treści, która absolutnie przygniata właściwą zawartość. Miał to szczęście zacząć zabawę w muzyczne koloryzowanie przeszłości jeszcze przed pełnoprawnymi narodzinami vaporwave'u i sfery hauntology. Wspomniane wciąż się zmieniają, raz zdychają, żeby potem się odrodzić i tak dalej. OPN na szczęście działa ponad fejkami, creepypastami, otępiająco przewidywalnymi clickbaitami. Wreszcie od kilku lat przygotował płytę, której słucha się z przyjemnością. Można się pobawić w wyłapywanie znajomych tropów, źródeł sampli, użytych dźwięków. Można też po prostu ulec temu kreatywnemu fałszowaniu rzeczywistości. Nie rzuci kamieniem ten, kto nie złapał się na wrażeniu, że przynajmniej fragment już gdzieś słyszał. Jako, że historia nigdy się nie powtarza jeden do jeden, śmiało mogę zaprosić na kolejny krótki trip. Żadnego nudzenia, boleśnie zweryfikowanych wysokich ambicji kompozytorskich... jest najmocniejszy w tym, od czego zaczął. Nawet R+7 nie pamiętam tak dobrze jak ostatnich kilku tygodni ze świeżynką. Chętnie podzielę się kawałeczkiem. Raczej szybko wyłapiecie, dlaczego akurat ten.

https://www.youtube.com/watch?v=CEeCziXT2FE
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 gru 2025 12:23

Kolejka 16. (191.)

86. Cold Showers - BC (devotional)
87. Red Hot Chili Peppers - Sick Love (stripped)
88. Paul Buchanan – Mid Air (Hien)
89. Stara Rzeka - Nachtlich Spaziergang Durch Klinger (mintaj)
90. Oneohtrix Point Never - D.I.S. (Dragon)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 gru 2025 12:31

Cold Showers - BC

Rozwala mnie jak Musiał boi się napisać pełne imię swojej byłej, a jednocześnie DEDYKUJE jej tutaj ten kawałek xD Mój znajomy stażował na oddziale noworodkowym i urodziło się tam dziecko, trudno powiedzieć jakiej narodowości. Nikt nie mógł dogadać się z matką i stanęło na tym, że mały nazywa się B.K. Oczywiście szybko dzieciak dostał ksywę Big Kok i na tym niestety kończy się rodzenie w Polsce. Teraz widzę BC, i co to jest? Black Celebration? Before Christ? Nie chce mi się sprawdzać. Zespołu raczej tez nie. Brzmi to oczywiście bardzo spoko i post punkowo i jak wannabe Joy Division, ale zostawiłem takie granie w listopadzie, i nie chce mi się teraz słuchać takich rzeczy. Niemniej, obiektywnie daję kciuka w górę, mimo że dawno nie słyszałem takiej kalki z innego zespołu.

Red Hot Chili Peppers - Sick Love

Ahh. The Getaway. Ostatni dobry album RHCP. Dużo tam fajnych utworów, dużo ciekawych muzycznych odskoczni od tego, co ten zespół zazwyczaj wyczynia, do tego czuć, że ktoś tu usiadł nad kompozycją, a nie tylko wysrywał jamy. Klinghoffer to był gość. No i niedźwiedź na okładce, można chcieć więcej? Mam sympatyczne wspomnienia w związku z tym albumem, fajnie wiedzieć, że w tym samym czasie Murzyn też miał fajne przeżycia. Po całych kilogramach smutnych wrzut związanych ze smutnymi relacjami, Jaca w końcu wpadł w serię ciepłą, optymistyczną i z happy endem. Podziwiam przetrwanie tamtych wrzut, ja nie wiem, czy mam jaja, żeby do wielu rzeczy z takim tłem wracać. W każdym razie, dobre RHCP zawsze u mnie na propsie.

Stara Rzeka - Nachtlich Spaziergang Durch Klinger


Na podstawie muzyki, mogę stwierdzić, że Kuba Ziołek musi być potwornie pretensjonalnym nonkonformistą, który nie widzi w życiu niczego dobrego. Jak znam życie, to zapewne jest to kompletnie normalny, skromny i dowcipny gość, który jest duszą towarzystwa, no ale tak jest jak się ludzi próbuje odczytać przez ich muzykę. A też nie mogę powiedzieć, że to jest jakaś pretensjonalna muza w tym kawałku, bo o ile otoczka (z tego co widzę) zalatuje nieżalem, tak muzyka, no jest jaka jest xD To brzmi jak coś nagrane przede wszystkim dla przyjemności, a to zawsze przebija się jako pierwsze. Dobra, jak wchodzi ten smętny wokal, to czar trochę pryska, ale rozumiem, że to było nagrywane w jakimś doomerskim mindsecie i nie wypada mi się dopierdalać. Były czasy, że bym się tym pojarał jak znicz olimpijki, w sumie to w 2013 jak najbardziej by mogło tak być, wcześniej tym bardziej. Teraz tez się generalnie jaram. Kuba Ziołek dołącza do Piotra Kmiecia, w DM PHP Forum Hall of Polish Fame.

Oneohtrix Point Never - D.I.S.

Jakkolwiek bym nie przepadał za takimi epokowymi tworami powstającymi pod kloszem, w roku 2025, tak nie mogę odmówić temu kawałkowi uroku. Powtórka z rozrywki, ale jak rozrywka jest fajna, to czemu nie. Końcówka kojarzy mi się wręcz z Radiohead. Krótki kawałek, to tez nie będę się silił na długą recenzję, jest to bardzo fajne, powinno mnie odrzucać zdecydowanie bardziej, a w sumie niemal w ogóle nie odrzuca.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 gru 2025 11:49

Cold Showers - BC

Nie wiem, chyba Musiał wyczerpał u mnie trochę tolerancję na tego typu granie w tej 25. Brzmi to faktycznie jak kolejne naśladownictwo JD nagrywane na początku poprzedniej dekady i jest to rzecz którą zapewne słuchając jej wtedy w momencie premiery mógłbym się nawet podjarać kiedy tego typu indie hispterskie rzeczy były w modzie. Jest żwawy rytm, rytmiczna gitara i bas, chłodne syntezatory i standardowo ponury baryton wokalisty udającego Curtisa. Spoko młodzieżowa nuta tylko Murzyn już za stary na to chyba.

Paul Buchanan - Mid Air

Dawno już chyba takiego rasowego munlupizmu Kuba nie wrzucał bo w tej 25. odkrywa przed nami trochę inne rejony swoich gustów niż zazwyczaj. Skromna liryczna piosenka z gatunku tych gdzie mniej znaczy więcej. Zaskoczyło mnie to jak nagle się skończyła, że jest taka krótka, tak jakby ten utwór w swej nieśmiałości zamknął się w sobie i usunął gdzieś w ciemny kąt. Trzeba umieć takie rzeczy nagrywać ale trzeba umieć też takie rzeczy wrzucać do bestki i to akurat Kubie wychodzi jak najbardziej. Całkiem dobra nuta na wyciszenie i ucieczkę od zgiełku na święta.

Stara Rzeka - Nachtlich Spaziergang Durch Klinger

Alameda Trio wspominam raczej niechętnie więc tu na wejściu już pozytywnie zaskoczyło mnie że to nie będzie nuta tego samego rodzaju - tego automatu perkusyjnego się nie spodziewałem. Generalnie kawałek naprawdę fajnie się zapowiadał instrumentalnie ale przyznam że to wokalne niezalowe mamrotanie mnie nie przekonuje. Brzmi to trochę jak... Azbest, lol, klimatyczny "przegadany" utwór, znów trochę taka rzecz do słuchania dla mnie jak najbardziej ale tak gdzieś w 2012 roku, od jakiegoś czasu raczej już stylistyka w której się nie obracam zbytnio sięgając po muzę. Kciuk w bok i przechodzę dalej.

Oneohtrix Point Never - D.I.S.

Jeszcze parę lat wstecz śledziłem uważniej muzykę Daniela Lopatina, wraz z nastaniem bestek przerzuciłem uwagę na Wasze propozycje nowinki ograniczając do najistotniejszych wykonawców. OPN poznałem w czasach gdy vaporwave raczkował ale sprawdzając jego kolejne dokonania mogę powiedzieć że on akurat nie zatrzymał się w miejscu i operując w ramach tej estetyki potrafi cały czas brzmieć - paradoksalnie - świeżo. Umiejętnie przetwarza nawiązania do przeszłości nadając im nowy blask i podaje je w sposób przystępny dla współczesnego słuchacza. Jedno co mogę nieco "zarzucić" jego muzyce i poniekąd temu utworowi to powiedziałbym że tworzy on często sztukę audiowizualną i lepiej to wchodzi wraz z obrazem i nadaje całości spójnej estetyki. Ma on w swoim katalogu utwory które robią mi większe feelsy ale D.I.S. jest całkiem ok.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 21 gru 2025 20:26

Red Hot Chili Peppers - Sick Love

Red Hoci to jeden z tych zespołów, które bardzo lubiłem na początku swojej "muzycznej" przygody - co prawda z paroma ALE (Stadium Arcanium to jedna z gorszych płyt jakie w życiu słyszałem), ale generalnie to nawet sobie ich ceniłem. Jakoś dziwnym trafem im więcej muzyki później poznawałem, tym mniej ich ceniłem, choć to nie jest tak, że ich nie lubię totalnie - sami pamiętacie choćby debiut z bestki (lub nie). W każdym razie zatrzymałem się na ich dyskografii na I'm With You i gdyby nie Wikipedia nie miałbym bladego pojęcia ile płyt później nagrali. xD W tym przypadku wyjście z bańki (bo kaman - sam z siebie bym tego nie sprawdził) oceniam pozytywnie, bo kawałek jest zaskakująco dobry - ot, przyjemny, poprockowy kawałek z jakimś tam funkowym zacięciem. Pianinko Eltona odnotowałem, ale jakoś mnie ono nie porwa. Może solówka trochę mid, ale kaman, to RHCP. Nie mam szczególnie wygórowanych od tego zespołu. xD No jest rzetelnie, a może nawet i nieźle, tyle mi wystarczy

Paul Buchanan – Mid Air

W poprzednim odcinku to na Grincha trochę wyszedłem i strasznie marudziłem na to, że świąt nie czuję i w ogóle. Wiele się nie zmieniło, bo nadal nie czuję jakiejś ekscytacji, ale uświadomiłem sobie, że w sumie to spoko, że jadę do domu na choćby chwilę, bo i taki odpoczynek dobrze mi zrobi. Jeśli chodzi o dojrzewanie, to nadal nie czuję się szczególnie dojrzały, aczkolwiek widzę znaczącą różnicę między tym co było jeszcze 5 lat temu a tym co jest teraz - na korzyść dla współczesnego mnie. Tak szczerze mówiąc, to nawet nie jest kwestia tego, że jakoś zacząłem o siebie dbać czy poszedłem na mityczną terapię - owszem, parę kwestii musiałem sobie przewartościować, parę innych przemyśleć, ale generalnie to mam wrażenie, że wszystko zaczęło się zmieniać, gdy zacząłem się obracać ludźmi przy których zacząłem się czuć w miarę komfortowo i nie marnować czasu oraz energii na osoby, które na to nie zasługują (tudzież szukać na siłę bliskości). Brzmi jak banał? To poczekajcie aż przejdę bezpośrednio do utworu.
A o nim krótko: tzw. Munlupizmy to zazwyczaj dla mnie hit lub miss, ale w tym przypadku Kuba trafił bez pudła. Po prostu. Ładne to, proste to, trafiające to. Kupuję.

Cold Showers - BC

Jesienią 2012 rzuciłem pierwszą w miarę poważną robotę w moim życiu - strasznie paskudne call center, do którego można było się dostać dosłownie z ulicy (serio, byłem na szkoleniu z kolesiem, który sprawiał wrażenie osoby niepełnosprawnej intelektualnie) i w którym wytrzymałem 3 miesiące, bo uznałem, że za takie śmieciowe pieniądze na umowie zlecenie to nie ma co się wygłupiać. Z racji tego, że nie miałem generalnie wówczas wiele innych obowiązków, ten czas kojarzy mi się głównie z przepijaniem wypłaty i zamulaniem w domu rodzinnym, co akurat jeszcze wtedy było fajne. Być może na tamtym etapie mógłbym wchłonąć hipsterów małpujących Joy Division i nawet mogło mi się to spodobać. Dzisiaj jestem już na tym etapie, gdzie pogodziłem się z faktem, że JD to nie do końca rzecz dla mnie i takie "generyczne" post-punki - w sumie też. Nie jest to obiektywnie złe, w sumie to wręcz przeciwnie, ale też nie potrzebuję takiego grania zbyt często. Tak se widzę, że moi poprzednicy doszli do podobnych wniosków, więc chyba to ten wiek.

Oneohtrix Point Never - D.I.S.

Tak z ciekawości chciałbym spytać o kim/o czym mowa wspominając o akademickim pierniczeniu nt. Duchologii, bo chyba nie o Drendzie i Podcastexie? Xd Szkoda, że nie o mnie HEH. Jako sympatyk ambientu i duchologii, ale przy okazji straszny pozer, Lopatina i jego projekty znam bardziej z teorii niż z praktyki - kiedyś słuchałem Replici i nawet mi się podobała. Teraz sobie go też słuchałem i też mi się podoba. Jest ambient, są fajne glicze, są fajne przejścia, brzmi to jednocześnie w ten specyficzny sposób nostalgicznie, ale też nie mam wrażenia, że słucham piątej wody po kisielu z jakiegoś Boards of Canada, tylko czegoś oryginalnego, świeżego, a nawet i kreatywnego. Jest w pytę.

Kurde. Dobra kolejka.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 21 gru 2025 20:36

RHCP - Sick Love

Niespecjalnie przepadam za Red Hotami, ale lubię parę ich pojedynczych numerów i bardzo jeden album (póki co nie zdradzę który). Ten kawałek jest całkiem przyjemny, z jednej strony typowe redhotowe granie, z drugiej kojarzy mi się bardziej albo z jakąś hipsteriadą lat 2010-2013 albo wręcz The Strokes lol (nie pytajcie, skąd skojarzenia).Solo na... no właśnie, na czym? W każdym razie solo jest bardzo redhotowe. Kiedis coś tam jęczy do mikrofonu tym swoim specyficznym manierowaniem, tekst... nie reluję. RHCP nigdy nie byli w centrali moich zainteresowań, acz kisnę, że debiut wydali w momencie, w którym a-ha było jeszcze ROK przed własnym, Black nie funkcjonował w przestrzeni publicznej (miał na koncie tylko kilka średnio udanych singli), New Order dopiero co puściło Power Corruption and Lies, a Sowietami rządził Konstantin Czernienko. Mniej więcej ten sam poziom mindfucku dla mnie jak dowiedziałem się, że Swansi powstali w okolicach premiery Speak and Spell a Gira umawiał się z Madonną nim ta stała się sławna. No ale wracając - generalnie SPOKO, choć nie do końca mój vibe. Ale ważne, że Murzyn szczęśliwy. Elton John jednak lepszy trololo.

Paul Buchanan - Mid Air

Jezu, co za złoto. Ja od odkrycia Buchanana najpierw jako featu u Chrisa Bottiego, a potem The Blue Nile jestem w głosie tego gościa zakochany. Na marginesie, momentami brzmi tutaj trochę - ale tylko trochę - jak Mark Knopfler. Kapitalna piosenka, jak napisał Jaca - krótka, ale wyjątkowo treściwa. Nie wiem, co więcej napisać, bo to jest idealny przykład tańczenia o architekturze, no ale spróbuję - przynajmniej częściowo reluję z tym, co napisał Munlup, sam mam sobie w tej materii dużo do zarzucenia. Szczęśliwie z wiekiem przychodzi rozum i człowiekowi się mniej chce szarpać z innymi. Jeśli chodzi o overall feeling... no piosenka jest cudowna i mnie mocno ściska za gardło, gdyż wzbudza nostalgię i tęsknotę do czasów, które były nie tak dawno temu, a które oceniałem jako udane. I było git, a potem nagle przestało i wciąż mi łezka w oku się zakręca, gdy sobie przypomnę. Może jeszcze będzie lepiej. A ten utwór mógłby być z powodzeniem grany na moim pogrzebie, w razie czego, to to jest moja oficjalna prośba. Cudo.

Stara Rzeka - Nachtlich Spaziergang Durch Klinger

Najpierw sobie puściłem w drodze do robo u Taty dziś rano, a potem przeczytałem reckę Murzyna, w której porównuje to do Azbestu i tbh to było również moje skojarzenie, niemal od razu xD I teraz uwaga - długo chciałem, żeby Azbest nagrywał coś w tym stylu, oczywiście nie non stop, ale miało być zimno, z wyraźnie zarysowanym automatem, porcelanowymi gitarami i jakimś mrocznym padem w tle. No i oczywiście mamrotany wokal, ale na poważnie, a nie żeby go wypierdzieć do mikrofonu... Tutaj mieliśmy, powiedzmy, wyraźne spiny z Bartinim. Trochę szkoda, totalnie moglibyśmy nagrać taki kawałek i byśmy się nim do dziś jarali. Być może właśnie te skojarzenia powodują, iż spodziewałem się kupy, a dostałem coś naprawdę fajnego i nie po prostu przyzwoitego, to jest... dobry numer. Naprawdę mi się podoba, ma wspaniały klimat, kurde, te gitary, no rezonuję z nim bardzo i choć nie mam pojęcia, kim jest człowiek opisany przez Mentosa i poza Alamedą nie spotkałem się z jego twórczością wcześniej, tak tutaj zwyczajnie propsuję. Bardzo udana wrzuta <3

Oneohtrix Point Never - D.I.S.

Więcej ten utwór zyskuje w zestawieniu ze swoim wideo, które faktycznie daje vibe obcowania z jakimś starym i uszkodzonym terminalem komputerowym albo coś w tym stylu. Ta vape'owa estetyka (bo duchologii w tym dla mnie nie ma zbyt wiele w moim rozumieniu tego zjawiska) się wówczas ładnie broni. Tzn. bez wideo też jest spoko, ale wideo to fajnie podbija. Jak weszły te dźwięki "zapowiadające nadchodzące połączenie telefoniczne w głośnikach" poczułem ciekawe ukłucie nostalgii. Trochę tak wyobrażam sobie jednak rzeczy, które np. mógłby wydawać Ghost Box (jeśli by wciąż istniał) za 50 lat od teraz, kiedy retrozajawki będą dotyczyły czasów 2003-2013 i miast przemysłowej typografii będzie nas otaczał frutiger aero (znaczy no, raczej nie nas). Jest w tym coś fajnego, ale na chwilę, bądź kilka, ale jednak chwil. Jest tu też niestety sporo przekombinowania, coś jak Tomorrow's Harvest. Dobre, ale raz na jakiś czas. Np. keks, niby spoko z tym, że jednak są tam prostytutka rodzynki i muszę je czase wydłubać. A jak tego nie zrobię, no to też zjem, ale na wszelki wypadek długo wracał nie będę. Mimo wszystko kciuk w górę, smaczne, strawne. Na wszelki wypadek pójdę otworzyć raffaello.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 21 gru 2025 21:27

W sumie też podłączę się do tych skojarzeń Rzeki z Azbestem, też chciałem żebyśmy tak brzmieli, ale może nie do takiego stopnia. W każdym razie, za dużo było kucharek w kuchni żeby to się udało.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 23 gru 2025 02:42

Cold Showers - BC

Ostatnio jestem mocno uśpiony muzycznie, ale mam w głowie jedno skojarzenie: gość brzmi jak wokalista Arbeiter Klasse, gdyby tylko poćwiczył znacznie dłużej plus nie szukał inspiracji we Froncie 242 tylko Joy Division. Hipsterskie? Pomału brzmi jak czadowe czy w dechę, trochę już perła z lamusa. Na pewno w opisywanym okresie dawałoby +10 do poczucia wyróżnienia, "urodzenia w złym pokoleniu" i całego tego nihilizmu doby Tumblra. Solidna nutka, która znacznie bardziej stanowi hołd niż wyróżnia się czymś odświeżającym lub wymyślnym brzmieniowo czy melodyjnie. Wszystko na swoim miejscu, wszystko do siebie pasuje. Trochę tego przesłuchałem w dobie Burzy i Naporu (kmwtw), każdy znajduje swoją kiść zespołów brzmiących w ten sposób, nie da się inaczej. Przy niejednym tego typu kawałku romantyzowałem to i owo. Lubię wracać tam gdzie byłem, w tym przypadku raczej więcej nie trzeba. Tak też jest w porządku.

Red Hot Chili Peppers - Sick Love

Grudnia 2016 nie pamiętam już za dobrze, ale całkiem możliwe, że to właśnie tego roku (albo wcześniej) dałem się złapać na screamera z przyczajki podesłanego przez złośliwego chujka z klasy z podstawówki. Do The Gateway potrzebowałem jeszcze sporo czasu. Pewien singiel chodził aż miło po telewizjach muzycznych. Zgadzam się z Hienem, to dobra płyta. Bardzo stylowo zagrany pop rock z subtelnymi poważniejszymi akcentami. RHCP bez kwadratowych jajec to jest zespół, który darzę naprawdę szczerą sympatią. Sick Love nawet mam zapisany już wcześniej na jednej z moich pamiętnikarskich playlist na Spotifie. Jeden z mocniejszych fragmentów płyty z niedźwiedziem. Delikatnie kwaśne solo gitarowe, przyjemne syntezatory, dobry wokal. Wysoki standard Red Hotów, więcej pisać nie trzeba.

Paul Buchanan – Mid Air

O stosunku do świąt już pisałem. Teraz mogę trochę o tym, jakim to Hien jest zgrywusem i łapserdakiem. Najpierw takie korporacyjne produkty, a potem pełnokrwisty munlupizm spod kominka w domu nad jeziorem o zmierzchu. Opis wyczerpuje liryczne wybiegi autora. Może faktycznie dorosłość jest wtedy, gdy odczuwając wielkie szczęście łapiesz się na tym, że czujesz jej ulotność, dlatego tym mocniej w nie wchodzisz. Ostatnio rodzinne burza w szklance wody, ale to kwestia zbyt wielu kontaktów z ludźmi, a zbyt niewielu konkretów z nich wynikających. Może ten tydzień pomoże rozluźnić atmosferę wewnątrz. Klimatyczna śpiewana miniatura, która z pewnych względów znacznie bardziej do mnie przemawia niż puste formy konwencjonalne pod bardzo konkretne pozycje w kalendarzu. Od zawsze byłem ciekawski, lubiłem podrążyć - kontekst zdecydowanie sprzyja odpowiedniemu podejściu do rzeczy. Kolejny utwór, który może do mnie wrócić w chwilach konkretnego zatrzymania. Z niczego dzieje się bardzo konkretny, choć jednocześnie skromny melancholijny moment wzruszenia. Lubię Nicka D, znam solówkę Marka H, znam te tropy i podzielam podrzucane skojarzenia. Zostaje już tylko test próby czasu i pamięci. Kciuk w górę.

Stara Rzeka - Nachtlich Spaziergang Durch Klinger

Najlepiej sprzedano mi twórczość Kuby Ziołka przy okazji Chamstwa w WTW (dawaj Seba załatwię ci wbitkę za 15 ziko), choć tam bywa bardziej klubowo i energetycznie niż szuwarowo i spacerowo nocą w lesie. Dziwnie znieczulający bad trip. Trochę szkoda wstępu z automatem, nie brzmi to za dobrze... Na trochę lepszych słuchawkach słychać różnicę w porównaniu warstw tego kawałka. Rozumiem intencję, ale mnie to klimatu to zrobiło. Właściwe ambienty utopione w czymś w rodzaju wrażenia quasi kasetowego doświadczenia natchnionych kminek autora. Słuchałem już trochę T'ien Lai, tam działa w duecie z kolejnym artystą teatru, Łukaszem Jędrzejczakiem. Brzmią tam bardziej spójnie, mrocznie, a jednocześnie bez wrażenia delikatnej pretensji. Tu jestem w kropce. Ma momenty, ale po wszystkim lekkie rozczarowanie. Dobre intro, bardzo dobre outro, średniawa w środku. Do późnonocnych lektur różnych forum w internecie lub opisów kina exploitation słuchałem innych rzeczy. Za bardzo się rozchodzi w najróżniejsze strony i klimaty. Na razie zostanę przy Da'at, raczej tam mam pewniejsze punkty zaczepienia niż w Starej Rzece.