Best of Forum VIII

Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 27 sty 2026 14:07

Black Moon - Reality (Killing Every...)

Pierwsza impresja: Black Moon zupełnie nie brzmi jak nazwa projektu hip-hopowego. W ciemno bym założył, że to jakiś indie rock albo szeroko pojęty munlupizm (albo jedno i drugie). Druga impresja: dziękuje za wyjaśnienie tego o co chodziło z Buckshotem, bo pewnikiem sam bym w życiu na to nie wpadł i całe życie bym żył z tą ignorancją jak Himilsbach z angielskim. Trzecia: dobre to. Ale dobre w taki sposób, że nie umiem wyróżnić żadnego konkretnego fragmentu, momentu ani napisać niczego nieszablonowego ani niczego oryginalnego. Dobrze jednak zagłębić się w uniwersum deep cutów i mniej znanego hip-hopu. Oczywista łapka w górę jest oczywista.

Akira Yamaoka - Beneath the Null Moon

Nie wiem czy powinienem poruszać kwestię piractwa w temacie bestki muzycznej, bo generalnie to ja jestem tego zdania, że ma ono więcej plusów niż minusów i np. Nie wyobrażam sobie posiadania nieprzerobionej konsoli Nintendo, bo prędzej bym się posrał niż wydawał miliony na kartidże z ich grami, jak dobre by nie były. I nawet już nie chodzi o kwestie etyczne i rzekomej utraty zysków przez developerów, tylko że gdyby nie piractwo to pewnie od groma starych gierek przepadłoby bóg wie gdzie. O Silent Hillu nie napiszę już zbyt wiele, bo po prostu w niego nie grałem - może kiedyś (muszę w końcu przerobić tego ciupcianego plejaka w celu piracenia stuffu), więc oceniam bez kontekstu. I bez niego... Czegoś mi tu brakuje, ale nie umiem w pełni sprecyzować czego. Niby dobre to, niby ma swój klimat, niby jakieś, niby mógłbym napisać dużo ciepłych słów, ale jakoś mi to do końca nie chce zaskoczyć i sam nie wiem czemu.

I Break Horses - Load Your Eyes

Tu raczej podziękuję. Ja nawet lubię takiego indie/dreampopowe pit-pitu z lat 00 i 10, ale też nie zawsze, nie wszędzie i nie w każdej ilości. Tu nie jestem w stanie niczego konkretnego się zaczepić - nie słyszę tu żadnego motywu, który by mnie mógł porwać. I w ogóle to wkurza mnie miks, bo mam wrażenie, że bas jest zbyt intensywny, automat perkusyjny nadupca bez polotu i ładu a składu no i w ogóle jakieś takie to ni do rytmu, ni do taktu. No nie zaskoczyło to u mnie. NO BONUS

Deathprod - Dead People's Things

I już myślałem, że zakończę tę kolejkę mehaniem, narzekaniem i co najwyżej jedną "rzetelką", to na białym koniu z napisem BANDCAMP wjeżdza smoku i ratuje dzień. Zdaję sobie sprawę, że dziwnie pisać to w kontekście dronów i dark ambientu, które są dosłownie muzyczną reprezentacją stanu, w którym czarne myśli kłębią się jak chmury i człowiek jest w stanie tylko leżeć otępiały i gapić się w sufit, ale nic nie poradzę. Co prawda prawie w ogóle nie znam się na żadnym dark ambiencie, ale szczerze mówiąc - nie słyszałem w życiu lepszego reprezentanta tego gatunku. Mówię w pełni poważnie. Chłonę to jak gąbkę i zamierzam sięgnąć po więcej. Dla takich rzeczy tu jestem.

Niby same nowości, ale nie wiem czy wszystko ze mną zostanie. Acz bez tragedii
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 27 sty 2026 21:03

Black Moon - Reality (Killing Every...)

Jakoś bardzo dużo nie znam, ale może Jacek się uśmiechnie na wzmiankę, że to trochę brzmi jak wypolerowane bity dla Three 6 Mafia. Bez tej gangstersko-morderczej otoczki, kasetowych zniekształceń i niepokojących sampli. Sympatyczna produkcja - średnio szybka, a dostatecznie dobrze niesie. Siłą rzeczy i pochodzenia nie znajduję za dużo... rzeczy do współodczuwania czy powczuwania się. Jest o zabijaniu nygusów i pewna monotonia wkrada się dość wyraźnie. W rysie historycznym zyskuje więcej, wszak wrzuca koneser, a nie laik. Generalnie nie ma na co narzekać, tylko troszkę za długie i o tym samym co zawsze. Oznaki wjazdu w mniej przyjazne dzielnice, ale przynajmniej w określonym takcie wszystkie latarnie wciąż nie gasną hehhe

Akira Yamaoka - Beneath the Null Moon

Mam nawroty growej zajawki, bo wróciłem do serii Gier z Kosza i widzę, że stara ekipa tvgry dawno wyszła na swoje... Po latach tego typu gatunki znacznie bardziej doceniam w kontekście filmów, do gier definitywnie nie mam głowy, serca i czasu, niestety. Musiałbym być jednak głęboko zakopany w jaskini bez łącza z cywilizacją, by nie natrafić na Silent Hilla. Może comtemporary muzyka z nutką motywów orientalizujących to nie jest ten kierunek atmosferycznych kompozycji, ale czuję klimat, dopowiadam sobie klimacik w głowie - znaczy się utwór po prostu działa. Jest subtelna, choć wciąż dodająca tajemnicy nerwowa pętla. Oddaje pola bardziej dostojnemu granku, które słyszałbym nawet w radio. Nawet jeśli mam na myśli Radio RAM po 22:00, to jak najbardziej nie jest powód do wstydu czy narzekań. Wokale blisko przerysowania, ostatecznie nie jest źle. Osobiście trochę za dużo na częstsze słuchanie bez konkretnych obrazów w głowie czy doświadczeń ze słuchania w trakcie działania w określonej scenerii z pikseli. Pytanie, czy obecność w bestce wystarczy? Tomaaś Dworzaak tę batalię wygrywa bez żadnych wątpliwości. A piractwo miało swój klimat, koledzy ciągle dostarczają mi różnych treści, choć po pierwsze dziś to znacznie bardziej uciążliwe, a po drugie wreszcie stać mnie na rarytasy pokroju Klausa czy Tangerine na winylach. Tych kilka gier na fizyku też muszę mieć na półce, filmów zresztą też.

I Break Horses - Load Your Eyes

Lubię musiałową hipsteriadę. W czasach, o których pisze, to był wyraźny sznyt retro. Teraz tego typu zespoły czy inne Chvrches (coś innego, ale chyba wiadomo ile tu punktów wspólnych) wymagają przekopania się przez lawinę podobnego grania o różnym poziomie powodzenia i przyswajalności. Albo po prostu większość strasznie nudzi, bo ile można mieć pomysłów na stosunkowo proste piosenki na synthpopowo z gitarą. Hipsterstwo przejawia się w ograniczonym rozbudowaniu melodii. Przynajmniej nie jest tak źle jak w bardziej współczesnych rzeczach. Są wyraziste wokale, całość rozwija się w jakieś melancholijne poważniejsze doznania. Roi się od synthowych brzmień, są arpeggia, tłuste brassy, pojedyncze akordy i punktowe zagrywki gitarowe. Po samych czterech latach zabawy łatwo można powiedzieć, że już gdzieśmy to słyszeli, ale to jest po prostu solidne granie. Nawet ten goofy ass automat na początku ma sens.

Deftones - MX

Nie mam wielkiego problemu z metalem, ale w sumie zgodziłbym się z opinią Seby na ten temat. Te bardziej cool, choć jednak pozerskie, prostolinijnie edgy lub po prostu progresywne nudzenie dla samego nudzenia - po co, po co? Po ostatnim spektaklu zrozumiałem black metal (ale też bez przesady) i chyba postawiłbym go wyżej niż jakieś symfoniczne heavy kiczowate pierdy na przykład. Nu metal to zupełnie obca ziemia, ale ten numer nie brzmi jak jego najgorsze oblicza (czyli polska scena do 2010 roku?), wręcz przeciwnie. Sporo kontrastów - różne wokale w zwrotkach i refrenie, jest to jakieś takie plastyczne, klimatyczne. Jednocześnie specyficznie wywalone jajca (i cycki), ale w bardzo przyjemnie zrealizowanym porządku. I angst, i ponętność. Dużo żaru w tym wszystkim. Do tego kończy się nigdzie, co tutaj budzi moją ciekawość. Wiadomo, zespołów jest po prostu ZA DUŻO, Deftones kojarzę przez okładkę tej płyty obecną w tak wielu miejscach, w których zawitałem wirtualnie... Powinienem sprawdzić przynajmniej Around the Fur. Czy byłoby świętokradztwem, gdybym powiedział, że chwilami O.N.A. próbowało nawiązywać do ich muzyki? Jeśli nie bezpośrednio do tego zespołu, to po prostu atakowali stylistykę NU na późniejszych płytach. Seba wrzucił dobrą rzecz.

Kolejka z gatunku rosnących z kawałka na kawałek.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 28 sty 2026 10:45

Clesse - The Positivity Trap (2019)

Dawno nie było Kejt Bruks, nieprawdaż? No więc oto i ona, tym razem jako - jak sama się wówczas określiła - techno act (mało tu techno, może minimal, ale co ja tam wiem o czymkolwiek). One-off do pobawienia się w rzeczy bardziej elektroniczno-taneczne per se jeśli chodzi o brzmienie i, tbh, jak dla mnie wyszło supcio. Album długi nie jest, polecam chętnym. Ja zaś zapodaję bodaj najlepszy zeń utwór, który kupił mnie od momentu, gdy tylko odpaliłem to wydawnictwo. A było to... dawno temu. Styczeń-luty 2019, za oknem nieco śniegu, ja na Tarchodworach, świeżo się przeprowadziłem, mijało mi pierwsze pół roku w charakterze szkoleniowca, miałem fajną dziewczynę, niezły wóz i trochę hajsu na koncie. Rok później przyszła pandemia i od tamtej pory wszystko się kocha, mówiąc delikatnie. Nie chcę tutaj uderzać w tanią nostalgię, że "kiedyś to było, teraz to nie ma" i tak dalej, ale serio, jakoś do 2019 włącznie było życiowo przynajmniej spoko. Od jakiegoś czasu jest po prostu znośnie. Oto moja "positivity trap", ale przynajmniej pod pewnymi względami też zaczyna się robić pozytywnie. Obroniłem magistra na piąteczkę, znów rozkręcam się twórczo (i to nie sam hehe), jak będę miał szczęście to mnie wiosną nikt nie zastrzeli. Tylko przytyłem, więc najpozytywniej wypada mi cholesterol w tej chwili.

Ale bym się przeszedł wysokim brzegiem Wisły wzdłuż Kępy Tarchomińskiej teraz. Mógłbym uwierzyć, że wciąż formalnie mam 20-kilka lat i zdrowsze płuca. Złote Marlboro weszłoby jak marzenie.

PS. Wideo dorzucałem sam, bo poza TAC Brooks się z YT niespecjalnie lubi.

https://youtu.be/bP-Vj8mfWYQ
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 sty 2026 10:52

Miwako Chinone – Saferoom

Miwako Chinone, to kompozytorka zatrudniona w Capcomie, a jej CV obejmuje przede wszystkim gry z serii Resident Evil i Monster Hunter (obie franczyzy monstrualnie popularne). Miwako była jedną z utalentowanych osób oddelegowanych do stworzenia muzyki dla „Resident Evil 7”, gry o tyle istotnej, że dosyć ryzykownej i stanowiącej soft reboot całej marki. Dziś, zarówno o grze, jak i soundtracku, mówi się w kategoriach legend i kamieni milowych w historii Capcomu. Residenta 7 przeszedłem tyle razy, że nawet nie będę próbował zgadywać ile. Przeszedłem na każdym poziomie trudności, zrobiłem platynę, a nawet wkręciłem się w speedrunning (mój run spoczywa na miejscu 278 w oficjalnym zestawieniu). Spędziłem śmieszną ilość czasu w tym świecie, ale gdyby gra nie była dobra, to by tego nie było. Muzyka jest zjebista. Z racji nieco bardziej wyciszonego charakteru tej części, soudndtrack jest dużo bardziej nastrojowy, a momentami wręcz ambientowy. Kawałki z save roomów, to już niemal osobna kategoria dla fanów RE. Wuja swego czasu wrzucał save room theme z Resident Evil 3, a teraz ja dzielę się tematem z siódemki. Dopiero kiedy obejrzałem jedno wideo na YT, zdałem sobie sprawę, że tam jest nawet mellotron. Gitara, przywodząca na myśl jakieś naprawdę wiekowe pudło, oddaje klimat Luizjany, w której akcja gry się toczy. Klasycznie dla tych motywów saveroomowych, jest w tym zarówno odrobina oddechu, ale też nieopisanego niepokoju, który podskórnie daje do zrozumienia, że to jedynie chwilowy przystanek w azylu. Klasyka pełna wspomnień, w moim małym kanonie.

https://youtu.be/i6RJD3BYIj4?list=PL90- ... 60vfYcwnk0
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 29 sty 2026 11:38

Ziomcy, Kajzer — Zielone światło (2025)

Tym razem pod zblazowane przyjemnostki zeszłego tygodnia. Teatr w piątek w ramach pracy, a w sobotę dla satysfakcji i dobrych wydarzań się wokół pobytu. Trochę urodzinowo, trochę benefisowo, bo zbliża się koniec dość długiej przygody pracowniczej we Wrocku. Pozwoliłem sobie na skromny młyn, jak dla mnie ostatecznie wyszło umiarkowanie postępowo, lecz wciąż w granicach prawa. W wielonarodowym towarzystwie, wśród szerokiej gamy wyskoków - nie tylko muzycznych. Duch moich ostatnich radości wrocławskich międzyludzkich tkwi raczej nie w Paktofonice, Kazku czy coverach Republiki, ale ekipie Ziomcy. Jedna z ciekawszych rekomendacji mojego sympatycznego znajomego Igora, który czuje podziemie i regularnie przez wiele miesięcy przemycał mi intrygujące tropy. Tutaj zaczęło się od EPek bardziej na jazzowo. Solidny poziom, tyle że najwidoczniej potrzebowałem ich w innym muzycznym sosie. Wciąż ciekawy sampling klimatyczne cięty, do tego dekonstrukcje trapowe, a nad tym wszystkim nawijka coraz bardziej na wolno. Nie tylko ze względu na chińskie papierosy, ma się rozumieć. "Na wolno" to też w końcu luźne ujęcie freestyle'u, czy czego tam ślina na język przed mikrofonem (lub po prostu słuchaczem) nie przyniesie. Przynajmniej tak odbieram ich teksty... skromne napracowanie, ale za to bardzo adekwatny i skuteczny efekt. Od jakiegoś czasu poluję na Skarb Państwa, może jeszcze wypuszczą kolejny rzut fizyków. W tym momencie łatwiej o starszego Krenza, tu nie zawieszam broni.

Zielone światło pochodzi właśnie ze Skarbu Państwa, tj. zeszłorocznej płyty Ziomców (?). Pan, który pachnie jak zioło i CBG to Kajzer, bliski człowiek toruńskiemu kwartetowi. Polecam oddać się luźnym pląsom oraz uspokojeniu na pohybel Silent Hilla czy innego Mordoru za oknem.

To się nie skończy, mam wieczny niedosyt... czuję to, gdy pomimo upływu lat ciągle jestem we Wrocławiu i doświadczam życia pełną gębą. Wałbrzych mnie zbudował, ale to Wrocław od szczegółu do ogółu pozwolił wiele rzeczy zrozumieć, jeszcze więcej zobaczyć, odpowiedzieć na wiele nurtujących mnie samego pytań. Mimo beznadziejnego zarządzania to wciąż miejsce masy możliwości, kontaktów, a przede wszystkim ludzi. Z jednej pieczary w drugą - z niesłychaną, niesłabnącą przyjemnością.

https://www.youtube.com/watch?v=bd_wP1AoWJs
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 29 sty 2026 20:14

Czy byłoby świętokradztwem, gdybym powiedział, że chwilami O.N.A. próbowało nawiązywać do ich muzyki?
Nie wydaje mi się, by robiło to świadomie, a przynajmniej nie udało mi się znaleźć na to dowodów. Aczkolwiek cholera ich tam wie, Skawiński nie takich rzeczy mógł słuchać.

Defotny widzę że przyjętę umiarkowanie ciepło, ale też nie spodziewałem się cholera wie czego.

Sonic Youth - Tunic (Song For Karen)

Zastanawiam się dlaczego przez te bite cztery lata trwania zabawy w trakcie których zdążyłem wrzucić chociażby dwukrotnie takie Swans, ani razu nie wrzuciłem tu Sonic Youth. Odpowiedź brzmi: kuśfa nie wiem. Niby nigdy nie był to ścisły top moich artystów, więc byłbym w stanie zrozumieć, że nie pojawili się tu w pierwszych 2-3 edycjach, ale później? Cóż, najwyraźniej wolałem duplikować jakieś Swansy czy wrzucać inną Suzannę Vegę...

W przypadku tego zespołu nie mam tak, że nie rozumiem lub rozumiem jego fenomen. Może i nie jestem fanbojem, który nosiłby ich koszulki z dumą, miał płyty w honorowym miejscu (aczkolwiek dwie posiadam!) i założył zespół, który miałby grać to samo co oni, tylko gorzej i który by się rozpadł po dwóch koncertach, ale to co znam lubię, a w niektórych przypadkach to nawet bardziej niż lubię. Rzecz jasna, jest to jeden z tych przypadków, gdzie dyskografię znam mocno wyrywkowo i gdzie nie umiem za bardzo racjonalnie wyjaśniać tego, czemu tego stanu rzeczy nie zmieniłem przez lata.

I dzisiaj wam wysyłam przykład takiego utworu, co to go bardzo lubię. To klasyczny przedstawiciel utworów, które kojarzą mi się z good times, bo słuchałem go często i gęsto 11 lat temu (JEZU ILE) i jakoś tak przywołuje miłe wspomnienia. Co może brzmieć niedorzecznie w kontekście utworu o kimś, kto umarł na anoreksję, ale wy już dobrze wiecie, że nie chodzi o to.

Nic więcej nie napiszę, bo totalnie nie mam na to głowy. Przed państwem więc porcja noise'owego łojenia - zespół Sonic Youth. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://youtu.be/hTYnGsTs7Sg?si=lzzU8gywKmwCssi2
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 29 sty 2026 22:14

Jarecki - Dystans (feat. Eldo)
(2017)

Sorki za tę zamułę Panowie, dopadł mnie jakiś taki totalny bezwen i naprawdę chwilowo nie miałem pojęcia z czym tu wbić a nawet ciężko było znaleźć w sobie chęci by to robić. Poważnie myślałem czy tym razem sobie nie odpuścić tej jednej kolejki a z drugiej strony kurde dotarliśmy już tak daleko że trochę szkoda mi jednak zaliczać pauzę. Niech więc wleci tu ten kawałek Jareckiego który idealnie się nada pod ten moment zwątpienia i dopowie resztę za mnie. Był już z tej płyty Jarek w wydaniu wakacyjnym, to teraz rzucam czymś z drugiego bieguna na zimową porę, to była jednak fajna różnorodna płyta z której na każdy moment w roku coś bym pewnie znalazł do bestki.

Rzutem na taśmę domykam.

https://youtu.be/K0n8nalxn8A?si=zLDlhOMCPaph-YWo
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 29 sty 2026 22:23

Kolejka 22. (197.)

116. Clesse - The Positivity Trap (devotional)
117. Miwako Chinone – Saferoom (Hien)
118. Ziomcy, Kajzer — Zielone światło (Dragon)
119. Sonic Youth - Tunic (Song For Karen) (mintaj)
120. Jarecki - Dystans (feat. Eldo) (stripped)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 31 sty 2026 13:46

Miwako Chinone - Saferoom

Podoba mi się vintage'owe brzmienie tej gitary, całość faktycznie ma taki sound spalonej słońcej ziemi, jakiegoś pustkowia, to by pasowało też np. do klimatu The Last of Us myślę sobie. Nie grałem nigdy w RE ale zdaje się że jakaś odsłona tej gry jest nawet na mojej retro konsoli kupionej do tv z tysiącami różnych starych gier, gorzej że nigdy nie ma czasu albo sił by to odpalać. Utwór ma klimat takiego momentu zawieszenia w czasie czy jakiegoś zamyślenia, to jest muza pustych przestrzeni ale odwiedzanych za dnia przy słonecznej pogodzie, poniekąd widziałbym to też śmiało na trackliście ((speak)) od no-man. Fajna rzecz, chyba najciekawsza jeszcze spośród tych growych propozycji od Kuby.

Ziomcy, Kajzer - Zielone światło

Kolejny rapowy numer ze stajni Dragona nawijany na pełnej wyjebce w formie luźnego strumienia myśli. Panowie serwują bardziej vibe niż jakieś linijki do rozbierania na czynniki pierwsze i głębszej analizy. Podkład całkiem przyjemny z tymi szumami i elektronicznymi plumkaniami, całość ma odpowiednio upalony klimacik. Spoko kawałek na lepsze, beztroskie czasy, oby były same dobre okazje do powrotów.

Sonic Youth - Tunic (Song For Karen)

Piosenka z czasów gdy to imię nie kojarzyło się jeszcze z każdą pustą Karyną heh. Zespół z gatunku tych o których więcej słyszałem albo czytałem niż słuchałem, w sumie brzmi jak klasyczny przedstawiciel mentos-core więc faktycznie aż dziw że dopiero teraz. Naprawdę dobra piosenka obok której mógłbym przejść obojętnie gdyby mentos nie poruszył w ogóle kontekstu tego utworu. Tak to coś tam bym pewnie pomarudził że fajne gitarki itede ale przydługie ale jak się wgryźć w ten tekst i poczuć... no właśnie co - poczuć się nieswojo bym rzekł to człowiek ulega temu i się wciąga. Ten przekaz kontrastuje z tą dość lekką melodią jednak surowość użytego brzmienia gdzieś tam zdradza że coś tu jest nie tak, zwłaszcza gdy wchodzi mostek. Przykra historia Karen Carpenter, znów bestka bawiąc uczy, ucząc bawi itd.

Clesse - The Positivity Trap

Zaskakująco jakoś basic brzmi ten numer, ta grzechotka mnie rozbroiła bo wydaje mi się nieco od czapy heh. Nie wiem, chyba mnie jakoś nie przekonuje ta inkarnacja Kejtbruks (zastanawiam się bardziej ile ich jeszcze odkryję w tej zabawie). Ciągnie się to, na koniec wchodzą clapy ale generalnie jakoś nie wiem, do nikąd to nie prowadzi, nie jest to jakby muza do tańca z pewnością dla mnie, takie to to minimal techno niezbyt angażujące jak miniaturki VCMG chociażby, choć one z większym przytupem były, tu brzmienie może nawet pod MG solo. Dla mnie muzyka w stylu: w sumie można to nagrać tylko po co? Albo: synthy nawet fajne ale bit trochę kwadratowy i bez polotu? W obu przypadkach to jest coś jak moja własna twórczość w FL Studio heh xD Niby music for the mind tyle że nie czuję tego w tym przypadku.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 01 lut 2026 22:06

Miwako Chinone – Saferoom

Nigdy w Residenta nie grałem, żadnego, i jakoś nigdy mnie nie ciągnęło. Nawet nie do końca wiem, o co w tych grach chodzi trololo. Nie wiem, czy tracę, bo rozgrywka rozgrywką ale widzę (a raczej słyszę), że na muzę można tam liczyć przekozacką <3 Naprawdę mi się ten utwór podoba, ma klimat dość uniwersalny - Munlup pisze o Luizjanie, can be, ale dla mnie ten kawałek równie dobrze odnalazłby się na soundtracku do pierwszego Stalkera. Jest w nim nastrój jakiegoś rozpadu, oglądania kompletnych zgliszcz lub ruin starego, już nieistniejącego świata, którego szkielet jest jednak wciąż bardzo namacalny. Może Fallout? Też grałem tylko w jedynkę, zdaje się, że mam potworne zaległości, jeśli o klasykę chodzi (i nie tylko o nią) ;( Propsy, zdecydowanie!

Ziomcy – Zielone Światło [feat. Kajzer]

Rozumiem, że Kajzer to ten typ z afro z klipu? Nie wiem, co sądzić o tym numerze. Muza jest całkiem fajna, bit i te płynące w tle pady z jakimiś innymi przeszkadzajkami dźwiękowymi. Faktycznie jest to nieco upalony klimacik, na tekst w zasadzie nie zwracam uwagi, ale głos tego gościa (w sumie tych gości) monotonnie powtarzający słowa niemające dla mnie większego sensu tworzy wrażenie kolejnego instrumentu, napędzając ów utwór. I to też robi mu robotę, choć chyba nie na tym rap powinien polegać? Ale w sumie co ja wiem o rapie, niespecjalnie się znam. Tak więc w zasadzie nie wiem, co mogę tu powiedzieć. Ci kolesie w ogóle wyglądają jakby mieli po 18 lat. Może mają? Nowy polski rap leży poza moim obszarem zainteresowań. Niech tam zostanie.

Sonic Youth – Tunic

Kurde, wiedziałem, że prędzej czy później zaliczę tutaj bingo zespołów, do których miałem się zabrać tysiąc lat temu, ale jakoś okazji nigdy nie było. Sonic Youth polecało mi prawie tyle samo osób, co na przestrzeni mojego życia i zainteresowania muzyką polecało mi Swans. Ciekawe, że nikt z nich nie powiedział, że Dźwiękowa Młodość (Młodzież?) jest jednak od eksperymentów Giry przystępniejsza. A są to ludzie, którzy słuchali jednego i drugiego. Zwłaszcza suflował mi ich były facet mojej dobrej przyjaciółki, ale nigdy skutecznie. Z drugiej strony gość był hardkorowym komuchem, do takich nigdy nie mam zaufania. W sukurs przychodzi mi Mintaj i serwuje naprawdę dobrą porcję muzyki. Jest to indeed przystępniejsze od Swans, też jest trochę chaosu i hałasu (raczej to drugiej), pachnie szugejzem i w ogóle przyjemnie się tego słucha. Mówiony wokal świetnie pasuje do tej muzy, mostek buduje fajną ścianę dźwięku. Co mogę powiedzieć - podoba mnie się to!

Jarecki – Dystans [feat. Eldo]

Mój ziomek ma ten album na winylu, poznaję po okładce. Musiałem go kiedyś z nim słuchać, przynajmniej w kawałkach, albowiem był moment, iż ten miał zajawkę na Jareckiego i nawet sprzedał mi dwa jego numery - jeden był trochę dla beki, ale drugi naprawdę mi fajnie siadł. Zwał się Galaktyczny Funk i lubię sobie czasem do niego wrócić, bo czemu nie. Jarecki już tu był latem 2024 (jak odległe się to wydaje...) i go zapropsowałem. Tutaj w zasadzie będzie podobnie - nie są to rzeczy, których słuchałbym na co dzień, ale od wielkiego dzwona mogę sobie zapuścić. Buja, dobrze płynie, pachnie ciepłym i leniwym latem gdzieś na prowincji, tekst też jest w porządku. Totalnie rozumiem vibe Murzyna w tej chwili, od paru tygodni walczę z różnymi nakładającymi się na siebie infekcjami i też mulę potwornie, niespecjalnie chce mi się nawet wychodzić z domu (czego i tak niemal nie robię, bo co tu robić w Zgierzu). Kolejne propsiki.

Kurde, całkiem udana kolejeczka Monsieurs, i choć Dragon się dla mnie nieco wyłamał, tak ostatecznie i on muzycznie dowiózł, więc zamykam mordę i wracam leczyć zatoki.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 lut 2026 22:13

Clesse - The Positivity Trap

Jestem atakowany Brooksem od lat, oczywiście ze strony Musiała. Zdecydowanie wolę bardziej ambientowe rzeczy, niż creepy drony, czy, jak w tym wypadku, lekko taneczne demo dodawane do FL-a. To dosłownie przypomina rzeczy, które mój kolega ze szkoły, robił po tygodniu zabawy z tym programem. Jakiś sampl z kolekcji, prosty bit, wchodzące po kolej emulatory i na końcu obowiązkowe clapy. Nie mówię, że to jest chujowe, bo tworzy fajny i prosty klimat, a ja minimal lubię. Niemniej, może też ze względu na aktualne obcowanie z albumem wrzuconym przez Dragona, człowiek instynktownie chciałby czegoś lepszego. No, taki pół bonus na pociechę, ale nic do czego bym chciał wracać w przyszłości.

Ziomcy, Kajzer — Zielone światło

O ile już nie mam pomysłów na pisanie o wrzutach Jacy, tak jeszcze bardziej nie wiem, jak pisać o polskim hip-hopie. Muzycznie jest spoko, chociaż jako instrumental, to by mogło siedziec na jakieś kompilacji chill-hopowej i tyle. Rap jest, no jest jaki jest. Albo ktoś lubi, albo nie, na mnie nie robi pozytywnego wrażenia, tekstu nie chce mi się analizować, bo trudno mi sobie wyobrazić, że mam cokolwiek wspólnego z tymi ludźmi. Zadziwia mnie, że ktoś słyszy to i myśli ‘ooo, to jest coś nowego i wartego ogarnięcia’. Jak dla mnie, to nic nowego, po prostu rzetelny polki hh, ale nie dla moich uszu.

Sonic Youth - Tunic (Song For Karen)

Kurde. O Sonic Youth powiedzmy wiedziałem ze słyszenia/widzenia, wiedziałem, że coś takiego jest i tak się nazywa, ale to tyle. Pierwszy raz, w bardziej bezpośredni sposób, usłyszałem tę nazwę od kolegi z liceum, który nazywał ich Sonik Jaf, ale tez nigdy nie miał ich na walkmanie, więc mi nie puścił. Potem ta nazwa wypłynęła, kiedy się okazało, że Pavement są fanboyami SY. Ale to tyle. Klasycznie, nie sięgnąłem, bo nie wiem czemu. W takich chwilach wkracza ktoś z forum, w tym wypadku Mentos. No i jest to muzyka jak najbardziej skierowana do Munlupa (mimo, że totalnie nie munlupująca). Niby nic porażającego, ale na tyle interesującego i nęcącego czymś więcej, że wystarczająco wabi mnie to w kierunku jakiegoś albumu, czy coś. Jest bardzo spoko. BTW, w mówionych fragmentach, babka brzmi jak SUZAN WEGA!

Jarecki - Dystans (feat. Eldo)


Jaca pod ścianą potrafi wyskoczyć z tak zwanych „rzeczy”. W tym wypadku, tak trochę pół na pół. Od razu wywalę najgorsze, wokal jest absolutnie chujowy. To brzmi jak najbardziej cringowy fragmenty Męskiego Grania. Koszmarne miauczenie, banalny i irytujący tekst. Muzycznie natomiast jest na pewno przyjemniej, chociaż też trudno nie ulec wrażeniu, że słyszałem już podobne, ale zdecydowanie lepsze rzeczy w tym stylu. Wejście Eldo jest trochę jak cios w jaja, chłop totalnie tu nie pasuje. Jarecki zwyczajnie nie jest dla mnie.

Kurde, smutna i ciężka kolejka poza kawałkiem Seby.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 lut 2026 20:46

halo Dolny Śląsk, oddajemy Wam głos:)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 lut 2026 22:22

Clesse - The Positivity Trap

Chciałem zacząć od odniesienia się do posta Musiała, zdając sobie sprawę z tego, że chyba z milion razy tutaj napisałem, że 2019 to był jeden z najgorszych roczników mojego życia. Mimo to, napiszę to milion pierwszy raz - wszedłem w ten rok z depresją typu srogiego (do dziś pamiętam smętne włóczenie się po okolicach Dworca Zachodniego w Nowy Rok - to był ostatni sylwester do tej pory spędzony poza domem), w okolicach zimy umarła mi babcia, a później lepiej nie było. Jedyny plus - poznanie grupy ludzi, z którymi trzymam się w przeważającej większości do dzisiaj. I zamiast napisać o tym, jak bardzo "naprawiła mnie" pandemia, chciałbym tu napisać coś o muzyce. Chociaż nie bardzo wiem co prawdę powiedziawszy. Dokonałem aktu przesłuchania tego kawałka tak z razy kilka, brzmienie nawet mi się podoba, w sumie jest spoko, ale... Nie mam zbyt wiele odkrywczego do napisania. Coś w nim chyba jest i coś mi się wydaje, że sięgnięcie po więcej pomogłoby mi lepiej dostrzec co takiego, bo im częściej go słucham, tym lepiej mi wchodzi. Umiarkowana okejka.

Miwako Chinone - Saferoom

Z serią RE to ja mam taką umiarkowaną relację, chociaż właściwie to ją lubię. Mega się jarałem czwórką w swoim czasie, którą pamiętam jako tytuł innowacyjny, wyprzedający swoją epokę i kapitalnie wyreżyserowany. W późniejsze części grałem nieco później i już tak mnie nie zachwyciły, ale szukam sobie czegoś na luźne popykanie po pracy i w sumie to ta siódemka brzmi kusząco. Ten soundtrack w sumie też brzmi zaskakująco kusząco, tzn. Nie że brzmi jak napinana kusza, tylko że dobrze. Trochę mi się on kojarzy z GYBE, bo mam wrażenie, że ta "pudłowa" gitara mocno zalatuje ich debiutem i klimat też jest dość podobny i przyznaję, że nie spodziewałem się takich klimatów w soundtracku do RE. Chociaż nie wiem czemu, bo może powinienem. Xd Jestem zaintrygowany.

Ziomcy, Kajzer - Zielone światło

Nie będę ukrywać, że trochę rzadko mam styczność z wrocławskim środowiskiem kulturalnym i nawet rozważałem zmianę tego stanu rzeczy w najbliższej przyszłości. Niby trochę się boje, bo obejrzałem niedawno Wrooklyn Zoo i boję się, że moje próby integracji z tą bańką będą wyglądać jak ten film, a to będzie oznaczać, że nie było warto. Zakładam jednak, że będzie wyglądać jak moja relacja z tym kawałkiem - a moja relacja z tym kawałkiem jest taka, że uważam, iż jest spoko, ale jednocześnie nie jest dla mnie. Trochę to wynika z faktu tego, że od jakiegoś czasu jakoś totalnie nie mam ochoty na polski hip-hop, trochę z faktu, że mam wrażenie, że to muzyka tworzona przez kogoś z zupełnie innego niż moje pokolenia dla słuchaczy z zupełnie innego niż moje pokolenia. I niby jest okej, dobrze, bit jest naprawdę niezły, tekst nie skręca mnie z żenady, ale kurde no. Mam w pracy takiego zoomera, który jest naprawdę spoko, mogę sobie z nim pogadać, ponarzekać, poplotkować i w sumie nawet jakoś się dogadujemy, ale żaden z nas ni cholery nie wyobraża sobie potraktowania tej relacji poważnie tj. Przeniesienia jej poza pracę. I ten utwór to taki muzyczny odpowiednik tego zoomera. Xd No i wiecie.

Jarecki - Dystans

Dobra, przyznaję, że jeśli z tych dwóch hiphopowych wrzut jakaś miałaby mi siąść, to zdecydowanie bardziej millenialski rap o depresji i zwątpieniu. Trochę się utożsamiam, bo to nie jest niby tak, ż eprzechodzę teraz jakiś arcytrudny czas, ale zdarzają się dni w których depresyjne myśli, niska samoocena i kompleksy maści przeróżnej atakują. W sensie takie dni zdarzają się u mnie całe życie, ale tej zimy jakoś częściej. Może to wina tych mrozów, a może faktycznie tkwię trochę w miejscu i nie bardzo mam możliwość ruszenia do przodu, a może po prostu szukam sobie problemów na siłę. Nie wiem, ale liczę na to, że przejdę ten etap, chociaż nie zamierzam się poddawać. Fajny bit, nie wiem skąd jest ten sampel trąbki, ale podoba mi się on. Jest okejka? Jest okejka.

Kolejka z gatunku takich co to zaskoczyła z czasem, ale nie mogę obiecać, że zaskoczy bardziej.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 lut 2026 22:32

Clesse - The Positivity Trap

Kurczę, jak lubię muzykę Cate Brooks, tak tutaj jestem na nie. Techno act, czyli jakieś takie zbyt ogólne określenie, za którym kryje się wyjątkowo średni średniaczek. Tego typu muzykę mam na myśli, gdy piszę coś o nieudolnych kopistach, domorosłych żarach bez pomysłu i talentu czy inne ostrzejsze linijki. Przede wszystkim bardzo kafelkowo brzmi. Kto bawił w FLu przynajmniej 2-3 godzinki zrozumie. Tak z 5-6 melodyjek synthowych na krzyż i hop, mamy to. Brakuje klimatu, brakuje pomysłu, wszystko takie dość losowe i niepogłębione. Bez porównania z rzeczami, którymi Adrian częstował przez Dysk Google, ale to było w trochę innym klimacie. Tymczasem rozcieńczony IDM z ciągotami typowymi dla sceny około duchologicznej... no nie, nudziarstwo. Przynajmniej szanuję za próbę poważniejszego efektu vintage - czy to najtisowe kwasowe arpeggio czy odpowiednie brzmienie perki. To jednak za mało, żeby chcieć zgłębić temat. Od klasyki mam klasykę. Od techno acts mam m.in. twórczość Donato Dozzy (solo, w duetach...) czy GASa. Nie ta liga zupełnie.

Miwako Chinone – Saferoom

Jakub bardzo celnie o swojej wrzutce - nie ma się co dziwić, skoro tyle grał. Trudno coś szczególnego dodać. Jest specyficzny niepokój, który wywołuje wrażenie komfortu, choć w tle wisi draka. Jest minimal na gitarowo, na drugim planie coś co bezwstydnie można nazwać fripptronics. Uniwersalne strachy na lachy pod kołdrą. Jednocześnie te wyraźniejsze akcenty gitarowe lokalizują Dziki Zachód bardzo solidnie. Nie ma niepotrzebnego dźwięku. Całość dostatecznie hipnotyzuje, jest organiczna. Nie odczuwam wrażenia słuchania chamsko uszytej pętli, tylko kawałek żyje swoim życiem. Nie jest ostentacyjnie powtarzalny w rytmie, a przy tym nie trwa godziny. Eno ponad 40 lat temu też w to umiał. Tam było bardziej na kosmiczną modłę, tutaj jednak jesteśmy na ziemi, choć w przestrzeni izolowanej. Hien jako stary ambienciarz na tym poletku dostarcza i tyle. Pięknie tematycznie pasuje pod moje ostatnie częste powroty do OSTa Machinarium.

Sonic Youth - Tunic (Song For Karen)

Dobrze, że Seba ma swoje powody, by podrzucać wykonawców, których ja gdzieś tam kojarzę, ale nie miałem chęci ich sprawdzać w czasie poważnego uzależnienia od RYMa. Przed wczutą na Throbbing Gristle czy romansami wokół MBV czy Jesus & Mary Chain nigdy w życiu bym takiego grania nie docenił. To znaczy miałbym poważną wadę słuchu lub świecił ignorancją dla zaspokojenia jakichś zbędnych potrzeb. Nie byłoby też łatwo, bo jest dość n a r r a c y j n i e i bez wyraźnego basu, ale od lat to już żaden problem, gdy np. siedzi mi pomysł ogólnie lub konkretny element. Tutaj świetną robotę robią gitary, a do tego melodyjna pogadanka na pierwszym planie. W kontekst nie wgryzłem się, ale numer sam w sobie już jest dość niepokojący. Filmowo brzmiąca katastrofa rodem z psychologicznego dramatu na początku - jestem kupiony. Charakterny "refren", który żre, to kolejny magnes. Może jak Hien (czy ja sam w innych przypadkach) potrzebuję tej płyty bestce, ale NALEŻY sprawdzić dokładnie. Jest klimat, solidne wykonanie. W ogóle nie dziwią mnie okoliczności słuchania u Seby - nie takie rzeczy "da się" słuchać w dobrym nastroju, gdy świat też odpowiednio dostarcza. Wysoka jakość.

Jarecki - Dystans (feat. Eldo)

Sprawdziłem się (sam siebie hehe) w kwestii poprzedniej wrzutki z Jareckim i znowu trochę trudno znaleźć coś więcej do napisania. Naprawdę, nocne RAM potrafi grać kawałki duetu Vienio/Pele, więc takie refleksyjne bujanki tam jak znalazł. Chłop ma trochę irytującą manierę bycia bardziej amerykańskim niż jest, ale przynajmniej nie gada głupot i ma do dyspozycji solidny bit typu zamulak. Do tego zaangażował przyzwoitego gościa, choć Leszek wchodzi tutaj dość niezgrabnie. Jeszcze ta jedna nieudana linijka, do której nawiązuję na samym początku... ale to didaskalia. Jako tako całość się spina. Sam Eldo zdaje się na chwilę przed tym, jak rynek i branża z niego zrezygnowały (on sam z siebie-rapera też). Muszę przyznać, że ten numer z Pezetem czy pierwsze single na bitach OSTRa powinny fanów zadowolić. Dla mnie są okej. A Dystans? Kawałek, który budzi dużą dozę tolerancji. Bez propsów, bez hejtu. Przynajmniej Jacek skutecznie uszył kontekst. Jak dla mnie jak najbardziej pasuje jako moment przeczekania. Nie mniej mogę szybko zapomnieć.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 lut 2026 22:48

PS Może dobrze, że nie widziałem Wrooklyn Zoo i nie chcę go zobaczyć heh
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 lut 2026 21:09

Miilkbone - Ketchrek
(1995)

Nie chce mi się chwilowo silić na szukanie czegoś czym mógłbym jakoś bardziej Was tu zaskoczyć więc pozwolę sobie rozsiąść się jeszcze trochę w mojej strefie komfortu wśród rapowych rytmów które po prostu najlepiej mi wchodzą teraz.

Zapewne większość z Was zapytana o jakichś amerykańskich białych raperów lekko wymieniłaby Eminema, Beastie Boys czy Vanilla Ice'a, dziś postaram się poszerzyć Wam to grono o Miilkbone'a, rapera z New Jersey który co ciekawe ma polskie korzenie a tak naprawdę nazywa się Thomas Wlodarczyk. Miilkbone miał swoje 5 minut w połowie lat 90. kiedy to wydał debiutancki album Da' Miilkrate. Album zawierał nawet jakieś tam niewielkie rapowe hiciki ale dziś poczęstuję Was na zachętę jednym z moich ulubionych album tracków w postaci Ketchrek.
Numer ten to typowa bragga, Miilk fajnie płynie na bicie a sam bit - jak zwykle - jest doskonały z samplami pianina i trąbki, wyjątkowo lekkimi bębnami i dudniącym basem pod spodem. Całość brzmienia ma bardzo fajny wieczorny jazzowy vibe.

Jako ciekawostkę dodam że pod koniec lat 90. Eminem zaczepił Miilkbone'a (obok kilku innych raperów jak Vanilla Ice czy Everlast z House of Pain) sugerując że jest zwyczajnie lepszy od niego i całej reszty na co Miilkbone odpowiedział stosownym dissem ze swojej strony. Mi tam to nawet nieco zryło czosnek że gdzieś tam w rapowej historii przewinął się taki koleżka z polskimi korzeniami który dodatkowo beefował się z Eminemem xd

Tymczasem borem lasem, odpalam se tenże kawałek i relaksuję się przed snem co i Wam polecam.

https://youtu.be/2fKhbz4fYo0?si=TkydDAKZlQcmZaPf
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 lut 2026 19:26

Jaki tu spokój, na na na
Nic się nie dzieje, na na na na
Nikt się nie bawi, na na na
Wszyscy się nudzą, na na na na

:mrgreen:
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 lut 2026 22:20

Bobby James - Chandler Avenue

Pora na trochę jazzu, a do tego jazzu z gry. Bobby James już się pojawił jesienią z kolegami, jako Tex Murphy Quartet. Teraz powraca sam, z własną kompozycją, z wydanego w 2014 r. „Tesla Effect”, ostatniej jak dotąd gry z serii Tex Murphy. Sprawa zaginięć, zabójstwa, detektyw w starym stylu, ale w mieście jak z Blade Runnera. Tu trzeba jazzu, no i tego jazzu jest całkiem sporo w tej grze. „Chandler Avenue” ilustruje ulice, przy której Tex ma swoje biuro. Już sama nazwa, wiele mówi o źródłach inspiracji autorów. Nie chce mówić, że to ambientowy jazz, bo nie jest, ale jest tu zdecydowanie więcej spokoju i wybrzmiewania instrumentów. Nie wiem, czy kogokolwiek zachęcę do gry, ale chociaż posłuchajcie fajnej muzyki.

https://youtu.be/grDTrT84dwc
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 06 lut 2026 11:38

Cristian Vogel — Spectral Transgression (2012)

Na wszystkim się nie znam, ale kreatywnie sprowokowany odpowiem moją wizją techno act. Musi być minimal, ale z głową. Musi być jakiś porządek i kompozycja, by miało wyższe ambicje artystyczne. Przede wszystkim musi być TECHNO, bez tego nie ma co nawet zaczynać. Miałem w głowie kilka opcji, ostatecznie sięgam po jednego z bohaterów Forumowej Listy Przebojów (pamiętacie?). Ikona stajni Tresor, która na swoich płytach wiernie trwa przy klubowym kanonie, ale ciągle poszukuje, grzebie, kombinuje na swój sposób. Wbrew pozorom te najtisowe płyty mają wysoki próg wejścia, walczyłem z nim zdecydowanie za długo. Łatwiejszemu wejściu w skórę pomogły starotelewizyjne nagrywki z klubowego programu na Polsacie. W jednej z odsłon Jacek Zimnik (grubo przed transferem do Superstacji, wówczas w szale DJki) oddaje pole w programie rozmowie z Vogelem. Potem jeszcze doszedł Gaspar z genialnym Enter the Void, w którym wykorzystał jeden z lepszych kawałków w dyskografii Czilijczyka - do niego jeszcze wrócę. Ostateczne zwycięstwo przyniosła płyta The Inertials, gdzie miesza dubowe inspiracje z surowością brzmienia godną ówczesnych świeżynek od Autechre. A Spectral Transgression wyłamuje się jako kolejny piękny hołd minimalizmowi. Dostojnie narasta, by później przejść w bardzo subtelne pląsy, takie nie za szybkie.

Coraz częściej widzę u wielu moich muzycznych faworytów ciągoty w tę stronę. Ambienciarze oddają hołd TD czy Klausowi, klasycy techno czy hałsu też mniej lub bardziej bezpośrednio. Korzeni się nie wyprzesz. Nie trzeba z tym walczyć, prędzej czy później wracają same. Jako elektroniczne DZIADZISKO niezmiernie mnie to cieszy.

https://www.youtube.com/watch?v=CInI2WJQOLU
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 06 lut 2026 12:02

Klaus Mitffoch - Jezu Jak Się Cieszę (1983)

Wracam do lutego 2007, to było już prawie 20 lat temu. Prezentowałem Talking Heads, prezentowałem Roxy Music i Yazoo, Foxxa na razie z tamtych czasów nie zapodaję, a Recoil i tak wszyscy znają. Jest sobie LEGENDARNY player Creative MuVo 2.0 czy jak on tam się nazywał, na nim garść numerów i ja w pociągu do Warszawy, albo z Warszawy, nie ma to znaczenia. Zresztą, i tak słuchałem tej samej muzy w kółko cały czas wówczas, cały luty. Wspominałem o "dziennikowej" kolekcji Lista Przebojów Trójki? No więc odpalałem płyta po płycie, żeby nie być takim niedoedukowanym głąbem i na jednej z nich np. był ten oto numer. O KM wiem tyle, że to Lech Janerka, ale znam garść jego numerów i nie czułem nigdy potrzeby poznawania bardziej. To był mój początek, powiedzmy, "otwierania się" na polską muzykę na poważnie, więc pojedyncze numery były jak znalazł. No i co... znów jest luty, znów jest Warszawa i - co najważniejsze - znów jest śnieg w tejże Warszawie (w Łodzi też, ale mniej), zimna zima, czuję się niemal jak wówczas. Tylko nie mam już 18 lat a dwa razy tyle, w krzyżu łupie. Jednak na swój sposób był to fajny czas i wiem, że chyba już nigdy nie będę się z takim zapałem podniecał nowymi rzeczami w słuchanej przeze mnie muzie, jak wtedy, a i nigdy drugi raz nie zagram po raz pierwszy w Hitmana 2. Luty to taki wtorek roku, ale wtorki też są potrzebne. Zapraszam.

https://www.youtube.com/watch?v=iwWbAxQ ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl