Best of Forum VIII

Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 06 lut 2026 12:03

Zaskakująco łatwy prejz zebrałem tu Soniczną Młodością - nastawiałem się na krytykę/umiarkowanie ciepłe opinie. Miłe zaskoczenie, a na podobieństwo między barwą głosu Kim Gordon a Suzanne Vegą bym raczej sam nie wpadł, ale ja na wiele rzeczy bym sam nie wpadł.

W sumie nie mam nic do dodania odnośnie waszych opinii nt. pozostałych kawałków, więc ten no - tym razem odpuszczę temat, lekko się dziwiąc temu, że Musiał nie kojarzy Resident Evila, bo myślałem, że to jedna z tych serii co to każdy w nią chociaż przez chwilę grał xd

Peter Gabriel - I have the touch

Dawno was nie torturowałem na tym forum Gabrielem i myślę, że to odpowiednia pora na to, by to zmienić. Co prawda większość z was wie, że on wielkim artystą był, ba, znaczna część wie o tym znacznie dłużej niż ja, ale ja tam uważam, że warto od czasu do czasu przypominać nawet o takich oczywistościach.

Wrzucam powyższy utwór bo jakoś tak wyszło, że stał się hymnem mojego początku 2026 roku - takiego specyficznego, nieco zawieszonego okresu, który w sumie nie jest ani jakoś szczególnie dobry, ani szczególnie zły. Im dłużej żyję, tym bardziej mam wrażenie, że te pierwsze 4-5 tygodni roku to coś pokroju wprowadzenia do reszty roku i ten zaczyna się rozkręcać na dobre gdzieś właśnie w tym okresie, gdy zima dogorywa i zaczyna ewoluować w wiosnę. Albo może gdzieś usłyszałem taką myśl i ją komuś podpieprzyłem - nieważne.

W każdym razie w tym specyficznym okresie (w którym już zdążyło się wydarzyć na świecie więcej niż w latach 2011-2020 w moim odczuciu) w miarę dużo słuchałem Gabriela. Trochę sam z siebie, trochę przez film Marty Supreme, który obejrzałem jakieś dwa tygodnie temu. Jeśli go nie oglądaliście, to ja mogę dać swój znak jakości, bo to dobry film ze świetną tytułową rolą popularnego aktora młodego pokolenia, równie dobrym soundtrackiem, a poza tym jest intensywny i dużo się dzieje, a dobrze wiecie, że ja tak lubię i w ogólę.

Nad tym soundtrackiem to się warto pochylić, bo jest ciekawy. Muza autorstwa Oneohtrix Point Never jest spoko, synthpop spod znaku Tears for Fears też klasa (chociaż ja bym w życiu nie wpadł na pomysł tego, by wrzucić go w filmie z akcją osadzoną w latach 50. Ale to ja), i jest jeszcze ten utwór. I wiecie no - tak po prostu zaskoczył.

To niby też piosenka o potrzebie bliskości, dotyku i tym podobnych - wspominam o tym, bo głupio o tym nie wspomnieć.

Dobra, bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=Hm6F0GJiyP8
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 06 lut 2026 18:02

Kolejka 23. (198.)

121. Miilkbone - Ketchrek (stripped)
122. Bobby James - Chandler Avenue (Hien)
123. Cristian Vogel — Spectral Transgression (Dragon)
124. Klaus Mitffoch - Jezu Jak Się Cieszę (devotional)
125. Peter Gabriel - I Have The Touch (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 lut 2026 11:12

Miilkbone - Ketchrek

Białasy. Tak się zastanawiam, czemu żaden czarny nie wybił się w Polsce jako raper? Byłoby super mieć czarnego, polskiego rapera z prawdziwego zdarzenia, który by odniósł sukces, tymczasem jesteśmy zmuszeniu słuchać Taco, Maty i innych tego typu rzeczy. W każdym razie, Miilkbone to ksywa, która mogła swego czasu obić mi się o uszy, ale nic więcej, więc kolejna premiera od Jacy. Bit jest spoko, nie tak spoko jak w najlepszych propozycjach z Bełchatowa, ale rzetelny. Rap dobry, zacząłem słuchać zanim zacząłem czytać i trochę z góry założyłem, że rapuje ktoś czarny, więc w zabawny sposób, jest to jakiś wyznacznik wysokiego poziomu Miilkbone’a. Kiedyś marudziłem, że Jaca za dużo daje hip-hopu, ale dawaj Jaca dalej. Może nie będę miał niczego odkrywczego do napisania, ale słucha się naprawdę dobrze.

Cristian Vogel — Spectral Transgression

Kawałek zaczyna się, jak jakiś cover „Baba O’Riley”. Bardzo elegancki syntezator przez pierwszą połowę, czekałem na techno i w końcu wszedł bit. Druga połowa również elegancka, ale już w inny sposób. Kojarzy mi się to, i pewnie pisałem to wiele razy, jak Musiał o Ghost boksie, że kojarzy mi się z przedkoncertowymi minimal techno setami Martina. Fajne przeszkadzajki perkusyjne, hipnotyczna atmosfera, za którą najbardziej cenię tego typu granie. Dobrze mieć takich wykonawców pod ręką.

Klaus Mitffoch - Jezu Jak Się Cieszę


Przez długi czas nie mogłem oduczyć się mówienia Klaus Mitchoff, nie wiem czemu. Szanuję Janerkę i ten band też w zasadzie za parę rzeczy szanuję, ale nie będę kręcił, że jestem jakimś fanem „Jezu jak się cieszę”, wręcz przeciwnie, zawsze mnie ten kawałek irytował. Do Musiała mi tak pasuje, jak tytuł magistra, no ale nie takie rzeczy tu się działy. Fajne wspomnienia opa, ale za kawałek podziękuję. Nawet na dystansie 2 minut, jest to ciężkostrawne.

Peter Gabriel - I have the touch

Ciekawa sprawa, ostatnio słuchałem tego kawałka po raz pierwszy od dłuższego czasu, bo sprawdzałem nowo wydany live Gabrysia. Pomyślałem wtedy, tak jak zazwyczaj, że jest to super numer, ale wole go w pewnym coverze, który może kiedyś tu wrzucę, więc póki co nie zdradzę. Ale żeby nie było, oryginał też jest rzeczą przekozacką. Może by się przydała jakaś nowsza wersja, ale Peter nie chce tego grać live więc no co, gówno. Jest tu sporo typowych elementów wczesnoejtisowego Petera, jak gated drumsy, sucha produkcja, niesamowity ciężar położony na sekcję rytmiczną i maniakalny wokal Gabrysia. Ja jestem fanatolem, więc wiadomo, że propsuję.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 lut 2026 15:54

Miilkbone - Ketchrek

Z wymienionych przez Jacka BIAŁASÓW chyba ten popasował mi najbardziej, choć to dopiero pierwszy przesłuchany kawałek kiedykolwiek. Nie ma częstochowskich pasaży, bit w stylu najtisowy wieczorny relax z dobrymi akcentami jazzowymi, ogólne wrażenie jak najbardziej spoko. Może brakuje generalnie mocniejszych linijek, bo przez całość idzie płynnie, tyle że bez gorszych czy lepszych momentów. Przynajmniej za ten bit należy się props bez większego ale. Za beef z Eminemem można go tylko bardziej lubić, także masz mój miecz!

Bobby James - Chandler Avenue

Ja bym to spokojnie nazwał ambientowym jazzem, bo ambient nie musi być jednym dźwiękiem czy niegroźnym tłem. Bez problemu może podpowiadać i dookreślać klimaciki noir w zadymionym mieście. Gry oczywiście nie znam, ale muzyka bardzo dobrze oddaje to, co Hien opisuje w ramach niej. Trochę tajemnicy, niepokoju, jakaś taka przyjemna dostojność wielkiego miasta. Chwile spokoju przerywane napięciami. Na szczęście nie brzmi jak Bohreny, czyli zupełne edgy nudziarstwo. Podoba mi się bogactwo brzmień aranżu. Wjeżdżają klimaty filmowe, wibrafony się gotują, jest miotełka perkusyjna, dużo zabiegów godnych starego kina. Takiej muzyki stereotypowo spodziewałbym się przy okazji wydarzeń w stylu "zespół X gra do filmu sprzed 100 lat" czy coś. Jakościowo, choć jednocześnie mocno użytkowo, więc na bestkowym kontakcie się zatrzymam.

Klaus Mittfoch - Jezu jak się cieszę

Może to dobrze, że jeden z bardziej znanych kawałków Mitffocha jest jednocześnie jednym z gorszych? Trochę zbyt frywolny, wręcz głupiutki, choć wciąż na wysokim poziomie wykonania i zagrania. Lubię tę ichniejszy styl z silnym odciskiem Janerki na wszystkim. Tu jednak refren wieje delikatnym sandałem. Bardziej od samego utworu interesuje mnie wszystko dookoła. Adrian pisze o LP3, a ja cieszę się, że konsekwentnie, choć nieświadomie dobiera kolejne kawałki z pewnego nagrania starotelewizyjnego. Jeden użytkownik na YT udostępnił kiedyś ok. półgodzinną zgrywkę multipipu (no to taka mozaika-podgląd na wszystkie kanały w ofercie - rzecz typowo kablówkowa) z jakimś Radiem Pogoda czy innym dziadostwem w tle. Przyjemnie łechce dusze melancholików i nostalgików. No i tak już mieliśmy I'm Not In Love, teraz Jezu Jak Się Cieszę... a te kawałki właśnie zarejestrowanego na nagraniu w tle kolejnych "podglądanych" stacji. Rzecz bardzo klimatyczna, dzięki której polubiłem bardziej kilka znanych klasyków - w tym obecną wrzutkę Musiała właśnie. Zainspirowany takim odkryciem planuję przysiąść poważniej do plejlisty na Spotify o nazwie MULTIPIP KABLUWKI VECTRA WAŁBRZYCH 2003. Czekam, Adrianie, na kolejne propozycje heh Bo zmysł i ręka do odpowiednich kandydatów jest!

Peter Gabriel - I Have The Touch

Coś jest na rzeczy z tym wprowadzeniem, bo dzisiaj wreszcie pierwszy dzień po wyjściu rano do pracy, gdy w ciągu dnia jest tak NORMALNIE jasno. Akceptuję nawet chlapę, błotne gówno i ledwo widoczną trawę w większości miejsc, ważne by było jasno. Po wizytacji warszawskiej wreszcie zacząłem rok. Niestety, wciąż nie napocząłem frontu filmowego, ale Marty Superak z jednym z moich ulubionych twinków w obsadzie jest na liście 'do obejrzenia' wśród tych kilku świeżutkich pozycji. Cieszy rekomendacja Seby, bo to świadczy o stale wysokim poziomie OPNa w ostatnim czasie. Sam utwór Gabriela w porządku. Oczyma i uszyma wyobraźni słyszę takie nowofalowe King Crimson (tylko trochę inaczej) w latach pisiontych. Odpowiednio kanciasta produkcja, przytłumiony bas, zmulone gitary. Do tego elektroniczne akcenty gdzieniegdzie i mamy całkiem wysoki poziom. Po prostu nie mam na taką muzykę obecnie nastroju, szczególnie że chwila z Discipline i Three of a Perfect Pair była właśnie jakiś czas temu. Z obrazkiem wejdzie znacznie lepiej. Tu po prostu należy nadrobić zaległości i jako relatywista podatny na bodźce zapytany o I Have The Touch o szóstej rano powiem coś milszego niż teraz.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 10 lut 2026 20:01

Miilkbone - Ketchrek

Podobnie jak Munlup najpierw włączyłem muzę, potem zacząłem czytać. Tak po jednym odsłuchu przynajmniej, więc jestem lekko zaskoczony, że ten gość jest biały lol, brzmi jak rasowy czarny raper. I że POLSKA GUROM przy okazji... Po Eminemie jednak łatwo było jego "białość" wyłapać z głosu, albo nie wiem, bredzę, przecież ja się tak naprawdę nie znam. Jokes aside, całkiem solidny i RZETELNY kawał rapsów. Kojarzy mi się z rzeczami, co to słucha jeden mój ziomek w Mieście Stołecznym i jak go czasem odwiedzam, to tego typu rzeczy dudnią mu z kompa a ja wtedy mam takie "wow, to jest niezłe, co to?", a potem się okazuje, że to jakiś Tyler the Creator i fujara opada. Tutaj jest neutralna, bo co mogę powiedzieć, ale to takie typowe chyba amerykańskie podejście do tego gatunku jeśli o produkcję chodzi. Pisząc te słowa nie zauważyłem, że numer przeskoczył i kolejne poleciało Ghettobiz, które jest... lepsze nieco xD nic nie poradzę. Generalnie spoko, ale do słuchania po cichu.

Bobby James - Chandler Avenue

Sposób, w jaki Munlup opisuje grę będącą podstawą dla tego numeru sprawia, że mam ochotę po nią sięgnąć. Ale to zdaje się przygodówka, a ja się do przygodówek średnio nadaję tbh xD Szczęśliwie mogę sobie po prostu o tym poczytać albo nie wiem, powyobrażać sobie, słuchając muzy faktycznie stworzonej do klimatów kina noir starych, dobrych czasów (tak naprawdę były takie se). Instrumentarium jest fenomenalne, to trzymanie słuchacza w napięciu tak samo. Pewnie już to kiedyś pisałem, ale kojarzy mi się z jednym takim levelem w Maksie Paynie 2, gdzie chodziło się przez dość creepy fun house. Ale potem wpadają znienacka te smyczki i nic nie jest oczywiste. Podejrzewam, że tak samo jak w sprawach Texa Murphy'ego. Solidna porcja dobrej muzy, <tips fedora and leaves>.

Cristian Vogel - Spectral Transgression

Nie ma to jak Snoku, który zawsze jest gotowy na przywalenie człowiekowi w twarz trwającym niemal kwadrans (no dobra, trochę przesadzam, ale tylko trochę!) minimal techno, które rozkręca się mniej więcej tak samo prędko jak liny odpalające automatyczne pompowanie tratw ratunkowych na promach i statkach (czyli niespecjalnie prędko). Jest w tym i Joe Goddard, jest w tym i Jori Hulkkonen, ale ten wczesny (choć rok temu wydał "back to the roots" album i nie jest on taki zły), są rzeczy, które brzmią jak trochę lepsze wykorzystanie Fruity Loopsa, ale przede wszystkim jest fakt, iż wykonawcy ewidentnie bardzo podobał się ten motyw, by ciągnąć go na tyle długo. Reluję, miewałem tak często z własnymi zagrywkami. Zdecydowanie fajniejsza jest część z bitem, ładnie wchodzi pod pracę, gdy za oknem ziąb i śnieg, ale taki już chyba powoli do końca zmierzający. Fajne, dorzucam do osobistej plejki ^^

Peter Gabriel - I Have the Touch

Zacznę od filmu - otóż go nie widziałem (raczej nie jest to zaskoczenie), ale dużo osób, których zdanie sobie cenię (wlicza się w to pewna wspólna moja i Mentosa znajoma) mi go bardzo polecało. Czy to znaczy, że go zobaczę? Nie xD Ale powiedzmy, że mogę - podpierając się zdaniem innych - mówić, iż jest to spoko film. Co do utworu, well, jest naprawdę dobry. No ok, to Gabriel, co on nagrał złego, miałem już dzięki naszemu FORUMOWI pewną ekspozycję na gościa wykraczającą poza moje nim zainteresowanie przed laty, więc było się czym jarać. Tzn. jest. Niestety, ostatni mój z nim kontakt to był czerwiec 2024, kiedy to leżeliśmy se z pewnym dziewczęciem kompletnie zjarani i słuchaliśmy Melt od początku do końca przynajmniej trzykrotnie. Za bardzo mi się potem Gabryś z nią - wielką fanką - kojarzył. Kurde, jak zawsze tracę przez dupy. Piosenka wyśmienita, szczególnie jej końcówka. Te instrumentaryjne (można tak powiedzieć?) kombinacje to złoto, przyduszona perkusja, wszystkie efekty... Mentos, the freshmaker, tyle na ten temat.

Naprawdę fajna kolejka, polecam i pozdrawiam, Fiotr Pronczewski.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 11 lut 2026 03:18

Miilkbone - Ketchrek

W jednym z ostatnich odcinków Tetrycy rozkminiali dlaczego Mariusz Czerkawski oraz Izabella Scorupco nie stali się polską "power couple" w stylu, powiedzmy, Beckhamów, albo chociaż późniejszych Majdanów, bo w sumie to mieli wszystko - on był gwiazdą ligi NHL, ona grała w filmie o Jamiesie Bondzie, oboje zrobili megakariery w USA, na które wtedy patrzyło się NIECO inaczej niż teraz. Mam podobne myśli, gdy czytam o tym, że nasz Polak-rodak, albo przynajmniej ktoś w pewnym stopniu powiązany z naszym krajem ma beefa z Eminemem i podpisuje kontrakt z Capitol Records i dowiaduję się o tym w 2026 z zabawy na forum Depeche Mode. Kawałek typu "spoko, podoba mi się", czyli naprawdę fajnie mi się tego słucha i nieźle BUJA, ale nie umiem wyróżnić in plus niczego konkretnego (bo zakładam, że nikogo tu nie obchodzi to, że w ciemno bym w życiu nie założył, że to jakiś białas jest). Daję po prostu solidną okejkę.

Bobby James - Chandler Avenue

Ffs, kiedyś chyba sobie kupię premkę na laście tylko po to, by przysiąść i poogarniać te wszystkie wrzuty z bestki, które otagowało waszymi nickami z YT czy w jakiś inny absurdalny sposób (można niby to robić w Pano Scrobblerze, ale tylko w przypadku ostatnich iluś tam kawałków). To była pierwsza refleksja z dupy, drugą będzie to, że być może faktycznie nie jest to "ambientowy jazz", ale określenie "jazzujący ambient" jak na moje pasuje jak ulał. Trzecia to ta, że w sumie to mam ochotę wziąć na ruszt jakąś staroszkolną przygodówkę i rozwiązać zagadkę jakiegoś morderstwa w futurystycznej dystopii czy cuś wcielając się w faceta po przejściach czy kogoś podobnego. I może siegnę oraz wezmę na ruszt którąś z odsłon tej serii, bo w sumie czemu nie? Może kupię, może nie kupię (bo ściągnę hehe), ale wiem tyle, że muzycznie tę propozycję kupuję, bo jest ten specyficzny klimat, trochę inspirowany noirem, trochę Blade Runnerem i trochę czymś tam jeszcze. Klawe to.

Cristian Vogel — Spectral Transgression

Kurde, ja wiem, że pisałem to ze sto razy, a może i drugie tyle, ale ciągle ryje mi banię, że był taki czas i miejsce w dziejach wszechświata, gdzie na Polsacie potrafiło się znaleźć okienko dla kogoś takiego jak Cristian Vogel. Cholera, kolejna z tych wrzut gdzie mam problem, bo jakoś nie potrafię napisać o tym kawałku niczego, co by nie wiało sztamtą i banałem, ani nawet nie mam żadnego punktu zaczepienia w postaci kontekstu, postaci, osoby itp. Dobre to jest, są fajne PADY i PRZESZKADZAJKI, jest dobry dubowy klimat i w ogóle dobry przekaz leci. Te jedenaście minut zleciało jak z bicza strzelił, zresztą dziwnym trafem zapętliłem sobie ten kawałek parę razy pisząc te słowa i dziwnie jakoś nie chciało mi się go zmieniać. Tak pomiędzy rzetelką a okejką, ze wskazaniem na to drugie.

Klaus Mitffoch - Jezu Jak Się Cieszę

Chciałem tu trochę poroastować Musiała, bo wiecie - chłop pisze o Warszawie wrzucając najbardziej wrocławskiego artystę jakiego znam i pisze o tym, że nie chce mu się go słuchać, bo po co, wrzucając jednocześnie utwór, który w sumie nie jest jakimś jego wybitnym dziełem. Ale potem sobie uświadomiłem, że w sumie to bym się czepiał, bo Janerkę promować warto - po prostu. I będzie prejz - umiarkowany, bo umiarkowany, ale jednak prejz. Bo ten... Umówmy się, jednak z debiutu KM wybrałbym w sumie praktycznie cokolwiek innego, ale też nie będę pisać, że to jakiś tragiczny kawałek. Fajny singiel, fajne gitarki, refren trochę CHEESY, ale też słychać, że taki miał być i generalnie jak na singiel do radia to nie jest to złe, a nawet dobrze. No rzecz typu dobrego, co mam wam napisać jeszcze lol

Kolejka z gatunku NIEZŁYCH. A może i wartych zapamiętania.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 11 lut 2026 07:39

Bełchatów ostatni, ulala...
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 lut 2026 07:44

Znowu zamulam, dlatego proponuję nie marnować czasu - lećcie wrzuty a ja wieczorem dojadę z reckami i wrzutą
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 11 lut 2026 08:08

Jak dla mnie luzik - najpierw muszę wpaść na jakąś, a to ostatnio trochę trwa xd
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 lut 2026 09:37

Rozumiem jak najbardziej, też mam chwilowy bezwen ale było nie było zbliżamy się do 200. kolejki niedługo. Niemniej nie chcę zamulać tej zabawy bardziej niż to potrzebne, liczę że nim wpadnę z reckami ktoś już wleci
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 11 lut 2026 09:48

So be it.

Cigarettes After Sex - Hentai (2019)

Szlugi Po Shreku wrzucał już kiedyś Wuja (czy jeszcze wróci do naszej zabawy???), ale to było jakiś czas temu - dokładnie na początku maja 2024, byłem wtedy na Zalitawii i wiosna już od ponad miesiąca zapowiadała się wspaniale. Wcześniej z kolei zima była mocno taka sobie, z apogeum gówna pod koniec lutego, gdy wpadłem rowerem do przeciwczołgowego jaru na dawnym poligonie w swoich rembertowskich okolicach (oczywiście nie była to najsmutniejsza rzecz tamtego czasu). Akurat jadąc przez las słuchałem tego numeru... Tak, byłem wtedy na tyle zdrowy, że mogłem w lutym popinać rowerem po Warszawie, ale też nie było wówczas mrozu ani śniegu, żyć nie umierać.

Nie no, zdecydowanie bardziej wolę śnieg. CAS zainteresowałem się jesienią 2022 przez przypadek, polecieli na YT w kolejce. Miesiąc wcześniej pewien mój dawny ziomek puścił na jednej imprezie "zmysłową playlistę" z tego samego serwisu i również tam byli, czym zwrócili moją uwagę swoim instrumentarium, ale trochę odepchnęli wokalem. Potrzebowałem kilku chwil, by się oswoić z manierą śpiewania w wykonaniu Grega Gonzaleza, który w zasadzie jest jednoosobową instytucją stojącą za Papieroskami. Wsiąkłem trochę, nie powiem, ale tylko trochę. Mam parę numerów, które lubię, parę takich, które lubię bardzo i przynajmniej trzy naprawdę ulubione. Hentai się do nich zalicza.

Pościelówa na pełnej, w zasadzie to jest kawałek o RUCHANIU, w dodatku wzmiankujący "chińskie bajki" w wersji pornograficznej. Przy tym jest to kawałek... wiem, powtórzę się, ale no, naprawdę zmysłowy i taki... nieoczywisty. Niby tłem jest HEHE SEKSIK ale jak najbardziej można go użyć do przytulania się i też będzie git. Albo po prostu posłuchać, bo jest fajny i już. Wajbu romansowego nie mam już w ogóle ("Dajcie spokój Musiałowi, życie zabiło w nim romantyzm." ~Munlup), ale co dobra muzyka to dobra muzyka. Jest dreamowo, spokojnie, przyjemnie i eterycznie. W sam raz dla mnie. Kiedyś zaśpiewam ten kawałek przebrany za babę, zaprawdę powiadam Wam.

https://www.youtube.com/watch?v=vKPDErk ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 11 lut 2026 15:05

albo w sumie

Kai Whiston — Brain Fritta (2018)

Świat odżywa, mózg odzywa. Chce się ruszać, gibać, skakać. Ostatnio sporo wspominek przy okazji wolnego czasu w domu (i nie tylko). Dla utrzymania zrywnego flow moich propozycji po momencie spokoju czas na więcej klubowych piruetów z przyłożeniem. Tym razem zapraszam w rejony bliskie Iglooghostowi. Kai Whiston zresztą pochodzi z tego samego miasta, panowie ze sobą współpracowali też stricte muzycznie. Obecnie bohater wrzutki chyba wciąż na cenzurowanym ze względu na pewne oskarżenia o fizyczne nadużycia, ale na tym nie chcę się skupiać. W końcu nie wrzucam ludzi, mimo wszystko chodzi o słuchanie muzyki. Możecie się spodziewać równie pstrokatej elektroniki, tyle że bardziej agresywnej, ostrzejszej, mroczniejszej. Jednocześnie dobieram taki kawałek, by spróbować zainteresować Was przynajmniej jego debiutancką płytą. Pod koniec liceum Kai Whiston Bitch na pewien czas kompletnie przebiła większość stawki. Powstała jeszcze przed serią narodzin kolejnych kompletnie niezrozumiałych dla mnie podgatunków na RYMie. Do teraz nie wiem co to HYBRID TRAP, jakieś ufo porno na kiju i romantyzowanie rzeczy w stylu pierwszych produkcji Skrillexa, których nie cierpię. Tutaj jest po prostu mocno basowa, pstrokata muzyka. Jeszcze bez przeprodukowanych aranży, z jakąś sensowną melodyką. Kolejny kreatywny sposób na to, by opakować całkiem prosty pomysł w wymyślne przeszkadzajki, efekty i wytrącacze uwagi. Razem z wyjątkowo głębokimi, wręcz chamskimi basami robią psychodeliczny klimat, który bardzo sobie cenię. Coś mnie w tym tygodniu wzięło na ordynusy. Tutaj coś znacznie bliższego serduszku. Muzyka zatrzymana w czasie powstania, gdy chłonąłem ją praktycznie na świeżo. Potem było już za dużo kombinacji, pretensjonalności. Tak też bywa. Nie trzeba być członkiem, by wytracić zainteresowanie wokół swojej osoby.

https://youtu.be/_WMhDF5iqGE
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 lut 2026 19:21

Bobby James - Chandler Avenue

Hien tym razem zapodaje combo z rzeczy którymi częstował już obficie w tej 25. - połączenie muzyki ilustracyjnej do gry wideo i noirowego jazzu. Całość zapewne dobrze oddaje klimacik gry z Texem Murphym w roli głównej ale jak dla mnie jest to po prostu muzak. Po kilku odsłuchach tego numeru nie zostaje mi w głowie zupełnie nic, ogólnie po tylu wrzutach stworzonych w podobnym stylu - po prostu nastrojowej muzyki tła - to wszystko dla mnie trochę robi się już jeden ch*j. Limity słuchania tego typu rzeczy chyba wyczerpałem na ten rok po prostu, sorki.

Cristian Vogel - Spectral Transgression

Nie znam się na minimal techno, jak już pisałem moje doświadczenia to głównie było raptem VCMG ale powiedzmy że mniej wiecej wiem ocb. Nie będę oryginalny i też napiszę że to arpeggio kojarzy mi się z Baba O'Riley. Po wejściu bitu pojawia się taki pływający basik, pasowałoby mi to pod takie wiosenne wieczorne spacery kiedy z jednej strony ku końcowi ma się fajny słoneczny dzień ale wchodzą na niebie ciężkie ciemne chmury i robi się chłodno. Może tu trzeba będzie jeszcze wrócić za czas jakiś i zweryfikować.

Klaus Mitffoch - Jezu jak się cieszę

Ta wrzutka bardzo dobitnie obrazuje mi jak zmieniły się moje upodobania od czasu gdy zaczęliśmy tę zabawę. Tego typu top Trójki nadrabiałem swego czasu gęsto z chomika, częściowo chyba właśnie ze wspomnianej kompilacji z Gazety i częściowo podobne rzeczy chyba znajdywalem wtedy w postaci kompilacji singli Tonpressu na YouTube, miło wspominam to nadrabianie polskiej klasyki. To wtedy obok tego numeru odkryłem też Mówię Ci, Że grupy Tilt i tym podobne piosenki. Myślę że jeszcze gdy zaczynaliśmy bestkę ten singiel byłby pewniakiem u mnie do bestki a dziś nawet go skipowałem w połowie chwilami. Najlepiej odbieram teraz instrumentalny mostek a całości mówię nie i wrzucam do wora PRL-owskich one hit wonderów obok Mój Jest Ten Kawałek Podłogi (błagam nie wrzucajcie). Spoko, doceniam ale znam na pamięć i nawet nie chce mi się tu wracać.

Peter Gabriel - I Have The Touch

Gabriel w wydaniu takim nieco surowym i niemal industrialnym, mechaniczny twardy rytm, ostre gitary, elektroniczne przeszkadzajki. Miałem coś tam psioczyć że brakuje mi jakiejś chwytliwej melodii w tym numerze ale po paru odsłuchach więcej ten rytm się wkręca, kojarzy mi się z perkusją Phila Collinsa w takim Mama chociażby (ale sprawdziłem - Gabriel użył automatu perkusyjnego Linn LM-1). W okolicy mostka dochodzi fajny tłusty bas, w końcówce jestem już kupiony, ten kawałek ma naprawdę vibe skrojony pod jakieś napisy końcowe do filmu. Niespodziewany grower kolejki w której głównie kręciłem nosem.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 lut 2026 19:22

Obiecałem i dojeżdżam.

Peaches & Herb - Reunited
(1978)

Tak sobie ostatnio pomyślałem że dość mocno Wam żałuję tej czarnej muzyki jak na liczne jej zasoby które wciąż czekają u mnie by wjechać do bestki, a zważywszy jeszcze na fakt że zbliża się święto zakochanych pomyślałem że niektórzy tutaj nawet jeśli nie mają już krzty romantyzmu w sobie to nie pogniewają się na dobrą muzykę, nawet jeśli to będzie ckliwa soulowa ballada.
Ogółem postaram się trochę w tym roku może nadrobić takich rytmów, ale do rzeczy.

Peaches & Herb to był soulowy duet wokalny złożony z Herba Fame'a oraz... Peaches, pierwotnie pseudonimu Francine Edny Hurd Barker ale w rolę żeńskiej części duetu na przestrzeni lat wcielało się aż 7 różnych kobiet. Największe sukcesy duet odniósł za czasów Lindy Greene Tavani i albumu 2 Hot z końca lat 70. Z tej płyty pochodzi właśnie ballada Reunited którą ja poznałem bodajże w 2018 roku z jakiejś soulowej składanki na winylu. To był dobry czas i dobry rok, czas takiej ostatecznej stabilizacji mojego życia osobistego kiedy okazało się że zostanę ojcem a zarazem ostatni spędzany jeszcze we dwójkę. Reunited ma u mnie pozycję jednego z tych utworów o happy endzie, Herb Fame śpiewa w tej balladzie o tym jaki był ślepy i głupi ale zrozumiał że brakuje mu kobiety z którą przedtem się rozszedł i teraz cieszy się ponownym zejściem z ukochaną.

Po paru kolejkach zimowego uśpienia częstuję czymś pozytywnym, pocztówką z dobrych chwil ale i stawiam zmyślne podwaliny przed finalną kolejką tej 25.

https://youtu.be/Bu3OQFCsKXQ?si=F0H0KpDfHtVR8d8d
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 11 lut 2026 20:48

Jarrid Mendelson - Lone Trooper

Od zawsze miałem słabość do RTSów, czyli strategii czasu rzeczywistego. Do moich ulubionych należą dwie gry, które teraz, jedną po drugiej, zaprezentuję poprzez wybory z OSTów. Najpierw „Tiberian Sun”, które jest odpryskiem legendarnej serii „Command & Conquer”. Pamiętam, że fanatycy kręcili nosem, ale ja przepadłem. W przeciwieństwie do tej drugiej gry, o której na razie będę milczał, w „Tiberian Sun” można było kolejkować większa liczbę żołnierzy. Klimat tych starych RTSów jest nie do podrobienia, kto się w to zagrywał w tamtych czasach, ten zawsze będzie potrafił do tego wrócić z przyjemnością. Westwood Studios wypluwali perełkę za perełką, ale ich skład był mocarny, w tym fenomenalni kompozytorzy. Z Command & Conquer kojarzy się głównie wspominany już kiedyś przeze mnie Frank Klepacki, ale przy okazji „Tiberian Sun” współpracował z Jarridem Mendelsonem, aby nadać muzyce innego charakteru (ponieważ sama gra różniła się od standardowych C&C). Z tego OSTa wybrałem jeden z kawałków Mendelsona, bo jest to on absolutnie przekozacki. Wylewa się z niego to, co najbardziej lubiłem w 90sowej elektronice, zarówno wtedy, jak i teraz. Pełnia klimatu i pojary.

Btw, podpisany jest tutaj Frank Klepacki, ale to rażący błąd. Autorem numeru jest Jarrid Mendelson.

https://youtu.be/RPTsD_Y8LXM?list=RDRPTsD_Y8LXM
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 12 lut 2026 09:51

devotional pisze:
11 lut 2026 09:48
Szlugi Po Shreku wrzucał już kiedyś Wuja (czy jeszcze wróci do naszej zabawy???)
Wracam, a jakże. :)

Dawid Kwiatkowski – Pali się niebo

Witam wszystkich po mojej dłuższej nieobecności w bestce utworowej spowodowanej 3,5 miesięcznym pobytem poza domem w ramach operacji „Bezpieczne Podlasie”. Miałem ułożony konkretny plan na tę 25-kę, no ale z powodu wyjazdu po dziesiątej kolejce ten plan legł w gruzach. Mówi się trudno. Niemniej powróciłem wreszcie do domu i powracam też do bestki.
Tak się składa, że za 2 dni są Walentynki, więc wrzucę coś specjalnie pod tę okazję. A mam na tę okazję coś dla mnie bardzo bardzo specjalnego.
Ubiegły rok był dla mnie dosyć dziwny i trudny. Przynajmniej do pewnego momentu. Nie chcę tutaj opisywać szczegółów, bo to raczej dosyć osobiste sprawy. W każdym razie nieco się na chwilkę pogubiłem, dałem ponieść jakiejś niezrozumiałej fantazji i z tego powodu przeżywałem w pewnym momencie dosyć trudne chwile w moim małżeństwie. A dokładniej mówiąc na wiosnę. Od razu zaznaczę, że całą odpowiedzialność za wszelkie problemy ponoszę tylko i wyłącznie ja. Ale na czas przyszedł moment otrzeźwienia. Bardzo szybko zrozumiałem kto i co się tak naprawdę dla mnie liczy w życiu najbardziej. Od maja zaczęliśmy z żoną odbudowywać nasz związek, a ja starałem się odzyskać nieco nadszarpnięte zaufanie. Żona się bardzo zaangażowała. Bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Ja zresztą też. Ale prawdziwy przełom nadszedł we wrześniu. Wyjechałem na poligon do Drawska Pomorskiego na dwa tygodnie. Wspominam go wspaniale z dwóch powodów.
Piękna pogoda i cudowne warunki przyrody. Każdy z Was wie, jak uwielbiam las. A tam mieszkaliśmy w namiotowym obozowisku rozstawionym w środku lasu na dwóch sąsiadujących ze sobą przepięknych polankach. Sam poligon był naprawdę przyjemny mimo intensywnego 4-dniowego ćwiczenia, podczas którego przemieszczaliśmy się wielokrotnie z rejonu w rejon. Jednak wciąż po naprawdę przepięknym i malowniczym terenie.
Ale drugi powód był znacznie ważniejszy. Bo właśnie wtedy nastąpił pewien przełom. Po kilku dniach żona przysłała mi swoje dwa zdjęcia, które zrobiła specjalnie dla mnie. Spojrzałem na nie i oniemiałem, bo wyglądała na nich jak przysłowiowy milion dolarów. Po prostu byłem oszołomiony i zachwycony! W dodatku podesłała mi do przesłuchania utwór Kwiatkowskiego Pali się niebo. Znałem gościa z tv, z programów typu The Voice of Poland, ale kompletnie nie znałem jego muzyki. Posłuchałem podesłanego utworu i zupełnie straciłem głowę. Dlatego, że wyjątkowo mi się ten numer spodobał, przemówił do mnie jego tekst i dostałem go od żony. Żona tym utworem i tymi zdjęciami trafiła w dziesiątkę. Znokautowała mnie na miejscu. W jednym momencie zrozumiałem, że ona jest dla mnie wszystkim, całym światem. Od tego dnia moje myśli obsesyjnie krążyły tylko wokół niej. Od tego dnia wiele w naszym związku się zmieniło. Stało się tradycją, że każdego dnia mojego pobytu poza domem dostawałem od żony jej zdjęcia. Do końca poligonu. Również każdego z ponad stu dni pobytu na granicy dostawałem rano zdjęcia od żony. Otwierałem rano oczy ze snu i od razu sięgałem po telefon wiedząc, że tam czekają już na mnie foty i miłe słowa od niej. Od tamtego dnia na poligonie zaczęliśmy również z żoną robić coś, czego nie robiliśmy właściwie nigdy wcześniej. A mianowicie wymianę muzycznych propozycji. Mogę obiecać, że wrzucę tu jeszcze niejeden utwór, który poznałem dzięki mojej żonie. A trafiła swoimi propozycjami w moje serce niejednokrotnie.
No i od tamtego dnia na poligonie zaczęliśmy na Messengerze mnóstwo rozmawiać. O wszystkim. Nagle odkryłem, że mam jej tyle do powiedzenia. Zawsze byłem raczej dosyć skryty, a wtedy nagle zupełnie się otworzyłem. Tysiąc razy dziennie zaglądałem do telefonu w nadziei na wiadomość od niej. To samo było na granicy. Nawet teraz po powrocie do domu w wolnej chwili w pracy odzywamy się do siebie. Wysyłamy choćby jakąś emotkę. Ja zawsze żonę kochałem, ale od tamtego wrześniowego dnia na poligonie mam wrażenie, że nasz związek wskoczył na zupełnie nowy, wyższy, nieosiągalny dotąd poziom. Zaczęliśmy robić rzeczy, których raczej nie robiliśmy nigdy wcześniej. A zaczęło się od dwóch pięknych zdjęć, pięknego utworu od żony dla mnie i tęsknoty spowodowanej moim wyjazdem. Niby tak niewiele, a jednak zadziałało.
Zwróćcie proszę uwagę na tekst piosenki. Bo moja żona podsyłając mi ją zaznaczyła, że wybrała ją dla mnie specjalnie ze względu na tekst. Potem jeszcze wielokrotnie podsyłała mi utwory ze względu na teksty, poprzez które chciała mi po prostu coś powiedzieć. Bo ona nie robi niczego bez powodu. Zawsze jest w tym jakiś konkretny zamysł.
Utwór Kwiatkowskiego wyjątkowo mi się podoba. Jest niesamowicie piękny i na tyle krótki, że po zakończeniu ma się niedosyt i chce się go posłuchać znowu i znowu. Wtedy na poligonie przesłuchałem go jeszcze setki razy na zapętleniu. I wciąż potrafię to robić. Bo to utwór dla mnie z wielu powodów wyjątkowy. Nie tylko ze względu na samą jego wartość, ale ze względu na wszystkie czynniki, które opisałem wyżej. Słysząc go mam ciary, bo błyskawicznie myślami przeskakuję do wrześniowego poligonu, tak wyjątkowego z wielu powodów. A przede wszystkim utwór kojarzy mi się z moją żoną i przemianą, jaka się wtedy we mnie zrealizowała. Po tamtym dniu już nic nie jest takie samo jak wcześniej. Wszystko jest dużo lepsze.
Prawdopodobnie w tej chwili utwór Pali się niebo jest z wielu powodów najważniejszym utworem mego życia. I niełatwo będzie to przebić.

https://www.youtube.com/watch?v=4bqEARi ... rt_radio=1
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 12 lut 2026 15:10

Czwartek i nie ma wszystkich wrzut? Sebaaaa prostytutka
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 12 lut 2026 16:18

Dobra. Tylko szybko docenię prejz ze strony gremium - zaskoczyło mnie, że nawet Smoku umiarkowanie bo umiarkowanie pochwalił tę wrzutę, bo z tego co pamiętam, to zawsze na tego Gabriela narzekał i marudził. A co do napisów końcowych, to jak coś to ta piosenka leciała w jednej z wczesnych scen, ale nie wiem jakie to ma znaczenie, skoro i tak większość z was tego filmu nie obejrzy xd

Mike Oldfield - Tubular Bells pt. I

Może i wjedzie tak zwany klasyk przez wielkie ETS czy coś w ten deseń, ale mam to w nosie. Staropolanin to jeden z tych tysiąca pięciuset stu dziewięciuset artystów, których coś tam w miarę liznąłem i których dyskografie czekają na jakieś solidniejsze zapoznanie się. Acz nie Bóg wie jak dokładne, bo żeby przesłuchać wszystkie pierdyliard wydań Dzwonów Rurorowych i tym podobnych to jeszcze mnie nie powaliło. W sumie to nawet wszystkich klasyków nie znam jakoś dobrze i domyślam się, że i na nich, i poza nim są rzeczy dobre, a przynajmniej ciekawe.

Chciałem napisać też, że jest też Guitars, ale jak sięgam pamięcią to nie była jakaś szczególnie zła płyta.

I ten, no, może i te wyżej wymieniane remiksy, ponowne wydania, rerecordingi i inne dziwne wydania Tubular Bells to niekoniecznie moja bajka, tak oryginał jak najbardziej nią jest. Wracam doń może i rzadko, ale zawsze z przyjemnością, bo w sumie obie kompozycje to zbiór fajnych, zgrabnych i przyjemnych motywów. Tak po prostu. I odnajduję całkiem zabawnym, że powstały jako test sprzętu audio. Też tak po prostu.

Nie mam nic do dodania - może poza tym, że właśnie sobie wróciłem do tej kompozycji po paru latach i nadal wchodzi jak trzeba. To żeby więc ta notka nie była zbyt krótka i lakoniczna, to zakończę ją żartem. Przychodzi Mike Oldfield do studia nagraniowego, kładzie swoje dzwony rurowe na stole i milczy. Zdziwiony inżynier dźwięku pyta:
- Bolą pana?
- Nie bolą.
- To może za duże?
- Nie, wcale nie.
- A co, za małe?
- Nie. Nie są za małe.
- To co w końcu?
- Fajne, nie?

To ten, bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=BfWJqKIxyGc
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 12 lut 2026 17:23

Słodki dżezu, już się boję

Kolejka 24. (199.)

126. Cigarettes After Sex - Hentai (devotional)
127. Kai Whiston — Brain Fritta (Dragon)
128. Peaches & Herb - Reunited (stripped)
129. Jarrid Mendelson - Lone Trooper (Hien)
130. Dawid Kwiatkowski – Pali się niebo (shodan)
131. Mike Oldfield - Tubular Bells pt. I (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 13 lut 2026 11:26

Cigarettes After Sex - Hentai

Gość ma głos podobny do wokalisty Savage Garden, więc powiedzmy, że z takim podejściem można się szybko oswoić, ale nie jest jakoś lekko kiedy o „seksie” nuci facet, który brzmi jakby nałykał się helu. Nie mam chyba teraz ochoty na takie pretensjonalne piosenki na poważne tematy. Nie mam za bardzo nic do zarzucenia temu kawałkowi, ładna muzyka, natomiast nigdy nie paliłem papierosów po seksie, bo trudno mi sobie wyobrazić coś bardziej ohydnego, a w łóżku to już w ogóle. Tak więc obiektywnie, super kawałek, a subiektywnie, dajcie mi prostytutka święty spokój.

Kai Whiston — Brain Fritta

Pierdu pierdu, ale jak wyłoniła się gitara, to nagle wszystko nabrało jakiegoś kolorytu (rdzawego, ale nadal). Kompletnie bez wgłębiania się kto, co i jak, przyjemne 3 minuty z rasowym pierdzeniem. Trochę mi to przypomina ten podkład pod memy, gdzie ktoś mówi „run” i muzyka napieprza. W każdym razie, na pewne okazje bardzo dobry podkład, nic odkrywczego, ale to bez znaczenia.

Peaches & Herb - Reunited

Murzyn powinien częściej zapodawać murzynów, zresztą wszyscy powinni. Wrzuty takie jak ta, przypominają, że czarni robią rzeczy w sposób wyjątkowy. Refren „reunited and it feeeels so good” oczywiście znam z popkultury, bo trudno nie znać, ale nie pamiętam, czy kiedykolwiek słuchałem całej piosenki, tak więc teraz już na pewno słuchałem. Piękny kawałek, który stanowi takie niepisane intro do „Sexual Healing”. Eh, te murzyny. Potrafią.

Dawid Kwiatkowski – Pali się niebo

Wuja, dwie sprawy. Po pierwsze, wybieraj oficjalne wrzuty, bo jakość tej Twojej, no jest dosyć słaba, żonie by było przykro. Proszę:

https://youtu.be/w0mBl4aaxhw

Po drugie, no kurde Wujas. Żeby mi to było ostatni raz. Nie mówię o utworze, tylko o tych Twoich wyskokach. W każdym razie, wrzucanie tak osobistych kawałków jednak zawsze jest mega ryzykiem, bo ktoś może piosenkę zjechać i ma do tego całkowite prawo. Ja stoję raczej daleko od voicowych wykonawców, chociaż przesłuchałem kiedyś płytę Michała Szpaka (bez kitu). Fajnie, że żona oswaja Wuja z polską muzyką, no ale ja ostatecznie pozostanę obojętny takim wykonawcom jak Dawid Kwiatkowski. Nie mam problemu z tym kawałkiem, no piosenka jak piosenka, ale nie rzucę się raczej na nic więcej, a do tego numeru czy wrócę… nie wiem. Pamiętajmy Ciało i talent.
Bawi mnie jak pod koniec utworu, Kwiatkowski brzmi jakby śpiewał „walnij się, walnij się”. No nic. Pozdrowienia dla żony i życzę wiele pięknych chwil!

Mike Oldfield - Tubular Bells pt. I


Gdyby mnie ktoś jeszcze 10 lat temu zapytał, czy wolę pt 1 czy pt 2, to bym powiedział bez namysłu, że 1, ale obecnie skłaniam się zdecydowanie bardziej w stronę 2. Ale to też zależy od dnia, bo Dzwony piękne są niezależnie od strony i aż szkoda, że to nie jest wrzuta albumowa (ale pół perfekcyjnej płyty już tak). W sumie remiksów TB jest sporo, ale żaden nie jest jakoś bardzo warty przesłuchania jeśli nie jest się kompletnym fanatykiem, który zna każdy dźwięk grający w tle od tyłu. Słuchałem tych wszystkich wersji i mogę spokojnie potwierdzić, że i tak najlepsza jest ta z 1973 r., zwłaszcza biorąc pod uwagę historię, jak to parę lat potem Mike skasował nagranie oryginalnych dzwonów, bo były przesterowane, a namolny inżynier go namówił i generalnie siusiak…
W każdym razie, jedyną inną wersją jaką naprawdę polecam jest wersja 2003, która może jest wypolerowana i wybłyszczona i cyfrowa, ale w tym tkwi jej urok, bo jest całkowicie alternatywnym przeżyciem i oba nagrania doskonale się uzupełniają. Pisząc o Tubularach jedynce jedynce, posłużę się tytułami osobnych segmentów z wersji 2003 r., bo o ile kocham całość, to zdecydowanie ulubione są dla mnie fragmenty Latin, A Minor Tune, Blues, Thrash, Jazz, Ghost Bell i Russian (czyli od 7:42 do 17:08 wersji oryginalnej). Wstępy i finał oczywiście też są super, ale może zwyczajnie już rzygam nimi. Ja nie umiem pisać o Dzwonach bez jednoczesnego rozpisania się na pięć stron, więc już może skończę, niemniej Mike Oldfield wielkim wszystkim jest.
mintaj pisze:
12 lut 2026 16:18
I odnajduję całkiem zabawnym, że powstały jako test sprzętu audio.
Co?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn