Best of Forum IX

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 02 cze 2026 10:46

leci w uja

Igor Herbut – Amnezja i amnestia

Wykonawca tego typu, że nie mam w ogóle chęci go słuchać, ale jak już słucham, to potrafię powiedzieć, że to jest ok. Nic więcej, niż mniej. Ale nadal nie mam ochoty zgłębiać jego twórczości. Wokal poetycko napuszony, logopedycznie wypolerowany, muzyka wyprodukowana na poziomie, tekst jest jaki jest. Opisuje to robotycznie, ale nie trochę taki mam stosunek do tego kawałka. Słucham, kończy się, nie czuję żadnych emocji, a to już jednak problem, biorąc pod uwagę, że na papierze, to jest bardzo munlupowa rzecz (smutny pan, minimalistyczna aranżacja, itd.). No, ale nie jest to złe, po prostu przesłuchałem, nie poczułem nic, lecę dalej.

Midget Ure - If I Was

Nigdy nie wkręciłem się w Ultravox, ale nie będę mówił, że Ure musi być tylko czymś dla fanatyków Ultravoxu, bo to jak powiedzieć, że Bryan Ferry, jest tylko dla fanów Roxy Music. Znam ten kawałek ze słyszenia, teraz dopiero się dowiaduję, że to Ure, niemniej to musi być enjoy, skoro to kojarzę. Musiał myśli, że ewentualne problemy mogą tkwić w przesłodzeniu, czy jakimś cringu z tekstu, ale to jest trochę mdły kawałek po prostu, nie ze względu na słodycz, ale po prostu trochę wieje nudą. Refren jest fajny, ale zanim Ure do niego dociera, to trzeba się przedrzeć przez średnie zwrotki, a potem wchodzi jeszcze intrumentalny mostek z tym komicznym tłuczeniem, zaraz przed kolejnym refrenem. Nie wiem, może po prostu przemawia przeze mnie niechęć do tego typu ejtisów, no ale jestem tylko człowiekiem. A może nawet tym nie jestem?

Roberto - In The Galleria

ROBEEERTOOO (obowiązkowo z włoskim akcentem). Murzyn wlatuje z rigczowym chillem, który dla mnie jest takim naturalnym przedłużeniem klimatów Marengo, czy Mayi, tylko w nowocześniejszej odsłonie. Zdecydowanie kandydat na wakacje, nie wiem, czemu swego czasu Murzyn zamiast tego, wolał mi wrzucać jakieś Męskie sranie SMH. Jest tu taki zestaw małego dużego, trochę rytmu, trochę chillu, trochę retro nostalgii i morskiej bryzy. Nie będzie długiego opisu wrażeń, bo po prostu są tylko dobre.

New Order - The Perfect Kiss

Ale osranyyyyyy… dobra, żartuję. Tzn osrany jak najbardziej, ale lubię TPK na tyle, że nie mam problemu żeby znowu usłyszeć, zwłaszcza, że akurat ten hit nie został zabity przez radio, bo nikt go w Polsce nie gra. Zresztą usłyszeć w radiu New Order, poza Blue Monday w Blue Monday, to i tak fart. Co tu dużo powiedzieć, Albrecht Dicken, znany również jako Bernard Sumner, jęczy jak pijany polak na karaoke, ale to jest też piękne w tym zespole, że on mimo tego wszystkiego nadal jest do przyjęcia w tych piosenkach. No i kurde ŻABKI. Moje wspomnienia z tym kawałkiem orbitują koło Adriana M. bo dwukrotnie widzieliśmy ten kawałek na żywo, w wykonaniu Petera Hooka i to zawsze był fajny moment, a ludzie kochają ten kawałek.

Juno Reactor — Jardin de Cecile

Juno Reactor zawsze na propsie, więc to będą łatwe prospy. Z lat 90, trudno by mi było wybrać coś, co naprawdę Watkinsowi nie wyszło. O ile goły trance mnie nigdy nie wciągnął, tak goa lubiłem i lubię, a zwłaszcza w takim, wysublimowanym wykonaniu. Jest tu trochę kosmosu w motorycznym wydaniu, trochę jak w „Spacetrain”, tylko oczywiście trochę inaczej. Fenomenalne rzeczy robione z basem, fajny sampling akustycznych perkusjonaliów, dużo dobrego tłuczenia, które sprawia, że człowiek ma ochotę się ruszać bardziej, niż po całej edycji klubowej Depeszwizji. Jednocześnie, na spokojnie, w słuchawkach, dostarcza tyle samo radości. No, ale Juno Reactor.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6856
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 02 cze 2026 12:35

sorry

Agent Orange – I Kill Spies

Czy ja pisałem o tym, że THPS 4 to jedyna część tej serii, w którą grałem nieco dłużej niż ogrywanie demka u kogoś w popołudnie? To napiszę po raz kolejny. Utworu z depeszwizji nie pamiętam praktycznie wcale, więc zakładam, że nie zażarł, ten jest... intrygujący. Mam wrażenie, że słucham jakiegoś motywu z nieistniejącego filmu z Bondem, ale takiego z akcją na Hawajach i w którym goni zbirów w okularach i hawajskiej koszuli, korzystając z gadżetów ukrytych w szklance z drinkiem o nazwie SEX ON THE BEACH. Czy czegoś podobnego, na pewno sami wpadliście na ciekawsze i błyskotliwsze porównania niż moje. Rzecz ciekawa, nie wiem czy zostanie ze mną na dłużej, bo ja raczej rzadko zarzucam na ruszt surf rock, a ostatnio to w ogóle nie mam praktycznie ochoty na granie z gitarami. Zakładam, że może do mnie wrócić w lepszych okolicznościach przyrody, bo jest po prostu dobra, więc łapkę w górę zostawię.

Igor Herbut – Amnezja i amnestia

Lubię gdy shodan wyciąga jakieś śpiewające panie albo hity z lat 90, których nie znam/znam z nazwy, ale fanem klimatów bliskich do Voice of Poland to ja nie jestem i chyba już nie zostanę. Był kiedyś taki eksperyment, że próbowano na podstawie ankiety przeprowadzonej na reprezentatywnej grupie ankietowanych stworzyć najlepszą i najgorszą piosenkę na świecie. Obie były koszmarne - najgorsza brzmiała jak karykatura Alan's Psychedelic Breakfast w wykonaniu dzieci z podstawówki, najlepsza - jak amalgamat wszystkich radiowych przebojów. Zakładam, że domyślacie się do czego zmierzam, więc przekornie nie napiszę, że wolałem piosenkę gorszą, a propozycja Artura to chałtura i kiła na sto fajerek. Nie, ja po prostu tego nie czuję i tyle. Mógłbym pisać, że pianinko takie, wokal siaki (technicznie pewnie poprawny, ale mi się nie podoba), ale nie wiem czy to ma większy sens.

Midge Ure - If I Was

Zabawnie, że wrzucając NO, rozpisywałem się o ejtisach i melancholii, po czym ktoś wrzuca utwór wokalisty zespołu, który jest sztandardowym tego przykładem i do którego nie mogłem się nigdy przekonać. Nie wiem dlaczego tak jest, ale tak jest. Z tym kawałkiem zawsze miałem problem - chyba tej ejtisowej słodyczy jest tu na tyle dużo, że nawet takiego konesera Radia Złote Przeboje (nigdy sam z siebie go nie włączyłem) mdli. I teraz sobie go tak słucham pierwszy raz i mam to swoje klasyczne wewnętrzne rozdarcie. Takie wiecie, w stylu że ja wiem, że to dobry kawałek, fajny i w ogóle, dobrze skomponowany, a z mojej perspektywy to nawet ten tekst nie trąci banałem, zresztą kaman - kampowość i lekki kicz pasują do tej muzyki jak Cola do obiadu. W tym momencie sam zawołałem EUREKA - bo uświadomiłem sobie, że słuchając tego utworu czuje się trochę jakby ktoś dosypał łyżkę cukru do coli. I niby nadal jest smaczna i dobra, ale jednak mnie za bardzo mdli.

Roberto - In The Galleria

Czy przez kilka dni słuchałem zupełnie innego kawałka przez pomyłkę? Być może. Ambientem house'm bym raczej tego nie określił, raczej bym szedł w kierunku deep house'u, a końcówka trochę nawet i trąci acidem? Cholerne szufladki. Niezależnie od tego do której go wrzucimy - jest to utwór z gatunku tych W PYTĘ. Takich wiecie, lajtowych, czilerskich elektronik do leżenia na słońcu czy czilowania. Trochę lakonicznie, ale to też nie jest jeden z tych utworów, o których pisze się eseje. Liczę na więcej niszowej elektroniki.

Juno Reactor — Jardin de Cecile

Kurczę, totalnie nie mam ochoty na growe nowości - trochę pod tym kątem jestem jak założyciel tego forum, który napisał kiedyś, że nie ma zamiaru słuchać muzyki po 1998, bo jej nie potrzebuje. Ja nie jestem aż tak zatwardziały, ale ostatnio sobie odświeżyłem kurzące się na chacie PS3, które przerobiłem oraz na którym mam dużo tytułów, których nie odpaliłbym na niczym innym i tak po prawdzie - nie potrzebuję wiele więcej do szczęścia. Trochę dziwnie tak pisać o PS3 w kontekście Juno Reactor, które wręcz totalnie trąci latami 90., PSXem i Wipeoutem. Bardzo fajna, soczysta, z mocnym basem - brak tych wszystkich "orientalnych" pierdół mocno mi tu robi, bo to jedna z tych rzeczy, która odrzuca mnie od tej muzyki.
Ostatnio doszedłem do wniosku, że chciałbym wychowywać się w Europie Zachodniej w latach 90. bo to pewnie byłby jedno z najlepszych miejsc i najlepszych okresów do życia ever. Nawet psytrance wtedy było znośne!

Znowu 50/50 kolejka
DEPESZWIZJA 118: edycja instrumentalna (bez ambientu)
DO WTORKU POŁUDNIA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18316
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 02 cze 2026 21:47

Agent Orange – I Kill Spies

Nie jest to w sumie najgorszy utwór z worka z napisem „THPS”. Bywały dużo gorsze. Tutaj jest przyzwoicie, choć utwór z dwizji był jednak lepszy. Nie jest to rzeczywiście jakiś mocno punkowy utwór. Na szczęście. Choć kompletnie nie mam pojęcia, co to takiego surf rock. Ja w sumie nie czuję tutaj żadnego serialowego vaibu. A już na pewno nie z Bonda czy innego szpiegowskiego serialu. W ogóle nie mam żadnych skojarzeń. A jak nie mam skojarzeń, to najpóźniej jutro o tym zwyczajnie zapomnę.

Midge Ure - If I Was

Może to kiedyś i słyszałem? Sam nie wiem. Ale dopiero po paru odsłuchach coś tam słabo zaświtało. Generalnie mamy eitisowy hicik w stylu Musiała. Lubi chłopina takie klimaty fest. Ja niestety nie bardzo. Po prostu mnie to nie chwyta i nigdy nie chwytało. Oczywiście mogę posłuchać bez problemu i jakiejś niechęci. Ale jakoś wkręcić się nie byłbym w stanie. Sam z siebie bym takiej muzyki nie włączył. No cóż, każdy lubi co innego. I mimo iż chodzi w tej zabawie o to, żeby się przełamywać i kupować rzeczy z nie swojej bajki, to jednak nie wszystko się da. Taka nuta nie chwytała mnie „na żywo” w eitisach, nie chwyta teraz tym bardziej. Poza tym utwór jest zdecydowanie za długi i ma jednak dosyć nieładny mostek.

Roberto - In The Galleria

Tutaj to nie wiem co napisać. Nie jest to nic złego oczywiście. Muzyka z centrów handlowych? Czemu nie? Albo do poczilowania na jakiejś egzotycznej plaży pod parasolem. Typowy muzak. I nazywanie czegoś muzakiem nie jest wcale obrazą. Bo taka nuta też jest czasami potrzebna. Nawet jak sobie cichutko brzęczy w tle. Do wsłuchiwania się wieczorem w fotelu już raczej nie. Bo zaczyna przynudzać. Taki to jest typowy czasoumilacz bym powiedział.

New Order - The Perfect Kiss

A tutaj mamy kolejny numer z eitisów, ale jakże inny. O ile Ure nie wywołuje u mnie żadnych emocji, tak przy New Order czuję się jak w domu. Ma ten zespół po prostu coś takiego w swojej muzyce, co zawsze mnie pociągało. Może to coś w brzmieniu, może w wokalu Bernarda, może po prostu coś w samych kompozycjach. A może wszystko po trochu. Ale tego chce się słuchać. Minęło od tamtych czasów już tyle dekad, a jednak muzyka NO wciąż wywołuje u mnie tak pozytywne emocje. No a The Perfect Kiss to oczywiście jeden z najfajniejszych ich utworów. Przynajmniej z tamtej dekady. Najbardziej podoba mi się druga instrumentalna część utworu począwszy od kumkania żab.
Myślę, że łatwo się prejzuje taki zespół jak New Order zważywszy na to, że znam go już prawie 40 lat. No ale to dobra muzyka po prostu.

Juno Reactor - Jardin de Cecile

Kurde utwór wrzucany kiedyś chyba w dwizji pamiętam jako dosyć nieciekawy. Tutaj jest dużo lepiej. Choć na początku przewracałem też trochę oczami. Ale po kilku razach się ładnie przyjęło jednak. Musiałem się lepiej wsłuchać po prostu. Fajny klimatyczny początek. W ogóle klimat bardzo mocno zajeżdża mi jakimiś starymi grami w stylu ścigałki czy nawet FPSy. Pasowałoby mi to idealnie do takiego cyberpunkowego Deus Exa. Jak w mordę. Pod koniec jest też trochę kosmicznie (inwazja ufoludków). Ten bit z kolei kojarzy mi się trochę nawet z pewnymi rzeczami, jakie robili PSB w swoim czasie. Krótko mówiąc utwór przywodzi na myśl wiele różnych skojarzeń. A to chyba w muzyce nie do przecenienia. Utwór mimo 7 minut przelatuje niepostrzeżenie, a to też świadczy o nim dobrze. Jest ok.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7378
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 cze 2026 12:00

Agent Orange - I Kill Spies

Surf rock to mi się zawsze kojarzył z jakimś Donavonem Frankenreiterem przynajmniej, względnie, nie wiem, któraś odmiana Bicz Bojsów albo Michael McDonald xD To jest dla mnie solidnie post-punkowe, ale w zasadzie to mam w dupie etykiety (wszystkie, zmieściły się) i - jak głosi głos otwierający numer otwierający moją albumową (kto słuchał ten wie), "there's only two kinds of music - good and bad". To jest "good music", podoba mi się i ląduje na prywatnej post-punkowej na Spotifaju. Czuję się potencjalnie zachęcony do dalszych eksploracji, zrobię sobie post-punkowe lato (ale takie z deską surfingową). Fajna rzecz, podoba mi się, będę słuchał ^^

Igor Herbut - Amnezja i Amnestia

Najlepsza z tej wrzutki jest chyba okładka lol, choć gość mógłby stać jeszcze dalej, dałoby to ciekawszy efekt. Zaczyna się spoko, pianinko lekko ambientowe (a przynajmniej ambientujące), wokal niestety... nijaki mocno. Tzn. jeszcze by uszedł, ale chyba w jakimś innym języku niż polski. Ale też niekoniecznie angielski. Niestety, czuję cringe, ale to nic osobistego, mam tak bardzo często z polską muzyką, polskimi tekstami, polskimi wokalistami. Minimalistyczna aranżacja na plus, wokal flaczeje, ale nie odrzucam w całości. Instrumental mógłby być naprawdę fajny, ciekawym, czy istnieje? Póki co sobie cziluję, teraz czil się przyda. Choć korci mnie zabrać ten kawałek na rower...

Roberto - In the Galleria

Murzyn wraca z wakacyjnymi bitami. Btw, w sumie już nie pamiętam, czemu Chill Mate spadło? Ja bym odwiedzał regularnie, po takie rzeczy grzechem byłoby nie zaglądać. RiGCz na RiGCzu i RiGCzem pogania, świetny kawałek. Lato w mieście, lato nad jeziorem, lato nad morzem, może nie Miami Beach, ale jadąc rowerkiem po waterfroncie nad Potomakiem w Waszyngtonie podpowiadałem sobie podobne rytmy w głowie. Szkoda, że wówczas tego nie znałem. Bardzo dobry numer, lato jest gdzieś blisko i mam nadzieję, że w końcu będzie udane. Tu i ówdzie się ładnie zaczyna składać, ale też rok i dwa temu było podobnie... Zawsze są bity Murzyna, cokolwiek <3

New Order - The Perfect Kiss

Mentos trochę mało RiGCzu akurat wykazał wrzucając single edit, nie zaś prawilną i prawdziwie "substancjalną" wersję co trwa 8 minut i zawiera kapitalne basowe intro Hooka. Śmiesznie, bo ja jesienią 2005 poznałem ten właśnie edit i potem zasysając różne bootlegi nie rozumiałem, czemu na koncertach grają wersję z teledysku i czemu wersji z teledysku nie ma studyjnej - otóż była, tylko na wówczas jeszcze winylowym Substance, remaster musiał trochę poczekać xD Co tu dużo, uwielbiam New Order, uwielbiam ten numer, choć wolę dłuższą jego iterację. Bas świetny, Sumner świetny, no i te ŻABKI. Poza tym, jak to gdzieś kiedyś przeczytałem w wątku redditowym poświęconym interpretacji tekstów piosenek NO, "the gun is a penis, same as in 1963". Propsy i laury!

Juno Reactor - Jardin De Cecile

Jeszcze raz między wykonawcę a tytuł wleci półpauza a uwierzę, że Dragonowi opisy tworzy kol. Czad z Dżibuti. Dopóki nie wleciał kick i bas, to było trochę new age'owo wręcz, ale potem poczułem się, jakbym grał w Re-volt lol. Bardzo podobne rzeczy przygrywały w tle. Całkiem spoko nuta, faktycznie ciągnie nieco najntisami, ale w ten fajny sposób. Mentos wyżej napisał, że chciałby dorastać w najntisach w Europie Zachodniej i tbh się z nim mogę zgodzić. Wówczas wszystko, co na zachód od Łaby naprawdę było namacalną cywilizacją pod wieloma względami, my zaś nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jaką byliśmy dla nich barbarią xD Wciąż trochę jesteśmy, ale szczęśliwie się to powoli wyrównuje. No, ale JAŁTA. Dobra porcja elektronicznego grania, można wyczilować.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6856
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 cze 2026 12:09

Ale bym się wkurzył jakby się okazało że ktoś tu używa ai do pisania!

W sumie faktycznie mogłem wrzucić dłuższą wersję ale tbh kocham obie
DEPESZWIZJA 118: edycja instrumentalna (bez ambientu)
DO WTORKU POŁUDNIA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10306
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 cze 2026 12:12

alt plus 0151 to już jest mój odruch w pracy... fajniej wygląda hehe

i widać że piszę z lapka, zawsze specjalnie siadam do tekstów i ostatnich odsłuchów
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18316
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 cze 2026 13:07

devotional pisze:
03 cze 2026 12:00
ale potem poczułem się, jakbym grał w Re-volt
Pisząc o skojarzeniach ze ścigałkami też m.in. Re-volt miałem na myśli. :tak:
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 cze 2026 13:12

To mamy komplet, tak? Panowie, dawać wrzuty.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7378
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 cze 2026 13:19

Jedziemy Malinaaaaaaaaa

Gigi D'agostino - Another Way (1999)

Byliśmy w roku 2006, teraz będziemy w 2003, ale w 2002 trochę też. Musiał AD 2002 to ostatnia klasa podbazy, walkman w łapie i albo muzyka z gier (nagrywana tak, że pustą taśmę wsadzałem do magnetofonu z mikrofonem i podstawiałem tenże pod monitor swojego starego kompa, który z kolei miał głośniki), albo MIDI (zgrywane na kasety w ten sam sposób), albo ew. Forever Young od Alphaville na jednej stronie i A Kind of Magic na drugiej tej samej kasety. Ale jakieś inne rzeczy też do mnie docierały, głównie przez siostrę cioteczną albo przez ziomeczków czy radio, no bo jak inaczej w tamtych czasach? Do 2000 roku nasza sala informatyczna nie miała łącza internetowego xD

Wśród tych MIDIków był sobie utwór pt. Another Way bez dopisanego wykonawcy. Podobał mi się, bo ja zawsze lubiłem takie, par excellence, umpa-umpa klimaty, więc słuchałem często. Rok później miałem już discmana, kompa z nagrywarką i dostęp do tony muzy pozyskiwanej Bóg wie skąd od kumpli ze szkoły, więc katowałem ją masowo. Głównie radiowy szajs, ale np. Another Way w wersji wokalnej, a w zasadzie po prostu prawdziwej, też tam było xD Więc słuchałem dużo i często. O Gigim wiedziałem to i owo, bo jego drugi album, L'amour Toujours krążył po klasach do odsłuchu, kto nie zna tytułowego? Albo Bla Bla Bla? Człowiek kiedyś jarał się prostymi rzeczami heh.

No więc i ja lubiłem do Gigiego wracać, ba! nawet dziś co jakiś czas odpalę sobie L'amour Toujours właśnie, choć teraz trochę siara odkąd członkowie "najbardziej propolskiej partii w Niemczech" (słowa odpowiednio Brauna i dra Mentzele, jakże polskie nazwiska btw) zaczęli do tego kawałka śpiewać antyimigranckie kantyczki xD Wciąż jednak sentyment wygrywa. Kończyłem podstawówkę 24 lata temu, przerażające to jest trochę. Ale pamiętam, że wiosna była wtedy ciepła, podobnie jak lody w sklepiku przed szkołą, zaczynały się wakacje, mogłem grać na nowym kompie w Maxa Payne'a i życie w ogóle było nieco luźniejsze. Czy bym wrócił? Ni siusiaka lol.

Ale do Gigiego mogę zawsze <3

https://www.youtube.com/watch?v=CS-q7oD ... rt_radio=1

Btw, polecam też wideo do tego numeru z epoki, jest tak złe, że aż dobre.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10306
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 cze 2026 14:47

Warmth — Insight (2016)

W przededniu wolnego załamanie pogodowe... lepiej nie mogłem trafić. Walka z przeziębieniem, obolałe mięśnie, pulsujące wszystko. Jak gdybym nie miał nic ciekawszego do roboty? Tak się bawić nie będziemy, wjeżdża przerywnik ambientowy prosto z serca moich wieczorno-nocnych posiedzeń. Już myślałem, że przeszło mi zasypianie w trakcie, ale wczoraj wyjątkowo szybko mnie zmiotło. Z drugiej strony odsiedziałem swoje przy biurku, potem ze znajomymi znowu wizytowałem znajome rewiry teatralne... To specyficzne ciepło, aż czuć pulsujące ciało w każdym jego elemencie. W takich okolicznościach o słuchaniu nie ma mowy. Prędzej odlot w krainę snu w towarzystwie sprzyjających dźwięków. W czasie pierwszych wrocławskich schadzek, na początku bestki, budziła się moja ambientowa nerdoza. Teoretycznie była od zawsze, tylko czasem trudno klasyków elektroniki sprowadzić do bycia twórcami ambientowymi. Pierwszą płytę Warmth usłyszałem właśnie w 2022 roku. Kiedyś zastanawiałem się, jak to jest z tym RYMem, że w przypadku tego typu twórców inne płyty są popularniejsze od pozostałych. To pewnie prędzej kwestia tego, czy pierwsza zażre. Jeśli tak się dzieje, to potem łatwiej wybierać z palety. Gdy już usłyszycie pierwsze utwory, to wtedy raczej można śmiało sugerować się okładką — widać, jaki klimat się szykuje. Warmth raczej metody twórczej nie zmienia. Czasem jest więcej dźwięków otoczenia, czasem to tylko elektroniczna symulacja. Nie raz, nie dziesięć już wsiadłem do tego pociągu i w większości przypadków wstawałem gdzieś pomiędzy głębokim snem a dezorientacją w czasie (przestrzeń jasna, wiem gdzie mam łóżko...). Pewnie tej nocy też sobie wybiorę coś w tym stylu. Albo to czas przyspieszył absurdalnie albo to ja coraz częściej jestem zmęczony.

https://www.youtube.com/watch?v=45WzRhd9T7c
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18316
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 05 cze 2026 20:35

Hey - Anioł

W latach 90' miałem naprawdę potężną fazę na ten zespół. Słuchałem ich bardzo dużo. Lubiłem wokal Nosowskiej, lubiłem ich gitarowe brzmienie. I mieli sporo naprawdę dobrych utworów. Moim ulubionym albumem Hey był "Ho!", natomiast Anioł pochodzi z płyty "?". Gdzieś pod koniec lat 90' byłem nawet z moją żoną, a wtedy jeszcze dziewczyną, na ich koncercie. Chyba to było w Olecku. Grali Lady Pank i właśnie Hey. Byłem pod niemałych wrażeniem mocarnego brzmienia na żywo. Lady Pank zresztą też zaprezentowali bardzo ciekawe wersje swoich utworów. Zupełnie co innego niż na płytach.
W obecnym stuleciu rzadko do Hey wracałem. Nowszych płyt nawet chyba nie znam. Ale za tamtą zajawkę z lat 90' należy im się miejsce w bestce.

https://www.youtube.com/watch?v=dW01WsV ... rt_radio=1
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13787
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 cze 2026 20:55

Do wspominek fanpejdżowych jeszcze powrócimy, tymczasem... chwila słodkiego lenistwa, wyciszenia ale po mojemu. Ostatnie dni to czas przemęczenia i przebodźcowania, było trochę stresów, teraz ciśnienie powoli opada, atmosfera ogółem niezbyt sprzyjająca wenie a bezwen nie sprzyja forumowym pisaninom. Ot kolejny moment zniechęcenia ale po dołkach przyjdą lepsze dni wierzę, raz na jakiś czas każdy łapie tu zadyszkę. Tym bardziej szacunek dla Wuja który choć wyleciał z depeszwizji na jedną edycję potrafił usiąść i odkopać parę olanych tematów. Mi chwilowo trudno zmotywować się do czegokolwiek więc nie będę się silił i szukał daleko, polecę po prostu porządnym czarnym deep cutem...

Smif-N-Wessun - P.N.C.

Zimą częstowałem Was pierwszym wykonawcą z rodziny kolektywu Boot Camp Clik jakim była grupa Black Moon, dziś - wiosną - zapraszam na odcinek nr 2. Rok 1995 przyniósł drugi album spod szyldu BCC, tym razem poprzez debiut duetu Smif-N-Wessun w skład którego wchodzili raperzy Tek oraz Steele. Wówczas wydali oni album Dah Shinin' który do dziś - tak samo jak debiut Black Moon - uznawany jest za kolejny klasyk czarnego undergroundu. P.N.C. to skrót od Partners iN Crime oznaczający po prostu dobrych kompanów na śmierć i życie, takich jak właśnie duet Smif-N-Wessun. Mam słabość do tego numeru głównie ze względu na brzmienie tego bitu produkcji Beatminerz i magicznego klimatu użytych tu sampli, to jest właśnie takie zamulone brzmienie które pasuje mi pod taką wiosenną szarówkę i wieczory po deszczu jak choćby właśnie dzisiaj.

Mam nadzieję że Wam siądzie i czekajcie na kolejne odcinki tej serii - lato oraz jesień ;-)

https://youtu.be/Bs0F4ANf0qQ?is=1S0sBoXXW5knockx
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13787
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 cze 2026 11:48

Halo, koledzy?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10306
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 cze 2026 12:42

albo gramy albo sramy
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6856
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 cze 2026 18:00

sorry

Souls of Mischief - 93 'Til Infinity

Pamiętacie mój cykl sprzed trzech lat (JEZU KIEDY), w którym wrzucałem utwory, które potencjalnie byliby w stanie wrzucać inni bestkowicze? Jeśli nie, to i tak nie ma to znaczenia, bo właśnie zaczynam jego drugą edycję. Tym razem bez opisów stylizowanych na poszczególnych dewotów wygenerowanym za pośrednictwem chatu GPT, bo o ile w 2023 to jeszcze mogło przejść, tak teraz już tak se.

To ten, Souls of Mischief to jedno z moich ostatnich odkryć z tzw. pracy. Jestem nią cholernie wypalony w ostatnim czasie (i choćby z tego powodu jakoś tak ociągam się z tym, by ogarniać forumowe zabawy), ale ma ona jedną, niezaprzeczalną zaletę - mogę w jej trakcie założyć słuchawki i słuchać muzyki bądź Tetryków przez bite 8 godzin, z czego skwapliwie korzystam. Jakoś tak w ostatnim czasie odkryłem, że jest to znacznie ciekawsze i bardziej stymulujące niż interakcje ze współpracownikami.

I nawet nie chcę tutaj zasugerować, że nie ma sensu tego robić, bo to naprawdę jest jedna z tych kwestii na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi TAK lub NIE, ani ich nie lubię. Po prostu jestem jedną z tych osób, które uważają, że przebywanie w jednym miejscu przez ww. 8 godzin dziennie to zazwyczaj trochę za mało, by nawiązać z kimś sensowną relację, bo zazwyczaj jestem w tym miejscu tylko po to, by zrobić swoje i wyjść.

Dlatego jestem ja i moje Sennheisery (które wyrwałem bardzo tanio na Allegro Lokalnie) na których poznaję rzeczy przeróżne. I jest SOULS OF MISCHIEF. KAPITALNY jazz-rap, nagrany w prawdopodobnie NAJKAPITALNIEJSZEJ epoce dla muzyki rozrywkowej (czyli najtisach), z KAPITALNYM hookiem oraz KAPITALNĄ produkcją Dela the Funkee Homosapiena. KAPITALNIE, co nie?

Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=jWzDLDKl5oM
DEPESZWIZJA 118: edycja instrumentalna (bez ambientu)
DO WTORKU POŁUDNIA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 cze 2026 19:15

Byłem ciekawy, jak długo panowie będą lecieć w siusiaka, jeśli ja nie wjadę. Wynik śmieszny. Więcej nie będzie takich forów.

Common Perry – Better Off

Jest już czerwiec w pełni, dzięki zamulaniu kolegów, nadal lecę z piątką majową. Jest taki mikrokącik wrzut SKA, których fanem do tej pory była jedna osoba – Murzyn, i to hejtując w pierwszej chwili pierwszą wrzutę z tego kącika. W ubiegłym roku nic nie było, bo dawałem elektronikę, ale w tym roku wracamy. Czy Murzynowi się spodoba, nie wiem. Common Perry to band raczkujący, który załapał się z kawałkiem na soundtrack do wydanego w ubiegłym roku „Tony Hawk Pro Skater 3+4” w ramach promowania nowych talentów. Czy to jest jakiś wielki talent? Nie wiem, bo kawałek to jest mega typowy ska punk, może trochę ostrzejszy i bardziej punkowy niż zwykle, ale może zwyczajnie mi się wydaje. Ameryki nie odkrywają, ale nadal uważam, że na tle wielkich ilości gówna w klimatach Ska, ten kawałek jest bardzo spoko. Tak brzmi dla mnie wstęp do lata. Deska, piwko i trąbki. Dla mnie bardziej deska od sracza, piwko zero i trąbka pachą, no ale można chociaż powspominać młodsze czasy dzięki muzyce ludzi, którą tworzą ludzie, którzy rodzili się kiedy ja jeździłem na desce. Nie ważne. Trochę słonecznych klimatów on MUNLUPA.

https://youtu.be/AZf6Dt6L7Ho?list=RDAZf6Dt6L7Ho
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6856
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 cze 2026 19:20

nie bardzo kumam sensu tego eksperymentu, ale ja chyba naprawdę mało kumam
DEPESZWIZJA 118: edycja instrumentalna (bez ambientu)
DO WTORKU POŁUDNIA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10306
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 cze 2026 19:23

czas na eksperyment: wrzucamy wtedy, kiedy już mamy gotowe
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24625
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 cze 2026 19:25

Przecież sobie jaja robię
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6856
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 cze 2026 19:28

dupa xd
DEPESZWIZJA 118: edycja instrumentalna (bez ambientu)
DO WTORKU POŁUDNIA