Murzyn naszym bohaterem <3stripped pisze:27 sty 2022 13:15Jak Melki wrzuci swój typ przypomnę kolejność tej kolejki i będę czuwał nad tym
Best of Forum (Edycja albumowa)
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Re:
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
In Murzyn we trust 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Powiem Wam dlaczego mialem pomysl, zeby dyskusja byla w oddzielnhm temacie. Tu juz jest niezly galimatjas. Zeby znalezc album ktory chce sie posluchac, trzeba mocno sie wyginac po stronach tego tematu, zeby to znalezc. A pamietajmy, ze im dalej w las, tym wiecej drzew.
Enjoy The Silence
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
A gdybym linki do wszystkich albumów zamieścił w pierwszym poście tego tematu?
Aby na przyszłość łatwiej było szukac, mógłbym wpisać listę naszych propozycji każdej kolejki kolejno lub ulozylbym wg członków forum?
Aby na przyszłość łatwiej było szukac, mógłbym wpisać listę naszych propozycji każdej kolejki kolejno lub ulozylbym wg członków forum?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Nie wiem w jaki sposob, ale mysle, ze naprawde przydaloby sie to jakos wyodrebnic, bo naprawde bedzie wielkie zamieszanie. No ale widze, ze chlopaki nie chca tak.
Enjoy The Silence
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Zrób tak stripped. Ja i tak już sobie zacząłem wypisywać tytuły w zeszycie (a gdzież by indziej) z krótkim opisem, żeby mieć szybki wgląd. Ale linki w jednym miejscu to byłoby bardzo przydatne.
Przesłuchałem już wszystko po 2-3 razy. Bałem się niektórych płyt, ale okazało się, że niepotrzebnie.
Czekamy na Melkiego.
Przesłuchałem już wszystko po 2-3 razy. Bałem się niektórych płyt, ale okazało się, że niepotrzebnie.
Czekamy na Melkiego.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Zdecydowanie lepiej będzie wpisywać te płyty kolejka po kolejce.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
shodan hardkor, ja raptem Hiena płytę raz porządnie przesłuchałem 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
A zacząłem dopiero wczoraj.
A może niech będzie ten temat jak jest, a w oddzielnym wypisywać tylko wg kolejek same tytuły z linkami? Wtedy każdy będzie miał szybki wgląd jak będzie czegoś szukał. Albo lista wg osób. Lista ta byłaby co kolejkę aktualizowana.
A może niech będzie ten temat jak jest, a w oddzielnym wypisywać tylko wg kolejek same tytuły z linkami? Wtedy każdy będzie miał szybki wgląd jak będzie czegoś szukał. Albo lista wg osób. Lista ta byłaby co kolejkę aktualizowana.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie ma co rozdrabniać, to naturalne że najświeższa kolejka jest w najnowszych odpowiedziach w temacie, a pierwszy wpis jest zbiorczy.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Macie problem jakby tu było sto stron to przeglądania. Kopiujcie sobie linki na bieżąco do jakiegoś Worda xD ja się dostosuję do decyzji reszty.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jak będzie komplet to będę na bieżąco i tak wrzucał listę kolejności z linkiem do aktualnie omawianej płyty. Poza tym ja np. Wasze typy, te playlisty od Was od razu dodaję sobie do biblioteki na YouTube.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
No ja juz wszystko przesluchalem no i czekamy na Melkiego
Enjoy The Silence
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Na dobry początek pora na jeden z tych albumów, które dobrze obrazują moje podejście do słuchania muzyki:
Blondie - Eat to the Beat:
https://www.youtube.com/watch?v=vEjCDri ... _78tEqNE0Y
Wszystkie piosenki z tej płyty mają wideoklipy (to był w ogóle pierwszy taki album, zdaje się, rok wydania 1979). Tutaj jest brakujący utwór tytułowy, utwór, który został pomyślany jako żart (wystarczy znaleźć tekst piosenki o jedzeniu pizzy, Alka Seltzerze itd.) w klimacie punkowym (Blondie wywodzi się z nowojorskiej sceny punkowej):
https://www.youtube.com/watch?v=4jCQdqrDjvg
Kolejność klipów nie jest taka, jak kolejność na płycie, żeby się ktoś nie zdziwił. Większość z nich przedstawia zespół na takiej czy owakiej scenie. 12 piosenek, które prezentują style od Sasa do lasa, ale razem łączą się dobrze w jedną całość. Nigdy nie przeszkadzało mi szybkie, kontrastowe zmienianie się stylów (efekt słuchania radia, ale też albumów takich jak ten). Mamy tu więc klasycznie rockowe przeboje (przede wszystkim otwierający Dreaming z kapitalną grą na perkusji Clema Burke'a oraz kończący Living In The Real World, a, i jeszcze Union City Blue i Accidents Never Happen), hardrockowy The Hardest Part, powolną i nastrojową Shaylę, kołysankę Sound-a-sleep, reggae w Die Young Stay Pretty, hałaśliwy i chyba najsłabszy na płycie Victor...
Moim faworytem pozostaje jednak nawiązująca mocno do lat 60. piosenka Slow Motion, nigdy nie wydany singiel (bo kolejnym przebojem Blondie stało się Call Me). Dynamiczna, żywiołowa, refren pojawia się, co ciekawe, dość późno i w dużej mierze pełni funkcję outra. Szkoda, że taka petarda nie stała się szerzej znana. Blondie, jak to napisał ich menedżer, nie chcieli się ograniczać do jednego stylu, chcieli spróbować wszystkiego. Często ze znakomitym efektem.
Aha, ja zapomniałem o bodaj największym przeboju z tej płyty - łączącym w sobie energię rocka i taneczność disco Atomic!!! A słuchałem przecież Atomic ze trzy dni temu. Samą płytę poznałem gdzieś w okolicach mojej osiemnastki, to był wtedy najchętniej i najczęściej odtwarzany przeze mnie album, zwłaszcza czwórka: Accidents Never Happen-Slow Motion-Shayla-Sound-a-sleep (swoją drogą, ta piosenka ma naprawdę usypiającą moc). A potem szedłem na różne dodatkowe zajęcia, naładowany już przed działaniem. To był piękny czas, świetni ludzie, działo się wtedy wiele i te wspomnienia czegoś, co już nie wróci, zostały we mnie na dobre. Album energiczny, pełen pozytywnej mocy, pierwsza część jest chyba bardziej zwarta od drugiej (Sound-a-sleep po Atomic, a przed Victorem...) Generalnie jeszcze dziś oceniam go bardzo pozytywnie (tylko do Victora jestem nastawiony sceptycznie).
W sumie nie napisałem wiele o muzykach, ale w tym zespole nie było wirtuozów, byli za to świetni autorzy piosenek: gitarzysta Chris Stein to wybitna pod tym względem postać. Do tego znakomity perkusista Burke i obdarzona magnetycznym wdziękiem wokalistka Debbie Harry (w ogóle: Blondie to cały zespół, wszystkie te sześć postaci). Świetny album!
Blondie - Eat to the Beat:
https://www.youtube.com/watch?v=vEjCDri ... _78tEqNE0Y
Wszystkie piosenki z tej płyty mają wideoklipy (to był w ogóle pierwszy taki album, zdaje się, rok wydania 1979). Tutaj jest brakujący utwór tytułowy, utwór, który został pomyślany jako żart (wystarczy znaleźć tekst piosenki o jedzeniu pizzy, Alka Seltzerze itd.) w klimacie punkowym (Blondie wywodzi się z nowojorskiej sceny punkowej):
https://www.youtube.com/watch?v=4jCQdqrDjvg
Kolejność klipów nie jest taka, jak kolejność na płycie, żeby się ktoś nie zdziwił. Większość z nich przedstawia zespół na takiej czy owakiej scenie. 12 piosenek, które prezentują style od Sasa do lasa, ale razem łączą się dobrze w jedną całość. Nigdy nie przeszkadzało mi szybkie, kontrastowe zmienianie się stylów (efekt słuchania radia, ale też albumów takich jak ten). Mamy tu więc klasycznie rockowe przeboje (przede wszystkim otwierający Dreaming z kapitalną grą na perkusji Clema Burke'a oraz kończący Living In The Real World, a, i jeszcze Union City Blue i Accidents Never Happen), hardrockowy The Hardest Part, powolną i nastrojową Shaylę, kołysankę Sound-a-sleep, reggae w Die Young Stay Pretty, hałaśliwy i chyba najsłabszy na płycie Victor...
Moim faworytem pozostaje jednak nawiązująca mocno do lat 60. piosenka Slow Motion, nigdy nie wydany singiel (bo kolejnym przebojem Blondie stało się Call Me). Dynamiczna, żywiołowa, refren pojawia się, co ciekawe, dość późno i w dużej mierze pełni funkcję outra. Szkoda, że taka petarda nie stała się szerzej znana. Blondie, jak to napisał ich menedżer, nie chcieli się ograniczać do jednego stylu, chcieli spróbować wszystkiego. Często ze znakomitym efektem.
Aha, ja zapomniałem o bodaj największym przeboju z tej płyty - łączącym w sobie energię rocka i taneczność disco Atomic!!! A słuchałem przecież Atomic ze trzy dni temu. Samą płytę poznałem gdzieś w okolicach mojej osiemnastki, to był wtedy najchętniej i najczęściej odtwarzany przeze mnie album, zwłaszcza czwórka: Accidents Never Happen-Slow Motion-Shayla-Sound-a-sleep (swoją drogą, ta piosenka ma naprawdę usypiającą moc). A potem szedłem na różne dodatkowe zajęcia, naładowany już przed działaniem. To był piękny czas, świetni ludzie, działo się wtedy wiele i te wspomnienia czegoś, co już nie wróci, zostały we mnie na dobre. Album energiczny, pełen pozytywnej mocy, pierwsza część jest chyba bardziej zwarta od drugiej (Sound-a-sleep po Atomic, a przed Victorem...) Generalnie jeszcze dziś oceniam go bardzo pozytywnie (tylko do Victora jestem nastawiony sceptycznie).
W sumie nie napisałem wiele o muzykach, ale w tym zespole nie było wirtuozów, byli za to świetni autorzy piosenek: gitarzysta Chris Stein to wybitna pod tym względem postać. Do tego znakomity perkusista Burke i obdarzona magnetycznym wdziękiem wokalistka Debbie Harry (w ogóle: Blondie to cały zespół, wszystkie te sześć postaci). Świetny album!
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Melki mi bardzo ułatwił te serię xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Spoko Melki, akurat Atomic to było moje zapoznanie z Blondie więc album ten chętnie sprawdzę.
Przypominam kolejność reakcji/recenzji
1. Nas - Stillmatic
https://youtube.com/playlist?list=PLrbF ... E1iDMcby1w
Leighton Meester - Heartstrings
https://www.youtube.com/playlist?list=P ... Tqe0bXH-Cs
Karl Hyde - Edgeland
https://youtube.com/playlist?list=PL7zZ ... D8TkZlWXQA
Recoil - subHuman
https://www.youtube.com/playlist?list=O ... Fb28GG6mRQ
Depeche Mode - Violator
https://youtube.com/playlist?list=PL-v2 ... nf_g7kQe4p
King Crimson - Discipline
https://www.youtube.com/playlist?list=P ... 8k-lfy1tvo
Sting - The Soul Cages
https://www.youtube.com/watch?v=mrUMCYw ... _p&index=1
Blondie - Eat to the Beat
https://www.youtube.com/watch?v=vEjCDri ... _78tEqNE0Y
Zapraszam do omawiania Stillmatica na start.
Przypominam kolejność reakcji/recenzji
1. Nas - Stillmatic
https://youtube.com/playlist?list=PLrbF ... E1iDMcby1w
Leighton Meester - Heartstrings
https://www.youtube.com/playlist?list=P ... Tqe0bXH-Cs
Karl Hyde - Edgeland
https://youtube.com/playlist?list=PL7zZ ... D8TkZlWXQA
Recoil - subHuman
https://www.youtube.com/playlist?list=O ... Fb28GG6mRQ
Depeche Mode - Violator
https://youtube.com/playlist?list=PL-v2 ... nf_g7kQe4p
King Crimson - Discipline
https://www.youtube.com/playlist?list=P ... 8k-lfy1tvo
Sting - The Soul Cages
https://www.youtube.com/watch?v=mrUMCYw ... _p&index=1
Blondie - Eat to the Beat
https://www.youtube.com/watch?v=vEjCDri ... _78tEqNE0Y
Zapraszam do omawiania Stillmatica na start.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nas - Stillmatic
2001 r. to rok, w którym moja sympatia do hip-hopu zaczęła ostro gasnąć. Po pierwsze, mocno
zaszli mi za skórę hip-hopowcy ze szkoły, a po drugie, hip-hop zaczął być tak wszechobecny, że dosłownie rzygałem już tym wszystkim, zwłaszcza płytami z USA. Coraz bardziej też wsiąkałem w zespoły takie jak Radiohead, King Crimson, itd., co owocowało okresem wrogiego nastawienia do stylistyki muzyki hip-hopowej post 90s, w której mało kto umiał grać, a jedynie kradł loopy z innych utworów.
W tamtym czasie nie widziałem w tym sztuki samej w sobie, tylko złodziejstwo. Nie potrafiłem też utożsamiać się z tekstami, bo ani smęcenie blokerskiej patologii, ani rozterki uciekających przed policją, obwieszonych zlotem czarnych, nie trafiało do mnie. Co innego emo jęki Gore’a który miał problemy z dziewczynami
Idealny materiał dla gimnazjalisty. W każdym razie, musiało minąć sporo czasu zanim zacząłem wracać do tych płyt i słuchać ich z jakimkolwiek uznaniem. Trochę mi teraz szkoda, że nie byłem bardziej na bieżąco, podobnie jak (o czym jeszcze będę pisał) z nowo/starą/indie/nieindie falą rocka w połowie dekady.
Jak teraz słucham Nasa, to trochę się śmieję pod nosem, bo ten album jest dla mnie na maxa pachnący 00sami. Śmieję się jak słyszę te obligatoryjne sample wystrzałów z broni, co swoją drogą stosowane jest na niggasowych albumach do dziś, teksty kopiuj/wklej jak ze wszystkich czarnych płyt, te same zmęczone bity perkusyjne, itd. Jednocześnie, potrafię docenić znacznie więcej niż byłbym w stanie 20 lat temu, z powodu wspomnianych wcześniej uprzedzeń.
Dobór kradzionych loopów, to też talent. Poskładanie tego z bitem i tekst, który korespondowałbym dobrze z atmosferą, to już jest coś i na tym polegają te płyty, albo się to akceptuje, albo nie. Można wyciągnąć loopa z tak obesranego na wszystkie strony „In The Air of prostytutka Night” i zrobić to tak, że człowiek nawet nie wie czego słucha, ale loop, mimo że na maksa w tle, działa cuda w tym kontekście. Można się czepiać, że nikt tu nie gra niczego samemu, ale to by przecież odarło album z całego jego uroku. Słuchając czarnego, amerykańskiego rapu warto skupić się na tym, co tylko ten nurt ma do zaoferowania. Są rzeczy i sposoby w jakie tylko czarni potrafią zaśpiewać/zarapować. To jest nie do podrobienia. Liczne nawiązania do historii czarnoskórych w Ameryce, niewolnictwa, getta, prześladowania (early Black Lives Matter), to są rzeczy które być może zostały już bardzo dawno temu wyczerpane, ale jednak, jest to unikalne. No i typowe dla raperów zjawisko beefów, których nie ma w żadnym innym gatunku muzycznym. Sporo poczytałem o historii Nas vs Jay-Z, przyznam że w kilku momentach śmiechłem (matka Jaya dzwoniąca do syna żeby go zbesztać za tekst o tym, że dymał laskę Nasa), ale podstawy tych beefów często były właśnie takie, śmieszne. Ego vs ego, co słychać w tych utworach, gdzie Nas wjeżdża w tak przerysowaną bragge, że momentami można zapomnieć, że pod tym kryje się poważna sprawa (nie chce mi się pisać o tym za dużo, jak Was to interesuje, to sobie poczytajcie w necie).
Ogólnie na „Stillmatic” im dalej tym lepiej. Ether siedzi głównie w ataku na Jaya-Z, ale sam utwór muzycznie jest raczej średni. W tle mało interesujące rzeczy, takie podjebane z setki innych nigga albumów, które przelatywały mi przez uszy. Tutaj liczy się przede wszystkim tekst, który w środowisku h-h jest już legendarny. Płyta w 100% zaczyna się dla mnie od Smokin’ i od tego momentu praktycznie każdy następny kawałek to jest sztos. The Flyest (który powinien spodobać się nawet Shodanowi), One Mic, 2nd Childhood, Yo’re Da Man, Every Ghetto czy What Goes Around to moje ulubione fragmenty. Robi się czasami trochę cringowo (Rule), ale ogólnie jest to bardzo porządny album, do którego można wracać bez przymusu. Nie o każdej czarnej płycie z 00s można to powiedzieć.
2001 r. to rok, w którym moja sympatia do hip-hopu zaczęła ostro gasnąć. Po pierwsze, mocno
zaszli mi za skórę hip-hopowcy ze szkoły, a po drugie, hip-hop zaczął być tak wszechobecny, że dosłownie rzygałem już tym wszystkim, zwłaszcza płytami z USA. Coraz bardziej też wsiąkałem w zespoły takie jak Radiohead, King Crimson, itd., co owocowało okresem wrogiego nastawienia do stylistyki muzyki hip-hopowej post 90s, w której mało kto umiał grać, a jedynie kradł loopy z innych utworów.
W tamtym czasie nie widziałem w tym sztuki samej w sobie, tylko złodziejstwo. Nie potrafiłem też utożsamiać się z tekstami, bo ani smęcenie blokerskiej patologii, ani rozterki uciekających przed policją, obwieszonych zlotem czarnych, nie trafiało do mnie. Co innego emo jęki Gore’a który miał problemy z dziewczynami
Jak teraz słucham Nasa, to trochę się śmieję pod nosem, bo ten album jest dla mnie na maxa pachnący 00sami. Śmieję się jak słyszę te obligatoryjne sample wystrzałów z broni, co swoją drogą stosowane jest na niggasowych albumach do dziś, teksty kopiuj/wklej jak ze wszystkich czarnych płyt, te same zmęczone bity perkusyjne, itd. Jednocześnie, potrafię docenić znacznie więcej niż byłbym w stanie 20 lat temu, z powodu wspomnianych wcześniej uprzedzeń.
Dobór kradzionych loopów, to też talent. Poskładanie tego z bitem i tekst, który korespondowałbym dobrze z atmosferą, to już jest coś i na tym polegają te płyty, albo się to akceptuje, albo nie. Można wyciągnąć loopa z tak obesranego na wszystkie strony „In The Air of prostytutka Night” i zrobić to tak, że człowiek nawet nie wie czego słucha, ale loop, mimo że na maksa w tle, działa cuda w tym kontekście. Można się czepiać, że nikt tu nie gra niczego samemu, ale to by przecież odarło album z całego jego uroku. Słuchając czarnego, amerykańskiego rapu warto skupić się na tym, co tylko ten nurt ma do zaoferowania. Są rzeczy i sposoby w jakie tylko czarni potrafią zaśpiewać/zarapować. To jest nie do podrobienia. Liczne nawiązania do historii czarnoskórych w Ameryce, niewolnictwa, getta, prześladowania (early Black Lives Matter), to są rzeczy które być może zostały już bardzo dawno temu wyczerpane, ale jednak, jest to unikalne. No i typowe dla raperów zjawisko beefów, których nie ma w żadnym innym gatunku muzycznym. Sporo poczytałem o historii Nas vs Jay-Z, przyznam że w kilku momentach śmiechłem (matka Jaya dzwoniąca do syna żeby go zbesztać za tekst o tym, że dymał laskę Nasa), ale podstawy tych beefów często były właśnie takie, śmieszne. Ego vs ego, co słychać w tych utworach, gdzie Nas wjeżdża w tak przerysowaną bragge, że momentami można zapomnieć, że pod tym kryje się poważna sprawa (nie chce mi się pisać o tym za dużo, jak Was to interesuje, to sobie poczytajcie w necie).
Ogólnie na „Stillmatic” im dalej tym lepiej. Ether siedzi głównie w ataku na Jaya-Z, ale sam utwór muzycznie jest raczej średni. W tle mało interesujące rzeczy, takie podjebane z setki innych nigga albumów, które przelatywały mi przez uszy. Tutaj liczy się przede wszystkim tekst, który w środowisku h-h jest już legendarny. Płyta w 100% zaczyna się dla mnie od Smokin’ i od tego momentu praktycznie każdy następny kawałek to jest sztos. The Flyest (który powinien spodobać się nawet Shodanowi), One Mic, 2nd Childhood, Yo’re Da Man, Every Ghetto czy What Goes Around to moje ulubione fragmenty. Robi się czasami trochę cringowo (Rule), ale ogólnie jest to bardzo porządny album, do którego można wracać bez przymusu. Nie o każdej czarnej płycie z 00s można to powiedzieć.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nas - Stillmatic
Ja nie napiszę takiego wywodu jak Hien, bo po pierwsze nie umiem, a po drugie nie znam się na hip-hopie.
Nie jest dla nikogo tajemnicą, że na co dzień raczej nie słucham tego rodzaju muzyki. Nie znajdziesz w mojej muzycznej bibliotece albumów hip-hopowych z wyjątkiem Eminema i 50 Centa.
stripped już w pierwszej kolejce zapodał rap. Na szczęście to rap zza oceanu, który jest o jakieś
tysiąc poziomów wyżej od polskich gadaczy.
Zawsze twierdziłem, że jak rap, to tylko prawdziwy, amerykański.
Myślę, że album Stillmatic ma duże szanse znaleźć się w mojej bibliotece. Pewnie nie będę go słuchał na co dzień, ale czasami dla odmiany czemu nie? Bo wbrew obawom co niektórych uważam, że to całkiem spoko płyta. Jak pisał stripped, są tu utwory przeciętne, ale są i dobre i nawet bardzo dobre.
Na pewno w muzyce hip-hop dużą rolę odgrywają teksty. Niestety nie znam angielskiego, więc nie mam pojęcia o czym śpiewa Nas, a nie chce mi się czytać tłumaczeń. Ale mimo tego jestem Stillmatic miło zaskoczony.
Najlepsze utwory: Got Ur Self A Gun, Smokin', Destroy & Rebuild, The Flyest i świetne wręcz What Goes Around oraz My Country!
Łapka w górę.
Ja nie napiszę takiego wywodu jak Hien, bo po pierwsze nie umiem, a po drugie nie znam się na hip-hopie.
Nie jest dla nikogo tajemnicą, że na co dzień raczej nie słucham tego rodzaju muzyki. Nie znajdziesz w mojej muzycznej bibliotece albumów hip-hopowych z wyjątkiem Eminema i 50 Centa.
stripped już w pierwszej kolejce zapodał rap. Na szczęście to rap zza oceanu, który jest o jakieś
Zawsze twierdziłem, że jak rap, to tylko prawdziwy, amerykański.
Myślę, że album Stillmatic ma duże szanse znaleźć się w mojej bibliotece. Pewnie nie będę go słuchał na co dzień, ale czasami dla odmiany czemu nie? Bo wbrew obawom co niektórych uważam, że to całkiem spoko płyta. Jak pisał stripped, są tu utwory przeciętne, ale są i dobre i nawet bardzo dobre.
Na pewno w muzyce hip-hop dużą rolę odgrywają teksty. Niestety nie znam angielskiego, więc nie mam pojęcia o czym śpiewa Nas, a nie chce mi się czytać tłumaczeń. Ale mimo tego jestem Stillmatic miło zaskoczony.
Najlepsze utwory: Got Ur Self A Gun, Smokin', Destroy & Rebuild, The Flyest i świetne wręcz What Goes Around oraz My Country!
Łapka w górę.
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Jestem w trakcie pierwszego odsłuchu płyty Nasa Stillmatic i już muszę powiedzieć, że na pewno będą kolejne podejścia, bo w tym momencie nie za bardzo wiem, z której strony to ugryźć (także dlatego, że to nie jest moja estetyka i muszę się przyzwyczaić do brzmień, konwencji itd.)
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Spoko luz, każdy z nas pewnie będzie musiał się tu zmierzyć z klimatami nie z naszej bajki i będzie miał pustkę w głowie przed pisaniem. Nie chodzi o laurki tylko opisanie swoich odczuć, jakiekolwiek one będą.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup