Best of Forum (edycja growa)
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Re: Best of Forum (edycja growa)
Ja ogóle na konsolach się nie znam. Zawsze miałem tylko PC.
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Na PC to już chyba tylko w stare gry opłaca się grać.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Możliwe. Ale ja właściwie gram tylko w stare gry.
-
mintaj
- Posty: 6856
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Niby czemu?
Heh, u mnie w tamtych czasach to jak już ktoś miał konsole, to najwyżej podrabiane Pegasusy z bazaru. xdJa byłem rodzynen wsrod znajomych z klasy w podstawówce, bo miałem najpierw Saturna (konsolę która nikogo), a potem n64. Reszta miała przerobione psxy i stosy gier na cd-r'ach za 15 zł każda. Carty na n64 kosztowały 200 zł xd Pod koniec lat 90, to były ciężkie pieniądze. Z tego powodu, przez te ponad 25 lat zebrałem tylko 6 gier, z czego jedna wpadła mi za free po upadku wypożyczalni Blockbuster, ktora nie upominała się potem o swoje gry.
W sumie jeszcze jak w licbazie kupiłem sobie PSP to zadawałem tym szpanu prawie tak jakbym se ajfona zanabył haha
DEPESZWIZJA 118: edycja instrumentalna (bez ambientu)
DO WTORKU POŁUDNIA
DO WTORKU POŁUDNIA
-
dejmien
- Posty: 2927
- Rejestracja: 20 paź 2006 15:50
Kluczowe słowo - opłaca się. Komputer, który pociągnie nowe gry na wysokich ustawieniach jest droższy od konsoli.
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Bo najlepsze gry są na konsole, a jeśli już to na, jedno i drugie. Do tego nie trzeba się martwić o wymienianie bebechów, bo gry nie pójdą.
Miałem okres pctowy w pierwszej połowie 00s i wspominam go w kratkę.
Jak kupuję konsole, to wiem, że na te w porywach 10 lat mam spokój. Nie muszę się martwić, że konsola będzie za słaba, że mi coś nie pójdzie, że za mało pamięci, wujowa płyta główna, graficzna poniżej poziomu. Przez ostatnie lata obserwowałem co wychodzi na różne platformy i w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć żadnego przyzwoitego eksa na PC. Kiedyś to faktycznie było, mam na laptopie kolekcje gier Heroes 3, Dungeon Keeper 2, Gothic 2, trzy pierwsze Thiefy, Dune 2000, Indiana Jonesy, Aliens vs Predator i kilka jeszcze innych gier. Wzztstkie wyszły przed 2006 rokiem. Posiadanie PC z myślą o grach jest bez sensu, chyba że ktoś pc master rejsuje, ale walka o fpsy to nie moje klimaty.
Miałem okres pctowy w pierwszej połowie 00s i wspominam go w kratkę.
Jak kupuję konsole, to wiem, że na te w porywach 10 lat mam spokój. Nie muszę się martwić, że konsola będzie za słaba, że mi coś nie pójdzie, że za mało pamięci, wujowa płyta główna, graficzna poniżej poziomu. Przez ostatnie lata obserwowałem co wychodzi na różne platformy i w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć żadnego przyzwoitego eksa na PC. Kiedyś to faktycznie było, mam na laptopie kolekcje gier Heroes 3, Dungeon Keeper 2, Gothic 2, trzy pierwsze Thiefy, Dune 2000, Indiana Jonesy, Aliens vs Predator i kilka jeszcze innych gier. Wzztstkie wyszły przed 2006 rokiem. Posiadanie PC z myślą o grach jest bez sensu, chyba że ktoś pc master rejsuje, ale walka o fpsy to nie moje klimaty.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13787
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Aż żałuję że napisałem o tym GTA zamiast wrzucić coś od siebie a do GTA się tylko odnieść xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Ja mogę tylko powiedzieć, że ja jestem pod tym względem raczej ograniczony, grałem w to, o czym napiszę (albo ktoś inny napisze, nie wiem), a o innych grach to mam raczej mgliste pojęcie, zwłaszcza o różnego rodzaju strzelankach czy zręcznościówkach. 
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jeszcze będzie czas opisać i swoje gry. Przecież po 3 kolejkach nie kończymy.stripped pisze:27 mar 2022 14:07Aż żałuję że napisałem o tym GTA zamiast wrzucić coś od siebie a do GTA się tylko odnieść xd
Ja naprawdę mało gram w gry, a jak już to w wciąż w te same starocie. Ale na co najmniej 20 kolejek spokojnie wystarczy.
-
Dragon
- Posty: 10306
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
O, to mam swojego kompana w tej zabawie, ale czytuję to co piszecie!Malkolit pisze:27 mar 2022 14:26Ja mogę tylko powiedzieć, że ja jestem pod tym względem raczej ograniczony, grałem w to, o czym napiszę (albo ktoś inny napisze, nie wiem), a o innych grach to mam raczej mgliste pojęcie, zwłaszcza o różnego rodzaju strzelankach czy zręcznościówkach.![]()
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
O fajnych grach to nawet tylko poczytać jest fajnie. 
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja mam nadzieję, że tych mniej grających, uda mi się do niektórych gier przekonać.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Hien, kiedy druga runda?
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No pisałem, że do końca weekendu dyskutujemy. Możecie wrzucać.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
dejmien
- Posty: 2927
- Rejestracja: 20 paź 2006 15:50
To lecimy.
Assassin's Creed 2
Rok wydania: 2009
Platformy: PC, Playstation 3, 4, 5, Xbox 360, Xbox One, Xbox X.
W drugiej kolejce wrzucam grę, po której nie spodziewałem się aż tyle dobrego. Jasne, słyszałem bardzo przychylne opinie, ale własne doświadczenie przerosło moje oczekiwania. Mechanika gry jest dość toporna delikatnie mówiąc, ale ten mankament nie ma wpływu na całokształt. Jednym z momentów, które najbardziej utkwiły mi w pamięci jest kapitalne intro, ze świetnym motywem muzycznym, oraz życzeniem wypowiedzianym przez jednego z protagonistów. Życzeniem, które nie miało prawa się spełnić. Nie chcę się rozpisywać na temat fabuły zbyt szczegółowo, a jedynie przedstawić ogólny zarys. Historia gry toczy się równolegle. Z jednej strony mamy przedstawioną postać Desmonda Milsa, który wraz z pomocą towarzyszy za pomocą urządzenia zwanego Animusem próbuje odtworzyć wydarzenia z przeszłości swojego przodka - Ezio Auditore, który jest głównym bohaterem gry i jednym z członków starozytnego bractwa Asasynów. Zabiegi zrekonstruowania historii tej postaci mają pomóc ustalić miejsce przechowywania mitycznego artefaktu zwanego Jabłkiem Adama, niezwykle zaawansowanej technologii pozwalającej kontrolować ludzkie umysły. Oczywiście na drodze do osiągnięcia tego celu stają Templariusze.
Gra wrzuca nas w sam środek renesansowych Włoch, które oczywiście jeszcze na mapie świata jako jednolite państwo polityczne nie istniały. Spotykamy mnóstwo historycznych postaci jak Medyceusze, Rodrigo Borgia, Machiavelli, Leonardo Da Vincii, jesteśmy świadkami i uczestnikami intryg, zabójstw, walki o przetrwanie i władzę, możemy zwiedzać najbardziej znane budowle Florencji oraz Wenecji, odtworzone z pieczołowitą dokładnością no i dać się pochłonąć przez te państwa miasta na długie godziny.
Poniżej wrzucam link do rzeczonego intro:
https://youtu.be/dcTpXgs15S4
Assassin's Creed 2
Rok wydania: 2009
Platformy: PC, Playstation 3, 4, 5, Xbox 360, Xbox One, Xbox X.
W drugiej kolejce wrzucam grę, po której nie spodziewałem się aż tyle dobrego. Jasne, słyszałem bardzo przychylne opinie, ale własne doświadczenie przerosło moje oczekiwania. Mechanika gry jest dość toporna delikatnie mówiąc, ale ten mankament nie ma wpływu na całokształt. Jednym z momentów, które najbardziej utkwiły mi w pamięci jest kapitalne intro, ze świetnym motywem muzycznym, oraz życzeniem wypowiedzianym przez jednego z protagonistów. Życzeniem, które nie miało prawa się spełnić. Nie chcę się rozpisywać na temat fabuły zbyt szczegółowo, a jedynie przedstawić ogólny zarys. Historia gry toczy się równolegle. Z jednej strony mamy przedstawioną postać Desmonda Milsa, który wraz z pomocą towarzyszy za pomocą urządzenia zwanego Animusem próbuje odtworzyć wydarzenia z przeszłości swojego przodka - Ezio Auditore, który jest głównym bohaterem gry i jednym z członków starozytnego bractwa Asasynów. Zabiegi zrekonstruowania historii tej postaci mają pomóc ustalić miejsce przechowywania mitycznego artefaktu zwanego Jabłkiem Adama, niezwykle zaawansowanej technologii pozwalającej kontrolować ludzkie umysły. Oczywiście na drodze do osiągnięcia tego celu stają Templariusze.
Gra wrzuca nas w sam środek renesansowych Włoch, które oczywiście jeszcze na mapie świata jako jednolite państwo polityczne nie istniały. Spotykamy mnóstwo historycznych postaci jak Medyceusze, Rodrigo Borgia, Machiavelli, Leonardo Da Vincii, jesteśmy świadkami i uczestnikami intryg, zabójstw, walki o przetrwanie i władzę, możemy zwiedzać najbardziej znane budowle Florencji oraz Wenecji, odtworzone z pieczołowitą dokładnością no i dać się pochłonąć przez te państwa miasta na długie godziny.
Poniżej wrzucam link do rzeczonego intro:
https://youtu.be/dcTpXgs15S4
-
mintaj
- Posty: 6856
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Wątpie by ktokolwiek jakkolwiek na to odpisał, ale musze to wymienić
Championship Manager 4 oraz Football Manager - seria
Rok wydania: 2005-tera
Platformy: PC, Android, PSV, PSP, PS2 (wszystkie inne poza PC to popierdółki, bądźmy szczerzy)
Na początek tylko w kwestii formalnej czemu akurat tak: chodzi mi o menadżery autorstwa Sports Interactive, one do 2003 roku byly wydawane przez Eidosa pod cyklem Championship Manager, w okolicach 2004 doszło do spięcia na linii SI-Eidos (nie pamiętam o co poszło, pewnie o kapuchę) i cykl trafił pod skrzydła Segi, ale z racji tego, że prawa do nazwy i marki miał Eidos to od tamtej pory do dziś seria jest wydawana pod szyldem Football Manager. Wymieniłem CMa 4 bo właśnie od tej odsłony zaczęła się moja przygoda z tą serią - było to jakoś jesienią 2006, Polska była tuż po przewalonych mistrzostwach świata, ja o piłce nożnej wiedziałem tylko tyle, że to taki sport, że 22 typa biega za kawałkiem skóry, a wygrywają zawsze Niemcy czy jakoś tak. To były też jeszcze te czasy, gdy Steam dopiero raczkował i gierki zdobywało się na płytach CD i DVD (to takie okrągłe plastikowe cuś, co wygląda jak freezbee Dragon xd). No i jakoś w tamtym czasie mój serdeczny kolega (nie, nie ten od KOMPUTERA - wbrew pozorom miałem innych xd) pożyczył mi płytę z CD-Action, na której znajdowała się ta gra. W dupie to miałem, że składy już wtedy były mocno nieaktualne i że w sumie to nawet nie znam zasad tego sportu xd - tak wsiąknąlem, że autentycznie wkręciłem się w zainteresowanie tym sportem i rok później oglądałem ligę szkocką na Polsacie Sport xd. Miałem dużo fanu, chociaż moja przygoda z byciem menadżerem przypominała popisy wokalne MontanyDM (ustawiałem jakieś absurdalne taktyki z ósemką obrońców albo ściągałem do klubów piłkarzy o śmiesznych nazwiskach dając absurdalnie wysokie pensje).
Ta gra nie ma fabuły, nie ma efektownej grafiki, nie ma raytracingu ani prerendowanych scenek w 3d (acz od dawna już jest dostępny widok na boisko 3d i od paru lat nawet to jakoś zaczęło wyglądać). Ścieżka audio też nie istnieje, pomijając jakieś buczenia kibiców dodane po cholera wie co. Wiele osób twierdzi, że to nawet nie gra, tylko jakiś symulator excela. xd Ale ta gra, ma to, czego nie będzie mieć najprawdopodobniej żadna FIFA nigdy, chociażby była tak realistyczna, że bardziej naturalna niż rzeczywistość: REALIZM. Tak, te wszystkie cyferki, literki, tabelki etc. układają się w realistyczny obraz świata piłki nożnej. W grze zawarto ponad 100 lig z kilkudziesięciu krajów, każdy zawodnik każdej drużyny jest scharakteryzowany kilkudziesięcioma statystykami (gra od lat ma własną siatkę researcherów wśród ludzi z całego świata - kiedyś to prowadziło do śmiesznych sytuacji, bo zdarzało się, że jakiś ancymon z ligi islandzkiej robił z siebie drugiego Ronaldo, ale to jednostkowe przypadki), one same też są wiernie odwzorowane, tak samo jak budżety, sztaby szkoleniowe etc. Nie ma tu jakichś sytuacji wziętych totalnie z dupy, bo nawet jeśli zdarzają się jakieś absurdalne, to i tak mówimy o sporcie, w którym takie Leicester potrafi wygrać ligę angielską, a Real Madryt przegrać z drużyną z Nadniestrza xd
Wyszła mi piękna laurka, mógłbym jeszcze napisać o tym jak potrafiłem wychodzić z grupy Wisłą Kraków w LM albo ściągnałem 35letniego Lewandowskiego do Widzewa, który grał w Lidze Mistrzów, ale to może przy innej okazji. Żadna inna seria nie przebije u mniej tej jeśli chodzi o ilość spędzonego czasu (ale mówimy też o grze, w której można zagrać 2 mecze przez cały dzień, bo po prostu można w międzyczasie robić 2959295 innych rzeczy xd).
Link do lecpleja:
https://www.youtube.com/watch?v=MiILseuyajc
Championship Manager 4 oraz Football Manager - seria
Rok wydania: 2005-tera
Platformy: PC, Android, PSV, PSP, PS2 (wszystkie inne poza PC to popierdółki, bądźmy szczerzy)
Na początek tylko w kwestii formalnej czemu akurat tak: chodzi mi o menadżery autorstwa Sports Interactive, one do 2003 roku byly wydawane przez Eidosa pod cyklem Championship Manager, w okolicach 2004 doszło do spięcia na linii SI-Eidos (nie pamiętam o co poszło, pewnie o kapuchę) i cykl trafił pod skrzydła Segi, ale z racji tego, że prawa do nazwy i marki miał Eidos to od tamtej pory do dziś seria jest wydawana pod szyldem Football Manager. Wymieniłem CMa 4 bo właśnie od tej odsłony zaczęła się moja przygoda z tą serią - było to jakoś jesienią 2006, Polska była tuż po przewalonych mistrzostwach świata, ja o piłce nożnej wiedziałem tylko tyle, że to taki sport, że 22 typa biega za kawałkiem skóry, a wygrywają zawsze Niemcy czy jakoś tak. To były też jeszcze te czasy, gdy Steam dopiero raczkował i gierki zdobywało się na płytach CD i DVD (to takie okrągłe plastikowe cuś, co wygląda jak freezbee Dragon xd). No i jakoś w tamtym czasie mój serdeczny kolega (nie, nie ten od KOMPUTERA - wbrew pozorom miałem innych xd) pożyczył mi płytę z CD-Action, na której znajdowała się ta gra. W dupie to miałem, że składy już wtedy były mocno nieaktualne i że w sumie to nawet nie znam zasad tego sportu xd - tak wsiąknąlem, że autentycznie wkręciłem się w zainteresowanie tym sportem i rok później oglądałem ligę szkocką na Polsacie Sport xd. Miałem dużo fanu, chociaż moja przygoda z byciem menadżerem przypominała popisy wokalne MontanyDM (ustawiałem jakieś absurdalne taktyki z ósemką obrońców albo ściągałem do klubów piłkarzy o śmiesznych nazwiskach dając absurdalnie wysokie pensje).
Ta gra nie ma fabuły, nie ma efektownej grafiki, nie ma raytracingu ani prerendowanych scenek w 3d (acz od dawna już jest dostępny widok na boisko 3d i od paru lat nawet to jakoś zaczęło wyglądać). Ścieżka audio też nie istnieje, pomijając jakieś buczenia kibiców dodane po cholera wie co. Wiele osób twierdzi, że to nawet nie gra, tylko jakiś symulator excela. xd Ale ta gra, ma to, czego nie będzie mieć najprawdopodobniej żadna FIFA nigdy, chociażby była tak realistyczna, że bardziej naturalna niż rzeczywistość: REALIZM. Tak, te wszystkie cyferki, literki, tabelki etc. układają się w realistyczny obraz świata piłki nożnej. W grze zawarto ponad 100 lig z kilkudziesięciu krajów, każdy zawodnik każdej drużyny jest scharakteryzowany kilkudziesięcioma statystykami (gra od lat ma własną siatkę researcherów wśród ludzi z całego świata - kiedyś to prowadziło do śmiesznych sytuacji, bo zdarzało się, że jakiś ancymon z ligi islandzkiej robił z siebie drugiego Ronaldo, ale to jednostkowe przypadki), one same też są wiernie odwzorowane, tak samo jak budżety, sztaby szkoleniowe etc. Nie ma tu jakichś sytuacji wziętych totalnie z dupy, bo nawet jeśli zdarzają się jakieś absurdalne, to i tak mówimy o sporcie, w którym takie Leicester potrafi wygrać ligę angielską, a Real Madryt przegrać z drużyną z Nadniestrza xd
Wyszła mi piękna laurka, mógłbym jeszcze napisać o tym jak potrafiłem wychodzić z grupy Wisłą Kraków w LM albo ściągnałem 35letniego Lewandowskiego do Widzewa, który grał w Lidze Mistrzów, ale to może przy innej okazji. Żadna inna seria nie przebije u mniej tej jeśli chodzi o ilość spędzonego czasu (ale mówimy też o grze, w której można zagrać 2 mecze przez cały dzień, bo po prostu można w międzyczasie robić 2959295 innych rzeczy xd).
Link do lecpleja:
https://www.youtube.com/watch?v=MiILseuyajc
DEPESZWIZJA 118: edycja instrumentalna (bez ambientu)
DO WTORKU POŁUDNIA
DO WTORKU POŁUDNIA
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Blood 2: The Chosen. 1998.
W kwietniu 1999r. zakupiłem swój pierwszy PC. Ależ to było wydarzenie. Mój pierwszy własny komputer z systemem Windows 98. Do dzisiaj z rozrzewnieniem wspominam te wspaniałe muzyczne motywy przy uruchamianiu systemu czy też ekrany podczas instalowania gier.
W pierwszą sobotę po zakupie kompa poleciałem na lokalny bazar, żeby od miejscowego typka zakupić kilka płyt z pirackimi grami. Niestety na jednej był paskudny wirus, który na kilka dni unicestwił mojego kompa, ale to już inna historia.
Jedną z gier, które kupiłem był Blood 2: The Chosen studia Monolith. Czytałem o tej grze we wspomnianym wcześniej PC Games i byłem nią bardzo podjarany. Tym bardziej, że gra zbierała w branżowej prasie bardzo wysokie oceny.
Blood 2 to sequel wydanej w 1997r. gry Blood. Jest to strzelanka FPP.
W grze mamy do wyboru jedną z 4 postaci. Najlepiej się gra gościem w czarnym długim płaszczu i wielkim kapeluszu o imieniu Cabal, który eksterminując kolejnych przeciwników rzuca na lewo i prawo zabawnymi tekstami w stylu Duke’a. A walczymy z potężną i wrogą korporacją oraz groźnymi i przerażającymi kosmitami. Wszyscy oni imponowali bardzo wysokim współczynnikiem inteligencji.
Grafika jak na owe czasy była naprawdę oszałamiająca. Wiadomo, że teraz może budzić tylko politowanie, ale ja tam mam wciąż słabość do tamtych silników graficznych. Lokacje były wykonane naprawdę bardzo dobrze - mroczne tunele metra, ciemne ulice miast, gotycka katedra, muzeum, tajne krwawe laboratoria, a nawet wnętrze statku kosmicznego. Dzieła dopełniała niezwykle mroczna i klimatyczna muzyka autorstwa panów Daniel Bernstein, Guy Whitmore & Matt Allen. To jeden z najbardziej zapadających w pamięć soundtracków z gier, jakie poznałem. Wystarczy posłuchać choćby muzyki w menu.
Nie wiem, czy gdyby ktoś w tej chwili chciał w to zagrać, czy gra by się obroniła. W końcu minęły ponad 23 lata, a w grach komputerowych dokonała się prawdziwa rewolucja. Gdy jednak zagrywało się w to na przełomie wieków, to sentyment jest naprawdę ogromny. Czasami lepiej już jednak po latach do takich gier nie wracać, żeby nie poczuć rozczarowania. Bo ten tytuł mimo, że jest rówieśnikiem System Shock 2, to jednak zestarzał się dużo gorzej. Głównie ze względu na to, że jest grą dużo prostszą pod każdym zlędem. To typowa prosta strzelanka. Do SS2 wracałem naprawdę wielokrotnie, do Blood 2 tylko raz. Czasami wystarczy po prostu tylko pielęgnować fantastyczne wspomnienia. A ja lubię wracać myślami do starych gier. Zawsze poprawia mi to humor i samopoczucie.
https://www.youtube.com/watch?v=UBJ3eA7P-uM
W kwietniu 1999r. zakupiłem swój pierwszy PC. Ależ to było wydarzenie. Mój pierwszy własny komputer z systemem Windows 98. Do dzisiaj z rozrzewnieniem wspominam te wspaniałe muzyczne motywy przy uruchamianiu systemu czy też ekrany podczas instalowania gier.
W pierwszą sobotę po zakupie kompa poleciałem na lokalny bazar, żeby od miejscowego typka zakupić kilka płyt z pirackimi grami. Niestety na jednej był paskudny wirus, który na kilka dni unicestwił mojego kompa, ale to już inna historia.
Jedną z gier, które kupiłem był Blood 2: The Chosen studia Monolith. Czytałem o tej grze we wspomnianym wcześniej PC Games i byłem nią bardzo podjarany. Tym bardziej, że gra zbierała w branżowej prasie bardzo wysokie oceny.
Blood 2 to sequel wydanej w 1997r. gry Blood. Jest to strzelanka FPP.
W grze mamy do wyboru jedną z 4 postaci. Najlepiej się gra gościem w czarnym długim płaszczu i wielkim kapeluszu o imieniu Cabal, który eksterminując kolejnych przeciwników rzuca na lewo i prawo zabawnymi tekstami w stylu Duke’a. A walczymy z potężną i wrogą korporacją oraz groźnymi i przerażającymi kosmitami. Wszyscy oni imponowali bardzo wysokim współczynnikiem inteligencji.
Grafika jak na owe czasy była naprawdę oszałamiająca. Wiadomo, że teraz może budzić tylko politowanie, ale ja tam mam wciąż słabość do tamtych silników graficznych. Lokacje były wykonane naprawdę bardzo dobrze - mroczne tunele metra, ciemne ulice miast, gotycka katedra, muzeum, tajne krwawe laboratoria, a nawet wnętrze statku kosmicznego. Dzieła dopełniała niezwykle mroczna i klimatyczna muzyka autorstwa panów Daniel Bernstein, Guy Whitmore & Matt Allen. To jeden z najbardziej zapadających w pamięć soundtracków z gier, jakie poznałem. Wystarczy posłuchać choćby muzyki w menu.
Nie wiem, czy gdyby ktoś w tej chwili chciał w to zagrać, czy gra by się obroniła. W końcu minęły ponad 23 lata, a w grach komputerowych dokonała się prawdziwa rewolucja. Gdy jednak zagrywało się w to na przełomie wieków, to sentyment jest naprawdę ogromny. Czasami lepiej już jednak po latach do takich gier nie wracać, żeby nie poczuć rozczarowania. Bo ten tytuł mimo, że jest rówieśnikiem System Shock 2, to jednak zestarzał się dużo gorzej. Głównie ze względu na to, że jest grą dużo prostszą pod każdym zlędem. To typowa prosta strzelanka. Do SS2 wracałem naprawdę wielokrotnie, do Blood 2 tylko raz. Czasami wystarczy po prostu tylko pielęgnować fantastyczne wspomnienia. A ja lubię wracać myślami do starych gier. Zawsze poprawia mi to humor i samopoczucie.
https://www.youtube.com/watch?v=UBJ3eA7P-uM
-
stripped
- Posty: 13787
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Police Quest: In Pursuit of the Death Angel (1987, Sierra On-Line, PC)
Sierra słynęła w latach świetności ze swoich gier przygodowych które opracowywane były na jedną modłę, sterowanie opierało się na klawiszach kursora oraz obsługi prostego wiersza poleceń w języku angielskim, graficznie zaś początkowo również niewiele się różniły. Firma zaczęła od stworzenia gry przygodowej umieszczonej w świecie magii i miecza (King's Quest z roku 1984) i stopniowo tworzyła kolejne serie w innych klimatach jak Space Quest (rozgrywający się w kosmosie) czy właśnie Police Quest o pracy policjanta. Oprócz tego stworzyli też różne pojedyncze gry poboczne jak Goldrush o gorączce złota w Kalifornii czy serię Leisuire Suit Larry o losach podrywacza-nieudacznika przy której pewnie wielu nastolatków miało swoje pierwsze zetknięcie z erotyką. Moje pierwsze zetknięcie z Sierra On-Line to były właśnie Larry 1 oraz Police Quest (możliwe że obie nadal leżą w rodzinnym domu na dyskietkach 5,25 cala), a jako że jak wiele dzieciaków miałem w młodości fazę na "bycie policjantem" ta druga gra zajęła specjalne miejsce w moim serduchu.
Twórcą serii Police Quest był emerytowany policjant Jim Walls, który opuścił prace przy niej po 3 części, w część 4 nigdy nie dane mi było zagrać ale z tego co się orientuję była już bardziej brutalna i realistyczna a po niej przekształcono/rebrandowano serię jako SWAT i w tym klimacie tworzono kolejne części. W każdym razie pierwsze 3 części gry napisane przez Wallsa opowiadają o losach policjanta Sonny'ego Bondsa w fikcyjnym miasteczku Lytton gdzieś w Kalifornii. Gra charakteryzowała się mocnym przywiązaniem do przestrzegania policyjnych procedur, do oryginalnego wydania gry dołączony był poradnik wyjaśniający podstawowe z nich (skan poradnika widziałem dopiero kilka lat temu, w latach 90. w momentach zacięcia się w grze posiłkowałem się poradami z pism o grach komputerowych - wspominane już przeze mnie Top Secret oraz Secret Service i dział "tips & tricks" w którym oprócz kodów nieraz zamieszczano odpowiedzi na nurtujące czytelników pytania). Historia naszego bohatera zaczyna się na dole policyjnej drabiny gdy dni spędza on na patrolowaniu ulic Lytton swoim radiowozem i odpowiadaniu na radiowe wezwania do różnych zdarzeń (przekroczenie prędkości, pijany kierowca, zakłócanie porządku w barze itp.) W międzyczasie szkoły w miasteczku opanowuje powoli narkomania, a nasz bohater wkrótce uwikłany zostaje w zdarzenia mające z tym związek. Z tego względu po pewnym czasie nasz detektyw zmuszony zostanie zamienić policyjny mundur na bardziej casualowe ciuchy i pomóc w ujęciu groźnego przestępcy pompującego białą truciznę do szkół, znanego pod pseudonimem Anioł Śmierci.
Trudno mi pisać o tej grze nie popadając w egzaltację, ja po prostu kocham takie stare klimaty i gry o prostej grafice, dobrze napisanej fabule no i do tego chyba zadziałał tu taki mój zmysł takiego pedanta-biurokraty trochę jak wspomniał dejmien bo te wszystkie procedury mnie mocno wkręciły. Fakt faktem że miłość do tej gry budowała się latami bo choć zawsze mi się podobała to początkowo z braku odpowiedniej znajomości angielskiego niewiele z niej potrafiłem zrozumieć w różnych sytuacjach a druga sprawa że pech chciał że owa kopia gry którą posiadałem była uszkodzona i gra wysypywała się praktycznie na samym finiszu przez co długo nie byłem w stanie jej ukończyć. Nie pamiętam kiedy mogłem ją dokończyć, grunt że w końcu to zrobiłem a z biegiem czasu mój angielski doszlifował się na tyle że rozumiałe więcej niż te proste komendy wpisywane przeze mnie składające się z czasownika i rzeczownika (open door/take key, itp.). Obsługa gry była nieco żmudna a grafika czasem więcej ukrywała niż ukazywała, co ciekawe każda z tych gier Sierry miała też licznik punktów które nabijałeś robiąc rzeczy jak należy a czasem mogłeś nawet stracić za błędne decyzje. Przyznam że nie wiem jak nabić komplet punktów w tej grze bo właściwie aby tego dokonać należałoby przewertować najpierw dokładnie każdą planszę z osobna oglądając każdy skrawek ekranu przy pomocy tych komend aby wszystkiego dotknąć, zabrać ze sobą itd. itp. PQ1 był po latach wydany w wesji odświeżonej z grafiką VGA oraz w oparciu o interfejs point 'n' click ale ja zdecydowanie bardziej wolę klasyczną wersję, jaram się mocno tą grafiką i mam podejście trochę jak z GTA z czasów 3D - ja najchętniej jakby się dało naklepałbym tysiące takich gier z taką grafiką i sterowaniem w przeróżnych klimatach i byłbym wtedy najszczęśliwszy na swiecie, czasem ograniczenia dają więcej, lepiej zostawić jakiś margines dla wyobraźni zamiast tworzyć gry odwzorywujące życie 1:1 a które nie mają swojego unikalnego klimatu. Pozostałe inne serie Sierry też są niczego sobie ale zostawiam sobie furtkę by opisać je osobno jeśli uznam że warto. Jeśli ktoś ma ochotę na retro podróż w pastelowe lata 80. w świecie prawa i porządku to gorąco polecam. To moja ulubiona lub jedna z dwóch ulubionych gier ever, bez kitu
https://youtu.be/hCgFYW1--JI
Sierra słynęła w latach świetności ze swoich gier przygodowych które opracowywane były na jedną modłę, sterowanie opierało się na klawiszach kursora oraz obsługi prostego wiersza poleceń w języku angielskim, graficznie zaś początkowo również niewiele się różniły. Firma zaczęła od stworzenia gry przygodowej umieszczonej w świecie magii i miecza (King's Quest z roku 1984) i stopniowo tworzyła kolejne serie w innych klimatach jak Space Quest (rozgrywający się w kosmosie) czy właśnie Police Quest o pracy policjanta. Oprócz tego stworzyli też różne pojedyncze gry poboczne jak Goldrush o gorączce złota w Kalifornii czy serię Leisuire Suit Larry o losach podrywacza-nieudacznika przy której pewnie wielu nastolatków miało swoje pierwsze zetknięcie z erotyką. Moje pierwsze zetknięcie z Sierra On-Line to były właśnie Larry 1 oraz Police Quest (możliwe że obie nadal leżą w rodzinnym domu na dyskietkach 5,25 cala), a jako że jak wiele dzieciaków miałem w młodości fazę na "bycie policjantem" ta druga gra zajęła specjalne miejsce w moim serduchu.
Twórcą serii Police Quest był emerytowany policjant Jim Walls, który opuścił prace przy niej po 3 części, w część 4 nigdy nie dane mi było zagrać ale z tego co się orientuję była już bardziej brutalna i realistyczna a po niej przekształcono/rebrandowano serię jako SWAT i w tym klimacie tworzono kolejne części. W każdym razie pierwsze 3 części gry napisane przez Wallsa opowiadają o losach policjanta Sonny'ego Bondsa w fikcyjnym miasteczku Lytton gdzieś w Kalifornii. Gra charakteryzowała się mocnym przywiązaniem do przestrzegania policyjnych procedur, do oryginalnego wydania gry dołączony był poradnik wyjaśniający podstawowe z nich (skan poradnika widziałem dopiero kilka lat temu, w latach 90. w momentach zacięcia się w grze posiłkowałem się poradami z pism o grach komputerowych - wspominane już przeze mnie Top Secret oraz Secret Service i dział "tips & tricks" w którym oprócz kodów nieraz zamieszczano odpowiedzi na nurtujące czytelników pytania). Historia naszego bohatera zaczyna się na dole policyjnej drabiny gdy dni spędza on na patrolowaniu ulic Lytton swoim radiowozem i odpowiadaniu na radiowe wezwania do różnych zdarzeń (przekroczenie prędkości, pijany kierowca, zakłócanie porządku w barze itp.) W międzyczasie szkoły w miasteczku opanowuje powoli narkomania, a nasz bohater wkrótce uwikłany zostaje w zdarzenia mające z tym związek. Z tego względu po pewnym czasie nasz detektyw zmuszony zostanie zamienić policyjny mundur na bardziej casualowe ciuchy i pomóc w ujęciu groźnego przestępcy pompującego białą truciznę do szkół, znanego pod pseudonimem Anioł Śmierci.
Trudno mi pisać o tej grze nie popadając w egzaltację, ja po prostu kocham takie stare klimaty i gry o prostej grafice, dobrze napisanej fabule no i do tego chyba zadziałał tu taki mój zmysł takiego pedanta-biurokraty trochę jak wspomniał dejmien bo te wszystkie procedury mnie mocno wkręciły. Fakt faktem że miłość do tej gry budowała się latami bo choć zawsze mi się podobała to początkowo z braku odpowiedniej znajomości angielskiego niewiele z niej potrafiłem zrozumieć w różnych sytuacjach a druga sprawa że pech chciał że owa kopia gry którą posiadałem była uszkodzona i gra wysypywała się praktycznie na samym finiszu przez co długo nie byłem w stanie jej ukończyć. Nie pamiętam kiedy mogłem ją dokończyć, grunt że w końcu to zrobiłem a z biegiem czasu mój angielski doszlifował się na tyle że rozumiałe więcej niż te proste komendy wpisywane przeze mnie składające się z czasownika i rzeczownika (open door/take key, itp.). Obsługa gry była nieco żmudna a grafika czasem więcej ukrywała niż ukazywała, co ciekawe każda z tych gier Sierry miała też licznik punktów które nabijałeś robiąc rzeczy jak należy a czasem mogłeś nawet stracić za błędne decyzje. Przyznam że nie wiem jak nabić komplet punktów w tej grze bo właściwie aby tego dokonać należałoby przewertować najpierw dokładnie każdą planszę z osobna oglądając każdy skrawek ekranu przy pomocy tych komend aby wszystkiego dotknąć, zabrać ze sobą itd. itp. PQ1 był po latach wydany w wesji odświeżonej z grafiką VGA oraz w oparciu o interfejs point 'n' click ale ja zdecydowanie bardziej wolę klasyczną wersję, jaram się mocno tą grafiką i mam podejście trochę jak z GTA z czasów 3D - ja najchętniej jakby się dało naklepałbym tysiące takich gier z taką grafiką i sterowaniem w przeróżnych klimatach i byłbym wtedy najszczęśliwszy na swiecie, czasem ograniczenia dają więcej, lepiej zostawić jakiś margines dla wyobraźni zamiast tworzyć gry odwzorywujące życie 1:1 a które nie mają swojego unikalnego klimatu. Pozostałe inne serie Sierry też są niczego sobie ale zostawiam sobie furtkę by opisać je osobno jeśli uznam że warto. Jeśli ktoś ma ochotę na retro podróż w pastelowe lata 80. w świecie prawa i porządku to gorąco polecam. To moja ulubiona lub jedna z dwóch ulubionych gier ever, bez kitu
https://youtu.be/hCgFYW1--JI
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7378
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Need For Speed 2
Nie Underground 2 a 2 właśnie, po prostu 2, najlepsza ścigałka there is i nawet nie próbujcie z tym handlować (no dobra, wiem, że pierwszy Underground a przed nim choćby Porsche Unleashed też były fajne, lubiłem też Test Drive'a, niestety - stety? - TOCA, NASCAR i Gran Turismo jakoś mnie ominęły). Rok wydania? 1997. Rok później miałem pierwszego kompa i NFSII (tak się to powinno zapisywać w sumie) było pierwszą ścigałką, na jakiej położyłem ręce (oczywiście creditsy idą do Informatyka). Nie jestem pewien, czy to w ogóle nie był pierwszy pirat jakiego miałem. Do dziś pamiętam, że płyta była brązowo-srebrna i niepodpisana, po prostu zawsze wiedziałem, że tam jest NFS. Wracałem do niej przez lata, ostatni raz grałem chyba w 2008 albo 09 roku, z tej samej płyty zresztą xD brat na Maku miał na drugiej partycji zainstalowanego ikspeka, i tam ładnie cisnęło (choć lubiło wywalać).
W przeciwieństwie do Gexa, który jednak był dość luźną platformówką NFSII się zestarzał mocno. Grafika potwornie trąci myszką, widać płaskość tekstur, jak się nędznie przecinają, ich rozdzielczość... lepszą miał już mój Sagem myX6 16 lat temu. Modele aut nie wyglądają bardzo źle (na tamte czasy) ale dup też nie urywały. Wszystko kanciaste i w ogóle bijące totalnym oldskulem. No ale dobra, gra sprzed bagatela 25 lat. Tyle, że są rzeczy z tamtych czasów które jednak wyglądają nieco lepiej. Ale nieważne - liczy się gampeplay, a ten dla mnie był kozacki. Ileś modeli aut (chyba nigdy nie jeździłem wszystkimi, mój ulubiony to był Italdesign Cala), kilka naprawdę fajnie zaprojektowanych plansz - zwłaszcza Australia, Kanada, Europa Północna i Chiny - parę bonusów (kody na osiągi i ruch uliczny, zresztą można było też wpisać kod na auto z ruchu ulicznego które zastąpiło cokolwiek żeśmy nie wybrali w menu głównym a potem dołożyć do tego osiągi wybranego auta, i tak zapieprzać Unimogiem o mocy McLarena), no i znów świetna muzyka w wykonaniu Jeffa van Dycka i nieżyjącego już Sakiego Kaskasa. Do każdej mapy były po 2 motywy, jeden elektroniczny i jeden rockowy, właściwie w każdych warunkach broniły się obydwa. Wróć, wyjątkiem była pierwsza mapa, prosta pętla dla nowicjuszy o nazwie Proving Grounds - tam był jeden motyw Dycka, Headless Horse, który lubię sobie odpalać po dziś dzień bo to zaje*isty numer xD link macie tutaj, ale bez gameplayu żeby hałasu w tle nie było:
https://www.youtube.com/watch?v=3wS32T_YsyQ
W tamtych latach moim jedynym źródłem gier był ten Informatyk, bo internet stanowił pieśń dalekiej przyszłości, gazetek nie kupowałem a tego, co dostawałem od kumpli nie potrafiłem zainstalować. Z rzadka dostałem jakąś pudełkowaną nowość. NFSII był przy tym wszystkim taką grą, którą zdecydowanie propsowali moi starzy (bo ścigałka, więc bezpieczna) a nawet do dziś pozostaje jedynym tytułem w który grałem z ojcem na split screenie xD Był on stanowił dla mnie pewien wstęp do gier bardziej samochodowych (może wyłączająć GTA bo tam chodziło o coś innego), ale o tych najfajniejszych tytułach słyszałem głównie od użytkowników konsol. Dla mnie to były potem kolejne części NFS aż do Undergroundu 2 ale ten ostatni potrafił u mnie koszmarnie zamulać, więc odpuściłem i już nigdy po niego nie sięgnąłem. Pod wpływem tej gry jednak dostałem jedyną pudełkową w życiu związaną z autami grę jaką było Colin McRae Rally 2.0 i do dziś uważam ją za jedną z najlepszych tego typu w jakie grałem. Co ciekawe, silnik fizyczny do dziś robi wrażenie a i grafika nie padła aż tak bardzo jak na grę tak starą (niestety nie ma jej na żadnych platformach typu GOG czy Steam) - łezka w oku etc. Inną historią było legendarne i kultowe już chyba Re-volt. Powoli zacząłem się z takich rzeczy wyłączać gdy skutecznie dla siebie odkryłem erpegi. Ale przez czystą nostalgię wracać do nich lubię. Dodam jeszcze, że dwójka w pewnej chwili ukazała się jako Second Edition z paroma nowymi wozami, 2 nowymi mapami i poprawioną mechaniką, ale w tę odsłonę nie zagrałem. Dorzucam Wam gameplay z ukrytego levelu wersji obydwu w studiach filmowych - jest nawet Gwiazda Śmierci xD
https://www.youtube.com/watch?v=J3XkYu-qb9k
Nie Underground 2 a 2 właśnie, po prostu 2, najlepsza ścigałka there is i nawet nie próbujcie z tym handlować (no dobra, wiem, że pierwszy Underground a przed nim choćby Porsche Unleashed też były fajne, lubiłem też Test Drive'a, niestety - stety? - TOCA, NASCAR i Gran Turismo jakoś mnie ominęły). Rok wydania? 1997. Rok później miałem pierwszego kompa i NFSII (tak się to powinno zapisywać w sumie) było pierwszą ścigałką, na jakiej położyłem ręce (oczywiście creditsy idą do Informatyka). Nie jestem pewien, czy to w ogóle nie był pierwszy pirat jakiego miałem. Do dziś pamiętam, że płyta była brązowo-srebrna i niepodpisana, po prostu zawsze wiedziałem, że tam jest NFS. Wracałem do niej przez lata, ostatni raz grałem chyba w 2008 albo 09 roku, z tej samej płyty zresztą xD brat na Maku miał na drugiej partycji zainstalowanego ikspeka, i tam ładnie cisnęło (choć lubiło wywalać).
W przeciwieństwie do Gexa, który jednak był dość luźną platformówką NFSII się zestarzał mocno. Grafika potwornie trąci myszką, widać płaskość tekstur, jak się nędznie przecinają, ich rozdzielczość... lepszą miał już mój Sagem myX6 16 lat temu. Modele aut nie wyglądają bardzo źle (na tamte czasy) ale dup też nie urywały. Wszystko kanciaste i w ogóle bijące totalnym oldskulem. No ale dobra, gra sprzed bagatela 25 lat. Tyle, że są rzeczy z tamtych czasów które jednak wyglądają nieco lepiej. Ale nieważne - liczy się gampeplay, a ten dla mnie był kozacki. Ileś modeli aut (chyba nigdy nie jeździłem wszystkimi, mój ulubiony to był Italdesign Cala), kilka naprawdę fajnie zaprojektowanych plansz - zwłaszcza Australia, Kanada, Europa Północna i Chiny - parę bonusów (kody na osiągi i ruch uliczny, zresztą można było też wpisać kod na auto z ruchu ulicznego które zastąpiło cokolwiek żeśmy nie wybrali w menu głównym a potem dołożyć do tego osiągi wybranego auta, i tak zapieprzać Unimogiem o mocy McLarena), no i znów świetna muzyka w wykonaniu Jeffa van Dycka i nieżyjącego już Sakiego Kaskasa. Do każdej mapy były po 2 motywy, jeden elektroniczny i jeden rockowy, właściwie w każdych warunkach broniły się obydwa. Wróć, wyjątkiem była pierwsza mapa, prosta pętla dla nowicjuszy o nazwie Proving Grounds - tam był jeden motyw Dycka, Headless Horse, który lubię sobie odpalać po dziś dzień bo to zaje*isty numer xD link macie tutaj, ale bez gameplayu żeby hałasu w tle nie było:
https://www.youtube.com/watch?v=3wS32T_YsyQ
W tamtych latach moim jedynym źródłem gier był ten Informatyk, bo internet stanowił pieśń dalekiej przyszłości, gazetek nie kupowałem a tego, co dostawałem od kumpli nie potrafiłem zainstalować. Z rzadka dostałem jakąś pudełkowaną nowość. NFSII był przy tym wszystkim taką grą, którą zdecydowanie propsowali moi starzy (bo ścigałka, więc bezpieczna) a nawet do dziś pozostaje jedynym tytułem w który grałem z ojcem na split screenie xD Był on stanowił dla mnie pewien wstęp do gier bardziej samochodowych (może wyłączająć GTA bo tam chodziło o coś innego), ale o tych najfajniejszych tytułach słyszałem głównie od użytkowników konsol. Dla mnie to były potem kolejne części NFS aż do Undergroundu 2 ale ten ostatni potrafił u mnie koszmarnie zamulać, więc odpuściłem i już nigdy po niego nie sięgnąłem. Pod wpływem tej gry jednak dostałem jedyną pudełkową w życiu związaną z autami grę jaką było Colin McRae Rally 2.0 i do dziś uważam ją za jedną z najlepszych tego typu w jakie grałem. Co ciekawe, silnik fizyczny do dziś robi wrażenie a i grafika nie padła aż tak bardzo jak na grę tak starą (niestety nie ma jej na żadnych platformach typu GOG czy Steam) - łezka w oku etc. Inną historią było legendarne i kultowe już chyba Re-volt. Powoli zacząłem się z takich rzeczy wyłączać gdy skutecznie dla siebie odkryłem erpegi. Ale przez czystą nostalgię wracać do nich lubię. Dodam jeszcze, że dwójka w pewnej chwili ukazała się jako Second Edition z paroma nowymi wozami, 2 nowymi mapami i poprawioną mechaniką, ale w tę odsłonę nie zagrałem. Dorzucam Wam gameplay z ukrytego levelu wersji obydwu w studiach filmowych - jest nawet Gwiazda Śmierci xD
https://www.youtube.com/watch?v=J3XkYu-qb9k
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Warcraft 1: Orcs & Humans i Warcraft 2
Chyba pierwsze gry strategiczne, jakie poznałem w życiu: jedynka, której grafika (te piksele!), mechanika (można się poruszać niewielką liczbą jednostek), bardzo ograniczona ekonomia (tylko dwa surowce) mogą się wielu wydawać dziś już archaiczne i dwójka, która może i zestarzała się nieco lepiej, ale i tak sentymentu do jedynki nic nie przebije, nawet znakomite dodatki do dwójki. Warto tu dodać bardzo dobre soundtracki do obu gier.
Tu soundtrack do części 1:
https://www.youtube.com/watch?v=KOV-VbRzxaU
Dla formalności dodam, że trójkę też poznałem, ale nie zagłębiałem się w nią tak bardzo, jak w dwie pierwsze części. Ale robiła wrażenie grafiką, światem przedstawionym, rezygnacją z jednostek morskich (obecnych tylko w drugiej części). W jedynce do dyspozycji gracz miał do dyspozycji ledwie kilka jednostek, w tym pracusia (tak go zawsze nazywaliśmy; nie wiem, czy to przez analogię do smerfa? nie da się już tego ustalić), wojowników, magów i przywołane przez nie istoty (demon czy niebieski stwór, jak go nazywałem, jak byłem mały, czyli elemental, a po polsku żywiołak wody) oraz katapultę (najbardziej niszcząca machina, jaką widziałem w grach przez dłuuugi czas). Pozyskiwał drewno i złoto (surowce nie odnawiały się), "produkował" jednostki i toczył w zasadzie bezustanną walkę z wrogiem, najczęściej przeciwnej rasy, czasem zdrajców lub konkurentów. Fabuła istniała dla porządku. Misje generalnie krótkie, mało skomplikowane w porównaniu z innymi grami, często za to widowiskowe (dużo trupów i dużo demolki).
W porównaniu z jedynką dwójka była trudniejsza (ruszało się maks 9, a nie 4 ludkami), było więcej jednostek, ceny ulepszeń też były wyższe, a i rozwój powolniejszy. Pojawiały się tak jednostki morskie (podwodne!), latające, jak smoki czy orły, ogry, masa postaci fantastycznych, bohaterowie, wieże, działo się zdecydowanie więcej, problemów do rozwiązania było więcej (np. opanowanie wyspy > trzeba zbudować stocznię, odlewnię, platformę do wydobycia ropy, transportowiec, trzeba go obronić itd.) Coś pięknego, chętnie do tego wrócę, jak będę miał chwilę z gatunku "mam wywalone na wszystko". Grało się w to jednak zdumiewająco, jak na te niedostatki, dobrze w obie części (człowiek po prostu nie wiedział, że może być lepiej). I ja dobrze wiem, że przemawia przeze mnie sentyment, a nie, że "kiedyś to było lepiej", bo nie było, bo grafika była, z dzisiejszej perspektywy, archaiczna, a sposób poruszania się jednostek (i katapulta rozwalająca ogniem wszystko na swojej drodze, swoich też) też budził pewne wątpliwości. Aha, grę instalowało się z płyty (2) czy nawet dyskietek (1) i to też z dzisiejszej perspektywy ciekawe, a normalnie kupił je tata w sklepie. Grało się całymi godzinami w to i nie miało dosyć.
Chyba pierwsze gry strategiczne, jakie poznałem w życiu: jedynka, której grafika (te piksele!), mechanika (można się poruszać niewielką liczbą jednostek), bardzo ograniczona ekonomia (tylko dwa surowce) mogą się wielu wydawać dziś już archaiczne i dwójka, która może i zestarzała się nieco lepiej, ale i tak sentymentu do jedynki nic nie przebije, nawet znakomite dodatki do dwójki. Warto tu dodać bardzo dobre soundtracki do obu gier.
Tu soundtrack do części 1:
https://www.youtube.com/watch?v=KOV-VbRzxaU
Dla formalności dodam, że trójkę też poznałem, ale nie zagłębiałem się w nią tak bardzo, jak w dwie pierwsze części. Ale robiła wrażenie grafiką, światem przedstawionym, rezygnacją z jednostek morskich (obecnych tylko w drugiej części). W jedynce do dyspozycji gracz miał do dyspozycji ledwie kilka jednostek, w tym pracusia (tak go zawsze nazywaliśmy; nie wiem, czy to przez analogię do smerfa? nie da się już tego ustalić), wojowników, magów i przywołane przez nie istoty (demon czy niebieski stwór, jak go nazywałem, jak byłem mały, czyli elemental, a po polsku żywiołak wody) oraz katapultę (najbardziej niszcząca machina, jaką widziałem w grach przez dłuuugi czas). Pozyskiwał drewno i złoto (surowce nie odnawiały się), "produkował" jednostki i toczył w zasadzie bezustanną walkę z wrogiem, najczęściej przeciwnej rasy, czasem zdrajców lub konkurentów. Fabuła istniała dla porządku. Misje generalnie krótkie, mało skomplikowane w porównaniu z innymi grami, często za to widowiskowe (dużo trupów i dużo demolki).
W porównaniu z jedynką dwójka była trudniejsza (ruszało się maks 9, a nie 4 ludkami), było więcej jednostek, ceny ulepszeń też były wyższe, a i rozwój powolniejszy. Pojawiały się tak jednostki morskie (podwodne!), latające, jak smoki czy orły, ogry, masa postaci fantastycznych, bohaterowie, wieże, działo się zdecydowanie więcej, problemów do rozwiązania było więcej (np. opanowanie wyspy > trzeba zbudować stocznię, odlewnię, platformę do wydobycia ropy, transportowiec, trzeba go obronić itd.) Coś pięknego, chętnie do tego wrócę, jak będę miał chwilę z gatunku "mam wywalone na wszystko". Grało się w to jednak zdumiewająco, jak na te niedostatki, dobrze w obie części (człowiek po prostu nie wiedział, że może być lepiej). I ja dobrze wiem, że przemawia przeze mnie sentyment, a nie, że "kiedyś to było lepiej", bo nie było, bo grafika była, z dzisiejszej perspektywy, archaiczna, a sposób poruszania się jednostek (i katapulta rozwalająca ogniem wszystko na swojej drodze, swoich też) też budził pewne wątpliwości. Aha, grę instalowało się z płyty (2) czy nawet dyskietek (1) i to też z dzisiejszej perspektywy ciekawe, a normalnie kupił je tata w sklepie. Grało się całymi godzinami w to i nie miało dosyć.