Best of Forum III

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 sty 2023 01:52

Ja to się trochę śmieję, że Sylvian tak wszystkim wszedł jak w masło, a numer z płyty, która podzieliła fanbejs DS-a jak Gesslerowa tort marcepanowy i aż nawet jestem trochę rozczarowany, że jakiejś inby nie było. No, ale dobra, nie wydziwiam, fajnie że doceniono. Może i dla poklasku się tu nie wrzuca rzeczy, ale dissów na utwory życia też się fajnie przecież nie czyta. W każdym razie, na jakiś czas wyczerpałem tu sylvianizmy, ale w albumach powinno się coś pojawić prędzej niż później. A tymczasem wtem:

The Immortals – Techno Syndrome (7” Mix)

Rok 1996, styczeń, młody, jeśli nie powiedzieć mały Munlup idzie z ojcem do kina Bałtyk w Łodzi. To jest małe święto, bo idziemy na „Mortal Kombat”. prostytutka mać, kto był na tym w kinie wtedy, ten po prostu wie. Kto żył w tamtych czasach i grał w gry, ten po prostu wie. To było święto. Z kina wyszedłem obśliniony, podekscytowany i z jednym pragnieniem – mieć kasetę z soundtrackiem. To życzenie spełniło się bardzo szybko. Pierwszy odsłuch był trochę bolesny, bo czekałem na ten moment i się nie mogłem doczekać, ale w końcu, pod koniec strony A, czekał ten utwór, na którym wszystkim zależało – Techno Syndrome. To był prawdziwy instant classic (a raczej klassic), każdy to wtedy znał i do dziś każdy millenials zna zakrzyk „MORTAL KOMBAAATT!”.

O czym ja sam wtedy nie wiedziałem, a sporo osób nie wie do dziś, to nie był numer przygotowany specjalnie do filmu. Sam krzyk „MORTAL KOMBAT” pojawił się już wcześniej, w reklamie jakiejś konwersji gry, jakoś w 1993 r. Płytę „Mortal Kombat: The Album”, The Immortals wydali już w 1994 r. Znalazło się tam 10 utworów techno, z czego 8 tyczyło się postaci z gry, a dwa były ogólnowojskowe (ale nadal o Mortalu). Można się trochę śmiać dzisiaj z tej płyty (zwłaszcza z tekstów w stylu Sonya GO GO GO, czy chinese nija warrior with your heart so cold, Sub-Zeeero), ale w tej konwencji to były naprawdę fajne rzeczy. Ja tego posłuchałem w całości dopiero w 2002 r. (do dziś jak słyszę te numery to mam przed oczami Mundial i egzamin gimnazjalny) i od razu polubiłem. Sami The Immortals to tak naprawdę spin-off grupy Lords of Acid, o której ja sam do tej pory niewiele wiem, ale podejrzewam, że np. Dragon może coś wiedzieć. No, w każdym razie, o tym albumie to w Polsce nikt nie wiedział, bo niby skąd. Nikt tego u nas nie wydał, internetu nie było. Dopiero jak wyszedł film, to się dowiedzieliśmy o istnieniu „Techno Syndrome”.
To jest ważna wrzuta dla mnie, bo po pierwsze, jest to najstarsza jak dotąd moja wrzuta pod kątem roku poznania i prawdopodobnie pierwszy w ogóle utwór, który jakoś bardziej świadomo pokochałem. Nie ja jeden zresztą, każdy to lubił. Nawet mój ojciec, który jakoś nie szalał za techno, uwielbiał ten numer i regularnie puszczał w aucie (to jest cud, że mu tego nie ukradli za którymś razem z radiem samochodowym). Ten numer ma wszystko, zajebisty hook, dobry bit i klimat.
O tym, że Mortal Kombat to moja ulubiona gra ever, nie muszę wspominać. Kocham ten film, kocham ten soundtrack. Mam tę kasetę do dziś, jest tak wymiętoszona przesłuchaniami, jak tylko kaseta może być. Minęło 27 lat, a ja nadal czuję jakieś kretyńskie podekscytowanie na dźwięk tego uderzenia w gong, i wejścia tej absolutnie klasycznej, elektronicznej wstawki. 27 lat, ja pierniczę…

https://www.youtube.com/watch?v=UJ7N0NvRuc8
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 sty 2023 08:55

2Pac - Pain (feat. Stretch)
(1994)

Wrzucam teraz ten numer uznając że najlepszym kryterium kolejności będzie chyba po prostu wrzucanie kolejno numerów które najbardziej mnie "grzeją" po dziś dzień że tak powiem.

2Pac czyli Tupac Amaru Shakur, postać podejrzewam dobrze wszystkim znana bo to jedna z tych ikon subkultury hip hopowej która na stałe wpisała się w krajobraz popkultury lat 90. ale i popkultury w ogóle. Człowiek utalentowany? Tak, raperem był niezłym ale nie tylko, jako nastolatek uczęszczał do Baltimore School for the Performing Arts gdzie uczył się poezji, baletu i aktorstwa, co wraz z jego wrodzoną charyzmą zaprocentuje później również karierą aktorską. Wtedy też zaczynał pisać pierwsze rapowe teksty jeszcze jako MC New York, potem pod koniec lat 80. czekała go przeprowadzka do Kaliforni gdzie osiadł na dobre, ale jego związki z nowojorską sceną rap utrzymywał jeszcze kilka lat.

Tupac to ikona, koleś o bogatej dyskografii jak na swój krótki żywot (między 1991 a 1996 rokiem nagrał 5 albumów, ostatni z nich ukazał się już po jego śmierci). Jeśli chodzi o technikę czy styl Tupac jakoś szczególnie się może nie wyróżniał tak naprawdę, jego zaletą były przesłania zawarte w tekstach oraz to o czym już mówiłem, charyzma, magnetyzm. Będąc synem Afeni Shakur, członkini Czarnych Panter jego wczesna twórczość nacechowana była tekstami o zabarwieniu społecznym, miała w sobie ten pierwiastek młodego buntownika-rewolucjonisty wyssany z mlekiem matki, z czasem dopiero wraz ze zdobywaną sławą, kolejnymi problemami z prawem i rosnącą niechęcią do mediów w jego muzyce pojawiło się więcej stereotypowych wzorców znanych z gangsta rapu - przemoc, hedonizm, mizoginia i nastawienie w stylu "piep*yć świat". Przełomowy pod tym kątem na pewno był feralny rok 1994. Do tamtej pory Tupac był szanowanym na obu wybrzeżach USA raperem i jednym z bliskich przyjaciół Notoriusa B.I.G. Niestety, w wyniku niefortunnego zbiegu okoliczności w listopadzie 1994 roku 2Pac został pięciokrotnie postrzelony podczas napadu w studiu nagraniowym w czasie gdy przebywał tam Biggie. Po napadzie 2Pac oskarżył o współudział w zorganizowaniu ataku na niego Biggiego i m.in. właśnie Stretcha, rapera z którym przyjechał tamtej nocy do studia. Wkrótce potem Tupac trafił do więzienia skąd po kilku miesiącach wykupił go Suge Knight, właściciel wytwórni Death Row Records (otwarcie rywalizujący z Biggiem i Bad Boy Records należącą do Puff Daddy'ego), reszta jak to mówią jest historią, spirala nienawiści została nakręcona do granic a obaj raperzy zginęli od kul w odstępie raptem pół roku.

Wybaczcie mi ten może nudnawy historyczny wywód, chciałem możliwie pokrótce nakreślić obraz tego jak zmieniała się droga tego rapera z biegiem lat i wytłumaczyć dlaczego zdecydowałem się dziś postawić na ten a nie inny kawałek. Tupac ma wiele hitów w zanadrzu jednakże późniejsze gangsta rapowe bangery nigdy nie były mi najbliższe, wcześniejsze jego numery nacechowane bardziej pozytywnym przesłaniem trafiają do mnie bardziej ALE koniec końców postawiłem na coś jeszcze innego. 1994 rok, ścieżka dźwiękowa do filmu Above The Rim (Nad obręczą) w którym zagrał jedną z głównych ról i utwór który co ciekawe pojawił się w filmie w otwierającej go scenie ale ostatecznie nie trafił na oficjalny soundtrack (na CD, Pain pojawia się jednak jako bonus track na wydaniu kasetowym). Na szczęście poza kasetami jest jeszcze jedno wydawnictwo na którym wrzucili ten kawałek a mianowicie singiel Regulate autorstwa Warrena G będący przebojem tej ścieżki dźwiękowej, jednym z b-side'ów/bonusów w sumie jest tu właśnie Pain.

Za co uwielbiam ten numer? Bo to uchwycenie 2Paca w chwili jego transformacji, w momencie przemiany z młodzieńczego buntownika w gniewnego gangsta rapera, jednakże jeszcze przed wydaniem bangerowego albumu w Death Row Records. Po pierwsze chociaż bit w tym numerze jest bardzo taki sobie to uwielbiam sampel który został tu wykorzystany. Co ciekawe moje pierwsze zetknięcie z nim to był utwór So Much Pain w wykonaniu Ja Rule'a z wklejoną zwrotką Tupaca z oryginału, dopiero po latach odkryłem że to był taki cover/tribute a numer jest dużo starszy. Bardzo podoba mi się więc wysamplowana tu melodia to jedno a drugie to nie tyle może tekst ile pasja z jaką Tupac tu nawija. To jest Tupac w takim trybie YOLO, to co pisałem - piep*yć świat. On tutaj jedzie bez trzymanki po prostu, jest dla mnie prawdziwkiem na miarę wrzucanego przeze mnie już Cobaina i kiedy kończy zwrotkę zastanawiając się czy dożyje 23. urodzin to ja typowi wierzę (tym bardziej że 2 lata później już nie żył). Bardzo lubię jego twórczość właśnie z tego okresu 94-95, ma on w dyskografii kilka takich obskjurowych zapomnianych kawałków nagranych wówczas i jak się uprę a munlup uzna ich zgodność z naszymi zasadami to może kiedyś jeszcze będzie szansa tu coś Wam przemycić. Tak czy siak wybaczcie mi tą ścianę tekstu ale niech to będzie dowód na to że ten koleżka i emocje które przekazywał coś tam jednak dla mnie znaczą.

https://youtu.be/dnV-O6gC3jY
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 25 sty 2023 16:10

ARC - Filtered Through Haze (2015)

Przy okazji wrzutki Redshift pisałem, że później jeszcze coś będzie i jest. Związków artystycznych Iana Boddy i Marka Shreeve'a nie znam tak dokładnie. Wiem tyle, że pod koniec lat 90' Shreeve stworzył kolejny projekt, w którym eksplorował klasyczną elektronikę i berlin school inspirowane Mandarynkami, tylko trochę inaczej niż w Redshift. Tutaj trochę szybciej zaangażował do pracy całkiem solidnego twórcę ambientu i tak w 1998 roku rozpoczęła się dwudziestoletnia przygoda ARC. Nie był to projekt aktywny cały czas, panowie szczególnie w późniejszym okresie wskrzeszali go na okoliczność pojedynczych koncertów. O ile na początku jeszcze bawili się w jakieś studyjne posiedzenia, tak później zmienili front, dzięki czemu w dyskografii ARC znajdziecie więcej koncertówek. Dla mnie ARC jest bardziej mroczne, może trochę trudniejsze w odbiorze, ale dalej szalenie dobre.

Zastanawiałem się nad dwoma numerami, ale wybieram ten, po którym na dobre wsiąkłem. Ten drugi jest znacznie bardziej ilustracyjny, ale jest za bardzo wkomponowany w resztę płyty, żeby go tutaj chamsko wyciągać. Filtered Through Haze poznawałem na świeżo w 2015 roku. Kojarzyłem już trochę rzeczy. Znając życie, pewnie ociągałem się z przesłuchaniem wszystkiego. Chyba już wtedy miałem w domu jedną płytę ARC, którą być może jeszcze wrzucę, choć po niej ewidentnie słychać, kto był inspiracją (i wręcz jakie płyty brano pod uwagę xD) i nie wiem, czy warto wykorzystywać miejsce w kolejce, szczególnie tak szybko. FTH pochodzi z Arclight, które jest zapisem koncertu z listopada 2014 roku. Rok wcześniej wyszła Umbra - czyli to, co panowie zagrali w 2013 roku. Między Umbrą a Arclight jest mnóstwo podobieństw, różnica polega na wymianie 2-3 utworów. FTH na Umbrze nie ma, więc zapewne kiedy sięgałem po płytę pierwszy raz, to chciałem sprawdzić nowinki. No i mnie zatkało. Oczywiście z przodu po pewnym czasie pojawia się pasaż sekwencyjny wykręcony na modularze, ale przede wszystkim imponowało mi to gęste, intensywne, dość niepokojące tło, które z czasem ulega ewolucji. Tego typu granie ma coś lirycznego w sobie, wbrew pozorom jest doskonale zaplanowane. Żywy ambient, który pozwala na głębsze rozmyślania. Idzie poważnie ugrzęznąć w tym klimacie. Od wczoraj jestem dziwnie nieobecny i źle się czuję ze sobą, ale dobrze, że przygotowałem sobie ARC już znacznie wcześniej do zapodania. Trzeba umieć dostrzegać miniaturki, choć teoretycznie numer trwa osiem i pół minuty.

Z pojedynczymi znajomymi mogłem o tej muzyce pogadać na żywo, ale raczej zadowalały mnie pogadanki w internecie. Niestety, okazji do pójścia na ARC na żywo już nie będzie.

https://www.youtube.com/watch?v=zH-_Iq2 ... F6ZQ%3D%3D
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 25 sty 2023 17:38

Morrissey - Spent the Day in Bed (2017)

Hymn ostatnich paru dni, a raczej byłby, gdyby nie wesoły zapie*dol, jaki sobie równie wesoło zafundowałem. Piosenka, której głównym celem jest klepanie samego siebie po głowie w sytuacji, w której człowiek oddaje się słodkiemu nic nierobieniu, opieprza się, że aż brzuch boli, leży cały dzień pod kołdrą i ma wszystko w głębokim poważaniu. To jest dokładnie ten stan, którego teraz bardzo potrzebuję, a osiągnąć właściwie nie jestem w stanie xD Bio Morrisseya robił nie będę, bo to chyba zbędne, ale podam background mojego poznania tego numeru. Stało się to dokładnie w styczniu 2018 roku, a więc już 5 lat temu (jak ten czas zapieprza). Rozwaliło mi się wspomaganie kierownicy w ówczesnym samochodzie, a w Łodzi (gdzie wtedy stał) znalazłem dosłownie jeden warsztat, który był gotów naprawić to cholerstwo za przyzwoite pieniądze. Zima była wtedy konkret, wszędzie leżało od cholery śniegu, który dodatkowo srogo sypał, dotarłem na Złotno, zostawiłem wóz i czekałem chyba ze trzy kwadranse aż przyjdzie właściciel i da mi kwit do podpisania. W tym czasie gniłem w szopie na narzędzia z mikrokantorkiem, na którym stało stare, mocno spracowane radio. Spośród trzasku fal wyłaniały się dźwięki muzyki, to był chyba Program 1 Polskiego Radia, o ile dobrze pamiętam. I nagle startuje ten numer właśnie, a ja się zastanawiam, skąd kurde znam głos wokalisty. Miałem totalną pustkę w głowie wtedy. Do tego stopnia, że zanotowałem fragment tekstu z refrenu i dopiero po nim zczaiłem, że to właśnie Morrissey. Bardzo mi się kawałek wkręcił, tak solidnie, bo i wtedy mocno odnosiłem się do tekstu. Koniec roku 2017 był dla mnie w opór kwaśny (Hien coś tam pamięta HUEHUEHUE), styczeń przyniósł chwilowy spokój, moment na kompletne wyluzowanie, choć wiele dziwnych rzeczy miało wtedy miejsce, jak np. to, że miałem romans z własną przełożoną (która potem stała się moją wieloletnią partnerką), balansowałem na granicy biedy i bezdomności, na dodatek srogo się roztyłem i chciałem po prostu się tym wszystkim nie przejmować. Nie wiem, czy byłem w stanie, ale Morrissey bardzo pomagał. Pamiętam, że jak lazłem wtedy od mechanika na autobus i stamtąd na Dworzec Kaliski, całą drogę słuchałem tej piosenki. No i ostatnio...

Ostatnio też mi siadła, dosłownie kilka dni temu. Pomiędzy ciśnięciem fragmentów Jarre'a, jakimiś dark ambientami do pisania prac i regularną dawką ze starych bestek zawsze mieścił się eks-frontman The Smiths. Jak już pisałem przy okazji poprzedniej wrzutki, styczeń to dla mnie taki miesiąc-widmo, raz nie ma w nim zupełnie nic wartego uwagi, raz zaskakująco dzieją się dobre rzeczy, a raz albo złe, albo styczeń przynajmniej te złe zapowiadał. Ten styczeń zaczął się cokolwiek interesująco, i zanim zdążył się rozkręcić - zdechł (przynajmniej połowicznie). Trochę znów balansuję na granicy biedy i bezdomności, dodatkowo pali mi się w pracy, na uczelni (kto normalny studiuje po trzydziestce), mam naręcze innych obowiązków (Hien uśmiecha się złowrogo zza kulis), z których nie jestem w stanie się wywiązać, najchętniej rzuciłbym wszystko w pi*du i wyjechał, nie wiem, nad morze. Otóż morze jest wyjątkowe o tej porze roku, choć byłem nad nim w takich okolicznościach tylko raz, i to w jakimś 1995 xD Z kol. Jakubem obiecujemy sobie od lat, że się w końcu wybierzemy, i jakoś nigdy się nie składa, zawsze coś staje na przeszkodzie. Akurat wtedy, w styczniu 2018 były bodaj najlepsze warunki do materializacji tych planów, pamiętam, że coś żeśmy próbowali krystalizować, ale potem jakoś tak się poskładało, że kilka miesięcy w ogóle ze sobą nie gadaliśmy. Przez to straciłem pewną okazję do spytania go o ten numer, gdyż okazało się, że jest to stosunkowo świeża sprawa. Pochodzi on bowiem z płyty Low in High School, która ukazała się jesienią 2017, a Spent the Day in Bed było zeń pierwszym singlem, jeszcze z września tamtego roku. Hiena zawsze kojarzyłem jako fana i The Smiths i Morrisseya solo, i dopiero po dłuższym czasie, kiedy w ogóle mi się ta piosenka przypomniała (mam z nią ciekawą relację, potrafię nie słuchać latami, a przynajmniej miesiącami, po czym nagle wraca mi do głowy i binge'uję ją jak nienormalny) i miałem okazję go o to spytać, rzucił tekstem, że właściwie to jest dokładnie coś takiego, co mogłoby mi się spodobać. Za to resztę płyty trochę zdissował xD Nevermind tho, po co cały album, skoro jest TO. Nic, tylko przebrać się w wyciągnięty dres, położyć pod kocem, wziąć L4 a przynajmniej na żądanie, wypieprzyć komputer służbowy za okno (chociaż do szafy) i wyłączyć telefon. Skutecznie. Nieosiągalne, ale dobrze się słucha.

https://www.youtube.com/watch?v=iL_-GwbEP4g
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 sty 2023 09:56

Wujas pewno ma sklerozę to przypomnę tylko że może lecieć z wrzutą, bo mentos to pewno utonął w swojej bibliotece gitarowych dronów szukając czegoś ekstra
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 27 sty 2023 00:18

Skleroza jest, ale bardziej brak czasu. Jest urlop więc jest i robota w domu zapodana przez szanowną małżonkę. :D

Robert Janson - Małe szczęścia.


Various Manx jak i Robert Janson mieli różne etapy. Ale mnie bardzo rusza jeden numer Jansona, czyli Małe szczęścia. Świetne krótkie intro w postaci bębnów. Potem wchodzi wspaniała melodia Roberta zaśpiewana przez Kubę Badocha. Robert Janson potrafił pisać naprawdę nietuzinkowe melodie i myślę, że to jedna z nich. Niby prosta, niby zwyczajna, a jednak mnie rusza. Jakością samą w sobie, ale i uruchamia pewne pokłady nostalgii. 97 rok, to był piękny rok. Jeszcze trochę rozrywkowy, a jednak już z obecną żoną. Chodziło się tu i ówdzie z małolatą po imprezach i takie to utwory grali. Piękne wspomnienia i piękny utwór. Jak myślę o Orzyszu na wstępie swojej przygody tutaj, to Janson jest numerem jeden w kategorii "nostalgia".
To nadal na mnie działa.
I to nie jest ostatnia przygoda z panem Jansonem tutaj.

https://www.youtube.com/watch?v=w-_5_RBhouE
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 27 sty 2023 00:46

Swoją drogą widać, że jesteście już innym pokoleniem. Pokoleniem diaco polo, skoro nie czujecie potrzeby tańca do italo disco. ;(
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 sty 2023 01:37

Jakie italo, taki taniec.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 27 sty 2023 01:37

Kury - Jesienna Deprecha

Czasem fajnie jest nie mieć żadnego planu w tej zabawie na partycypowanie w tej zabawie. Prawie nigdy nie mam konceptu na kawałek, który wrzucę - nigdy nie potrafiłem dokładnie planować swoich dni, nie mówiąc o jakiejś dalszej perspektywie. Ma to swoje dobre strony, ma to i te gorsze, w kontekście tej zabawie pewnie dla was gorsze, bo czasami serio nie mam weny na wrzuty i trzeba na mnie czekać, poganiać batem, posyłać Murzynów etc.
Tym razem było dość podobnie, jeszcze dziś rano za cholerę nie wiedziałem co tu wrzucić. Mógłbym się zasłaniać jakimiś pierdołami typu to, że jestem jakiś taki rozjebany, chory i w ogóle przyjechałem sobie do starych, bo chcę odpocząć, a nie do końca będę w stanie, ale jednak nie będę tego robić. xD Zamiast tego napiszę o tym, że pomógł mi przypadek - ot, znajomy wrzucił na tablicę info, że dzisiaj 25 urodziny obchodzi POLOVIRUS Kur.
Powiedzieć, że poznałem ten album w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, to mało powiedzieć. Było lato 2011 roku, okres pasożytowania i tak zwane ostatnie wakacje w życiu (co się okazało na szczęście bullszitem), który spędziłem prawie w całości na graniu w gierki, słuchaniu muzyki oraz siedzeniu na tym forum - nawet za bardzo nie wychodziłem, bo wiecie, jeden znajomy już się bujał z jakąś ekipą z tzw. Krakowa, inny pracował 69h dziennie (tak naprawdę to nie, ale lubił zgrywać przodownika pracy xd), inny coś tam, więc no wiele innego mi nie zostało na mojej zabitej deskami i smutnej wsi. Ot, niby mogłem iść do jakiejś pracy za 5 zeta za godzinę, gdzie ledwo by mi się zwrócił dojazd do domu, ale na to przyszedł czas w innym rozdziale mojej historii.
W każdym razie, w tej zapyziałej i smutnej epoce soulseeka odkrywałem naprawdę cuda wianki z różnych miejsc i źródeł. Nie wiem, kto mi konkretnie podsunąl ten album - niby akurat w owym czasie czasowo reaktywowali się na OFFie, ale ja wtedy tylko wiedziałem, że coś takiego istnieje, nie jeździłem tam tym bardziej. No mniejsza z tym, w każdym układzie ówczesny ja był pod swoim wrażeniem - płyta, która jednocześnie była pastiszem praktycznie całej ówczesnej sceny rozrywkowej, czymś pokroju satyry społecznej (wtedy jednak bardziej czytelnej niż teraz), a przy tym naprawdę na wysokim poziomie realizacyjnym i z naprawdę dobrymi piosenkami - kupiło mnie to od razu i wnet zostałem sympatykiem tego projektu.
Z wiekiem oczywiście już nie jestem AŻ TAK na plus - humorek momentami mocno się zestarzał, a persona Tymańskiego w pewnym momencie tak mnie irytowała, że nawet miałem okres niechęci do tej płyty. Ale jak się już przymknie oko na to, co ten pajac odpierdalał później, to ja w sumie tu nadal słyszę z grubsza to, co mnie wzięło te 12 (ILE prostytutka) lat temu. Jako reprezentanta tego krążka podrzucam wam Jesienną Deprechę - wybór dość oczywisty, bo to był singiel promujący te płytę i w ogóle. Z jakichś przyczyn zwany pastiszem disco polo, ale szczerze mówiąc to nie wiem, bardziej tu jakieś new romantic słyszę, aczkolwiek mniejsza z tym. xD Ot, taki niby przewrotny kawałek, że niby z takim głupkowatym tekstem, ale jakoś tak tej bandzie debili udało się to zrobić w ten sposób, że jednocześnie działa jako kawałek o bólu istnienia, jako pastisz smutnych tesktów nowych-twoich starych romantyków, a przy tym nie mam żadnego dysonansu poznawczego. Ja to nie kumam, jak tacy ludzie potrafi sprawić, żę coś co nie powinno działać totalnie działa, ale tak się czasem dzieje. Chociaż jak tak się zastanawiam - to może ja tu przekombinowałem i bredzę? XD
Nie wiem, mniejsza z tym. Wy po prostu bierzcie i słuchajcie tego, sami się przekonacie.
https://www.youtube.com/watch?v=UGgdPnfuFYY
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 sty 2023 02:00

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 sty 2023 09:24

The Immortals - Mortal Kombat

Na początek małe wyznanie - nigdy nie oglądałem Mortal Kombat a z dzieciństwa cały ten lore znam bardziej z gier, a nawet nie z nich bezpośrednio ile z czasopism o grach (Top Secret i Secret Service) których stertę mam nadal zachowaną w rodzinnym domu. Czytałem o tych grach, fascynowała mnie różnorodność tych postaci a nawet co śmieszne miałem swoją ulubioną - Sub Zero. Pamiętałem jeszcze kilka lat wcześniej Street Fightera i ta gra pojawiła się u nas w domu nawet ale grali w nią starsi bracia (ja będąc dzieciakiem bałem się grać w wiele gier z prozaicznego powodu - bałem się przegrywać, za mocno to przeżywałem ;( )

No ale tyle nostalgicznego off-topa bo tu o muzyce mamy gadać. Nadmienię jeszcze tylko że jeśli o wrzuty z dzieciństwa chodzi to u mnie będą wjeżdżać raczej późno bo nie mają takiego znaczenia dla mnie po latach (będą wyjątki ale to w następnej 25. chyba). Nuta z Mortal Kombat to w sumie typowa energiczna growa techno nutka oddająca ducha tamtych czasów. Do takiej techniawki też średnio mam sentyment, ocierałem się o to pod postacią U96 czy 2 Unlimited (No Limit był jednym z moich ulubionych numerów swego czasu), numeru nie znałem ale widzę że w tym nurcie jest chyba takim nieco zapomnianym już evergreenem. Sympatyczna retro wrzutka, nie czuję potrzeby rozbierania jej na czynniki pierwsze, tu bardziej działają słynne feelsy choć to brzmienie jakoś źle mi się kojarzy, do tej odsłony lat 90. nie bardzo chcę wracać.

ARC - Filtered Through Haze

Dragon w tej bestce stawia na razie na ambientowe "miniatury" czym łatwiej jest mu zaskarbić sobie moją sympatię. Te 8 minut dla muzyki ambient jest mniej więcej tym czym 3-4 minuty w muzyce pop, tak to człowiekowi zlatuje lekko i przyjemnie. Fajne berlin school, podoba mi się brzmienie basowego Mooga, choć reszta - zwłaszcza rytm perkusyjny - brzmią mi dość cyfrowo i jakby zdradzają że jednak jest to nagrane bardziej współcześnie a nie kiedyś w latach 70./80.
To mój jedyny zarzut dla tego skądinąd całkiem spoczko numeru, z drugiej strony może to i dobrze bo tym samym odróżnia się ten numer jakoś bardziej od wrzucanego tu Ashra.

Morrissey - Spent the Day in Bed

Proszę wytłumaczcie mi jak to jest że o ile czuję jakaś względną sympatię do The Smiths tak pomimo kompletnej nieznajomości twórczości Morrisseya czy wiedzy o nim czuję jakieś uprzedzenia względem niego? Pardon, nawet znam jeden jego numer - Irish Blood, English Heart - który był nawet ok z tego co kojarzę. Nie wiem, może naczytałem się o nim czegoś, fakt, coś ostatnio nawet słyszałem jak przerwał koncert jak primadonna choć nie wiem czy to było teraz czy jakieś stare newsy. Coś jednak jest takiego że za młodu mi nie przeszkadza a stary mnie mierzi.

Przejdźmy jednak do tego konkretnego numeru który no... jest właściwie spoko. Bardzo mi się podoba gra klawiszy, robią tu największą robotę dla mnie wraz z tekstem który jest w sumie też niegłupi. Całość to naprawdę dobry pop song, nieinwazyjny, przyjemny, na tą chwilę jakoś nieco odbieram go tak jak No Ideas od Drapera i mam poczucie że to może być grower kolejki ale i ogólnie. Kredyt zaufania daję tym razem.

Robert Janson i Kuba Badach - Małe szczęścia

Wujas z miejsca zrobił mi w sumie dwa zaskoczenia w kwestii tego utworu bo ja zielony Murzyn mam spore braki w polskiej muzyce rozrywkowej, zwłaszcza lat 90. i nie kumałem że Janson to gość który komponował w Varius Manx a dwa że Małe szczęścia to śpiewa młody Kuba Badach. Po muzyce teraz czuję ten oczywisty vibe Varius Manx, z Badachem mam nawet związane pewne miłe skojarzenie, nie zmieniają te fakty jednak mego nastawienia do tego konkretnego kawałka za którym nigdy akurat nie przepadałem z dwóch powodów. Pierwszym jest ta flecikowa zagrywka która dla mnie trąci ostrym kiczem i alergicznie na nią reaguję od zawsze a druga sprawa ten słodki natchniony klimat tego kawałka, trochę kojarzący mi się z młodym Piaskiem, słucham tego utworu i chwilami mam przed oczami Złotopolskich xD przykro mi wujku, nie Twoja w tym wina, po prostu się nie polubię z tym numerem.

Kury - Jesienna deprecha

No jasne że jak Kury to musi być Jesienna deprecha, zaraz zaraz, tylko... skąd ja to wiem? Zabawne bo ja tego numeru nie słyszałem nigdy a jednak wiem że to ich przebój był, gdyż jakoś w roku 2006 oglądając raczkujące jeszcze wtedy 4Fun TV ten klip do tego numeru był na liście do wyboru w sms-owym głosowaniu ale zdaje się za mojego oglądania nigdy nie wygrał i go nie ujrzałem xD nadrobiłem za to teraz i oglądając go z logiem Viva Polska zrobiłem lekki handicap dla tego kawałka który początkowo miałem zjechać. Przedziwne, specyficzne to brzmienie, faktiko pastisz new romantic brzmiący tak jak można by się spodziewać po Tymańskim (którego kojarzę głównie z osta do Wesela), wchodzący potem zdaje się klarnet brzmi tak od czapy a jednocześnie tworzy to bardzo unikalny melanż i mogę spokojnie stwierdzić że o, nie słyszałem nic takiego w swym życiu do tej pory. A w ogóle to jest rok 1998 a myślałem że lata zerowe już, też interesujące. Koniec końców, może humor tu taki starzejący się jak mleko z jednej strony a z drugiej fajny obskjur dla mnie i od tego mamy miętusa by te rzeczy wyciągał i walił nimi w pysk czasem. Pozostanę neutralnym na ten moment.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 sty 2023 17:26

2Pac - Pain (feat. Stretch)

Pisałem już milion razy, że Murzyn jak wrzuca hiphop, to się chyba tylko raz, może dwa razy zdarzyło, że mehnąłem. Jak zobaczyłem, że to 2Pac (a nie jakieś podziemne, polskie wynalazki, sorry xd) to wiedziałem, że będzie dobrze i jest bardzo dobrze. Od razu napiszę, że mnie się akurat bit podoba. Główny motyw też. Rap też mi się podoba, 2Pac brzmi tu trochę jak Coolio. Jeśli chodzi o background historyczny, no jest coś unikalnego w tym jak, zwłaszcza w tamtych czasach, fani czarnego rapu słuchali tych płyt, zastanawiając się, czy następnego dnia nie przeczytają w gazecie, że ich ulubieni wykonawcy zginęli w strzelaninie. Dla mnie to jest perspektywa trudna do pojęcia, tzn. wyobrażam sobie, że słuchałbym sobie no-man, wiedząc że Tim Bowness codziennie narażony jest na jakiś atak wycelowany w jego życie i otwarcie z tym flirtuje. Te spory wydają się tak nieodłącznym elementem czarnego hip hopu z lat 90-tych, że można niemal wymienić je na liście influences. To jest na swój sposób fascynujące i co mnie najbardziej poraża, to to, że tak naprawdę takie rzeczy nadal się dzieją, chociaż zdecydowanie więcej raperów umiera obecnie przez narkotyki i alkohol, niż ze względu na porachunki. Ciągnę paragraf nie traktujący o muzyce, bo w sumie o kawałku mogę powiedzieć, że mi się bardzo podoba i tyle. Nie jestem specem, jak Murzyn, mój słownik związany z hip hopem już się wyczerpał przy poprzednich wrzutkach, ale to po prostu kolejny, doskonały fragment historii czarnego rapu. Ja niby znałem tych wszystkich wykonawców, ale nigdy się w nich nie wkręciłem dostatecznie i większość z tych kawałków, które Jacek (uuu) tu wrzuca, nie znałem. To są tak zajebiste korki, że ojacie.

ARC - Filtered Through Haze


Jak Dragon wspomniał o konotacjach z Redshift, to się oczywiście ucieszyłem, no i po przesłuchaniu też jestem ucieszony. Dla mnie to ma DNA Jarra i Tangerine Dream, ale nie chce mi się wchodzić w jakieś głębsze porównania. To może nie jest najoryginalniejsza muzyka świata, ale ja tu nie łowię talentów od oryginalności. Kawałek jest tradycyjnie zbudowany, tworzy bardzo fajny klimat. Przestrzenny, świdrujący ambient w tle, fajny arp, fajne dźwięki i ten bas trochę jak z fruity loopsa. Taka bardzo rzetelna, typowa wrzutka kolegi Roberta. Kiedyś już wspominałem, że Dragon u mnie dostaje łatwe pochwały za takie kawałki, i może kiedyś przyjdzie moment kiedy tu napiszę – Stary, wrzuciłeś o jeden identyczny elektroniczny numer za dużo – ale to jeszcze nie jest ten moment.

Morrissey - Spędź the Day in Bed

Ano „Low in High School” nie jest jakoś szczególnie udaną płytą, zwłaszcza po „World Peace Is None of Your Business”, która była wybitna. Miałem nadzieję, że Morrissey nagra sequel „High in the University”, ale to się nigdy nie stało. Jest natomiast fajny bonus z rozszerzonego wydania „Low in High School” pod tytułem „Never Again Will I Be a Twin”, który chyba Musiałowi nawet puszczałem, ale pewnie tego nie pamięta. No, ale nie ważne, bo my tu piszemy o „Spędź the Day in Bed”. Ten singiel był zapowiedzią albumu i nie sugerował wtopy, wręcz przeciwnie, bardzo mi się podobał, zarówno muzycznie, jak i tekstowo, ale tekstowo to mnie Moz naprawdę rzadko rozczarowuje. Dev trochę pojebał, bo ten wyjazd nad morze to myśmy planowali na grudzień 2018 r., a na początku roku faktycznie mieliśmy kosę i nie rozmawialiśmy. W ogóle trochę beka, bo zawsze kiedy z jakiegoś powodu się nie kontaktujemy, Musiał zaczyna nieświadomie poznawać jakiś mój ulubiony zespół, tak było w 2013 r. z no-man i tak było w 2018 z Morrisseyem. Pamiętam, że pierwszy raz, Dev mi powiedział o tym kawałku w przedpokoju w moim mieszkaniu xD Hasłem przewodnim tego utworu jest „sranie przy otwartych drzwiach”, które było u nas taką metaforą dziwnej wolności w mieszkaniu, kiedy człowiek jest w swoim mikrokosmosie i czuje się bezpiecznie. „Spent the Day in Bed” mówi o tym żeby wyłączyć tv (a przynajmniej „Wiadomości”), zasunąć zasłony, włączyć ulubioną muzykę, wziąć z półki ulubioną książkę, wyłożyć dupę na pościeli, za którą się zapłaciło i spędzić dzień w łóżku, ignorując cały świat. Każdy potrzebuje takiego dnia raz na jakiś czas, ale nikt o tym nie śpiewa. Za to uwielbiam piosenki Morrisseya, bo facet często pisze o rzeczach tak pozornie błahych, że umyka nam zupełnie ich niezwykłość i moc. Super jest ten kawałek.

Robert Janson - Małe szczęścia

Coś tam kiedyś wiedziałem, że to Jansona numer, ale się nigdy jakoś bardzo nie interesowałem, nigdy nie włączałem tego z własnej woli, bo nie musiałem, to leciało wszędzie. Pamiętam tamte czasy, dużo fajnego działo się w polskiej muzyce popularnej. Słychać na kilometr, że to ma coś wspólnego z Varius Max, aż dziwne, że to nie ich numer, jestem w stanie sobie to wyobrazić z damskim wokalem. Wuja mówi 97, ja miałem wtedy 10/11 lat, życie było spoko, raczej beztroskie. Na bank to musiało lecieć w tle kiedy jakaś sklepikarka z warzywniaka mnie opierdalała, że gniote paczki Ruffles w poszukiwaniu tazo z Gwiezdnych Wojen. Ten fletowy motyw jest straszny, nawet wtedy w latach 90-tych mnie potwornie odrzucał, bo to wiocha niesamowita jest, ale była moda na takie rzeczy wtedy, np. „Fleciki” Kayah, no i Ciechowski męczył flet niesamowicie (głupio to brzmi, wiem), ale u niego to jakoś grało, nie wiem, może to bias. NIE WAŻNE. Tego numeru Jansona mimo wszystko nie jest mi w stanie nic zepsuć, bo po prostu ogarnęła mnie maksymalna nostalgia do tamtych czasów. To był tak wielki hit, że nie da się nie uśmiechnąć na wspomnienia, o ile oczywiście pamięta się tamte czasy. To jest w ogóle dobra piosenka, trąci trochę niektórymi rzeczami Piaska z tamtych czasów. Może i aranżacja dupy nie urywa, ale melodia jest mocna, Badacha wokal jest bardzo dobry. Jest w tym kicz, ale to naprawdę traci jakikolwiek znaczenie w utworach tak bardzo naznaczonych nostalgią.

Kury - Jesienna Deprecha

Nigdy nie wkręciłem się w Kury, a Tymański zawsze mnie wkurwiał, wystarczyło, że na niego patrzyłem i już mi się wszystkiego odechciewało. Jestem świadomy kultowego statusu tego albumu, ale w sumie niewiele mnie to obchodzi xD Obiektywnie słyszę, że jest to interesujący pastisz italo polo, ale nie w tym problem, że to jest z jakiegoś gatunku, tylko mnie to po prostu się nie podoba. Nie bawi mnie tam gdzie powinno bawić, nie kręci muzycznie tam gdzie powinno kręcić, a i wspomnień nie mam szczególnych z tym, bo nigdy nie wkręciłem się w Kury, a Tymański zawsze mnie wkurwiał, wystarczyło, że na niego patrzyłem i już mi się wszystkiego odechciewało. Są takie legendarne płyty, że jak się w towarzystwie je skrytykuje, to od razu dostaje się łatę zjeba, np. do takich albumów należy „Uwaga Jedzie Tramwaj”, które akurat bardzo lubię, ale gdybym nie lubił, to nie mógłbym np. w Żaku, się do tego przyznać. Ale, że jesteśmy na forum, to wprost powiem, że „Polovirus” (nie chce mi się tych kropek wstawiać) mnie niczym nie zachwycił, i o ile nie mam zamiaru się sprzeczać, czy negować szacunku jaki generalnie ludzie mają dla tej płyty, to sam powiem meh. To nie jest jakieś krańcowe gówno, ale absolutnie mi nie robi i zakładam, że dlatego nigdy nie wkręciłem się w Kury, a….
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 27 sty 2023 21:59

Presja żaka niszczy każdego...
Nie no, ja doskonale rozumiem że kogos polovirus może nie bawić, jakbym go poznał ze 2 lata temu to bym pewnie szkalowal xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 28 sty 2023 01:22

The Immortals Techno Syndrome

W Mortal Kombat nigdy nie grałem, serio. Może jakieś pojedyncze gejpleje widziałem. Może brat grał, a ja oglądałem... ale raczej nie, bo w jakimś stopniu bym to pamiętał. Moja styczność z grami typu mordobitki zaczyna się i kończy na Tekkenie. Co innego z tym legendarnym tworem popkultury. Pierwsze kontakty lata świetlne temu. Przypominam sobie jak przez mgłę obecność w różnych parodiach. Filmu też nie widziałem. Jednocześnie zaskoczyła mnie i nie zaskoczyła sytuacja, w której napotkałem ten kawałek w nieoficjalnej "encyklopedii" elektroniki. Na Ishkurze w ramach jednej z zakładek techno pojawił się Techno Syndrome i chyba dopiero od tego spotkania myślę o nim trochę inaczej. Aranżacyjnie zgodnie z tendencjami z epoki. Odpowiednio ilustracyjny za sprawą okrzyku, "przedstawiania" postaci, sygnału do walki. Melodie wżerają się w mózg, a w człowieka wchodzi ta intensywna, żywiołowa energia. Samo w sobie mocno powtarzalne i pewnie po kilku razach (szczególnie bez obrazka z gry/filmu/itp) dostatecznie męczące, ale w izolacji i oszczędnie dozowane... idzie wytrzymać. Tak, nie ziębi, nie grzeje tak czysto muzycznie, ale wiadomo, że nie o to też tutaj chodzi do końca xD

Hmm... tego Lords of Acid też nie kojarzę. Wobec takich rytmów aż tak poważnym archeologiem nie jestem.

2Pac Pain


Wierzę w raperskie wrzuty mudżyńskie. One potrafią wrócić do głowy z totalnego zaskoczenia. Tekstów nie filtruję zbyt dokładnie, ale czasem chodzi o zapadający w pamięć bicior albo charakterystyczny element kawałka. Ostatnio tak miałem z You Know My Steez. Chwaliłem już przy okazji omawiania Moment of Truth, ale któregoś dnia kręcę się po mieszkaniu we Wrocławiu i nagle w głowie wyświetla się schemat rytmiczny z boskim samplem gitarowym. Musiałem przesłuchać od razu i siadło idealnie. Z tym numerem może być podobnie. Mudżyn nie docenia bitu, a szkoda! Doskonały jest ten sampel w tle ciągnący się przez cały czas. Nie umiem tego do końca opisać, ale przypomina mi energię udanego wieczoru, takiego z alkoholem i dobrymi ziomkami w tle. Razem z tym żeńskim zaśpiewem "ni to rnb, ni soul" w przerwach stanowi mieszankę doskonałą. Ja to kupuję. Szkoda, że tej wersji nie ma na Spotify.

Morrissey Spent the Day in Bed

Nie chcę słuchać całe dnie Morrisseya. Każdy mówi, że jest dobrze, że jest jakaś nadzieja. Tyle, że Spęd to nie hymn dla przegranych, bardziej dla zmęczonych i przebodźcowanych. Młody chłopak z okładki, który przypomina Troya Sivana, to ciekawa ilustracja dla tego typu materiału. Brzmi to jak The Smiths dla starych ludzi. Bardziej radiowo, bez żadnych śladów dawnej punkowej otoczki. Dziwna elektronika w tle bardziej przypomina sam początek XXI wieku niż 2017 rok, lol. Nie wiem, ja nie lubię Morrisseya jako człowieka, a z muzyką, w której maczał paluchy najwięcej zbliżeń mam poprzez naszą zabawę. Chyba najwięcej życia jest w tekście, a to pewnie o czymś świadczy. Z narracji starodziadowej wyłania się trochę energii młodszego mężczyzny z ejtisów. Ten klawisz z przodu przypomina mi wiadomo czyje Lizard xD Nie wiem, do kogo kieruje tę muzykę, chyba do siebie. Bowie na Heathen/Reality lepiej dziadował. Malutki plusik za przekaz, bo ostatnio pozwoliłem sobie na taki dzień, który tutaj został odmalowany.

Małe szczęscia.../Robert Janson/

Piosenka z kategorii "moja mama na 100% lubi i zna". Ma znacznie większą tolerancję na flety rodem ze składanek new age, ba, po prostu lubi takie brzmienia. Energia i przekaz też jakoś mi do niej pasują. Beztroska, lekkość, nieskrępowany optymizm nawet w obliczu różnych trudności na drodze. Bezwzględne uderzenie w tony nostalgii... ale czy na pewno? Akurat mnie się nie udziela. Dzikie bębny na początku zwiastują coś znacznie cięższe gatunkowo granie, a tu wjeżdża dużo melisy. Varius Manx jest znacznie ciekawsze, w tym czuć kalkulacje na przebój. Gładziutki, w punkt wokal. Rockowy podkład bez bardziej charakterystycznych elementów. To wszystko, reszta rodzi się w serduszkach i pod czaszką. U mnie nic z tego.

The Cure Jesienna deprecha

Trochę Seba zaskoczył... że nie wrzucił wersji z teledyskiem xD Uwielbiam Tymona Tymańskiego. Naprawdę. To jedna z niewielu postaci w naszym polskim piekełku, którą kupuję z całym dobrodziejstwem inwentarza. Dyskusyjne wybory związane z kulturą masową, objawiające się czasami radykalne kodziarstwo - mimo tego darzę go ogromną sympatią, wiele rzeczy przesłuchałem, cały czas zabieram się do kupienia jego najnowszej książki. Kury znam bardzo dobrze, ale jest cień szansy, że jeszcze o nich troochę opowiem. Szanuję artystyczny profesjonalizm i konsekwencję. Konsekwencję w niekonsekwencji, w pozwalaniu sobie na żenadę, kicz, bezpośredni przekaz. Oprócz tego jest często brutalnie celny. Tak jest z POLOVIRUSem właśnie. Jakoś mnie to nie grzeje, że to się dla wielu źle starzeje. Prędzej już czepiałbym się brzmienia, ale i ono dla mnie jest w porządku. Pomaga mu to celowe przejaskrawienie. Żałosne solówki na końcu są tego najlepszym dowodem. Tak jakby już tekst nie był wystarczająco przekonujący. Mało którą waszą wrzutę jestem w stanie zaśpiewać od deski do deski przed pierwszym odsłuchem, a tak jest w tym przypadku. To prędzej zgrywa z rodzimego synthpopu niż disco polo - odsyłam do Śmierdzi mi z ust. Trochę beka, że tak wielu ludzi jest przekonanych o tym, że to Kury odpowiadają za Chryzantemy złociste, a trochę nie. Przekaz niby na śmieszno, ale zaskakująco relatable. Może nie w literalny sposób, ale wiecie o co chodzi. Wojsko, AIDS i Niewolnica Isaura to tylko osobliwy sposób demonstracji tego, co czasami udziela się nam wewnątrz i jak sobie z tym radzimy. Dlatego geniusz. Śmiech przez łzy. Soczysta terapia i oczyszczająca kąpiel.

https://www.youtube.com/watch?v=YTxqaHr ... cmVjaGE%3D

Kury oczywisty zwycięzca, ale ten Tupac jeszcze do mnie wróci na 100%, czuć to bez dwóch zdań.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 28 sty 2023 01:24

A no i w ramach podsumowania Yorka... trochę szkoda, że Mudżyn oczekiwał czegoś podobnego zamiast wejść w coś nowego, ale poza tym byłem dziwnie spokojny o dobry odbiór. Trudno wobec autentyczności i gęstości emocji faktycznie przejść obojętnie. Czasami można odnieść wrażenie, że TY próbuje zawsze tego samego, ale za każdym razem używa zupełnie innych środków i efekt jest przeszywający.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 28 sty 2023 06:42

Źle mnie zrozumiałeś, ja miałem na myśli że w kwestii Yorke'a już ciut lepsze rzeczy wlatywały, niemniej jest to dobry kawałek
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 29 sty 2023 14:13

Dragon pisze:
28 sty 2023 01:22


2Pac Pain


Wierzę w raperskie wrzuty mudżyńskie. One potrafią wrócić do głowy z totalnego zaskoczenia. Tekstów nie filtruję zbyt dokładnie, ale czasem chodzi o zapadający w pamięć bicior albo charakterystyczny element kawałka. Ostatnio tak miałem z You Know My Steez. Chwaliłem już przy okazji omawiania Moment of Truth, ale któregoś dnia kręcę się po mieszkaniu we Wrocławiu i nagle w głowie wyświetla się schemat rytmiczny z boskim samplem gitarowym. Musiałem przesłuchać od razu i siadło idealnie. Z tym numerem może być podobnie. Mudżyn nie docenia bitu, a szkoda! Doskonały jest ten sampel w tle ciągnący się przez cały czas. Nie umiem tego do końca opisać, ale przypomina mi energię udanego wieczoru, takiego z alkoholem i dobrymi ziomkami w tle. Razem z tym żeńskim zaśpiewem "ni to rnb, ni soul" w przerwach stanowi mieszankę doskonałą. Ja to kupuję. Szkoda, że tej wersji nie ma na Spotify.

Niezmiernie cieszą takie powroty do Gang Starr i wiara w moje rapowe wrzuty.

Co do bitu też może znów źle się wyraziłem, bit jest ok ALE czy tylko ja mam wrażenie jakby ta moja wrzuta brzmiała jak 240p? Ano właśnie, wspominałem o singlu Regulate, ja go nabyłem specjalnie dla tego bonusowego kawałka i ten numer tak po prostu brzmi jakby niewyraźnie trochę, nieczysto, taki już znak tamtych czasów po prostu widać.

Co do samplowanej melodii, jest cudna i nie miałem z nią więcej styczności, dla mnie to trochę mało by robić o tym osobną wrzutę w temacie o samplach. Poznałem źródło i dla mnie to najlepszy fragment tego kawałka, wręcz prosi się o wycięcie, dla ciekawskich podrzucam link:

https://youtu.be/jXek7Y5ARZk

No i fajno że nie ma tego Pain na Spotify i potrzeba takich bestek by się takimi numerami wymieniać i udało się jak na tak znanego rapera rzucić jednak obskjurem.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 29 sty 2023 15:35

shodan pisze:
27 sty 2023 00:46
Swoją drogą widać, że jesteście już innym pokoleniem. Pokoleniem diaco polo, skoro nie czujecie potrzeby tańca do italo disco. ;(
Ja się ostatnio (jakieś dwa tygodnie temu) dobrze bawiłem przy przebojach lat 80. (Brother Louie, Hi! Hi! Hi!, Like A Virgin, Cheri, Cheri Lady, jeszcze przeboje CC Catch były, It's My Life Bon Jovi też). Dobrze było! Ale ja te przeboje pamiętam dobrze, bo dużo je radia grały (może poza Hi! Hi! Hi!, które pierwszy raz słyszałem w takiej sytuacji, bardzo kraftwerkowskie), też renesans tych przebojów pamiętam.
Ech, piękna to była impreza, koleżanka wróciła bez płaszcza, a było poniżej zera ;(
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 29 sty 2023 20:41

Jeszcze będzie parę tanecznych utworów wg shodana. Ciekawe, czy też powtórzycie te same niedorzeczności. :D
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 29 sty 2023 21:01

Niedorzeczne jest to że wszyscy powinni tańczyć do tego samego