Best of Forum VII

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 mar 2025 07:58

Pet Shop Boys - A Man Could Get Arrested

Lubię odkrywać takie numery jak ten, przypominają mi się czasy poznawania dyskografii DM i pierwsze odsłuchy takich kawałków jak np. Now, This Is Fun! Sięganie po kolejne nieznane mi dotąd b-side'y to była frajda, kiedy już znałem wszystkie płyty każdy kolejny numer był na wagę złota. Wuja sięgnął głęboko do wora z napisem PSB i wyczarował świetną ejtisową perełkę. Ja wciąż w temacie PSB jestem nieco żółtodziobem więc cenię sobie każdą taką lekcję historii. Numer, jak kilka innych utworów Pet Shop Boys z epoki jest zanurzony nieco w brzmieniach electro/freestyle, znakomicie to brzmi, chłopaki trzymali rękę na pulsie, już samo West End Girls inspirowane wczesnymi rapowymi nagraniami to powszechnie znany majstersztyk ale fajnie dowiedzieć się że towarzyszył mu na stronie B taki zajebisty kawałek jak ten, aż mam smaka zapolować na taki winyl od razu. Wujas top. PSB top. Musique non stop.

Thomas Dekker - Aicea

O ja Cię, ballada od munlupa ale to nie jest typowy munlupizm, tzn. nie w stylu tego co już poznaliśmy. Dla mnie kawałek totalnie kojarzy się z klimatami It Doesn't Matter - trochę aranżem i tym wokalem, facet śpiewa delikatnie, jest taki nieco żałosny w brzmieniu i to wszystko jest tak słodko naiwne i przeurocze że to mi robi takie trochę guilty pleasure ale w dupie to mam. Jaram się tym brzmieniem niesamowicie i klimatem tego numeru, przypomniałem sobie od razu za co cenię wspomniany kawałek DM choć tu całość nie jest tak cringe'owa jak u nich, ten numer jest zwyczajnie przepiękny, złoto po prostu. Munlup top. Dekker top.

Młody Kotek - KREW

Dragon jako przykład takiej zadziwiającej wrzuty przypomniał Siksę czy Bellę ale na całe szczęście ten numer uderza w inne klimaty. Z rzeczy Dragonowych przypomniał mi się bardziej Szczyl a tak w ogóle to nieco czuję echa mojej Niwei, Synów a może i Świetlików. Wspomniane przez OP wersy robiące chyba za refren to jest właśnie tego typu złota myśl miejskiego poety na moje ucho, to jest to co robi ten numer i co jest tu najistotniejsze, razem z tymi wersami o śmierci podszywanej srebrem. Liczy się vibe a ja ten vibe czuję i rozumiem, fakt że klimat wokół w ostatnich tygodniach czy miesiącach jest ciężki, jak to nawijał Piernikowski - "złe znaki widzę wszędzie, jedno wiem - dobrze nie będzie". Smoku również głęboko ze swojej szuflady ale bardzo trafnie tą razą, duży props. Vibe top.

Concretism - Normal Service Will Resume Shortly

Chwalę wszystkich jak leci póki co a prawda jest taka że jako pierwszy na łopaty rozłożył mnie Musiał. Coś tam pisał że kolejne The Advisory Circle i ja widzę teraz ile warte są tego typu porównania ze strony wrzucających. Od Brooks raczej się odbijałem, tudzież no nie pałałem hajpem do niej, Concretism uderzył mnie z miejsca dość k o n k r e t n i e. Niesamowite brzmienie syntezatorów, co za klimat, jak pisałem już OP na privie - dla mnie trochę muza w stylu liminal space music, trochę smutno, trochę dystopijnie, ja łykam taki vibe litrami. To mnie przenosi w czasie do miejsc i czasów których już nie ma i które w gruncie rzeczy wcale nie były fajne a jednak człowiek je nostalgizuje po latach. Musiał top, kolejny forumowicz w formie.

David Bowie - New Killer Star

Bowie ale z epoki której nie znam totalnie więc kolejny numer wygrzebany z głębi piwnicy. W okół szaro buro i ponuro, ściany mogą cuchnieć stęchlizną ale to nieważne bo w centrum tego uniwersum stoi komputer z Windows XP, na nim odpalony Winamp a przed nim mentos w koszuli z GTA Vice City przeczesuje internet w poszukiwaniu screenów ze starej telewizji bujając głową przy rytmach Wąskiego Białego Księcia i chociaż ogólnie może być ciulowo to ta muza napędza i trzyma człowieka w pionie. Ogólnie nie powiedziałbym jakkolwiek że to wcielenie Bowiego w ogóle inspiruje się ówczesnym rockiem, dla mnie to brzmi wciąż jak ten sam Bołi z lat 70. zrobiony z użyciem trochę nowszej technologii po prostu, w jego niepodrabialnym stylu. Fajny, słoneczny, pozytywny numer na zakończenie kolejki, a przy okazji jakby na zachętę kolejny otwieracz albumu Księcia, czyżby zapowiedź ewentualnego albumowego dubla w przyszłości? Będę czekał. Mentos top, Bowie zawsze top.



Panowie co tu w ogóle mówić - rozje*aliście tą kolejkę na łopatki, to jest ABSOLUTNIE najlepsza kolejka tej zabawy od samego jej początku. Każdy z Was bez wyjątku wygrzebał coś fajnego, coś czego nie znałem - nawet jeśli ze stajni wykonawców tak uznanych jak PSB czy Bowie. Każdy totalnie w swoim wyjątkowym klimacie, połączyliście siły niczym Planetarianie swoje magiczne pierścienie i posłaliście wszelką złą energię precz. Dla takich momentów tej zabawy warto tu być kurde.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 mar 2025 13:41

SNAP! - Exterminate (feat. Niki Haris)

O ile Snap znam, nie będę ściemniał, że potrafię wymienić teraz coś więcej niż Ryż jest tancerzem.
Murzyn edukuje nawet z ojrodensu. Tylko tutaj jest jakoś tak bardziej trip-hopowo, a mniej densowo. Czyli co, euro-trip-hop? W 1992 r. no-man wydawali swoje pierwsze krótkograjki trip-hopowe i możliwe, że u kogoś w domu, gdzieś tam, leciał w rotacji razem ze Snap. Kawałek niby bardzo encyklopedyczny. Nie chce pisać, że jakby to AI wypluło, bo to bardzo chamski i leniwy argument, ale jest w tym coś takiego bardzo, nie wiem, przedstawicielowego? No, ale to jest obserwacja, bo generalnie mi się numer bardzo podoba. Siedzi mi klimat, siedzi mi brzmienie i generalnie jestem mocno zaskoczony tym jak to brzmi, zwłaszcza tym takim dziwnym mostkiem, który w kontekście Rhythm is a Dancer, brzmi niemal eksperymentalnie. Zajebista sprawa i mam ochotę zacząć dowiadywać się więcej o Snap!

Pet Shop Boys - A Man Could Get Arrested

Zauważyłem, że Wuja często sięga po Sex Shop Boys, kiedy jest pod ścianą, ale ostatnio zauważyłem u niego raczej poprawę. Dublować SSB można w nieskończoność, zatem tym bardziej liczyłem, że to będzie coś istotnego, no i jest tak pół na pół, przy czym bardziej na plus. Muzyka jest raczej monotonna, ten motyw główny zaczyna po jakimś czasie wkurzać. Natomiast bardzo fajny jest refren, taki zupełnie nie kojarzący mi się z Sex Shopami. Ostatecznie nawet te irytujące elementy muzyczne zaczynają schodzić w tło i całość się broni, a do tego jest to wygrzebane spod grubej ziemi obskjurowości, więc tym bardziej fajnie, bo bym pewnie do tego nie dotarł. Jest super.

młody kotek KREW

Brzmi jakby ktoś próbował być polskim King Krulem, a jednocześnie polskim raperem. Tekstowo grafomaństwo najwyższej próby, ale też słyszałem dużo gorsze rzeczy, więc nie było cringu. 8-bitowe tło trochę męczy, bo tak go użyto, bo użyto. Z drugiej strony, jest to tak chałupnicze, że nie będę się czepiał takich szczegółów, bo wyczuwam tu fajny klimat YOLO i w sumie chyba bardziej o atmosferę tu się rozchodzi. Znajomy mi kiedyś powiedział, że zdecydował się na formę rapu tylko dlatego, że można zmieścić po prostu więcej tekstu i jemu to pasuje. Stąd wziął się u niego taki właśnie podobny jak tutaj rap-nierap, bo raperem nie jest, ale wykorzystuje taką formę. Bałem się, że to będzie jakiś syf, ale ostatecznie wrażenia mam pozytywne.

Concretism - Normal Service Will Resume Shortly

musiał Musiał mi kiedyś puszczać Concretism w aucie, nie wierzę, że to się kiedyś nie wydarzyło, ale to nie jest muzyka, która się co do nuty zapamiętuje podczas takich tripów, no chyba, że jest już godzin 1 w nocy, i jedziesz przez ciemny las. Słuchając tego, widzę zimowy dzień, taki z mlecznym niebem, bez słońca, ale dosyć jasnym (nie wiem, czy wiecie o co mi chodzi). Śnieg sobie pada lekko, czuć syf smogu w powietrzu, czuć polskość w kościach. Aura jest przygnębiająca, ale w sposób, który nas nie przygnębia, bo się wychowaliśmy w takich realiach. Musiał będzie lamentował, że mam skojarzenia z zima, kiedy on przepycha opcję wiosenną, ale dajmy spokój temu. Podoba mi się retro klimat, który wywołuje silny sentymentalne odczucie, jednocześnie bez jakichś niepotrzebnych duchologicznych, vaporskich, sztucznych zabiegów, które by to zjebały. Solidna dawka przyjemnego VHSiarstwa, bez nakładek z kompa.

David Bowie - New Killer Star

Ale Seba trafił. Miałem jesienią niesamowitą fazę na "Reality", słuchałem tej płyty praktycznie codziennie. Uważam, że to jest doskonały album, na którym nie ma słabych utworów, do tego finał jest prawdopodobnie najlepszym ever finałem albumu Bowasa. Opening też jest mocarny. Bowie nagrywał potem jeszcze tego typu rzeczy w okolicach „The Next Day”, ale różnica była taka, że o ile „The Next Day” było nagrywane jako projekt typowo studyjny, tak „Reality” było nagrywane do grania live, bezpośrednio po trasie koncertowej, która taki podejście zainspirowała. No i to jest taki numer, który dobrze reprezentuje płytę, bo brzmi jakby zespół go nagrał na setkę. O aranżacjach można gadać i gadać, wiele kawałków Bowiego istniało w skrajnie różnych wersjach i wszystkie działały, a to dlatego, że Bowie po prostu umiał pisać, a do tego dobierał sobie współpracowników, którzy też umieli. Zawsze kiedy włączam „Reality”, ten numer od razu nastraja mnie pozytywnie, od samych tych atonalnych dźwięków. Kto się nie poznał na tej płycie, ten trąba. Swoją drogą, nie wiem czemu Seba dopierdaIa się do okładki, IMO jest bardzo spoko, z tego co wiem inspirowana anime.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 mar 2025 13:51

O ile Snap znam, nie będę ściemniał, że potrafię wymienić teraz coś więcej niż Ryż jest tancerzem
Pewnie znasz jeszcze to: https://www.youtube.com/watch?v=nm6DO_7px1I
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 mar 2025 14:46

O Power jeszcze Wam kiedyś może opowiem bo ma ciekawą historię ale to może za rok jakoś?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 mar 2025 14:56

mintaj pisze:
07 mar 2025 13:51
O ile Snap znam, nie będę ściemniał, że potrafię wymienić teraz coś więcej niż Ryż jest tancerzem
Pewnie znasz jeszcze to: https://www.youtube.com/watch?v=nm6DO_7px1I
Łokurde, to też Snap
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 08 mar 2025 01:45

SNAP! Exterminate

Wjeżdżamy w kolejkę z uderzeniem najtisowej nostalgii. Wyjątkowo eklektyczny stuff. W epoce słyszałbym to na parkiecie, ale teraz z tymi fletami, pewną niezgrabnością i topornością byłoby dość dziwnie. Z najpopularniejszego duetu wybieram prędzej Rhythm is a Dancer niż Agaty Pała, choć trans osoby zawsze spoko. Tutaj jest po prostu dziwnie, nie mam lepszego słowa. Etniczne flety sprawiają, że od razu chcę to spuścić w kiblu, a jednocześnie te soczyste transowe pochody robią robotę. Trudno ogarnąć, jak ten numer jest uporządkowany. Pod koniec wjeżdża trochę więcej wokali, na początku tak sobie. Zbyt chaotyczne pod częste powroty, za mało przebojowe, by coś więcej zostało w głowie. Potrafię słuchać tego typu hity w kompletnym oderwaniu od często uciążliwego kontekstu (wspomnienia, użytek typu reklama, itd itp), ale tu brakuje czegoś więcej. Tylko warstwa kiczowatości na stałym poziomie.

PSB A Man Could Get Arrested

Nie no jednak często te nieznane piosenki bywają gorsze od lepiej rozpowszechnionych. Z upływem lat mam do panów coraz większą sympatię, nie tylko z OCZYWISTYCH względów, o których pozwolę sobie nie mówić... więc nawet jeśli mam kontakt z czymś nieudanym i dość pokracznym, to zrzucam to na garb ryzykownych poszukiwań, nietrafionych realizacji danych estetyk i innych tego typu pierdoletów. Trochę chiptune, a trochę najtisowego kiczopatosu, dlatego zaskoczył mnie rok 1984! Mamy rapowanie, melodeklamacje, całą gamę różnych wokalnych dźwięków i wychodzi lekki klops. Tu też dzieje się za dużo ozdobników, popisów, a za mało eksperymentu lub przebojowości. Groch z kapustą godny strony B i to raczej mniej solidnego strzału na listy przebojów. Aranż dziwny, wokale dość niezdarne chwilami.

Thomas Dekker Aicea

Z pewnych względów bardzo dobrze pasuje do bestkowego uniwersum. Klimacik godny najtisowej scenerii, a do tego wokale jak od Pana Tima no-mana z naleciałościami sylvianowskimi. Normalnie to bym się przyczepił bardziej, gdyby nie charakter tej piosenki. Lekkie, senne, całkiem przyjemne, z dogęszczonym synthowo aranżem. Pętla bez szczególnych urozmaiceń czy udziwnień, ale przy ostatnim wyraźnym spuszczeniu z tonu względem ilości słuchanej muzyki tak UGUŁEM to jest wystarczająco okej. Wyjątkowy obskjur na tyle ukryty, że na RYMie tę płytę oceniła jedna osoba. Raczej nie jestem rozbudzony pod głębsze poszukiwania - po prostu spoczko ballada pod skołatane nerwy. Co innego Instagram, bardzo dobre treści skrojone idealnie pode mnie. Grał u Arakiego... zazdro doświadczeń.

Konkretyzm Normal Service Will Resume Shortly

Adrian ładnie pisze, ale przypominam sobie własne doświadczenia oczekiwania na to, co wejdzie po szumach i czarnym ekranie... gdyby zamiast white noise leciała tego typu muzyka, to w dzieciństwie bałbym się jednej rzeczy mniej. Muzycznie sensowny kompromis między Boards of Canada a typowo brytolską muzyką do telewizyjnych dokumentów z lat 70' o kwaśnych opadach i skażeniu ziemi po wybuchu atomówki (czyli w sumie też nie tak mała część twórczości Brooks). Na polskie realia może bardziej przekładalne przy okazji właśnie trochę starszych słuchaczy. Na tyle, na ile znam motywy starotelewizyjne, to tu jest jednak emocjonalnie nie z tej bajki. Na wspominany typ filmu trochę za dużo się dzieje, zbyt dynamicznie, ja bym zapodał jeszcze większą siekierę albo dramatyzm muzyki poważnej. Zbyt muzyczne i żywe jako tło xD Siedem minut to też trochę długo za długo. Na Tomorrow's Harvest są lepiej skrojone przerywniki. Brzmi fajnie, odtwórczo jak trzeba, ale nie potrzebuję szukać więcej... chyba, że Dev ma w kieszeni jakieś drony od tego artysty, to biorę w ciemno ^^

David Bowie New Killer Star

Bowie to jest artystycznie temat-rzeka. Rzadko kiedy można znaleźć męczybulskie pitolenie. Znaczna większość płyt niesie za sobą szansę odkrycia czegoś naprawdę dobrego. Nawet te najgorsze mają przynajmniej jeden dobry złoty strzał... a co dopiero takie Reality. Okładka jest trochę słaba, ale na szczęście to nie poziom Toy, nie wymaga oczu kąpieli. Nie pamiętam aż tak dobrze kolejności odkrywania kolejnych płyt. Pamiętam za to fakt ogrywania Heathen czy Reality nawet kilka lat wcześniej niż połowę nagrań z lat 70' czy 80'. Wielbię je do dziś pomimo zaistnienia możliwego wspomnianego przez Sebę inspirowania się innymi. Dla mnie to żaden problem. Ja lubię późnego JMJ, który żonglował etykietkami, bo po prostu poznał sobie coś nowego w sklepie muzycznym i zaczął się tym jarać, proste. Późny Bowie przed zdrowotną przerwą i twórczym zmartwychwstaniem to był wciąż stylowy rockmen przetwarzający glam na nowo. O Blackstar już mówiłem, ale o posiadaniu fizycznego wydania Reality chyba nie? No to już wiecie. Z pewnością capnąłem je przy okazji serii wyprzedaży mniej znanych płyt DB za 19,99. Już wtedy myślałem, że potem bym żałował, ale na szczęście w tej sytuacji nie musiałem tego weryfikować.

Nuclear Star *wink wink* otwiera płytę i to jest godne wyrwanie drzwi z zawiasów. Nie musi być niewiadomo jak energetycznie, by działać. Lubię to stopniowe narastanie napięcia, grę słów przy okazji tytułu, płaczliwy refren z lekką stolcówą. Do tego gdzieś ta społeczna tematyka pojawiająca się raz na jakiś czas w jego dyskografii mniej lub bardziej wyraźnie. Może nawet nie top 15 kawałków Bowiego w dyskografii, ale wciąż wysoki poziom. Ładnie się snuje, wyciąga chwilami pazurki, mnie to wystarcza w pełni. Ja bym nie miał nic przeciwko zamknięciu artystycznej drogi w ten sposób... bo pamiętam istnienie Bowiego jeszcze bez Blackstara. Po takiej perle trudno powiedzieć, czy można skończyć lepiej? A New Killer Star jest spoko. Reality warto znać, żeby nie robić sobie siary, serio.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 09 mar 2025 22:23

Snap! - Exterminate

Fajnie, że Murzyn nieświadomie, ale jednak, zainicjował edycję deep cutów, bo jestem z natury człowiekiem leniwym i mimo tego iż jestem świadom tego, iż w dyskografiach wielu tzw. one hit wonders nierzadko kryją się skarby, to jednak z racji swej natury rzadko wyruszam na ich poszukiwanie. Snap! to z mojej perspektywy ciekawy i nieoczywisty kierunek. Lubię te dwa ich wiadomo które przeboje, ale też nigdy nie zastanawiałem się nad tym czy cokolwiek poza nimi nagrali, ani tym bardziej siłą rzeczy jak to brzmi. Tymczasem okazuje się, że to całkiem fajne jest. Może pisanie o subtelności nie do końca tu pasuje, ale jak na eurodance to naprawdę mało inwazyjna i spokojna rzecz. Nie odmówię jej przy tym dużej dawki chwytliwości, ciekawych pomysłów i solidnej produkcji, a flecik faktycznie przywołuje skojarzenia z Enigmą. Rzecz z gatunku dobrych.

Pet Shop Boys - A Man Could Get Arrested

O tym co sądze o PSB z pewnością pisałem tu nieraz, bo miałem mocne deja vu, gdy zaczynałem tę reckę od tekstu, że to był świetny zespół do połowy lat 90, a później dość mocno obniżył loty i ta twórczość jest raczej poza moją orbitą zainteresowań. Paradoksalnie byłem jednak nieco zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że ten utwór pochodzi z początków ich twórczości, bo słuchając go "w ciemno", to byłem pewien, że to rzecz jeśli nie współczesna, to przynajmniej z ostatnich paru dekad. Piszę paradoksalnie, bo bardzo mi się ta piosenka podoba i znowu Shodan wyciągnał rzecz, która totalnie mnie skradła. Niby na papierze ta dynamiczna i agresywna sekcja rytmiczna powinna mi tu pasować jak pięść do nosa i się gryźć z resztą, zwłaszcza, że wspomniana reszta to mocno typowy dla PSB instrumental, ale jak to zazwyczaj ze mną bywa - gdy coś, co na papierze ma nie działać w praktyce działa, to wchodzi to we mnie bardzeij niż powinno. xd Kapitalne odkrycie.

Thomas Dekker - Aicea

Dopiero co się śmiałem z Musiała, że słyszał DM tam, gdzie nie było go słychać, a jak przyszło co do czego to sam słyszę w tym Dekkerze… Somebody. Tak, to samo Somebody, którego nie cierpię. I nie, nie będzie to wstęp do roastu. Przeciwnie, gdyby nie Shodan i jego PSB, to by to był mój faworyt kolejki. Może tu też jest rzewnie, może aranż też momentami trąci lukrem, ale to są te detale właśnie. Nawet jeśli trąci, to w stopniu lekkim, a nie wywołującym cukrzycę oraz mdłości, a poziom rzewności nie przekracza norm unijnych. I czy ja mogę coś więcej sensownego napisać o balladzie? Nietypowy a przy tym typowy munlupizm. Kupuję to.

Młody Kotek - Krew

Nie spodziewałem się tutaj Młodego Kotka, aczkolwiek jeśli już to tylko z ręki jednej osoby i akurat nie jestem zaskoczony w tym konkretnym przypadku. Dzięki Bogu, że nie wpadło wspomniane przez Roberta Urke, bo literalnie to jest jedna z najgorszych rzeczy jakie w życiu słyszałem. Cóż, nie ukrywam, że Trzy Szóstki i enjoy life raczej były dla mnie bardziej memicznym zjawiskiem, które traktowałem jako ciekawostkę, niż czymś do "prawdziwego" słuchania, chociaż z perspektywy czasu uważam, że trochę za ostro cisnąłem po Kwiatku w swoim czasie. xd Starając się jednak zachować względny obiektywizm, ta wrzuta jest okej. Nie będę się czepiać tego, ze calosc brzmi jakby kolo krzyczal pod dzwieki z 8-bitowcow, a wszystko to nagral na kasprzaku, bo ja zdaje se sprawe, ze to taka konwencja i faktycznie brzmi to na tyle brudno i syfiascie, że czuje się przekonany. Warstwa liryczna jest dla mnie okej - nie zażenowała, ale też nie porwała jakoś mocno. Doskonale rozumiem, że ktoś się może tym jarać. Wrzucam na rzetelną półkę - ostatecznie powyżej oczekiwań, bałem się czegoś gorszego.

Concretism - Normal Service Will Resume Shortly

O, znowu Musiał wrzuca muzykę ze swojego uniwersum, którego nadal prawie w ogóle nie znam, chociaż napieprza nim od trzech lat. xD Śmichy chichy, to serio to Advisory CIrcle było faktycznie moim drugim skojarzeniem w tym przypadku, bo pierwszym było obligatoryjne w przypadku takiej muzyki Boards of Canada. Coś jest w tym klimacie, który imć Adrian opisuje, bo faktycznie obok obligatoryjnej tutaj duchologii słychać tu wyraźnie mrok, niepokój i czychające zło. HAUNTology to chyba byłoby adekwatne określenie. Kolejna rzecz, o której mogę napisać, że jest klawa.

Ja się podpiszę pod Murzynem - kolejeczka z gatunku niemalże idealnych, wszystko praktycznie mi tu siadło, dużo odkryć i łakoci. Czapo ba
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 10 mar 2025 15:11

SNAP! – Exterminate

Jacek uruchomił nostalgicznych wspomnień czar. Chwała mu za przypomnienie o tym nieco zapomnianym hicie. Czasy jeszcze dla mnie wciąż szkolne. Znam to doskonale i możliwe, że sam bym to wrzucił do bestki, gdybym sobie o tym jednak przypomniał. Już początek dobry z tym wokalnym zawodzeniem Niki. Podoba mi się ten główny motyw klawiszowy, dobry bas, pianino, flety jak z Enigmy. Również nie jestem fanem eurodisco, ale ten numer jest po prostu dobry i brzmi lepiej niż większość rzeczy z tamtego okresu. A na pewno lepiej od Rhythm is a Dancer czy Power.

Thomas Dekker – Aicea

Gościu strasznie mi się z kimś kojarzy, ale nie wiem z kim (na pewno nie w Bownessem). W ogóle utwór mi się z czymś kojarzy. Ten klimat mi się z czymś kojarzy. Jakby żywcem wyjęty z jakiegoś kina familijnego. I ten klimat jest spoko. Spokojny aranż prawie świąteczny bym powiedział. Jest słodko i rzewnie, ale mnie takie rzeczy nie przeszkadzają. Sama melodia mogłaby być trochę ciekawsza, ale już nie będę marudził. Jedyne na co mogę ewentualnie naprawdę pomarudzić, to wokal. Nie przemawia do mnie. I na pewno nie jest podobny do Bownessa na miłość boską.

młody kotek KREW

No ja też się spodziewałem jakiegoś zatrważającego dziadostwa. Tymczasem nawet to aż tak bardzo nie drażni jakby mogło. Oczywiście ja tego nie czuję. Jakość brzmienia do niczego. To, że ktoś celowo chciał nagrać coś na Kasprzaku w piwnicy to nie znaczy, iż jest to jakieś wytłumaczenie fatalnej jakości. I tak szkoda kaleczyć narządu słuchu. Te dźwięki ala 8-bitowiec generalnie lubię, ale tutaj brzmią na przestrzeni utworu zbyt natarczywie i w końcu zaczynają przeszkadzać. Nie zgrywają się w ogóle z resztą. No nie, nie jestem fanem takiej chałupniczej roboty i raczej nigdy nie zostanę.

Concretism - Normal Service Will Resume Shortly

Widziałem nie raz na lascie jak Dev często morduje tego wykonawcę i wiedziałem, że wreszcie to się tu pojawi. Na początku trochę się niecierpliwie kręciłem na przestrzeni tych 7 minut. Ale potem się jakoś wczułem. Jest ciekawy klimacik. Taki trochę niepokojący co lubię. Trzeba by tego posłuchać w jakichś odpowiedniejszych warunkach niż w domu, żeby wczuć się jeszcze bardziej. Nie do końca wiem jeszcze w jakich. Ale jest ok. Nie do częstego słuchania, ale od czasu do czasu czemu nie? I nie jest to muzyka do słuchania wiosną na pewno. Raczej w ponury, jesienny dzień, albo nawet zimą.

David Bowie - New Killer Star

Nie znam jeszcze albumu Reality, ale ten utwór wystarczająco mnie zachęcił do jego poznania. Od samego początku jest to kawałek znakomitego rocka. Nie takiego polegającego na napieprzaniu w struny dla samego napieprzania, ale te gitary naprawdę brzmią doskonale i ciekawie. To jest przykład naprawdę dobrej i przemyślanej kompozycji. No ale tak się właśnie dzieje, kiedy muzykę nagrywa naprawdę utalentowany człowiek. Potrafi na niej odcisnąć swoje niepowtarzalne piętno. Jeżeli słuchając czegoś nie potrafię usiedzieć spokojnie, to znaczy, że jest więcej niż dobrze.
Sporo było już w naszych bestkach Bowiego i naprawdę jestem coraz milej zaskakiwany.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 11 mar 2025 09:43

SNAP! - Exterminate [feat. Niki Haris] (Endzeit 7)

Oh snap! A bez śmieszków, nienajgorsze to, najntisowe faktycznie i dość obskjurowe, a to wystarczy, żeby mnie kupić. Klawisze fajne, flecik faktycznie ciągnie Enigmą (nawet aż za bardzo), klimat wieczorku zapoznawczego w sali klubowej FWP Bandera w Mielnie w 1996 roku. Część młodzieży tańczy do tego właśnie, druga część patrzy na nich jak na zwierzęta, bo siedzą w lore grunge'owym, a dla grunge'owych brudasów wszystko, co nie było grungem, było gunwem (miałem nieszczęście takich poznać, więc wiem). Ciekawy utwór, przyjemnie było posłuchać. Aczkolwiek, nieco przewrotnie może, potencjału singlowego nie widzę w tym numerze ani trochę.

Pet Shop Boys - A Man Could Get Arrested

Znam ja ten numer bardzo dobrze, rzecz jasna z Please w wersji deluxe z bonus diskiem z, well, bonusami. Muszę się zgodzić z Wujasem, duet Tennant/Lowe potrafił niejednokrotnie przywalić b-sidem lepszym od singla właściwego, nie inaczej jest w tej sytuacji. Nie, żeby to był jakoś odkrywczy utwór, nie brzmi zasadniczo bardzo odmiennie od czegokolwiek, co znajduje się na Please, ale trzyma odpowiedni poziom. Bicik perkusyjny wspaniale wsparty klawiszem, ten plastikowy basior, efekty na wokalu, wszystko tu gra i trąbi. Aż zaraz pójdę wybić kilka szyb, ukraść komuś dzień, zmienić komuś PIN, zrobię wszystko źle, zrobię wszystko tak, może aresztują mnie. Może nie. Dobre to!

Thomas Dekker - Aicea

Hmmm, przede wszystkim to ja w uniwersum Terminatora nie siedzę do tego stopnia, że jak żyję nie widziałem nawet jednego filmu z tego uniwersum, o serialach już nawet nie mówiąc. Wiem tylko, że główną rolę przez jakiś czas grał Arnold Czarno-czarny, a w którymś z Gigantów pojawiła się postać "Destruktora" inspirowana wiadomo czym. Sam utwór jest... niezły, ale pozostawia mnie ze sporym uczuciem niedosytu, którego nie potrafię dobrze opisać. Muzyka niby spoko, ale czegoś w niej brakuje, płaska trochę jest. Wokal typa dość generikowy, nic specjalnego, acz ma swoje momenty. Nie porwało mnie jakoś, jednak końcówka na wielki plus <3 Taki discount Sylvian.

Młody Kotek - Krew

Najlepsze, co jest w tym numerze, to wideo. VHSowe obrazy bloków z wielkiej płyty, korytarze, balkony, przebitki z jakiegoś osiedla, ale gdzie? W Gdyni, Lublinie, na Śląsku? Wisi drut trolejbusowy, więc tylko tam, tam lub tam. Muza, gdyby nie te plumkające 8-bitowe fragmenciki byłaby spoko. Tzn. z nimi też jest spoko, ale są trochę za głośne. No dobra, to DIY w sumie, więc niech będzie, że wybaczone, ale tylko częściowo, naprawdę można było to lepiej wyprodukować i tyle. Poza tym... bez szału, sorry. Concretism ma już ciekawsze rzeczy, albo nie przymierzając Led Er Est. I tak jest lepiej, niż się spodziewałem, albowiem spodziewałem się Belli Ćwir MK2. Zawsze może być gorzej.

David Bowie - New Killer Star

Na koniec honor kolejki ratuje mocno Miętus. Od NKS zaczęła się moja faktyczna fascynacja Bowiem, a ściślej rzecz ujmując - odkąd zobaczyłem kapitalny klip do tego numeru w TV w 2003 roku (czyli akurat w okolicach premiery albumu). Dopiero w 2006 zassałem całość, ale - podobnie jak Hien - uważam, że to jedno z najlepszych dzieł Dejwida, zero złych piosenek. New Killer Star jest świetne, chyba najlepsza piosenka o katastrofie nuklearnej, jaką kiedykolwiek napisano. Uwielbiam w niej wszystko, od kwaśnego wstępu, przez garażowe rozwinięcie, po "klasyczne" rozwiązania w refrenie. Bowie for the win, trudno uwierzyć, że to już 22 lata minęły...

Kurde, nie dołączę do chóru wychwalających tę kolejkę, uważam, że były naprawdę duuużo lepsze w naszej zabawie. Wręcz dam jej solidne 6/10, na wielki plus Wujas, Miętus i to by było tyle, potem trochę niżej Murzyn, jeszcze niżej Hien, na dole Dragon. No bonus.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 mar 2025 09:48

Odpalamy wehikuł czasu i lecimy dalej.

"Music is my life
and it helps me through the vibe"

Omni Trio - Thru The Vibe
(1994)

O muzycznym projekcie Roberta Haigha znanym jako Omni Trio dowiedziałem się jakieś 20 lat temu, ale o moim pierwszym kontakcie z jego muzyką opowiem Wam kiedyś szerzej przy innej okazji bo było to trochę nowsze wcielenie Omni Trio. Teraz chciałbym Was zabrać jednak w dalszą podróż po latach 90. do wczesnych nagrań tego projektu i zaprezentować Wam mój ulubiony utwór jego autorstwa czyli Thru The Vibe, pochodzący z epki 2 On 1 wydanej w 1994 roku przez drum & bassową wytwórnię Moving Shadow. Twórczość Omni Trio i kilku innych artystów związanych z tą wytwórnią określana była różnorako łatkami takimi jak ambient/intelligent/atmospheric drum & bass, muzyka ta cechowała się po prostu specyficzną atmosferą odróżniającą ją od typowego d&b, może nieco większym naciskiem na użycie chłodnych padów czy różnych smyczkodobnych synthów. Thru The Vibe najbardziej lubię za prostą wokalną frazę powtarzaną kilkukrotnie przez damski wokal i melodię klawiszy w pierwszej części numeru, później kawałek ucieka w cyklicznie powtarzane brejki więc to już może być rzecz dla fanów takiego brzmienia bardziej, ja akurat lubię te klimaty a zapętlone motywy mi nie wadzą póki są dobre jak te tutaj. Coś nowego, coś innego ode mnie, jeśli chociaż jednej osobie tu siądzie to będzie spoko.

https://youtu.be/ygADjs2_8ak?si=TwnUWEzy6-gXr2W8
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 11 mar 2025 10:23

David Bowie - Where Are We Now? (2013)

Jakiś czas temu Hien się dziwił, że ja, taki wielki fan Bowiego<TM>, jeszcze nie wrzuciłem żadnego jego kawałka. A bo widzą Państwo, czekałem na tzw. właściwą okazję. Ta nadchodzi teraz <3 Moja przygoda z Bowiem to... New Killer Star, co już napisałem wyżej. Znałem z radio parę utworów typu Let's Dance, ale dobrego entry levelu nie miałem, ponieważ Dejwida się u mnie w domu nie lubi. Musiałem sobie radzić sam, zacząłem więc od Reality (bo NKS) i od bestki (bo Let's Dance). Kręciło się to tak ze 4 lata, aż nagle przypomniałem sobie o istnieniu Blue Jean i odwaliło mi na nowo. Potem było Outside... co za czasy.

Bowie to geniusz i nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym. Where Are We Now to jest dla mnie peak nostalgii w muzyce, piosenka, która bardzo gorzko rozlicza się z przeszłością w warstwie emocjonalnej, przez ten wspaniały, płaczliwy wręcz wokal. Tekst nawiązuje do tzw. okresu berlińskiego artysty (jak i okładka albumu i w ogóle wszystko w tym numerze), więc jest co wspominać. I ja mam co wspominać. Raz, że The Next Day wyszło niemal dokładnie 10 lat (bez pół roku) po Reality, to jeszcze sam miałem wtedy ostre nostalgiczne zapalenie mózgu i - co chyba ważniejsze - wyjątkowo future-nostalgia-fuelling doświadczenia.

Tbh planowałem ten utwór wrzucić już w marcu 2023, więc dwa lata temu, co miałoby pewnie trochę więcej sensu, żeby zachować te dziesięcioletnie odstępy. Ale wiadomo jak to z planami bywa, uległy znaczącej modyfikacji, ja smuteczkowałem. Dziś też smuteczkuję, ale trochę inaczej, przełączyłem się w tryb wiecznego wspominania i nazywania tego "historią", choć muszę też uczciwie przyznać, że historia marca 2013 była bezwzględnie niesamowita i, jak pokazała praktyka, całkowicie nie do powtórzenia (choć wielokroć niewiele brakowało). Leci Bowie, ja patrzę sobie na jedno takie zdjęcie i zastanawiam się, gdzie dziś jest Ł. (bo gdzie jest J. to akurat wiem). Wasn't that a time...

https://youtu.be/Hiz2w_GrgaM?si=u2StJDfJOba7GqPY
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 11 mar 2025 10:53

Exotic Birds – Join Hands

Jeżeli jest jakiś utwór muzyczny, który stanowi dla mnie absolutną esencję 90sów, to jest to właśnie „Join Hands”. Najśmieszniejsze jest w tym to, że nawet tego kawałka nie wydano. Trochę historii, ale po pierwsze - będę się streszczał, a po drugie - warto.

Exotic Birds, poza gronem fanów, znani są głównie z tego, że na jakimś etapie, w składzie przewinął się Trent Reznor i kilku innych muzyków grających później w Nine Inch Nails. Inną ważną postacią był założyciel, multiinstrumentalista, piosenkopisarz i wokalista – Andy Kubiszewski. Zespół wydał między 1982, a 1989 r., try płyty, po czym rozpadł się definitywnie w 1994 r., podczas pracy nad kolejnym albumem. Kubiszewski dołączył wtedy do Stabbing Westward na perkusji i z tej okazji, wziął ze sobą kilka piosenek napisanych na czwarty album Exotic Birds, z czego jedna – „What Do I Have To Do?” - stała się jednym z największych hitów SW.

Wrzucone przeze mnie ”Join Hands”, nie znalazło się w tym gronie, bo raczej słabo pasowało do grupy wykonującej industrialnego rocka. Kawałek jest, jak wspomniałem na początku, jak jakiś mityczny archetyp brzmienia z połowy lat 90. Ta melodia na cyfrowym pianinie, powinna być umieszczona w epokowej encyklopedii. Wszystko tu krzyczy bejsbolowymi czapkami z daszkiem do tyłu i gumą Turbo,

Tekst jest niesamowicie wręcz cringowy, a z drugiej strony, pasuje do tamtej dekady tak idealnie, jak tylko się da. Z Kubiszewskiego nie jest wybitny wokalista, ale robi wystarczająco. Numer poznałem w 2016 r., kiedy znalazłem go na stronie fana zespołu, szukając niewydanych demówek Stabbing Westward. To nie był łatwy dla mnie rok, o czym wiecie, choćby z mojej pierwszej ever wrzuty tej zabawy. Czasami jest tak, że utwór zawiera tak konkretny klimat, iż przenosi nas do dawnych czasów, mimo że słyszymy go pierwszy raz w życiu. Tak było w tym wypadku. „Join Hands” brzmi totalnie jak jakiś kawałek, który był przeze mnie katowany na walkmanie w trzeciej klasie szkoły podstawowej, poza tym, że nie było to możliwe. Jak jakieś fałszywe wspomnienie, czy efekt Mandeli. Ważne było jednak to, że dawał jakąś nadzieję, ulgę, czy po prostu trochę radości.
Zawsze kiedy włączam „Join Hands”, ogarnia mnie totalna nostalgia, widzę zachodzące słońce nad moim osiedlem, tak jak wyglądało 30 lat temu, widzę siebie grającego na Pegasusie, oglądającego Star Wars z VHS, czy wycinającego screeny z Secret Service, lub pakującego się do szkoły, wciskającego „Der, Die, Das” do plecaka i plastikowe pudełko na śniadanie, z niebieskim psem.

Kolejny, totalny obskjur z mojej kolekcji. Jakość nie powala na kolana, ale to i tak jest nowy, lepszy transfer, przesłany kilka lat temu autorowi kanału przez samego Andy’ego Kubiszewskiego.

https://youtu.be/lY6b-UPHLxc
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 11 mar 2025 11:16

Gang Gang Dance - Young Boy (Marika in Amerika) 2018

Pocztówka z czasów złudzeń bi. Z czasów, gdy figury, piruety, salta mogłem sobie tylko zobaczyć przez zapośredniczenie lub wyobrazić. To jeszcze przed pierwszymi konkretnymi: nie, nie mogę lub nie, bawi mnie co innego. Na GGD mogłem wpaść tylko poprzez ranking roczny na RYMie. Okładka przypadła mi do gustu, zasłyszane fragmenty przyjemnie kojarzyły się ze świeżsżą atmosferyczną elektroniką trochę jak ze stajni Ultimae. Muzyka, którą mogłem przekazywać dalej tylko wtajemniczonym bez poczucia niepewności... chyba, że została tylko w osobistym obejściu i gdyby nie bestka czy gorliwość rymowych poszukiwaczy, to ślad znajomości mógłby wyparować. Wracam z regularnością i znaczeniem błędu statystycznego. Nie dlatego, że to zła muzyka - ona po prostu była na tyle poważnym katalizatorem wewnętrznego sturm und drang. Dziś słuchałem z wielką przyjemnością bez tamtych odczuć, choć resztka jeszcze się buja pod kopułą. Reszta płyt GGD po fragmentach w ogóle mnie nie zainteresowała.

A Young Boy i Too Much, Too Soon zostały, dzielnie wytrwały najdłużej. Orientalnie, ale bez małpowania, to bardziej pokręcone przetworzenie. Wokale mogą irytować - choć trudno odmówić im tego, że po prostu pasują. Między basowym przyłożeniem, a chłodnymi padami w tle. Tekst też mi się podoba. Znaczy się jedziem z młodzianem

https://youtu.be/kHx8bwpOzPc?si=AhVpsj5-E_FBGuOi
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 11 mar 2025 14:25

Jax Jones feat. RAYE - You Don't Know Me

Będzie krótko. O Jaxie wiem tylko tyle, że to brytyjski producent muzyczny i DJ obracający się w dosyć tanecznych rytmach. Wydaje sporo singli z gościnnymi występami różnych wokalistów. Znalazłem ten utwór podążając tropem poznanej rok temu zjawiskowej wokalistki RAYE. Ona sama się na pewno jeszcze pojawi w bestce, więc będzie okazja o niej napisać. Póki co mamy fajny, taneczny numer z 2016 roku, kiedy 19-letnia RAYE była u progu swojej kariery muzycznej.

https://www.youtube.com/watch?v=PKB4cioGs98
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 12 mar 2025 10:47

Miętus dej coś bo ja już mam recki napisane tylko na Ciebie czekam xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 12 mar 2025 11:17

Już już

Dobra, tylko na początku podziękuje za serdecznie ciepłe przyjęcie Bowiego, chyba jeden z moich rekordów tutaj. Fajnie, że nawet mi udaje się czasem wygrzebać jakiegoś deep cuta.

Genesis - Dancing With The Moonlit Knight

Dobra, tym razem nie będzie deep cutowo, ale nie wspominałem, że ten cykl będzie regularny. I znowu się powtórzę, ale myślę, że w tym przypadku mogę się usprawiedliwiać choćby faktem, że Genesis z Gabrielem i bez niego to w sumie dwa różne zespoły i jakoś tak głupio by było, gdybym nie umieścił przedstawiciela tej bardziej progresywnej odsłony.

I tu w sumie Murzyn może przestać czytać, tylko zacząć pisać stek wulgaryzmów i obelg, bo w rzeczy samej wraca ten zły, demoniczny i okropeczny rock progresywny. Szczerze mówiąc, ostatnio też nie słucham go prawie wcale pomijając właśnie Gabrielowe Genesis, które w swoim czasie faktycznie brzmiało tak jak powinien brzmieć ten gatunek z definicji.

Trochę będę lakoniczny, bo ja nie umiem pisać jakichś laurek, a ja wiem, że ten utwór zasługuje na kilkustronicowy esej, który byłby wypełniony dokładnymi analizami warstwy muzycznej, tekstu, nawiązywałby do koncertów i wizerunku Genesis z lat 70, a poszczególne fragmenty rozpoczynałyby się cytatami z tekstu, ale nie umiem takich pisać. Musi wam wystarczyć to, że napiszę, że jest to moim zdaniem DZieło przez wielkie DZ, faktycznie progresywne, zrealizowane z klasą i mocno ekspresyjne oraz to, że nawet para z duetu Magdalena Bay się nimi zachwyca, a to dla mnie wiele znaczy.

Bierzcie i słuchajcie tego, ale nie sprzedawajcie mnie za funta>

https://www.youtube.com/watch?v=4oPA8JUttCw
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 12 mar 2025 11:23

No i git bo ja lubię wyzwania wbrew pozorom, bez nich bestka byłaby nudna ;)

Kolejka 4. (154.)

19. Omni Trio - Thru The Vibe (stripped)
20. David Bowie - Where Are We Now? (devotional)
21. Exotic Birds - Join Hands (Hien)
22. Gang Gang Dance - Young Boy (Marika in Amerika) (Dragon)
23. Jax Jones feat. RAYE - You Don't Know Me (shodan)
24. Genesis - Dancing With The Moonlit Knight (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 13 mar 2025 12:53

Omni Trio - Thru The Vibe

Niby mam sentyment do 90sowych drumów, ale też generalnie nie słucham tej muzyki sam z siebie, w tej chwilki nie pamiętam nawet, czy mam na zewnętrznym jakikolwiek album dmb. Te typowe, 90sowy damskie wokale, rozczulają i przenoszą w przeszłość niczym moja własna wrzuta, zresztą u Murzyna pojawia się też TO 90sowe pianinko, więc nieźle się złożyło, nawet rok ten sam. Musiał się tak kretyńsko wepchnął między nas tym Bowiem, że lol. Może czas w końcu zassać sobie jakieś drumy, do tej pory nikt tu nie wrzucał czegoś, co by mnie zachęciło, ale Murzyn przełamał chyba ten opór. Te basowe acid klawisze, to już totalnie mnie rozkładają na łopatki, czuję się jakbym znowu chodził do szkoły podstawowej. Jacek wie co dobre.

David Bowie - Where Are We Now?


Spal to zdjęcie rytualnie. Where Are We Now na poziomie emocjonalnym działa na różnych poziomach. Sam kawałek jest zaprojektowany jako nostalgiczny punch, coś jak rozwinięta w pełni myśl z „Hours”, ale lepiej zrealizowana. Do tego szok, że Bowie wrócił. To był piękny dzień.
Kawałek zawiera jedną z najpiękniejszych lirycznych matrioszek „the moment you know
You know, you know„, bo w końcu czasami wiemy, że wiemy, że wiemy. Ukradliśmy to Musiałem i ludzie nawet nie wiedzą, że nie wiedzą, że nie wiedzą. Powrót Bowiego po królewsku. Po latach i po śmierci Bowiego, kawałek uderza inaczej, no ale ja, będąc coraz starszym, oczywiście rozumiem co Bowie próbuje tutaj przekazać, czy nawet nie koniecznie przekazać, bo to utwór, który napisał i nagrał dla siebie. Ludzie odchodzą, czasy się zmieniają, ale zawsze zostają nam sierpniowe tripy.

Gang Gang Dance - Young Boy (Marika in Amerika)


Uuu, letniaczek od Smoka. Taki trochę miszmasz poprzednich wrzut. Są jakieś drumy, jest lekko sentymentalna atmosfera. Dziwny wokal, ale to chyba nie chipmunki. Czy jednak chipmunki? W sumie to mi się podoba. Gęsty podkład, dużo się dzieje i ogólnie zmysły przeciążone. Taki letniaczek na haju bym powiedział. Przyjemna muzyka, fajna produkcja. Tekst przeczytałem, jest ok. Ciekawy kawałek muzyki, do którego chętnie wrócę w przyszłości, np. kiedy nie będzie lało cały dzień.

Jax Jones feat. RAYE - You Don't Know Me

Wrócił Wuja z TYMI utworami, nie chcę pisać po raz setny tego samego o wokalu, bo to już męczące. Kolejny letniaczek w tej kolejce, a pogoda niestety do dupy. Nie jest to złe, ale powiem szczerze, nie mam ochoty za bardzo na brzmienia z Eski i takie ilości autotuna. Kawałek brzmi jak milion takich samych emitowanych w w/w radiu. Jak się człowiek upije na imprezie to nie wątpię, że można się dobrze bawić, na plaży w słońcu też może zadziałać, ale w domu na słuchawkach, to jest ‘posłuchaj, zapomnij’-core. Seby Kiesza robiła to znacznie lepiej.

Genesis - Dancing With The Moonlit Knight

Wręcz nawet moge powiedzieć, że Seba mi ukradł wrzutę, ale po pierwsze, to by nie był jeszcze mój pierwszy wybór Genesis do bestki, a po drugie, nie wiem za ile lat by to wleciało, więc nie jestem zły, a wręcz się cieszę, że Mentos się zna na rzeczy. Ten pierwszy segment, który zespół nieraz potem wykonywał na koncertach już bez Gabriela, jest przepiękny i uważam, że to jeden z najlepszych momentów nie tylko wczesnego, ale Genesis ogólnie. Największa faze na gabrielowską erę miałem około 2007 r. jakoś w pobliżu koncertu Genesis w Polsce, na którym nie byłem. Kupiłem sobie wtedy w Media Markt jedno z tych barely-legal wydawnictw dvd ze starymi, zbootlegowanymi koncertami wczesnego Dżenesis na dvd. Pierwszy raz wtedy oglądałem Gabriela w tych wszystkich zajebistych strojach i robiło to na mnie olbrzymie wrażenie. Obecnie, uważam, że to była dobra muzyka, czasami może zbyt wchodziła w karnawał i festyniarstwo (zwłaszcza Banks), ale poza tym był to naprawdę spoko progresywny-rock, ze wszystkimi jego cechami, które zdefinowały gatunek, który nie powinien być definowalny i co w efekcie go zabiło, ale mniejsza z tym. Po 3 minucie zaczyna się progresywna gonitwa i walka na solówki, co mnie już dziś tak nie jara, jak kiedyś, ale cringu też nie ma. Wejście segmentu z melotronem nadal przesyła ciary po ciele. Rozczulające synthy ok 5 minuty, ala Pan Kleks w Kosmosie, czy electro-Egipt. Od 5:48 zaczyna się zajebisty, chillowy segment, który nadal czaruje. I te fleciki. Outro jest po prostu przekozackie. Miałem kiedyś taki bootleg ze studyjnymi out-takami z tej płyty i było tam właśnie wydzilone outro jako osobny take. Pamiętam, że użyłem go jako intro do pierwszej wersji mojej pierwszej audycji w Żaku. Zapomniałem o tym i teraz mi się to przypomniało. Nie spodziewałem się, że mi Seba aż taką sentymentalną podróż zafunduje tym kawałkiem. Genesis to było naprawdę coś.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 13 mar 2025 21:59

Jax Jones feat. RAYE - You Don't Know Me

Kurde, numer znam oczywiście i nie miałem pojęcia że to RAYE tu była na wokalu. Hicik taki mocno zajeżdżony w stacjach radiowych raczej, ale możliwe że nawet słuchałem tego gdy wychodziło, jakoś w tamtym czasie Jax Jones zwrócił moją uwagę jednym remiksem i niewykluczone że zerkałem co tam wydawał. Numer jakich tysiące w radiu raczej, w połowie minionej dekady tych singlowych duetów producent-wokalistka było od groma, sam możliwe że tego typu rzeczy będę wrzucał w tej 25. za jakiś czas, mam coś do nadrobienia w tej kwestii. W każdym tutaj jest dla mnie mocno średnio, wokal RAYE jest potraktowany toną autotjuna i potwornie mnie to męczy, bicik klubowy mocno generic jak to mawiam nieraz, nic szczególnego co przykuwałoby tu moją uwagę. Tym razem skucha u mnie.

Gang Gang Dance - Young Boy (Marika in Amerika)

Trochę się podjarałem na myśl o tych orientalnych motywach połączonych ze współczesną produkcją ale kurde chyba niepotrzebnie... Te etniczne motywy są tu tak wplecione na pałę całkiem byle by były a kompozycja tego numeru to jeden wielki bigos! jak mawia pewien forumowicz. Wokal i elektronika ma trochę wajb jakiejś Grimes czy podobnym jej ale rozstrzał stylistyczny w tym numerze sprawia że nie potrafię się w tym odnaleźć. Osobiście niby lubię fuzje muzyki etnicznej z elektroniką czy klubowymi rytmami ale dla mnie tu jedno z drugim pasuje jak pięść do nosa. Niestety kolejny kawałek w tej kolejce który mnie zmęczył.

Exotic Birds - Join Hands

Munlup w swoim świecie najntisów, piszę w swoim bo z Kubą mamy trochę inne doświadczenia w tej materii i inne skojarzenia nieraz. Wrzutki Kuby z epoki nawet często idą w taką fuzję rocka i elektroniki, było parę takich wrzut i na papierze powinienem je łykać bez popity ale wypadało różnie. Co jednak muszę przyznać na wstępie to to że ma on talent do wygrzebywania srogich obskjurów w tym klimacie więc za to należy mu się chałwa i orzeszki. Aranż miesza trochę elektroniki z alt rockowymi gitarami miejscami, nieco przypomina to wrzucane przez Wujasa EMF ale podoba mi się trochę bardziej tutaj. Wokal jest taki NIE WIEM, jak zaczynałem tego słuchać miałem trochę deja vu jakbym słuchał Schillera z jego Leben - I Feel You, to jest ten typ wokalu IMO. Żal że nie ma jeszcze lepszej jakości tego bo więcej szło by wyłuskać z tego a tak jest to nieco MUDDY i doceniam tylko wyróżniki jak pianinko, gitary czy perkusję w mostku. Generalnie fajna rzecz, widziałbym może nieco inny wokal przy tym osobiście ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma, propsy za wybór numeru przede wszystkim.

David Bowie - Where Are We Now?

No i dev pieknie domyka forumowego pokera dla Bowiego swoją wrzutką przy okazji znów poszerzając moją znajomość o kolejny etap (album) którego nie słuchałem dotąd. Tu jednak czuć że to jest po prostu ten finalny Bowie na końcu swego życia i nie różni się to wiele od klimatu Blackstar, nie jest to jednak zarzut z mojej strony, jedynie obserwacja. Ja tego dojrzałego Księcia u progu śmierci lubię słuchać bo chłop odchodził z godnością z tego świata, tak jak trzeba, pogodzony z losem i dokumentujący i ten etap swojego życia. Jest smutno, nostalgicznie, Bowie rozpamiętuje dawne czasy i jakby zastanawia się gdzie te wszystkie lata uciekły przez palce. Im człowiek starszy tym szybciej czas ucieka w rutynie codzienności. Fajny klimat, numer z którym można relować i z wiekiem tylko nabierze wiekszego znaczenia myślę. Drugi po Radiohead poker odhaczony ale obstawiam że Bowie może być pierwszym który zaliczy też pokera w dublach z czasem, wszak każdy tu go ceni, mentos już dał dubla a ja mam kilka numerów w zanadrzu jeszcze (za to nic z Radiohead już).

Genesis - Dancing With The Moonlit Knight

Fajnie że mentos wywołał mnie tak ładnie do tablicy, dzięki temu mogłem zwrócić mu uwagę że nie taki ze mnie hejter proga na jakiego mnie maluje biorąc pod uwagę obecność w mojej bestce płyty Pink Floyd, uwielbienie pewnej płyty VDGG czy pojedynczych numerów King Crimson. Wrzucony przez mentosa kawałek zawiera wszelkie sztandarowe zabiegi tego gatunku a mało tego realizuje je naprawdę świetnie w moim mniemaniu, na pewno na tyle dobrze że nawet pokusiłem się o odsłuch całego albumu i myślę tam jeszcze wrócić. Fajny klimat, świetne brzmienie instrumentów, niezłe łojenie a gdzie trzeba utwór zwalnia i dostarcza bardziej lirycznie. Naprawdę niezły kawałek proga, acz chyba nawet lepsze numery na tej płycie są tak na szybki rzut uchem z mej strony. W każdym razie mentos dostarczył najbardziej interesującą wrzutę kolejki która zmusiła mnie (a może po prostu zachęciła?) do jakiegoś większego wysiłku przynajmniej. Całkiem dobre to stare Genesis.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 mar 2025 02:40

Omni Trio Thru The Vibe

DnB jeszcze w powijakach. Brzmieniowo mocno osadzony w rzeczach starszych, przynajmniej wyraźny znak czasu i poszukiwań. Dziwny miks, ale te swobodnie wchodzące basowe przyłożenia działają, to mi się podoba. Fajne są też poważniejsze kombinacje z brejkiem. Cała reszta wyjątkowo do chrzanu, całość kładzie średni pomysł... na całość. Beznadziejny pitch na wokalach, kiczowate pianinko, synthowe pady jak nie z tego świata. W 1994 roku po pigułach siadłoby jak znalazł, a poza tym to czysto historyczna ciekawostka. Sekcja rytmiczna obok reszty jak pięść do nosa. Klimat zerowy.

David Bowie Where Are We Now?

Wszystko fajnie, ale ja już wrzuciłem na forumy najlepszy kawałek z tej płyty hehhe Oj pięknie tutaj Bowie dziaduje. Dziaduje i frazuje, ten starczy głos przy niemieckich nazwach raz bardziej irytuje, raz bardziej rozczula. Niby nic tak szczególnie urzekającego, ale za którymś razem ten refren atakuje... a potem rozbudowane zakończenie tego dopełnia efekt melancholijnego obłędu. Mało kto potrafi tak proste rzeczy podać tak efektywnie, silnie oddziałująco. Do tego konkretnego numeru nie wracam aż na tyle często jak do wielu innych. Trudno jednak wskazać inny numer równie dobrze oddający klimat The Next Day. 2013 rok, samodzielne podróże po Deltę Deluxe do Empiku, początek nowego starego etapu w szkole... na pewno w internecie widziałem tę okładkę, ale potrzebowałem jeszcze kilku lat, by uczciwie i szczerze usiąść do tej muzyki. Świetnie, że potem był Blackstar, jednak i te miniaturki pop rockowe wysokiej próby cieszą ucho. Tym też jako skromny fan DB umiałbym się nacieszyć (co zresztą w kilku momentach życia się zdarzało). Solidny kawałek działający mocniej niż powinien.

Exotic Birds Join Hands demo

Jakość nagrania lepsza niż jakość nagrania heh ale kontekst dodaje znacznie więcej. Końcówkę lat 90' kojarzę raczej przez brzmienie elektroniki czy trip hopy, nic szczególnie reprezentatywnego. Nie żyłem wtedy, nie darzę tych czasów jakąś szczególną estymą (może w kwestiach starotelewizyjnych jakkolwiek). Na tym etapie prac brzmi wyjątkowo naiwnie, zupełnie nie jak coś dla zespołu grającego cokolwiek industrialnego. Przyjemne są te efekty w zwrotkach, dzięki czemu brzmi to jakoś bardziej przestrzennie. Poza tym muzaczek, chyba że dla hardych fanatoli potrafiących osadzić podrzucany materiał w odpowiedniej historii. Plastikowe brzmienie pianina było wtedy najgorsze. Nie miałbym kompletnie pomysłu na jakieś szczególne rozwinięcie.

Jim Jones x RAVE You Don't Know Me

Pod koniec podstawówki tego typu muza (słowo świetnie oddające poziom) skutecznie odstraszyła mnie od radia i telewizji muzycznych. Odnosiłem wrażenie coraz częstszego ujednolicenia, wygładzania brzmienia tak, by było trochę taneczne, a jednocześnie wciąż bardzo przystępne, zachowawcze. Czyli do puszczania w pizzeriach. Czyli dla nikogo. Odpowiednie pod zamiawanie, jedzenie, rozmowy czy przeczekanie wizyty współtowarzyszy w kiblu. Niespełna 25-letni niżej podpisany raczej nie dołączy do nieregularnika bestkowej serii muzy bezpretensjonalnej i beznadziejnej zarazem. Jest tu wszystko, czego nie trawię. Zdublowany obniżony wokal w refrenie, przegadane fragmenty, głupi tekst, wyjątkowo nijaki aranż. Dość taneczne to fraza kluczowa. Ani to zjawiskowe, ani wyróżniające, ani dobre. Do pełni efektu paskudztwa brakuje tylko klipu typu lyrics video. Won do piekła, kuro wściekła, jak to mówi pewna artystka internetowa.

Genesis Dancing With The Moonlit Knight

Kiedyś walczyłem z tą płytą i skutki były różne, a teraz bawiłem się naprawdę dobrze. Wreszcie coś dla mózgu i dla czystej nieskrępowanej przyjemności jednocześnie. Normalnie mogłoby przeszkadzać aż takie zagęszczenie kombinacji, przejść, super fiku miku przemyślanych fragmentów, ale panowie wszyli w to parę pięknych motywów. Bywa wręcz folkowo, choć bez przesady w stylu Jethro Tull. Kameralny fragment z powtórką motywu na gitarze na początku aż zachęcił do powrotu w świat Larks Tongues In Aspic, naprawdę lubię takie perełki. Za ten liryzm pokochałem proga, znowu to pamiętam. Bogactwo brzmieniowe bez niesłychanego maksymalizmu aranżu. Urocze klawisze, efektywny mellotron. Nawet wokale mimo maniery nie są bardzo irytujące, w konwencji jak najbardziej w porządku. Wreszcie kilka szczerych słów uznania dla Dżenezys. Uporam się ze swoimi pozycjami z poczekalni i wrócę tutaj z chęcią. Należy się jak duetowi Piaskowski/Sulima Paszport Polityki. Najlepszy utwór w kolejce.