Znam Metamatic. Myślę, że pod odsłuchach opisywanej płyty na pewno warto wrócić do jej przodka w prostej linii, jest tutaj masa punktów wspólnych. Ultravox z płyt nie kojarzę, w tym przypadku naprawdę pojedyncze wystrzały - przy tym zupełnie nic z czasów bytowania Foxxa w zespole. Oczekiwania w takim razie żadne, słuchałem raczej z chłodną głową.
Lubię minimal synthowe klimaty. Pewna surowość brzmienia, zawarcie w utworach niezbędnego minimum przy zachowaniu ich specyficznej przebojowości i melodyjności - to cenię. Jak Metamatic w swoim czasie to przełom, tak Interplay to przełożenie tamtego muzycznego języka na współczesne brzmienie i odpowiednio świeże patenty. Choćby ten otwierający Shatterproof - spotykają się tutaj klasycznie electro brzmienia (basowa sekwencja, brzmienia automatów momentami) z jakimiś gliczami rodem ze stajni raster-noton. W sumie to chyba moje ulubione części składowe tej płyty - basowe partie pracują tutaj rewelacyjnie, a te laboratoryjne dźwiękowe strzępy dodają charakteru, choć nie da się ukryć, że to naprawdę drobne ornamenty przy tak intensywnym, chłodnym klimacie.
Produkcja jest jednocześnie sprzymierzeńcem i katem płyty. Dobre rzeczy uzupełnia nieciekawa archeologia przy wokalu, sam wokal nie spina dobrze wszystkiego, nie jest wyróżniającym dodatkiem, niespecjalnie podnosi poziom. Syntezatory brzmią gorzej niż w 1980 roku, szczególnie w takiej przestrzeni dookoła, ale w momentach wyraźniejszych melodii idzie przymknąć klepkę w głowie. Efekt jest dziwny. Evergreen przeplata grzejący elektroniczny historyzm z nieciekawym dudnieniem plus nijaka harmonia wokalu przepływająca przez uszy. Potem nadchodzi jednak moment chwały. Gdyby Bowie chciał się bawić w minimal synth revival, to zrobiłby na bank coś pokroju Watching a Building on Fire. Na stówkę zaśpiewałby to identycznie. Razem z Gail Ann Dorsey na przykład. Tu działa niepozorność zwrotek razem z tym lekko odlotowym klimatub refrenu-tytułowego zawołania. Ten vocoder to tylko upiększa, ale to po prostu zbyt wykręcona piosenka, by tak zwyczajnie brzmieć.
Coś tam moje poprzedniki wspominają o nowoczesności muzyki na Interplay... a dla mnie to współczesna realizacja jakichś demówek w formie takiej, jakiej hipotetycznie mogłyby się zachować w pierwszej połowie lat 80'. Junior Boysi czy nawet Depeche Mode na SOTU robili to znacznie lepiej. Summerland. Kolejny przykład tego, że basem ta płyta stoi. Poza tym nie ma specjalnie nic ciekawego, ale to spoiwo pozwala u mnie zachować uwagę. Gdyby mniej było tutaj syntetycznego drewna, a więcej pierwiastka klubowego, techno czy electro rozwiązań to byłoby znacznie ciekawiej. Szkoda tych klawiszy analogowych, mają swoje zadanie do wykonania a ostatecznie w starciu ze współczesnym Kombi byłoby bez szans. Najświeższy na całej płycie jest, a jakże, basowy hook w The Running Man (poza gliczem na początku, ale takie brzmienie nie ma w ogóle terminu przydatności do spożycia).
Na dłużej zostają ze mną Watching a Building on Fire, tytułowa miniaturka, The Running Man też ma szansę z czasem się ułożyć. Reszta dla fanów Foxxa, fanom 80s'ów z ręką na sercu bym Interplay nie polecił. Słysząc tak piękne intro ostatniego utworu liczyłem na instrumental