Best of Forum II

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum II

Post 17 lis 2022 00:04

Hien pisze:
16 lis 2022 23:45
Z mojej strony chyba ostatnie, co w sumie mnie trochę smuci. Ale z AMOK nie wyciągnę niczego "życiowego". NATOMIAST mam jeszcze wszystkie Radioheadowe sloty wolne w albumach, więc no co, szykujcie dupy na falsety Joraska ;*
Jestem na tak.
mintaj pisze:
16 lis 2022 23:14
chociaż ani to jakieś oryginalne, ani genialne
Wystarczy, że Ty sam jesteś oryginalny i genialny. xd
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 17 lis 2022 00:39

ALE PAN MI POWIEDZIAŁ
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 lis 2022 07:23

Ale to tak na urodziny tylko
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 lis 2022 08:40

No dobra, trochę sobie nasrałem w gniazdo moim narzekaniem bo skoro domagałem się zaskoczeń to wypadałoby teraz samemu wyciągnąć jakiegoś asa z kapelusza i rzucić czymś, jakimś klimatem który się jeszcze nie przewinął. Zatem niech będzie, biorę coś z tych numerów które i tak były naszykowane na listopad z pewnych względów.

Machinedrum - Come1
(2011)

O ksywce Machinedrum po raz pierwszy usłyszałem przy okazji jego produkcji wykorzystanych przez pewną panią jako podkłady do swoich rapsów, ale to też się pojawi w bestce jeszcze ale chyba innej bo w formie wideoklipu. Następne spotkanie z Travisem Stewartem, bo tak się ten pan właściwie nazywa nastąpiło w 2013 roku przy okazji premiery Grand Theft Auto V. Ogólnie 4 i 5 część tej serii otworzyły mnie na mnóstwo nowszych brzmień a właściwie zaznajomiły z nimi. W tejże to grze na stacji radiowej FlyLo FM prowadzonej przez producenta o ksywie Flying Lotus (też się przewinie gdzieniegdzie) wykorzystano utwór She Died There z albumu Room(s) wspomnianego Machinedruma. Kawałek tamten mocno mi się spodobał jak i parę innych w tym radiu bo tworzyły dość mroczny i dystopijny klimat który był dla mnie jakimś powiewem świeżości w moim muzycznym światku. Zachęcony oczywiście postanowiłem sprawdzić cały album który jest jednym z najlepszych dokonań tego pana i parę innych nutek tam wyczaiłem. O ile do albumu w całości w sumie nie wracam a może powinienem i biję się w pierś o tyle numer Come1 stał się moim faworytem.
Kawałek ten nie serwuje aż takiego mrocznego vibe'u jak She Died There, ma za to dość ciepłe brzmienie i fajny, żywy perkusyjny groove a to jak wiemy już z moich historyjek przyciąga zawsze moją uwagę. Muzyka Machinedruma wówczas reprezentowała mocno scenę footworkową właśnie opartą na takich rytmicznych perkusyjnych loopach i niskich basowych brzmieniach, czerpiąca też z ghetto house'u i hip hopu. To brzmienie bardzo mocno mi się wkręciło jakoś chyba jesienią 2014 roku kiedy zacząłem pracować i zdarzało mi się mieć nocne zmiany w pracy. Ta energiczna muzyka podszyta tym takim gloomem idealnie wpasowywała się jako pobudzacz na nocnych zmianach a jednocześnie pasowała do vibe'u długich ciemnych listopadowych nocy. Pociągał mnie mocno dystopijny klimat tego brzmienia. Wrzucam to teraz zatem póki ciemny szary listopad za oknem jednocześnie na odmulenie i uwypuklenie tej aury.

https://youtu.be/5B-cNQ4eocA
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 lis 2022 08:57

Murzyn: teraz Was zaskoczę
Also Murzyn: "...przy okazji premiery Grand Theft Auto..."
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 lis 2022 09:03

OH WELL

TAKIŚ MĄDRY TO WRZUĆ SWOJE SMĘTY
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 lis 2022 09:19

UWAGA NIE BĘDZIE SMĘTÓW

Young The Giant – Superposition

Na dłuższy czas koniec ze smutnymi kawałkami, więc teraz proponuję coś bardziej popowego. Young The Giant to indie-rockowy zespół z USA, poznałem ich w 2011 r. na koncertach Morrisseya, bo ich kawałek „Cough Syrup” był w playliście Moza odtwarzanej przed koncertami. Potem zresztą usłyszałem ten numer w remake’u filmu „Fright Night” i już mi się uklepało w głowie, że jest taki zespół i fajnie gra. Ich muzykę sprawdzałem trochę losowo, przy różnych okazjach, a potem trochę urwał mi się z nimi kontakt. Listopad 2018 r. był dla mnie mieszaniną zdarzeń i uczuć, ale w drugiej połowie działy się już tylko dobre rzeczy. Głównie dlatego, że poznałem moją obecną dziewczynę i się zakochałem. Tak, wchodzę w końcu w tryb Murzyna i wrzucam TE utwory xD Young The Giant akurat wypuszczali nowy album „Mirror Master” i się tym zainteresowałem, bo mignął mi ten singiel i od razu mi się spodobał. Wiecie jak to jest jak się poznaje dziewczynę, kiedyś człowiek nagrywał dla nich składanki na kasetę, teraz się wysyła linki do YT xD I to była pierwsza piosenka jaką jej wysłałem, niemal na początku znajomości. W zasadzie oddaje ona idealnie mój stan ducha wtedy, próbę odcięcia się od wiecznego smucenia, widzenia we wszystkim gówna, itd. Zresztą nawet nie musiałem podejmować prób w tym kierunku, wszystko samo zmieniało się na lepsze. Co ja Wam będę tłumaczył, musicie wszyscy wiedzieć o czym mówię, a jeżeli ktoś nie był nigdy zakochany (jak to śpiewał Gahan), to współczuję bardzo mocno.
Utwór sam w sobie może nie wyróżnia się niczym konkretnym poza akcentami indyjskimi (wokalista Sameer Gadhia, jest synem indyjskich uchodźców), które zostały wplecione zajebiście (bardzo mi się podoba ten główny motyw na charango) i generalnie to już nie jest takie indie, jak za ich początków. Napisałem nawet Sameerowi laurkę za ten numer, ale nie odczytał xDDDD W każdym razie, jest to najmilsza z najmilszych pamiątka z czasu kiedy znalazłem się w takim superposition.

https://www.youtube.com/watch?v=YkDKogMOz10
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 17 lis 2022 10:13

Wjeżdżam na tzw. bezpieczne terytorium.

Billy Joel - We Didn't Start the Fire (1989)

Numer z roku mojego urodzenia, który stanowi, cóż, podsumowanie najważniejszych wydarzeń na świecie (choć w sposób bardzo amerykanocentryczny) od roku urodzenia Joela do roku... premiery tego kawałka. To jest ciekawe, gdyż pamiętam ten numer z czasów gówniarskich, ale nawet już mniej więcej rozumiejąc angielski nigdy nie rozumiałem nic więcej poza - pi razy oko - refrenem. Dopiero, kiedy przyszło mi revivalować ten kawałek grubo latem 2010 przeczytałem tekst i dotarło do mnie, że jest to po prostu wyliczanka nazwisk, wydarzeń, przedmiotów, etc. xD Nie będzie to długi opis - to jest po prostu świetny utwór. Piosenka genialna w swojej prostocie (pochodzi zresztą z genialnego albumu; Storm Front to jedyny, jaki przesłuchałem w całości od Joela, ale warto choćby dla Downeaster Alexa czy And So It Goes, więc POLECAM), dobra linia melodyczna, dynamika, chwytliwy refren na chórkach (bardziej chyba harmonii lol) przywodzących na myśl niemal Bee Gees. To był taki numer, że znałem go z radia, znałem z lat 90., widziałem wideo parę razy (albo przynajmniej jego fragmenty) na MTV Classic (a jakże), ale żeby zassać do swojej biblioteki to pomyślałem dopiero w roku 2010 właśnie. Miałem wtedy wielką fazę na Bowiego (już wspomnianą wcześniej) i Cocteau Twins (też wspomnianą wcześniej), ale też potrzebowałem jakiegoś przełamania. Znalazłem je w tym numerze i w... Bette Davis Eyes od Kim Carnes. Jednak to właśnie do tej piosenki mam bardzo... specyficzne podejście i konkretne emocje wyzwala one we mnie. Może dlatego, że lubię ilustracje rodzaju wszelakiego do szeroko pojętego świata? Polityką i historią interesuję się chyba od zawsze (a na pewno od afery Rywina, co czyniło ze mnie najnudniejszego dzieciaka w mojej podstawówce), Joel w mocno sardoniczny sposób podchodzi tutaj - widocznego już wówczas gołym okiem - domykania się epoki Zimnej Wojny, pozwalając sobie raptem na dwa komentarze w tekście. Tekście, który strasznie mi się wkręca za każdym razem, gdy słucham tego utworu, z jednym tylko zastrzeżeniem - dlaczego pierwsze 10 lat "omówione" jest bardzo szczegółowo, a potem nagle speedrun do 1989 xD No matter. Słuchajcie i wpadajcie w odpowiedni klimat z nieudanym fukuyamowskim "końcem historii" (oczywiście, sprawa bardziej złożona, ale sam się prosił), wojną za miedzą i rakietami na Lubelszczyźnie. W końcu, IT WILL STILL BURN OON AND OON AND OON.

https://www.youtube.com/watch?v=WqkjYKUXERQ
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 17 lis 2022 10:30

Poza wiadomymi i spodziewanymi bardzo przyjazna reakcja na Subaeris. Płyty od niego raczej nie wrzucę, chyba że ten vibe naprawdę mocno się udzieli. I trochę potrwa xD

Karel Goldbaum - Let Me Die (2017)

Zwieńczenie małego tryptyku gimbowrażliwego. Knaufa znam dobrze z twórczości youtubowej. Jego internetowa kreacja na przestrzeni kilku lat ciągle ewoluuje. Wtedy, czyli na przełomie gimnazjum/liceum przestał nagrywać prowokujące baity. Dalej podawał się za Żyda, tyle że przeszedł z krótkich zaczepek do dłuższych, bardziej przegadanych vlogów (do pewnego stopnia) inspirowanych innymi twórcami "z depresją". Memów czy żartów nie będę opowiadał, chyba że ktoś bardzo mocno tego pragnie, choć do Karela jeszcze w którejś sytuacji i tak mogę wrócić. Najważniejsze jest to, że trafiał do mnie przekaz i artystyczna forma. Luźne pogadanki, które bywały bardzo interesujące. Zahaczały o poważne tematy, choć pojawiały się momenty świadomego, taniego kabareciku.

No dobrze, tylko co ma YouTube do muzyki? Karel poza jutuberzeniem para się również graniem i to dość poważnym. Twórczość balansująca na granicy techno i szybszego EDM to jego znak rozpoznawczy. Poza rzeczami wydawanymi pod pseudonimem KG jest również bardziej "hip-hopowy" Mefedronowy Baron. Natknąłem się na to tak dawno... Pierwszy moment nie miał większego znaczenia. Ze starszych rzeczy można wybrać intensywne, lecz bardziej atmosferyczne rzeczy. Zanim po raz kolejny błyskotliwie przekroczył barierę kampu wydał w 2017 roku EPkę GIGAHERTZ. Składają się na nią cztery numery utrzymane w dość klasycznie rozumianej stylistyce techno. Trzy pierwsze stanowią swoiste wprowadzenie do głębszego, bardziej przejmującego finału. Specyficznie zawieszony lament na... akordeon. Karel całkiem nieźle gra na tym instrumencie, a w tym przypadku popisuje się wyczuciem i umiejętnością budowania solidnego klimatu. Dla wielu pewnie znów będzie nie do przejścia, a dla mnie to numer na spokojnie do słuchania w klubie i w zaciszu domowym. Impresja trochę trwa, pod koniec jest tylko intensywniej, choć akordeon się wycisza i nabiera specyficznego brzmienia. Pamiętam spore zaskoczenie po pierwszym odsłuchu. Niby na smutno, ale z lekkim dystansem, lecz bez pełnego ironizowania. Oj, hulało to wiele razy. Premiera Let Me Die przyszła na czasy przed istotnym przełomem w kwestii zainteresowań. Zaczęły znikać potrzeby ciągłego rozmyślania, wątpliwości. Wiele rzeczy przepracowałem, ale niektóre demony jeszcze czaiły się głęboko w świadomości. Skończyło się intensywne przepalanie czasu na głupoty, życie stawało się ciekawsze. Nie byłem tego do końca pewien, ale za rok-dwa przyszła weryfikacja. Pozytywna. Choć czasami dalej potrzeba "dont' go out" się zdarza, ale to naturalne.

https://youtu.be/EPjkePtk0QM
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 18 lis 2022 07:40

Wujek pobudka, nie widzisz że mentos się niecierpliwi w kolejce za Tobą :lol:
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 18 lis 2022 08:00

Już piszę.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 18 lis 2022 08:30

Miley Cyrus – Jolene

A tera będzie country. A co.
Jolene to utwór Dolly Parton z 1974r. Opowiada historię gospodyni domowej, która musi zmierzyć się z piękną uwodzicielką, którą podejrzewa o romans z jej mężem. Utwór był coverowany przez naprawdę wielu wykonawców. Co niektóre covery słyszałem jak i sam oryginał, ale wg mnie Miley zrobiła to najlepiej. W porywający wręcz sposób. Jej wersja ma taki vibe, który mnie uszczęśliwia za każdym razem, jak to słyszę. A wiele nie potrzeba – dobra kompozycja, klawisze, skromna perkusja, kontrabas i dwie pięknie pogrywające gitary akustyczne. No i Miley na wokalu. Nigdy wcześniej nawet nie podejrzewałem, że ona ma taki mocny i dobry głos. Bardzo żywiołowe, bardzo lekkie i wręcz taneczne to wykonanie. Noga sama chodzi pod stołem. Nie jestem żadnym fanem country, ale to mi pasuje wyjątkowo.
Nawet się nie silę na szukanie wersji bez clipu, bo w sumie to nie jest nawet teledysk, a zapis wykonania na żywo w plenerze i wraz z dźwiękiem tworzy to bardzo klimatyczny obrazek.

https://www.youtube.com/watch?v=wOwblaKmyVw
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 18 lis 2022 18:53

Rush - Subdivisions

Z okazji 30 urodzin oprócz tego, że w moim życiu nie wydarzyło się zbyt wiele (welp, ostatnio trochę się działo, ale w tym konkretnym dniu nic xd), to łapię się na byciu sentymentalnym i rozkminianiu siebie, swojej przeszłości, swojego Jungowskiego cienia. Tak naprawdę to nie i bredzę, ale po prostu chciałem jakoś zacząć tego posta. xD
Rok 2012 nie stał u mnie pod znakiem robienia szczególnie wielu rzeczy, ale mimo wszystko wspominam go dobrze. Może i byłem kretynem, może i sporo tego czasu przewaliłem, ale jednak poznałem dużo dobrej muzyki, żyłem bez większych trosk i hej, ho - zamieniałem 1 na 2 w wieku, a nie 2 na 3. xD Gdzieś w owym czasie trwał mój intensywny rozwój gustu muzycznego i w jego ramach trafiłem na kanadyjskie trio Rush. Gdyby dziś ktoś miał mi podrzucić progresywny metal tworzony przez multiinstrumentalistów, którego jedno z opus magnum było inspirowane Ayn Rand pewnie bym nawet na to nie zerknął i kazał spieprzać potencjalnemu polecającemu, ale te 10 lat temu bylo trochę inaczej. Nie wiem, może spodobało mi się to, że wokalista wygląda jak Fronczewski, może byłem za bardzo wpływem cudzych gustów, ale tak czy siak te klasyczne płyty mi się nawet podobały, acz ze szczególnym uwzględnieniem tych z początku lat 80, bo w sumie były fajne, łączyły progresywne pitolenie z nowofalowym brzmieniem i po prostu jakoś fajnie się mi tego słuchało kurde balans no.
Miałem paru kandydatów, jedneego nawet dość obskurnego, ale summa summarum niech leci Subdivisions. To kawalek pochodzący z takiej fajnej płyty z siurającym psem na okładce, której wielu fanów nie lubi, bo na niej dość mocno zespół poszedł w nowofalowe brzmienia, ale ja tam ją lubię i generalnie jest spoko. Ten kawałek to taki trochę hymn tych wszystkich nastoletnich odludków, żyjących sobie w nudnych i bezpiecznych osiedlach, którzy nie mogli się dopasować do żadnej grupy społecznej, toteż siedzieli w tych swoich domkach i nerdzili. Trochę to brzmi śmieszno-żałośnie, ale w sumie trochę też taki się czułęm w owym czasie, więc jednak jakiś tam punkt odniesienia miałem. Ale pomijając to - to nadal bardzo fajna piosenka. Bierzcie i słuchajcie jej po prostu.

https://www.youtube.com/watch?v=ZdfqgiUiqWI
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 18 lis 2022 19:45

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 19 lis 2022 10:53

Uhuhu, pionier jestem.

Machinedrum - Come1

No no, Murzyn jak zwykle zaskakuje nie zaskakując. Jak to możliwe? Ano wrzuca coś, czego wcześniej nie słyszałem (i nie mam tutaj na myśli samego utworu, a bardziej rodzaj muzyki), ale oczywiście o bardzo wysokiej jakości (i nie mam na myśli jakości dźwięku trololo). Zajarałem się muszę przyznać. Do tego stopnia, że już ciągnę album, z którego powyższe pochodzi xD Interesujące, że - po raz kolejny - znam GTA i IV i V, IV skończyłem dwukrotnie (V mi się nie chciało), a kompletnie nie kojarzę takiego wykonawcy (czy w ogóle sporych połaci muzy wrzucanej tu przez Golasa z tychże gier). Niestety (albo stety?), muzykę w GTA na poważnie traktowałem tylko w III i Vice City, już w San Andreas była ona dla mnie wyłącznie tłem (choć IV otworzyła mnie na Popa i Smashing Pumpkins), przez co nie miałem szans wyłapać takich smaczków. Ale w sukurs przychodzi kol. Jacek i bardzo fajnie wali w łeb. Prędkość, rytmiczność tego numeru jest jego największym atutem, jednocześnie kończy się on w taki czilowy sposób. Bardzo pasuje mi to może nie do jakiegoś RAMu, ale do Fabryki Trzciny już jak najbardziej. Loopy, bit, pięknie się skręcają razem gdzieś w tle zsamplowane (albo tak brzmiące) urywki wokalu, naprawdę chcę jeszcze trochę więcej. Do listopada mi średnio pasuje, ale rozświetla dzisiejszy dzień dodatkowo, gdyż gdzie w Warszawie od rana wali śnieg, tak w Zgierzu słońce. Przyjemny początek dnia i złoto.

Young the Giant - Superposition

Cóż, takich wrzutek potrzebujemy, by rozjaśnić mroki listopada. Ale zaraz, przed chwilą napisałem, że w Zgierzu słońce xD Tym bardziej się tego dobrze słucha. Young the Giant to nazwa, która obiła mi się o uszy wcześniej, latała razem z linkami po różnych zagranicznych grupach muzycznych na Fejsbuczku, które stanowią dla mnie klony muzbawki (albo na odwrót, hui wie, co było pierwsze, teraz to zresztą bez znaczenia). A tam, wiadomo, "nowy" wykonawca muzyki indie to coś, co hejtuję z definicji i dla czystego edge'yzmu. Więc nigdy w nic nie kliknąłem (tak jak nigdy nie piłem - i nie będę - bubble tea), no ale teraz MUSIAŁEM (bubble tea nadal nie będę próbował, moją największą ostatnio przyjemnością jest odmawianie sobie w życiu przyjemności). I, no, nie zawiodłem się (choć planowałem xD). Nie mogę zrantować tego numeru, bo jest super. Naprawdę, jest jakiś taki obrzydliwie pozytywny, wokalista trochę jęczy, ale to nie męczy, jest fajnie. Instrumentarium bardzo mi pasuje, długość ma w sam raz, jeszcze kol. Kuba dowala osobistymi wspomnieniami (które wówczas były mi relacjonowane na żywo), a które wiem, że zostały striggerowane przez bardzo fajne podsumowanie niemal końca roku dla niego po kilku miesiącach wzajemnego smutania xD Na marginesie dodam, że ja wówczas wciąż byłem w dupie i nawet chciałem tam pozostać... Ode mnie raczej takich wrzutek nie będzie, nie mam numeru, który by się "dobrze zestarzał" w kojarzeniu mi się ze stanem zakochania w jakiejś lasce. Ale myślę, że moje propsy dla Hiena to w jakiś sposób suplementują. Srebro!

Karel Goldbaum - Let Me Die

Pierwsze słyszę o tym gościu. Mefedronowy Baron też mi nic nie mówi xD Ale z drugiej strony o rodzimej scenie techno wiem tyle, co nic (jedyne nazwiska, jakie kojarzę, to Malinowski i Zamilska, bo mi ich sprzedano). Inna sprawa... czy nazwałbym to techno? No dobra, podgatunków mnogość, więc z pewnością do jednego z nich się to zalicza. Mam mieszane uczucia tho. Utwór nie jest zły, buduje klimat (zwłaszcza, jak wchodzi akordeon, całość pasuje mi wówczas do soundtracku z jakiegoś współczesnego, mocno niepokojącego kina z byłej Jugosławii), lubię takie "psychotyczne" rzeczy. Tylko wciąż wydaje mi się być nieco zbyt płaski. I trochę za długi. Pomijając fakt, że producent ze mnie żaden i nie potrafiłem wówczas nawet ogarnąć panoramy, to podobne rzeczy kleiłem w wieku 16 lat na eJayu xD Tylko, że oczywiście typ jest tam, a ja jestem tu, gdzie jestem i moje eJayowe pierdy nikogo by nie obchodziły. Jedyne, na czym zyskuje numer w swojej długości, to wyraźny podział na dość czilowy i wręcz zwyczajny wstęp, sekcję, w której wchodzi akordeon i dalej, gdzie robi się już wręcz przerażająco. Gdybym zamknął się w ciemnym pokoju, naćpał i puścił ten numer, no to jest idealne tło do odwalenia Curtisa xD Gęstość tegoż bardzo "pomaga mi" w odbiorze, przez co nie męczy tak bardzo, jak męczyłby mnie, gdyby nie jego zamierzona stylistyka. Czy stylistyka ta jest nieco tandetna? No, tak, ale wywalone. Dodam jeszcze, że taki plusik przy okazji kawałek zyskuje kojarzeniem mi się z Nosferatu Parova Stelara. Także - so be it - brąz. Nawet nie wymuszony!

Miley Cyrus - Jolene

Już raz pisałem, albo nawet dwa (może trzy), co sądzę o "młodych" amerykańskich gwiazdach pop (które - z racji na specyfikę lokalnego rynku - zawsze będą jeszcze trochę zanurzone przynajmniej w folk). Nie trawię. Dolly Parton jest wyjątkiem wśród tych, że tak to ujmę, starej daty (obok np. Stevie Nicks, którą uwielbiam), ale ja takiej muzy zwyczajnie nie lubię. Moja była z kolei ją wręcz kochała (tę muzykę znaczy, na szczęście nie Miley Cyrus), i musiałem znosić to cholerstwo w samochodzie xD Zabrzmi to średnio pewnie, ale w jakiś sposób moje bariery pokonał... soundtrack do Strażników Galaktyki, obydwu części xD Nie stałem się rzecz jasna fanem, ale hejtuję trochę mniej (wciąż hejtuję folk tho, z baaardzo małymi wyjątkami). Tu sytuacja jest o tyle skomplikowana, że Jolene jako piosenkę... lubię xD (tak, wiem, ta recka jest pełna kontradykcji). Nie lubię z kolei Miley Cyrus, tak samo jak Taylor Swift, Demi Lovato i wszystkich tych "tzw. gwiazd". Kojarzą mi się z jakąś taką... bylejakością. Propsy jednakowoż muszę tu dać za wykonanie muzyczne, bowiem gitary wyszły wprost kapitalnie. Cyrus też jakoś okrutnie nie pieje (jednak warsztatu odmówić jej nie sposób), ale no, nie przekonam się, przepraszam. Albo nie teraz. Jak to mawia mój brat, nigdy nic nie wiadomo.

Rush - Subdivisions

Powinienem zmienić strukturę oceniania tylko po to, żeby zrobić dodatkową kategorię o nazwie Laur Konsumenta, ew. Laur Mentosa (Laur Wrocławski?), specjalnie dla niego, równoważną srebru. Bo czasem, jak Mentos dowali ścieżką (huehuehue), to moje poprzednie klasyfikacje najlepiej, żeby szlag trafił. No, ale nie może, więc oto on - Laur Mentosa. O Rush słyszałem wcześniej, może nawet słyszałem coś od nich, ale nie pamiętam (albo - raczej bym zapamiętał, więc może jednak nie było mi to dane), jednakowoż na pewno wiem, że taki zespół istniał. Nie wiedziałem natomiast, że są z Kanady. Jak widać, nudni pożeracze donutów z syropem klonowym mogą wyprodukować więcej dobrej muzy, niż by można pomysleć (Skinny Puppy, Psyche, Moev, AUTOMELODI BITCH). Fajnie w ogóle, że Mentos wrzutkę zaczyna od metalowania, ostatecznie otrzymujemy bardziej gitarową nową falę. Ale za to jak dobrą! Naprawdę, bardzo mi się ten kawałek podoba, myślę, że czas na kolejną kanadyjską odklejkę dla mnie (przynajmniej ograniczoną do tych kilku wydawnictw, o których kol. Seba wspomniał). Odstrasza mnie nieco inspiracja twórczością Ayn Rand, czasem się śmieję, że w moim przypadku fascynacja libertarianizmem skończyła się w momencie, w którym zachciało mi się przeczytać Atlas Zbuntowany. Nie polecam bardzo. W przeciwieństwie do Rush, myślę, że mógłbym to już sprzedawać innym. Zakładając, że reszta od nich z tamtego okresu będzie równie dobra. A czuję, że może być.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 lis 2022 12:17

devotional pisze:
19 lis 2022 10:53
Nie lubię z kolei Miley Cyrus, tak samo jak Taylor Swift, Demi Lovato i wszystkich tych "tzw. gwiazd". Kojarzą mi się z jakąś taką... bylejakością.
Ech a niektórzy uważają, że to ja jestem pełen muzycznych uprzedzeń. Bo nie lubię jazzu. :|
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 lis 2022 12:41

Masz rację z tymi uprzedzeniami, shodan

Machinedrum - Come1

Hmm... Machinedrum dobrze znany i lubiany. Na Tauronie parę płytek miałem w rękach, ale się nie skusiłem. Room(s) znam doskonale od paru lat. Najwięcej uznania kieruję w stronę trzech pierwszych numerów. Świeże brzmienie, dobre podkłady. Mają taką wieczorną, miejską atmosferę. Nie jest aż tak ponuro jak u Buriala, ale też nie czuję wyraźnej ekstazy i optymizmu. W przypadku Come1 klimat jest podobny. Na jego nowszych płytach pozytywnych akcentów więcej. Tutaj miesza klasyczne skojarzenia houseowe z szybszymi brejkami. Dodatkowo w tle dzieje się mała siekanina rytmiczna charakterystyczna dla footworku. Ostatecznie miszmasz dla mnie jest za duży. Rozumiem popularność i spore zainteresowanie tym kierunkiem, ale wolę konkrety. Od hałsu mam kogo innego, od brejków doskonały jest Squarepusher. Forma pośrednia szybko znika z głowy, nakładają się inne skojarzenia. Średniaczek.

Young The Giant – Superposition

Indie jak indie, Radio RAM jak Radio RAM. Ładne są te zagrywki. Aż tak dużego spustoszenia nie wywołują, bo pod spodem dalej dzieje się po prostu zwyczajny, lekki popowy kawałek. Taki, na który miło wpaść w ciepły jesienny dzień. Przejście do refrenu i refren bardzo satysfakcjonujące. Robi dobry chill. Jest szansa, że kiedyś już słyszałem, ale dość niewielka. Pod wpływem wajbu za oknem mógłbym nawet odpalić shazama i sprawdzić, kto jest za to odpowiedzialny. Czyli bardziej na plus ostatecznie.

Billy Joel - We Didn't Start the Fire

Nienawidzę tej piosenki. Jest kilka rzeczy, które kojarzą się z dzieciństwem, bardzo natrętnymi sytuacjami. Wiele numerów udało się odratować przez puszczenie ich w znacznie ciekawszych, przyjemniejszych okolicznościach. Tutaj od samego początku melodia, tania rockerska estetyka, głupi tekst... Gdy próbuję zanucić, to w głowie mam zakodowany trochę inny tekst. Nie wiem, czy to zasługa jakiegoś głupiego filmiku, parodii widzianej w TV/internecie. Brzmi to właśnie jak pretensjonalna parodia i kabaretowy kawałek. Niekończąca się litania i cheesy refren. Zabić to zanim złoży jaja. Bardzo nieprzyjemny earworm, że aż głowa boli.

Miley Cyrus - Jolene

Miley na tyle ciekawie poprowadziła swoją karierę, że bez żadnego problemu odcięła się od swoich musicalowych początków. Zapodaje ciekawe inspiracje i niespodziewany przekaz, który może do mnie aż tak nie trafia, ale po prostu budzi moją sympatię. Te wybory to akt odwagi i niezależności, takie założenie przyjmuję. W coverze Jolene odsłania ciekawą chrypę, piasek w głosie. Lekki numer, który w tym wydaniu zyskuje na wyrazistości. Mam znajomych aktywnie śledzących jej poczynania i akurat ten wykon poznałem już wcześnie. Wychodzi na to, że w tej kolejce właśnie w związku z Miley doświadczam najprzyjemniejszego powrotu. Dobra rzecz.

Rush - Subdivisions

Nigdy się w Rush nie wgryzłem specjalnie głęboko. Moving Pictures wziąłem na tapet już po fazie wielkiej fascynacji progerstwem. Doceniam, ale bez tego zachwytu, który popycha do dalszego poznawania dyskografii. Subdivisions zaczyna się jak wiele numerów o dziesiątki lat młodszych, utrzymanych w stylistyce electropopu. Możliwe, że wczoraj leciał w trakcie małej posiadówki, na której byłem. O Rush nawet chwilę rozmawiałem z gospodarzem. Był też temat Porcupine Tree, Wilsona, King Crimson... Dawno nie słyszałem tego wszystkiego idącego jedno po drugim. Wehikuł czasu. Może i dzięki temu jestem jak najbardziej na tak. Syntezatory i rock to trudny temat. Tutaj też pracują w stylu symfonicznego backgroundu, co brzmi dość dziwnie, ale na początku się sprawdza. Potem jest jednak czas na solówkę gitarową i nie mam wątpliwości, że bez klawiszy brzmi to ciekawiej. Starzeje się lepiej. Choć może czepiam się dla czepiania. Koniec końców sporo przyjemności mam z odsłuchu. Zwycięzca kolejki bez większych wątpliwości.

Za Rush od razu Miley Cyrwus, z brązem zostaje Superimpostor.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 20 lis 2022 13:03

Nie wiem, czy to zasługa jakiegoś głupiego filmiku, parodii widzianej w TV/internecie.
Pewnie chodzi o to: https://www.youtube.com/watch?v=32g_vNQpV7c

No w takim przypadku rozumiem Cię doskonale
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 lis 2022 13:47

Jezu to było właśnie to 💀
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lis 2022 14:21

Machinedrum - Come1

Z początku to rave’owe pianinko mnie wkurwiało, ale jak już się minęło pewien etap wkurwienia, to się uleżało i potem już było ok, zwłaszcza, że klimat się zagęszcza z biegiem. Murzyn pisze, że dystopijne, że ciemnie listopadowe wieczory, ale tbh dla mnie to bardzo uniwersalna muza, na lato też by mi podeszła., czy wiosną. Interesujący kawałek, dużo różnych wpływów w jednym, ale się klei. Spoko wokale, spoko klimacik. Początek sugeruje, że to pójdzie w inną stronę, ale (na szczęście) jest jak jest. Naprawdę spoko jest ten kawałek.

Billy Joel - We Didn't Start the Fire

Musiał znowu podebrał mi wrzutę, ale nie mam bólu dupy, bo nie wiem kiedy bym to wrzucił, raczej na pewno nie w tej czy kolejnej 25. Kocham ten kawałek i mam śmieszne wspomnienie w związku z nim. Przez lata pisałem na forum Shodanowi, że nigdy nie miałem snu z Obcymi, ale to nie prawda i olśniło mnie słuchając Joela aka Dartha Vadera. W 1999 r., po przeczytaniu komiksu „Aliens: Labyrinth” (prawdopodobnie najlepszego komiksu z Obcymi ever) miałem sen, w którym UWAGA Julia Roberts (kaman, to był 99 r.) jest prezenterką telewizyjną na stacji kosmicznej i podczas „Wiadomości” zostaje porwana i zabita przez Obcych. Miałem ten sen w głowie przez cały poranek. Ojciec podrzucał mnie do szkoły i jak jechaliśmy, to w radiu leciało „We Didn’t Start The Fire”, a ja miałem cały czas te obrazy z Obcym w głowie i mi się to w jakiś porabany sposób ładnie złożyło, jak jakaś end-credits muza xD To był zresztą pierwszy raz kiedy słyszałem tę piosenkę, jak się okazuje, rocznikowo w jej i Deva 10 urodziny. To jest szalone myśleć, że to miało wtedy 10 lat, przecież teraz 10 lat to ma koncert Azbestu w FotoCafe102, a to było wczoraj… Nie wiem, teraz mam straszną bekę, bo widzę w głowie Obcych jak śpiewają „we didn’t start the fire, it was always burning, since the world’s been turning”.
No nie ważne, moim zdaniem to jest przebój idealny. Ten refren jest dosłownie perfekcyjny i wkręca się jak nowa żarówka. Wątpię żeby mi się kiedykolwiek znudził. Doceniam komentarz polityczny i liryzm Joela, ale to nigdy nie był dla mnie element sprzedajny tego kawałka. Swoją drogą, czy mi się wydaje, czy nikt już takich komentarzy na większa skalę nie nagrywa?

Karel Goldbaum - Let Me Die

Dragon zaczyna wrzucać numery Youtuberów, ale spoko, tego jeszcze tu nie było. Bardziej mnie zmartwił ten akordeon, ale o dziwo, on ratuje ten kawałek. Dopóki ten instrument nie wchodzi, to leci jakieś demo FL’a i to wersji z 2002 r. Jak tego słucham, to mam wrażenie, że to jakieś tango z odcinka „Allo Allo” i Herr Flick tańczy z Helgą w gestapowskim gabinecie, na tle Upadłej Madonny z Wielkim Cycem. Bardziej niż smutny, czy przejmujący, ten akordeon jest zwyczajnie creepy i kojarzy mi się z pochmurnym jesiennym dniem, między blokami starych łódzkich kamienic. Połączenie tego z elektronicznym tłem brzmi trochę na siłę, jakby jakiś gimbus (sorry) zrobił remix jakiegoś kawałka na akordeon i dorzucił do tego najprostszy bit i bas. O dziwo długość kawałka nie jest tu jakimś dużym problemem, jak już się wkręciłem to przeleciało bezproblemowo, nie dłużyło się jakoś kosmicznie. Dyplomatycznie nazwę tę wrzutę ciekawą i mam nadzieję, że Dragon jest świadomy tego, że jeżeli propsuję w czymś akordeon, to strzelają szampany.

Miley Cyrus – Jolene

Lubię country, Cyrus jest spoko, czyli generalnie powinno zatrybić, zwłaszcza, że naprawdę nie chciałbym trzeci raz z rzędu dissować wrzuty Wuja. No i mi tak sobie to wchodziło za pierwszym razem. Country fajne, ale bezjajeczne, utwór mi wisiał, Miley głos jak dzwon, ale co z tego?
Odłożyłem to na bok, i co. Następnego dnia „Jolene” samo mi wróciło do głowy, i latało w niej bez słuchania. Dosłownie, przespanie się z tym kawałkiem, wystarczyło żeby się dobrze uleżał. Dev to się chyba pospieszył z recenzją i w ogóle bias u niego zjadł wszystko, podejrzewam, że gdyby mu ściemnić, że to śpiewa np. córka Dolly Parton, to by uznał, że rewelacja. Bias to zło, powiadam Wam. Nie róbcie tego. No, w każdym razie, ja jestem na tak, chociaż z początku przewracałem oczami. Wuja oficjalnie WRACA!

Rush - Subdivisions


Doceniam i szanuję kiedy ktoś daje szansę takim albumom w dyskografii wykonawcy, które fani mają w głębokim poważaniu. I szczerze, jestem w szoku, że to akurat Seba „słucham tylko hitów” M., czymś takim się dzieli. Niemniej, gdyby Mentos dał coś z „Power Windows”, to by się skończyło u mnie hejtem. Nie lubię miksu proga z ejtisami, to jest najgorsze co może być i w jakiejś rozwiniętej formie robi się asłuchalne. Na szczęście „Subdivisions” nie przekracza tej granicy. Ok, te klawisze ala „Jump” ciągną numer w rejony dekadowego kampu, ale z jakiegoś powodu całość nadal jest spoko. Może dlatego, że to jest po prostu fajny kawałek. Takie „Don’t Fear The Reaper” z małą dozą tandety, ale takiej, z którą temu numerowi jest zadziwiająco do twarzy. Nie jestem specem od Rush, ale swoje słyszałem. Nigdy nie był to jeden z moich ulubionych zespołów, ale są spoko i ta wrzuta też jest spoko. Jednym z niewielu plusów proga w latach 80-tych, było to, że wszystkie dziaderskie prog elementy, sztuczne wydłużanie kawałków, wirtuozerskie popisy, itd., musiały zostać wywalone do kosza, bo nikt tego nie chciał słuchać. To było takie sito, przez które wiele zespołów nie przeleciało, kiedy nie mogli już ściemniać 20-minutowymi numerami o niczym (i z niczym) i trzeba było pisać dobre piosenki. Kto przetrwał ten okres, to wyszedł z niego potem jako lepszy band.

No i fajnie. Nic w tej kolejce mnie jakoś nie poraziło, ale dobre kawałki są i mi się podobało w sumie wszystko. Odrobinę na froncie Dev, Mentos i Shodan, co jest niespodzianką, bo numer drugiego nie powinien mi się podobać, a trzeciego nie podobał, a zaczął. Joel wygrywa, ale taką nagrodę specjalną, bo znam ten kawałek na pamięć. Murzyn i Dragon bardzo przyzwoicie, może mi serce się nie wyrywało, ale podobało mi się.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn