Post
19 lis 2022 10:53
Uhuhu, pionier jestem.
Machinedrum - Come1
No no, Murzyn jak zwykle zaskakuje nie zaskakując. Jak to możliwe? Ano wrzuca coś, czego wcześniej nie słyszałem (i nie mam tutaj na myśli samego utworu, a bardziej rodzaj muzyki), ale oczywiście o bardzo wysokiej jakości (i nie mam na myśli jakości dźwięku trololo). Zajarałem się muszę przyznać. Do tego stopnia, że już ciągnę album, z którego powyższe pochodzi xD Interesujące, że - po raz kolejny - znam GTA i IV i V, IV skończyłem dwukrotnie (V mi się nie chciało), a kompletnie nie kojarzę takiego wykonawcy (czy w ogóle sporych połaci muzy wrzucanej tu przez Golasa z tychże gier). Niestety (albo stety?), muzykę w GTA na poważnie traktowałem tylko w III i Vice City, już w San Andreas była ona dla mnie wyłącznie tłem (choć IV otworzyła mnie na Popa i Smashing Pumpkins), przez co nie miałem szans wyłapać takich smaczków. Ale w sukurs przychodzi kol. Jacek i bardzo fajnie wali w łeb. Prędkość, rytmiczność tego numeru jest jego największym atutem, jednocześnie kończy się on w taki czilowy sposób. Bardzo pasuje mi to może nie do jakiegoś RAMu, ale do Fabryki Trzciny już jak najbardziej. Loopy, bit, pięknie się skręcają razem gdzieś w tle zsamplowane (albo tak brzmiące) urywki wokalu, naprawdę chcę jeszcze trochę więcej. Do listopada mi średnio pasuje, ale rozświetla dzisiejszy dzień dodatkowo, gdyż gdzie w Warszawie od rana wali śnieg, tak w Zgierzu słońce. Przyjemny początek dnia i złoto.
Young the Giant - Superposition
Cóż, takich wrzutek potrzebujemy, by rozjaśnić mroki listopada. Ale zaraz, przed chwilą napisałem, że w Zgierzu słońce xD Tym bardziej się tego dobrze słucha. Young the Giant to nazwa, która obiła mi się o uszy wcześniej, latała razem z linkami po różnych zagranicznych grupach muzycznych na Fejsbuczku, które stanowią dla mnie klony muzbawki (albo na odwrót, hui wie, co było pierwsze, teraz to zresztą bez znaczenia). A tam, wiadomo, "nowy" wykonawca muzyki indie to coś, co hejtuję z definicji i dla czystego edge'yzmu. Więc nigdy w nic nie kliknąłem (tak jak nigdy nie piłem - i nie będę - bubble tea), no ale teraz MUSIAŁEM (bubble tea nadal nie będę próbował, moją największą ostatnio przyjemnością jest odmawianie sobie w życiu przyjemności). I, no, nie zawiodłem się (choć planowałem xD). Nie mogę zrantować tego numeru, bo jest super. Naprawdę, jest jakiś taki obrzydliwie pozytywny, wokalista trochę jęczy, ale to nie męczy, jest fajnie. Instrumentarium bardzo mi pasuje, długość ma w sam raz, jeszcze kol. Kuba dowala osobistymi wspomnieniami (które wówczas były mi relacjonowane na żywo), a które wiem, że zostały striggerowane przez bardzo fajne podsumowanie niemal końca roku dla niego po kilku miesiącach wzajemnego smutania xD Na marginesie dodam, że ja wówczas wciąż byłem w dupie i nawet chciałem tam pozostać... Ode mnie raczej takich wrzutek nie będzie, nie mam numeru, który by się "dobrze zestarzał" w kojarzeniu mi się ze stanem zakochania w jakiejś lasce. Ale myślę, że moje propsy dla Hiena to w jakiś sposób suplementują. Srebro!
Karel Goldbaum - Let Me Die
Pierwsze słyszę o tym gościu. Mefedronowy Baron też mi nic nie mówi xD Ale z drugiej strony o rodzimej scenie techno wiem tyle, co nic (jedyne nazwiska, jakie kojarzę, to Malinowski i Zamilska, bo mi ich sprzedano). Inna sprawa... czy nazwałbym to techno? No dobra, podgatunków mnogość, więc z pewnością do jednego z nich się to zalicza. Mam mieszane uczucia tho. Utwór nie jest zły, buduje klimat (zwłaszcza, jak wchodzi akordeon, całość pasuje mi wówczas do soundtracku z jakiegoś współczesnego, mocno niepokojącego kina z byłej Jugosławii), lubię takie "psychotyczne" rzeczy. Tylko wciąż wydaje mi się być nieco zbyt płaski. I trochę za długi. Pomijając fakt, że producent ze mnie żaden i nie potrafiłem wówczas nawet ogarnąć panoramy, to podobne rzeczy kleiłem w wieku 16 lat na eJayu xD Tylko, że oczywiście typ jest tam, a ja jestem tu, gdzie jestem i moje eJayowe pierdy nikogo by nie obchodziły. Jedyne, na czym zyskuje numer w swojej długości, to wyraźny podział na dość czilowy i wręcz zwyczajny wstęp, sekcję, w której wchodzi akordeon i dalej, gdzie robi się już wręcz przerażająco. Gdybym zamknął się w ciemnym pokoju, naćpał i puścił ten numer, no to jest idealne tło do odwalenia Curtisa xD Gęstość tegoż bardzo "pomaga mi" w odbiorze, przez co nie męczy tak bardzo, jak męczyłby mnie, gdyby nie jego zamierzona stylistyka. Czy stylistyka ta jest nieco tandetna? No, tak, ale wywalone. Dodam jeszcze, że taki plusik przy okazji kawałek zyskuje kojarzeniem mi się z Nosferatu Parova Stelara. Także - so be it - brąz. Nawet nie wymuszony!
Miley Cyrus - Jolene
Już raz pisałem, albo nawet dwa (może trzy), co sądzę o "młodych" amerykańskich gwiazdach pop (które - z racji na specyfikę lokalnego rynku - zawsze będą jeszcze trochę zanurzone przynajmniej w folk). Nie trawię. Dolly Parton jest wyjątkiem wśród tych, że tak to ujmę, starej daty (obok np. Stevie Nicks, którą uwielbiam), ale ja takiej muzy zwyczajnie nie lubię. Moja była z kolei ją wręcz kochała (tę muzykę znaczy, na szczęście nie Miley Cyrus), i musiałem znosić to cholerstwo w samochodzie xD Zabrzmi to średnio pewnie, ale w jakiś sposób moje bariery pokonał... soundtrack do Strażników Galaktyki, obydwu części xD Nie stałem się rzecz jasna fanem, ale hejtuję trochę mniej (wciąż hejtuję folk tho, z baaardzo małymi wyjątkami). Tu sytuacja jest o tyle skomplikowana, że Jolene jako piosenkę... lubię xD (tak, wiem, ta recka jest pełna kontradykcji). Nie lubię z kolei Miley Cyrus, tak samo jak Taylor Swift, Demi Lovato i wszystkich tych "tzw. gwiazd". Kojarzą mi się z jakąś taką... bylejakością. Propsy jednakowoż muszę tu dać za wykonanie muzyczne, bowiem gitary wyszły wprost kapitalnie. Cyrus też jakoś okrutnie nie pieje (jednak warsztatu odmówić jej nie sposób), ale no, nie przekonam się, przepraszam. Albo nie teraz. Jak to mawia mój brat, nigdy nic nie wiadomo.
Rush - Subdivisions
Powinienem zmienić strukturę oceniania tylko po to, żeby zrobić dodatkową kategorię o nazwie Laur Konsumenta, ew. Laur Mentosa (Laur Wrocławski?), specjalnie dla niego, równoważną srebru. Bo czasem, jak Mentos dowali ścieżką (huehuehue), to moje poprzednie klasyfikacje najlepiej, żeby szlag trafił. No, ale nie może, więc oto on - Laur Mentosa. O Rush słyszałem wcześniej, może nawet słyszałem coś od nich, ale nie pamiętam (albo - raczej bym zapamiętał, więc może jednak nie było mi to dane), jednakowoż na pewno wiem, że taki zespół istniał. Nie wiedziałem natomiast, że są z Kanady. Jak widać, nudni pożeracze donutów z syropem klonowym mogą wyprodukować więcej dobrej muzy, niż by można pomysleć (Skinny Puppy, Psyche, Moev, AUTOMELODI BITCH). Fajnie w ogóle, że Mentos wrzutkę zaczyna od metalowania, ostatecznie otrzymujemy bardziej gitarową nową falę. Ale za to jak dobrą! Naprawdę, bardzo mi się ten kawałek podoba, myślę, że czas na kolejną kanadyjską odklejkę dla mnie (przynajmniej ograniczoną do tych kilku wydawnictw, o których kol. Seba wspomniał). Odstrasza mnie nieco inspiracja twórczością Ayn Rand, czasem się śmieję, że w moim przypadku fascynacja libertarianizmem skończyła się w momencie, w którym zachciało mi się przeczytać Atlas Zbuntowany. Nie polecam bardzo. W przeciwieństwie do Rush, myślę, że mógłbym to już sprzedawać innym. Zakładając, że reszta od nich z tamtego okresu będzie równie dobra. A czuję, że może być.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl