Zupełnie tego nie kupuję jako dokument. Narracja jak z parodii Superwizjera, technika montażowa typowo vegańska, więc mamy widoczki z góry i te zbliżenia na facjatę reżysera... budzą raczej politowanie. Przed "Kobietami mafii" i innymi filmami po ostatnim jego Pitbullu bardzo często z takiego sposobu opowiadania i po prostu prezencji korzystał.
Bez źródeł to równie autentyczne jak taka Grażyna Żarko. W ogóle koncept istnienia takiego procederu od lat, który dopiero tak niszowy reżyser ujawnia, jest mocno dyskusyjny i stoi na wadliwych fundamentach. Do perfekcji Vegeta opanował i doprowadził swój język filmowy, który jest schematyczny i budzi odrazę. Słychać, że dialogi przynajmniej były mocno inspirowane językiem wcześniejszych filmów. Podobnie trudne zagadnienia dawniej pokazywał w mniej przekonujący sposób, teraz po prostu postawił na bardzo realistyczne ujęcie (anonim bardziej wiarygodnie wypada niż wykształcona aktorsko osoba), do tego różne formy nagrań sprzyjają takiemu odbiorowi. Imitacja reportażu, paradokument.
Bracia Sekielscy pokazali jak tak trudne zagadnienia pokazywać we właściwy, a przede wszystkim jakkolwiek weryfikowalny sposób, jeśli mówimy o filmie, który ma jakąś "prawdę" pokazywać.
Chyba jednak komentarze i motywy poboczne najlepsze... wiadomo, za wszystkim stoją gady, elity, szatan, w filmie też się wrzuci wtręt o muzułmanach.
No ale niestety Vegeta już wygrał swoje, bo dyskutujemy o tym dziele natchnionym. Normalnie bym się tak nie rozpisał, ale mam po prostu już alergię na obecność tego człowieka i jego popisy filmowe.
