Best of Forum (Albumy) vol. 2
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No to ładnie nam tu kolega się zaprezentował przed milionami słuchaczy, ja ze swojej strony dopowiem jedynie że to Taxi Taxi nawet mi się udzieliło mocniej i trochę katowałem i to naprawdę była zmarnowana okazja ze strony Rockstar Games że to nie poleciało w grze bo idealnie by się taksą woziło ludzi przy tym xdddddd
Dla mnie to numer jeden na płycie teraz obok All or Nothing i Strong Enough, Believe zaliczam już do kategorii hitów bez których łatwiej się obejść.
Dev może podsumowywać.
Dla mnie to numer jeden na płycie teraz obok All or Nothing i Strong Enough, Believe zaliczam już do kategorii hitów bez których łatwiej się obejść.
Dev może podsumowywać.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Single z tego albumu są mega, wszystkie znane mi od wielu lat, może nawet od zarania mojego zainteresowania muzyką rozrywkową, chyba Dov'e L'amore ulubiony, ale teraz pierwszy raz sięgnąłem po cały album i jest rewelacyjny! 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Czekamy Panie Adrianie na Pańskie podsumowanie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Skończę robotę i napiszę <3
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Tsaaa
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
W sumie kogo to obchodzi xd po prostu lećmy dalej xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jeżeli będzie taka wola ludu to mogę puszczać kolejkę zaraz po ostatniej recenzji ale podejrzewam że niektórzy woleli by się odnieść...
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
No to przecież się odnoszę. Jestem bardzo miło zaskoczony pozytywnym odbiorem większości, nawet lekkie mehnięcia tego nie zmienią. Za to jeszcze bardziej zaskoczony jestem tym, że Hien nie znał całej płyty. Byłem przekonany, że słyszał ją w takich samych okolicznościach, jak i ja. Tak czy inaczej prejz z jego strony był najmilszy swoją potężnością. Ale oczywiście raduję się, że generalnie się podobało. Cher jest super i basta.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nigdy nie mówiłem, że słuchałem całego "Believe". Z dupy to wyciągnąłeś.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Lecimy dalej z wyczekiwaną przez tak wielu hehe Suzanne Vega i jej Solitude Standing, że niby taki VIOLATOR czy coś. SIĘ OKAŻE.
mintaj pisze:15 cze 2024 00:13Suzanne Vega - Solitude Standing
Tak, tak, to musiało się kiedyś wydarzyć i ta wiekopomna chwila w końcu nadeszła. Wrzucam do bestki albumowej Suzanne Vega z domu Peck. Co prawda etap najintensywniejszej fascynacji w stylu niegdysiejszej zajawki kolegi Jakuba na Fishmans mam już za sobą, ale to chyba nawet dobrze się składa. Bowiem mam już stuprocentową pewność, że p. Suzanne to przedstawiciel mojego panteonu, zaś wzmiankowany album to jedna z płyt, które faktycznie mogę uznać za soundtrack mojego życia, a jednocześnie od etapu mojej największej podjary minęło na tyle niewiele czasu, że MOGĘ NADAL PAMIĘTAĆ, ŻE KIEDYŚ PODRZUCIŁEM MUNLUPOWI JEDEN JEJ ALBUM, A ON GO DO TEJ PORY NIE OBADAŁ!!!!!
W każdym razie teraz nadrobi tę zaległość. Dobrze, nie teraz, a za kilka miesięcy, czy kiedy tam do mnie ostatecznie dojdziecie. Tak czy siak uzbrajam się w cierpliwość.
Kandydatów było... no prawie tyle co albumów, bo tak prawdę powiedziawszy jestem fanbojem i na praktycznie każdym słyszę coś dla siebie, włącznie z tymi późniejszymi i słabiej ocenianymi. Aczkolwiek trzeba oddać pani Vedze (NIE MYLIĆ Z PATRYKIEM - od razu to tu piszę, by uprz3dzić potencjalne żarciki tego typu), że to jedna z tych osób, które wydają albumy względnie rzadko i nagraniem chały się nigdy nie shańbiły. Bywały rzeczy mniej dobre, może i czasem średnie, ale słabych - nigdy.
Nie cierpię określania najsłynniejszych albumów w dyskografii Violatorami, a utworów - Enjoy'ami, ale nic na to jednocześnie nie poradzę, że w tym przypadku nie mogę się wyzbyć myśli, że album ten to faktycznie Vegański (:P) odpowiednik Violatora. Nie dość, że zawiera dwa jej największe (i jedyne znane masowej publiczności) przeboje, to jeszcze w powszechnym przekonaniu uchodzi za jej klasyczne i jeśli nie najważniejsze, to jedno z ważniejszych dzieł oraz kwintensencję stylu.
Ja się tam nie znam, i szczerze mówiąc to nie jestem do końca przekonany jeśli chodzi o to ostatnie, bo na żadnej jej innej płycie nie było tylu typowo ejtisowych synthów co tutaj chociażby, ale jak już rzuciłem sobie kretyńską analogią, to się będę jej trzymał.
Ponieważ te notki traktuję bardziej jako teaser niż recenzję, to klasycznie nie będę opisywać płyty od A do Z, tylko rzucę garstką propozycji, które mam ochotę wyszczególnić.
No i zacznę od wiadomo czego - tak, tak. Luka to nie jest kawałek o tym serbskim koszykarzu ani pomocniku Realu Madryt, ale odpowiednik Enjoy'a z wcześniejszej analogii. Szczerze mówiąc, przez lata był to dla mnie utwór maksymalnie obojętny, zawsze traktowałem go jako typową piosenkę smutnej baby o śpiewającej o rozstaniu i toksycznym byłym gachu, bo jakoś tak nawet nie chciało mi się sprawdzać tekstu. Może powinienem czuć się jak kretyn wiedząc o czym o naprawdę jest, ale czuję się jednak głupiej z faktem, że dopiero teraz udało mi się szczerze pokochać i samemu z siebie włączyć ponad szabanaście pierdyliardów razy przebój, który radiostacje to chyba z 15 kwazyliardów razy połknęły, przemieliły i zwróciły. To zabawne, ale bywa i tak.
Jest tu też drugi z wielkich przeboi, ale - no właśnie. Jest w dwóch wersjach, z czego jedna jest a' capella (btw jest ciekawa teoria o tym, że istnieje zaginiony alternatywny teledysk do tejże wersji, który pamięta całkiem dużo ludzi na reddicie, ale po którym nie ma praktycznie śladu w internecie), a druga to instrumentalny motyw, który pewnie się wam skojarzy z czymś totalnie od czapy i jestem osobiście bardzo ciekaw niby z czym. Potrzebowałem trochę czasu, by się z tymi wersjami polubić, ale na ten moment uważam, iż są w pytkę.
No mimo wszystko nie mogę nie poświęcić słowa tytułowemu (nie będę szukać analogii między nim a utworami z Violatora, forgetti), który ma mocno przebojowy charakter. I choć nie zdobył należytego mu rozgłosu, to jednak warto docenić to, że to całkiem solidny BANGER, taki z fajnymi gitarkami i spoko synthami - może normalna sprawa w tej epoce, ale w twórczości tej pani jednak rzecz niecodzienna.
No ale wiadomo, że nie mógłbym się tytułować fanbojem, gdybym nie znalazł tu paru tzw. DEEP CUTÓW. Ironbound / Fancy Poultry (o widzicie, znalazłem już dwa hehe) ma ładny, melancholijny klimat napedzący wspaniałą linią basu. Language ma ładny refren - na tyle ładny, że wam o tym piszę. Wooden Horse (Casper Hauser's Song) jest chyba moim ulubionym tego typu odkryciem, którym zaszczycę was tu, a nie w żadnej depeszwizji czy bestce za sto lat. I znowu czuję się taki mały i taki krótki próbując odpowiednio adekwatnie opisać to dzieło, ale liczę na to, że wystarczy wam jeśli napiszę, że tak oniryczny i gęsty klimat to słyszałem najwyżej na The Dreaming Kate Bush.
Jeśli któryś z was rękę podniesie na któryś z tych kawałków, to możecie być pewni, że będę w najgorszym razie pasywno-agresywny czy coś. Ale są to rzeczy piękne, śliczne, słuszne i zbawienne i będę ich bronić tak jak Lepper blokował drogi w latach 90, jeśli wiecie co mam na myśli.
Jeśli nie, to trudno. Liczę na ciekawe opinie, spostrzeżenia, dyskusje. Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/playlist?list=P ... 3EV_3ymQAo
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
WRESZCIE, czekam z wypiekami i ciastami na recenzje z których się dowiem, że to złoto chociaż 3/4 utworów jest do dupy heh
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Spoko, napiszę recenzję, zgodnie z którą 3/4 utworów jest do dupy <3
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Mentos wciąż jeszcze pełen optymizmu.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
I ciasta.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Suzanne Vega - Solitude Standing (1987)
Namarudziłem, a to taka sympatyczna płyta - kto by się spodziewał? Lubię porównania do Violatora z pozycji niepoprawnego wielbiciela Ultry&Excitera, tzn. nie ziębi i nie grzeje. Obecność najpopularniejszych utworów sugeruje takie zestawienia sama przez się, ale poza tym to tylko taka ładna fraza publicystyczna, wiadomo. W przypadku tego typu płyt gra polega na tym, czy poza zgranymi trackami uda się odkryć coś rzeczywiście do przytulenia na użytek własny na dłuższą metę.
Okładka sympatyczna, choć sprawia wrażenie zrobionej na mocne 40%. Mimo tego naprawdę nieźle oddaje charakter muzyki, która kryje się za tym obrazkiem. Będzie k o b i e c o, lirycznie, o różnych twarzach, ale bardzo spójnie dzięki niezłej produkcji. Też takiej trochę ziarnistej i chwilami na rympał. O tym będzie więcej później. Dobrane kolory też przyjazne. Trochę różowe, trochę brązowe, jest dobrze. Całość nie za długa, elegancko zachowany standard pasujący do pojedynczego placka winylowego.
Podjarki Tom's Diner nie rozumiem i pewnie nie zrozumiem. Acapella jak każda inna, lirycznie też bez wirtuozerii. Sympatyczna melodia i końcowy zaśpiew klasa, tyle. Trochę lepiej z bitem od DNA, choć wciąż bez ekstazy. Dalej czeka ten lepszy z grona dawno niesłyszanych znajomych z radia. Zaskakująco lekki i uroczy numer na temat dość niepokojący, wielowarstwowa ta Luka. Mimo nieprzyjemności wchodzi przyjemnie. Chwytliwe w opór, aranż raczej pozwala Suzanne śmiało wyjść przed szereg. Z ciekawszych ficzerów na plus klawiszosyntezatory rodem z mojego ulubionego zespołu instrumentalnego z tamtego czasu (czy nawet Goblinów jak już wiemy) i pseudo solo gitarowe pod koniec.
Świetnie, że dalej jest tylko ciekawiej. Na moje to nawet siedzą tam lepsze numery warte promocji na dużą skalę w mediach.
Ironbound robi za bardziej rozbudowaną balladę, w której wychodzi więcej przestrzeni, oddechu. Gitarowy pasażyk w "refrenie" jak z polskiego podwórka pop rockowego w następnej dekadzie. Przyjemnie znajome. Za to Fancy Poultry trochę psuje szyki, ten dziecięcy zaśpiew na początku nie pasuje mi do wcześniejszej muzycznej tajemnicy. Poza tym w porządku, mam pewną słabość do takiego grania z puszki. Nie słychać też za często basu, no ale to nie on ma tutaj skupiać uwagę. In the Eye lepiej wchodzi bez większego skupienia. Plemienne bębny, mało wyrazistych elementów. Trochę muzyka do telewizji, co na plus, ale z disclaimerem o unikaniu rozbijania na części pierwsze, okej? Night Vision oznacza kolejny zwrot w kierunku bardziej misternym. Tu należy się połapać, że teksty też mają pewne znaczenie... Przyjemnie niespokojna melancholia pod kocem w ciepłym pokoju.
Kulminacja dobra w tytułowej piosence. Melodyjki rodem z filmu, catchy wokale Zuzanny, nieźle rozbudowany kawałek. Nawet w puszce kryje się moc. Im dalej w las, tym coraz mniej bezpośrednich tekstów. Bez wsłuchania się można popłynąć za daleko. Lubię takie strachy w szafie, od kiedy słucham muzyki filmowej TD bez oglądania filmów (choć jak niektórzy wią to się już zmienia...). Tak, ta płyta skutecznie działa na wyobraźnię. Poza tym brzmi spoko. W tym miejscu ją polubiłem. Calypso, czyli motywy antyczne. Skoro Oceański może i działa, to czemu w to nie wejść i tutaj? Suzanne śpiewa z punktu widzenia tytułowej postaci. Ekipa produkcyjna dosłownie odpływa, czysto atmosferycznie granie z tymi soczyście serowymi klawiszami, basem, solówkami... a Vega ma swoją wokalną partię ponad tym. Później jeszcze będzie kolejna muzyczna inscenizacja - ja jestem na tak. Lengłyż to już w ogóle wymaga poważniejszej analizy i interpretacji. Tutaj zostanę na brzegu, mówiąc: płyta wyraźnie zwalnia i ja bardziej wolę właśnie tę część. Bez podążania za wokalem (i ukrytą refleksją siłą rzeczy) efekt podobny jak przy In the Eye. Gypsy podobne ciepłe kluchy, tylko bardziej. Tło dla spoko przekazu, choć ten akustyk ma trochę usypiające działanie. Po kilku odsłuchach czekam już tylko na Kaspara Hausera. Oj, to jest świetny motyw. Widziany w teatrze (Siksa!), w filmie (Herzog!), a jedna z literackich wizji leży w domu na półce. Tak jakby sam numer czysto muzycznie nie był dobry. Kolejna fajniutka tajemnica, tyle że Vega w tekście wypuszcza tropy, które od razu świecą mi w głowie konkretnymi kadrami z Herzoga właśnie. To o ojcu, śmierci, chęci wypowiedzenia czegoś więcej... Mój ulubiony kawałek obok tytułowego. Klimatyczne wyraźne, ale nie za ostre bębny, spooky pady, cała gama uroczych zaśpiewów. No i tekst. Dawaj Seba rzucaj to w bestce jeszcze raz.
Szkoda, że na koniec wrzucili jakiś zakalec rodem z banków midi, ale wybaczam. Przynajmniej zaskakująco dobrze spełnia rolę klamry.
Polecam użytkownika mintaj oraz jego wybory bestkowe albumowe.
Namarudziłem, a to taka sympatyczna płyta - kto by się spodziewał? Lubię porównania do Violatora z pozycji niepoprawnego wielbiciela Ultry&Excitera, tzn. nie ziębi i nie grzeje. Obecność najpopularniejszych utworów sugeruje takie zestawienia sama przez się, ale poza tym to tylko taka ładna fraza publicystyczna, wiadomo. W przypadku tego typu płyt gra polega na tym, czy poza zgranymi trackami uda się odkryć coś rzeczywiście do przytulenia na użytek własny na dłuższą metę.
Okładka sympatyczna, choć sprawia wrażenie zrobionej na mocne 40%. Mimo tego naprawdę nieźle oddaje charakter muzyki, która kryje się za tym obrazkiem. Będzie k o b i e c o, lirycznie, o różnych twarzach, ale bardzo spójnie dzięki niezłej produkcji. Też takiej trochę ziarnistej i chwilami na rympał. O tym będzie więcej później. Dobrane kolory też przyjazne. Trochę różowe, trochę brązowe, jest dobrze. Całość nie za długa, elegancko zachowany standard pasujący do pojedynczego placka winylowego.
Podjarki Tom's Diner nie rozumiem i pewnie nie zrozumiem. Acapella jak każda inna, lirycznie też bez wirtuozerii. Sympatyczna melodia i końcowy zaśpiew klasa, tyle. Trochę lepiej z bitem od DNA, choć wciąż bez ekstazy. Dalej czeka ten lepszy z grona dawno niesłyszanych znajomych z radia. Zaskakująco lekki i uroczy numer na temat dość niepokojący, wielowarstwowa ta Luka. Mimo nieprzyjemności wchodzi przyjemnie. Chwytliwe w opór, aranż raczej pozwala Suzanne śmiało wyjść przed szereg. Z ciekawszych ficzerów na plus klawiszosyntezatory rodem z mojego ulubionego zespołu instrumentalnego z tamtego czasu (czy nawet Goblinów jak już wiemy) i pseudo solo gitarowe pod koniec.
Świetnie, że dalej jest tylko ciekawiej. Na moje to nawet siedzą tam lepsze numery warte promocji na dużą skalę w mediach.
Ironbound robi za bardziej rozbudowaną balladę, w której wychodzi więcej przestrzeni, oddechu. Gitarowy pasażyk w "refrenie" jak z polskiego podwórka pop rockowego w następnej dekadzie. Przyjemnie znajome. Za to Fancy Poultry trochę psuje szyki, ten dziecięcy zaśpiew na początku nie pasuje mi do wcześniejszej muzycznej tajemnicy. Poza tym w porządku, mam pewną słabość do takiego grania z puszki. Nie słychać też za często basu, no ale to nie on ma tutaj skupiać uwagę. In the Eye lepiej wchodzi bez większego skupienia. Plemienne bębny, mało wyrazistych elementów. Trochę muzyka do telewizji, co na plus, ale z disclaimerem o unikaniu rozbijania na części pierwsze, okej? Night Vision oznacza kolejny zwrot w kierunku bardziej misternym. Tu należy się połapać, że teksty też mają pewne znaczenie... Przyjemnie niespokojna melancholia pod kocem w ciepłym pokoju.
Kulminacja dobra w tytułowej piosence. Melodyjki rodem z filmu, catchy wokale Zuzanny, nieźle rozbudowany kawałek. Nawet w puszce kryje się moc. Im dalej w las, tym coraz mniej bezpośrednich tekstów. Bez wsłuchania się można popłynąć za daleko. Lubię takie strachy w szafie, od kiedy słucham muzyki filmowej TD bez oglądania filmów (choć jak niektórzy wią to się już zmienia...). Tak, ta płyta skutecznie działa na wyobraźnię. Poza tym brzmi spoko. W tym miejscu ją polubiłem. Calypso, czyli motywy antyczne. Skoro Oceański może i działa, to czemu w to nie wejść i tutaj? Suzanne śpiewa z punktu widzenia tytułowej postaci. Ekipa produkcyjna dosłownie odpływa, czysto atmosferycznie granie z tymi soczyście serowymi klawiszami, basem, solówkami... a Vega ma swoją wokalną partię ponad tym. Później jeszcze będzie kolejna muzyczna inscenizacja - ja jestem na tak. Lengłyż to już w ogóle wymaga poważniejszej analizy i interpretacji. Tutaj zostanę na brzegu, mówiąc: płyta wyraźnie zwalnia i ja bardziej wolę właśnie tę część. Bez podążania za wokalem (i ukrytą refleksją siłą rzeczy) efekt podobny jak przy In the Eye. Gypsy podobne ciepłe kluchy, tylko bardziej. Tło dla spoko przekazu, choć ten akustyk ma trochę usypiające działanie. Po kilku odsłuchach czekam już tylko na Kaspara Hausera. Oj, to jest świetny motyw. Widziany w teatrze (Siksa!), w filmie (Herzog!), a jedna z literackich wizji leży w domu na półce. Tak jakby sam numer czysto muzycznie nie był dobry. Kolejna fajniutka tajemnica, tyle że Vega w tekście wypuszcza tropy, które od razu świecą mi w głowie konkretnymi kadrami z Herzoga właśnie. To o ojcu, śmierci, chęci wypowiedzenia czegoś więcej... Mój ulubiony kawałek obok tytułowego. Klimatyczne wyraźne, ale nie za ostre bębny, spooky pady, cała gama uroczych zaśpiewów. No i tekst. Dawaj Seba rzucaj to w bestce jeszcze raz.
Szkoda, że na koniec wrzucili jakiś zakalec rodem z banków midi, ale wybaczam. Przynajmniej zaskakująco dobrze spełnia rolę klamry.
Polecam użytkownika mintaj oraz jego wybory bestkowe albumowe.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Zmietlo was z planszy hahqa
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
haha
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Będę szczery
Nie siadła mi ta płyta Vegi
Porównanie do Violatora grubo na wyrost, może i są tu dwa powiedzmy najbardziej znane utwory jej ale reszta zwyczajnie nie dowozi, nudzi na jedno kopyto jakby.
Osobiście wolę Days of Open Hand albo Nine Objects of Desire.
No ale to ja.
Nie siadła mi ta płyta Vegi
Porównanie do Violatora grubo na wyrost, może i są tu dwa powiedzmy najbardziej znane utwory jej ale reszta zwyczajnie nie dowozi, nudzi na jedno kopyto jakby.
Osobiście wolę Days of Open Hand albo Nine Objects of Desire.
No ale to ja.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No to jest jeden z tych przypadków, gdzie OBIEKTYWNIE mógłbym się nawet zgodzić, ale nic na to nie poradzę, że ja na tej płycie TO COŚ czuję i mimo wszystko preferuję ją nieco bardziej niż chociażby te które wymieniłeś.
Ale to trochę jak wybierać ulubione dziecko.
Ale to trochę jak wybierać ulubione dziecko.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dobra Panowie, bez jajec, dojeżdżajcie z tymi reckami co by koledze mentosowi nie zrobiło się przykro
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup