Best of Forum (Albumy) vol. 2
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Melki siedział w wannie, wąchał sole i odleciał xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jak on tyle wącha to potem mu się muza zacina w uszach i drill n bassy słyszy jakieś. Wrzuta Dragona padła ofiarą kolejnej białej sesji
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Wrzuta Dragona właśnie leci po raz pierwszy
.
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Źle się poznaje taką spokojną, elektroniczną muzykę jak się ma taką nerwicę jak ja
To nie są do końca dźwięki tła.
To nie są do końca dźwięki tła.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Lol, mnie ten album na maksa relaksuje.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Auscultation - L'étreinte imaginaire
Myślę że nadeszła już pora zmierzyć się z tym albumem "na papierze". Z pomocą Dragona wracamy w rejony już trochę nam znane z różnych jego wrzutek, lądując gdzieś pomiędzy piwnicznym housikiem, vaporwave i jakąś ambientową muzyką tła. Okladka kasety bardzo estetyczna i zachęcająca, całość na pierwszy rzut oka i ucha wygląda i brzmi dość znajomo, spore ilości różnej maści obskjurowej elektroniki, zwłaszcza takiego niszowego housiku miałem okazje słyszeć przez parę minionych lat, ale to jednak wciąż wrzuta Dragona, mimo wszystko bliższa chyba faktycznie temu vaporowi.
A czemu to tak, ano temu że główną bronią tej płyty są brzmienie i vibe a te mają (może nieco w połączeniu z sugerującą pewną estetykę okładką) wywoływać u słuchacza pewne feelsy, zabierać go w jakieś miejsca. Czy tej płycie to się udaje? Myślę że chwilami tak, może to siła autosugestii albo czas spędzony nad gapieniem się na tę okładkę podczas kilku odsłuchów tej płyty ale mi przed oczami chwilami migają obrazki jakichś japońskich miast nocą, przy ładnej bezchmurnej pogodzie a to wszystko ładne i nierealne, najlepiej malowane kreską z mangi tudzież anime, jakbym miał jakieś flashbacki z Czarodziejki z Księżyca czy czegoś. Miasto czyste, estetyczne, rozświetlone ciepłym światłem ulicznych latarnii i licznych neonów. Początki były dość trudne, z czasem utwory nabierały charakteru w moim odbiorze, jednakże nadal po 4 (miejscami więcej) odsłuchach są tu numery od których się odbijam kompletnie. Do tych najsłabszych zaliczam Composure Fuzz oraz Stranded Love, te dwa kawałki brzmiały dla mnie całkiem monotonnie, nieciekawie, zmierzały do nikąd i nie wzbudzały żadnych uczuć ani skojarzeń we mnie. Są numery które budzą pewne skojarzenia ale nadal są mi całkiem obojętne - Drop Off bardzo monotonne które gdyby nie klawisz który tam pogrywa to sam bit brzmiałby jak coś z SAW2 od Aphex Twin, z kolei Lost You In The Fog ma w sobie melodię która brzmi jak zaginiona kompletnie w głuszy nocy, budzi skojarzenia z chwilami bezsenności kiedy cały świat śpi wokół a człowiek nie może i ta melodia na tle reszty taki budzi klimat u mnie. Zatem 4 na 7 utworów odbieram słabo. Poza tym z tych konkretniejszych mamy Black Window, lekki bicik, przyjemne melodie a kiedy wchodzą potem te takie synkopowane talerze czuję konkretnie vibe własnych fruity loopsowych nagrywek bo brzmią one totalnie jak coś co sam bym programował, mam takie małe deja vu. W topce albumu zdecydowanie znajdują się otwierający go Promise You'll Haunt Me - który swoją drogą spełnił obietnicę i pewnego dnia wrócił i chodził mi po głowie - oraz Vanda, totalnie czuję jak to mogło siąść w odpowiednim momencie życia. Otwieracz to chyba najciekawsza kompozycja na płycie, stopniowo nabudowujący się numer z przyjemnym electric piano, ciepłym basem i leniwym bitem. Vanda z kolei chyba najbardziej mi siedzi, cudne "porcelanowe" brzmienie klawiszy, leniwy bit wprowadzający w trans i późniejsze fajne kaskady specyficznie brzmiących werbli, to najbardziej hipnotyzujący moment tej płyty i numer noszący najbardziej echa różnych klubowych numerów poznawanych przeze mnie bardzo intensywnie w okresie 2018-2021. To są ogólnie dwa najlepiej relaksujące kawałki na płycie i coś co idealnie pasowałoby na soundtrack dla leniwego słonecznego popołudnia spędzonego po pracy pod kocykiem na kanapie, chlip, gdzie te czasy, człowiekowi się dzieci robić zachciało
Dobra, bez dygresji, reausumując - nie jest to porywająca muza na pewno, pewnie nie jest to też najlepszy vapor jaki mógł tu wpaść ale wypada lepiej od esprit, wciąż wydaje mi się że ten album od 2814 mógłby być lepszy ale może tylko idealizuję wspomnienia o nim. Ot kolejny przystanek w podróży po Dragon-core i zaraz pojedziemy dalej a czy będę tu wracał? Do dwóch wybranych numerów pewnie kiedyś tak, reszta ma małe szanse by wybrzmieć ponownie w moich słuchawkach ale nigdy nie mów nigdy, może z lenistwa odpalę cały album jak wygeneruję czas na popołudniową drzemkę, może obudzę się wtedy na jednym z olanych dotąd kawałków i doznam olśnienia jak wujas że TO JEST TO. To jest spoko muzak nie urągając tej muzyce, mam problemy ze słuchaniem tego na słuchawkach ale wziąłem się jakiś czas temu na sposób i odkryłem że najlepiej słuchać tego wtedy mocno przyciszonego, serio w tle i odbierać minimum a przy tym jednak mieć kreowany vibe do otaczającej rzeczywistości bez odrywania się od niej (przyszło mi to do głowy jak przypomniałem sobie jak to Brian Eno "odkrył" ambient słuchając muzyki mocno przyciszonej i ledwie słyszalnej zdaje się leżąc w szpitalu i nie mogąc podejść do radioodbiornika by podgłosnić). Walczyłem dzielnie i chwilowo natrafiłem na ścianę, więcej nie wycisnę na ten moment ale i tak chyba wyszło lepiej niż się spodziewałem.
Myślę że nadeszła już pora zmierzyć się z tym albumem "na papierze". Z pomocą Dragona wracamy w rejony już trochę nam znane z różnych jego wrzutek, lądując gdzieś pomiędzy piwnicznym housikiem, vaporwave i jakąś ambientową muzyką tła. Okladka kasety bardzo estetyczna i zachęcająca, całość na pierwszy rzut oka i ucha wygląda i brzmi dość znajomo, spore ilości różnej maści obskjurowej elektroniki, zwłaszcza takiego niszowego housiku miałem okazje słyszeć przez parę minionych lat, ale to jednak wciąż wrzuta Dragona, mimo wszystko bliższa chyba faktycznie temu vaporowi.
A czemu to tak, ano temu że główną bronią tej płyty są brzmienie i vibe a te mają (może nieco w połączeniu z sugerującą pewną estetykę okładką) wywoływać u słuchacza pewne feelsy, zabierać go w jakieś miejsca. Czy tej płycie to się udaje? Myślę że chwilami tak, może to siła autosugestii albo czas spędzony nad gapieniem się na tę okładkę podczas kilku odsłuchów tej płyty ale mi przed oczami chwilami migają obrazki jakichś japońskich miast nocą, przy ładnej bezchmurnej pogodzie a to wszystko ładne i nierealne, najlepiej malowane kreską z mangi tudzież anime, jakbym miał jakieś flashbacki z Czarodziejki z Księżyca czy czegoś. Miasto czyste, estetyczne, rozświetlone ciepłym światłem ulicznych latarnii i licznych neonów. Początki były dość trudne, z czasem utwory nabierały charakteru w moim odbiorze, jednakże nadal po 4 (miejscami więcej) odsłuchach są tu numery od których się odbijam kompletnie. Do tych najsłabszych zaliczam Composure Fuzz oraz Stranded Love, te dwa kawałki brzmiały dla mnie całkiem monotonnie, nieciekawie, zmierzały do nikąd i nie wzbudzały żadnych uczuć ani skojarzeń we mnie. Są numery które budzą pewne skojarzenia ale nadal są mi całkiem obojętne - Drop Off bardzo monotonne które gdyby nie klawisz który tam pogrywa to sam bit brzmiałby jak coś z SAW2 od Aphex Twin, z kolei Lost You In The Fog ma w sobie melodię która brzmi jak zaginiona kompletnie w głuszy nocy, budzi skojarzenia z chwilami bezsenności kiedy cały świat śpi wokół a człowiek nie może i ta melodia na tle reszty taki budzi klimat u mnie. Zatem 4 na 7 utworów odbieram słabo. Poza tym z tych konkretniejszych mamy Black Window, lekki bicik, przyjemne melodie a kiedy wchodzą potem te takie synkopowane talerze czuję konkretnie vibe własnych fruity loopsowych nagrywek bo brzmią one totalnie jak coś co sam bym programował, mam takie małe deja vu. W topce albumu zdecydowanie znajdują się otwierający go Promise You'll Haunt Me - który swoją drogą spełnił obietnicę i pewnego dnia wrócił i chodził mi po głowie - oraz Vanda, totalnie czuję jak to mogło siąść w odpowiednim momencie życia. Otwieracz to chyba najciekawsza kompozycja na płycie, stopniowo nabudowujący się numer z przyjemnym electric piano, ciepłym basem i leniwym bitem. Vanda z kolei chyba najbardziej mi siedzi, cudne "porcelanowe" brzmienie klawiszy, leniwy bit wprowadzający w trans i późniejsze fajne kaskady specyficznie brzmiących werbli, to najbardziej hipnotyzujący moment tej płyty i numer noszący najbardziej echa różnych klubowych numerów poznawanych przeze mnie bardzo intensywnie w okresie 2018-2021. To są ogólnie dwa najlepiej relaksujące kawałki na płycie i coś co idealnie pasowałoby na soundtrack dla leniwego słonecznego popołudnia spędzonego po pracy pod kocykiem na kanapie, chlip, gdzie te czasy, człowiekowi się dzieci robić zachciało
Dobra, bez dygresji, reausumując - nie jest to porywająca muza na pewno, pewnie nie jest to też najlepszy vapor jaki mógł tu wpaść ale wypada lepiej od esprit, wciąż wydaje mi się że ten album od 2814 mógłby być lepszy ale może tylko idealizuję wspomnienia o nim. Ot kolejny przystanek w podróży po Dragon-core i zaraz pojedziemy dalej a czy będę tu wracał? Do dwóch wybranych numerów pewnie kiedyś tak, reszta ma małe szanse by wybrzmieć ponownie w moich słuchawkach ale nigdy nie mów nigdy, może z lenistwa odpalę cały album jak wygeneruję czas na popołudniową drzemkę, może obudzę się wtedy na jednym z olanych dotąd kawałków i doznam olśnienia jak wujas że TO JEST TO. To jest spoko muzak nie urągając tej muzyce, mam problemy ze słuchaniem tego na słuchawkach ale wziąłem się jakiś czas temu na sposób i odkryłem że najlepiej słuchać tego wtedy mocno przyciszonego, serio w tle i odbierać minimum a przy tym jednak mieć kreowany vibe do otaczającej rzeczywistości bez odrywania się od niej (przyszło mi to do głowy jak przypomniałem sobie jak to Brian Eno "odkrył" ambient słuchając muzyki mocno przyciszonej i ledwie słyszalnej zdaje się leżąc w szpitalu i nie mogąc podejść do radioodbiornika by podgłosnić). Walczyłem dzielnie i chwilowo natrafiłem na ścianę, więcej nie wycisnę na ten moment ale i tak chyba wyszło lepiej niż się spodziewałem.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Auscultation - L'étreinte imaginaire
Dragon wraca do starych klimatów. „Promise You’ll Haunt Me” to jest jednak zmyła, bo ta płyta generalnie taka nie jest, ale nastraja pozytywnie, co mimo wszystko jakoś w człowieku pozostaje. Fajna rytmiczna, klimatyczna elektronika, bujający basik, prosty ale pasujący bit. Potem wchodzą jakieś przeszkadzajki syntezatorowe, perkusjonalia (w tym chamski, ale pasujący clap), itd. Tutaj nie ma co prosić o więcej, jest dobrze i szkoda, że akurat ten kawałek nie trwa 10+ minut. Tu by się jeszcze dużo mogło zadziać. Choćby z tego powodu, ten numer daje trochę błędne pojęcie o tym, czym ten album będzie w dalszej części. „Drop Off” to już trochę inna bajka. Hipnotyczny synth w tle, miarowy bit, jakieś soundscape’y w tle, pocięte sample/zagrywki. I tyle. Bardzo relaksująca muza, łatwo się wkręcić i te prawie 9 minut zlatuje bardzo szybko. Dopóki da się utrzymać pewien trans, to takie kawałki mogą lecieć w nieskończoność, gorze jak ktoś zaczyna kombinować. Tutaj tego nie ma. O „Black Window” można w zasadzie to samo napisać, ale jest nawet ciekawsze. Powraca chamski clap, bit ma taki 00sowy charakter jakiegoś chilloutu z płyt relaksacyjnych, lub jingli z Animal Planet (co oczywiście jest zaletą). Kojarzy mi się to też z soundtrackiem do gry androidowej „Radiant Defence”, którego to soundtracku (i gry) jestem dużym fanem (jest na YT). „Composure Fuzz” brzmi niemal jak jakieś outro poprzedniego numeru, tutaj pewne tricki już się osłuchały i płyta zaczyna powoli nużyć. Z tego też powodu pewnie kawałek jest krótki. Brzmienia przypominają mi numer „Ice Cavern” z soundtracku z Zeldy, czy generalnie wszystkie motywy muzyczne zimowych leveli w grach. „Vanda” to hajlajt płyty. Całość brzmi jakby to był podkład w pornosie. Swego czasu, przesłuchałem kilka kompilacji muzyki z porno, ile tam było dobry rzeczy, właśnie w tym stylu, nie tylko jakieś funkowo-bekowe fragmenty. Klawiszowa melodia, która wchodzi około 4 minuty, ma mocny vibe kawałka „INQB8TR” Bark Psychosis, tylko tam wszystko płynie na zwolnionych obrotach. „Stranded Love” nawet nie wiadomo kiedy wchodzi. Vibe jest bardzo podobny, przypomina mi (ponownie) stare, 00sowe klubowe rzeczy, które w Trójce jakieś 20 lat temu puszczał Sebastian Korsak. „Lost You in the Fog” to takie klasyczne zakończenie, nawiązujące do wszystkiego co przerobiliśmy przez ostatnią godzinę. Fajne, wkręcające, hipnotyczne granie, które może stanowić naturalny ambient do siedzenia w domu. Sety z taką muzyką potrafią trwać godzinami.
Odnoszę wrażenie, że „L'étreinte imaginaire”, to nie jest płyta, o której powinno się dużo pisać, bo co tu pisać? Bardzo wajbowa rzecz, z której można co najwyżej wyodrębnić pewne elementy, które składają się na to brzmienie i je poprejzować/dissować, jak kto woli. Wrażenia jakie odbiera się z tego albumu, to już kwestia indywidualna i trudno o tym pisać bez jakiegoś bredzenia. Murzyn fajnie o tym napisał, ja się mogę podpisać pod niektórymi jego spostrzeżeniami. Jak na godzinę nieustannego bitu z ozdobami, płyta nie męczy, a wręcz działa na mnie relaksacyjnie. Nie zachwycam się jakoś bardzo, ale jak na tego typu muzykę, jest solidnie i po prostu fajnie.
Dragon wraca do starych klimatów. „Promise You’ll Haunt Me” to jest jednak zmyła, bo ta płyta generalnie taka nie jest, ale nastraja pozytywnie, co mimo wszystko jakoś w człowieku pozostaje. Fajna rytmiczna, klimatyczna elektronika, bujający basik, prosty ale pasujący bit. Potem wchodzą jakieś przeszkadzajki syntezatorowe, perkusjonalia (w tym chamski, ale pasujący clap), itd. Tutaj nie ma co prosić o więcej, jest dobrze i szkoda, że akurat ten kawałek nie trwa 10+ minut. Tu by się jeszcze dużo mogło zadziać. Choćby z tego powodu, ten numer daje trochę błędne pojęcie o tym, czym ten album będzie w dalszej części. „Drop Off” to już trochę inna bajka. Hipnotyczny synth w tle, miarowy bit, jakieś soundscape’y w tle, pocięte sample/zagrywki. I tyle. Bardzo relaksująca muza, łatwo się wkręcić i te prawie 9 minut zlatuje bardzo szybko. Dopóki da się utrzymać pewien trans, to takie kawałki mogą lecieć w nieskończoność, gorze jak ktoś zaczyna kombinować. Tutaj tego nie ma. O „Black Window” można w zasadzie to samo napisać, ale jest nawet ciekawsze. Powraca chamski clap, bit ma taki 00sowy charakter jakiegoś chilloutu z płyt relaksacyjnych, lub jingli z Animal Planet (co oczywiście jest zaletą). Kojarzy mi się to też z soundtrackiem do gry androidowej „Radiant Defence”, którego to soundtracku (i gry) jestem dużym fanem (jest na YT). „Composure Fuzz” brzmi niemal jak jakieś outro poprzedniego numeru, tutaj pewne tricki już się osłuchały i płyta zaczyna powoli nużyć. Z tego też powodu pewnie kawałek jest krótki. Brzmienia przypominają mi numer „Ice Cavern” z soundtracku z Zeldy, czy generalnie wszystkie motywy muzyczne zimowych leveli w grach. „Vanda” to hajlajt płyty. Całość brzmi jakby to był podkład w pornosie. Swego czasu, przesłuchałem kilka kompilacji muzyki z porno, ile tam było dobry rzeczy, właśnie w tym stylu, nie tylko jakieś funkowo-bekowe fragmenty. Klawiszowa melodia, która wchodzi około 4 minuty, ma mocny vibe kawałka „INQB8TR” Bark Psychosis, tylko tam wszystko płynie na zwolnionych obrotach. „Stranded Love” nawet nie wiadomo kiedy wchodzi. Vibe jest bardzo podobny, przypomina mi (ponownie) stare, 00sowe klubowe rzeczy, które w Trójce jakieś 20 lat temu puszczał Sebastian Korsak. „Lost You in the Fog” to takie klasyczne zakończenie, nawiązujące do wszystkiego co przerobiliśmy przez ostatnią godzinę. Fajne, wkręcające, hipnotyczne granie, które może stanowić naturalny ambient do siedzenia w domu. Sety z taką muzyką potrafią trwać godzinami.
Odnoszę wrażenie, że „L'étreinte imaginaire”, to nie jest płyta, o której powinno się dużo pisać, bo co tu pisać? Bardzo wajbowa rzecz, z której można co najwyżej wyodrębnić pewne elementy, które składają się na to brzmienie i je poprejzować/dissować, jak kto woli. Wrażenia jakie odbiera się z tego albumu, to już kwestia indywidualna i trudno o tym pisać bez jakiegoś bredzenia. Murzyn fajnie o tym napisał, ja się mogę podpisać pod niektórymi jego spostrzeżeniami. Jak na godzinę nieustannego bitu z ozdobami, płyta nie męczy, a wręcz działa na mnie relaksacyjnie. Nie zachwycam się jakoś bardzo, ale jak na tego typu muzykę, jest solidnie i po prostu fajnie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Reszta chyba totalnie się odbiła od tej płyty hyh
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ja byłem przez tydzień niestety wyłączony przez wyjazd. Nie ściągnąłem sobie albumu zawczasu, bo nie spodziewałem się, że tam nie będę miał internetu. A miałem fest posłuchać.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Oj Wuja, Wuja. Ten brak neta to Ci chyba był na rękę w tym wypadku xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
A niby czemu? W lesie lub nad morzem najlepiej się słucha muzyki. Album Dragona miałby pewnie niezły handicap.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No Wuja, muzykę na wyjazd ściąga się PRZED, a nie W TRAKCIE 
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Po problemach przy Oxy7-13 już nic mnie nie zdziwi 
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Chciałem słuchać na sportify.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To masz nauczkę. A teraz marsz do słuchania, a nie zajeżdżać Memento Mori na śmierć (nomen omen), ta płyta nie jest aż tak dobra lol
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Na pewno lepsza od ostatnich. Ale to nie ten temat.
A co do albumu Dragona to nie bój żaby. Się słucha. To że nie widzisz scrobbli nie znaczy, że nie słucham. Bo słuchać można z wielu urządzeń i nie wszystkie scrobblują.
A co do albumu Dragona to nie bój żaby. Się słucha. To że nie widzisz scrobbli nie znaczy, że nie słucham. Bo słuchać można z wielu urządzeń i nie wszystkie scrobblują.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Akurat dziś nie byłem na lascie. BTW, ja już mam taką obsesję lastowopamietnikową, że słuchanie bez scrobblowania nie ma dla mnie sensu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
To śmieszne, ale coś w tym jest. Człowiek ma wrażenie, jakby coś tracił przez brak scrobbli.
Ja słucham muzyki dużo więcej niż pokazuje to last, no ale mój przenośny player czy telefon nie scrobblują.
Ja słucham muzyki dużo więcej niż pokazuje to last, no ale mój przenośny player czy telefon nie scrobblują.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Są aplikacje na telefon do scrobblowania, ja z tego korzystam, Murzyn korzysta, Dev korzysta. Tylko nie oficjalna Last.fm, bo to gówno, lepiej Scroball, albo Simple Scrobbler. Ja przestałem używać mpczwórki kiedy zauważyłem, że przy odpowiednio dużej karcie microSD, mogę na telefonie zmieścić jakieś 999999999% więcej muzyki niż na playerze. No i scrobblowanie też miało znaczenie, a z tego co wiem, iPod nadal jest chyba jednym sprzętem typowo do muzy, który obsługuje lasta.
Ps. te mobilne scrobblery obsługują też Spotify i inne streamingi. Tylko uważaj w ustawieniach co zbiera, żeby Ci potem porno na lascie nie wyskoczyło.
Ps. te mobilne scrobblery obsługują też Spotify i inne streamingi. Tylko uważaj w ustawieniach co zbiera, żeby Ci potem porno na lascie nie wyskoczyło.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn