Best of Forum IV
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Kuba Badach Byłaś serca biciem
Nie wiem dlaczego, ale od kiedy pamiętam to myślę o Badachu z lekkim przekąsem. Kojarzy mi się z muzyczką skrojoną pod wielbicieli Agory i telewizyjnych festiwali/koncertów dla wykształconych z wielkich ośrodków, którzy wstydzą się słuchać czegoś mniej skomplikowanego. Idealnie zawieszony między popową prostotą i dżezowymi kombinacjami aranżacyjnymi. Mogę się mylić, ale do dziś określone środowiska medialne lubią go często zapraszać przy okazji różnych wydarzeń. Nigdy nie sprawdziłem, czy posiada jakiś autorski repertuar w gablocie. Płyta z coverami Zauchy to może jest jakiś pomysł. Problem w tym, że mam tak samo jak Hien. Oryginał jest doskonały pod każdym względem, wielokrotnie gościł podczas spotkań ze znajomymi. Moja ulubiona sytuacja to quasi performans taneczno-wokalny podczas letniej posiadówki na wrocławskiej Wyspie Słodowej. Mając w pamięci ejtisowego klasyka, tej wersji nie da się słuchać, niestety. Preferuję interpretację, w której bohater to taki amant zawadiaka (najlepiej wąsacz). Być może wplątał się coś więcej ze wspominaną wybranką, ale przewrotny, figlarny rytm, soczysty śmiech na końcu... kuglarz złapał się na tym, że chwilę mu zależało. Potem dochodzi do wniosku, że na świecie jest jeszcze parę interesujących osób z którymi warto zainicjować coś więcej niż konwencjonalny small talk podczas spotkania w restauracji. Wokal Badacha robi z tego niezrozumiałą śpiewankę płaczliwą na wyrost. Zgubiła się lekkość melodii, niepotrzebnie dochodzą popisy instrumentalne. Do RAMki pasuje dobrze, bo generalnie podczas słuchania dłuższy czas trudno nie natknąć się na dżezowy przerywnik. Po minucie jednak czekałbym już na kolejną propozycję. Jestem na nie, sorry.
Pulp This Is Hardcore
Nie wiem, jak Pulp stoi u hipsterki muzycznej internetowej, ale pewnie całkiem wysoko. To, że nie znam tego zespołu dowodzi wielu różnych rzeczy, między innymi tego, że po prostu nigdy nie chciało mi się szukać czegoś więcej w britpopie. Porno wyuzdanie, wrażenie oszołomienia - dobra zapowiedź. Kontakt bezpośredni mocno weryfikuje wrażenie czystej ciekawości. Z grubsza trudno się przyczepić do jakiegokolwiek elementu tutaj, tyle że nie wchodzi po prostu. Wielowątkowy numer osnuty w mocno filmowej, klasycznej otoczce. Hardcore na smyki, trąbkę, lekko barowy klimat przełamany dość ekspresyjnym wokalem... nie mam chyba aż tak wyrobionych kubków smakowych by z ręką na sercu powiedzieć, że mi się podoba. Nie umiem wskazać utworu, który sprzyja oczyszczeniu atmosfery, bo zazwyczaj bardzo szybko po palnięciu czegoś zbyt mocnego jest mi głupio i narastają we mnie wyrzuty sumienia. Muzyka tego nie wynagrodzi. Szczególnie w tym stylu. U mnie wymaga konkretnego momentu, w którym zaskoczy. Subtelna, działająca z uporządkowanym rozmachem, ale bez żadnego elementu budzącego we mnie coś więcej. Po takiej wrzutce mimowolnie chcę sięgnąć po Radiohead, czy to o czymś świadczy? Dziwna sprawa. Nie pomaga też to, że szybko Pulpy znikają z głowy, mimo kilku czujnych odsłuchów. Kieruje w stronę czegoś pesymistycznego, ale nie skłania do pozostania na dłużej.
Francesco Napoli Balla Balla
Ciekawe, czego będę słuchał w kwiecie dojrzałości. Które utwory będą najpierwszym źródłem wspominek beztroski, nieskomplikowanej radochy sprzyjającej lepszemu nastrojowi? Już teraz odsłaniają się przede mną numery niesłuchane latami zakodowane tak głęboko, że przy pierwszym powrocie prowokują "tańczenie jak poyebany". Często w tym pomaga bestka właśnie. W przypadku tego kawałka tak zupełnie nie będzie, ale mechanizm rozumiem za pomocą innych przykładów. Między innymi depeszowe megamiksy robiące furorę w trakcie podróży większą drużyną na koncert w Wawie w 2017 roku. Momentami kręciłem nosem, a z drugiej strony patrzyłem z uznaniem. Dla towarzystwa dookoła takie nagrania miały ogromną wartość sentymentalną, przywoływały wspomnienia, nakręcały w jedyny, niepowtarzalny sposób. Ja tego nie kumam, bo będę miał inny repertuar tak działający, ale rozumiem zjawisko samo w sobie. W swoim czasie łykałem całkiem sporo italo disco. Przywołany wielokrotnie przyjaciel od "zespołu" i Autechre był jeszcze bardziej wkręcony. Ja zatrzymałem się na paru bezpiecznych, najpopularniejszych wyborach. Pamiętam regularne kontakty z ta muzyką, swoją drogą dość specyficzne. Wielokrotnie zdarzało się, że na linii szkoła-dom jeździłem prywatnymi busami. Na linii nr 18 pracował jeden kierowca, który w trakcie jazdy całkiem głośno słuchał muzyki. Nie były to rytmy rodem z największych rozgłośni, prędzej właśnie kasetowe kompilacje italo. Ciekawe, czy miał pod ręką też Balla Balla... i tak bym nie zapamiętał, ale wiadomo. Co o samej wrzutce? Kurczę, no nie jest za dobrze. Żywię nadzieję, że gość był świadomy lekko humorystycznego efektu końcowego. Zaczyna się grubo już z tymi BALA. BALA., a potem idzie już maszyna losująca na pełnej. Nawet kojarzę te szlagiery, w pewnym momencie wszedłem w to i zacząłem dośpiewywać jeszcze inne pieśni, które przychodziły do głowy w trakcie. To wszystko na podkładzie rodem z Brother Louie, ta gitarka jest praktycznie identyczna. Do połowy lekko nudnawo, później z zaskoczenia bierze przywołanie kolejnych znanych włoskich piosenek. Trudno powiedzieć, w którym momencie można by to zatrzymać, ale już na Volare wysiadłem. Megamiksy mają swoich odbiorców i wielbicieli, ja się takim nie stanę.
Tori Amos Crucify
Coś mi mówi, ale to ten przypadek, gdzie nie pamiętam żadnego kawałka, serio. W latach dziecięctwa pewnie myliłem ze wszystkimi, z Kate Bush, z Paulą Abdul, z Belindą Carlisle i kiedy teraz weryfikuje różne znajomości to tutaj czyste konto. Pierwszy poważny świadomy kontakt i co? I jest całkiem spoko. Podoba mi się duszna atmosfera kawałka. Niby pewnie mówi o życiowo-społecznych ciężarach, ale jest to podane w efektowny sposób. Chamskie sztywne bębny, ciekawy efekt w refrenie, pewny, nie za efekciarski wokal. Melodramat miesza się z wkurwem, a ta mieszanka uczuć nie towarzyszy mi tak rzadko, by tego nie przyłożyć bliżej do serduszka. Fajnie, że Seba podrzuca otwieracz płyty - od razu przyjemniej będzie przy okazji odsłuchów całej płyty, gdy któregoś dnia Crucify na tyle poważnie zawróci w głowie, że trzeba będzie sprawdzić i już.
Andru Donalds & Eugenia Vlasova Wind of Hope
O właśnie takie numery mam na myśli, kiedy mówię o sekcji duchologiczno-wspominkowej PT Musiała. Duet wydał mi się aż za bardzo egzotyczny, ale wreszcie odpalam i już taniutka elektronika coś mi podpowiada. 2006 rok, to pewnie jeszcze długo potem hulało po Polsce w radiu i telewizji. Refren tak prościutki, że nie da się zapomnieć - niezależnie czy wkurza czy nie. Nie słyszałem tego przynajmniej trzynaście lat. W kontekście później promowanych hitów z Rumunii na RMF MAXXX brzmi jak prekursor pewnych rozwiązań stylistycznych. Teraz nie jestem w stanie powiedzieć, czy będę wracał, ale słucham już za którymś razem słucham i z czasem coraz mniej wstydzę się wyciągnąć kciuk do góry. I tak wolę Dan Balany i inne Inne, bo to po prostu dźwięki Sobięcina sprzed lat. Soundtrack do zabawy resorakami i gry w Eurobusiness, rzeczy nie do zapomnienia... ale tu też jest sympatycznie. Niby niezbyt wyraziste, jednak muszę wyróżnić te części zwrotek przed refrenem, tam się dzieje całkiem dużo dobrego wokalnie. Z tyłu pomaga cały zastęp cyfrowych dźwięków, które siłą kolektywu działają najlepiej. Efektywne robienie czegoś z niczego. Spotify podpowiada playlisty typu "zapomniane hity", ale do Arasha mnie nie przekonacie, to już byłaby przesada xD
Nie wiem dlaczego, ale od kiedy pamiętam to myślę o Badachu z lekkim przekąsem. Kojarzy mi się z muzyczką skrojoną pod wielbicieli Agory i telewizyjnych festiwali/koncertów dla wykształconych z wielkich ośrodków, którzy wstydzą się słuchać czegoś mniej skomplikowanego. Idealnie zawieszony między popową prostotą i dżezowymi kombinacjami aranżacyjnymi. Mogę się mylić, ale do dziś określone środowiska medialne lubią go często zapraszać przy okazji różnych wydarzeń. Nigdy nie sprawdziłem, czy posiada jakiś autorski repertuar w gablocie. Płyta z coverami Zauchy to może jest jakiś pomysł. Problem w tym, że mam tak samo jak Hien. Oryginał jest doskonały pod każdym względem, wielokrotnie gościł podczas spotkań ze znajomymi. Moja ulubiona sytuacja to quasi performans taneczno-wokalny podczas letniej posiadówki na wrocławskiej Wyspie Słodowej. Mając w pamięci ejtisowego klasyka, tej wersji nie da się słuchać, niestety. Preferuję interpretację, w której bohater to taki amant zawadiaka (najlepiej wąsacz). Być może wplątał się coś więcej ze wspominaną wybranką, ale przewrotny, figlarny rytm, soczysty śmiech na końcu... kuglarz złapał się na tym, że chwilę mu zależało. Potem dochodzi do wniosku, że na świecie jest jeszcze parę interesujących osób z którymi warto zainicjować coś więcej niż konwencjonalny small talk podczas spotkania w restauracji. Wokal Badacha robi z tego niezrozumiałą śpiewankę płaczliwą na wyrost. Zgubiła się lekkość melodii, niepotrzebnie dochodzą popisy instrumentalne. Do RAMki pasuje dobrze, bo generalnie podczas słuchania dłuższy czas trudno nie natknąć się na dżezowy przerywnik. Po minucie jednak czekałbym już na kolejną propozycję. Jestem na nie, sorry.
Pulp This Is Hardcore
Nie wiem, jak Pulp stoi u hipsterki muzycznej internetowej, ale pewnie całkiem wysoko. To, że nie znam tego zespołu dowodzi wielu różnych rzeczy, między innymi tego, że po prostu nigdy nie chciało mi się szukać czegoś więcej w britpopie. Porno wyuzdanie, wrażenie oszołomienia - dobra zapowiedź. Kontakt bezpośredni mocno weryfikuje wrażenie czystej ciekawości. Z grubsza trudno się przyczepić do jakiegokolwiek elementu tutaj, tyle że nie wchodzi po prostu. Wielowątkowy numer osnuty w mocno filmowej, klasycznej otoczce. Hardcore na smyki, trąbkę, lekko barowy klimat przełamany dość ekspresyjnym wokalem... nie mam chyba aż tak wyrobionych kubków smakowych by z ręką na sercu powiedzieć, że mi się podoba. Nie umiem wskazać utworu, który sprzyja oczyszczeniu atmosfery, bo zazwyczaj bardzo szybko po palnięciu czegoś zbyt mocnego jest mi głupio i narastają we mnie wyrzuty sumienia. Muzyka tego nie wynagrodzi. Szczególnie w tym stylu. U mnie wymaga konkretnego momentu, w którym zaskoczy. Subtelna, działająca z uporządkowanym rozmachem, ale bez żadnego elementu budzącego we mnie coś więcej. Po takiej wrzutce mimowolnie chcę sięgnąć po Radiohead, czy to o czymś świadczy? Dziwna sprawa. Nie pomaga też to, że szybko Pulpy znikają z głowy, mimo kilku czujnych odsłuchów. Kieruje w stronę czegoś pesymistycznego, ale nie skłania do pozostania na dłużej.
Francesco Napoli Balla Balla
Ciekawe, czego będę słuchał w kwiecie dojrzałości. Które utwory będą najpierwszym źródłem wspominek beztroski, nieskomplikowanej radochy sprzyjającej lepszemu nastrojowi? Już teraz odsłaniają się przede mną numery niesłuchane latami zakodowane tak głęboko, że przy pierwszym powrocie prowokują "tańczenie jak poyebany". Często w tym pomaga bestka właśnie. W przypadku tego kawałka tak zupełnie nie będzie, ale mechanizm rozumiem za pomocą innych przykładów. Między innymi depeszowe megamiksy robiące furorę w trakcie podróży większą drużyną na koncert w Wawie w 2017 roku. Momentami kręciłem nosem, a z drugiej strony patrzyłem z uznaniem. Dla towarzystwa dookoła takie nagrania miały ogromną wartość sentymentalną, przywoływały wspomnienia, nakręcały w jedyny, niepowtarzalny sposób. Ja tego nie kumam, bo będę miał inny repertuar tak działający, ale rozumiem zjawisko samo w sobie. W swoim czasie łykałem całkiem sporo italo disco. Przywołany wielokrotnie przyjaciel od "zespołu" i Autechre był jeszcze bardziej wkręcony. Ja zatrzymałem się na paru bezpiecznych, najpopularniejszych wyborach. Pamiętam regularne kontakty z ta muzyką, swoją drogą dość specyficzne. Wielokrotnie zdarzało się, że na linii szkoła-dom jeździłem prywatnymi busami. Na linii nr 18 pracował jeden kierowca, który w trakcie jazdy całkiem głośno słuchał muzyki. Nie były to rytmy rodem z największych rozgłośni, prędzej właśnie kasetowe kompilacje italo. Ciekawe, czy miał pod ręką też Balla Balla... i tak bym nie zapamiętał, ale wiadomo. Co o samej wrzutce? Kurczę, no nie jest za dobrze. Żywię nadzieję, że gość był świadomy lekko humorystycznego efektu końcowego. Zaczyna się grubo już z tymi BALA. BALA., a potem idzie już maszyna losująca na pełnej. Nawet kojarzę te szlagiery, w pewnym momencie wszedłem w to i zacząłem dośpiewywać jeszcze inne pieśni, które przychodziły do głowy w trakcie. To wszystko na podkładzie rodem z Brother Louie, ta gitarka jest praktycznie identyczna. Do połowy lekko nudnawo, później z zaskoczenia bierze przywołanie kolejnych znanych włoskich piosenek. Trudno powiedzieć, w którym momencie można by to zatrzymać, ale już na Volare wysiadłem. Megamiksy mają swoich odbiorców i wielbicieli, ja się takim nie stanę.
Tori Amos Crucify
Coś mi mówi, ale to ten przypadek, gdzie nie pamiętam żadnego kawałka, serio. W latach dziecięctwa pewnie myliłem ze wszystkimi, z Kate Bush, z Paulą Abdul, z Belindą Carlisle i kiedy teraz weryfikuje różne znajomości to tutaj czyste konto. Pierwszy poważny świadomy kontakt i co? I jest całkiem spoko. Podoba mi się duszna atmosfera kawałka. Niby pewnie mówi o życiowo-społecznych ciężarach, ale jest to podane w efektowny sposób. Chamskie sztywne bębny, ciekawy efekt w refrenie, pewny, nie za efekciarski wokal. Melodramat miesza się z wkurwem, a ta mieszanka uczuć nie towarzyszy mi tak rzadko, by tego nie przyłożyć bliżej do serduszka. Fajnie, że Seba podrzuca otwieracz płyty - od razu przyjemniej będzie przy okazji odsłuchów całej płyty, gdy któregoś dnia Crucify na tyle poważnie zawróci w głowie, że trzeba będzie sprawdzić i już.
Andru Donalds & Eugenia Vlasova Wind of Hope
O właśnie takie numery mam na myśli, kiedy mówię o sekcji duchologiczno-wspominkowej PT Musiała. Duet wydał mi się aż za bardzo egzotyczny, ale wreszcie odpalam i już taniutka elektronika coś mi podpowiada. 2006 rok, to pewnie jeszcze długo potem hulało po Polsce w radiu i telewizji. Refren tak prościutki, że nie da się zapomnieć - niezależnie czy wkurza czy nie. Nie słyszałem tego przynajmniej trzynaście lat. W kontekście później promowanych hitów z Rumunii na RMF MAXXX brzmi jak prekursor pewnych rozwiązań stylistycznych. Teraz nie jestem w stanie powiedzieć, czy będę wracał, ale słucham już za którymś razem słucham i z czasem coraz mniej wstydzę się wyciągnąć kciuk do góry. I tak wolę Dan Balany i inne Inne, bo to po prostu dźwięki Sobięcina sprzed lat. Soundtrack do zabawy resorakami i gry w Eurobusiness, rzeczy nie do zapomnienia... ale tu też jest sympatycznie. Niby niezbyt wyraziste, jednak muszę wyróżnić te części zwrotek przed refrenem, tam się dzieje całkiem dużo dobrego wokalnie. Z tyłu pomaga cały zastęp cyfrowych dźwięków, które siłą kolektywu działają najlepiej. Efektywne robienie czegoś z niczego. Spotify podpowiada playlisty typu "zapomniane hity", ale do Arasha mnie nie przekonacie, to już byłaby przesada xD
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Pulp - This Is Hardcore
W pierwszym odruchu jak zacząłem słuchać pomyślałem sobie "nooo, munlup powrócił w wielkim stylu", ten początek z tą symfoniczną aranżacją brzmi bardzo fajnie, do tego mocny rytm perkusji i croonerski wokal, poczułem echa Sinatry i Louie Austena. Daje mi to trochę vibe jakichś nowszych tematów do filmów o agencie 007. Kiedy jednak wchodzą gitary a wokal wspina się wyżej czar nieco ulatuje, robi się alt rockowy melodramat. Rozumiem jednak że numer jest tak przesycony emocjami że może chwilami balansować na granicy cringe'u. Smyczki ładnie w końcówce i ostateczne skupienie uwagi znów na tych fantastycznych dęciakach pozwalają wyjść z klasą z tego spotkania. Jest dobrze, to jest słuszny kurs, liczę że poprzeczka nie spadnie.
Arcane - Philae
Dragon zrażony trochę wyimaginowanymi niepowodzeniami na polu polskiego rapu wraca do berlińskiej szkoły. Obawiałem się tylko jednego w tej wrzutce - czy da się wyczuć że ta produkcja jest nowsza niż wskazywałoby brzmienie. Bardzo fajny arp, ładne pady, bardzo dobry bas, brzmienie bardzo bogate, rzekłbym MASNO, mam trochę vibe Tangerine Dream a trochę Carpentera, coś jakby Stranger Things. Wszystko ładnie pięknie dopóki nie wchodzi ten werbel. Werbel który brzmi jakoś tak płasko, tanio, w otoczeniu tych synthów wygląda jak ubogi kuzyn i jednak zdradza nieuchronnie że produkcja wcale nie pochodzi z ejtisów. Zupełnie niepotrzebny dodatek który psuje misternie budowany klimat, ostatecznie mam poczucie obcowania z rzetelnym naśladownictwem starej szkoły (nawet jeśli autor nagrywał i w czasach dawniejszych, to trochę z kolei jakby zjadanie ogona). Nieźle ale mogło być lepiej.
Francesco Napoli - Balla, Balla
Numer coś kojarzę z nieco obskjurowych składanek starych hitów które moja mama ma w płytotece. Z tym italo różnie wujek trafia ale przecież nie celuje w prejzy a wrzuca prawilne wspominki z nim związane i chwała mu za to. Niemniej Francesco Napoli to już nie jest italo po jakie bym sięgał osobiście, ja nie mam filtru sentymentalnego, sięgam po tę muzę już wyłącznie ze względu na walory muzyczne a ten medley przebojów to taka najtańsza wersja przeboju gatunku dla mnie. Miałem w ogóle się zapytać ile wersji Stand By Me wujas tu jeszcze wrzuci xD to brzmi jak obowiązkowy segment koncertowy każdego artysty italo disco który ma za pasem jeden przebój, coś co najlepiej "żre" na różnych festiwalach ale i (niestety) festynach. Produkcja tu mocno kuleje, jest zbyt drewniano i hurtowo. Muzykę tym razem odpuszczę ale thanks for the memories wuju.
Tori Amos - Crucify
Chwała Bogu że jednak mentos nie sięgnął po klasykę classic rocka hehe a miast tego rośnie na nowego znawcę śpiewających pań. Bo miłym zaskoczeniu Panią Jopek w poprzedniej 25. tym razem serwuje nazwisko znane którego w ogóle nie znam z twórczości i bałbym się sprawdzić. A dostajemy naprawdę przyjemną balladę z lat 90., Tori ma rasowy damski wokal tamtej dekady, brzmi mi to jakoś między Alanną Miles a Alanis Morrisette (do tego stopnia że mam wrażenie że Tori zaraz zaśpiewa "isn't it ironic?"). Ładna melodia fortepianu, fajnie operuje głosem T.A. i w refrenie i kiedy śpiewa CZEIEIEIEIEINS, wszystko gra i buczy w tym numerze, zwycięzca kolejki na miękko.
Andru Donalds & Eugenia Vlasova - Wind of Hope
Na koniec Musiał ze swoim eska-core po raz wtóry, numer który chciałem początkowo zmehać, który gdzieś tam kojarzę i zawsze olewałem. Bo ten numer jest trochę jak woda dla mnie tak sobie pomyślałem, fajnie że jest, można się napić tylko po co jak można by kawę/herbatę/koniak itede. Produkcja brzmi mi bardziej jak 2000 rok, szok że to 2006 i widzę jak dziwna to dekada była zatem. Pani Eugenia ma ładny wokal, gorzej słuchać Andru, czuć tu za przeproszeniem murzyna w numerze zrobionym na europejską modłę i to kijowo wychodzi zwykle. Niby nic ale łapię się na tym że to nienajgorszy wehikuł czasu i posłuchać można nawet przyjemnie, najlepiej w samochodzie wracając gdzieś słonecznym popołudniem/pod wieczór, dla orzeźwienia, no coś jak... woda xd
Kolejka nienajgorsza, lepiej niż poprzednie na pewno, mentos przykładem jak wyjść z gęby i wyjść z twarzą, kiedy wychodzi ze swej bańki potrafi mile zaskakiwać. Smoku przykładem jak można się we własnym -core potknąć, munlup z kolei pokazuje jak trudno chyba o prejzy takimi specyficznymi fuzjami, zabawne bo ja akurat uważam że numer jest przegięty ale nie w orkiestrową stronę ale tą rockową, żałuję że nie brzmi bardziej jak TEN KAWAŁEK z TEJ PŁYTY co to jej tu wszyscy słuchali niedawno. Wujas z devem szczerze, dość serowo może ale poczciwie, zabrali nas obaj w czasy swej młodości i spoko.
W pierwszym odruchu jak zacząłem słuchać pomyślałem sobie "nooo, munlup powrócił w wielkim stylu", ten początek z tą symfoniczną aranżacją brzmi bardzo fajnie, do tego mocny rytm perkusji i croonerski wokal, poczułem echa Sinatry i Louie Austena. Daje mi to trochę vibe jakichś nowszych tematów do filmów o agencie 007. Kiedy jednak wchodzą gitary a wokal wspina się wyżej czar nieco ulatuje, robi się alt rockowy melodramat. Rozumiem jednak że numer jest tak przesycony emocjami że może chwilami balansować na granicy cringe'u. Smyczki ładnie w końcówce i ostateczne skupienie uwagi znów na tych fantastycznych dęciakach pozwalają wyjść z klasą z tego spotkania. Jest dobrze, to jest słuszny kurs, liczę że poprzeczka nie spadnie.
Arcane - Philae
Dragon zrażony trochę wyimaginowanymi niepowodzeniami na polu polskiego rapu wraca do berlińskiej szkoły. Obawiałem się tylko jednego w tej wrzutce - czy da się wyczuć że ta produkcja jest nowsza niż wskazywałoby brzmienie. Bardzo fajny arp, ładne pady, bardzo dobry bas, brzmienie bardzo bogate, rzekłbym MASNO, mam trochę vibe Tangerine Dream a trochę Carpentera, coś jakby Stranger Things. Wszystko ładnie pięknie dopóki nie wchodzi ten werbel. Werbel który brzmi jakoś tak płasko, tanio, w otoczeniu tych synthów wygląda jak ubogi kuzyn i jednak zdradza nieuchronnie że produkcja wcale nie pochodzi z ejtisów. Zupełnie niepotrzebny dodatek który psuje misternie budowany klimat, ostatecznie mam poczucie obcowania z rzetelnym naśladownictwem starej szkoły (nawet jeśli autor nagrywał i w czasach dawniejszych, to trochę z kolei jakby zjadanie ogona). Nieźle ale mogło być lepiej.
Francesco Napoli - Balla, Balla
Numer coś kojarzę z nieco obskjurowych składanek starych hitów które moja mama ma w płytotece. Z tym italo różnie wujek trafia ale przecież nie celuje w prejzy a wrzuca prawilne wspominki z nim związane i chwała mu za to. Niemniej Francesco Napoli to już nie jest italo po jakie bym sięgał osobiście, ja nie mam filtru sentymentalnego, sięgam po tę muzę już wyłącznie ze względu na walory muzyczne a ten medley przebojów to taka najtańsza wersja przeboju gatunku dla mnie. Miałem w ogóle się zapytać ile wersji Stand By Me wujas tu jeszcze wrzuci xD to brzmi jak obowiązkowy segment koncertowy każdego artysty italo disco który ma za pasem jeden przebój, coś co najlepiej "żre" na różnych festiwalach ale i (niestety) festynach. Produkcja tu mocno kuleje, jest zbyt drewniano i hurtowo. Muzykę tym razem odpuszczę ale thanks for the memories wuju.
Tori Amos - Crucify
Chwała Bogu że jednak mentos nie sięgnął po klasykę classic rocka hehe a miast tego rośnie na nowego znawcę śpiewających pań. Bo miłym zaskoczeniu Panią Jopek w poprzedniej 25. tym razem serwuje nazwisko znane którego w ogóle nie znam z twórczości i bałbym się sprawdzić. A dostajemy naprawdę przyjemną balladę z lat 90., Tori ma rasowy damski wokal tamtej dekady, brzmi mi to jakoś między Alanną Miles a Alanis Morrisette (do tego stopnia że mam wrażenie że Tori zaraz zaśpiewa "isn't it ironic?"). Ładna melodia fortepianu, fajnie operuje głosem T.A. i w refrenie i kiedy śpiewa CZEIEIEIEIEINS, wszystko gra i buczy w tym numerze, zwycięzca kolejki na miękko.
Andru Donalds & Eugenia Vlasova - Wind of Hope
Na koniec Musiał ze swoim eska-core po raz wtóry, numer który chciałem początkowo zmehać, który gdzieś tam kojarzę i zawsze olewałem. Bo ten numer jest trochę jak woda dla mnie tak sobie pomyślałem, fajnie że jest, można się napić tylko po co jak można by kawę/herbatę/koniak itede. Produkcja brzmi mi bardziej jak 2000 rok, szok że to 2006 i widzę jak dziwna to dekada była zatem. Pani Eugenia ma ładny wokal, gorzej słuchać Andru, czuć tu za przeproszeniem murzyna w numerze zrobionym na europejską modłę i to kijowo wychodzi zwykle. Niby nic ale łapię się na tym że to nienajgorszy wehikuł czasu i posłuchać można nawet przyjemnie, najlepiej w samochodzie wracając gdzieś słonecznym popołudniem/pod wieczór, dla orzeźwienia, no coś jak... woda xd
Kolejka nienajgorsza, lepiej niż poprzednie na pewno, mentos przykładem jak wyjść z gęby i wyjść z twarzą, kiedy wychodzi ze swej bańki potrafi mile zaskakiwać. Smoku przykładem jak można się we własnym -core potknąć, munlup z kolei pokazuje jak trudno chyba o prejzy takimi specyficznymi fuzjami, zabawne bo ja akurat uważam że numer jest przegięty ale nie w orkiestrową stronę ale tą rockową, żałuję że nie brzmi bardziej jak TEN KAWAŁEK z TEJ PŁYTY co to jej tu wszyscy słuchali niedawno. Wujas z devem szczerze, dość serowo może ale poczciwie, zabrali nas obaj w czasy swej młodości i spoko.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Czekajcie na mój zwrot w okolicach 6-7 edycji w kierunku eksperta ds disco poloChwała Bogu że jednak mentos nie sięgnął po klasykę classic rocka hehe a miast tego rośnie na nowego znawcę śpiewających pań.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie wiem gdzie potknięcie, znowu 6 tys. sugestii o rzeczach, których tam nie ma, ale w porządeczku
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No chyba nie w porządeczku skoro dupa piecze?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Pozdro za zjadanie ogona, bo werbel nie brzmi jak ktoś sobie życzy, Hien w tej sytuacji grzecznie by zaaprobował bez grymasu
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Czy Hien aprobuje?Dragon pisze:22 sie 2023 13:16Pozdro za zjadanie ogona, bo werbel nie brzmi jak ktoś sobie życzy, Hien w tej sytuacji grzecznie by zaaprobował bez grymasu
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale że co. Werbel, zjadanie ogona, czy co?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Pewnie tak jak uwagi shodana o Rob & Fab, inaczej trochę przypau
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Werbel. Czy Hien werbel aprobuje ja pytam xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale uwagi o Robie i Fapie nie tyczyły się muzyki. Tę to sobie każdy po swojemu odbiera, nic nie poradzisz.
W kwestii werbla, to bym wyrąbał.
W kwestii werbla, to bym wyrąbał.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No sorry, ale ton tego posta ma wszystkie znamiona płaczu odbytem xD 6 TYSIĘCY SUGESTII O RZECZACH KTÓRYCH NIE MA !!11!!!1!1!Dragon pisze:22 sie 2023 13:10Nie wiem gdzie potknięcie, znowu 6 tys. sugestii o rzeczach, których tam nie ma, ale w porządeczku
Ja tu nie widzę jakiegoś zaproszenia do dyskusji, tylko wylanie żalu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Będę z tym żył, ale niesmak pozostanie. Pierwszy poznany track i zjadanie ogona. Wiadomo, że fan brzmień patrzy na to inaczej, choć nie sądzę, bym rzucał cały czas to samo. O oczekiwaniach względem wrzutki to już dużo było mówione od początku bestki, nic z tym nie zrobię
>jedno zdanie
>płacz
lol
>jedno zdanie
>płacz
lol
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No, ale ilość zdań to chyba znaczenia nie ma xD Zresztą, ja nie uważam, że ból dupy to jakaś zbrodnia. Zanim ktoś mi zacznie coś wyciągać z szafy, MIAŁEM BÓL DUPY ZA ROBA I FABA I SIĘ TEGO NIE WSTYDZĘ. No, ale Mentos pyta, to odpowiadam.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Rob i Fab mieli chociaż lepszy werbel
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A nie wiem, nie mnie oceniać.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja nie mam bólu dupy, wyrażanie żalu za to, że ktoś zjebie coś raczej drugorzędnego dla mnie, potem dorzuci dyskusyjną uwagę na koniec wydaje mi się dość naturalne.
Gorsza byłaby rozmowa czy faktycznie zjadam ogon we wrzutkach elektronicznych lub nieironiczna rozprawa o roli werbla, dla mnie to rzeczy odpychające od dyskusji, a nie zapraszające, nie ma takich argumentów uznających czyjąś "rację"
Gorsza byłaby rozmowa czy faktycznie zjadam ogon we wrzutkach elektronicznych lub nieironiczna rozprawa o roli werbla, dla mnie to rzeczy odpychające od dyskusji, a nie zapraszające, nie ma takich argumentów uznających czyjąś "rację"
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dostałeś prejz za numer, a czepiasz się głupiego tekstu o 'zjadaniu ogona'. Sorry Smoku, ale nie jestem takim znawcą jak Ty, osłuchanym z godzinami godzin elektroniki. Z puszki 'instrumentalna elektronika oparta na lecącym przez 8 minu arpie' wyciągasz rzeczy nie po raz pierwszy, a dla takiego lajka jak ja, to jest właśnie taki grajdół muzyczny. Możesz się obrażać, ale zaskakuje mnie, że ze ściany pochwał wolisz się odnieść tylko do tego, w sumie bardziej humorystycznie niż nie użytego, zwrotu. Ja co drugą kolejkę czytam coś w stylu "Munlup znowu smęta w swoim stylu wrzucił", ale co mam zrobić? Zesrać się?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn