Best of Forum
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja na sam koniec tej transzy wrzucę Wam linka do wszystkich 25tek (zmniejszonych u Czeza i Melkiego) we flac, razem z playlistami wg osób i wg kolejek. Przyda się chocby z tego względu, że YT jakością nie grzeszy, a do tego za rok pewnie połowa z tych filmów nie będzie już działać.Zaraz wrzucę link Murzyna do pierwszego posta.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Ablaye Cissoko & Constantinople - Soutouro
https://www.youtube.com/watch?v=ZfmCa6x9i4E
Wytypowałem jeden utwór z albumu międzynarodowego zespołu (Senegalczyk, Kanadyjczycy, w tym pochodzenia perskiego), na którego koncercie miałem okazję być przed kilkoma laty i którego album stoi u mnie na półce. Nie będę się specjalnie rozpisywał o grupie, bo się na niej nie znam, liczy się tu przede wszystkim klimat. Jak to często bywa przy podobnych grupach, duży wpływ na niego mają partie bębenków, po lewej na zdjęciu widać człowieka grającego na specyficznym instrumencie, jakim jest wielostrunowa (chyba 21 strun to ma) kora (to właśnie ów Cissoko na nim gra i jest autorem utworu). Cały album nazywa się Jardins Migrateurs (wędrowne ogrody). Pieśń bardzo melodyjna, ma specyficzny, uduchowiony charakter, generalnie najlepiej słuchać tych pieśni w większej ilości, żeby poczuć klimat tajemnicy, bardzo silnej emocjonalności, zderzenia kultur, szczególnie zachodnioafrykańskiej z perską u współcześnie występujących muzyków.
Kiedyś bardzo lubiłem uczęszczać na koncerty odbywające się przy okazji gliwickiego festiwalu muzyki dawnej i improwizowanej All Improvviso, wszystkie występy, na których tam byłem (Ruiny Teatru Victoria i w auli przy Bojkowskiej - dawna GWSP) miały niesamowitą otoczkę i przenosiły słuchacza w inny świat, z którym na co dzień nie obcował. Tamten akurat miał miejsce przy Bojkowskiej (bardzo dobra akustycznie sala, dużo lepsza niż Ruiny, w których często słabo było słychać subtelne dźwięki np. gitary czy kontrabasu).
Aha, zajrzałem do książeczki i opis utworu wygląda następująco: Myślisz, że jesteś największy/najlepszy, och, nie! Wszystko to, co stoi, któregoś dnia upadnie. Soutouro opisuje akcję udzielanie pomocy osobie w potrzebie pozostającą jednak skromną i dyskretną. To jest tajemnica małp.
Aha, album wydano w roku 2015, a koncert w 2016.
Generalnie można potraktować to jako ciekawostkę, jako utwór pochodzenia obcego dla europejskiej kultury, ale można też po prostu chłonąć tę niesamowitą wrażliwość. Coś niesamowicie ujmującego, prostolinijnego i pełnego wdzięku.
https://www.youtube.com/watch?v=ZfmCa6x9i4E
Wytypowałem jeden utwór z albumu międzynarodowego zespołu (Senegalczyk, Kanadyjczycy, w tym pochodzenia perskiego), na którego koncercie miałem okazję być przed kilkoma laty i którego album stoi u mnie na półce. Nie będę się specjalnie rozpisywał o grupie, bo się na niej nie znam, liczy się tu przede wszystkim klimat. Jak to często bywa przy podobnych grupach, duży wpływ na niego mają partie bębenków, po lewej na zdjęciu widać człowieka grającego na specyficznym instrumencie, jakim jest wielostrunowa (chyba 21 strun to ma) kora (to właśnie ów Cissoko na nim gra i jest autorem utworu). Cały album nazywa się Jardins Migrateurs (wędrowne ogrody). Pieśń bardzo melodyjna, ma specyficzny, uduchowiony charakter, generalnie najlepiej słuchać tych pieśni w większej ilości, żeby poczuć klimat tajemnicy, bardzo silnej emocjonalności, zderzenia kultur, szczególnie zachodnioafrykańskiej z perską u współcześnie występujących muzyków.
Kiedyś bardzo lubiłem uczęszczać na koncerty odbywające się przy okazji gliwickiego festiwalu muzyki dawnej i improwizowanej All Improvviso, wszystkie występy, na których tam byłem (Ruiny Teatru Victoria i w auli przy Bojkowskiej - dawna GWSP) miały niesamowitą otoczkę i przenosiły słuchacza w inny świat, z którym na co dzień nie obcował. Tamten akurat miał miejsce przy Bojkowskiej (bardzo dobra akustycznie sala, dużo lepsza niż Ruiny, w których często słabo było słychać subtelne dźwięki np. gitary czy kontrabasu).
Aha, zajrzałem do książeczki i opis utworu wygląda następująco: Myślisz, że jesteś największy/najlepszy, och, nie! Wszystko to, co stoi, któregoś dnia upadnie. Soutouro opisuje akcję udzielanie pomocy osobie w potrzebie pozostającą jednak skromną i dyskretną. To jest tajemnica małp.
Aha, album wydano w roku 2015, a koncert w 2016.
Generalnie można potraktować to jako ciekawostkę, jako utwór pochodzenia obcego dla europejskiej kultury, ale można też po prostu chłonąć tę niesamowitą wrażliwość. Coś niesamowicie ujmującego, prostolinijnego i pełnego wdzięku.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Ten Sharp - You (rok wydania 1991, rok pierwszego odsłuchu... jakoś w latach 90. na pewno)
https://youtu.be/SZQpVX8RIZY
Oto uosobienie nostalgii. Kawałek, który ma w sobie wszystko z lat 90. co się tylko da. Prosty, super radiowy pop o ekstremalnie romantycznym zabarwieniu i tytule tak oczywistym, że aż coś człowieka boli. Pianino, lekkie bębny, specyficzny głos wokalisty (i jego teatralna maniera) przypominający Richarda Darbyshire z Living in a Box. Numer, który za dzieciaka słyszałem w radio tu i tam a potem zobaczyłem wideo na MTV Classic (wideo samo w sobie jest mocno osadzone w tamtych czasach). Moja dusza "romantycznego prawiczka" (jak mnie kiedyś nazwał na tyn forum f.ś.p. Bojdis) była zachwycona tym kawałkiem. Marzyłem, że będę go komuś śpiewał a przynajmniej puszczał. Cóż, to skutecznie zakończyłoby każdą relację xD zabawne, że jest to jeden z tych numerów, które z powodzeniem mógłbym nazwać swoim guilty pleasure (jak swojego czasu Classix Nouveaux czy Bee Gees), a jednak do dziś miewam ciarki jak go słyszę. Nie umiem tego wyjaśnić, to po prostu jakieś wdrukowane już głęboko w głowę (w duszę?) emocje, skojarzenia z bardzo dawnych czasów. Tekst jest ekstremalnie prosty, stanowi apoteozę sentymentalnej miłości opartej o monogamię, gdzie np. ja - tu mały coming out - monogamiczny nie jestem a wchodzi mi jak złoto. Raz, że działa dość niezaprzeczalny urok tej piosenki a dwa, że najpierw przypominam sobie lata 2003-2005 spędzone przed w/w MTV Classic (ahh te programy Niedźwiedzkiego) a zaraz potem same lata 90., czasy, kiedy zacząłęm się naprawdę interesować tym, czego słucham tak bardziej na poważnie i co lepsze (subiektywnie) numery wyłapywałem z fal. Oczywiście wówczas radio było jedynym sposobem na odsłuch czegokolwiek, poza kasetami zgranymi mi z CD przez wuja. Ciekawe, że You było jednym z pierwszych numerów, jakie pobrałem jeszcze z Bear Share'a jesienią 2005. I tamten plik, konkretny plik mam do dziś, nawet ostatnio go słuchałem ^^
Numer ten ma dla mnie jeszcze znaczenie osobiste, bo kojarzę go mocno z pewnym dziewczęciem, w którym byłem zakochany (raczej zauroczony ale detale, detale) w podstawówce, dokładnie w 5. klasie. To było dokładnie 21 lat temu, a pamiętam wszystko z detalami xD Nazywała się Marta i tańczyliśmy do tego kawałka jeden raz, na "dyskotece" zorganizowanej na zielonej szkole, na którą pojechaliśmy w maju 2001 roku do Kudowy Zdroju. Kiedy powtórzyłem tę wycieczkę we wrześniu 2020 szukałem miejsca, w którym byliśmy zakwaterowani, ale bez większego powodzenia. To już istnieje wyłącznie w mojej pamięci, ale cóż to za wspomnienie. Zawsze jak słucham You pojawia mi się na chwilę przed oczami. A potem romantyczna wizja pięknej relacji zakończonej wielkim, monumentalnym wprost ślubem w jakiejś przeskalowanej katedrze. Wówczas muszę sobie puścić Alexa Camerona żeby otrzeźwieć.
https://youtu.be/SZQpVX8RIZY
Oto uosobienie nostalgii. Kawałek, który ma w sobie wszystko z lat 90. co się tylko da. Prosty, super radiowy pop o ekstremalnie romantycznym zabarwieniu i tytule tak oczywistym, że aż coś człowieka boli. Pianino, lekkie bębny, specyficzny głos wokalisty (i jego teatralna maniera) przypominający Richarda Darbyshire z Living in a Box. Numer, który za dzieciaka słyszałem w radio tu i tam a potem zobaczyłem wideo na MTV Classic (wideo samo w sobie jest mocno osadzone w tamtych czasach). Moja dusza "romantycznego prawiczka" (jak mnie kiedyś nazwał na tyn forum f.ś.p. Bojdis) była zachwycona tym kawałkiem. Marzyłem, że będę go komuś śpiewał a przynajmniej puszczał. Cóż, to skutecznie zakończyłoby każdą relację xD zabawne, że jest to jeden z tych numerów, które z powodzeniem mógłbym nazwać swoim guilty pleasure (jak swojego czasu Classix Nouveaux czy Bee Gees), a jednak do dziś miewam ciarki jak go słyszę. Nie umiem tego wyjaśnić, to po prostu jakieś wdrukowane już głęboko w głowę (w duszę?) emocje, skojarzenia z bardzo dawnych czasów. Tekst jest ekstremalnie prosty, stanowi apoteozę sentymentalnej miłości opartej o monogamię, gdzie np. ja - tu mały coming out - monogamiczny nie jestem a wchodzi mi jak złoto. Raz, że działa dość niezaprzeczalny urok tej piosenki a dwa, że najpierw przypominam sobie lata 2003-2005 spędzone przed w/w MTV Classic (ahh te programy Niedźwiedzkiego) a zaraz potem same lata 90., czasy, kiedy zacząłęm się naprawdę interesować tym, czego słucham tak bardziej na poważnie i co lepsze (subiektywnie) numery wyłapywałem z fal. Oczywiście wówczas radio było jedynym sposobem na odsłuch czegokolwiek, poza kasetami zgranymi mi z CD przez wuja. Ciekawe, że You było jednym z pierwszych numerów, jakie pobrałem jeszcze z Bear Share'a jesienią 2005. I tamten plik, konkretny plik mam do dziś, nawet ostatnio go słuchałem ^^
Numer ten ma dla mnie jeszcze znaczenie osobiste, bo kojarzę go mocno z pewnym dziewczęciem, w którym byłem zakochany (raczej zauroczony ale detale, detale) w podstawówce, dokładnie w 5. klasie. To było dokładnie 21 lat temu, a pamiętam wszystko z detalami xD Nazywała się Marta i tańczyliśmy do tego kawałka jeden raz, na "dyskotece" zorganizowanej na zielonej szkole, na którą pojechaliśmy w maju 2001 roku do Kudowy Zdroju. Kiedy powtórzyłem tę wycieczkę we wrześniu 2020 szukałem miejsca, w którym byliśmy zakwaterowani, ale bez większego powodzenia. To już istnieje wyłącznie w mojej pamięci, ale cóż to za wspomnienie. Zawsze jak słucham You pojawia mi się na chwilę przed oczami. A potem romantyczna wizja pięknej relacji zakończonej wielkim, monumentalnym wprost ślubem w jakiejś przeskalowanej katedrze. Wówczas muszę sobie puścić Alexa Camerona żeby otrzeźwieć.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Oto pierwszy przypadek, gdy mi ktoś podprowadził utwór. 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A prosiłem bez klipów xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Poważnie? xD Planowałeś? xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Utwory kolejki:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
Bestka po 15 kolejce:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... DSpe0mCviP
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
Bestka po 15 kolejce:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... DSpe0mCviP
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dev nie był jedyny który ukradł komuś numer, mi w tej kolejce skradziono nawet dwa 
Joy Division - Atmosphere
Brawo miętus, podjebałeś mi numer z bestki. JD jest dla mnie też zespołem z którym mi lepiej w pojedynczych numerach niż albumach chyba (choć Unknown Pleasures cenię sobie a Closer nie znam zbytnio). Tak naprawdę przez lata inne ich numery katowałem mocniej może ale kiedy przyszło mi do kompletowania bestki wiedziałem że chcę tu wrzucić Atmosphere. Robi mi ten numer, są feelsy i autentycznie smuci mnie ten kawałek i wzrusza ale to wszystko za sprawą filmu biograficznego Control w reżyserii Antona Corbijna (również autora teledysku do Atmosphere), i za sprawą konkretnego ZASTOSOWANIA tego numeru we wspomnianym filmie (kto nie widział ten trąba że tak się wyrażę). Od tamtej pory tak naprawdę ten numer nabrał odpowiedniego wydźwięku dla mnie i działa na mnie bo przywołuje w myślach konkretne sceny i fakty. Co by nie było to jest najlepsza mentosowa wrzuta do tej pory.
a-ha - Stay On These Roads
I tu kolejny numer który w odpowiednim czasie pewnie w końcu i wszedłby u mnie w mojej bestce. Numer poznałem z telewizji VH1 będącej ważnym źródłem muzyki dla mnie zanim doczekałem się neta w domu. Tu drobna dygresja bo były to interesujące czasy na swój sposób w kontekście zdobywania muzyki, w domu funkcjonował wtedy pecet mojego brata na który on z grubsza przynosił jedynie tony rapsów od kumpli a ja nie miałem innych źródeł muzyki w sumie, miałem za to odtwarzacz mp3. Tenże nieśmiertelny do dziś odtwarzacz marki iRiver miał w sobie wejście line-in i dołączony do niego kabelek, obustronnie zakończony minijackiem. Z jego to pomocą podłączałem się do naszego kineskopowego telewizora i zgrywałem do formatu mp3 audio (które było w mono co ciekawe, później dublowałem sobie ten kanał w programie do obróbki audio xD) z różnych klipów, jednym z nich był właśnie ten numer. Uwielbiam Stay On These Roads zwłaszcza za ten syntetyczny pulsujący bas ale i za klimat tego numeru w ogóle, pokochałem go od pierwszego odsłuchu bo skojarzył mi się z innym moim ukochanym ejtisowym przebojem który jeszcze w bestce się pojawi (choć nie będę zdziwiony jak mi go ktoś ukradnie). No i klip też bardzo lubię, odpowiednio kiczowato romantyczny, panowie w skórach na motocyklach ale nie jest tak pastelowo różowo, jest ten lekki brud i surowość w obrazie która się wkradała na przełomie dekad, mam słabość do tego okresu. Teraz mam w sumie inne skojarzenia po latach których wtedy nie miałem ale od razu kojarzy mi się to z Twin Peaks i romantycznym Jamesem na jego motocyklu, ale nie jest ten numer na szczęście tak przerysowany jak Just Youuuuu xD no nieważne, ubóstwiam, polecam:
https://youtu.be/nWey1DBAchM
W każdym bądź razie dzięki shodan za taką niezapominajkę i przypomnienie mi tamtych pojebanych czasów które spędzałem nieraz przy telewizorze z kabelkiem i empetrójką polując na ulubione kawałki. Do dziś mam chyba kilka z nich a może i ten gdzieś na dysku z tych zgrywek, razem z całym programem Essential Depeche Mode który pewnego wieczoru leciał w VH1 a ja potem odsłuchiwałem audio z niego i chłonąłem urywki takich numerów jak Clean albo Useless myśląc o tym jakie muszą być zajebiste w całości xD
Wracając do tematu - najlepsza shodanowa wrzuta do tej pory.
Kalina Jędrusik - Nie odchodź
Tym razem Hien ładnie wjechał w klimaty starych polskich nagrań i ponownie mamy background związany z mamą i fajno. Dziwię się jedynie że wymieniając przeboje Jędrusik słowem nie zająknął się na temat słynnego "Bo we mnie jest seks" które znajduje się na niedawno nabytej przeze mnie składance, bo mowiąc o tej artystce ciężko uciec (a może to celowy zabieg ze strony Hiena) od faktu że była ona sztandarową seksbombą PRL-u. Tutaj Jędrusik w wydaniu o wiele bardziej sentymentalnym co tylko ładnie kolejny raz podbija nam ten klimat podczas tej kolejeczki, srogo lecą w tym tygodniu łezki wzruszenia tudzież smutku. Piękny numer, nie znałem, możliwe że nieraz wrócę i w jej muzykę i sam Kabaret Starszych Panów jeszcze się mocniej wgryzę. Co do wyglądu samej aktorki to dopowiem że już teraz wiem skąd przez lata stajla kopiowała i nadal kopiuje pewna moja ciocia
Jedna z najlepszych wrzutek Hiena od początku zabawy (byłaby może i najlepsza obok Shakiry gdyby nie fakt że do tej pory kilka starszych wrzutek zdążyło się już zrehabilitować i umocnić pozycję).
Squarepusher - Theme From Ernest Borgnine
Numer znałem, znałem bankowo albo powiem inaczej słuchałem bo kojarzę wizualkę i w czasie kiedy to wideo wjechało na YT już subskrybowałem kanał tego wykonawcy. Niemniej kompletnie go nie pamietałem bo widocznie nie przeszedł przez gęste sito leniwego Murzyna
odhaczyłem i zapomniałem, fajnie było wrócić i przekonać się że w sumie jest to zajebisty kawałek. Lubię takie rzeczy, nie da się ukryć a jak jeszcze pod koniec tej całej kanonady wchodzi acidowy synth to już całkiem to kupuję. Squarepushera ogólnie poznałem najpierw za sprawą kawałka Planetarium sprzedanego mi przez mojego offowego ziomka od Micachu, Planetarium też było jednym z tych psychosztormów słuchanych na pełnej ku*wie po alko, heh. Później liznąłem jakieś pojedyncze numery ale bez wgłębiania się. Niemniej jest to najlepsza Dragonowa wrzuta do tej pory.
Ablaye Cissoko & Constantinople - Soutouro
Melki zaserwował nam świetną wyprawę po świecie tym numerem. Kolejny raz też po Ariannie Savall można powiedzieć że na coś zdały się te jego wyprawy koncertowe bo prezentuje artystów nieznanych którzy grają naprawdę dobrą muzę. Podoba mi się bardzo ten kawałek, zastanawiałem się cały czas na czym linia basu jest grana i z wykonania live jakie znalazłem wyszło że to ten instrument podobny do wiolonczeli (viola da gamba) grany w tym wypadku palcami niczym kontrabas. Podoba mi się w tym utworze dialog jaki tworzą kora i setar, nie wspominając o fakcie że w sumie właśnie nauczyłem się rozpoznawać 3 nieznane mi do tej pory zbytnio instrumenty
Świetny ciepły, relaksujący klimat ma ten utwór i pasowałby do jakiegoś filmu przygodowego (pasuje mi na jakąś wędrówkę przez Amazonię ale równie dobrze mogłyby być stepy Azji czy afrykańskie sawanny). Idealnie wkomponowany na playliście relaks po kanonadzie Squarepushera. Najlepsza wrzutka Melkiego do tej pory 
Ten Sharp - You
Dev is dev, wrzucił coś mocno Musiałowego w moim odczuciu a tak to odebrałem jak tylko usłyszałem ten wokal, mógłbyś to Ty śpiewać, pasuje mi ta ekspresja
słodziutki cukiereczek z lat 90, taki jest ten numer, teoretycznie jak mówiłem mam słabość do przełomu dekad 80s/90s ale jednak tu wkrada się takie tanie popowe brzmienie lat 90 już typowo, tak te klawisze mi się kojarzą. Rozumiem jak najbardziej kontekst tej wrzutki, też bym chętnie pewnie przy tym pobujał się w podstawówce z taką jedną co nosiła aparat na zębach i miała warkocze a w ogóle to jak była wtedy faza na Star Wars to mówiliśmy że to wypisz wymaluj Leia, no ale oczy to ona miała, oj miała... Nie wiem no, typowa Musiałowa wrzuta która jednocześnie śmierdzi lamusem jak te od mentosa a z drugiej strony jest taka lekko popowa jak sentymentalne wrzuty shodana. Jest ok, może kiedyś chwyci mocniej, ostatecznie jednak muzycznie najsłabsza wrzutka tej MEGA mocnej kolejki.
W sumie była to zdecydowanie najlepsza kolejka od początku gry, więc może warto było srogo na Was pomehać minione dwie kolejki żeby w końcu się tak miło zaskoczyć xD im dalej w las tym więcej drzew, kradniemy sobie wzajemnie numery ale nawet jak nie to (tu językowy efekt Murzyna) potraficie fajnie zaskoczyć. Liczę że temat tylko się zagęści a poziom utrzyma do końca.
Joy Division - Atmosphere
Brawo miętus, podjebałeś mi numer z bestki. JD jest dla mnie też zespołem z którym mi lepiej w pojedynczych numerach niż albumach chyba (choć Unknown Pleasures cenię sobie a Closer nie znam zbytnio). Tak naprawdę przez lata inne ich numery katowałem mocniej może ale kiedy przyszło mi do kompletowania bestki wiedziałem że chcę tu wrzucić Atmosphere. Robi mi ten numer, są feelsy i autentycznie smuci mnie ten kawałek i wzrusza ale to wszystko za sprawą filmu biograficznego Control w reżyserii Antona Corbijna (również autora teledysku do Atmosphere), i za sprawą konkretnego ZASTOSOWANIA tego numeru we wspomnianym filmie (kto nie widział ten trąba że tak się wyrażę). Od tamtej pory tak naprawdę ten numer nabrał odpowiedniego wydźwięku dla mnie i działa na mnie bo przywołuje w myślach konkretne sceny i fakty. Co by nie było to jest najlepsza mentosowa wrzuta do tej pory.
a-ha - Stay On These Roads
I tu kolejny numer który w odpowiednim czasie pewnie w końcu i wszedłby u mnie w mojej bestce. Numer poznałem z telewizji VH1 będącej ważnym źródłem muzyki dla mnie zanim doczekałem się neta w domu. Tu drobna dygresja bo były to interesujące czasy na swój sposób w kontekście zdobywania muzyki, w domu funkcjonował wtedy pecet mojego brata na który on z grubsza przynosił jedynie tony rapsów od kumpli a ja nie miałem innych źródeł muzyki w sumie, miałem za to odtwarzacz mp3. Tenże nieśmiertelny do dziś odtwarzacz marki iRiver miał w sobie wejście line-in i dołączony do niego kabelek, obustronnie zakończony minijackiem. Z jego to pomocą podłączałem się do naszego kineskopowego telewizora i zgrywałem do formatu mp3 audio (które było w mono co ciekawe, później dublowałem sobie ten kanał w programie do obróbki audio xD) z różnych klipów, jednym z nich był właśnie ten numer. Uwielbiam Stay On These Roads zwłaszcza za ten syntetyczny pulsujący bas ale i za klimat tego numeru w ogóle, pokochałem go od pierwszego odsłuchu bo skojarzył mi się z innym moim ukochanym ejtisowym przebojem który jeszcze w bestce się pojawi (choć nie będę zdziwiony jak mi go ktoś ukradnie). No i klip też bardzo lubię, odpowiednio kiczowato romantyczny, panowie w skórach na motocyklach ale nie jest tak pastelowo różowo, jest ten lekki brud i surowość w obrazie która się wkradała na przełomie dekad, mam słabość do tego okresu. Teraz mam w sumie inne skojarzenia po latach których wtedy nie miałem ale od razu kojarzy mi się to z Twin Peaks i romantycznym Jamesem na jego motocyklu, ale nie jest ten numer na szczęście tak przerysowany jak Just Youuuuu xD no nieważne, ubóstwiam, polecam:
https://youtu.be/nWey1DBAchM
W każdym bądź razie dzięki shodan za taką niezapominajkę i przypomnienie mi tamtych pojebanych czasów które spędzałem nieraz przy telewizorze z kabelkiem i empetrójką polując na ulubione kawałki. Do dziś mam chyba kilka z nich a może i ten gdzieś na dysku z tych zgrywek, razem z całym programem Essential Depeche Mode który pewnego wieczoru leciał w VH1 a ja potem odsłuchiwałem audio z niego i chłonąłem urywki takich numerów jak Clean albo Useless myśląc o tym jakie muszą być zajebiste w całości xD
Wracając do tematu - najlepsza shodanowa wrzuta do tej pory.
Kalina Jędrusik - Nie odchodź
Tym razem Hien ładnie wjechał w klimaty starych polskich nagrań i ponownie mamy background związany z mamą i fajno. Dziwię się jedynie że wymieniając przeboje Jędrusik słowem nie zająknął się na temat słynnego "Bo we mnie jest seks" które znajduje się na niedawno nabytej przeze mnie składance, bo mowiąc o tej artystce ciężko uciec (a może to celowy zabieg ze strony Hiena) od faktu że była ona sztandarową seksbombą PRL-u. Tutaj Jędrusik w wydaniu o wiele bardziej sentymentalnym co tylko ładnie kolejny raz podbija nam ten klimat podczas tej kolejeczki, srogo lecą w tym tygodniu łezki wzruszenia tudzież smutku. Piękny numer, nie znałem, możliwe że nieraz wrócę i w jej muzykę i sam Kabaret Starszych Panów jeszcze się mocniej wgryzę. Co do wyglądu samej aktorki to dopowiem że już teraz wiem skąd przez lata stajla kopiowała i nadal kopiuje pewna moja ciocia
Squarepusher - Theme From Ernest Borgnine
Numer znałem, znałem bankowo albo powiem inaczej słuchałem bo kojarzę wizualkę i w czasie kiedy to wideo wjechało na YT już subskrybowałem kanał tego wykonawcy. Niemniej kompletnie go nie pamietałem bo widocznie nie przeszedł przez gęste sito leniwego Murzyna
Ablaye Cissoko & Constantinople - Soutouro
Melki zaserwował nam świetną wyprawę po świecie tym numerem. Kolejny raz też po Ariannie Savall można powiedzieć że na coś zdały się te jego wyprawy koncertowe bo prezentuje artystów nieznanych którzy grają naprawdę dobrą muzę. Podoba mi się bardzo ten kawałek, zastanawiałem się cały czas na czym linia basu jest grana i z wykonania live jakie znalazłem wyszło że to ten instrument podobny do wiolonczeli (viola da gamba) grany w tym wypadku palcami niczym kontrabas. Podoba mi się w tym utworze dialog jaki tworzą kora i setar, nie wspominając o fakcie że w sumie właśnie nauczyłem się rozpoznawać 3 nieznane mi do tej pory zbytnio instrumenty
Ten Sharp - You
Dev is dev, wrzucił coś mocno Musiałowego w moim odczuciu a tak to odebrałem jak tylko usłyszałem ten wokal, mógłbyś to Ty śpiewać, pasuje mi ta ekspresja
W sumie była to zdecydowanie najlepsza kolejka od początku gry, więc może warto było srogo na Was pomehać minione dwie kolejki żeby w końcu się tak miło zaskoczyć xD im dalej w las tym więcej drzew, kradniemy sobie wzajemnie numery ale nawet jak nie to (tu językowy efekt Murzyna) potraficie fajnie zaskoczyć. Liczę że temat tylko się zagęści a poziom utrzyma do końca.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nie wymieniłem "Bo we mnie jest seks", bo to taki Enjoy Kaliny i wszyscy to znają, nie było potrzeby zwracać na to uwagi. Zresztą głównie wymieniałem ballady i coś bardziej z biglem nie pasowało.
Blue Foundation - Eyes On Fire
Zmierzchy zawsze miały doskonałe soundtracki, a najlepsze w nich było to, że wielu wykonawców nagrywało na nie specjalne, niedostępne nigdzie indziej utwory (a jeśli Thom Yorke oddaje numer specjalnie na ost z Twilight, to już coś znaczy). Jest to oldschoolowy model soundtracków, który dawno zaginął, więc to cud, że ktoś się na to pokusił po 2008 roku. Jeśli chodzi o sam kawałek, to słychać kiedy to było wydane, pamiętam tamte czasy, pamiętam czego się słuchało i trochę mnie bawiło, że rosnące wtedy w Polsce hipsterstwo też takich rzeczy słuchało, udając że wcale tego nie ma w mainstreamie xD Przypomina mi to jeden zespół, który pewnie gdzieś na jakimś etapie, w którymś temacie zapodam. Rzadko podobają mi się numery z takim damskim wokalem, bo odnoszę wrażenie, że te wszystkie laski brzmią tak samo. Tu jednak robotę robi sama piosenka i muzyka. Bardzo spoko kawałek, a kontekst nadany przez Murzyna pozawala docenić walory feelsowe, bo o ile oczywiście nie jestem Murzynem (lol), to akurat sytuacja, w której Murzyn był to coś, co większość z nas może przekleić na własne warunki, bo niemal każdy to w jakiejś konfiguracji i wariacji przeżył xD I słuchając przez ten pryzmat, można się wczuć.
a-ha - Stay on These Roads
Są dwie szkoły tego typu mega ckliwych, słodkich, ejtisowych kawałków – od jednej się cringuje, a drugą się docenia. Ja Ha-ha doceniam, bo znam ten zespół, wiem do czego ci ludzie są zdolni. Numer może faktycznie jest lukrowo ckliwy i zawiera wszystkie te elementy muzyki lat 80, za którymi kompletnie nie tęsknię, ale Harket potrafi tego typu rzeczy zamienić w coś naprawdę fajnego. Wysoka pozycja tej wrzutki u mnie jest efektem mojej sympatii do a-ha, możliwe że gdyby to był inny zespół (z innym wokalistą) to bym mehnął. W ogóle, ten kawałek otwiera album, a moim zdaniem powinien go zamykać.
Squarepusher - Theme from Ernest Borgnine
Patrzę na tytuł i myślę, kto tu sobie morde Ernestem Borgninem wyciera? Ale po przesłuchaniu stwierdzam, że może sobie wycierać xD Z pojęciem drill’n’bass spotykam się po raz pierwszy, dla mnie to są po prostu drumy, ale tak to jest jak się wchodzi w świat podgatunków podpodgatunków.
W latach 90 bym tego słuchał jak porabany, ale teraz też jest przyjemnie, budzi to nostalgię za takimi czasami, bo już nikt tak nie gra (nikt, czyli mainstream). Najbliższe skojarzenie jakie z tym mam (poza całą sceną drumową) to Boymerang lub Think About Mutation, co pewnie dla znawców nie ma sensu, ale dla kogoś z węższym pojęciem o takiej muzyce, jakoś tam ma. Zresztą TAM kiedyś wrzucę, ale to będzie w jakiejś czwartej lub piątek 25-tce, więc pewnie pod koniec roku. No nie ważne, bo znowu uciekam w jakieś porównania, ale muszę się do czegoś odnieść, bo ja muzykę z gatunków, o których mało wiem, wchłaniam całościowo i nie za bardzo potrafię o niej pisać. Jedna z fajniejszych wrzutek Dragonowskiego.
Joy Division - Atmosphere
Powinienem się wstrzymać z pisaniem o mojej historii z Joyami, bo będę ich wrzucał, ale to nie nastąpi prędko, więc równie dobrze mogę napisać teraz. Odbijałem się z tym zespołem wielokrotnie, znając tylko (ledwo) Love Will Tear Us Apart i uważając ten kawałek za dziwny, bo jednocześnie grobowy i wesoły. Ten kontrast ostatecznie zaczął mnie przyciągać i używałem LWTUA zamiast kawy, kiedy pod koniec liceum wstawałem o 5 rano do pracy w kolportażu prasy (czyt. staniu na skrzyżowaniu w środku ciężkiej zimy i rozdawaniu darmowych gazet). Jakoś na samym początku studiów, chciałem się w kręcić w JD, bo przeczytałem, że Crobijn kręci o nich film oraz zobaczyłem tę słynną, przepotężną fotę siedzącego na wzmacniaczu z fajką Sama Rileya.
Ściągnąłem sobie wydanego jakoś w tym czasie boxa Heart & Soul, ściągał się wolno i losowo, więc odpaliłem to co już było na dysku, a było to jakieś bootlegowe nagranie z koncertu i wykonania Shes’s Lost Control. Od tego momentu poszło lawinowo. To to było kompletnie co innego niż Love Will Tear Us Apart, coś czego wtedy muzycznie bardzo potrzebowałem. To była pierwsza połowa 2008 r., zacząłem sobie kupować jakieś bootlegi JD na Allegro, pamiętam że wracałem zziębnięty z zajęć, kładłem się z discmanem i słuchałem w kółko jakiegoś broadcastu koncertu z 79 roku. To surowe, motoryczne brzmienie bardzo mi wtedy leżało, odkryłem post-punk chociaż nie wiedziałem nawet, że to się tak nazywa. Fazę na Atmosphere załapałem po obejrzeniu Control, bo umieszczono ten utwór dosyć dobrze. Lubię ten kawałek, zwłaszcza to jak ostatecznie udało się go ogarnąć, czego wczesne wersje live nie sugerowały. Gdyby nie Martin Hannet, to tego efektu by nie uzyskali przenigdy. Atmopshere był furtką do rzeczy takich jak In a Lonely Place i innych, których Curtis już wykonać nie zdążył. Jeśli chodzi o klip, to nigdy za nim nie przepadałem. Ogólnie nie za bardzo lubię takich retro-fitowanych teledysków nagranych długo po rozpadzie zespołu i ten też nie zrobił na mnie wrażenia, bardziej już uderzyło mnie użycie go w filmie. Jak byliśmy z Devem w 2018 r. na koncercie Hooka we Wrocławiu, to zagrali Atmosphere, ale tbh niewiele pamiętam z tego wykonania. Może dlatego, że byłem zbyt zyebany po pogowaniu.
Ablaye Cissoko & Constantinople - Soutouro
Ładnie Melki. Mam skłonności do tego typu instrumentarium, od razu czuje się jakbym zasuwał ulicami Marakeszu i w oddali słyszał jakiś lokalny band. Nie słucham dużo takiej muzyki, ale jak już coś zasłyszę, lub mi ktoś podeśle (lub wrzuci na forum DEPECHE MODE, lol) to słucham tego z przyjemnością. Piosenka też jest bardzo spoko i myślę, że by się obroniła także w innej aranżacji, ale ciesze się, że jest to akurat brzmienie tego rejonu Afryki. Zazdroszczę też koncertu, bo w sumie taka muzyka najlepiej wypada na żywo.
Ten Sharp – You
Moja pierwsza myśl – duńskie Mike & The Mechanics xD Nawet gitara, która wchodzi w trakcie, przypomina mi The Living Years, a wokalista to połączenie Paula Younga i Paula Carracka, a nawet dorzuciłbym Rolanda Orzabala. I tak jak Majka lubię, tak ten numer też mi się spodobał, chociaż w sumie jest taki do zapomnienia. Czas pokaże. Czytam, że to był mega hit, ale chyba nie w Polsce, albo ja go kompletnie nie pamiętam. Z drugiej strony, to jest typowy hit z początku lat 90, jeszcze trochę śmierdzący ejtisową tandetą, ale już w innym, fajniejszym stylu. Fajny kawałek, zyskuje z kolejnymi odsłuchami, więc chyba jednak nie do zapomnienia.
Ps. Właśnie mi wyskoczyło na yt wykonanie z festiwalu w Sopocie trzy lata temu, więc chyba jednak to był u nas hit xD
NANAAAANANANA
Blue Foundation - Eyes On Fire
Zmierzchy zawsze miały doskonałe soundtracki, a najlepsze w nich było to, że wielu wykonawców nagrywało na nie specjalne, niedostępne nigdzie indziej utwory (a jeśli Thom Yorke oddaje numer specjalnie na ost z Twilight, to już coś znaczy). Jest to oldschoolowy model soundtracków, który dawno zaginął, więc to cud, że ktoś się na to pokusił po 2008 roku. Jeśli chodzi o sam kawałek, to słychać kiedy to było wydane, pamiętam tamte czasy, pamiętam czego się słuchało i trochę mnie bawiło, że rosnące wtedy w Polsce hipsterstwo też takich rzeczy słuchało, udając że wcale tego nie ma w mainstreamie xD Przypomina mi to jeden zespół, który pewnie gdzieś na jakimś etapie, w którymś temacie zapodam. Rzadko podobają mi się numery z takim damskim wokalem, bo odnoszę wrażenie, że te wszystkie laski brzmią tak samo. Tu jednak robotę robi sama piosenka i muzyka. Bardzo spoko kawałek, a kontekst nadany przez Murzyna pozawala docenić walory feelsowe, bo o ile oczywiście nie jestem Murzynem (lol), to akurat sytuacja, w której Murzyn był to coś, co większość z nas może przekleić na własne warunki, bo niemal każdy to w jakiejś konfiguracji i wariacji przeżył xD I słuchając przez ten pryzmat, można się wczuć.
a-ha - Stay on These Roads
Są dwie szkoły tego typu mega ckliwych, słodkich, ejtisowych kawałków – od jednej się cringuje, a drugą się docenia. Ja Ha-ha doceniam, bo znam ten zespół, wiem do czego ci ludzie są zdolni. Numer może faktycznie jest lukrowo ckliwy i zawiera wszystkie te elementy muzyki lat 80, za którymi kompletnie nie tęsknię, ale Harket potrafi tego typu rzeczy zamienić w coś naprawdę fajnego. Wysoka pozycja tej wrzutki u mnie jest efektem mojej sympatii do a-ha, możliwe że gdyby to był inny zespół (z innym wokalistą) to bym mehnął. W ogóle, ten kawałek otwiera album, a moim zdaniem powinien go zamykać.
Squarepusher - Theme from Ernest Borgnine
Patrzę na tytuł i myślę, kto tu sobie morde Ernestem Borgninem wyciera? Ale po przesłuchaniu stwierdzam, że może sobie wycierać xD Z pojęciem drill’n’bass spotykam się po raz pierwszy, dla mnie to są po prostu drumy, ale tak to jest jak się wchodzi w świat podgatunków podpodgatunków.
W latach 90 bym tego słuchał jak porabany, ale teraz też jest przyjemnie, budzi to nostalgię za takimi czasami, bo już nikt tak nie gra (nikt, czyli mainstream). Najbliższe skojarzenie jakie z tym mam (poza całą sceną drumową) to Boymerang lub Think About Mutation, co pewnie dla znawców nie ma sensu, ale dla kogoś z węższym pojęciem o takiej muzyce, jakoś tam ma. Zresztą TAM kiedyś wrzucę, ale to będzie w jakiejś czwartej lub piątek 25-tce, więc pewnie pod koniec roku. No nie ważne, bo znowu uciekam w jakieś porównania, ale muszę się do czegoś odnieść, bo ja muzykę z gatunków, o których mało wiem, wchłaniam całościowo i nie za bardzo potrafię o niej pisać. Jedna z fajniejszych wrzutek Dragonowskiego.
Joy Division - Atmosphere
Powinienem się wstrzymać z pisaniem o mojej historii z Joyami, bo będę ich wrzucał, ale to nie nastąpi prędko, więc równie dobrze mogę napisać teraz. Odbijałem się z tym zespołem wielokrotnie, znając tylko (ledwo) Love Will Tear Us Apart i uważając ten kawałek za dziwny, bo jednocześnie grobowy i wesoły. Ten kontrast ostatecznie zaczął mnie przyciągać i używałem LWTUA zamiast kawy, kiedy pod koniec liceum wstawałem o 5 rano do pracy w kolportażu prasy (czyt. staniu na skrzyżowaniu w środku ciężkiej zimy i rozdawaniu darmowych gazet). Jakoś na samym początku studiów, chciałem się w kręcić w JD, bo przeczytałem, że Crobijn kręci o nich film oraz zobaczyłem tę słynną, przepotężną fotę siedzącego na wzmacniaczu z fajką Sama Rileya.
Ściągnąłem sobie wydanego jakoś w tym czasie boxa Heart & Soul, ściągał się wolno i losowo, więc odpaliłem to co już było na dysku, a było to jakieś bootlegowe nagranie z koncertu i wykonania Shes’s Lost Control. Od tego momentu poszło lawinowo. To to było kompletnie co innego niż Love Will Tear Us Apart, coś czego wtedy muzycznie bardzo potrzebowałem. To była pierwsza połowa 2008 r., zacząłem sobie kupować jakieś bootlegi JD na Allegro, pamiętam że wracałem zziębnięty z zajęć, kładłem się z discmanem i słuchałem w kółko jakiegoś broadcastu koncertu z 79 roku. To surowe, motoryczne brzmienie bardzo mi wtedy leżało, odkryłem post-punk chociaż nie wiedziałem nawet, że to się tak nazywa. Fazę na Atmosphere załapałem po obejrzeniu Control, bo umieszczono ten utwór dosyć dobrze. Lubię ten kawałek, zwłaszcza to jak ostatecznie udało się go ogarnąć, czego wczesne wersje live nie sugerowały. Gdyby nie Martin Hannet, to tego efektu by nie uzyskali przenigdy. Atmopshere był furtką do rzeczy takich jak In a Lonely Place i innych, których Curtis już wykonać nie zdążył. Jeśli chodzi o klip, to nigdy za nim nie przepadałem. Ogólnie nie za bardzo lubię takich retro-fitowanych teledysków nagranych długo po rozpadzie zespołu i ten też nie zrobił na mnie wrażenia, bardziej już uderzyło mnie użycie go w filmie. Jak byliśmy z Devem w 2018 r. na koncercie Hooka we Wrocławiu, to zagrali Atmosphere, ale tbh niewiele pamiętam z tego wykonania. Może dlatego, że byłem zbyt zyebany po pogowaniu.
Ablaye Cissoko & Constantinople - Soutouro
Ładnie Melki. Mam skłonności do tego typu instrumentarium, od razu czuje się jakbym zasuwał ulicami Marakeszu i w oddali słyszał jakiś lokalny band. Nie słucham dużo takiej muzyki, ale jak już coś zasłyszę, lub mi ktoś podeśle (lub wrzuci na forum DEPECHE MODE, lol) to słucham tego z przyjemnością. Piosenka też jest bardzo spoko i myślę, że by się obroniła także w innej aranżacji, ale ciesze się, że jest to akurat brzmienie tego rejonu Afryki. Zazdroszczę też koncertu, bo w sumie taka muzyka najlepiej wypada na żywo.
Ten Sharp – You
Moja pierwsza myśl – duńskie Mike & The Mechanics xD Nawet gitara, która wchodzi w trakcie, przypomina mi The Living Years, a wokalista to połączenie Paula Younga i Paula Carracka, a nawet dorzuciłbym Rolanda Orzabala. I tak jak Majka lubię, tak ten numer też mi się spodobał, chociaż w sumie jest taki do zapomnienia. Czas pokaże. Czytam, że to był mega hit, ale chyba nie w Polsce, albo ja go kompletnie nie pamiętam. Z drugiej strony, to jest typowy hit z początku lat 90, jeszcze trochę śmierdzący ejtisową tandetą, ale już w innym, fajniejszym stylu. Fajny kawałek, zyskuje z kolejnymi odsłuchami, więc chyba jednak nie do zapomnienia.
Ps. Właśnie mi wyskoczyło na yt wykonanie z festiwalu w Sopocie trzy lata temu, więc chyba jednak to był u nas hit xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Tak. Nie w tej 25-ce, ale później owszem. I pamiętam, że You to był u nas numer znany i często puszczany w TV. Miałem nawet kasetę z całym albumem, który mi się bardzo podobał. A był to rok 1991.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Kalina Jędrusik - Nie odchodź
Rzewna ballada o problemach natury sercowej. Jest w tym pewien urok, kokieteria, dojrzała naiwność. Muzycznie nie ma takiego drzewa sandałowego jak w Rudym rydzu, nie jest też tak ascetycznie i komediowo jak u Wójcickiego. Ciekawa sprawa, że ostatnio coraz trudniej o kolejkę bez piosenki zahaczającej o klimaty aktorskie, musicalowe, formy poezji śpiewanej. Szkoda, że nagranie gwałtownie się urywa, ten dodatkowy oddech byłby potrzebny, za szybko następuje ewakuacja z tej historycznej banieczki. Przyzwoita rzecz, do pewnego stopnia muzyczna archeologia, ale starzeje się godnie, nie zgrzytam zębami.
Blue Foundation - Eyes on Fire
Ze Zmierzchem najmocniej kojarzy mi się Supermassive Black Hole i 15 Step na napisach końcowych. Ostatnio miałem okazję wrócić do fragmentów filmu, ale do momentu, w którym ten kawałek leci nie dotrwałem. O ile film dziś to popkulturowy mem, tak muzyka wykorzystana w nim na takie traktowanie nie zasługuje. Nawet tak średni numer jak ten. Najbardziej spodobał mi się środek, wejście perkusji i fragment z męskim wokalem z tyłu. Reszta to po prostu podprowadzenie i wychodzenie z tego melancholijnego stanu, który tylko w tej środkowej części mnie chwycił mocniej. Niespecjalnie to wszystko się wyróżnia, choć uszyte na miarę to lepiej mi się o Eyes on Fire myśli niż słucha.
Joy Division - Atmosphere
Post-punk zaskoczył mnie w podobny sposób jak Mentosa. W tym sensie, że potrafił wzbudzić emocje czy wytworzyć gęstą atmosferę bez rozbudowanych aranżacji czy przestrzeni muzycznej wypełnionej dźwiękami po brzegi. Teledysku nie widziałem nigdy wcześniej, za pierwszym razem w głowie miałem wspomnienia z seansu Control, tam Atmosphere leci w tle właściwie końcówki i bardziej pasuje mi do filmu Corbijna. Najsłabszym elementem Atmosphere na kwiecień 2022 w moim przekonaniu jest wokal Iana. Szczególnie na początku balansuje na granicy pastiszu. Samiutki start utworu, wchodzące synthy i ja mam w głowie Warszawę Bowiego. Atmosphere stoi aranżem, filmowością, nie wracam za często i dziś już wiem, że takiej chęci do regularnego słuchania jak w czasie początków liceum już nigdy nie będzie. Jest jednak grupa utworów, do której jeszcze pielgrzymuję co jakiś czas. Dwa z nich są na mojej rezerwowej liście po przygotowanej setce. Atmosphere raczej nie brałem pod uwagę, ale nie skazuję go na wieczne zapomnienie, cenię, lubię, bez padania na kolana.
a-ha - Stay on These Roads
Z piosenkami tego typu jest tak, że jeśli w dzieciństwie nie przewinęły się w jakiś mocno utrwalony w pamięci sposób, to żadne feelsy się nie objawią, jestem o te wspominki i doświadczenia biedniejszy. Aranżacyjnie bardzo przyzwoity midi synthpopik, Tangerine Dream w tamtym okresie nadużywali tego "gitarowego" dźwięku, który pojawia się w refrenie. Gdyby tutaj wykorzystano to wszystko w trochę innym celu niż stworzenie wrażenia klawiszowego rocka, to byłoby ciekawiej. Wszystko ciągnie do tego, by być znacznie lżejszą, uroczą balladką, a nie być czymś w rodzaju drewnianego stworka z dorobionymi cojones. Znowu lepiej myślę o częściach składowych, samym założeniu niż realizacji w praktyce. Wszystko tu jest po prostu ŁADNE (łącznie z melodią wokalu), ale jakby niewykorzystane do końca. Szkoda.
Ablaye Cissoko & Constantinople - Soutouro
Ach, ten Melki. Lepiej słuchać w większej ilości, dlatego na podstawie jednego utworu mamy oceniać i np. czepiać się określonych rzeczy, które być może nie objawiłyby się wtedy, gdyby do przesłuchania był cały album... Nie wiem, czy jest możliwe odbieranie tego tak dobrze, jak to jest możliwe w przypadku afrykańskich, bliskowschodnich słuchaczy. Nie czuję potrzeby roztrząsania tego dylematu w tej chwili, to ciekawa kwestia na jakiś poważniejsze rozmówki. To jest ta czysta radość odbioru tworów kultury wywodzących się z miejsc, których nie znamy do końca; nie mamy codziennego, regularnego kontaktu z ich przedstawicielami. Zapewne przestrzeń gliwicka jeszcze tylko wzmacniała to poczucie wyjątkowości doświadczenia. Robiło się eklektycznie i multikulturowo jak rzadko kiedy, poprzez sztukę współdziałanie idzie nam najłatwiej. Sam utwór... fragmenty z wokalizą przecina część instrumentalna, bardziej wirtuozerska. Tego typu struktury muzyczne znamy. Nie chcę tego traktować tego jako ciekawostkę, to pełnoprawne dzieło takie, jak inne. Sytuacja przecięcia kultur razem z zakodowaną wewnątrz tajemniczą robi dobre wrażenie odlotu, medytacji, daje przestrzeń do skupienia się na czymś wewnątrz. Klimat do uspokojenia, rozważnego przemyślenia, wyciszenia się.
Ten Sharp - You
Obok odcinka aktorskiego rodzi się tendencja do przemycania numerów mniej lub bardziej duchologicznych. 1991 rok - trudno o lepszy rocznik pod tym względem. Dla mnie to znany i lubiany powrót do czasów podstawówki, kiedy przechodziłem epizod "kiedyś muzyka była lepsza", znając oczywiście tylko mniej lub bardziej oklepane single z 80' i 90' za pośrednictwem Zetki, Złotych Przebojów i różnych, rzadko pojawiających się na początku drugiej dekady XXI wieku programów w TV, przed renesansem telewizyjnych szaf grających pokroju KPM, Stars.TV, itp.. Nawet MTV uległo i swoje tematyczne kanały zmieniły swoje profile z gatunkowych na te związane z konkretną dekadą. You to jest jeden z tych numerów, które z pewnością miałem pobrane zupełnie od czapy, bez całej płyty, ale obok piosenek Belindy Carlisle, Patti Smith (Because the Night ^^) czy Donny Lewis pasowała jak złoto. Abstrahując już od tych wspominek, ten kawałek trochę zachodzi patyną, ale zakodowana w nim łzawa, specyficznie ekspresyjna, romantyczna energia dalej ma moc oddziaływania. Całe lata już tego nie słyszałem, a wracając przed chwilą do You znałem dość dobrze tekst.
Równa, solidna kolejka z jednym odstającym od reszty a-ha.
Rzewna ballada o problemach natury sercowej. Jest w tym pewien urok, kokieteria, dojrzała naiwność. Muzycznie nie ma takiego drzewa sandałowego jak w Rudym rydzu, nie jest też tak ascetycznie i komediowo jak u Wójcickiego. Ciekawa sprawa, że ostatnio coraz trudniej o kolejkę bez piosenki zahaczającej o klimaty aktorskie, musicalowe, formy poezji śpiewanej. Szkoda, że nagranie gwałtownie się urywa, ten dodatkowy oddech byłby potrzebny, za szybko następuje ewakuacja z tej historycznej banieczki. Przyzwoita rzecz, do pewnego stopnia muzyczna archeologia, ale starzeje się godnie, nie zgrzytam zębami.
Blue Foundation - Eyes on Fire
Ze Zmierzchem najmocniej kojarzy mi się Supermassive Black Hole i 15 Step na napisach końcowych. Ostatnio miałem okazję wrócić do fragmentów filmu, ale do momentu, w którym ten kawałek leci nie dotrwałem. O ile film dziś to popkulturowy mem, tak muzyka wykorzystana w nim na takie traktowanie nie zasługuje. Nawet tak średni numer jak ten. Najbardziej spodobał mi się środek, wejście perkusji i fragment z męskim wokalem z tyłu. Reszta to po prostu podprowadzenie i wychodzenie z tego melancholijnego stanu, który tylko w tej środkowej części mnie chwycił mocniej. Niespecjalnie to wszystko się wyróżnia, choć uszyte na miarę to lepiej mi się o Eyes on Fire myśli niż słucha.
Joy Division - Atmosphere
Post-punk zaskoczył mnie w podobny sposób jak Mentosa. W tym sensie, że potrafił wzbudzić emocje czy wytworzyć gęstą atmosferę bez rozbudowanych aranżacji czy przestrzeni muzycznej wypełnionej dźwiękami po brzegi. Teledysku nie widziałem nigdy wcześniej, za pierwszym razem w głowie miałem wspomnienia z seansu Control, tam Atmosphere leci w tle właściwie końcówki i bardziej pasuje mi do filmu Corbijna. Najsłabszym elementem Atmosphere na kwiecień 2022 w moim przekonaniu jest wokal Iana. Szczególnie na początku balansuje na granicy pastiszu. Samiutki start utworu, wchodzące synthy i ja mam w głowie Warszawę Bowiego. Atmosphere stoi aranżem, filmowością, nie wracam za często i dziś już wiem, że takiej chęci do regularnego słuchania jak w czasie początków liceum już nigdy nie będzie. Jest jednak grupa utworów, do której jeszcze pielgrzymuję co jakiś czas. Dwa z nich są na mojej rezerwowej liście po przygotowanej setce. Atmosphere raczej nie brałem pod uwagę, ale nie skazuję go na wieczne zapomnienie, cenię, lubię, bez padania na kolana.
a-ha - Stay on These Roads
Z piosenkami tego typu jest tak, że jeśli w dzieciństwie nie przewinęły się w jakiś mocno utrwalony w pamięci sposób, to żadne feelsy się nie objawią, jestem o te wspominki i doświadczenia biedniejszy. Aranżacyjnie bardzo przyzwoity midi synthpopik, Tangerine Dream w tamtym okresie nadużywali tego "gitarowego" dźwięku, który pojawia się w refrenie. Gdyby tutaj wykorzystano to wszystko w trochę innym celu niż stworzenie wrażenia klawiszowego rocka, to byłoby ciekawiej. Wszystko ciągnie do tego, by być znacznie lżejszą, uroczą balladką, a nie być czymś w rodzaju drewnianego stworka z dorobionymi cojones. Znowu lepiej myślę o częściach składowych, samym założeniu niż realizacji w praktyce. Wszystko tu jest po prostu ŁADNE (łącznie z melodią wokalu), ale jakby niewykorzystane do końca. Szkoda.
Ablaye Cissoko & Constantinople - Soutouro
Ach, ten Melki. Lepiej słuchać w większej ilości, dlatego na podstawie jednego utworu mamy oceniać i np. czepiać się określonych rzeczy, które być może nie objawiłyby się wtedy, gdyby do przesłuchania był cały album... Nie wiem, czy jest możliwe odbieranie tego tak dobrze, jak to jest możliwe w przypadku afrykańskich, bliskowschodnich słuchaczy. Nie czuję potrzeby roztrząsania tego dylematu w tej chwili, to ciekawa kwestia na jakiś poważniejsze rozmówki. To jest ta czysta radość odbioru tworów kultury wywodzących się z miejsc, których nie znamy do końca; nie mamy codziennego, regularnego kontaktu z ich przedstawicielami. Zapewne przestrzeń gliwicka jeszcze tylko wzmacniała to poczucie wyjątkowości doświadczenia. Robiło się eklektycznie i multikulturowo jak rzadko kiedy, poprzez sztukę współdziałanie idzie nam najłatwiej. Sam utwór... fragmenty z wokalizą przecina część instrumentalna, bardziej wirtuozerska. Tego typu struktury muzyczne znamy. Nie chcę tego traktować tego jako ciekawostkę, to pełnoprawne dzieło takie, jak inne. Sytuacja przecięcia kultur razem z zakodowaną wewnątrz tajemniczą robi dobre wrażenie odlotu, medytacji, daje przestrzeń do skupienia się na czymś wewnątrz. Klimat do uspokojenia, rozważnego przemyślenia, wyciszenia się.
Ten Sharp - You
Obok odcinka aktorskiego rodzi się tendencja do przemycania numerów mniej lub bardziej duchologicznych. 1991 rok - trudno o lepszy rocznik pod tym względem. Dla mnie to znany i lubiany powrót do czasów podstawówki, kiedy przechodziłem epizod "kiedyś muzyka była lepsza", znając oczywiście tylko mniej lub bardziej oklepane single z 80' i 90' za pośrednictwem Zetki, Złotych Przebojów i różnych, rzadko pojawiających się na początku drugiej dekady XXI wieku programów w TV, przed renesansem telewizyjnych szaf grających pokroju KPM, Stars.TV, itp.. Nawet MTV uległo i swoje tematyczne kanały zmieniły swoje profile z gatunkowych na te związane z konkretną dekadą. You to jest jeden z tych numerów, które z pewnością miałem pobrane zupełnie od czapy, bez całej płyty, ale obok piosenek Belindy Carlisle, Patti Smith (Because the Night ^^) czy Donny Lewis pasowała jak złoto. Abstrahując już od tych wspominek, ten kawałek trochę zachodzi patyną, ale zakodowana w nim łzawa, specyficznie ekspresyjna, romantyczna energia dalej ma moc oddziaływania. Całe lata już tego nie słyszałem, a wracając przed chwilą do You znałem dość dobrze tekst.
Równa, solidna kolejka z jednym odstającym od reszty a-ha.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Kalina Jędrusik – Nie Odchodź
No cóż, o mojej alergii na polską muzykę z tamtych lat już nie raz pisałem. I uważam, że zabawnym jest fakt, iż dużo młodsi ode mnie ludzie na tym forum potrafią umieszczać takie utwory w swoim The best of, podczas gdy ja kompletnie ich nie czuję. A teoretycznie powinno być na odwrót.
Kalina Jędrusik nie jest wyjątkiem. Nie odczuwam oczywiście żadnej wrogości do tej artystki i jej twórczości, ale jest mi ona zupełnie obojętna.
I jeszcze jeden dziwny fakt, który zauważyłem – niby nie lubię takiego grania, zżymam się choćby na te klawisze, a potem myślę – ale zaraz, przecież takie same klawisze są choćby w jednym bardzo lubianym przeze mnie utworze Alicia Keys . I tam mi to pasuje. Ta sama Alicia ma też utwory utrzymane w dosyć podobnym klimacie. I też mi to pasuje. A tu nie. Czy to kwestia samej wokalistki, kompozycji, mojego nastawienia?
Pewnie wszystko po trochu.
Blue Foundation - Eyes On Fire
No I nawet Mudżyn potrafi słuchać muzyki bez łupania.
Choć z określeniem melancholia to bym tu też nie przesadzał. Od prawdziwej melancholii to jestem tu ja.
Utwór bardzo mi się podoba. Piękne tempo utworu oczywiście – to po pierwsze. Fajna melodia, fajny wokal, fajna gitara. Lubię tak zbudowane utwory - spokojny początek i rozkręcanie się z czasem. Gdy dopiero w dalszej części wchodzi perkusja, bit.
Jedna z najlepszych wrzutek Mudżyna.
Joy Division – Atmosphere
Joy Division to taki zespół, o którym nawet sporo wiem, ale nie bardzo znam samą muzykę. Tzn orientuję się w jakich klimatach się obracają, bo coś tam kiedyś próbowałem posłuchać, ale jakoś mi wtedy nie podeszli. Muzyka wydawała mi się za bardzo taka jakaś depresyjna, ponura, monotonna. Nie wiem jak byłoby teraz, w każdym razie Atmosphere ma całkiem niezłą… atmosferę. Słychać tu wyraźnie echa New Order. A raczej w New Order słychać echa JD. Fajna perkusja, klawisze i pogrywająca gitara. Wszystko w takim stonowanym, spokojnym klimacie. Jedyne co nadal mi się nie podoba za bardzo, to wokal. Taki jakiś przybity i smutaśny. W każdym razie utwór naprawdę dobry.
Poczekam z tym Joy Division, może ktoś się pokusi o wrzutkę jakiegoś albumu. To się wtedy obada dokładniej.
Squarepusher - Theme from Ernest Borgnine
Dragon to albo wrzuca coś dla mnie zupełnie nie do przyjęcia (na szczęście rzadziej, niż częściej), albo coś bardzo dobrego (na szczęście częściej niż rzadziej). I co ciekawe najbardziej podobają mi się te raczej zupełnie mi nieznane rzeczy, niż te znane jak w pierwszych trzech kolejkach.
Theme from Ernest Borgnine to bardzo dobry utwór. I wręcz szokująco krótki jak na Smoczka.
To co słychać od 73 sekundy, czyli perkusyjna naparzanka i bas, mocno przypomina mi soundtrack z System Shocka 2. Naprawdę podobne. Podoba mi się też końcówka. Generalnie dobrze brzmiący i dobrze skonstruowany utwór.
Ablaye Cissoko & Constantinople – Soutouro
Dobrze, że Melki wrócił po przerwie do gry, bo potrafi wrzucić naprawdę zaskakujące i ciekawe rzeczy. Trochę lat wstecz byłbym taką wrzutką pewnie zniesmaczony. No jak to, ja dumny fan jedynej słusznej muzyki jaką jest DM mam słuchać jakiegoś arabskiego folku? Teraz często śmieję się sam z siebie i swojej bufonady. Oj naprawdę mocno zmieniło się moje podejście do muzyki od tamtego czasu.
Na wstępie spodobała mi się okładka. Czterech wesołych Arabów stoi sobie roześmianych trzymając bardzo ciekawe instrumenty. I równie ciekawą muzykę grają. Naprawdę dobra linia melodyczna. Bardzo dobry, taki typowo afrykański wokal. No i brzmienie tychże instrumentów. To jest niesłychane, jak ja w ostatnich latach zacząłem doceniać żywe instrumenty.
I naprawdę Melki zazdroszczę Ci uczestniczenia w koncercie. Sam bym chętnie na taki poszedł.
Ten Sharp – You
I na koniec utwór, który jak pisałem sam miałem w planach wrzucić w dalszej części zabawy. Naprawdę jestem zdziwiony, że ktoś to tutaj zna. Utwór holenderskiej grupy, która była na początku lat 90’ dosyć popularna i u nas. Na tyle, że kupiłem nawet kasetę z ich albumem. You to taki typowy radiowy pop z bardzo ładną linią melodyczną i ogromną ilością pianina. Bardzo mi się te 30 lat temu podobał. Po latach, na etapie wyłaniania kandydatów do naszej zabawy przypomniałem sobie o tym utworze, ponownie posłuchałem i stwierdziłem, że nadal bardzo mi się podoba.
Bardzo dobry utwór przywołujący wspomnienia z lat szkolnych.
No cóż, o mojej alergii na polską muzykę z tamtych lat już nie raz pisałem. I uważam, że zabawnym jest fakt, iż dużo młodsi ode mnie ludzie na tym forum potrafią umieszczać takie utwory w swoim The best of, podczas gdy ja kompletnie ich nie czuję. A teoretycznie powinno być na odwrót.
Kalina Jędrusik nie jest wyjątkiem. Nie odczuwam oczywiście żadnej wrogości do tej artystki i jej twórczości, ale jest mi ona zupełnie obojętna.
I jeszcze jeden dziwny fakt, który zauważyłem – niby nie lubię takiego grania, zżymam się choćby na te klawisze, a potem myślę – ale zaraz, przecież takie same klawisze są choćby w jednym bardzo lubianym przeze mnie utworze Alicia Keys . I tam mi to pasuje. Ta sama Alicia ma też utwory utrzymane w dosyć podobnym klimacie. I też mi to pasuje. A tu nie. Czy to kwestia samej wokalistki, kompozycji, mojego nastawienia?
Pewnie wszystko po trochu.
Blue Foundation - Eyes On Fire
No I nawet Mudżyn potrafi słuchać muzyki bez łupania.
Utwór bardzo mi się podoba. Piękne tempo utworu oczywiście – to po pierwsze. Fajna melodia, fajny wokal, fajna gitara. Lubię tak zbudowane utwory - spokojny początek i rozkręcanie się z czasem. Gdy dopiero w dalszej części wchodzi perkusja, bit.
Jedna z najlepszych wrzutek Mudżyna.
Joy Division – Atmosphere
Joy Division to taki zespół, o którym nawet sporo wiem, ale nie bardzo znam samą muzykę. Tzn orientuję się w jakich klimatach się obracają, bo coś tam kiedyś próbowałem posłuchać, ale jakoś mi wtedy nie podeszli. Muzyka wydawała mi się za bardzo taka jakaś depresyjna, ponura, monotonna. Nie wiem jak byłoby teraz, w każdym razie Atmosphere ma całkiem niezłą… atmosferę. Słychać tu wyraźnie echa New Order. A raczej w New Order słychać echa JD. Fajna perkusja, klawisze i pogrywająca gitara. Wszystko w takim stonowanym, spokojnym klimacie. Jedyne co nadal mi się nie podoba za bardzo, to wokal. Taki jakiś przybity i smutaśny. W każdym razie utwór naprawdę dobry.
Poczekam z tym Joy Division, może ktoś się pokusi o wrzutkę jakiegoś albumu. To się wtedy obada dokładniej.
Squarepusher - Theme from Ernest Borgnine
Dragon to albo wrzuca coś dla mnie zupełnie nie do przyjęcia (na szczęście rzadziej, niż częściej), albo coś bardzo dobrego (na szczęście częściej niż rzadziej). I co ciekawe najbardziej podobają mi się te raczej zupełnie mi nieznane rzeczy, niż te znane jak w pierwszych trzech kolejkach.
Theme from Ernest Borgnine to bardzo dobry utwór. I wręcz szokująco krótki jak na Smoczka.
To co słychać od 73 sekundy, czyli perkusyjna naparzanka i bas, mocno przypomina mi soundtrack z System Shocka 2. Naprawdę podobne. Podoba mi się też końcówka. Generalnie dobrze brzmiący i dobrze skonstruowany utwór.
Ablaye Cissoko & Constantinople – Soutouro
Dobrze, że Melki wrócił po przerwie do gry, bo potrafi wrzucić naprawdę zaskakujące i ciekawe rzeczy. Trochę lat wstecz byłbym taką wrzutką pewnie zniesmaczony. No jak to, ja dumny fan jedynej słusznej muzyki jaką jest DM mam słuchać jakiegoś arabskiego folku? Teraz często śmieję się sam z siebie i swojej bufonady. Oj naprawdę mocno zmieniło się moje podejście do muzyki od tamtego czasu.
Na wstępie spodobała mi się okładka. Czterech wesołych Arabów stoi sobie roześmianych trzymając bardzo ciekawe instrumenty. I równie ciekawą muzykę grają. Naprawdę dobra linia melodyczna. Bardzo dobry, taki typowo afrykański wokal. No i brzmienie tychże instrumentów. To jest niesłychane, jak ja w ostatnich latach zacząłem doceniać żywe instrumenty.
I naprawdę Melki zazdroszczę Ci uczestniczenia w koncercie. Sam bym chętnie na taki poszedł.
Ten Sharp – You
I na koniec utwór, który jak pisałem sam miałem w planach wrzucić w dalszej części zabawy. Naprawdę jestem zdziwiony, że ktoś to tutaj zna. Utwór holenderskiej grupy, która była na początku lat 90’ dosyć popularna i u nas. Na tyle, że kupiłem nawet kasetę z ich albumem. You to taki typowy radiowy pop z bardzo ładną linią melodyczną i ogromną ilością pianina. Bardzo mi się te 30 lat temu podobał. Po latach, na etapie wyłaniania kandydatów do naszej zabawy przypomniałem sobie o tym utworze, ponownie posłuchałem i stwierdziłem, że nadal bardzo mi się podoba.
Bardzo dobry utwór przywołujący wspomnienia z lat szkolnych.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
To ja będę złośliwy i zaprezentuję shodana z przyszłości (mam nadzieję):
ja sam orzed chwilą słuchałem naszych bestek i losowo słuchając blisko siebie na liście grały Jędrusik i Keys (i jeszcze John Martyn) i stwierdziłem że pasowałoby to na jedną fajną wieczorną playlistę 
I ja taką MELANCHOLIĘ zapodam też niebawem
Tak to powinno się zmienić, prędzej czy późniejshodan pisze:27 kwie 2022 17:18przecież takie same klawisze są choćby w jednym bardzo lubianym przeze mnie utworze Alicia Keys . I tam mi to pasuje. Ta sama Alicia ma też utwory utrzymane w dosyć podobnym klimacie. I też mi to pasuje. A tu nie. Czy to kwestia samej wokalistki, kompozycji, mojego nastawienia?
...
Teraz często śmieję się sam z siebie i swojej bufonady. Oj naprawdę mocno zmieniło się moje podejście do muzyki od tamtego czasu.
I ja taką MELANCHOLIĘ zapodam też niebawem
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
I dla zmyłki wskoczy Melancholia Basinskiego
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Shodan nie lubi polskiego, ale jak wrzuca nieświadomie niemiecki, myśląc, że to norweski, to jest super xddd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No coś w tym stylu. Trzeba odświeżyć chyba temat "Dziwactwa devotees". 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jak zwykle widzę utrwalamy podział na forum dwóch prędkości, czyli ja, Hien, shodan i Dragon kontra ślimaki - Mel, Ment i dev :p
Najpierw święta, teraz majówka, pogoda sprzyja, tempo siada niestety.
Najpierw święta, teraz majówka, pogoda sprzyja, tempo siada niestety.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Zarobione ludziska. 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wejdę tu w środę wrzucać numer, a tu kolejka jeszcze nie ruszy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Którą środę? 