Best of Forum (Albumy) vol. 2
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Pavement Brighten the Corners
W tej zabawie Hien wciąż prezentuje wysoką formę i nie zamierza zmieniać moich odczuć z kolejną płytą. Ta solowa wrzutka jakiś czas temu to była dobra propozycja. Przed odsłuchem zero negatywnych myśli. Po prostu potrzebowało trochę czasu, pewnego uporządkowania.
Krok po kroku zacząłem odnajdywać znajome ślady i tak po nitce do kłębka wpadło sporo przyjemności pod kopułę. Jeśli mogłem się obawiać jednorodności to nie byłoby do tego żadnych podstaw. Materiał urozmaicony, fajnie przemyślany, nawet jeśli sprawia wrażenie sesji z serii uchwycenia różnych chwil. Do tego zapadający w pamięć. Całkiem melodyjny. Dwanaście kawałków, które są mniej lub bardziej rozkręcane. W zależności od pomysłu, koniecznej do uchwycenia atmosfery jest z tym naprawdę różnie. Na dystansie odbiór pozytywny, tylko gdzieś tak od 'Blue Hawaiian' do 'Passat Dream' podobało mi się najmniej. Z pierwszym mydelniczka to trochę za mało, całość najbardziej pasuje do 'You Are a Light', a tutaj wypada jak z innej bajki. 'WAU' jako całość pachnie najbardziej jakąś americaną z country sznytem, ale przynajmniej dodatki i efekty na gitarze pierwsza klasa. 'Passat Dream' mimo wyraźnego początku czy ładniej melodii potem za bardzo się rozmywa. To mi nie pasowało.
Najlepiej bywało tam, gdzie numery sprawiały wrażenie najbardziej spójnych od początku do końca. Nawet jeśli wkradała się beka, dystans i inne rzeczy, których raczej w takiej muzyce nie szukam, to mocno ukryte... albo wręcz przeciwnie. Melodia w stylu dziecięcej wyliczanki w 'Stereo', generalnie uroczo koślawy refren 'Shady Lane', ładnie przegadane 'Old to Begin' czy 'Type Slowly' - to wszystko absolutnie na plus. Nic mnie nie wybiło na tyle, bym potraktował to jako wadę. Generalnie na płycie nie ma złych kawałków tylko panowie czasem przesadzili. Nawet chórki vel Beach Boys na kwasie potrafiły korzystnie zaskoczyć. Fletopodobne w 'Transport Is Arranged' to już nawet nie mówię, ale tu sam kawałek zbyt szkicowy i chaotyczny.
Kiedy poznałem, że warto tutaj naprawdę przysiąść? Po pierwsze - wspomniane 'Shady Lane'. Nie tylko refren, ale przede wszystkim radiogłowopodobne outro, no lubię takie zawieszone w przestrzeni pasaże, pychota. Po drugie - wyborna końcówka. Niby wyebanne, tutaj czasem coś nie wejdzie i chui, a ostatnie dwa akordy zagrane po mistrzowsku. Najpierw przyjemny minimalizm środków w 'Starlings of the Slipstream'. Chwilami intymne, kocie wokale też lubię. Do tego te chórki. Elegancko. Ostatecznie robi za uwerturę przed 'Fin', jednym z bardziej munlupowych kawałków w bestkach od dłuższego czasu. Oczywiście z tych nieznanych mi do tej pory, bo Talk Talk czy Nine Horses miałem przyjemność odkryć znacznie wcześniej. Tutaj nawet mimo zupełnie innego odbioru tego typu muzyki niż kilka lat temu za kolejnym razem zbierało się na poważniejsze emocje. Płaczliwy, pożegnalny finał z soczystym, ale też zmyślnie poprowadzonym instrumentalnym outro całej płyty. Nie psuje tego nawet gitara w brzmieniu zgniatanej puszki na sam koniec. Te wyciszenia, perkusyjne budowanie napięcia, inne gitarowe partie... Szanuję takie rockowe ciepłe kluchy i Hien potrafi je dostarczać. Za to go cenię najbardziej, bo już kilka tego typu ciosów przyjąłem.
Dobrze było wreszcie stanąć na drodze Pavement. Ten Terror Twilight zasługuje na moją uwagę. Skoro tutaj odkryłem wiele dobrego...
W tej zabawie Hien wciąż prezentuje wysoką formę i nie zamierza zmieniać moich odczuć z kolejną płytą. Ta solowa wrzutka jakiś czas temu to była dobra propozycja. Przed odsłuchem zero negatywnych myśli. Po prostu potrzebowało trochę czasu, pewnego uporządkowania.
Krok po kroku zacząłem odnajdywać znajome ślady i tak po nitce do kłębka wpadło sporo przyjemności pod kopułę. Jeśli mogłem się obawiać jednorodności to nie byłoby do tego żadnych podstaw. Materiał urozmaicony, fajnie przemyślany, nawet jeśli sprawia wrażenie sesji z serii uchwycenia różnych chwil. Do tego zapadający w pamięć. Całkiem melodyjny. Dwanaście kawałków, które są mniej lub bardziej rozkręcane. W zależności od pomysłu, koniecznej do uchwycenia atmosfery jest z tym naprawdę różnie. Na dystansie odbiór pozytywny, tylko gdzieś tak od 'Blue Hawaiian' do 'Passat Dream' podobało mi się najmniej. Z pierwszym mydelniczka to trochę za mało, całość najbardziej pasuje do 'You Are a Light', a tutaj wypada jak z innej bajki. 'WAU' jako całość pachnie najbardziej jakąś americaną z country sznytem, ale przynajmniej dodatki i efekty na gitarze pierwsza klasa. 'Passat Dream' mimo wyraźnego początku czy ładniej melodii potem za bardzo się rozmywa. To mi nie pasowało.
Najlepiej bywało tam, gdzie numery sprawiały wrażenie najbardziej spójnych od początku do końca. Nawet jeśli wkradała się beka, dystans i inne rzeczy, których raczej w takiej muzyce nie szukam, to mocno ukryte... albo wręcz przeciwnie. Melodia w stylu dziecięcej wyliczanki w 'Stereo', generalnie uroczo koślawy refren 'Shady Lane', ładnie przegadane 'Old to Begin' czy 'Type Slowly' - to wszystko absolutnie na plus. Nic mnie nie wybiło na tyle, bym potraktował to jako wadę. Generalnie na płycie nie ma złych kawałków tylko panowie czasem przesadzili. Nawet chórki vel Beach Boys na kwasie potrafiły korzystnie zaskoczyć. Fletopodobne w 'Transport Is Arranged' to już nawet nie mówię, ale tu sam kawałek zbyt szkicowy i chaotyczny.
Kiedy poznałem, że warto tutaj naprawdę przysiąść? Po pierwsze - wspomniane 'Shady Lane'. Nie tylko refren, ale przede wszystkim radiogłowopodobne outro, no lubię takie zawieszone w przestrzeni pasaże, pychota. Po drugie - wyborna końcówka. Niby wyebanne, tutaj czasem coś nie wejdzie i chui, a ostatnie dwa akordy zagrane po mistrzowsku. Najpierw przyjemny minimalizm środków w 'Starlings of the Slipstream'. Chwilami intymne, kocie wokale też lubię. Do tego te chórki. Elegancko. Ostatecznie robi za uwerturę przed 'Fin', jednym z bardziej munlupowych kawałków w bestkach od dłuższego czasu. Oczywiście z tych nieznanych mi do tej pory, bo Talk Talk czy Nine Horses miałem przyjemność odkryć znacznie wcześniej. Tutaj nawet mimo zupełnie innego odbioru tego typu muzyki niż kilka lat temu za kolejnym razem zbierało się na poważniejsze emocje. Płaczliwy, pożegnalny finał z soczystym, ale też zmyślnie poprowadzonym instrumentalnym outro całej płyty. Nie psuje tego nawet gitara w brzmieniu zgniatanej puszki na sam koniec. Te wyciszenia, perkusyjne budowanie napięcia, inne gitarowe partie... Szanuję takie rockowe ciepłe kluchy i Hien potrafi je dostarczać. Za to go cenię najbardziej, bo już kilka tego typu ciosów przyjąłem.
Dobrze było wreszcie stanąć na drodze Pavement. Ten Terror Twilight zasługuje na moją uwagę. Skoro tutaj odkryłem wiele dobrego...
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
_(ツ)_
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Pavement - Brighten the Corners
Naprawdę rzadko się zdarza, żeby tak ciężko było mi się zebrać do opisania wrażeń po odsłuchach albumu od Hiena. W obecnej turze miał on u mnie naprawdę znakomitą passę. No ale żadna passa nie trwa przecież wiecznie. Nie będę tego albumu niestety wspominał z wypiekami na twarzy.
Zespół indie – znam definicję tego słowa, ale wciąż mi szczerze mówiąc ciężko odróżnić indie rock od zwykłego rocka czy jakiegokolwiek rocka. Hien pisze o tym rzekomym niechlujstwie. Używa nawet słowa slacker rock. Na mnie to nie robi wrażenia żadnego. Muzycy mający „wyrąbane” w niczym nie są bardziej zajebiści od tych grających pod linijkę. Autorowi wrzutki to imponuje. Mnie nie bardzo. Zresztą chyba mam za mało wyczulone ucho na tego typu rzeczy i to co Hien określa „pięknym niechlujstwem” ja mogę odbierać chwilami jako jakieś rzępolenie. W ogóle na tym albumie jest za dużo gitary jak dla mnie. Nie jest to jakiś wielki zarzut dla samej muzyki, bo to przecież indie. Ja chcę tylko uzmysłowić, że jednak lubię jak muzyka zawiera coś więcej od gitar i perkusji. Bo inaczej szybko może mnie znużyć. Do tego wrócę jeszcze później.
Stereo to taki najbardziej chyba przebojowy utwór. I nie jest zły. Ma fajny bas, dobre gitary w refrenach. Przed pierwszą zwrotką też ciekawa gitarowa zagrywka. Podczas odsłuchu zawsze mi noga chodziła pod stołem. Jedynie w refrenie zespół za bardzo kojarzył mi się z jakimiś Rolling Stones, których nie lubię. Głównie za sprawą wokalu.
Shady Lane też jest spoko w sumie. Niby nie przepadam za takiego typu melodiami, ale nie jest źle. Instrumentalna końcówka na plus.
Transport In Arranged w bardzo podobnym stylu, ale lepsze. Mamy nawet jakiś flet (lub to tak brzmiący klawisz). Po drugiej zwrotce następuje fajny fragment. Najpierw delikatne dosyć gitary, potem wręcz agresywne. Dobre to jest. W końcówce utwór wraca na wcześniejsze tory. Generalnie to naprawdę przyjemny utwór.
Date w/IKEA żywsze, z niezłym początkiem i melodyjnymi refrenami. Nie przepadam jedynie, jak wokalista wpada w jakieś falsety, bo wtedy potrafi brzmieć nieprzyjemnie, a nawet komicznie. Nie ma wg mnie predyspozycji do ciągnięcia melodii w wyższe partie.
Old to Begin to już zawsze początek lekkiego znużenia z mojej strony. Za każdym przesłuchaniem to się właściwie działo. Cztery pierwsze utwory spoko, a potem uwaga gdzieś ulatuje. Po prostu to wszystko na moje niewprawne ucho zaczyna brzmieć zbyt podobnie, zbyt monotonnie. Tym bardziej, że melodie są coraz bardziej nijakie. Niby gitary można z osobna docenić, no ale ileż można słuchać wciąż tak samo brzmiących gitar? W Type Slowly wokalista ma znowu słabe momenty. Hien pisał, że on się niby wygłupiał, bo się wstydził swojego głosu. A może chłop sobie po prostu zdawał sprawę, że w wyższych partiach nie daje rady, wiec wolał te swoje fałsze obracać niby w żart. Bez względu jak było brzmi to słabo.
Kilku kolejnych utworów nie będę analizował, bo nie będę przecież przeklejał wciąż tego samego, a nic innego mi do głowy nie przychodzi poza tym, że jest coraz nudniej, monotonniej. Nawet zmiana tempa w Embassy Row nie zmienia niczego na lepsze. Wokalista znowu kaleczy wyższe tony.
Passat Dream wreszcie trochę lepsze. Fajnie chodzi bas, fajne chórki, nawet melodia ciekawsza. Znowu nóżka nieśmiało chodzi. Niby instrumentarium to samo co wcześniej, ale jakoś lepiej to wybrzmiewa. Ma jakiś przyjemny vibe.
Starlings of the Slipstream pamiętam z Depeszwizji. Dałem wtedy 3 punkty, bo to niezły numer. Co prawda chwilami wokalista znów mnie nie przekonuje, ale utwór sam w sobie dosyć ciekawy.
No i Fin na zakończenie. Ładna praca werbli, niezłe brzmienie gitar. Rytmiczny utwór, który może się podobać.
Potraktowałem ten album uczciwie jak każdy inny. Zastosowałem wszystkie mi znane sztuczki, które powinny polepszyć odbiór. Stosowałem kilkudniowe przerwy. Słuchałem nawet w na spacerze, ale też nie zadziałało. Miałem wręcz wtedy wrażenie, że trochę marnuję okoliczności na taki rodzaj muzyki, bo jakże przyjemniej by się łaziło choćby w towarzystwie no-man czy Birdy. Jest jesień, tymczasem Hien zmarnował doskonałą okazję na wrzucenie jesiennego albumu. A następna jesień dopiero za rok.
Może te utwory powinno się słuchać pojedynczo? Wtedy nie męczą i można się nimi pocieszyć. Bo w bestce utworowej przecież nawet Pavement pochwaliłem, w Depeszwiaji też punkty dałem. A album jako całość nie działa na mnie pozytywnie. Spoko początek albumu, ale w okolicy piątego utworu zawsze miałem powoli dość. Fakt, że wg mnie poziom samych kompozycji od Old to Begin mocno spadł. A że aranże nie pomagały to już tym bardziej. Wokal też właściwie na minus. Dobrze, że w końcówce znowu coś lepiej się zadziało. Nie jest to album, który by mnie drażnił czy odrzucał. Ale nie potrafił mi również sprawić przyjemności. Znam jeden zespół indie, który brzmi w sumie również bardzo monotonnie, nie ma jakichś super melodii, ale ich muzyka ma jednak jakiś fajny klimat, który powoduje, że lubię czasami posłuchać. W przypadku Brighten the Corners mi tego klimatu brakuje.
Fajnie, że zespół Pavement potrafi w trudnych chwilach postawić Hiena na nogi. Nie zmienia to jednak faktu, że to muzyka zwyczajnie nie dla mnie.
Naprawdę rzadko się zdarza, żeby tak ciężko było mi się zebrać do opisania wrażeń po odsłuchach albumu od Hiena. W obecnej turze miał on u mnie naprawdę znakomitą passę. No ale żadna passa nie trwa przecież wiecznie. Nie będę tego albumu niestety wspominał z wypiekami na twarzy.
Zespół indie – znam definicję tego słowa, ale wciąż mi szczerze mówiąc ciężko odróżnić indie rock od zwykłego rocka czy jakiegokolwiek rocka. Hien pisze o tym rzekomym niechlujstwie. Używa nawet słowa slacker rock. Na mnie to nie robi wrażenia żadnego. Muzycy mający „wyrąbane” w niczym nie są bardziej zajebiści od tych grających pod linijkę. Autorowi wrzutki to imponuje. Mnie nie bardzo. Zresztą chyba mam za mało wyczulone ucho na tego typu rzeczy i to co Hien określa „pięknym niechlujstwem” ja mogę odbierać chwilami jako jakieś rzępolenie. W ogóle na tym albumie jest za dużo gitary jak dla mnie. Nie jest to jakiś wielki zarzut dla samej muzyki, bo to przecież indie. Ja chcę tylko uzmysłowić, że jednak lubię jak muzyka zawiera coś więcej od gitar i perkusji. Bo inaczej szybko może mnie znużyć. Do tego wrócę jeszcze później.
Stereo to taki najbardziej chyba przebojowy utwór. I nie jest zły. Ma fajny bas, dobre gitary w refrenach. Przed pierwszą zwrotką też ciekawa gitarowa zagrywka. Podczas odsłuchu zawsze mi noga chodziła pod stołem. Jedynie w refrenie zespół za bardzo kojarzył mi się z jakimiś Rolling Stones, których nie lubię. Głównie za sprawą wokalu.
Shady Lane też jest spoko w sumie. Niby nie przepadam za takiego typu melodiami, ale nie jest źle. Instrumentalna końcówka na plus.
Transport In Arranged w bardzo podobnym stylu, ale lepsze. Mamy nawet jakiś flet (lub to tak brzmiący klawisz). Po drugiej zwrotce następuje fajny fragment. Najpierw delikatne dosyć gitary, potem wręcz agresywne. Dobre to jest. W końcówce utwór wraca na wcześniejsze tory. Generalnie to naprawdę przyjemny utwór.
Date w/IKEA żywsze, z niezłym początkiem i melodyjnymi refrenami. Nie przepadam jedynie, jak wokalista wpada w jakieś falsety, bo wtedy potrafi brzmieć nieprzyjemnie, a nawet komicznie. Nie ma wg mnie predyspozycji do ciągnięcia melodii w wyższe partie.
Old to Begin to już zawsze początek lekkiego znużenia z mojej strony. Za każdym przesłuchaniem to się właściwie działo. Cztery pierwsze utwory spoko, a potem uwaga gdzieś ulatuje. Po prostu to wszystko na moje niewprawne ucho zaczyna brzmieć zbyt podobnie, zbyt monotonnie. Tym bardziej, że melodie są coraz bardziej nijakie. Niby gitary można z osobna docenić, no ale ileż można słuchać wciąż tak samo brzmiących gitar? W Type Slowly wokalista ma znowu słabe momenty. Hien pisał, że on się niby wygłupiał, bo się wstydził swojego głosu. A może chłop sobie po prostu zdawał sprawę, że w wyższych partiach nie daje rady, wiec wolał te swoje fałsze obracać niby w żart. Bez względu jak było brzmi to słabo.
Kilku kolejnych utworów nie będę analizował, bo nie będę przecież przeklejał wciąż tego samego, a nic innego mi do głowy nie przychodzi poza tym, że jest coraz nudniej, monotonniej. Nawet zmiana tempa w Embassy Row nie zmienia niczego na lepsze. Wokalista znowu kaleczy wyższe tony.
Passat Dream wreszcie trochę lepsze. Fajnie chodzi bas, fajne chórki, nawet melodia ciekawsza. Znowu nóżka nieśmiało chodzi. Niby instrumentarium to samo co wcześniej, ale jakoś lepiej to wybrzmiewa. Ma jakiś przyjemny vibe.
Starlings of the Slipstream pamiętam z Depeszwizji. Dałem wtedy 3 punkty, bo to niezły numer. Co prawda chwilami wokalista znów mnie nie przekonuje, ale utwór sam w sobie dosyć ciekawy.
No i Fin na zakończenie. Ładna praca werbli, niezłe brzmienie gitar. Rytmiczny utwór, który może się podobać.
Potraktowałem ten album uczciwie jak każdy inny. Zastosowałem wszystkie mi znane sztuczki, które powinny polepszyć odbiór. Stosowałem kilkudniowe przerwy. Słuchałem nawet w na spacerze, ale też nie zadziałało. Miałem wręcz wtedy wrażenie, że trochę marnuję okoliczności na taki rodzaj muzyki, bo jakże przyjemniej by się łaziło choćby w towarzystwie no-man czy Birdy. Jest jesień, tymczasem Hien zmarnował doskonałą okazję na wrzucenie jesiennego albumu. A następna jesień dopiero za rok.
Może te utwory powinno się słuchać pojedynczo? Wtedy nie męczą i można się nimi pocieszyć. Bo w bestce utworowej przecież nawet Pavement pochwaliłem, w Depeszwiaji też punkty dałem. A album jako całość nie działa na mnie pozytywnie. Spoko początek albumu, ale w okolicy piątego utworu zawsze miałem powoli dość. Fakt, że wg mnie poziom samych kompozycji od Old to Begin mocno spadł. A że aranże nie pomagały to już tym bardziej. Wokal też właściwie na minus. Dobrze, że w końcówce znowu coś lepiej się zadziało. Nie jest to album, który by mnie drażnił czy odrzucał. Ale nie potrafił mi również sprawić przyjemności. Znam jeden zespół indie, który brzmi w sumie również bardzo monotonnie, nie ma jakichś super melodii, ale ich muzyka ma jednak jakiś fajny klimat, który powoduje, że lubię czasami posłuchać. W przypadku Brighten the Corners mi tego klimatu brakuje.
Fajnie, że zespół Pavement potrafi w trudnych chwilach postawić Hiena na nogi. Nie zmienia to jednak faktu, że to muzyka zwyczajnie nie dla mnie.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Coś się zepsuło z shodanem, chyba nie da się wgrać wersji sprzed aktualizacji
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
¯\_(:/)_/¯
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Czemu? Nie jest źle, u niego poziom spadł po piątym kawałku, ja miałem problemy już po dwóch 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Dragon, na 18 hienowych albumów to jest dopiero trzeci, którego nie chwalę. Raczej każdy chciałby mieć taką średnią.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja nie mam żalu do Wuja, spodziewałem sie takiej reakcji. Chłop nie jest gotowy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Po tylu płytach akurat ten trend może się już nie odwrócić
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Pavement - Brighten the Corners
¯\_(ツ)_/¯
Pierwotnie to nawet chodziło mi po głowie, by w ten sposób zarazem zacząć i zakończyć tę recenzję. Wiecie jak to jest - znowu jedna z tych płyt, których lepiej się słucha niż o nich pisze i nie miałbym o niej nic ciekawego do napisania poza banałami typu że jest fajna, rzetelna, poprawna i tym podobne. Nie mówiąc już o tym jakże to by było SLACKERSKIE!
Niestety, tak naprawdę to nie jestem slackerem. Właściwie to nigdy nim nie byłem, niby słuchałem kiedyś w Żaku audycji Slack Pack, ale przestałem, bo parę lat temu relacje między prowadzącymi stały bardziej naciągane niż głosy Czeza w depeszwizji czy coś i z przyczyn naturalnych umarła. Tak po prawdzie, to z wiekiem przestałem uważać, że bycie niechlujnym LUZAKIEM jest cool, bo jakoś tak zawsze okazywało się, że albo to poza mająca zamaskować stany lękowe, albo efekt bycia wiecznie zjaranym, czyli w sumie jeden pies.
Ale mniejsza z pozerami, pozerkami i tego typu pierdołami, bo wiadomo, że w gruncie rzeczy chodzi o muzykę. Pavement znam od jakichś 10 lat. Niestety, nie mogę napisać, że przez Off Festival, bo nie kojarzę ich z żadnej edycji, ale w sumie coś mi świta, że czytałem o nich na Porcysie i na bank polecał mi ich kumpel, który swego czasu z tym portalem współpracował. W każdym razie Crooked Rain, Crooked Rain zapisało się w pamięci mej jako płyta dobra, a zespół jest przedstawicielem tej grupy, którą bardzo znam i bardzo szanuję, ale wracam doń względnie rzadko.
I w zasadzie nie ma żadnego "merytorycznego" argumentu stojącego za tym, dlaczego tak jest. Bo ten no, muzycznie to jest więcej niż dobre, a może nawet i lepsze niż RZETELNE, nie słyszę tu żadnych mielizn, jest klimacik etc. Ot, życie - choćby się je poświęciło w całości na słuchanie muzyki, to i tak nie wszystkiemu da się odpowiednio dużo czasu.
Szastam mądrościami rodem z książek Paolo Coelho, ale Do Rzeczy - jak to mówią w prawicowych tygodnikach opinii. Płyta mi się podoba, bo jest dobra. Są tu ładne piosenki, które są ładnie wykonane, bo brzmienie sprawia wrażenie niechlujnego, ale w gruncie rzeczy takie nie jest, bo jakby takie było, to by te piosenki nie byłyby ładne.
Wzorem Murzyna, pozwolę sobie wyłowić samo gęste, aczkolwiek z mojej perspektywy powinienem napisać najgęstsze. Rozrzedzonego w postaci słabszych momentów zupełnie tu nie ma, nic mnie nie odrzuciło, nic nie odstaje w stopniu takim, bym chciał to negatywnie wyróżniać. Z racji tego, że dawno tego zwrotu nie używałem, pozwolę sobie z czystym sumieniem napisać - BYŁO CIĘŻKO, BO PŁYTA JEST TAK WYRÓWNANA, ŻE CIĘŻKO COKOLWIEK WYSZCZEGÓLNIĆ.
Ale chciałem rower to pocziwaj. SHADY LANE niby na pierwszy rzut siusiaka brzmi jak taka typowa beztroska indie pioseneczka z nieco "silly" refrenem, ale Pavement to nie są jacyś picusie-glancusie z audycji Anny Gacek, by pójść w banał. Przejście z pierwszego refrenu do drugiej zwrotki to majstersztyk, tak samo jak ta lekko "spooky" końcówka. Chyle copke!
STARLING OF THE SLIPSTREAM dostało ode mnie piątala w depeszwizji - to powinno mówić samo przez siebie. Nadal mi się podoba, nadal mocarne, nadal dużo fajnych pomysłów kompozycyjnych, nadal rzecz zacna. Z pewnością też nie omieszkam wracać do BLUE HAWAIIAN, które ma specyficzny, slacersko-noirowy klimat, którego nie umiem racjonalnie opisać słowami, ale który zjadam łyżeczkami, a nawet innym sztućcami.
I na pewno warto wyróżnić takie rzeczy, jak zgrabny otwieracz jakim jest STEREO, równie fajne TRANSPORT IS ARRANGED, tudzież zgrabnie wieńczące płytę FIN, bo to są rzeczy ładne, mądre, sprawiedliwe, klimatyczne oraz wypchane po brzegi ładnymi melodyjkami i ciekawymi zagrywkami.
Gitarzysta ze mnie jak recenzent, czyli żaden. Nie znam się na grze na tym instrumencie jak na wszystkim, nie napiszę nic sensownego o zagrywkach i tym podobnych, ale nawet taki głuchy laik jest w stanie docenić jaką robotę tu robią gitary, a przez robotę mam na myśli takie rzeczy jak końcówka ww. FIN czy nawet jakieś pomniejsze zagrywki, które tworzą ten charakterystyczny, "slacerski" klimat.
Jak to mówią Holendrzy - Kuus de Vlaa, czyli warto czasem dać szansę jednemu z tych zespołów, które się zakodowało jako niezłe i nie tykało, bo często się okazuje, że kryją w swojej dyskografii rzeczy ciekawe. I tak było w tym przypadku. No naprawdę fajna płyta.
¯\_(ツ)_/¯
¯\_(ツ)_/¯
Pierwotnie to nawet chodziło mi po głowie, by w ten sposób zarazem zacząć i zakończyć tę recenzję. Wiecie jak to jest - znowu jedna z tych płyt, których lepiej się słucha niż o nich pisze i nie miałbym o niej nic ciekawego do napisania poza banałami typu że jest fajna, rzetelna, poprawna i tym podobne. Nie mówiąc już o tym jakże to by było SLACKERSKIE!
Niestety, tak naprawdę to nie jestem slackerem. Właściwie to nigdy nim nie byłem, niby słuchałem kiedyś w Żaku audycji Slack Pack, ale przestałem, bo parę lat temu relacje między prowadzącymi stały bardziej naciągane niż głosy Czeza w depeszwizji czy coś i z przyczyn naturalnych umarła. Tak po prawdzie, to z wiekiem przestałem uważać, że bycie niechlujnym LUZAKIEM jest cool, bo jakoś tak zawsze okazywało się, że albo to poza mająca zamaskować stany lękowe, albo efekt bycia wiecznie zjaranym, czyli w sumie jeden pies.
Ale mniejsza z pozerami, pozerkami i tego typu pierdołami, bo wiadomo, że w gruncie rzeczy chodzi o muzykę. Pavement znam od jakichś 10 lat. Niestety, nie mogę napisać, że przez Off Festival, bo nie kojarzę ich z żadnej edycji, ale w sumie coś mi świta, że czytałem o nich na Porcysie i na bank polecał mi ich kumpel, który swego czasu z tym portalem współpracował. W każdym razie Crooked Rain, Crooked Rain zapisało się w pamięci mej jako płyta dobra, a zespół jest przedstawicielem tej grupy, którą bardzo znam i bardzo szanuję, ale wracam doń względnie rzadko.
I w zasadzie nie ma żadnego "merytorycznego" argumentu stojącego za tym, dlaczego tak jest. Bo ten no, muzycznie to jest więcej niż dobre, a może nawet i lepsze niż RZETELNE, nie słyszę tu żadnych mielizn, jest klimacik etc. Ot, życie - choćby się je poświęciło w całości na słuchanie muzyki, to i tak nie wszystkiemu da się odpowiednio dużo czasu.
Szastam mądrościami rodem z książek Paolo Coelho, ale Do Rzeczy - jak to mówią w prawicowych tygodnikach opinii. Płyta mi się podoba, bo jest dobra. Są tu ładne piosenki, które są ładnie wykonane, bo brzmienie sprawia wrażenie niechlujnego, ale w gruncie rzeczy takie nie jest, bo jakby takie było, to by te piosenki nie byłyby ładne.
Wzorem Murzyna, pozwolę sobie wyłowić samo gęste, aczkolwiek z mojej perspektywy powinienem napisać najgęstsze. Rozrzedzonego w postaci słabszych momentów zupełnie tu nie ma, nic mnie nie odrzuciło, nic nie odstaje w stopniu takim, bym chciał to negatywnie wyróżniać. Z racji tego, że dawno tego zwrotu nie używałem, pozwolę sobie z czystym sumieniem napisać - BYŁO CIĘŻKO, BO PŁYTA JEST TAK WYRÓWNANA, ŻE CIĘŻKO COKOLWIEK WYSZCZEGÓLNIĆ.
Ale chciałem rower to pocziwaj. SHADY LANE niby na pierwszy rzut siusiaka brzmi jak taka typowa beztroska indie pioseneczka z nieco "silly" refrenem, ale Pavement to nie są jacyś picusie-glancusie z audycji Anny Gacek, by pójść w banał. Przejście z pierwszego refrenu do drugiej zwrotki to majstersztyk, tak samo jak ta lekko "spooky" końcówka. Chyle copke!
STARLING OF THE SLIPSTREAM dostało ode mnie piątala w depeszwizji - to powinno mówić samo przez siebie. Nadal mi się podoba, nadal mocarne, nadal dużo fajnych pomysłów kompozycyjnych, nadal rzecz zacna. Z pewnością też nie omieszkam wracać do BLUE HAWAIIAN, które ma specyficzny, slacersko-noirowy klimat, którego nie umiem racjonalnie opisać słowami, ale który zjadam łyżeczkami, a nawet innym sztućcami.
I na pewno warto wyróżnić takie rzeczy, jak zgrabny otwieracz jakim jest STEREO, równie fajne TRANSPORT IS ARRANGED, tudzież zgrabnie wieńczące płytę FIN, bo to są rzeczy ładne, mądre, sprawiedliwe, klimatyczne oraz wypchane po brzegi ładnymi melodyjkami i ciekawymi zagrywkami.
Gitarzysta ze mnie jak recenzent, czyli żaden. Nie znam się na grze na tym instrumencie jak na wszystkim, nie napiszę nic sensownego o zagrywkach i tym podobnych, ale nawet taki głuchy laik jest w stanie docenić jaką robotę tu robią gitary, a przez robotę mam na myśli takie rzeczy jak końcówka ww. FIN czy nawet jakieś pomniejsze zagrywki, które tworzą ten charakterystyczny, "slacerski" klimat.
Jak to mówią Holendrzy - Kuus de Vlaa, czyli warto czasem dać szansę jednemu z tych zespołów, które się zakodowało jako niezłe i nie tykało, bo często się okazuje, że kryją w swojej dyskografii rzeczy ciekawe. I tak było w tym przypadku. No naprawdę fajna płyta.
¯\_(ツ)_/¯
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
¯\_(ツ)_/¯
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Mówisz o mnie? No to nie tak. Fakt, że ostatnio wjechały dwa albumy nie dla mnie, ale wiem też, że macie jeszcze sporo smakołyków w rękawie i ja je rozpoznam na kilometr. Ewentualnie po 67 sesjach w lesie.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
¯\_(ツ)_/¯
Ale strzela też szampan, bo prostytutka w końcu ktoś zauważył Blue Hawaiian, imo najlepszy numer na płycie. Na Sebie to polegać można.
Ale strzela też szampan, bo prostytutka w końcu ktoś zauważył Blue Hawaiian, imo najlepszy numer na płycie. Na Sebie to polegać można.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Taka tylko tego sugestia że jak coś to słuchajcie tego Wilsona już c'nie
Bo z tą recką od deva to wiecie...
¯\_(ツ)_/¯
Bo z tą recką od deva to wiecie...
¯\_(ツ)_/¯
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja to wręcz już bym ruszył z tym Wilsonem, bo recenzję mam, a recki Deva przesłuchanego raz Pavement już mi się tak sobie chce czytać, wszyscy już dawno wrzucili i już ruszyłem dalej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Coś tam coś tam pavement 2 utwory fajne 3354 chujowych, z czego 145 kojarzy mi się z byłą. Generalnie to ZŁOTO!!!!
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
no nie jest to Cate Brooks, ale całkiem dobre Osoby Forumowe
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To by chyba była najłatwiejsza osoba do opracowania czata AI
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dobre do jarania szlugów i spacerowania w świetle lamp sodowych
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
I nie zapominajmy o BOAZERII
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup