Nowości dawkuję dosyć ostrożnie - jestem dość stały w przekonaniach, i nieco toporny wobec zmian...
Ale, skoro już jestem w tym temacie, to wymienię parę pozycji:
Recoil - Alan to mistrz w swoim fachu... żeby słuchać, muszę być w szczególnym nastroju (jak teraz!); bardzo podobają mi się Liquid i Unsound Methods; z utworów - moim nowym nr 1 wśród perełek Recoil jest Drifting...
Blondie - druga miłość po Depeszach

: uwielbiam, odkąd pierwszy raz usłyszałem Dreaming... genialny Clem... chyba najlepszy singiel zespołu... wokalnie najpiękniejsze są Shayla i Night Wind Sent - głos Debbie z Shayli wznosi ten utwór na najwyższy poziom... najlepszy album - bez dwóch zdań Eat to the Beat, po nim Parallel Lines i Panic Of Girls, choć pozostałe też są świetne... cudny zespół
Enya - klasa sama dla siebie, wspaniała na smutne, szare dni... Fairytale...
Midnight Oil - Pete Garrett jes wielki! (nie tylko wzrostem); piękne, poruszające piosenki, przemawiające do wyobraźni teksty (mój ulubiony River Runs Red, świetny Arctic World)...
The Corrs - zarówno zespołowo, jak i solowo (rewelacyjna Sharon)... sentyment do What Can I Do pozostał...
Kiedyś ceniłem Bon Jovi, ale ostatnie ich dokonania są dosyć blade (beznadziejne The Circle); kiedyś mieli świetne płyty (ballady z These Days, Slippery When Wet, genialny album Jona solo Blaze Of Glory)... czasem żałuję, że nie urodziłem się wcześniej...
Belinda Carlisle - pierwsza ulubiona wokalistka... Circle In The Sand do dziś jest w pierwszej dziesiątce ulubionych piosenek...
Generalnie - poza hip hopem, disco polo i kiepskim techno (i tandetą ogólnie) chyba wszystkiego chętnie posłucham...
Zwłaszcza, że każde z nas ma zupełnie różne upodobania...